BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Liściaste Futro. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Liściaste Futro. Pokaż wszystkie posty

03 maja 2025

Od Liściastego Futra CD. Nocnego Kwiatu

Tuż po mianowaniu Nocki na wojownika
Od razu podbiegła do przyjaciółki i zatrzymała się z poślizgiem naprzeciwko niej. Tłum skandujący imię kotki powoli cichł. Liściaste Futro przez pewien czas po prostu stała, podczas gdy jej serce niemal skakało ze szczęścia. Nocny Kwiat nareszcie objęła rangę, która należała się jej od dawna. Została pełnoprawną wojowniczką! W jej przypadku to znaczyło coś więcej niż tylko koniec treningu. To był znak, że została zaakceptowana, że była klifiaczką o równych prawach, co reszta klanu.
Spojrzenie przyjaciółek się spotkało. Obie były w tym momencie strasznie szczęśliwe i podekscytowane, przy czym niebieska czuła także wielką dumę. Przez myśl przemknęło jej, że takie właśnie emocje ma rodzic nowo mianowanego wojownika. No cóż, ona jako asystentka medyczki była tak jakby matką całego klanu.
Liściaste Futro z błyszczącymi oczami i wielkim uśmiechem, od którego aż jaśniało, otarła się pyskiem o policzek czarnej kotki. Przez pewien czas tak stały wtulone w siebie, nawet gdy cały klan się rozszedł i koty poszły zająć się swoimi obowiązkami.
***
teraźniejszość
— Jeśli swędzenie nie ustąpi lub pojawi się jakikolwiek inny ból, przyjdź do mnie natychmiast — mruknęła.
Zwykle wymawiała polecenia dla swoich pacjentów spokojnym, miłym, lecz stanowczym głosem. Teraz jednak już nie miała na to energii... Zresztą na nic nie miała. Bez Czereśniowej Gałązki to wszystko było takie nudne... Wschody słońca po prostu płynęły swoim tempem, nie martwiąc się tym, że Liściaste Futro potrzebuje zwolnić, przetrawić to wszystko. Katastrofa po katastrofie, smutek za smutku... To zlewało się w jedną, monotonną całość. Już sama nie wiedziała, co robić. Dużo płakała za byłą mentorką, ale minęło trochę czasu i rozpacz zmieniła się w pustkę. To tak jakby medyczka miała dziurę w sercu, która z każdą chwilą była coraz większa i boleśniejsza.
Do rzeczywistości przywołała ją Bijąca Północ, która po chwili zastanawiania się, co się dzieje z Liściastym Futrem siedzącą i gapiącą się smutno w ścianę legowiska, po prostu podziękowała i wyszła.
Niebieska kotka wzięła z niej przykład i także opuściła swoją siedzibę, kierując się w stronę Nocnego Kwiatu, która siedziała samotnie przy legowisku wojowników. Przechodząc obok grupki plotkujących kotów, do jej uszu doszły fragmenty rozmowy.
— Złodziejka ziół... Zdradza...?
— Nocny Kwiat...
— Nie ufam jej...
Gdy tylko wojownicy zauważyli Liściaste Futro, od razu umilkli. Oczywiście doskonale wiedzieli, że medyczka przyjaźni się z czarną kotką. Zdawali też sobie sprawę z tego, że niebieska usłyszała co nieco, więc mogą mieć kłopoty. Ona jednak tylko przeszła obok, rzucając im po drodze niechętne spojrzenie. Czemu miałaby marnować swój czas i energię na krzyczenie na nich? Po co miała w ogóle zwracać uwagę na kogoś, kto obgaduje jej przyjaciółkę? Usiadła tuż obok Nocki, tak że ich futra się stykały i owinęła ogon wokół ciała koleżanki, chcąc ją w ten sposób pocieszyć.
— Słyszałaś. — Nie stwierdzenie, nie pytanie, raczej coś pomiędzy.
Czarna kotka pokiwała głową, zwracając swoje smutne spojrzenie na Liściaste Futro.
— Nie przejmuj się. Oni gadają głupoty, nie słuchaj ich. — Chciała też dodać, że są głupi, ale w porę się powstrzymała. Zastanawiała się, kiedy przestała lubić swoich współklanowiczów.
— Nie wierzysz im, prawda? — spytała cicho Nocny Kwiat.
— Ależ oczywiście, że im nie wierzę! Przecież cię znam, wiem, że byś w życiu nas nie zdradziła. Jesteś klifiaczką, takim samym członkiem naszego klanu, jak oni — przerwała na chwilę, po czym dodała: — Nie martw się, coś z tym zrobię. A… Jak tam ci dzisiaj szło polowanie? – spytała, zmieniając temat.

Wyleczeni: Bijąca Północ
<Nocko?>

26 kwietnia 2025

Od Liściastego Futra CD. Ćmiego Księżyca

Przed śmiercią Czereśniowej Gałązki, pora Nagich Drzew

Szła przed siebie, czując obecność swojej byłej uczennicy tuż obok. Słyszała jej oddech, czuła jego ciepło na skórze, delikatne kroki rozlegały się parę długości myszy na lewo od kotki. Tak bardzo chciała, żeby to był tylko zwykły, spokojny spacer. Nie miała się jednak jak rozluźnić przez skręcający się od głodu żołądek. Choć to nie było najgorsze. Zupełnie inny, o wiele mocniejszy ból czuła w sercu za każdym razem, gdy tylko przypominała sobie, w jakim stanie jest Czereśniowa Gałązka. Do tego te wizje od Klanu Gwiazdy, co księżyc coraz gorsze… Liściaste Futro czasami czuła, że już nie wytrzymuje, to ją przytłaczało, a wiedziała, że po śmierci swojej byłej mentorki będzie sto razy gorzej. To było takie straszne, że zbierało jej się na płacz, gdy tylko o tym myślała.
Przeniosła wzrok z zaśnieżonego podłoża na zgrabną, śliczną postać o imieniu Ćmi Księżyc. Widziała smutek w jej oczach, żałowała, że nie potrafi jej pocieszyć. Powinna być oparciem dla swoich byłych uczennic, dodawać im otuchy. Oczywiście, próbowała to robić cały czas, tylko… Kończyły jej się słowa. Nie wiedziała, co powiedzieć. Uśmiech, który wymuszała każdego wschodu słońca, stawał się czymś coraz bardziej trudniejszym, nienaturalnym.
A Ćmi Księżyc nawet nie wiedziała, ile znaczy dla Liściastego Futra. Sama jej obecność minimalnie podnosiła starszą kotkę na duchu, pomagała nie zapaść się głęboko pod ziemię, nie utonąć w fali smutku, nie dać się pochłonąć beznadziejności. Tak samo jak Zaćmienie. Dwie siostry sprawiały, że… Wszystko było lepsze. Bez nich niebieska czułaby się jeszcze bardziej zagubiona i straszliwie samotna. A kiedy starała się je pocieszać, odwracała swoje myśli od tych wszystkich nieszczęśliwych zdarzeń.
Znowu przybrała swoją maskę pozytywnego wesołka, który nigdy się nie poddaje i zawsze jest pełen energii. Bolało ją to, że kiedyś taka była, a teraz… Stała się dokładnym przeciwieństwem osoby, którą udawała.
— Wiem — miauknęła głębokim głosem z nutką powagi i żalu, którego nie zdołała ukryć. — Wiem — powtórzyła. — Posłuchaj mnie. Czereśniowa Gałązka jest jedynym i niepowtarzalnym kotem, w dodatku cudowna z niej medyczka… Wiem, że w niczym jej nie dorównam, ale wyszkoliła mnie najlepiej, jak potrafiła. Będę się starać… I mam nadzieję, że to wystarczy. — Przerwała na chwilę, łapiąc oddech i dając swojemu głosowi odpocząć. — Wiesz, Ćmo, czasami dzieje się coś… Czego nie możemy zmienić. Wtedy trzeba się po prostu przystosować. Tak jest w tym przypadku.
Spojrzała srebrnej głęboko w oczy.

* * *

Teraźniejszość

Powoli, ostrożnie wyjęła szkło z łapy burego kocura, następnie wtarła w ranę zioła przeciwko zakażeniom i owinęła kończynę poszkodowanego pajęczyną, aby powstrzymać krwawienie. Pochmurny Płomień podczas tych zabiegów skrzywił się delikatnie i syknął z bólu przez zaciśnięte zęby, ale Liściaste Futro nic sobie z tego nie robiła i dalej opatrywała jego łapę. Wiedziała, że opatrunek musi leżeć w odpowiednim miejscu i trzeba go mocno naciągnąć. Gdy skończyła, przyjęła podziękowania od wojownika, poinstruowała go, aby nie przemęczał łapy, następnie wyszła z legowiska. Zanim jednak zdążyła w ogóle usiąść, usłyszała za swoimi plecami głośne pociąganie nosem. Odwróciła się i zauważyła Delikatną Bryzę, która była niemal cała w katarze. Medyczka westchnęła cicho i skierowała się z powrotem do legowiska medyków po odpowiednie zioła.

* * *

Powoli podeszła do srebrnej kotki, siedzącej samotnie ze wzrokiem wbitym w ziemię. Jej oczy odwróciły się w kierunku Liściastego Futra, jednak asystentka nie patrzyła prosto na postać byłej mentorki, bo nie wiedziała, gdzie dokładnie ona się znajduje. Usłyszała tylko szelest kroków, poczuła zapach i tyle.
Medyczka poczuła, jak jej gardło się ściska z żalu. Tak bardzo współczuła swojej podopiecznej… Usiadła obok i odezwała się miękkim głosem.
— Cześć, to ja, Listek — wykrztusiła, próbując się nie rozpłakać. — Trzymasz się jakoś? Słyszałam, że podobno leczysz pacjentów. To… intuicja czy…? Czy coś innego?

<Ciemko?>

Wyleczeni: Delikatna Bryza, Pochmurny Płomień

12 kwietnia 2025

Od Liściastego Futra Do Wiecznego Zaćmienia

Wszystko się sypało. Naprawdę wszystko. Ćmi Księżyc straciła wzrok podczas snu przy Księżycowej Sadzawce. A teraz… Teraz na dodatek Czereśniowa Gałązka. Ona… Tak, Listek wiedziała, że jej była mentorka liczyła wiele sezonów. Szylkretka była naprawdę stara. Z każdym wschodem słońca słabła, płomień życia, który wcześniej tlił się w jej duszy, przygasał. Tylko że niebieska nie przygotowała się odpowiednio dobrze na odejście kogoś, kogo uwielbiała, podziwiała i przede wszystkim kochała ponad wszystko. Gdy medyczka zmarła, asystentki pochowały ją i pożegnały.
Jednak dopiero teraz do Liściastego Futra dotarło, co naprawdę znaczy odejście Czereśni. Jak niby miała sobie poradzić bez szylkretowych łap prowadzących ją i pomagających w każdej chwili? Kotka samą swoją obecnością sprawiała, że wszystko było lepsze, życie nabierało sensu, a zmartwienia i troski ustępowały wspaniałemu uczuciu szczęścia. Ogólnego szczęścia z istnienia, z wykonywania najprostszych, najbardziej błahych czynności, które jednak dodawały energii. Pozytywnej energii pozwalającej biec przed siebie, bez względu na to, co się dzieje, bez względu na to, ile katastrof się wydarzyło. Po prostu lecieć z wiatrem i mieć nadzieję, że będzie lepiej. To było takie proste. Życie przed śmiercią Czereśniowej Gałązki było wspaniałe, szczęśliwe, pełne uśmiechu. Teraz cały ciężar odpowiedzialności i mądrości, to wszystko spadło na Listek, ale ona… Nie była gotowa. Zdecydowanie nie.
I co teraz miała zrobić? Jak sobie z tym wszystkim poradzić? Nie miała pojęcia. Wiedziała, że musi podjąć jakieś działania, cokolwiek, żeby załagodzić niezręczną sytuację między Klanem Klifu a Gwiezdnymi. Tylko… Ona sama była bez sił. Nie płakała, nie miała na to energii. Po prostu siedziała, patrzyła przed siebie pustym wzrokiem i próbowała uwierzyć w odejście Czereśni. Musiała się z tym pogodzić i pozwolić sobie na żałobę. Tyle że nie miała na to czasu. Sprawowała obecnie władzę w legowisku medyków, musiała zadbać, aby ilość ziół była odpowiednia, żeby nadawały się do użycia, trzeba było otaczać opieką cały klan. Do tego musiały być silne medyczki. Wieczne Zaćmienie i Ćmi Księżyc także były przygnębione, musiała jakoś dodać im sił. Musiała być dla nich przykładem, a nie rozpaczać nad swoją bezsilnością. Miała ochotę krzyczeć, chciała się poddać. Mogła zrobić wszystko, byleby tylko złagodzić ten ból… Niestety nie było na to sposobu. Trzeba było po prostu… jakoś przez to wszystko przejść.
A najlepiej sobie radziła, gdy o tym nie myślała. I chociaż strasznie trudno było oczyścić umysł, skupić się na czymś innym, pomoc niosły jej zioła. Sortowanie ich, leczenie nimi kotów… Wtedy doznawała na chwilę wytchnienia od rozmyślań.
Rozejrzała się po legowisku, zastanawiając się, co teraz mogłaby zrobić, żeby skupić swoją uwagę na czymś interesującym, całkowicie pochłaniającym. Skarciła sama siebie w myślach, kiedy jej wzrok na chwilę zatrzymał się przy niewielkiej ilości ziół kocimiętki. To nie było dobre rozwiązanie, zdecydowanie nie. Zbierała rośliny lecznicze, po to, aby pomagać tym, którzy naprawdę tego potrzebowali.

***

Szybko zauważyła, że z Paprociowym Zagajnikiem coś jest nie tak. Był jej bliskim przyjacielem, a podczas dzielenia języków wyglądał na mocno cierpiącego. Nic dziwnego, jego skóra była zaczerwieniona i pokryta bąblami. Na szczęście współczesna kocia medycyna obejmowała wiele ziół, które mogły pomóc z tą dolegliwością. Liściaste Futro po podaniu pacjentowi lekarstw skierowała swoje kroki do pewnej młodej szylkretki o pięknym ułożeniu swych łat. Wieczne Zaćmienie. Niebieska uwielbiała swoje obydwie uczennice. Teraz nastał trudny dla każdego klifiaka sezon. Wiedziała, że musi być silna, aby dawać dobry przykład swoim asystentkom, musiała im pomóc.
– Cześć – miauknęła i tak jak zawsze od śmierci Czereśniowej Gałązki, zabrakło jej słów. Tak po prostu. Kompletnie nie wiedziała, co powiedzieć. Wszystko wydawało się nie na miejscu. Usiadła obok szylkretki i gorączkowo zastanawiała się, jak kontynuować tą nawet nie do końca zaczętą rozmowę. Coś musiała zrobić… Należało odwrócić myśli Wiecznego Zaćmienia od tej katastrofy, ona była zbyt młoda, żeby doświadczać tego bólu. – Miałaś dzisiaj jakiegoś pacjenta?

<Zaćmienie?>
Wyleczeni: Paprociowy Zagajnik

31 marca 2025

Od Liściastego Futra CD. Łuny (Źródlanej Łapy)

*jakiś czas temu*
Pokiwała głową, przyjmując tę wiadomość ze spokojem, ale też zmartwieniem. Od jakiegoś czasu miała wrażenie, że z Półślepym Świstakiem dzieje się coś niedobrego. Prawdopodobnie chodziło o jej stan psychiczny, ale chciała dla pewności sprawdzić, czy na pewno jest zdrowa i nie dolega jej ból. Zanotowała to w pamięci i pokiwała głową, zastanawiając się, co może poradzić Łunie.
– Nie martw się, dobrze robisz – miauknęła, mrużąc delikatnie oczy w zamyśleniu. – Odrobina towarzystwa przyda się każdemu. Pamiętaj, tylko żeby o siebie też dbać.
Zauważyła, że zmartwienie i niepewność w oczach kocięta nie ustały. Najwyraźniej słowa medyczki nie uspokoiły dymnej, więc dodała:
– Porozmawiam z nią, dobrze? Dowiem się, o co chodzi.
Teraz Łuna pokiwała głową, podziękowała i wyszła z legowiska, a Liściaste Futro wróciła do swoich spraw.

***

– Boli… – sapnął Króliczek, z otwartym pyskiem skierowanym ku górze, kiedy asystentka medyczki uważnie oglądała jego gardło. Po chwili puściła głowę kocięcia i zaczęła szperać po półce medycznej, na której znajdowały się zioła. Przy okazji wyjaśniła mu i Pikującej Jaskółce, jak doszło do choroby.
– Wszystko się zgadza. Dostaniesz zioła i powinno być po wszystkim. – Podała kremowemu plaster miodu i uśmiechnęła się na widok, jak zajada ze smakiem. – Jeśli się pogorszy, powiesz o tym mamie, prawda?

***

Jakiś czas później do legowiska weszli Zielone Wzgórze i Stary Klif, pociągając nosem. Liściaste Futro podała kocurowi zioła na katar i oczywiście poinstruowała go, aby wrócił, gdyby choroba się pogorszyła. Następnie wyszła z legowiska i rozejrzała się po obozie. Po chwili zauważyła młodą istotkę o dymnym futerku i skierowała swoje kroki w jej stronę, widząc, że ta nie jest aktualnie zajęta niczym ważnym.
– Źródlana Łapo, wybacz, że zajęło mi to tyle czasu – zaczęła powoli, zastanawiając się, co powiedzieć. – Rozmawiałam z Półślepym Świstakiem parę razy i myślę, że może tu chodzić o jej…niepełnosprawności. Ma trudniej niż inne koty. Dlatego muszę wiedzieć, czy ktoś się z niej śmiał? Albo czy myślisz, że czuje się niepotrzebna? Oczywiście, możesz nie wiedzieć, ale jakby przyszło ci coś do głowy, to poinformuj mnie, dobrze?

<Łuno?>

Wyleczeni: Króliczek, Szary Klif

02 marca 2025

Od Liściastego Futra CD. Ćmiego Księżyca

 przeszłość
Po tym, jak Liściasta Gwiazda odebrała swoje dziewięć żyć od Klanu Gwiazdy, asystentka medyczki weszła do składziku, odłożyć nieużyte zioła. Przy okazji sprawdziła, czy wszystkie rośliny znajdujące się tam, są w dobrym stanie, zdatne do użytku. Oglądała uważnie i obwąchiwała listki, łodygi, kwiaty i korzenie, trącając je delikatnie różowym noskiem. Gdy już skończyła, przez chwilę stała w milczeniu i bezruchu, rozmyślając nad tym, co wydarzyło się przy Księżycowej Sadzawce. Nic z tego nie rozumiała, ale się bała. Wiedziała, że stało się coś strasznego, okropnego… Spuściła głowę, czuła, jak jej ciało dygocze i nie mogła tego powstrzymać.
Po chwili uznała, że najlepiej będzie zająć swoje myśli czymś innym, dlatego wyszła ze składzika, starając się zachować choć trochę optymizmu. Oczywiście, jak na złość, pierwszym, kogo spotkała, była Ćmi Księżyc. Młoda kotka z głową schowaną pod grubą warstwą świeżego mchu wyła żałośnie. Jej skowyt rozdzierał serce Liściastego Futra, która drgnęła lekko. Do oczu pchały jej się łzy, ale zamrugała prędko, odganiając je. Musiała być silna dla swojej byłej uczennicy.
Chwilę zastanawiała się, jak może jej pomóc. To bowiem było w tej chwili priorytetem. Aby odbudować wiarę i dobro w klanie, potrzeba było silnych, pewnych siebie medyków. Poza tym Listek nie chciała widzieć swojej byłej uczennicy w takim stanie. Stała w milczeniu naprzeciwko niej, patrząc na niebieską spokojnym wzrokiem bez większych uczuć.
Ćmi Księżyc wyczuła chyba zapach drugiej asystentki, bo gwałtownie podniosła głowę do góry. Gdy zobaczyła to, czego najwyraźniej się obawiała, aż drgnęła i cofnęła się o krok do tyłu z zaskoczenia.
– Liściaste Futro! – miauknęła zduszonym głosem po chwili.
Starsza kotka kiwnęła powoli głową, zastanawiając się, co powiedzieć. Wiedziała, że musi teraz postępować naprawdę ostrożnie i w przemyślany sposób.
– Hej, już dobrze. Chodź tutaj. – Poklepała delikatnie ogonem miejsce obok siebie.
Ciemka wypełniła prośbę, ale nie odzywała się, wpatrzona gdzieś w dal. Na jej pysku widać było smutek i niepokój.
– Słuchaj, wiem, że coś się stało. – zaczęła Liściaste Futro, a gdy napotkała zdziwione spojrzenie swojej rozmówczyni, dodała: – To znaczy… Klan Gwiazdy przekazał ci jakąś wizję. Z pewnością nie było to nic dobrego, ale postaraj się tym nie przejmować. Jeśli będziesz chciała, możesz mi powiedzieć, co się stało. Postaramy się wszystko naprawić. Przykro mi, że prawdopodobnie doświadczyłaś czegoś strasznego, a jesteś taka młoda… Pamiętaj, że zawsze będę gotowa ci pomóc, dobrze?

***

– Widzę, że tobie także pora Nagich Drzewa daje się w znaki – mówiła Liściaste Futro, podając zioła Pochmurnemu Płomieniowi. – Ale to nic, na razie choroba nie jest zbyt groźna. Ważne, aby szybko ją wyleczyć. Prószący Śnieg ostatnio miał katar, ale już mu przeszło. Ty też powinieneś zaraz wyzdrowieć, tylko pamiętaj, aby nas odwiedzać.
Po chwili pożegnała się z wojownikiem i sama również wyszła z legowiska. Rozejrzała się w poszukiwaniu Ciemki. Miała nadzieję, że już wszystko z nią w porządku… Po chwili jej pysk lekko się rozjaśnił, gdy zauważyła znajome futro. Podeszła niespiesznym krokiem do młodej kotki, która czyściła swoje futro obok stosu zdobyczy, a raczej miejsca, w którym powinien się on znajdować.
– Cześć, jak tam? – spytała, starając się zachowywać pogodny ton głosu.
– Dobrze – odparła młoda asystentka i uśmiechnęła się słabo.
– Chyba nie masz nic do roboty i ja także, więc może chciałabyś pójść ze mną na sz… – W ostatniej chwili ugryzła się w język. Mówiła z przyzwyczajenia, ale nie miało to żadnego sensu. Szukanie ziół? Podczas pory Nagich Drzew? Biały puch pokrywał terytorium Klanu Klifu i nigdzie nie rosły żadne rośliny lecznicze… – Na spacer?

Wyleczeni: Pochmurny Płomień, Prószący Śnieg
<Ciemko?>

14 lutego 2025

Od Liściastego Futra

Biały kaszel w porę Zielonych Liści? To dopiero ją zdziwiło. Jeśli wojownik miał taką odporność, ciekawe jakie choróbsko złapie, gdy nadejdą mrozy. Pewnie to przez częściowy brak futra na ciele. Odsłonięta skóra była jak zaproszenie dla przeziębienia. Asystentka medyczki uśmiechnęła się gorzko pod nosem i odwróciła się, aby podać Judaszowcowemu Pocałunkowi odpowiednią porcję wrotyczu. Gdy kocur spożywał zioła, Liściaste Futro przechyliła na chwilę głowę na bok, wyraźnie zastanawiając się nad tym i jakby coś obliczając.
– Dobrze, jutro i pojutrze rano jeszcze do mnie przyjdziesz. Zobaczę, jak twoja choroba i podam ci lekarstwo. No i oczywiście, jeśli twój stan się pogorszy, zacznie cię coś boleć, kaszel się pogłębi, przyjdź do mnie natychmiast. Nieważne, czy to będzie dzień, czy środek nocy, rozumiesz?
Czekoladowy pokiwał głową, rzucając jej dość niechętne spojrzenie. Jak zawsze, wojownicy myśleli, że znają się na swoich chorobach lepiej niż medycy. Zwłaszcza Judaszowcowy Pocałunek, sam wysłannik Klanu Gwiazdy… Prychnęła lekko, odprowadzając pacjenta wzrokiem do wyjścia.

***

Kluczyła między drzewami ze spuszczoną głową. Wzrok utkwiła w ściółce leśnej. Niebieskie oczy penetrowały cały krajobraz w polu widzenia Liściastego Futra w poszukiwaniu roślin leczniczych. Na razie znalazła parę liści ogórecznika a także miodunki plamistej. Kotkę po dłuższej chwili wpatrywania się pod siebie w końcu zaczął boleć kark, a więc zatrzymała się, wyprostowała i przeciągnęła. Coś jej strzyknęło w kościach. Zmrużyła zdziwiona oczy. Po chwili uświadomiła sobie, że nie jest już tak młoda. Równie dobrze mogłaby być starszą, ale nie potrzebowała tego, bo była medyczką i jej codzienne obowiązki zwykle nie wymagały zbyt dużej sprawności. Zauważyła też parę dni temu rozsiane w jej sierści pojedyncze siwe włoski. Były niemal niewidoczne na tle jasnoszarego futra, ale asystentka medyczki je zauważyła. Westchnęła lekko na myśl, że coraz bardziej zbliżała się do starości. Jednej z rzeczy, której najbardziej nie chciała. Zawsze wyobrażała sobie siebie samą jako drobną, młodą, gadatliwą i przy tym lekko rozbrykaną kotkę. Teraz już nie mogła o sobie w ten sposób myśleć.

***

Gdy już zostawiła zioła w składziku, wyszła z legowiska medyków i rzuciła szybko okiem na stertę zdobyczy, aby sprawdzić, czy znajdzie się dla niej jakiś smaczny kąsek. Niestety patrole myśliwskie, które wyruszyły w popołudnie, jeszcze nie wróciły. No cóż, musiała chwilkę poczekać na posiłek. Gdy tak sobie siedziała przed legowiskiem medyków i obserwowała spokojne klanowe życie, w oczy rzucił jej się Mniszkowa Łapa. Uczeń jakby… utykał. Zmrużyła oczy, próbując lepiej zobaczyć. Tak, z pewnością coś mu dolegało w jedną łapę. Szybko poderwała się i podbiegła truchtem do kocura, zagradzając mu drogę długim ogonem. Liliowy spojrzał na nią ze zdziwieniem.
– Liściaste Futro, coś się stało?
Pokręciła głową, aby go uspokoić.
– Ty mi powiedz – mruknęła z uśmiechem.
Kocur zmrużył oczy, nie rozumiejąc o co chodzi asystentce medyczki.
– Daj spokój, widzę przecież, że coś ci dolega. – Wskazała ogonem jego przednią, prawą kończynę. – Kulejesz.
Zaprowadziła Mniszkową Łapę do legowiska medyków, gdzie zbadała dokładnie jego poduszkę. Wyciągnęła kawałek czystego kamienia z jego kończyny. Na szczęście nie wbił się głęboko, a rana nie krwawiła obficie, a więc wystarczyło nałożyć zioła przeciw zakażeniom.


Wyleczeni: Mniszkowa Łapa, Judaszowcowy Pocałunek

05 lutego 2025

Od Liściastego Futra Do Pochmurnego Płomienia

 *parę wschodów słońca po powrocie Pochmurnego Płomienia*

– Strasznie jesteś rozgrzany – mruknęła na wpół do siebie, na wpół do pacjenta.
W odległości trzech długości lisa słychać było stukot pazurów o kamienne podłoże jaskini, kiedy asystentka medyczki podchodziła do składziku. Chwilę grzebała w roślinach, w końcu znalazła odpowiednie zioła. Wróciła z powrotem do liliowego, łaciatego kocura o dużych, niewinnych oczach i małych uszach.
– Proszę. – Podała Paprociowemu Zagajnikowi parę liści wrotyczu i ogórecznika – Zbiją gorączkę. Niedługo powinieneś wydobrzeć, a jeśli choroba się pogłębi, przyjdź do mnie, jasne? – spytała troskliwie, ale stanowczo.
– A jak mam rozpoznać… – zaczął liliowy nieśmiało, jednak nieco się poplątał. – Że się pogorszy. To znaczy, choroba. Choroba się pogorszy. Jak mam rozpoznać…?
Liściaste Futro uśmiechnęła się, kręcąc głową.
– Och, sam rozpoznasz, jeśli się gorzej poczujesz. Na przykład, może cię coś boleć, na przykład głowa. Możesz też nie mieć na nic siły. Rozumiesz?
– Chyba tak – mruknął cicho jej pacjent, kiwając głową w geście potwierdzenia. W jego oczach jednak, jak i w wyrazie pyska widać było niepewność.
Niebieska kotka uznała, że sama będzie co jakiś czas sprawdzać, czy wszystko z nim w porządku i czy choroba się nie pogłębia.
– A i jeszcze jedno – zawołała za Paprociowym Zagajnikiem, który już wychodził z legowiska medyków. Machnęła lekko ogonem, aby go do siebie przywołać. Nie chciała bowiem krzyczeć na cały obóz. I tak już spojrzenia najbliżej siedzących wojowników się na nią zwróciły.
– Tak? – spytał liliowy, przekrzywiając pytająco głowę.
– Powiedz Judaszowcowemu Pocałunkowi, że zwolniłam cię na parę dni z wojowniczych obowiązków, dobrze?
Paprociowy Zagajnik ponownie pokiwał łbem i skierował się do swojego legowiska. Tym razem asystentka medyczki jedynie odprowadziła go wzrokiem, nie zatrzymując go już.

***

Słońce powoli zachodziło za horyzont, barwiąc niebo odcieniami pomarańczu i różu. Deszcz lał, jednak do jaskini służącej klifiakom za obóz, niewiele kropel się dostawało. Jednak tutaj, w niemal zamkniętej przestrzeni, za wodospadem, powietrze było jeszcze bardziej wilgotne, jeszcze mniej tlenu zawierało w sobie. Parno, duszno, niemal nie dało się oddychać. Jednak Liściaste Futro, jak i większość kotów z klanów, przyzwyczaiła się do tej nieustającej pogody i mogła jedynie mieć nadzieję, że pora Opadających Liści okaże się przyjemniejsza. Martwiła się też o zioła, zapasy w składziku były niewielkie. Rośliny nie rosły, gniły, nie nadawały się do użycia. Nie mogła jednak na razie nic z tym zrobić.
Tak więc, uznała, że skoro zbliża się pora dzielenia się językami, pogawędzi z kimś w spokoju i spróbuje nie zamartwiać się zbytnio. Rozejrzała się po jaskini. W niebieskie, okrągłe oczy rzucił jej się szczupły, bury kocur, którego jeszcze niedawno nie miała szansy zauważyć tutaj, w obozie Klanu Klifu.
Podeszła beztrosko do Pochmurnego Płomienia, widząc, że kocur aktualnie, tak samo jak ona, nie ma nic ważnego do roboty. Czuła ekscytację na myśl, że już zaraz porozmawia z kimś, kogo nie widziała przez całe księżyce. Z kimś, kto został wygnany z klanu za coś równie błahego jak rzucanie kamieniami w lidera.
Zaśmiała się pod nosem z własnych myśli i ostatni odcinek dzielący ją od wojownika pokonała truchtem, nie mogąc się już powstrzymać. Lubiła burego za jego odwagę, beztroskość. Był do niej podobny.
– Cześć! – zawołała, biegnąc jeszcze.
Wpadła w poślizg, szybko wyhamowując i w końcu stanęła tuż przed kocurem. Jej oczy wlepione w wojownika świeciły się, na pysku malował się szeroki uśmiech. Długi, podniesiony ogon lekko poruszał się w powietrzu, oprócz tego Liściaste Futro stała niemal nieruchomo, nie wiedząc, co teraz powinna powiedzieć, od czego zacząć lawinę słów, która cisnęła się jej na język.
– Nareszcie wróciłeś do klanu! – dodała po chwili.
Te słowa wydały jej się najlepsze w tej sytuacji. Pokazała nimi Pochmurnemu Płomieniowi swoją radość na jego widok, jak i przyznała, że za nim tęskniła.
– Ooo, witaj! Ahh, to nasza wspaniała medyczka Listek! Świetnie wyglądasz. Co tam u ciebie? Widziałem, że namnożyło was się w legowisku medyka, jakieś dwa młodziki ci się tam kręcą co najmniej – zaczął kocur rozmowę z nie mniejszym entuzjazmem niż niebieska kotka.
Asystentka medyczki zamruczała z zakłopotaniem, zawstydzona tymi pochlebstwami. Spuściła wzrok na własne przednie łapy, poczuła lekkie swędzenie pod skórą. Zdecydowała się więc przerzucić pochwały na kogoś innego.
– Tak, obydwie będą wspaniałymi medyczkami. Jedna z nich dostała już nawet nowe imię, druga jest całkowicie na to gotowa. – Wyprostowała się, podniosła podbródek oraz ogon, z dumą w głosie. – A jak udało ci się znaleźć Mniszka? – spytała po chwili zastanowienia, wbijając zaciekawione spojrzenie w burego.
Ten rozejrzał się na boki, jakby chciał sprawdzić, czy nikt ich nie podsłuchuje. Liściaste Futro poczuła się, jakby chciał jej przekazać jakiś tajny sekret i ze zdziwieniem zmrużyła oczy.
– Miałem w mieście dobrego znajomego, którego poznałem na granicy jeszcze mieszkając w klanie. Był nieco młodszy ode mnie, podszkoliłem go nieco by jakoś sobie poradził w życiu, uwierz mi miasto w porównaniu do klanu to prawdziwa dzicz. Mój kumpel, Lew znalazł przypadkiem Mniszka gdy jastrząb jakimś cudem gdzieś go zostawił. Jak trafiłem do miasta po wygnaniu, Lew przygarnął mnie do swojego domu i sobie tam razem żyliśmy, dołączyło do nas z czasem trochę więcej kotów. Trochę w tym czasie podszkoliłem Mniszka, zapowiada się na świetnego wojownika. Wiesz jak on świetnie chodzi po dachach? Teraz w sumie po prostu przyprowadziłem go do klanu i tak szczerze to jedyne co dla niego zrobiłem, poza szkoleniem.
Kotka chwilę milczała, przetrawiając słowa Pochmurnego Płomienia, w końcu uśmiechnęła się, zachwycona
– Co za szczęście, że Klan Gwiazdy cię do nich poprowadził. A teraz... Pozwól że opowiem ci o wszystkim co działo się, gdy ciebie nie było! Chyba że ktoś już to zrobił, przede mną. – Kocur nie zaprzeczał, a więc Liściaste Futro kontynuowała: – No to tak, em… Niedźwiedzi Miód na zgromadzeniu wszedł na skałę liderów i podarował Sroczej Gwieździe muszelkę, wyznał jej też miłość. W nagrodę od Srokoszowej Gwiazdy otrzymał nowe imię: Nocny Kochanek. Srokosz zakazał też wybierania kolejnych radnych… – przerwała, milcząc z niepokojem w oczach, ale już się nie odezwała.
Już chciała opowiedzieć o tych wszystkich tajemniczych śmierciach, ale w porę ugryzła się w język. Uznała, że nie będzie na razie straszyć burego. Jej rozmówca chyba nie zauważył niepokoju kotki, i wybuchnął śmiechem.
– HAHAHA. Który to ten Niedźwiedzi Miód? Chcę poznać tego gościa. Szacuneczek za odwagę z wyznaniem Sroczej Gwieździe miłości. – odpowiedział.
– No wiesz, obecnie nie ma go w klanie – wyjaśniła, a jej uśmiech nieco zgasł. – Ja też kiedyś rozmawiałam ze Sroczą Gwiazdą – dodała po chwili namysłu, tłumiąc chichot. – Srokoszowa Gwiazda dostał zawału… – mruknęła niewinnie.

Wyleczeni: Paprociowy Zagajnik
<Pochmurny Płomieniu?>

Od Liściastego Futra Do Łuny

 Wsunęła głowę do żłobka, sprawdzając, czy w środku nie śpią jakieś kocięta. Wszystkie jednak były rozbudzone i cztery pary małych kolorowych oczu oraz dwie dużych przeniosły się na asystentkę medyczki. Niebieska zaśmiała się.
- Mam nadzieję, że nie przeszkadzam.
Po tych słowach weszła do legowiska i rozejrzała się. Jej spojrzenie utkwiło na łaciatej kotce, która opierając głowę na przednich łapach, spoglądała na nią jednym okiem. Drugie natomiast było niewidome. Liściaste Futro zauważyła, że karmicielka z każdym dniem marniała w oczach. Nie było w niej widać takiego entuzjazmu i chęci życia, jakie miały inne koty w Klanie Klifu. Ostatnio była taka… po prostu nijaka. Asystentka medyczki zanotowała to w pamięci, dokładając rozmowę z kotką do swojego planu na później.
Przeniosła swoją uwagę na kocięta, które wciąż patrzyły na nią z zaciekawieniem.
- Tak, maluchy, czas na kontrolę. - zaśmiała się.
Regularnie składała wizyty w żłobku, aby sprawdzać, czy przyszli wojownicy prawidłowo się rozwijają i jak sobie radzą karmicielki w wychowaniu ich.
- Nic im nie dolega? Żadnych objaw chorób, takich jak kaszel, bóle, biegunki czy wymioty?
Obie dorosłe kotki pokręciły powoli głową, tymczasem Liściaste Futro kontynuowała swój ciąg pytań.
- Dużo jedzą, bawią się?
Tym razem karmicielki przytaknęły, a więc asystentka medyczki przeszła do sprawdzania kociaków. Uważnie je oglądała z każdej strony, sprawdzała czy ich oczy i uszy są czyste, upewniała się, czy pod futrem nie ma żadnych ran, czy są odpowiednio ciężkie, i czy mają zgodne proporcje. Nie zauważyła niczego, co by ją zmartwiło, a więc machnęła lokatorom żłobka na pożegnanie i opuściła legowisko.

* * *

- Wiesz, ta rana szybko się zagoi - stwierdziła rzeczowym tonem, oglądając cienkie zadrapanie na ogonie Bijącej Północy.
Smukła, dymna kotka przez przypadek podczas polowania znowu wskoczyła w krzew pełen ostrych gałązek i cierni. Jeden z nich rozdarł jej skórę. Czarnej wojowniczce takie wypadki zdarzały się niepokojąco często. Na szczęście nic poważnego się nie stało.
- Oczywiście, sprawa miałaby się o wiele inaczej, gdybym nie zauważyła zadrapania. - Asystentka medyczki spiorunowała pacjentkę wzrokiem, jednak nie udało jej się na długo zachować powagi. Po chwili w niebieskich oczach ponownie zamigotały wesołe iskierki, a na pysku zawitał rozbrykający uśmiech.
- Następnym razem do mnie przyjdź, nie będę codziennie sprawdzała, czy żadnemu wojownikowi się nic nie stało! Przecież po to jestem medyczką, tak? Żeby was leczyć.
- Wybacz, nie zauważyłam jej. Dopiero, kiedy mi pokazałaś zadrapanie, zdałam sobie sprawę, że rzeczywiście je mam na ogonie. A tak w ogóle to ta rana nie wygląda w ogóle groźnie.
Liściaste Futro zmrużyła oczy i machnęła delikatnie końcówką ogona, nie odzywając się. Bezmyślność wojowników i ich próby unikania leczenia działały jej na nerwy. Zaczęła rozsmarowywać sok ze szczawiu na zadrapaniu.
- Najgorsze w tym wszystkim było to - perorowała cały czas pacjentka - że straciłam swoją mysz, na którą wtedy polowałam i… - Bijąca Północ stłumiła syknięcie i wzdrygnęła się.

* * *
*dwa wschody słońca później*

- Cześć, Łuno. - miauknęła Liściaste Futro, podchodząc do kocięcia beztroskim krokiem.
Właśnie skończyła zbieranie ziół i sortowanie ich, a więc mogła pozwolić sobie na chwilę przerwy. Uświadomiła sobie też, że planowała coś zrobić… Ah, tak. Miała porozmawiać z Półślepym Świstakiem, ale zamiast tego mogła zapytać o nią jedno z jej kociąt. Z pewnością udzieli jej jakichś istotnych informacji, nie to co karmicielka, która prawdopodobnie będzie udawać, że nic się nie dzieje.
Żółte oczy przeniosły się na asystentkę medyczki, która skinęła głową na powitanie.
- Mam nadzieję, że ci nie przeszkadzam. - Było to połowicznie pytanie i połowicznie stwierdzenie.
Łuna pokręciła głową. Usiadła wyprostowana z podniesioną głową, łapy schludnie owinęła ogonem. Na jej pysku malował się delikatny, usatysfakcjonowany uśmiech.
- Muszę z tobą porozmawiać - zaczęła Liściaste Futro, siadając naprzeciwko koteczki. - Powiedz mi… Jak się ma Półślepy Świstak? 


Wyleczeni: Bijąca Północ

<Łuno?>

29 stycznia 2025

Od Liściastego Futra CD. Nocnego Kwiatu

Niebieska kotka wyszła na spacer, korzystając z okazji, że właśnie przestał padać deszcz i dosyć szybko się rozpogodziło. Nawet słońce wychyliło się zza chmur, rzucając ciepły blask na terytorium Klanu Klifu. Ach, jak przyjemnie było pozbyć się wilgoci z futra. Asystentka medyczki miała już serdecznie dość tej pogody. Nie dość, że mokro, to jeszcze nie dało się normalnie oddychać. Powietrze było jakby… beztlenowe. Tak więc nie zazdrościła wojownikom, którzy na dodatek musieli sprawdzać każdy zakamarek swoich terenów i biegać za zdobyczą, której i tak brakowało. Liściaste Futro jednak, jak i inne medyczki, także nie próżnowała. Zbierała zioła, sortowała je, zajmowała się chorobami i ranami reszty kotów z jej klanu, które nie były w stanie się samodzielnie wyleczyć. Regularnie odwiedzała starszych oraz kocięta i karmicielki w żłobku, opiekowała się nimi. Uczyła Zaćmioną Łapę, chociaż ta już wszystko umiała i wystarczyło tylko czekać na spotkanie medyków, aby móc ją mianować.
Szelest ściółki przed asystentką medyczki wyrwał ją z rozmyślań. W jednej chwili zatrzymała się i skupiła wszystkie swoje zmysły na kocie idącym przed nią. Była to czarna kotka drobnej postury o półdługim futrze pokrytym niemal już niewidocznymi bliznami. Liściaste Futro rozpoznała Nocny Kwiat i już miała do niej podejść, kiedy usłyszała słowa przyjaciółki wypowiadane w kierunku nieba.
- Jak długo jeszcze ze mną zostaniesz, żałobo?
Smutny pisk dotarł do uszu asystentki medyczki. Niebieska kotka zmrużyła oczy, przykucając za pniem drzewa i wyciągając przed siebie pysk, aby lepiej widzieć. Nocny Kwiat stała nieruchomo ze spuszczoną głową i ogonem. Liściaste Futro poczuła ukłucie na sumieniu, kiedy zdała sobie sprawę, że śledzi swoją przyjaciółkę, a więc wyszła zza pnia i zbliżyła się do niej. Stała przez chwilę w milczeniu za czarną kotką, która była zbyt zamyślona, aby ją zauważyć. Tęskniła za Barczatką, swoim adoptowanym kocięciem, które zostawiła w Gnieździe Dwunożnej? A może z jakiegoś innego powodu była smutna?
- Mogę ci jakoś pomóc? - miauknęła Liściaste Futro cicho.

<Nocko?>

16 stycznia 2025

Od Liściastego Futra

Duszne powietrze ledwo docierające w głąb jaskini służące kotom z Klanu Klifu za obóz nieprzyjemnie sprawiało, że asystentka medyczki brała szybkie, płytkie wdechy i była naprawdę zmęczona tą pogodą. Wystawiła pysk w kierunku słońca, próbując chociaż na chwilę pozbyć się tego okropnego uczucia wilgoci na futrze, nawet i na skórze, co było w tym wszystkim najgorsze. Stała przy wyjściu z jaskini, obserwując z zaciekawieniem, jak kaskada maleńkich kropelek mieni się blaskiem na tle pomarańczowego nieba, barwionego kolorami zachodzącego słońca. Do uszu kotki nie docierały niemal żadne dźwięki, zagłuszone przez szum wody. Wzdrygnęła się lekko i odsunęła się od wodospadu, kiedy nagle parę kropelek znalazło się niebezpiecznie blisko jej. Wolała uniknąć jeszcze dodatkowego zmoczenia.
Liściaste Futro ruszyła energicznym truchtem w kierunku zbierających się przy stercie zdobyczy kotów. Nadchodził czas na dzielenie się językami, wieczorne patrole już wróciły, a niebo robiło się coraz ciemniejsze. Szary Klif odszedł zanieść zdobycz starszyźnie i karmicielkom oraz ich kociakom, następnie reszta piszczek została do dyspozycji dla wojowników i uczniów. Co prawda, patrole myśliwskie ostatnio skarżyły się na trudności w wytropieniu jedzenia, ale i tak stan sterty był lepszy niż podczas pory Nagich Drzew.
Kiedy każdy kot wziął sobie po kawałku zdobyczy, także i Liściaste Futro zbliżyła się do stosu. Szturchając zwierzynę, obwąchując ją i przyglądając się jej, wybrała kosa. Delikatnie musnęła końcówką ogona grzbiet Srebrnej Szadzi, która stała obok i szukała piszczki dla siebie.
- Może się podzielimy? - wymamrotała niezbyt wyraźnie przez szczęki zaciśnięte na ptaku.
Szylkretowobiała kotka zamruczała z wdzięcznością, odchodząc z asystentką medyczki na bok.
Podczas oskubywania kosa z piór Liściaste Futro w milczeniu siedziała, rozmyślając. Kiedy Srokoszowa Gwiazda obalił jej matkę, nie wiedziała co robić. Teraz… I w tym przypadku czuła się dziwnie, jakby niekomfortowo. To prawda, nie lubiła byłego lidera. Prawda, prawie spróbowała go zabić, ale… nieprzyjemnie zdziwiła się jego śmiercią. Jeszcze bardziej zaskoczyło ją to, że Przyczajona Kania, a raczej Przyczajona Gwiazda odszedł z klanu. Co za mysie serce! Widać, że nie był to prawdziwy wojownik. Nie miał w sobie wystarczająco wiele odwagi, aby stanąć na prowadzeniu klanu. Asystentka medyczki widziała też, że Liściasta Gwiazda była przestraszona odpowiedzialnością spoczywającą na niej. Obecnie Klan Klifu nie miał silnego przywódcy, który pomógłby im się podnieść z katastrof spływających jedna po drugiej i odbudowałby siłę kotów. Jednak może Liściasta Gwiazda, gdy już się przyzwyczai do tego wszystkiego, okaże się podejmować słuszne decyzje i mądrze prowadzić klan?
Tak, miała nadzieję, że tak się to skończy. Jednak… przez myśl przemknęły jej wizje od Klanu Gwiazdy. Czy to przed tym ją ostrzegali? Niewidzialny przeciwnik musiał oznaczać atak z zaskoczenia, no bo co innego? Jakiś czas temu jej klan zawarł sojusz z Klanem Burzy. Czy to o to chodziło? Czy koty z wrzosowiska się od nich odwrócą? Co prawda, jedna z ich uczennic zaatakowała Zaćmioną Łapę, ale… Przed tak błahą sprawą Klan Gwiazdy by jej nie ostrzegał. Chociaż może to tylko początek? A może w ogóle Liściaste Futro była na złym tropie i jej przodkom chodziło o coś zupełnie innego? Na razie wiedziała tylko, że musiała o tym jeszcze raz porozmawiać z Ćmim Księżycem, którą także widziała w wizji.
Zdała sobie sprawę, iż przez chwilę siedziała w milczeniu i bezruchu, podczas gdy jej towarzyszka skończyła oskubywać kosa i grzecznie czekała, aż zaczną posiłek.
- Wybacz - mruknęła Liściaste Futro cicho i odsunęła ogonem pióra w kierunku koleżanki. - Możesz wyścielić sobie nimi posłanie.
Chociaż w oczach Srebrnej Szadzi zamigotała wdzięczność i zadowolenie, ta pokręciła głową.
- Podzielmy się nimi.
Asystentka medyczki zgodziła się na to, a po chwili uświadomiła sobie, jak dawno nie rozmawiała z szylkretowo-białą wojowniczką. Kiedy była uczennicą, były przyjaciółkami. Co prawda, teraz nadal były… Chyba. Dużo się zmieniło.
- Co o tym myślisz? - spytała niebieska, biorąc gryz zdobyczy.
Widząc blask zdezorientowania w oczach towarzyszki, dodała:
- No wiesz, o Liściastej Gwieździe.
Srebrna Szadź przechyliła głowę, najwyraźniej chwilę zastanawiając się nad odpowiedzią. Liściaste Futro już się domyśliła, że ta nie zamierza stawać po niczyjej stronie, ani nikogo obrażać. W końcu wojowniczka była… zawsze miła, grzeczna, uprzejma i chyba wolała się nie narażać na czyjś gniew.
- Wiesz, to nasza nowa przywódczyni. Zgodnie z kodeksem wojownika powinniśmy się jej słuchać i szanować ją. I właśnie to zamierzam robić. Jeśli ją Przyczajona Gwiazda wybrał na swoją zastępczynię, tak powinno być. - Na koniec swojej wypowiedzi kotka westchnęła cicho.
Asystentka medyczki spojrzała na nią przenikliwie spod zmrużonych oczy. Na jej pysku widać było zaniepokojenie.
- Wszystko w porządku? - spytała niepewnie.
- Tak… Jasne - odparła Srebrna Szadź.
No tak, ci wojownicy! Zawsze się wszystkiego wypierali, próbując udawać bohaterów, albo sam Klan Gwiazdy wie, co jeszcze.
- Nie wyglądasz na całkowicie zdrową.
Liściaste Futro z wyrzutem i wstydem uświadomiła sobie, że dopiero teraz zauważyła zmęczenie w oczach kotki.
- Naprawdę nic mi nie jest. No… może trochę mnie boli głowa, ale to nic takiego.
- Nic takiego? - prychnęła asystentka medyczki. - Ciekawe, co byś powiedziała, jakbyś dostała migren.
Mówiła oschłym tonem, gdyż była podenerwowana. Nie chciała, aby jej przyjaciółka zachorowała. Wiedziała, że z bólu głowy mogło wyniknąć osłabienie.
Podała Srebrnej Szadzi wrotycz, kazała jej nie przemęczać się zbytnio i przyjść następnego dnia.

Wyleczeni: Srebrna Szadź

06 stycznia 2025

Od Liściastego Futra CD. Nocnego Kwiatu

Niebieska kotka siedziała obok Nocnego Kwiatu w legowisku medyków. Sortowała zioła przyniesione o wschodzie słońca przez Czereśniową Gałązkę i Zaćmioną Łapę, przy okazji pokazując je koleżance i opowiadając jej o właściwościach, miejscach występowania i sposobów użycia danej rośliny. Ćmi Księżyc poszła zanieść lekarstwa dla Jastrzębiego Zewu, która jakiś czas temu przyszła do Liściastego Futra z bólem stawu. Na szczęście dochodziła do zdrowia, ale i tak niebieska obiecała sobie, że jeszcze wieczorem pójdzie sprawdzić, co z nimi.
– To jest kocimiętka. – Asystentka medyczki wskazała przednią łapą na włochate, szaro-zielone liście.
– Naucz mnie czegoś więcej – poprosiła czarna kotka, po tym, jak z powagą pokiwała głową.
Liściaste Futro uśmiechnęła się lekko, zadowolona z tego, jak bardzo skupiona i zainteresowana jest jej przyjaciółka. Bardzo miło się uczyło takiego kota, który bardzo chciał przyswajać nową wiedzę i do tego robił to tak szybko, jak Nocny Kwiat.
– Oczywiście – miauknęła. – Kocimiętka to jedno z podstawowych ziół, ale jest bardzo przydatne. To najlepszy lek na wszystkie rodzaje kaszlu, może wyleczyć biały, zielony, czerwony… Wystarczy ją zjeść! Rośnie głównie w okolicach siedlisk dwunożnych, ponieważ potrzebuje dużo wilgoci.
Czarna kotka ponownie pokiwała głową, z tym samym zainteresowaniem i powagą w oczach, których spojrzenie wlepiała w liścia kocimiętki.
– Dotknij jej – poleciła Liściaste Futro. – Czujesz, jaka jest włochata? Z wyglądu przypomina trochę pokrzywę, ale na szczęście nie parzy! Tutaj mamy jedynie liścia, ale żeby łatwiej ci ją było rozpoznać, jak będziesz zbierać zioła, powiem ci, że kocimiętka jest niska i ma fioletowe kwiaty.
– Ile ci zajęło nauczenie się tego wszystkiego? Strasznie dużo wiesz o ziołach. Wszystkich! – miauknęła z podziwem Nocny Kwiat.
Asystentka medyczki z zakłopotaniem spuściła wzrok.
– No tak… Całkiem dobrze się znam na medycynie, to prawda. Dzięki temu, jakimi świetnymi mentorkami były Czereśniowa Gałązka i Morskie Oko. A ty też się niedługo tego nauczysz!
Niespodziewanie w legowisku pojawił się Kornikowa Kora, prowadzony przez Liściasty Wir. Czekoladowy kocur, skacząc na trzech łapkach i mrucząc coś gniewnie pod nosem, stanął przed asystentką medyczki, która błyskawicznie podniosła się i obrzuciła go zaciekawionym, ale też zmartwionym spojrzeniem.
– Witajcie, Kornikowa Koro i Liściasty Wirze – przywitała się grzecznie, lekko skłaniając głowę przed przybyszami. – Co was tu sprowadza? Czy coś się stało, o czym powinnam wiedzieć?
– Tak mi się wydaje. – odparła szylkretowa kotka. – Kornikowa Kora mówił, że boli go brzuch. Wymiotował też dwa razy.
Liściaste Furo zmarszczyła brwi, następnie okrążyła kocura i uważnie go obejrzała, sprawdzając, czy nie czuć od niego zapachu choroby.
– To mi wygląda na niestrawność. – stwierdziła po chwili. – Nocny Kwiecie, podasz trybulę?

<Nocko? Nie pomyl się hihi >

Wyleczeni: Kornikowa Kora, Jastrzębi Zew

13 grudnia 2024

Od Liściastego Futra CD. Nocnego Kwiatu

Niespodziewanie poczuła, jak po jej grzbiecie przechodzi dreszcz. Cała się spięła, prawdopodobnie ze zdenerwowania. Po tym, jak udało jej się odnaleźć Nockę i jak przebyły długą drogę z powrotem do Klanu Klifu, na granicy były już naprawdę zmęczone, poza tym słońce już dawno zaszło, a więc zdecydowały się przespać, zanim wejdą do obozu. Liściaste Futro wolała, aby jej towarzyszka była w pełni sił, kiedy będzie się witać z członkami jej klanu. A teraz najgorzej… Zostały znalezione przez patrol, który nie wiedział, kim jest Nocny Kwiat i co ona tu robi. Nie mieli też pojęcia, czemu asystentki ich medyczki tak długo nie było w obozie.
Czarna kotka otworzyła oko, w którym dało się zobaczyć zdziwienie i stres, następnie podniosła się i przedstawiła Srokoszowej Gwieździe. Liściaste Futro widziała, jak na pysk jej lidera wkracza zdezorientowanie, stopniowo zamieniające się w złość. Kocur w milczeniu wziął głęboki wdech, potem powoli wypuścił powietrze.
- Co to ma znaczyć, Liściaste Futro – stwierdził bardziej, niż spytał, błyskawicznie odwracając głowę w stronę niebieskiej kotki.
Jego głos był na pozór spokojny, ale asystentka medyczki widziała gniew w oczach przywódcy. Postąpiła krok do przodu, stając naprzeciw kocura i zasłaniając sobą Nocny Kwiat.
- No cóż… Poszłam zbierać zioła… Tam przy Złotych Kłosach, no i złapali mnie dwunożni. A Nocny Kwiat – przerwała, wskazując ogonem przyjaciółkę. – pomogła mi się wydostać. Odprowadziła mnie na brzeg Siedliska, bo znała najszybszą drogę i pomyślałam… Że mogłaby dołączyć do Klanu Klifu.
To nie była do końca prawda, a Liściaste Futro nie lubiła kłamać, ale bardzo chciała, żeby jej towarzyszka została przyjęta przez Srokoszową Gwiazdę. Czarna kotka szybko pokiwała głową.
- Mogę się przydać. Potrafię dobrze polować, walczyć, tropić i wspinać się. Wiem też całkiem sporo o Klanie Wilka i nie mam problemu, żeby podzielić się z wami tymi informacjami – dodała cicho.
Szary kocur wydawał się bardziej przekonany. Pokiwał z aprobatą głową.
- Czyli jesteś z Klanu Wilka? – spytał.
Nocka skrzywiła się.
- Byłam… niestety. Ale teraz nie mam z nimi nic wspólnego. Będę wojowniczką Klanu Klifu. Jeśli pozwolisz, oczywiście.
Srokoszowa Gwiazda przez chwilę wpatrywał się na zmianę w czarną kotkę i Liściaste Futro. Po jego wyrazie pyska widać było, że się zastanawia. W końcu, kiedy asystentkę medyczki już swędziały łapy ze stresu, wziął głęboki wdech i powiedział:
- Pozwolę.

***

Wracając do legowiska medyków z odwiedzin u Gąsiorkowej Łaty, aby podać jej odpowiednie zioła na infekcję oka, na którą starsza cierpiała, zauważyła, że przed wejściem czeka Nocny Kwiat. Podbiegła do niej truchtem zaniepokojona.
- Hej, o co chodzi? Coś się stało? Wszystko w porządku? – spytała.
Czarna kotka w odpowiedzi pokiwała głową.
- Ze mną tak. Chodziło mi bardziej o to, że jedna kotka tak jakoś dziwnie chodzi, jakby ją łapy bolały.
Liściaste Futro zmarszczyła brwi.
- Która?
- Tamta. – Nocka wskazała ogonem burą, szylkretową kotkę siedzącą przy stercie zdobyczy.

***

- Miała odmrożone poduszki łap – oznajmiła Liściaste Futro, siadając obok czarnej wojowniczki. – Ale dałam jej odpowiednią maść i niedługo powinna się wyleczyć. Dziękuję, że mi o tym powiedziałaś.
- Nie ma za co.
- Tak w ogóle, to ona nazywa się Gasnący Promyk i jest moją siostrą.
- Nie wiedziałam.
Niebieska machnęła ogonem, patrząc uważnie na przyjaciółkę. Nie była dziś zbyt rozmowna, a może asystentce medyczki tylko się wydawało? A co, jeśli… Jej było lepiej jako samotniczce? Potrząsnęła głową, próbując odeprzeć te myśli, ale uznała, że lepiej będzie, jeśli się o to spyta Nocki.
- A podoba ci się w Klanie Klifu? Są dla ciebie mili?

<Nocko? :3 >

Wyleczeni: Gąsiorkowa Łata, Gasnący Promyk

08 listopada 2024

Od Liściastego Futra CD. Nocnego Kwiatu

Kotka wróciła z popołudniowego zbierania ziół niezbyt usatysfakcjonowana tym, co udało jej się znaleźć. Pora Zielonych Liści właśnie się skończyła, a w składziku nie znajdowało się zbyt dużo roślin, głównie ze względu na suche, gorące dni niepozwalające ziołom szybko rosnąć. Przynajmniej ostatnio spadło kilka obfitych deszczy, a więc może to pora Opadających Liści będzie tym razem najbardziej obfita w zioła, chociaż była na to mała szansa. No cóż, musiała mieć nadzieję, że to, co ma wystarczy na sezon chorób i przeziębień. Skoro ostatnio było tak upalnie, może pora Nagich Drzew nie okaże się taka sroga, jak zwykle bywa. Obecnie w jej pysku tkwiła kępka jastrzębca i liści jeżyny, które zanosiła do obozu.W jej głowie wciąż znajdowały się niezbyt pozytywne myśli na temat tego strasznego snu, który dostała na spotkaniu medyków od Klanu Gwiazdy. Jeszcze nie rozmawiała ze swoimi towarzyszkami z legowiska na ten temat. Widziała Ćmi Księżyc w swojej wizji i była z tego powodu naprawdę zadowolona. Nie miała pojęcia jednak, co przyśniło się Zaćmionej Łapie czy Czereśniowej Gałązce, lub czy w ogóle im się cokolwiek przyśniło. Miała nadzieję, że coś bardziej optymistycznego od jej wizji.
Zastanawiała się, co mogła znaczyć ta nagła, niewidzialna fala, która zaatakowała je. Pamiętała, że na początku było tak spokojnie, ale strasznie cicho. A potem… nie mogła oddychać. Coś ją ścisnęło za gardło. Nie wiedziała, z której strony nadszedł atak. I… niebo się jakby oddaliło. A gwiazdy z niego zniknęły. I to najbardziej przerażało asystentkę medyczki, która ledwo się powstrzymywała przed jeżeniem sierści z niepokoju w powrotnej drodze do obozu.
Spróbowała kawałek po kawałku zinterpretować sen i połączyć go z wizjami z ostatnich księżyców. Niewidzialna fala musiała oznaczać atak ze strony, której Klan Klifu najmniej by się spodziewał. A może chodziło o dwunożnych, którzy ostatnio tak bardzo hałasowali na Złotych Kłosach?
Uznała, że lepiej będzie, jeśli na razie nie będzie się jakoś specjalnie przejmować snem, potem jeszcze porozmawia z Ćmim Księżycem oraz innymi medyczkami i wtedy trochę więcej na ten temat pomyśli.

***

Podając nieco skromną porcję kocimiętki Śliwowej Ścieżce, któremu od jakiegoś czasu kaszel mocno dokuczał, zastanawiała się, czy w jej klanie nie wybuchła przypadkiem jakaś epidemia. Choroba kocura nie zachowywała się, jakby miała zaraz ustąpić, wręcz przeciwnie, zdawała się nasilać z każdym dniem. Liściaste Futro nie była pewna, co w takiej sytuacji ma robić. Nie chciała zużyć wszystkich ziół na jednego kota, ale wiedziała, że później zwalczenie choroby może się okazać jeszcze trudniejsze. Poprosiła Przyczajoną Kanię, aby na razie zwolnił kocura z wojowniczych obowiązków, żeby ten miał szansę odpocząć i zregenerować siły, które pomogą mu organizmowi zwalczyć wszelkie zarazki. Miała też oko na Gasnący Promyk, która także nieco pokasływała. Miała nadzieję, że to tylko drobne przeziębienie, ale w razie czego także i jej podała trochę leczniczych roślin. Martwiła się o swoją siostrzyczkę. To jedyna, która jej została. To znaczy, Księżycowy Blask wciąż żyła, ale ona znajdowała się w Klanie Nocy. Bardzo by chciała ponownie mieć kontakt z całą swoją rodziną, także z rodzicami, o których stanie nie miała żadnego pojęcia.

***
TW: wydrapanie oka

Czarna, drobna kotka z wieloma bliznami na ciele biegła przed siebie najszybciej jak potrafiła. Liściaste Futro pędziła obok niej, starając się dotrzymać wojowniczce kroku. Nagle jej towarzyszka się potknęła, a asystentka medyczki poczuła takie zmartwienie, że zdawało jej się, że serce jej się zatrzymało w piersi. I wtedy bura pręguska z grymasem wściekłości na twarzy i żądzą krwi w oczach rzuciła się na czarną wojowniczkę, którą była oczywiście Nocny Kwiat. Wystarczyło jedno pociągnięcie łapy z wysuniętymi pazurami na tyle ostrymi, że można byłoby nimi na niemal wszystkim zostawić ślad. I już. Nocka straciła oko. Nocną ciszę przerwał rozpaczliwy krzyk zranionej kotki. Krew i różne inne płyny trysnęły na wszystkie strony, tym samym oblewając łapy Liściastemu Futru, która dopiero teraz ocknęła się i pobiegła w stronę przyjaciółki.
Liściaste Futro otworzyła oczy, rozglądając się z paniką po legowisku medyków, w którym się znajdowała. Przez chwilę nie wiedziała, co się dzieje, ale szybko uświadomiła sobie, że to, co przed chwilą przeżywała, to tylko sen. Odległe wspomnienie, które nagle do niej wróciło. Była strasznie zła na siebie. Gdyby tylko zareagowała szybciej… to się mogło nie wydarzyć. Nocny Kwiat wciąż mogła mieć obydwa oczy, być cała i zdrowa, a tak to…
Tak dawno nie myślała o swojej przyjaciółce. Nie chciała tego przed sobą przyznawać, ale zapomniała o niej. Jak mogła? To prawda, miała wiele spraw na głowie, ale Nocka prawdopodobnie wciąż tkwiła samotnie w Gnieździe Dwunożnej. Listek obiecała jej przecież, że jeszcze się kiedyś zobaczą, a więc musiała dotrzymać obietnicy, ale jak mogłaby to zrobić? Musiała zająć się swoim klanem. Wszystko byłoby lepiej, gdyby Nocny Kwiat urodziła się w Klanie Klifu. Miałaby o wiele przyjemniejsze życie.
Ta myśl sprawiła, że w głowie Listek zakiełkował pewien nowy, niezbyt mądry, ale jednak pomysł. A gdyby Nocka była w Klanie Klifu? Wystarczyłoby, że ktoś by ją przyprowadził. Na przykład pewna asystentka medyczki, która niedawno mianowała swoją uczennicę i ta mogłaby ją z powodzeniem zastąpić na krótki okres. Nie, to był bezsensowny pomysł. Ale kotka nie widziała lepszego. Wiedziała, że musi coś zrobić w sprawie swojej przyjaciółki, ale bała się konsekwencji. Srokoszowa Gwiazda na pewno się nie zgodzi. Ale… przecież nie musiała mu o niczym mówić. Ale wtedy byłby bardzo zły, a Liściaste Futro wolała uniknąć konsekwencji, zwłaszcza że już kiedyś uciekła z klanu, właśnie na tym zgromadzeniu, na którym Nocny Kwiat straciła oko. No ale… obietnica to obietnica. Trzeba było jej dotrzymać. A kotka obecnie nie widziała lepszego momentu na wymknięcie się z obozu.
Wyszła z legowiska medyków. Zaczynało już świtać. Wojownicy zebrani wokół Przyczajonej Kani dzielili się na grupki, które pewnie miały być patrolami. Kotka uznała, że przed wyruszeniem na wyprawę porządnie się naje, aby mieć dużo siły. Nie wiedziała przecież, ile czasu jej zajmie odnalezienie przyjaciółki.
A więc wzięła ze sterty zdobyczy mysz i pochłonęła ją szybko. Następnie skinąwszy głową Paprociowemu Zagajnikowi, którego właśnie mijała, wyszła z obozu i skierowała się w kierunku siedliska dwunożnych.
Zeschła trawa wydawała się bardzo szczęśliwa, kiedy była lekko wilgotna przez ciężką mgłę, która wisiała nieruchomo nad ziemią i utrudniała kotce widoczność. Tak samo wszystkie drzewa i krzaki musiały być mocno zadowolone, jednak Liściaste Futro nie była. Widziała zaledwie do długości lisa dookoła siebie, a wszystkie dźwięki, jak i zapachy zdawały się przytłumione.
Wiedziała, że aby dostać się do Siedliska Dwunożnych, musi przebyć długą drogę, a w dodatku przejść przez Złote Kłosy. To ją dosyć mocno niepokoiło, przez tę ilość dwunożnych i potworów ostatnio często się tam znajdujących. W dodatku ta mgła, która wszystko utrudniała, ograniczała pole widzenia… Miała nadzieję, że niedługo się rozwieje.
Truchtając w milczeniu przez terytorium Klanu Klifu, rozmyślała. A miała nad czym myśleć. Po pierwsze, czy uda jej się odnaleźć Nocny Kwiat? Ostatnio się widziały w gnieździe tej dwunożnej, która je wpuściła do środka na tym pechowym zgromadzeniu. Ale czy jej przyjaciółka nadal tam była? I czy Liściaste Futro pamiętała, jak się tam szło? Odróżni to jedno gniazdo od innych, które były praktycznie takie same?
Po drugie, jak zareagują Srokoszowa Gwiazda i reszta klanu? Co Listek miała im powiedzieć? Że to była wojowniczka Klanu Wilka czy że to zwykła samotniczka? Nie miała pojęcia. Uznała, że ustali to z Nocką.

***

Po długiej drodze dotarła do Siedliska Dwunożnych. Na szczęście Złote Kłosy udało jej się przebyć bezproblemowo, tak samo, jak całą resztę trasy. Teraz wystarczyło jeszcze tylko znaleźć gniazdo przyjaznej, starszej dwunożnej. Spróbowała sobie przypomnieć drogę, którą przemierzała wtedy, na tamtym zgromadzeniu. Na pewno długo szła Drogą Grzmotu, taką niezbyt ruchliwą… Rozejrzała się. Nie widziała nigdzie takiej. Była też przekonana, że nie wchodziła zbyt głęboko do Siedliska, a więc na razie zaczęła iść obrzeżem z nadzieją, że może niedługo znajdzie jakiś trop, który wskazałby jej, gdzie teraz ma podążać.

***

Wieczorem, kiedy słońce zachodziło już za horyzont, Liściaste Futro nareszcie odnalazła Drogę Grzmotu, która wydawała jej się znajoma i popędziła nią najszybciej, jak potrafiła. Po jakimś czasie, kiedy miała poczucie, że serce tak szybko bije jej w piersi, że zaraz wyskoczy i że jej poduszeczki łap chyba pościerały się aż do krwi, zdyszana i przemęczona, ze straszliwie bolącymi kończynami stanęła przed Gniazdem Dwunożnych, od którego dało się wyczuwać delikatny zapach Nocnego Kwiatu. Rozejrzała się, zastanawiając się, jak może wejść do środka, kiedy w przezroczystym otworze w ścianie gniazda zauważyła Nockę, która nieruchomo siedziała i obserwowała gwiazdy. Ogon Listek z nadzieją się podniósł i lekko nim zamachała, aby zwrócić na siebie uwagę przyjaciółki. Nagle poczuła ukłucie w brzuchu, którym były rozpacz i wyrzuty sumienia. No tak, przecież stała od złej strony. W takiej pozycji Nocny Kwiat nie mogła jej zauważyć. Ogon niebieskiej kotki z żalem opadł, ale po chwili potrząsnęła głową i zamiauczała najgłośniej, jak potrafiła, stając na tylnych łapach, a przednimi uderzając w ścianę gniazda dwunożnej.

< Nocko? >
Wyleczeni: Śliwowa Ścieżka, Gasnący Promyk

22 października 2024

Od Liściastego Futra

– Katar? Przy takich upałach? – spytała asystentka medyczki z uśmiechem.
Stała naprzeciw Liściastego Wiru, kotki, która właśnie wpadła do legowiska medyka ze skargą na katar. Niebieska nieco się skrzywiła, ponieważ ilość ziół w składziku nadających się do leczenia chorych kotów nie była zbyt spora, no ale trzeba było szybko wyleczyć wszelkie dolegliwości, żeby nie przerodziły się w coś poważniejszego, bo wtedy może być jeszcze trudniej z leczeniem.
Odwróciła się do swojej rozmówczyni tyłem, mając nadzieję, że ta nie odbierze tego jako coś niegrzecznego i zaczęła szperać w składziku w poszukiwaniu odpowiednich roślin.
– Tak. Niestety. Szczerze nie wiem, jak to się stało. Ale teraz już powinno być lepiej, tak ogólnie ze wszystkimi chorobami. Przyznasz, że robi się coraz cieplej, czasem już nawet jest za gorąco. I do tego tak sucho… A właśnie, jak tam zioła? Przy takich warunkach pewnie nie rosną zbyt szybko, co? Dawno nie było porządnego deszczu, nie mogę się doczekać jakiejś ulewy.
Gdy już znalazła odpowiednie zioła, położyła je przed swoją pacjentką, następnie uśmiechnęła się ze zrezygnowanym wyrazem twarzy i odpowiedziała:
– W sumie to nie za dobrze. Większość roślin jest sucha. Ale może w porze Zielonych Liści uda się zebrać więcej ziół nadających się do leczenia.

***

Przechadzała się spokojnym, wolnym krokiem przy okolicach Kaczego Bajorka, uważnie rozglądając się na boki. Udało jej się znaleźć parę, co prawda mizernych, ale jednak kwiatków gwiazdnicy pospolitej, lekarstwa na biały i zielony kaszel, z czego była zadowolona. Do tego zauważyła dorodną, wspaniale rozwiniętą roślinę łopianu mniejszego i zabrała jej parę korzeni.
Z ziołami w pysku weszła na chwilę do Kaczego Bajorka, aby zamoczyć w chłodnej wodzie łapy, co przyniosło jej chwilową ulgę od prażącego słońca, które uparcie świeciło na terytoria klanów, w żadnym wypadku nie chcąc się schować za chmury.
Pomyślała, że lepiej będzie, jeśli już zacznie wracać. Co prawda, nie znalazła zbyt wielu roślin leczniczych, ale nadchodziło Wysokie Słońce, a wolała się uchronić przed jeszcze intensywniejszymi upałami.
Pośpiesznym krokiem skierowała się w stronę obozu, jednak zanim zdążyła przejść choćby połowę drogi, usłyszała podniesione głosy i okrzyki ze strony lasu. Jej uszy automatycznie wygięły się w tamtą stronę, a wibrysy drgnęły z niepokojem. Po chwili wahania uznała, że musi to sprawdzić. Ruszyła na początku truchtem, potem sprintem w kierunku miejsca, z którego dało się słyszeć te dziwne odgłosy. Wpadła pomiędzy drzewa, przedzierała się przez zarośla, przeskakiwała nad korzeniami, które tylko czekały na okazję, aby wywrócić rozpędzonego kota i zwinnie uskakiwała przed pniami, aby tylko nie wpaść w grube, twarde drzewa. Zaczęła rozpoznawać głosy kotów, które tak głośno rozmawiały. Byli to Zagubiony Obuwik i Jerzykowa Werwa. Po chwili ich zobaczyła i podeszła bliżej. Gdy tylko ją ujrzeli, zauważyła ulgę w ich oczach.
– Liściaste Futro. Wspaniale, że przyszłaś. – miauknęła Zagubiony Obuwik.
Z początku, niebieska nie rozumiała. Ale gdy wojownicy się rozstąpili, zauważyła leżącego na grubej warstwie mchu liliowo-białego, starego kocura bez jednej tylnej łapy. Był to naturalnie Oliwkowy Szkwał, ale co on tu w ogóle robił i czemu leżał?
– Co się stało? – miauknęła szybko podenerwowanym głosem, skupiając wzrok żądny wyjaśnień na wojownikach. Przelatywała spojrzeniem od jednego kota do drugiego, wyczekując odpowiedzi.
– No bo… - zaczął Jerzykowa Werwa. – Oliwkowy Szkwał skarżył się, że mu jest nudno w legowisku starszych, jak nic nie robi, więc wybraliśmy się na spacer. No i on chciał wypróbować swoją pozycję łowiecką, sprawdzić, czy nadal by umiał polować, i jak skoczył, to upadł na ziemię.
Liściaste Futro spojrzała na starszego kocura, bezradnie jęczącego i wykrzywiającego pysk w grymasie bólu.
– Co wyście sobie myśleli? To nie miało szansy skończyć się dobrze. – wymamrotała niebieska, ale już dłużej nie strofowała wojowników, bo musiała zająć się swoim pacjentem.
Nachyliła się i uważnie przyjrzała się jego przedniej kończynie.
– Stracę drugą łapę? – spytał Oliwkowy Szkwał przez zaciśnięte zęby.
– Oczywiście, że nie. Nie ruszaj się. – miauknęła i nacisnęła delikatnie łapą na jego bark.
– Ała!
– Bardzo bolało? – spytała.
– Tak.
– A tutaj? – nacisnęła w innym miejscu.
– Jeszcze bardziej.
– Masz wybity bark. – oświadczyła Liściaste Futro. – Opatrzyłabym cię tutaj, ale nie mam potrzebnych ziół, więc musimy iść do obozu. Dacie radę go zanieść?

***

Oliwkowy Szkwał został wyleczony z przestrogą do dalszej próby zbyt ciężkiego wysiłku fizycznego. Niebieska cieszyła się, że kocurowi nic się nie stało, ale nie była zbyt zadowolona, że wieczorem musiała się wracać po zioła, które zostawiła w lesie.

Wyleczeni: Liściasty Wir, Oliwkowy Szkwał

08 października 2024

Od Liściastego Futra

Śnieg powoli, ale jednak, się topił. Słońce wychylało się zza chmur, ogrzewając ziemię przyjemnym ciepłem, które miło było poczuć na futrze po mroźnej porze Nagich Drzew. Jasne promienie zalewały blaskiem terytoria Klanu Klifu, a wzburzone fale z hukiem rozbijały się o plażowe brzegi. Spokojny wiatr delikatnie dmuchał w sierść kotów. Pierwsze kwiaty, takie jak krokusy i przebiśniegi rzucały się w oczy dzięki swoim barwnym kolorom, a zioła zaczęły odrastać, dając Liściastemu Futru nieco więcej spokoju.
Wszystko zdawało się układać idealnie, a do tego niebieska dostała dwie uczennice. Była z tego powodu bardzo dumna i zadowolona, ponieważ zawsze chciała komuś przekazywać swoją olbrzymią wiedzę na temat medycyny i nie zastanawiać się, czy ktoś będzie gotów przejąć jej stanowisko, gdy ona nie będzie już w stanie dłużej go pełnić.
Jedną z młodych uczennic była Ćmia Łapa, malutka, okrągła koteczka o ślicznym, puchatym futerku i krótkich nóżkach. Jej sierść była bardzo jasnego szarego koloru przecinana ciemniejszymi pręgami, które układały się w eleganckie zawijasy. Do tego brzuch, pierś, część ogona i łap były pokryte bielą. Jej głowę zdobiły duże policzki, spore uszy, mały, różowy nosek i ogromne, okrągłe oczy o żółtej barwie. Liściaste Futro zdążyła zaobserwować, że uczennica jest bardzo cicha i dosyć nieśmiała, ale za to miała bardzo dobre serce i pojętną głowę, która pozwalała jej szybko się uczyć.
Druga kotka nazywała się Zaćmiona Łapa. Była drobnej, delikatnej, lekko umięśnionej postury o długim ogonie oraz długich, silnych łapach. Miała żółte oczy, a kolor jej sierści nadawał jej olbrzymiej urody, przy czym dzięki swojemu umaszczeniu była bardzo łatwo rozpoznawalna. Jedna połówka jej ciała była czarna, natomiast druga ruda. Była także bardziej odważna od swojej siostry. Co prawda zwykle miła, pomocna i uprzejma, jednak czasami Liściaste Futro zauważała błysk negatywnych uczuć w jej oczach i kotka miała pewne trudności z zauważaniem swoich błędów, co nie sprzyjało dobrze jej nauce.
Jednak mimo tego obie kotki dobrze sobie radziły z nauką i niebieska czuła, że obie będą w przyszłości wspaniałymi medyczkami.
Jednak mimo tego wszystkiego dobrego, musiało się też zdarzyć coś trochę bardziej przykrego, mianowicie pewnego razu Jerzykowa Werwa, na pozór silny, odporny wojownik, wszedł do legowiska medyków, skarżąc się na silny ból oka. Liściaste Futro dokładnie się temu przyjrzała i zaniepokojona dojrzała duże ilości ropy. Podała kocurowi porcję jaskółczego ziela z nadzieją, że to wystarczy, aby wojownik wyzdrowiał. Wiedziała, że to może się zakończyć ślepotą, a nie chciała, aby kocur był z tego powodu smutny. Z uszkodzonym zmysłem wzroku raczej trudno by mu było wykonywać swoje obowiązki i być może musiałby przejść na stanowisko protektora.

Wyleczeni: Jerzykowa Werwa

15 września 2024

Od Liściastego Futra

Czereśniowa Gałązka ostrożnie nałożyła papkę z paru kwiatków aksamitki na ucho swojej byłej uczennicy. Niebieska siedziała nieruchomo, nie przeszkadzając jej w zabiegu. Ostatnio przez kilka wschodów słońca ucho ją bolało bez przerwy, ale nie tak jakby się uderzyła, tylko od środka. Uznała, że to infekcja i poprosiła swoją dawną mentorkę o pomoc w nałożeniu leczniczej papki na ucho.
- Dziękuję – mruknęła do Czereśni po skończonym zabiegu i bez żadnego kolejnego słowa wyszła z legowiska, opuszczonym ogonem ocierając o skalne podłoże jaskini.
Ten cudowny kwiatek, od którego jej matka dostała imię, uratował jej ucho. Po raz kolejny zaczęła się użalać nad swoim losem. Czemu akurat jej to musiało się wydarzyć? Co ten zapchlony zrzęda Srokosz, zrobił Aksamitnej Gwieździe? Czemu ją obalił, a potem wyszedł poza obóz z rodzicami Listek, wrócił bez nich i oświadczył klanowi, że są zbiegami? Przecież asystentka medyczki wiedziała, że tak nie jest. Jej matka oraz ojciec w życiu nie zrobiliby niczego złego. Cenili swój klan ponad życie!
Żałowała, że Aksamitna Gwiazda została przywódczynią. Przecież, gdyby była zwykłą wojowniczką, do niczego by nie doszło. Liściaste Futro mogła mieć tylko nadzieję, że Klan Gwiazdy zlitował się nad losem ich rodziców.
Właśnie, Klan Gwiazdy. Kolejna tragedia w związku co do wiary w jej klanie w legendarnych przodków, którzy przecież w niczym nie zawinili…
No cóż, wszystko się sypało… Ale trzeba było wziąć się w garść i coś z tym zrobić. Ale jak? Czy czas wystarczy jej współklanowiczom? Czy trzeba było zrobić coś innego? Może na razie najlepszą opcją było zająć się swoimi podstawowymi obowiązkami, takimi jak leczenie chorych kotów, których też nie brakowało.

***
[kilka dni później]

Razem z Czereśniową Gałązką pomogła Kruszynowej Kniei i Miedzianemu Kłowi zwalczyć ich dolegliwości, sortowała zioła, ubolewała nad pustkami w składziku oraz uporała się z biegunką Srokoszowej Gwiazdy. Podając leki kocurowi, czuła wiele negatywnych uczuć, między innymi wstręt, obrzydzenie, wściekłość, irytację i… nienawiść, którą z trudem w sobie dławiła. Starała się odrzucać od siebie myśl podania przywódcy trucizny, na przykład wilczych jagód. Zacisnęła oczy, starając się oczyścić umysł. Przecież tak nie można. Nie była taka! Przecież była dobra. Co by powiedział Klan Gwiazdy? Zabijając przywódcę, złamałaby wiele praw. Słowo lidera było prawem, poza tym należał do jej własnego klanu.

Wyleczeni: Srokoszowa Gwiazda, Liściaste Futro, Miedziany Kieł, Kruszynowa Knieja

21 sierpnia 2024

Od Liściastego Futra

Gąsiorkowa Łata po spożyciu kilku ziarenek maku, które asystentka medyczki jej podała na bezsenność, pożegnała się i opuściła legowisko. Niebieska szybko skontrolowała stan ziół, jakie miała nazbierane. Większość była świeża. Uznała, że porządnym sortowaniem i zbieraniem kolejnych zajmie się później, a na razie wyszła z legowiska i obrzuciła łakomym spojrzeniem stertę zdobyczy.
Na ptasim gnieździe służącym do przechowywania jedzenia, leżało dużo piszczek. Z tej odległości Liściaste Futro mogła naliczyć trzy pulchne nornice, dwa ptaki, ryjówkę i sporo myszy. Najwyraźniej wojownicy musieli mieć udany dzień, przynajmniej pod względem patrolów myśliwskich. Aż dziwne, że przy takiej ilości zwierzyny w lesie większość drapieżników nie wchodziła na terytorium Klanu Klifu. No i bardzo dobrze.
Jedynym problemem w tych pięknych dniach Pory Opadających Liści był aż… nadmiar zdobyczy. Zioła znajdowane przez medyczki często były obgryzione, rosły w drobnych, nielicznych skupiskach, zapewne większość została zjedzona przez zwierzęta, które niedługo miały zostać ofiarami patrolów łowieckich.
Liściaste Futro wiedziała, że jeśli jej i Czereśniowej Gałązce nie uda się uzbierać wystarczająco dużo ziół przed Porą Nagich Drzew, to może się skończyć katastrofalnymi skutkami. Choroby podczas mrozów bywały bardziej zabójcze od głodu, zwłaszcza te zakaźne. Wolała sobie nie przypominać o epidemii czerwonego kaszlu, która nie tak dawno wybuchła w jej klanie. Tym razem też mogło się tak wydarzyć, a kocimiętki i innych lekarstw obecnie starczyłoby na wyleczenie zaledwie kilku kotów. Miała nadzieję, że skoro ostatnie dni były wyjątkowo ciepłe, zwłaszcza podczas Pory Zielonych Liści, nie będzie aż tak niskiej temperatury. Poza tym najedzone koty to silne koty, bardziej odporne na choroby, a więc nie wiedziała, czy powinna się cieszyć nadmiarem zdobyczy, czy też nie.
Podeszła do sterty zdobyczy i dokładnie ją obejrzała. Nie była aż tak głodna, żeby potrzebowała zjeść coś dużego, a więc wybrała dla siebie drobną myszkę. Pomyślała też, że warto by zanieść coś Czereśniowej Gałązce, a więc dodatkowo wzięła ryjówkę, wiedząc, że ta za nimi przepada.
Kiedy weszła do legowiska medyków, zobaczyła wysoką szylkretkę opatrującą Śliwową Ścieżkę. Liściaste Futro odłożyła zdobycze na bok i przyglądała się jej pracy z zainteresowaniem. Szybko zauważyła, że wojownikowi dolega użądlenie pszczoły lub osy, a więc uznała, że jej pomoc będzie niepotrzebna.
Chwilę potem kocur podziękował i swobodnym krokiem wyszedł z legowiska, zostawiając medyczkę i jej asystentkę same. Niebieska pyskiem podsunęła mentorce ryjówkę pod łapy, uśmiechając się do niej ciepło. Wzięła swoją zdobycz i usiadła koło niej.
- Dziękuję. - miauknęła Czereśniowa Gałązka przyjaźnie i pochyliła się nad zdobyczą, odrywając spory kęs, a następnie go przeżuwając.
Liściaste Futro skupiła się na swoim jedzeniu, szybko spałaszowała myszkę i przeniosła uwagę na szylkretkę. Kotka siedząca tuż obok jadła bardzo powoli, wzrok utkwiła w ścianie legowiska, z jej pyska nie dało się wyczytać żadnych emocji.
- Wszystko w porządku? - spytała niebieska.
Jej mentorka błyskawicznie odwróciła w jej kierunku głowę i przytaknęła z delikatnym uśmiechem, jednak Listek zauważyła w jej oczach smutek i przygnębienie. Wiedziała, że Czereśniowa Gałązka nie chce jej martwić, ale pewnie znowu rozmyślała o czymś smutnym. Prawdopodobnie o przepowiedni od Klanu Gwiazdy, którą dostała, a raczej o jej braku. Ostatnio kotka ciągle wyglądała, jakby nie mogła odciągnąć od tego myśli i tylko udawała szczęśliwą. Liściaste Futro jednak znała ją zbyt dobrze, żeby niczego nie zauważyć. Czasami zastanawiała się, czy nie powiedzieć jej o swojej wizji od Gwiezdnych. Może to by dodało jej więcej wiary w przodków, o ile by uwierzyła swojej uczennicy. Poza tym, Klan Gwiazdy nie zesłał jej snu z oczywistego powodu. Czereśnia uważała, że ich klan został przeklęty, a to nieprawda, więc Gwiezdni jej dostatecznie nie zaufali. Liściaste Futro nie wiedziała, czy życzyliby sobie, żeby poinformowała mentorkę o swojej przepowiedni. Chyba gdyby chcieli, sami by jej o wszystkim powiedzieli? Niebieska jako prawdopodobnie jedyny kot z Klanu Klifu mający możliwość kontaktu z Gwiezdnymi, nie chciała się narażać na ich gniew, aby jeszcze bardziej nie pogarszać sytuacji swojego klanu. Nie mogła jednak zostawić tak Czereśniowej Gałązki w całkowitej niewiedzy i patrzeć na jej smutek! Bardzo lubiła swoją mentorkę i chciała ją jakoś pocieszyć.
- Znowu o tym myślisz. - stwierdziła.
- O czym?
- O Gwiezdnych. Prawda?
Czereśniowa Gałązka skrzywiła się.
- Tak. - przyznała.
- Wiesz, że oni się nas nie wyparli?
Szylkretka westchnęła.
- Wszystko wskazuje na to, że jest inaczej.
- Niby co takiego? O śmierci Fioletowego Spojrzenia ostrzegli nas, zrobili co mogli. Przecież mają ograniczone moce! To, że czegoś nie udało im się zrobić, to nie znaczy, że się nie starali! Gdyby nie ta katastrofa, wszystkie inne problemy wydawałyby się naszemu klanowi po prostu zwykłym wypadkiem, z czym Klan Gwiazdy nie miał nic wspólnego. I tak właśnie jest! - miauknęła głośno, oburzona.
W oczach Czereśniowej Gałązki pojawił się ból. Liściaste Futro zawstydzona machnęła ogonem. Przez chwilę poczuła się niezręcznie. Nie powinna przypominać swojej mentorce o śmierci jej matki. To pewnie wcale nie pomogło. Niebieska utkwiła wzrok w swoich przednich łapach i przez chwilę siedziały w milczeniu, dopóki asystentka medyczki nie poderwała się gwałtownie i nie ruszyła w stronę wyjścia z legowiska. Zatrzymała się jednak w połowie drogi i odwróciła się do szylkretki.
- Przepraszam. Nie chciałam. - powiedziała z wyraźną skruchą w głosie. - Ale proszę, przemyśl to. Idę szukać ziół.
***
Kiedy wychodziła z obozu, podbiegł do niej duży, masywny kocur z zabawnie wywiniętymi uszami i pędzelkami na nich o burej łaciatej sierści.
- Liściaste Futro! - zawołał lekko zdyszany. - Szukałem cię.
Kotka zlustrowała go wzrokiem. Zauważyła, że nie rozmieścił równomiernie ciężaru swojego ciała, jakby nie chciał używać jednej z łap. Coś mu się stało?
- O co chodzi? - spytała.
- Wiesz… Nic mi nie jest, ale mówili, żebym poszedł z tym do jakiejś medyczki. - mówiąc to, pokazał ranę na swojej łapie.
Nie była ani duża, ani mała, jednak zdecydowanie potrzebowała szybkiego opatrzenia, zanim wda się infekcja i dojdzie do zakażenia. Skinęła głową w kierunku legowiska medyków.
- Idź do Czereśniowej Gałązki. Ja jestem zajęta.
Kocur pokiwał głową i odszedł w kierunku wskazanym przez niebieską. Liściaste Futro odprowadziła go wzrokiem, aby dopilnować, żeby nie uznał, że leczenie będzie niepotrzebne. Kiedy ten dotarł do prawidłowego miejsca, wyszła z obozu na poszukiwania ziół.

Wyleczeni: Jerzykowa Werwa, Gąsiorkowa Łata, Śliwowa Ścieżka

24 lipca 2024

Od Liściastego Futra CD. Siewczej Łapy

Po chwili rozwodzenia się o ziołach, niebieska zauważyła, że młoda uczennica się w nią wpatruje. Odwzajemniła spojrzenie kotki, zastanawiając się, czy nie ma brudnego futra. No bo z jakiego innego powodu Siewka się tak na nią patrzyła? Szylkretka położyła uszy po sobie i niepewnie zaszurała łapką po podłożu legowiska.
- O co chodziło… - spytała. – Z tym drażnieniem ziół?
Liściaste Futro przez chwilę nic nie rozumiała, ale zaraz sobie przypomniała, że wcześniej spytała uczennicę, czy nie jest niemiła dla roślin leczniczych. No tak, wymknęło jej się. Niebieska niepewnie owinęła łapy ogonem, nie wiedząc, jak to wytłumaczyć młodszej. Nikt z Klanu Klifu oprócz niej nie miał pojęcia, że zioła też mają uczucia, a więc Listek nie lubiła o tym mówić. Nie chciała, żeby ktoś się z niej śmiał, no bo… Rzeczywiście to brzmiało dosyć absurdalnie, a asystentka medyczki jak najbardziej zdawała sobie z tego sprawę. Mimo to i tak wierzyła w uczucia ziół.
- Nieważne. – miauknęła oględnie. – Kontynuujmy – poleciła, ponownie skupiając się na roślinach. – A więc znasz już liść klonu, koper, rumianek i mak, dobrze mówię? Potrafisz je wskazać?
Niebieska zauważyła, że oddech Siewczej Łapy przyśpieszył. Uczennica wyglądała na przestraszoną. Błądziła wzrokiem po ziołach, nie odzywając się. Listek widziała, jak na jej pysk wkracza strach i podenerwowanie. Asystentka medyczki zmrużyła oczy, chcąc, aby szylkretka podczas lekcji czuła się jak najlepiej. Położyła łapę na łapce koteczki i przesunęła uspokajająco ogonem po jej plecach.
- Siewko – powiedziała spokojnym, zdecydowanym głosem. – Wszystko w porządku?
Zapytana szybko pokiwała głową, wlepiając wielkie, pomarańczowe ślepia w starszą kotkę.
- Dobrze. Nie denerwuj się, okej? Nic się nie dzieje. – poczekała chwilę, aż Siewcza Łapa się uspokoi i kontynuowała: - Pamiętasz mak? Taki ładny kwiatek. Jego nasiona grzechotały. Jeśli zapomniałaś, nie krępuj się. Mi Czereśniowa Gałązka mnóstwo razy musiała powtarzać tą samą rzecz.
Uczennica wskazała prawidłowe zioło. Równie dobrze odpowiedziała na następne pytania. W między czasie do legowiska wszedł Oliwkowy Szkwał, który cierpiał na bezsenność i potrzebował paru ziół. Kiedy wyszedł, na pysku Liściastego Futra pojawił się uśmiech, spowodowany dumą z postępów kotki. Czereśniowa Gałązka także wydawała się zadowolona.
- Myślisz, że możemy ją zabrać na zbieranie ziół? – spytała Listek swoją byłą mentorkę.
Starsza przez chwilę się zastanawiała, po czym pokiwała głową. Obie zwróciły wzrok na Siewczą Łapę, która cichutko siedziała na swoim miejscu, oglądając to, co się działo w legowisku bez jakiegokolwiek słowa.
- Chcesz? – spytała niebieska łagodnie.

Wyleczeni: Oliwkowy Szkwał

<Siewcza Łapo?>

Od Liściastego Futra

chwilę po spotkaniu medyków
Kotka w zamyśleniu szła za szylkretką, nie rozumiejąc, czemu Czereśniowa Gałązka tak szybko pożegnała się z innymi medykami i wyruszyła w drogę powrotną. Najwyraźniej śpieszyło jej się do obozu, ale przecież sen, który dostały, nie mówił wyraźnie, że coś się tej nocy wydarzy. Rozumiała jednak obawy byłej mentorki. Księżyc temu, po spotkaniu medyków, kiedy wróciły do obozu, ich oczom ukazała się katastrofa. Matka Czereśni zmarła. Najwyraźniej medyczka nie chciała stracić kolejnej osoby przez swoją nieobecność.
- Co myślisz o dzisiejszym śnie? – spytała Liściaste Futro.
Sama już powoli zaczęła odnajdywać sens w wizji, jednak chciała usłyszeć również zdanie starszej, bardziej doświadczonej medyczki, która w swoim życiu dostała pewnie mnóstwo znaków od Gwiezdnych. Czereśniowa Gałązka oderwała wzrok z ziemi i skupiła go na swojej byłej uczennicy. Miała ponurą, zrezygnowaną minę.
- Nie jestem pewna, czy możemy to nazwać snem – odparła.
Niebieska skrzywiła się. Przecież to, co im się przyśniło, jak najbardziej było wizją od ich legendarnych przodków, a więc o co chodziło szylkretce? Pokręciła głową zamyślona.
- Czemu nie? – spytała.
Czereśniowa Gałązka ponownie rzuciła jej dziwne spojrzenie, tym razem bardziej zdziwione. Chwilę potem w jej oczach pojawiło się współczucie.
- Listku, wiem, że to dla ciebie trudne do przyjęcia – zaczęła łagodnie. – Ale nieprzenikniona ciemność zamiast zwykłego snu to oznaka… czegoś bardzo złego. Nic nam nie pokazali, nic nie powiedzieli… Wyparli się nas – skończyła ze smutkiem.
Liściaste Futro wpatrywała się w byłą mentorkę, nic nie rozumiejąc. Po chwili odwróciła wzrok. Musiała trochę pomyśleć. Jaka ciemność? Przecież Gwiezdni pokazali im całkiem zrozumiały sen, który niebieska już prawie rozszyfrowała. Nagle ją olśniło. We wszystkich poprzednich wizjach Czereśniowa Gałązka była obok niej. A teraz… Listek była sama. Czy to znaczyło, że szylkretka nie dostała snu? To by pasowało do tego, co mówiła. Ale czemu? Czemu Klan Gwiazdy tylko jej zdecydował się dać sen? Może to dlatego, że Czereśnia straciła wiarę w swoich przodków. Uważała, że się wyparli Klanu Klifu, a Liściaste Futro… nie straciła nadziei. Czy to dlatego? Niebieska uważała, że to najlogiczniejsze rozwiązanie. A więc miała rację. Chociaż to i tak było nieważne w tej chwili. Musiała w jakiś sposób przekonać swój klan, że Gwiezdni wciąż ich pilnują, tylko jak miała to zrobić? Już otwierała pysk, żeby opowiedzieć Czereśniowej Gałązce o swoim śnie, ale w końcu się nie odezwała. Skoro Klan Gwiazdy nie zesłał szylkretce snu, może Listek nie powinna jej mówić o wizji? Może Gwiezdni sobie tego nie życzyli?
Na razie czuła, że powinna milczeć w tej kwestii. Ale nie mogła przecież tak zostawić swojego snu i nic nie robić, czekając, aż znowu wydarzy się coś strasznego i jej klan całkowicie straci wiarę w to, że przodkowie wciąż ich strzegą. Musiała podjąć jakieś działania, ale nie wiedziała, czy powinna mówić o śnie drugiej medyczce. Czy Czereśniowa Gałązka by jej w ogóle uwierzyła? Czy nie uznałaby tego za desperackie szukanie jakiegokolwiek pozytywnego wyjścia?

***

Podała Półślepemu Świstakowi kawałek plastra miodu do lizania, aby pomóc jej pozbyć się chrypy. Następnie po raz drugi tego dnia wyszła z obozu i udała się do lasu, aby między innymi pozbierać zioła, ale też nieco pomyśleć. Biorąc pod uwagę to, że nastała Pora Zielonych Liści, wszelkie rośliny lecznicze, jak i kwiaty ozdabiały łąki i lasy. Liściaste Futro szła szybkim krokiem, nie rozglądając się tak uważnie jak zwykle, ponieważ do wysokiego słońca chciała się już schronić w obozie pod jakimś cieniem przed promieniami słońca, które ostatnio nie dawały kotom spokoju. Niebieska została także ostrzeżona przez wojowników przed wielkim, agresywnym psem, który podobno ostatnio często zapuszczał się na terytoria klanów. Nawet Dzwonkowy Szmer chciał jej towarzyszyć, aby w razie czegoś ją bronić, ale odmówiła. Chciała przez chwilę być sama, aby móc się zastanowić nad tym, co się wydarzyło podczas spotkania medyków. Wiedziała, jak wygląda ten pies i miała uszy cały czas nastawione, aby wyłapywały wszelkie niebezpieczeństwa, na które mogłaby się natknąć.
Zdążyła już się domyślić, co mógł oznaczać sen. Mały ptaszek mógł oznaczać Klan Klifu, ponieważ wojownicy często polowali właśnie na tę zwierzynę i się od niej tu roiło. Silny wiatr spowodowany skrzydłami zwierzęcia na pewno oznaczał siłę całego jej klanu, a rozgwieżdżone niebo świadczyło o tym, że Gwiezdni ich strzegą. A więc początek wizji brzmiał nieźle. Tylko że pod koniec ptak został zaatakowany przez jastrzębia. Kotka zamknęła oczy i wzdrygnęła się, wracając myślami do tego momentu, w którym usłyszała pisk zwierzęcia i w którym zobaczyła krew tryskającą na trawę. To z pewnością oznaczało, że jej klan będzie z kimś walczył. Tylko z kim? Nie mieli przecież złych warunków z innymi klanami.
Liściaste Futro przypomniała sobie, jak Czereśniowa Gałązka oskarżyła Srokoszową Gwiazdę o kontakt z Mroczną Puszczą. Widziała wtedy wiele oskarżycielskich spojrzeń skierowanych na lidera. Ale czy to była prawda? Niebieska oczywiście wiedziała, że Srokosz bardziej nadaje się na zrzędliwego starca, niż na silnego przywódcę, którym zresztą zdecydowanie nie był, ale czy posunąłby się do takiego zdradzenia Klanu Gwiazdy?
„Wszystko byłoby lepiej, jakby Aksamitna Gwiazda wciąż rządziła naszym klanem.” – pomyślała Listek z goryczą.
Próbowała powstrzymać rozpacz zalewającą jej myśli, ale bez skutku. Tak bardzo tęskniła za rodzicami. Zastanawiała się, czy w ogóle jeszcze żyją. Czy nic im nie jest.

***

Sycząc z bólu, dotarła do obozu i od razu udała się do legowiska medyków, gdzie wciąż z tak samo ponurą miną jak poprzednio, stała Czereśniowa Gałązka, która właśnie opatrywała Zagubionego Obuwika. Liściaste Futro w drodze powrotnej ze zbierania ziół, przez przypadek nastąpiła na kawałek szkła, który pewnie zostawili dwunożni. Ostatnio często pojawiali się na terytorium Klanu Klifu i nie przynosiło to nic dobrego. Szybko wyciągnęła szkło z łapy, krzywiąc się z bólu i czując krew na łapie. Na szczęście rana nie krwawiła zbyt obficie. Listek nałożyła zioła zapobiegające infekcji i owinęła poduszeczki pajęczyną.

Wyleczeni: Liściaste Futro, Zagubiony Obuwik, Półślepy Świstak

08 lipca 2024

Od Liściastego Futra CD. Siewczej Łapy

Zbierała zioła przy granicy z Klanem Burzy, niestety niezbyt skutecznie, gdyż rośliny gniły przez nadmiar wilgoci, która unosiła się i w powietrzu, i ziemi. Weszła do obozu z dosyć mizerną kępką ziół w pysku. Odwzajemniła gniewne spojrzenie zmrużonych oczu Srokoszowej Gwieździe, któremu coś przeszkadzało w jej sposobie chodzenia. Kocur powtarzał jej już, że musi być bardziej ostrożna, bo klify są śliskie przez ciągłe deszcze. Listek jednak jedynie prychała na to oburzona, przekonana swoją dobrą równowagą. Nie była przecież małym kociakiem, którego trzeba było pilnować. Skupiając swoje myśli na czymś milszym od swojego starego, zrzędliwego przywódcy, weszła do legowiska medyków. Wciąż nie przyzwyczaiła się do zmiany swojego leża. Poczuła zapach jakiegoś kota, który ją zaskoczył, ponieważ woń nie przypominała jej Czereśniowej Gałązki. Czyżby jakiś pacjent znajdował się w środku? Jeszcze raz zawęszyła, a po chwili, kiedy ominęła skalną ścianę i znalazła się w środku pomieszczenia, zobaczyła swoją byłą mentorkę siedzącą przy jakiejś młodej uczennicy… Niebieska przyjrzała jej się dokładniej. To była Siewcza Łapa, ale… Policzki kotki były mokre. Z jej oczu płynęły łzy. Szylkretka trzymała pod łapą liść klonu i wpatrywała się w niego, jakby był czymś więcej niż zwykłym ziołem. Liściaste Futro spojrzała na nią przestraszona.
- Och, Siewcza Łapo, czy ten liść klonu coś ci zrobił? – spytała.
Młoda uczennica odwróciła się i spojrzała na nią przerażona. Asystentka medyczki wiedziała, że rośliny też mają swoje uczucia, oczywiście nieco inne od kocich, ale taki na przykład liść klonu potrafił myśleć. Małe, nierozumne kociaki, które tego nie wiedziały, lub nie szanowały potrzeb ziół i drażniły je, szybko dostawały za swoje. Siewcza Łapa nie wyglądała na kogoś, kto by umyślnie skrzywdził inną osobę, jednak mogła być nieświadoma mocy roślin leczniczych.
- Nie drażniłaś ziół, prawda?
Liściaste Futro szybko usiadła obok kotki i owinęła ją ogonem pocieszająco. Siewcza Łapa spojrzała na nią dużymi, okrągłymi oczami w kolorze dojrzałej pomarańczy. Szybko pokręciła głową. Jej oddech był urywany, nerwowy.
- Nie opowiadaj jej głupot. – skarciła ją Czereśniowa Gałązka.
- To nie są głupoty!
- Ech… Nieważne.
Szylkretka podeszła do uczennicy zaniepokojona.
- Siewko, nic ci nie jest? Dlaczego płaczesz?
Młoda kotka otarła łzy łapą i pociągnęła cicho nosem. Spuściła głowę, jakby chciała uniknąć spojrzeń praktycznie nieznanych jej kotów. No cóż, ta sytuacja mogła być dla niej krępująca. Liściaste Futro niepokoiła się stanem uczennicy, jednak zdecydowanym machnięciem ogona odgoniła swoją byłą mentorkę.
- Jeśli nie chce mówić, nie zmuszaj jej do tego!
Czereśniowa Gałązka chyba nie wiedziała co uczynić, ale po chwili zastanowienia wróciła na swoje miejsce. Liściaste Futro odwróciła się z powrotem do Siewczej Łapy.
- Cii, już dobrze… Chcesz się uczyć dalej czy potrzebujesz przerwy?

<Siewko?>