BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mysi Krok. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mysi Krok. Pokaż wszystkie posty

09 stycznia 2022

Od Mysiego Kroku do Brzasku

Jego łapy smętnie przemierzały obóz Klanu Klifu. Ich "nowy dom" od zawalenia dawnego. Nadal czuł się tu obco. To miejsce było inne. Przykryte szczelnie drzewami. Mokre nawet porą zielonych liści. Brakowało mu rozgwieżdżonego nieba nad łbem, które oglądał niegdyś z ojcem wieczorami. Wpadającego do obozowiska ciepłego podmuchu wiatru przynoszącego ze sobą woń kwiatów. Nagrzewających się od słońca kamieni. Sam nie wiedział czemu nadal tu tkwił. Miał pożegnać się z najbliższymi. Lecz nie potrafił podejść do Szczawiowego Liścia. Ostatniego z jego rodzeństwa. Niegdyś jego najbliższego przyjaciela teraz niemal obcego mu kota. 
Postawił niepewnie krok w stronę legowiska wojowników. Szedł zamyślony, patrząc na własne łapy. Nic dziwnego, że na kogoś wpadł. Zrobił znów komuś problem. Nieznajomy zatrzymał się. Pachniał lasem. Obcym lasem. Myszek nie znał go. Podniósł wzrok. 
Niebieskie ślipia. Błękit nieba spojrzał na niego.
Niemożliwe. 
Kocur przyglądał mu się zaskoczony. Nic nie powiedział. Zamarł bez ruchu. Mysi Krok spuścił łeb. To nie mógł być on. Wróblowa Gwiazda zginął. Losy Klanu Wilka nie były mu obce. Ruszył dalej. Nie mógł żyć przeszłością. Zbyt wiele w niej spędził. Nie miał siły na kolejne rozgrzebywanie starych ran. Nie chciał znów tego przeżywać. Westchnął cicho, czując zbierające się łzy na myśl o tamtym kocurze. 
— Mysi Kroku? 
— cichy głos rozległ się za nim. 
Niepewnie spojrzał w stronę kocura. Pomarańczowe ślipia utknęły na jego łapach. 
— T-tak?
Kocur zrobił parę kroków w jego stronę.
— Ja... ja przepraszam za tamto. — miauknął, kładąc po sobie uszy. — Naprawdę. 
Mysi Krok udawał, że wcale nie wie, że o co chodzi. Przecież to nie mogło się dziać naprawdę. Miał halucynacje. Nie było szans, żeby to było realne. Przecież on. Kochał ją. Odszedł. Przepadł. Zniknął na wieczność. A teraz przed nim stał. Nie wiedział skąd się tu wziął. Słyszał o kocurze sprowadzonym przez Iskrzący Krok. O ojcu jej kociąt...
Nie.
Łzy wypełniły na nowo jego ślipia. Szybko starł je łapą, żeby tamten nie zauważył. Nawet jeśli był tylko wytworem jego wyobraźni. 
— Mysi Kroku, wszystko w porządku? Co się stało? — zmartwione miauknięcie kuło go w serce. 
Nie mógł tego słuchać. Nie chciał tego wszystkiego. Wszystko jeszcze bardziej się posypało. Jeszcze bardziej się pogmatwało. Mógł nie zwlekać. Teraz jednak jego łapy odmawiały posłuszeństwa. Twardo wbite w ziemię nie pozwalały mu ruszyć się na mysią odległość. Nie pozwalały uciec przed ciężarem prawdy. 

<Brzasku?>

Od Mysiego Kroku CD. Bluszczowego Pnącza

Niepewnie spojrzał w stronę medyka. Mimo upływu wszystkich księżyców on wciąż to pamiętał. Naiwną zagrywkę Mroźnego Oddechu. Niespokojny dreszcz przeszedł przez ciało kocura. Nie wiedział co powiedzieć kocurowi, który przez całe życie jedynie chciał poznać ojca. Myszek nim nie był. Lecz czy miał siłę zniszczyć wszelkie oczekiwania młodego medyka?
Otworzył niepewnie pysk. Nie. Nie mógł. Nigdy nie byłby wstanie zrobić takiej krzywdy Jemiole. Pogodnej i miłej kotce, która skończyła tak tragicznie. To on powinien tak skończyć. Nie ona. On nie miał nikogo. Ani rodziny, ani przyjaciół. A jej synowie stracili jedynego znanego im członka rodziny. 
— T-to... n-nie j-ja... — wyznał ciężko, bojąc się spojrzeć kocurowi w pysk.
Medyk spojrzał na niego. Wiele emocji malowało się na jego pysku. Ulga, zamyślenie. 
— Cieszę się, że nie jesteś tym łajdakiem. — wyznał cicho. 
Mysi Krok jedynie zwiesił łeb. Otulił się ogonem. Czuł, że musi jakoś pomóc kocurowi z tym. Że chociaż to jest mu winien. 
— T-to w-wszystko... t-takie dziwne...
— Co takiego? 
Wbił pazury w ziemię. Niepewnie przeniósł wzrok na łapy medyka.
— W-wasze... w-wasze i-imiona... — wydusił ciężko. — T-ty... n-nosisz mego w-wuja, a t-twój brat... m-mojej b-babci... — urwał, łapiąc się za łeb. 
Dziwny ból przeszył jego głowę. Syknął cicho, czując łzy w ślipiach. 
— Coś cię boli, Mysi Kroku? Mogę zaraz przynieść leki. — miauknął Bluszcz. 
Kremowy pokręcił łbem. To byłoby marnotrawco. I tak nim dojdzie do wschodu słońca nie będzie ich potrzebował. Wstał ledwo trzymając się na lichych łapach. Nie chciał tego dłużej już przeciągać. Stracił nadzieję na to, że coś dobrego go w życiu jeszcze spotka. 
— Mysi Kroku, czekaj... — ciche słowa wyrwały się z pyska medyka. — Przepraszam. Moglibyśmy spędzić jeszcze trochę razem czasu. Nim odejdziesz? Wiem, że to samolubne, ale będzie mi ciebie brakować. 
Wojownik poczuł gromadzące się w ślipiach łzy. Nie potrafił odmówić. Dawno już nie słyszał takich słów. Usiadł z powrotem. Zmęczone pomarańczowe ślipia spojrzały na zielone. Gdyby nie one tak bardzo Bluszczyk mógłby faktycznie wyglądać jak jego syn. 
— O-o... o czym ch-chcesz p-porozmawiać? — miauknął cicho.

<okay niech jeszcze mają chwilkę, bo aż mi się smutno zrobiło, że więcej nie pogadają>


19 grudnia 2021

Od Mysiego Kroku CD. Bluszczowego Pnącza

Słuchał słów młodego kocura, lecz nie wierzył w nie. Nikomu na nim nie zależało. Młody medyk miał dobre intencje, lecz nawet one nie potrafiły oszukać Mysiego Kroku. Kremowy dobrze wiedział, że zasłużył na to. Że nie powinien żyć. Nieważne co powie mu Bluszczowe Pnącze. Liliowy nie znał go. Nie wiedział jakie zbrodnie popełnił. Zrobił coś nie wybaczalnego. Nie poniósł konsekwencji. Był tchórzem gorszym niż jego ojciec. 
— Tylko powiedz, na co masz ochotę. 
Zmarniałe pomarańczowe ślipia spojrzały na kocura. Nie rozumiał dlaczego tak się dla niego starał. Może to była kara za jego czynny. Wzbudzenie jeszcze większego poczucia winy w nim. Choć wątpił, że zdoła upaść jeszcze niżej. Już był na samym dole. Nic nie powtrzymało go przed zakończeniem swojego życia. Nic, lecz nadal dychał. Pomimo że tak bardzo pragnął nie. 
— L-liście m-mięty... — miauknął sam nie wiedzieć czemu. 
Może chciał, żeby kocur zostawił go samego. Może chciał, żeby ten wrócił do niego, żeby nie odchodził na zawsze. Nie mógł też ukrywać, że ten zapach kojarzył mu się tylko z jednym. 
Z Ryjówką. 

* * *

Deszcz, deszcz, deszcz. Niebo płakało wraz z nim. Wszystko tonęło w lepkiej brei. Cały świat przygaszony i ponury zdawał się wręcz zachęcać Mysi Krok do zakończenia swojego życia. 
Moczył chudą łapę w błotnistej kałuży.
Nie wiedział czemu zwlekał. Nie chciał dłużej. Nie mógł tak żyć. W nieskończonej apatii. Musiał się pożegnać. Z tymi, którzy na to zasługiwali. Spojrzał w stronę wyjścia z obozowiska. Z Ryjówką musi porozmawiać ostatnią. Wiedział, że tak to zabrakłoby mu odwagi, żeby tu wrócić. 
Wyszedł na deszcz. Zimne krople powitały go, mocząc grzbiet. Łapy kierował przed siebie niepewny gdzie pierw powinien się udać. Z kim porozmawiać. 
— Mysi Kroku?
Uniósł łeb, słysząc znajomy głos. Zmęczone pomarańczowe ślipia spojrzały na medyka. 
— Nie chodź tak w deszczu. Przeziębisz się. — miauknął liliowy. 
Kremowy niepewnie skierował się w jego stronę. Wszedł pod osłonę liści. Spojrzał na łapy kocura. Głęboki wdech. Nie mógł zwlekać. Przeciągać tego w nieskończoność. Musiał się odważyć. Jeśli chciał w końcu to zakończyć.
—B-bluszczowe Pnącze... — zaczął cicho. 
Para zielonych ślipi od razu spojrzała na niego.
— J-ja dziękuję... Z-za wszystko. Z-za rozmowy, z-za porady, z-za cały twój poświęcony m-mi czas. Nap-prawdę. — wyznał, bojąc spojrzeć się medykowi w ślipia. 

<Bluszcz?>

23 października 2021

Od Mysiego Kroku CD. Bluszczowego Pnącza

— A czy u ciebie wszystko w porządku? Wyglądasz dosyć mizernie, nie chcesz czegoś na wzmocnienie? Mamy nawet spore zapasy, znajdzie się coś dla ciebie. — usłyszał. 
Kocur nie wiedział kiedy ostatnio usłyszał takie pytanie. Łzy pojawiły się w pomarańczowych ślipiach. Wiedział, że wyglądał mizernie. Czuł się o wiele gorzej. Piekło dziejące się w jego umyśle nie pozwalało mu spać. Z ciągłego stresu nie potrafił jeść. Futro leciało z niego jak liście z drzew porą opadających liści. Ciągle widział ich pyski. Martwej Zajęczego Omyku jej kociąt. Dręczyły go za każdym razem, gdy tylko ośmielił się zamknąć ślipia. 
— Mysi Kroku...? — miauknął zdezorientowany medyk. 
Kremowy nie potrafił powstrzymać płaczu. Był taki bezradny. Był tylko problemem. Ciężarem. Nie powinien żyć. Był mordercą. Mordercą, który wywinął się z kary. Mordercą, który nie zasługiwał na dalsze życie. 
— J-ja... j-ja... — zaczął, ale jedynie lament wydobył się z jego pyska. — J-ja... n-nie... n-nie... n-nie... p-po... p-powinienem... żyć...
Zdezorientowany Bluszczowe Pnącze podszedł do niego. 
— Mysi Kroku, uspokój się. Dlaczego tak uważasz? 
Pomarańczowe ślipia z desperacją spojrzały na niego.
Czy powinien...? 
— Nikomu nie powiem. Legowisko medyków zawsze będzie dla ciebie otwarte. Nieważne co powiesz. — zapewnił medyk, spoglądając na niego. 
Kocur przełknął ciężko ślinę. Nerwowy dreszcz przeszedł przez jego ciało. Otworzył pysk, ale jedynie cichy jęk wydobył się z niego. Ślipia wypełniły się łzami. Wahał się. Zasługiwał na karę. Pragnął jej. Lecz strach przed śmiercią był równie silny. Pokręcił łbem. Zbyt długo z tym zwlekał. 
— J-ja... z-zabiłem... j-ja... z-zabiłem... j-ją.... — wyznał z płaczem Mysi Krok, chowając pysk za łapami. 
Nie potrafił mu spojrzeć w pysk. 


<Bluszczyk, oddaje jednak ster panu psychologowi>


22 października 2021

Od Mysiego Kroku CD. Sroczego Pióra

Mysi Krok patrzył na swoje odbicie w rzece. Każdego wschodu słońca coraz bardziej miał dość. Nie wytrzymał. Nie dawał rady. Nie potrafił dalej żyć. Zabił. Zabił niewinną kotkę i jej kocięta. Nie zasługiwał na to, by dalej żyć. Powinien umrzeć. Powinien przyznać się Miętowej Gwieździe i pozwolić się zabić. Nerwowe spazmy przeszły przez jego ciało, wypuszczając kolejną falę łez ze swoich ślip.
— D-dlacz-czego c-chciałeś z-zabić m-mamę? C-co o-ona ci t-takiego z-zrobiła? — usłyszał głos Gąsieniczka za sobą. 
Płacz przybrał na sile. Łzy skapywały do strumienia, rozmazując jego odbicie. Nie chciał tego zrobić. Naprawdę. Żałował tego każdego dnia i nocy. W każdym uderzeniu serca jego felernego życia. 
— Prze... przepraszam... J-ja... ja naprawdę... naprawdę nie... nie chciałem. — gorzki lament wydobył się z jego gardła. — J-ja... ja... ja naprawdę nie chciałem jej... z-zabić...
Przetarł łapą lecące łzy.
— P-przepraszam... Gąsieniczku...
Odwrócił się w stronę kocura. Lecz lęk i płacz nie pozwolił mu otworzyć zaciśniętych mocno ślip. Widok Gąsieniczka wykończyłby go. Nie umiałby dalej istnieć na tym świecie, gdyby zobaczył jego kremowy pysk. Pysk kocia, które zabił. 
— C-czemu... c-czemu... c-chciałeś... z-za... z-zabić m-mo... m-moją... m-mamę? — ryczał Sroczek, nie zważając na słowa kremowego. 
Obydwoje zapłakani i trzęsący się z emocji stali na przeciwko siebie. Nerwowy dreszcz i potok łez. Gdyby nie kolory futra wyglądaliby tak samo. 
Kremowy ledwo słysząc pytanie Gąsieniczka pokręcił energicznie łbem. 
— J-ja... ja.... n-nie... chciałem... — wymiauczał żałośnie Myszek. 
Sroczek zapowietrzył, starając się opanować drżące ciało na tyle by otworzyć pysk. 
— C-c... c-co.... o-ona... C-co... c-co... o-ona... ci... z-zrobiła...? C-czemu...
— J-ja... j-ja... j-ja... naprawdę... J-ja... n-naprawdę... nie... c-chciałem...
— C-cze... c-czemu... c-czemu... nas... p-porzuciłeś...? W-wstydziłeś się... n-nas? M-mnie... m-mnie i B-bluszczyka...? M-mo... m-mojej... m-mamy... też?
Myszek ponownie pokręcił łbem. Z emocji nie rozumiał w pełni treści skierowanych do niego słów 
— J-ja... j-ja....ja n-nigdy... — wydusił ledwo z siebie. — J-ja... j-ja....ja n-nigdy... nie c-chciałem... t-tego... z-zrobić...


<Sroczek?>

03 października 2021

Od Mysiego Kroku

Deszcz. 
Krople uderzały rytmicznie o mokrą ziemię. Mróz. Zimny wicher szargał futrami wojowników. Głód. Tańczył w ślipiach mieszkańców Klanu Klifu.
Myszek siedział skulony. Jego ciało drgało. Ze zmęczenia, z głodu, z mrozu. Para pobrązowiałych ślip spojrzała na niego. Ciarki przeszły po nim. Zerwał się na łapy. Nikt nie chciał poczuć gniewu lidera. Nie po tym co ostatnio wydarzyło się na Zgromadzeniu. Nie po tym jak szaleństwo płonęło w jego spojrzeniu. Nie przypominał siebie. Nie był Miętowym Strumieniem, którego znali. Z którym się wychowali. Z którym razem walczyli, polowali i opłakiwali najbliższych. Był kimś innym. Kimś kogo imienia nikt nie chciał sobie przypomnieć. 
— Myszku, chcesz razem iść na patrol? 
Wesołe zielone ślipia Koperka wyróżniały się wśród ponurych pysków. Myszek skrzywił pysk w coś na kształt uśmiechu. Dawny uczeń był jedynym kotem, z którym czuł się chociaż trochę bezpieczny. Chociaż trochę mniej przygnieciony swoimi zbrodniami. Kiwnął łbem. Skierowali się w stronę wyjścia z obozowiska. Uciekli przed palącym spojrzeniem brązowych ślip lidera. Przed mrokiem i złem jakie wypełniało ich obozowisko.
Las był spokojniejszy niż zazwyczaj. Suche liście opadały na ziemię, by zgnić w błocie. Mrówki snuły się przez podmokłe szlaki. Biedronki szukały schronienia przed deszczem. Uporczywe komary zbierały się w chmary. Robaki przejęły władzę nad lasem. Namnażały się w upolowanych piszczkach. Niszczyły pomniejszą roślinność.
Niczym najeźdźcy podporządkowywały sobie ich tereny. 
— Spójrz na niego. — miauknął Koperkowe Futro. 
Mysi Krok podszedł do kocura. Pod jego łapami spacerował czerwony robak. Czarne odznaczenia na jego grzbiecie układały się w koła i trójkąty. Wyróżniał się na tle szaro-burego świata. Mimo przeszkód przedzierał się przez błoto do swojego gniazda pod lipą. 
— M-myślisz, że są jadalne...? — wydusił z siebie Myszek.
Koperkowe Futro uśmiechnął się lekko.
— Popielaty Grzbiet kiedyś po kocimiętce zjadła i nie wyglądała na zachwyconą. — poinformował go z nostalgią w głosie. 
Nostalgia. Dawne i spokojne czasy wydawały się tak odległe. Strach i głód stał się nową rutyną. Lęk przed śmiercią codziennością.
Klan Gwiazd ich opuścił.
Mysi Krok był bardziej niż tego pewien. 


19 sierpnia 2021

Od Mysiego Kroku

Wpatrywał się we własne odbicie w strumieniu. Wyglądał żałośnie. Zabłocona marna sylwetka. Wyliniałe futro. Przekrwione ślipia. Mysi Krok uderzył łapą potok. Drobne krople wody upadły na jego pysk. 
— Nic dziwnego, że Mroźny Oddech zabawia się tobą jak kociakiem. 
Dreszcze przeszły po grzbiecie Myszka. Znał ten głos. Zerwał się na łapy i odwrócił do tyłu. Nikogo nie było za nim. Jedynie pusta polana zalana przez deszcz. Jakiś ptak zerwał się z ziemi z krzykiem i poleciał ku niebu. Mysi Krok złapał się za łeb. Tracił już rozum. Już nie pierwszy będąc sam słyszał ten głos. Kroki. Cichy wredny śmiech. Obrzydzone prychnięcia. Kremowy nie rozumiał co się dzieje.
Czy naprawdę już mu odbijało?
— Żałosny jesteś. Zupełnie jak twój ojciec. Ile jeszcze czasu pozwolisz tej głupie babie pomiatać sobą? Mysi Kroku, czas wziąć sprawę we własne łapy. Wykończ ją. Wykończ ją jak Zajęczy Omyk i jej kocięta. — cichy chichot wyrwał się z pyska. 
Kremowy spanikowany rozglądał się wokół siebie. Czuł jak łapy coraz bardziej mu miękną. Wbił pazury w ziemię. Kończyny coraz bardziej rozjeżdżały się mu na błotnistym podłożu. 
— K-kim... jesteś...? — pisnął. 
Nie dostał na to odpowiedzi. Nikogo nie było wokół niego.
Oszalał? 
— H-halo...?
Znów był sam. 

* * * 

Maszerował niemrawo przez obozowisko. Marna mysz zwisała mu z pyska. Polowanie poszło mu tragicznie. Nie potrafił się skupić odkąd... odkąd głos zaczął go nawiedzać. Mysi Krok nie mógł o nim zapomnieć. Rozpaczliwie próbował przypomnieć sobie do kogo on należał. Nie potrafił jednak. Informacja ta zaszyła się głęboko w jego łbie. Zbyt głęboko, by przypomnieć sobie. 
— Co ty robisz? — syk rozległ się nad nim. 
Uniósł niepewnie łeb do góry. Para zielonych ślipi. Biały pysk. 
Mroźny Oddech. 
— O-odkładam... m-mysz? — niepewnie miauknął.
— To za mało. 
Zastępczyni położyła swoją łapę na jego.
— Jak śmiesz wracać z takim czymś do klanu...? 
Wbiła w nią pazury aż krew nie splamiła futra kocura. Myszek pisnął cicho. 
— Zjeżdżaj stąd. Wracaj do lasu. Nie wracaj nim nie upolujesz więcej. — warknęła mu do ucha. 
Mysi Krok położył uszy i kiwnął łbem. 
— Wgryź się jej w szyję. Masz taką piękną okazję... No pokaż tej lisiej wywłoce... — kusił go tajemniczy głos. — Nie bądź frajerem jak reszta twojej rodzinki. Już przecież zabiłeś. Co to dla ciebie? 
Mysi Krok zacisnął mocniej ślipia. Okrył się ogonem. Nie mógł go słuchać. Nie mógł słuchać tego głosu. 
— Liczysz na litość? Jeśli zaraz sam nie wyjdziesz przerysuje ci ten pysk. — syknęła Mroźny Oddech, popychając go.
Mysi Krok podniósł się z ziemi. 
— P-przepraszam. J-już idę! — krzyknął i wybiegł z obozowiska. 

Od Mysiego Kroku

Niski znajomy kształt kręcił się niespokojnie po ciernistej polanie. Skroplone bielą niewielkie łapy żwawo przemieszczały się. Pędzelki na uszach podskakiwały wraz z każdym ruchem kończyn. Szare futro w cętki błysnęło mu przed oczami. Mysi Krok przypatrywał się temu, zdębiały. Każdy włos na jego ciele zdawał się zjeżony. Pomarańczowe ślipia koloru zachodzącego słońca spojrzały prosto na niego. 
— Babciu... — jego głos brzmiał tak niewłaściwie wśród mroku i ciemności. 
Jedynie cichy, wredny śmiech mu odpowiedział. 

* * *

Myszek obudził się. A raczej gwałtownie zerwał się z posłania. Rozbiegane ślipia analizowały otoczenie. Znajome legowisko wojowników uspokoiło kocura. Usiadł. Na dworze było ciemno. Nie spał zbyt długo. Zapach deszczu dotarł do jego nozdrzy. Znów padało. Kocur wbił wzrok w swoje łapy, starając się uspokoić oddech. Nieznany koszmar przerwał rutynę nawiedzającej go Zajęczego Omyka z kociętami. Kremowy złapał się za łeb.
Para zielonych ślip przyglądała mu się zmartwiona. 
—  Wszystko w porządku, Mysi Kroku? 
Kocur owinął łapy ogonem. 
— T-tak... N-nie martw się o mnie... — miauknął cicho. 
Koperkowe Futro podszedł do niego i położył łapę na grzbiecie starszego. 
— Może powinieneś zrobić sobie przerwę? Od tych wszystkich obowiązków i stresów. Może Mroźny Oddech zrozumie... 
Mysi Krok pokręcił łbem. Wątpił w to. Biała kotka wyczuła, że coś z nim jest nie tak. Znęcała się nad nim mocniej niż wcześniej. Wymyślała dla niego zadania. Upokarzała publicznie. Robił za jej popychadło. Nie miał siły się postawić. Nie po tym co zrobił. Nie mógł. Zasłużył na to.
Poczuł jak łzy zaczynają się znów gromadzić w jego ślipiach. Odwrócił łeb od dawnego ucznia. 
— D-dziękuję... za t-troskę. — wydusił z siebie, wbijając wzrok gdzieś w tył kociarni. 
Koperkowe Futro westchnął cicho.
— Pamiętaj, że zawsze cię wysłucham, Mysi Kroku. Dobranoc. Spróbuj się jeszcze przespać. 
Wojownik niepewnie kiwnął łbem. Położył się ponownie w swoim leżu. Zacisnął mocno ślipia. Czuł, że i tak dziś nie zaśnie już. 

15 sierpnia 2021

Od Mysiego Kroku CD. Ryjówki

Myszek kiwnął zawstydzony łbem. Dziwnie się czuł po nocy spędzonej z kotką. Tak inaczej. Sam nie wiedział jak to nazwać. 
— Dziękuję. — mruknął niepewnie. 
Wpatrywał się w kotkę jeszcze uderzenie serca, nie wiedząc czy coś jeszcze powiedzieć. Powinien? Nie miał pojęcia. Nigdy jeszcze nie był tak blisko z... kotką. Przełknął ciężko ślinę. 
— Do zobaczenia! — miauknął i pędem ruszył przed siebie. 
Wolał nie widzieć zapewne zażenowanego pyska Ryjówki. Młodsza kotka musiała niańczyć go jak kocie. Pewnie go nienawidziła. On siebie też. Był taki tchórzliwy. Niepewny siebie. Niemęski. W jej oczach był tylko denerwującym rzepem na ogonie. 
Westchnął, gdy zbliżył się do obozowiska. Czekała go jeszcze rozmowa z Miętową Gwiazdą. 

* * *

*po wygnaniu Mlecznego Płatka*

Mysi Krok wpatrywał się w swoje łapy przerażony. Nie spał już drugi wschód słońca. Nie wierzył w to co się stało. Nie umiał. Nie mógł.
Zabił.
Czuł krew na swoich łapach. Słyszał nadal wrzaski. Nerwowe drżenie serca. Nierówny oddech. Nie wiedział co zrobić. Nie umiał nic zrobić. Chciał umrzeć, ale śmierć przerażała go za bardzo. Nie poniósł kary. W ślipiach pozostałych był niewinny. Tylko on był świadom swojej zbrodni. Powinien się przyznać...? Zerwał się na łapy, ale po uderzeniu serca usiadł. Pokręcił łbem.
Nie. Miętowa Gwiazda go zabije. Rozszarpie. Wypatroszy. Widział szaleństwo. Płonące szaleństwo i furię w zielonych ślipiach rudego lidera.
— Mysi Kroku, dlaczego to zrobiłeś...? — rozległ się za nim.
Słoneczna Polana spoglądała na niego zmartwiona. Myszek zamarł.
— Ja... J-ja nie ch... chciałem! — zaczął nerwowo, jąkając się.
Łzy zaczęły moczyć futro kremowego kocura.
— Na... na-naprawdę! Przy... przyrzekam! Ja... ja naprawdę nie chciałem...
Wojowniczka podbiegła do niego. Przywarła do boku dawnego mentora.
— Nie martw się, Mysi Kroku. Mroźny Oddech zrozumie. Nie będzie ci miała za złe tego jednego patrolu. Wszyscy jesteśmy w szoku tym co się stało. Dobrze, że winny poniósł konsekwencje.
Mysi Krok pokręcił łbem, płacząc. Mleczny Płatek. On poniósł jego karę. To Mysi Krok powinien ją dostać. To on powinien zostać wygnany. To on zawiódł. To on zabił.
— Może prześpij się...?
Sen? Nie mógł. Raz próbował. Zajęczy Omyk i jej kocięta nawiedzały go. Oskarżali. Grozili. Płakali. Gąsieniczka i Potoczek. Z ich małych zgniłych łebków leciały krwawe łzy. Wyciągały do niego kościste łapki. Zajęczy Omyk powtarzała w kółko, że zabił dwa małe niewinne kocięta. Kocięta, które miały przed sobą całe życie.
—...N-nie... j-ja muszę... m-muszę się przejść... — wydukał cicho zapłakany.
Nie mógł tu zostać. Nie zasługiwał na to wszystko. Powinien zdechnąć w męczarniach. Jak Zajęczy Omyk i jej kocięta. Wybiegł z obozowiska. Gnał przed siebie. Nie wiedział gdzie. Nie mógł się zatrzymać. Nie mógł myśleć. Ciche szepty we łbie podpowiadały mu zakończenie swojego życia. Sam nie wiedział, czy należały do niego. Ale brzmiały tak właściwie.
— Co ty tu robisz, mysi móżdżku? — znajomy głos miauknął.
Mysi Krok zatrzymał się. Odwrócił niepewnie za siebie.
Ryjówka.
— Ryjówko... — miauknął żałośnie, zanosząc się ponownie płaczem.
Kotka spoglądała na niego zdezorientowana.
— Znowu czegoś się przestraszyłeś? — zapytała zażenowana.
Kocur pokręcił łbem. Sam nie wiedział co powiedzieć.
Co powinien?
Czy powinien?
Nerwowo drżąc, stał przed coraz bardziej zirytowaną kotką.
— No więc? Nie mam całego dnia na ciebie. — mruknęła.
Myszek spojrzał niepewnie w jej ślipia.
— Za... za-zabiłem... k-kogoś...

<Ryjówko?>


01 sierpnia 2021

Od Mysiego Kroku CD. Bluszczowej Łapy

Wojownik westchnął. 
— Niestety.
Miał wrażenie, że Mroźny Oddech nigdy nie da mu spokoju. Kotka uczepiła się go jak rzep ogona. Wyrwanie się ze szpon jej szantażu było nierealne. Białej pasowało wykorzystywanie i gnębienie Myszka.
— Czym jej tak podpadłeś? — zapytał Bluszczowa Łapa niby niewinnie. 
Przez grzbiet kremowego przeszły ciarki. Spojrzał na młodzika niepewnie. Czasem coś w nim szeptało mu, że lilowy wie za dużo. Ale przecież... przecież nie miał jak? Chyba. Myszek zaśmiał się nerwowo. 
— Kto wie. Kotki są dziwne. — odparł szybko. 
Musiał. Musiał jakoś wybadać Bluszczową Łapę. Nie wiedział, jak, ale musiał. Zmarszczył brwi. Poczuł jak łapy mu drżą. Wstał. Nieco zbyt gwałtownie. Ciężko przełknął ślinę. Zerknął na liliowego. 
— Może... może chciałbyś się przejść? No wiesz. Wyprostować łapy. Odpocząć od roślinek. — czuł, że coraz bardziej się pogrąża. 
Bluszczowa Łapa zmrużył ślipia. Zdawało się, że po jego łbie krąży wiele myśli. 
— Chętnie, zapytam tylko Bursztynowego Pyłu. — miauknął i zniknął w legowisku medyków. 
Mysi Krok czuł jak szybko bije mu serce. Pogrążał się coraz bardziej. Spadał. I nie było szans ratunku. Jego łeb wymyślał coraz dziksze i niestworzone teorie. Myszek podreptał kawałek do przodu. Musiał się uspokoić. Jakoś. 
— Mogę się przejść. Kazał nam się rozejrzeć za ziołami przy okazji. 
Kremowy kiwnął łbem.
— To... idziemy. 
Ruszyli. Dotarli do wyjścia z obozowiska szybciej niż Mysi Krok myślał. Cały zestresowany nie potrafił się skupić na niczym. Po prostu szedł przed siebie. Bluszczowa Łapa też nie był rozmówny. Tym także stresował się Myszek. Zaprosił go na spacer, a cały czas milczał. Zupełnie jak jakiś morderca. Musiał jakoś przerwać tą ciszę. 
— Co tam u Jemioły? 
Szybko przeklnął się w myślach za to idiotyczne pytanie. Mógł zapytać o tyle rzeczy, a musiał akurat walnąć w to. Pospiesznie uciekł przed spojrzeniem zielonych ślip. Usłyszał jedynie jak Bluszczowa Łapa zastrzyga uszami. 
— Jakoś. Nadal żyje tamtym wydarzeniem... — odparł Bluszczowa Łapa, przeszywając go spojrzeniem. 
Mysi Krok przełknął ślinę. Jego ogon nerwowo uniósł się do góry. 
— Rozumiem. Współczuję. Pamiętam jaka była przed tym. — miauknął cicho i położył uszy. 
Sprawa Jemioły do dziś nie została rozwiązana, a przez Mroźny Oddech czuł się jedynym podejrzanym. Spuścił smętnie ogon. 

<Bluszczyku? mam nadzieję, że nic nie pochrzaniłem>

29 czerwca 2021

Od Mysiego Kroku

Siedział jak na kazaniu. Wzrok wbity w ziemię. Wściekły głos Miętowej Gwiazdy. Drgająca ziemia przez jego krzyk. Mysi Krok siedział jak skamieniały. Z każdym słowem lidera coraz więcej łez zbierało się w jego ślipiach. Nikt nie lubił krytyki. Z pyska agresywnego lidera była jeszcze gorsza. Przyglądająca się mu z rozbawieniem Mroźny Oddech już całkowicie dobijała kocura. Żałował, że nie miał odwagi odejść jak Ryjówka. Musiał teraz słuchać wrzasków rudego. Samotniczka pewnie naplułaby mu w pysk i odeszła z dumnie uniesionym ogonem. Albo wypominała dwójce tyranów ich własne potknięcia i błędy. Na pewno nie słuchałaby ich płacząc jak Myszek. Kocur przeklnął siebie. Był taki żałosny. Nie zdolny do obrony własnego zdania i godności. Zupełnie jak ojciec.
— Co robiłeś? Czemu nie wróciłeś do obozowiska? Słyszysz co do ciebie mówię? — syknął do niego lider, uderzając łapą o ziemię.
Mysi Krok skulił się.
— P-przepraszam... Z-zachowanie Cyprys mnie przeraziło... Uciekłem i skryłem się w norze... — miauknął, nie unosząc łba.
Za bardzo bał się ujrzeć wyraz pyska Mroźnego Oddechu.
— I dlatego nie wróciłeś do obozowiska? Aż tak cię sparaliżował strach, marna mysia strawo? — wcięła się zastępczyni.
Mysi Krok kiwnął łbem.
— P-przepraszam... — miauknął ponownie. — P-przyjmę każdą karę.
Miętowa Gwiazda westchnął. Zirytowany trzepnął ogonem.
— Księżyc sprzątania legowisk starszych. Jak zobaczę, że będziesz się obijał na pewno nie obejdzie się bez kolejnej. — syknął lider.
Mysi Krok kiwnął łbem i wyszedł cały spięty z legowiska. Serce biło mu jak oszalałe. Miętowa Gwiazda był straszny. Mroźny Oddech jeszcze gorsza. Myszek nie mógł zrozumieć, czemu Lwia Grzywa wybrał go na lidera, a ten jeszcze straszniejszego od niego kota.
— Klan Gwiazd nas naprawdę opuścił. — szepnął do siebie, spoglądając na niebo.
— A ty gdzie? — usłyszał głos za sobą.
Cały się spiął. Mroźny Oddech. Skoro kotka coś od niego chciała mógł się już szykować na tamten świat.
— Myślisz, że to koniec twojej kary? — syknęła mu do ucha.
Przez grzbiet kremowego przeszły ciarki.
— Ale Miętowa Gwiazda...
Kotka uśmiechnęła się wrednie.
— To była kara od Miętowej Gwiazdy. Teraz czas na tą ode mnie. Na początek idziesz na polowanie i przynieść co najmniej sześć myszy. Myszy, nie nornic, czy ryjówek. Jak już to skończysz to sam naprawisz tamtą ścianę obozu. Jak tylko zobaczę, że ktoś ci pomaga to nie myśl, że twój brudny sekret będzie bezpieczny. No dalej wronia strawo. Leć lepiej do roboty. Masz to skończyć przed zachodem słońca.
Mysi Krok z rozpaczą spojrzał ku niebu. Było już po szczytowaniu słońca. Nie było opcji, żeby dokonał tego wszystkiego.
— Słońce ci nie pomoże. Idź, zanim się rozmyślę i coś jeszcze dostaniesz.
Wojownikowi nie trzeba było dwa razy powtarzać. Pobiegł prędko ku wyjściu z obozu, wstrzymując łzy. Los i Gwiezdni naprawdę go nienawidzili.


* * *


Wykończony siedział przy gałęziach. Obraz rozmazywał się mu. Zmęczenie brało górę. Nawet nie zauważył kiedy ktoś stanął koło niego i przyglądał się mu z zmartwieniem. Zmrużył ślipia i spojrzał w stronę ów osobnika. Bure futro. Zielone ślipia. Małe pędzelki na uszach. Znał je. Srocze Pióro. Na widok wojownika otworzył szerzej ślipia. Otworzył niepewnie pysk. Jeśli Mroźny Oddech zobaczy ich razem już po nim.
— No proszę. — usłyszał głos, którego tak bardzo się obawiał. — Jaki piękny widok. Ojciec i syn. — miauknął biała uśmiechając się wrednie.

<Sroczku?>

29 maja 2021

Od Mysiego Kroku CD. Ryjówki

*zimą*

Kocur położył uszy. Gorzej nie mógł trafić. Nie dość, że znów wpadł na tą wredną kotkę to jeszcze teraz Szalony Dwunożny. To się nazywał pech. Ciarki przeszły po jego grzbiecie. Nie chciał umierać. Na samą myśl o tym, że niebezpieczny osobnik mógłby zrobić to samo co jego kuzynce Kalinkowej Łapie serce zaczęło mu szybciej bić.
— Tak. — odpowiedział kotce szeptem. — Nawet nie myśl o ucieczce. Ma kij strzelający kamieniami, który zabije cię w uderzenie serca. 
Samotniczka zmarszczyła brwi. 
— Coś takiego nie może istnieć. 
Mysi Krok skrzywił pysk. 
— To leć się przekonać. 
Kotka syknęła, ale Myszek wbił wzrok w sylwetkę Dwunoga. Człowiek kręcił się koło płotu zupełnie jakby czegoś szukał. Wojownik nie widział z tej odległości wyrazu jego pyska. Może i lepiej, że nie widział szaleństwa malującego się na twarzy Dwunoga. Odruchowo przywarł do kotki. Samotniczka już chciała rzucić jakąś zgryźliwą uwagą, ale Mysi Krok ją wyprzedził. 
— Idzie w naszą stronę. — miauknął przerażony. 
Czuł jak łapy mu drżą. Serce gnało jak szalone, a wszystko kazało mu uciekać. Miał szansę. Mógł odwrócić uwagę Dwunoga od siebie samotniczką i uciec bezpiecznie do klanu. Westchnął cicho, odrzucając tą myśl. W śniegu obydwoje byli tak samo widoczni. Po raz pierwszy pożałował, że nie wygląda jak Zimorodkowy Blask. Z jego futrem już dawno mógłby się bezpiecznie oddalić.
— Rozdzielmy się. Ja pobiegnę tam, a ty tam. — mruknęła stanowczo Ryjówka. 
Mysi Krok pokręcił energicznie łbem. 
— Swoim kijem z kamieniami zabije nas obu bez problemu. — skłamał, nie chcąc robić za przynętę.
— Ja nie dam się mu postrzelić. Nie wiem jak ty. — stwierdziła kotka. 
Niezrozumiały krzyk rozległ się. Obydwa koty zjeżone przeniosły wzrok w jego stronę. Pojawił się drugi Dwunożny. Mniejszy, kolorowy. Jego futro przywodziło na myśl Myszkowi kwitnące chabry. Skoczył na Szalonego Dwunoga, piszcząc. Starszy osobnik zajął się młodym, odchodząc od drzewa, za którym kryły się koty. Myszek odetchnął z ulgą. Samotniczce też widocznie ulżyło. 
— Myślisz, że to jego młode? — wyrwało się mu, spoglądając na tamtą dwójkę. 
— Pachnie śmiercią. Takie stare osobniki się nie rozmnażają. — prychnęła kotka, jakby to było coś oczywistego. 
Mysi Krok położył uszy. Nie skupił się na zapachu Dwunoga. Wstał powoli i otrzepał sierść z śniegu. 
— Nie do zobaczenia nigdy. — mruknął pospiesznie do kotki, udając się w swoją stronę.

<Ryjówka?>

25 maja 2021

Od Mysiego Kroku CD. Bluszczyka (Bluszczowej Łapy)

Mysi Krok speszył się, słysząc pytanie kociaka. Ogon nerwowo mu drgnął, a uszy kocura powędrowały do dołu. 
— Ona zawsze była nerwowa. Nawet przed potomstwem. — stęknął cicho, otulając się ogonem. — Kawał mysiego bobka z niej. — dodał szeptem. 
Kocie nadal przyglądało się mu z zaciekawieniem. Uciekł wzrokiem, zastanawiając się o co chodzi Bluszczykowi. Nieprzyjemny dreszcz przeszedł przez grzbiet kocura. Chyba nie słyszał ich rozmowy? Na samą myśl o tym serce mu przyspieszyło. Przełknął ciężko ślinę, starając się myśleć racjonalnie. Nie mógł zapytać go wprost. Wtedy musiałby odpowiadać na niewygodne pytania. Dobrze wiedział, że nie był ich ojcem, ale jak niby miał wytłumaczyć kocięciu całą diabelską intrygę Mroźnego Oddechu, nie kompromitując się czy nie narażając na białą kotkę. Nawet ta ze swoim jędzowatym charakterem miała lepszy kontakt z kotami w klanie niż on.
— Moja siostra mimo kociąt była spokojna. — miauknął nieśmiało w końcu. 
Uszy Bluszczyka uniosły się zaciekawione. 
— O, masz siostrę? — miauknął malec. — Kto to? 
Mysi Krok spuścił wzrok. 
— Miałem. Zmarła dawno temu podobnie jak moja druga siostra. — wyznał niepewnie. 
Zerknął ukradkiem na Bluszczyka. 
— Przepraszam, nie wiedziałem...
— Nic się nie stało. — przerwał mu. — To było dawno, miałeś prawo.
Pomiędzy nimi zapadła niezręczna cisza. Mysi Krok zaszurał łapą w ziemie. 
— Tak naprawdę... — zaczął.
Mysi Krok ugryzł się w język. Żalenie się kociakowi to nie był dobry pomysł. Jaki z niego wojownik skoro zaraz będzie płakał kocięciu na ramieniu? Zaklnął się w myślach. Zielone ślipia Bluszczyka wpatrywały się w niego ze spokojem i iskierką ciekawości, ale nie pognała kocura. Mysi Krok westchnął głośno. "Skoro już zacząłeś to musisz skończyć" przypomniał sobie słowa siostry. 
 — To wcale nie jestem spokojny... — wyznał. — Nerwy cały czas mnie zjadają. Jeszcze ta Mroźny Oddech uczepiła się mnie jak rzep ogona. — burknął.
— Ale pewnie nie chcesz tego słuchać. — wypalił szybko, starając się jakoś niedyskretnie zmienić temat.
Pewnie z marnym skutkiem. 
— Straszny jest ten upał, mam nadzieję, że może parę roślinek go przeżyje... Jakby zależało ci na jakieś bardziej to powiedz, a postaram się skombinować trochę. — miauknął, zerkając na kociaka. 

<Bluszczyk? sry, że tak długo>

30 marca 2021

Od Mysiego Kroku

Słońce leniwie wstało, a wraz z nim Mysi Krok. Kocur śpiącym spojrzeniem rozejrzał się po legowisku. Pozostali wojownicy spali. Muchomorowa Cętka niespokojnie wiercił się przez sen mamrotając coś cicho. Coś o potworach i Maślakowym Zagajniku. Drżał przez sen niespokojnie. Kremowy zawiesił na nim wzrok zastanawiając się czy powinien zbudzić wojownika. Po uderzeniu serca zrezygnował z tego. Ostatnio każdy miał koszmary. Nie tylko Muchomorową Cętkę przygniatało to wszystko co się działo. Wojownik westchnął cicho, wychodząc z legowiska wojowników. Poranek choć zimny działał jakoś kojąco. Drzewa szumiały spokojnie kołysane przez wiatr. Głuchą ciszę przerywało ciche pohukiwanie sowy. Mysi Krok usiadł na mokrej trawie, wbijając wzrok w niebo. Nadal nie mógł uwierzyć w śmierć matki. Z każdym wschodem słońca, zmianą pór roku jego rodzina drastycznie się kurczyła. Kiedyś miał mamę i tatę oraz siódemkę rodzeństwa... teraz jedynie trzech braci i siostrzeńca. Zwiesił łeb. Jego życie było bezsensownym ciągiem bólu i płaczu. Gdyby nie Szczawiowy Liść nie miałby powodu do życia ani trwania w tym klanie tragedii. Zastrzygł uszami, słysząc szmery za sobą. Odwrócił się, by ujrzeć Zadymiony Pysk. Dymny sennie ziewał, rozciągając się. Było jasne, że nie jest zadowolony z porannego patrolu, ale czekał na swoje psiapsióły, czyli Cyprysową Szyszkę i spółkę, żeby móc im pomarudzić czemu akurat jemu los robi na złość i każe wcześnie rano wstawać. 
— Hej — miauknął do niego Mysi Krok nieśmiało. 
Ślipia wojownika zrobiły się dwa razy większe na jego widok. Nie odpowiedział. Uciekł. Kremowy nieco  zdezorientowany nawet nie miał siły tego roztrząsać. Sam oddalił się od dymnego, żeby nie stresować go czymkolwiek co zrobił. Przy wyjściu z obozowiska szykował się pierwszy poranny patrol. W jego skład wchodziła Olechowe Serce, Melonowy Pysk i Koperkowe Futro. Myszek widząc dawnego ucznia uśmiechnął się lekko. Wyrósł na dobrego wojownika. Cieszył się z jego sukcesów, aczkolwiek coś nie dawało mu spokoju. Od śmierci Berberysowej Gwiazdy kocur był jakiś inny. Bardziej nerwowy i roztrzepany. Mysi Krok nie miał pojęcia o co chodzi, ale martwił się o arlekina. Głupio liczył, że to jakaś miłosna błahostka, o której zapomni już niedługo. 
— Mysi Kroku! — zawołał Melonowy Pysk. 
Kremowy spojrzał w jego stronę. Melon uśmiechnął się. Jego pysk zdawał się być taki znajomy. Przypominał mu kogoś, ale nie mógł skojarzyć kogo. 
— Nie chciałbyś pójść za mnie, co? — mruknął Melon. — Taki przyjemny spacerek od rana każdemu dobrze zrobi. A ja chętnie ci odstąpię. — Puścił mu oczko. 
Mysi Krok opuścił uszy. 
— Podziękuję — miauknął szybko. 
— No weź — nalegał kocur. 
— Tobie akurat ruch się przyda — stwierdziła zniecierpliwiona Olchowe Serce, przebierając łapami w miejscu. — Ruszamy, czy zamierzacie tu zapuścić korzenie? 
Koperek posłał jedynie mentorowi słaby uśmiech i ruszył z dwójką kotów. Mysi Krok jeszcze uderzenie serca patrzył jak powoli się oddalają aż sam ruszył dalej. Patrol łowiecki miał wyznaczony dopiero po szczytowaniu słońca, więc miał chwilę dla siebie. Co w sumie mogło być najgorszą rzeczą jaka mogła go spotkać. Nie mógł pozwolić sobie znów na zatopieniu się w bezsensowne i parugodzinne rozmyślanie o niczym, czy przeżywanie po raz setny sytuacji z przeszłości. Westchnął cicho, rozglądając się obozowisku. Musiał znaleźć sobie jakieś zajęcie. Może w kociarni będzie potrzebna jego pomoc? Poza tym wypadałoby też odwiedzić kocięta Jemioły. Dziwne zrzędzenie losu sprawiło, że samotniczka nazwała swoje dziecko imionami z jego rodziny. Mysi Krok mógłby uwierzyć, że to przypadek gdyby był sam Bluszczyk czy Sroczek, ale dwóch synów samotniczki o imionach jego krewnych? Coś mu tu śmierdziało. Nim jednak skierował się do żłobka poszedł na skraj obozowiska poszukać jakiegoś prezentu dla kociąt. Szybko wygrzebał spod mokrego śniegu jakąś szyszkę. Zadowolony ze swojego wyboru ruszył w stronę miejsca docelowego. Szedł rozmyślając o dziwnej sprawie, aż zamiast mokrej ziemi pod łapą poczuł coś miękkiego. I ciepłego. Spojrzał na ów rzecz. Ogon. Łysy ogon. Nie musiał podnosić łba, żeby wiedzieć do kogo należy. Miał ochotę jedynie zapaść się pod ziemię. Uniósł lekko ślipia by spojrzeć w przerażone niebieskie ślipia. 
— P-przepraszam! — miauknął pospiesznie Mysi Krok. 
Ciemna Dolina prawdopodobnie nawet tego nie usłyszała. Podobnie jak Zadymiony Pysk jedynie oddaliła się pospiesznie. Tym razem kremowy kocur nie został sam. Srebrny kocur przyglądał się mu z nienawiścią. Mysi Krok przełknął ciężko ślinę. Pomimo że wojownik był od niego widocznie młodszy i tak jego pełne gniewu ślipia budziły w nim lęk. 
— Ty... lisia wywłoko! — warknął, rzucając się na niego. —  Jak śmiałeś?! Wronia strawa! Sprawię, że pożałujesz, ze się urodziłeś! — wysunął pazury. 
— S-spokojnie, Śnieżna Z-zamiecio — wyjąkał jedynie z siebie. — J-ja naprawdę n-nie chciałem...
Ta odpowiedź nie spodobała się młodzikowi. 
— Jasne. A ja jestem Lisią Gwiazdą, lisi bobku — syknął. 
— Mysi Krok mówi prawdę — wtrącił się cichy głos za nimi. 
Obydwoje powędrowali w jego stronę. Bury uczeń owinął się szczelnie swoim ogonem. Oczy utkwione miał w niebo. Z przerażeniem wypatrywał pewnego kształtu spędzającego mu sen ze ślip każdej nocy. 
— Co? Jasne! Idź lepiej sprawdzić czy kaczka cię nie śledzi, ofermo! — prychnął Śnieżna Zamieć. 
Wiesiołkowa Łapa pisnął cicho na samo słowo klucz. Rozejrzał się nerwowo. Odetchnął z ulgą dopiero gdy przeanalizował cały krajobraz wokół siebie. Wbił wzrok w łapki. Mimowolny dreszczyk przeszedł po jego ciele. 
— Naprawdę wątpię, żeby Mysi Krok nadepnął twoją mamę celowo! Sam dobrze wiesz jaką miłą i cudowną jest kotką. Po co miałby robić jej przykrość... — próbował jakoś wyjaśnić swoją myśl Śnieżnej Zamieci Wiesiołkowa Łapa.
Srebrny wojownik wywrócił ślipiami. Najwyraźniej zmęczyła go to biadolenie Wiesiołkowej Łapy i już wolał zająć się czymś bardziej w swoim mniemaniu pożytecznym. 
— Tym razem ci odpuszczę. Ale jeszcze jedna taka sytuacja, a skończysz gorzej niż u szalonego dziadka — mruknął mu do ucha Śnieżna Zamieć. 
Mysi Krok poczuł jak się trzęście. 
— O-oczywiście. — starał się odpowiedzieć w miarę spokojnym głosem. 
Srebrny jeszcze raz na niego prychnął i splunął na niego na do widzenia. Kremowy szybko starł to z pyska. Spojrzał z obrzydzeniem na wydzielinę z ciekającą mu z łapy.
Klanie Gwiazd za co na to zasłużył?
— Dzięki, choć nie musiałeś — mruknął cicho do Wiesiołkowej Łapy. 
Nadal w pełni nie ufał świeżemu członkowi klanu. Tym bardziej, że ten dołączył do nich już praktycznie dorosły. Bury kocur spuścił wzrok. 
— Niesprawiedliwie byłoby dostać karę za niecelowe działanie, prawda? — zapytał cicho. 
Mysi Krok wzruszył ramionami. Przywykł, że jego klan był domem różnych szaleńców. 
— To na tym nasze drogi się rozchodzą...? — miauknął niepewnie. 
Miał nadzieję, że kocur nie będzie chciał za nim teraz wszędzie chodzić. Wiesiołek na szczęście jedynie kiwnął łbem. 
— Moja mentorka pewnie już mnie szuka. Ty też powinieneś niedługo obudzić Słoneczną Łapę. — przypomniał mu. 
Mysi Krok zignorował końcową uwagę. Obecny układ mu odpowiadał. Kotka nie lubiła wcześnie wstawać, a on męczyć się od rana. Nie widział potrzeby zmieniać tego. 
— Dzięki za radę — mruknął pod nosem. — Lepiej uważaj na swoją mentorkę. Dziwna jest. 
— Bo jest niewidoma...?
— Nie wydaje mi się — stwierdził kremowy. — Z resztą sam się przekonasz. 
Odszedł od ucznia, zostawiając go z tym tematem. Liczył, że może ten na coś się przyda i uda mu się wykryć nieprawidłowości w zachowaniu Tańczącej Pieśni.
Podniósł szyszkę z ziemi i skierował się w stronę kociarni. Znalezienie jej zajęło mu dłuższą chwilę. Nadal nie potrafił się całkowicie przyzwyczaić do nowego obozowiska. Wychowany na skalnej półce żył tam całe życie. Bez szumu i koron drzew, ani miękkiej błotnistej ziemi. Idealnie znał dawne obozowisko. Wszelkie zakamarki, ile kroków było od jednego do drugiego legowiska. Co się w nich skrywało. A teraz? Ciągle gubił się w tym wszystkim. Skręcał do żłobka a trafiał do legowiska starszyzny. Jednak po paru pomyłkach udało mu się dotrzeć do żłobka. Słodki zapach mleka powitał go na wstępie. Mysi Krok wziął głęboki wdech i wszedł do środka. Już na samym początku spotkał się z nieprzychylnym spojrzeniem. Mroźny Oddech wbiła swoje lodowate ślipia w niego. Futro na karku mimowolnie mu się zjeżyło. Nie przepadał za kotką. Z resztą wzajemnością. Ona za nim tym bardziej. Nie wadzili sobie dopóki kotka zamiast mówić do niego jego prawdziwym imieniem zaczęła na niego wołać "Boidupa". Może nie było to karygodne przezwisko, jednakże i tak bolało to kocura. Tym bardziej, że prócz kotki niektórzy wojownicy przejęli to od niej. 
— A ty tu co? — mruknęła biała swoim znudzonym głosem. 
Mysi Krok położył uszy i zignorował wypowiedź kotki. Nie zamierzał dać się jej sprowokować i skompromitować ponownie. Podszedł pewnym krokiem do leżącej na mchu Jemiole. Kotka na początku go nie zauważyła. Jej kociaki beztrosko bawiły się w jakąś zabawę przypominającą "cztery klany". Kremowy stanął przed pointką. Ta na jego widok wydała cichy pisk i uciekła pospiesznie wzrokiem w kąt. 
— C-co... co t-ty t-tu robisz? — ledwo to wyjąkała. 
Mysiemu Krokowi zrobiło się trochę głupio. Przyszedł tu by zaspokoić własną ciekawość a nie pomyślał o emocjach zajętej wiecznie kociakami Jemiole. Położył szyszkę przed nią. 
— To dla Sroczka i Bluszczka — mruknął niepewnie. 
Nie był zbyt dobry w rozmowy z kotkami. Zbyt wiele z nich dało mu kosza. 
— O-oh. D-dziękuję. N-na p-pewn-no się u-ucieszą — wydukała, wbijając wzrok w łapy.
Mysi Krok uśmiechnął się lekko zdezorientowany. Nie pamiętał, żeby wcześniej pointka brzmiała jak reinkarnacja Łabędziego Plusku. 
— To dobrze. — mruknął w końcu przerywając niezręczną chwilę ciszy. — Jak chcesz mogę się nimi zająć na trochę, a ty możesz się przejść, czy coś... Oczywiście jeśli chcesz. — podkreślił, żeby nie brzmiało to dziwnie. 
Jemioła skryła pyszczek pod łapkami. 
— D-dziękuję. D-dziś s-sobie r-radzę, ale b-będę pamiętać — miauknęła pospiesznie, zerkając na niego ukradkiem. 
— Jakby coś to wołaj. — oznajmił, zbierając się do wyjścia z kociarni. 
Wyszedł szybkim krokiem z kociarni. Czuł jak czyjś wzrok wywierca w nim dziurę na wylot. Przyspieszył, chcąc jak najszybciej się oddalić stamtąd, ale Mroźny Oddech nie odpuszczała. Zagrodziła mu drogę. Jej zielone ślipia przeszywały go na wylot. 
— Wiem. — powiedziała. 
Niebezpieczne iskierki zabłysnęły w nich oczach. 
— Co wiesz? — zapytał głupio Mysi Krok zdezorientowany tym nagłym stwierdzeniem. 
Mroźny Oddech uśmiechnęła się paskudnie. Jej ogon lekko falował na boki, ale kotka nie była zdenerwowana. Oj nie. Ona świetnie się bawiła. Podeszła do niego spokojnym krokiem. Zupełnie jakby delektowała się każdą chwilą jego stresu i nerwów. Jej pysk zbliżył się do jego pyska. Patrzyli sobie prosto w ślipia uderzenie serca. 
— Wiem, że jesteś ich ojcem. — szepnęła mu do ucha. 

cnd

33 pkt

03 marca 2021

Od Mysiego Kroku CD. Ryjówki

Położył uszy, słysząc słowa kotki. Różniła się od dotychczas spotkanych przez niego samotników. 
— A nie leży przypadkiem na terenie należącym do Klanu Klifu? — mruknął do wrogo nastawionej kotki. 
Ta odpowiedź najwyraźniej nie spodobała się jej. Grymas na jej pysku powiększył się. 
— Co mnie to. — warknęła. — Zjeżdżaj. I to już. 
— Ale...
— Nie ma ale. To moja nora. 
Kocur coraz bardziej speszony agresją kotki, otulił się ogonem. Według kodeksu wojownika powinien pogonić samotniczkę z ich terenów. To był jego wojowniczy obowiązek. Niechętnie wysunął pazury. 
— Naprawdę chcesz walczyć w tej ciasnej norze? — miauknął. — Nie możemy przeczekać śnieżycy i wtedy rozwiązać tą sprawę?
Samotniczka wysunęła pazury i obrzuciła go ostrym spojrzeniem. 
— Po śnieżycy ta nora nie będzie mi potrzebna. Mam ważniejsze sprawy na głowie niż jakiś lisi bobek. — rzuciła kotka. 
Mysi Krok skulił się bardziej. W norze było niewiele miejsca, a ostatnie czego chciał to dotknąć jakkolwiek szylkretki. Jeszcze wydrapałaby mu za to ślipia. Lepszy towarzysz do przesiedzenia śnieżycy nie mógł mu się trafić. Żałował, że nie wpadł na sympatycznego Słonecznika. Mógłby chociaż pochwalić się mu zdobytą wiedzą o kwiatkach. Ogon kotki uderzył o ziemię. Najwidoczniej nie zamierzała mu pozwolić, by zapomniał o jej obecności. Westchnął cicho.
— Jak ci tak źle możesz wyjść. — burknęła. 
Mysi Krok zignorował wypowiedź kotki. Zaczął szurać w piaszczystym podłożu. Zerknął na kotkę. Była chuda. I miała dziwne uszy. Zupełnie jakby Klan Gwiazd za coś pokarał. 
— Trudno być samotnikiem? — zapytał cicho. 
Kotka zmierzyła go spojrzeniem.
— Nie twój interes.
Kremowy wywrócił ślipiami. Z szylkretki był trudny towarzysz do rozmów. Nic dziwnego, że była samotniczką. 
— A co robisz na terenie mojego klanu? 
— Czego nie rozumiesz w słowach "nie twój interes". — prychnęła. — Wszystkie Klifiaki są takie wścibskie?
Mysi Krok uśmiechnął się słabo. 
— Raczej słynęliśmy z brutalności. — mruknął, wspominając "wujka" Lisią Gwiazdę. 
Od jego śmierci minęło już tyle księżyców, a opowieści o nim nadal żyły wśród klanów. 
— Ta. Właśnie widzę. — warknęła, lustrując go wzrokiem. 
Wojownik położył uszy niezadowolony.
— Może pozory mylą?
— Śmiem wątpić. — stwierdziła kotka, siadając i otulając się ogonem. —  Zamknij w końcu pysk. 
Mysi Krok skrzywił się. Poczuł jak łzy w ślipiach się mu zbierają. Nie rozumiał czemu samotniczka musiała być taka wredna. Pociągnął nosem. Nic nie jej nie odpowiedział. Nie miał co. Wysłuchał się polecenia samotniczki, wlepiając spojrzenie w śnieżną burzę. Cicho pomodlił się do Gwiezdnych o jak najszybsze jej zakończenie. Miał już serdecznie dość towarzystwa kotki. Gdyby nie zbyt atrakcyjna wizja zamarznięcia po drodze na pewno opuściłby tą norę. Nie jego wina, że się rozpadało. Poza tym był w niej pierwszy. A ta się tak rządziła. Przemądrzała samotniczka warta mysiego żołądka. Trzepnął ogonem. Nim się obejrzał zamieć osłabła. Spojrzał na kotkę, która nadal mierzyła go nieprzychylnym spojrzeniem. Gniew i smutek spotęgowały się w nim. 
— Obyś odmroziła sobie tyłek. — miauknął na do widzenia zły. 
Samotniczka uśmiechnęła się wrednie. 
— Leć już wypłakać się mamusi. 

* * *
*nadal zima*


Szedł lasem. Miał patrol łowiecki, więc wałęsał się bez celu, mając nadzieję, że nie wpadnie na żadnego ze swoich współklanowiczów. Zamyślony nawet nie poczuł obcego zapachu. Stawiając powoli łapy, spoglądał w szare niebo. Chmury były prawie nie do odróżnienia od szarości malujących się na Srebrnej Skórce. Westchnął cicho. Wszystko ostatnio było takie dziwne. Kopnął wystającą spod śniegu szyszkę. Ta poturlała się przed siebie aż zniknęła. Zaciekawiony kocur podążył jej trasą. Dotarł do dziury. Nie była głęboka, ale przez oblodzoną ziemię i śnieg wydostanie się z niej mogło być trudne. Wgłębienie w ziemi posiadało także tymczasowego lokatora prócz wrzuconej przez niego szyszki. Zła samotniczka wlepiała w niego niezadowolone spojrzenie. Mysi Krok na jej widok otworzył szeroko pysk. Znowu ona. Pośpiesznie odwrócił się na łapie, by jak najszybciej oddalić się od kotki. 

<Ryjówka?>

12 lutego 2021

Od Mysiego Kroku CD. Wróblowego Serca (Wróblowej Gwiazdy)

Mysiemu Kroku ulżyło na wiadomość, że Wróblowe Serce rozumie i nie tylko on ma nawiedzone siostry. Zapytany o swoje rodzeństwo wziął głębszy wdech, by wymienić tą całą armię. Jego rodzice jakby chcieli mogliby założyć z nimi osobny klan. 
 — Oprócz Rumiankowej Pręgi jest jeszcze Daliowy Pąk i Zroszona Łapa. I mam czterech braci. Szczawiowego Liścia, Fiołkową Dolinę, Zimorodkowy Blask i Omszoną Łapę. —  wymienił szybko. — Rodzeństwo z mojego miotu jest dość podobne do siebie. Szczawik jest prawie kopią taty, a siostry połączeniem mamy i taty. Za to Zimorodek i Mech przypominają babcie. Tylko ja i Fiołkowa Dolina mieliśmy kremowe futro...
Ciężko było mu uwierzyć, że już prawie połowa jego rodziny nie żyła. Spuścił łeb.
 — Ale część z nich zmarła. — wyznał cicho.
Łapami zaszurał o kamień lekko skubiąc mak pazurami. Nawet nie wiedział, że kwiaty mają tyle mają znaczeń. Może przez całe życie wręczał je kotom, które odbierały to za złe intencje. Zerknął na zamyślonego Wróblowe Serce. Ciekawe o czym tak rozmyślał. Myszek szybko oderwał speszony wzrok. Nie mógł mu się tak przyglądać. Jeszcze kocur, gdyby go zauważył, pomyślałby, że to co przedstawił za wymysły jego siostry jest prawdą. Serce Mysiego Kroku szybciej zabiło na tą myśl. Speszony zakrył pysk łapami. Nie, nie był gejem, a samo myślenie o tym wszystkim było głupie. Tylko sprawiłby, że Wróblowe Serce poczułby się w jego towarzystwie niezręcznie. Przecież byli rodziną. Co prawda nie miał pojęcia jak spokrewnioną, bo wiedział, że tylko jego babcia i tata Wróbla mieli romans, ale i tak byli rodziną, nie? Zerknął ukradkiem znów na Wróblowe Serce. Zaczął się zastanawiać co Sroczy Żar zobaczyła w Wilczym Sercu, że postanowiła złamać dla niego kodeks. Takie relacje nie biorą się znikąd (a z tego co słyszał od taty to Wilcze Serce urodą nie powalał). Tym bardziej, że Wilczaki i Klifiaki od księżyców mają pomiędzy sobą konflikt. Mysi Krok wolał sobie nie wyobrażać jak bardzo skomplikowane i pogmatwane musiało być to wszystko. Westchnął cicho. Ciekawe czy buras był podobny do taty? 
Wróblowe Serce zaśmiał się cicho. Mysi Krok zaskoczony podskoczył i spojrzał na niego zaskoczony. 
— P-przepraszam — miauknął, walcząc z atakiem śmiechu. — Mógłbyś powtórzyć, co mówiłeś?
Mysi Krok spojrzał zdezorientowany na łapy. 
— P-pół mojej rodziny nie żyje...? —  mruknął niepewnie. 
Humor burego zrzedł. Myszek położył uszy niezadowolony. Mógł wymyślić coś innego na szybko. Teraz pewnie wojownikowi było głupio. Widząc, że cętkowany otwiera pysk, by złożyć najpewniej mu kondolencje, przysunął się trochę bliżej niego. 
— N-nie chce o tym gadać. Nauczyłbyś mnie o kwiatach? I ich znaczeniu? —  poprosił, wlepiając ślipia w Wilczaka. 
Wróblowe Serce kiwnął łbem. Z jego oczu biło współczucie, więc Mysi Krok wbił wzrok w łapy. Wiedział, że on także stracił wielu członków rodziny.
— Może zacznę od twojego rodzeństwa? — zaproponował bury. — Rumianek oznacza szczere oddanie. Fiołek wierność, skromność oraz, że nikt nie wie o naszej miłości. Natomiast Dalia niestałość. 
Mysi Krok powtarzał to sobie w głowie. Rumianek szczerość. Fiołek wierność. Dalia niestałość. Uśmiechnął się pod nosem. W sumie pasowało to do nich. Uniósł niepewnie ogon. 
— A żonkil? — zapytał. 
Wróblowe Serce zamyślił się chwilę. To sprawiło, że kocurka jeszcze bardziej to zaciekawiło. 
— Z tego co pamiętam to zazdrość. A co? 
— Mój tata chciał mnie tak nazwać. — wyznał cicho, kładąc uszy. — Ale mama stwierdziła, że jestem mały jak myszka, więc będzie Myszek.
Może i lepiej, że został Myszkiem? Kto by chciał mieć na imię zazdrość? Owinął się ogonem. Po uderzeniu serca namysłu stwierdził niechętnie, że by mu pasowało. Od zawsze był zazdrosny o sukcesy rodzeństwa i udane życie towarzyskie innych. Zazdrość także zżerała go, gdy widział swoje sympatię z innymi. 
— Pasowałoby mi. — westchnął. — A skąd wzięło się Wróbelek?
Bury uśmiechnął się lekko. 
— Podobno na cześć pewnej kotki. Ale myślę, że moi rodzice mieli słabość do ptasich imion. Jak twoi do imion od kwiatów. Chcesz jeszcze jakieś wiedzieć?
Mysi Krok kiwnął łbem. 
— Dobrze, więc... może bratki? — wskazał ogonem na polanę i niewielkie kwiatki. — One oznaczają "bądźmy przyjaciółmi". Natomiast stokrotki to bezbronne serce. Chaber to "nie śmiem wyznać ci moich uczuć"...
Mysi Krok podążał wzrokiem za ogonem burego. Podświadomie lekko oparł się o niego. Dopiero gdy Wróblowe Serce spojrzał na niego pytająco oderwał się jak poparzony. 
— P-przepraszam. — wydusił, chcąc jak najszybciej zmienić temat. — A te? — wskazał na drzewo z białymi kwiatami. 
Buras spojrzał na nie. 
— "Myślę wciąż o tobie". 
Mysi Krok schował pysk za łapami speszony. Dziwnie było usłyszeć takie słowa z pyska kocura. Nawet jeśli mówił mu znaczenie kwiatków. Serce jakby na złość mu przyspieszyło. Wziął głęboki wdech by je uspokoić. Ostatnie czego chciał to, żeby Wróblowe Serce to zauważył. 
— D-dziękuję. Na pewno mądrze wykorzystam tą wiedzę. — mruknął. 
—  Cieszę się, że mogłem pomóc. — odpowiedział Wróblowe Serce. 
— To... to do zobaczenia niedługo. Następnym razem też przyniosę jakiś... bardziej adekwatny. —mruknął, spoglądając zawstydzony na mak. 
Wróblowe Serce uśmiechnął się lekko. 
— Mi się podoba. Do zobaczenia. — mruknął i ruszył w stronę swoich terenów. 
Mysi Krok spojrzał ostatni raz na kocura i sam zaczął podążać w kierunku obozowisku. W legowisku wojowników w końcu czekała na niego podekscytowana siostra. Nie miał racji. Ledwo przekroczył wejście do obozu, a podekscytowana Rumiankowa Pręga stanęła z nim pysk w pysk. 
— I jak? I jak? — zaczęła go męczyć. 
Mysi Krok zakrył pysk zawstydzony. 
— Wiedziałaś, że mak oznacza "Marzę o tobie"? Albo "zapomnij, to była przelotna namiętność”?! — pisnął na siostrę. 
Rumianek zachichotała cicho. Mysi Krok spiorunował ją wzrokiem. 
— Wiedziałaś? — powtórzył. 
Kotka pokręciła łbem.
— Ale patrz jak pięknie się złożyło. — puściła mu oczko. — A może wymyślił to na poczekaniu? Co to była za przelotna namiętność, że się tak denerwujesz? 
Kremowemu aż się zrobiło słabo od tych wszystkich emocji. 
— Żadna! Przestań! — zażądał zły. — To nie mój partner! Dobrze wiesz, że nikt nie mnie chce. Więc przestań.
Kotka położyła uszy. Myszek od razu pożałował swoich słów. Nie powinien na nią krzyczeć za swoje porażki. Spuścił łeb. 
— Przepraszam. — mruknęła szylkretka. 
Przytuliła lekko brata, który wtulił się w jej futro. 
— Po... po prostu myślałam, że w końcu kogoś znalazłeś. Chciałam ci tylko pomóc. — z każdym słowem było mu coraz głupiej. 
— T-to ja przepraszam. — mruknął cicho Myszek. — P-po prostu... ja... ja wiem, że i to się nie uda... — miauknął, poczuł rosnącą gulę w gardle. 
— Cii... — zamruczała Rumiankowa Pręga, głaszcząc go ogonem po grzbiecie. — Wszystko jakoś będzie. Przyszłości nie znasz. 
Mysi Krok zasmarkał. 
— Z-znam. Znów... znów mnie odrzuci... znów się nie u-uda. M-mi nigdy się n-nie udaje. W-więc proszę... nie rób m-mi nadziei — zaszlochał. 
Kotka przytuliła go mocniej. 
— Warto w siebie wierzyć, Myszku. I pomimo upadków wstawać. Każdy w końcu znajdzie swoją drugą połówkę. A siedząc sam i użalając się nad sobą znajdziesz tylko samotność. — liznęła kocura w czoło. — Chodź pozbieramy jakieś kwiatki. Z jakimś specjalnym znaczeniem. — puściła mu oczko. 
Mysi Krok otarł łzy. 
— Dobrze. Ale nie dziś. — poprosił. 
Kotka uśmiechnęła się. 
— To jutro.  A nie nie mogę... ale na pewno cię dorwę w najbliższym czasie! Wyśpij się lepiej.
Mysi Krok skinął łbem. Zamknął zapłakane ślipia i skulił się na legowisku.  

* * *

Stał z bukietem chabrów oraz białym bzem w pysku. Gdzieś w kępie kwiatów zaplątał się pojedynczy żonkil. Rozejrzał się uważnie. Wiedział, że Wróblowe Serce dziś się go nie spodziewał, ale liczył, że Klan Gwiazd pozwoli im się spotkać. Jak jego babci i tacie burka. Przebierał nerwowo łapami, widząc jak słońce powoli zbliża się do zachodu. Chadzał się w tą i z powrotem, aż usiadł zmęczony nad rzeką. Już miał odpuścić i wrócić się do obozowiska, gdy zobaczył Wróblowe Serce. Poczuł jak serce zabiło mu szybciej. Już chciał go zawołać, gdy zauważył nie jest sam. Lisia Łapa. Córką Lisiej Gwiazdy stała obok buraska. Wydawali się świetnie bawić. Nie odrywali od siebie wzroku. Mysi Krok przyglądał się temu. Nie mógł się ruszyć. Łapy odmówiły mu posłuszeństwa. To znów się działo. Znów. Już trzeci raz. Położył kwiaty na ziemi i odszedł. Nadal nie mógł uwierzyć w to co widzi. Ale też nie chciał się odwrócić by to potwierdzić. Chciał to wyrzucić z pamięci, ale nie mógł. 

<Wróbel znajdź kwiatki i odpisz kiedy chcesz xd>

Od Mysiego Kroku CD. Tańczącej Pieśni

Pomimo że kotka powiedziała, że go nie widziała nie ufał jej w tym aspekcie. Nie wierzył, że Lisia Gwiazda aż tak postradał zmysły, że mianował ślepą kotkę na wojownika. Nadal nie do końca wierzył, że wojowniczka sobie radzi ze wszystkim swoim nosem. Spojrzał na nią podejrzliwie. A co jeśli była szpiegiem? Udawała niewinną ślepotkę, a tak co wieczór leciała wyśpiewać wszystko co się działo w klanie Iglastej Gwieździe. Zmarszczył brwi. Kotka była tu dłużej niż on. Ciekawe ile już nakablowała swojemu przełożonemu. 
— Jasne. — burknął, kładąc uszy. — Oby ci się igły nie powbijały w łapy. 
Kotka skrzywiła się. Jej ogon uderzył o śnieżną zaspę. 
— Nie słyszałeś co powiedziałam? 
Mysi Krok jedynie cicho prychnął. Nie mógł jej od tak wygarnąć swoich oskarżeń. Jeszcze zlikwiduje go nim zdobędzie dowody na jej zbrodnie przeciwko Klanu Klifu. Spojrzał jeszcze raz na kotkę i odszedł. Musiał się przygotować.

* * *
*powiedzmy, że teraźniejszy czas*

Przyglądał się Tańczącej Pieśni z gałęzi. Kotka błądziła po lesie, węsząc. Mysi Krok oglądał to zadziwiając się talentem aktorskim kotki. Nawet teraz, gdy nie było przy niej żadnego kota, nadal grała w swoją rolę. Myszek podziwiał tą zawziętość i pracą włożoną w swój charakter. Widząc, że kotka się oddala, wstał i podążył za nią. Przeskakiwał pomiędzy gałęziami, nie spuszczając swój cel ze wzroku. Może przez to poślizgnął się na jednej i upadł boleśnie. Śnieg co prawda zamortyzował upadek, ale boleśnie upadł na brzuch. Jęknął cicho. Uniósł łeb, by spojrzeć na patrzącą na niego (a dokładnie jego ogon) Tańczącą Pieśń swoim nieobecnym wzrokiem. 
— Czemu mnie śledzisz? — warknęła.
Mysi Krok położył uszy. 
— Nie powiem ci, zdrajco. 


<Taniec?>

26 grudnia 2020

Od Mysiego Kroku CD. Wróblowego Serca

Nie takiego powitania się spodziewał od burasa. Położył uszy, bo co innego mógł zrobić. 
— Przykro mi. — mruknął cicho.
Nie za bardzo wiedział co mógł więcej powiedzieć. Nie poznał Wawrzynowej Łapy. Mieli się spotkać, ale Klan Gwiazd pokrzyżował im drogi. 
— Co się stało?
Wróblowe Serce westchnął, a jego ślipia zaszklone spojrzały na niego. 
— Został zabity. — wyznał smutno.
W jego oczach prócz smutku dojrzał i inne emocje. Zamilkł, bo co innego mógł powiedzieć. Dopytywać było mu głupio. W końcu kto lubi wypowiadać się rozlegle na temat śmierci najbliższych. Sam też stracił tatę i jakoś nie ciągnęło go do tego, by teraz męczyć tym Wróbla. Podszedł do niego niepewnie, jakby nie wiedział, czy to co chce zrobić na pewno jest dobre. W końcu nie znał prawie burasa. Był jego dalekim krewnym, a ich członkowie rodziny mieli romans, o którym obydwoje niezbyt dużo wiedzieli. Przysiadł się do kocura i lekko, jakby Wilczak mógłby mu odgryźć, otulił burego ogonem. Wróblowe Serce nic nie powiedział. Jedynie oparł się na nim lekko, biorąc głęboki wdech. Mysi Krok spojrzał na niebo. Przez myśl przeszło mu, że może Wilcze Serce i Sroczy Żar obserwują ich teraz. Ciekawe co by powiedzieli? Czy byliby zadowoleni z tego, że się poznali, czy niekoniecznie? 
— Dzięki. — mruknął Wróblowe Serce. 
Mysi Krok wyrwany z rozmyślań lekko się spiął, słysząc nagle jego głos. 
— P-proszę...? — miauknął niepewnie, nie wiedząc za bardzo w czym pomógł buremu. 
Wilczak zupełnie jakby czytał mu myśli, dodał po chwili. 
— Za samo posiedzenie. Chociaż w milczeniu. 
Kremowy uśmiechnął się nieco zdezorientowany. 
— Może spotkamy się za pół księżyca? — zdziwił się, że sam to zaproponował.
Może dlatego, że nie miał za wielu znajomych i nawet takie wspólne milczenie, było czymś innym niż samotne błąkanie się? Możliwe. Wróbel kiwnął głową i przeszedł na swoją stronę terytorium. Mysi Krok odsapnął po tym mimo wszystko lekko dezorientującym spotkaniu i sam udał się na swoją część terenów. Miał zamiar wrócić do obozowiska i przemyśleć to wszystko, gdy zorientował się, że nie byli sami. Para pomarańczowych ślip spoglądała na niego z zaskoczeniem. Zestresowany cały się zjeżył się. Rumiankowa Pręga wystrzeliła z krzaków i podbiegła do niego energicznie. 
— T-to nie tak...! Proszę, nie mów mamie! — zaczął szybko Mysi Krok. 
Siostra uśmiechnęła się lekko. 
— Nie mam zamiaru. Jejku! Ale się cieszę. 
— Cieszysz się? — zapytał zdziwiony. 
Potajemne spotykanie się z Wilczakiem nie należało raczej do popieranych rzeczy przez Klan Klifu. 
— No a jak nie! Mój kochany i samotny braciszek w końcu sobie kogoś znalazł. — miauknęła wesoło, przytulając go mocno. — Jejku, już myśleliśmy z Daliowym Pąkiem, że zostaniesz samotnym starym prykiem jak Łabędzi Plusk. W sensie wiesz, nie jest zły i nawet miły, ale smutno widzieć jak tak siedzi sam. 
Mysi Krok nie wiedział co powiedzieć. Zszokowany słuchał jedynie słów siostry. On i Wróblowe Serce? Co? Skąd jej to łba uderzyło? Przecież on... nie był gejem! Czy to przez to, że przytulił burasa? Ale przecież wiele kocurów się przytula i są hetero. Westchnął. 
— To nie tak. 
— To jak?
— Eee... — jedyne co z siebie wydusił. 
Nie był pewny czy wprowadzać siostrę w tą całą sytuację. To nie tak, że uważał, że ta ma długi język i zaraz wszystkim wygada, ale też miał taką głupią obawę. 
— Mysi Kroku, nie ma w tym nic złego. W sensie, wiem, że niejednemu kotu spodoba się, skąd pochodzi twój ukochany... ale zawsze może do nas dołączyć! Mama na pewno też się ucieszy, że kogoś masz. Wiesz, że martwi się o ciebie. W sensie nie tylko o ciebie. O nas wszystkich. Ale no wiesz. 
Mysi Krok nie wiedział co odpowiedzieć. Jedynie otulił się ogonem. 
— Ale nie powiesz jej? — miauknął niepewnie. 
— Jasne! Sam powiesz, jak będziesz gotów. Ah, teraz wszystko jasne, czemu ci tak nie szło z kotkami. Na ostry i ciernie, mogłam się domyślić! Chodź, wracajmy. Opowiesz mi o tym burasie, co? — puściła mu oczko. 
Mysi Krok spuścił wzrok i podążył za siostrą. 

* * *

— Pamiętasz co masz powiedzieć? — mruknęła Rumianowa Pręga, przylizując mu futro na głowie. 
Kotka zdawała się być bardziej zaangażowana w jego nieistniejący związek niż on. 
— Że ładnie wygląda...? — miauknął niepewnie. 
Siostra westchnęła, kręcąc głową. 
— Myszku, to takie oklepane! Musisz wysilić się na coś lepszego. Żeby naprawdę było mu miło. I żeby wiedział, że go słuchasz! Rozumiesz?
Kocur niepewnie kiwnął łbem. Chciał już iść. Cieszył się, że teraz spędza więcej czasu z siostrą, ale wolałby zdecydowanie spędzić go inaczej niż planując jego pseudo randkę z jakoś spokrewnionym z nim Wróblowym Sercem.
— No już! Idź! I koniecznie mi opowiedz jak było! — miauknęła zadowolona ze swoich efektów. 
Mysi Krok nawet wolał się nie przeglądać się w kałuży. Chwycił niewielki mak, który miał wręczyć Wilczakowi i ruszył ku strumieniowi. Parę kotów wchodzących do klanu spoglądało na niego podejrzliwie, więc spuścił wzrok. Musiał wyglądać głupio. Dotarł nad potok szybciej niż myślał. Nawet nie zdążył ułożyć w głowie porządnego wytłumaczenia tego wszystkiego. Wróblowe Serce już na niego czekał. Myszek wbił wzrok w łapy i podszedł do niego. Położył kwiat pod łapami zdziwionego burasa i niepewnie spojrzał na niego. Wziął głęboki wdech. 
— Moja siostra nas widziała i myśli, że jesteśmy parą. — miauknął żałośnie, chowając pysk w łapach. 

22 grudnia 2020

Od Mysiego Kroku

Noc panowała już na zewnątrz. Wiatr kołysał drzewa do snu, a deszcz uderzał rytmicznie o gałęzie. Cały obóz prócz stojącego na straży Miętowego Strumienia zdawał się spać. Tylko on nie mógł. Zbyt dużo myśli kłębiło się w jego kremowej głowie. Tyle rozważań, głupich teorii, gdybania "co by było gdyby tak a nie inaczej". Mysi Krok położył łeb na łapach. Musiał iść spać, bo inaczej nie wstanie na poranny patrol. Westchnął cicho, kładąc się na boku. Chyba nie miał na co liczyć. Wstał, wychodząc na palcach z legowiska wojowników. Mrok i zimno otuliło go z każdej strony. Miętowy Strumień na jego widok zastrzygł uszami. 

— A ty co? — mruknął. 
— Idę się przejść... — miauknął nieśmiało Myszek. 
— Tylko się nie zgub jak ojciec.
Kremowy spuścił uszy na tą uwagę i szybkim krokiem wyszedł z obozowiska. Łapy szybko przesiąkły mu błotem. Nie przejął się i ruszył w stronę zagajnika. Wkroczył do lasu szybciej niż się spodziewał. Nocą spacery bywały jakieś szybsze. Pozbawione kotów tereny Klanu Klifu zdawały się być takie dziwne. Mając tyle kotów w klanie nietrudno było kogoś spotkać podczas patrolu czy polowania. Dlatego pewnie czyjeś miauczenie za krzaka go tak zaskoczyło. Cicho skradł się do niego i stojąc na tylnych łapach, zerknął. Czarno-biały kocurek siedział pochylony nad ziemią i mruczał coś do siebie. Myszek zdziwiony aż się cofnął. Niefortunnie nadepnął suchą gałąź. 
— Halo? To ty Słońce? — zapytał niewinny głos. 
Mysi Krok spuścił uszy. Uciekać czy przywitać? Nieznajomy wyręczył go w podejmowaniu decyzji, bo jego łaciaty łebek przyglądał mu się z zaciekawieniem.
— Hej. — miauknął. — Co tu robisz? Też nie możesz spać? 
Myszek zdziwiony tym pytaniem kiwnął niepewnie łebkiem. Kocurek zdawał się być młody. Gdzieś w wieku kociąt Lisiej Gwiazdy. Łaciaty uśmiechnął się lekko. 
— Jak chcesz to możesz do mnie dołączyć. Zbieram kwiatki dla moich przyjaciół. 
Wojownik niepewnie przełknął ślinę. Nie wiedział co za bardzo robić w takiej sytuacji. Powinien przegonić tego samotnika, ale nie mógł, widząc, jak ten jest sympatyczny. Przypominał mu jakoś Rumianek. Poza tym po historii Żywicznej Mordki wiedział, że nie każdy samotnik jest straszny i niedobry jakiego go opisują. A ten młodzik był wyjątkowo uprzejmy. Już dawno nikt od tak nie zaproponował mu takiej rzeczy.
— Ch-chętnie. — miauknął w końcu. 
Nieznajomy uśmiechnął się znów i zniknął za krzakiem. Myszek podążył za nim. Kocurek stanął nad trzema kwiatkami zastanawiając się pilnie. Westchnął cicho, spoglądając na niewielki wrzos. Kremowy uniósł brwi zdziwiony. 
— Coś z nim nie tak? — zapytał młodzika. 
Kocurek spojrzał na niego smutno, a potem wbił wzrok w łapki.
— Jeden z moich przyjaciół... on nas zostawił. 
Myszkowi zrobiło się głupio. 
— Przykro mi. Ja... ja też ostatnio kogoś straciłem. — wyznał. 
Nieznajomy podniósł uszy zaskoczony. 
— Naprawdę? Znaczy... też współczuję. Masz, dla ciebie. Tobie się bardziej przyda niż mu. — miauknął kocurek. 
Mysi Krok uśmiechnął się. Pozwolił wpiąć niewielki kwiat wrzosu kocurkowi za ucho. 
— I jak wyglądam? — zapytał. 
— Świetnie! — stwierdził kocurek, mrużąc ślipia. — Jeszcze parę listów tu i tam i każda kotka będzie twoja. 
Myszek zaśmiał się cicho. 
— Tego nie byłbym taki pewien. Mam do nich strasznego pecha. — wyznał cicho. — Ale... to nieważne. Jestem Mysi Krok, a ty?
— Słonecznik. Ale masz śmieszne imię. Naprawdę robisz kroki jak myszy? 
Kremowy pokręcił łbem. 
— Stamtąd skąd jestem nadają takie dziwne imiona. Gdybym nie urodził się w klanie pewnie byłbym Myszkiem przez całe życie. 
— Ale wolisz to imię? 
— Nie wiem. Chyba... — zaczął, ale urwał, widząc powoli wschodzące słońce.  
Poranny patrol!
— Wybacz Słoneczniku, muszę wracać. 
— Co? Jak to? Tak szybko? — miauknął kocurek. 
— Muszę coś zrobić, a mama mnie wypatroszy jak znów się spóźnię... — mruknął z nutą przerażenia. 
— Szkoda, przyjdziesz jeszcze kiedyś? — para żółtych ślipi spojrzała na niego z nadzieją. 
— Postaram się. — miauknął. — Do zobaczenia!
— Pa, Mysi Kroku!
W pośpiechu pobiegł w kierunku obozu. Zmachany wpadł do niego, wpadając po drodze na parę kotów. W końcu dotarł do Lwiej Grzywy, który przyglądał mu się podejrzliwie. 
— Następnym razem, jak będziesz miał randkę to daj znać. — mruknął kocur, puszczając mu oczko. 
Mysi Krok zawstydzony spuścił wzrok. Choć nie zaprzeczył. Wolał już tą wersję niż wyznanie co naprawdę robił. Nie jeden wojownik chciałby pogonić Słonecznika, a Mysi Krok nie chciał tak szybko tracić nowego znajomego. 

21 grudnia 2020

Od Mysiego Kroku CD Szczawiowego Liścia

 Mysi Krok wpatrywał się sztywno w ciało ojca oparty o Szczawika. Nie wierzył w to co widział. Złość na tatę minęła błyskawicznie, a na jej miejscu pojawił się głuchy ból. Gdyby tylko ktoś mu powiedział, że Żywiczna Mordka tak szybko odejdzie odpuściłby sobie dziecinne fochy. Żałował, że nie mógł cofnąć się w czasie. Że zamiast siedzieć obrażonym nie spędzał czasu z tatą, którego i tak stracił na tak długo. Teraz było już za późno. Żywiczna Mordka odszedł, pozostawiając go z tym wszystkim. Znów ich zostawił. Tym razem na pewno nie mógł go o to obwiniać. Łzy zaczęły spływać po jego polikach. 
— Byłem taki... taki głupi. — miauknął do siebie cicho. 
Szczawik przytulił brata ogonem. 
— Nie mów tak, nikt z nas nie wiedział, że... że to nadejdzie tak szybko. — mruknął smutno. 
Myszek położył uszy. Brat pewnie miał rację, ale i tak czuł się winny. Spojrzał w niebo. Miał nadzieję, że tata nie ma mu tego za złe. Że za jakiś czas się spotkają tam na górze i go przeprosi. Daliowy Pąk po zasypaniu ciała ojca wzięła dwójkę najmłodszych i odeszli od grobu taty. Wojowniczka coś im szeptała, że jutro pozbierają masę kwiatków dla taty, żeby uśmiechnął się do nich z Klanu Gwiazd. Mysi Krok słysząc to, uśmiechnął się mimowolnie. 
— Też chciałbyś pozbierać kwiaty dla taty...? —  zapytał Szczawika niepewnie. — Lubił stokrotki... 
Szczawiowy Liść oderwał wzrok od łap. 
— Chętnie, ale jutro dobrze? — odpowiedział mu. — Dziś... dziś muszę to przetrawić.
Mysi Krok niechętnie kiwnął łbem, pozostawiając brata przy grobie. Sam ruszył w stronę polany. Czuł, że musiał to zrobić. Dziś. Żeby tata wiedział, jak mu głupio. Zaczął rozglądać się, ale nie dojrzał żadnego kwiatu. Sucha trawa nieprzyjemnie trzaskała mu pod łapami. Chodził w tą i we te, ale nie mógł dojrzeć żadnej. Ściemniało się już powoli, a on nadal był bez niczego. Załamany w końcu położył się na suchej trawie. Poczuł się taki bezsilny. Nawet jednej stokrotki nie umiał znaleźć dla zmarłego ojca. Był taki beznadziejny. Nawet nie poczuł jak pierwsza łza uderzyła o suchą ziemię. Głupie stokrotki. Głupi Klan Gwiazd. Czemu znów odebrali mu tatę? Rozpłakał się na dobre, kładąc się na ziemi. 
— Mogłeś powiedzieć, że aż tak ci zależy. — usłyszał cichy głos nad sobą. 
Podniósł niepewnie łeb, siorbiąc nosem. Ujrzał przypatrującego się mu Szczawika. W spojrzeniu brata na szczęście nie dojrzał kpiny czy politowania, którego się obawiał. 
— W-wiem... ale... ale czu-czułem, że... że muszę t-to zrobić. — zachlipał. 
Liliowy westchnął, ale nie ze zmęczenia. 
— Chodź, znam miejsce, gdzie nie uschły jeszcze wszystkie kwiaty. — mruknął, podając mu łapę do wstania. — I nie znikaj tak bez zapowiedzi. Berberysowa Gwiazda wpadła już w niezłą panikę. 
Myszek położył uszy. 
— Będę musiał ją przeprosić? — zapytał, choć dobrze znał odpowiedź. 
Liliowy kiwnął łbem, klepiąc brata ogonem po grzbiecie. 
— Chyba się nie boisz mamy? — zapytał z lekkim uśmiechem.
Mysi Krok spuścił wzrok.
— A ty nie...? 

<Szczawik?>