BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lwia Paszcza x Szepcząca Pustka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lwia Paszcza x Szepcząca Pustka. Pokaż wszystkie posty

31 sierpnia 2023

Od Szepczącej Łapy CD. Lwiej Łapy


Oh zgrozo, dlaczego musiał oglądać jej wstrętny ryj? A myślał, że już się jej pozbył. Kiedy napotkał ją na wejściu do legowiska uczniów, strzepnął jedynie ogonem, zrobił minę jakby patrzył na coś pokroju czerwia, po czym bez słowa minął Lew, wchodząc do środka. Musiał sobie zrobić legowisko jak najdalej od nich i pociągnąć za sobą całe swoje rodzeństwo, by przypadkiem nie dotknęło jej żmijowego futra i się nie zatruło byciem jędzą. Musiał ich pilnować i będzie pilnować, żeby nic przypadkiem nie przyszło im do głowy. Będzie się starał być zawsze z nimi w patrolu jeśli wylądują w tym samym co małe piaski, nawet, jeśli będzie to oznaczało zmęczenie i wykorzystywanie w produktywny sposób czasu, czego szczerze nienawidził. Co prawda bracia sobie z nimi na pewno poradzą! Ale martwił się o siostry. Miał wrażenie, że bycie wrażliwym naiwniakiem wyciągnęły po Powiewie, na nieszczęście. Tak więc, namówił wszystkich, by byli w jakimś jednym miejscu. Znaczy nie w kupie, bo szanujmy się, potrzeba trochę przestrzeni by się rozwalić i mieć na wszystko wywalone, ale po prostu, by nie tykać futer sztywniaków. Przez ten cały czas, Szept czuł, jakby prowadził jakąś niemą wojnę i raz, być może, przez przypadek zostawił w legowisku Lew kolca. Ale kto mu udowodni? Ha! Żadnych dowodów zbrodni! Był czysty jak święta woda w górskim potoku! Niestety zdawało się, że jego szczęście nie potrwa długo, kiedy to z niezadowoleniem dostrzegł na zewnątrz obozu Lwią Łapę z Gepardzim Mrozem. O ile Gepard była nieszkodliwa, dlatego uraczona została uśmiechem i wesołym ,,dzień dobry”, tak Lew… cóż, Lew zignorował całkowicie, jakby nie istniała. Ot podmuch wiatru. 
I wyruszyli, jak się okazało, na granicę z Klanem Nocy. Szczęście, że z nimi mieli krótki dystans bo albo dzieliła ich droga grzmotu, albo woda. Chyba, że będą chcieli ją przepłynąć… kto ich tam wie. Przez całą drogę nawijał, wchodził w konwersacje, opowiadał głupie żarty i zadawał masę mniej lub bardziej odklejonych pytań, bawiąc się przy tym często niczym aktorzyna, nadal nie dostrzegając tego jednego pomarańczowego połysku. 
A było tak przynajmniej do momentu, w którym nie dostrzegli znajomego piasku i punktu granicznego. A także: rosnące tam idealnie wrzosy, na których to widok się skrzywił. 
- Podkopcie kilka korzeni od strony południa. My zajmiemy się tymi na północy - Rozdzielenie? Miał pracować z tym czymś? Chciał posłać w stronę Diament wzrok błagalny zbitego szczeniaka, jednak ta już odchodziła w swoim kierunku. Uh, cóż, może przynajmniej zrobi po prostu jak najmniej. Postawił uszy na sztorc, odwrócił się, znalazł jakąś ładną, wygodną połać wśród wrzosów i to właśnie na niej się wyłożył, układając na miękkiej roślinności i z całą kocią wprawą kosztując słońca. Lew może sobie kopać to sama, jemu się nie chce, a jak na razie wojowniczki były zajęte podkopywaniem leniwie własnej części, więc nie zwracano na niego żadnej uwagi. I dobrze. 
Niemniej jednak Lew też nie wydawała się być skora do kopania w piasku, więc i ona nic nie robiła. Cóż, tyle dobrze, że przynajmniej w ciszy. Mijały tak leniwie chwile, podczas których Szept zdołał przewrócić się na plecy i zdobyć medal za osiągnięcie kolejnego stanu nudy, kiedy to jego ciało drgnęło nagle, słysząc podniesiony głos Diamentowego Wąsa. Poderwał głowę. Oh, mentorka nie wyglądała na szczęśliwą. Jego pysk zamienił się w płaską żabę, a on dość smętnie i bez weny wręcz zczołgał się do wybranego miejsca i zerknął na nie z twarzą pełną utrapienia. Wręcz widział następne etapy podkopów oczami wyobraźni, a każdy następny bolał bardziej i bardziej. Zwrócił swe utrapione oczy w stronę dwóch wojowniczek. Nadzieja zgasła, tym razem obie patrzyły w ich stronę, wyraźnie chcąc dopilnować, czy aby na pewno robią to, co do nich należy. Westchnął nieszczęśliwie i coś niemrawo zaczął ryć w ziemi. 
I och matko, Lew też zaczęła coś dłubać, chociaż nie wyglądało to w żaden sposób na prawidłową pracę. Tak więc, mijał powoli czas, a Szept, będąc Szeptem, zaczął się niezwykle nudzić. Było bowiem kilka rodzajów nudy. Taka, która była dla niego wygodna i taka, która była przymuszona. I ta druga była wręcz nieznośna. Zaczął więcej wzdychać, więcej odpływać w przestrzeń, aż w końcu od niechcenia zaczął rozrzucać piasek na boki, każdą przeszkodę po prostu zostawiając, bo nie chciało mu się jej niszczyć ani ruszać. Wtem, coś doleciało do jego uszu. Wściekłe prychnięcie, zdaje się, że od strony Lew. Nie przestawał. Było to jak muzyka dla jego jasnych uszu, która niczym hipnoza pobudzała do zacieklejszego rozrzutu piachu. Doskonale zdawał sobie teraz sprawę, w którą stronę lecą drobinki i sprawiało mu to nieprzyzwoitą wręcz przyjemność. 
Ruda w końcu postanowiła się odezwać, co jednocześnie sprawiło, że pojawiło się uczucie jakiejś wygranej i bólu, że musiał słyszeć jej głos. 
- Niby twoja matka jest liderką, ale zachowujesz się jak zwykły kociak. Skoro tyle frajdy ci daje grzebanie w piasku, to może powinieneś wrócić do żłobka - Mmm, te słowa nasączone jadem. Przez chwilę udawał, że nie słyszy, aż w końcu dokopał się do warstwy ziemi. Bingo! Dopiero wtedy zaprzestał, odwracając głowę lekko w jej stronę. 
- Hmm? Co tam miauczysz? - pyta niemrawo, jakby mimo uszu puszczając to wszystko co wypowiedziane było wcześniej. Dopiero potem udał, że nagle coś mu zaświtało w głowie. Podszedł więc ze strapioną miną do uczennicy. - Ojoj… niezwykle mi przykro. Powinienem bardziej uważać. Niech no pomogę - Mówił z idealnie dobraną skruchą w głosie i głupim uśmiechem na pysku, wyciągając łapę by “strzepnąć” piach z rudej sierści. Cóż, miało się to daleko od tego, co końcowo zdołał zrobić, bowiem swoją piaskowo-ziemistą łapę z premedytacją wytarł o jej futerko kilkoma ruchami imitującymi “strzepnięcie”. Coś jednak jej widocznie nie pasowało, a gdy zdała sobie z tego sprawę było już za późno. Odepchnęła go łapa od siebie i przeniosła się kawałek dalej, otrzepując się z piasku, który zalegał na jej sierści. Nie chciał tak łatwo się odkleić od tych dłuższych pasm. 
- Coś ty zrobił?! - fuknęła do niego będąc wściekła - Ugh. - ponownie się otrzepała, ponownie bezskutecznie. - Jesteś nienormalny! Miałam nadzieję, że uda mi się zostać wojownikiem nim ty i reszta twojego rodzeństwa, robactwa wypełznie z kociarni, by się z wami chociaż nie użerać na treningach...!
Była wściekła. Bardzo wściekła, widać to było chociażby po tych agresywnych liźnięciach, przez które Szept poczuł się jak coś na drugim planie. Nie zmieniało to jednak faktu, że  nadal się świetnie bawił, grając swoją rolę odklejonego, niezbyt kumatego kota. Zamrugał zaskoczony, kiedy go odepchnęła, na moment odwracając głowę by nie zobaczyła uśmieszku, który pomimo woli wykwitł na jego pysku. Wtem odwrócił ku niej swój strapiony pysk i zacmokał smutno, kręcąc głową. 
- Ranisz moje uczucia słoneczko. Kiedy ja się tak starałem... Czuję się naprawdę niedoceniony - przekrzywił głowę na bok i nieco w przód, przymykając oczy jak wierny pielgrzym, zanim je otworzył ze zwykłą sobie werwą. Odwrócił się zaraz na pięcie, nonszalancko wcześniej machając łapą w tył i wracając do swojego miejsca podkopku. 
- Nie miej o sobie zbyt wysokiego mniemania, to nie tak, że my też uwielbiamy przebywać w waszym towarzystwie. Zdawałaś sobie sprawę, jak ciężko jest dzielić z wami ten sam tlen? - mówił z wyrzutem, po czym się nagle spiął, a jego ciało przeszedł wymuszony dreszcz - Do tej pory mam koszmary - mówił to, nie patrząc na rudą, grzebiąc już od niechcenia w piasku, wywalając za siebie losowy, nikomu nieprzeszkadzający patyczek, by ten ładnie upadł kawałek dalej na wrzosach.
- Słoneczko?! - prychnęła wściekła zaprzestając pielęgnacji swej sierści, zrobiło jej się niedobrze, bo pierwsze o czym pomyślała to o medyczce - To może nie pobieraj go wcale skoro miewasz koszmary. W końcu tylko go marnujesz, nie ma z ciebie żadnego pożytku, innym się bardziej przyda. - mruknęła skubiąc sklejone ziarnka piasku - Pfy!
- Hm, nie lubisz? Wolisz Kwiatuszku? Myszko? - mruczy ubarwiając swój głos o coś drażniącego, wymieszanego z ciekawością, drażniąc się z Lwią Łapą, po czym kieruje wzrok ku niebu - Tak, rzeczywiście. Tobie by się bardziej przydał, taki nie wiem, sen wieczny? - wzrusza ramionami po wygłoszeniu swego zdania lekkim, zwiewnym tonem, po czym jego wzrok gładko ląduje na przelatującą nad ich głowami chmarą ptaków.  Na moment się odciął, a potem znów powrócił, skubiąc znów coś w piachu.
- Że też Różana Przełęcz musiała wydać na świat takiego pomiota jak ty, prymitywa, prostaka. - mruczała wymieniających to kolejno słowa mające obrazić kota - Jako kocię wyglądałeś jak szczur, dziwię się, że cię matka przez pomyłkę nie zjadła. Za dużo się nie zmieniłeś, i z wyglądu i z charakteru jesteś paskudny, taki przerośnięty szczur, który jedyne co do czego się nadaje to kopanie dołów. I nic poza tym. Nawet po śmierci nie przysłużysz się klanowi, tam gdzie cię pochowają ziemia będzie skażona.
Szept puszczał to wszystko mimo uszu, powrócił do zwykłego ignorowania kotki. Przybrał pozę wręcz rozluźnioną, jakby słowa które wypowiadała były jedynie lekkim wietrzykiem, tak, jak powinno być. I był z tego powodu niezwykle zadowolony. W końcu, właśnie zyskał kolejną dawkę prawdziwej natury Lew, czego chcieć więcej? Czego, prócz cały czas tworzącej się kartoteki? Kotce widocznie obrażanie go się znudziło, więc kontynuowała jedynie zawzięcie swoje czyszczenie futra, pod koniec idąc w stronę mentorek, by tam pomóc kopać, a Szept? Szept chwilę jeszcze poleniuchował, po czym dopiero na ostatek zrobił na szybko całą robotę jaka pozostała, dumnie siedząc i czekając na ocenienie wojowniczek, zadowolony z efektu. A marny udział Lwiej Łapy? Był nieistotny, w końcu nikt taki jak ruda uczennica przez ten cały czas nie istniał, prawda? 


<Lewku? :3 >

[1519 słów]
[Przyznano 30%]

28 lipca 2023

Od Lew CD. Szeptu

 Nie sądziła, że ten wstrętny szczyl posunie się do czegoś takiego jak ugryzienie jej. A jednak. Czego innego mogłaby się spodziewać po tym barbarzyńcy, wstrętnym plebsie. Teraz jasno było widać kto tutaj powinien zostać odebrany matce, skoro wpoiła mu do głowy takie bzdetey, że miał czelność wychwalać zabrudzone futro swojej siostry, a nie piękną rudą sierść, chlubę Lew. Nie tylko skończyłoby się na ugryzieniu, a i najpewniej na uderzeniu w jej prześliczny pyszczek, gdyby nie wkroczenie ich matek. Zięba bez ceregieli, chęci rozmowy z Różana Przełęczą, zabrała kocię najpierw do Wiśniowej Iskry, a potem udała się na rozmowę z Tygrysią Gwiazda.
Lewek pochlipując cicho pod nieobecność matki, starała się wzbudzić współczucie u Wiśniowej Iskry, mając nadzieję, że może kotka jakoś weźmie jej stronę, w końcu nawet jeśli mało, to jednak posiadała rude futerko wymieszane z czernią. Miała nadzieję, że starsza też jakoś niepochlebnie się wypowie o tych dzikusach. Powinna.
— No już, to tylko ugryzienie. I to przez młodszego kociaka. Zagoi się raz dwa — powiedziała medyczka oglądając jej straszną i okropną ranę, jak to Lewek naopowiadała  — Słoneczko, podaj mi potrzebna zioła.
Pociągnęła nosem, nie śmiała odpyskować, że to wcale nie było nic takiego. W końcu musiała wyglądać tak, że cierpi jak najbardziej. Okropne i upokarzające było samo w sobie to, że zęby nierudego dotknęły jej i jego ślina. Brrr! Otrzepała się aż zdając sobie z tego sprawę obrzydzenia, po czym dalej cicho łkała, dopóki nie wróciła po nią matka.
W końcu wróciła do żłobka, gdy już została opatrzona jak i również, gdy mama załatwiła sprawę u liderki. Jej jeszcze przed chwilą mokry pyszczek od łez w tej chwili pozostawał suchutki. Z tego co jej się udało dowiedzieć, ten smród otrzyma karę. I bardzo dobrze. Należało mu się. Nawet jeśli to ugryzienie nie bolało tak jak kary od matki za złe zachowanie, to Lew cieszyła się, że gówniarz zostanie ukarany ,a ona nie. W końcu niczym nie zawiniła, a to Szept szukał guza. Cieszyła się że Tygrysia Gwiazda, jak sądziła zdrajczyni krwi, postąpiła słusznie, tym samym na moment sprawiając, że Lewek ją polubiła. 
W żłobku starała się nie uśmiechać jakoś mocno, próbowała zdusić tę radość w jej sercu. Leżała pomiędzy przednimi łapami matki, która wylizywała jej futerko i pyszczek, co jakiś czas piorunując spojrzeniem winowajce, który raczył skrzywdzić jej córkę. Niepochlebnie wyrażała się na temat kotki i jej bękarta. A Lewek stękała jojcząc jak to ugryzienie ją boli starając się potęgować nienawiść matki do tej dwójki. 
— O mało cię nie zabił ten paskudny nierudy. Moja ukochana Lewku. Nie wiem co bym zrobiła, gdybym cię straciła. — powiedziała słodko opierając pysk o bok kotki i delikatnie się o nią otarła 
— Lewku, myślałem, że umrzesz! Tak się bałem! — odezwał się Piasek, który gdy tylko wróciły, nie odstępował ani Lew, i ani matki na krok, tak samo Iskierka — Boli?
— Boli... W zębach nierudych jest jad, lecz Wiśniowa Iskra na szczęście pozbyła się go. Dzięki temu nie umrę. Nie mogę cię opuścić braciszku, jeszcze nie teraz — odezwała się posyłając niemrawy uśmiech braciszkowi i ostrożnie wyciągnęła łapkę w jego stronę, powoli i ostrożnie chcąc pokazać jak słaba jest teraz, że faktycznie ledwo co uniknęła śmierci. — Widzisz? Nierudzi są okropni. Teraz widzisz do czego są zdolni, tylko czekają na odpowiedni moment, by nas skrzywdzić. Gdyby nie ja, to mogłeś być ty. A ja nie pozwolę by coś ci się stało braciszku — Piasek pociągnął w tym momencie nosem, z którego prawie to wyleciał glut — No już, nie mazgaj się. To ja zostałam zraniona, a nie płaczę. — Piasek jej przytaknął, a po jej słowach wyprostował się jeszcze bardziej jeśli to w ogóle było możliwe, chcąc nawet w tej chwili jak najlepiej się prezentować. Jedynie co go zdradzało jak bardzo przeżywa tę sytuację to szklane oczy.
— Jesteś taka dzielna siostrzyczko — odezwała się Iskierka, która wtuliła się w nią od drugiej strony, a Lew cicho zamruczała 
Miała nadzieję, że ta scena, do której nie chciała tak właściwie dopuścić i jej się nie spodziewała przyniesie jakieś korzyści. Ona męczennica, a Szept barbarzyńca. Piasek od tej pory powinien z łatwością wyzywać każdego nierudego i nie czuć współczucia wobec nich. W końcu omal jeden nie zabił jego ukochanej siostrzyczki. 
Okryła swój pyszczek kitą i zachichotała cichutko, po czym zakaszlała i znów z jej gardła wydarł się jakiś pomruk niezadowolenia na jej stan. Tak jak i matka, co jakiś czas zerkała na drugą stronę żłobka. Nastała cisza i spokój, pomioty Róży również siedziały teraz przy niej, a karmicielka otulała je ogonem. Lew zmrużyła oczy dażąc zastępczynię jeszcze większą nienawiścią. Szylkretka nie raczyła nawet przeprosić za swojego syna, więc wszystko wskazywało na to, że nie tylko pozwalała na takie zachowanie, jak i również popierała. W tej samej chwili jak rozmyślała o tym jak się ich całej siódemki z klanu pozbyć rozproszył ją cichy głos matki, która szeptała jej ciekawe słowa do jej wywiniętego uszka.
— Jak będziesz starsza pokażę ci w jaki sposób radzą sobie damy w takich sytuacjach. Wcale nie muszą używać siły, która tak bardzo szczycą się barbarzyńcy — głos matki sprawił, że kocię z trudem mogło powstrzymać ciekawość, aż chciała się zapytać czy nie może poznać tych tajników już teraz, ale matka lepiej wiedziała kiedy faktycznie powinna się tego dowiedzieć, tak też potulnie położyła głowę na jej łapkach i przymknęła oczy — A teraz śpij, dzięki temu szybciej wyzdrowiejesz kochanie.

I w sumie tu chyba można faktycznie chwilowo zakończyć sesyjke, przynajmniej na ten moment, bo no nie pogadają sobie. Nie spodziewałam się, że tak krótki wątek będzie, ale wyszło jak wyszło. Tak czy siak wyszło pięknie. No i oczywiście liczę na wznowienie go za te kilka księżyców, gdy szczyle jako uczniowie rozniosą cały klan dokuczając sobie na przemian. Dziękuję Rachel za fun <3

24 lipca 2023

Od Szeptu CD. Lwa

Nie widząc już ciekawego tematu do rozmów milczy przez chwilę, zanim znów postanowił otworzyć pyszczek by zadać pytanie, które męczyło go od jakiegoś czasu. 
- Szemu jesteście tacy? - Pyta po chwili ciszy, przyglądając się kotce z przekrzywioną głową
- Tacy? Czyli jacy? - prychnęła, mogła o to samo zapytać Szepta, dlaczego jest takim wrzodem na dupie - Aż tak bardzo ci to przeszkadza, że nie ganiamy z wami za tym głupim mchem i dbamy o swoje piękne rude futerko, aby lśniło nieskazitelnie, w przeciwieństwie co do niektórych? - spogląda wymownie na siostrę Szepta, Stokrotkę, która w oczach Lew jako chyba jedyna z całej ich piątki wcale, a wcale nie dba o swoją higienę, i gdyby nie Różana Przełęcz to prawdopodobnie obrosłaby mchem, bądź grzybem, przez tą biel od razu widać najmniejszy brud na jej sierści - Czemu się tak mnie uczepiłeś? Masz czwórkę rodzeństwa, aż czwórkę celów w które możesz rzucać mchem. Z chęcią się temu poprzyglądam i ci nawet pokibicuje -  zapewniła Lew kocurka, będącego kopią swojego ojca, liczyło się tylko to by dał jej spokój i uczepił się kogoś innego, najlepiej kogoś ze swoich
- Tacy odklejeni - Wreszcie powiedział to głośno! Chociaż wzrok jego był raczej poważny, razem z wyrazem pyska, a jeszcze nie wybarwione oczy świdrowały stoickim spokojem pysk rudzielca  - Dzifne to - odpowiada na drugą część pytania z ganianiem za mchem. Zachowywali się jak napuszone pawie, strasznie to odpychało.
- Moja siostla jest o wiele ładniejsza od ciebie! Tylko ja mogę na nią patszeć w sły sposób - Obruszył się, kiedy powędrował za wzrokiem Lew. - I fłaśnie dlatego f ciebie szucam szeczami! Bo f ciebie sie fajnie szuca. Śmiesznie leagujecie. I to kala sa patszenie na Stoklotkę w kszywy sposób - Wyjaśnił, pusząc się groźnie. Jeszcze nie brał nic z tego jakoś bardzo na poważnie i po prostu się lekko zirytował, ale stan był stabilny. 
- Stokrotka jest ode mnie ładniejsza? - Wiewióra powtórzyła słowa wypowiedziane przez kocurka z nutą kpi w głosie, zaciskając zęby z gniewu i marszcząc brwi. - Z której strony? - machnęła ogonem. Wzięła głęboki oddech, musiała pamiętać o słowach matki i ostatniej karze. Nie mogła się denerwować, Szeptowi w końcu o to chodziło. Ale jak mógł coś takiego powiedzieć, że ta pokraka jest od niej ładniejsza?! - Chyba nie zostaniesz wojownikiem, bo masz coś nie tak ze wzrokiem. - rzuciła smutno -  Twoja siostra wygląda jak przeżuta i wypluta piszczka, i tak samo się zachowuje. Zamiast Stokrotka powinna się nazywać właśnie Piszczka.
- Tak, jest! I chyba ty, bo nafet się biś nie umiesz! - odpowiedział natychmiast, niemal przerywając wypowiedź Lew.  I kiedy miał wymawiać pozytywy, Lew zaczęła... zaraz, co proszę? Postawa Szepta zmieniła się diametralnie, a końcówka ogona zadrgała z rozdrażnienia. Nawet sobie z tego nie zdawał sprawy, ale kij w dupie rudzielca właśnie zaczął go mocno irytować. Oh, okropna mieszanina emocji przebiegła przez młode ciałko, które potrzebowało wyładować w tym momencie wszystkie swoje negatywy i skierować je właśnie na starszego kociaka. 
- Otfołaj to - Miauknął ostrzegająco, powoli podnosząc sierść. 
-  Nie. To w końcu jest sama prawda, a ja nie mam w naturze kłamać i naginać rzeczywistości. Przykro mi, że musiałam ci to uświadomić, bo sam nie dostrzegłeś jej brzydoty - oblizała pyszczek, to było niczym miód na serce widząc, że teraz to jej udało się zdenerwować smarkacza, a ona świetnie się teraz bawiła. - I nie tylko ja jestem tego zdania. Inne koty, gdy przyszły was pooglądać również niepochlebnie o niej się wyrażały. Używały o wiele gorszych słów niż piszczka. Wulgarnych, więc nie powtórzę. 
I to był moment, w którym kotka przesadziła. Szept z nastroszoną sierścią rzucił się w stronę Lew, wbijając kiełki w najbliższy kawałek jej ciała. On nie miał ograniczeń jeśli chodzi o działania i ograniczanie emocji, czyżby o tym zapomniała? MIał ochotę zedrzeć jej to zadowolenie z pyska, dać nauczkę i sprowadzić tą paskudę na ziemię. Być może był za bardzo porywczy, jednak w tym momencie nie znał innego sposobu wygrania dyskusji, szczególnie, gdy coś zaślepiło mu całkiem zdrowy rozsądek. Nie wierzył w ani jedno jej słowo i najchętniej rozniósł by ją teraz po ziemi, by jej to uświadomić. 
- Jeseś najbszytszą lopuchą jaka oddycha! Paskuda! Jęca! I wiesz so? Oby się soś zjadło! Nikt nie bęcie tęsknił, nafet mama cie nie kocha! - Wyrzucił niewyraźnie w jej stronę rozdygotany, czując jak emocje biorą nad nim górę, kiedy unosił pulchną łapę którą chciał przywalić w nos rudzielcowi. Co prawda nic by jej się większego nie stało od dostania w nos warstwą kocięcego tłuszczu, ale co, jeśli młody wyciągnąłby miękkie, jeszcze nie do końca rozwinięte pazurki? Krzyk Lew rozniósł się po całym żłobku, gdy kocur ugryzł ją. Nie było mowy o tym, bo któryś z kotów w żłobku, bądź na zewnątrz nie usłyszały jej. Rozdarła się wniebogłosy. Skuliła się jednak nieco po chwili, nie spodziewała się, że kocur ten faktycznie ją ugryzie, pozostawiając po sobie na jej ciele ślady po jego kiełkach. Oczekiwała innej reakcji.
- Mama mnie kocha, wiem to doskonale, więc możesz się wypchać tym swoim gadaniem smrodzie... -  rzuciła lekko pociągając nosem, starając się sprawić, żeby w jej oczach pojawiły się łezki 
Dostrzegając, że kocur uniósł w jej stronę łapę, chcąc najpewniej ją uderzyć, skuliła się nieco i otuliła ogonem. Czekała na cios, gdy w ten tuż nad kociętami pojawiły się dwa duże cienie należące do ich matek.
 - Sama jesteś smlód! Jeseś najbszydsza! Nikt cie nie kocha i nikt nie bęaaAAAAA - Zanim zdążył uderzyć, coś chwyciło go za kark i podniosło w górę, przez co zdołał jedynie agresywnie wymachiwać łapkami w powietrzu, wykrzykując słowa sprzeciwu. Nagle znów został odłożony na ziemię, jednak znów jego plany przywalenia w pysk Lew zostały powstrzymane, gdy długa łapa matki stanęła mu na ogonie, szarpiąc w tył i powstrzymując od ruchu. Dopiero wtedy spostrzegł Ziębę, jak i zdezorientowaną i dość rozzłoszczoną minę matki. 
- Szept! Co ty wyprawiasz? - Syknęła w jego kierunku, próbując wyraźnie rozeznać się w sytuacji. Lilowy rozejrzał się równie zdezorientowany dookoła, chociaż zdawało się, że Różana nie była w tym momencie największym zmartwieniem. A przynajmniej teraz. 
- Co tu się dzieje?! - Wrzasnęła Zięba, na co kociak rozszerzył przestraszony oczy, wbijając wzrok w rozwścieczoną matkę rudych kociąt - Koniec z tym. Byłam cierpliwa, ale to? To poszło za daleko. Różana Przełęczo ogarnij swojego syna! Toż to zwierzę a nie kociak! Nie będę tolerować takiego zachowania. Już wcześniej dręczył Piaska i pluł mu do ucha, gdy ten nic nawet mu nie zrobił! Idę z tą sprawą do liderki! Moje kocięta nie będą bezkarnie nękane jakby były gorszej kategorii - Wzięła Lew za skórę na karku i wyszła ze żłobka, najpewniej kierując się do medyczki. W tym momencie Różana Zdawała się chcieć coś powiedzieć, jednak nim doszła do słowa, Szept zaczął się drzeć. Wielkie łzy spływały z oczu, kiedy on sam próbował wytłumaczyć co się stało, jednak nijak nie dało się zrozumieć czegokolwiek ze słów, które starał się wydusić. Zastępczyni była tym wszystkim… cóż, wydawała się być trochę zdegustowana. Srebrny kociak poczuł, jak łapie go za kark i niesie dość poddenerwowanym krokiem w stronę swojego legowiska. Czuł, że była zła, nie tylko przez mocniejszy uścisk na karku. I zdawał sobie sprawę też z wykładu, który dostanie, kiedy już będzie mógł wydusić z siebie słowo. Gdy tylko został odłożony na miejsce, od razu podbiegł do Powiewa i wtulił się w gęstą sierść, zasmarkując jedno miejsce i nie pozostawiając na nim suchej nitki. Będzie miał przesrane. 

。·◦⌟‒▾♞▾‒⌞◦·  。

Na następny dzień, kocurek nie zaczepiał już żadnego z rudych kociąt. Miał zakaz. Kategoryczny. Powiew miał zwracać na niego większą uwagę, z resztą tak samo jak na resztę z kociąt, gdyż Różana Przełęcz uznała, że nie będzie ryzykować kolejną nieprzyjemną sytuacją, z której musiała się tłumaczyć przed Tygrysią Gwiazdą i jeszcze przepraszać Ziębę. Widać było, jak bardzo z tego faktu nie była zadowolona. Dodatkowo, Szept dostał również karę na jakiekolwiek wychodzenie. W momencie, w którym Róża planowała pierwsze wyjście z kociakami poza żłobek, Szept został z niego całkowicie wykluczony. Niby odległe plany, jednak to tylko sprawiało, że dłużyło mu się jeszcze bardziej. Mimo wszystko, czego się nie spodziewał, dostał pochwałę. Cichą aprobatę z bronienia rodziny, która gdzieś zawinęła się pomiędzy zawodem i godzinnym wykładem na temat tego, jak bardzo nieodpowiedzialnie się zachował. Rudzielce nie widziały go przez kolejne dni, a nawet jeśli, to po prostu ich rodzinkę całkowicie olewał, wydawało się, że z korzyścią dla obu rodzin. Nie miał zamiaru znowu dotykać tej jędzy, którą chętnie ugryzłby po raz drugi. 


<Lew? Chyba widzimy się dopiero jako uczniowie xDD>

22 lipca 2023

Od Lew CD. Szeptu

 Dumna, że spławiła kociaka, podeszła do mamy, która podnosiła się, gdy tylko kocię się do niej zbliżyło.
— Lewku, chodź pójdziemy się przejść — oznajmiła matka, co zaskoczyło rudą, jednak nie zamierzała protestować. Zięba posłała jej uśmiech, po czym zwróciła się do reszty swoich pociech — Piasku, Iskierko, nie róbcie nic niegodnego was pod moją nieobecność. Macie siedzieć w legowisku i ignorować zaczepki dzieci Różanej Przełęczy. Później macie mi powiedzieć, czy któreś z nich wam dokuczało — powiedziała kotka, po czym spojrzała się chłodno na Lew i wzięła ją w pysk
Kotka położyła uszy po sobie nie wiedząc, co sprawiło, że matka się na nią gniewała. I teraz skoro w żłobku znajdowały się inne koty, nie mogła w nim wymierzyć córce kary. Czyli dlatego się chciały przejść...
— Mamo? — podjęła kotka, gdy wciąż trzymana przez matkę, opuściła legowisko, a jej futerko zostało oblepione białym śniegiem — Mamo, zimno mi — miauknęła Lew, dzisiejszy dzień był jednym z tych zimniejszych 
Matka jednak nie odpowiadała. Szła z kocięciem oddalając się od obozu, ku szczęściu Zięby nikt nie zapytał się ich dokąd zmierzają. 

~~~

Lewek trząsła się, starała się ogrzać w głębi kociarni, jednak mimo upływu czasu od powrotu, wciąż dygotała. Po pewnym czasie, gdy matka zasnęła, ku niej zbliżył się jej braciszek i siostrzyczka, który przytulił się do niej ogrzewając swoim małym ciałkiem. 
— To wszystko wina Szeptu — wycedziła cicho przez zęby, starając się powstrzymać płacz, trzymała go na końcu nosa — Wszystko wina tego wstrętnego nierudego... — nienawiść do kocurka, z każdą chwilą rosła, ze złości i bezsilności chcąc stłumić krzyk przygryzła język, a metaliczny smak krwi wypełnił jej pyszczek 
— Ciii... — wyszeptała jej Iskierka do ucha ocierając się pyszczkiem o jej głowę, gdy jej brat tulił się do jej boku — Spokojnie Lewku. Pamiętaj co mama nam mówiła.

~~~

Miała właśnie deja vu. Szept kolejny raz wycelował w nią kulką mchu, która odbiła się od jej boku pozostawiając na jej cudnym rudym futrze okrągły ślad brudu. Z pyska liliowego wydobył się szyderczy śmiech, na co ruda uniosła powoli pysk w jego stronę. Zmierzyła go wzrokiem od łap do głowy, i ignorując jego zaczepki, ponownie położyła głowę na podłożu, tym razem odwracając się w stronę ściany. Otuliła się rudą kitą. Mimo, że matki w żłobku nie było, nie chciała ryzykować, gdyby znowu zobaczyła ją rozmawiającą z kociakiem. Akurat z całej piątki to Szept działał na nią jak płachta na byka. Musiała więc z całych sił ignorować go, licząc na to, że matka postanowi zareagować, gdy ten zacznie przeholowywać. W końcu już raz, gdy dokuczał Piaskowi kotka pogoniła go. 
Kocur po chwili przypatrywania się rudej kulce przydreptał do niej patrząc nań z góry z zainteresowaniem. Jak widać nie lubił być ignorowany. 
— Hej, hej, śpisz? Wiem, sze nie śpisz. Jesteś sła? Jesteś? Nie bąć. Podobno bycie słym szkoci ładności, czy soś takiego. W tfoim pszypatku mosze być to skutek tlagiczny! Hej, hej, wstafaj, napluje ci do ucha — Paplał czekając na reakcję, co jakiś czas dźgając kotkę w grzbiet łapka, chcąc ją rozbudzić. Było nudno, niech coś zrobi no!
Dźganie przez kocurka było naprawdę uciążliwe, każde kolejne szturchnięcie sprawiało, że kotka bardziej napinała mięście. W końcu spojrzała na niego swoimi złotymi ślepkami.
— Ty naprawdę nie uznajesz czegoś takiego jak przestrzeń osobista? — spytała, z trudem panowała nad swoim głosem
Na pyszczku kocurka pojawił się szeroki grymas, imitujący uśmiech, podczas którego jasno i wyraźnie widać było całe uzębienie. 
— Usnaje. Baldzo lubię tfoją pszestszeń osobistą — miauknął, zadowolony ze swojego dokonania, jakim było wymuszenie odzewu na kotce.
— Właśnie widzę... — prychnęła marszcząc nosek, gdy Szpet w końcu od niej się odczepi chyba przez całą noc będzie czyścić swoje futerko, w końcu tak jej je wygniótł i skalał swoimi brudnymi łapskami — Bądź tak miły i sprawdź czy cię nie ma poza żłobkiem — wymruczała, sama z utęsknieniem wlepiła wzrok w wejście mając nadzieję, że matka zaraz wróci i wyjaśni kociaka.
 W końcu to on zaczynał, a Lew nie mogła mu nic zrobić! To było nie fair! Tylko niech poczeka, aż opuszczą żłobek. Odpłaci mu pięknym za nadobne, tak że ją popamięta i będzie ją omijał szerokim łukiem.
Kocur zacmokał z rozczarowaniem. 
— Głupiutka Lef, nie mogę być w dfóch miejscach f tym samym czasie — Co prawda zdawał sobie sprawę z intencji kotki, jednak wolał udawać głupiego, było o wiele zabawniej — Posa tym, śnieg jest zimny! Brrlech! Oklopny! Mam od niego takie simne łapki.... odmalzły mi plawie! Sabija moje wewnętszne coś! — uniósł teatralnie łapkę jedną ku głowie, którą odrzucił w tył, a drugą wyciągnął w stronę rudej kotki, najbliżej jej pyska jak się dało, by pokazać... cóż, całkiem normalną, suchą kocięcą łapkę.
Słysząc, że kocur też nie lubi śniegu, unosiła brew zaciekawiona przygladając się temu co wyprawia. Cofnęła jednak głowę w tył, gdy kocur podstawił jej swoją łapkę. Próbowała nawiązać kontakt wzrokowy ze swoim rodzeństwem, które jak ja złość siedziało do niej tyłem. Liczyła na to, że pomogą jej przegonić Szepta, by smarkacz nie pozwalał sobie na tak dużo. Nie chciała w końcu zostać znowu ukarana, z powodu tego, że nie zachowuję się jak dama i że wciąż trudno jej ukrywać swoją niechęć do nierudych. Przy Szepcie nie dało się tak w końcu zachowywać i ukrywać niechęci względem ich!

<Szept?>

Od Szeptu CD. Lwa


Szła. Szła niczym tykwa, z tym swoim zadartym nosem. Korzystając z nieuwagi rodziców, szczególnie mamy, która teraz była poza żłobkiem, postanowił oddzielić się od reszty rodzeństwa, która teraz przeprowadzała masowy atak na ojca. Niech się biją z wielkim niedźwiedziem, on teraz zaczepiał prawdziwą żmiję! Z Piaskiem miał już styczność, więc zastanawiał się, czy reszta z tej małej zgrai jest tak samo odklejona i odpada niczym tynk od starej ściany, czy może da się z nimi porozmawiać. Znaczy, ta tutaj wyglądała na gorszy okaz od swojego brata… ale kto mu zabroni wkładać kija w mrowisko? Przyczaił się więc z kilką mchu, czekając na odpowiedni moment. Jeszcze chwila, dosłownie sekunda i… PACH! Mech wylądował na boku rudej wiewióry, odbijając się zaraz. A jak poleciał! Fiu! Zaraz po tym kotka mogła usłyszeć wredny chichot puchatego kociaka, ze zniecierpliwieniem czekającego na reakcję. I już, już widział, jak kotka wręcz iskrzy się z gniewu, zaraz się odpali i będzie zabawnie! Problem w tym, że kiedy miało już do wybuchu dojść, jej spojrzenie skrzyrzowało się z jakimś dziwnym wyrazem w oczach Zięby, przez co Lew jedynie się napuszyła, zamknęła pyszczek wcześniej gotowy do rzucenia w lilowego najgorszymi obelgami, po czym zgrabnie zaczęła czyścić futerko w miejscu, gdzie uderzyła ją kulka. Szept zmarszczył czoło, zerkając na panią mamę krótko, a potem na kociaka przed nim. Czyli to w tamtej pani jest problem? A to nic! Wystarczy, że dopadnie kociaki w miejscu, gdzie nie będzie Zięby, tylko trzeba stworzyć taką sytuację, albo zwyczajnie poczekać. Przecież kotka nie siedzi w żłobku cały czas, musi wychodzić się chociażby załatwić albo rozprostować łapy. No i jeszcze zostaje trening na ucznia, wtedy też będzie sporo czasu na prowokowanie młodych piasków. 
- Jesteś tak samo nudna jak twój brat - stwierdza po chwili, nadal próbując, chociaż nie tak intensywnie jakby chciał, głównie przez niechęć do marnowania pomysłów na prowokacje które i tak nie wypalą, zatrzymywane przez strażniczkę Ziębę. - Co lobisz całymi dniami? Czyścisz się i śpisz? 
- Nie Twój interes. - odpowiada prychając - Twój móżdżek jest za mały by zrozumieć, że takie ganianie za mchem jest uwłaczające dla kogoś takiego jak ja, dlatego spędzam inaczej czas niż wy, nierude paskudztwa. Trzymaj, się więc z dala ode mnie z tą kulką i swoimi brudnymi łapami. - z jej pyska wydobywa się niezbyt głośny syk, przestroga. Nie zważała na to, że kocur jest młodszy. Powinien już od małego wiedzieć, że rudzi są ponad inne koty. - Znaj swoje miejsce i lepiej zejdź mi z oczu, bo widzę że celowo szukasz guza… - Na początku nieco zdziwiły go słowa starszego kociaka, jednak… jednak było to coś, na co tak właściwie czekał. Otwarła się, powiedziała co myśli a myśli w sposób, przed jakim ostrzegali go rodzice. ALE SOBIE TERAZ NAGRABIŁA, HU HU. Lew mogła zobaczyć jak na pyszczku kocurka pojawia się jakiś dziwny uśmiech satysfakcji z uwzględnieniem małych igiełek i błysku w oczach, jednak nie wydarł się ze swoim planem na cały głos, a zaraz spróbował uspokoić mimikę. Potem poleci do Tygrysiej Gwiazdy i się poskarży i powie wszystko i może wtedy wyjmą kije z dupy. Ale to potem. Teraz jak już się odezwała, to można się zabawić! Wreszcie ktoś spoza jego rodzeństwa! Co prawda nie widział w niej towarzysza do zabaw a do drażnienia, ale co za różnica? 
- Szeczywiście jestem głupi, nie zauwasyłem tego wcześniej, pszeplaszam o księszniczko. Czy jest coś, co mógłbym dla ciebie zlobić? - Pyta teatralnym tonem, starając się by za bardzo go nie rozniosło, chociaż w środku niemal tarzał się po podłożu. Kotka uśmiechnęła się wyniośle, gdy kocurek nazywa ją księżniczka. Kocur co prawda nie wiedział czy to łyknęła, ale wydawała się być zadowolona, więc chyba tyle wystarczy. Chwilę się zamyśliła, chcąc mu wymyślić jakieś zadanie.
- Hmmm... - zamruczała spoglądając na wyjście ze żłobka - Wystarczy jak znikniesz mi z oczu. A jak tego dokonasz, to już nie ważne. - rzuciła słodko, ciekawa co ta mała pokraka zrobi - Powinieneś czuć się wyjątkowo, już i tak wystarczająco poświęciłam czasu dla *ciebie* - mówiąc to podniosła się, po czym lekko maznęła swą kitą Szepta po nosku. Szept zmarszczył się kiedy dotknął go rudy ogon. O fuuu, dziewczyna go dotknęła, teraz się czymś zarazi. I jeszcze jakaś wredna. Nawet on miał jakieś swoje granice! 
- Chętnie - stwierdził kichając, po wcześniejszym marszczeniu nosa, kiedy ta go podrażniła. Zaraz wstał na łapki, po czym pognał w stronę swojego rodzeństwa - EJ! NJE SGADNIECJE CO ODKLYŁEM! - Krzyczy podczas biegu. Musiał im się pochwalić, jaki piękny książkowy przykład rasisty znalazł. Lew była śmieszna i na pewno jeszcze trochę ją pomęczy. Tylko niech go więcej nie dotyka, bo następnym z czym kotka się spotka będzie jego obśliniona obficie łapa. 

<Lew?>