– Obiecuję, że się poprawie – wydukał cicho.
– Mam nadzieję – oznajmił przywódca, po chwili tłumacząc coś dalej. Migocząca Łapa jednak nie słuchał, nie mogąc się skupić na niczym innym, niż krytyka ze strony rodzica. Uczeń doskonale wiedział, że zawodzi ojca. Czuł to, nawet jeśli wprost nigdy nikt mu tego nie powiedział. Nikt nie musiał mu tego mówić.
Nagle poczuł na sobie parę zimnych kropel, a po chwili na ziemi dało się zauważyć okrągłe kształty. Migot spojrzał w niebo, na ciemne chmury. Na ich widok wiedział już, co ich czeka. Westchnął cicho i zjeżył sierść na karku. Jak on nienawidził moknąć.
– Wracajmy, resztą treningu zajmiemy się jutro – usłyszał głos swojego mentora i chwilę po tym, ruszył za nim w stronę obozu. Miał nadzieję, że droga szybko im pójdzie. Nie chciał wrócić cały przemoknięty. Już wystarczyło mu nieprzyjemności tego dnia, nie potrzebował do tego deszczu czy, co gorsza, przeziębienia. Nie mógł pozwolić sobie na chorobę, zwłaszcza teraz! Dlatego, gdy poczuł coraz więcej mokrych punktów na swoim grzbiecie, wykrzywił pysk w grymas niezadowolenia i wstrzymał oddech, może mając nadzieję, że w ten sposób będzie go mniej i uda mu się ominąć spadające krople deszczu.
***
Do obozu wrócili mokrzy. Migot od razu po wejściu zajął się wysuszeniem swojego futra, doskonale wiedząc, ile może mu to zająć. Albo bardziej - ile może go to kosztować. Już wystarczyło mu, że wyglądał jak mokry szczur i to w obozie pełnym znajomych kotów. Nigdy nie pokazywał się nikomu w takim stanie, a teraz musiał tam stać i ogarniać ten bałagan, zwany sierścią. Nie mógł przecież narazić swojej reputacji w klanie na jakikolwiek spadek! Zwłaszcza przez coś takiego jak deszcz. Przecież to było niedorzeczne!
Gdy tylko pożegnał się z Lśniącą Gwiazdą, pobiegł do legowiska uczniów. Starał się jakoś wysuszyć, niestety z marnym skutkiem. Plus był taki, że dzięki lokalizacji ich obozu, nie było tam tak wietrznie, przez co Migot zbytnio nie marznął.
***
Minęło trochę czasu zanim futro Migoczącej Łapy wyschło. Dopiero wtedy mógł wyjść z legowiska, w którym to chował się przez dłuższą chwilę.
Powoli wychylił głowę, chcąc zobaczyć, co dzieje się w obozie. Pierwsze co zrobił to sprawdził stos ze zwierzyną. Musiał coś zjeść, ponieważ wręcz umierał z głodu, ale na szczęście leżały tam jakieś kąski, godne podniebienia Migotu.
Dopiero po tym dokładniej przeanalizował otoczenie. Doszedł do wniosku, że w obozie nie było wiele osób, a zdecydowanie największym minusem był dalej padający deszcz i grupa kociaków wraz z karmicielką, zebrane przy wyjściu z obozu. Ewidentnie bawiły się w deszczu, albo przynajmniej obok. Uczeń jednak nie przywiązał do tego większej uwagi. Nie obchodziły go kociaki. Wręcz trzymał się od nich z daleka i tym razem również miało tak być. Jednak tylko Klan Gwiazdy wiedział, co zaraz miało się wydarzyć.
Migot w końcu wyszedł z legowiska i skierował się do stosu ze zwierzyną. Dokładnie wybierał posiłek, nie chcąc przypadkiem trafić na coś niesmacznego. Po dłuższej chwili zdecydował i chwycił swoje jedzenie, zamierzając spokojnie wrócić do legowiska i zjeść, bez zbędnych przeszkadzaczy. Jednak zanim zdążył tam dotrzeć wbiegła w niego rozpędzona, mokra kulka, która zdecydowanie nie miała pojęcia o istnieniu takiego pojęcia jak instynkt przetrwania.
Chociaż uderzenie nie było na tyle mocne, Migot z wrażenia aż upuścił swoją porcję, a mały kociak, który to był sprawcą całego tego zamieszania, wylądował twardo na ziemi, odbijając się od Migoczącej Łapy.
– Co ty najlepszego wyrabiasz?! – syknął niebieski i spojrzał na rudo-czekoladową kulkę. – Wiesz ile zajmuje mi wysuszenie mojego futra? – zapytał ostro i pochylił się nad kociakiem. – Pomyślałaś w ogóle, że sprawiasz problemy? Patrząc na twoje zachowanie, na pewno nie! – warknął Migot, nie przejmując się reakcją Rybitwy.
<Mały problemie?>
[611 słów]
[12%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz