Trzeba przyznać, że szylkretowa miała ostry ubaw, gdy jej tata krzyczał na Kozią Nóżkę, mimo iż kocica starała się nie wybuchnąć śmiechem ze wszystkich swoich sił. Och, czy mogło być zabawniej? Dawny wojownik Klanu Klifu bez wątpienia był przerażony, a kocica miała z tego nie lada satysfakcję. Tak się kończy, jak zjada się ogony własnych dzieci. Lamus.
— Oczywiście, że nie! Tak po prostu, sama z siebie wlazła do twojego pyska! — wrzasnął zirytowany Iglasty Krzew. W jego oczach szalała dzika wściekłość po tym, co zobaczył. Nie było co się dziwić, gdyż z perspektywy osoby trzeciej, sytuacja była naprawdę dwuznaczna, nawet, jeśli szylkretowa wcale jej tak nie widziała. W oczach kociaka wszystko było proste. Świat był prosty. Kocięta nie miały ogonów, bo Koza je zjadł, a malutka chciała mu pomóc, aby nie miał problemów, bo jest głupi, więc chciała je z niego wyjąć. Dziecinnie proste. Jednak dorośli widzieli sytuację zupełnie inaczej, a kociak w pysku innego kocura był jasnym przekazem.
— Dokładnie tak było! — krzyknął ponownie. Głowa czekoladowo-rudej przeskakiwała z jednego, na drugiego i z drugiego, na pierwszego, próbując nadążyć za sytuacją.
— Kochanie, daj spokój, to absurdalne... — Gęsie Pióro westchnęła ciężko. Miała już powyżej ogona tych wiecznych kłótni jej wybranka z Klifiakiem. Wszystko, czego teraz chciała, to odpocząć.
— Dobrze — oznajmił niespodziewanie Iglasty Krzew — uspokoję się.
Wyciągnął łapę przed siebie, tak, jakby miał uderzyć liliowego, jednak zamiast tego, przejechał pazurem po ziemi. W ślad za jego łapą podążyła trochę krzywa linia, przedzielająca kociarnię na dwie części. Gorzka z zaciekawieniem i pewną fascynacją obserwowała poczynania jej ojca.
— Uspokoję się, gdy będę wiedział, że moje dzieci są bezpieczne. Przekrocz tę linię, a nakarmię tobą myszy — zagroził, przyglądając się bacznie kocurowi. Gorzka usłyszała, jak Kozia Nóżka przełyka ślinę. Jej ojciec polizał ją w głowę, przytulił matkę, po czym opuścił leżę. Liliowy spojrzał na szylkretkę, przerażony.
— Ups? — rzuciła niewinnie malutka, wzruszając ogonkiem. Zupełnie tak, jakby nic się nie stało.
— Oczywiście, że nie! Tak po prostu, sama z siebie wlazła do twojego pyska! — wrzasnął zirytowany Iglasty Krzew. W jego oczach szalała dzika wściekłość po tym, co zobaczył. Nie było co się dziwić, gdyż z perspektywy osoby trzeciej, sytuacja była naprawdę dwuznaczna, nawet, jeśli szylkretowa wcale jej tak nie widziała. W oczach kociaka wszystko było proste. Świat był prosty. Kocięta nie miały ogonów, bo Koza je zjadł, a malutka chciała mu pomóc, aby nie miał problemów, bo jest głupi, więc chciała je z niego wyjąć. Dziecinnie proste. Jednak dorośli widzieli sytuację zupełnie inaczej, a kociak w pysku innego kocura był jasnym przekazem.
— Dokładnie tak było! — krzyknął ponownie. Głowa czekoladowo-rudej przeskakiwała z jednego, na drugiego i z drugiego, na pierwszego, próbując nadążyć za sytuacją.
— Kochanie, daj spokój, to absurdalne... — Gęsie Pióro westchnęła ciężko. Miała już powyżej ogona tych wiecznych kłótni jej wybranka z Klifiakiem. Wszystko, czego teraz chciała, to odpocząć.
— Dobrze — oznajmił niespodziewanie Iglasty Krzew — uspokoję się.
Wyciągnął łapę przed siebie, tak, jakby miał uderzyć liliowego, jednak zamiast tego, przejechał pazurem po ziemi. W ślad za jego łapą podążyła trochę krzywa linia, przedzielająca kociarnię na dwie części. Gorzka z zaciekawieniem i pewną fascynacją obserwowała poczynania jej ojca.
— Uspokoję się, gdy będę wiedział, że moje dzieci są bezpieczne. Przekrocz tę linię, a nakarmię tobą myszy — zagroził, przyglądając się bacznie kocurowi. Gorzka usłyszała, jak Kozia Nóżka przełyka ślinę. Jej ojciec polizał ją w głowę, przytulił matkę, po czym opuścił leżę. Liliowy spojrzał na szylkretkę, przerażony.
— Ups? — rzuciła niewinnie malutka, wzruszając ogonkiem. Zupełnie tak, jakby nic się nie stało.
< Kozo? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz