BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 18 października, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jodłowy Brzask. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jodłowy Brzask. Pokaż wszystkie posty

25 marca 2019

Od Jodły C.D Promyka

Dni mijały naprawdę powoli.
Śpij, wstań, zjedz, baw, zdrzemnij, zjedz, śpij. Właściwie to ten ciąg upływał zazwyczaj dokładnie tam samo, co każdy wschód słońca zaczynał się ponownie, jak takie koło bez ciągu. Wszyscy mówili, że za niedługo zostanie terminatorką, ale ona miała wrażenie, jakby do tego miała minąć wieczność. Czasami siedziała przed legowiskiem ignorując rozbawione spojrzenia dorosłych i wpatrując się uważnie w terminatorów, którzy wracali dumnie ze zdobyczą do obozu. Przejechała wzrokiem po swoich łapach zastanawiając się dlaczego ona również nie może robić tego co oni. Była pewna, że jej łapy ostatnim czasem urosły na tyle mocno, iż byłaby w stanie przejść las wtem i z powrotem, a w wieku tamtych gostków z członami "Łapa" w imieniu, już parokrotnie przebiec go przez najdłuższy odcinek na terenach. Nie była znowu jakaś szybka, co zauważyło już niedawno, ale z pewnością silna i wytrzymała. W końcu była krwią z krwi Wschodzącej Fali, najwspanialszej wojowniczki w Klanie Klifu, co utwardzało ją w przekonaniu, że ona, podobnie jak Cyprys i Wiatr będą prawie tak świetne jak matka. No, ale to nie zmieniało faktu, że nie teraz, tylko za księżyc - o ile było tak jak mówili starsi, chociaż im czasem szwankowała pamięć. Jedni mówili, że za chwilkę, inni, że za księżyc, a inni jakoś tak zdawkowo, że nigdy. Myśleli, że ona głupia jest czy co? Chociaż w sumie faktycznie można było zgłupieć od takiego natłoku zgrzytających ze sobą informacji.
Już miała odwrócić się z powrotem do środka, aby powrócić do tego kręcącego się jak koło życia kociaka, kiedy dostrzegła jak jakiś rudy kocurek wraz z paroma wojownikami wchodzi do obozu.
Jej wąsiki zadrżały, kiedy kocurek spojrzał się na nią. Spodziewała się zastać w jego spojrzeniu jakiś cień strachu, a może nawet przerażenia, jednak niczego takiego nie zastała. Zamiast tego dostrzegła jakiś chłód i pewność z siebie. Za pierwszym razem jej ciało przepełniła niechęć, kiedy zdała sobie sprawę z tego, że tak naprawdę kocur nie traktuje ich poważnie. Miała ochotę go chwycić i mocno przetrzeć jego ryjem o ziemię, za to, że nawet nie skulił się przy innych. Nie wyglądał na kogoś znanego innym, ba, niektórzy sprawiali wrażenie, jakby mieli go rozszarpać. Co byłoby właściwie prawdą. Skoro był samotnikiem to - o czym raz wspomniał Lisia Łapa - za rozkazem Potokowej Gwiazdy koty mogły się rzucić i go najzwyczajniej w świecie rozszarpać. Jodła zmrużyła oczy, a jej ogon zadrżał, kieyd wlepiała spojrzenie w kocurka, a on w nią. W pewnym momencie uderzyło ją dziwne uczucie. Coś, czego według niej poczuć nie powinna. Było to coś na kształt podziwu i szacunku. W końcu mimo tylu kotów wokół, idąc sam nadal wyglądał dumnie. Oczy kotki rozszczerzyły się nieco kieyd o tym myślała, ale zaraz kłapnęła paszczą z dezaprobatą. Obróciła się na pięcie i zniknęła w cieniu żłobka ignorując całe zamieszanie. Kot z innego klanu albo jakiś włóczęga. Był słaby, nie? Ale pewna była, że jej ojciec go przyjmie. Jakoś to czuła i nie do końca wiedziała, czemu w jej środku siedziała jednoczenśie nadzieja, a jednocześnie żywa niechęć do ojca. Klapnęła gdzieś w kącie i położyła głowę na łapach wpatrując się w wejście do żłobka. Mijało sporo czasu, a z zewnątrz słyszała jakieś pojedyncze prychnięcia, a także jakieś szepty. Było to na tyle interesujące dla jej sióstr, że te wychylały główki z kociarni, żeby słyszeć i widzieć wszystko lepiej. Kolejne chwile mijały, a w obozie stopniowo cichło. Najstarsza z sióstr cały czas jednak stała na warcie przy wejściu, za to Wiatr położyła się obok Jodły, wtulając nos w jej futerko. Wschodząca Fala z niewiadomych przyczyn zniknęła ze żłobka chwilę wcześniej, mówiąc tylko, że nie mają nigdzie iść. Nic więcej. Coś jednak podpowiadało jej, że wszystkie te wydarzenia były powiązane z tamtym bursztynowookim kocurkiem.
- Uspokoiło się - Wymamrotała pod nosem Cyprys, drepcząc wkoło siebie jakieś mniejsze kółka. Jej ogon drżał z ciekawości. Jodełka zmarszczyła brwi, wpatrując się w nią, ale nic nie powiedziała. Nie chciała się przyznawać, ale w sumie to była ciekawa o co w tym wszystkim chodziło. - Jak myślicie, co zrobił nasz tata?
Po tym pytaniu zapanowała cisza, kiedy nagle rozległo się typowe zawołanie na ceremonię. Wiatr drgnęła gwałtownie, a następnie zerwała się na równe łapy. Raczej żadna z nich nie spodziewała się, że usłyszy to akurta teraz. Jodła nieco zmęczona zamrugała parokrotnie, a następnie rozprostowała swoje łapy ziewając przy tym. Machnęła swoim puszystym ogonem, jednocześnie szybko ruszając ku wyjściu, obok którego stanęła wyprostowana, unosząc głowę, aby wszystko dokładnie widzieć.
- Ten kociak nie jest już samotnikiem, a zatem chcąc porzucić swoją przeszłość włóczęgi niniejszym na oczach naszych przodków, ja, lider Klanu Klifu zmieniam mu imię na Promyk - Powiedział donośnym głosem czarny lider, wpatrując się prosto w dół. Jego córka powędrowała za spojrzeniem kocura, a kiedy dostrzegła tamtego rudego kocurka mimowolnie jej oczy zabłysły przez moment. Samotnik to było... coś innego. Mimo to jednak czuła jakąś niepewność, wywołaną tymi wszystkimi opowieściami dorosłych o samotnych, wałęsających się kotach. Wolała, aby nic nie zrobił jej rodzinie.
Przy uchu usłyszała cichy odgłos zachwytu Wiatr, dlatego skierowała na nią wzrok, ale kotki już tam nie było. Popędziła za to wraz z Cyprys wolnym, acz sprężystym krokiem w stronę kocura, który z uśmiechniętą Wschodzącą Falą obok szedł w ich stronę. Siostry Jodły dołączyły do nich i dreptały zainteresowane obok niego, ale tak naprawdę chyba Promyk miał dojść tych wszystkich ciekawskich pytań, dlatego odpowiedał lakonicznie albo po prostu "nic wam do tego". Jodła pądążała za nim wzrokiem spod pryzmrużonych oczu, nadal siedząc w tym samym miejscu co przedtem, aż w końcu cały orszak przeszedł obok. Ich ostre spojrzenia spotkały się przez co chwilę wpatrywali się w siebie zacięcie, tak jakby walczyli o dominację.
- Jodła - Wymamrotała w końcu kotka i podniosła się przechodząc dumnie obok kocura. Ogon mu drgnął, kiedy zamrugał parokrotnie wpatrując się w córkę Wschodzącej Fali. Szybko jednak odpowiedział, podobnym i równie mocnym tonem:
- Promyk.

<Promyk? :3>

22 marca 2019

Od Jodły C.D Lisiej Łapy

Kotka poczuła jakieś swego rodzaju przyjemne uczucie w jej wnętrzu, na myśl o spacerze. Jeszcze niedawno w jego skład wchodziło jedynie wałęsanie się z resztą po obozie, ale od jakiegoś czasu zaczęli zapuszczać się nad nieco poza obóz. Dla małej Jodełki było to naprawdę świetne doświadczenia. Najbardziej lubiła kiedy wiatr wiał jej przyjemnie w pyszczek, a z oddali słychać było popiskiwanie myszy. Raz nawet Wschodząca Fala złapała dla nich jedną, przez co podziw od koteczki do szylkretowej karmicielki wzrósł mocno.
Sama Jodła przez całe swoje życie upolowała jedynie dwa motyle - pocieszała się oczywiście, że kociaki z innych klanów, tamci nieudacznicy pewnie nie złapali żadnego w przeciwieństwie do niej... ale nadal, musiałaby złapać co najmniej czterdzieści motyli, aby chociaż twierdzić, że dokonała czegoś równie wielkiego co złapanie myszy. Oczywiście, nie przyznałaby się do tego otwarcie. Jednak osobiście wolałaby jak najszybciej złapać tą mysz, aby nikt jej tego nie wytknął. Coś tam nawet opowiadali, że kociaki tego nie robią i te pe, ale wiecie. Przecież nie mogła być jak "kociaki". Kwalifikowanie kotów tak ogólnie było nie do pomyślenia dla szylkretowej kotki, porównanie jej do co poniektórych kociaków, które ledwo otworzyły oczy było złe. Nie żeby nie lubiła takiego kozy... pf! To nawet nie chodzi o nich. Parę razy słyszała od wojowników jacy w innych klanach są nieudacznicy, więc u nich najpewniej kocięta zaczynały chodzić w wieku sześciu księżyców, a na wojowników mianowane w wieku czterdziestu. Chciała udowodnić, że jest fajniejsza, ot co! A teraz właśnie wybierała się na spacer z Cyprys, Wiatr i Lisą Łapą nieco poza obóz, wraz z najpewniej jakimś wojownikiem, którego aktualnie rudy uczeń pytał o chęci wyjścia z nimi. To oznaczało, że mogła pokazać jaka to jest odważna! W końcu wolała nie robić żadnych niebezpiecznych rzeczy przy mamie, która i tak miała naprawdę dużo na głowie, a prawdopodobny zawał w niczym by nie pomógł. Z resztą nie chciała, aby Wschodząca Fala umarła! Nigdy w życiu!
Koteczka mlasnęła, kątem oka spoglądając na swoją matkę, która już kładła się do snu. Była pewna, że raczej nic jej się tutaj nie stanie, dlatego w miarę spokojnie podreptała do reszty. W międzyczasie zerknęła kątem oka, na jakiegoś czarnego wojownika, który spokojnie przytakiwał rudemu terminatorowi. Mimo tego, że wyglądał na w miarę spokojnego, to mimo wszystko jego ogon drżał nieustannie, co nie przeszło obok Jodły obojętnie. Wolała, aby kocur nie zwiał, widząc pierwsze lepsze niebezpieczeństwo i nie zostawił ich samych gdzieś tam, daleko, poza obozem. No dobrze, wszyscy wiedzą, że zbyt daleko nie dojdą, ale dla niej każde wyjście z obozu wyglądało niebezpiecznie. Oczywiście, ona poskromiłaby każde zwierzę (a przynajmniej tak myślała), tylko co z siostrami? Wiatr może jeszcze by skopała jakiegoś lisa po mordzie, ale Cyprys?! Niby można było się wykłócać, że Okopcony Dzwonek był wojownikiem, ale na Jodle to nie robiło zbyt wielkiego wrażenie, której nie obchodziły te wszystkie rangi. Jedno to zdanie tego tam treningu, a drugie to faktycznie bycie odważnym i walecznym, a tamten na takiego nie wyglądał. Jodła za nic nie chciałaby takiego kota na mentora - o ile to robiło jakiekolwiek znaczenie, bo według niej, praktyki łapania piórek wystarczyły. Szylkretowa kotka prychnęła i machnęła ogonem, a starszy kocur spojrzał na nią przelotnie. Przy tym uśmiechnął się delikatnie.
Że co.
Czy ona wyglądała na kociaka, który łaknie uwagi innych i ich bezowocnego uśmiechu? Zastanawiała się, czemu uważali, że podoba jej się, gdy ktoś robi coś w stylu "ouuu, jesteś urocza!" albo "ah, jesteś tylko kociakiem, niedługo dowiesz się więcej". Nie miała porównania czy inni faktycznie to lubią, ale ona z pewnością nie.
Z politowaniem spojrzała prosto w oczy kocura, a następnie klapnęła sobie przy wyjściu, podczas gdy inny gramolili się do niej. Cyprys chwyciła w pyszczek złączone piórka i podskakując, popędziła prost przed Jodełkę, po drodze łaskocząc ją w nos. Kotka zamrugała parokrotnie, nie do końca wiedząc co się stało, ale szybko powróciła na ziemię i pobiegła za nią. Za nimi podążali Okopcony Dzwonek i Lisia Łapa, idąc tak obok siebie. Rudy terminator mimo wszystko jednak szybko podbiegł do nich, aby prowadzić grupkę. Szli więc tak przez obóz, a co poniektóre koty spoglądały na nich albo uśmiechały się rozbawione. Szylkretowa kotka nie zwracała jednak na to uwagi, drepcząc sobie na końcu grupki. Cyprys nadal skakała radośnie wokół nich wywijając co po chwilę fikołki, za to Wiatr szła spokojnie, nieco przed swoją siostrą bliźniaczką. Właściwie to miała kompletnie wywalone na to co się wokół niej dzieje dopóty, dopóki byli w obozie, a jej oczy zaiskrzyły dopiero wtedy, kiedy zatrzymali się przy wyjściu z tej dziury. Do środka wpadały już promienie słońca, o wiele większe niż w innych miejscach obozu. Mimo to jednak, światła nadal było mniej niż na zewnątrz, o czym przekonała się ta trójka sióstr już podczas poprzedniego spaceru.
- Okej, Jodło, Cyprys, Wiatr. Teraz wyjdziemy z obozu, a więc musicie się nas trzymać, okej? - Odezwał się terminator Księżycowego Pyłu, przeskakując między kociakami i stając z przodu. Przejechał wzrokiem po kociakach, aby upewnić się, że zrozumiały, a następnie wyszedł z obozu. Brązowooka zerknęła kątem oka na czarnego wojownika, który jedynie kiwnął głową na jego słowa i ruszył za nim. Na tą reakcję parsknęła szyderczo, a jednocześnie z rozbawieniem, sama prędko ruszając za nimi. Zmrużyła oczy widząc te wszystkie widoki, ale szybko potrząsnęła głową. Nie po to wychodzi się z obozu podczas bycia kociakiem, żeby podziwiać widoki, tylko po to, aby być jak najbardziej do przodu treningiem. Znanie znaków szczególnych było najważniejsze! No dobrze, zaraz po płoszeniu drapieżnych ptaków z oddali i obserwowaniu swoich sióstr. Mlasnęła, mrużąc oczy. Mroźny, przyjemny podmuch wiatru mierzwił jej futerko, kiedy stąpała powoli praktycznie na końcu. Nie chciało jej się na ten moment rozpędzać do większych prędkości, a i przynajmniej widziała wszystkich dobrze, idąc o tutaj. Przed nimi zaczęły pojawiać się sosny, gęsto rosnące wokoło, a także pojedyncze drzewa.
W pewnym momencie Jodła zatrzymała się gwałtownie i powąchała powietrze. Z racji tego, że stała nieco dalej od innych, najpewniej tylko ona czuła tak mocno ten zapach - mysz. Stanęła prosto, strzygąc uszami. Jej wąsy zadrżały z ekscytacji, kiedy wciągała powietrze, a ten zapach nadal nie znikał. Nie wiedziała jak polować... została nasycona jedynie jakąś krótką teorią, chociaż czasami wojownicy pokazywali jej jak powinna się ustawić. Mimo tego, że była mała szansa, aby polowanie się powiodło, ona dostrzegła w tym niepowtarzalną szansę. Tak.
Rozejrzała się niepewnie, sprawdzając czy na pewno żaden z kotów nie patrzy w jej stronę, a następnie skoczyła między drzewa, podążając za śladem.

<Lisia Łapo?>

03 marca 2019

Od Jodły C.D Lisiej Łapy

Jodła nie była już taka głupiutka jaka była jeszcze dwa księżyce czy księżyc temu. O wiele bardziej rozumiała to co się wokół dzieje, ale mimo tego, że wiedziała dokładnie, dlaczego jedni robią to, a dlaczego inni tamto, to nadal przypatrywała się klanowemu życiu, jak gdyby było to co najmniej głupie. Jakoś tak nie potrafiła wykombinować w swojej małej główce, czemu niektóre koty się wylizują nawzajem, skoro nawet ona już powoli się uczyła jak się dobrze wygimnastykować i polizać się nawet po grzbiecie. To było o wiele lepsze niż czucie czyjejś śliny na sobie. Fu! W dodatku ona sama nie cierpiała jak matka w ogóle dotykała ją językiem, a niektórzy robili to co wschód księżyca, zawsze o szczytowaniu słońca. To był jakiś rytuał czy co? W dodatku jeszcze szczerzyli do siebie te kiełki jakby je suszyli czy kto ich tam wie. Oczywiście, ona czasami lizała swoją siostrę po uchu, bo to w końcu siostra, a siostrę się kocha i tyle. Ale jakiegoś obcego kota? Znanego jedynie z wzajemnych interakcji, a czasem nawet nie? Wylizanie kogoś, bo należy do klanu było dla niej głupie. A tfu!
Stała tak więc przy wyjściu z kociarni, wychylając się co chwila i wlepiając spojrzenie w koty oblizujące się w bardzo bardzo bardzo brudnych miejscach, a następnie zagajającymi drugiego kota do rozmowy. Chciałaby tam iść i przerwać to zamieszanie, ale zdawała sobie sprawę, że na swoich tłustych nóżkach niewiele by zdziałała. Jednak nawet jeżeli by po dłuższym czasie doszła, to skończyłoby się najpewniej jak zawsze na śmiechu ze strony starszych i mądrzejszych kotów. Żachnęła się pod nosem i wycofała w głąb żłóbka, a żeby nie oglądać więcej tego, co działo się w tym obozie. Jak oceniała te wszystkie koty? No ci powiem tak średnio, tak średnio.
Wtem jednak wszedł do żłobka Lisia Łapa, na co Jodła nieco uniosła ogon, a jej duże oczka rozjaśniły się. Tego ucznia akurat lubiła, bowiem spędziła z nim trochę w żłobku. Niezbyt dużo, wtedy jeszcze niezbyt rozumiała otaczający ją świat, ale w miarę traktowała go jak jakąś dalszą rodzinę czy coś. Jeżeli więc zrozumieliście już logikę Jodły, to przyłączenie go do rodziny było jak najbardziej na plus, jeżeli patrzeć na to od strony korzyści dla Lisiej Łapy. Może na ten moment nie wpływało to zbytnio na nic, oprócz nastawienia szylkretki dopóty, dopóki ta była kociakiem, a więc na niedługo.
Słysząc jednak jego słowa zmarszczyła jedynie nieznacznie brwi, nie do końca rozumiejąc słowo "dawać w kość". Czy on się właśnie pytał czy biły swoją matkę? Niedoczekanie jakieś, no pewnie, że nie! Uniosła wysoko swój tłuściutki pyszczek i wlepiła spojrzenie w rudego terminatora, następnie przekrzywiając głowę. Wyglądała teraz zapewne jak malutka wiewiórka szukająca orzeszka, ale jakoś wtedy o tym nie myślała.
- Mama jest cała i zdrowa, chyba nikt jej nie poobijał - Sprostowała szybko sytuację, kątem oka spoglądając na Wschodzącą Falę, aby upewnić się, że nic jej nie jest. Nie, raczej była taka jak zawsze. Pachniała mlekiem, jej futerko wyglądało na miękkie i zadbane, a oczy iskrzyły rozbawieniem. Kiedy jednak kotka to powiedziała, ta znowu wybuchła śmiechem. Czy to nie był jakiś rodzaj choroby? Śmianie się bez przerwy nie było raczej zdrowe - Mamo, chyba jednak coś jest nie tak, idź po te cosie, które czasami ci daje tamten gościu z jakimiś bladymi oczami. Twierdził, że pomagają! Chociaż nie wiem, ja takim nie ufam... zbyt śmierdzi czymś gorzkim, a fu.
Oczywiście miała na myśli wtedy medyka, ale któż to wiedział? Raczej nikt oprócz tych trzech, małych dziewojek, które jak to dzieci wszystko interpretowały inaczej, ale za to rozumiały o wiele lepiej niż dorośli niektóre sprawy.

<Lisia Łapa? idk co to jest XD?>

02 marca 2019

Od Jodły C.D Lawendowej Łapy

Jodła zmierzyła wzrokiem kulkę spod przymrużonych oczu. Nie była pewna co to na gwiezdny klan jest, ale nie powiedziała nic. Zamiast tego zbliżyła się do dziwnej zabawki i dotknęła ją swoją pulchną, włochatą łapką. Nie była szczególnie ładna, ot, poprzeplatany mech, ale widząc ją Jodle nieco zaświeciły się oczy. Tyknęła ją delikatnie, a ta pokulała się po żłobku, co sprawiło, że szylkretowa kuleczka pobiegła za nią, wyglądając praktycznie jakby też się turlała, przez jej tłuszczyk. Stwierdziła, że dosyć interesujące jest kulanie piłki, mimo tego iż wyglądała z pewnością nadal jak kociak. A ona była mądrzejsza i fajniejsza niż jakieś kociaki z innych klanów, o! Z czasem jednak, kiedy dołączyła się do niej Lawendowa Łapa, jakoś zapomniała o utrzymaniu warty i po prostu zaczęły się bawić. Właściwie to uczennica była o wiele lepsza, ale córka Wschodzącej Fali również nie miała zamiaru się poddać. Kiedy jednak Jodła już tak się napaliła, że udało jej się złapać piłkę kilka razy pod rząd, uczennica stwierdziła, że może wyjść. To było z pewnością nie fair, ale przynajmniej brązowooka mogła stwierdzić, że wygrała.
- Hej, jak mogłaś bawić się beze mnie! - W jej uchu odbiły się słowa Wiatr, która oparła się o nią o wrzasnęła biednej Jodle do uszka, przy okazji ją opluwając. Z pewnością nie było to przyjemne uczucie, ponieważ przez jeszcze kilka dobrych bić serca słyszała jak to samo zdanie powtarza jej się w głowie, ale zaraz nią potrząsnęła. Spojrzała z błyskiem w oku na swoją siostrę bliźniaczkę i pokazała jej język, dodając jeszcze:
- Było nie spać! Teraz już mi się nie chce w nic grać.
Kiedy skończyła to mówić, aby uzasadnić te słowa runęła na plecy i przekręciła się, aby pójść spać. Nie została jej dana jednak taka możliwość, bowiem zaraz poczuła jak Wiatr paca ją łapami i trzęsie nią, przez co niezbyt wygodnie się jej leżało. Westchnęła i zamknęła oczy, ignorując swoją siostrę, ale ta nadal powtarzała te czynności.
- Mówisz tak, bo pewnie byłaś w tej zabawie taka słaba, że nie chcesz w nią znowu grać! - Wypaliła trzecia w kolejności córka, najwyraźniej nieco zirytowana zachowaniem swojej o kilka sekund starszej siostry. Słysząc to oskarżenie jednak, Jodła nawet nie dała szansy na wypalenie czegoś jeszcze przez Wiatr, bowiem już stała na łapach. Jej nosek był zmarszczony, a oczy zmrużone. Wiedziała najpewniej, gdzie uderzyć w słaby punkt Jodły. Ona nigdy nie pozwoliłaby na podważenie jej umiejętności, nigdy!
- Chcesz się przekonać, Wiatr? - Wypaliła kotka, marszcząc brwi, ale w jej oczach migotały psotne iskierki. Nie miała zamiaru zrobić jej krzywdy czy coś, ale było to z pewnością niemiłe wysuwać takie wnioski na poczekaniu! Nie czekając więc nawet na jej odpowiedź przysunęła do siebie piłkę łapką i powiedziała jakie są zasady gry. W końcu zaczęły się bawić, tak jak zażyczyła sobie Wiatr, ale tak naprawdę długo to nie trwało. Szybko napędzana tym, żeby dopiec siostrze, że nie jest wcale tylko zwykłą, tłustą kluchą, trąciła łapą piłkę na tyle mocno, że to pokulała się daleko, daleko... aż trafiła prosto w nos Lawendy.
- I teraz nam ją zabierze! Brawo! - Mruknęła naburmuszona Wiatr do ucha Jodły, na co ta jedynie westchnęła i ruszyła w stronę terminatorki swoim pokracznym krokiem. Stanęła jednak nieopodal, zastanawiając się nad ważną kwestią. Wątpiła, aby ta kotka jej nie oddała tej piłki. Przecież była ""śmiesznym"" i ""uroczym"" kociakiem. A więc czemu się zatrzymała? Gdyby tak pomyśleć nad zamiarami Jodły to odpowiedź była oczywista. Wiatr znowu była od niej lepsza w tej grze, a więc jeśli uczennica im nie odda to nawet lepiej! Tylko co w tym momencie zrobić...
- Najwyraźniej to znak, że nie powinnyśmy się bawić - Stwierdziła w końcu Jodła i uśmiechnęła się szeroko do Wiatr, która mruknęła coś pod nosem niezadowolona i poszła sobie. Kochała swoją siostrę i nie chciała, aby ta była smutna, ale stwierdziła, że przecież nie będzie się smucić za to, że nie będą się bawić akurat w tą grę. Zagrają sobie w inną i tyle, jak już nie będzie tej przeklętej piłeczki. Wtedy właśnie Jodła skierowała wzrok na postawną terminatorkę, która wlepiała w nią zdziwione spojrzenie. Najwyraźniej nie spodziewała się takiej reakcji po kimś, kto "lubi" się bawić.

<Lawendowa Łapo?>

20 lutego 2019

Od Jodły C.D Lawendowej Łapy

Właściwie to jej życie nie zaczęło się szczególnie widowiskowo. O tak, po prostu w pewnym momencie wszystko zaczęło się zmieniać. Z początku nie odczuwała szczególnie mocno tej zmiany, oprócz tego, że z pewnością było jej zimniej. Tak, o wiele zimniej. Nie do końca wiedziała jak tak naprawdę wygląda zimno, bowiem jedyne porównanie jakie miała to matczyne łono i żłobek, ale to zawsze coś. Wiedziała również, że wiele różnych istot znajdowało się w pobliżu niej - dwie malutkie, czyli jak się domyśliła jej siostry, a także jedna o wiele większa, którą w myślach nazywała "mamą". Z czasem zdała sobie również sprawę z tego, że sporadycznie wpadają ją odwiedzać inne koty, a także nieopodal nich kręcił się jeszcze mniejszy od reszty, ale o wiele większy od niej kocur. Właściwie to z tego etapu jej życia niewiele wywnioskowała, ale była za to niezwykle dumna, ileż to się wokół niej dzieje i zdając sobie sprawę z tego, że jest w centrum uwagi.
Później nadszedł ten etap, kiedy delikatnie uniosła powieki i zobaczyła swoją mamę. Tak, jej mama była pierwszym kotem jakiego zobaczyła, a także dla niej jednym z najpiękniejszych, aż do tej pory. Już od początku ją pokochała. Jej duże, zielone oczy pełne miłości i delikatne, puchate futerko. Zazwyczaj jednak kiedy ta lizała ją tym szorstki, mokrym językiem fukała bardzo z tego niezadowolona, w przeciwieństwie do sióstr, które dosyć to lubiły. Mimo, że szybko zakiełkowała w niej chęć bycia ładniejsza od reszty, to nie lubiła kiedy inni się na to patrzyli. Mając na myśli inni, oczywiście chodziło jej o gapiów, którzy zainteresowani nudnym życiem kociąt często przychodziły zobaczyć co te porabiają. W tym czasie również zaczęła słyszeć wyraźniej, rozumiejąc sporadycznie niektóre słowa. W zasadzie nie działo się nic ciekawego, oprócz tego, że po kilku dniach, może nawet tygodniu od urodzenia się miotu Wschodzącej Fali, trzy urokliwe koteczki zaczęły mówić. Dla Jodły było to bardzo miłe zaskoczenie, że - choć bardzo nieudolnie - potrafiła porozumieć się ze swoją rodziną lub wyrazić swoje głębokie niezadowolenie faktem, że jej mama NADAL myła ją przy innych, nawet w miejscach o których nie warto wspominać.
Pomijając już to jaka niezadowolona była z tych, a także innych faktów, których raczej nie będę wymieniać, to nie można było jej zaliczyć do tych kociąt, z kategorii marud. Większość czasu bowiem spędzała z radosnym, dumnym uśmiechem na pyszczku, często atakując swoje siostry. Niby normalne jak na kociaka, czyż nie? Właściwie to tak, ale od razu było widać jak bardzo nasza tłuściutka Jodła stara się dominować nad Wiatr i Cyprys. W większości jej się to udawało, przez jej masę i tłuszczyku, a wtedy puszyła się szczęśliwa. To był właśnie ten moment, kiedy pragnęła, aby kilka kotów akurat w tamtym momencie siedziało w żłobku. Wtedy mogła robić różne, wymyślone przez nią, dumne pozy. Mimo to nie była jakimś przygłupem, dlatego wolała się nie ośmieszać cały czas tymi swoimi pozami, a więc czasami sobie odpuszczała. Rzadko, ale jednak.
Właśnie jednego takiego dnia, kiedy szylkretka sobie odpoczywała, jedna z kotek, która często ich odwiedzała, przyszła im na wizytę. Jodła nie miała szczególnie dobrej pamięci co do imion, ale za to jej gdzieś w głębi główki sobie zakodowała. Znaczy, połowicznie, bowiem wiedziała jedynie, że było to coś związanego z kwiatami. Kwiecista Łapa? Mmm, to byłoby zbyt łatwe, a więc z pewnością musiało to być coś innego... ah, tak! Lawendowa Łapa. Kotka była widocznie zdyszana, dlatego mała przewróciła się z pleców na brzuszek i podniosła się, wpatrując się dużymi, przeszywającymi oczami w uczennicę. Jej mina zainteresowania i zachłannego starania się rozwikłać powód jej przemęczenie, z pewnością nie pasowała do jej pyszczka. Posiadała na tyle tłuściutkie policzki, że wyglądała jak jakaś agresywna wiewiórka. Jakże tego nie lubiła! Wyglądała wtedy strasznie niepoważne, a to mijało się z celem.
- Czo tu robisz? - Wymamrotała marszcząc nosek i mrużąc oczka - Nawet ja wiem, sze jak ktosz jest zmęczony, to powinien odpocząć.
Słysząc jak jedna z szylkretowych kuleczek się odzywa, obydwie kotki - Lawendowa Łapa i jej matka, spojrzał się na nią z rozbawieniem. Uczennica wydała z siebie krótkie westchnięcie, najpewniej rozczulona zachowaniem Jodły i jej nieudolnym próbowaniem wypowiedzenia chociaż jednego zdania, ale tamtej wcale nie było do śmiechu.
- Wschodząca Fala to moja mentorka, muszę ją odwiedzać, wiesz?
Ha! I jeszcze śmiała mówić do niej takim tonem, jak gdyby próbowała ją jakoś pouczyć. Tak większość do niej mówiła. Wteyd ich oczy błyszczały, jak gdyby chcieli okazać jej zrozumienie i dodać "Jesteś kociątkiem, jeszcze dużo rzeczy nie wiesz". To było drugie zaraz po wylizywaniu, czego brązowooka strasznie nie lubiła. Podeszła więc nieco ślamazarnie, ale z wyprostowanym całkiem do nieco starszej od niej kotki, a następnie spojrzała jej się prosto w oczy. Otworzyła pyszczek po chwili ciszy i zapytała poważnie:
- Szemu niby?
- Przecież...
Dziwnie napiętą ciszę, przerwał chichot Wschodzące Fali, który po chwili zamienił się w bardzo głośny śmiech. Zdawała się być rozbawiona do łez, a widząc to Jodła zrobiła swoją najbardziej naburmusziną minę jaką umiała. Nawet ty Brutusie, przeciw mnie? Liczyła, że chociaż jej matka dojrzy w swoim dziecku powagę, ale najwidoczniej wydało jej się śmieszne zachowanie swojej drugiej w kolejności córeczki.
Jodła wteyd najzwyczajniej w świecie opuściła to towarzystwo, oczekując okazji, kiedy faktycznie będzie miała co tam zrobić i być brana na poważnie. Umościła się w mchu, nieopodal swoich sióstr, które spały na ten moment w kupce. No cóż, czyli była sama. Oparła się o mech i wystawiła język, pusząc policzki, a następnie burcząc nieprzyjaźnie.
- Nikt mnie nie biesze na powasznie! - Burknęła do siebie wpatrując się w dwie, starsze od niej kotki nadal zapłakane do łez. Wtem obok niej znikąd zmaterializował się Lisek i stwierdził:
- Tak to już bywa.
Niezadowolona z tego, że ją słyszał, a także z jego niesatysfakcjonującego spostrzeżenia, jedynie westchnęła i umościła się wygodniej w posłaniu. Skupiła swój wzrok na Wiatr, która wreszcie się obudziła, dlatego planowała w swojej główce jakieś nowe zabawy, żeby pokazać, że jest taka fajna jak ich mama, a więc nie zauważyła jak Lawendowa Łapa zbliżyła się do nich i tyknęła ją łapą. Jej pierwszą reakcją było drgnięcie i odskoczenie, ale kiedy zobaczyła uczennicę uspokoiła się.
- Ale nie obrażaj się na nas, co, Jodło? - Wymamrotała uczennica i zrobiła smutną minkę, a kotka zamrugała parokrotnie. Że co? Czy ona udawała właśnie przed nią błazna, łasząc się jak gdyby zrobiła coś bardzo złego? Z początku mała była taka zdziwiona zaistniałą sytuacją, że nie zareagowała, ale po chwili zdała sobie sprawę, że to dobrze. Przynajmniej nie jest już kociątkiem w jej oczach, które zapomni o wszystkim na następny dzień.
- Nie, szkoro pszydzielili cię mojej mamie, to muszisz być fajna. Chyba. - Stwierdziła, wysuwają ten wniosek na poczekaniu i czekając na reakcję kotki. Jej spojrzenie było o wiele bardziej łagodnie i mniej naburmuszone niż przed chwilą.

<Lawendowa Łapo?>