BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jutrzenka x Chłodny Omen. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jutrzenka x Chłodny Omen. Pokaż wszystkie posty

06 stycznia 2024

Od Chłodnego Omenu CD. Zarannej Zjawy

 Nie potrafił uwierzyć, że Gęsi Wrzask to zrobił. Zabił się... i to dla kogo?! Dla Szakalej Gwiazdy?! Porzucił go?! Okazała się ważniejsza niż on? Popełnił samobójstwo z wieloma innymi kotami, którzy należeli do kultu... To było... śmieszne. Tak bardzo zabawne, że zaczął na samą myśl się śmiać. Okazało się, że osoba, którą kochał miała za nic ich miłość. Wybrał jakąś kotkę, nie mógł bez niej żyć, więc zakończył to i z nią odszedł... A on... A on tu został cierpiąc katusze. 
Jego nienawiść wzrosła. Ojciec miał rację. Nie powinien się przywiązywać. Najpierw jego dawna miłość z Klanu Klifu, a teraz kot, który spędził z nim tyle księżyców. Ten, który wyznał mu miłość. A może wcale go nie kochał? Może to wszystko było po to, aby zdobyć wpływ, bo był synem lidera? Czy mógł go tak wykorzystać, bo pragnął być lepiej traktowany? To mu się udało. 
On nie zamierzał ginąć za Szakalą Gwiazdę. To było żałosne zachowanie. Zniszczyli kult. Osłabili ich strukturę, bo liderkę trzasnął piorun. Ha! Klan Gwiazdy wyśmienicie się bawił. Na dodatek Błękitną Gwiazdę posrało, bo wybrał na zastępcę jego córkę, która w jego opinii nie nadawała się by w przyszłości im przewodzić. Dlatego też, gdy Zaranna Zjawa się zjawiła tuż obok niego, jego ciało się napięło. Nie chciał z nikim rozmawiać. Nie wiedział jak odbudować to co tworzył przez tyle lat jego ojciec. Wyglądało na to, że odkąd zmarł wszystko się posypało. 
Nie płakał jednak za kultystami, a tym bardziej za Gęsim Wrzaskiem. Może i początkowo był w zbyt wielkim szoku, ale teraz uznał, że nie warto zawracać sobie głowy tym zdrajcą. Jego serce cierpiało i wątpił w to, że się wyleczy.
— Rozczarowujące co? — mimo tego, że nie chciał towarzystwa, nie potrafił się powstrzymać, by wyrzucić to z siebie. — Gdy ktoś kogo kochasz uważa cię za niewartościowego śmiecia i wybiera inną... — Uniósł wzrok i spojrzał z szaleńczą nutą w oczy kotki. — Klan Gwiazdy z nas zakpił. 

<Zaranna?>

27 grudnia 2023

Od Zarannej Zjawy CD Chłodnego Omenu

*niedługo przed mianowaniem Zarannej Zjawy*

Siedziała gdzieś w kącie obozu, przy ciernistej ścianie oddzielającej go od reszty terenów Klanu Wilka. Niedawno zjadła posiłek po dość długim treningu walki. Pragnęła jak najszybciej przystąpić do pojedynku o tytuł wojownika, pokazać swoją wartość. Zrobić to przed Brzaskową Łapą, do tego wygrywając walkę o tytuł za pierwszym razem, by utrzeć mu nosa. W pewnym momencie ktoś skierował do niej swe kroki, co nie umknęło jej uwadze.
Wielki Kapłan, Chłodny Omen szedł w jej stronę. Gdy tylko dotarł, odezwał się:
— Słyszałem co się stało. Jeżeli cię to pocieszy miałem podobną sytuację, ale z własnym ojcem — Pokręcił głową na wspomnienie ich utarczki na granicy. — Oderwał mi wtedy kawałek ucha. To było przed tym nim stał się znakiem kultu. Takie sytuacje są traumatyczne, ale nas wzmacniają. Liczę, że nie poddasz się, ponieważ udowodniłaś mi, że masz w sobie wole walki. Szkoda byłoby gdybyś skończyła jak własna ciotka.
Nie podobało się, że jej o tym wydarzeniu przypominał. Blizny wciąż parzyły niczym ogień, ale nie te fizyczne, a bardziej psychiczne. Czy doznała traumy? To równało się byciu słabą, a ona nie chciała być słaba, tym bardziej tego przyznawać. Nie, gdy się zmieniła i tak ciężko musiała pracować, by naprawić swój wizerunek w oczach innych, by nie być już postrzegana jako kompletny tchórz i nieprzydatny balast.
— Nie skończę — stwierdziła z powagą w głosie, patrząc na Chłodnego Omena spod przymrużonych, chłodnych oczu.
— Dobrze. Pokaż więc na co cię stać i wywalcz swą pozycję. Udowodnij swą wartość. Gdy ci się to powiedzie, znajdź mnie — powiedział.
Skinęła głową, na znak, że rozumie, a potem rudy odszedł do swoich spraw.

***
*jakiś czas po mianowaniu, po śmierci Bursztyn, ale zanim zrobił się ten ambaras w KW*

Otrzymała informację, iż miała wyjść cicho z legowiska i spotkać się z Chłodnym Omenem przy wyjściu w obozu. Tak też w nocy, gdy wszyscy wojownicy już spali cichuteńko wstała w legowiska, by następnie niczym cień przemknąć między śpiącymi członkami Klanu Wilka. Zatrzymała się w przejściu, gdy upewniła się, że nikogo poza Chłodnym Omenem na horyzoncie nie widać, wyszła. Po chwili jednak wróciła, by spojrzeć jeszcze raz do środka legowiska. W ten sposób miała zamiar sprawdzić, czy ktoś jednak nie udawał śpiącego. Nie dostrzegła jednak żadnego błyskającego ślipia, więc odwróciła się by podejść do rudego Vana.
— Jestem, Chłodny Omenie — rzuciła, po czym pochyliła głowę z szacunkiem. Wiedziała, dlaczego ją wezwał. To miała być najpewniej jej inicjacja.
Ona, Zaranna Zjawa, miała nareszcie udowodnić swą wartość przed całym kultem i jeśli jej się powiedzie – dołączyć do niego. Nie mogła zawieść.
— Dobrze. Idziemy — stwierdził bez owijania w bawełnę rudy i razem opuścili obóz. Szli jakiś czas, aż w zasięgu ich wzroku nie dostrzegli sylwetek kultystów. Ci siedzieli w ciszy, wpatrując się w nią oceniająco.
Widziała tam wiele znanych pysków. Części z tych kotów dobrze nie znała – z niektórymi chyba nawet nigdy nie przeprowadziła dłuższej rozmowy. Jedynymi z takich kotów była na przykład Chryzantemowa Krew, Koszmarny Omen, Wieczorna Mara czy Szczurzy Cień.
Ale były tam też koty z jej rodziny. Babcia Stokrotkowa Polana, matka Szakala Gwiazda, ciocia Bielicze Pióro i jej dwie siostry, Poranny Zew oraz Ostatni Świt. Niebieska i złota wcześniej dostąpiły mianowania, jak i również zaszczytu otrzymania symbolu kultu po nim. Jednakże istniała pewna zasadnicza różnica – wszyscy zawsze byli nieomal pewni, iż te dwie kocice dołączą do kultu i staną się jego wartościowymi członkami. W jej przypadku tak nie było. W końcu zawsze była tą najsłabszą z miotu, najbardziej mizerną i najmniej rokującą. I nawet mimo swej diametralnej zmiany i pokazania na mianowaniu, na co ją stać, do czego była zdolna, wiedziała że dalej postrzegali ją przez pryzmat tego, kim była, a nie tego, kim jest. W końcu to, iż musiała od swego mianowania na wojownika czekać dłużej na swą inicjację niż siostry o czymś świadczyło.
Testowali ją.
Widziała pogardliwie spojrzenie Ostatniego Świtu.
Jak ona jej nienawidziła.
Nie poruszyła jednak pyska, pozostawiając chłodną, kamienną maskę skupienia. Nie mogła okazywać słabości. Tego, że coś ją dotknęło.
— Twoim zadaniem Zaranna Zjawo będzie złapać i przyprowadzić do nas samotnika. Nieważne jak to zrobisz. Za pomocą obietnic, kłamstwami czy też siłą. Warunek jest taki, że musi żyć nim przejdziemy do kolejnego etapu twej inicjacji — streścił jej pokrótce cel. — Stokrotkowa Polana wskaże ci kierunek, gdzie przebywają te koty. Reszta zależy już od ciebie.
Skinęła głową. Dawali jej szansę, więc miała zamiar ją wykorzystać.
Przeniosła uważne spojrzenie na swą babkę. Ta wstała, po czym wskazała jej łapą kierunek, w którym miała się udać. Tak też młoda wojowniczka wyruszyła.
Nie mogła tego popsuć. Musiała udowodnić, że nadaje się na kultystkę i że porażka Bursztyn nie oznacza i jej porażki. Że jest godna.
Przemykała cicho pośród leśnej gęstwiny. Kryła się za roślinnością, szukając swej ofiary. W nocnej ciszy nawet najmniejsze dźwięki były łatwo słyszalne. Chrobotanie buszującej pośród ściółki leśnej myszy, i innych stworzeń. Każdy z tych szelestów dochodził do jej uszu, i mimo że dalej jej nadpobudliwy umysł rejestrował je, nie trzęsła się już za każdym razem, gdy je słyszała.
Ten etap miała już dawno za sobą, bo musiała stać się prawdziwym wojownikiem.
A teraz prawdziwą kultystką.
A zarazem...
Morderczynią.
Zatrzymała się, gdy wyczuła zapach obcego kota.
Czas było wypełnić przeznaczenie, przypisane jej już przy poczęciu, a nawet przed nim.
Cicho skradała się w stronę samotnika. Zapach stawał się z każdą chwilą bardziej wyraźny, aż w końcu jej oczom ukazał się osobnik. Był to szary kocur w tygrysie pręgi, oblany bielą na łapach, brzuchu i brodzie. Blask księżyca oświetlał jego futro. Był wyraźnie czymś zajęty.
To była jej okazja.
Podkradała się, coraz bliżej i bliżej. Bezszelestnie dotarła do odpowiedniego miejsca, po czym wybiła się z tylnych łap, by rzucić się na niczego nie spodziewającego się przeciwnika.
Ten krzyknął zaskoczony, ale nie zdołał zrobić nic więcej, nim Zaranna Zjawa nie przygniotła go do ziemi. Wbiła swe kły w kocura, który próbował ją z siebie zrzucić. W pewnym momencie uderzył z całej siły w jej brzuch, przez co kocica zachwiała się. Szary wykorzystał ten moment i podciął jej łapy. Wyślizgnął się spod niej i nim zdążyła by cokolwiek zrobić wgryzł jej się w łapę. Ból rozlał się po jej kończynie, Zaranna Zjawa postarała się jednak nie syczeć, co zdziwiło wyraźnie jej przeciwnika. Z całej siły przejechała mu łapą po pysku. Kocur puścił ją. Po jego czole spłynęła krew, która już po kilku uderzeniach serca zakryła mu pole widzenia. Bura wykorzystała to. Rzuciła się na niego, przybijając go ponownie do podłoża, tym razem tak, iż jego pysk był w nie wbity. Następnie chwyciła go za kark po czym zaczęła ciągnąć go tam, skąd przyszła, co wymagało od niej nie lada wysiłku, zważywszy na to, iż nie miała zbyt dużej siły w łapach - w końcu od dzieciństwa była dość mizerna, choć trening Kostrzewy i częste wyżywanie się na drzewach coś dało.
W końcu dotargała szamoczącego się kocura na miejsce, a gdy upewniła się, że wszyscy zebrani kultyści patrzą w jej stronę cisnęła nim prosto pod łapy Wielkiego Kapłana.
Mimo tego, jak bardzo jej płuca domagały się powietrza, starała się nie oddychać szybko. Pozostać niewzruszoną w oczach innych, choć jej oddech i tak zdawał się ciężki.
Chłodny Omen obserwował to w milczeniu, nie okazując żadnych emocji czy też myśli. Skinął jej łbem, po czym przemówił:
— Oto ofiara godna naszych przodków. Zabij ją, a dostąpisz zaszczytu dołączenia w nasze szeregi. Ku chwale Mrocznej Puszczy!
— Ku chwale Mrocznej Puszczy! — zawtórowały mu głosy innych kultystów, które odbiły się echem w jej umyśle.
Obcy położył po sobie uszy, patrząc na resztę zgromadzonych. Następnie odwrócił się i wbił w nią spojrzenie swych przerażonych, wielkich, żółtych oczu.
Był tak podobny do Bursztynowej Łapy, choć nieco starszy.
Taka ofiara jej się trafiła.
Taką więc zabije.
Wysunęła pazury, następnie podchodząc bliżej kocura, który przykulony odsuwał się od niej jak najdalej, bliżej i bliżej w stronę otaczających ich kultystów, z przerażeniem w ruchach, przeraźliwym strachem wymalowanym na pysku.
Bura pochyliła głowę, napięła mięśnie i skoczyła prosto na swą ofiarę. Niebieski próbował uskoczyć, przez co trafiła nie tam, gdzie chciała i oboje poturlali się po trawie. Nieomal jednocześnie, z niewielką przewagą szybkości po jej stronie, wstali z podłoża. Szary wyraźnie chciał coś powiedzieć, ale nie dała mu się wysłowić, bo rzuciła się na niego, przygniatając go do ziemi.
— Błagam... — zaczął, jednakże potomkini Irgowego Nektaru nastąpiła mu na krtań, uniemożliwiając mu dalsze mówienie. Następnie przesunęła łapę, by przenieść ją bardziej na głowę i właśnie łeb przygnieść mocniej do ziemi. W końcu musiała mieć dostęp do gardła.
Samotnik próbował się szamotać, gdy Zaranna Zjawa zacisnęła szczęki na jego szyi. Ostre kły przebiły się przez tkanki, umożliwiając zabicie ofiary dla Mrocznych Duchów.
Już po chwili obcy leżał martwy pod jej łapami.
Patrzyła na jego martwe ciało beznamiętnie, nim nie przeniosła spojrzenia na Wielkiego Kapłana.
— Zaranna Zjawa skalała swe łapy krwią. Od teraz jej drogę wskazuje Mroczna Puszcza. Może i nie osiągnęła w życiu jeszcze wiele, ale wyzbyła się swej tchórzliwej natury. Przekuła swą słabość w siłę i oto stoi przed nami, jako ktoś zupełnie nowy. — Jego ostatnie słowa szczerze ją ucieszyły, choć tego nie okazała, zachowując powagę. „Jako ktoś zupełnie nowy” – właśnie kimś takim chciała być. Zmazać Jutrzenkę, aby Zaranna Zjawa mogła rozkwitnąć niczym ciernisty kwiat. Podeszła w stronę vana, aby stanąć tuż przed nim, tak jak nakazywała tradycja. Gdy tylko to zrobiła, kocur kontynuował. — Ja, Chłodny Omen, Wielki Kapłan kultu Mrocznej Puszczy, naznaczam cię w imię naszych przodków. Czy jesteś gotowa przyjąć na siebie nasze znamię jako dowód inicjacji?
— Tak — odpowiedziała bez cienia zawahania.
To właśnie ta chwila wydawała jej się nierealna od kocięstwa.
A teraz się działa.
Dlaczego więc dalej nie czuła, że jest wystarczająca? Nie gotowała w niej się ta ogromna satysfakcja z wielkiego sukcesu, którą powinna teraz czuć?
— Zatem otrzymasz ode mnie znak, który pozostanie z tobą aż do śmierci i zawsze będzie przypominał ci o przynależności do kultu. — Wielki Kapłan zbliżył do niej pysk i chwycił za jej lewe ucho. Ból rozlał się po nim, gdy syn Mrocznej Gwiazdy oderwał jej jego kawałek. Krew spłynęła, mocząc strugą kawałek jej policzka, a następnie powoli skapując na podłoże. — Tej nocy, zgodnie z wolą Mrocznej Puszczy, przyjmujemy cię oficjalnie jako pełnoprawnego członka naszej grupy. Wierzymy, że będziesz wiernie służyć naszym przodkom i działać na rzecz kultu, abyśmy nigdy nie upadli. — Chłodny Omen podszedł do ciała samotnika, zamoczył w jego krwi łapę i odcisnął na czole kocicy. W ciemności rozległy się wiwaty, witające Zaranną Zjawę w szeregach kultu.
Została kultystką.
Dopełniła przeznaczenia, choć tak wielu w nią wątpiło.

***
*czasy obecne*

Klan Wilka był osłabiony. Ich liczba zmniejszyła się diametralnie, ale szczególnie duży ubytek odczuli kultyści. W końcu stracili aż czwórkę członków. Zaranna Zjawa nie rozpaczała jednak z tego powodu, a ze śmierci Porannego Zewu.
Tak samo rozpaczał Chłodny Omen, jednakże on nie po śmierci jej siostry, a ukochanego.
Obudziła się wcześnie rano. Rozejrzała się po legowisku. Większość kotów jeszcze spała, tak też niespiesznie przystąpiła do czyszczenia swego futra. Gdy już doprowadziła swą sierść do ładu wstała i ruszyła do wyjścia z legowiska wojowników. Gdy tylko znalazła się poza nim ukazał jej się śnieg pokrywający obóz. Nie było jednak tak bardzo zimno, jak można było się spodziewać, a zwierzyny nie brakowało, mimo Pory Nagich Drzew, jaka nastała. Cóż, mieli najwyraźniej duże szczęście.
Dostrzegła Chłodnego Omena, siedzącego całkiem niedaleko, prawie że tuż obok, jakby zamyślonego.

<Chłód?>

29 października 2023

Od Chłodnego Omenu CD. Jutrzenkowej Łapy

 Przysłuchiwał się otoczeniu. Rzeczywiście ktoś się zbliżał. Wróg czy ktoś z Klanu Wilka? Ciężko było stwierdzić, ponieważ nie czuł nic konkretnego. Dlatego też stali w ciszy, aż osobnik nie wynurzył się z zarośli. 
— To tylko Szeleszczący Wiąz — rozluźnił się, a kocur widząc ich, zamrugał zaskoczony. Chyba nie spodziewał się ich tu spotkać. 
— Przepraszam jeśli przestraszyłem. Poluje — wytłumaczył się. 
Skinął mu łbem, po czym ruszył przed siebie, a Jutrzenkowa Łapa od razu ruszyła za nim. Wpadał przez tą małą w paranoję. Przecież wróg nie odważyłby się wejść tak głęboko na ich teren i jeszcze tak nieumiejętnie nie stawiałby kroków, jeżeli chodziłoby o atak. 
Wrócili do obozu bez przeszkód, gdzie też się tam rozstali. 

***

Nie miał pojęcia co się działo z tymi dzieciakami, ale zauważył, że z Jutrzenkową Łapą nie było za dobrze. Oczywiście, zdawał sobie sprawę, że mając za rodzica świra, nie wyjdzie się na porządnego kota, ale Szakala Gwiazda wydawała mu się dobrą matką. Na dodatek w wychowywaniu tych młodych uczestniczyła Bielicze Pióro, więc co takiego chodziło po głowie Jutrzenkowej Łapy, że wyglądała w jego ocenie jak kupka nieszczęścia? 
Czy to wina tego ostatniego ataku samotnika? Wcześniej sowa także jej zaorała skórę. Wydawało się jakby świat uwziął się na małą, chociaż ta jeszcze nawet nie przystąpiła do inicjacji na kultystkę i nie popełniła karygodnej zbrodni, za którą wpadnie bezsprzecznie w objęcia Mrocznej Puszczy. 
Skierował się do siedzącej samotnie uczennicy, która niedługo miała stoczyć swój bój o tytuł wojownika. Ciekawiło go w zasadzie jaki będzie tego wynik. 
— Słyszałem co się stało. Jeżeli cię to pocieszy miałem podobną sytuację, ale z własnym ojcem — Pokręcił głową na wspomnienie ich utarczki na granicy. — Oderwał mi wtedy kawałek ucha. To było przed tym nim stał się znakiem kultu. Takie sytuacje są traumatyczne, ale nas wzmacniają. Liczę, że nie poddasz się, ponieważ udowodniłaś mi, że masz w sobie wole walki. Szkoda byłoby gdybyś skończyła jak własna ciotka. 

<Jutrzenko?>

20 października 2023

Od Jutrzenkowej Łapy CD Chłodnego Omenu

*już jakiś czas temu, przed wielkim głodem oraz przed pierwszym zgromadzeniem Jutrzeny*
Wróciła właśnie z treningu z Ostrą Kostrzewą, gdy stało się nieoczekiwane, ale i nieuniknione.
— Jutrzenkowa Łapo — Gdy tylko podszedł do niej Chłodny Omen, od razu się nastroszyła. Ale nie zaczęła płakać, choć łapy jej nieco drżały. — Pozwól za mną. Poszła za kocurem i już po chwili usiedli na uboczu. Czuła, jak serce bije jej szybciej. Nie mogła jednak użyć techniki oddechowej Bielik w tym momencie. Zbłaźniłaby się, a do tego najpewniej ta i tak nic by nie dała. Tak więc siedziała, w oczekiwaniu na to, co miało nadejść. Czuła, jak mistrz a zarazem Wielki Kapłan mierzy ją swym chłodnym, pasującym do jego imienia, spojrzeniem.
— Opowiedz mi jak idzie ci trening. Co sprawia ci trudność, a w czym jesteś dobra — miauknął.
Widząc, jak na nią patrzył, a także słysząc jego pytanie, bura poczuła jeszcze większą presję.
Oceniał ją.
Jej przydatność.
— U-um-umi-umiem... umi-umiem j-j-ju-już wcho-wchodzić n-n-n-na drz-drze-drzewa — zaczęła od czegoś, co jest dobre, bo wiedziała, że to będzie lepsza taktyka. Czuła, że w środku zżera ją poczucie strachu, niczym kot świerzo upolowaną zdobycz. Przełknęła cicho ślinę, choć znacznie głośniej, niż by chciała.
— Coś jeszcze? Jak sobie radzisz? Sprawia ci coś trudność? Opowiedz ze szczegółami.
Jej serce jeszcze bardziej przyspieszyło. Teraz będzie musiała powiedzieć o swoich wadach, zgodnie z prawdą, bo nie mogła go okłamać. Nie miała na tyle odwagi, a do tego kocur najpewniej rozmawiał już z jej mentorką i wiedział, jak się sprawa miała. To jeszcze bardziej ją stresowało. Czego w takim razie oczekiwał? Potwierdzenia tego, jaka beznadziejna jest z jej własnego pyska?
— U-umi-umiem... po-pozy-pozycj-pozycje ło-łowi-łowiecką... i d-dob-dobrze si-się... sk-skra-skradam... al-ale... j-jesz-jeszcze ni-nicz-niczego ni-nie u-udał-udało m-mi si-się zła-złapać — przyznała.
— Rozumiem. Więc jeszcze niczego nie zabiłaś... — zamyślił się. — Możesz odejść. Przyjdę po ciebie niedługo i wybierzemy się w las — powiedział, nie zdradzając uczennicy za wiele.
Kotka czuła, że gula podchodzi jej do gardła.
— A-al-ale j-ja z-zabi-zabiję! — pisnęła w panice — Z-za-zabiję co-cokolw-cokolwiek t-ty-tylko z-ze-zechc-zechcesz, j-je-jeśli u-uda m-mi si-się t-to zł-złapać! N-na-nawet k-kota! N-ni-nie skr-skreślaj m-mni-mnie, błagam! — wyskrzeczała, po czym pokłoniła się Wielkiemu Kapłanowi, synowi Mrocznej Gwiazdy, licząc na jego łaskę. — P-p-proszę...
Starszy zaskoczony zmierzył ją wzrokiem.
— Doprawdy? Nie obawiaj się. Nie skreślam. Sprawdzam czy będzie potrzebne ci odczulanie. Dlatego też poddam cię testowi. Dzisiaj zabijesz mysz, którą dla ciebie złapie.
Skinęła głową. Odczulanie. Słyszała o tym tylko parę razy.
— D-do-dobrze. T-te-teraz? — spytała.
— Nie. Mówiłem, że po ciebie przyjdę. Masz czekać. — Machnął ogonem, pokazując jej, że rozmowa zakończona.
Skinęła głową pośpiesznie kilka razy, czując, jak spala się ze wstydu przez to, że już ze stresu zapomniała jak dokładnie brzmiała wypowiedź Chłodnego Omenu.
— P-prz-przep-przepraszam... z-z-za... kło-kłopot... — miauknęła, po czym pośpiesznie oddaliła się, ale nie tyłem do niego a przodem, bijąc pokłony. Czuła na sobie zdziwione, pogardzające, a także rozbawione spojrzenia współklanowiczów. Szybko, gdy tylko rudy van spuścił z niej spojrzenie, ukryła się w legowisku uczniów. Miała zabić mysz. Skoro nie musiała jej upolować, to powinno być to proste, pocieszała się.
***
Gdy słońce powoli już chyliło się ku zachodowi, w wejściu do legowiska uczniów pojawił się znajomy pysk Wielkiego Kapłana.
— Jutrzenkowa Łapo, idziemy — zawołał mistrz do wnętrza legowiska uczniów, czekając na pojawienie się uczennicy. Jutrzenkowa Łapa zignorowała zdziwione spojrzenia reszty uczniów, w tym rodzeństwa, i od razu wybiegła z legowiska.
— J-ju-już j-je-jestem Chł-chło-chłodny Om-omenie... — natychmiast wypiszczała, kłaniając się z szacunkiem.
Syn Wielkiego Mrocznej Gwiazdy skinął jej łbem, po czym skierował swoje kroki w kierunku lasu, a bura za nim. Po drodze rozglądała się na boki i nasłuchiwała, przerażona, że coś ich zaatakuje. Jednakże starała się to robić ukradkiem. Rudy szedł szybkim krokiem, za którym bura musiała nadążyć, co na szczęście nie było takie trudne, bo z każdym księżycem wzrostu jej nogi wydłużały się. Jednak dalej nie dorównywała mu wzrostem. Przynajmniej jeszcze nie. Po jakimś czasie chodzenia po lesie, dotarli na miejsce. Chłodny Omen zaprowadził uczennicę pod dół, w którym siedziała żywa mysz. Na ich widok, gryzoń próbował uciec, ale jedynie ześlizgiwał się ze ścianek z powrotem na dno dołu.
— Zabij ją — wydał polecenie.
Nie wahała się. Natychmiast zeskoczyła na dół, szybko znajdując się nad przerażoną, myszą, która nie miała gdzie uciekać. Zwierzątko struchlało, gapiąc się na nią wielkimi oczyma. Jutrzenka podeszła bliżej, wysuwając pazury.
Znała ten przeraźliwy strach. Lęk o własne życie, o własny los. Jednakże od tego, czy ją zabije zależał jej własny. Nie mogła, a nawet za bardzo się nie przejmowała tym, że ma zabić. To był naturalny porządek rzeczy, który Jutrzenka załapała już dawno. Koty polowały na zwierzynę, zabijając ją. Zwierzyna jadła robaki a także ziarno, zależnie od jej gatunku. Robaki też chciały żyć, tak samo ziarno, które mogło w przyszłości wyrosnąć w na przykład trawę czy inne ziele. Świat nie był litościwy. Był okrutny i rządził się własnymi zasadami. By przetrwać, trzeba było zabijać lub żywić się padliną czy resztkami. Jeśli nie zabijasz i nie jesteś groźny, możesz stać się czyimś obiadem. Silniejsi i sprytniejsi wygrywali, a reszta lądowała na dnie ich brzuchów.
Chwilę milczała, po czym nagle uniosła łapę do góry. Pazury błysnęły, nim kończyna nie wylądowała na karku myszy, łamiąc go.
Jutrzenka chwilę patrzyła na zwierzynę, nie do końca wierząc, że właśnie ją zabiła. Następnie, już po wróceniu do rzeczywistości, chwyciła mysz w pysk po czym wyskoczyła z dołu. Złożyła ją u łap syna Mrocznej Gwiazdy.
— Z-zro-zrobione.
— Zjedz ją — nakazał rudy, obserwując z uwagą córkę Szakalej Gwiazdy. Ta posłusznie usiadła, po czym pochyliła się nad myszą. Powąchała, a po chwili przystąpiła do konsumpcji. W sumie trochę dziwne były te zadania. Czy nie większy sens by był, jakby miała zabić kota? W końcu to je mordowali ku chwale Mrocznych Duchów, myszy były do jedzenia i codziennie ginęły z ich łap. Gdy tylko skończyła darmowy posiłek, Chłodny Omen skinął jej z uznaniem głową.
— Co czułaś, gdy odebrałaś jej życie?
— Ni-nic... po-powinnam c-coś cz-czuć? T-to t-ty-tylko m-mysz... — stwierdziła — Ch-cho-chociaż wi-wiedziałam, j-jak si-się b-b-boi... i mi-mimo ż-że d-do-doskonale wi-wiem... c-co czu-czuła... t-to ni-nie prz-przejęło m-mnie to z-za bar-bardzo — stwierdziła, bez zawahania w głosie, mimo jąkania się mówiła prawdę.
— To dobrze, że nie boisz się zabijać myszy. Kult poluje na większą zwierzynę, dlatego ważne jest, abyś wyzbyła się odczuć do ofiar. One służą wyższemu celu. Zapamiętaj — chwilę milczał, po czym podjął znowu. — Gdy zostaniesz wojowniczką sprawdzę cię znowu. Na razie jednak zaskoczyłaś mnie i to pozytywnie. Może i jesteś tchórzem, ale umiesz wykonywać rozkazy.
Skinęła głową. Przynajmniej do tego się nadawała.
— Ch-chc-chcę... chcę być kultystką. Chcę... służyć Mrocznej Puszczy. — wypowiedziała słowa płynące prosto z serca, tym razem bez zająknięcia.
— To dobrze, że tego pragniesz. To wielki zaszczyt stanąć przed naszymi przodkami i poświęcić dla nich kawałek siebie. Masz jakieś pytania przed powrotem do obozu? — Cz-czy... n-nas-następny... t-test... to bę-będzie z-zabi-zabicie k-kota? J-je-jeśli m-mo-mogę spy-spytać... W-wiem... ż-że du-duchy lu-lubią of-ofiary...
— Nie. Zabijesz kota dopiero na swojej inicjacji. Sama zwabisz i odbierzesz mu życie, a jego krew posłuży w dalszej części rytuału, gdzie nadany zostanie ci znak przynależności do Mrocznej Puszczy.
Bura skinęła głową, na znak, że rozumie. Najtrudniejszą częścią pewnie będzie samo złapanie kota. Bała się, że nie podoła, że zawiedzie Chłodnego Omena, Szakal, babcię, wszystkich. Dlatego musiała pracować i robiła wszystko, co było w jej mocy, na co pozwalał jej wieczny strach.
— Dzi-dzięk-dziękuję... ż-że d-daj-dajesz m-mi... m-mi sz-sz-szansę... — znowu się pokłoniła, nisko do ziemi.
— Zawsze ją miałaś. Powstałaś po to, aby służyć naszym przodkom. Jako Wielki Kapłan nadzoruje wasz rozwój, by mieć pewność, że nie schodzicie na stronę Klanu Gwiazdy — powiedział, podnosząc się na łapy. — Wracajmy nim się ściemni.
Zgodziła się skinieniem głowy, po czym ruszyła za kocurem. Przynajmniej tym razem wszystko poszło dobrze i mogła chociaż przez chwilę być spokojna, przynajmniej w tej kwestii, bo o całkowitym wyciszeniu nie było mowy. Szli tak jakiś czas, ale w pewnym momencie coś przykuło uwagę Jutrzenki.
— Sł-słyszałeś t-to? — spytała, strosząc ogon i rozglądając się pistacjowymi ślipiami na boki. Dziwny szmer wystraszył ją, a czując się zagrożoną, zbliżyła się bliżej Chłodnego Omenu.

<Chłodny Omenie?>

[1285 słów]
[Przyznano 26%]

08 września 2023

Od Chłodnego Omenu CD. Jutrzenki (Jutrzenkowej Łapy)

Kotka zaczęła próbować odejść najszybciej jak się dało, ale łapy jej się zaczęły plątać już po pierwszym kroku i upadła na śnieg. Skrzywił się zniesmaczony. Naprawdę? Nie potrafiła nawet wykonać rozkazu? Może i powiedział to nieco za ostro, ale naprawdę nie miał zamiaru niańczyć tego robala. Nie przepadał za kociętami. Nie rozumiał ich i wcale nie chciał ich bliżej poznawać. Ledwo wyszło mu bycie ojcem, ponieważ jego wzór do naśladowania był najgorszy jaki mógł mu się trafić. 
— Co tu się dzieję? — usłyszał obok głos wojowniczki, na który odetchnął z ulgą. 
Spojrzał na Jaszczurzy Syk i wskazał jej na kocię. 
— Zabierz ją z powrotem do żłobka — powiedział i nie czekając na odpowiedź z jej strony, szybko się oddalił. 

***

Dzieci Szakalej Gwiazdy wyrosły i zostały uczniami. Pech chciał, że Zmierzchowa Łapa zginęła. Nie wiedział jak radziła sobie z tym liderka, w końcu to była jej córka. Sam nie potrafił sobie czegoś takiego wyobrazić. Czy by rozpaczał po śmierci swoich dzieci? Pewnie nie. Chociaż starał się być lepszym ojcem, ciężko mu było nawiązać z nimi jakąś głębszą więź. A fakt, że po śmierci pójdą do Mrocznej Puszczy bardziej koił go niż martwił. Wiedział, że po śmierci jest wszak życie pośmiertne. Nie znikało się w ciemności, nie traciło swojego istnienia. To był... Inny rodzaj życia. 
Musiał jednak wziąć się za swoje obowiązki. Jako Wielki Kapłan musiał sprawdzić gotowość młodego pokolenia do wstąpienia w szeregi kultu. Wypytywał więc mentorów o szkolenie i to jak sobie na nim radzili. Oczywistym było, że jego wzrok coraz częściej skupiał się na Jutrzenkowej Łapie. Kotka z doniesień nie poprawiła się. Wciąż siedział w niej tchórz. Prawdopodobnie będzie musiał z nią porozmawiać na ten temat. Im szybciej pozbędą się jej płaczliwości tym lepiej dla całego klanu. 
— Jutrzenkowa Łapo — zwrócił się do kotki, gdy ta wróciła ze swojego treningu. — Pozwól za mną. 
Zaprowadził ją na ubocze, gdzie nikt nie powinien im przeszkadzać. Zmierzył ją chłodnym wzrokiem, próbując przejrzeć tą kruchą skorupę jej ciała i znaleźć w niej coś więcej niż słabość. 
— Opowiedz mi jak idzie ci trening. Co sprawia ci trudność, a w czym jesteś dobra — miauknął. 
Chociaż rozmawiał na ten temat z jej mentorką, wolał upewnić się w tej sprawie. Zresztą każdy postrzegał siebie inaczej niż osoby trzecie, dlatego też będzie wiedział nad czym pracować, gdy już zadecyduje co z nią zrobić. 

<Jutrzenko?>

04 sierpnia 2023

Od Jutrzenki Do Chłodnego Omenu

*niedługo po tym jak Śmierć dołączył do KW, zima*
Jak to Jutrzenka, wymknęła się ze żłobka. Naprawdę… Bielik miała z nią masę roboty. Młoda jednak nie dostrzegła przez ilość śniegu w większości białego kota i przez to napatoczyła się pod łapy samego Ojca Kultu. Gdy tylko się zorientowała w sytuacji przeraziła się nie na żarty.
O nie, o nie, o nie! Co ona właśnie zrobiła!
Przerażona skuliła się przy jego łapach. Kocur spojrzał na nią groźnym wzrokiem co tylko wzmogło drżenie przerażonego kociaka wybałuszającego oczy. Dostrzegła na pysku kocura zdegustowanie, co tylko sprawiło, iż jej uszy jeszcze mocniej przylgnęły do czaszki.
— Wracaj do matki. To nie miejsce dla kociąt.
Wydała z siebie kilka niekontrolowanych pisków, kuląc się jeszcze bardziej. Nie mogła się ruszyć. Sparaliżował ją strach. Ten Jutrzenkowy strach.
Doigrałaś się.
Masz kłopoty.
Nikt się już nie uratuje, nawet matka!

Van zmarszczył brwi na jej zachowanie.
— Potrafisz mówić? Wydajesz się już na tyle duża, by to umieć.
Na jego słowa skuliła się jeszcze bardziej, aby po chwili wydać z siebie skrzeczenie przypominające słowo "umiem", ale nie do końca tak brzmiące. Stres zżerał ją całą, wyciągając szpony po jej bijące jak młotem serce. Gdy sam pierworodny Mrocznej Gwiazdy nachylił łeb, aby lepiej ją słyszeć, wstrzymała aż oddech.
— Co? Jak mam to odebrać? Trzęsiesz się jak tchórz. I ty masz być przyszłością Klanu Wilka?
— W-w-wiem... n-nie n-n-na-nada-nadaję si-się... — wychlipiała w końcu mówiąc coś zrozumiałego, po czym zalała się łzami. Tak samo jak Świt, uważał, że się nie nadawała. Niektórzy jej mówili, że z wiekiem jej przejdzie, ale skoro sam ojciec kultu był nią już teraz zawiedziony, gdy była kociakiem, co powinno jej dawać taryfę ulgową, to jaka przyszłość ją czekała? Raczej nieciekawa i straszna.
Kocur skrzywił się gdy tylko zaczęła płakać.
— Zamknij się. Głowa mnie od tego boli. — Odsunął się od niej. — Wracaj do matki lub mojej siostry. Ona cię ogarnie. Już.
Zaczęła próbować odejść najszybciej jak się dało, ale łapy jej się zaczęły plątać już po pierwszym kroku i upadła na śnieg.

<Chłód? Nie strasz dziecka, bądź dobrym wujkiem czy kimś tam ;-;>