Następnego dnia, pierwsze co zrobił po przebudzeniu to skierował łapy w stronę legowiska medyków. Gorzki płacz dobiegł do jego uszy. Poczuł nieprzyjemne mrowienie. Stało się coś złego, a on nie chciał dopuścić do siebie tej myśli. Podszedł niepewnie do płaczącej Owczego Futerka. Jej partner Biały Kieł przytulał ukochaną, a Puszyste Futro jedynie siedziała w milczeniu wpatrując się w martwe ciało. Imbirowy Korzeń leżał nieprzytomnie. Jego broda splamiona była krwią. Oczy zamknięte. Smród śmierci unosił się w powietrzu mieszając ze smutkiem. Aroniowa Gwiazda nie wierzył w to co widział. Nie chciał. Tak bardzo nie chciał.
— To... to nie może być prawda. — szepnął do siebie.
Pokręcił łbem, nie dowierzając. Gorzki żal pojawił się szybciej niż spodziewał. Twarda gula stanęła mu w gardle nie pozwalając wydusić z siebie słowa. Jedynie siedział, wpatrując się z niedowierzeniem w martwe ciało.
Znów ją stracił, tym razem jeszcze gorzej niż poprzednio.
— Aroniowa Gwiazdo!
— Co się stało? — pytanie bardziej brzmiało jak warknięcie.
Ostatnie czego chciał usłyszeć to to, że Burzaki znów przekroczyły granicę.
— Iskrzący Krok pobił się na granicy. Z tą kotką, co przekroczyła księżyc temu granicę z innym Burzakiem... — jej głos się łamał, lecz na pysku pozostawał wymuszony uśmiech. — Najwidoczniej wyjaśniali sobie parę spraw.
Cynamonowy kocur bał się podnieść wzrok. Zielone ślipia utkwione były w ziemi, a krew spływała z oberwanego ucha.
— Weź go do medyka. Później z nim porozmawiam.
Kotka skinęła łbem, a Aronia spojrzał na ciągnącą się polanę należącą do Burzaków. Mokra Gwiazda nie mógł nic im zarzucić. Oni tylko bronili granic. Choć patrząc na rany Iskrzącego Kroku i tamta kotka pewnie była nieźle poturbowana. Ruszył do legowiska medyków. Mglisty Sen przyklejała pajęczynę na rany wojownika. Na widok lidera tylko mruknęła jakieś ciche niezrozumiałe powitanie.
— Jesteś zadowolony z tego co zrobiłeś?
Iskrzący Krok nie odpowiedział.
— Zemściłeś się?
Cynamonowy nadal milczał.
— Myślisz, że Krótki Szczupak byłby z ciebie dumny? — syknął to, zmuszając wojownika do spojrzenia mu ślipia.
— M-myślę, że na pewno chciałby żyć. — odparł cicho i ze smutkiem kocur. — Miał tylko szesnaście księżyców. Całe życie przed sobą. Przyjaciół. Kochającą mamę. T-to... to nie on powinien umrzeć tego dnia. — ostatnie zdanie ledwo z siebie wyrzucił.
Zielone ślipia wypełniły się znów łzami. Aroniowa Gwiazda odwrócił wzrok, czując się głupio. Nie mógł go pouczać, wiedząc, że pewnie sam zrobiłby to samo. I pewnie nie żałował. Zapłakany cynamon jakoś przypominał mu Porzeczkę. Ona także zrobiła coś wbrew jego woli. Coś co uważała za słuszne. Nie mógł skrzyczeć Iskrzący Krok, jak tamtej wieczoru Imbirowy Korzeń. Sumienie by go zjadło.
— Odpocznij. — mruknął do kocura. — Mam nadzieję, że porządnie przeryłeś jej pysk.
Iskrzący Krok nie odpowiedział, jedynie smutnie się uśmiechnął.