BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gorzka Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gorzka Łapa. Pokaż wszystkie posty

27 sierpnia 2019

Od Gorzkiej Łapy C.D Snu

Co to lisie łajno sobie myślało? Czy ona właśnie wepchnęła jej szyszkę w pysk? Jej? A teraz oferowała jej posiłek? Na osty i ciernie, nie doczekanie! Lada chwila miała zostać nie potężną wojowniczką, jak tatuś, a jakiś wielki wypłosz miał serwować jej jedzenie?
W końcu udało jej się poluzować wrzynającą się w podniebienie szyszkę, którą pękła. Rozdrobnionymi kawałkami knebla Gorzka splunęła w nieznajomą, trafiając tym samym w jej klatkę piersiową. Niech to wszystko piorun trzaśnie, przecież celowała w pysk! Dlaczego ta brzydula musi być taka wielka?
— Zabieraj mi to sprzed nosa Ty... Ty... — urwała na chwilę, aby wymyśleć jakąś dobrą obelgę. — Krowi placku jeden, o! I na co się gapisz, co? Wiesz, kim jest mój ojciec? — odtrąciła łapą skrzydlate żyjątko, spoglądając hardo na nieznajomą. Koło ogona jej latało, iż była wielka i dla czekoladowo-rudej mogła być potencjalnie groźna. W oczach Gorzkiej był to intruz na terenie ich w s p a n i a ł e g o Klanu Wilka. Och, niech no tylko Iglasty Krzew się dowie!
— Hej, spokojnie — kocica poczęła łapą strzepywać kawałki szyszki z futra, trochę zdziwiona, a trochę chyba zirytowana zachowaniem koteczki? Też coś. Powinna być przerażona. W końcu spotkała Gorzką Łapę. TĄ Gorzką Łapę. — Chciałam tylko być miła. Nie musisz od razu się denerwować.
Małe pazurki wbiły się w ziemię, słysząc te słowa. Och, gdyby tylko tata tu był, pokazałby tej wielkiej, czarnej kupie futra, gdzie raki zimują. Znaczy się, Gorzka też by jej chętnie pokazała, ale nie chciała brudzić łapek, no i wszyscy wiedzieliby, że wyszła z obozu bez pozwolenia...
— Być miła — przedrzeźniła ją, na końcu wytykając język — też coś. Nie zadaję się z jakimiś wypłoszami dwunogów. To oni cię tak spasli? — burknęła z kpiną, uśmiechając się przy tym złośliwie, pewna, że teraz to jej przygadała. Właściwie, nie wiedziała, czy maine coonka ma coś wspólnego z dwunogami, ale obok klifiaków to była największa obelga, jaką znała, więc jej użył. Sen spojrzała na nią, marszcząc brwi. Wydawało się, jakby oddawała się jakiejś dziwnej zadumie, chociaż Gorzka prawie nie zwróciła na to uwagi.
— Słuchaj, mała. Nie mam pojęcia, o co ci chodzi, ale chciałam się po prostu zaprzyjaźnić. Skoro mamy tak rozmawiać, to najlepiej sobie pójdę — chwyciła gołębia w pysk i odwróciła się w swoim kierunku. Ucieka? Też coś! Najpierw wtargnęła na ich tereny, a teraz ucieka? Och, Gorzka na pewno jej na to nie pozwoli! Rzuciła się za nią, ciągnąc ogromną kotkę za ogon. — Co ty znowu wyprawiasz? — sarknęła, patrząc na nią z wyrzutem.
— Nigdzie nie uciekasz! Zabieram cię do tatusia. Musi wiedzieć, co zrobiłaś! — krzyknęła po puszczeniu jej, szczerząc przy tym kły. Sen westchnęła.
— Czyli... Co dokładnie?
Gorzka wbiła pazury w ziemię, biorąc głęboki wdech. Głupia, nie wie nawet, co zrobiła?
— Wtargnęłaś na teren należący do wspaniałego i wielkiego Klanu Wilka, a następnie przygniotłaś swoim dupskiem córkę zastępcy tego cudownego miejsca, ponadto ubliżyłaś jej zdolnością łowieckim, oferując jej to... Coś — wskazała z politowaniem na gołębia — a to oznacza, że masz poważne kłopoty! — zawołała wesoło, unosząc ogonek do góry. — Więc idziesz ze mną... Śmierdziuchu — rzuciła od niechcenia, nie licząc na chociażby cień protestu.

< Sen? Gorzka to bardzo milusińska istotka ^^ >

22 sierpnia 2019

Od Gorzkiej (Gorzkiej Łapy) C.D Perły (Perłowej Łapy)

Gorzka doceniała, że czekoladowa próbowała jej pomóc, ale nie widziała takiej potrzeby. Jej mama pogada sobie, jak zawsze. Troszkę o wychowaniu, o tym, co kotce przystało i jak to wojownicy ciężko pracują, aby klan prawidłowo funkcjonował, a nie marnują czas na jakieś głupie żarty. Szylkretka będzie kiwać głową i potakiwać, wytykając język i przewracając oczami, jak tylko królowa odwróci wzrok. Ta da jej jakąś karę i odejdzie z uniesionym ogonem, a potem... Potem przyjdzie tatuś i ją udobrucha! Na Gwiezdnych, jej miałoby coś nie ujść na sucho? Naiwna Perełka, tak mało wiedziała o życiu. Jakna razie wszystko przebiegało zgodnie ze zwykłym schematem. Gorzka musiała przyznać, że już ją to nudziło, jednak w końcu rodzicielka postanowiła ją wypuścić, kategorycznie zabraniając opuszczać żłobek. Pręgowana mruknęła jakieś "Ale mamo!" aby po chwili usłyszeć "bez dyskusji!". Położyła więc uszy po sobie i uprzednio spuszczając ogon, odeszła. Musiała wyglądać na bardzo przejętą, przecież w każdej chwili mógł wejść tatuś. Słysząc kroki w swoim kierunku odwróciła się i z miną zbitego kotka spojrzała na... Perłę. Och. W porządku. Fałszywy alarm.
— Ojej, była bardzo zdenerwowana? — zapytała, widząc jej minę. Gorzka utrzymała ją jeszcze chwilę, aby zaraz pokiwać głową, na jej pysk wstąpił jednak zawadiacki, wesoły uśmiech, nie pasujący do uszu i ogona. — To... Dlaczego się uśmiechasz? Przecież to nie fajnie, masz szlaban — zauważyła zdziwiona koteczka. Gorzka z trudem powstrzymała śmiech.
— Tatuś to załatwi. Jak zawsze — przeciągnęła się, wzruszając ogonem z leniwym uśmiechem. — Swoją drogą, widziałaś minę mojej matki? O-błęd-na! Jesteśmy mistrzowskie, przysięgam! — delikatnie uderzyła koteczkę łapą w ramię, śmiejąc się przy tym. Perła przez moment wpatrywała się w nią tym zaskoczonym spojrzeniem, aby w końcu też się roześmiać. Skoro Gorzka była taka, jak zawsze, to przecież nic się nie stało!
— Hej, w sumie, to cię lubię, wiesz? Bądźmy przyjaciółkami! — zawołała, uśmiechając się szeroko. Spojrzała na swoją łapę, po czym uniosła ją do góry. — Przybij, jeśli chcesz być moją przyjaciółką!
Córka Śnieżnego Sopla spojrzała na łapę Gorzkiej, zaciekawiona jej otwartością. Uniosła swoją łapkę, porośniętą powykręcanym futerkiem i przybiła towarzyszce "łapkę". Gorzka zaśmiała się wesoło i położyła na plecy.
— Ale się wkopałaś, mała. Jestem naprawdę fatalną przyjaciółką — stwierdziła, puszczając jej oczko. Wszyscy w końcu wiedzieli, że szczerość była jej największym atutem.

~*~

— Co?! Że niby tam? Co ty, zgubiłaś mózg, razem z ogonem? Klan Klifu to najgorsze z możliwych miejsc. Oni są źli, Perło!
Oczywiście, że była zła! Była wściekła, na osty i ciernie, a jej futro... Och, ono wręcz stało dęba, co nie było wcale łatwe, z uwagi na kołtuny! Dała jej swoje rozmokłe, zimne liście. Pozwoliła podłożyć je pod łapy jej matki! A ona... Ona od tak wraca, skąd przed księżycami przylazła jej matka i ta przerażona mysz w ciele kota? Uczennica fuknęła pod nosem, zirytowana.
— S-słuchaj, naprawdę mi przykro — powiedziała po raz któryś już z rzędu Perła. Gorzka Łapa przewróciła niebieskimi oczami, zmęczona całą swoją złością i zawodem. I pomyśleć, że zaczynała lubić tego jej dziwnego ojczulka królową. — Wiem, że nie lubisz Klanu Klifu, ale to moja rodzina. Muszę z nimi wrócić. Zresztą, może Klan Klifu wcale nie jest taki, jak mówi twój tata? Skąd możesz wiedzieć, skoro nigdy tam nie byłaś?
Czekoladowo-ruda uderzyła ogonem w ziemię, słysząc to. Co za idiotka. Zdrajczyni! Kto chciałby opuszczać Klan Wilka? Przecież to najwspanialsze miejsce w lesie! Przenajlepsiejsze! A na pewno lepsze, niż ten cały Klan Klifu.
— To sobie idź — fuknęła, patrząc na nią spod zwężonych oczu. — No już, wynocha, idź do swojego głupiego Klanu Klifu i mi się nie pokazuj. Zdrajczyni. To ty jesteś fatalną przyjaciółką — wytknęła jej język i odwracając się gwałtownie, wyszła z obozu. Ani jej się śniło obrócić łebek i ostatni raz spojrzeć na przyjaciółkę. Przyjaciółkę? Och, nie. Klifiaki nie są jej przyjaciółmi. Klifiaki to wrogowie, a ona nie rozmawia z wrogami. Tylko Klan Wilka ma miejsce w jej sercu. Przeszła jeszcze kilka kroków i uderzyła łapami w korę pobliskiego drzewa, znajdując ujście dla natłoku emocji, który dalej buzował w niej, niczym lawa w wulkanie. Jeszcze raz. I jeszcze jeden. Biła tak długo, aż złość zdążyła z nirj ulecieć i pokazać prawdziwe oblicze. Smutek. W jej oczach pojawiły się łzy, a koteczka skuliła się w kłębek i zaczęła płakać.
— Głupi Klan Klifu. Głupia Śnieżny Sopel. Głupi Kozi Pierd. Głupi Barwinek, Bodziszek i Jaśminek! Głupia, głupia, głupia Perła! — mruczała przez łzy, sfrustrowana. Zawsze wszystko szło po jej myśli i koteczka nie umiała pojąć, że świat wcale nie jest przystosowany dla niej i nie działa tak, jak ona mu rozkaże. Tak brutalne zderzenie z rzeczywistością zszokowała butną, świeżo upieczoną uczennicę. Przez wszystkie te księżyce mogła robić, co tylko chciała i dostawała, czego chciała. Czemu teraz miało być inaczej? Czemu Perła ją zdradziła?

< Jak ktoś chce, to może dokończyć :> >

17 sierpnia 2019

Od Gorzkiej C.D Zmierzchu

O proszę, czyżby jej nudny braciszek postanowił przejść na ciemną stronę mocy? Kąciki ust Gorzkiej niemalże od razu podskoczyły w górę, a niebieskie oczy szylkretki zalśniły, nie mogąc się doczekać przygody. Nie mogła jednak tak od razu się zgodzić! Ach, na Gwiezdnych, ona miałaby odpuścić okazji, aby poprzekamarzać się z bratem? Nie ma takiej opcji. Popchnęła łapką kulkę mchu na drugi koniec kociarni i rzuciła bratu tajemnicze spojrzenie.
— Czy ja wiem? — zapytała, obchodząc go wokół — Ty to chyba nie lubisz niebezpieczeństwa, co? — rzuciła, jakby od niechcenia, po czym zbliżyła pysk do jego ucha. — Nie boisz się, co powie mama, braciszku?
Widziała, jak pod wpływem jej szeptu małe uszy kocura zastrzygły się lekko i musiała przyznać, że dało jej to nie małą satysfakcję. Mimo wszystko miała nadzieję, że wcale go nie zniechęciła. Naprawdę cieszył ją pomysł, z jakim wyszedł czekoladowy kocur. Grzechem byłoby z niego nie skorzystać, prawda?
— Nie powie nic, jeśli się nie dowie — odpowiedział z uśmiechem. Gorzka stanęła w miejscu, unosząc ogon do góry i wlepiając w niego poważne spojrzenie. — Co? — bąknął, nie do końca rozumiejąc, o cóż znowu jej chodzi.
— Test. Zdany. Pomyślnie. — Z każdym słowem, poprzedzonym chwilą pauzy, rysy jej pyszczka wygładzały się, aż wreszcie posłała mu szczery, zawadiacki uśmiech. Uderzyła go delikatnie łapką w bark, po czym wybiegła z kociarni. — No, chodź, zanim się rozmyślisz! — zawołała radośnie. Brat ruszył za nią. Gdy tylko opuścili przytulne, ciepłe leża, poczuli chłód, a ich futerka zaczęły powoli przykrywać się białą barwę. Gorzka bez wątpienia uważała, że Pora Nagich Drzew była magiczna. Zimny puszek otaczał wszystko, gdzie tylko sięgnąć  okiem. Dominował łąki, gałęzie, a nawet igiełki drzew. A gdy się na niego nasiusiało, zmieniał kolor! Magia, jak nic! Nie to jednak było najlepsze. Śliska pierzynka, jaką las okrył się do snu, dawała wiele okazji do potencjalnych psot! Sypnąć jakiemuś staremu zgredowi śmiegiem w pysk? Proszę bardzo! Wrzucić siostrę w zaspę? Nie ma problemu! Podkopać lekko powierzchnie wokół stosu, aby wszyscy chcąc tam iść się przewracali? Łatwizna!
— No, chodź! — pisnęła ponaglająco Gorzka, wskakując pod śnieg. Będąc pod ową warstwą odkryła, że posiadanie jej w uszach nie jest wcale takie przyjemne, ale nie zamierzała tego mówić głośno. W końcu, jej nic nie było groźne! Gdy miała pewność, że jej brat również się ukrył, ruszyła z werwą w stronę wyjścia z obozu, starając się utrzymać swoją ekscytację na wodzy na tyle długo, aby ich nie przyłapali. W końcu jej główka wyskoczyła spod ukrycia. Coś białego zostało na jej nosku, a ona zazezowała, aby to zobaczyć? Śnieg? Już miała go strząsnąć łapą, gdy kichnęła, a puszek sam z niej spadł. Uśmiechnęła się, wychodząc całkowicie ze śniegu.
— Patrz, braciszku! Jesteśmy! — oznajmiła radośnie, skacząc i obracając się wokół własnej osi. Zaraz jednak zdała sobie sprawę, że tylko ona tak skacze i się obraca. — Braciszku? Gdzie jesteś? — zapytała, patrząc czujnie na boki. Nie to, że bała się być tutaj sama. Z pewnością rozłożyła by na łapy każde niebezpieczeństwo, jakie odważyło by się stanąć z nią do boju. Co jednak, jeśli Zmierch stchórzył i wrócił do obozu? Och, niech go. Jak tylko Gorzka go dorwie, to ją po--
Może chciałaby dokończyć tą myśl, coś jednak chwyciło ją za łapkę i wciągnęło pod ziemię, a ta pisnęła cicho.
— C-co jest?! — poczęła kopać na oślep, nie wiedząc, co robić. Gdzie jest tatuś?!
— No już, przestań, to boli! — rozbawiony głos brata dobył się spod jej łap, a ona odkryła, że padła ofiarą jego pułapki. Och, trudno opisać, jaka duma tchnęła w jej serce, gdy się o tym zorientowała. Wyszła ze śniegu i obserwowała, jak czekoladowy robi to samo.
— Nieźle, naprawdę, nieźle — pochwaliła, uśmiechając się — chociaż ja tam się wcale nie bałam, ale gdybyś zrobił tak Gasnącej, albo temu całego Kozie, lub Bodziszkowi, oni na pewno by padli z przerażenia! — Roześmiała się wesoło, szczęrząc ząbki.

< Braciak? >

15 sierpnia 2019

Od Gorzkiej C.D Turkawiego Skrzydła

Czekoladowo-ruda zmrużyła oczy, przysłuchując się historii kocicy. Nie miała nawet cienia podejrzenia, że medyczka w jakikolwiek sposób ją ocenzurowała. Ba, była całkiem niezła. Taka historia to nie lada czad! Gdyby Gorzką spotkało coś podobnego, rozpowiadałaby o tym na prawo i lewo.  Teraz niechętnie przeniosła wzrok na zioła. Wiedziała, że musi wywiązać się z umowy. Tata by to zrobił, a ona przecież chciała być jak tata. Silnym, wielkim kocurem. Znaczy kotką, ale tak silną i wielką, że niejeden kocur będzie się jej lękał. O, dokładnie!
Takie silne i wielkie kocury nie boją się ziółek, prawda? Westchnęła ciężko, podnosząc wzrok na Turkawie Skrzydło.
— Niech już będzie. Byle szybko — fuknęła pod nosem, wciąż niezadowolona ze swojego marnego losu. Jeju, jest na tyle silna, aby przetrwać bez ziół, po co jej one?
Asystenka medyka odwróciła się, a Gorzka pomyślała, że to idealne moment na ucieczkę. Ale hej, przecież miała być wojowniczką, czyż nie? Prawdziwy wojownik nie ucieka od tak, jakby nigdy nic! Zacisnęła zęby i obserwowała, jak Turkawie Skrzydło sięga po ohydztwo, które zaraz miało trafić do pyszczka szylkretowej. Kocica zatkała nosek, a tonkijka spojrzała na nią zdziwiona.
— Nie przesadzasz czasem? — na to pytanie niebieskie oczy niemalże spiorunowały kocicę.
— Dawaj to, póki nie zmieniłam zdania — bąknęła niegrzecznie, z pewnym rodzajem wyższości. Dla kogoś trzeciego mogło to być zabawne, niewielki kociak, pyskujący dojrzałej, doświadczonej przez życie medyczce. W Klanie Wilka była jednak już całkiem znana i jasne było, że skakała z pyskiem na każdego - tatuś i tak jej pomoże, jeśli wpadnie w kłopoty. Kulawa kotka tylko wywróciła oczami i podała Gorzkiej zioła, które ta powoli przemieliła w pysku, krzywiąc się przy tym niemiłosiernie. Kilka uderzeń serca zajęło, nim córka Iglastego Krzewu w końcu połknęła medykamenty, wystawiając teatralnie język z obrzydzeniem.
— Fujka, fujka — jęknęła niezadowolona — bez sensu — poczęła ględzić, deklarując swoją niechęć do podanych roślinek zupełnie tak, jakby była to najgorsza rzecz na świecie.
<Turkawko? >

13 sierpnia 2019

Od Gorzkiej C.D Koziej Nóżki

Trzeba przyznać, że szylkretowa miała ostry ubaw, gdy jej tata krzyczał na Kozią Nóżkę, mimo iż kocica starała się nie wybuchnąć śmiechem ze wszystkich swoich sił. Och, czy mogło być zabawniej? Dawny wojownik Klanu Klifu bez wątpienia był przerażony, a kocica miała z tego nie lada satysfakcję. Tak się kończy, jak zjada się ogony własnych dzieci. Lamus.
— Oczywiście, że nie! Tak po prostu, sama z siebie wlazła do twojego pyska! — wrzasnął zirytowany Iglasty Krzew. W jego oczach szalała dzika wściekłość po tym, co zobaczył. Nie było co się dziwić, gdyż z perspektywy osoby trzeciej, sytuacja była naprawdę dwuznaczna, nawet, jeśli szylkretowa wcale jej tak nie widziała. W oczach kociaka wszystko było proste. Świat był prosty. Kocięta nie miały ogonów, bo Koza je zjadł, a malutka chciała mu pomóc, aby nie miał problemów, bo jest głupi, więc chciała je z niego wyjąć. Dziecinnie proste. Jednak dorośli widzieli sytuację zupełnie inaczej, a kociak w pysku innego kocura był jasnym przekazem.
— Dokładnie tak było! — krzyknął ponownie. Głowa czekoladowo-rudej przeskakiwała z jednego, na drugiego i z drugiego, na pierwszego, próbując nadążyć za sytuacją.
— Kochanie, daj spokój, to absurdalne... — Gęsie Pióro westchnęła ciężko. Miała już powyżej ogona tych wiecznych kłótni jej wybranka z Klifiakiem. Wszystko, czego teraz chciała, to odpocząć.
— Dobrze — oznajmił niespodziewanie Iglasty Krzew — uspokoję się.
Wyciągnął łapę przed siebie, tak, jakby miał uderzyć liliowego, jednak zamiast tego, przejechał pazurem po ziemi. W ślad za jego łapą podążyła trochę krzywa linia, przedzielająca kociarnię na dwie części. Gorzka z zaciekawieniem i pewną fascynacją obserwowała poczynania jej ojca.
— Uspokoję się, gdy będę wiedział, że moje dzieci są bezpieczne. Przekrocz tę linię, a nakarmię tobą myszy — zagroził, przyglądając się bacznie kocurowi. Gorzka usłyszała, jak Kozia Nóżka przełyka ślinę. Jej ojciec polizał ją w głowę, przytulił matkę, po czym opuścił leżę. Liliowy spojrzał na szylkretkę, przerażony.
— Ups? — rzuciła niewinnie malutka, wzruszając ogonkiem. Zupełnie tak, jakby nic się nie stało.
< Kozo? >

Od Gorzkiej C.D Perły

Chłód na zewnątrz sprzyjał jej planowi. Czegokolwiek nie przyniosłaby z dworu, po kilku chwilach stawało się mokre i śliskie. Idealnie! Zebrała już wiele, naprawdę wiele pozostałych po Porze Opadających Liści listków  i teraz z zadowoleniem wykładała nimi wejście do kociarni. Mama i jej rodzeństwo gdzieś poszli, a Koza i Śnieżka nie zwracali na nią aż takiej uwagi, więc nie było nikogo, kto przeszkadzałby czekoladowej szylkretce. Ktokolwiek wejdzie do kociarni, wywinie pięknego orła! Była już prawie u kresu swojego dzieła, gdy coś gwałtownie wyrwało ją od pracy.
— Hej. Co robisz? Mogę z tobą? Proszę... — Kocica odwróciła się, aby zobaczyć... Cóż, niespecjalnie dużą, czekoladową kulkę z futrem przypominającym owieczkę. Córka Iglastego Krzewu spojrzała na nią, trochę zbita z tropu. Ona? Z nią?
— Pobrudzisz sobie łapy, pokurczu. To zabawa dla dużych — rzuciła, wracając do tego, co robiła. Oczywiście, nie na długo. Okazuje się, że małe, miękkie kotki potrafią być całkiem uparte.
— Oj, ale proszę. Na pewno jakoś pomogę. Co robisz? — dociekała. Gorzka spojrzała na koteczkę, a potem na wyjście, po czym wydała z siebie ciche westchnienie. A, co jej tam.
— Zastawiam pułapkę — oznajmiła, uśmiechając się z satysfakcją — pierwszy kot, jaki tutaj wejdzie, poślizgnie się na tym wszystkim. Fajnie, co? — rzuciła, wyraźnie dumna z siebie. Córka Koziej Nóżki spojrzała na wejście, troszkę niepewnie.
— A jeśli zrobi sobie krzywdę? — zapytała. Gorzka przewróciła niebieskimi oczami, słysząc to jakże idiotyczne zwątpienie w superowość jej planu. Ech, kociaki...
— I widzisz? Dlatego to nie zabawa dla ciebie. Za bardzo się martwisz, mięczaku. Wracaj do rodzeństwa i daj mi działać — rzuciła, powracając do swojego zajęcia. Chwyciła w pyszczek kolejny listek i ułożyła go na pozostałych, gdy zobaczyła, że młodsza robi to samo. Zmrużyła oczy, zbita z tropu. — Co robisz? — mruknęła podejrzliwie. Perła zaśmiała się, słysząc to.
— Pokazuję ci, że umiem się bawić. Chyba nie pękasz? — Czekoladowa spojrzała na nią figlarnie, a Gorzka uśmiechnęła się. Cóż, przynajmniej ten cały Koza ma fajne dzieci. Chociaż tyle. Obie kotki wróciły do układania liści. Gdy skończyły, usunęły się w bok kociarni.
— Iii... co teraz? — zapytała Perła, spoglądając na starszą koleżankę.
— Obserwujemy. Ale będzie odjazd! — Gorzka niemalże podskoczyła, jednak nikt się nie pojawił. Ani za chwilę. Ani za kolejną. Miały już znaleźć sobie inne zajęcie, kiedy usłyszały kroki, a nieszczęsna dusza weszła do kociarni, ślizgając się na zastawionych liściach i upadając na pysk. Gorzka i Perła poczęły dusić się ze śmiechu, kiedy do szylkretki dotarło, kto został jej ofiarą.
Nie dobrze. Bardzo nie dobrze.
—  Gorzka! Co ty znowu wyprawiasz? Nie masz żadnych mądrzejszych zajęć? — Gęsie Pióro zdecydowanie nie wyglądała na zadowoloną, a nigdzie nie było tatusia, aby powiedział to swoje "spokojnie, kochanie, to tylko dzieci". Szylkretka chyba miała kłopoty.

< Perełko? uwu>

03 sierpnia 2019

Od Gorzkiej C.D Zmierzchu

Koteczka czuła, że panikuje. "Grunt" chwila za chwilą uciekał spod szylkretowych łap, a w jej gardle tańczyła panika. Mimo to dzielnie perła przed siebie, chwytając się kolejnych i kolejnych martwych zwierzątek, których było coraz to mniej. Najwyżej umrze. Co jej tam. Wyskoczyła parę kocięcych kroków w górę, zręcznie chwytając się wyższych stworzonek, nie minęła jednak chwila, a ponownie była w tym samym miejscu. Lada moment zderzy się z gruntem, a to oznaczało porażkę. Porażka nie była w jej stylu! Dlatego też parła przed siebie, aby udowodnić sobie i będącemu pod nią bratu, że jest niepokonana.
Ta, chciałaby. W końcu jednak musiała popełnić jakiś błąd. Jej łapą zsunęła się z ruchomej ścianki wspinaczkowej, jaką sani sobie stworzyli, a ona osunęła się, wpadając wprost na czekoladowego. Kociaki poturlały się po górce z martwych zwierzątek i w końcu wylądowały na ziemi, upadając obok siebie. Zmierzch westchnął ciężko, rozglądając się wokół. Gorzka podniosła łebek. Leżała pośrodku wielkiego bałaganu, a świat wokół wirował. W dodatku, naraziła na obrażenia swojego braciszka, a tatuś i mama zdecydowanie nie będą dumni, jak zobaczą, co narobili. Koteczka podrygnęła się energetycznie, wstając i poruszając się krzywo, po kręcącym się podłożu.
— Ja chcę jeszcze raz! — zawołała radośnie, podskakując i ponownie wpadając na młodszego braciszka. Przytuliła do niego na moment łebek, po czym poczochrała jego futro łapą. — Ale czad, co nie? Pełen wypasior! Powtóreczka? Jeszcze raaz? — zaczęła wypytywać, szczerząc pyszczek w szczerym, przepełnionym radością i ekscytacją uśmieszku, unosząc ogonem aż po sake niebo.

< Braciszku? uwu >

Od Gorzkiej C.D Perły

Szylkreta poczęła ze zdumieniem potrząsać łapą, czując, jak mała istotka mocno ją trzyma. Ile siły może mieć taka kulka, na gwiezdnych, czy inny głupi wymysł jej Klanu? Koteczka zaczęła ciągnąć w swoją stronę, starając się, jak tylko mogła, jednak mimo wszystko maleństwo wciąż ją trzymało.
— Utknęłam — mruknęła z irytacją do Gasnącej, która umierała ze śmiechu. Ach tak? To takie fajne, jak siostra ma tarapaty? Jeszcze zobaczymy! Szylkretowa kocica poczęła mocniej ciągnąć, aż w końcu poleciała do tyłu, uwalniając swoją łapę i... Ciągnąc na sobą tą małą, puszystą istotkę, którą jeszcze przed chwilą wytykała za wszystkie czasy. Córka Iglastego Krzewu upadła na plecy, natomiast Perła wylądowała na jej brzuchu. Teraz Gorzka trzymała ją w swoich łapkach. Była taka mała, a przy tym taka mięciutka! Jak świerzutki mech, który dopiero co został pozbawiony całej wody. Gorzka objęła maleństwo łapkami, czując to przyjemne, fajniaste furerko. Tulenie. Tulenie było przefajniaste! Tykanie to było nic, w porównaniu z tuleniem! Tykanie było dla takich lamusów, jak jej siostra, Gorzka opracowała właśnie nowy sposób cieszenia się tą fajną sierścią i nie zamierzała odpuścić! Teraz to ona mogła śmiać się z Gasnącej, albowiem miała aktualnie o wiele fajniej od niej!
— Wygrałam! Caaalutka moja! — zawołała zwycięsko do Gasnącej, tuląc do siebie pociechę Koziej Nóżki i Śnieżnego Sopla. To było aż zbyt przyjemne!

< Perełko? uwu >

Od Gorzkiej C.D Koziej Nóżki

Mała koteczka z zapałem poczęła szukać zagubionych części ciała maluszków, nie dając Kozie dojść do słowa. Za każdym razem, gdy ten próbował wyjaśnić jej, że wcale nie odgryzł żadnych ogonków, krzyczała na niego, że ma być cicho, bo zaraz wrócą jej mamusia i tatuś i ona powie ojcu, co zrobił. Mimo iż cała sytuacja była absurdalna, Kozia Nóżka bał się taty szylkretki i spodziewał się, że wojownik Klanu Wilka skorzystałby z każdej okazji, aby tylko nakopać mu do tyłka, więc zamykał wówczas buzię na jakiś czas. Kiedy jednak minęła naprawdę dłuższa chwila, a Gorzka wciąż nie znalazła ogonków maluchów, stanęła u jego łap i posłała mu iście wojownicze spojrzenie. Dla niej wszystko było jasne.
— Ty, ty, ty, brutalu ty, wiedziałam, że coś z tobą nie tak! — zawołała, uderzając małymi łapkami o ziemię. Liliowy westchnął ciężko, szykując się na kolejną porcję wymęczających komentarzy tego pomiotu Miejsca, Gdzie Brak Gwiazd.
— Co tym razem zrobiłem, Gorzka? — zapytał cierpliwie, pochylając się, by mała lepiej go widziała. Ta uderzyła go lekko w brzuch, zirytowana.
— Tutaj są! Zjadłeś je, dziadu jeden! Wiedziałam, po prostu wiedziałam, że nie można ufać takim brodaczom. Jak mogłeś? — słowa wypływały z jej pyska, jak pociski, a Koza naprawdę nie wiedział, co z nią począć. Z jednej strony, jej przekonania były urocze, ale co z tego, jeśli może mieć przez to problemy? Już miał odpowiedzieć, gdy mała pociągnęła go za brodę, aby ten położył łeb na ziemi.
— H-hej! Co robisz? — zapytał, nim dalsza dziwność się zdarzyła. Mała włożyła bowiem łeb do jego paszczy, próbując dostać się do środka.
— Idę po nie. Muszę ratować twoją skórę. Wiesz, jesteś fuj fuj klifiakiem, ale jak tatuś się dowie, to umrzesz, a one potrzebują ojca, nawet, jak jest głupi jak mysz — stwierdziła, wciskając łapki do środka pyska zdezorientowanego kocura, który w dodatku nie miał zielonego pojęcia, jak wyjść z sytuacji, aby nie zrobić małej krzywdy. Przecież jego zęby były ostre!
— Co tu się wyprawia? — Oboje usłyszeli gniewny głos, a Gorzka niemal natychmiast wyskoczyła z pyska kocura.
— Tatuś! Nic, nic, oglądałam sobie pana królową! — zapewniła, tuląc mokry od śliny klifiaka pysk do łap ojca.

< Kózko? >

18 lipca 2019

Od Gorzkiej C.D Iglastego Krzewu

Mała zachichotała radośnie, widząc łeb swojego taty (będący, swoją drogą, trochę większy od niej samej) tuż u jej łap. Uśmiechnęła się szeroko, kładąc przednie kończyny na jego nosie.
— Ding! — zawołała radośnie, wystawiając język. Kocur uśmiechnął się delikatnie, jednak zaraz ponownie się skrzywił, gdy Zmierzch przesiadujący na jego karku podskoczył z ekscytacją, widząc, co zrobiła jego siostrzyczka.
— Jeszcze raz! Jeszcze raz! — zawołał, a czekoladowo-biała, szczęśliwa, że zwróciła na siebie uwagę nie tylko taty, ale i całego rodzeństwa, powtórzyła czynność. Gasnąca uśmiechnęła się radośnie i również poprosiła o powtórkę. Po kilku takich, liliowy kocur przestał uważać to za "urocze". Och, nie, teraz było to upierdliwe, a do tego zaczęło swędzić go w nosie. Niech ta mała terrorystka przestanie! Ha, jeszcze czego. Pręgowana ani myślała zaprzestać tego, co robiła, a jego wybawienie, zwane także Gęsim Piórem, najpewniej właśnie kończyło obiad. Kocur zacisnął wargi, robiąc wszystko, aby nie kichnąć, mała jednak zdawała się nawet tego nie zauważyć i "dingała" go dalej, z ogromną radością na pyszczku. Iglasty Krzew w końcu uniósł łeb i kichnął donośnie, co sprawiło, że mała aż przewróciła się na plecki ze zdumienia. Ba, nawet trochę się przestraszyła, chociaż bardziej podeskcytowała. Tatuś miał taaakie duże zęby.
— Ale fajnie! Jeszcze raz, tato! — zarządziła, przewracając się na bok, aby następnie wstać. Kocur westchnął ze zrezygnowaniem.
— Nie umiem kichać na zawołanie, skarbie — mruknął. Zmierzch zeskoczył z jego pleców i stanął tuż obok Gorzkiej, co po chwili poczyniła także Gasnąca. Cała trójka wpatrywała się w niego ze zdumieniem. — No co? — zdziwił się, trochę już przerażony, tą dziwną ciszą.
— To tatuś czegoś nie umie? — Gasnąca powiedziała to, co wszystkim maluchom na pewno przeszło przez myśl, przewracając przy tym główkę na bok.

<Tato?>

Od Gorzkiej

Zaczepianiu klifiaków nigdy, ale to nigdy nie było dosyć. W końcu, co było tutaj ciekawszego do roboty, skoro na dworze było "zimno" i mała nie mogła "legalnie" pochodzić sobie po obozie? Zresztą, sam teren obozu była TAAAKI nudny! Znała go już na pamięć i chciała pójść gdzieś dalej, ale oczywiście nie i nie, bo zimno, bo niebezpiecznie, bo jesteśmy starymi nudziarzami! Kochała swoich rodziców, ale męczyła ją ta opieka, jaką ja otaczali. Przecież była już duża! Miała jeden księżyc, więc była zupełnie dorosła. Tak, dokładnie.
Wracając jednak do sedna sprawy, dziś ofiarą tej wyszczekanej gówniary miała paść Srebrny Sopel, matka tych nowych, co zajmowały jej miejsce. Wydawała się całkiem w porządku, ale była też klifiakiem, a tatuś mówił, że klifiaki to fuj fuj i uważać. A przecież tatuś nigdy się nie mylił!
Czekoladowa podeszła do koteczki, uśmiechając się.
— Cześć! — mruknęła wesoło. Śnieżny Sopel spojrzała na nią, trochę zdziwiona, jednak posłała jej ciepły uśmiech. W końcu, to był tylko ciekawski świata dzieciak, a ona zdecydowanie była dla niej wielką nowością.
— Hej, malutka. Co porabiasz? — zapytała, otulając ogonem swoją "kolekcję" małych włochaczy tak, jak robiła to Gęsie Pióro. Gorzka westchnęła cicho.
— Nuuudzę się. Nic tutaj nie można zrobić, wiesz? Niefajnie — stwierdziła, patrząc na swoje łapki. Zaraz jednak uniosła głowę. — Ale to nie ważne, bo może ty jesteś ciekawa. Chociaż tatuś mówi, że Klan Klifu jest głupi i śmierdzi, więc sama nie wiem. Jest tak?
Ku zdziwieniu małej, Śnieżny Sopel nie wydała się urażona, ani przestraszona tym, co powiedziała. Uśmiechnęła się lekko.
— Lider na pewno jest głupi i śmierdzi — stwierdziła, a po jej głosie słychać było, że sprawia jej to pewną satysfakcję. Och, gdyby tylko Gorzka wiedziała, jakie piekło potrafił zgotować ten głupi, śmierdzący Lis, na pewno rozumiałaby ją o wiele lepiej. Teraz jednak, podskoczyła tryiumfalnie.
— Wiedziałam, wiedziałam, wie-dzia-łam! — zawołała, szczerząc ząbki. Gdyby tylko widziała minę swojej matki, która lisi skok za nią planowała właśnie morderstwo swojego partnera.

<Śnieżny Soplu? :D >

Od Gorzkiej

Och, ale po co ta kupa niebieskiego futra znowu tutaj przylazła? Nie wystarczyło, że była u nich parę wschodów słońca temu? A może to było wczoraj? Nie, wtedy chyba była tutaj ta druga. Gorzka właściwie ich nie odróżniała, wiedziała tylko, że ich ziołowo-kwiatowy odór okropnie ją irytował, a to coś, co podawały im "dla zdrowia" było zwyczajnie obleśne! Teraz zajmowała się tymi młodszymi pierdami, ale lada moment, a dojdzie do niej. Chyba, że Gorzka na to nie pozwoli! Och, ucieczka, ucieczka brzmiała mega superaśnie, a w dodatku nie będzie musiała się męczyć z żadnym medykiem, czy innym dziwactwem. Zdecydowanie musiała uciec! Już rwała się do biegu, gdy jej zamiary zostały ostudzone. Gęsie Pióro chwyciła ją za futerko na karku i odłożyła na miejsce.
— Siedź spokojnie, zaraz będzie po wszystkim — oznajmiła, liżąc ją w czubek głowy, na co mała skrzywiła się. Oczywiście, że będzie po wszystkim, jak da jej zabrać łapki za pas!
— Nie chcę, aby mnie dotykała — burknęła z irytacją koteczka, uderzając białymi łapkami w podłoże, aby wyrazić swoją niechęć. Sroka westchnęła cicho.
— Wiem, skarbie, ale to konieczne. Robi się coraz zimniej, nie chcemy z tatusiem, abyście się rozchorowali. Zobacz, dzieci Śnieżnego Sopla i Koziej Nóżki też to dostają — powiedziała, wskazując łapkę na bodziszka, która była właśnie oglądana przez Turkawie Skrzydło. Czekoladowa parsknęła.
— A co mnie one obchodzą. Ja nie chcę, aby do mnie podchodziła i tyle. Nie lubię jej — oznajmiła, wcale nie zwracając uwagi, że asystentka medyczki mogłaby ją usłyszeć. A niech słyszy, co ją to w ogóle obchodzi? Ma sobie pójść.
— Jest tutaj dla waszego dobra — powtórzyła cierpliwie Gęsie Pióro, na co jej latorośl prychnęła z irytacją. Zmierzch spojrzał zdziwiony na siostrzyczkę.
— Przestań, jest fajna. I tak ładnie pachnie! — zawołał, uśmiechając się. Gorzka przewróciła oczami, słysząc to.
— Śmierdzi — szepnęła mu na ucho. Kocurek pokręcił głową, ze zdziwieniem.
— Wcale nie — stwierdził.
— Wcale tak — odparowała Gorzka.
— Wcale nie — kontynuował.
— Wca-- — czekoladowa urwała, widząc, że ta dziwna kotka idzie w ich kierunku. Popchała kocura wprost pod jej łapy.
— Hej, co ty-- — zaczął zdziwiony Zmierzch, a mała uśmiechnęła się.
— Jak ją tak lubisz, to idź pierwszy — mruknęła. Czekoladowy pręgusek podniósł łeb i uśmiechnął się lekko, gdy kocica zapytała "A kogo my tutaj mamy?". Gorzka po raz kolejny, wymownie przewróciła oczami. Podobną akcję zrobiła swojej siostrze, jednak w końcu przyszła kolej na nią, co bardzo jej nie pasowało.
— To będzie tylko chwila. Zjesz to i po sprawie — oznajmiła asystentka medyka. Koteczka parsknęła gniewnie.
— Nic od ciebie nie zjem! To jest gorzkie, a ty śmierdzisz! — krzyknęła, cofając się do wyjścia z kociarni. Wszystkie głowy w środku odwróciły się w jej kierunku, a Gęsie Pióro spojrzała na nią zdruzgotana.
— Gorzka! natychmiast przeproś Turkawie Skrzydło — upomniała ją, jednak Iglasty Krzew delikatnie otarł się głową o jej policzek.
— Nie denerwuj się, kochanie. Ja też jako kociak nie lubiłem takich rzeczy — stwierdził, patrząc na ukochaną. Korzystając z okazji, że nikt nie patrzył w jej kierunku, czekoladowa dała nura z kociarni, wybiegając do zimnego obozu. Nie będzie nic jeść od tej kocicy! Przecież jest i d e a l n y m okazem zdrowia!

<Turkawko?>

Od Gorzkiej

Jej tatuś znowu krzyczał na tego dziwnego pana Królową. Coś, że teraz wychodzi, ale jak wróci i zobaczy jego klifiarski tyłek chociaż o kocięcy krok bliżej jego dzieci, wyrwie mu ogon. Tata był taki fajny! Gorzką bardzo bawiło to, co mówił. Szczególnie, że ten kocur bardzo zabawnie by pewnie wyglądał bez ogonu, chociaż w oczach malutkiej, czekoladowej koteczki, był zupełnie niegroźny. Dlatego też, gdy Iglasty Krzew opuścił kociarnię, mała bezapelacyjnie ruszyła w kierunku nowego lokatora.
— Cześć! — zawołała, stając u jego łap. Była naprawdę malutka, w porównaniu z nim, a jednak to on podskoczył, chyba trochę przerażony jej obecnością po tej stronie kociarni. Ale... Czemu? Gorzka chciała się tylko pobawić! — Ale jesteś cykor. Tata ma rację, że ci klifowi, to słabi jacyś. Przecież ja jestem małym glutem w porównaniu z tobą! Co nie znaczy, że nie skopię ci uszu, pamiętaj. A tak w ogóle, to co ty tutaj robisz? — zapytała, uśmiechając się przyjaźnie, tak, jakby przed chwilą nie obraziła go co najmniej kilka razy. Koteczka nie miała w zwyczaju myśleć nad tym, co mówi, a teraz było to doskonale widoczne. Gęsie Pióro westchnęła cicho, słysząc, jak jej córka zaczyna atakować słowami nowatora. Fakt, nie była przekonana co do tych "Klifowych imigrantów", jednak słowa tej małej wredziochy świadczyły o jej wychowaniu! Powinna zachować chociaż troszkę kultury.
— Skarbie, mów milej — upomniała ją. Mała przewróciła oczami, słysząc to.
— Przecież mówię... — powiedziała cicho, spoglądając na ziemię. Nie lubiła, kiedy mama zwracała jej uwagę przy innych. To było żenujące.  — To jak. Odpowiesz mi, czy wracamy do punktu skopać uszy? — zwróciła się do bicolora, już o wiele weselszym i bardziej promieniejącym tonem.
— No... Ja... — Nieznajomy rozejrzał się niepewnie po kociarni, jakby coś miało na niego wyskoczyć. A co, jeśli to był test? Jeśli Iglasty Krzew sprawdzał, czy złamie jego zakaz? Nie chciał problemów. — Twój ojciec na pewno wyszedł? I czy pozwolił ci ze mną rozmawiać? Jakoś nie mam ochoty dzisiaj stracić ogona... — mruknął, spoglądając na wspomnianą kończynę. Mała zachichotała.
— Dzisiaj nie? To może jutro, jutro też jest dzień. No i oczywiście, że ja mogę z tobą rozmawiać! Ja mogę wszyyyyściutko, bo jestem kochaną córeczką tatusia, głuptasie! — zawołała, uśmiechając się zawadiacko.
— Gorzka! — zawołała za nią matka, już trochę zdenerwowana.
— Dobrze, już dobrze! — odparowała jej koteczka, ponownie przewracając oczami. Jeju, przecież mówiła prawdę, o co jej chodziło? — Wracając, ja mogę z tobą rozmawiać, ale ty ze mną nie, tobie tatuś nie pozwala. Proste, no nie?
Jednak dla liliowego wcale nie było to takie proste. Słowa tej małej, zadziornej kulki, to była czysta abstrakcja, której nie potrafił do siebie przyjąć.
— Jak mam z tobą rozmawiać, nie rozmawiając z tobą? — zdziwił się, a mała przewróciła oczami o wiele bardziej wymownie i z większą irytacją, niż robiła to w kierunku swojej matki, odwrócona do niej tyłem.
— Wymyśl coś. To ty jesteś dużym, dorosłym, dziwnym kocurem. Ja jestem tylko superfajnym kociakiem, wolę działać, niż myśleć. Myślenie to nuuuuda — oznajmiła, uśmiechając się szeroko, zadowolona ze swojego wywodu.

<Koza? ^^>

Od Gorzkiej

Instynkt terytorialny uruchomił się w niej niemalże natychmiast, kiedy pojawiła się ta dwójka dziwnych kotów. Gorzka nigdy wcześniej nie widziała, ani nie wyczuła żadnego z nich. W ogóle to pachnęli jakoś dziwnie, inaczej, niż koty, które do tej pory spotykała. Mała wręcz umierała z ciekawości, cóż to za cudaki ich nawiedziły. Może zostaną przyjaciółmi? Albo Gorzka będzie mogła rzucić im wyzwanie? Tatuś jednak zawsze zabraniał jej się do nich zbliżać, przez co jej zainteresowanie na ich temat rosło. Aż w końcu... Było ich więcej! Rano otworzyła oczy i zobaczyła kolejne, małe kuleczki wokół Pani-cudak. W dodatku, wszystkie te kuleczki wyglądały tak... Dziwnie. Gorzka jednak szczególnie upatrzyła sobie jedną z nich, której futerko z dnia na dzień było coraz bardziej futraśne! Ona by chyba oszalała, gdyby jej tak wyglądało, jednak to czekoladowe cuś sprawiało, że córka Iglastego Krzewu miała ogromną, nieposkromioną ochotę dotknąć niejakiej Perły. Dlatego, gdy Gęsie Piórko i te dziwne koty spały, powoli ruszyła w ich kierunku, z dziką radością w oczach.
— Co ty właściwie robisz? — zapytała Gasnąca, obserwując, jak jej siostra powolnym, ostrożnym krokiem zbliża się do maluchów.
— Idę pacnąć futrzaka — oznajmiła, jakby nigdy nic. Jej siostra zachichotała, słysząc to, jednak widząc, że Gorzka mnknie na przód i wcale nie żartuje, podeszła do niej.
— Nie możesz tak po prostu pacać innych kociąt — powiedziała, obracając łeb w jej kierunku. Gorzka wywróciła oczami.
— Czemu nie? To na pewno supermega fajne! — Po tych słowach, niewiele myśląc, dotknęła małą łapką drobniutkiej kuleczki i niemalże pisnęła z ekscytacji. Była taaaka miękka. Superowa! Pacnęła ją jeszcze raz. I jeszcze raz. — No weź, Gasnąca, pacnij sobie! Jest super miękka. To najmiększa istota, jakiej dotykałam.
Gasnąca spojrzała na nią, lekko zmieszana, po czym powoli wysunęła łapkę i dotknęła maluszka. Faktycznie było to bardzo miękkie futerko. Kociątko uśmiechnęło się i ponowiło próbę i teraz obie siostry tykały maleństwo, ku wielkiej uciesze. W pewnym momencie, gdy Gorzka ponownie to zrobiła, Perła poruszyła łebkiem, zdumiona.
— O ja cię — szepnęła do siostrzyczki czekoladowa — To żyje! Czaisz? Ale eekstra!

<Perła? Idk, sztucznie jakoś wyszło XD>

Od Gorzkiej C.D Zmierzchu

Obudziła się bladym świtem, gotowa, aby znów rozrabiać. Jej mama, oraz siostrzyczka i braciszek jeszcze spali, więc była tylko ona, a jej to bardzo odpowiadało. Podniosła się i wyszczerzyła szeroko ząbki, biegnąc w kierunku wyjścia z kociarni.  W końcu zobaczy, co jest na zewnątrz! Miała dopiero księżyc, jednak co to szkodziło w chęci poznania lepiej świata? Nie widziała nawet całego obozu, a było to w mniemaniu czekoladowej nie-do-pusz-czal-ne! Dlatego też, gdy nareszcie wychyliła łebek na zewnątrz, musiała powstrzymać pisk zachwytu, jaki chciał wyrwać się z jej gardła. Malutka zasłoniła usta futrzastą łapką i poczęła biegać od jednej strony obozu, do drugiej, pożerając wszystko wzrokiem. Było na tyle wcześnie, że wszyscy jeszcze spali, więc nikt nie raczył jej przeszkadzać. Gdy stanęła pod stosem z pożywieniem dostrzegła, że był on dziesięciokroć większy od niewielkiej koteczki o powykręcanych w różnych kierunkach pręgach. Uśmiech na jej pyszczku poszerzył się, gdy do główki wpadł pomysł. Podskoczyła w miejscu, nie mogąc się doczekać jego wykonania!
Położyła przednie łapy na martwej zwierzynie, analizując ją wzrokiem.
Jeszcze księżyc, lub dwa, a sama będzie takie przynosić!
Ucieszona tą myślą, poczęła wspinać się wyżej, wczepiając pazurki w futerka zebranych przez klanowiczów, leśnych zwierzątek. Niektóre wydały jej się naprawdę rozkoszne, inne, dość groźne. Te "ostrzej" wyglądające podobały jej się najbardziej. Była już prawie na szczycie, gdy jej łapa omsknęła się, a ona zaczęła się zsuwać. Pisnęła cicho, starając się złapać równowagę, co na szczęście jej się udało. Uśmiechnęła się zawadiacko i mnknęła dalej, aby nareszcie znaleźć się na szczycie i usłyszeć...
— Gorzka? Co ty wyprawiasz? — odwróciła się i zobaczyła, że jej braciszek, Zmierzch, wyszedł z kociarni, najwidoczniej zauważając jej nieobecność po przebudzeniu się. Skrzywiła lekko pyszczek, słysząc jego zdziwiony ton. Przecież to, co robiła, było zupełnie oczywiste!
— Zdobywam jedzonkowy szczyt! — zawołała, szczerząc się wesoło i podskakując w miejscu. "Grunt" pod jej łapkami lekko się obsunął, przez co musiała dłuższą chwilę poświęcić, aby pozostać na swoim dzielnie wywalczonym miejscu, jednak w gruncie rzeczy jej się udało.
— Siostrzyczko... To chyba nie jest taki "szczyt" do wspinania się — zauważył spokojnie młodszy, podchodząc wyżej i spoglądając na psotnicę z pewną niepewnością. Słysząc to, Gorzka wytknęła mu język.
— Oczywiście, że jest! A teraz nie bądź nudziarz i chodź do mnie! Nooo... Chyba się nie boisz? — zapytała, poruszając figlarnie ogonem, chcąc zobaczyć, jak brat się wspina. Ciekawe, czy zrobi to szybciej od niej? Na pewno nie! Zresztą, dobrze mieć kogoś ze sobą, w razie w będzie mogła zwalić na niego winę!

<Zmierzch? Chodź do mnie C:>

12 lipca 2019

Od Gorzkiej

Dreszcz przeszedł przez jej ciało, kiedy mama chwyciła Zmierzch i rozpoczęła "codzienny rytuał", którego Gorzka tak bardzo nie trawiła. A mowa tutaj oczywiście o kąpieli. Mała rozrabiaka już na tym etapie potrafiła się porządnie unorać, mimo że jeszcze nie do końca wiedziała, co to w ogóle znaczy. W jej futerku matula już wielokrotnie znalazła różnorodne "niespodzianki", nad których pochodzeniem nie mogła się nadziwić. Bo w końcu, hej, ta mała wariatka nie postawiła jeszcze łapy poza kociarnią. Skąd miała mieć te wszystkie rzeczy?
Do maleńkich uszu dobiegał już dźwięk przejeżdżającego po futrze brata języka, a ona wiedziała jedno.
Nie. Zamierzała. Być. Następna.
To, co musiała więc zrobić, było proste. Musiała wrobić siostrzyczkę. W końcu, chyba po to są braciszek i siostrzyczka, aby ich wrabiać, prawda? Gorzka doprawdy nie mogła im znaleźć innej funkcji. Dawali trochę ciepła, ale nie tyle, co mama, jeść się ich też nie dało (mimo usilnych prób!), a w dodatku podjadali jej jedzenie. To prowadziło do prostego wniosku - trzeba było ich wrabiać i tyle.
Kiedy więc Gorzka usłyszała, jak matka wypuszcza wolno Zmierzch, przytuptała do Gasnącej i wtuliła się mocno w jej bok, lekko pchając ją też w kierunku rodzicielki.

<Gasnąca?>

Od Gorzkiej C.D Zmierzchu

Zatoczyła się lekko, tracąc równowagę i lądując na ziemi. Owa była o wiele twardsza od braciszka, jednak miała ten plus, że była bardziej stabilniejsza. Gorzka nie mogła tego dostrzec, ale jej mama pochyliła się lekko i przyjrzała córce, chcąc się upewnić, że upadek jej nie skrzywdził. Wolne żarty! Czekoladowa niemalże od razu podniosła się na równe łapy i ruszyła przed siebie, niezgrabnie wracając do posiłku, którego Zmierzch (na swoje szczęście, jak pewnie by stwierdziła, gdyby tylko mogła cokolwiek stwierdzić) grzecznie jej ustąpił. Delektowała się swoim "zwycięstwem", ciągnąc mleko matki tak długo, aż w końcu usnęła, zmęczona swoją "przygodą". Jak się okazało, chwilę po niej we śnie pogrążyło się także jej rodzeństwo, dając zmęczonej Gesięmu Pióru chwilę wytchnienia od pisków i dobijania się do jej piersi. Kocica otuliła maleństwa ogonem i uśmiechnęła się delikatnie.

~*~

Nie była do końca pewna, co ją obudziło, była jednak zdecydowana, że musi się przekonać, jak to działa i czy można to zjeść! Dlatego też, podniosła się na swoje malutkie łapki i zaczęła pląsać w nawet samej sobie nie znanym kierunku, jednak już po kilku chwilach stwierdziła, że zgubiła się w wszechobecnej ciemności. Cała odwaga nagle ją opuściła, gdy z żadnej strony nie dochodziło do niej żadne ciepło. Zaczęła piszczeć, budząc resztę maluszków, która swoją drogą była tylko kilkanaście kroków od niej. Ale przecież spanikowana i "zagubiona" koteczka nie miała prawa o tym wiedzieć, prawda? Cokolwiek jej nie obudziło, wygrało tą rundę.
Ale jeszcze to dopadnie.

<Zmierch?>

11 lipca 2019

Od Gorzkiej

To coś od jakiegoś czasu nawiedzało ich dom i łasiło się do ich mamy. Od samego początku koteczce wydawało się to podejrzane, jednak teraz zaczynała myśleć, że ta dziwna, duża istota zamierza zabrać ukochaną sponsorkę pożywienia z dala od nich! Wówczas na pewno zarówno Gorzka, jak i te dwie dziwne kluseczki, żyjące z nią i mamą, umarłyby z głodu. Może i dwójka "współlokatorów" blokowała jej czasem dostęp do jedzenia i zabierała jej trochę uwagi, ale czekoladowa już na tym etapie wiedziała, że nikt oprócz jej samej nie ma prawa ich skrzywdzić. Zresztą, nie mogła pozwolić jakiemuś byle wypłoszowi odebrać im to, co należało im się od początku, prawda?
Dlatego, kiedy znowu się pojawił, miała już plan. No dobrze, w tym wieku nie mogła mieć planu, ale gdyby usłyszała o tym księżyc, czy dwa potem, bez wątpienia zapewnołaby, że to, co zrobiła, było od początku do końca przemyślane. Przecież to oczywiste, że wiedziała, co robi, prawda?
Duża istota tuliła się do ich mamy i spoglądała na nich z czułością, a malutka aż zadrżała, zdając sobie z tego sprawę. Fuj. Musiała temu zaradzić, nim będzie za późno! Już miała dokonać tego, co zamierzała, gdy ta istota... Polizała ją po głowie! Tego już było za wiele. Mała prychnęła, chociaż dźwięk ten o wiele bardziej przypominał kichnięcie. Szybkim (jak jen się wydawało) ruchem rusza do ogona kocura i zatopiła w nim... Pyszczek. W końcu, nie miała nawet zębów, prawda? To jednak nie przeszkadzało, aby pokazała mu, kto tutaj rządzi! Niech trzyma się z dala od mamy i dziwnych klusek!
< Tatusiu mój ukochany? >

Od Gorzkiej

Popiskiwania trwały w najlepsze, a mała, czekoladowa kuleczka ślepo szukała piersi matki. W jej umyśle, niczym mantra, klekotała się jedna myśl.
Jeść, jeść, jeść, jeść.
Chociaż, czy można to było nazwać myślą? Czy na tym etapie w ogóle pojawiały się u niej jakiekolwiek myśli? A może to instynkt przetrwania kazał jej szybko zdobyć jakieś pożywienie, a ona ślepo podążała za jego głosem. To nie miało znaczenia. Gorzka wiedziała tylko, że była głodna i nic, ani nikt, nie miał prawa stawać na jej drodze.
Szkoda tylko, że nie miała jak zakomunikować tego reszcie.
O to bowiem dwie inne kuleczki trwały przyklejone jak na rzep do cycka, odbierając jej możliwość skosztowania posiłku. Bardzo możliwe, że kiedy zdała sobie z tego sprawę, w jej niewielkim ciałku zabuzowała adrenalina, po raz pierwszy, chociaż na pewno nie jedyny, w długim życiu, jakie miała przed sobą. Była przekonana, że te kupy futra nor są żadną przeszkodą na jej drodze i raz dwa się z nimi upora. Przebierając łapkami, wdrapała się na siostrzyczkę, bądź braciszka. Szczerze, to nawet nie zwróciła na to jakiejś większej uwagi. Ważny był tylko posiłek, który z każdą chwilą był coraz bliżej. Jeszcze moment, a pociągnie upragnionej strawy. Wcisnęła łebek między pozostałą dwójkę i ślepo błądząc odszukała swój cel. Pisnęła radośnie i chwyciła w pyszczek źródło pokarmu, aby wreszcie się nasycić.
Wiedziała, że te dwie kluski nie będą stanowiły problemu.
< Gasnąca? Zmierzch? >