Miał jeden cel; jeden jedyny... Biec.
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.W Klanie Klifu
Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?W Klanie Nocy
Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
21 lutego 2025
Od Leto CD. Wisterii
Miał jeden cel; jeden jedyny... Biec.
15 lutego 2025
Od Wisterii CD. Leto
— Ale nic ci złego nie uczynił? — kremowy pokręcił głową — W takim razie, nie martw się Leto, to żadna tragedia. Tamten panicz jest nieugięty... Jest zbyt potężny; nie obrażam twojej siły mówiąc to, braciszku, ale to przeciwnik pokroju umiejętności ojca, nie twoich.
Kocur spuścił spojrzenie szarych ślipi na własne łapy.
— Tak uważasz?
— Tak, nie przywiązuj do tego tak dużej wagi, nic się nie stało — zamruczała, trącając jego bark rudym policzkiem — Miałeś dobre intencje. Następnym razem na pewno się z nim rozprawisz.
Polizała kędziorek sierści między jego uszami korzystając z tego, że z głową schyloną ku ziemi byli podobnego wzrostu.
07 stycznia 2025
Od Leto CD. Wisterii
Nieprzerwanie wgapiał się w zamknięte wrota domostwa. W sercu wciąż pielęgnował złotą nadzieję, że kotka przekroczy próg swoją długą, elegancką nóżką, położy się obok niego, poliże czoło szorstkim językiem i wymruczy mu kołysankę... Ale to się nie wydarzy. Ojciec powiedział, że ich rodzicielka ma swoich własnych Bezwłosych, którzy bardzo się o nią martwili. Tylko że to nie interesowało Leto. Leto miał to w nosie. Ba! Nawet głębiej! Czemu mieli go interesować jacyż głupi, bezmózdzy Wyprostowani? On chciał swoją mamę, swoją opiekunkę, swoją królową.
30 listopada 2024
Od Wisterii CD. Leto
Wzdrygnęła się na odgłos tłuczonego szkła, odskakując do tyłu i kładąc po sobie uszy. Czarna ziemia rozsypała się po wypolerowanym, jasnym parkiecie. Dopiero po chwili podniosła wzrok na postać brata, która zawisła w objęciach okna. Zamrugała parę razy. W środku został tylko zadek wraz z szamoczącymi się, srebrnymi łapkami. Po drugiej stronie szyby widziała jego równie zaskoczony pyszczek, na który powoli zaczęła wstępować panika.
— Leto? — pisnęła, decydując się na podejście bliżej. Uważnie wyminęła kawałki szkła — Wszystko dobrze?
Gdzieś z tyłu domostwa zaczęły dobiegać głosy i szybkie kroki. Po chwili namysłu wskoczyła na parapet bliżej Leta, przyciskając mordkę do szkła.
— Nic nie jest dobrze! Oh, jaka tragedia — miauknął — co ja teraz pocznę? Okiennica mnie więzi!
Szarpnął się gorączkowo, zawzięcie próbując zaprzeć tylne łapy o cokolwiek. Żadne z rodzeństwa nie zauważyło, że wcześniej nie poruszająca się sylwetka Peoni nagle nabrała życia. Obudzona trzaskiem doniczki kocica przeciągnęła się, po chwili wbijając wzrok w komiczny widok - Leto, zwisającego spomiędzy okna a framugi, oraz Wisterii, z przerażeniem w oczach próbującej złapać brata, stojąc na tylnych łapach.
Zza dwójki rodzeństwa rozległ się donośny, zawiedziony głos. Futro na karku stanęło im dęba, a ruda nerwowo odwróciła głowę. Młodszy dwunożny z nieodgadnioną miną na łysej mordce stał przed miejscem katastrofy. Już moment później jego długie łapy złapały jej brata w pasie, uważnie wyrywając go z okiennych objęć. Z jego pyska wypływały niezrozumiałe dla nich lamenty, podczas gdy kremowy kocur w jego rękach szarpał się na wszystkie strony.
— Mamoo! — miauczał — Nie pozwalają mi ratować mamy!
Bengalka wyjrzała za okno, wymykając się próbom złapania przez drugą dwunożną, która dołączyła do całej akcji.
— Mama wstała! — zawołała — Wskrzesiliśmy ją! Oh Leto, jesteś geniuszem!
Jej brat zastygł w ramionach dwunoga, a na jego pysk wstąpił szeroki uśmiech.
— Naprawdę? Mówisz najszczerszą prawdę?
— Tak!
Teraz to ona została poderwana nad ziemię; pisnęła zaskoczona na łapy dwunożnej, które owinęły się wokół jej pasa.
— Toż to cud!
— Siostrzyczko? — zatroskane spojrzenie brata napotkało jej chabrowe oczęta — Co się stało, panienko?
Jej bródka zadrżała.
— Zabrali mnie do białofutrego rycerza — miauknęła, prędko wymyślając nazwę dla strasznego osobnika — Wyobrażasz to sobie? Wyrwali mnie z objęć ojca, tacy idealni wcześniej, zdradzili nasze zaufanie... Pozostawili na wysokim stole, pod bladym światłem; w istocie, nadal czuję jego brudne łapy na sobie!
09 listopada 2024
Od Leto CD. Wisterii
— Ojcze? — odezwał się głośno, aby Narrator na pewno zwrócił na niego uwagę. Wpatrywał się harcujące wróble, radośnie podskakujące na gałęzi. Jego skrzące oczy nieustannie podążały za ich ruchami. — Ojcze, czy coś się wydarzyło? Mam jakiś głos w głowie, taki niesamowicie natrętny i uporczywy... Podszeptuje i wzburza moje serce...
— Ah... Nie ma żadnych powodów do zmartwień, Mój Najdroższy. Wszystko jest tak, jak powinno. Świat galopuje przed siebie, niczym wzburzony rumak, a my, nieważne jak bardzo byśmy się starali, nie zdołamy go spowolnić, dogonić, a co najważniejsze, zatrzymać... — odrzekł, nie odwracając wzroku od ptaków. Leto również poświęcił im uwagę. Były takie swawolne i szczęśliwe; ich ćwierkające dzióbki ani razu nie zamilkły. Dźwięczne trele przeciskały się przez uchylone okno i wypełniały salon radością.
— W takim razie czemu my; ja, Ty, matulka i siostrzyczki, tkwimy w tym samym miejscu? — zapytał ckliwie, odwracając łebek w jego stronę. Skupił się na chabrowych ślepiach rdzawego.
— Czy aby na pewno? Moim oczom co dzień ukazują się nowe, coraz szlachetniejsze i krasne oblicza. Zwróćmy się ku tobie, Mój Synu, wyrastasz jak dorodny dąb, serce masz ze najszczerszego złota, a krew płynąca w twoich żyłach jest nie tylko moja, czy twojej matki, ale i lwia. Brniesz do przodu, susy masz obszerne, a skok tak daleki, że pazurami niemal udaję ci się dosięgnąć pędzącego biegu dziejów... Twoje siostry są niczym młode, wonne kwiaty, a brat jak wzlatujący ponad niebiosa ptak. Rozkwitacie i wzrastacie, wzbijacie się w powietrze i napinacie do wyskoku... Zadziwiacie mnie i oczarowujecie każdego dnia. — Pieszczoch zwrócił sie ku kremowemu obliczu. Na mordce widniała duma i szczere umiłowanie. Kochał swoje dzieci; było to widać. Leto uśmiechnął się na słowa barwnej pochwały. Gdzieś w oddali jednak dalej rozbrzmiewały szepty... One nie cichły; nawet gdy wtulał się w futro mamy, nawet gdy przyłożył nos do ojcowskiego policzka, one dalej mąciły i mąciły...
Od przedziwnej i zastanawiającej rozmowy z ojcem minął jakiś czas. Leto dużo i często o niej rozmyślał. Nie był kocurkiem, który dużą część dnia spędzałby w swojej głowie, nie był też tak wrażliwy na przeżycia emocjonalne co reszta rodziny, ale tak jak oni wychował się otoczony kulturą wylewnego okazywania uczuć i głębokiego przeżywania, co w połączeniu z jego szlachetnym i bitnym duchem, tworzyło ciekawą mieszankę wybuchową. Nie mógł znieść tej bezczynności. Pozostawiony tylko z wysiłkiem psychicznym wręcz gnił od środka. MUSIAŁ się za coś zabrać; najlepiej za coś męczącego, angażującego i stymulującego wszystkie możliwe zmysły. Chciał być zmęczony do tego stopnia, że głosy, które zwykle przeszkadzały w odpływaniu do krainy snów, tego wieczora zaśpiewały kojącą kołysankę.
Postanowił, że była to idealna pora, aby odszukać kogoś, kto potrzebowałby jego wsparcia. Zeskoczył z kanapy, aby złapać trop matki, której od poranka nie widział. Peonia zjadła z nimi posiłek, który został przygotowany i podany z trwałością o najmniejsze szczegóły, również też z taką dokładnością spałaszowany przez wygłodniałe kocięta. Leto z wielką chęcią wylizał nawet miseczkę brata.
Po śniadaniu gdzieś przepadła. Robiła to coraz częściej, co bardzo niepokoiło syna. Nie wiedział, czy reszta rodzeństwa również to zauważyła, ale matka stawała się coraz bardziej zdystansowana. Nie chciał nikogo martwić na zapas, a więc nie miał zamiaru poruszać tego tematu bezpośrednio i dosłownie, z drugiej strony przecież nie byli oni ślepi ani głupiutcy...
Podszedł do legowiska, które przesiąknięte było wonią nie tylko rodzicielki, ale i reszty rodziny. Najświeższe zapachy rozchodziły się we wszystkie strony, jednak po dłuższej chwili skupienia, udało mu się wyłapać słodki aromat, którego nie pomyliłby nawet i po wielu, wielu latach. Ruszył za nim, trzymając nosek blisko ziemi, a pyszczek szeroko otwarty. Szybko dotarł do tego samego parapetu, gdzie miejsce miały ojcowskie konwersacje. Wskoczył, z lekkim zachwianiem, na drewniany blacik, uważając, by nie wywrócić posrebrzanego świecznika, a następnie przylgnął do zimnej szyby. Nie potrzebował wiele czasu, żeby odszukać postać Peoni. Jej śliczny boczek widoczny był znad zzieleniałej trawy poruszanej przez delikatny wietrzyk. Leto zamarł; matka wydawała sie leżeć bez ducha! Czy to tylko iluzja, czy aby faktyczniejej pierś zamarła sparaliżowana?! Nie był pewien, więc zaczął z całej siły uderzać jasnymi łapkami w szkło, tworząc donośne pukanie. Uszy kotki nawet się nie poruszyły. Jeszcze większa panika rozlała się po ciele pieszczoszka.
Co ma robić?! Czemu nitk nie zainteresował się mamą wcześniej?! Co jeśli już nie ma dla niej ratunku?!
Kocurek zeskoczył z parapetu niczym oparzony. Musiał sprowadzić posiłki, musiał się jakoś przedostać do ogródka. Pognał do pracowni bezwłosego staruszka, gdzie jak mu się zdawało, wcześniej słyszał pomiaukiwania Serafina i Wisterii. Tylko na nich mógł teraz liczyć, zwłaszcza że Amfitryta przepadła znów jak kamień w wodę i najpewniej leży na jakiejś wysokiej szafce. Ojciec również wybył na jeden ze swoich "spacerów dla inspiracji".
Nie zabijając się o mały włos na śliskich panelach, dotarł na miejsce.
— Coś się zdarzyło? — Chabrowe ślepka siostry zamrugały kilkukrotnie. Srebrzysty przez krótką chwilę nie potrafił wyrzucić z siebie ani jednego słowa. Jego pyszczek ruszał się, ale dech gdzieś umknął — Czemu tak biegasz?
— Wyglądasz niczym oszalały z natłoku inspiracji; czyżbyś towarzyszył ojcu? — odezwał się Serafin, wyglądając zza kotki. Pierworodny wziął ostatni, bardzo głęboki wdech.
— Nic z tych rzeczy! Straszne, okropnie, przeraźliwie straszne rzeczy! — wyrzucił w końcu. Dwie pary oczu zmrużył się przepełnione pytaniami.
— Cóż takiego arcyzłego mogło się wydarzyć od posiłku? Przecież jeszcze wtedy wszystko było niczym arkadyjski ogród... — dopytał.
— O-ogród... Ah! Tak! W ogrodzie... Matka, leży... Bez życia! Musicie mi pomóc, musimy coś zrobić! Tragedia, makabryczna scena! — wykrzyczał, aż sierść stanęła na grzbiecie Wisterii. Apollo nie wyglądał na przekonanego.
— Niemożliwe, nie jestem w stanie w to uwierzyć... Przecież była niczym skowronek jeszcze chwilę temu.
— Skowronek ustrzelony! Skowronek upadły znad nieboskłonu! — Srebrny przeskakiwał z łapki na łapkę, nie potrafiąc ustać w jednym miejscu.
— Leto, braciszku, czy mówisz prawdę, najprawdziwszą? — zatroskała się biedna siostrzyczka. Na ten widok serce kocurka zaszlochało żałośnie. Sumienie niesamowicie go zbiło; sprawił przykrość jednej ze swoich księżniczek...
— Och... Wisterio, czy ja bym Ciebie — Tutaj na moment przerwał i zerknął na brata — Czy ja był Was, okłamał? I to w tak dantejskiej sprawie?!
— Masz racje, masz wszelkie racje tego świata — zgodziła się prędko — Chodźmy Serafinie, musimy odzyskać matczyną duszę.
Kocia gromadka wystartowała, aby poszukać uchylonego okna. Było to coraz trudniejsze, gdyż pogoda stawała się z każdym dniem odrobinę chłodniejsza i bardziej wietrzna. Między zamaszystymi susami rozbrzmiał przytłumiony szept rudej.
— Braciszku, a co to znaczy "dantejska sprawa"?
— To chyba coś niemiłego... Leto musiał to usłyszeć od starego opiekuna...
— Tutaj, kochani spójrzcie! — wykrzyknął szarooki, zatrzymując się w poślizgu. Przed nimi widniało lekko otwarte u góry okno. Nie marnując ani chwili najstarszy wskoczył na ceramiczną doniczkę, która znajdowała się na parapecie, a następnie odbił się, próbując wyskoczyć na zewnątrz. Naczynie z głośnym łoskotem upadło na ziemie, roztrzaskując się na duże, ostre kawałki, rozsypując czarną ziemię po całym parkiecie. Najgorszym okazał się jednak fakt, że kocur nie był już na tyle drobny, aby móc spokojnie wymykać się przez uchylone szpary. Głowa i łapki zmieściły się bez problemu, ale brzuszek i zadek zostały w środku. Śliska powierzchnia nie pozwoliła mu odepchnąć się i przecisnąć dalej, ani powrócić resztą ciała do środka.
Zawisł.
23 października 2024
Od Wisterii CD. Leto
Otworzyła szeroko oczęta na głośny skrzek i odgłos turlającego się ciałka. Wyjrzała przestraszona, lecz z ciekawością zza własnego ogona. Srebrne futro Leta zamigotało, sunąc po gładkiej podłodze. Kocurek otrząsnął się i szybko wstał, wpatrując się w siostrę z lekkim zestresowaniem. Sterczał tak przez chwilę, niczym lśniący posąg. Końcowo jego spojrzenie ożywiło się, momentalnie zwracając się za drobną postać Wisterii. Nim zdążyła się obejrzeć, z bracianego pyszczka wypłynęła fala słów. Skupiła się na ich rozszyfrowaniu, wciąż zaspana i niezbyt gotowa do działania. Spacer..? Przechylając główkę na bok spojrzała na resztę śpiącego rodzeństwa. Brak mamusi całkowicie umknął jej przejętemu podejmowaniem tej istotnej decyzji umysłowi. Czy chciała iść na spacer? Na spacer gdzie?
— Z miłą chęcią – pisnęła końcowo, podnosząc się na drżących łapkach – Gdzie, drogi braciszku, chciałbyś się wybrać..?
Kremowy momentalnie znalazła się przy niej, pomagając porządnie wstać i podpierając jej wciąż ciepłe od sennego uścisku barki. Gdy upewnił się, że jest gotowa, wolnym krokiem ruszył do przodu. Jednak cały czas trzymał się dość blisko niebieskookiej, muskając jej grzbiet ogonem. Ona za to zamrugała zaspana, a jej łapki podrygiwały lekko.
— Oprowadzę cię po wszystkich zakamarkach tego królestwa, piękna panienko – zamruczał, ciągle nerwowo oglądając się w stronę ich posłania – Pokażę Ci najwygodniejsze miejsca do odpoczynku i najmiękciejsze poduszki, dobrze?
Pokiwała główką, podążając za Leto. Kocurek z wyższością trzymał się na przodzie, co zdecydowanie jej nie przeszkadzało. Była z tego wręcz zadowolona; gdyby to ona miała prowadzić, czułaby się niekomfortowo. Nawet mimo tego, że przebywała w tym domu tyle samo czasu, co on.
— Spójrz proszę, oto jedna z tych lokacji – przytruchtał do sterty poduszek leżących pod parapetem, który nadal owijał zapach Peoni – Pamiętaj, taka dama jak ty szybko może przeforsować się… Ważny jest odpoczynek. Każda chwila, w której doznasz zmęczenia, jest oznaką, abyś przymknęła swoje piękne oczka i zrege- zregenerowała się – prawił swoje kazanie, nerwowo węsząc w powietrzu.
Przydreptała bliżej, z uwagą testując wygodę posłania. Z zadowolonym pomrukiem oparła główkę o przesiąkniętą maminym zapachem poduszkę. Jednak po chwili kąciki jej mordki opuściły się, a w oczkach pojawiło zastanowienie. Nie widziała dzisiaj mamy… Gdy wstała, nie było jej tam! Czyżby ich zostawiła? Położyła po sobie uszy na tą myśl. Może braciszek coś wiedział? W końcu to on wstał pierwszy… Mama by ich nie opuściła.
— Masz może pojęcie, gdzie podziewa się mama? – zapytała, a jej głos zadrżał delikatnie. Leto spiął się, mrugając nerwowo. Przestąpił z łapy na łapę, a jego spojrzenie pobiegło gdzieś w kąt; myślał gorączkowo.
— Mama musiała zająć się maminymi sprawami – odmiauknął w końcu – Nie uraczyła mnie dziś jeszcze swoim boskim widokiem… Ale na pewno niedługo wróci.
Wątpliwość owinęła jej ciałko. Aby napewno? Może mama została porwana? Taty też dzisiaj nie widziała! Panicznym wzrokiem ogarnęła cały pokój. Nigdzie ich nie widziała….
— Moja droga, nie zamartwiaj się! Zaraz się Peonia odnajdzie; nawet, ci powiem, pognam jej poszukać! – na jego srebrzystym pysku zawitała wręcz rycerska odwaga, a w wystawionej dumnie piersi biło lojalne serduszko.
Pokiwała łaciatą główką, uspokajając się nieznacznie. Nie musiała przejmować się losem mamy, skoro leżał on w łapach Leta!
Kocurek rozejrzał się, próbując poszukać jej jakiegoś towarzystwa. Zza rogu wystawał rudy ogon Narratora, podrygując wesoło. Kociak doskoczył szybko do tatulka, który po szybkiej wymianie słów podszedł do Wisterii. Jej brat za to zniknął w odmętach kuchni, nurkując pomiędzy kończynami dwunogów i biegnąc na poszukiwania Peoni.
— Witaj tato – na jej pysiu zawitał uśmieszek. Czyli wcale nie zniknął!
Bengal polizał ją między uszami, przygładzając napuszone futerko. Za to za jego uszkiem wplątaną w rdzawe futro prezentowała się drobna kępka niezapominajek. Wyczuwając jej wzrok zdjął ozdobę i podarował córeczce z gracją. Jej oczka zaiskrzyły, a ciałko szybko wtuliło między kosmyki jego sierści. Niebieskawa chusta obwiązana wokół jego szyi polaskotała ją w policzek. Zachichotała, spoglądając na ojczulka.
— Jak się miewa moja księżniczka? – zapytał — Czy dany prezent spełnia twe oczekiwania, moje słońce?
Jaskrawa niezapominajka podrygiwała z każdym jej ruchem; kocur zgrabnie poprawił łapą jej miejsce, aby nie spadła. Złączyła z nim zadowolone spojrzenie; posłała mu uśmiech i wplątała głębiej w rude futro, mrucząc cichutko.
— Nie idź tam! – pisnęła, a Celestyn odwrócił się ze zdezorientowanym spojrzeniem — Nie zostawiaj mnie samiutkiej, miej litość!
Kremowy zrobił śmieszną minę i podbiegł do siostry. Złapał ją za ogonek i pociągnął, zyskując za to pisk i pacnięcie w głowę. Cofnął się o krok, a ona skuliła się.
— Chodź ze mną, droga moja – uśmiechnął się – Obiecuję, będzie wręcz anielsko?
— Masz w ogóle pojęcie, co to znaczy?
— Nie dokładnie, ale mam!
Prychnęła cichutko, ale podążyła za kocurkiem. Końcówka jego ogona drgała tuż przed jej jaśniutkim noskiem, sprawiając, że psiknęła. I raz, i dwa. Puchata głowa odwróciła się do niej, lecz nim zdążył coś powiedzieć, między rodzeństwo wdarła się srebrzysta postać, rozglądając na wszystkie strony. Leto zatrzymał się tuż przed siostrą, oddychając głęboko. Wyglądający zza niego Celestyn wyglądał na zdziwionego, ale zdecydowanie nie przejętego całą sytuacją.
— Coś się zdarzyło? – zamrugała parę razy, spoglądając w jego szarawe oczy – Czemu tak biegasz?
16 października 2024
Od Leto Do Wisterii
Za to sprawa z Celestynem malowała się... Inaczej...
Leto próbował zapraszać brata do planowania wspólnych wielkich wypraw, ale ten nigdy nie wydawał się nimi rzeczywiście zainteresowany. Oczywiście, chętnie przybiegał do srebrnego, nawet jeśli z góry wiedział, czym to się skończy. Wielokrotnie wykazywał nawet, z samego początku, inicjatywę, ale gdy faktycznie mieli przecisnąć się przez uchylone okno, odpuszczał i wymyślał inną zabawę. Leto w takich momentach wracał do środka i towarzyszył mu, aby nie zrobił sobie krzywdy. Wiedział dobrze, że ma wobec młodszego (o kilka sekund, ewentualnie minut) rodzeństwa pewien obowiązek. Ma go strzec i bronić, nawet za cenę własnego życia! Celestyn, przez swoje zachowanie, jak i wygląd, w jego oczach nie różnił się prawie wcale od siostrzyczek. Bujał w obłokach i oddawał się emocjom niczym panienki z ojcowskich historyjek. Szarooki miał więc dwie królewny i jednego zniewieściałego królewicza pod swoją rycerską ochroną. Była to praca całodobowa. Nie można było zapomnieć o królowej, która również potrzebowała zaopiekowania. Peonia była rozpieszczana nie tylko przez Narratora, ale i przez syneczka, który kilka razy dziennie przychodził i dopytywał, czy aby wszystko jest u niej w jak najlepszym porządku, czy aby na pewno nie potrzebuje przekąski, albo czy miękkie posłanie nie stało się już zbyt wyleżane. To wszystko sprawiało, że pod koniec dnia kociak padał wymęczony przy jej boku, a kotka z uśmiechem dumy i miłości na mordce otulała go ogonem i przyciągała z łatwością do ciepłego, pachnącego mlekiem brzucha.
Otworzył ślepia; upewnił się. Nie było jej. Nigdzie! Rozejrzał się gorączkowo, kręcąc głową we wszystkie strony świata, po czym skoczył na równe łapki i jeszcze raz powtórzył czynności, jednocześnie robiąc kółka w miejscu. Opuszkami musnął miejsce, które wieczorem zajęła Peonia. Wciąż było przyjemnie ciepłe, a jej przyjemny, otulający zmysły zapach był bardzo wyraźny. Miał jeszcze szanse ją odnaleźć, zanim coś okropnego jej się przytrafi. Nie ma co zwlekać! To sprawa życia i śmierci!
Odwrócił się i z rozmachem rzucił się do biegu. Nie dotarł zbyt daleko, gdyż po kroku potknął się o kauczukową piłeczkę, która jeszcze wczorajszego wieczora dała mu tyle radości; dziś jej obecność napełniła go tylko szczerą złością! Przeturlał się kawałek i z hukiem upadł na drewniane panele. Gdy próbował się podnieść, poczuł parę chabrowym ślepiów na sobie. Zza puchatego ogonka wpatrywała się w niego Wisteria. Wciąż zaspana księżniczka wielokrotnie zamrugała, nie odrywając zaciekawionych oczu z brata. Ah! Co on miał zrobić?! Nie może przecież frasować jej pięknej główki tak poważnymi i trudnymi do pojęcia sprawami jak zaginięcie rodzicielki! Zmartwienia są złe dla kotek... To interes kocura, aby martwić się za nie! Musiał coś wymyślić. — W-witaj siostrzyczko! Czy twój sen był miły? Czy wypoczęłaś? — zestresował się nieznacznie. Dreszcz przebiegł mu po grzbiecie, gdy bursztynowa zaczęła powoli rozglądać się po legowisku. Amfitryta leżała w kącie, zwinięta w ciasną kulkę; przypominała leśną jagódkę. Celestyn za to rozłożył się płasko na samym środku, pokazując jasnokremowy brzuszek unoszący się miarowo i spokojnie. O nie! Na pewno zaraz zacznie się pytać o mamę! — Wisterio! Pozwól mi zaproponować Ci spacer. Tak! Zapraszam Cię, Moja Droga na przechadzkę. To świetny sposób na rozruszanie się przed zabawą oraz śniadaniem. Ojciec mi tak ostatnio powiedział i to zwykle On jest moim kompanem, ale... Ale dziś jest zajęty i nie mógł, a pomyślałem, że czasami i Damie na zdrowie to wyjdzie. Tylko obiecaj mi, że gdy zabolą cię poduszeczki, powiesz mi niezwłocznie, dobrze?