Rudy kocur był wręcz oburzony postepowaniem liderki. Nie spodziewał się jednak, że zastępca go poprze. Nie zgodził się z nim dobitnie i wyraźnie, ale starał się zrozumieć, z jak wielkim trudem przychodzi mu rozmawianie o tym wszystkim. Nie rozmawiali aż do końca patrolu.
*** Time skip
Płonący Grzbiet był tego dnia w wyjątkowo dobrym humorze. Zresztą ostatnio starał się, jak tylko mógł, obserwować inne koty w jego klanie, bowiem miał już pewność, że jest na niego skazany.
Nagle zauważył, że Borsuczy Goniec do niego podchodzi. Kocur ten, który przez dość długi czas był kłębkiem smutku, starał się więcej uśmiechać, ale Płonący wyczuwał w tym pewną sztuczność.
- Cześć, synu. - zawołał. - Masz ochotę na polowanie?
- Czemu nie, i tak miałem wychodzić. - odparł obojętnym tonem. Mimo to kroki stawiał sprężyście i szedł wyprostowany, ukazując cały swój majestat. Starszy kocur zachichotał.
- A cóż to, czyżbyś miał dobry dzień, Płonący Grzbiecie?
- Hmm, można tak to ująć. - odparł, a chwilę potem wskoczył w krzaki, by po krótkiej chwili wrócić z myszą w pysku. Zakopał ją z nadzieją na zabranie jej w drodze powrotnej. - Ty też ostatnio jesteś w lepszym stanie. Czyżby dobry duch Klanu Gwiazdy w ciebie wstąpił?
- Po prostu staram się odbudować dobre kontakty z dawnymi przyjaciółmi, to wszystko. - mimo to z jego pyska zszedł uśmiech. Wyglądał na zmartwionego.
- Coś się stało? - zapytał, przekrzywiając rudy łeb.
- Nie, nic... - urwał i wziął głęboki wdech, a potem zaczął na nowo: - Martwię się o moją przyszłość w klanie. Sam wiesz, że ja i Milcząca Gwiazda... No, rozumiesz. W każdym razie boję się, że może stać się coś, co może zaważyć o mojej reputacji w klanie. Wszyscy są po jej stronie. Obawiam się, że jeśli ona im coś po naszej kłótni nagada, to cały klan odwróci się ode mnie. A jest on dla mnie całym światem - moja rodzina i nasi wojownicy. Nie chcę mieć wrogów.
Płonący kiwnął w zamyśleniu głową.
- A więc zabrałeś mnie tu, abym się w razie czego za tobą wstawił? - zapytał cicho. Borsuczy Goniec zaniepokoił się tym tonem swojego przybranego syna.
- Nie, nie, nie to miałem na myśli... - ale on na niego spojrzał i - co było dziwne jak na rudego kota - uśmiechnął się.
- Po... zniknięciu Szepczącego Wiatru jesteś jedynym kotem, którego darzę choćby cząstką sympatii. Poza tym starałeś się mnie wspierać w trudnych momentach. Może nie jestem wylewny, ale zawsze spłacam długi i umiem się odwdzięczyć za wsparcie. Będę z tobą, bez względu na ewentualne wymysły matki. Ona nigdy nie zrozumie.
- Czego nie zrozumie? - zapytał zaciekawiony. Rudy wojownik wziął wdech.
- Mam kogoś. Kogoś, kto jest dla mnie największym skarbem.
<Borsu?>
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.W Klanie Klifu
Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?W Klanie Nocy
Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Płonący Grzbiet. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Płonący Grzbiet. Pokaż wszystkie posty
01 lutego 2018
29 stycznia 2018
Od Płonącego Grzbietu C.D Pręgowanego Piórka
Spojrzał na kotkę ze smutkiem.
- Jasne. - mruknął. - Bardzo żałuję, że nie jesteśmy w jednym klanie. - polizał ją po głowie, czując się trochę głupio. Nie był przyzwyczajony do okazywania pieszczot. - Byłoby nam o wiele łatwiej.
- Wiem, Płonący Grzbiecie. -zamruczała cicho. - Ale mimo to Klan Burzy jest moją rodziną i nigdy bym go nie opuściła.
- Zdaję sobie z tego sprawę. Dlatego nie próbowałbym cię nawet od nich oddzielać. Głupio mi trochę, że przeze mnie zdradzasz własną rodzinę.
- W oczach kodeksu, owszem, to zdrada, ale nasze serca nie rozróżniają granic między klanami. - powiedziała pocieszająco, a ten kiwnął niemrawo głową. Pomyślał, że tak naprawdę cztery klany nie są potrzebne. Czy nie mógł by być jeden, silny, panujący nad całym lasem i rzeką klan, gdzie nie byłoby różnic podziału? Nie rozumiał motywu Gwiezdnych, ale postanowił, że nie będzie próbował podważyć ich decyzji. To nierozsądne.
Pręgowane Piórko wtuliła swoją głowę w półdługie futro kocura, pachnące runem leśnym. Odwzajemnił ten gest. Po chwili jednak spojrzał jej w oczy.
- Już czas.
- Na co? - zapytała otumaniona.
- Czas na powrót. - rzekł ze smutkiem, ostatni raz ocierając się o kotkę. - Do zobaczenia.
***
Gdy spotkali się znowu, księżyc świecił jasno.
Futerko kotki iskrzyło niczym woda w strumyku, które dzieliło tereny klanów. Jej oczy płonęły entuzjastycznie, ale zaważył w nich iskierkę niepewności.
- Cześć. - miauknął.
- Płonący Grzbiet. - kocica zgrabnie przeskoczyła strumień w miejscu, gdzie był najwęższy i zaczęła lizać mu pyszczek. Odwzajemnił gest, a z każdym liźnięciem bariera zawstydzenia zanikała, aż w końcu byli rozluźnieni i szczęśliwi, jak dwa koty na pół obcych terenach być razem nie mogą.
Pierwsza przemówiła kotka:
- Płomyk...
- Hmm? - mruknął sennie. Uchylił powieki, gdy ta nie odpowiadała. Patrzyła się niewidzącymi oczami w punkt daleko przed nimi. - Coś się stało? - zapytał zaniepokojony.
- Nie, tylko chciałam z tobą porozmawiać.
- A o czym? - dopytywał, jednak kotka wcale się na niego nie patrzyła. W końcu przemogła się i musnęła go przestraszonym spojrzeniem.
- O kociętach.
Serce zabiło mu szybciej. Jeśli się rozmnożą, to będzie oczywista zdrada klanu. Ale czy naprawdę mu zależało na jego klanie? Szepczący Wiatr zniknęła. O Milczącej Gwieździe wolał nie mówić, a klan obdarzał go nieufnością przez ten wypadek z Czarną Łapą. Jedynym ufającym mu kotem był Borsuczy Goniec, z którym zamierzał niedługo porozmawiać. Myślał, że starszy kocur go zrozumie. Co zatem miał do stracenia? Jeśli może zapewnić szczęście swojej partnerce w ten sposób, to nie ma co się wahać.
Polizał ją po karku.
- Czy kocięta cię uszczęśliwią? -zapytał.
- Byłabym najszczęśliwszą matką na świecie, wierz mi. - zapewniła Pręgowane Piórko. Jeszcze raz ją polizał, po czym lekko złapał skórę na karku.
<Prynga? Sry za gniot>
07 stycznia 2018
Od Płonącego Grzbietu C.D Szepczącego Wiatru
Czarna łapa spadł w przepaść.
Dlaczego? Dlaczego on to zrobił? Właśnie pierwszy jego uczeń zmarł, zanim zdołał się czegokolwiek nauczyć. A najgorszym był fakt, że teraz to on, Płonący Grzbiet, będzie ponosił tego konsekwencje! Straci resztki i tak nędznego zaufania klanu z powodu głupoty i nieokrzesania swojego ucznia. I wolał nie widzieć min jego rodziców. Nie było mu przykro, bardziej ucierpiała jego duma. Owszem, żałował młodzika, bo mógł stać się kimś, jeśliby go słuchał. Za mało go jednak znał, by zdążyć się z nim zaprzyjaźnić.
Ocknęło go lekkie pchnięcie siostry. Spojrzał na nią nieprzytomnym wzrokiem. W oczach miała łzy.
- Chodźmy, szybko! Zejdźmy na dół, może jeszcze żyje! - zawołała desperacko. Nie podzielał optymizmu siostry, ale pobiegł za nią. Niestety, ucznia, a raczej jego ciała nie znaleziono. Jego pysk wykrzywił grymas, po czym odwrócił się na pięcie i sztywnym krokiem zaczął wracać. Obie kotki mimo to nie poddawały się. Obejrzał się za nimi, a gdy ujrzał, że nie szły za nim, ze zrezygnowaniem do nich dołączył, choć wiedział, że ich poszukiwania i tak pozostaną bezowocne.
Gdy wreszcie się poddali, zmierzchało. Szepczący Wiatr spuściła łeb i zaczęła płakać. Zroszony Nos miała załamaną minę. Rudy kocur jedynie siedział otępiały, jakby nadal nie ogarniał, co się stało. W końcu wrócili do obozu, by ogłosić smutne wieści.
Jak się domyślał, cały klan był w szoku. I choć tłumaczył się, że nie miał jak uratować kocurka, a obie wojowniczki kiwały potwierdzająco głową, widział wyraźną niechęć innych kotów. Burzowy Kwiat, ojciec Czarnej Łapy wystąpił.
- Co ty sobie myślisz, kupo łajna! Że odpuszczę ci zabicie naszego syna? - warknął kocur, podchodząc bliżej.
- Mówiłem już, że jego śmierć nie była moją winą. Mimo moich zakazów i upomnień skoczył. Nie mieliśmy jak go złapać, gdy już się wybił. - starał się mówić spokojnie, bo bał się, że emocje wreszcie się skumulują i wyjdą na wierzch. Nie wiedział nawet, czy wtedy by skoczył na kocura czy rozpłakał się jak mały kociak.
- Trzeba było go lepiej pilnować! To było jeszcze dziecko, a ty, ty, lisie serce... - nie skończył, tylko rzucił się na Płonący Grzbiet. Wściekłość w nim eksplodowała i zaczęli się nawzajem atakować. Szybko zostali jednak rozdzieleni. Rudy wypluł kłębek sierści przeciwnika z pyska.
- Dosyć tego! - zawołała Milcząca Gwiazda z góry. - Wasze zachowanie jest karygodne. Mam nadzieję, że walki między naszymi wojownikami już nie będą miały miejsca, inaczej wyciągnę poważne konsekwencje.
Obaj jedynie skinęli milcząco głowami na znak zgody.
***
Płonący źle spał tej nocy. Śniło mu się, że nagle, bez ostrzeżenia do obozu wtargnęły lisy. Machnął przez sen łapą, starając się odgonić te nieproszone myśli. Zobaczył też zamazaną sylwetkę Szepczącego Wiatru.
Otworzył oczy. Ledwie świtało. W legowisku były wszystkie koty poza jego siostrą.
Przeciągnął się i wstał. Może wyszła z rana na polowanie? Wiedział, jak bardzo jest oddana klanowi, w przeciwieństwie do niego. Jemu zależało tylko na życiu zgodnym z kodeksem wojownika.
Gdy inni wyszli, nadal nie wracała. Poczuł dziwny ucisk w brzuchu i przypomniał sobie, że ona nawet nie weszła do legowiska wczoraj wieczorem. A może wtedy już spał?
Było po szczytowaniu słońca, a nadal nie wracała.
Zaczął się niepokoić. Czyżby uciekła? Ale czy w ogóle ktoś taki jak ona był w stanie zostawić swój ukochany klan?
A może coś ją zabiło? Odtrącił tę myśl. Nie chciał nawet rozważać możliwości tego, że jakiś lis lub borsuk mógł ją uśmiercić. Nie wiedział czemu, ale miał wrażenie, że tego by nie przeżył.
Więc co?
Nagle w głowie mu się rozjaśniło. Może to jakiś inny klan ją porwał i uczynił swoim więźniem, tak jak oni zrobili to Klanowi Nocy? A...może oni już wiedzą? Zawahał się. Czy jego ojciec byłby zdolny do czegoś takiego? Znał reputację Klanu Nocy sprzed wielu księżyców z różnych opowieści. Słynęli z tego, że konflikty rozwiązywali walką i zawsze walczyli do końca. Ale teraz czasy są inne. Przypomniał sobie pokojowe oddanie terenów przez lidera Klanu Klifu na poprzednim zebraniu. Zresztą, kto miałby im o tym powiedzieć?
Przełknął ślinę.
Niby się nie bał, ale poczuł się nagle bardzo osamotniony. Jak będzie wyglądać życie bez tej irytującej kupy futra?
Muszą ją odzyskać.
<The end.>
Dlaczego? Dlaczego on to zrobił? Właśnie pierwszy jego uczeń zmarł, zanim zdołał się czegokolwiek nauczyć. A najgorszym był fakt, że teraz to on, Płonący Grzbiet, będzie ponosił tego konsekwencje! Straci resztki i tak nędznego zaufania klanu z powodu głupoty i nieokrzesania swojego ucznia. I wolał nie widzieć min jego rodziców. Nie było mu przykro, bardziej ucierpiała jego duma. Owszem, żałował młodzika, bo mógł stać się kimś, jeśliby go słuchał. Za mało go jednak znał, by zdążyć się z nim zaprzyjaźnić.
Ocknęło go lekkie pchnięcie siostry. Spojrzał na nią nieprzytomnym wzrokiem. W oczach miała łzy.
- Chodźmy, szybko! Zejdźmy na dół, może jeszcze żyje! - zawołała desperacko. Nie podzielał optymizmu siostry, ale pobiegł za nią. Niestety, ucznia, a raczej jego ciała nie znaleziono. Jego pysk wykrzywił grymas, po czym odwrócił się na pięcie i sztywnym krokiem zaczął wracać. Obie kotki mimo to nie poddawały się. Obejrzał się za nimi, a gdy ujrzał, że nie szły za nim, ze zrezygnowaniem do nich dołączył, choć wiedział, że ich poszukiwania i tak pozostaną bezowocne.
Gdy wreszcie się poddali, zmierzchało. Szepczący Wiatr spuściła łeb i zaczęła płakać. Zroszony Nos miała załamaną minę. Rudy kocur jedynie siedział otępiały, jakby nadal nie ogarniał, co się stało. W końcu wrócili do obozu, by ogłosić smutne wieści.
Jak się domyślał, cały klan był w szoku. I choć tłumaczył się, że nie miał jak uratować kocurka, a obie wojowniczki kiwały potwierdzająco głową, widział wyraźną niechęć innych kotów. Burzowy Kwiat, ojciec Czarnej Łapy wystąpił.
- Co ty sobie myślisz, kupo łajna! Że odpuszczę ci zabicie naszego syna? - warknął kocur, podchodząc bliżej.
- Mówiłem już, że jego śmierć nie była moją winą. Mimo moich zakazów i upomnień skoczył. Nie mieliśmy jak go złapać, gdy już się wybił. - starał się mówić spokojnie, bo bał się, że emocje wreszcie się skumulują i wyjdą na wierzch. Nie wiedział nawet, czy wtedy by skoczył na kocura czy rozpłakał się jak mały kociak.
- Trzeba było go lepiej pilnować! To było jeszcze dziecko, a ty, ty, lisie serce... - nie skończył, tylko rzucił się na Płonący Grzbiet. Wściekłość w nim eksplodowała i zaczęli się nawzajem atakować. Szybko zostali jednak rozdzieleni. Rudy wypluł kłębek sierści przeciwnika z pyska.
- Dosyć tego! - zawołała Milcząca Gwiazda z góry. - Wasze zachowanie jest karygodne. Mam nadzieję, że walki między naszymi wojownikami już nie będą miały miejsca, inaczej wyciągnę poważne konsekwencje.
Obaj jedynie skinęli milcząco głowami na znak zgody.
***
Płonący źle spał tej nocy. Śniło mu się, że nagle, bez ostrzeżenia do obozu wtargnęły lisy. Machnął przez sen łapą, starając się odgonić te nieproszone myśli. Zobaczył też zamazaną sylwetkę Szepczącego Wiatru.
Otworzył oczy. Ledwie świtało. W legowisku były wszystkie koty poza jego siostrą.
Przeciągnął się i wstał. Może wyszła z rana na polowanie? Wiedział, jak bardzo jest oddana klanowi, w przeciwieństwie do niego. Jemu zależało tylko na życiu zgodnym z kodeksem wojownika.
Gdy inni wyszli, nadal nie wracała. Poczuł dziwny ucisk w brzuchu i przypomniał sobie, że ona nawet nie weszła do legowiska wczoraj wieczorem. A może wtedy już spał?
Było po szczytowaniu słońca, a nadal nie wracała.
Zaczął się niepokoić. Czyżby uciekła? Ale czy w ogóle ktoś taki jak ona był w stanie zostawić swój ukochany klan?
A może coś ją zabiło? Odtrącił tę myśl. Nie chciał nawet rozważać możliwości tego, że jakiś lis lub borsuk mógł ją uśmiercić. Nie wiedział czemu, ale miał wrażenie, że tego by nie przeżył.
Więc co?
Nagle w głowie mu się rozjaśniło. Może to jakiś inny klan ją porwał i uczynił swoim więźniem, tak jak oni zrobili to Klanowi Nocy? A...może oni już wiedzą? Zawahał się. Czy jego ojciec byłby zdolny do czegoś takiego? Znał reputację Klanu Nocy sprzed wielu księżyców z różnych opowieści. Słynęli z tego, że konflikty rozwiązywali walką i zawsze walczyli do końca. Ale teraz czasy są inne. Przypomniał sobie pokojowe oddanie terenów przez lidera Klanu Klifu na poprzednim zebraniu. Zresztą, kto miałby im o tym powiedzieć?
Przełknął ślinę.
Niby się nie bał, ale poczuł się nagle bardzo osamotniony. Jak będzie wyglądać życie bez tej irytującej kupy futra?
Muszą ją odzyskać.
<The end.>
06 stycznia 2018
Od Płonącego Grzbietu C.D Pręgowanego Piórka
Rudy kocur powoli zaczął pojmować sens słów z trudem wypowiadanych przez młodą wojowniczkę. Otworzył szeroko ślepia. Czy ona właśnie wyznaje mu miłość? Pierwszy raz w życiu ogarnął go stres tak wielki, że siłą powstrzymywał się, by po prostu nie zwiać. Siedział jednak w miejscu, lekko schylając łeb. Nie przerwał plątaniny słów, w tym zmieszaniu widział dodatkowy czas na przemyślenie tego wszystkiego. Jego myśli najpierw zawędrowały do momentu, gdzie się poznali. Chociaż wtedy to kotka próbowała nawiązać z nim więź, a on jedynie trzymał ją na dystans. Jednak nadeszła okropna burza, związana z zamieszaniem na zgromadzeniu i ten moment jakoś przełamał lody. Zaczęli się spotykać, trzymając to w sekrecie. Milcząca Gwiazda na pewno by mu nie darowała takich kontaktów z kotem ze znienawidzonego Klanu Burzy. Płonący odczuwał pewien rodzaj satysfakcji, łamiąc te nakazy, ale co teraz? Ich znajomość nie jest już tylko przyjacielska. Jeśli podejmą decyzję, by oficjalnie być razem, zmieni się wszystko. Tak samo będzie też, gdy odrzuci młodą kotkę. Tylko bardziej ponuro.
Zdawał sobie sprawę, że Milcząca Gwiazda nie ufa mu tak jak na przykład swoim córkom. Piękne, majestatyczne kotki były ulubienicami całego klanu. Zwłaszcza Szepczący Wiatr, która była pełna charyzmy. Myśląc o niej uznał, że jest jednym z naprawdę niewielu kotów, które mu ufają i nie uważają za dziwaka, choć to właśnie mała Szepcik sprawiła, że stał się taki, jaki jest. Przypomniał sobie, jak dziś rano posłał jej miły uśmiech, który został odwzajemniony. Poza Borsuczym Gońcem tylko ona miała jakiś wpływ na jego decyzje. Inni mogli się w odbyt pocałować.
Rzucił spojrzenie na zakłopotaną kotkę. Właśnie skończyła mówić i choć nigdzie nie padło wyraźne zapytanie o "coś więcej"* to wiedział, że musiał sam poruszyć tę kwestię. Podniósł głowę i spojrzał jej prosto w żółte oczy.
- Pręgowane Piórko... - szepnął. Chociaż przed chwilą nie wiedział kompletnie jak zacząć, teraz już odnalazł język w gębie i chciał kontynuować, ale kotka mu przerwała.
- T-tak? - odszepnęła zdławionym głosem, jakby wahanie kocura miało sprawić, że zaraz się rozpłacze. Czuł jednak, że ona jest po prostu przerażona. Tym, co powiedziała i tym, jakie będą tego konsekwencje. Ta reakcja wytrąciła go z równowagi i usiłował teraz owinąć swoje słowa w bawełnę, by jakoś uspokoić kotkę.
- Wytłumacz mi, jakim cudem jesteś w stanie mnie kochać? - zapytał, starając się lekko uśmiechnąć. Kocica przełknęła ślinę.
- Bo jesteś dla mnie kimś więcej niż przyjacielem. Przy tobie czuję się bezpiecznie, wiem, że zawsze mnie wysłuchasz i mi pomożesz, znam ciebie poza tym, co pokazujesz innym, a także... - przerwała, szukając dobrych na opisanie swoich uczuć. Nie było takich.
Przysunął się do niej i objął puszystym ogonem jej drżące ciało.
- Czuję to samo. - mruknął do jej ucha. - I pragnę tego samego co ty. Ale przyszłość jest grząska i niepewna. Wkrótce krótkie, pożyczone spotkania na patrolach i polowaniach nam nie wystarczą. Oboje będziemy chcieli więcej. Jak zdołamy to zdobyć?
Kotka nie odpowiedziała, jedynie wtuliła się w jego półdługie futro. Polizał ją po głowie, czując dziwny przypływ czułości, jakiego jeszcze nie zaznał.
- Czyli nie chcesz być ze mną? - dobiegło go ciche pytanie wtulonej wojowniczki po kilku dłuższych chwilach.
- Chcę. Nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak bardzo. Ale jak przetrwamy w tym okrutnym dla nas świecie?
<Prędziu? Nie odrzuciłam propozycji partnerstwa, z góry mówię, tylko musimy się troszku pomęczyć nad problemami ;P>
* chodziło mi tu o partnerstwo, jakby coś
Zdawał sobie sprawę, że Milcząca Gwiazda nie ufa mu tak jak na przykład swoim córkom. Piękne, majestatyczne kotki były ulubienicami całego klanu. Zwłaszcza Szepczący Wiatr, która była pełna charyzmy. Myśląc o niej uznał, że jest jednym z naprawdę niewielu kotów, które mu ufają i nie uważają za dziwaka, choć to właśnie mała Szepcik sprawiła, że stał się taki, jaki jest. Przypomniał sobie, jak dziś rano posłał jej miły uśmiech, który został odwzajemniony. Poza Borsuczym Gońcem tylko ona miała jakiś wpływ na jego decyzje. Inni mogli się w odbyt pocałować.
Rzucił spojrzenie na zakłopotaną kotkę. Właśnie skończyła mówić i choć nigdzie nie padło wyraźne zapytanie o "coś więcej"* to wiedział, że musiał sam poruszyć tę kwestię. Podniósł głowę i spojrzał jej prosto w żółte oczy.
- Pręgowane Piórko... - szepnął. Chociaż przed chwilą nie wiedział kompletnie jak zacząć, teraz już odnalazł język w gębie i chciał kontynuować, ale kotka mu przerwała.
- T-tak? - odszepnęła zdławionym głosem, jakby wahanie kocura miało sprawić, że zaraz się rozpłacze. Czuł jednak, że ona jest po prostu przerażona. Tym, co powiedziała i tym, jakie będą tego konsekwencje. Ta reakcja wytrąciła go z równowagi i usiłował teraz owinąć swoje słowa w bawełnę, by jakoś uspokoić kotkę.
- Wytłumacz mi, jakim cudem jesteś w stanie mnie kochać? - zapytał, starając się lekko uśmiechnąć. Kocica przełknęła ślinę.
- Bo jesteś dla mnie kimś więcej niż przyjacielem. Przy tobie czuję się bezpiecznie, wiem, że zawsze mnie wysłuchasz i mi pomożesz, znam ciebie poza tym, co pokazujesz innym, a także... - przerwała, szukając dobrych na opisanie swoich uczuć. Nie było takich.
Przysunął się do niej i objął puszystym ogonem jej drżące ciało.
- Czuję to samo. - mruknął do jej ucha. - I pragnę tego samego co ty. Ale przyszłość jest grząska i niepewna. Wkrótce krótkie, pożyczone spotkania na patrolach i polowaniach nam nie wystarczą. Oboje będziemy chcieli więcej. Jak zdołamy to zdobyć?
Kotka nie odpowiedziała, jedynie wtuliła się w jego półdługie futro. Polizał ją po głowie, czując dziwny przypływ czułości, jakiego jeszcze nie zaznał.
- Czyli nie chcesz być ze mną? - dobiegło go ciche pytanie wtulonej wojowniczki po kilku dłuższych chwilach.
- Chcę. Nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak bardzo. Ale jak przetrwamy w tym okrutnym dla nas świecie?
<Prędziu? Nie odrzuciłam propozycji partnerstwa, z góry mówię, tylko musimy się troszku pomęczyć nad problemami ;P>
* chodziło mi tu o partnerstwo, jakby coś
24 grudnia 2017
Od Płonącego Grzbietu C.D Borsuczego Gońca
Młody wojownik wpatrywał się w zastępcę. Widząc okropny smutek na jego pysku coś w nim delikatnie drgało, ale szybko odpędził to uczucie.
- Ja... przemyślałem to, o czym ostatnio rozmawialiśmy. - zaczął. - I sądzę, że masz rację. - gdy kocur jedynie kiwnął słabo głową na te słowa, rudy kot obruszył się. Czy on właśnie zaczął się otwierać przed pointem, a ten nawet nie zwrócił na to uwagi? Prychnął pod nosem, mimo to zaczął inaczej.
- Co cię gnębi, Borsuczy Gońcu? - przysunął się nieco bliżej. Przybrany ojciec wyglądał tak, jakby miał zaraz zwymiotować.
- Chyba Klan Gwiazdy chce mnie za coś ukarać. - mruknął. - Odebrał mi mentora, córkę, a i z Milczącą Gwiazdą coraz częściej się kłócę. Co ja mam zrobić? - miauknął żałośnie. Płonący nie wiedział, co ze sobą zrobić. Wiedział, że zastępca jest kotem zbyt uczciwym i wiernym klanowi, aby Klan Gwiazd miał za co go karać. Nie rozumiał jednak, dlaczego to właśnie on ma takiego pecha. Postanowił być szczery.
- Nie wiem, Borsuczy Gońcu. Wiedz jednak, że to nie zemsta od Klanu Gwiazdy, bo jesteś zbyt mądrym i szlachetnym kotem, aby przodkowie mieli cię za co ukarać. Taka była po prostu ich wola i tego nie zmienimy. - westchnął. - Jestem pewny, że czeka cię jeszcze wiele trudnych momentów, ale te dobre też nadejdą. Zresztą, Promienna Łapa na pewno nie chciała, byś chodził smutny z jej powodu. - kocur przełknął głośno ślinę, widocznie powstrzymując się od płaczu. A potem rzucił się na Płonący Grzbiet i mocno się w niego wtulił.
- W-wiedziałem... wiedziałem, że gdzieś w środku jesteś zupełnie inny. - rzekł wzruszony, ale po części nadal też przygnębiony ciężarem spraw, które na niego spadły. Gdyby koty się rumieniły, Płonący już dawno spłonąłby buraka.
- Daj spokój, myślę, że każdemu w naszym klanie zależy, byś był szczęśliwy. - burknął zawstydzony.
- Ale twoje słowa znaczą dla mnie najwięcej, bo wiem, że płyną prosto serca. - powiedział.
<Borsu? Sry za meeeega długie czekanie ;_;>
- Ja... przemyślałem to, o czym ostatnio rozmawialiśmy. - zaczął. - I sądzę, że masz rację. - gdy kocur jedynie kiwnął słabo głową na te słowa, rudy kot obruszył się. Czy on właśnie zaczął się otwierać przed pointem, a ten nawet nie zwrócił na to uwagi? Prychnął pod nosem, mimo to zaczął inaczej.
- Co cię gnębi, Borsuczy Gońcu? - przysunął się nieco bliżej. Przybrany ojciec wyglądał tak, jakby miał zaraz zwymiotować.
- Chyba Klan Gwiazdy chce mnie za coś ukarać. - mruknął. - Odebrał mi mentora, córkę, a i z Milczącą Gwiazdą coraz częściej się kłócę. Co ja mam zrobić? - miauknął żałośnie. Płonący nie wiedział, co ze sobą zrobić. Wiedział, że zastępca jest kotem zbyt uczciwym i wiernym klanowi, aby Klan Gwiazd miał za co go karać. Nie rozumiał jednak, dlaczego to właśnie on ma takiego pecha. Postanowił być szczery.
- Nie wiem, Borsuczy Gońcu. Wiedz jednak, że to nie zemsta od Klanu Gwiazdy, bo jesteś zbyt mądrym i szlachetnym kotem, aby przodkowie mieli cię za co ukarać. Taka była po prostu ich wola i tego nie zmienimy. - westchnął. - Jestem pewny, że czeka cię jeszcze wiele trudnych momentów, ale te dobre też nadejdą. Zresztą, Promienna Łapa na pewno nie chciała, byś chodził smutny z jej powodu. - kocur przełknął głośno ślinę, widocznie powstrzymując się od płaczu. A potem rzucił się na Płonący Grzbiet i mocno się w niego wtulił.
- W-wiedziałem... wiedziałem, że gdzieś w środku jesteś zupełnie inny. - rzekł wzruszony, ale po części nadal też przygnębiony ciężarem spraw, które na niego spadły. Gdyby koty się rumieniły, Płonący już dawno spłonąłby buraka.
- Daj spokój, myślę, że każdemu w naszym klanie zależy, byś był szczęśliwy. - burknął zawstydzony.
- Ale twoje słowa znaczą dla mnie najwięcej, bo wiem, że płyną prosto serca. - powiedział.
<Borsu? Sry za meeeega długie czekanie ;_;>
26 listopada 2017
Od Płonącego Grzbietu C.D Pręgowanego Piórka
Kocur oddalił się szybkim krokiem. Nie miał wątpliwości, kto go śledził. Kotka jednak zdążyła zwiać - nie było sensu jej gonić, była od niego szybsza. Był wściekły. Jak śmiała go podglądać? On by jej nie śledził, zwłaszcza bez wyraźnego powodu. Prychnął pod nosem.
Gdy wrócił do obozu, Szept siedziała i jadła mysz. Widząc go pozdrowiła go kiwnięciem głowy, co trochę go zdziwiło. Kotka nigdy nie była dobra w ukrywaniu uczuć, a więc dlaczego wita się z nim z takim spokojem? Może to nie ona? Zamyślił się, nawet nie patrząc pod łapy. Potknął się o korzeń i runął na ziemię. Szylkretka zauważyła to i podbiegła do niego.
- Wszystko dobrze, braciszku? Choć, pomogę ci wstać.
Nie potrzebował jej pomocy, ale nie dał po sobie tego poznać.
- Dzięki. - burknął.
- Zawsze musisz być taki nieprzyjemny? - kocica przechyliła łebek. - Może wybierzemy się na patrol? Borsuczy Goniec ma właśnie wybierać koty.
Westchnął.
- No dobrze.
***Po odpisie Szeptu***
Płonący nie mógł opuścić obozu bez cienia, jakim była szepczący Wiatr. Po ostatniej sytuacji nie chciała puszczać go nigdzie samego, co irytowało kocura. Co ona, jest jego opiekunką czy jak? Przechodzili obok terenów Klanu Burzy. Musiał odpędzić kotkę.
- Ekhem. Muszę iść za potrzebą. - Szept przewróciła oczami, ale kiwnęła głową.
- Tylko wracaj szybko.
Zniknął w krzakach. Nie znalazł jednak Pręgi, a wyczuł patrol Klanu Burzy. Skulił się. Oby go nie zauważyli. Futerko pociemniało mu znacznie, ale nie zmieniało to faktu, że nadal było rude. Kątem oka zobaczył pręgowaną kotkę. Uśmiechnął się lekko i próbował dyskretnie zwrócić jej uwagę. Ponieważ ona sama nie interesowała się patrolem tylko znużona patrzała po krzakach, zauważyła go.
- Psst! -syknął, gdy reszta kotów się oddaliła. Kotka ostrożnie podeszła do niego,
- Płonący Grzbiet! Co ty tu...
- Cicho! - syknął ponownie. - Nie mam wiele czasu. Chcę tylko powiedzieć, że na razie nie będę mógł się z tobą spotykać, bo siostra zbyt nie pilnuje.
<Pręguś? Sry za gniot.>
Gdy wrócił do obozu, Szept siedziała i jadła mysz. Widząc go pozdrowiła go kiwnięciem głowy, co trochę go zdziwiło. Kotka nigdy nie była dobra w ukrywaniu uczuć, a więc dlaczego wita się z nim z takim spokojem? Może to nie ona? Zamyślił się, nawet nie patrząc pod łapy. Potknął się o korzeń i runął na ziemię. Szylkretka zauważyła to i podbiegła do niego.
- Wszystko dobrze, braciszku? Choć, pomogę ci wstać.
Nie potrzebował jej pomocy, ale nie dał po sobie tego poznać.
- Dzięki. - burknął.
- Zawsze musisz być taki nieprzyjemny? - kocica przechyliła łebek. - Może wybierzemy się na patrol? Borsuczy Goniec ma właśnie wybierać koty.
Westchnął.
- No dobrze.
***Po odpisie Szeptu***
Płonący nie mógł opuścić obozu bez cienia, jakim była szepczący Wiatr. Po ostatniej sytuacji nie chciała puszczać go nigdzie samego, co irytowało kocura. Co ona, jest jego opiekunką czy jak? Przechodzili obok terenów Klanu Burzy. Musiał odpędzić kotkę.
- Ekhem. Muszę iść za potrzebą. - Szept przewróciła oczami, ale kiwnęła głową.
- Tylko wracaj szybko.
Zniknął w krzakach. Nie znalazł jednak Pręgi, a wyczuł patrol Klanu Burzy. Skulił się. Oby go nie zauważyli. Futerko pociemniało mu znacznie, ale nie zmieniało to faktu, że nadal było rude. Kątem oka zobaczył pręgowaną kotkę. Uśmiechnął się lekko i próbował dyskretnie zwrócić jej uwagę. Ponieważ ona sama nie interesowała się patrolem tylko znużona patrzała po krzakach, zauważyła go.
- Psst! -syknął, gdy reszta kotów się oddaliła. Kotka ostrożnie podeszła do niego,
- Płonący Grzbiet! Co ty tu...
- Cicho! - syknął ponownie. - Nie mam wiele czasu. Chcę tylko powiedzieć, że na razie nie będę mógł się z tobą spotykać, bo siostra zbyt nie pilnuje.
<Pręguś? Sry za gniot.>
20 listopada 2017
Od Płonącego Grzbietu C.D Szepczącego Wiatru
- Czy to ONA, Płonący Grzbiecie? - zapytała ponownie. Zawsze zadawała za dużo pytań. Nie odpowiedział. Sama przecież sobie odpowiedziała. Nie dał żadnego znaku, że jest niespokojny. - To ona, tak? Tak, braciszku? Ta ze zgromadzenia?
- Skoro wiesz, to po jaką mysz się dopytujesz!- warknął kocur, zirytowany. Uznał, że nie ma sensu kłamać. Przynajmniej nie na razie.
- A więc jednak! - kotka wcale nie wydawała się dotknięta tą uwagą. - Czyżby znowu cię podrywała?
- Jakie "znowu podrywała"? To była tylko przyjacielska rozmowa, jedna z tych które mają prawo toczyć się na zebraniu. - mimowolnie przypomniał sobie swój pierwszy dzień szkolenia, kiedy mówił o kodeksie wojownika i słowa Pustułkowego Dziobu, który mówił o tym, że na zebraniach można zawierać przyjaźnie. A potem ujrzał w myślach uśmiechniętą Pręgowane Piórko, która z taką radością się z nim witała. A potem, już normalnie widział tylko oburzony pyszczek szylkretki.
- To nie była tylko przyjacielska rozmowa i dobrze o tym wiesz. Ona bezczelnie flirtowała z tobą, nawet gdy obok byłam ja i Biegnąca Łapa.
- To czemu ty i Biegnąca Łapa nie poszłyście sobie gdzieś indziej? - syknął. - Skoro tak strasznie wam przeszkadzało jej towarzystwo, to może byłoby dla was lepiej się oddalić?
- Bo musiałam cię pilnować! Skąd miałam wiedzieć czy nie postanowisz spełnić swojego postanowienia?
- Jakiego posta...
I wtedy sobie przypomniał. Miał porozmawiać z ojcem o ewentualnym przeniesieniu go do Klanu Nocy. Na jego masywny pysk wpełzł wyraz olśnienia.
- Zapomniałem! No przecież miałem złapać Płomienną Gwiazdę i z nim porozmawiać, ale przez ten raban z tą samotniczką zupełnie wypadło mi z głowy! - przelotna mina Szeptu wskazywała na wątpliwości, czy zapomniał tylko przez tę samotniczkę, ale zaraz pojawiła się typowa dla kotki wyraz wskazujący na kres jej wytrzymałości i smutek.
- Nie, proszę, nie próbuj nawet wznowić tego! - rudy westchnął. W pierwszym odruchu chciał to zrobić, ale uznał, że jeśli by go przyjęli i dowiedzieli się o spotkaniach z Burzowiczką, to nie mógłby liczyć na dobre traktowanie, nawet jeśli liderem byłby jego ojciec.
- Nie mam zamiaru. - odparł, a kotka jęknęła z ulgi.
- Niech Klanowi Gwiazdy będą dzięki.
- To co, wracamy? Chociaż nie, lepiej nie pokazać się bez zdobyczy w obozie. - rzekł zdawkowo. Kotka ruszyła za nim, ale nie przestała go męczyć w sprawie Pręgowanego Piórka.
- Czy możesz już przestać ględzić? Jak tak bardzo ci zależy to tak, spotkałem ją przypadkowo w trakcie polowania na granicy i chwilę rozmawialiśmy. Najpierw rzuciła się na mnie, chyba myślała że to jakiś obcy kot wtargnął na jej teren - wiesz, Klan Burzy i nasz nie mają ostatnio zbyt dobrych stosunków. Ale potem zobaczyła, że to ja i wyszło jak wyszło.
Och, jak zgrabnie się wywinął! Siostra nadal ma nietęgą minę, ale przynajmniej się nie odzywa. Bo i cóż ma zrobić? Skaże się na, ekhem, "wieczne potępienie" z jego strony. Spojrzał na nią kątem oka i ze zdziwieniem uznał, że jest bardzo ładna. Jeśli w klanie trafi się jakiś nowy kocur, to na pewno będzie wykazywał nią zainteresowanie. Ha, nie to co on. Żadna kotka w klanie nawet nie podeszłaby do niego. Pręgowane Piórko jest jedyna i pierwsza. Tylko ona jest warta jego ciepłych spojrzeń. Nawet jeśli jest z innego klanu.
Nagle przypomniał sobie lekcje z mentorem i swoje własne słowa: Zdrada klanu to działanie wbrew jego dobru, wiązanie się z kotem innego klanu i posiadanie z nim potomstwa.
Cholera, czemu tak utrudniliście mi życie, wielcy przodkowie?
<Szept? I co, a mówiłaś że napiszę za miesiąc >:C>
- Skoro wiesz, to po jaką mysz się dopytujesz!- warknął kocur, zirytowany. Uznał, że nie ma sensu kłamać. Przynajmniej nie na razie.
- A więc jednak! - kotka wcale nie wydawała się dotknięta tą uwagą. - Czyżby znowu cię podrywała?
- Jakie "znowu podrywała"? To była tylko przyjacielska rozmowa, jedna z tych które mają prawo toczyć się na zebraniu. - mimowolnie przypomniał sobie swój pierwszy dzień szkolenia, kiedy mówił o kodeksie wojownika i słowa Pustułkowego Dziobu, który mówił o tym, że na zebraniach można zawierać przyjaźnie. A potem ujrzał w myślach uśmiechniętą Pręgowane Piórko, która z taką radością się z nim witała. A potem, już normalnie widział tylko oburzony pyszczek szylkretki.
- To nie była tylko przyjacielska rozmowa i dobrze o tym wiesz. Ona bezczelnie flirtowała z tobą, nawet gdy obok byłam ja i Biegnąca Łapa.
- To czemu ty i Biegnąca Łapa nie poszłyście sobie gdzieś indziej? - syknął. - Skoro tak strasznie wam przeszkadzało jej towarzystwo, to może byłoby dla was lepiej się oddalić?
- Bo musiałam cię pilnować! Skąd miałam wiedzieć czy nie postanowisz spełnić swojego postanowienia?
- Jakiego posta...
I wtedy sobie przypomniał. Miał porozmawiać z ojcem o ewentualnym przeniesieniu go do Klanu Nocy. Na jego masywny pysk wpełzł wyraz olśnienia.
- Zapomniałem! No przecież miałem złapać Płomienną Gwiazdę i z nim porozmawiać, ale przez ten raban z tą samotniczką zupełnie wypadło mi z głowy! - przelotna mina Szeptu wskazywała na wątpliwości, czy zapomniał tylko przez tę samotniczkę, ale zaraz pojawiła się typowa dla kotki wyraz wskazujący na kres jej wytrzymałości i smutek.
- Nie, proszę, nie próbuj nawet wznowić tego! - rudy westchnął. W pierwszym odruchu chciał to zrobić, ale uznał, że jeśli by go przyjęli i dowiedzieli się o spotkaniach z Burzowiczką, to nie mógłby liczyć na dobre traktowanie, nawet jeśli liderem byłby jego ojciec.
- Nie mam zamiaru. - odparł, a kotka jęknęła z ulgi.
- Niech Klanowi Gwiazdy będą dzięki.
- To co, wracamy? Chociaż nie, lepiej nie pokazać się bez zdobyczy w obozie. - rzekł zdawkowo. Kotka ruszyła za nim, ale nie przestała go męczyć w sprawie Pręgowanego Piórka.
- Czy możesz już przestać ględzić? Jak tak bardzo ci zależy to tak, spotkałem ją przypadkowo w trakcie polowania na granicy i chwilę rozmawialiśmy. Najpierw rzuciła się na mnie, chyba myślała że to jakiś obcy kot wtargnął na jej teren - wiesz, Klan Burzy i nasz nie mają ostatnio zbyt dobrych stosunków. Ale potem zobaczyła, że to ja i wyszło jak wyszło.
Och, jak zgrabnie się wywinął! Siostra nadal ma nietęgą minę, ale przynajmniej się nie odzywa. Bo i cóż ma zrobić? Skaże się na, ekhem, "wieczne potępienie" z jego strony. Spojrzał na nią kątem oka i ze zdziwieniem uznał, że jest bardzo ładna. Jeśli w klanie trafi się jakiś nowy kocur, to na pewno będzie wykazywał nią zainteresowanie. Ha, nie to co on. Żadna kotka w klanie nawet nie podeszłaby do niego. Pręgowane Piórko jest jedyna i pierwsza. Tylko ona jest warta jego ciepłych spojrzeń. Nawet jeśli jest z innego klanu.
Nagle przypomniał sobie lekcje z mentorem i swoje własne słowa: Zdrada klanu to działanie wbrew jego dobru, wiązanie się z kotem innego klanu i posiadanie z nim potomstwa.
Cholera, czemu tak utrudniliście mi życie, wielcy przodkowie?
<Szept? I co, a mówiłaś że napiszę za miesiąc >:C>
14 listopada 2017
O Płonącego Grzbietu C.D Pręgowanego Piórka
Kocur momentalnie wysunął pazury, gotów zabić tego Burzowicza, który śmiał go zaatakować. Nagle jednak wyczuł słodki, znajomy zapach i takie ujrzał pręgowane futerko i wyraz jego pyska nagle się zmienił. Kotka zresztą nie zaatakowała go, a jedynie przyjacielsko rzuciła się. Wyswobodził się z uścisku i rzucił, trochę zawstydzony:
- Cześć. - kotkę nieco zasmuciło to zdawkowe powitanie, więc zapytała:
- Czy wszystko dobrze? Nie miałeś żadnych problemów? - a i owszem, miał potem problemy. Milcząca Gwiazda nie omieszkała dokładnie go wypytać, co robił z tą kotką z klanu Burzy. Odpowiedzi kocura były lakoniczne, nieniosące żadnych emocji, co rozsierdziło kocicę. Nie mógł jednak tego powiedzieć Pręgowanej, bo ta by zaraz zasmuciła się.
- Matka trochę się złościła. Mam jednak nadzieję, że nie przyjdzie jej do głowy jakiś absurdalny pomysł, taki jak zatrzymanie mnie w obozie. A u ciebie?
- No Lamparcia Gwiazda też nie był zadowolony z tego. - kotka zaczęła się nagle przyglądać swoim łapom. Trącił ją pocieszająco.
- A twoi rodzice? Jak zareagowali? - dopytywał.
- Mama jeszcze nic nie wie. - rzekła.
- A twój ojciec?
- Ja... go nie znam. - odparła z wahaniem. Spojrzał jej w oczy. Nie miał pojęcia, że ona też wychowywała się w niepełnej rodzinie. Że też nie znała ojca. Że prawdopodobnie cierpiała z tego powodu tak samo jak on. A może w ogóle się tym nie przejmowała? Poczuł falę współczucia i innego uczucia. Westchnął.
- Ja też wychowywałem się bez ojca. Matka wmawiała mi i siostrze, że naszym tatą jest aktualny zastępca Klanu Wilka, ale wszyscy wiedzą, że to bujda. Moja siostra przez całe życie mnie gnębiła, a teraz zrobiła nadopiekuńcza. Jakby myślała, że naprawi wszystko, co mi zrobiła. - prychnął na zakończenie. Nie miał pojęcia, czemu się jej zwierza. Może liczył, że skoro ma podobną sytuację, zrozumie go?
<Pręguś?>
- Cześć. - kotkę nieco zasmuciło to zdawkowe powitanie, więc zapytała:
- Czy wszystko dobrze? Nie miałeś żadnych problemów? - a i owszem, miał potem problemy. Milcząca Gwiazda nie omieszkała dokładnie go wypytać, co robił z tą kotką z klanu Burzy. Odpowiedzi kocura były lakoniczne, nieniosące żadnych emocji, co rozsierdziło kocicę. Nie mógł jednak tego powiedzieć Pręgowanej, bo ta by zaraz zasmuciła się.
- Matka trochę się złościła. Mam jednak nadzieję, że nie przyjdzie jej do głowy jakiś absurdalny pomysł, taki jak zatrzymanie mnie w obozie. A u ciebie?
- No Lamparcia Gwiazda też nie był zadowolony z tego. - kotka zaczęła się nagle przyglądać swoim łapom. Trącił ją pocieszająco.
- A twoi rodzice? Jak zareagowali? - dopytywał.
- Mama jeszcze nic nie wie. - rzekła.
- A twój ojciec?
- Ja... go nie znam. - odparła z wahaniem. Spojrzał jej w oczy. Nie miał pojęcia, że ona też wychowywała się w niepełnej rodzinie. Że też nie znała ojca. Że prawdopodobnie cierpiała z tego powodu tak samo jak on. A może w ogóle się tym nie przejmowała? Poczuł falę współczucia i innego uczucia. Westchnął.
- Ja też wychowywałem się bez ojca. Matka wmawiała mi i siostrze, że naszym tatą jest aktualny zastępca Klanu Wilka, ale wszyscy wiedzą, że to bujda. Moja siostra przez całe życie mnie gnębiła, a teraz zrobiła nadopiekuńcza. Jakby myślała, że naprawi wszystko, co mi zrobiła. - prychnął na zakończenie. Nie miał pojęcia, czemu się jej zwierza. Może liczył, że skoro ma podobną sytuację, zrozumie go?
<Pręguś?>
12 listopada 2017
Od Płonącego Grzbietu C.D Borsuczego Gońca
Kocur nie był podekscytowany perspektywą polowania z przybranym ojcem. Ojcem. On nie jest jego ojcem. To Płomienna Gwiazda nim jest. I choć tak wiele ich dzieli, to mimowolnie czuł z nim więź.
- Chciałbym z tobą porozmawiać. Mam wrażenie, że nie cieszysz się ze swojej nowej rangi. - rzekł Borsuczy wolno, lecz spokojnie. Płonący westchnął i chciał już odpalić chłodno, że nic się nie dzieje, a nawet jeśli, to nie jego interes, ale wzrok kocura poruszył go i nieco stopił lodowate serce. Widocznie się martwił. Ale było to coś innego niż zmartwienie Milczącej Gwiazdy, kocicy ambitnej i chłodnej tak samo jak on sam. Ona miała przywilej matki, a on nie. Czuł też, że jeśli ma komukolwiek wyżalić się choć z części swych zmartwień, to byłby to ten kocur, który był po śmierci Pustułkowego Dziobu najbardziej zaufanym dla niego członkiem Klanu Wilka.
- To prawda. Bo jaka słodycz może z tego płynąć, skoro mój mentor nie mógł jej podzielić? Poza tym... Coś się zmieniło. Czuję się coraz bardziej wyobcowany. Nawet moje relacje z matką mocno się pogorszyły. - rzekł. Na twarzy miał typową dla niego kamienną maskę, ale w sercu czuł dojmujący ból i po części ulgę, bo prawie wszystkie żale wypłynęły z jego wnętrza. Tylko jeden został, ale o nim z nikim nie będzie rozmawiał.
- Wiesz - zaczął zastępca. - Ja też nie mogę uwierzyć, że Pustułkowy Dziób odszedł. Rozumiem, co czujesz. - rudy miał ochotę krzyknąć "Nie masz pojęcia!" ale znów powstrzymał swoją impulsywność, za to jego pysk wykrzywił grymas smutku. - A co do wyobcowania... nie martw się, to po jakimś czasie przejdzie.
- Nie. - rzekł wojownik, nim ugryzł się w język. - Już całe życie tak się czuję.
Drugi kot rozszerzył oczy ze zdziwienia.
<Borsu? Sry za brak weny>
- Chciałbym z tobą porozmawiać. Mam wrażenie, że nie cieszysz się ze swojej nowej rangi. - rzekł Borsuczy wolno, lecz spokojnie. Płonący westchnął i chciał już odpalić chłodno, że nic się nie dzieje, a nawet jeśli, to nie jego interes, ale wzrok kocura poruszył go i nieco stopił lodowate serce. Widocznie się martwił. Ale było to coś innego niż zmartwienie Milczącej Gwiazdy, kocicy ambitnej i chłodnej tak samo jak on sam. Ona miała przywilej matki, a on nie. Czuł też, że jeśli ma komukolwiek wyżalić się choć z części swych zmartwień, to byłby to ten kocur, który był po śmierci Pustułkowego Dziobu najbardziej zaufanym dla niego członkiem Klanu Wilka.
- To prawda. Bo jaka słodycz może z tego płynąć, skoro mój mentor nie mógł jej podzielić? Poza tym... Coś się zmieniło. Czuję się coraz bardziej wyobcowany. Nawet moje relacje z matką mocno się pogorszyły. - rzekł. Na twarzy miał typową dla niego kamienną maskę, ale w sercu czuł dojmujący ból i po części ulgę, bo prawie wszystkie żale wypłynęły z jego wnętrza. Tylko jeden został, ale o nim z nikim nie będzie rozmawiał.
- Wiesz - zaczął zastępca. - Ja też nie mogę uwierzyć, że Pustułkowy Dziób odszedł. Rozumiem, co czujesz. - rudy miał ochotę krzyknąć "Nie masz pojęcia!" ale znów powstrzymał swoją impulsywność, za to jego pysk wykrzywił grymas smutku. - A co do wyobcowania... nie martw się, to po jakimś czasie przejdzie.
- Nie. - rzekł wojownik, nim ugryzł się w język. - Już całe życie tak się czuję.
Drugi kot rozszerzył oczy ze zdziwienia.
<Borsu? Sry za brak weny>
05 listopada 2017
Od Płonącego Grzbietu C.D Milczącej Gwiazdy
Kocura ogarnęły poważne wątpliwości. Czy matka domyśliła się, że już wiedzą o ich ojcu? A może to zwyczajny niepokój? Jeśli tak, to Milcząca Gwiazda obudziła się za późno. Zdecydowanie za późno.
- Nic się nie dzieje. Wszystko po staremu. - odparł.
- Nie kłam. Dziwnie się zachowujesz. Szepczący Wiatr nie chce mi nic powiedzieć. Martwię się o ciebie. Jesteś moim synem i pragnę wiedzieć co cię trapi. I nie zbywaj mnie. Wszyscy widzą twoją zmianę. - kocica mówiła spokojnym tonem, ale krótkie, urywane zdania wskazywały, że się stresuje. Czyżby miała coś do ukrycia? No, chyba że myśli o Płomiennej Gwieździe. O to niech się nie martwi. On już wie.
- Naprawdę? - rzekł kpiąco. - Jakoś nigdy nie zauważyłem, by ktoś zwracał uwagę na to, co się ze mną dzieje.
Brwi liderki powędrowały w górę.
- O co ci chodzi?
- Tak późno się zorientowałaś, matko, że jest coś nie tak? -warknął. Zapomniał na ten krótki moment, że jest wojownikiem, a ona liderką. - Gdzie byłaś, gdy cię najbardziej potrzebowałem? Co myślałaś, gdy widziałaś, jak siostry mnie prześladowały? A może nawet nie zauważyłaś tego? Może uznałaś to za niewinne zabawy? Dziękuję ci. Dziękuję ci za to, że jestem tym kim jestem, że czuję się jak wyrzutek we własnym klanie! - ostatnie zdanie było krzykiem. Milcząca Gwiazda wstała.
- O czym ty mówisz? Myślisz, że nie umiem dbać o własne dzieci? - zapytała lodowato.
- O tak, umiesz o nie dbać jak mało kto. Ale nie umiesz ich zrozumieć. - odparł równie zimnym tonem.
- A i owszem, nie rozumiem cię. - westchnęła ciężko. - Naprawdę nie wiem, co się z tobą stało. - nagle rudego kota ogarnęło uczucie wstydu, że dał się ponieść emocjom. Również westchnął, a w ślepiach błyskał żal.
- Też nie wiem. Wybacz. Nie powinienem podnosić na ciebie głosu. - jeśli kotka była wcześniej zaskoczona, to teraz na jej pysku był widoczny czysty szok. Przez chwilę nie wiedziała, jak zareagować.
<Milczko? Wybacz gniot, ale Milczka to rly zmienna kocica (tak samo jak Junior, heh xD)>
- Nic się nie dzieje. Wszystko po staremu. - odparł.
- Nie kłam. Dziwnie się zachowujesz. Szepczący Wiatr nie chce mi nic powiedzieć. Martwię się o ciebie. Jesteś moim synem i pragnę wiedzieć co cię trapi. I nie zbywaj mnie. Wszyscy widzą twoją zmianę. - kocica mówiła spokojnym tonem, ale krótkie, urywane zdania wskazywały, że się stresuje. Czyżby miała coś do ukrycia? No, chyba że myśli o Płomiennej Gwieździe. O to niech się nie martwi. On już wie.
- Naprawdę? - rzekł kpiąco. - Jakoś nigdy nie zauważyłem, by ktoś zwracał uwagę na to, co się ze mną dzieje.
Brwi liderki powędrowały w górę.
- O co ci chodzi?
- Tak późno się zorientowałaś, matko, że jest coś nie tak? -warknął. Zapomniał na ten krótki moment, że jest wojownikiem, a ona liderką. - Gdzie byłaś, gdy cię najbardziej potrzebowałem? Co myślałaś, gdy widziałaś, jak siostry mnie prześladowały? A może nawet nie zauważyłaś tego? Może uznałaś to za niewinne zabawy? Dziękuję ci. Dziękuję ci za to, że jestem tym kim jestem, że czuję się jak wyrzutek we własnym klanie! - ostatnie zdanie było krzykiem. Milcząca Gwiazda wstała.
- O czym ty mówisz? Myślisz, że nie umiem dbać o własne dzieci? - zapytała lodowato.
- O tak, umiesz o nie dbać jak mało kto. Ale nie umiesz ich zrozumieć. - odparł równie zimnym tonem.
- A i owszem, nie rozumiem cię. - westchnęła ciężko. - Naprawdę nie wiem, co się z tobą stało. - nagle rudego kota ogarnęło uczucie wstydu, że dał się ponieść emocjom. Również westchnął, a w ślepiach błyskał żal.
- Też nie wiem. Wybacz. Nie powinienem podnosić na ciebie głosu. - jeśli kotka była wcześniej zaskoczona, to teraz na jej pysku był widoczny czysty szok. Przez chwilę nie wiedziała, jak zareagować.
<Milczko? Wybacz gniot, ale Milczka to rly zmienna kocica (tak samo jak Junior, heh xD)>
04 listopada 2017
Od Płonącej Łapy (Grzbietu) C.D Pręgowanej Łapy (Piórka)
*to jeszcze z czasów uczniowskich*
Uśmiechnął się. Kojarzył tę kotkę.
- Pręgowana Łapa? - troszkę zaskoczył ją fakt, że tak łatwo odgadł jej imię, ale przytaknęła. Z tyłu dobiegało wołanie. Zmarszczył czoło.
- Kto to tak woła?
- To moja mentorka, Złota Melodia. S-skąd znasz moje imię? - kotka była niepewna.
- Zapamiętałem. Mam dobrą pamięć do imion, a w waszym obozie niejednokrotnie je wypowiadano. - odparł spokojnie.Na pyszczku kotki zakwitł lekki uśmiech. Zmierzyła jeszcze raz wzrokiem kocura - był od niej starszy i znacznie większy, tak, że gdyby stanęli obok siebie, musiałaby zadzierać głowę w górę. - Nie powinieneś już być wojownikiem? - zapytała podejrzliwie.
- Powinienem już dawno. Ale... mój mentor ostatnio mnie trochę zaniedbał. -na myśl o załamanym zastępcy Płonąca Łapa poczuł żal. On sam na pewno lepiej by przeżył utratę partnerki - wiele kotów uważało go za skałę, bowiem rzadko okazywał emocje. Ale tak naprawdę przeżywałby ogromną żałobę. Problem w tym, że jeszcze nigdy się nie zakochał. No, ale przecież jeszcze całe życie przed nim.
- Ojej. A co się stało?
- Problemy... A bardziej żałoba. - odparł. Uczennica spuściła głowę.
- Przykro mi. - miał ochotę powiedzieć coś kąśliwego, ale powstrzymał się. Co niby innego mogłaby powiedzieć w tej sytuacji? - Ja... muszę już iść. - zaczęła się wycofywać powoli w głąb swojego terytorium. Nawet nie podniósł głowy.
- Do zobaczenia, Pręgowana Łapo.
<Pręgo? Możemy kontynuować wątek po zebraniu, jak chcesz.>
Uśmiechnął się. Kojarzył tę kotkę.
- Pręgowana Łapa? - troszkę zaskoczył ją fakt, że tak łatwo odgadł jej imię, ale przytaknęła. Z tyłu dobiegało wołanie. Zmarszczył czoło.
- Kto to tak woła?
- To moja mentorka, Złota Melodia. S-skąd znasz moje imię? - kotka była niepewna.
- Zapamiętałem. Mam dobrą pamięć do imion, a w waszym obozie niejednokrotnie je wypowiadano. - odparł spokojnie.Na pyszczku kotki zakwitł lekki uśmiech. Zmierzyła jeszcze raz wzrokiem kocura - był od niej starszy i znacznie większy, tak, że gdyby stanęli obok siebie, musiałaby zadzierać głowę w górę. - Nie powinieneś już być wojownikiem? - zapytała podejrzliwie.
- Powinienem już dawno. Ale... mój mentor ostatnio mnie trochę zaniedbał. -na myśl o załamanym zastępcy Płonąca Łapa poczuł żal. On sam na pewno lepiej by przeżył utratę partnerki - wiele kotów uważało go za skałę, bowiem rzadko okazywał emocje. Ale tak naprawdę przeżywałby ogromną żałobę. Problem w tym, że jeszcze nigdy się nie zakochał. No, ale przecież jeszcze całe życie przed nim.
- Ojej. A co się stało?
- Problemy... A bardziej żałoba. - odparł. Uczennica spuściła głowę.
- Przykro mi. - miał ochotę powiedzieć coś kąśliwego, ale powstrzymał się. Co niby innego mogłaby powiedzieć w tej sytuacji? - Ja... muszę już iść. - zaczęła się wycofywać powoli w głąb swojego terytorium. Nawet nie podniósł głowy.
- Do zobaczenia, Pręgowana Łapo.
<Pręgo? Możemy kontynuować wątek po zebraniu, jak chcesz.>
03 listopada 2017
Od Płonącego Grzbietu CD Szepczącego Wiatru
Jego ślepia rozszerzyły się. Lis! Zauważył ich. Chytre oczy wpatrywały się w rodzeństwo.
- Leć po pomoc. Szybko, może ich być tu więcej! - krzyknął.
- Ale co z tobą? Sam sobie nie dasz rady! - miauknęła siostra, przerażona.
- Nie będę walczył. Ale chcę utrzymać go z dala od obozu. Szybko, biegnij! - szylkretka pomknęła w głąb terytorium. Wszystkie smętne myśli kocura zniknęły. Liczyło się tylko zagrożenie. Lis nadal czaił się w krzakach, nie wydając ani dźwięku. Kocur napiął mięśnie. Był gotowy, gdyby zwierz nagle zmienił zdanie i chciałby go zaatakować.
Nie mylił się.
Lis zaatakował. Kocur bronił się jak mógł, próbując drapać i gryźć potwora. zapiszczał, gdy zaorał pazurami jego bok i zaczęła się lać krew. Sam zarobił ugryzienie w łapę. Krzyknął i cofnął się mimowolnie, ale bestia nadal nacierała. Upadł, nieszczęśliwie odsłaniając brzuch. Nadal bronił się, przez co spowalniał to co miało nastąpić.
- Płonący Grzbiecie! - kotka wróciła ze wsparciem. Członkowie Klanu Wilka desperacko rzucili się na pomoc rudemu synowi liderki. Lis uznał, że nie ma szans z tyloma dzikimi osobnikami i zaczął uciekać. Koty chwilę go goniły, potem jednak zrezygnowały i wróciły do rannego kocura. Rudy ledwie dźwignął się na nogi, ale gdy już stanął, to pewnie.- Musimy iść do Lawendowego Płatka.
Po krótkiej chwili pochód dotarł do obozu, gdzie kocica już podbiegła z naręczem ziół i pajęczyn. Porwała Płonącego do swojego legowiska i natychmiast zaczęła opatrywać.
- Wyjdzie z tego? -zapytała Szepczący Wiatr.
- Oczywiście. To nie są poważne rany, grunt by nie wdało się zakażenie. -odparła. Reszta się rozeszła, tylko ona została. Po dłuższej chwili sytuacja była opanowana. - Chcę byś został tu do następnego dnia. Potem najpewniej wszystko będzie w porządku. - gdy medyczka odeszła, siostra zwróciła się do brata.
- Bardzo się martwiłam. Myślałam, że nie zdążymy.
- Walka z lisem nie była taka łatwa. W ostatniej chwili ogarnęły mnie wątpliwości. Na szczęście przyszliście. Dzięki wam żyję. -odparł z lekkim uśmiechem, choć ślepia nadal były ślepiami.
- Widzisz? Nie możesz nas zostawić. Jesteśmy twoją rodziną i oddalibyśmy za ciebie życie. Dziś otrzymałeś największy tego dowód. - rzekła. Na te słowa pyszczek zamienił się w kamienną maskę. Zmarszczył brwi.
- To był zwykły obowiązek wojownika. Kodeks każe tak postępować.
Szept tupnęła łapą.
- Dlaczego zawsze musisz być przeciwko mnie? - nagle ugryzła się w język, ale było za późno. Wstał.
- Ty nigdy nie byłaś ze mną. Tylko przeciw mnie. - rzekł lodowato.
<Szept? Niech troszku pogadają, masz ostatnią szansę by go odwieźć od planów>
- Leć po pomoc. Szybko, może ich być tu więcej! - krzyknął.
- Ale co z tobą? Sam sobie nie dasz rady! - miauknęła siostra, przerażona.
- Nie będę walczył. Ale chcę utrzymać go z dala od obozu. Szybko, biegnij! - szylkretka pomknęła w głąb terytorium. Wszystkie smętne myśli kocura zniknęły. Liczyło się tylko zagrożenie. Lis nadal czaił się w krzakach, nie wydając ani dźwięku. Kocur napiął mięśnie. Był gotowy, gdyby zwierz nagle zmienił zdanie i chciałby go zaatakować.
Nie mylił się.
Lis zaatakował. Kocur bronił się jak mógł, próbując drapać i gryźć potwora. zapiszczał, gdy zaorał pazurami jego bok i zaczęła się lać krew. Sam zarobił ugryzienie w łapę. Krzyknął i cofnął się mimowolnie, ale bestia nadal nacierała. Upadł, nieszczęśliwie odsłaniając brzuch. Nadal bronił się, przez co spowalniał to co miało nastąpić.
- Płonący Grzbiecie! - kotka wróciła ze wsparciem. Członkowie Klanu Wilka desperacko rzucili się na pomoc rudemu synowi liderki. Lis uznał, że nie ma szans z tyloma dzikimi osobnikami i zaczął uciekać. Koty chwilę go goniły, potem jednak zrezygnowały i wróciły do rannego kocura. Rudy ledwie dźwignął się na nogi, ale gdy już stanął, to pewnie.- Musimy iść do Lawendowego Płatka.
Po krótkiej chwili pochód dotarł do obozu, gdzie kocica już podbiegła z naręczem ziół i pajęczyn. Porwała Płonącego do swojego legowiska i natychmiast zaczęła opatrywać.
- Wyjdzie z tego? -zapytała Szepczący Wiatr.
- Oczywiście. To nie są poważne rany, grunt by nie wdało się zakażenie. -odparła. Reszta się rozeszła, tylko ona została. Po dłuższej chwili sytuacja była opanowana. - Chcę byś został tu do następnego dnia. Potem najpewniej wszystko będzie w porządku. - gdy medyczka odeszła, siostra zwróciła się do brata.
- Bardzo się martwiłam. Myślałam, że nie zdążymy.
- Walka z lisem nie była taka łatwa. W ostatniej chwili ogarnęły mnie wątpliwości. Na szczęście przyszliście. Dzięki wam żyję. -odparł z lekkim uśmiechem, choć ślepia nadal były ślepiami.
- Widzisz? Nie możesz nas zostawić. Jesteśmy twoją rodziną i oddalibyśmy za ciebie życie. Dziś otrzymałeś największy tego dowód. - rzekła. Na te słowa pyszczek zamienił się w kamienną maskę. Zmarszczył brwi.
- To był zwykły obowiązek wojownika. Kodeks każe tak postępować.
Szept tupnęła łapą.
- Dlaczego zawsze musisz być przeciwko mnie? - nagle ugryzła się w język, ale było za późno. Wstał.
- Ty nigdy nie byłaś ze mną. Tylko przeciw mnie. - rzekł lodowato.
<Szept? Niech troszku pogadają, masz ostatnią szansę by go odwieźć od planów>
29 października 2017
Od Płonącego Grzbietu CD Szepczącego Wiatru
Jego zdumienie nie miało granic. Zaraz jednak zmieniło się ono w chłodną logikę.
- Nie. Klan ma mnie tylko za nowego wojownika, który jest cząstką jego potęgi, a matka potrzebuje mnie tylko po to, by złagodzić ból po stracie Rdzawej Łapy. Jednak i tak doczekała się nowych kociąt, które sprawiły, że prawie zapomniała o żałobie.
- Nieprawda! Wszyscy cię kochamy jak członka rodziny. Jak możesz myśleć, że jest inaczej? -zapytała ze łzami w oczach.
- Zauważyłaś kiedyś, że nikt ze mną nie rozmawia, poza Borsuczym Gońcem, tobą i do niedawna Pustułkowym Dziobem? Nawet z Milczącą Gwiazdą nie umiem się ostatnio porozumieć. Nasza ostatnia rozmowa była wtedy, w legowisku królowych. Potem ani razu nie zamieniliśmy słowa.
- Nigdy nie dałeś innym szansy, Płonący Grzbiecie. - szepnęła kotka. Nagle kocur wybuchnął gniewem.
- Może i nie! Ale chyba się domyślasz, dlaczego tak się stało. Dlaczego wyrosłem na tego, kim jestem i dlaczego nie umiem nikomu zaufać! - warknął. - Nikt mnie tak nie rozumiał jak mój mentor. Miałem często wrażenie, że był podobny do mnie. Do czasu aż poznałem naszego ojca. Cały czas o tym myślę. Czuję w głębi serca, że jest jedynym kotem, który by mnie teraz zrozumiał. Inni uznaliby mnie za wariata i podłego zdrajcę. Oni... Uważają mnie za niego.
- D-dlaczego t-tak mówisz? - Szepczący Wiatr zaczęła szlochać.
- Siostro, ja sam w to wierzę! Waham się tylko dlatego, bo złożyłem matce obietnicę, że zawsze będę wierny Klanowi Wilka! Nie chce łamać mojej obietnicy, ale z każdym dniem czuję się tu coraz bardziej wyobcowany. Ciężko mi to mówić, ale nie ufam tutaj wielu kotom. Że mnie zrozumieją. Mnie i moją decyzję.
- Nie! Proszę! Nie odchodź do Klanu Nocy. Ja... nie wiem co zrobię, jak cię zabraknie i nie daj Klanie Gwiazdy pewnego dnia przyjdzie mi z tobą walczyć. - rzekła. Kocur spojrzał na nią ze smutkiem.
- Też tego nie chcę.
- Więc co zamierzasz zrobić? -zapytała z mocno bijącym sercem.
- Chcę jeszcze raz porozmawiać z Płomienną Gwiazdą. Poczekam na zebranie. A jeśli Milcząca Gwiazda mnie nie weźmie, to pójdę sam do ojca i pomówię z nim w cztery oczy. Przede wszystkim muszę wiedzieć, czy by mnie przyjął. - wrócił chłodny i rzeczowy ton rudego wojownika.
- Proszę... nie odchodź. - kotka zanurzyła głowę w jego półdługim futrze, a jemu zrobiło się po raz pierwszy ciepło. Nie powiedział jednak nic.
<Szept? Możesz próbować nadal z nim porozmawiać albo zabrać na polowanie lub coś.>
- Nie. Klan ma mnie tylko za nowego wojownika, który jest cząstką jego potęgi, a matka potrzebuje mnie tylko po to, by złagodzić ból po stracie Rdzawej Łapy. Jednak i tak doczekała się nowych kociąt, które sprawiły, że prawie zapomniała o żałobie.
- Nieprawda! Wszyscy cię kochamy jak członka rodziny. Jak możesz myśleć, że jest inaczej? -zapytała ze łzami w oczach.
- Zauważyłaś kiedyś, że nikt ze mną nie rozmawia, poza Borsuczym Gońcem, tobą i do niedawna Pustułkowym Dziobem? Nawet z Milczącą Gwiazdą nie umiem się ostatnio porozumieć. Nasza ostatnia rozmowa była wtedy, w legowisku królowych. Potem ani razu nie zamieniliśmy słowa.
- Nigdy nie dałeś innym szansy, Płonący Grzbiecie. - szepnęła kotka. Nagle kocur wybuchnął gniewem.
- Może i nie! Ale chyba się domyślasz, dlaczego tak się stało. Dlaczego wyrosłem na tego, kim jestem i dlaczego nie umiem nikomu zaufać! - warknął. - Nikt mnie tak nie rozumiał jak mój mentor. Miałem często wrażenie, że był podobny do mnie. Do czasu aż poznałem naszego ojca. Cały czas o tym myślę. Czuję w głębi serca, że jest jedynym kotem, który by mnie teraz zrozumiał. Inni uznaliby mnie za wariata i podłego zdrajcę. Oni... Uważają mnie za niego.
- D-dlaczego t-tak mówisz? - Szepczący Wiatr zaczęła szlochać.
- Siostro, ja sam w to wierzę! Waham się tylko dlatego, bo złożyłem matce obietnicę, że zawsze będę wierny Klanowi Wilka! Nie chce łamać mojej obietnicy, ale z każdym dniem czuję się tu coraz bardziej wyobcowany. Ciężko mi to mówić, ale nie ufam tutaj wielu kotom. Że mnie zrozumieją. Mnie i moją decyzję.
- Nie! Proszę! Nie odchodź do Klanu Nocy. Ja... nie wiem co zrobię, jak cię zabraknie i nie daj Klanie Gwiazdy pewnego dnia przyjdzie mi z tobą walczyć. - rzekła. Kocur spojrzał na nią ze smutkiem.
- Też tego nie chcę.
- Więc co zamierzasz zrobić? -zapytała z mocno bijącym sercem.
- Chcę jeszcze raz porozmawiać z Płomienną Gwiazdą. Poczekam na zebranie. A jeśli Milcząca Gwiazda mnie nie weźmie, to pójdę sam do ojca i pomówię z nim w cztery oczy. Przede wszystkim muszę wiedzieć, czy by mnie przyjął. - wrócił chłodny i rzeczowy ton rudego wojownika.
- Proszę... nie odchodź. - kotka zanurzyła głowę w jego półdługim futrze, a jemu zrobiło się po raz pierwszy ciepło. Nie powiedział jednak nic.
<Szept? Możesz próbować nadal z nim porozmawiać albo zabrać na polowanie lub coś.>
27 października 2017
Od Płonącej Łapy CD Szepczącego Wiatru
Lider usiadł ciężko na ziemi. A potem zaczął swój monolog.
- Ja i Milcząca Gwiazda... Wszystko zaczęło się od spotkania w obozie Klanu Wilka, jeszcze za czasu panowania Miodowej Gwiazdy. Gdy Malinowa Gwiazda poszła porozmawiać z nią, a my rozmawialiśmy. Nagle obie przywódczynie pokłóciły się i kotka wygoniła moją partnerkę i mnie z obozu. Potem Malinowa Gwiazda podupadła psychicznie, z jej rozkazu wywiązał się sojusz na napad na Klan Burzy, co pewnie wiecie. W każdym razie byłem chyba jedynym kotem, poza naszymi córkami, który próbował jej pomóc. Nie powiem, że było to łatwe. Nasz Klan przeżywał cichą wojnę domową. Prawie wszyscy byli przeciwko niej, przeciwko nam. Milcząca Gwiazda spotkała się ze mną w tamtym czasie, wyczuwając zagrożenie w postaci samotników. Zgodziłem się, abyśmy spróbowali odkryć, co planują. Miewałem dziwne sny. Spotykaliśmy się, śledziliśmy poczynania kotów. Pewnego wieczoru wasza matka wyznała mi miłość. Ja... w tamtym momencie pragnąłem móc odwzajemnić jej uczucie... nadal bym pragnął. Ale Malinowa Gwiazda mnie potrzebowała. Była moją partnerką od wielu księżyców, jednym z najważniejszych dla mnie kotów, a wtedy potrzebowała mnie. Powiedziałem to z bólem. Widziałem, że sprawiło jej to przykrość. Mnie samemu było przykro. Ale nie mogłem jej oszukiwać. Zaakceptowała to, ale chciała mieć ze mną kocięta. Zgodziłem się. Nadal postanowiliśmy utrzymywać przyjacielskie stosunki i śledzić samotników. Niedługo potem kotka była w ciąży i przerwaliśmy naszą "misję". Gdy się urodziliście, działalność samotników ucichła. Przy ostatnim spotkaniu poprosiłem ją o to, by nic nie wspominała o ich ojcu. Za nic nie pragnąłem, aby Malinowa Gwiazda totalnie się załamała. Ale mimo to, znaczycie dla mnie wiele, chociaż przez tyle czasu nie wiedzieliście o swoim pochodzeniu. Oczywiście rozumiem, jeśli... jeśli mnie nienawidzicie. - zakończył, spuszczając łeb. Rodzeństwo patrzyło się na siebie zdumione, wręcz zszokowane. Płonąca Łapa nie odczuwał jednak złości, raczej żal i współczucie, a także pewną więź z tym kocurem, który jeszcze kilka wschodów słońca temu był dla niego tylko liderem innego klanu. Nie umiał zrozumieć tego, że matka zdecydowała się na kocięta z kotem, który nie może być z nią i dobrze o tym wie. Ale próbował zrozumieć.
- My... już lepiej pójdziemy. -odezwał się schrypniętym głosem.
- W porządku. - odparł cicho Płomienna Gwiazda, a jego donośny zazwyczaj głos stracił nagle moc. Młode koty z Klanu Wilka opuściły obóz i skierowały się na swoje tereny.
- Co o tym myślisz? - szepnęła Szepczący Wiatr. Minę miała jak na pogrzebie. Kocur westchnął.
- Mogę być z tobą szczery?
- J-jasne.- rzekła zdziwiona szylkretka. Płonący spojrzał jej w oczy.
- Nie mam do niego urazy. Nie wiem skąd, ale czuję się prawdziwie jego synem. To przyszło tak nagle...- urwał i aż mu powietrze z płuc uleciało.
Pustułkowy Dziób był martwy.
Natychmiast podbiegł do mentora i uderzyło go to, jaki był... nieżywy. Spojrzał na Milczącą Gwiazdę, która miała łzy w oczach, Borsuczego Gońca, który też był załamany i inne koty. Lawendowy Płatek siedziała ze spuszczoną głową.
Cofnął się, otumaniony. To nie możliwe... Przecież mimo śmierci Kwiecistego Śpiewu ten kocur był pełen życia! Dotarło do niego, że chyba jedyny kot, któremu umiał zaufać odszedł do Klanu Gwiazd i uciekł jak tchórz schować swoje łzy przez wzrokiem innych.
<Szepciku?>
- Ja i Milcząca Gwiazda... Wszystko zaczęło się od spotkania w obozie Klanu Wilka, jeszcze za czasu panowania Miodowej Gwiazdy. Gdy Malinowa Gwiazda poszła porozmawiać z nią, a my rozmawialiśmy. Nagle obie przywódczynie pokłóciły się i kotka wygoniła moją partnerkę i mnie z obozu. Potem Malinowa Gwiazda podupadła psychicznie, z jej rozkazu wywiązał się sojusz na napad na Klan Burzy, co pewnie wiecie. W każdym razie byłem chyba jedynym kotem, poza naszymi córkami, który próbował jej pomóc. Nie powiem, że było to łatwe. Nasz Klan przeżywał cichą wojnę domową. Prawie wszyscy byli przeciwko niej, przeciwko nam. Milcząca Gwiazda spotkała się ze mną w tamtym czasie, wyczuwając zagrożenie w postaci samotników. Zgodziłem się, abyśmy spróbowali odkryć, co planują. Miewałem dziwne sny. Spotykaliśmy się, śledziliśmy poczynania kotów. Pewnego wieczoru wasza matka wyznała mi miłość. Ja... w tamtym momencie pragnąłem móc odwzajemnić jej uczucie... nadal bym pragnął. Ale Malinowa Gwiazda mnie potrzebowała. Była moją partnerką od wielu księżyców, jednym z najważniejszych dla mnie kotów, a wtedy potrzebowała mnie. Powiedziałem to z bólem. Widziałem, że sprawiło jej to przykrość. Mnie samemu było przykro. Ale nie mogłem jej oszukiwać. Zaakceptowała to, ale chciała mieć ze mną kocięta. Zgodziłem się. Nadal postanowiliśmy utrzymywać przyjacielskie stosunki i śledzić samotników. Niedługo potem kotka była w ciąży i przerwaliśmy naszą "misję". Gdy się urodziliście, działalność samotników ucichła. Przy ostatnim spotkaniu poprosiłem ją o to, by nic nie wspominała o ich ojcu. Za nic nie pragnąłem, aby Malinowa Gwiazda totalnie się załamała. Ale mimo to, znaczycie dla mnie wiele, chociaż przez tyle czasu nie wiedzieliście o swoim pochodzeniu. Oczywiście rozumiem, jeśli... jeśli mnie nienawidzicie. - zakończył, spuszczając łeb. Rodzeństwo patrzyło się na siebie zdumione, wręcz zszokowane. Płonąca Łapa nie odczuwał jednak złości, raczej żal i współczucie, a także pewną więź z tym kocurem, który jeszcze kilka wschodów słońca temu był dla niego tylko liderem innego klanu. Nie umiał zrozumieć tego, że matka zdecydowała się na kocięta z kotem, który nie może być z nią i dobrze o tym wie. Ale próbował zrozumieć.
- My... już lepiej pójdziemy. -odezwał się schrypniętym głosem.
- W porządku. - odparł cicho Płomienna Gwiazda, a jego donośny zazwyczaj głos stracił nagle moc. Młode koty z Klanu Wilka opuściły obóz i skierowały się na swoje tereny.
- Co o tym myślisz? - szepnęła Szepczący Wiatr. Minę miała jak na pogrzebie. Kocur westchnął.
- Mogę być z tobą szczery?
- J-jasne.- rzekła zdziwiona szylkretka. Płonący spojrzał jej w oczy.
- Nie mam do niego urazy. Nie wiem skąd, ale czuję się prawdziwie jego synem. To przyszło tak nagle...- urwał i aż mu powietrze z płuc uleciało.
Pustułkowy Dziób był martwy.
Natychmiast podbiegł do mentora i uderzyło go to, jaki był... nieżywy. Spojrzał na Milczącą Gwiazdę, która miała łzy w oczach, Borsuczego Gońca, który też był załamany i inne koty. Lawendowy Płatek siedziała ze spuszczoną głową.
Cofnął się, otumaniony. To nie możliwe... Przecież mimo śmierci Kwiecistego Śpiewu ten kocur był pełen życia! Dotarło do niego, że chyba jedyny kot, któremu umiał zaufać odszedł do Klanu Gwiazd i uciekł jak tchórz schować swoje łzy przez wzrokiem innych.
<Szepciku?>
15 października 2017
Od Płonącej Łapy C.D Szepczącego Wiatru
Zrobiło mu się trochę żal prawie łkającej kotki, jednak sam nie odczuwał smutku. Wręcz przeciwnie - mimowolnie cieszył się, że jednak ma ojca, prawdziwego, nawet jeśli to przywódca innego klanu. Ogarnęło go podniecenie, zaraz jednak zostało przytłumione zmartwieniem: Czy będzie uważał ich za swoje dzieci, czy wyrzeknie się własnej krwi? Podobno koty Klanu Nocy były znane ze swojej siły i używania pazurów, zamiast pokojowych rozwiązań. Czy ojciec za próbę wejścia do ich obozu i rozmowy wygoni ich, a może nawet rozkaże zabić? Świeżo mianowana wojowniczka i starszy uczeń bynajmniej nie należą do doświadczonych kotów. Mimo to chciał spróbować. Musiał wiedzieć, czy to prawda. I pójdzie tam, z Szepczącym Wiatrem lub bez niej.
- Chodź, porozmawiamy. - kiwnął głową Borsuczemu, który ze zrozumieniem i zawodem w oczach nie podążył za nimi. Ewidentnie jednak się martwił.
- Powinniśmy chociaż raz się z nim spotkać. Musimy wiedzieć, czy to on.
- Zwariowałeś? W najlepszym wypadku się nas wyrzeknie i każe spadać, a w najgorszym nas zabije! - rzekła wzburzona tym pomysłem siostra.
- Jeśliby nas zabił, miałby na sumieniu dwa młode koty z Klanu Wilka i prawdopodobnie własne dzieci. Poza tym, nie wyglądał mi na takiego, co zabiłby kota za byle co.
- Skąd wiesz? Może tylko udaje przyjaznego lidera? Z obcymi nigdy nie wiadomo, zobacz jak się to skończyło z Lamparcią Gwiazdą! Może byłoby lepiej, jak nauczymy się z tym żyć? - zasugerowała, a uczniowi brwi powędrowały do góry. Szept ostrożna? Szept nie pragnąca przygód? No, robi wrażenie.
- Nie. Pójdę tam, a przynajmniej spróbuję. Może przy odrobinie szczęścia nie natkniemy się na żaden patrol. - szylkretka westchnęła.
- W takim razie nie możesz iść sam. Pójdę z tobą. - a więc jednak, pomyślał rudy kot. Wzruszyło go też to, że siostra interesuje się Płonącą Łapą. Zawsze uważał ją za egoistkę, która lub się przechwalać.
- Okej, to może pod wieczór?
- Lepiej teraz. Jak nie wrócimy na noc zaczną się niepokoić.
Wyszli z obozu, pod pretekstem polowania.
Zapowiadało się ciężkie popołudnie.
***
- Intruzi! Intruzi z klanu Wilka!
Koty podniosły alarm, krzycząc i bijąc ogonami po ziemi. Nie wyglądały na przyjaźnie nastawione. Może obawiały się napadu ze stron Milczącej Gwiazdy? A może po prostu tacy byli.
- Nie, nie, chcemy tylko porozmawiać! - zawołała Szepczący Wiatr. Jakaś kotka prychnęła.
- Wojownicy obcego klanu przyszły na pogawędkę? Czego jeszcze! Może chcielibyście przenocować i najeść się do syta naszymi zdobyczami?
- Musimy porozmawiać z Płomienną Gwiazdą. To pilne. - rzekł spokojnie Płonąca Łapa. Krzyki ucichły.
- To dlaczego nie ma z wami Milczącej Gwiazdy?
- Bo to nie tyczy się całego klanu, a nas obojga.
- Nie sądzę, by naszego lidera obchodziły sprawy dwóch młodzików z innego klanu. Wynoście się stąd albo was zaatakujemy. - odparł jakiś kocur. Rudy kot spojrzał na szylkretkę. Powoli zaczęli się wycofywać.
- Co znowu się tu dzieje? - zapytał Płomienna Gwiazda we własnej osobie.
- Ta dwójka niby ma do ciebie jakąś pilną sprawę. - prychnęła ta sama kotka, co wcześniej. Kocur zwrócił się do ucznia.
- Czy to nie może zaczekać do następnego zgromadzenia?
- Nie. - odparł. Lider przewrócił oczami, ale dał im znak, by podeszli. Większość kotów rozeszła się zła, że ich przywódca wpuszcza członków klanu Wilka, ale garstka pozostała w pogotowiu.
- A więc czego chcecie?
- Chcemy wiedzieć, czy jesteś naszym ojcem. - powiedział cicho kocurek. Oczy przywódcy zmrużyły się, ale odpowiedział:
- Tak, jestem.
<Szept? Z góry mówię: On opowie im całą historię szczerze, powie im co czuł do Milczącej Gwiazdy etc. więc się nie martw, nie musisz sobie narzucać ograniczeń.>
- Chodź, porozmawiamy. - kiwnął głową Borsuczemu, który ze zrozumieniem i zawodem w oczach nie podążył za nimi. Ewidentnie jednak się martwił.
- Powinniśmy chociaż raz się z nim spotkać. Musimy wiedzieć, czy to on.
- Zwariowałeś? W najlepszym wypadku się nas wyrzeknie i każe spadać, a w najgorszym nas zabije! - rzekła wzburzona tym pomysłem siostra.
- Jeśliby nas zabił, miałby na sumieniu dwa młode koty z Klanu Wilka i prawdopodobnie własne dzieci. Poza tym, nie wyglądał mi na takiego, co zabiłby kota za byle co.
- Skąd wiesz? Może tylko udaje przyjaznego lidera? Z obcymi nigdy nie wiadomo, zobacz jak się to skończyło z Lamparcią Gwiazdą! Może byłoby lepiej, jak nauczymy się z tym żyć? - zasugerowała, a uczniowi brwi powędrowały do góry. Szept ostrożna? Szept nie pragnąca przygód? No, robi wrażenie.
- Nie. Pójdę tam, a przynajmniej spróbuję. Może przy odrobinie szczęścia nie natkniemy się na żaden patrol. - szylkretka westchnęła.
- W takim razie nie możesz iść sam. Pójdę z tobą. - a więc jednak, pomyślał rudy kot. Wzruszyło go też to, że siostra interesuje się Płonącą Łapą. Zawsze uważał ją za egoistkę, która lub się przechwalać.
- Okej, to może pod wieczór?
- Lepiej teraz. Jak nie wrócimy na noc zaczną się niepokoić.
Wyszli z obozu, pod pretekstem polowania.
Zapowiadało się ciężkie popołudnie.
***
- Intruzi! Intruzi z klanu Wilka!
Koty podniosły alarm, krzycząc i bijąc ogonami po ziemi. Nie wyglądały na przyjaźnie nastawione. Może obawiały się napadu ze stron Milczącej Gwiazdy? A może po prostu tacy byli.
- Nie, nie, chcemy tylko porozmawiać! - zawołała Szepczący Wiatr. Jakaś kotka prychnęła.
- Wojownicy obcego klanu przyszły na pogawędkę? Czego jeszcze! Może chcielibyście przenocować i najeść się do syta naszymi zdobyczami?
- Musimy porozmawiać z Płomienną Gwiazdą. To pilne. - rzekł spokojnie Płonąca Łapa. Krzyki ucichły.
- To dlaczego nie ma z wami Milczącej Gwiazdy?
- Bo to nie tyczy się całego klanu, a nas obojga.
- Nie sądzę, by naszego lidera obchodziły sprawy dwóch młodzików z innego klanu. Wynoście się stąd albo was zaatakujemy. - odparł jakiś kocur. Rudy kot spojrzał na szylkretkę. Powoli zaczęli się wycofywać.
- Co znowu się tu dzieje? - zapytał Płomienna Gwiazda we własnej osobie.
- Ta dwójka niby ma do ciebie jakąś pilną sprawę. - prychnęła ta sama kotka, co wcześniej. Kocur zwrócił się do ucznia.
- Czy to nie może zaczekać do następnego zgromadzenia?
- Nie. - odparł. Lider przewrócił oczami, ale dał im znak, by podeszli. Większość kotów rozeszła się zła, że ich przywódca wpuszcza członków klanu Wilka, ale garstka pozostała w pogotowiu.
- A więc czego chcecie?
- Chcemy wiedzieć, czy jesteś naszym ojcem. - powiedział cicho kocurek. Oczy przywódcy zmrużyły się, ale odpowiedział:
- Tak, jestem.
<Szept? Z góry mówię: On opowie im całą historię szczerze, powie im co czuł do Milczącej Gwiazdy etc. więc się nie martw, nie musisz sobie narzucać ograniczeń.>
14 października 2017
Od Płonącej Łapy C.D Szepczącego Wiatru
Oczy mu rozbłysły. Mimo swojego opanowania bardzo zazdrościł rangi wojownika siostrze. Sam chciał nim już być i porzucić niegdyś dumny człon "Łapa".
- Przyznaję ci rację. Nie chcę narażać się wprawdzie na łamanie kodeksu, ale chyba mamy prawo poznać naszego prawdziwego ojca!
- Wreszcie gadasz z sensem! - uśmiechnęła się szylkretka. - Jak myślisz, kto nim może być?
- Nie mam pojęcia. Może to jakiś z żyjących kotów, ale musimy wziąć pod uwagę, że nasz ojciec może w tej chwili być martwy.
- Jestem pewna, że żyje! - oburzyła się Szepczący Wiatr. - Może zapytamy Borsuczego Gońca?
- Wątpię, by to wiedział, ale zawsze warto spróbować. Może nas nakieruje. - kotka skinęła z aprobatą głową i obydwoje ruszyli do siedzącego w obozie kocura. Płonąca Łapa spojrzał na siostrę i uderzyło go to, jaka jest drobna i mała w porównaniu do niego. Owszem, nie należała do kruszyn, jednak była prawie dwa razy od niego mniejsza. Chociaż faktem pozostawało, że syn liderki był większy od praktycznie wszystkich członków klanu Wilka.
- Cześć, Borsuczy Gońcu! Możemy porozmawiać? - zapytała Szept. Przybrany ojciec skinął głową i uśmiechnął się.
- Czy wiesz może, kto jest naszym tatą? - zapytał Płonąca Łapa prosto z mostu. Z pyska kocura prawie zniknął uśmiech. Pokręcił łbem.
- Niestety nie mam pojęcia...
- A więc to nie ty, prawda? - spytała kotka jakby dla upewnienia. Borsuczy westchnął ciężko.
- Nie, ale dla mnie jesteście jak rodzone dzieci.
- A ty dla nas jesteś jak ojciec. -odparła. - Jednak chcemy poznać tego biologicznego, chyba nadszedł najwyższy czas. Nie jesteśmy już kociętami.
- Pytaliście się Milczącej Gwiazdy?
- Tak, ale powiedziała, że tym nim jesteś. My jednak wiemy, że tak nie jest.
- Borsuczy Gońcu... - powiedział cicho Płonący.
- Tak? - młody kot wziął głęboki wdech i zadał nurtujące go pytanie: - Czy w klanie przed naszym urodzeniem był jakiś rudy kocur? - zmartwiał, gdy łaciaty kot pokręcił głową ponownie.
- Był tylko Jaszczurzy Ogon, ale to na pewno nie on. Zresztą, nie jesteście do niego podobni. Wcześniej był Dębowy Liść, syn Miodowej Gwiazdy, ale on zmarł zanim Milcząca Gwiazda została liderką. - rodzeństwo skinęło głowami. W oczach Szepczącego Wiatru widać było łzy rozpaczy. Jak nikt w klanie Wilka, to kto? Był ostatnio na zgromadzeniu. Starał sobie przypomnieć wszystkie koty, jakie tam się zebrały. Iskrzące Futro była ruda, ale to kotka. Był młody rudy kocur z Klanu Klifu - może to on? Jednak coś podpowiadało mu, że był za młody, aby w tamtym czasie móc zapłodnić Milczącą Gwiazdę. Więc kto? Tam praktycznie nie było rudych kotów!
Czekaj. Był przecież jeden. Rudy, potężny i z żółtymi ślepiami.
- Sz-szepczący Wietrze? - głos mu lekko się zatrząsł z podniecenia.
- Tak? - zawahał się chwilę, ale rzekł:
- A może to Płomienna Gwiazda?
<Szepciku?>
- Przyznaję ci rację. Nie chcę narażać się wprawdzie na łamanie kodeksu, ale chyba mamy prawo poznać naszego prawdziwego ojca!
- Wreszcie gadasz z sensem! - uśmiechnęła się szylkretka. - Jak myślisz, kto nim może być?
- Nie mam pojęcia. Może to jakiś z żyjących kotów, ale musimy wziąć pod uwagę, że nasz ojciec może w tej chwili być martwy.
- Jestem pewna, że żyje! - oburzyła się Szepczący Wiatr. - Może zapytamy Borsuczego Gońca?
- Wątpię, by to wiedział, ale zawsze warto spróbować. Może nas nakieruje. - kotka skinęła z aprobatą głową i obydwoje ruszyli do siedzącego w obozie kocura. Płonąca Łapa spojrzał na siostrę i uderzyło go to, jaka jest drobna i mała w porównaniu do niego. Owszem, nie należała do kruszyn, jednak była prawie dwa razy od niego mniejsza. Chociaż faktem pozostawało, że syn liderki był większy od praktycznie wszystkich członków klanu Wilka.
- Cześć, Borsuczy Gońcu! Możemy porozmawiać? - zapytała Szept. Przybrany ojciec skinął głową i uśmiechnął się.
- Czy wiesz może, kto jest naszym tatą? - zapytał Płonąca Łapa prosto z mostu. Z pyska kocura prawie zniknął uśmiech. Pokręcił łbem.
- Niestety nie mam pojęcia...
- A więc to nie ty, prawda? - spytała kotka jakby dla upewnienia. Borsuczy westchnął ciężko.
- Nie, ale dla mnie jesteście jak rodzone dzieci.
- A ty dla nas jesteś jak ojciec. -odparła. - Jednak chcemy poznać tego biologicznego, chyba nadszedł najwyższy czas. Nie jesteśmy już kociętami.
- Pytaliście się Milczącej Gwiazdy?
- Tak, ale powiedziała, że tym nim jesteś. My jednak wiemy, że tak nie jest.
- Borsuczy Gońcu... - powiedział cicho Płonący.
- Tak? - młody kot wziął głęboki wdech i zadał nurtujące go pytanie: - Czy w klanie przed naszym urodzeniem był jakiś rudy kocur? - zmartwiał, gdy łaciaty kot pokręcił głową ponownie.
- Był tylko Jaszczurzy Ogon, ale to na pewno nie on. Zresztą, nie jesteście do niego podobni. Wcześniej był Dębowy Liść, syn Miodowej Gwiazdy, ale on zmarł zanim Milcząca Gwiazda została liderką. - rodzeństwo skinęło głowami. W oczach Szepczącego Wiatru widać było łzy rozpaczy. Jak nikt w klanie Wilka, to kto? Był ostatnio na zgromadzeniu. Starał sobie przypomnieć wszystkie koty, jakie tam się zebrały. Iskrzące Futro była ruda, ale to kotka. Był młody rudy kocur z Klanu Klifu - może to on? Jednak coś podpowiadało mu, że był za młody, aby w tamtym czasie móc zapłodnić Milczącą Gwiazdę. Więc kto? Tam praktycznie nie było rudych kotów!
Czekaj. Był przecież jeden. Rudy, potężny i z żółtymi ślepiami.
- Sz-szepczący Wietrze? - głos mu lekko się zatrząsł z podniecenia.
- Tak? - zawahał się chwilę, ale rzekł:
- A może to Płomienna Gwiazda?
<Szepciku?>
30 września 2017
Od Płonącej Łapy C.D Pustułkowego Dziobu
Rudawy uczeń zmarszczył nos.
- Nie udało mi się. - powiedział dobitnie. Szary kocur odparł na to:
- To prawda, jednak nie powinieneś oceniać siebie zbyt surowo. Jak na pierwszy raz wykonałeś wszystko prawie idealnie. Jakbyś się nie zawahał, już miałbyś tę mysz. - kocurek westchnął cicho, jednak nie popadł w zadumę. Wiedział, że tak naprawdę do mianowania pozostała mu tylko nauka polowania. Inne rzeczy miał opanowane, ale mimo to chciał umieć wszystko prawie perfekcyjnie, zanim otrzyma tytuł wojownika. Zakopali mysz i poszli dalej.
Po dłuższym czasie znaleźli nornicę, skubiącą ziarenko. Zdumiewające, jakim cudem przyroda mimo pożaru odradza się na nowo.
Pustułkowy Dziób dał znak, aby upolował to stworzonko. Jego serce podskoczyła z podniecenia, ale wziął dwa wdechy i uspokoił się. Z zaciętym wyrazem twarzy podkradał się bliżej małego ssaka, pamiętając o wskazówkach mentora. Stanął. I w mniej niż uderzenie serca skoczył w kierunku zwierzyny.
Tym razem się nie wahał. Błyskawicznie uniemożliwił nornicy ucieczkę, a następnie zabił ją. Krew pociekła mu po pyszczku, barwiąc go na czerwono. Zlizał ciecz ze smakiem, ale nawet nie ważył się zjeść piszczki. To oczywiste złamanie kodeksu.
- Dobra robota. - pochwalił go zastępca.
A on poczuł, jak duma go zalewa.
***
Milcząca Gwiazda urodziła po raz drugi. Trójkę kotek, z tego co mówiono. Oczywiście Szepcząca Łapa od razu odwiedziła matkę i spędzała wolny czas z młodszym rodzeństwem. Widział, że siostra lubi kocięta - wpierw nawiązała znajomości z dziećmi Liliowej Łodygi, a teraz z nimi. Na świat przyszły również kocięta nowej członkini klanu Wilka, Wierzbowego Nosa. W pierwszych dniach był tam straszny tłok, więc unikał wchodzenia do żłobka. Chciał zaczekać na odpowiedni moment. Szept, jak to w jej stylu, znowu zniechęciła się do niego, gdy odmówił odwiedzenia matki. Ale ona nigdy go nie rozumiała. Tylko Pustułkowy Dziób go rozumie i lubi.
Z niepokojem zauważył, że oddalił się od rodzicielki i przybranego ojca. Właściwie od jakiegoś czasu żył tylko treningami i spotkaniami z miętowookim kocurem. Jednak liderka również nie starała się nawiązywać z nim kontaktu. Najpewniej było to spowodowane nawałem obowiązków, jednakże Płonąca Łapa zasmucony uznał, że to pewnie przez jego wybryk w dalekim dzieciństwie, gdy wraz z Szeptem i Rdzawą chcieli wyjść z obozu. Przyłapano ich jednak na gorącym uczynku, a siostry obwiniły jego, najgorsze jednak było rozczarowanie kocicy. Kocurek nie spał całą noc, kipiąc nienawiścią do sióstr i wstrętem do samego siebie. Mimo ogólnej sympatii klanu, czuł się odtrącony, chociaż nie mógł powiedzieć, na jakiej podstawie to wnioskuje. Ale praktycznie nikt by nie zrozumiał jego prawdziwych emocji - on sam siebie do końca nie ogarniał.
Po udanym polowaniu wszedł do żłobka i aż odurzył go znany mu z dzieciństwa zapach mleka. Powoli podszedł do Milczącej Gwiazdy, która na jego szczęście nie spała.
- Płonąca Łapa. - powiedziała cicho, nawet nie na powitanie. Było to raczej stwierdzenie faktu. - Przyszedłeś. - rudy uczeń kiwnął tylko głową i podszedł jeszcze bliżej, uważając, by nie zdeptać jakiegoś z kociąt (wierzcie mi, Płonący jest naprawdę wielki). Usiadł obok i zapytał:
- Jesteś zmęczona?
- Tak.
- Ja... mam sobie pójść? - mimo potrzeby bycia z rodzicielką wiedział, co to znaczy być napastowanym przez nachalnego kota. Nie chciał być takim osobnikiem. Nie chciał być nią*.
- Nie, synu, zostań. - uśmiechnęła się lekko i wskazała łapą na kocięta. - Czyż nie są piękne? -zapytała. Kocur spojrzał na małe, bezradne siostry i uznał, że nie tylko nie może, ale i nie chce zaprzeczać.
- Oczywiście, że to najcudowniejsze kocięta. W końcu mają taką wspaniałą matkę, ojca... - głos mu się zawiesił. On sam nie miał ojca. Borsuczy Goniec nie mógł mu go zastąpić, kimkolwiek ten biologiczny był. Szepcząca Łapa nie przejmowała się ich pokrewieństwem, ale dla niego to nie było to samo. Wojownik zazwyczaj stał po stronie siostry, co głównie było widać po zebraniu. Westchnął cicho, co wyglądało dość dziwnie po takiej nagłej pauzie. To jego brano za dziwaka i kota o kamiennym sercu. Bolało go to, ale - jak to on - nie pokazywał, że te spojrzenia z tamtego wieczoru jakkolwiek go ubodły. Nagle w głowie odbiły się echem słowa Lamparciej Gwiazdy i mimowolnie znów poczuł do niego sympatię.
- Niepokoi cię coś? - zapytała Milcząca Gwiazda, przerywając dziwny tok myśli. Płonący potrząsnął łbem.
- Nie, ale chcę, żebyś wiedziała, mamo, że Klan Wilka jest moją rodziną i zawsze będę mu wierny.
Kocica uniosła do góry brew i uśmiechnęła się:
- A skąd to nagłe wyznanie?
- Bo... chcę, byś to wiedziała. Na przyszłość.
Z pyszczka kotki zniknął uśmiech, za to obydwie brwi powędrowały wysoko do góry.
- Czy coś planujesz? - zapytała spokojnie, ale podejrzliwie.
- Nie, skąd. Po prostu nie chcę, abyś złościła się za tamto zebranie. Ja naprawdę chcę dbać o dobro Klanu Wilka, a według mnie wojna z Klanem Burzy nie jest rozsądna. - brwi kotki wzniosły się jeszcze wyżej, więc szybko dodał: - Oczywiście cokolwiek postanowisz, to będę walczył za nasz klan.
- Mam nadzieję. - kocica uspokoiła się i zamruczała, czując bicia serc malutkich kociąt. Pochylił się, a liderka polizała go po głowie. Nagle usłyszeli kroki.
Weszła Szepcząca Łapa. Spojrzała na nią i brata.
- Cześć. - przywitała się.
- Hej. - powiedział o dziwo łagodnym tonem. Nie był w nastroju do odpychania kotki i wyjątkowo gotów był posłuchać jej ględzenia i nawiązać z nią w miarę normalną konwersację.
<Milcząca Gwiazda? Szepcząca Łapa?>
* oczywiście chodzi o Szepczącą Łapę, jakby ktoś nie zajarzył.
- Nie udało mi się. - powiedział dobitnie. Szary kocur odparł na to:
- To prawda, jednak nie powinieneś oceniać siebie zbyt surowo. Jak na pierwszy raz wykonałeś wszystko prawie idealnie. Jakbyś się nie zawahał, już miałbyś tę mysz. - kocurek westchnął cicho, jednak nie popadł w zadumę. Wiedział, że tak naprawdę do mianowania pozostała mu tylko nauka polowania. Inne rzeczy miał opanowane, ale mimo to chciał umieć wszystko prawie perfekcyjnie, zanim otrzyma tytuł wojownika. Zakopali mysz i poszli dalej.
Po dłuższym czasie znaleźli nornicę, skubiącą ziarenko. Zdumiewające, jakim cudem przyroda mimo pożaru odradza się na nowo.
Pustułkowy Dziób dał znak, aby upolował to stworzonko. Jego serce podskoczyła z podniecenia, ale wziął dwa wdechy i uspokoił się. Z zaciętym wyrazem twarzy podkradał się bliżej małego ssaka, pamiętając o wskazówkach mentora. Stanął. I w mniej niż uderzenie serca skoczył w kierunku zwierzyny.
Tym razem się nie wahał. Błyskawicznie uniemożliwił nornicy ucieczkę, a następnie zabił ją. Krew pociekła mu po pyszczku, barwiąc go na czerwono. Zlizał ciecz ze smakiem, ale nawet nie ważył się zjeść piszczki. To oczywiste złamanie kodeksu.
- Dobra robota. - pochwalił go zastępca.
A on poczuł, jak duma go zalewa.
***
Milcząca Gwiazda urodziła po raz drugi. Trójkę kotek, z tego co mówiono. Oczywiście Szepcząca Łapa od razu odwiedziła matkę i spędzała wolny czas z młodszym rodzeństwem. Widział, że siostra lubi kocięta - wpierw nawiązała znajomości z dziećmi Liliowej Łodygi, a teraz z nimi. Na świat przyszły również kocięta nowej członkini klanu Wilka, Wierzbowego Nosa. W pierwszych dniach był tam straszny tłok, więc unikał wchodzenia do żłobka. Chciał zaczekać na odpowiedni moment. Szept, jak to w jej stylu, znowu zniechęciła się do niego, gdy odmówił odwiedzenia matki. Ale ona nigdy go nie rozumiała. Tylko Pustułkowy Dziób go rozumie i lubi.
Z niepokojem zauważył, że oddalił się od rodzicielki i przybranego ojca. Właściwie od jakiegoś czasu żył tylko treningami i spotkaniami z miętowookim kocurem. Jednak liderka również nie starała się nawiązywać z nim kontaktu. Najpewniej było to spowodowane nawałem obowiązków, jednakże Płonąca Łapa zasmucony uznał, że to pewnie przez jego wybryk w dalekim dzieciństwie, gdy wraz z Szeptem i Rdzawą chcieli wyjść z obozu. Przyłapano ich jednak na gorącym uczynku, a siostry obwiniły jego, najgorsze jednak było rozczarowanie kocicy. Kocurek nie spał całą noc, kipiąc nienawiścią do sióstr i wstrętem do samego siebie. Mimo ogólnej sympatii klanu, czuł się odtrącony, chociaż nie mógł powiedzieć, na jakiej podstawie to wnioskuje. Ale praktycznie nikt by nie zrozumiał jego prawdziwych emocji - on sam siebie do końca nie ogarniał.
Po udanym polowaniu wszedł do żłobka i aż odurzył go znany mu z dzieciństwa zapach mleka. Powoli podszedł do Milczącej Gwiazdy, która na jego szczęście nie spała.
- Płonąca Łapa. - powiedziała cicho, nawet nie na powitanie. Było to raczej stwierdzenie faktu. - Przyszedłeś. - rudy uczeń kiwnął tylko głową i podszedł jeszcze bliżej, uważając, by nie zdeptać jakiegoś z kociąt (wierzcie mi, Płonący jest naprawdę wielki). Usiadł obok i zapytał:
- Jesteś zmęczona?
- Tak.
- Ja... mam sobie pójść? - mimo potrzeby bycia z rodzicielką wiedział, co to znaczy być napastowanym przez nachalnego kota. Nie chciał być takim osobnikiem. Nie chciał być nią*.
- Nie, synu, zostań. - uśmiechnęła się lekko i wskazała łapą na kocięta. - Czyż nie są piękne? -zapytała. Kocur spojrzał na małe, bezradne siostry i uznał, że nie tylko nie może, ale i nie chce zaprzeczać.
- Oczywiście, że to najcudowniejsze kocięta. W końcu mają taką wspaniałą matkę, ojca... - głos mu się zawiesił. On sam nie miał ojca. Borsuczy Goniec nie mógł mu go zastąpić, kimkolwiek ten biologiczny był. Szepcząca Łapa nie przejmowała się ich pokrewieństwem, ale dla niego to nie było to samo. Wojownik zazwyczaj stał po stronie siostry, co głównie było widać po zebraniu. Westchnął cicho, co wyglądało dość dziwnie po takiej nagłej pauzie. To jego brano za dziwaka i kota o kamiennym sercu. Bolało go to, ale - jak to on - nie pokazywał, że te spojrzenia z tamtego wieczoru jakkolwiek go ubodły. Nagle w głowie odbiły się echem słowa Lamparciej Gwiazdy i mimowolnie znów poczuł do niego sympatię.
- Niepokoi cię coś? - zapytała Milcząca Gwiazda, przerywając dziwny tok myśli. Płonący potrząsnął łbem.
- Nie, ale chcę, żebyś wiedziała, mamo, że Klan Wilka jest moją rodziną i zawsze będę mu wierny.
Kocica uniosła do góry brew i uśmiechnęła się:
- A skąd to nagłe wyznanie?
- Bo... chcę, byś to wiedziała. Na przyszłość.
Z pyszczka kotki zniknął uśmiech, za to obydwie brwi powędrowały wysoko do góry.
- Czy coś planujesz? - zapytała spokojnie, ale podejrzliwie.
- Nie, skąd. Po prostu nie chcę, abyś złościła się za tamto zebranie. Ja naprawdę chcę dbać o dobro Klanu Wilka, a według mnie wojna z Klanem Burzy nie jest rozsądna. - brwi kotki wzniosły się jeszcze wyżej, więc szybko dodał: - Oczywiście cokolwiek postanowisz, to będę walczył za nasz klan.
- Mam nadzieję. - kocica uspokoiła się i zamruczała, czując bicia serc malutkich kociąt. Pochylił się, a liderka polizała go po głowie. Nagle usłyszeli kroki.
Weszła Szepcząca Łapa. Spojrzała na nią i brata.
- Cześć. - przywitała się.
- Hej. - powiedział o dziwo łagodnym tonem. Nie był w nastroju do odpychania kotki i wyjątkowo gotów był posłuchać jej ględzenia i nawiązać z nią w miarę normalną konwersację.
<Milcząca Gwiazda? Szepcząca Łapa?>
* oczywiście chodzi o Szepczącą Łapę, jakby ktoś nie zajarzył.
07 września 2017
Od Płonącej Łapy C.D Pustułkowego Dziobu
Kocurek odwzajemnił uśmiech. Miłe było dostać pochwałę od swojego mentora, ale mimo to chciał dzisiaj spróbować pokonać go, by pokazać, że jest dobry. Tak dobry, że cały las będzie drżał pod jego łapami. Spróbował jeszcze raz, starając się patrzeć w zupełnie inne miejsce niż cel jego ataku. Stał chwilę, po czym rzucił się na miętowookiego kocura, oczywiście nagle zmieniając kierunek, co wytrąciło z równowagi kocura. Zatoczył się, ale udało mu się zrobić unik, zanim Płonąca Łapa powaliłby go na ziemię (w końcu to góra mięśni). Tym razem nie zrobił przerwy po nieudanym ataku i znowu natarł na Pustułkowego.
**po walce i pożarze i zebraniu etc.**
Klan Wilka wyglądał naprawdę kiepsko. Cały las się spalił, jednak dobrą wiadomością był pierwszy od wielu księżyców deszcz. Mimo to było już troszkę lepiej, las za jakiś czas powinien znowu się odrodzić. Na razie jednak panował głód. Futerko kocura mimo wody było matowe i nieprzyjemne. Mimo to nie zaprzestał treningów z Pustułkowym Dziobem. Zresztą właśnie wracali z zebrania, które przyniosło mu nowe doświadczenia. Widział, że wszyscy pobratymcy są wściekli, a Szepcząca Łapa płakała. Skrzywił się. Po co mazgai? Nie dość, że narazili się na gniew Klanu Burzy, to jeszcze chyba nikt poza nim nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji. Przypomniał sobie słowa Lamparciej Gwiazdy Ten uczeń ma więcej rozsądku niż wielu z waszych wojowników Pustułkowy Dziobie. Umie odróżnić Kota z Klanu Burzy od kota z Klanu Wilka i mimo woli poczuł się dumny. Nie miał powodów darzyć lidera sympatią, ale cieszył się, że ktoś go docenił. Oczywiście w obozie nikt najpewniej się za nim nie stawi. Wszystkie koty były oburzone rzekomymi kłamstwami Burzowiczów. Zamyślił się. Ta kotka wyglądała jak Rdzawa, nie mógł zaprzeczyć. Ale jakie mieli dowody, że to na pewno córka Milczącej Gwiazdy? Wszyscy zapierali się, że to Iskrzące Futro jest jej matką. A nawet jeśli Szepcząca Łapa i Borsuczy Goniec mieli rację, to i tak faktem pozostaje to, że ona porzuciła Klan Wilka, swoją rodzinę i pobratymców. A nie zamierzał bronić ani tym bardziej ratować zdrajcy.
Milcząca Gwiazda czekała na wieści. Jej ogon lekko drgał, ale wyglądała na całkiem spokojną. Długo nie musiała czekać. Koty zaraz zaczęły się przekrzykiwać, a reszta klanowiczów podeszła posłuchać.
- Rdzawa! Ona żyje!
- Porwali ją! Te kłamliwe koty ją porwały, namieszały w głowie i teraz myśli, że należy do Klanu Burzy!
- Toż to koty o lisim sercu, doprawdy!
- Jak oni śmieli? Rdzawa Łapa powinna być z nami, ze swoją rodziną i w swoim klanie! Tego nie można tak zostawić! - koty miauczały przeraźliwie, a Szepcząca Łapa wiodła prym, prowadzona wściekłością i bezbrzeżną rozpaczą. On tylko siedział z boku, patrząc wzrokiem bez emocji. W oczach Milczącej Gwiazdy zamigotała nadzieja i radość, a także złość. Po chwili przerwała członkom Klanu Wilka i rzekła:
- Niech ktoś opowie mi to dokładnie, bo ciężko mi was zrozumieć. Rdzawa, moja kochana Rdzawa żyje i jest w Klanie Burzy?
- Tak! - odezwały się koty chórem. Potem Borsuczy Goniec zabrał głos i zaczął opowiadać całą sytuację z zebrania. W końcu doszedł do t e g o momentu, a on wstrzymał oddech.
- Szepcząca Łapa oczywiście potwierdziła, że poznaje Rdzawą, zresztą chyba nikt z nas nie miał co do tego wątpliwości... poza Płonącą Łapą. - teraz każda para oczu w obozie wpatrywała się w Płonącego, a jego to bardzo przytłoczyło. Mimo to nie opuścił wzroku, nie drgnął nawet, wytrzymał spojrzenia świecących ślepi - jedne karcące, inne zawiedzione, ale większość zszokowane. Zapadła cisza. Krępująca cisza. W końcu przemówiła ciężarna liderka:
- To prawda? Jak to możliwe, byś nie poznawał własnej siostry, Płomieniu?- kocurek ciężko westchnął, po czym rzekł:
- Przecież ona została porwana, ale nigdzie nie było zapachu innych klanów. Nikt nie wie, co się z nią stało. Może żyć, ale nie wiadomo. Lamparcia Gwiazda wraz ze swym klanem powiedział, że Rdzawa Łapa jest jego i Iskrzącego Futra córką. Sama Rdzawa Łapa nas nie poznała i nie chciała z nami wracać.
- Bo jej to wmówili, mysi móżdżku! - krzyknęła Szept, ale on kontynuował:
- Nie wiemy tego. A nawet, jeśli ona jest z naszej krwi, jeśli przywódca Klanu Bury nas okłamał i tak naprawdę powinna być w Klanie Wilka, ale wybrała Klan Burzy, to dla mnie może już nie wracać. - powietrze przepełnił typowy "Gasp". No tak. Mógł się tego spodziewać. - Jeśli ona sama wybrała ich, zamiast nas, to według mnie jest zdrajczynią. Zerwała ze swoją rodziną, ze swoim klanem, liderem. Jeśli jest tak, jak powiedziałem, to nie jest już moją siostrą. Nic dla mnie nie znaczy. Jest członkinią Klanu Burzy, a więc naszego wroga. Jest naszym wrogiem. - wszyscy zamarli. Zaraz jednak siostra rzuciła się na niego z pazurami, wrzeszcząc:
- Jak możesz? To nasza siostra, ona żyje i ją porwali, a ty zamiast chcieć ją ratować wyrzekasz się jej!- inne koty zdołały ją powstrzymać, ale w jej oczach płonęła wściekłość.
- Ona sama się nas wyrzekła, zrozum to w końcu! A ja nie mam zamiaru ratować zdrajcy i błagać go, aby wrócił do nas, zwłaszcza że widocznie tego nie chce. - kotka warknęła, ale w jej oczach znów zabłysły łzy.
Po długiej chwili zastępca powiedział:
- Przesadziłeś, Płonąca Łapo. - rudy młodzik spuścił głowę w geście pokuty i rzekł:
- Przepraszam. Po prostu chcę jak najlepiej dla Klanu Wilka. Skoro Rdzawa Łapa nie chce do nas wracać, to dlaczego mamy ją zmuszać?
<Pustułkowy Dziobie? Możesz kontynuować trening>
**po walce i pożarze i zebraniu etc.**
Klan Wilka wyglądał naprawdę kiepsko. Cały las się spalił, jednak dobrą wiadomością był pierwszy od wielu księżyców deszcz. Mimo to było już troszkę lepiej, las za jakiś czas powinien znowu się odrodzić. Na razie jednak panował głód. Futerko kocura mimo wody było matowe i nieprzyjemne. Mimo to nie zaprzestał treningów z Pustułkowym Dziobem. Zresztą właśnie wracali z zebrania, które przyniosło mu nowe doświadczenia. Widział, że wszyscy pobratymcy są wściekli, a Szepcząca Łapa płakała. Skrzywił się. Po co mazgai? Nie dość, że narazili się na gniew Klanu Burzy, to jeszcze chyba nikt poza nim nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji. Przypomniał sobie słowa Lamparciej Gwiazdy Ten uczeń ma więcej rozsądku niż wielu z waszych wojowników Pustułkowy Dziobie. Umie odróżnić Kota z Klanu Burzy od kota z Klanu Wilka i mimo woli poczuł się dumny. Nie miał powodów darzyć lidera sympatią, ale cieszył się, że ktoś go docenił. Oczywiście w obozie nikt najpewniej się za nim nie stawi. Wszystkie koty były oburzone rzekomymi kłamstwami Burzowiczów. Zamyślił się. Ta kotka wyglądała jak Rdzawa, nie mógł zaprzeczyć. Ale jakie mieli dowody, że to na pewno córka Milczącej Gwiazdy? Wszyscy zapierali się, że to Iskrzące Futro jest jej matką. A nawet jeśli Szepcząca Łapa i Borsuczy Goniec mieli rację, to i tak faktem pozostaje to, że ona porzuciła Klan Wilka, swoją rodzinę i pobratymców. A nie zamierzał bronić ani tym bardziej ratować zdrajcy.
Milcząca Gwiazda czekała na wieści. Jej ogon lekko drgał, ale wyglądała na całkiem spokojną. Długo nie musiała czekać. Koty zaraz zaczęły się przekrzykiwać, a reszta klanowiczów podeszła posłuchać.
- Rdzawa! Ona żyje!
- Porwali ją! Te kłamliwe koty ją porwały, namieszały w głowie i teraz myśli, że należy do Klanu Burzy!
- Toż to koty o lisim sercu, doprawdy!
- Jak oni śmieli? Rdzawa Łapa powinna być z nami, ze swoją rodziną i w swoim klanie! Tego nie można tak zostawić! - koty miauczały przeraźliwie, a Szepcząca Łapa wiodła prym, prowadzona wściekłością i bezbrzeżną rozpaczą. On tylko siedział z boku, patrząc wzrokiem bez emocji. W oczach Milczącej Gwiazdy zamigotała nadzieja i radość, a także złość. Po chwili przerwała członkom Klanu Wilka i rzekła:
- Niech ktoś opowie mi to dokładnie, bo ciężko mi was zrozumieć. Rdzawa, moja kochana Rdzawa żyje i jest w Klanie Burzy?
- Tak! - odezwały się koty chórem. Potem Borsuczy Goniec zabrał głos i zaczął opowiadać całą sytuację z zebrania. W końcu doszedł do t e g o momentu, a on wstrzymał oddech.
- Szepcząca Łapa oczywiście potwierdziła, że poznaje Rdzawą, zresztą chyba nikt z nas nie miał co do tego wątpliwości... poza Płonącą Łapą. - teraz każda para oczu w obozie wpatrywała się w Płonącego, a jego to bardzo przytłoczyło. Mimo to nie opuścił wzroku, nie drgnął nawet, wytrzymał spojrzenia świecących ślepi - jedne karcące, inne zawiedzione, ale większość zszokowane. Zapadła cisza. Krępująca cisza. W końcu przemówiła ciężarna liderka:
- To prawda? Jak to możliwe, byś nie poznawał własnej siostry, Płomieniu?- kocurek ciężko westchnął, po czym rzekł:
- Przecież ona została porwana, ale nigdzie nie było zapachu innych klanów. Nikt nie wie, co się z nią stało. Może żyć, ale nie wiadomo. Lamparcia Gwiazda wraz ze swym klanem powiedział, że Rdzawa Łapa jest jego i Iskrzącego Futra córką. Sama Rdzawa Łapa nas nie poznała i nie chciała z nami wracać.
- Bo jej to wmówili, mysi móżdżku! - krzyknęła Szept, ale on kontynuował:
- Nie wiemy tego. A nawet, jeśli ona jest z naszej krwi, jeśli przywódca Klanu Bury nas okłamał i tak naprawdę powinna być w Klanie Wilka, ale wybrała Klan Burzy, to dla mnie może już nie wracać. - powietrze przepełnił typowy "Gasp". No tak. Mógł się tego spodziewać. - Jeśli ona sama wybrała ich, zamiast nas, to według mnie jest zdrajczynią. Zerwała ze swoją rodziną, ze swoim klanem, liderem. Jeśli jest tak, jak powiedziałem, to nie jest już moją siostrą. Nic dla mnie nie znaczy. Jest członkinią Klanu Burzy, a więc naszego wroga. Jest naszym wrogiem. - wszyscy zamarli. Zaraz jednak siostra rzuciła się na niego z pazurami, wrzeszcząc:
- Jak możesz? To nasza siostra, ona żyje i ją porwali, a ty zamiast chcieć ją ratować wyrzekasz się jej!- inne koty zdołały ją powstrzymać, ale w jej oczach płonęła wściekłość.
- Ona sama się nas wyrzekła, zrozum to w końcu! A ja nie mam zamiaru ratować zdrajcy i błagać go, aby wrócił do nas, zwłaszcza że widocznie tego nie chce. - kotka warknęła, ale w jej oczach znów zabłysły łzy.
Po długiej chwili zastępca powiedział:
- Przesadziłeś, Płonąca Łapo. - rudy młodzik spuścił głowę w geście pokuty i rzekł:
- Przepraszam. Po prostu chcę jak najlepiej dla Klanu Wilka. Skoro Rdzawa Łapa nie chce do nas wracać, to dlaczego mamy ją zmuszać?
<Pustułkowy Dziobie? Możesz kontynuować trening>
25 sierpnia 2017
Od Płonącej Łapy
Pac, pac, pac.
Krople wody uderzały w ziemię z cichych pykaniem. Niebo było zachmurzone, to właśnie z niego, z jego ciężkich chmur wychylały się te krople, by spaść na ziemię. Sucha, spękana ziemia, od wielu dni pozbawiona wody. Leśna podściółka tak sucha, że wystarczyła mała iskra, aby to wszystko podpalić.
Pac, pac, pac.
Otwiera pysk, by uchwycić choć odrobinę zbawczego płynu. Czuje zimną ciecz na swoim języku i dreszcz przyjemności rozchodzi się po jego ciele. Jak dawno nie miał wody w pysku! Koty chodziły po mech nasiąknięty wilgocią, ale płyn był ziemisty i niedobry. A to był dar od samego Klanu Gwiazd!
Pac, pac, pac.
Strużki wody niczym łzy spływają po jego pysku, karku, grzbiecie, wtulają się w jego wysuszone futro. Z lubością oblizuje nawilżony pyszczek, przymyka złote ślepia, pozwalając kroplom znaczyć mokry szlak na jego powiekach. To było przyjemniejsze niż uspokajające liźnięcia szorstkim językiem matki, niż ciepło bijące od innego kota w porę nagich drzew.
Pac pac pac, pac pac pac, pac pac pac.
Zaczęło padać coraz mocniej, w lesie panuje całkowita cisza, tylko ten deszcz siąpi tak miło. Chmury sprawiły, że niebo jest prawie czarne, mało co widać. Wstał i postawił łapę. Natrafiła na błoto, zapadając się w nie, zimne i łagodzące skutki suszy jak okład z lodu. Niech nie przestanie padać - modlił się w duchu - niech tak będzie, jak jest...
- Ciekawe rzeczy ci się śnią!
Kocurek został gwałtownie wybudzony ze swojego pięknego snu o upragnionym deszczu. Nad nim stała Szepcząca Łapa, uśmiechając się z politowaniem.
- Co mi się niby śniło? - zapytał chłodno. Nie była to tylko złość na siostrę, a głównie na to, że to był tylko sen, a nie rzeczywistość. Było tu tak ciepło i sucho, że Płomieniowi zakręciło się w głowie.
- Nie wiem, właśnie miałam o to cię pytać. Więc co ci się śniło?
- Deszcz. Dużo deszczu.
- I tylko tyle? Ych, myślałam że to było coś ciekawszego... - rzekła znudzona kotka, po czym odwróciła się i wyszła z legowiska. On wyciągnął się, zdenerwowany wywrócił oczami, wylizał sobie pyszczek by go choć trochę nawilżyć i wyszedł zaraz za nią.
Okazało się, że idzie na pierwszy w życiu patrol. Dumnie wypiął imponującą pierś i podszedł do grupy patrolowej. Uśmiechnął się w duchu - pewnie jego mentor zaaranżował udział młodzika w patrolu. Rozejrzał się po uczestnikach. Byli to Motyle Skrzydło, Borsuczy Goniec i Szara Dusza. Taki męski patrol.
- Patrole zawsze są takie... lekkie? - zapytał kocurek przybranego ojca.
- Nie wiem, co masz na myśli. - zaśmiał się wojownik. Płonący nie odpowiedział, tylko zaczął się rozglądać po innych, wychwytując każdy szczegół terenu. Uznał, że znajomość granic przyda mu się w przyszłości. Zerkał też na wojowników, którzy znaczyli tereny. Kiedyś i on będzie to robił. Jako wojownik.
<the end, a co, se nie mogę treningu podbić?>
Krople wody uderzały w ziemię z cichych pykaniem. Niebo było zachmurzone, to właśnie z niego, z jego ciężkich chmur wychylały się te krople, by spaść na ziemię. Sucha, spękana ziemia, od wielu dni pozbawiona wody. Leśna podściółka tak sucha, że wystarczyła mała iskra, aby to wszystko podpalić.
Pac, pac, pac.
Otwiera pysk, by uchwycić choć odrobinę zbawczego płynu. Czuje zimną ciecz na swoim języku i dreszcz przyjemności rozchodzi się po jego ciele. Jak dawno nie miał wody w pysku! Koty chodziły po mech nasiąknięty wilgocią, ale płyn był ziemisty i niedobry. A to był dar od samego Klanu Gwiazd!
Pac, pac, pac.
Strużki wody niczym łzy spływają po jego pysku, karku, grzbiecie, wtulają się w jego wysuszone futro. Z lubością oblizuje nawilżony pyszczek, przymyka złote ślepia, pozwalając kroplom znaczyć mokry szlak na jego powiekach. To było przyjemniejsze niż uspokajające liźnięcia szorstkim językiem matki, niż ciepło bijące od innego kota w porę nagich drzew.
Pac pac pac, pac pac pac, pac pac pac.
Zaczęło padać coraz mocniej, w lesie panuje całkowita cisza, tylko ten deszcz siąpi tak miło. Chmury sprawiły, że niebo jest prawie czarne, mało co widać. Wstał i postawił łapę. Natrafiła na błoto, zapadając się w nie, zimne i łagodzące skutki suszy jak okład z lodu. Niech nie przestanie padać - modlił się w duchu - niech tak będzie, jak jest...
- Ciekawe rzeczy ci się śnią!
Kocurek został gwałtownie wybudzony ze swojego pięknego snu o upragnionym deszczu. Nad nim stała Szepcząca Łapa, uśmiechając się z politowaniem.
- Co mi się niby śniło? - zapytał chłodno. Nie była to tylko złość na siostrę, a głównie na to, że to był tylko sen, a nie rzeczywistość. Było tu tak ciepło i sucho, że Płomieniowi zakręciło się w głowie.
- Nie wiem, właśnie miałam o to cię pytać. Więc co ci się śniło?
- Deszcz. Dużo deszczu.
- I tylko tyle? Ych, myślałam że to było coś ciekawszego... - rzekła znudzona kotka, po czym odwróciła się i wyszła z legowiska. On wyciągnął się, zdenerwowany wywrócił oczami, wylizał sobie pyszczek by go choć trochę nawilżyć i wyszedł zaraz za nią.
Okazało się, że idzie na pierwszy w życiu patrol. Dumnie wypiął imponującą pierś i podszedł do grupy patrolowej. Uśmiechnął się w duchu - pewnie jego mentor zaaranżował udział młodzika w patrolu. Rozejrzał się po uczestnikach. Byli to Motyle Skrzydło, Borsuczy Goniec i Szara Dusza. Taki męski patrol.
- Patrole zawsze są takie... lekkie? - zapytał kocurek przybranego ojca.
- Nie wiem, co masz na myśli. - zaśmiał się wojownik. Płonący nie odpowiedział, tylko zaczął się rozglądać po innych, wychwytując każdy szczegół terenu. Uznał, że znajomość granic przyda mu się w przyszłości. Zerkał też na wojowników, którzy znaczyli tereny. Kiedyś i on będzie to robił. Jako wojownik.
<the end, a co, se nie mogę treningu podbić?>
Od Płonącej Łapy C.D Szepczącej Łapy
Kocurek mierzył wzrokiem siostrę, której tak bardzo nie lubił. Czyżby znowu chciała go zaprosić do jakiejś głupoty, której potem pożałują? Och, miał ogromną ochotę zgodzić się, pójść prawie do granicy i zwiać, zanim ta się zorientuje. Ale by miała problem, jakby jakiś patrol ją znalazł! Jeśli jej wierzyć, że była na terenach Klanu Burzy po zioła z medykami i spotkali samego lidera, to na pewno koty nie były mile do nich nastawione i puściły je tylko dlatego, że tak każe kodeks. Tym razem nie byłaby po zioła, tylko stałaby bezprawnie na ich terenach. Uśmiechnął się mściwie, jednak postanowił nie wcielać planu w życie. Jeśli nic by się jej nie stało, Szepcząca na pewno rozpowiedziałaby, że on był razem z nią. A jakby nie daj Klanie Gwiazdy coś jej się stało? Wtedy to by miał przechlapane. Nie, to nierozsądne. Ale mimo to nie miał zamiaru dać się wplątać w kolejny durny pomysł szylkretki, której najpewniej się przewidziało, że ta kotka to Rdzawa.
- Yyy, jesteś absolutnie pewna, że to była Rdzawa? A może Klan Burzy ma nową członkinię i tyle? - Szepcząca Łapa zawahała się, jakby oceniała wagę tych słów, jednak rzekła pewnie:
- Oczywiście, że to ona! Poznaję jej ogon! Chodź to się przekonasz!
- Nie. Znajdą nas obce koty i pomyśl, jakie byśmy mieli kłopoty. - powiedział.
- Ale ty nudny jesteś. Nikt nas nie znajdzie, już ja o to zadbam! - rzekła dumnie kotka. Jednak Płonący miał inne plany.
- Wybacz, ale zwyczajnie ci nie ufam. Nie mam nawet krzty zaufania do ciebie i twoich umiejętności maskowania. Zresztą, widzisz moje futro? - zapytał.- Nawet dwunożny by mnie zauważył, a co dopiero koty z Klanu Burzy, które żyją na otwartych terenach!
- To nie jest moja wina, że tak dobrze cię widać. - prychnęła obrażona, jakby oskarżał ją o to, że urodził się rudy.
- Moja też nie. Po prostu tak jest i tyle. A nawet jakbym miał znakomicie maskujące się futerko, to i tak bym nigdzie z tobą nie poszedł.
- Jak sobie chcesz. Ale jak znów spotkam Rdzawą i przekonam ją, żeby do nas wróciła to wtedy zobaczysz! Aha, jak ci idzie trening? Bo mi świetnie. Mama uczyła mnie polować na myszy.- uczniowi rozbłysła w oczach iskierka zdziwienia i rozbawienia. Siostra, ta egoistka pyta się o jego trening? Pyta się j e g o? Przecież zawsze miała, ekhem, głęboko w poważaniu jego zdanie, myśli, emocje. Skąd zatem to rozbawienie? A z stąd, że Płomień troszkę powątpiewał w to, że koteczka znakomicie łowi myszy. Przecież ona zawsze tak wrzeszczy, że słychać ją w całym obozie!
- Dobrze. Pustułkowy Dziób jest świetnym mentorem. Wszystko tłumaczy tak przystępnie! W dodatku podobno jest moim przyszywanym dziadkiem.
- Co? - spytała Szepcik, a w jej oczach malował się szok i niedowierzanie.
- Ano. Borsuczy Goniec, nasz przybrany ojciec nazywał go swoim tatą, więc wychodzi na to, że jest naszym dziadkiem. Ciekawe, nie? - pręgowana kotka zaniemówiła, a na jego pyszczku zawitał wyraz czystej satysfakcji. Nagle kotka zaczęła podskakiwać.
- Patrz, tata idzie! Zaraz go zapytam! - pomknęła w kierunku kocura, który właśnie wracał z treningu z Makową Łapą. On został na miejscu, kontynuując czyszczenie futerka. Żałował, że wydał jej tę informację. Czyżby chciał jej zaimponować? Dureń. Musi trzymać następnym razem buzię na kłódkę.
<The end.>
Subskrybuj:
Posty (Atom)