BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Iskrząca Burza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Iskrząca Burza. Pokaż wszystkie posty

09 grudnia 2023

Od Iskrzącej Burzy (Łapy) CD. Lwiej Paszczy (Łapy)

Nocne niebo otaczało uczennice swoim mrokiem, a chłodny wiatr wprawiał w ruch źdźbła trawy, które - zlewając się przed nimi w ogromną polanę - przytłaczały nie tylko swoją wielkością, co bijącą aurą pustki i samotności. Ostre podmuchy tworzyły charakterystyczną, melancholijną melodię, która zazwyczaj przywodziła na myśl historie matki o porywach jej samotniczego życia, jednak tym razem napawała serce Iskrzącej Łapy uczuciem niepokoju.
Och, Klanie Gwiazdy, dlaczego los musiał być tak okrutny?
Odkąd pamiętała, siostra zawsze towarzyszyła jej na każdym kroku. Gdzie była Iskierka, tam zaraz pojawiała się Lew i vice versa; wspólnie tworzyły zgrany duet. Dzieliły nie tylko wspaniałą krew, ale też motywacje i marzenia. Ich przeznaczeniem było stworzenie nowego świata. Razem.
Do momentu, w którym tych planów nie zaprzepaściła Iskrząca Łapa.
Dlaczego, och, dlaczego tak często musiała coś psuć? Zięba każdego wschodu słońca wytykała jej błędy, a ona, zamiast się poprawić, potykała się coraz bardziej i bardziej, aż w końcu upadła, roztrzaskując porcelanową maskę. Wszystkie emocje, kotłujące się pod rudym futrem przez tyle księżyców, w końcu wybuchły, rozbryzgując się na łapach jej siostry.
A Lwia Łapa nienawidziła bałaganu, gdyż nawet najmniejsza oznaka nieporządku szkodziła wizji idealnej rodziny, której ciężar musieli utrzymywać wszyscy we trójkę.
Słabość Iskierki bezpowrotnie wpłynęła na relację kotek. Cisza, do tej pory nieznana, stała się codziennością, lecz odgrywanie ról wyznaczonych przez matkę nauczyło obie uczennice zachowywania pozorów. Poza nimi nikt nic nie widział, nikt nic nie słyszał, nikt nic nie podejrzewał.
I choć Iskierka uważała, że przez oddalenie się od rodzeństwa uratuje ich przed własną osobą, nie była w stanie obojętnie patrzeć na bliskich po śmierci, która szczególnie dotknęła Lwią Łapę.
Stokrotkowa Łapa, mimo swoich licznych wad, nie zasługiwała na tak tragiczny los i to w tak młodym wieku. Nadal mogła przysłużyć się Klanowi Burzy i sprawić, że ich droga na szczyt byłaby odrobinę łatwiejsza. Niestety, żelazne szczęki potworów zacisnęły się na jej drobnym ciałku, które spoczęło pod grubą warstwą ziemi.
Gdy Lew poprosiła o rozmowę, Iskierka nie zawahała się nawet przez moment.
Cętkowana schyliła nieco łebek, patrząc prosto w złote oczy kotki.
— Jak do tego doszło? — zapytała cichym, drżącym głosem. Czuła, jak wszystkie mięśnie w jej ciele się spinają, a futro na grzbiecie delikatnie podnosi, jednak panowała nad emocjami. Nie da się im ponieść kolejny raz.
— Nastraszyłam ją nieco lisem. W końcu należało jej się, w szczególności po tym, jak chciała nas otruć. — Usprawiedliwiała swoje winy klasyczna, zachowując przy tym niewzruszoną minę. — Nie myślałam jednak, że będzie na tyle bezmyślna, by biec na oślep i to w przeciwną stronę niż ja... i że wybiegnie na Drogę Grzmotu. Nim ja czy Gepardzi Mróz zareagowałyśmy, było już po wszystkim... Siostro, byłyśmy nierozważne, chcąc nawiązać z tymi potworami sojusz. To są bestie. Ciesz się, że nie miałaś przyjemności widzieć tego, co pozostało ze Stokrotkowej Łapy... Może nie była ruda, ale była pocieszna, nie uważasz? Traktowała nas jak boginie i była na każde nasze skinienie. Brakuje mi tego.
Każdy kot kieruje się własnymi zasadami moralności i postępuje zgodnie z innymi wartościami. Cętkowana uczennica, choć przez chwilę wstrzymała nierówny oddech, po chwili wypuściła powietrze z cichą ulgą. Lwia Łapa wcale nie zabiła Stokrotki. To wszystko było nieszczęśliwym wypadkiem… Gdyby młodsza była mądrzejsza, sama nie wpakowałaby się pod koła metalowej bestii. Nic nie wydarza się bez powodu - widocznie matka natura zlikwidowała słabego osobnika, który nie był w stanie przetrwać w otaczającym go świecie, by inni nadal mogli się rozwijać.
— Tak… Tak, to było całkiem przyjemne — odparła Iskrząca Łapa, delikatnie unosząc kąciki warg w niepewnym uśmiechu. — Chciała zostać jedną z nas, ale nigdy nie było jej to pisane. Nie miała żadnych szans — dodała nieco ciszej, sama nie będąc pewna, do czego bardziej odnosiło się jej ostatnie zdanie.
Iskierka spojrzała na swoją siostrę oczami pełnymi zmartwienia. Już wystarczająco pocieszała kotkę w dniu wypadku, poza tym, złotooka nie wydawała się rozpaczać przez odejście dawnej rówieśniczki. Obie dobrze wiedziały, że znalazły się tu z zupełnie innej przyczyny.
— Lwia Łapo, przepraszam — powiedziała skruszonym głosem. — Przez moją głupotę tyle wycierpiałaś… Swoim zachowaniem naraziłam na niebezpieczeństwo całą naszą rodzinę.  Nawet nie wyobrażam sobie, jakim ciężarem musiała być dla ciebie prawda o śmierci Stokrotki. Ja… — Cętkowana przerwała, głośno przełykając ślinę. Bała się, że przez nieprzemyślane słowo znowu straci siostrę. — Zawsze byłam, jestem i będę po twojej stronie, Lwia Łapo.
— Wiem to, Iskierko — odezwała się, uśmiechając się do siostry. Zdawała sobie sprawę, że może liczyć na swoją rodzinę, tak też korzystała z tego przy każdej możliwej okazji. — Jestem pewna, że na naszej drodze napotkamy jeszcze wiele problemów, ale w końcu jesteśmy siostrami. Rodzina jest najważniejsza i to ona zawsze będzie na pierwszym miejscu. A ty, Iskrząca Łapo, jesteś moją jedyną siostrą i lepszej nie mogłam sobie wymarzyć. — Mówiąc to przytuliła się do cętkowanej, która oddała uścisk. — Wiem, że mogę na ciebie liczyć w każdej sytuacji. I wiem też, że nikomu nie powiesz o tym co się naprawdę stało tamtego dnia, prawda? To by mogło zagrozić naszym planom. To był wypadek. Nieszczęśliwy wypadek…
Uczennica Kurzej Pogoni spojrzała głęboko we wlepione w nią złote oczy i bez słowa skinęła łbem, po chwili wtulając go w jasne futro na piersi siostry.
— Oczywiście, Lwia Łapo — odparła pewnym głosem, lecz po chwili, już ściszonym tonem, dodała. — To była tylko i wyłącznie jej wina. To wszystko… — zająknęła się, czując napływające do ślepi łzy. — To nie nasza wina.

***

time skip do zabójstwa samotników

Śmierć stanowiła stały element życia wojownika. Począwszy od każdej upolowanej zwierzyny, przez nieustające zagrożenia czyhające ze wszystkich stron, do rzekomego grona umarlaków spoglądających na nich z góry. Była zarówno straszna, jak i niewyobrażalnie piękna - nic nie było istotniejsze dla życia od śmierci, jedno nie istniałoby bez drugiego.
Dlaczego więc tak trudno było wytrzymać na sobie jej ciężar?
Iskierka nawet nie znała tych samotników. Nie wiedziała, jak mają na imię, ile przeżyli księżyców, skąd pochodzą. W pewnym sensie byli na równi ze zwierzyną - podczas walki liczyła się dla niej jedynie własna wygrana, nie brała pod uwagę konsekwencji.
Szczerze mówiąc, niewiele pamiętała z tamtego dnia. Trzeźwe myśli zostały w umyśle opasane pasem strachu i desperacji, na jaw wysunął się instynkt przetrwania, który już po chwili przerodził się w pielęgnowany od młodego kompleks zwycięzcy.
Ona albo oni. Ona miała rodzinę, najlepszą, jaką mogła sobie wymarzyć, oni nie. Sytuacja była przesądzona. Cóż, przynajmniej tak myślała do czasu walki.
Gdy jej rodzeństwo zauważyło dwie maleńkie sylwetki skulone pod krzakiem, cała adrenalina buzująca w żyłach córki Zięby momentalnie opadła. Nawet nie zauważyła, kiedy niekontrolowane dreszcze zaczęły trząść jej ciałem, a pazury mocno wbiły się w przesiąkniętą krwią glebę. Gdyby nie Drozdowy Szept, najpewniej nie dotarłaby sama do obozu.
Tej nocy, kładąc się na swoim legowisku, spojrzała na leżącą obok Lew. Ruda posłała jej intensywne spojrzenie, które mogło oznaczać tylko jedno.
,,Teraz już wiesz, jak to jest”.
Cętkowana bez słów ułożyła się tuż obok rudego boku, wtulając się zadbane futro siostry i wdychając zapach kwiatów, który skutecznie maskował odór zakrzepniętej krwi na jej własnym grzbiecie.

***

time skip 

Letnie powietrze wkradało się do legowiska starszyzny, w którym obecnie przesiadywała spora garstka kotów. Rumiankowy Wschód, Długie Rzęsy, Makowa Furia, Mżyste Futro, Drozdowy Szept… Wszyscy zasłużyli na odpoczynek po tylu księżycach wytrwałej służby dla Klanu Burzy, choć, ze względu na kolor futra, oczywiście nie każdy zasłużył na szacunek. Młoda wojowniczka nie przyszła tu jednak dla tych nierudych staruchów, jej wizyta obejmowała bowiem tylko najszlachetniejszego kota w tym klanie poza jej rodziną.
Iskrząca Burza uśmiechnęła się na widok kremowego futra należącego do Drozda. Gdy tylko położyła przed nim upolowanego przez siebie królika, miłe wspomnienia ze wspólnych patroli spędzonych z kocurem do niej wróciły, zalewając ją falą ciepła.
— Iskierko! Tak cieszę się, że cię widzę — Zielonooki zamruczał na powitanie, zachęcając kotkę do zajęcia miejsca przy swoim boku.
— Ja również, Drozdowy Szepcie. Jak się czujesz? — zapytała ruda, mierząc wzrokiem sylwetkę siedzącego obok byłego wojownika.
— Dobrze, dobrze. Rumiankowe Zaćmienie dba o to, bym nie cierpiał z powodu kleszczy, więc nie mam na co narzekać. No, oprócz nudy oczywiście… — westchnął kremowy, wgryzając się w futro szaraka. Po chwili dodał. — Ile ja bym dał za udanie się na polowanie! Prędzej umrę z powodu sztywnych kości niż przemęczenia.
— Jestem pewna, że kiedyś uda nam się wymknąć na wrzosowiska i nieco się rozruszasz — odpowiedziała rześko córka Zięby, lecz jej wzrok wymknął poza legowisko, skupiając się na rudej postaci rozmawiającej z Ostowym Pędem przy wejściu do obozu. Drozd szybko zauważył, że myśli kotki zawędrowały w zupełnie innym kierunku, przez co głośno chrząknął.
— Wszystko w porządku? Znowu coś zaprząta ci głowę. No już, powiedz staruszkowi, o co chodzi.
— Ja… Cóż, ja nadal mam wrażenie, że… Że między mną a moją siostrą coś jest nie tak — mruknęła wstydliwie, spuszczając wzrok na swoje łapy. Próbowała zebrać myśli, by jak najlepiej ubrać je w słowa, lecz po chwili się poddała. — Po śmierci Stokrotki myślałam, że wszystko będzie dobrze. I naprawdę tak było! Ale potem wydarzyła się ta cała sytuacja z samotnikami i ich kociakami i ja… Ja nadal nie porozmawiałam o tym z Lwią Łapą. Myślałam, że zwykłe odcięcie się od tego koszmaru pozwoli nam o tym zapomnieć, ale potem znowu doszło do tego feralnego zgromadzenia i ta cała kara… Ziębi Trel naprawdę się zawiodła. Nie pozwalała mi nawet z nimi rozmawiać i, choć chciałam, nie byłam w stanie złamać tego zakazu. Po prostu nie mogłam — westchnęła, chcąc już zakończyć swój wstydliwy monolog. — Mam jedynie nadzieję, że to wszystko jakoś minie i znowu będę mogła spędzać z nią czas, jak dawniej — dodała już ciszej, nerwowo wysuwając pazury.
— Nadzieja to coś pięknego, lecz bez aktywnych działań przynosi jedynie rozczarowanie — Drozdowy Szept odsunął na bok królika, skupiając uwagę na cętkowanej. — Kochasz Lwią Paszczę, a ona kocha ciebie, tutaj nie ma żadnych wątpliwości. Jestem pewien, że siostrzana miłość ostatecznie pokona każdą rzuconą jej przeszkodę, ale oczekiwaniem na cud nie sprawisz, że sytuacja sama się poprawi. Czasami najlepsza jest szczera rozmowa, podzielenie się lękami i pragnieniami… Jesteś wojowniczką, Iskrząca Burzo. Powinnaś zawalczyć o swoich bliskich.
Złotooka przez chwilę milczała, w myślach analizując słowa starszego kocura.
Tak jak zwykle, Drozdowy Szept miał rację. To wszystko zaczęło się od Iskierki, więc to właśnie ona powinna położyć kres tym negatywnym emocjom i niedopowiedzeniom, które tak bardzo poróżniły siostry.
Pospiesznie pożegnała się z synem Amortencji, dziękując mu za udzielenie rady, po czym ze zdeterminowaniem rozglądnęła się w poszukiwaniu najbardziej zadbanego futra w całym Klanie Burzy.
— Lewku? — niepewnie zapytała, gdy zbliżyła się do kotki. Zauważając zaskoczenie na pysku wojowniczki, kontynuowała z przyjaznym uśmiechem. — Ostatnio nie spędzałyśmy ze sobą dużo czasu… Chciałabyś razem zapolować? Mogłybyśmy udać się do naszego specjalnego miejsca i… porozmawiać. Tak dawno tego nie robiłyśmy.


<Siostro?>

01 listopada 2023

Od Iskrzącej Łapy (Iskrzącej Burzy)

 *przed mianowaniem*

Podczas dzisiejszego treningu Kurza Pogoń była niezwykle miła i pomocna, co nieco wybiło Iskrzącą Łapę z rytmu. Oprócz kilku złośliwych uwag bura nie skrytykowała uczennicy ani razu - co gorsza, nawet ją pochwaliła! Choć rudej zrobiło się całkiem miło z powodu zachęcających słów, miała wrażenie, że ktoś podmienił jej mentorkę i cała ta wesoła sielanka za niedługo skończy się tragedią. Może kocica specjalnie chciała odwrócić jej uwagę, by znaleźć u niej jakiś słaby punkt i niespodziewanie zaatakować? Faktem było, że młodsza już przewyższała umiejętnościami Kurzą Pogoń, a dzięki delikatniejszej budowie ciała radziła sobie o wiele lepiej jako Burzak. Czy to faktycznie była zasadzka?
— Ocknij się, Iskrząca Łapo! —  krzyknęła jej prosto w pysk bura wojowniczka. —  Znowu pająki zasnuły ci mózg?
Ach, jak dobrze było wrócić do normalności. Ruda jedynie przewróciła żółtymi ślepiami w odpowiedzi, ale w głębi serca cieszyła się, że jej obawy się nie sprawdziły. Po tylu wspólnie spędzonych księżycach przyzwyczaiła się do irytującej kocicy i nawet zaczęła ją tolerować. Oczywiście, do szacunku było jej jeszcze daleko, ale…
Iskrząca Łapa na chwilę się zamyśliła. Ostatnio dużo rozmawiała z Drozdowym Szeptem i musiała przyznać, że słowa kocura coraz bardziej w nią trafiały, często dotykając jej czułych punktów. Bardzo podziwiała kremowego - był taki odważny, doświadczony, wyrozumiały i sprawił, że uwierzyła w siebie nieco bardziej po niepewnym starcie jako uczennica. Jednak… Jego poglądy nie końca zgadzały się z przekonaniami jej rodziny. Iskierka czuła, jak wyrzuty sumienia zżerają ją od środka podczas każdego spotkania z wojownikiem, ponieważ ukrywała przed nim swoją paskudną część. Część, która była najważniejsza dla jej bliskich.
Cętkowana nie chciała dopuszczać do siebie wątpliwości stwarzanych przez Drozda. Nie mogła tego zrobić! Przecież rodzina nigdy by jej nie okłamała, prawda? Matka zawsze miała rację i pragnęła tylko ich dobra, a ona nie byłaby w stanie jej się sprzeciwić. Poza tym, była pewna, że kremowy słyszał te wszystkie plotki dotyczące jej rodzeństwa i ich pochodzenia, a skoro nadal poświęcał jej czas… Może wcale nie był zdrajcą krwi? Może też jedynie udawał, że toleruje nierudych, a w głębi serca pragnął powrotu do starych, dobrych czasów?
Choć Iskierka chciała w to wierzyć, była pewna, że to jedynie puste marzenia. Drozdowy Szept był zbyt dobrym i wyrozumiałym kotem, by gardzić kimś przez kolor futra. I mimo faktu, że bardzo nie chciała tego przyznać, przez niego sama zaczęła kwestionować własną moralność.
Czy naprawdę byli lepsi od innych? Może i zgrywała takie pozory przy niektórych, w szczególności kociakach Różanej Przełęczy, lecz w głębi duszy czuła się mniej wartościowa od marnej piszczki. Piaskowa Łapa nigdy nie krył się z tym, że ideologia wpajana im od kocięcych dni mu nie pasowała i choć początkowo Iskierka nie była w stanie tego zrozumieć, teraz powoli uświadamiała sobie jego punkt widzenia. Natomiast Lwia Łapa… Cóż, relacje z siostrą nie układały jej się ostatnio zbyt dobrze i chociaż ukrywały to przed bliskimi, przebywanie z pręgowaną klasycznie jedynie potęgowało złe samopoczucie Iskierki. Było między nimi zbyt wiele niewyjaśnionych spraw, lecz żółtooka nie miała wystarczająco sił, by stawić czoła przeszkodom. Może Lew miała rację - była po prostu tchórzem i zawsze uciekała przed konsekwencjami.
Potrząsnęła łbem, chcąc odpędzić do siebie denerwujące myśli. Przede wszystkim musi skupić się na treningu; to było teraz najważniejsze.
Cichy szmer dochodzący zza pobliskiego krzewu przykuł jej uwagę. Odruchowo przystąpiła do pozycji łowieckiej, wytężając wszystkie zmysły w celu zlokalizowania ofiary, w której rozpoznała królika. Powolnymi, ostrożnymi ruchami zbliżała się w jego kierunku, ciesząc się, że zwierzyna pozostaje nieświadoma jej obecności. Już miała wykonać ostateczny skok, gdy szarak napotkał ją wzrokiem i momentalnie rzucił się przed siebie, chcąc ocalić swoje życie.
— Wracaj tu, ty poczwaro! — warknęła zirytowana, ruszając w pogoń za królikiem.
Dużymi susami zbliżała się do niego coraz bardziej, zostawiając w tyle Upadłego Potwora i tereny swojego klanu. Z każdą chwilą coraz bardziej skracała dzielący ich dystans, będąc pewną, że zwycięstwo leży po jej stronie i już za chwilę będzie mogła pochwalić się Kurzej Pogoni nową zdobyczą. Jeszcze chwilę, chwileczkę…
Cała jej nadzieja prysnęła w momencie, gdy szarak przebiegł Drogę Grzmotu. Choć Iskierce bardzo na nim zależało, rozsądek wziął górę - nie mogła przecież zaryzykować życia dla głupiego królika! Fuknęła ze złością, rzucając ogonem na boki i obserwowała, jak zwierzaczek kica w stronę lasu znajdującego się między Klanem Wilka a Owocowym Lasem. Przynajmniej trafił na tereny niczyje i nie posłuży ich wrogom…
Kolejny raz tego dnia kotka przeżyła niemiłą niespodziankę. Miała już odchodzić, gdy po drugiej stronie Drogi Grzmotu błysnęła jej biała sylwetka kota, który niepewnym krokiem zbliżył się do jej niedoszłej zdobyczy i - chyba jedynie szczęśliwym trafem - zatopił w niej kły.
— Hej! To był mój królik! — wrzasnęła cętkowana, czując, jak rude futro jeży się jej na grzbiecie. W tamtym momencie miała ochotę rzucić się do gardła temu złodziejowi i odebrać to, co się jej należy, ale powstrzymał ją przed tym nadciągający z zawrotną prędkością potwór. Przerażona cofnęła się do tyłu, gdy metalowy tytan zaryczał tuż przed jej nosem.
— Iskrząca Łapo! — Kurza Pogoń chwyciła ją za kark i odciągnęła na bezpieczną odległość, tym samym niwelując szansę na dogonienie dziwnego przestępcy. Czy był to wojownik któregoś klanu? Ale co robiłby na terenach niczyich? A co, jeśli był szpiegiem…
— Iskrząca Łapo, słuchasz mnie? — Bura wojowniczka strzepnęła ogonem, chcąc skupić na sobie uwagę uczennicy. — Czy ty do reszty zgłupiałaś? Ile razy mam ci tłumaczyć, że pod żadnym pozorem nie możesz zbliżać się do Drogi Grzmotu!
— Prze…Przepraszam — mruknęła cicho ruda kotka, snując ogonem po ziemi. Spuściła nisko łeb, ostatni raz zerkając w stronę miejsca, w którym widziała białego kota, a następnie zmrużyła złociste oczy i warknęła pod nosem.
Nieznajomy po prostu miał szczęście, ale ono nigdy nie trwa wiecznie.
Jeśli kiedykolwiek ponownie się spotkają, Iskrząca Łapa nie odpuści tak łatwo.


31 października 2023

Od Iskrzącej Burzy CD. Piaszczystej Zamieci

 Iskrząca Łapa z uwagą zmierzyła bratem wzrokiem, chłonąc każde jego słowo.
Nie była do końca zadowolona z odpowiedzi kremowego; będąc u władzy mieliby przecież tyle możliwości do pokonania nierudych! Mogli nawet uczynić z nich niewolników, którzy pracowaliby w pocie czoła każdego dnia na ich koszt. To by dopiero było życie!
Natomiast sama idea podziału funkcji lidera brzmiała całkiem zachęcająco. To, że w trójkę będą rządzić, było oczywiste - natomiast wprowadzenie aż tak gwałtownej zmiany mogło przysporzyć im problemów ze strony współbratymców. Swoje reformy musieli wprowadzać powoli, aby klan nie ucierpiał przez wewnętrzne konflikty.
— Wiesz co, braciszku? Twój pomysł jest dobry, ale może być jeszcze lepszy. Powinniśmy być cierpliwi — zamruczała, posyłając mu pewny siebie uśmiech. — Jak zostaniesz liderem, to uczynisz mnie i Lew twoimi zastępczyniami. Nie będziemy jednak ograniczone do tej funkcji; zostaniemy też doradczyniami. Będziesz z nami konsultował każdą decyzję, razem zdecydujemy o losach klanu i wszystkich jego członków, rudych czy też… nierudych — dokończyła, lekko wykrzywiając pysk w niesmaku. Samo to słowo powodowało u niej obrzydzenie.
— Tak, myślę, że to fantastyczny pomysł — dodała Lwia Łapa, ocierając się o kremowy bok brata. Posłała Iskierce znaczące spojrzenie, na który cętkowana odpowiedziała delikatnym kiwnięciem łebka.
Razem doprowadzą Piaskową Łapę do władzy i potęgi. Nie było innej opcji; to było w końcu ich przeznaczeniem, prawda?

***

Ruda kocica nieznacznie uchyliła powieki, powoli wybudzając się ze snu. Pierwsze promienie słońca padały przez liściaste ściany legowiska, tworząc na ziemi charakterystyczną mozaikę z cieni i świateł, lecz córka Ziębiego Trelu nie zamierzała jeszcze wstawać. Leniwie oparła białą brodę na przednich łapach i westchnęła.
Ostatnie księżyce zlewały się w jej umyśle, granice między wschodami słońca mocno się zatarły i nawet nie pamiętała, kiedy dokładnie miało miejsce ich mianowanie na wojowników.
Właśnie. Ceremonia nadania imienia, wysoce wyczekiwany przez nich dzień - czemu tak łatwo o nim zapominała? Przecież to było najważniejsze wydarzenie w jej życiu! Nawet starsi pamiętali doskonale każde słowo…
Pręgowana fuknęła pod nosem, szczelniej owijając łapy rudą kitą. Mogła robić dobrą minę do złej gry, ale w głębi serca czuła, że wszystkie zmiany minionych księżyców coraz bardziej ją przytłaczają. Chciała z kimś o tym porozmawiać, ale co miałaby w ogóle powiedzieć? Jej problemem było właśnie to, że sama nie potrafiła określić przyczyn swojego samopoczucia.
— Iskrząca Burzo? Nie śpisz już? — Cichy, znajomy głos wybudził ją z zamyślenia i gwałtownie odwróciła pysk w stronę brata. Spojrzenie kotki nieco złagodniało, gdy Piasek przysunął się w stronę jej legowiska.
— Właśnie się obudziłam — odparła, specjalnie przy tym ziewając.
Między rodzeństwem zapanowała cisza, która po chwili stała się niezręczna. Iskierkę nagle uderzyła przykra myśl - ostatnio bardzo rzadko ze sobą rozmawiali. Nowe obowiązki tak ją pochłonęły, że zapomniała o swoim kochanym braciszku, którego obiecała chronić całym sercem. Fala wstydu, która ogarnęła ją w tamtym momencie, sprawiła, że głośniej przełknęła ślinę. Młoda wojowniczka nerwowo przenosiła wzrok z własnych łap do wyjścia i z powrotem, jednak ta czynność nie poprawiła atmosfery.
Żółtooka w końcu odważyła się zapytać.
— Wszystko w porządku, Piasku?

<Bracie?>


29 września 2023

Od Iskrzącej Łapy (Iskrzącej Burzy) CD. Szepczącej Łapy

Iskrząca Łapa z niedowierzaniem wpatrywała się w srebrnego kocura, słuchając płynących z jego pyska słów. Do tej pory była przekonana, że Szept szczerze nienawidzi jej z całego serca i jedynie stara się jej dokuczyć, tak samo jak robiła to Lew i ona w stosunku do całego miotu Różanej Przełęczy. W życiu nie przypuszczałaby, że liliowy mógłby uważać spędzony z nią czas za… fajny. Chociaż nie chciała tego przyznać, przy synu liderki ostatnio częściej zdarzyło jej się uśmiechnąć i po prostu zapomnieć o rodzinnych problemach, choć na chwilę spuszczając z ustalonego przez Ziębę tonu. Jednak gdy już chciała coś odpowiedzieć, rzucić kolejnym sarkastycznym komentarzem i obrócić wszystko w żart, kocur zrobił krok w przód i kilkoma zdaniami ponownie zachwiał światem kotki.
— Szepcząca Łapo — wydusiła sama do siebie, obserwując jak srebrny zbliża się do wyjścia z obozu. Czuła, jak łzy powoli formowały jej się w kącikach oczu i przez chwilową nieuwagę pozwoliła paru na spłynięcie po rudym pyszczku, lecz po chwili gwałtownie otarła ślepia łapą. Dopiero co pogodziła się ze swoją siostrą; cała ta kłótnia z Lew nauczyła ją, że nie może zostawiać niedokończonych spraw i wiecznie uciekać przed problemami. Dlatego energicznym krokiem ruszyła za kocurem, doganiając go dopiero na otwartym terenie.
— Szepcząca Łapo, na litość Gwiezdnych, nie możesz tak po prostu odchodzić po takich słowach! — warknęła, stając przed kocurem i blokując mu przejście. Spoglądając na zdenerwowany jasny pysk, z zakłopotaniem opuściła ogon. — Do tej pory byłam przekonana, że chcesz się mnie jak najszybciej pozbyć z klanu i tylko czekasz na dowolną okazję, by to zrobić. Ja… — zaczęła niepewnie, chcąc jakkolwiek wytłumaczyć swoje uczucia. Tylko co ona właściwie czuła? Miała już dość tych wszystkich sprzecznych emocji, tych wszystkich ostatnich wydarzeń! Kłótnia z Lew, dwa morderstwa, codzienny widok przerażonych całą sytuacją kociąt… Tym razem już nie starczyło jej sił na to, by powstrzymać ogarniający ją płacz.
— Ja już nie radzę sobie z tą całą sytuacją — wyznała, spuszczając wzrok. — Całe życie słuchałam opowieści o Piaskowej Gwieździe i jej wielkich czynach, ale śmierć tych dwóch samotników… Szepcząca Łapo, przeze mnie dwa koty straciły życie. A widok tych kociąt codziennie przywołuje obraz ich rozszarpanych ciał — dodała, cały czas unikając spojrzenia kocura. — Wiem, że jestem w twoich oczach okropna, ale… to nie tak, że nie lubię spędzać z tobą czasu. Przepraszam — zakończyła, sama nie do końca wierząc w to, że powiedziała ostatnie słowo.
Kocur zatrzymał się, uniósł brew i zerknął z góry na Iskrzącą Łapę, chociaż nie było to zbyt przyjemne spojrzenie. Jakby sarkastyczne ,,co ty nie powiesz", lub też ,,czego tu jeszcze szukasz", czekając na dalsze słowa. W końcu wypuścił nieco powietrza przez nos. Może sytuacja się poprawiła, ale wciąż czuć było wyraźny chłód.
— Wiesz — zaczął. —  Że mogą ci nigdy nie wybaczyć. I nie sądzę, że poczucie winy zmaleje ot tak sobie, jeśli w ogóle do tego dojdzie. I naprawdę dziwi mnie, że nadal idziesz za ideą przedstawioną przez swoich starych, zamiast porzucenie tego i stworzenie czegoś... swojego. — Zamilkł znów na chwilę, nie zaprzeczając ani nie przytakując kolejnym słowom, aż w końcu spojrzał na kotkę. — Chcesz się przejść?
Ruda uniosła ze zdziwieniem łeb. Nawet jeśli przed chwilą wylała z siebie wszystkie żale i obnażyła swoją wrażliwą część, to nie przypuszczała, że Szept okaże się tak… łagodny, o ile mogła użyć tego określenia. Przez moment biła się z własnymi myślami - co, jeśli Lew lub Zięba zauważą ją z liliowym? - lecz po krótkiej chwili odpędziła od siebie natrętne wizje i cicho westchnęła, kiwając głową na potwierdzenie.
— Chętnie — odpowiedziała, ruszając u boku srebrnego przed siebie. W uszach wciąż brzmiały jej słowa kocura o ,,stworzeniu czegoś swojego’’, jednak nie była w stanie na nie obecnie odpowiedzieć, bo sama nie miała pojęcia, co o tym sądzić. Czy idee, których matka uczyła ją od dnia narodzin wcale nie były takie piękne i szlachetne? Czy Piaskowa Łapa miał rację ze swoimi wątpliwościami i niechęcią do pójścia w ślady prababki? Masa pytań krążyła w jej umyśle, lecz kotka stanowczo odrzuciła je w bok. Niezręczna cisza spowodowana jej niespodziewanym wyznaniem wisiała w powietrzu i Iskierka zdecydowała się położyć jej kres. — Pewnie masz rację. Ja sama nigdy nie wybaczyłabym kotom, które zabiły mi rodziców na moich oczach. Mam tylko nadzieję, że Cisza i Północ jakoś sobie z tym poradzą — westchnęła, zatrzymując się, gdyż przed nimi pojawił się niewyraźny zarys kamiennych strażników.
— Jak na razie ta szylkretowa zdaje się radzić całkiem dobrze. Ugryzła mnie — mruknął, również kierując zaciekawiony wzrok na głazy. — Zaniemogłaś?
— Och, naprawdę? No proszę, może Cicha nie jest jednak taka zła — odparła z uśmieszkiem, z rozbawieniem unosząc brwi. — Nie, ze mną wszystko w porządku. Jestem po prostu zdziwiona, że tak szybko tutaj dotarliśmy — dodała, uważnie przyglądając się wznoszącym się przed nimi skałom. — Wiesz, rzadko tu przychodzę z Kurzą Pogonią, a ciekawie tutaj — powiedziała, zaczynając obchodzić kamienie dookoła. Nagle jej uwagę przykuł śmiesznie pachnący krzaczek, do którego nieświadomie się zbliżyła.
— Może. — Syn Różanej Przełęczy wydął na moment wargi. — W dobrym towarzystwie czas zawsze szybko płynie — dodał z nonszalancją, posyłając jej uśmiech. Po chwili ponownie zmierzył otoczenie i zmarszczył czoło. — Że niby tu? Eh, jak dla mnie to dość przeciętnie. Bardziej interesujący są strażnicy, naturalnie to nie wygląda — wyjawił swe zdanie, wskazując głową na skałki.
— Mhm, tak, tak — mruknęła odruchowo, nie do końca zważając na słowa kocura, bo jej roślinne odkrycie całkowicie pochłonęło jej myśli. Zanurzyła pyszczek w fioletowych kwiatach, mocno wdychając ich słodki zapach i niewiele myśląc lekko ugryzła jeden listek, po chwili rozkoszując się jego smakiem. Na jej pysk wkradł się wielki uśmiech i kotka przestała zwracać uwagę na swojego towarzysza, czerpiąc dziwną przyjemność z obcowania z kocimiętką.
Zaczynała czuć, jak jej spięte do tej pory łapy się rozluźniają. Myśli jakoś tak przestały jej ciążyć, pozwalając odetchnąć z ulgą po ciężkich przeżyciach. Z jej gardła wyrwał się cichy chichot.
— Te, mogłabyś chociaż udawać, że mnie słuchasz. — Szept przepchnął się obok niej, niby urażony. — Ja ci tu taki występ daję, a ty... Co żresz? — zapytał zdziwiony, nachylając się nad kotką i dokładnie przyglądając się jej mordce.
— Oj wybacz Szeptusiu, ale musisz tego spróbować ~ — wymruczała Iskrząca Łapa, przeżuwając kolejny liść kocimiętki. Wskazała łapą na znajdującą się obok krzak i zachęcająco poruszyła ogonem, starając się przekonać srebrnego do skosztowania.
Pochylił głowę nad dziwną roślinką, po czym na jego pysku zagościła jakaś niepewność
— Ile tego zjadłaś? — mruknął, patrząc uważnie na zielsko.
Iskierka jedynie szerzej się uśmiechnęła.
— Zdecydowanie za mało, kochaniutki — zachichotała, podchodząc bliżej i przesuwając ogonem po boku liliowego. W następnej chwili, jednym, lecz sprawnym ruchem, popchnęła go we wspomniany wyżej krzak kocimiętki, ale moment zwycięstwa był krótki - sama również poleciała w dół, lądując na brzuchu kocura.
— Mhmm, ależ ty jesteś mięciutki — zamruczała, wtulając się policzkiem w jasne futro Szepta, które w tamtej chwili pachniało niebywale słodko.

<Szeptusiu?>

17 września 2023

Od Iskrzącej Łapy CD. Szepczącej Łapy

 Z rozbawieniem obserwowała, jak niedoszła zdobycz ucieka przed liliowym uczniem, pozostawiając go z wyrazem niemałego niezadowolenia na pysku. Rozglądnęła się dookoła, chcąc upewnić się, że Kurza Pogoń nie znajduje się w pobliżu, po czym spokojnym krokiem zbliżyła się do syna Różanej Przełęczy. Skoro jej mentorka znowu gdzieś polazła, mogła pozwolić sobie na małe umilenie tego czasu, prawda?
— Ughrr, cholera by to! — Szepcząca Łapa kopnął patyk. — Dalej, leć! I tak cię nie potrzebowałem! — krzyczał, zirytowany spoglądając w kierunku, w którym pognał zajęczak.
Po chwili odwrócił się, najpewniej pragnąc powrócić do poprzedniej czynności, lecz zauważając córkę Leśnego Pożaru, na jego pysku ponownie zagościł niesmak.
— Witaj, Szeptusiu. Co to za ponura minka, co? — uśmiechnęła się, wysoko unosząc ogon. — Wiesz, nie dziwię się temu biednemu królikowi. Na jego miejscu też bym uciekła na twój widok — dodała zaczepnie, posyłając mu wyzywające spojrzenie.
Kocur uniósł głowę z niewinnym uśmiechem, zerkając na rudą uczennicę.
— No weź, ranisz moje delikatne uczucia, jak możesz nie dostrzegać mojej przystojnej aury? - odpowiedział niewinnie. — Może po prostu przestraszył się pewnej Iskierki? Też bym uciekał na twój widok, ta agresywna aura jaką wytwarzasz, brryh, aż strach podchodzić.
Przewróciła oczami, choć zrobiła to bardziej z rozbawienia niż zdenerwowania.
— No bez przesady, jestem przecież urocza i niewinna jak kwiatuszek - wesoło zatrzepotała rzęsami, chcąc teatralnie podkreślić swoje słowa. - Tylko nie mów mi, że się mnie boisz! - mówiąc to, uniosła brwi w wyrazie zapytania. - Czyżby odważny Szepczącą Łapa bał się małej Iskierki?
— O tak, taki tojad, niezwykle do ciebie pasuje - odrzekł pewnie, melodyjnym głosem. Iskrząca Łapa zdusiła w sobie warknięcie. - Poza tym bać się? W końcu sama przyznałaś, że jesteś kwiatuszkiem, czemu miałbym to robić?
— Oj, Szeptusiu - wymamrotała, nie chcąc dać po sobie poznać wzbierającego w niej zirytowania. Było za wcześnie na to, by dała wyprowadzić się z równowagi. - To chyba dobrze, że jestem kwiatuszkiem, prawda? W końcu takie powinny być wszystkie kotki. Choć nie każdej to wychodzi… - mruknęła na wspomnienie matki ucznia, która została liderką. Różana Przełęcz, choć o wdzięcznym imieniu, bardziej przypominała jej spróchniałe z wściekłości drzewo niż wspomnianą roślinę.  - Tak czy siak, to nawet taki kwiatuszek jak ja złapałby tego królika! Może i w słowach jesteś mocny, ale do prawdziwego wojownika Klanu Burzy jeszcze dużo ci brakuje.
Liliowy siadł z zadowoleniem i z jakąś obojętnością przeciągnął się, wyciągając w przód przednie łapy.
— Kwiatuszek nie upoluje królika. Biedne zwierzątko może się nim jedynie zadławić - rzucił, nie patrząc na Iskrę, a gdzieś w bok. —  A królik już się zauroczył, zobaczysz, wróci do mnie przy następnej okazji, po prostu jest onieśmielony~
Czy syn Powiewa naprawdę był taki zadufany w sobie czy tylko udawał? Iskrząca Łapa już nieraz zadawała sobie to pytanie, lecz z każdą rozmową z cętkowanym odpowiedź stawała się jeszcze mniej oczywista.
— Och, doprawdy? Zauroczy tak, jak zrobiła to Lwia Łapa? - odparła kąśliwie, ignorując jego komentarz. — Dla królika też bawiłeś się w poetę i układałeś zabójczy wiersz?
— Lewkowa Łapka to jedynie błędy młodości, niestety jak widzisz, nie było dane nam być razem - zaświergotał. - A królikowi niestety nie zdążyłem. Jednak widzę, że mamy świetne zastępstwo! Na pewno ucieszysz się z wierszyka, który bym dla ciebie ułożył.
Kotka zaciekawiona uniosła brwi, posyłając mu pełne rezerwy spojrzenie.
— Wiersz specjalnie dla mnie? Wow, czuję się naprawdę zaszczycona — parsknęła, układając się wygodnie na trawie i opierając pyszczek na łapach. — Zamieniam się w słuch, Szeptusiu. Oczaruj mnie.
Na moment przez pysk kocura przemknęło zdziwienie, jednak zaraz z zadowoleniem usiadł wygodnie.
— Czyli jest jeszcze na tym świecie dusza, która zna się na sztuce~ - zaraz odchrząknął, przymknął oczy i posłużył się swoją łapą do gestykulacji. - Och Iskierko, futro twe jaskrawe jak zachody słońca, w które ośmielisz się kiedy spojrzeć przy masochistycznym popędzie. Ty cierniem w mej łapie, przytulią w ogonie. I kłuje mnie i kłuje nieustannie i zachodzę o głowę przez myśl nieodbitą, irytującą, nieprzebytą, czy kiedyś ty wzgardy do mnie się wyzbędziesz i spojrzysz swym ślepiem w końcu przychylnie. Rani mnie bowiem twa mina tęga, co zdradza zaparcia bolesne, i choć ulżyć bym ci chciał i wyjąć kij z kupra, ty mnie odpychasz, okrutna. Dlatego pieśni do Ciebie posyłam i prośby i błagania, byś choć raz przestała do żmii być podobna i serce swe otwarła na resztę śmiertelników z rasy własnej, które to gadów nie przypominają - zatrzymał się tu, po czym ukłonił grzecznie, niczym panicz po występie. - Czyż nie pięknie? - zapytał wielce zadowolony.
Iskrząca Łapa była w ciężkim szoku. Naprawdę, gdyby ktoś teraz ją zobaczył, momentalnie uznałby ją za kota po traumatycznym przeżyciu, u którego rozwija się zespół stresu pourazowego. Bo występ Szepta z pewnością do łatwych do przetrawienia wydarzeń nie należał.
— Ja… Ja naprawdę nie wiem, co powiedzieć — odparła po długiej chwili niezręcznej ciszy, starając się pozbierać swoje myśli. Liliowy właśnie obraził ją w tak wyszukany i piękny poetycko sposób, że dosłownie czuła, jak plącze się jej język. — Szepcząca Łapo, jesteś niereformowalny i za każdym razem przyprawiasz mnie o mdłości, ale muszę przyznać, że dar do ględzenia to ty posiadasz. Gdyby nie to twoje okropne futro, może i bym się w tobie zakochała — zaśmiała się, lecz łapiąc się na tym, co powiedziała, momentalnie poczuła pieczenie w koniuszkach uszu. — To znaczy, w ogóle nie byłoby takiej szansy! Nawet jakbyś był najprzystojniejszym rudym, jakiego kiedykolwiek spotkałam!
Na pierwsze słowa kotki pokiwał głową w rytm cichego, pewnego ,,mhm, mhm", chwilę później jednak zesztywniał, dosłownie na moment. I można było przysiąc, że podczas zagryzania warg i spoglądania gdzieś w bok intensywnie, zaczął się pocić. Zaraz jednak nabrał raptownie powietrza w pysk.
— HA. HA. NO NIE? - wypalił, nieco za głośno, szybko wracając do swojego typowego, melodyjnego tonu. - Ale doprawdy doceniam twoją pochwałę~ Boli mnie jednak, że wciąż jego znaczenie tak powierzchownie do ciebie dotarło. Miłości do bliźniego bez względu na kolor futra pojąć nie możesz, zawód mi to sprawia, jako poecie - miauknął żałosnym, zawiedzionym tonem.
Iskrząca Łapa nerwowo strzepnęła ogonem, z zadufanym wyrazem pyska odwracając się w przeciwną stronę. Za kogo on się uważa, by prawić jej morały o bliźnich? Naprawdę, Szept działał na nią jak woda na ogień - z każdym ich spotkaniem, mimo początkowego bycia pewną siebie, ten gasił jej poczucie pewności siebie i parzył.
— Jesteś poetą, nie praw mi tutaj nauk o poprawnym zachowaniu — fuknęła pod nosem, odruchowo wygładzając futerko na piersi, chcąc pozbyć się uczucia zawstydzenia. — Współczuję twojej przyszłej bratniej duszy. Żeby też przeznaczenie ukarało kogoś kimś takim jak ty… — westchnęła, przechylając głowę w bok.
— No proszę, księżniczka strzeliła focha? - mruknął z uśmiechem na pysku, przekrzywiając się nieco w bok, jakby chcąc zerknąć w odwrócony pysk kotki, wyraźnie postanawiając brnąć przez to bagno dalej. — Awww, nie musisz się tak martwić o moją przyszłą "drugą połówkę", w końcu kto by nie był zadowolony będąc obok takiej cudownej istoty, znaczy mnie?
Cętkowana posłała mu sceptyczne spojrzenie, unosząc brwi tak wysoko, jak tylko potrafiła, by okazać mu swoje zwątpienie. Gdy już miała coś powiedzieć, kątem oka dostrzegła szary kształt przebiegający w oddali i momentalnie jej zmysły się wyostrzyły.
— Och, Szeptusiu, jestem pewna, że wiele kotów wskoczyłoby za tobą ogień. Ale chyba miałeś rację, wiesz? Królik faktycznie musiał się w tobie zakochać, bo właśnie wrócił. Szkoda tylko, że będzie mój! — krzyknęła na odchodne, ruszając w pogoń za zajęczakiem.
— Znajdź sobie własny obiekt westchnień, kwiatuszku! — odparł Szepcząca Łapa, po kilku chwilach doganiając kotkę. Ach, no tak, choć inteligencją to jej nie przewyższał, fizycznie zyskał kilka dodatkowych centymetrów w łapach. Czując, jak kocur specjalnie uderza w jej bok, chcąc wytrącić ją z równowagi, również naparła na niego z prawej strony.
— Po prostu przyznaj, że tak naprawdę szalejesz na moim punkcie — rzuciła w biegu, delikatnie wysuwając się na prowadzenie i z uśmiechem stwierdzając, że zostawia cętkowanego w tyle.

<Szeptusiu?>

[1245 słów]

[Przyznano 25%]

Od Iskrzącej Łapy CD. Lwiej Łapy

— Nie jesteś potworem. Jesteś w końcu iskierką, Iskierko. Naszą ukochaną Iskierką, która nie raz pokazała swój blask i żar, gdy stawiała się prawdziwemu potworowi w obronie naszej rodziny — uśmiechnęła się do siostry, otulając ją swym ogonem — Iskrą, która zdolna jest zmienić nasz dom na lepsze miejsce, bez której klan będzie się coraz bardziej staczał…
Z załzawionymi ślepiami słuchała pocieszających słów siostry, co jakiś czas pociągając nosem. Czy Lew na pewno miała rację? Odkąd pamiętała, to właśnie jej siostra była idealną i wymarzoną córką Zięby, do której nawet nie miała śmiałości się porównywać. Nigdy nie traciła nad sobą kontroli, zawsze wiedziała, co powiedzieć i nigdy nie skaziła futra żadnym brudem. W przeciwieństwie do niej, Iskrząca Łapa zawodziła matkę na każdym kroku, tylko czasami będąc w stanie sprostać jej oczekiwaniom.
Jak na zawołanie, gdy tylko w jej umyśle ukazał się obraz Zięby, ciałem kotki wstrząsnęła kolejna seria dreszczy. Próbowała odgonić od siebie natrętne myśli, lecz mimo gorliwych starań, ruda kocica szczerzyła się do niej z coraz większym gniewem, a cętkowana nie była w stanie się ruszyć.
— Iskrząca Łapo, tylko spójrz na siebie — prychnęła Ziębia Łapa, górując nad skuloną córką. — Wyglądasz okropnie. Cały pysk masz zmoczony od łez i smarków. Nie tak cię wychowałam.
Ruda chciała przeprosić, wrzasnąć do matki w odpowiedzi, lecz słowa stanęły jej w gardle. Lwia Łapa coś do niej mówiła, ale w tym stanie głos siostry przypominał niewyraźny szum, tak jakby docierał ze zbyt dalekiej odległości; jedynym, co przypominało Iskierce o obecności pręgowanej klasycznie, było ciepło bijące przy jej boku.
— Spójrz na Lew, przez ciebie również pobrudzi futro. — Zięba z niesmakiem zmarszczyła nos, podchodząc bliżej. — Masz na nią taki zły wpływ, na swojego brata też. Tyle razy sprowadziłaś kłopoty na biednego Piaska… To przez ciebie tak cierpi podczas treningu z Tropiącym Szlakiem! To przez ciebie każdego dnia musi mierzyć się z tyloma wyzwiskami i ranami… Czy naprawdę aż tak nienawidzisz własnej rodziny?
,,Nie, nie, nie! To wszystko nie tak, naprawdę!” - słowa cisnęły się jej na język, jednak ten wciąż ciążył w pysku niczym kamień. Oczy niemiłosiernie ją piekły, ale wszystkie łzy już dawno zmarnowała, chowając się niczym ostatni tchórz pod pobliskim krzakiem. Czuła, jak siła opuszcza jej łapy, pozostawiając ją w niemiłym stanie odrętwienia.
Szybko rzuciła spojrzenie w kierunku siostry licząc, że to wybawi ją od dalszej konfrontacji z wizją matki.
Lwia Łapa patrzyła na nią z przerażeniem. Najpewniej zmartwiła się przedłużającą się ciszą i brakiem jakiejkolwiek reakcji ze strony cętkowanej, lecz Iskierka odebrała to na o wiele bardziej personalnym poziomie; pewnie mimo wcześniejszych, żarliwych zapewnień, nie była w stanie ukryć głęboko zakorzenionej odrazy do żółtookiej i teraz jej prawdziwe odczucia wyszły na światło dzienne.
Nie, na Klan Gwiazdy, to nie było winą Lew! To wszystko spoczywało na barkach Iskierki, tyle że kotka nie była w stanie już dłużej tego dźwigać. Nie była w stanie sprostać temu wyzwaniu, chociaż niczego bardziej nie pragnęła. Nie była tym, na co jej ukochana siostra - najbliższa osoba w jej życiu - zasługiwała i ta myśl była nie do zniesienia.
— Na co jeszcze czekasz, Iskrząca Łapo? Przecież wiesz, co powinnaś zrobić. Swoje życie już dawno zniszczyłaś, Piaska ledwo udało mi się uratować spod twojego wpływu, nie możesz skrzywdzić również Lwiej Łapy. Zrób coś, Iskrząca Łapo!
Wrzask matki wyrwał cętkowaną z transu, przywracając jej ostrość zmysłów i głos. Zwróciła pysk w stronę pręgowanej klasycznie i choć zachowała kamienną minę, w jej oczach zapłonęły gniew i rozpacz.
— Lwia Łapo, wybacz za to nieporozumienie — wyszeptała najbardziej suchym tonem, na jaki było ją stać. — Dziękuję za miłe słowa, ale naprawdę nie były konieczne. Miałam po prostu… gorszy moment. Proszę, nie mów o tym mamie — dodała, a wypowiadając ostatnie słowo nerwowo strzepnęła końcówką ogona.
— Iskierko, co ty wygadujesz… — odparła wybita z rytmu Lew, niepewnie odsuwając się od siostry. — Przed chwilą wrzeszczałaś na moim ramieniu! Musisz powiedzieć mi, co do diabła się dzieje, bo inaczej nie będę w stanie ci pomóc!
— Może ja nie potrzebuję twojej pomocy! — wrzasnęła w odpowiedzi, chwilę później kuląc się z powodu tonu własnego głosu. — Ja… Zajmij się własnym życiem, Lwia Łapo.
Nie była w stanie spojrzeć siostrze w oczy. Wiedziała, że jeśli na własnej skórze doświadczy zranienia i wściekłości kotłujących się w tych pięknych, złotych ślepiach, nie będzie w stanie dalej ukrywać swoich prawdziwych emocji.
— Och, czyli tak chcesz grać? Na początku oczekujesz ode mnie pocieszenia, a potem rzucasz mi tym prosto w pysk? Opanuj te swoje humorki, bo zachowujesz jak jakiś paskudny, nierudy plebs — warknęła Lew, wysuwając pazury w geście zirytowania.
— Wybacz, wspaniała Lwia Łapo! Naprawdę żałuję, że nie potrafię spełnić twoich wszystkich cholernych oczekiwań! — wyrzuciła z siebie ruda, posyłając jej ogniste spojrzenie.
— Może i dałabyś radę, gdybyś co chwila nie uciekała przed wszystkimi problemami, jakie napotykasz!
Ostatnimi siłami odwróciła się na piętach, zaciskając zęby z poczucia bezradności i rzuciła się przed siebie.
Ponownie tego wschodu słońca gnała jak najdalej od siostry, pozostawiając jej skrzywdzone wrzaski w oddali. Gniew jedynie napędzał jej łapy, które pomykały przez polanę z zawrotną prędkością, ale nawet wiatr bijący jej w pysk nie był w stanie zagłuszyć słów Zięby.
— Bardzo dobrze, Iskrząca Łapo. Nie zbliżaj się do Lew. Nie zasługujesz na nią.

<Lew?>

[841 słów]

Od Iskrzącej Łapy CD. Piaskowej Łapy

 — O nic się nie martw. Jestem w końcu wybrańcem czyż nie? Poradzę sobie ze wszystkim, masz moje słowo. Opowiedz mi lepiej jak tam twój trening. Radzisz sobie? — zapytał zaciekawiony Piasek, najwyraźniej pragnąc zmienić temat ich rozmowy.
Iskrząca Łapa przez chwilę się zamyśliła. Treningi z Kurzą Pogonią z pewnością nie należały do jej ulubionej części dnia, ale po tylu wspólnie spędzonych wschodach nauczyła się tolerować irytującą wojowniczkę i jakoś znosić jej wredne komentarze.
— Nie jest najgorzej — westchnęła, nieświadomie krążąc pazurem po ziemi. — Wiesz, jak przebywa się z kimś codziennie, jego wady przestają aż tak przeszkadzać… Niestety obawiam się, że Kurza Pogoń już niczego więcej mnie nie nauczy. Widziałeś, jak ona krzywo się rusza? Moim zdaniem nigdy nie powinna zostać mianowana — prychnęła, przewracając żółtymi ślepiami najbardziej teatralnie, jak tylko mogła, by podkreślić swoje niezadowolenie.
— Może już za niedługo to ty zostaniesz wojowniczką i nie będziesz musiała się z nią męczyć? — uśmiechnął się zachęcająco kremowy.
— Tak, jest to prawdopodobne — Iskrząca Łapa z dumą wypięła pierś do przodu, lecz jej chwilowy przypływ satysfakcji rozwiał obraz liderki pojawiający się w myślach. — Byłoby to możliwe, gdyby nie ta stara zołza próbująca być przywódczynią. Och, Piasku, co jeśli ona nigdy nie dopuści do naszego mianowania? Co, jeżeli z premedytacją uczyni z nas wiecznych uczniów?
— Iskierko, nie bądź śmieszna — Chłodny głos matki dobiegł ich z tyłu, sprawiając, że oboje lekko zjeżyli futerka na grzbietach. Zięba sprawiała wrażenie rozbawionej z powodu zmartwień córki. Czy słyszała całą ich rozmowę? — Różana Przełęcz nie jest idealna, to fakt, ale na pewno w jej łbie kryje się choć trochę trzeźwości. Wyrośniecie na wspaniałych wojowników i jestem pewna, że ceremonie odbędą się w bliskiej przyszłości.
Ruda kocica przysiadła się do swoich pociech i przejechała po kremowym boku ogonem w czułym geście. Następnie spojrzała na córkę i z charakterystyczną pewnością siebie kontynuowała.
— Gdy Piaskowa Łapa zostanie liderem, to wy zadbacie o przywrócenie faktycznego porządku. Już nigdy żaden rudy nie będzie obawiał się o swój los przez zdrajców krwi.
— Masz rację, mamo! — Iskierka energicznie przytaknęła, z przejęciem chłonąc jej słowa. Zięba była dla niej wielkim autorytetem; nigdy nie spotkała nikogo, kto równałby się z nią intelektem oraz pięknem. To właśnie dlatego tak bardzo pragnęła pójść w jej ślady, móc wykazać się choć małą częścią jej sprytu i odwagi, by matka była z niej dumna. Gdyby ją zawiodła… Ojciec się do nich nie przyznawał - nie chciał mieć z nimi żadnego kontaktu, unikał ich na każdym kroku i całe dnie spędzał ze swoim ukochanym, zapominając o swojej prawdziwej rodzinie. Bo przecież tym dla niego byli, prawda? W ich żyłach płynęła krew Leśnego Pożaru i nikt ani nic nie było w stanie tego zmienić, jednak kocur wystarczająco jasno wyraził swoje zdanie na temat własnych dzieci i Iskierka musiała to zaakceptować.
Doceniała słowa brata; miał rację w tym, że przez bycie jedynym kocurem w ich rodzinie to na jego barkach spoczywał obowiązek opiekowania się nimi - w końcu tak mówiła mama - lecz ktoś musiał też zająć się nim.
I jeśli Iskrząca Łapa była w życiu pewna jednej rzeczy, to właśnie tego, że dla rodziny poświęciłaby wszystko. Nawet samą siebie.
— Obiecuję, że pomogę ci w zostaniu liderem, braciszku. Jeżeli zajdzie taka potrzeba, własnym ciałem utoruję ci drogę wśród tych wszystkich parszywców — wyznała cętkowana po chwili ciszy, gdy ich matka zajęła się rozmową z Lwią Łapą, która akurat wróciła z treningu. — A gdy już dojdziemy razem do władzy… Powiedz mi, jakie zmiany planujesz wprowadzić? Ten klan naprawdę potrzebuje porządnej rewolucji.
Iskierka wlepiła w niego złote oczy, a po chwili dołączyły do niej dwie pozostałe kotki, z zaciekawieniem oczekując na odpowiedź Piaskowej Łapy.

<Piasku?>

[589 słów]

[Przyznano 12%]


31 sierpnia 2023

Od Iskrzącej Łapy CD. Lwiej Łapy

Powiedzieć, że Iskrząca Łapa prawie wybuchnęła, to powiedzieć zdecydowanie zbyt mało.
Nie była nawet w stanie opisać swoich emocji w tamtym momencie - przerażenie, gniew, irytacja - uczucia szalały w kotce niczym burza, rzucając jej myślami we wszystkich możliwych kierunkach i powodując drżenie drobnego ciała. Mocno zacisnęła zęby, instynktownie wysuwając pazury i wbijając je w ziemię, starając się z całych sił powstrzymać przed skoczeniem do gardeł rechoczących wojowników.
— Jesteście okropni! — wrzasnęła Lwia Łapa, groźnie strosząc pręgowane futro. — Pająki zasnuły wam te zakute łby? Jak można tak traktować uczniów!
Iskierka milczała, gdy jej siostra rzucała w burych coraz to bardziej wyszukanymi wyzwiskami. Czuła, jak łapy jej się trzęsą, a złowrogi warkot przybiera na sile, ale starała się to jak najszybciej opanować. Nie mogła tak łatwo dać się wyprowadzić z równowagi…
— A ty co, Iskrząca Łapo? — prześmiewczo zapytał Tropiący Szlak, podchodząc bliżej rudej. — O jeju, czyżby paniusi aż odebrało mowę ze strachu?
Córka Zięby nie odpowiedziała; zamiast tego, patrząc mu prosto w ślepia, splunęła na jego parszywą mordę.
— Nienawidzę was — wycedziła przez zaciśnięte zęby, a jej głos był wyraźnie roztrzęsiony. Czuła, jak po jej policzkach zaczynają spływać gorzkie łzy spowodowane za dużym napięciem. — Mam nadzieję, że wszyscy zginiecie!
— Pożałujesz tego, paskudo — warknął starszy kocur, rzucając się na dygoczącą uczennicę i przyszpilając ją do powierzchni. Jednym, zdecydowanym ruchem chwycił ją za szyję i odrzucił na bok, a jej ciało poturlało się po trawie.
— Iskierko! — krzyknęła z przerażeniem Lwia Łapa, pędem dobiegając do siostry i przyciskając nos do jej pyszczka. — Iskierko, powiedz coś!
— N-nic…nic mi nie jest. — Cętkowana skrzywiła się, z trudem podnosząc się do siadu.
— Nie na to się umawialiśmy, Tropiący Szlaku — parsknęła Kurza Pogoń, marszcząc brwi. — Może i jest beznadziejna, ale to nadal moja uczennica! Jak miałabym wyjaśnić to liderce?
— Należało jej się — odparł żółtooki, wzruszając ramionami. — Powinniśmy już wracać.
Iskrząca Łapa ostatnimi siłami stłumiła wzbierający w piersi szloch i odwróciła wzrok. Zaczynała rozumieć, dlaczego jej brat był tak przerażony własnym mentorem, który nie krył nienawiści do całej ich rodziny, jak i wszystkich rudych. To wszystko było tak paradoksalne! Wszyscy dookoła trąbili o tym, jak straszliwa była Piaskowa Gwiazda, a sami powtarzali jej czyny i wciąż zrzucali winę na kociaki Leśnego Pożaru. Ruda cicho prychnęła.
Skoro tak bardzo uważają ją za potwora, niech nie zdziwią się, gdy faktycznie nim zostanie.

***

Od tamtego incydentu minęło kilkanaście wschodów słońca, a Iskierka nie wspomniała o nim nikomu, prosząc Lew o to samo. Nie była pewna, czy siostra dotrzyma obietnicy, ale póki co trzymała język za zębami - być może całkowicie poważne groźby Tropiącego Szlaku i Kurzej Pogoni się do tego przyczyniły. Poza tym wytłumaczyła jej, że nie chce dodatkowo martwić mamy, która już wystarczająco przejmowała się ich bratem; pod pewnymi względami ruda była silniejsza od kocura, dlatego przekonała Lew, że da sobie radę. Iskrząca Łapa obawiała się też, że jeśli wiadomość o całym zajściu dotrze do Różanej Przełęczy, ta obróci wszystko na swoją korzyść i srogo ukarze ją za nieposłuszeństwo względem starszych wojowników.
Właśnie wracała z treningu, na którym ćwiczyła interwały biegowe. Jej mentorka chyba specjalnie skupiała się ostatnio na tej czynności - nie wymagała ona od obu kotek dużo interakcji. Bura po prostu wskazywała jej kierunek, a ona pędziła przed siebie, przy wybranych wcześniej punktach zmniejszając swoją prędkość, aby po chwili ponownie rzucić się przed siebie. Iskierka musiała przyznać, że uwielbiała biegać; może i nie przystawało to prawdziwej damie, bo po tym jej sierść była zmierzwiona i nieułożona, ale lekkość kroku oraz wiatr bijący w pysk napełniał ją dziwnym spokojem. Czuła się tak, jakby faktycznie mogła w ten sposób uciec przed goniącymi ją problemami i na zawsze o nich zapomnieć.
Kotka cicho westchnęła, przekraczając wejście do obozu. Gdyby tylko to było takie proste! Bez słowa opuściła bok mentorki i skierowała się do legowiska uczniów, marząc tylko o tym, by wyprostować obolałe łapy i odpocząć po męczącym dniu. Niestety, los jak zwykle jej nie sprzyjał i kotka wpadła na Tropiący Szlak, który właśnie szykował się do wyjścia na patrol.
— Kogo my tu mamy, hm? — wyszczerzył się bury, kładąc po sobie uszy. Już za kocięcych księżyców cętkowana mocno mu podpadła, nasyłając na niego gniew Zięby pomimo faktu, iż nic złego nie zrobił. Miała wrażenie, że to właśnie przez nią tak bardzo dręczył ją i jej rodzeństwo, a poczucie winy paliło coraz bardziej z każdą sekundą spędzoną w towarzystwie wojownika. — Czego znowu ode mnie chcesz, mysi bobku?
— Niczego. Po prostu tędy przechodziłam — syknęła cicho uczennica, starając się nie okazać przerażenia spowodowanego wspomnieniami z tamtego feralnego dnia.
— Och, jak zwykle taka święta i niewinna — Tropiący Szlak przewrócił oczami. — Słuchaj, mam już dość twoich kłamstw. Ileż można? Obiecuję ci, że jak jeszcze raz wejdziesz mi w drogę — tu wojownik spojrzał w kierunku siedzącego w legowisku Piaska — osobiście zadbam o to, byś już skaziła powietrza swymi wstrętnymi miauknięciami — wycedził zjadliwie, pazurem wskazując na jej pysk.
Iskierka znowu poczuła to nieprzyjemne mrowienie wypełniające jej ciało, które powodowało, że cała zaczynała się trząść i głowa pękała jej od nadmiaru myśli. Powoli przestawała mieć kontrolę nad własnymi łapami, zapominając o otaczającym ją świecie i zatracając się we własnych emocjach. Nie wiedziała, ile jeszcze wytrzyma.
Z dziwnego transu wyrwało ją dopiero prychnięcie kocura, który z uniesionym dumnie ogonem dołączył do reszty patrolu, zostawiając drżącą kotkę samą na środku obozu.
— Iskrząca Łapo? Wszystko w porządku? — Zmartwiony głos Lwiej Łapy zadudnił cętkowanej w umyśle, przelewając czarę goryczy.
Znowu to samo! Znowu zawaliła, dając ponieść się własnym emocjom i zapominając o rodzinie, którą tak wiele razy zraniła swoim nieodpowiednim zachowaniem. Usłyszała z tyłu głowy karcące słowa Zięby, każda blizna pozostawiona przez kocicę zaczęła płonąć żywym ogniem na jej grzbiecie, sprawiając, że wykrzywiła się w bólu. Z trudem łapała oddech, starając się skupić biegający w każdą stronę wzrok, lecz nie była w stanie tego zrobić. Czuła, jak ziemia zaczyna drżeć pod jej łapami, pozbawiając ją równowagi.
Nieświadomie ruszyła przed siebie, ponownie opuszczając obóz i pragnąc znaleźć się jak najdalej od tego wszystkiego. Słysząc zbliżające się za nią kroki, puściła się pędem przed siebie, pozwalając wiatrowi strącić tłumiące się w oczach łzy.
Nie wiedziała, ile w tym stanie przebiegła, ale w końcu łapy odmówiły jej posłuszeństwa i wycieńczona padła na trawę, ciężko dysząc. Trwającą dookoła ciszę przerywał jej głośny płacz, a sama zakryła pysk łapami, już nawet nie starając się opanować konwulsji szarpiących jej ciałem. Kotka skuliła się, maniakalnie zakrywając uszy, by choć na chwilę uwolnić się od rozgniewanego warkotu matki, który do tej pory prześladował ją jedynie w koszmarach.
— Iskrząca Łapo… Nie możesz tak ode mnie uciekać! — wydyszała Lew, rozglądając się po polance, na którą właśnie wbiegła. Jej obrażony wzrok momentalnie zmienił wyraz, gdy natrafił na łkającą obok siostrę. — Na Gwiezdnych! Co się stało? Iskierko, przerażasz mnie! — dodała, doskakując do cętkowanego boku i wtulając się w długie futro.
— J-ja już dłużej tak nie mogę — jęknęła Iskierka, przełykając słone łzy. — N-nie powinnaś widzieć mnie w takim stanie… N-nigdy nie powinnam nawet znajdować się w t-takim stanie! O-od małego staram się jak mogę, b-by wszystko było i-idealnie, ale zawsze c-coś psuję! Nie zasługuję na was, Lwia Łapo, m-mama ma rację… Lepiej by było, g-gdyby mnie tu nie było. N-nie jestem córką ani siostrą, na którą zasługujecie. Przynoszę w-wam jedynie wstyd, bo n-nie umiem się kontrolować i wybucham w n-najmniej odpowiednich momentach! C-co, jeśli k-kiedyś coś wam się przeze mnie stanie? — zapytała przerażona, odruchowo odsuwając się od rudej. — Co, jeśli faktycznie jestem p-potworem, za którego wszyscy mnie uważają?

<Lwia Łapo?>
[interwały biegowe]
[1213 słów]

[Przyznano 29%]

27 sierpnia 2023

Od Iskrzącej Łapy CD. Stokrotki

 Iskierka z zadowoleniem wróciła do siostry, ukazując jej odzyskane piórko. Dopiero po całym zajściu ruda uświadomiła sobie, że pozwoliła emocjom przejąć kontrolę nad jej zachowaniem i odezwała się w stosunku do córki Powiewa nieco zbyt grubiańsko, lecz skoro Zięby nie było obecnie w pobliżu, liczyła na brak konsekwencji. Choć nie znała dokładnie każdego kociaka, Stokrotka w porównaniu z Szeptem wydawała się całkiem znośna, dlatego odpuściła dalszą rozmowę, by nie prowokować ostrzejszych konfliktów. Kto wie, może vanka wykorzysta pierwszą napotkaną okazję, by donieść bicolorce o jej agresywnej postawie - Iskierka wolała tego nie sprawdzać.
Pozostała część dnia minęła jej całkiem spokojnie - razem z rodzeństwem głównie odpoczywali przy ciepłym boku matki i dbali o czystość swoich pięknych futer. Przestała zwracać uwagę na pozostałe kocięta; mama i tak nie pozwalała im się z nimi zadawać, więc po co miała ryzykować? Już wystarczająco nagięła dzisiaj zasady dobrego wychowania.
Sielankowa atmosfera nie trwała jednak wiecznie, ponieważ Iskierka jako pierwsza wybudziła się z popołudniowej drzemki i, nie chcąc zbudzić bliskich, ostrożnie wymknęła się spod łap rodzicielki. Przeciągnęła się ospale, rozprostowując kości, po czym jej wzrok spoczął na piórku, które najwidoczniej swoim pięknem budziło zawiść w każdym kocie. Cętkowana uśmiechnęła się; fakt, że posiadała coś tak cennego, napełniał ją miłym uczuciem dumy i sprawiał, że czuła się wyjątkowa. 
Schyliła się z zamiarem wyczyszczenia zmierzwionego futerka, lecz w połowie czynności zamarzła. Zielone oczy Stokrotki wpatrywały się w nią z niekrytym zafascynowaniem i wręcz błyszczały zazdrością, co dziwnym sposobem spodobało się cętkowanej. Już miała zacząć przechwalać się wspaniałą zabawką, lecz w ostatniej chwili zrezygnowała z tego pomysłu, gryząc się w język. Nie mogła przecież tak dręczyć młodszej, gdy jej mamusia spała tuż obok i w każdej chwili mogła ją ukarać! Poza tym, choć nikomu by się do tego nie przyznała, w głębi duszy nie chciała zyskać kolejnego wroga wśród dzieci zastępczyni. Jasne, Iskierce daleko było do cnotliwej i empatycznej postawy, lecz pod powierzchnią wykreowaną przez Ziębę wciąż krył się mały kociak, który jedynie spełniał wymagania stawiane mu przez rodzinę - gdy tylko zyskiwał szansę, starał się choć na chwilę zapomnieć o ciągłej kontroli i surowych karach, nieco spuszczając z tonu oraz łagodniejąc. Koniec końców, ich idealna rodzinka była jedynie świetnym przedstawieniem odgrywanym przez wychowanych do tej roli aktorów.
— Jak chcesz, to możesz sobie wziąć to piórko — mruknęła niby niechętnym tonem, lecz kątem oka uważnie obserwowała liliową. — Już mi się znudziło.
— N-Naprawdę? Nie zaczniesz znowu na mnie krzyczeć? — dopytywała się z niedowierzaniem Stokrotka, kładąc po sobie uszy na wspomnienie ich wcześniejszej rozmowy. 
— Wiesz, może trochę mnie… poniosło — odparła przeciągle, starannie dobierając słowa, by nie zatracić się w swoim nagłym przypływie serdeczności; młodsza nadal pozostawała nieruda i to zawsze będzie przeszkodą na drodze ich relacji…prawda?
— D-dziękuję, Iskierko — nieśmiało uśmiechnęła się liliowa, po czym niepewnym ruchem zabrała piórko i prędko pomknęła w stronę własnego legowiska. 
Cętkowana przez moment odprowadzała ją wzrokiem, lecz czując na sobie ostrzegawcze spojrzenie Różanej Przełęczy, pospiesznie odwróciła pyszczek w drugą stronę. Zastępczyni jedynie potwierdzała jej chwilową wątpliwość; w oczach calico i jej rodzinki na zawsze pozostaną tymi ,,złymi i okropnymi”, bez żadnej możliwości zmiany na lepsze.

***
Iskrząca Łapa nadal nie mogła uwierzyć w to, że Tygrysia Gwiazda zmarła. Czyżby nie dostała 9 żyć w darze od Klanu Gwiazdy? Kocica może i nie była uosobieniem wspaniałej liderki, ale zdecydowanie bardziej pasowała do tej roli niż Różana Przełęcz, której unikała jak tylko mogła od momentu opuszczeniu żłobka. Była przekonana, że szylkretka nienawidzi jej tak samo - o ile nie mocniej - jak ona jej.
Cętkowana rozglądnęła się po budzącym się do życia obozie. Całe szczęście, że nowo mianowana przywódczyni wyruszyła na poranny patrol i Iskierka nie musiała oglądać jej pyska zaraz po przebudzeniu, bo chodziłaby z parszywym humorem do końca dnia. Uczennica powoli szykowała się do treningu z Kurzą Pogonią, lecz bura nadal nie opuściła legowiska wojowników - może zaspała? Po wczorajszej, intensywnej nauce walki był to całkiem prawdopodobny scenariusz, dlatego ruda postanowiła rozkoszować się chwilą odpoczynku tak długo, jak tylko zdoła. 
Tak przynajmniej zakładał jej wspaniałomyślny plan - w rzeczywistości już po chwili, ze strony żłobka, uderzyła w nią rozpędzona kulka mchu, co momentalnie postawiło ją na łapy. Zirytowana rozejrzała się w celu namierzania winowajcy, lecz widząc przerażoną liliową mordkę, nieco wygładziła futro. Nadal nie przepadała za tymi kociakami, ale nie chciała jeszcze bardziej denerwować liderki. Poza tym, obiecała Ziębie panować nad emocjami i dbać o wizerunek damy, dlatego posłała w stronę zielonookiej słaby uśmiech.
— To chyba twoje? — odparła, starając zabrzmieć się jak najbardziej przyjaźnie. Zauważając, że wyraz strachu nadal nie opuścił pyszczka młodszej, dodała. — Nie wiem, jakich to znowu zatrważających opowieści nasłuchałaś się od matki, ale zapewniam cię, że rudzi wcale nie są potworami w skórach kotów. Poza tym, skoro Różana Przełęcz została liderką, to chyba nie masz już czego się bać, prawda?

<Stokrotko?>
[780 słów]
[Przyznano 16%]

22 sierpnia 2023

Od Iskrzącej Łapy CD. Piaskowej Łapy

 — Iskierko? Dlaczego Różana Przełęcz odmówiła bycia Gwiazdą? Przecież... Tak się nie godzi. Klan Gwiazdy ją obserwuje, dali jej dziewięć żyć, a ona tak z nich kpi. I teraz Lwia Łapa myśli, że ona to zrobiła dla mnie, bo nie może być dwóch Gwiazd w klanie. A ja przecież nie jestem Gwiazdą, tylko Łapą. Prawda? — spojrzał w jej oczy, licząc na potwierdzenie tego, że do lidera mu było daleko.
Ruda przez chwilę się zamyśliła. Słowa siostry faktycznie brzmiały sensownie, lecz osobiście wątpiła w to, że zastępczyni byłaby zdolna do tak szlachetnych czynów.
— Szczerze mówiąc, Piasku, nie wydaje mi się, żeby Lew miała rację — odparła nieprzekonanym tonem, zwracając pyszczek w jego stronę. — Różana Przełęcz po prostu znowu stara się udowodnić całemu światu, jaka to nie jest oryginalna i cudowna. Jak wiesz, nie wierzę w Klan Gwiazdy, ale Kodeks Wojownika i ogólnie przyjęte zasady powinno się szanować. To, co zrobiła nasza nowa liderka, poskutkuje jedynie oburzeniem kotów z innych klanów. Tak boi się nas i tego, co możemy zrobić w przyszłości jedynie przez pryzmat naszego pochodzenia, a sama naraża się na gniew poprzez odrzucania wiekowych tradycji, dzięki którym klany przetrwały do dzisiejszego dnia — przewróciła oczami.
Sądząc po reakcji kremowego, uznała, że zgadza się przynajmniej z częścią jej zdania.
— Ale to chyba nie dlatego chodzisz taki zestresowany, co? — zapytała z troską.
— Myślisz, że wygna nas z Klanu Burzy? Skoro jest przywódczynią, może to zrobić bez mrugnięcia okiem. Iskierko, ja nie chcę opuszczać domu — mruknął po chwili ciszy, ponownie wbijając w nią przerażone spojrzenie.
Co mogła mu powiedzieć? Sama chodziła jak na szpilkach od czasu śmierci Tygrysiej Gwiazdy z dokładnie tego samego powodu. Mimo przestróg matki, w dzieciństwie nie panowała nad emocjami i wyżywała się na pokrakach Róży. Co gorsza, ich obecność nawet teraz była na tyle trudna do zniesienia, że czasami powiedziała o słowo za dużo. Co będzie, gdy znowu przyjdzie jej dzielić z nimi legowisko? Przecież nie wytrzyma psychicznie takich męczarni!
— Jeśli nas wygna, to jedynie udowodni, że jest rasistką i zrobiła to tylko dlatego, że ma do nas jakieś ,,przeświadczenia” spowodowane kolorem futra. Poza tym chyba nie sądzisz, że pozwoliłby na to tata?
Po wypowiedzeniu tych słów między rodzeństwem zapadła niekomfortowa cisza. Leśny Pożar, kocur, którego tak podziwiała w dzieciństwie, obecnie zupełnie ich ignorował. Gdy siedzieli w żłobku, wojownik przynajmniej miał powód, by zaglądnąć do Zięby i sprawdzić, czy niczego nie potrzebuje, jednak po feralnym mianowaniu kotka jedynie mijała się z nim w obozie. Cętkowana wyraźnie spochmurniała na wspomnienie ojca i, choć do tej pory unikała jego tematu jak żywego ognia, dodała.
— Myślisz, że nas nienawidzi? Dlaczego się od nas odciął? Przecież tak bardzo się staramy — szepnęła, specjalnie bliżej przysuwając się do brata, by ich rozmowy nie usłyszał nikt nieodpowiedni. 
Jej wywód na temat nowej liderki mógł trafić do każdych uszu; powiedziała samą prawdę. Jeśli Różana Przełęcz nie ukarze jej teraz, z pewnością zrobi to w przyszłości. Ale problemy rodzinne? Zięba od najmłodszego wpajała jej, że rodzina to wartość najwyższa i nie może narazić jej na niebezpieczeństwo - dlatego musieli zgrywać idealnych, bo każda okazana wada stanowiła możliwość dla wrogów.

<Piasku?>
[510 słów]
[Przyznano 10%]

Od Iskrzącej Łapy CD. Zwiędłego Hiacynta

 Wracała zmęczona po kolejnym treningu polegającym na tym, iż Kurza Pogoń motywowała ją do coraz to szybszego biegu swoimi wrzaskami. Doprawdy, bura o wiele lepiej sprawdziłaby się w roli alarmu przeciwwłamaniowego do obozu niż jako jej mentorka. Choć z chęcią powyzywałaby jeszcze wspomnianą kocicę w myślach, wyczerpane ciało domagało się pożywienia i to jak najprędzej, dlatego skierowała się w stronę stosu ze zwierzyną.
Łapczywie pochwyciła z niego nornicę i nie rozglądając się, udała się z piszczką w stronę oddalonego zakątka, w którym mogłaby ze spokojem ją spożyć. Była tak padnięta, że po drodze nie zauważyła siedzącego nieopodal wojownika.
— Czego chcesz, Iskrząca Łapo? — zapytał rudy, kiedy ta się zbliżyła. -— Nie powinnaś ćwiczyć na treningu, zamiast zawracać mi głowę?
Ach, jakżeby mogła zapomnieć o tym czarującym osobniku. Zwiędły Hiacynt nigdy jej nie lubił i nie śmiał tego ukrywać, swoim szorstkim sposobem bycia skutecznie ją od siebie odstraszając. Czemu musiała wpaść akurat na niego?
— Wybacz — mruknęła w odpowiedzi, nieco wzdrygając się przez złowrogie spojrzenie wojownika. Naprawdę nie rozumiała, dlaczego zawsze chodził taki najeżony. — Już skończyłam na dzisiaj trening, Kurza Pogoń dała mi czas na odpoczynek.
— W klanie zawsze znajdzie się coś do roboty. Uczniowie powinni bardziej angażować się w swoje obowiązki, a nie zwalać ja na innych wojowników — przewrócił niebieskimi oczami.
Pomimo mocno odczuwalnego zmęczenia, w Iskrzącej Łapie się zagotowało. W ostatniej chwili ugryzła się w język, by nie powiedzieć słów, których mogłaby później żałować.
— Skoro moja własna mentorka uznała, że wypełniłam wszystkie obowiązki, to chyba nie mój problem? — zapytała z wymuszonym uśmiechem, chcąc ulotnić się stamtąd jak najszybciej. 
— Pewnie już miała cię dość — odparł bez emocji kocur, powracając do zaczętej wcześniej myszy. 
Iskierka wlepiła w niego żółte ślepia i przez moment zamilkła. O nie, nie pozwoli mu na satysfakcję z tego, że trafił w jej czuły punkt. Gdy zaskoczony jej zachowaniem wojownik uniósł brwi w pytającym wyrazie, ta wybuchła śmiechem. 
— Czy ty naprawdę czerpiesz przyjemność z zachowywania się jak stary dziad, Zwiędły Hiacyncie? Nawet mój dziadek, Rozżarzony Płomień, uśmiecha się częściej od ciebie — zachichotała, z zadowoleniem obserwując rosnący poziom irytacji u rudego.
Skoro jej nie lubi, jego strata. W obecnym stanie, z piekącymi poduszkami u łap i bolącym z niewyspania łbem, już kompletnie ją to nie obchodziło.

<Zwiędły Hiacyncie?>
[369 słów]
[Przyznano 7%]

Od Iskrzącej Łapy

 Iskrząca Łapa z przygnębioną miną wpatrywała się we własne odbicie falujące na tafli kałuży, która była skutkiem wczorajszej ulewy.
Ostatni księżyc nie był dla niej łatwy; tak wiele się zdarzyło! Dzień mianowania, o którym długo marzyła, stał się istnym koszmarem, a jej mentorka wykorzystywała każdą okazję, aby dopiec młodszej. Choć obie z początku podchodziły do siebie niepewnie, już po paru wschodach przestały ukrywać swoje prawdziwe poglądy. Kurza Pogoń nie kryła się z niechęcią do rudych, chcąc uświadomić terminatorce, że kolor futra nie czyni z niej kogoś lepszego. Natomiast Iskrząca Łapa, dorastając ze światopoglądem całkowicie ukształtowanym przez Ziębę, pragnęła udowodnić jej, że tkwi w błędzie. Fakt, że obie kotki posiadały cięty język, nie wpływał dobrze na ich relację, owocując w kłótniach i sprzeczkach. Uczennica była przekonana, że za wyborem burej stała Różana Przełęcz - kocica z pewnością zauważyła, jak podobne do siebie są pod względem uporu i zapragnęła zemścić się za liczne kłótnie z jej kociakami, do których doszło w żłobku. 
Czy Iskierka żałowała wszystkich złych słów wypowiedzianych pod ich adresem? I tak, i nie. Częściowo była dumna z tego, że nie pozwoliła sobą pomiatać i starała się wpoić nauki rodziców oraz dziadka do tych pustych łebków. Nie mogła przecież zadawać się z takim plebsem jako krewna Piaskowej Gwiazdy! Jednakże, gdy patrzyła na to z perspektywy czasu, czuła jak poczucie wstydu parzy jej końcówki uszu. Nie dlatego, że z dnia na dzień zrobiło jej się szkoda kociaków Powiewa - od tego była daleka. 
Powodem była Zięba, którą znowu zawiodła.
Matka od zawsze wymagała od niej perfekcji i zachowania godnego damy, a tak nieodpowiednie czyny były konsekwentnie tępione. Cętkowana nie była nawet w stanie zliczyć wszystkich kar, które w dzieciństwie wymierzyła jej matka; niektóre z nich pozostawiły na jej drobnym ciele niewielkie blizny. Nawet pryzmat tego, że Iskierka była wówczas młodziutka i nie rozumiała wielu rzeczy, nie zmieniał podejścia Zięby do córki - ona sama od pierwszych dni stanowiła przykład dla innych, więc nie było żadnego powodu, by z jej dziećmi było inaczej. 
To właśnie przez surowe wymogi matki, po mianowaniu Iskierka zaczęła bardziej uważać na swoje zachowanie wśród innych kotów, coraz częściej gryząc się w język i siląc na milszy ton głosu. Starała się również nie wyrażać głośno własnych poglądów, uporczywie unikając tematu swojej praprababki w towarzystwie klanowiczów, do których nie miała zaufania - po opuszczeniu żłobka zderzyła się z przykrą prawdą, że zdrajców krwi jest jeszcze więcej, niż mówił jej dziadek. Ku zadowoleniu matki, większość wojowników - nie mając pojęcia o jej wcześniejszych wybrykach - podchodziła do niej pozytywnie i zauważając jej determinację oraz pogodę ducha, nie dostrzegała złych intencji zakorzenionych głęboko w sercu. Mimo tego, kotce zaczynała doskwierać samotność; poza rodziną nie miała w klanie żadnych bliskich. 
Czy Kurza Pogoń i inni mieli rację w tym, że jest głupia i wcale nie lepsza od innych? Czy mama okłamywała ją, że jest w stanie wiele osiągnąć? Czy Zięba nienawidziła jej za to, ile razy upadła i ośmieszyła rodzinę?
— Iskrząca Łapo, wszystko w porządku? — zapytał Drozdowy Szept, uważnie przyglądając się wyrwanej z zamyślenia uczennicy. — Mam nadzieję, że cię nie przestraszyłem.
— Przepraszam, chyba trochę… odleciałam — odparła niepewnym tonem, spuszczając wzrok na drżące łapy. Przez kłębiące się w głowie pytania nawet nie zauważyła, że zaszkliły jej się ślepia. 
— Nic się nie stało. Lepiej powiedz mi, co cię trapi. Może będę umiał pomóc — zapewnił ją pocieszającym tonem, przysiadając obok roztrzęsionej uczennicy. — Wiesz przecież, że możesz mi zaufać, prawda?
Czy faktycznie miała taką pewność? Nie, w końcu Drozdowy Szept był jedynie starszym wojownikiem, z którym dobrze rozmawiało jej się podczas patrolu kilka wschodów słońca temu. Jednak jego przyjazna natura, dodający otuchy uśmiech i troska, którą do tej pory otrzymywała tylko od najbliższych, przezwyciężyły jakiekolwiek wątpliwości. W obecnym stanie Iskierka marzyła jedynie o możliwości wygadania się, a kremowy dawał jej poczucie zrozumienia i bezpieczeństwa.
— Mam wrażenie, że odkąd zostałam mianowana na ucznia, los odwrócił się przeciwko mnie — uśmiechnęła się smutno, ledwo powstrzymując potok łez płynących do oczu.
— A co dokładnie się wydarzyło? Ktoś ci dokucza? — dociekał zielonooki, sprawiając wrażenie, jakby faktycznie zależało mu na dobrobycie rudej.
— N-nie, to nie to — zmieszała się. No, może zachowanie Kurzej Pogoni faktycznie dałoby się określić tym mianem, ale nie chciała poruszać tematu mentorki. — Po opuszczeniu żłobka zaczęłam zauważać, że świat nieco różni się od tego z opowieści rodziców i chyba nie końca mi się to podoba — mruknęła.
— Jeśli cię to pocieszy, każdy kot przez to przechodził. Dorastanie polega na dostrzeganiu rzeczy takimi, jakimi naprawdę są, ale nie jest to łatwe zadanie — wyjaśnił wojownik pocieszającym tonem. — To nic dziwnego, że czujesz się nieco zagubiona. Czeka cię jeszcze wiele przykrych doświadczeń, zawodów i krytyki, ale każdy negatywny bodziec w jakiś sposób cię kształtuje oraz umacnia.
— Mam taką nadzieję — odparła uczennica, nieco się rozchmurzając. Może faktycznie kocur miał rację. — Drozdowy Szepcie, a ty jak poradziłeś sobie z tym całym dorastaniem?
— Miałem wokół siebie zaufane koty, dzięki którym podejmowałem właściwe decyzje i nigdy się nie poddawałem — uśmiechnął się w odpowiedzi. — Pamiętaj, że na mnie zawsze możesz liczyć, Iskrząca Łapo.
Kotka odwzajemniła gest, tym samym dziękując synowi Amortencji. Cichy głosik z tyłu głowy ostrzegał ją, że powinna uważać na wojownika, bo jego zachowanie budziło pewne podejrzenia. Jednak… Skoro Drozdowy Szept tak bardzo utwierdzał ją w przekonaniu, że zawsze jej pomoże, to chyba mogła mu zaufać, prawda?

[867 słów]
[Przyznano 17%]

19 sierpnia 2023

Od Iskrzącej Łapy CD. Piaskowej Łapy

 — Akurat nie... Iskierko... Mam dylemat — wyznał, ciężko wzdychając. — Mama się o wszystkim dowiedziała i kazała mi postawić się Tropiącemu Szlakowi. Ale... Ale czy jeśli to zrobię to nie poleci na skargę do zastępczyni? Co jeśli nagada na mój temat jej bzdur? On jest do tego zdolny, a ja nie chcę, aby wam coś się z mojej winy stało. 
Iskrzącej Łapie serce łamało się na widok zasmuconego pyszczka brata. To wszystko było winą nierudych i zdrajców krwi! Słowa mamy się sprawdziły; rudzi, mimo swojej oczywistej przewagi, zostali ofiarami bezwzględnej przemocy tych kolorowych gnid. A kroplę przelewającą czarę goryczy stanowił fakt, że najbardziej cierpiała na tym jej rodzina.
— Piasku, nie bój się — powiedziała spokojnie, pocieszająco liżąc go po czole. — To bardzo dobrze, że mama już wie. Żaden kot nie dorównuje jej w sprycie i mądrości. Uważam, że ma rację; nie możesz dawać tej kanalii tak sobą pomiatać.
— Ale co, jeśli Tropiący Szlak jednak naskarży Różanej Przełęczy? Przecież ona nas strasznie nie lubi, odkąd się urodziliśmy ma do nas uprzedzenie… I to tylko dlatego, że jesteśmy rudzi… — mamrotał kremowy, smętnie przejeżdżając pazurem po ziemi.
— A wiesz co to oznacza? Że sama jest podłą rasistką — fuknęła, łypiąc złowrogim wzrokiem w kierunku żłobka. — Tak samo jak jej dzieci. Pamiętasz, jak Szept się nad nami znęcał? To z pewnością nie było wzorowe i szlachetne zachowanie, które usiłuje wpoić im ta głupia zdrajczyni. 
Zauważając, że jej brat ciągle nie wygląda na przekonanego, kontynuowała.
— Nigdy nie wstydź się krwi, która płynie w twoich żyłach, Piasku. To właśnie ta krew uczyniła nas rodziną i to dzięki niej w przyszłości staniesz się kimś wielkim. Piaskowa Gwiazda jedynie dążyła do tego, co było konieczne. Ona nie wymyśliła nowego, przerażającego prawa, lecz wprowadziła zasady, które koty znają od zarania dziejów - naturalnym porządkiem jest to, że przetrwają jedynie silniejsi, a słabsi muszą się dostosować — mówiąc to, spojrzała bratu prosto w oczy, by wzmocnić uwagę przekazu. — Ty jesteś silniejszy, Piasku. Silniejszy od tych wszystkich, którzy pragną wmówić ci inaczej. I nadszedł czas, byś w końcu im to wszystko udowodnił.
— Nie wiem, czy dam radę, Iskierko — szepnął żółtooki, lekko pociągając nosem.
Iskrząca Łapa energicznym ruchem poderwała się do góry, tym samym zmuszając do tego brata. Nie zamierzała jeszcze bardziej go zasmucić swoimi słowami, jej intencje były zupełnie odwrotne. Nie mogła jednak pozwolić na to, by tak wspaniały kocur jak Piaskowa Łapa każdego dnia rozpaczał z powodu mysich móżdżków. 
— Chodź, zrobimy coś fajnego — zamruczała, ocierając się o niego bokiem w geście pokrzepienia. — Dzień jest zbyt ładny, by spędzić go na żalach i smutkach.
— Co masz na myśli? — zapytał jej brat, będąc nieco bardziej ożywionym.
Skoro nie mogła trafić do niego zapewnieniami, rozrusza go w inny sposób.
— Będę udawała Tropiący Szlak, a ty spróbuj mi się postawić. Wszystkie ruchy dozwolone! Właśnie w ten sposób może nabierzesz trochę więcej pewności siebie. Zaczynamy — oznajmiła z uśmiechem. — Ej, mysi móżdżku! Patrz, jaki jestem wielki i przerażający, wraaaar! — warknęła specjalnie obniżonym ruchem i wystawiła język w kierunku brata, który lekko zachichotał z powodu jej parodii burego wojownika.
Widząc, że jej plan póki co się udaje, skoczyła na kremowego i przeturlała się z nim na prawo, przez co kocurek obecnie nad nią górował.
— Dobrze ci idzie, Piasku — pochwaliła kocurka. — Ale nikt nie powstrzyma największego buca Klanu Burzy, czyli mnie! — wyszczerzyła kły w głupawym uśmieszku.

<Piasku?>
[542 słowa]
[Przyznano 11%]

Od Iskrzącej Łapy CD. Lwiej Łapy

 — Nie wierzę, w to że oskarżyła mnie o kłamstwo... Przecież nic nam nie powiedziała o Drodze Grzmotu! Ani słówka! Gepardzi Smród też nic nie wspomniał... zmówiły się dwie jędze — syknęła Lew, w łapach trzymała mysz, którą udało się jej pochwycić dzięki Iskierce. — Nie różnią się niczym od tej myszy... Chcesz ją zabić? — spytała Lwia Łapa, sama nie mając zamiaru brudzić sobie łap, jednak nie chciała też zwierzęcia wypuszczać, nie zasługiwało na litość.
Nie zastanawiając się, Iskrząca Łapa zakończyła żywot piszczki jednym, szybkim ruchem. Rozumiała niechęć siostry, ale sama nie miała obiekcji przed wykonaniem tej ,,brudnej roboty” - była to nieodłączna część ścieżki wojownika. Dodatkowo, ta brutalna czynność przyniosła jej delikatne uczucie ulgi, pozwoliła rozładować negatywne emocje spowodowane zrzędzeniem swojej mentorki.
— Nie obrażaj myszy porównaniem do Kurzej Pogoni. Ta menda jest co najwyżej mysim bobkiem — mruknęła cętkowana, oblizując pysk z resztek krwi. — Jeszcze znajdziemy sposób na idealną zemstę i już żaden rudy nie będzie musiał przechodzić przez to, co my. 
— I jak wam poszło? — tuż za nimi usłyszały głos Gepardziego Mrozu. — No, nie najgorzej. Zbierajcie zwierzynę i wracamy do obozu. Czeka nas dzisiaj jeszcze dużo pracy!

***

Iskierka z lekką zadyszką zatrzymała się u boku siostry, która również starała się złapać oddech. Chociaż nie była to jeszcze szczytowa forma, obie radziły sobie o wiele lepiej z długodystansowym biegiem, a ich kondycja znacznie się poprawiła.
— Dobrze ci idzie — miauknęła do Lwiej Łapy, która odwdzięczyła się uśmiechem. 
— Tobie też siostrzyczko. Cieszę się, że znowu możemy razem potrenować — wymruczała, ocierając się o bok cętkowanej. 
— No dobrze, koniec tego obijania się — wypaliła Kurza Pogoń zdeterminowanym tonem. Iskrząca Łapa miała ochotę głośno zaprotestować, lecz po tylu wschodach spędzonych z kocicą dobrze wiedziała, że to do niczego nie prowadzi. — Widzicie to dziwne, zniszczone coś obok Martwego Szlaku? To upadły potwór. Waszym zadaniem jest dobiec tam bez żadnego zatrzymywania się. Jeśli zobaczę, że któraś robi sobie przerwę, osobiście zadbam o to, by wyciągała kleszcze starszym przez następny księżyc.
— Jednak jak już tam dotrzecie, możecie chwilę odsapnąć — dodała spokojnym tonem szynszylowa, kładąc ogon na grzbiecie swojej siostry. — Rozglądnijcie się dookoła, może uda wam się coś upolować. Ale nie zapominajcie, że tu na was czekamy i groźba Kurzej Pogoni jest jak najbardziej prawdziwa.
Cętkowana uczennica spojrzała z niedowierzaniem na majaczący w oddali kształt i prawie zakręciło jej się w głowie. Już wcześniej bura zmuszała ją do biegania w kółko bez możliwości zatrzymania się w celu zwiększenia jej prędkości, ale jeszcze nigdy wcześniej nie musiała pokonać tak długiego dystansu na raz! Z przerażeniem spojrzała na Lew, która zdawała się być równie strwożona postawionym przed nimi zadaniem.
— Ale jak to? Chyba was pogrzało! — zaprotestowała Iskierka, strosząc futro w wyrazie sprzeciwu.
— Poza tym czemu nie biegniecie z nami? Co to ma być za trening, skoro mentorkom nie chce się ruszyć zadów? — zawtórowała Lwia Łapa, mierząc kocice morderczym wzrokiem.
— Przestańcie szczebiotać tymi pyskami, bo zaraz wam odpadną — odwarknęła bura. — Chyba jesteście już na tyle duże i samodzielne, by potrafić przejść na spacerek? Chcemy sprawdzić, czy potraficie przezwyciężyć własne ego i same zmotywować się do ćwiczenia. Do tej pory musiałyśmy upominać was na każdym kroku, bo myślałyście tylko o poprawieniu zmierzwionego futerka. Z takim podejściem nigdy nie zostaniecie mianowane. Musicie nam udowodnić, że faktycznie nadajecie się na wojowniczki i zależy wam na treningu. 
— Lisie łajna — wycedziła pod nosem Iskrząca Łapa, gdy razem z siostrą ruszyły przed siebie. Z racji na to, że miały do pokonania sporą odległość, musiały oszczędzać siły, ale buzująca w nich złość okazała się zbyt wielka do stłumienia.
— Za kogo one się niby uważają? Wmawiają nam, że jesteśmy takie okropne, a same grzały dupy w legowisku uczniów przez długie księżyce. Czemu w ogóle pozwolono na ich mianowanie? Gdybym to ja była liderką, od razu bym je wygnała — fuknęła pręgowana klasycznie, marszcząc nos w wyrazie zniesmaczenia.
— A ja dopilnowałabym, by już nigdy więcej nie odważyły się na postawienie choćby pazura na terenie Klanu Burzy! — dodała Iskierka, czując, że gniew zaskakującym sposobem dodawał jej mocy.
Razem z siostrą fuczała i syczała na znienawidzone mentorki przez resztę drogi, co jak się okazało, pomogło im dotrzeć na miejsce z całkiem zadowalającym rezultatem. Choć w połowie drogi lekko zwolniły, nadrobiły to kilkoma zgrabnymi susami przy końcówce i - najważniejsze - nie przystanęły choćby na chwilkę.
— Na Klan Gwiazdy — wydyszała Lew, kładąc się na miękkiej trawie. — Nie czuję łap!
— Ale dałyśmy radę. Pokazałyśmy, kto jest lepszy — zaśmiała się cętkowana, dołączając do siostry. — One pewnie nigdy tutaj nie dobiegły, są zbyt słabe i głupie.
— Definitywnie — zgodziła się jej siostra, po czym z zaintrygowaniem spojrzała na otaczające ich krzewy. — A co właściwie miało się tu znajdować? Upadłe co?
— Hmm, a to nie był przypadkiem upadły… potwór? — odparła bez przekonania, ale na dźwięk znajomego słowa aż podskoczyła. — Upadły potwór! Prawdziwy potwór!
— Iskierko, to cudownie! — zachwyciła się Lew, a jej piękne ślepia błysnęły z nową porcją radości. — Tylko… gdzie on jest?
Cętkowana rozejrzała się dookoła. Obecnie leżały pod rozłożystym krzewem, który jako pierwszy powitał je u celu, a z powodu zmęczenia nawet nie rozglądnęły się po otaczającym je obszarze. Dopiero, gdy obróciła się za siebie, w końcu go dojrzała.
— Siostrzyczko, patrz! Jak mogłyśmy go nie zauważyć? Jest ogromny! — pisnęła podekscytowana, biegnąc w stronę nietypowej maszyny. 
— Iskierko, poczekaj! Opanuj się. To przecież potwór, on jest bardzo niebezpieczny. Musimy podejść do niego ostrożnie — upomniała ją Lwia Łapa, przybierając pozycję łowiecką, która gwarantowała jej kamuflaż i dyskretność.
— Ach, tak, masz rację, przepraszam — szepnęła pospiesznie w wyrazie skruchy, naśladując ruchy siostry. 
Obie uczennice schroniły się za wielkim głazem, znajdującym się tuż obok zniszczonego wraku. Córki Zięby ze skupieniem wpatrywały się w szczątki samolotu, lecz ku ich zdziwieniu, nie wydawał on żadnych dźwięków ani charakterystycznego smrodu.
— Coś tu stanowczo nie pasuje — miauknęła rozczarowana Lew. 
— Może jest zmęczony i śpi? Albo jest głodny? — myślała na głos Iskrząca Łapa, nie mogąc dopuścić do siebie myśli, że ich wspaniałe odkrycie jest bezużyteczne. Przecież to był największy potwór, jakiego widziały! To znalezienie mogło na zawsze odmienić losy całego klanu. Rudzi w końcu mogliby zwyciężyć! — A co jeśli to król wszystkich potworów? Trzeba by go jakoś przekonać, że jesteśmy godne zaufania… Może trzeba złożyć mu jakąś ofiarę?


<Siostro?>
[biegi długodystansowe]
[1001 słów]
[Przyznano 25%]

Od Iskrzącej Łapy

 Och, jak ona nienawidziła Kurzej Pogoni.
Iskrząca Łapa od małego bardzo uważała na swoją reputację w klanie. Według matki to właśnie sposób postrzegania przez inne koty zapewniał respekt i szacunek. Choć pierwszy związany był z onieśmieleniem oraz lękiem, szacunek był nieodłącznym elementem bycia prawdziwą damą. Odpowiednio dobrane słowa, wdzięk przy każdym kroku i elokwencja potrafiły zdziałać cuda; Zięba powtarzała, że dzięki nim w przyszłości kocury będą padać u jej łap. Dlatego też, gdy przez liderkę została skazana na towarzystwo tego burego prymitywa, płakała przez prawie całą noc, klnąc na niesprawiedliwość tego świata.
Jakim cudem ona, Iskrząca Łapa, delikatna i piękna niczym kwiat, musiała znosić ciągłą kompromitację ze strony nieokrzesanego dzika w przebraniu kota?
— Pobuuudka! — wrzasnęła jej mentorka, zaglądając do nory należącej do terminatorów. — Ile razy mam ci powtarzać, że zaczynamy trening dokładnie o wschodzie słońca, jaśnie pani?
— Daruj sobie — warknęła w odpowiedzi ruda, z trudem utrzymując się na obolałych łapach, które były skutkiem całego dnia spędzonego na ćwiczeniu biegu. — Już wstaję, nie musisz tak szczerzyć mordy
— Och! Takie słowa padające z pyska damulki? — krzyknęła w teatralnym zdziwieniu Kurza Pogoń. — Poczekaj tylko, aż dowie się reszta klanu…
— Nie! — wrzasnęła z przerażeniem cętkowana, czując, jak dusza opuszcza jej ciało. Jednym susem dotarła do boku mentorki i dodała. — Nie możesz tego zrobić! 
— A właśnie, że mogę. No chyba, że zwleczesz ten tłusty zad z legowiska i w końcu będziemy mogli zacząć patrol — zaśmiała się, wskazując ogonem na czekających przy wyjściu z obozu wojowników. — Są już bardzo wkurzeni.
Iskierka pospiesznie spojrzała w kierunku grupki kotów. Faktycznie nie wyglądali na zadowolonych. Nie kontynuując rozmowy, ruszyły razem w ich stronę, a ruda starała się przypomnieć ich imiona. Starsza, niebieska kotka nazywała się chyba Kwiecistym Pocałunkiem, a stojący obok niej kremowy kocur…
— Drozdowy Szepcie, prowadź — miauknęła ochoczo Kurza Pogoń. — Trzeba pokazać tej małej, że żyjąc w klanie ma się jakieś inne obowiązki poza leżeniem i pachnieniem.
Jak ona śmiała obrażać ją przy innym rudym! Żółtooka posłała w kierunku burej mordercze spojrzenie, lecz ta już zaczęła rozmowę z szarą kocicą. Naburmuszona, z pretensjonalnie podniesionym ogonem, wyprzedziła obie wojowniczki i zbliżyła się do syna Amortencji.
— To nieprawda — fuknęła, a gdy lekko podniósł brwi, dodała. — Ja wcale nie spędzam dni na odpoczynku. Codziennie wyciąga mnie na mordercze treningi i nie daje nawet chwili na wytchnienie, taka jest prawda!
— Cóż, to chyba dobrze — odparł kremowy, nie do końca wiedząc, jak powinien zareagować. Po raz pierwszy miał przyjemność rozmowy z latoroślą Zięby. — Bez intensywnej nauki mogłabyś czekać na mianowanie całą wieczność, a tego chyba nie chcesz?
— Oczywiście, że nie — mruknęła, starając się nadążyć za tempem stanowionym przez wojownika. Może faktycznie musiała jeszcze poćwiczyć nad kondycją. — Chciałabym po prostu, wie pan, kogoś bardziej doświadczonego na mentora. Albo chociaż nieco milszego — westchnęła, mając nadzieję, że nie zabrzmiało to niekulturalnie - pomimo wielu słów cisnących się na język, musiała zgrywać grzeczną przy starszym i to rudym kocurze. Poza tym, prawie w ogóle go nie znała, a mama uprzedzała, że nawet niektórzy rudzi specyficznie podchodzą do tematu Piaskowej Gwiazdy i jej pomysłów. Nie mogła ryzykować ośmieszeniem się; nawet jeśli kremowy jeszcze nie dostrzegał wielkości jej prababki, zgodnie z zaleceniami Zięby musiała być cierpliwa, ponieważ w odpowiednim czasie, dzięki niej i jej rodzeństwu, wszystko wróci do normy.
— Moim zdaniem Kurza Pogoń jest naprawdę dobrą wojowniczką. Może czasami jest zbyt…głośna, ale wciąż pozostaje lojalna wobec klanu i ma duże ambicje. To dobre cechy. 
Iskrząca Łapa stłumiła w sobie chęć do przewrócenia oczami z irytacją. Zanim jednak zdążyła odpowiedzieć, Drozdowy Szept spojrzał się na nią z wyraźnym zainteresowaniem.
— Jednak jeśli będziesz miała z czymś problem, to śmiało możesz podejść do mnie i z przyjemnością ci pomogę. Z chęcią sprawdzę się w roli nauczyciela — uśmiechnął się czarująco.
— Naprawdę zostałby pan moim mentorem? — zdziwiła się ruda, prawie stając w miejscu z powodu wzrastającej ekscytacji.
— Tego nie powiedziałem — odparł, lecz widząc wkradający się na jej pyszczek zawód, dodał. — Chodziło mi o to, że gdybyś czuła potrzebę przećwiczenia czegoś jeszcze raz albo konsultacji z wojownikiem w jakiejś sprawie, a Kurza Pogoń byłaby zajęta, jestem do twojej dyspozycji.
Czyżby los uśmiechnął się do niej po raz pierwszy od dłuższego czasu? Drozdowy Szept sprawiał wrażenie najprzyjaźniejszego kocura, jakiego w życiu spotkała i w dodatku miał piękne, kremowe futro niczym jej braciszek. Poza tym był odważny i silny, a przebywanie z nim jedynie umacniało ją na duchu; oprócz Zięby i jej rodzeństwa nie miała w klanie żadnej przyjaznej duszy. Odkąd w żłobku pojawiły się smrody zastępczyni, przykra prawda o tym, że niechęć do nierudych działa też w drugą stronę, nie dawała jej poczucia spokoju. Chociaż Drozd w tej kwestii wydawał się neutralny, Iskierka nadal nie była pewna, czy może mu zaufać - w końcu istnieli zdrajcy krwi, którzy tylko z początku wydawali się życzliwi. Mimo wszystko, była tak zachwycona kocurem i ideą posiadania jeszcze jednego bliskiego kota w życiu, że delikatnie ściszyła dudniące w głowie słowa matki i postanowiła, że póki co będzie unikała tego tematu. W końcu, jeśli jej obawy dotyczące poglądów wojownika nie zostaną sprawdzone to tak, jakby nie istniały, prawda? 
— Dziękuję, dziękuję, dziękuję proszę pana! — pisnęła radośnie, niemal rzucając się na idącego obok kocura. Szybko jednak się opamiętała, strzepując resztki skrępowania nerwowym ruchem uszu. — Naprawdę to doceniam. Czasami mam wrażenie, że niewiele kotów chce się ze mną zadawać…
— Po pierwsze, proszę przestań nazywać mnie ,,panem”. Wiem, że moje lata młodości już dawno minęły, ale nie potęguj tego wrażenia — zaśmiał się. — Poza tym, dopiero co zostałaś uczennicą i nie miałaś jeszcze okazji na rozmowę z innymi klanowiczami. Wszystko przyjdzie w swoim czasie.
Ostatnie słowa kocura mocno w nią uderzyły. Tak, ma rację! Przecież to samo zawsze powtarza jej matka, gdy zaczyna w siebie wątpić. 
Musiała przyznać, że zaczynała darzyć wojownika coraz większą sympatią.

[938 słów]
[Przyznano 19%]

Od Iskrzącej Łapy

Iskrząca Łapa uwielbiała określać się mianem marzycielki.
Jako kociak wykorzystywała możliwość przesypiania ponad połowy doby z wielką radością i wpadała w niemą furię, gdy ktoś odbierał jej tę przyjemność. Wykreowana przez nią baśniowa kraina stanowiła pewnego rodzaju ucieczkę od rzeczywistości; była barwną szczeliną w szarym głazie, która gwarantowała schronienia w trakcie niebezpieczeństwa. 
Była szczerze wolna. Mogła zostawić w tyle wszystkie oczekiwania bliskich i odetchnąć pełną piersią, ciesząc się chwilą beztroski oraz sielanki. To właśnie wtedy stawała się prawdziwą iskrą - oddzieloną od ciążącej całości cząstką, która z każdą sekundą jaśniała coraz bardziej. Nie musiała przejmować się ograniczającym ją ciałem, ponieważ w nowej formie była jednością z naturą i to w zupełności jej wystarczało. 
Była tylko iskrą.
Nie córką, nie siostrą, nie czyjąś nadzieją.
Jednak iskry są zaledwie nietrwałymi drobinkami, rozżarzonymi odłamkami, błyskami powstającymi przez uderzenie. Odpowiednio kontrolowane nie podchodzą pod najmniejsze zagrożenie, ponieważ choćby konający jest w stanie zgasić je swoim ostatnim tchnieniem.
Mimo tego, iskier nie należy lekceważyć. Jeśli owa zdoła zbiec spod czujnego wzroku opiekuna, jest w stanie diametralnie zmienić dalszy bieg wydarzeń. 
Nieokiełznana iskra jest zaledwie początkiem tragedii. To właśnie ona roznieca płomień, który następnie rozrasta się do wielkości ognia i staje się pożarem. A pożar nie zna granic i pochłania wszystko, co ośmieli się ukazać w jego zasięgu.

Iskrząca Łapa gwałtownie otworzyła złotawe ślepia i zesztywniała w legowisku. Rozejrzała się dookoła, a stwierdziwszy, że pozostali nadal pogrążeni są w głębokim śnie, ostrożnie przystanęła przy wyjściu z nory. Przetarła pysk, chcąc pozbyć się nieprzyjemnego uczucia drętwoty, które pozostawił dręczący ją koszmar. Brakowało jej popołudniowych drzemek u boku matki w żłobku, gdy jedynym zmartwieniem było utrzymanie czystego futerka i pełnego brzucha. Kurza Pogoń, choć nadal znienawidzona przez rudą, podchodziła do roli mentorki bardzo poważnie i nie pozwalała jej na żadną niedoskonałość. Cętkowana uśmiechnęła się. W tym aspekcie była nawet podobna do Zięby.
Dziwne przeczucie skierowało wzrok Iskrzącej Łapy w kierunku posłania wspomnianej kocicy, jednak ciało bicolorki unosiło się w rytmicznych przerwach, sugerując sen. Żółtooka odetchnęła z ulgą, bo choć wiedziała, że porównanie do burej jedynie przemknęło jej przez myśl, strach przed reakcją matki wywołał u niej zimne dreszcze. 
Spojrzała w stronę nocnego nieba, które otaczało horyzont niczym głęboka otchłań morza. Jej uwagę przykuły lśniące punkty; Iskierka nie wierzyła w Klan Gwiazdy, jednak słowa Zięby wypowiedziane w dniu mianowania nie dawały jej spokoju. 
Czy przodkowie naprawdę obserwowali każdy jej ruch?
Zadrżała na samą myśl o dziesiątkach trupich ślepi, nieustannie za nią podążających i nieposiadających żadnych emocji. Zdominowany przez matkę umysł ucieszył się z takiej wizji - przywykła już do stałej kontroli i podjętych za nią decyzji, wręcz uznawała to za oznakę uczuć i synonim bezpieczeństwa. 
I choć nie chciała tego zmieniać, to przez jeden, krótki moment ponownie znalazła się w swoim idealnym świecie, w którym stawała się jedynie iskrą.

[458 słów]
[Przyznano 9%]

16 sierpnia 2023

Od Iskierki (Iskrzącej Łapy) CD. Piaska (Piaskowej Łapy)

 — Myślisz, że Tygrysia Gwiazda da nam fajnych mentorów? Znaczy... Bo zastępczyni nas nie lubi... Sądzisz, że da nam po złości nierudych, których będziemy musieli się słuchać? — powiedział swoje obawy na głos. — A jak nas wygnają? Co my zrobimy sami bez klanu? 
Iskierka zachichotała na samą myśl o nierudych, którzy mieliby wydawać jej polecenia.
— Braciszku, spokojnie. Po pierwsze, choć Tygrysia Gwiazda do najmądrzejszych nie należy, z pewnością wybierze nam sensownych mentorów. Po drugie, jesteśmy zbyt ważni i potrzebni klanowi, aby mieli nas wygnać. Przecież to byłaby ogromna strata! Wyrośniemy na najsilniejszych wojowników, jakich widział ten świat. Pamiętasz, co powtarza mama? Jeśli będziemy trzymać się razem, to nie ma niemożliwego. Ty, ja i Lew zostaliśmy urodzeni do wielkich rzeczy — zamruczała, czule liżąc kremowego po czole. — Wiesz przecież, że jeśli kiedykolwiek będziesz potrzebował pomocy, możesz na mnie liczyć. Tak samo jak i ja wiem, że z kłopotem zwrócę się do ciebie, bo jesteś najlepszym bratem jakiego mogłabym mieć!
***
Gdyby tylko wiedziała, co przyszłość rzuci im pod łapy.
Wtedy słowa Piaska wydawały jej się tak zabawne! Nierudzi mentorzy? Przecież to brzmiało tak koszmarnie, że aż nierealnie. Myślała, że Tygrysia Gwiazda przeznaczy jej jakiegoś przystojnego, rudego kocura, np. Ostowego Pęda albo odważną kotkę kotkę jak Płonącą Pożogę. Zamiast tego została skazana na buraka w postaci Kurzej Pogoni, której samo imię powodowało śmiech. Przecież wojowniczka nawet nie złapała żadnej kury w życiu! 
Zmordowana długim biegiem przez polanę dołączyła do wspomnianej kocicy, która z irytacją trzepała ogonem na boki.
— Ale z ciebie oferma i ślimak — parsknęła, gdy młodsza stanęła obok, starając opanować dyszenie. — No nic, dobrze, że już tu jesteś.
— Uwierz mi, gdybym mogła, wcale by mnie tu nie było — ruda terminatorka przewróciła żółtymi oczami.
— Postawmy sprawę jasno, Iskrząca Łapo. To, że Tygrysia Gwiazda wyznaczyła mnie na twoją mentorkę nie jest idealnym scenariuszem dla żadnej z nas. O wiele bardziej przemawiają do mnie maluchy Różanej Przełęczy — widząc zdegustowaną minę cętkowanej, bura dodała. — Nie wykrzywiaj się tak, podobno złość piękności szkodzi, księżniczko. Chodzi mi o to, że w moim oraz twoim interesie stoi zakończenie tego treningu jak najszybciej, no nie? Więc rusz ten leniwy zad i chwilę mnie posłuchaj.
Żółtooka musiała niechętnie przyznać, że kocica chyba po raz pierwszy powiedziała coś sensownego.
— Kilka słów o polowaniu. Bardzo ważna jest pozycja, tj. umiejscowienie ciała, utrzymywanie równowagi, wyczucie terenu. Właśnie, teren. Jego znajomość często decyduje o rozstrzygnięciu zarówno łowów, jak i walki, ale o niej później. Pamiętaj, by cicho stawiać kroki, bo inaczej spłoszysz wszystkie potencjalne ofiary w okolicy. Jako klan często polujący na otwartym terenie musimy też uważać na wiatr - musisz zaczaić się tak, by nie przeniósł twojego zapachu w stronę zwierzyny. Co jeszcze? Królik szybciej cię usłyszy, mysz wyczuje. To chyba tyle z podstaw. Gotowa?
Choć Kurza Pogoń miała skłonność do chaotycznej i nadwyraz głośnej mowy, Iskrząca Łapa wyłapała kilka ważnych szczegółów, które mogły jej się przydać. Przytaknęła kocicy, która zdecydowanym ruchem ogona wskazała jej kierunek i ruda dołączyła do mentorki szybkim krokiem.
***
Nic nie było w stanie przebić uczucia dumy, które wypełniało pierś Iskrzącej Łapy podczas wkraczania do obozu. Udało jej się! Po kilku wschodach słońca udało i ciężkich treningach udało jej się coś upolować. Choć pliszka nie była gigantyczna, w oczach uczennicy była najwspanialszą zdobyczą w jej całym życiu. Nawet Kurza Pogoń, która nie szczędziła jej kąśliwych komentarzy, uśmiechnęła się na widok ptaka zwisającego z pyska rudej.
W pierwszej kolejności Iskierka pragnęła pochwalić się Ziębiej Łapie, lecz kierując się w stronę legowiska terminatorów, jej uwagę przykuła kremowa postać skulona tuż obok nory.
— Fjasek? — wymamrotała nad uchem brata, który sprawiał wrażenie wyrwanego z jakiegoś smutnego transu. Pospieszne wypluła pliszkę i przysiadła u boku kocurka. — Co się dzieje?
— N-nic, wszystko w porządku — odparł nieśmiało, jednak ruda przejrzała jego zmyłkę.
— Nie kłam mi w żywe oczy, Piaskowa Łapo. Widzę, że coś cię gryzie — miauknęła z troską, wbijając w niego naglące spojrzenie żółtych ślepi.
— Ja po prostu… Tropiący Szlak strasznie się nade mną znęca w trakcie treningów i mam tego dość. On mnie nienawidzi i pragnie udowodnić, że bycie przodkiem Piaskowej Gwiazdy czyni mnie gorszym kotem — westchnął ciężko, mimowolnie opierając łebek na barku siostry. 
Iskrząca Łapa zacisnęła zęby. Ogromna radość, która dopiero co od niej promieniowała, momentalnie wyparowała, a na jej miejscu pojawiło się ciążące na sercu niczym kamień poczucie winy. To ona w dzieciństwie, gdy razem z Piaskiem wymknęli się poza żłobek, obarczyła odpowiedzialnością burego wojownika, robiąc przy tym scenę i narażając go na gniew ich matki. Wtedy była zadowolona, że oprócz lania od Zięby nie czekały nich poważniejsze konsekwencje, lecz widocznie dopadły ich teraz.
— Piasku… Przepraszam, to wszystko moja wina — szepnęła. — To przeze mnie i moje głupie zachowanie musisz użerać się z tym bucem… Pewnie dlatego Tygrysia Gwiazda przydzieliła nam tak straszliwych mentorów. J-ja… — nie będąc pewną, co powinna zrobić, odsunęła się od kremowego. Czuła, jak łzy napływają jej do oczu. 
— Ma-mama miała rację, przez moje b-błędy cierpi cała rodzina. Gdybym tylko mogła c-cofnąć czas… — wyjąkała, usiłując powstrzymać szalejące emocje. 
Iskrząca Łapa nie należała jednak do kotów, które w obliczu kłopotu się poddają. Nim kocurek miał szansę zareagować, ruda wyrwała białe piórko z leżącej obok pliszki. Nachyliła się nad bratem i delikatnie wsunęła je za jego wywinięte ucho.
— Przyjmij je jako o-obietnicę, że j-już nigdy cię nie zawiodę, dobrze? Jeszcze raz przepraszam, Piasku.

<Braciszku?>
[865 słowa]
[Przyznano 17%]