BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Wilka!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Klanie Wilka!
(trzy wolne miejsca!)

Miot w Klanie Nocy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 6 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Senna Łapa x Brukselkowa Zadra. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Senna Łapa x Brukselkowa Zadra. Pokaż wszystkie posty

14 października 2025

Od Brukselkowej Zadry CD. Mglistego Snu

Dawno temu

Tamtej nocy Brukselkowa Zadra nie odważyła się, by wstąpić do legowiska wojowników. Dotarła do obozu pierwsza, lecz od razu skierowała się w stronę starszyzny, by następnie położyć się w gnieździe obok Kwitnącego Kalafiora. Miała dość. Łapy ją piekły, lecz sama nie wiedziała z jakiego powodu. Była po prostu zmęczona, a w dodatku czuła, jakby jej gardło było oplecione cierniami. Bolało ją całe ciało, a myśli wirowały w głowie, jednak w końcu zasnęła, wsłuchując się w spokojny oddech matki, który choć trochę ją uspokoił.
Rankiem obudziła się jeszcze bardziej zmęczona niż nocą. Wiedziała, że czeka ją trudna rozmowa z Mglistym Snem, a także z Zaćmioną Łapą i Gwiazdnicową Łapą. Nie mogła ukryć, że bała się konfrontacji. Obawiała się, że nikt nie poprze jej punktu widzenia, że zostanie uznana za tę “złą”, a kocięta się od niej odwrócą i znów straci wszystko, co było jej bliskie. Wszystko, co wydawało się choć odrobinę stabilne. Dlaczego nie mogła pogodzić ze sobą więzi z Wrotyczową Szramą i własnymi dziećmi? Nie chciała rezygnować ani z jednego, ani z drugiego, ale miała wrażenie, że prędzej czy później ktoś zmusi ją do wyboru. Ogarniał ją lęk. Czuła się bezsilna, uwięziona, jakby tylko czekała na nieuniknione. Każdy jej krok w przód zdawał się prowadzić donikąd, a każda próba rozwiązania problemu jedynie pogarszać sytuację. Nie chciała, by Mglisty Sen oddalał się od bliskich i zamykał w sobie, ale nie mogła też przyznawać mu racji wbrew własnej woli. Powiedziała mu szczerze to, co myślała. A może właśnie w tym tkwił błąd? Może ubrała to w złe słowa? Cała sytuacja wydawała się jej tak absurdalna i bezsensowna, że coraz trudniej było jej znaleźć w sobie siłę, by dalej próbować załagodzić ten konflikt.
Gdy pierwsze promienie słońca wdarły się przez wejście do legowiska, liliowa ciężko sapnęła i zakryła zmęczone oczy łapami. Nie chciała wstawać. Wiedziała, co ją czeka poza miękkim posłaniem – chłód i frustracja Mglistego Snu, a także nieprzewidywalne reakcje dwóch córek. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że kocur uważał milczenie za ignorancję, więc może rozmowa rzeczywiście była lepsza. Nawet jeśli groziła kolejnym rozłamem, przynajmniej dałaby jej jasność, gdzie tak właściwie stoją.
Powoli uniosła się z posłania i mrużąc oczy, spojrzała na polanę. Zobaczyła tam czarnofutrego wojownika, jedzącego śniadanie. Zmęczonym krokiem ruszyła w jego stronę, a gdy skończył przeżuwać, uniósł na nią wzrok. Brukselka nie uśmiechnęła się, lecz w jej spojrzeniu coś się zmieniło – stało się miększe, trochę przepraszające i mówiące: “Proszę, przestańmy już”.
— Cześć… — mruknęła cicho, siadając ostrożnie obok kocura. Nie wiedziała, na ile komfortu mogła sobie jeszcze pozwolić w jego obecności. Czuła, jakby każdy jej ruch mógł go urazić i spłoszyć. — Jak się spało? — zapytała ironicznie, strzygąc uchem.
— Spało mi się tak, jak tobie. Czyli niezbyt dobrze — zauważył, widząc, że jego przybrana matka ostatnimi czasy gasła w oczach. Pręgowana swój wzrok przeniosła na łapy. Nie miała siły patrzeć na swojego syna, na którego pysku malowało się zirytowanie.
— Jak zamierzamy im to przedstawić? — zapytała po chwili. — Nie powinniśmy improwizować. To zbyt poważna rozmowa, by rzucać pierwsze lepsze słowa. Od tego zależy, jak twoje siostry spojrzą na Wrotyczową Szramę… a ja bardzo nie chcę, by odsunęły się od niej na stałe — dodała, unosząc wzrok. Po jej spojrzeniu można było wyczytać, iż chciała jeszcze dodać: “Tak, jak ty”, lecz zabrakło jej odwagi.
— Masz rację, nie powinniśmy rzucać słów, jakby to była błaha sprawa... — zgodził się z nią, przeczesując swoją brodę. — Proponuję zacząć od wybadania gruntu, czyli od sprawdzenia jakie mają nastawienie do naszych biologicznych rodziców. Może tylko ja inaczej ich postrzegam... Szczególnie jeśli chodzi o Konfidenta. Bo zauważyłem, że cała nasza wczorajsza rozmowa kręciła się zarówno przy Wrotyczowej Szramie, jak i przy nim. Jeśli Zaćmiona Łapa oraz Gwiazdnicowa Łapa pałają do ojca nienawiścią... — Sen przeniósł swój wzrok na Brukselkową Zadrę. — To będzie im łatwiej zaakceptować kim była Wrotyczowa Szrama i to, co się stało. Lepiej przyjmą twoją narrację.
Mglisty Sen nie wydawał się spięty i nieswój tak samo, jak Brukselkowa Zadra, jednak trzymał w sobie frustrację i żal. Po zjedzeniu śniadania zakopał kostki, które nie nadawały się do niczego i kontynuował:
— Masz jakiś inny plan? Czy z tym, co powiedziałem, się zgadzasz? — spytał w końcu. — Jakbyśmy mieli zacząć rozmowę z nimi od razu od Wrotyczowej Szramy, to pewnie skończyłoby się to nie po twojej myśli... — ucichł na chwilę i spojrzał na kotkę, o której rozmawiali, która właśnie wychodziła z obozu razem z patrolem łowieckim. — Czemu ona nie będzie brała w tej rozmowie udziału? Czy sama nie powinna się bronić albo mieć kontrolę nad własną reputacją? Musimy mówić w jej imieniu? Może Wrotyczowa Szrama sama wolałaby przedstawić swoją stronę?
Brukselkowa Zadra wpatrywała się w wyjście z obozu, tam, gdzie jeszcze chwilę temu zniknęła liliowa. Myślała teraz o Wrotyczowej Szramie, wyobrażała sobie jej pysk, jej reakcję na to wszystko. Gdy Mglisty Sen się odezwał, przeniosła na niego nieobecne spojrzenie.
— Nie wiem… Trochę się boję, że coś pójdzie nie tak. Skoro nie potrafiła ci tego dobrze wytłumaczyć, to… zastanawiam się, czy poradzi sobie z taką presją — mruknęła ponuro, ugniatając nerwowo ziemię pod łapami. — Wiem, że powinna umieć bronić się sama, ale mam wrażenie, że…
Urwała, niepewna, jak ubrać swoje uczucia w słowa. Czuła dziwną potrzebę, by chronić Wrotyczową Szramę i bronić jej reputacji, gdy ta nie mogła zrobić tego za siebie. Odkąd znalazły te kocięta, znacznie się do siebie zbliżyły. Można by powiedzieć, że stały się… przyjaciółkami.
— No tak, możemy najpierw dyskretnie podpytać twoje siostry o Konfidenta i całą tę waszą zagmatwaną rodzinną sytuację — dodała sucho. Czarnofutry ociężale wypuścił powietrze nosem.
— Skoro najpierw będziemy badać grunt u moich sióstr, to musimy zrobić to już jak najwcześniej… — Sen przeczesał swoją brodę pazurami. — Tutaj czas też ma swoją rolę. Pewnie zauważyły, że inaczej się ostatnio zachowywałem przy Wrotyczowej Szramie i im dłużej będziemy zwlekać, to same się mnie zapytają i mogą być niezadowolone z prawdy — zauważył. Niedługo wszyscy będą się rozchodzić na patrole, więc nie będzie tak dobrej okazji. Można iść poza obóz albo zostać i wcisnąć się w jakieś zaciszne miejsce. Opcji było dużo, a trzeba było podjąć decyzję teraz.
Brukselkowa Zadra zaczęła się zastanawiać, rozważając możliwe opcje. Wciąż czuła lekki niepokój na myśl o rozmowie, która ją czekała. Nigdy nie sądziła, że stanie w obliczu czegoś takiego. “Dlaczego ten głupi Konfident zakochał się w Wrotyczowej Szramie?” – przeklęła go w myślach. Nie wiedziała już, czy bardziej denerwował ją samotnik, czy jej własny syn, że robił z tego taką wielką aferę. Może… może miał rację, ale Brukselka wciąż nie potrafiła tego w pełni pojąć. Dlaczego nie mogli po prostu żyć spokojnie jak szczęśliwa rodzina? Liczyła, że te wszystkie dramaty ją ominą. W końcu te kilka księżyców temu znalazła przekochane kocięta, które w dodatku uznała za sam znak od Klanu Gwiazdy. To nie tak miało wyglądać, co? Miały być posłuszne, pomocne. Pręgowana chyba nie do końca przewidziała, że dzieciaki mają swoje własne charaktery i… zawiłe historie.
— Znajdźmy je teraz — mruknęła nagle, wstając z miejsca. Nie chciała tracić czasu na rozważania, skoro mogła działać. Czarnofutry chyba zdziwił się jej nagłą reakcją, ale nie protestował. Podniósł się z ziemi i ruszył za matką w stronę legowiska uczniów, gdzie spodziewali się znaleźć Zaćmioną Łapę i Gwiazdnicową Łapę.
W środku jednak nie było kotek. Musiały wyjść na trening, gdy Brukselka i Mglisty Sen byli zajęci rozmową o Wrotyczowej Szramie. Liliowa spojrzała na syna, a na jego pysku dostrzegła zawód. Delikatnie poklepała go ogonem po grzbiecie, po czym opuściła legowisko. Żółtooki zrobił kilka kroków w tył, wyraźnie niezadowolony, że taka okazja uciekła im sprzed nosa. Brukselka poczuła mieszankę ulgi i frustracji, chciała odetchnąć, ale jednocześnie wiedziała, że tej rozmowy nie uniknie na dłuższą metę.
— No nic… może innym razem z nimi pogadamy? — mruknęła, próbując jakoś pocieszyć syna.
Ale “inny raz” nigdy nie nadszedł.

***

Teraźniejszość

Brukselkowa Zadra została wybrana do patrolu – i znów trafiła do niego z kimś, kogo wolałaby unikać. Wcześniej przyszło jej spędzić trochę czasu z Rysim Tropem, która wiele księżyców temu złamała jej serce. Brukselka wciąż się nad tym zastanawiała. Nie wierzyła, że niebieska zrobiła to specjalnie, w końcu wtedy zemdlała, więc trudno mówić o złych intencjach. Ale mimo to... po ocknięciu mogła przecież coś powiedzieć, wyjaśnić, cokolwiek.
Brukselka tym razem jednak nie miała do czynienia z Rysim Tropem, a z kimś zupełnie innym – własnym synem, Mglistym Snem. Wciąż kochała go z całego serca, ale bała się, że czarnofutry ma jej za złe, iż nie porozmawiali z Zaćmionym Horyzontem i Gwiazdnicową Łapą, kompletnie porzucając sprawę z Wrotyczową Szramą.
W skład patrolu wchodziła też Jaskółcze Ziele – dobra znajoma Brukselki, a także jej uczennica i córka Brukselki – Gwiazdnicowa Łapa. Byli tam również Lodowa Sałata, Szczawiowe Serce i Poziomkowa Polana.
W końcu Mglisty Sen podszedł do swojej matki.
— Mamo? Pójdziesz ze mną zapolować, jak się rozdzielimy? — zapytał spokojnie, w jego głosie nie słychać było napięcia czy złości. Brukselkowa Zadra poruszyła uchem i spojrzała w jego stronę. Nie wyglądał na złego… ale może to tylko cisza przed burzą? Przełknęła ślinę i przeniosła wzrok na drogę przed sobą.
— Jasne, nie ma problemu — mruknęła cicho, smagając powietrze ogonem. — W końcu jestem ci winna to polowanie… Tamtej nocy mieliśmy coś złapać, pamiętasz? — przypomniała, a zaraz potem pożałowała swoich słów. Chciała zapomnieć o tamtych wydarzeniach, więc po co do nich wracała? — Jest jakiś konkretny powód, dla którego chcesz porozmawiać na osobności? — dodała po chwili, próbując jakoś pociągnąć rozmowę. — Czy po prostu… stęskniłeś się za mamą? — rzuciła żartobliwie, choć niepewnie. Nie wiedziała, na ile może sobie pozwolić w rozmowie z synem.
— Dokładnie tak, stęskniłem się za tobą — przytaknął jej. — No i jeszcze na inne tematy chętnie z tobą również porozmawiam. Uzbierało się ich trochę przez ten czas.
Brukselkowa Zadra przytaknęła, choć w rzeczywistości nie widziała potrzeby, by rozmawiać. O czym właściwie żółtooki chciałby z nią dyskutować? Czy w jego życiu wydarzyło się coś ważnego? Bo u niej wszystko było po staremu… mniej więcej. Nie przypominała sobie też, żeby ostatnio zachowywał się jakoś inaczej.
W pewnym momencie Brukselka i jej syn zostali nieco z tyłu, podczas gdy reszta patrolu poszła dalej. Liliowa kotka zerknęła na wojownika, a w jej oczach błyszczało zaciekawienie i mnóstwo pytań.
— Idziemy teraz…? — zapytała cicho, unosząc lekko uszy. Nie miała pojęcia, jaki dokładnie plan miał Mglisty Sen. Chciał odłączyć się od patrolu już teraz, czy może dokończyć go i dopiero potem, po powrocie do obozu, wyjść jeszcze raz – tylko z nią? Nie była pewna, jak miała rozumieć jego słowa. Kocur przytaknął jej skinieniem głowy i zszedł z trasy, którą szedł patrol łowiecki. Przeszedł przez paprocie i przysiadł tak, by nie było ich widać. Czekał, aż Brukselka do niego dołączy.
I nie musiał czekać długo, bo po chwili liliowa przecisnęła się przez gęste krzaki i podeszła do niego. Obejrzała się przez ramię, rzucając ostatnie spojrzenie w stronę oddalającego się patrolu. Czy zauważą, że zniknęli? Czy się tym przejmą? Ostatnio w okolicy kręciło się sporo samotników, którzy nie mieli litości dla klanowych kotów. Może pomyślą, że zostali zaatakowani? W końcu to przez takich Zalotna Krasopani została naznaczona bliznami, a jej partner, Prążkowana Kita, zginął.
Brukselka strzepnęła ogonem i usiadła obok czarnofutrego.
— Więc… masz mi coś do powiedzenia? — zapytała cicho, nie patrząc mu w oczy. Zamiast tego utkwiła wzrok gdzieś w lesie, który coraz wyraźniej oddawał się Porze Opadających Liści. Wkrótce korony drzew zupełnie wyłysieją, a ziemię pokryje warstwa brązowo-pomarańczowych liści.
— Tak i to jest coś bardzo ważnego — potwierdził krótko Mglisty Sen. — Rozmawiałem z Jarzębinowym Żarem, interpretowała na nowo znak od Klanu Gwiazdy i powiedziała, że będziemy musieli opuścić Klan Wilka. Nie uda nam się wyplenić ziemi, która jest cała w chwastach — zacytował medyczkę. — W dodatku dowiadujemy się ciągle, kto jeszcze wierzy w Klan Gwiazdy oraz dowiedziałem się o naszych wrogach. W Klanie Wilka są jeszcze kultyści, na których w szczególności musimy uważać — powiedział wszystko jednym tchem, znacznie się przy tym męcząc. — Kultyści to są koty ze znamieniem na uchu. Jest ich dużo i są to wszystkie koty, które są wysoko w hierarchii Klanu Wilka. Nadążasz?
Liliowa zamrugała kilka razy, zaskoczona tym, że czarnofutry tak szybko przeszedł do sedna. Najpierw otworzyła pysk, ale nie wydobył się z niego żaden dźwięk.
— Ja… Śnie, ja wiem, kim są kultyści — powiedziała w końcu cicho. — Wiele księżyców temu dostałam sen od Klanu Gwiazd, przepowiednię. Powiedzieli mi wszystko, co powinnam wiedzieć. — Jej końcówka ogona drgnęła niespokojnie.
Nie była pewna, czy powinna mu to mówić. Od zawsze wychowywała syna w wierze w Gwiezdnych Przodków i ufała mu z całego serca, ale to był bardzo delikatny temat. Jedno źle dobrane słowo i mógłby skończyć na środku obozu ze złamanym karkiem.
— Wiem, że nawrócenie tylu kotów na wiarę w Klan Gwiazd to trudne zadanie — dodała ostrożnie. — Ale żeby od razu uciekać? Jesteś pewien, że właśnie to powiedziała Jarzębinowy Żar? — zapytała, spoglądając na niego z niepewnością.
Mglisty Sen pokiwał krótko głową.
— Rozmawiałem z nią kilka dni temu. To nie jest łatwa decyzja, ale ponownie interpretowała sen, w dodatku nakłonił ją do tego Szczawiowe Serce. Może Klan Gwiazdy nie widzi już Klanu Wilka jako właśnie klanu, tylko grupę kultu? Jeśli przodkowie chcą, byśmy się wyłamali spod opresji krwawych szponów, to musimy tak zrobić. Co, jeśli niezależnie, w co wierzysz i tak trafisz do Mrocznej Puszczy, gdyż pochodzisz z Klanu Wilka, a gwiezdni chcą się od nich odciąć? Musimy coś w końcu zrobić, a walka z połową klanu nie będzie dobrym rozwiązaniem. Oni nawet by cię nie wysłuchali. Sam mam za ucznia Wilgową Łapę i obawiam się, że on nie jest jeszcze gotów na nauki Klanu Gwiazdy — westchnął i rozejrzał się po lesie, próbując znaleźć wzrok swojej matki. — Tak samo powiedziała Jarzębinowy Żar, że pójdzie porozmawiać z Kosaćcową Grzywą. Podobno on wie, kto dokładnie jest po naszej stronie albo kto chętnie przyłączy się do naszej ucieczki.
Liliowa poruszyła się niespokojnie. Nie chciała uciekać… nie mogła uciekać! Jej mięśnie napięły się, choć próbowała zachować spokój.
— Mglisty Śnie, ja… doceniam twój zapał i to, że chcesz coś zmienić, ale… ja nie mogę odejść. Nie mogę zostawić Roztargnionego Koperka ani Kwitnącego Kalafiora. To moja rodzina. — Umilkła na moment, marszcząc brwi. — A co z Wrotyczową Szramą? Idzie z wami? — zapytała, a koniuszek jej ogona drgnął nerwowo. — Boję się, że jeśli pójdziemy tam z wami, skończy się to kłótniami… — dodała po chwili ciszy, spuszczając wzrok. — Myślę, że lepiej będzie, jeśli zostanę z Wrotycz w Klanie Wilka.
Słowa ledwo przeszły jej przez gardło, a mimo to zabrzmiały pewnie. Czuła jednak, jak w środku niej narasta niepewność. Czy nie mówiła tego zbyt pochopnie? Może powinna była pójść…? Dlaczego Mglisty Sen powiedział jej o wszystkim tak nagle?
Brukselkowa Zadra spojrzała na niego niepewnie.
— Nie wiem… — mruknęła cicho. — Zastanowię się jeszcze.
Kocur westchnął ciężko i patrzył się uważnie na pysk swojej matki.
— Rozumiem... — powiedział, nie ukrywając zawodu. — Jednak chciałbym, byśmy wszyscy stąd uciekli. Ja też jestem twoją rodziną i nie chciałbym cię zostawiać z tyłu w tym okropnym miejscu.
Wstał, chcąc dołączyć do patrolu łowieckiego, który oddalał się coraz bardziej. Musieli wrócić, zanim zauważą ich nieobecności. Brukselkowa Zadra przemilczała słowa kocura, po czym również wstała i szybko dołączyła do patrolu. Czuła się… dziwnie. Miała pustkę w głowie, jakby wciąż nie do końca przetrawiła słowa swojego syna. Nie chciała uciekać, ale też nie chciała go stracić. Dlaczego los zawsze zmuszał ją do takich trudnych wyborów? Miała tego serdecznie dość. Zastanawiała się, czy Wrotyczowa Szrama wiedziała o tym wszystkim. Czy planowali ją tu zostawić? A może chcieli zabrać tylko tych, których sami lubili?

<Mglisty Śnie?>

05 września 2025

Od Mglistego Snu CD. Brukselkowej Zadry


– Nie wiem, gdzie mógł odejść po śmierci Pokrzywowy Wąs – odpowiedział szczerze – Może okazać się, że trafił do innego miejsca, jeśli był dobrym wojownikiem i zasłużył sobie na przebaczenie przodków. Uważam, że wiara nie musi nas do końca definiować, ważne, że ktoś jest dobrym kotem i to powinno wystarczyć. Na wszelki wypadek możemy odmawiać zdrowaśki o jego duszę. Gwiezdni są litościwi i powinni usłyszeć nasze prośby. – zauważył i przytulił się do przybranej matki, chcąc pocieszyć ją swoją obecnością – Myślę, że nie powinniśmy wierzyć we wszystko, co powiedzą nam mistrzynie. Klan Wilka jest bardzo dziwnym miejscem, gdzie prawda często jest obracana w kłamstwo. Jaką masz pewność, że ktoś mógł to zaplanować lub czy nie było na odwrót? Jedynie co teraz możesz teraz zrobić, to iść zgodnie ze ścieżką, którą wyznaczyli ci przodkowie, skupić się na bliskich i na sobie. Pokrzywowy Wąs nie musiał wcale trafić do miejsca, o którym myślisz, że trafił. Zawsze można odkupić jego duszę.
Wstał z miejsca, nie wiedząc, czy rzeczywiście Brukselkowa Zadra chce z nim rozmawiać. Zrozumiałby, jeśli kotka chciałaby mieć chwilę dla siebie, jednak lepiej by było, gdyby to wykorzystała i zadbała o siebie. Kotce ewidentnie przydałaby się drzemka oraz dobra kolacja, którą zresztą jej podstawił pod nos.
Brukselkowa Zadra nie raczyła mu odpowiedzieć, smętnie patrzyła się w pozostawionego przez niego ptaka. Odszedł w kierunku legowiska uczniów, zostawiając kotkę samą. Może potrzebowała czasu oraz bycia sama ze sobą, by poukładać te wszystkie rzeczy w swojej głowie. Rozumiał ją całkowicie. Strata rodzica nie jest łatwym przeżyciem.
Kocur wszedł do legowiska i ułożył się wygodnie na swoim posłaniu, jednak nie umiał zasnąć.

***

Od jego wygranej walki i mianowania na wojownika minęły dwa wschody słońca. Już nie był z siebie tam zadowolony jak wcześniej. W legowisku wojowników miał swoje posłanie zaraz przy wyjściu, był z dala od swoich sióstr bądź Koniczynowej Łapy. Musiał znosić tam obecność Wrotyczowej Szramy, z którą jeszcze się nie pogodził, gdyż kotka nie widziała swojej winy. Jedynym pocieszeniem były odgłosy pochrapywania Pustułkowego Szponu oraz Brukselkowej Zadry, którzy mieli swoje leża w głębi legowiska. Nie mogąc zasnąć, wyszedł na polane. Gwiazdy świeciły jasno, a rześkie powietrze jeszcze bardziej rozbudziło czarnego kocura. Niektórzy wojownicy kręcili się leniwie po polanie, dbając o swoje futerka, bądź dzieląc miedzy sobą języki. Nie on jedyny był nocnym markiem, a w dodatku pogoda zachęcała wręcz koty do przebywania na dworze.
"Upierdliwa Wrotyczowa Szrama... Czy ona w ogóle rozmawiała z moim rodzeństwem? Czy zrozumiała cokolwiek z tego, co jej mówiłem?" – zatopił swoje pazury w ziemi z frustracji.
Usłyszał za sobą szelest posłania i do jego nosa doszła woń Brukselkowej Zadry.
– Hej – przywitała się cicho, siadając obok. Wzięła kilka głębokich wdechów, a jej pyszczek wykrzywił się w grymasie. – Słyszałam, że ostatnio nie dogadujesz się z Wrotyczową Szramą i... chciałabym poznać twoją wersję wydarzeń – mruknęła, wpatrując się w pyszczek Mglistego Snu z niepokojem. – Nie chcę, żebyście się kłócili. Jesteście mi wszyscy naprawdę bliscy, a jeśli sytuacja eskaluje... nie chciałabym wybierać.
Mglisty Sen przeniósł na Brukselkową Zadrę swój wzrok. Nie był zbyt chętny do mówienia jej o napiętej relacji z Wrotyczową Szramą. Przekrzywił jedynie głowę i zastrzygł uchem, wskazując na legowisko wojowników, które było tuż za nimi. Chyba nie powinien o tym mówić przy innych. Skąd mógł mieć pewność, że pozostali przypadkiem nie śpią i podsłuchują ich rozmowę.
– Tak, ostatnio w ogóle nie umiemy się ze sobą dogadać. Rozmawiałem z nią, jednak wydaje się nie rozumieć mojego punktu widzenia i nie umie mi przyznać racji ani rozwiązać problem. – Pyskiem wskazał wyjście z obozu – Mogę ci zaproponować wyjście poza obóz. Jeśli oprócz rozmowy uda nam się coś upolować, to byłbym wielce szczęśliwy. – mówił spokojnym głosem, jakby nic się nie stało.
– Jasne, możemy się przejść – mruknęła spokojnie. Wyglądała, jakby chciała coś jeszcze dodać. Oboje opuścili obozowisko.

***

Spacerowali po lesie w ciszy, w nocy. Las był śliczny, a pohukiwania sowy i delikatny wiaterek uspokajał wojownika. Nie czuł, że idzie rozmawiać z Brukselkową Zadrą o konflikcie, który wybuchł między nim, a Wrotyczową Szramą. Kocura uwagę przyciągnęła wojowniczka, która strzygąc uchem, upewniła się, że nikt nie miał zamiaru podsłuchiwać ich rozmowę.
– Jesteśmy już daleko od obozu – przypomniała, marszcząc lekko brwi. – Żadne ciekawskie uszy nie powinny nas podsłuchiwać – westchnęła, siadając i owijając ogon wokół łap. – Może polowaniem zajmiemy się później? Nie jestem teraz na siłach, żeby gonić za zwierzyną. Chciałabym za to poznać prawdę... Może... mogłabym wam jakoś pomóc?
Mglisty Sen przystanął naprzeciwko wojowniczki. Zamrugał. On preferowałby zrobić to na odwrót, jednak jeśli Brukselkowa Zadra rzeczywiście nie miała siły, by zacząć polowanie, to nie będzie jej przekonywał.
– Oczywiście, możemy później coś złapać – przytaknął.
Usiadł naprzeciwko niej i pociągnął językiem po swojej łapie, by następnie przeczesać jego bródkę, która stawała się coraz dłuższa.
– Dowiedziałem się o jej przeszłości oraz o jej poprzednim karnym imieniu. – Od razu przeszedł do szczegółów – Głupia Łapa była przyczyną kłótni i zerwania moich biologicznych rodziców. Mój ojciec nas zaniedbał, gdyż ją szukał, pewnie nie wiedział, że odeszła znów do Klanu Wilka, a moja matka w pewnym momencie nie umiała tego znieść, więc przypuszczam, że nas porzuciła, bo przypominaliśmy jej, z kim się związała. – Uniósł leciutko do góry swój pysk, by pokazać, że nie daje się ponieść emocjom. – Tylko to nie jest powód naszego konfliktu. Ja się pogodziłem już dawno z odejściem Makowca, nie wiem, jak Gwiazdnicowa Łapa, ale Zaćmiona Łapa wydaje się również pogodzona z tym faktem. Chodzi mi o to, jak długo Wrotyczowa Szrama ukrywała to przed nami. Tutaj bolącym faktem jest, że milczała, licząc na to, że problem przejdzie bokiem. Tak byśmy tylko dorośli i zapomnieli o własnej matce. – W tym momencie jego oczy się zaszkliły, aż tak nie umiał trzymać swoich emocji na wodzy – No i prawie jej się udało... Brukselkowa Zadro, ja nie pamiętam nawet, jak wyglądają ich pyski... – jego głos zadrżał, a oczy miał zamglone z żalu – Wiesz, jak to boli, kiedy kot dowiaduje się takich rzeczy i to podczas treningu? Ja musiałem naciskać, by wyjawiła mi, chociaż skrawek przeszłości o sobie, bo czułem, że nie znam kotki, którą traktowałem jak starszą siostrę, a ona ukazała się kotem, który wpakował mnie i moje rodzeństwo do lasu. Wrotyczowa Szrama nie widzi swojej winy w nie powiedzeniu nam o przeszłości i nie wygląda, by to się zmieniło... – Jego głos zadrżał.
Wojownik spuścił głowę, nie umiał patrzeć na towarzyszkę.
Głos ugrzązł Brukselkowej Zadrze w gardle. Widziała ból w oczach Mglistego Snu, słyszała wyrzut w jego słowach. Przez chwilę milczała, potem otworzyła pysk, lecz nie padło z niego ani jedno słowo. Dopiero po krótkim namyśle odezwała się cicho:
– Śnie... Przykro mi, że musisz się tak czuć, ale spróbuj spojrzeć na to z perspektywy Wrotyczowej Szramy… – zaczęła, a jej głos delikatnie drżał. – Te wspomnienia na pewno są dla niej bolesne. Przecież... ona straciła wszystko, co kiedykolwiek miała. Była tylko niewinnym uczniem, aż nagle została pobita przez samą przywódczynię, zdegradowana do roli ucznia wojownika i obarczona imieniem Głupia Łapa – mruknęła ponuro. – A kiedy wreszcie zaczęło jej się układać, musiała uciekać, bo nawet własny klan stał się dla niej zagrożeniem. Nie mogła wiedzieć, że wasz ojciec był w niej zakochany. Skąd miała to wiedzieć? Proszę cię, Mglisty Śnie... nie obwiniaj jej za coś, na co naprawdę nie miała wpływu! – Podniosła głos.
Mglisty Sen położył po sobie uszy, słysząc, jak kotka też zaczyna się denerwować.
– To czemu nie powiedziała nam prawdy wcześniej? – odpowiedział, podnosząc wzrok na Brukselkową Zadrę – Przez żłobek tyle razy odbijały się imiona naszych rodziców, a ona nie podjęła nawet inicjatywy, by cokolwiek nam wytłumaczyć! Nie wmówi mi nikt, że nie skojarzyła imion naszych rodziców z kotami, które spotkała wcześniej. – Również podniósł głos obruszony – Nie wiem, jakim trzeba być ignorantem, by nie połączyć tych faktów. Czy nie widziała, że jesteśmy podobni do Konfidenta bądź Makowca? Chociaż skąd mogę wiedzieć, skoro nie pamiętam sam, jak wyglądali! – prychnął gorzko i wstał, nie umiejąc usiedzieć z emocji.
Brukselkowa Zadra prychnęła, marszcząc brwi.
– Ale o co ci chodzi!? – warknęła sfrustrowana, podnosząc się z miejsca, by wyglądać groźniej. – Czego właściwie od niej oczekujesz? Myślisz, że Wrotyczowa Szrama jest wszechwiedząca!? – dodała ostro, smagając powietrze ogonem. Była zła, niewyspana i rozdrażniona, więc szybko puściły jej wszelkie hamulce. – Skąd miała wiedzieć, że jesteście dziećmi właśnie tamtych kotów?! Skąd miała wiedzieć, że Konfident pokłócił się z twoją matką właśnie przez nią?! Skąd miała wiedzieć, że…– urwała nagle, wbijając wzrok we własne łapy. Wzięła kilka urywanych wdechów.
– Przepraszam, Śnie, ale... naprawdę nie rozumiem twojego punktu widzenia. Wrotyczowa Szrama niczemu nie zawiniła. Z tego, co mi opowiadała, nie spędziła w mieście wiele czasu. Konfident i Makowiec musieli być dla niej tylko przelotnymi znajomymi, których nawet nie zapamiętała. – burknęła, już nieco spokojniej. – Zachowujesz się, jakby Głupia Ła-... to znaczy Wrotyczowa Szrama, celowo wyrwała twojego ojca, a ja jestem pewna, że nawet nie wiedziała, że Konfident coś do niej czuje. Rozumiem, że jesteś oburzony, ale winny jest tu twój zakłamany ojczulek, a nie ona. Proszę cię, nie wylewaj tej złości na biedną Wrotyczową Szramę! To do niczego nie doprowadzi, tylko skłóci nas wszystkich – dodała pod koniec, już niemal błagalnie.
Emocje Brukselkowej Zadry przeszły od razu na Mglisty Sen, który się zjeżył. Widział błysk złości w oczach przybranej matki.
"Może mnie jeszcze zaatakujesz, co?" – pomyślał, jednak dobrze, że tego nie powiedział na głos. Bałby się, że Brukselkowa Zadra mogłaby się na niego obrazić.
Rozmówczyni miała rację co do Wrotyczowej Szramy, jednak on nie mógł odpuścić. Nie potrafił, tym bardziej że negatywne emocje nadal utrzymywały mu się podczas rozmowy. Na błagalny ton Brukselkowej Zadry, jedynie zmierzył ją chłodnym wzrokiem.
– Czyli mam udawać, że nic się nie stało i uśmiechać się sztucznie za każdym razem, kiedy się do mnie zbliża? Mam milczeć i nic nie mówić siostrom, żeby żyły w błogiej niewiedzy, dopóki same przez jakiś zbieg okoliczności się nie dowiedzą? Wtedy one, by mnie obarczały o to, że im nie powiedziałem. – Machnął gniewnie swoim krótkim ogonem – Nie umiem wybaczyć Wrotyczowej Szramie i na pewno się to nie zmieni pod twoim naciskiem.
Brukselkowa Zadra zmarszczyła brwi, zirytowana postawą Mglistego Snu.
– Nie mówię ci, żebyś udawał, że nic się nie stało. Masz prawo gniewać się na Konfidenta, ale nie na Wrotyczową Szramę! Na litość gwiezdnych, kiedy wreszcie zrozumiesz, że ona nic wam nie zrobiła!? – wymamrotała, powoli kręcąc głową. – Jeśli chcesz, możemy rano powiedzieć Horyzontowi i Gwiazdnicy o tym, że Konfident zakochał się we Wrotyczowej Szramie, ale niech wiedzą, że to wasz ojciec zawinił, a nie ona. Wrotyczowa Szrama jest w tym wszystkim niewinna! Przecież nie potrafi kierować emocjami innych kotów – dodała nerwowo, a jej wibrysy zadrżały z napięcia. – I wcale nie miała obowiązku mówić wam o swojej przeszłości! Nie miała, bo nie była ona wcale ważna, jasne? Ona nic wam nie zrobiła, równie dobrze mogłaby to być jakaś inna kotka. Patrząc na zachowanie Konfidenta, nawet pierwsza lepsza samotniczka mogłaby wywołać w nim te same emocje. I może lepiej by było, gdybyś nie naciskał i gdybyś nigdy nie dowiedział się o tym imieniu! Bo ono wcale nie ma znaczenia! Ja... Mglisty Śnie, wiem, że jest w tobie sporo frustracji, ale możesz ją wyładować inaczej! W sposób, który nie przyniesie nikomu z nas cierpienia...
Mglisty Sen patrzył na nią spod byka. Oczywiście, że nie zamierzał ot tak przebaczyć Wrotyczowej Szramie, jednak rozmowa z Brukselkową Zadrą nie miała już sensu, wręcz zaczęła go bardziej denerwować, czego nie starał się ukryć przed przybraną matką. Naciskanie na niego, że musi przebaczyć jego byłej mentorce, było wręcz śmieszne i jego podejściu niedorzeczne. Im bardziej wojowniczka chciała wpłynąć na jego zmianę decyzji, tym bardziej czuł niechęć zarówno do Wrotyczowej Szramy, jak i samej Brukselkowej Zadry.
– Możemy jutro przekazać prawdę Zaćmionej Łapie oraz Gwiazdnicowej Łapie – odpowiedział sucho, wzruszając ramionami.
Nie zamierzał, jednak dalej rozmawiać z Wrotyczową Szramą, nie będzie jej unikał, jednak po tym, jak dowiedział się o jej przeszłości, nie umiał spojrzeć na nią w ten sam sposób, kiedy był młodziutkim uczniakiem.
Brukselkowa Zadra skinęła głową, nie dodając nic więcej. Bez słowa odwróciła się i powoli ruszyła w stronę obozu. Cóż, z polowania z kotką chyba nici, ale było to do przewidzenia. Ta rozmowa ją wyczerpała, choć i tak już wcześniej było widać po niej niewyspanie. Mglisty Sen nie zamierzał jednak iść do obozu razem z wojowniczką, szczególnie po takiej wyczerpującej rozmowie, gdzie nie poczuł się w ogóle zrozumiany przez Brukselkową Zadrę. Wolał zostać w lesie i może coś upolować. Była pora nowych liści, musiało coś się znaleźć dobrego i łatwego do złowienia. Tak, jak kotka mówiła, musiał na czymś innym się wyżyć. Skoro nie mógł być to ktoś inny w obozie, to mógł być to ktoś poza obozem. Niech tylko ktoś wpadnie mu pod pazur, to skończyłby gorzej niż Warcząca Łapa.
Czarny wojownik wtopił się w cienie nocy w poszukiwaniu tropów zwierzyny. Tej nocy żadna zwierzyna się przed nim nie ukryje.

***

Był kolejny dzień, a słońce wpadało do legowiska wojowników, budząc wszystkich po kolei. Mglisty Sen, który do tej pory spał przy samym wyjściu z legowiska, czuł, jak jego czarne futro aż pali się pod promieniami słońca. Wstał zirytowany, oczywiście, że się nie wyspał. Poprzedniej nocy po rozmowie z Brukselkową Zadrą wyżył się na polowaniu, jednak zwierzyna, którą złapał, była bardzo poharatana oraz nienadająca się do zjedzenia, dlatego zostawił ją w lesie. Jeszcze nigdy nie zdarzyło mu się tak znieważyć zwierzyny, którą zsyła Klan Gwiazdy, by nakarmić ich w głodzie. Otworzył oczy i wyczołgał się z posłania, by wrzucić coś na ząb. Po południu był wpisany w patrol graniczny, na który nie chciało mu się tak strasznie iść. Z jedzeniem ze sterty zwierzyny usadowił się w swoim ulubionym zacienionym miejscu na polanie i zaczął ją po trochu skubać. Nadal miał wyrzuty za zmarnowanie tak dobrej myszy, którą dosłownie porwał na milion kawałków. Kocur zachował się wtedy, jak wściekły kundel.
“Odrobi się na następnym polowaniu. Zwierzyny jest w bród.” – Pocieszył się w myślach.
Widząc przemierzającą przez obóz Wrotyczową Szramę, posłał jej obojętne spojrzenia. Możliwe, że zbyt obojętne, gdyż kotka zauważając go, spłaszczyła uszy oraz od razu wydawała się przybita.
“Nie podejdę do ciebie, ty zrób to pierwsza, jeśli ci zależy” – pomyślał gorzko, nadal czując wściekłość na byłą mentorkę, której nie umiał się wyzbyć. – “Może wczorajsza rozmowa z Brukselkową Zadrą była błędem. Powinienem tego nie rozdrapywać i udawać, że po prostu wydoroślałem i nie lubię pokazywać większych emocji, czy coś…”
Nawet nie zdążył zjeść do końca śniadania, kiedy poczuł kolejny wzrok na sobie. Odwrócił się i ujrzał idącą w jego kierunku Brukselkową Zadrę. Westchnął przeciągle, czując, że ta cała szopka z Wrotyczową Szramą, będzie się ciągnęła w nieskończoność, a w dodatku główna zainteresowana nie brała w tych rozmowach udziału.
“Dobra, miejmy to już za sobą…”

< Brukselkowa Zadro? >

30 sierpnia 2025

Od Brukselkowej Zadry CD. Sennej Łapy

Kiedyś

Brukselkowa Zadra siedziała w legowisku starszyzny, uważnie śledząc ruchy boku swojej matki, który spokojnie unosił się i opadał. Wojowniczka wpatrywała się w nią, doszukując się choćby najmniejszej oznaki bólu czy cierpienia, by w razie potrzeby natychmiast zareagować. Nie mogła dopuścić do tego, by Kwitnący Kalafior odeszła we śnie, bez pożegnania. Jej ogon drgał nerwowo, a oczy, zmęczone czuwaniem, z wysiłkiem próbowały zachować ostrość, skupione na posiwiałym pysku matki.
Nagle do środka wszedł Senna Łapa i skłonił głowę na przywitanie Kwitnącemu Kalafiorowi oraz Brukselkowej Zadrze. Zdziwiona wojowniczka otuliła go ogonem i łapką pokazała mu, by zachował ciszę. Kiedy ten spojrzał na nią, nie rozumiejąc, czemu nakazano mu milczenie, ta pazurem pokazała na jej matkę, która spokojnie spała zwinięta w kłębek. Wypchnęła go na polanę, po czym sama wyszła na zewnątrz.
— Chciałem wam tylko dać zwierzynę — od razu się wytłumaczył. — Chciałem z tobą porozmawiać, ostatnio nie spędzałaś z nami tak dużo czasu, z powodu choroby własnej matki. Dlatego pomyślałem, że przyniosę jedzenie i się dopytam…
Brukselkowa Zadra wpatrywała się w niego tępo, bez większych emocji, mrugając powoli, jakby jego słowa jeszcze do niej nie dotarły. Tej nocy wyjątkowo nie potrafiła zasnąć na dłużej, więc niemal całą przeleżała, pogrążona w myślach o własnym życiu. Doszła do wniosku, że rzeczywiście się stacza, choć jeszcze nie na tyle, by musiała działać od razu... prawda? Kiedy jednak spojrzała na szczerze zmartwiony pysk swojego przybranego syna, poczuła bolesne ukłucie w sercu. Czy naprawdę aż tak bardzo zaniedbała ich relację?
— Masz rację... Nie rozmawiamy ze sobą zbyt często — powtórzyła jego słowa, nerwowo uderzając końcówką ogona o ziemię i zastanawiając się, jak dalej poprowadzić rozmowę. — Mam nadzieję, że to rozumiesz. Sama wolałabym, żeby moja matka była zdrowa. Chciałabym spędzać z wami więcej czasu, ale ostatnio jest naprawdę ciężko.
Przygładziła zmierzwione futro na piersi, a potem znów uniosła spojrzenie na czarnego kocura. W duchu poczuła, że powinna zrekompensować mu wszystkie te dni, które straciła, tkwiąc u boku swojej matki w tym zapyziałym legowisku.
— Co powiesz na krótki spacer poza obozem? — zaproponowała ostrożnie. — Tylko, wiesz... nie na długo, bo mam jeszcze obowiązki do wypełnienia — dodała, zerkając w stronę legowiska starszyzny. Może spokojna rozmowa z kimś bliskim da jej choć odrobinę wytchnienia? Może to właśnie czas, by postawić kogoś innego na pierwszym miejscu niż tylko swoją matkę. Tak bardzo skupiła się na niej, że niemal zapomniała, iż jej własne kocięta, już jako uczniowie, zaczynają zdobywać osiągnięcia, którymi mogłyby się z nią podzielić.
Czarny kocur nadal trzymając piszczkę w pysku, pokiwał ze zrozumieniem.
— Jasne, możemy wyjść i chwilę porozmawiać — zgodził się z nią. — Wejdę jeszcze na chwilę do środka i zostawię mysz u Kwitnącego Kalafiora. Pewnie jak się przebudzi, będzie głodna.
Nie czekając dalej na sprzeciwy przybranej matki, wszedł do legowiska starszyzny, zachowując bezwzględną ciszę. Położył przed posłaniem przybranej babki jedzenie, po czym wyszedł.
— Możemy wyjść.
Brukselka skinęła głową i razem z Senną Łapą opuściła obozowisko. Na zewnątrz padał śnieg, a zimny wiatr rozwiewał ich gęste futra. Całe tereny wokół były pokryte białą pierzyną, co utrudniało widoczność. Brukselka szturchnęła delikatnie swojego przybranego syna.
— Chyba nie przepadasz za Porą Nagich Drzew, co? Twoje futro nie za bardzo kamufluje się w tym śniegu — zażartowała, po czym ziewnęła przeciągle. — Może przejdziemy się nad jezioro? Raczej nie zamarzło, ale możemy przynajmniej pospacerować brzegiem — zaproponowała, robiąc kilka kroków w tamtą stronę. Senna Łapa pokiwał głową w odpowiedzi i razem ruszyli w kierunku jeziora.

***

Dotarli nad jezioro, gdzie Brukselkowa Zadra przystanęła, patrząc w taflę wody. Jej odbicie rozmywało się w falach, ale nawet przez wodę widziała senność w swoich oczach.
— Chciałeś porozmawiać o czymś konkretnym? — zapytała, przenosząc spojrzenie na czarnego kocura. — Jak ci się podoba w Klanie Wilka? Radzisz sobie na nowej randze? — dodała, spoglądając w niebo. — Masz za mentorkę Wrotyczową Szramę, więc pewnie łatwiej ci się odnaleźć, bo już się znacie. Podobają ci się treningi z nią?
Czarny kocur usiadł obok niej, tak, że ich futra się stykały.
— Mógłbym powiedzieć, że przyzwyczaiłem się do Klanu Wilka. Jest tu… fajnie? Dziwią mnie niektóre koty oraz jak się zachowują. Przykładem jest Nikła Gwiazda, który bez podstawy zmienił imię Horyzontu na Zaćmioną Łapę. To było dziwne i niepotrzebne. Tak samo mam wrażenie, że koty dziwnie się patrzą na Gwiazdnicową Łapę. Też ma ładne imię i wygląda normalnie. Nie odstaje od urody kotów w Klanie Wilka, a przecież Topielcowy Lament czy Lamentująca Toń też mają krótkie ogony... Nie to, co Niezapominajka i Koniczynek, oni mają dziwną urodę, którą na pewno odziedziczyli po Lodowej Sałacie, koty też z nich szydzą, jednak jedno i drugie są naprawdę fajnymi kotami — zawahał się na chwilę, nie wiedząc, czy powinien poruszać temat jego uczuć związanych z dymną kotką. — Bardzo lubię Niezapominajkę — mruknął, czując, jak pieką go policzki.
— Co do Wrotyczowej Szramy, to jestem bardzo zadowolony. Czuje się, jakbym uczył się od starszej siostry — zamruczał. — Szczególnie lubię chodzić z nią na polowania. Sami, czy z innymi kotami, nie ma to znaczenia. Ciekawią mnie zwierzęta oraz zapachy, a ona to dobrze wykorzystuje. Powiedziała, że dobrze sobie radzę. — Senna Łapa spojrzał dumnie na Brukselkową Zadrę, jednak po chwili jego spojrzenie znów było zmieszane. — Tylko nie wiem, czemu pobratymcy tak świdrują ją wzrokiem... Jest przecież dobrą wojowniczką. Wierzy w Klan Gwiazdy, to przecież dobre. Prawda?
Ucho Brukselkowej Zadry drgnęło. No tak, skoro znajdki zostały wychowane w wierze do Klanu Gwiazdy, dla nich to musiało być czymś naturalnym, zwyczajnym. Zagryzła wargę, zastanawiając się, jak dobrać kolejne słowa.
— Jej historia jest bardziej zawiła, niż ci się wydaje — mruknęła, z nerwów drapiąc pazurem ziemię. — Ale to nie ja powinnam ci o niej opowiadać. Jeśli chcesz, zapytaj ją samą. Nie wiem, ile ze swojego życia zechce ci zdradzić, a ile woli odesłać w zapomnienie. Ja na jej miejscu też nie chciałabym rozdrapywać starych ran.
Usiadła, ciasno owijając ogon wokół łap, wpatrując się w taflę jeziora. Przez chwilę obserwowała, jak woda falowała, a potem spojrzała na Senną Łapę, a wyraz jej pyska stawał się coraz bardziej poważny.
— Chyba nikt ci tego nie powiedział, ale... Klan Gwiazdy to nie jedyna wiara w Klanie Wilka i nie wszyscy... to znaczy większość kotów nie podąża tą ścieżką — wymamrotała, trochę niechętnie, jakby rozmowa na ten temat nie sprawiała jej komfortu. — Większość wierzy w Miejsce, Gdzie Brak Gwiazd, dlatego musimy ukrywać się ze swoją wiarą. Koty mogą podejrzewać, że Wrotyczowa Szrama nie wierzy w to, co oni, dlatego bywają podejrzliwi. Póki jednak nie mają dowodów, nie mają prawa nas skrzywdzić — zapewniła go.
Po jej słowach zapadła cisza.
— No nic, trzeba sobie jakoś radzić. Ja... uważam, że znalezienie was nie było przypadkowe. To musiał być znak od Klanu Gwiazdy, że dla Klanu Wilka jest jeszcze szansa. Dlatego pokładam w was ogromne nadzieje.
Liczyła na to, że nie obarcza ich zbyt wielką odpowiedzialnością. Nie chciała, by jej dzieci czuły się przytłoczone. Nawet jeśli nie chciałyby angażować się w nawracanie Klanu Wilka, uszanowałaby to. Wierzyła, że Zaćmiona Łapa i Gwiazdnicowa Łapa także to rozumieją.
Senna Łapa zaintrygowany zastrzygł uchem.
— Pobratymcy, którzy wierzą w Mroczną Puszczę, mogą nas skrzywdzić — wtrącił się niepewnie.
Brukselka zmrużyła oczy, jakby krytykowała słowa Sennej Łapy.
— Ach, nie, nie! Przecież już ci mówiłam, że póki nie robimy niczego niebezpiecznego, nic nam nie grozi — powtórzyła, powoli kręcąc głową. — Musimy być tylko ostrożni i… nie wspominać zbyt często o Klanie Gwiazdy przy innych kotach. To wystarczy — dodała, wpatrując się przed siebie z powagą wymalowaną na twarzy. Rześki wiatr rozwiewał jej futro, a blady blask słońca oświetlał pyszczek. W takiej chwili wyglądała niemal dostojnie.
W końcu Brukselkowa Zadra podniosła się, otrzepując ze śniegu, który zdążył osadzić się na jej sierści.
— Wracamy już? — zapytała, zauważając, że Senna Łapa nie miał już kolejnych pytań. — Powinieneś odpocząć przed następnym treningiem! — wymyśliła wymówkę. Czarny kocur skinął tylko głową, jak miał w zwyczaju, i również wstał. Oboje ruszyli w stronę obozu.
— To… może opowiesz mi więcej o tej Niezapominajce?

***

Po egzekucji Pokrzywowego Wąsa

Minęło zaledwie kilka dni, odkąd Pokrzywowy Wąs – jej ojciec – został okrzyknięty zdrajcą i zabity. Nie była to jednak zwykła śmierć, a egzekucja. Borsucza Puszcza skręciła mu kark na oczach całego klanu, co dogłębnie wstrząsnęło Brukselką. Od tamtej chwili zupełnie straciła apetyt i wszelkie chęci. Jadła rzadko i tylko niewielkie kąski. Nie spuszczała też oczu z matki, nawet na jedno uderzenie serca, bo bała się, że straci także i ją.
Noce były jeszcze gorsze. Sen nie przychodził łatwo, a gdy już zasypiała, nawiedzały ją koszmary o śmierci ojca. Coś w tym wszystkim się nie zgadzało. To nie był on. Jej ojciec nie był mordercą. Nigdy nie podjąłby próby zabicia innego kota, to musiała być jakaś pomyłka! A jeśli to nie była pomyłka? Może zawładnęły nim duchy mrocznych przodków? Tak samo, jak kiedyś nią, podczas ataku na Jadowitą Żmiję?
— Brukselkowa Zadro? — rozległ się nagle głos zmartwionego Sennej Łapy, który właśnie zmierzał w jej kierunku, trzymając w pysku kosa. — Wiem, że nie jest z tobą zbyt dobrze, więc nawet nie będę pytał, jak się czujesz... Uczeń przysiadł obok niej, kładąc czarnego ptaka przed kocicą.
— Spróbuj wziąć coś na ząb.
Liliowa kocica spojrzała niechętnie na martwego kosa leżącego tuż obok. Zakrwawione pióra wywoływały u niej mdłości, a im dłużej się w nie wpatrywała, tym bardziej kręciło jej się w głowie. Zmrużyła oczy, a gdy otworzyła je ponownie, zobaczyła tego samego ptaka, ale z przekręconym karkiem. Syknęła, podskakując gwałtownie.
— Ty sobie żartujesz! Dlaczego mi go przynosisz?! — wyrzuciła z siebie gniewnie. Jednak gdy znów spojrzała na kosa, jego szyja wyglądała już normalnie. Ogon Brukselki drgał nerwowo, a w oczach zaszkliły się łzy, które szybko otarła łapą. — Przepraszam, Senna Łapo… To przez brak snu, jestem rozdrażniona. Chyba zaczynam mieć zwidy… — westchnęła, znów siadając. Czuła, jak jej skóra płonie od wstydu. Jak mogła tak nakrzyczeć na własnego podopiecznego?
Opuściła wzrok na swoje łapy, lecz po chwili zamknęła oczy. Nie chciała już patrzeć – bała się, że znowu coś sobie wyobrazi.
— Może powinnam wziąć mak, co? Brakuje mi tej dawnej mnie. Tej głośnej i pełnej życia mnie. Ostatnie wydarzenia mocno mnie zmieniły — prychnęła cicho, zła na samą siebie. — Ale to nieważne. Nie musimy teraz rozmawiać o mnie. Jestem dorosła, dam sobie radę.
Brukselkowa Zadra podniosła się i podeszła bliżej Sennej Łapy, delikatnie opierając się o jego futro.
— Kiedyś wspominałeś o tej Niezapominajce, pamiętasz? — mruknęła. — To smutne, że zniknęła. Pewnie za nią tęsknisz… Masz jakieś podejrzenia, co mogło się z nią stać? Może jej brat coś wie? Naprawdę bardzo ci współczuję.
Senna Łapa otworzył pysk, by sprzeciwić się kotce. Jednak ta wyszła z tematem Niezapominajki oraz jej zniknięcia, na co kocur spiął mięśnie.
— Wydaje mi się, że ta cała s-sprawa z dzikiem, to tylko zbieg okoliczności — wybełkotał. Starając się zrobić dobrą minę do złej gry, wskazał nosem idącego po przeciwnej stronie polany Koniczynową Łapę, który zmierzał na trening z Kruczym Piórem.
— Jestem pewien, że Koniczynowa Łapa bardziej przeżył zaginięcie Niezapominajki, bo to przecież jego siostra. Za to ja mogę wmówić sobie, że między mną a Niezapominajką nie było żadnego uczucia, gdyż byliśmy jeszcze za młodzi i nie rozumieliśmy tak ważnego uczucia, jakim jest miłość — odpowiedział. — Chociaż myślę, że powinniśmy się zająć twoim zdrowiem i samopoczuciem, Brukselkowa Zadro. Niezapominajki tutaj nie ma, za to ty jesteś i się o ciebie martwię.
Brukselkowa Zadra wbiła wzrok w swoje łapy, jakby czuła się winna, że jej własne dziecko musi się o nią martwić. To było miłe z jego strony, że się starał, ale ona nie chciała obarczać go swoimi problemami. W końcu to jej ojciec, z którym była dosyć blisko, niedawno został zabity na środku obozu podczas egzekucji.
— Tak... Wiem, ale nie chcę cię tym zadręczać. Po prostu... to takie dziwne. Pokrzywowy Wąs zawsze wydawał mi się lojalnym, mądrym wojownikiem i... nie mogę uwierzyć... a może raczej nie chcę wierzyć, że naprawdę mógłby chcieć kogoś zabić — wymamrotała, płaszcząc uszy. — To musiała być jakaś pomyłka albo... spisek. Nawet nie miałam okazji usłyszeć wyjaśnień od własnego ojca, bo od razu zamknęli go w tej izolatce, a potem... było już za późno. Może gdybym mogła z nim porozmawiać, wszystko potoczyłoby się inaczej...?
Liliowa poczuła, jak gardło jej się ściska, a oczy zasnuwa szklana powłoka.
— Może wtedy wyjaśniłby mi całą prawdę, zamiast odchodzić bez słowa. I... to nawet nie sama jego śmierć jest w tym najgorsza, tylko fakt, że wierzył w... no, sam wiesz co. Pamiętam, jak opowiadał mi o tym miejscu, o tej wierze... — jej głos co jakiś czas przerywało pociąganie nosem, jakby znów była małym, płaczącym kociakiem. — Na pewno właśnie tam trafił. To znaczy, że nie spotkam go nawet po śmierci. Ani ja, ani nikt z was — zwróciła się do Sennej Łapy. Dlaczego los miał rozdzielić ich nawet po odejściu? Dlaczego nie mogli wspólnie trafić do tego miejsca, by żyć razem na zawsze, jak ojciec z córką? — Chyba rozumiesz, co mam na myśli, prawda?
Czarnofutry milczał.
— Nieważne. Chcę tylko wiedzieć, co ty o tym wszystkim myślisz. Czy według ciebie Pokrzywowy Wąs naprawdę mógł chcieć skrzywdzić Lodowy Omen?

<Senna Łapo?>

08 sierpnia 2025

Od Sennej Łapy do Brukselkowej Zadry

Senna Łapa wszedł do obozu. Wrócił właśnie z patrolu łowieckiego. Wrotyczowa Szrama na pierwszych sesjach treningowych obrała sobie za cel nauczenie go, jak skutecznie polować. Bardzo mu się to podobało. Jego skromnym zdaniem, mógł się nazwać wschodzącym łowcom ich klanu. Czarne futerko pomagało mu się wtopić w cienie, dzięki czemu był krwiożerczym drapieżnikiem na nocnych patrolach. Jego mentorka nie chciała tego powiedzieć wprost, jednak on czuł, że ma do tego wielki talent, jak i predyspozycje. Oczywiście jeszcze było mu daleko do wojownika z doświadczeniem kilku sezonowym, jednak jak na żółtodzioba, był niezły.
— Chyba twoje szczęście minie, Senna Łapo — powiedziała do niego Wrotyczowa Szrama, która właśnie przystanęła obok. — Pora nagich drzew właśnie się odezwała.
Czarny uczeń, stojąc z piszczką w pysku, wpatrywał się zdezorientowany w kocicę. Nie zrozumiał nic z tego, co właśnie do niego powiedziała. Nagle na jego nos spadła śnieżynka, była przyjemnie zimna. Właśnie zaczął padać śnieg! Spojrzał w niebo, skąd białe kruszynki tańcując, spadały z gracją na ziemię. To było takie cudowne!
— Nie wiem, jak twoje futerko zakamufluje się na bieli. Będziesz widoczny jak cierń w łapie.
— Jakoś dam radę — oznajmił, wzruszając barkami. — Będę musiał się doskonalić w moim fachu mimo trudniejszych warunków.
Kocica poczochrała go po głowie, a ten skromnie się uśmiechnął. Mógłby tak dalej rozmawiać i cieszyć swoje oczy spadającym śniegiem, jednak uwagę kocura przykuło znajome futro, które właśnie podążało do legowiska starszyzny. Była to Brukselkowa Zadra, która odwiedzała tam właśnie swoją matkę.
“Powinienem ich odwiedzić” – pomyślał i szybko pożegnał się z mentorką.
Skierował się w stronę legowiska starszyzny, niosąc myszkę w pysku. Wszedł do środka i skłonił głowę na przywitanie Kwitnącemu Kalafiorowi oraz Brukselkowej Zadrze. Zdziwiona wojowniczka otuliła go ogonem i łapką pokazała mu, by zachował ciszę. Kiedy ten spojrzał na nią, nie rozumiejąc, czemu nakazano mu milczenie, ta pazurem pokazała na jej matkę, która spokojnie spała zwinięta w kłębek. Wypchała go na polanę, po czym sama wyszła na zewnątrz.
— Chciałem wam tylko dać zwierzynę. — Od razu się wytłumaczył.
Nie rozumiał czemu, ale poczuł się winny. Nie wiedział dlaczego, jednak poczucie usprawiedliwienia się, było ogromne.
— Chciałem z tobą porozmawiać, ostatnio nie spędzałaś z nami tak dużo czasu, z powodu choroby własnej matki. Dlatego pomyślałem, że przyniosę jedzenie i się dopytam…

< Brukselkowa Zadro? >
[368 słów]

[przyznano 7%]