BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jaśminka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jaśminka. Pokaż wszystkie posty

18 lipca 2019

Od Jaśmina

Oddychał chrapliwie, poruszając się nerwowo po mchu. Nic nie widział, nic nie słyszał.
Tylko czuł wszechogarniające go ciepło, które poruszyło się gwałtownie. Wydał z siebie donośny, przeraźliwy pisk, pokazując tym samym jak to protestuje przeciw jego utracie. Coś mokrego smagnęło jego ciałko od noska aż po krótki ogonek. Zapiszczał ponownie, ile sił miał w płucach. I jak na zawołanie ta miękka, mokra rzec znowu przejechała po jego ciałku.
Otworzył pyszczek, noskiem natrafiając ma miękką wypustkę. Instynkt podpowiedział mu, iż musi wziąć ów coś do mordki. Tak też zrobił, zaczął ssać, opierając się o brzuch matki małymi łapkami.
- A ten? - zapytała kojącym głosem Śnieżny Sopel, ponownie liżąc syna. Ten i tym razem zaprotestował, odrywając się na moment od pochłaniania życiodajnego płynu, po czym machnął łapką. Nie wiedział jednak, że przed nim nic nie ma. Wywrócił się na plecki, krzycząc przeraźliwie. Zaalarmowany tata, Kozia Nóżka, przewrócić malca znowu na brzuszek, ten poruszył mordką, stykając się z liliowym nosami. Czarnuszek wyglądam niczym fasolka w porównaniu do dorosłych kotów, jednakże nie posiadł świadomość o tym.
- T-taa... - pisnął, wysuwając język z pyszczka.
- Jaśmin, będzie Jaśminem - odparł spokojnie dumny ojciec, obserwując jak jego syn z małą pomocą rodzicielki, powraca do jedzenia. Zamlaskał pyszczkiem, ponownie opierając się łapkami o brzuch kocicy; zachłannie pochłaniał mleko, które na tą chwilę, było dlań najpyszniejszym pokarmem świata.

[ Kozia Nóżko? Śnieżny Soplu? Barwinku? Bodziszku? Perełko? ]

16 września 2017

Od Kwiatu Jaśminu

Zielone liście zmieniły swoją barwę na intensywny szkarłat. Wiatr nie był już ciepły i przyjemny, teraz targał moje długie futro, a gruba warstwa zaschniętego błota oblepiła jego końce. Wszędzie było brudno i śmierdziało gnijącymi liśćmi. Gdzie się podziała piękna pora zielonych liści?
W stodole też śmierdziało, ona też gniła. Stare deski nasiąknęły wilgocią, jednak wszyscy ignorowali potworny smród, jak? Nawet siano na którym miałam zwyczaj sypiać zaczynało się kisić. Niech ktoś coś zrobi. Nie mam zamiaru siedzieć w tym odorze. Jednak żeby to zrobić trzeba wyjść z ciepłego kąta. Do tego tam są te małe demony. Zwane również Sarenką i Kropelką. Te dwie kotki muszą być tak bardzo irytujące. Nie mam zamiaru przechodzić obok nich, pewnie mnie zaczepią, jak to mają w zwyczaju, a ja znów albo je zignoruje, albo wysilę się na jakiś zbywający je teks, a one obrażone będą miały wonty do końca dnia. Rozejrzałam się, między dwoma deskami była spora dziura. Przecisnęłam się przez nią i otrzepałam z siana. Skierowałam swoje kroki w stronę farmy. Polowania na te dziwne grube ptaki, które nie potrafią latać są zadziwiająco proste. Trzeba tylko uważać na dwunogi, jeśli cię zobaczą radzę uciekać, niektórzy są niebezpieczni. Bezwłosi już nie używali tych swoich małych potworów po których trawa była niska, jakby przez porę opadających liści wszystko zaczęło przygotowywać się do długiego snu. Życie powoli zanikało. Gęste zarośla zamieniły się w zadbaną, jednak długą trawę. Odgłosy wydawane przez zwierzęta hodowlane stawały się coraz głośniejsze, a ich mocny zapach, mocniejszy. Muczenie tych dużych stworzeń, gdakanie grubych nielotów i beczenie trochę mniejszych, pokrytych wełną owiec. Przebiegłam przez ogródek starszych dwunożnych, których czasem widziałam przez okna ich legowiska. Przeszłam przez wykopany prze zemnie dołek pod szarym, wysokim bluszczem. Ptaki spokojnie dziobały jakieś ziarenka z ziemi, niektóre odpoczywały w cieniu niskich drzewek. Schowałam się za niewielkim krzaczkiem. Położyłam się i zaczęłam czekać aż któryś nielot podejdzie. Po chwili ciche dreptanie w moją stronę stało się głośniejsze. Gdakanie dotarło do moich uszu. Wstałam cicho i przybrałam łowiecką pozycję, a koniuszek mojego ogona ruszał się z niecierpliwości. Jeszcze chwila i będę mogła wyskoczyć. Jedna długość lisa. Pół długości lisa i skok! Ptak w dzikim szalę zaczął biegać i trzepotać skrzydłami. Ja z wbitymi w jego ciało pazurami i kłami próbowałam nie spaść. Naglę usłyszałam głośne i szybkie kroki. Widocznie nieloty zrobiły tak duży hałas, że dwunogi wyszły z legowiska. Moje oczy rozszerzyły się z przerażenia. Bezwłosi mogą mnie zabić, muszę uciekać. Jednak stanął przed moim tunelem, jeśli tam pobiegnę będzie to samobójstwo. Wtedy zobaczyłam szparę między ziemią a bluszczem, po drugiej stronię były owce i kilka baranów. Jeśli szybko się gdzieś schowam może nic mi nie zrobią. Puściłam ptaka i pędem pobiegłam w stronę dziury. Przecisnęłam się przez nią, tym samym wywołując zamieszanie między owcami. Uważając by nie zostać stratowana zaczęłam biec w stronę drugiej strony. Całe to zamieszanie musiało zdenerwować wszystkie zwierzęta, w tym również dwunoga, który usilnie próbował mnie złapać. Nagle poczułam potworny ból. Jeden z baranów uderzył mnie swoimi rogami z bok. Jednym ruchem przygwoździł mnie do płotu, zsunęłam się z niego. Samiec owcy odszedł, a ja resztkami sił przeczołgałam się poza teren dwunoga. Ostatni raz kaszlnęłam krwią, barwiąc trawę szkarłatem. Opadłam na ziemię, wszystko widziałam jak przez mgłę. Po pysku spłynęła mi samotna łza, zamknęłam oczy i pozwoliłam ciału wreszcie odpocząć...

<Niech ktoś na to odpiszę, wiem, że to gniot ale się starałam>

11 lipca 2017

Od Kwiatu Jaśminu CD Borsuczego Gońcy

Mimo że zachowanie kocura wzbudziło u mnie strach i obrzydzenie, nie uciekłam na siedlisko owiec. Po paru chwilach wychyliłam łepek z krzaków. Wojownik leżał pod konarem drzewa, cały się trząsł. Przez chwile zrobiło mi się go strasznie szkoda. Na pewno miał jakiś powód dla którego to zrobił, gdyby chciał mnie wykorzystać nie leżał by teraz bezczynnie, tylko pobiegł za mną. Cicho wyszłam z gąszczu i podeszłam do kocura, jednak wciąż zachowując bezpieczną odległość, to dalej mogła być zasadzka. Po kilku uderzeniach serca Borsuczy Gońca dostrzegł moją obecność. Spojrzał na mnie swoimi zaszklonymi od łez oczami, jednak nie trudził się nawet ze wstaniem.
-  Odejdź…nie chcę aby coś ci się stało - wysyczał z połączeniem gniewu i strachu. Przez ten cały czas nie popatrzył mi w oczy, nie wiem w jak dużej części była to moja wina. Nawet jeśli kilka chwil temu kocur chciał zrobić coś strasznego, nie czułam jakieś Dużej niechęci do niego. Może to przez to, że nauczyłam się żyć z bardziej nietypowymi kotami (Kocham was rodzinko). Nie poruszyłam nawet ogonem, kiedy kocur wypowiadał te słowa.
- Nic mi nie jest- powiedziałam cicho i skierowałam wzrok na swoje łapy, spodziewałam się, że gdybym patrzyła w tej chwili na wojownika poczułby dość spory dyskomfort. - martwię się o ciebie…wszy-ystko w pożądk-ku?
Była to prawda, nie lubiłam patrzeć na smutek innych kotów, była to rzecz, której chciałabym unikać.
- Po tym co ci zrobiłem masz śmiałość się o to pytać? - tym razem w jego głosie było można usłyszeć jedynie gniew, nie wiedziałam na kogo w sumie był zły. Pod wpływem jego ostrego tonu skuliłam się lekko, jednak po jednej chwili znów się wyprostowałam i potrząsnęłam łepkiem. Zdążyłam przebaczyć kocurowi całkowicie.
Przez kilka uderzeń serca panowała dość niekomfortowa cisza. Ani ja, ani on nie miał zamiary jej zakłócać, nie miało to sensu. Wojownik miał otwarte oczy, wpatrzone były w jeżyny przed jego pyskiem, wyglądał jakby był niewidzący. Nagle poczułam duży głód. Pomyślałam, że on również może mieć pustkę z brzuchu. Wstałam, ruszyłam w stronę z której przyszłam, usłyszałam jedynie ciche westchnięcie Borsuczego Gońcy. Może pomyślał, że go zostawiam, nie chciałam nic mówić, jeśli pójdzie, wrócę do stodoły z jedzeniem, na pewno się nie zmarnuje.
Szłam już dosyć długo, a nigdzie nie było tropu chociaż małej myszki. Miałam już wracać jednak nagle poczułam zapach nornicy. Przybrałam łowiecką pozycje, jakiej nauczyła mnie Trujący Bluszcz i powoli zaczęłam zbliżać się z którego dochodził zapach. Kiedy byłam dwie lisie długości od ofiary, wstrzymałam oddech. Zrobiłam jeszcze trzy kroki i skoczyłam w krzaki. Pazurkami złapałam gryzonia, szybko zakończyłam jego żywot. Wzięłam go do pyszczka i wróciłam do poszukiwania kolejnej ofiary.
Jednak ten moment nie nadszedł. Wróciłam do miejsca gdzie zostawiłam wojownika samego, o dziwo dalej tam był. Leżał w tej samej pozycji, jakby czekać na oświecenie i podpowiedź co ma ze sobą zrobić. Podeszłam do niego i położyłam nornice obok jego łap i swoją podsunęłam mu ją pod pysk. Ten tylko popatrzył na mnie zdziwiony jeszcze bardziej, ja uśmiechnęłam się uroczo, a on bez słowa zaczął jeść. Kiedy cała atmosfera przestała być  napięta w krzakach po mojej prawej coś się poruszyło. Z krzaków wyłoniła się kocia sylwetka, było dość jasne, że Borsuczy Gońca nie będzie znał tego kota, jednak ja znałam aż za dobrze. Skrzydło Sowy Przecinające Powietrze.

<Sowuniu?>

08 lipca 2017

Od Kwiatu Jaśminu

Tym czasem śnieg padał, padał. Monotonny dźwięk wiatru uderzającego o ściany stodoły. Tą wciąż powtarzająca się pieśń przerywał jedynie odgłos walenia ogonem o ziemie, zdenerwowany Szramuś nie chciał tracić ani chwili na trening z pociechami. Jednak Sowa nie pozwoliła mu w taką pogodę narażać JEJ dzieci. Nie ważne, że sama nie umiała się za bardzo ruszyć przez brzuch w którym spoczywały nowe dzieci, czy oni nie znają umiaru? Jedno zginęło z rąk wściekłego tatusia, a jeszcze inne zostało porwane. Mogli je chociaż znaleźć zanim zaczną robić kolejne. Siedzenie w stosie ciepłego siana wydawało się czymś bardzo przyjemnym, zwłaszcza w taką pogodę. Jednak trochę przeszkadzała mi Srebrny Szlak skacząca po niej i co idzie za tym, również po mnie. Wiedziałam, że robi to specjalnie, o kilku chwilach do zabawy dołączyła też Łasica, jedynie zając zachował resztki godności i spokoju. Z sterty suchej trawy wystawał jedynie mój pyszczek, trudno oddycha się przez siano. Odgłos otwierania zardzewiałych drzwi budynku sprawił, że większość przerwało swoje czynności. Szrama przestał walić ogonem o podłogę, Sowa przestała narzekać na zimną pogodę i że chce rybę, bo ma zachcianki, młode kotki stanęły nieruchomo na stercie siana, a Zając zaprzestał na chwile się myć. W przejściu stała całą przemoczona Trujący Bluszcz, niosła w pysku mysz i jakiegoś ptaka, warto też wspomnieć, że szła po nie tylko dlatego, że zażyczyła ich sobie Sowa, a wiedziała, że jak nie przyniesie teraz tego co chciała ciężarna kotka zacznie na nią drzeć pyska, a Szrama, który chciał jedynie świętego spokoju będzie miał wybór; albo pierdolnąć Sowę, żeby się zamknęła, a druga opcja to wpierdolenie Bluszczowi, żeby ruszyła zad i poszła po tego ptaka. Znaczy była jeszcze trzecia opcja, sam Szrama miałby pójść po pierzastego, ale to znaczy, że wyręczyłby Trujący Bluszcz i pokazał dobre serduszko, ale to nie wchodziło w grę. Kotka wyglądała komicznie, uśmiech sam pojawiał się na pysku. Bez słowa rzuciła szylkretce ofiarę pod łapy, ale ona tylko go odepchnęła i odwróciła się na drugi bok próbując zasnąć. Szrama podszedł i sam zabrał ptaka. Cętkowana miauknęła do mnie, a ja wygrzebałam się z ciepłej kryjówki. Trochę zdziwiłam się jak dobrze się dogadujemy ze sobą. Podeszłam do niej i razem zaczęliśmy jeść mysz. Nagle w naszą stronę podbiegły Łasica i Srebrna, odepchnęły mnie od jedzenia, poturlałam się kilka mysich długości dalej. Szafirowe oczy zaszły mi łzami. Mentorka stanęła przed kotkami, sprawnie utrudniając im dostanie się do gryzonia. Zaczęli im coś gadać o tym, że jak chcą jeść mają iść do Szramy, bo to on jest ich ojcem i do tego mentorem Srebrnego Szlaku. Przez chwile się kłóciły, ale w końcu młode se poszły. Trująca podeszła do mnie i dotknęła pyskiem mojego policzka. Przysunęła do mnie jedzenie. Kiedy skończyliśmy jeść ja wróciłam do sterty siana, a moja mentorka udała się na spoczynek. Po krótkiej chwili wszyscy zapadli w głęboki sen. Wszyscy, prócz mnie. Wierciłam się w uschniętej trawie jeszcze przez dłuższy czas. Dźwięki na zewnątrz ucichły, znaczy to, że pogoda się uspokoiła. Wyszłam z siana i cicho popchnęłam drzwi stodoły. Kiedy byłam już poza nią truchtem ruszyłam przed siebie, musiałam rozprostować łapy i się przewietrzyć.

Szłam już tak dłuższą chwile. W okolicy czuć było sporo zapachów innych kotów, czyli to już teren jakiegoś klanu. Nie speszyło mnie to jakoś za bardzo. Może i jestem płaczliwa, ale na pewno nie bojaźliwa. Przedzierałam się przez ogołocone krzaki. Nagle zza drzewa usłyszałam syk. Skuliłam się lekko i wydałam z siebie głośny pomruk. Potem ze swojej kryjówki wyszedł kocur.

<Borsuczy Gońco?>

07 lipca 2017

Od Kwiatu Jaśminu

Wszędzie biało, zimno i wieje w cholerę mocno. Jedyne na co mam ochotę to spanie i jedzenie w ciepłej stodole, pod pachnącym sianem. Ale oczywiście, nie. Musze siedzieć i czekać aż mi dupa odmarznie i słuchać paplaniny tej dziwnej kotki, jak jej tam było? Trujący Bluszcz? Jeszcze niedawno było nawet znośnie dopóki "mama" nie wpadła uradowana do drewnianego budynku gdzie jej pociechy szalały w najlepsze i oznajmiła, że w końcu zaczyna się taki prawdziwy trening. Łasica polazła z Sową, Zając i Srebrna polazły z tym poszarpańcem, a moim treningiem zajęła się jakaś kotką, którą na oczy widziałam może z 2 - 3 razy. Najgorsze jest to, że ciągle się na mnie drze, a ja nie wyrażam emocji tak jak inne kociaki tylko zaczynam beczeć, no cóż. Nie wyjaśnioną sprawą pozostaje Kryształka, podobno ją porwano, ale według mnie po prostu spierdoliła z tego wariatkowa, czego się jej nie dziwie. Warstwa śniegu, który usadowił się na mojej głowie, tworząc jedną wielką zaspę powiększała się cały czas. Kiedy spory jej kawałek spadł mi na nos, kichnęłam i sprawnie przerwałam mojej mentorce wywód o kocich klanach. Kocica spojrzała na mnie gniewnie, ale nie zauważyła nawet wyrazu mojego pyska, bo cały został pokryty białym puchem. Chyba chciała dać mi w pysk ale na czas się ogarnęła, bo czy tego chce czy nie według tego szarego obszarpańca tylko on może spuszczać lanie swoim pociechom. Samotniczka machnęła ogonem na znak, że zmieniamy swoje położenie, chyba nie zdawała sobie sprawy, że gówno widzę. Gdyby tak głośno nie szła pewnie siedziałabym dalej w miejscu. Otrzepałam się i truchtem podbiegłam do kocicy. Trujący Bluszcz przedzierała się przez śnieżek, a ja spokojnie szłam za nią, po jej wydeptanych śladach. Właśnie miała mi pokazywać granice z Klanem Wilka, ale nagle ktoś lub coś rzuciło w nią patykiem. W tym samym czasie obróciłyśmy się i spojrzałyśmy w góre, gdzie usadowiła się Sowa. Żadna z nas nie wiedziała jakim cudem to się jeszcze nie zawaliło, bo jak wiadomo albo nie Sowa znów świetnie bawiła się z Szramą kiedy dzieci nie było. Mierzyła kotki wzrokiem i tym swoim głupim uśmieszkiem, dopóki się nie odezwała było całkiem przyjemnie, no ale życie to nie bajka.

<Sowa? Miało być śmiesznie ale nie wyszło>

06 lipca 2017

Od Kwiatu Jaśminu

Dawniej zieloną trawę pokryła gruba warstwa białego puchu. Płatki śniegu wirowały w delikatnym tańcu. Ogołocone z liści drzewa uginały się pod naporem mocnego, chłodnego wiatru. Zwierzyny ubywało z każdym dniem, który był zimniejszym od poprzedniego. Przeminął dawny blask, którym słońce dawało nam chęci do polowania, patroli lub nawet zwykłych spacerów. Dni mijały powoli i leniwie. Nawet jeśli do zamkniętej stodoły nie wpadał mroźny wiatr w duszy każdy kot czuł Porę Nagich Drzew. Długa sierść dawała ochronę przed zimnem, ale nie mogła całkowicie zaoferować mi ciepła. Dawno pogodziłam się z myślą, że nie będzie jak dawniej. Nie wrócę do matki i rodzeństwa, nigdy nie poznam uczucia jakie czuje się podczas mianowania na ucznia, a potem na wojownika. Para samotników, która kazała mi siebie nazywać rodzicami, kazała mi tej nocy pilnować stodoły w której spali, jakby ta miała nagle dostać nóżek i sobie pójść. Księżyc niedawno zajął miejsce na samym środku nocnego nieba. Zwinięta w mały kłębek siedziałam w jakimś suchym gąszczu. Byłam potwornie zmęczona jednak ze wszystkich sił próbowałam wytężyć zmysły i nie zasnąć. Wiem, że gdyby mnie rankiem zastali śpiącą tutaj, skończyłabym pewnie jak ten idiota Widoczek. Nawet ciesze się, że go już nie ma. Był strasznie denerwujący. Jedyną rzeczą na którą mam aktualnie ochotę to długi, głęboki sen. Z tych pasjonujących, jak odchody myszy przemyśleń , wyrwał mnie jakiś szelest w pobliżu. Może to tylko jakaś mysz czy inny mały zwierz, ale coś w mojej głowie szepnęło mi, że powinnam to sprawdzić, bo inaczej zanudzę się tu na śmierć. Leniwie wstałam i wyszłam z suchej kryjówki. Od razu poczułam nieprzyjemne uczucie stania się bardzo szybko bardzo mokrym. Zanim zdążyłam postawić choć jeden krok, usłyszałam skrzypnięcie drzwi od stodoły. Obróciłam się i zobaczyłam  ciemnoniebieskie oko wlepione w moją osobę, właśnie teraz zdałam sobie sprawę, że wyglądam jakbym chciała jak najszybciej spierdolić z okolicy.

<Szramuś?>

21 czerwca 2017

Od Jaśminki CD Szramy

Po tym dość pechowym treningu obudziłam się w stodole. Nie było tam nikogo. Widocznie reszta jeszcze z Szramą, a ta kotka, która mnie ukradła i jeszcze każe mi nazywać siebie matką poszła na jakieś polowanie. Nagle przypomniałam sobie wszystko co działo się przed moją utratą przytomności. Po moim pyszczku spłynęła samotna łza. Pociągnęłam noskiem i podniosłam się z świeżego, wonnego siana. Nie chciałam, żeby wszyscy uważali mnie za nic nie wartą pokrakę. Szybkim krokiem ruszyłam w stronę otwartych drzwi budynku. Kiedy wyjrzałam zza jednego z kawałków wystającego drewna, zobaczyłam zbliżającego się szarego kocura i piątkę kociaków. Momentalnie znów znalazłam się w stodole. Szybko znalazłam jakaś dziurę w drewnianej ścianie. Przecisnęłam się przez nią, przez moje chude ciałko nie było to takie trudne. Skryłam się w jakiś krzakach. Zobaczyłam jak Widoczek i Kryształka nieśli zdobycz w pysku. Kiedy kocur wszedł do stodoły wydał z siebie pomruk niezadowolenia, widocznie spodziewał się, że będę dalej tam leżeć. Kiedy byłam pewna, że nie zostanę zauważona popędziłam przed siebie. Sowa mówiła, że gdzieś tam jest siedlisko ludzi, hodują tam spasłe i wielkie ptaki. Podobno wydają bardzo zabawny odgłos, ale tą kotkę śmieszy prawie wszystko. Może jak będę mieć trochę szczęścia upoluje coś. Po kilku chwilach rozmyślania poczułam okropny zapach. Przechodziłam obok jakieś usypanej, brązowej górki. Nad nią latały muchy i inne świństwa, wiec to chyba tak śmierdzi. Potem przeszłam obok budynku, z jego środka dochodziły odgłosy zapewne jakiś zwierząt. Nagle usłyszałam jaki dziwny dźwięk. Spojrzałam w stronę z którego pochodził. Robiły to jakieś ptaki, były ogrodzone szarym bluszczem. Zachowywały się zabawnie. Chodziły i stukały dziobami o ziemie, mimo, że nic na niej nie było. Musiały być nadzwyczaj głupie. Miały jakieś tam małe szpony na nogach, ale nie wydawało mi się, że mogą być zagrożeniem. Najgorsze jednak było to, że były większe ode mnie i nawet jeśli jednego upoluje, nie dam rady go zatargać tak daleko. Rozejrzałam się dokładniej. Zobaczyłam jednego osobnika, był chudy i miał powyrywane pióra. Był albo chory, albo stary. Wydawał się idealną ofiarą. Jednak co najważniejsze, był znacznie mniejszy od reszty. Zobaczyłam dziurę w bluszczu, przecisnęłam się przez nią. Kiedy przechodziłam obok tych dziwnych stworzeń uciekały, machały skrzydłami przez co wszędzie latały pióra. Te ptaki są naprawdę głupie, dlaczego nie odlecą? Jednak mniejsza z tym. Przykucnęłam jakieś dwa zajęcze skoki od ofiary. Przesuwałam łapy powoli. Nie wiedziałam jak się to robi, jednak to podpowiadał mi instynkt. Jeszcze kilka mysich długości. Zauważyła również, że ptak musiał być ślepy, gdyż nie uciekał tak jak reszta. Przygotowałam się i po chwili wyskoczyłam w górę. Wylądowałam na ofierze, nagle zaczęła ona machać skrzydłami. Próbowała  mnie zepchnąć. Trzymałam się tak dłuższą chwile. Potem zatopiłam ostre kiełki w szyi ptaka. Przegryzłam dość miękki kręgosłup. Po tym sparaliżowana ofiara upadła na ziemie. Zakończyłam jej marny żywot i spróbowałam wywlec przez dziurę w ogrodzeniu. Nie była lekka, ale na pewno lżejsza niż te utuczone ptactwo.
* * *

Chwile zajęło za nim doczołgałam to coś do miejsca, które nazywałam domem. Zauważyłam jak moja przyszywana matka rozmawia z ojcem. Kiedy mnie zobaczyła uśmiechnęła się tak jak ona zawsze to robi. Zaskoczony nagłą zmianą wyrazu pyska kotki szary kocur odwrócił się w moją stronę. Puściłam ptaka, którego już szczerze miałam dość. Spuściłam wzrok i skupiłam go na swoich ubrudzonych zaschniętą krwią łapach. Czułam tylko jak kocur przeszywa mnie wzrokiem.

<Szramuś?>

11 czerwca 2017

Od Deszcza (Jaśminki) CD Sowy

To wszystko działo się tak szybko. Jeszcze kilka chwil temu leżałam wtulona w sierść mamy, a teraz jakaś obca samotniczka niesie mnie nie wiadomo gdzie. Niespodziewanie wbiegła do kociarni, mamusia spała, ja byłam najdalej od niej i wzięła mnie do pyszczka. Zaczęłam płakać, wtedy Blady Świt się obudziła. Była zaskoczona i wściekła. Ta dziwna kotka zaczęła biec, potem pojawił się tatuś. Podrapał te samotniczkę, ale ona uciekła, razem ze mną. Tak bardzo chciałabym być w ciemnej norze gdzie mieszkałam razem z rodzeństwem. Moje małe serduszko rozbiło się na tysiące małych kawałeczków. Byłam zbyt wystraszona by sprzeciwić się samotniczce, nawet nie mogłam nic powiedzieć. Z mojego pyszczka wyleciało jedynie kilka cichych pisków. Nie chciałam nawet wiedzieć gdzie jestem, zamknięte oczy były w pewnym sensie barierą chroniącą wszystkie złe myśli napływające mi do głowy. Nagle poczułam jak kotka stawia mnie na ziemie. Otworzyłam lekko oczy, przede mną leżał ciemny kocur. Wyglądał i cuchnął okropnie. Jego futro było posklejane i wybrakowane w niektórych miejscach, pełno blizn i ran. Najpierw wlepił swoje ciemne oczy w kotkę, a potem skierował je na mnie. Był straszny, zamknęłam je mocniej i zaczęłam się trząść. Nie obchodziło mnie to co mówią do siebie. Po kilku chwilach znów poczułam jak samotniczka bierze mnie za Skórkę na karku. Truchtem ruszyła do jakiegoś budynku. Potem poczułam ciepło, tam było jeszcze cieplej niż w kociarni. Cichutko zamruczałam. Sowa odłożyła mnie na miękkie siano. Słyszałam obok siebie ciche popiskiwanie jakiś młodych. Jeśli ma kociaki nie może być aż tak złą osobą. Kotka położyła się i ogonem oplotła mnie i swoje młode ogonem. Mimo, że dalej czułam ogromny strach, byłam bardzo zmęczona. Moje powieki powoli opadły na szafirowe oczy, po chwili zasnęłam.

<Nowa rodzinka?>

30 maja 2017

Od Deszcza CD Nocka

Ta mała kulka była dziwna. Oddychała ale nie miała oczu i jedyne co robiła to piszczała. Mamusia mówiła, że ja niedawno też tak wyglądałam. Też byłam taką bezbronną kruszynką, znaczy, ja nadal nią jestem, ale nie aż tak. najgorsze było to, że ono się dobiera do naszego jedzenia, ale przecież to moja mama! Tylko ja i moje rodzeństwo może się do niej przytulać! Zrobiłabym coś ale jest tu za dużo dorosłych, mogliby mi coś wtedy powiedzieć. Jednak nie przeszkadzało to Gradzikowi i Sztormowi. Zaczęli oni szturchać młode, one zaczęło wtedy głośniej piszczeć i przebierać łapkami. Najpierw nikt nie zauważył zachowania braci, jednak kiedy piski młodego zaczęły być okropnie głośne w ich stronę odwróciła się Blady Świt, Biała Gwiazda i Fioletowa Chmura. Mama byłą trochę zdenerwowana, liderka rozbawiona zachowaniem kociaków, a w oczach najmłodszej wojowniczki było widać troskę i strach o tego piszczka.
- Grad! Sztorm! Zostawcie go, dajcie mu odpocząć! - podniesionym głosem powiedziałam mamusia. Obydwoje skulili się pod mocnym tonem rodzicielki. Natychmiast odeszli od Nocka, a Blady Świt łapą popchnęła go bliżej swojego brzucha. Kiedy poczuł zapach ciepłego mleka zaczął ssać. Reszta rodzeństwa nie była chyba zachwycona nowym towarzyszem, jednak dla mamy był to kolejny skarb, którym trzeba się opiekować.

 <Fioletowa, Nocek, Rodzinka?>

27 maja 2017

Od Deszcza

Ciemność. Wszędzie ciemność. Nagle wielki huk, jakby ktoś uderzył w żłobek wielkim głazem. Potem cuchnący smród, bardzo gryzący. Następnie niewyobrażalny chłód, brak ciepła, które dawało futro matki. Sama Blady Świt gdzieś zniknęła. Poczucie samotności, ogromny strach, ściskanie w żołądku. Na końcu wielki ból w karku, mocne szczęki zwierza zaciskające się na nim.
~*~

Para zielonych ślepi otworzyła się i momentalnie zasnuła je ściana zrobiona z łez. W całym obozie można było usłyszeć szloch kocięcia. Oczy otworzyła również matka płaczliwej kotki, jednak te były przepełnione troską i zaniepokojeniem. Lekko zdezorientowana przysunęła młode bliżej siebie. Obok było można usłyszeć ciche piski reszty rodzeństwa, które najwyraźniej zostały zbudzone ze snu. Opiekuńcza kotka polizała córkę po łepku, jednocześnie cicho pomrukując. Po dłuższej chwili Deszcz uspokoiła się. Jej oddech był jeszcze przyśpieszony, a serce biło nieregularnie. Kocię kilka razy pociągnęło noskiem, potem do jego uszu dobiegł spokojny głos matki.
- Deszcz, co się stało? Dlaczego płakałaś? - cichy i melodyjny głos kotki, sprawiał, że kotka czuła się przy jej boku bezpiecznie. Mama była taka cieplutka. Przed odpowiedzią błękitna Deszcz przesunęła się jeszcze bliżej karmicielki.
- Ja mia-miałam zły sen. Było tak ciemno, wszędzie. A ciebie nie było. Potem coś mnie ugryzło, ale tak mocno. - młoda prawie znów się rozpłakała. Jednak przeszkodziło jej w tym kolejne liźnięcie matki. Kocię wtuliło się w jej ciepłe futro i zamknęło swoje szafirowe oczy.
- Ja nigdy cie nie opuszczę, zawsze będę z tobą - to ostatnie słowa jakie usłyszała młoda. Potem znów zawitała w świecie snów.
~*~

Jeszcze tej samej nocy, do żłobka wpadła wojowniczka. Cała zdyszana, niosła coś w pysku. Za nią z elegancją stąpała Biała Gwiazda. Głośny oddech błękitnej kotki zbudził innych. Już drugi raz, oczka jednej z córek Bladego Świtu otworzyły się tej nocy. Młodsza postawiła coś na ziemi, było czarne i oddychało. Od razu rozbudzone kociaki przyglądały się "temu czemuś" zaciekawione. Nagle "to" się poruszyło. W oczach jedynej karmicielki widniała troska, jednak sprawniejsze oko wychwyci tam też cień zaniepokojenia. Liderka zaczęła rozmawiać z Bladym Świtem, gdy tylko głos białej kotki ucichł odezwała się Deszcz.
- Mamusiu, kto to jest?

<Blady Świt, Fioletowa Chmuro, Biała Gwiazdo, Nocek, Rodzeństwo?>