Przed mianowaniem
– Pływałaś?
– Pływamy to my zawsze, żeby wyjść z obozu. Ja dzisiaj wspinałam się na drzewa. Z mokrą sierścią.
Nur przekrzywił głowę i zastanowił się. Czy wspinaczka na drzewa mogła być trudna? Nie wydawała się. Musiałeś polegać na swoich pazurkach i swojej sile. Tak przynajmniej mówiła mama…
– Och… To wydaje się proste…
– Jest proste, o ile nie ma się tyle sierści co ja. Jak jest mokra, to waży dużo więcej – Żabia Łapa westchnęła. – Nie jest to proste, ale nie jest to niemożliwe. Tobie pewnie będzie szło lepiej. Jesteś dobrze zbudowany, aczkolwiek pewnie posmakujesz tego, jak ciężka jest długa sierść, która przemokła do pełna! Dodatkowo jest strasznie zimno. Nic przyjemnego.
Nur skrzywił się na samą myśl. Jego sierść faktycznie już zaczęła być coraz dłuższa i czasami mu przeszkadzała. Bardziej nie podobała mu się wiadomość o pogodzie!
– Czyli dzisiaj nie wyjdziemy? – zapytał, niezadowolony.
– Możemy wyjść. Poćwiczyć coś. Jako namiestnik wiele spoczywa na Twoich młodych ramionach, co?
– No tak. Jestem teraz namiestnikiem – wypiął się dumnie. – Muszę znacznie więcej trenować, żeby być doskonałym!
– Prawda. Trzcinowy Szmerze? – Żabia Łapa zwróciła się do kocicy. Ta spojrzała na nią z uśmiechem. – Mogę zabrać Nura na chwilę na zewnątrz. Obiecuję, że nas nie umoczę
– Dobrze. Ale bądźcie ostrożni – oświadczyła mama kota. Kocurek uśmiechnął się do mamy i zaraz wraz z uczennicą wyszli ze żłobka.
– Zaraz będziesz uczniem, co nie? – przypomniała Żabka.
Rudy już odliczał dni. Czekał tylko, jak wraz z Łabądkiem wejdą przed Mandarynkową Gwiazdę, a ta nada im imiona uczniów. Zresztą, już rozmyślał o tym, jak będzie nazywał się jako wojownik. Nurowy Kieł. Albo Dumny Nur! Musiałby porozmawiać z liderką czy tak może…
– Tak – odpowiedział kociak.
– Jak myślisz. Kto będzie cię szkolił?
– Nie wiem – zastanowił się.
Widywał wojowników i w sumie… Nie do końca sądził, że ktokolwiek jest w stanie go dobrze szkolić. Sam chyba nauczyłby się więcej! Ale musiałby mieć kogoś, kto powiedziałby mu, czego właściwie musi się nauczyć…
– Myślisz, że moja mama mogłaby? – zerknął na Żabią Łapę. – Albo Pani Mandarynka?
– To byłby wielki zaszczyt. Chociaż nie wiem, czy chciałbyś, aby Twoja rodzina cię szkoliła.
– Dlaczego niby nie?
– Bo widzisz. Twoja mama cię kocha, nawet mocno. Pani Mandarynka też, w końcu dała wam specjalne oznaczenia. Jednak kiedy uczy się własną rodzinę, robi się to trochę inaczej. Osoba spoza rodziny przekaże ci inną wiedzę, nie będzie cię traktować jak kociaka, którego zna od zawsze.
Nur od razu zastanowił się nad tymi słowami. Może faktycznie Trzcinowy Szmer nie nauczyłaby go wszystkiego… A Mandarynkowa Gwiazda mogłaby go trzymać z daleka od niebezpieczeństw. Ostatecznie był jeszcze mały, a już pełnił tak ważną funkcję. Znaczy, właściwie nie pełnił funkcji namiestnika, tylko miał tytuł. Nie mógł jeszcze nic robić. Ale już niedługo!
– Może być różnie. Jak szkoli cię rodzina, to mogą szkolić cię za mocno, za długo, za szybko, bo chcą, abyś był, jak najlepszy, ale kończy się tym, że przestajesz kochać, to co robisz. A może być w drugą stronę, że będą cię trenować za słabo, a ty przecież chcesz być najlepszy?
– Tak, chcę! – kocur desperacko machnął ogonem. – Więc mama nie powinna mnie trenować?
– Powinna, nie powinna. Ja jestem tylko uczniem, nie ja to wybieram – odpowiedź uczennicy wcale nie spodobała się Nurowi. Brzmiała jak ucieczka. Ale nic nie powiedział, kiwnął tylko głową. – Ale jak będzie cię trenować bliska rodzina, to musisz pamiętać o moich słowach, okej? Nie daj się przepracować, bo odpoczynek pozwala ciału na regenerację i zebranie sił do ulepszania siebie. I nie pozwól, aby ktoś uczył cię za mało. Jesteś zdolnym kociakiem i jak się na ciebie patrzy, to się widzi wielkiego wojownika w przyszłości. Kogoś na kim można będzie polegać – mruknęła.
Kogoś na kim będzie można polegać… Tym właśnie chciał być dla królewskiego rodu! Nur usiadł, zastanawiając się. Może mógłby być kimś takim nawet dla całego Klanu Nocy? W sumie, jeśli byłby ważnym wojownikiem, to mógłby pilnować innych wojowników i uczniów… I wtedy może byłoby mniej tak nieudolnych wojowników!
– To co? Teraz polowanie? – z myśli wyrwała go Żabka. – Obiecałam twojej mamie, że się nie umoczymy, więc nici z pływania. Nur od razu wstał na łapy i uśmiechnął się.
– No dobra. Polowanie!
– Jak już będziesz uczniem i będziesz mógł wychodzić czasem sam, to zabiorę cię w najlepsze miejsce do polowania na karpie. I pokażę Ci najlepsze miejsca na czajenie się na króliki. Czasem można tam nawet zobaczyć sarny.
Kocurkowi zaświeciły się oczy na te słowa. Żabia Łapa naprawdę była najlepsza! Pokazywała mu wszystko, czego nie potrafił i chciała pokazać jeszcze więcej! Szkoda, że była uczniem. Może gdyby była trochę starsza, to ona by go trenowała!
– Obiecujesz?
– Oczywiście. A teraz pokaż mi, jak się skradasz. Tamten liść to nasza mysz!
Kocur od razu stanął w pozycji do skradania się, a kotka go poprawiła. Resztę popołudnia spędzili na ćwiczeniu jak dobrze się skradać.
Po mianowaniu Nura, przed mianowaniem Żabki
– Ćwiczyłem już polowanie i pływanie – powiedział do jego mentora, gdy ci spotkali się na trening.
– Oh, kiedy?
– Gdy byłem mały. Z Żabią Łapą.
Niebieski kiwnął głową, ale nadal nie wydawał się rozumieć. Nur już był zirytowany doborem mentora, ale nie mógł narzekać.
– Chciałbym zacząć od wspinaczki na drzewa.
– Dobrze… – koty wyszły z obozu, uważając oczywiście, aby lód pod nimi się nie załamał.
Przeszli do lasu, a tam kocur zaczął wspinać się na drzewa. Oczywiście słuchał swojego mentora, ale próbował też własnej drogi – tak, żeby było lepiej. Sam nie był pewien, ile tam spędzili czasu, ale zmęczenie, które odczuwał po treningu, było przyjemne.
– Jutro o tej samej godzinie? – zapytał się, gdy weszli do obozu.
– Jasne.
Nur uśmiechnął się szeroko i odszedł do zwierzyny. Był naprawdę głodny, zmęczony i obolały – ale to dobrze! To znaczyło, że trening był wystarczający. Przy skupie jedzenia zauważył Żabią Łapę i od razu do niej podszedł, gdy tylko wybrał sobie pyszną rybę.
– Żabia Łapo! Jestem już uczniem – wypiął dumnie pierś.
– Gratulacje, Nurowa Łapo – kotka uśmiechnęła się.
– Wspinałem się dziś na drzewa – zerknął gdzieś w bok. – Wcale nie jest takie ciężkie… Ale masz rację. Długa sierść jest ciężka i trochę przeszkadza.
– Jak nie będzie tyle śniegu, to będzie troszkę łatwiej – zaśmiała się kotka.
Nur pokiwał głową i ugryzł kawałek ryby. Oglądał innych wojowników i innych uczniów. Wszyscy byli tacy spokojni… Dlaczego? Dlaczego nie starali się być tylko coraz to lepsi? Skrzywił się i zerknął na Żabkę. Ona przynajmniej wiedziała, co znaczyło ciężka praca!
– Kiedy będziesz wojownikiem?
– Już niedługo.
Nur od razu się uśmiechnął. Żabka go słuchała i mu pomagała. A gdy będzie wojownikiem, będzie mogła go doszkalać! Albo przynajmniej pilnować, bo nie mógł sam wychodzić z obozu… Ale z nią będzie mógł! I wtedy będzie mógł trenować jeszcze więcej! A poza tym, według rudego, czarno srebrna kotka była najbliżej idealnego wojownika. Oczywiście nie tak idealnego, jakim będzie on w dorosłości, mu nikt nie dorówna. Ale to Żabka z wszystkich wojowników miała to, co inni powinni mieć. Gdy Nur będzie już duży i będzie mógł decydować o kotach bardziej, niż teraz, to właśnie takich wojowników będzie chciał – którzy dzielnie walczą za Klan Nocy, ale są ambitni nawet, wtedy gdy nie ma nic do roboty.
– A weźmiesz mnie wtedy na polowanie? – zapytał, zerkając na starszą uczennicę.
<Żabko?>
[1371 słów + wspinaczka na drzewa]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz