BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aroniowa Gwiazda x Imbrowy Korzeń. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aroniowa Gwiazda x Imbrowy Korzeń. Pokaż wszystkie posty

04 listopada 2020

Od Aroniowej Gwiazdy CD. Imbirowego Korzenia

*akcja po ostatnim opku Imbiru*

Wiedział, że przesadził. Ale był zły. Zakazał jej, a ona i tak zrobiła swoje. Naraziła swoje życie i zdrowie. A on nie mógł stracić jej kolejny raz. Nie w taki beznadziejny sposób. Machnął ogonem, starając się od gonić od siebie złe myśli. Liczył, że Poranna Zorza jednak coś zaradzi na chorobę kocura. Przecież był medykiem. Oni znali się na tych ziółkach. Chciał wrócić, ale widząc powracającego płowego, stwierdził, że przełoży to na jutro. Jutro przeprosi za te słowa i wszystko znów na to będzie dobrze. Zamykając ślipia w swoim legowisku, układał niezgrabny plan rozmowy. Zrezygnowany tym, że nic nie brzmi dobrze, postanowił w końcu pójść spać. 
Następnego dnia, pierwsze co zrobił po przebudzeniu to skierował łapy w stronę legowiska medyków. Gorzki płacz dobiegł do jego uszy. Poczuł nieprzyjemne mrowienie. Stało się coś złego, a on nie chciał dopuścić do siebie tej myśli. Podszedł niepewnie do płaczącej Owczego Futerka. Jej partner Biały Kieł przytulał ukochaną, a Puszyste Futro jedynie siedziała w milczeniu wpatrując się w martwe ciało. Imbirowy Korzeń leżał nieprzytomnie. Jego broda splamiona była krwią. Oczy zamknięte. Smród śmierci unosił się w powietrzu mieszając ze smutkiem. Aroniowa Gwiazda nie wierzył w to co widział. Nie chciał. Tak bardzo nie chciał. 
— To... to nie może być prawda. — szepnął do siebie. 
Pokręcił łbem, nie dowierzając. Gorzki żal pojawił się szybciej niż spodziewał. Twarda gula stanęła mu w gardle nie pozwalając wydusić z siebie słowa. Jedynie siedział, wpatrując się z niedowierzeniem w martwe ciało.
Znów ją stracił, tym razem jeszcze gorzej niż poprzednio.



* * *

Upał stawał się coraz bardziej nieznośny. Mało kto miał ochotę opuszczać legowisko. Większość wojowników spędzała czas w cieniu starej wierzby lub skakała wesoło w jeziorze. Aronię niepokoił poziom wody. Drastycznie spadł. Jezioro powoli wysychało, a im jedynie pozostawało się modlić do Klanu Gwiazd o burzę. Nie widzieli już tak dawno deszczu, że kocur niemal zapomniał, jak przyjemnie się w nim stoi. Suche powietrze jednak nie zapowiadało takich przyjemności. Niechętnie wyszedł z legowiska, by napić się trochę wody. Zeskoczył z pnia drzewa, lądując koło siedzących w ciszy Owczego Futerka i Białego Kła. Nadal przeżywali stratę syna. Imbirowy Korzeń odszedł zaledwie księżyc temu, lecz do Aroniowej Gwiazdy nadal to nie docierało. Stracił siostrę ponownie. Odgonił tą myśl ponownie. Nie mógł teraz się tym rozpraszać, choć z dnia na dzień ochota zagrzebania się gdzieś głęboko w legowisku i nie wychodzenia na zewnątrz, by płakać coraz bardziej rosła. 
— Aroniowa Gwiazdo! 
Odwrócił się, by ujrzeć zakrwawionego Iskrzący Krok trzymanego przez zmartwioną Biegnący Potok. Kocur nie wyglądał dobrze. 
— Co się stało? — pytanie bardziej brzmiało jak warknięcie. 
Ostatnie czego chciał usłyszeć to to, że Burzaki znów przekroczyły granicę. 
— Iskrzący Krok pobił się na granicy. Z tą kotką, co przekroczyła księżyc temu granicę z innym Burzakiem... — jej głos się łamał, lecz na pysku pozostawał wymuszony uśmiech. — Najwidoczniej wyjaśniali sobie parę spraw. 
Cynamonowy kocur bał się podnieść wzrok. Zielone ślipia utkwione były w ziemi, a krew spływała z oberwanego ucha. 
— Weź go do medyka. Później z nim porozmawiam.
Kotka skinęła łbem, a Aronia spojrzał na ciągnącą się polanę należącą do Burzaków. Mokra Gwiazda nie mógł nic im zarzucić. Oni tylko bronili granic. Choć patrząc na rany Iskrzącego Kroku i tamta kotka pewnie była nieźle poturbowana. Ruszył do legowiska medyków. Mglisty Sen przyklejała pajęczynę na rany wojownika. Na widok lidera tylko mruknęła jakieś ciche niezrozumiałe powitanie. 
— Jesteś zadowolony z tego co zrobiłeś? 
Iskrzący Krok nie odpowiedział. 
— Zemściłeś się? 
Cynamonowy nadal milczał. 
— Myślisz, że Krótki Szczupak byłby z ciebie dumny? — syknął to, zmuszając wojownika do spojrzenia mu ślipia. 
— M-myślę, że na pewno chciałby żyć. — odparł cicho i ze smutkiem kocur. — Miał tylko szesnaście księżyców. Całe życie przed sobą. Przyjaciół. Kochającą mamę. T-to... to nie on powinien umrzeć tego dnia. —  ostatnie zdanie ledwo z siebie wyrzucił. 
Zielone ślipia wypełniły się znów łzami. Aroniowa Gwiazda odwrócił wzrok, czując się głupio. Nie mógł go pouczać, wiedząc, że pewnie sam zrobiłby to samo. I pewnie nie żałował. Zapłakany cynamon jakoś przypominał mu Porzeczkę. Ona także zrobiła coś wbrew jego woli. Coś co uważała za słuszne. Nie mógł skrzyczeć Iskrzący Krok, jak tamtej wieczoru Imbirowy Korzeń. Sumienie by go zjadło. 
—  Odpocznij. — mruknął do kocura. — Mam nadzieję, że porządnie przeryłeś jej pysk. 
Iskrzący Krok nie odpowiedział, jedynie smutnie się uśmiechnął. 

13 października 2020

Od Aroniowego Podmuchu (Aroniowej Gwiazdy) CD. Imbirowego Korzenia

 Aroniowy Podmuch westchnął. Pigwa przepadł, a wraz z nim jego główny podejrzany. Trzepnął ogonem niespokojnie. 
— To wszystko. — odpowiedział szybko. — I...
Imbir zmarszczył brwi. Jego ogon zawirował w powietrzu. 
— I...? 
Aronia wbił wzrok we własne łapy. Ta sytuacja była taka dziwna. Mówić do siostry uwięzionej w ciele młodego kocura. Jak kotka radziła sobie w tej sytuacji, to było nie pojęte dla Aronii. 
— I uważaj na siebie. — mruknął, jakby od niechcenia. 
Imbir uśmiechnął się lekko. 
— Ty na siebie też. 
Odmaszerowali każdy w swoją stronę. On musząc zająć się pogrążonym chaosem klanem, ona idąc na patrol. Tyle się zmieniło, a czasem wszystko wydawało się jak dawnej. Tylko z trzy razy większymi problemami. Aroniowy Podmuch westchnął. Bał się co czekało go w przyszłości. 

* * *

Wściekły krążył wokół wierzby. Był zły. Nie rozumiał jakim cudem udało mu się wymknąć Pigwowemu Kle. Był już tak stary, że nie mógł go dogonić, czy jego klan tak tępy, że nikt nie zdołał złapać i przetrzymać tego obślizgłego lisiego bobka? Gniewnie uderzył kupę śniegu. Nie mógł pozwolić by Pigwie uszło to na sucho. Nie wybaczyłby sobie tego. Na myśl o Słodkim Języku wysunął pazury. Nie zamierzał dopuścić by i ta historia zatoczyła kręgu. Nie darowałby sobie tego. Pigwowy Kieł musiał zostać odnaleziony i ukarany. Przez nich. Widząc przyglądającego się mu z daleko kota, poczuł jak irytacja w nim rośnie. Przez pościg Wrzosowa Łapa złapała parę kolców w łapie, a Płotkowy Skok po stracie już jednego kociaka stała się nadwrażliwa i zrobiła mu awanturę o to. Aroniowa Gwiazda modlił się do Klanu Gwiazd o szybsze zabranie nieznośnej dawnej wojowniczki. Ta zdecydowanie miała zbyt dużo czasu. 
— Czego? — palnął do stojącego za nim kota, gdy ten okazał Imbirowym Korzeniem, który również był podenerwowany. 
Westchnął. 
— Coś się stało?
Imbir położył uszy zły na siebie. 
— To moja wina. — mruknął cicho. — Gdybym tylko go lepiej upilnowała tą mysią strawę...
Aronia trzepnął ogonem, wzdychając. Jeśli czyjąkolwiek winą miała być ta tragedia to jego. Mógł zamiast puścić Pigwę wolnego, zaciągnął siłą do obozu. Pokręcił łbem ze zrezygnowaniem. Przez gniew kompletnie nie myślał. Nie mógł pozwolić sobie na drugą taką sytuację.
— Nie wiń się, wszyscy jakoś na walili. — stwierdził niechętnie. — Pewnie teraz na mnie będzie czyhał ten gnojek. Nie odpuści do póki mnie nie dorwie. 
Niebieskie ślipia spotkały się z pomarańczowymi. 
— To czemu wysyłasz coraz mniej wojowników na patrole tam? — spytał Imbirowy Korzeń, siadając koło brata. — Nie lepiej go wytropić i mieć to już z głowy? 
Czarno-biały westchnął. 
— Pewnie gdzieś się zaszył, skoro nadal go nie znaleźliśmy. Musimy poczekać, aż poczuje się znów bezpiecznie i wystarczająco głodny, by wystawił łapy ze swojej nory.

<Imbir?>

wyleczeni: Płotkowy Skok


28 września 2020

Od Aroniowego Podmuchu CD. Imbirowej Łapy (Imbirowego Korzenia)

Słysząc słowa niebieskiego, niemal zakrztusił się śliną. Z niedowierzeniem spojrzał na Imbir. 
— Kto ci takich głupot nagadał, co? — warknął ściszonym głosem, wbijając parę pomarańczowych ślip w uczniaka.
Kocurek uciekł wzrokiem w lewo, a jego ogon owinął ciasno długie łapy młodzika.
— Czy to ważne...? — mruknął. — To jak było w końcu?
Aronia westchnął, rozglądając się po klanie. Musiał odkryć kto rozgadywał takie bzdury i dlaczego. Pstrągowa Gwiazda nie była może idealna, ale na pewno nie zabiłaby od tak swojego lidera. Tak przynajmniej mu się wydawało. Końcówka ogona zastępcy drgnęła niespokojnie. 
— Podobno Dwunogi go porwały... — miauknął zamyślony. — Ale parę księżyców później znaleźliśmy jakieś kości na naszym terenie... Możliwe, że samotnika. Chyba najprawdopodobniej, ale... możliwe też, choć wątpię, że to były szczątki Deszczowej Gwiazdy. Choć raczej to mało prawdopodobne. Przecież ta niebieska kupa futra była zbyt miękkim mysim bobkiem, by mieć wrogów — stwierdził cicho, spoglądając na niebo.
Oczy Imbiru otworzyły się szerzej.
— Czyli, jest szansa, że...
— Nie — przerwał mu Aroniowy Podmuch, wstając. — Dużo się wtedy działo w klanie i prawie nie odstępowałem Pstrągowej Gwiazdy na krok. Poza tym to Pigwowy Kieł był przy tym jak Dwunogi porwały kocura. Pstrągowa Gwiazda wtedy była ze mną w klanie. — wyjaśnił.
Cała prawda kryła się u Pigwy. Jego nieszczęsny syn, przekleństwo od losu i życiowa pokraka wchodząca mu w wszelkie plany musiała mieć coś na sumieniu. Aronia zmarszczył brwi. 
— Muszę coś sprawdzić — mruknął do Imbiru. — Skup się na treningu, a nie na jakiś durnych plotkach. 
Imbir syknął coś za nim, ale zamyślony Aronia był już myślami gdzieś indziej. Musiał dorwać tego niedorobionego szczura jak będzie miał czas. 

* * *

Nerwowo krążył wokół starej wierzby. Przez Imbir zaczął znów rozmyślać śmierć poprzedniego lidera. Tamte kości... pomimo minimalnych szans, wciąż była opcja, że to były szczątki Deszczowej Gwiazdy. Nie miał na to dowodu, ale nie często na ich terenach padali od tak samotnicy. Tym bardziej, że wyczuliby smród jakby jakiś kręcił się po ich terenie. Niezadowolony wbił pazury w ziemie. Nie podobało mu się to wszystko. Ani trochę. Rozejrzał się niespokojnie po obozie. Widząc niebieskie futro, skierował łapy w jego stronę. Wolał chwilowo nie dzielić się swoimi teoriami z Pstrągową Gwiazdą. Wnuczki to jedyne co jej pozostało po córce i póki nie miał dowodów, wolał nie ryzykować z jej pochopną opinią. 
— Porzeczko... znaczy Imbirze — mruknął, dając znać, by ten poszedł z nim na ustronną część wyspy. — Wiem, że to dziwnie zabrzmi, ale możesz mieć oko na Pigwowy Kieł? 


<sister?>

17 sierpnia 2020

Od Aroniowego Podmuchu CD. Imbiru (Imbirowej Łapy)

— W-wcale nie! — pisnął, wpatrując się w niebieskiego kocurka.
Skąd szczyl mógł to wiedzieć? 
Niedźwiedzie Futro nie żył już dobre paręnaście księżyców. 
— A właśnie, że tak, wyrzygany kłaku! — odpowiedział mu Imbir. 
Aronia zjeżył się. Miał ochotę zedrzeć mu z pyska ten cwany uśmiech. 
— No chyba ty — warknął na syna Owczego Futerka. 
Imbir pokazał mu język. 
— To co teraz mi wierzysz? — mruknął, wbijając parę niebieskich ślipi w zastępce. 
Aroniowy Podmuch zawiesił się na uderzenie serca. Imbir nie mógł wiedzieć tych wszystkich rzeczy. Nawet jeśli mógł zgadywać jakieś ich przygody z Dębowym Futrem to szansa, że od tak idealnie zgadł imię Niedźwiedziego Futra była niewielka. Aronia przegryzł wargę. Nie wiedział sam co robić. Wszystko wskazywało na to, że Imbir jest jego siostrą Porzeczkową Łapą, ale czemu? Szylkretka zmarła wiele księżyców temu. Skąd wzięła się w ciałku małego kocurka? 
W co sobie pogrywali Gwiezdni?  
— Może — burknął Aronia w końcu — Mówiłeś... znaczy mówiłaś już o tym komuś? — sam nie wierzył, że te słowa wyszły z jego pyska. 
Wszystko było takie dziwne. Sam ledwo w to wierzył. Nie miał pojęcia co zrobić teraz z Imbirem, znaczy z Porzeczkową Łapą. Czy powinni poradzić się klifiańskiego medyka? A może powiedzieć o tym Pstrągowej Gwieździe? Czy ktokolwiek spotkał się już z taką sytuacją? Aronia coraz bardziej nie wiedział co powinien robić. 
Siedzieć cicho, czy szukać odpowiedzi?
— Nie — mruknął Imbir. 
— Hmm — mruknął jedynie, kierując łapy w stronę wyjścia. 
— Przyjdziesz... przyjdziesz jeszcze kiedyś do mnie? — zawołał Imbir, widząc zmierzającego do wyjścia kocura. 
Aronia zatrzymał się. Miał taki mętlik we łbie. Sam nie do końca wierzył jeszcze w to wszystko. Znaczy wierzył, ale jego rozum nadal nie dopuszczał tego do siebie. To wszystko było.. było takie dziwne. 
— Może — mruknął cicho, wybiegając pospiesznie. 
Uniósł łeb ku górze, by spojrzeć na niebo. Nie rozumiał czemu Gwiezdni znów robi mu miazgę uczuć. Dopiero co stracił całą rodzinę, jedyną przyjaciółkę i prawie ukochanego, a oni teraz zsyłali na ziemię jego siostrę w ciele kocurka. 
Co to wszystko miało znaczyć?

* * * 

Porzeczkowa Łapa została Imbirową Łapą szybciej niż Aronia się obejrzał. Kocurek dostał na swoją mentorkę Zbożowy Kłos. Zastępcy średnio podobał się ten wybór. 
A co jeśli ta utopi mu siostrę niczym swojego mentora?
Aronia pokręcił łbem, odrzucając tą myśl. Nie mógł stracić jej w ten sam idiotyczny pomysł. Widząc wracających z treningu koty, podszedł do nich. 
— Witaj, Aroniowy Podmuchu — mruknęła Zbożowy Kłos. — Coś nie tak? — zapytała, widząc jego wzrok. 
— Muszę porozmawiać z Imbirową Łapą — wyjaśnił, dając niebieskiemu znać, żeby podszedł z nim. 
Imbir spojrzał na niego zdziwiony i podążył za nim. 
— Co jest? — zapytał. — Coś się stało?
W niebieskich ślipiach pojawiło się lekkie zdezorientowanie. 
— Zbożowy Kłos uczyła cię już pływania? — burknął poważnym tonem. 

<Imbir?>

23 lipca 2020

Od Aroniowego Podmuchu CD. Imbiru

Usłyszawszy słowa malca, wyciągnął pazury. Futro zjeżyło się na grzbiecie Aroniowego Podmuchu. 
— Jak śmiesz tak sobie żartować?! — uniósł się na kocie, przyciągając uwagę innych. — Jak śmiesz?! 
Kocurek spojrzał stanowczo na zastępcę. 
— Nie żartuję, Aronio ja... — jednak nie dane było mu skończyć. 
— Jasne! Jasne! Przeklęte mysie bobki! Kto?! Kto wymyślił tak durne żarty?! Durne smarkacze! Durne mysie bobki! Kto ci o niej powiedział?! Kto?! Kto ci powiedział o Porzeczce?! — wrzasnął na kociaka. 
Imbir otworzył pyszczek, lecz nie zdążył wypowiedzieć ani słowa. 
— Pewnie twoja matka pieszczoszka, co? Ulana zdrajczyni! O zbyt długim języku! Każdy w tym durnym klanie musi paplać i paplać! Nie macie lepszych rzeczy do robienia niż rujnowanie mi życia?!
Nigdy nie sądził, że ktoś z klanu będzie śmiał tak z nim pogrywać. Że kociaki są na tyle durne, że do łbów wpadają im takie żarty. Gniew buzowała w ciele zastępcy. Wszelkie głosy rozsądku mówiące żeby nie wyżywał się tak na kociaku poddały się już dawno. Nie obchodziła go opinia innych. Nie obchodziło go to, że nie powinien się tak unosić na małego kociaka. To on przekroczył granicę. To on poruszył zakazane tematy. To on robił sobie żarty z śmierci jego siostry! Jeszcze w tak żałosny sposób. 
— Aroniowy Podmuchu to naprawdę ja — nie poddawał się kocurek. — Pamiętasz jak... jak... — widać było, że zastanawia się nad czymś. 
Lecz wszelka cierpliwość zastępcy wygasła już dawno. Chwycił kocie w pysk i odniósł do kociarni. 
— Nie zbliżaj się do mnie więcej — wycharczał. 
W niebieskich ślipiach pojawiły się łzy. Imbir odbiegł od niego z płaczem. Aronia poczuł lekki smak satysfakcji. Głupiemu kocięciu się należało.

* * *

Sprawa z durnego żartu kocięcia chodziła mu po łbie. Czuł potrzebę ukarania kogoś za to. Zbyt wielką by zignorować. Owcze Futerko musiała ponieś konsekwencje za swój zbyt długi język. Widząc, że pulchna kotka opuściła kociarnie, by rozprostować kości, szybkim krokiem podążył w jej stronę.
— O, witaj kwiatuszku — przywitała go z uśmiechem. Zmarszczyła brwi na widok jego złości. — Coś nie tak, słoneczko? 
Aronia prychnął zły. 
— Nie mów do mnie tak — warknął na karmicielkę. — Czemu mówiłaś swoim durnym kociakom o mojej siostrze? 
Zaskoczenie pojawiło się na pysku kotki. Karmicielka szybko pokręciła łbem. 
— Nie powiedziałam, kwiatu.... Aroniowy Podmuchu — miauknęła Owcze Futerko drżącym głosem. — Naprawdę, nie mówiłam.
Aroniowy Podmuch zjeżył się na karku i prychnął wściekle. 
— To czemu niby Imbir twierdzi, że jest moją siostrą?! — warknął na kotkę nie potrafiąc już trzymać emocji na wodzy. 
Karmicielka opuściła smętnie uszy. 
— Naprawdę nie wiem, słone... Aroniowy Podmuchu — wyznała cicho z krającym serce głosem. 
Jej niebieskie ślipia podobnie jak syna zabłysnęły od łez. Aronia pokręcił łbem z rezygnacją. Będzie musiał wyciągnąć od Imbiru skąd wie o jego siostrze.

* * * 

Pozostali przesłuchiwani także nie przyznawali się do winy. Aronii nie podobało się to pogrywanie z nim. Pierw durny żart kociaka, a teraz żaden wojownik nie miał na tyle honoru, by przyznać się do winy. Może jednak Pstrągowa Gwiazda miała rację z klanem tchórzy. Łapy zastępcy powędrowały w stronę kociarni. Wolałby się nie widzieć z tym śmieszkiem Imbirem, ale potrzeba ukarania winnego była silniejsza. Owcze Futerko na jego widok położyła uszy. 
— Witaj, kwiatu... Aroniowy Podmuchu — miauknęła do niego cicho. 
— Gdzie Imbir? — zapytał bezpośrednio. 
Karmicielka wskazała ogonem koniec kociarni. Aronia spojrzał w tamtym kierunku. Maluch siedział nad kawałkiem mchu i zastanawiał się nad czymś. Wyglądał dość ponuro, lecz nie obchodziło to Aronii. Podszedł do Imbiru. 
— Ej ty — syknął, popychając kocie. 
Imbir spojrzał na niego ponurym wzrokiem. 
— Tak? — parsknął. 
— Skąd wiesz o Porzeczce? 
Imbir westchnął. 
— Już ci mówiłem — oznajmił, uciekając wzrokiem gdzieś indziej. 
Aronia wywrócił oczami. Uparte kocie wciąż drążyło swój nieśmieszny kawał. 
— Tak?! — uniósł się nieco za bardzo. — To powiedz mi coś co wiedziała tylko Porzeczka!
Sam nie wiedział czemu dawał mu tak głupią szansę. 

Wynik był oczywisty. 

<Imbirze? wykaż się>

12 lipca 2020

Od Aroniowego Podmuchu CD. Imbiru

Z marną myszą wkroczył spokojnym krokiem do kociarni. Myślami będąc gdzieś indziej nawet nie zauważył, że jedno z kociąt Owczego Futerka przyglądało mu się uważnie. Jedyne co wiedział, że malce były dwa i miały jakieś dziwne imiona. Chyba coś z puchem i jakiś Żwir. Kocur mimowolnie drgnął na imię starej beznadziejnej liderki. 
— Hej, panie wojowniku! — zaczepiło go jedno z kociąt. — Opowiesz nam coś wojowniczego? — poprosiła mała. — Proszę! Proszę! Proszę! 
Owcze Futerko przygarnęła szybko liliowe kocie nim Aroniowy Podmuch zdążył zareagować. 
— To nasz zastępca Aroniowy Podmuch, kwiatuszku — wyjaśniła małej. — Jak Pstrągowa Gwiazda odejdzie do Klanu Gwiazd to Aroniowy Podmuch zostanie liderem 
Kocur uśmiechnął się pewnie pod nosem, lecz nie umknęło mu zaskoczenie na pysku drugiego malucha. Jego niebieskie ślipia w kolorystyce nieco podobne do sierści przyglądały mu się od samego początku. Teraz malowało się w nich niemałe zdziwienie. Czyżby sądził, że Aronia nie nadaje się na lidera? Kocur zmarszczył nos. 
— A temu co? — syknął do karmicielki. — Oby nic poważnego w końcu Truskawkowa Łapa tylko bardziej go uszkodzi... — urwał na myśl o pierdołowatym synu. 
Pstrągowa Gwiazda także traciła już do niego cierpliwość. Czas trafienia Truskawka do starszyzny był tylko kwestią czasu. 
— Imbirze, słoneczko nie patrz tak na Aroniowy Podmuch — zganiła delikatnie syna Owcze Futerko ze słabym uśmiechem na pysku. — To niegrzeczne — dodała. 
W niebieskich ślipiach zabłysnęła dziwnie znajoma Aronii iskra. Kocurek nic nie odpowiedział tylko nadal zaskoczony przyglądał się mu.

<imbir?>