BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Srokoszowa Wzgarda x Niedźwiedzia Siła. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Srokoszowa Wzgarda x Niedźwiedzia Siła. Pokaż wszystkie posty

31 sierpnia 2023

Od Puszystego Niedźwiadka (Niedźwiedziej Siły) CD. Srokoszowej Namiętności (Srokoszowej Gwiazdy)

 Ostatnie czego pragnął to obecności niebieskiego. Widział, że czerpał z tego wszystkiego satysfakcje. Nic go nie obchodził los jego córki, którą ktoś bestialsko nabił na gałąź. Był rozgoryczony i zawiedziony każdym, kto nie ochronił Kwiatuszka. A najbardziej winił w tym wszystkim siebie. Gdyby wtedy przy niej był... Nie doszłoby do tego.
— Odejdź — zwrócił się do zastępcy, czując jak żałość na nowo go wypełnia. Spijała z niego wszystkie siły, pozostawiając tylko pustą skorupę. To była zapłata za napełnienie jej emocjami, które wprowadziła Aksamitka. A teraz... teraz jej tu nie było. Bagatelizowała sprawę, a on cierpiał. Z jego pyska uciekł szloch, gdy o tym pomyślał. Uśmiechnięta mordka córeczki wciąż majaczyła mu pod powiekami na równi z jej martwym ciałem.
— Nieroztropnym byłoby odchodzić, zwłaszcza że wyglądasz tak niestabilnie — skomentował to cętkowany, nie spuszczając z niego wzroku, jakby napawając się tą chwilą.
W jednym miał rację. Emocje odbierały rozum, a on nie chciał zrobić czegoś czego później by żałował. Próbował zamknąć w sobie smutek, zakopać w głębi ciała, nie pozwalając mu wyjść na zewnątrz, ale było to trudne. Ból był za silny, wygrywał z jego nieudolnymi próbami walki.
— Jestem dorosły, poradzę sobie. Nie potrzebuje wsparcia Aksamitnej Gwiazdeczki. Przywykłem do tego, że radzę sobie sam — w końcu odpowiedział na jego poprzednie pytanie, kładąc po sobie uszy.
— Samotność każdego w końcu skruszy. Zobaczymy ile jeszcze wytrzymasz **sam** — mruknął kpiąco zastępca.
Ostatnie słowo niosło się echem po jego umyśle. Wyżerało mu trzewia. Było niczym wyrok, który jeszcze nie nadszedł. Poczuł się od razu taki słaby i wiotki, jakby byle wiatr mógł go przewrócić. Nie chciał przyznawać kocurowi racji, ale ją miał. Przeżył w końcu to całe skruszenie w dzieciństwie. Wiedział jaki to ból stracić wszystko.
Wziął głębszy oddech, starając się uspokoić negatywne emocje. Musiał na powrót je uwięzić. Wadziły mu. Przeszkadzały. Dusiły i dławiły.
Nie odpowiedział Srokoszowi. Podniósł się ciężko na drżące łapy i odszedł. Zaszył się w legowisku wojowników, w ciemnej jaskini, gdzie liczył na spokój. Na samotność przepełnioną negatywnymi myślami o przyszłości.

***

Chciało mu się płakać. Wciąż przed oczami miał to, jak Aksamitka walczyła o życie. A on... on nie mógł nic zrobić. Lśniący Księżyc i Przyczajona Kania trzymali go mocno, nie pozwalając na wtrącenie się w nieswoją walkę. Każda komórka w jego ciele, każdy mięsień wołał o pomstę do nieba. Musiał chronić lidera, to był jego obowiązek, a zawiódł. I nic już nie mógł zrobić. Niewidzialne kajdany zacisnęły się na jego łapach, a umysł zarejestrował, że władza się zmieniła. I to na kota, którego nienawidził całym sercem. Odbierał mu miłość, a teraz i samą partnerkę, zamykając ją w zimnej jaskini, do której nie miał dostępu.
Załamał się, ponieważ zdawał sobie sprawę z tego, że jego życie zamieni się na gorsze. Bez ukochanej, sam, na usługach wariata. Czyli tak jak zawsze powinno być. Nie zasługiwał bowiem na miłość. Był tylko maszyną, która miała wykonywać rozkazy.

***

Kierował kroki u boku Srokoszowej Gwiazdy, który postanowił wygnać Morskie Oko za jej zbrodnie. Nie rozumiał o co się rozchodziło. Nie wierzył w żaden Klan Gwiazdy, czy też duchy, dlatego też nie rozumiał tej decyzji. Ale czasy, gdy mógł samodzielnie myśleć minęły. Musiał na nowo przyzwyczajać się, że wolność słowa już go nie dotyczyła.
Dostał rozkaz, aby odprowadzić kocicę na granicę. Słyszał jak płaczę, próbując raz jeszcze przekonać niebieskiego do zmiany zdania. Ten jednak pozostawał niewzruszony. Nikt jej nie odpowiedział. Żaden z ich dwójki.
Kiedy dotarli pod granicę, obserwował zbolałym wzrokiem jak ta się oddala. To było niczym wizualizacja jego przyszłości. Odchodziła w ciemność, pozostawiając stale rosnącą pustkę.
Zawrócili. Powoli zmierzali z powrotem do obozu. Dopiero, gdy byli dość daleko, nowy lider zrównał z nim krok.
— Zabij ją — usłyszał przy uchu te dwa słowa. Dwa, które ożywiły mu krew. Rozkaz, któremu nie mógł się oprzeć. Który sprawił, że jego łapy rwały się samoistnie do zawrócenia.  — A następnie podrzuć ciało za granicę z Klanem Wilka i ukryj niestarannie.
— Dobrze, Srokoszowa Gwiazdo — Skłonił łeb przed kocurem pokornie, a następnie skierował swoje kroki w miejsce, gdzie rozstali się z kocicą.
I chociaż cel był jasny, świadomość tego, że znów wykorzystywano go jako broń, przerażała. Wiedział bowiem do czego był zdolny i nie chciał na powrót przeżywać tego koszmaru. Był jednak zniewolony w ciele, nad którym nie miał kontroli. Mógł tylko obserwować jak z każdym uderzeniem serca zbliża się do celu, by spełnić wole swego pana.

***

W kilka chwil dobiegł do granicy, wdychając pozostawiony zapach Morskiego Oka. Wytropienie jej było proste. Nie odeszła daleko. Dojrzał jej sylwetkę na horyzoncie, która smętnie parła przed siebie. Podbiegł do dawnej medyczki, która słysząc kroki odwróciła łeb. Widział nadzieje w jej oczach, pragnienie usłyszenia, że może jednak wrócić do klanu. To zaraz zgasło, gdy zacisnął zęby na jej gardle. Coraz mocniej i mocniej, odbierając jej dech. Kotka charczała, próbując się wyrwać, ale dość szybko przetrącił jej kark, aby długo nie cierpiała. Chrupnęło, a ciało upadło u jego łap. Znów to zrobił. Znów ten wzrok niewinnej ofiary będzie prześladował go co noc, co dzień, do końca jego dni.
Srokoszowa Gwiazda był taki sam jak Lamparcia Gwiazda. Pozbywał się przeciwników brudnymi sposobami. Przy pomocy takich kotów jak on. Ale czy to źle? Właśnie po to istniał. To był cel jego życia. Służba i niesienie śmierci z kaprysu lidera. Nic innego nie było mu pisane. To chwilowe szczęście, które zagościło w jego życiu, było niczym innym jak zwykłym błędem. Nie powinien nigdy zakochać się w Aksamitce. Nie powinien mieć z nią potomstwa. Nie był wolny, nigdy nie był. Zawsze do kogoś należał.
I teraz sobie o tym przypomniał. To kim od zawsze był.
Upewniwszy się, że nie żyła, chwycił ją za kark i zarzucił ją sobie na barki. Nie pozostawił po ataku żadnej krwi. Domyślał się, że lider chciał załatwić sprawę dyskretnie, by nie powiązali jej z Klanem Klifu. Na szczęście Klan Wilka miał tereny niedaleko, więc kiedy wszedł do ich lasu, zabrał się do pracy. Podszedł do jakiegoś krzaka i tam zrzucił ciało ze swojego grzbietu. Musiał działać szybko, by nikt nie odkrył, że właśnie podrzucał im dowód zbrodni. Wepchnął kotkę w pośpiechu pod roślinę, a następnie zatarł swoje ślady. Zapach klifiaków i tak unosił się na ciele medyczki, więc nie trzeba było go maskować. Miał w końcu zrobić to niedbale. Kiedy jego rola tu się zakończyła, odbiegł, powracając na znane mu tereny.
Czas było złożyć raport liderowi.

***

Wszedł do legowiska lidera, upewniwszy się, że jego sierść była czysta. Zanurzył się profilaktycznie parę razy w rzece nim wrócił, wysychając na nagrzanym od słońca gruncie. Zapach medyczki jak i wilczaków był już niewyczuwalny na jego futrze, więc robota została wykonana prawidłowo.
Srokoszowa Gwiazda uniósł się do siadu, widząc że powrócił. Bury od razu spuścił pokornie łeb, skracając pomiędzy nimi dystans tak, aby wieści dotarły tylko i wyłącznie do jego uszu.
— Twa wola została spełniona. Ukryłem ją za granicą wikczaków w okolicy czarnych gniazd — powiadomił go, nie śmiąc spojrzeć mu w oczy.
Musiało to dziwnie wyglądać, że taki wielki kocur jakim był, kulił się przed mniejszym od siebie, ale już dawno wyczuł jakim typem osoby był niebieski. Wiedział, że podobała mu się ta władza jaką nad nim miał, a co za tym idzie, jego pokorna postawa. Pewnie znów po klanie rozejdą się plotki, że podlizywał się kolejnemu liderowi, ale cóż miał zrobić? Zdawał sobie sprawę, że Srokoszowa Gwiazda mógł za jego pomocą zrobić wszystko, dlatego też odczuwał nie tyle co respekt, a najzwyklejszy strach. Nie chciał skrzywdzić Aksamitnej Chmurki. Nie byłby w stanie sobie wybaczyć, gdyby jego łapy spowodowały u niej rany i przeogromne cierpienie. Dlatego też starał się nie denerwować kocura siedzącego przed nim, będąc na każde jego najmniejsze zawołanie. Był w stanie zrobić w końcu wszystko, by udawać, że chronił tak ukochaną. Bo oczywiście był świadomy tego, że jego starania, były tylko fikcją. I tak by spełnił każdą zachciankę niebieskiego, bo jego słowo było prawem.
— Czy coś jeszcze mogę dla ciebie zrobić, Srokoszowa Gwiazdo? — zapytał z kamiennym wyrazem pyska, który na powrót ukrywał wszystko co działo się w jego wnętrzu, dalej wpatrując się w swoje łapy.

<Srokoszu? Mój bossie?>

18 sierpnia 2023

Od Srokoszowej Namiętności CD. Puszystego Niedźwiadka

 — Powiedz mi... Co was łączy... Dlaczego nadała ci takie imię? Nie baw się ze mną w zagadki. Co robicie, gdy nie patrzę? Proszę powiedz mi prawdę — błagalny ton wyślizgujący się z potężnego pyska sprawiał, że Srokosz nie mógł się powstrzymać.
Dawno już nie odczuwał takiej satysfakcji. W końcu. Niedźwiedź odczuł jego ból. Uczucie roztrzaskujące serce na drobne kawałki. Zdradę i gorycz przelewającą się w nieustannej bitwie. Ogon niebieskiego dumnie wystrzelił do góry. Zrobił krok w stronę wojownika. Uśmiech, który przyozdabiał jego pysk był naprawdę paskudny. 
— Oh, Niedźwiadku. Myślę, że wolałbyś o tym nie wiedzieć. Byłeś zbyt zaślepiony Aksamitką Gwiazdą, by dojrzeć jej prawdziwą naturę. Naprawdę sądziłeś, że ją zaspokoisz? Tak nudny i markotny kot jak ty? Dobrze wiesz, że jest jak okraszana kwieciem polana. Możesz ją podziwiać, lecz nigdy nie będzie twa. — wyszeptał mu podle. 
Spojrzenie burego błąkało się gdzieś po jego sylwetce. 
— Jest ma. Mam z nią kocięta. — odparł i położył po sobie uszy. 
Srokosz zaśmiał się cicho. 
— Oh, tak? Jesteś tego pewny, Niedźwiadku? Teraz czasy się zmieniają. Nikt już nie jest taki staroświecki jak ty. Kotki rodzą kocięta gejom i wcale nie należą do nich. Koty się schodzą i rozchodzą. Żyjemy w czasach, gdzie nic nie jest trwałe. Twoja relacja z Aksamitką także. Na twoim miejscu już nie nazywałbym tego partnerstwem. Nie ośmieszaj się bardziej. 
Wojownik zamilkł na parę uderzeń serca. 
— Odczep się od niej. — padło z jego pyska. 
Niebieski uniósł brwi rozbawiony. Tylko to był w stanie mu powiedzieć? 
— Nie jest świadoma tego co robi. Tego, że daje ci tą złudną nadzieję. Odbierasz jej uprzejmość jako coś większego. Ale mylisz się. To mnie Aksamitka kocha. Z tobą jedynie się bawi. Droczy. Nie odwrotnie. — warknął Misiek. 
Srokosz wywrócił ślepiami. Wojownik znów wrócił do swoich nudnych monologów. Już nie był zabawny. Żałośny. Nienawidził tego, że aż tak trudno było go złamać. Może i to wszystko było głupią gierką, lecz niebieski nienawidził przegrywać. A szczególnie z nim. Z tym, który odebrał mu tak wiele. Niedźwiedź zasługiwał, żeby cierpieć. Należało się to mu. 
— Tak? — parsknął Srokosz. — Skoro tak uważasz, to żyj sobie w tym uprzedzeniu. Choć mam wrażenie, że sam nie jesteś pewny tych słów. 
Wojownik spoważniał. 
— Nie drocz się ze mną Srokoszu. — mruknął oschle. 
Niebieski machnął mu ogonem przed nosem. 
— Ja się nie droczę. To ty nie chcesz przyjąć do świadomości prawdy. 

* * * 

Klan Klifu pochłaniał się w chaosie. Tonął w nim. A Aksamitna Gwiazdka jak zwykle nie potrafiła stanąć na czele wyzwania. Zamiast uspokoić wojowników. Zwiększyć ilość patroli. Zrobić dosłownie cokolwiek zamiast udawać, że całe zło nie istnieje. 
Śmierć Kwiecistej Fantazji utwierdziło go w tym przekonaniu. Liderka nic nie zrobiła z tym. Łzy zalewały wymuszony uśmiech, sprawiając, że kotka wyglądała jeszcze bardziej żałośnie. A mimo to wciąż żyła w swoim bezpiecznym świecie bez zła. Nie dopuszczała tego do siebie. Tylko jeszcze bardziej raniąc swoich najbliższych. Morderstwo wstrząsnęło całym Klanem Klifu. W tym Srokoszem. Nie spodziewał się tego. Nie wiedział o tym nic. Wilczy milczał w tym temacie. Lecz niebieski nie wierzył, że on lub ktoś z jego pionków dopuścił się czegoś takiego. Aż tak okrutnego. Chciał, żeby Aksamitka i Niedźwiedź cierpieli, lecz morderstwo w tak bestialski sposób przechodziło jego granice. 
— Wasza rodzinka się rozpada, co? — rzucił w stronę Puszystego Niedźwiadka. 
Przekrwione od płaczu ślepia spojrzały na niego morderczo. Skołtunione futro i nieprzyjemny zapach unosił się od wojownika. 
— To ty? — jego głos mimo tego, że zdawał się słaby przepełniony był gniewem. 
Srokosz trzepnął ogonem, odsuwając się od niego.
— Znów robisz ze mnie potwora. — parsknął zirytowany, wskakując na jeden z kamieni. — Wyglądasz żałośnie. Gdzie twoja ukochana partnerka? Czemu cię nie wspiera? 

<Misiek?>

27 lipca 2023

Od Niedźwiedziej Siły (Puszystego Niedźwiadka) CD. Srokoszowej Wzgardy (Srokoszowej Namiętności)

[Czasy przed Aksamitną Gwiazdą]

Wiele osób szantażowało go, gdy żył w Betonowym Świecie, ale nigdy nie spotkał się z tym, że dla ochronienia własnej skóry musiał udawać kotkę. To był... chyba szczyt debilizmu, aby wpaść na taki pomysł, ale co się dziwił... Srokosz odznaczał się intelektem, który przypisałby kocięciu. Ale sam fakt, że wiedział o jego niecnych czynach powodował, że musiał mieć się na baczności i nie traktować go z góry. Zdawał sobie sprawę, że w taki sposób mógł się łatwo przejechać. Wszak wroga trzeba było traktować z dużą rezerwą i ostrożnością, a nie pozwalać sobie na samowolkę. Dlatego też nie miał wyjścia. Chociaż perspektywa bycia kotką przez księżyc brzmiała strasznie upokarzająco, co zapewne miało na celu, by podnieść ego niebieskiego, tak jakoś się tym niezbyt przejmował. Wystarczyło zmienić zaimki na żeńskie, więc sprawa była dość prosta. Na dodatek uważał, że zasłużył na karę za odebranie życia tamtej niewinnej istocie. Nie lubił mordować, ale gdy lider wydał rozkaz, nie umiał mu się sprzeciwić. Złamałby wtedy kodeks... A to... To niosło ze sobą przerażające konsekwencje, na których wspomnienie zadrżał instynktownie. Rybitwa postarał się, aby wizja tych co łamią święte prawo wszczepiła mu się na zawsze w pamięć, nie pozwalając mu o tym nigdy zapomnieć. Dlatego też to co go spotykało uznawał za swego rodzaju karmę i zapłatę za winy. Podchodził więc do sprawy neutralnie, wiedząc że odkupienie win będzie wiązało się z upokorzeniem i bólem. Ale zasłużył. Zasłużył i zaakceptował ten szantaż, to wyzwanie, przed którym postawił go niebieski wojownik. 
Nie martwiło go jednak wyśmianie. Opinie publiczną miał gdzieś zwłaszcza, że w przeszłości krążyły plotki o nim i Lamparciej Gwieździe, które dość irytujące, dało się przeżyć. W takich sytuacjach stosował metodę wyparcia, która zawsze się sprawdzała podczas załatwiania brudnej roboty, której nie chciał wykonywać. Polegało to na odcięciu się od świata i uznawaniu własnego ciała za obce, nienależące do niego. Wystarczyło być po prostu kimś martwym, kto obserwuje wszystko z boku. To był najlepszy sposób na radzenie sobie ze stresem.
Jednakże tego czego się obawiał to Aksamitki i jej wiecznego optymizmu do każdej dziwnej zmiany. Partnerka mogła zareagować w bardzo różny sposób. Dlatego też, gdy przyszło mu wytłumaczyć jej sprawę, po prostu nie rozwodząc się nad tym, powiadomił ją, że teraz będzie kotką, bo taką ma aktualnie chęć. No i jak się spodziewał, partnerka wręcz zapowietrzyła się z zachwytu. 
Jej piski towarzyszyły mu przez cały wieczór, gdzie ta od razu zaczęła zwracać się do niego jak do swojej psiapsi. Znosił to ze stoickim spokojem, nie zwracając uwagi na dziwne spojrzenia wojowników, z którymi dzielili przestrzeń. Ale jak to się miało w Klanie Klifu, plotka szybko rozniosła się po każdym zakamarku jaskini, a jego funkcja królowej dodawała temu wszystkiemu bardziej szyderczego wydźwięku. 
Chociaż nie ruszały go komentarze współklanowiczów to umierał wewnętrznie przy swojej partnerce. Znał ją na tyle dobrze, że obawiał się, że nie zaakceptuje zmiany zdania, gdy minie ten okropny księżyc i na zawsze zostanie już "Misią". Dlatego też przeżywał tortury nie od wojowników czy Srokoszowej Wzgardy, a od własnej ukochanej, która rozkręcała się tylko coraz bardziej. Już samo to, że piszczała uradowana, że będą wspaniałymi lesbijkami napawała go... niewytłumaczalnym skurczem w brzuchu. Każdy kto go znał domyśliłby się, że nie robił tego z własnej woli, ale Aksamitka była na takie sprawy ślepa. Może pomyślała, że to wina opieki nad kociętami? Wszak musiał zastępować im matkę. Ta rola w końcu nie należała do kocura... 
Przemyślenia przerwało mu pojawienie się Srokoszowej Wzgardy, który niósł bukiet. Czerwona lampka zapaliła mu się w głowie. Nie zdziwiłby się, gdyby przez to, że go skotkował, chciał odebrać mu ukochaną. Zazdrość... to dość okrutne uczucie, a on właśnie teraz je czuł najintensywniej na świecie. Dlatego też, gdy z pyska padły pierwsze słowa, które nie były skierowane do pointki, a do niego, kamień spadł mu z serca. 
Zdawał sobie jednak sprawę z tego, że to była kolejna próba mająca na celu zabawienie się jego kosztem. Gdyby nie to, że Srokosz miał na niego haka, bez przeszkód pozbyłby się go na jakimś patrolu. Musiał jednak grać swoją role, aby kocur nie stwierdził nagle, że się nie stara. Ostatnie czego potrzebował to afera na cały klan o coś, co zrobił w przeszłości. 
— To takie kochane z twojej strony, Srokoszku! — krzyknęła radośnie Aksamitka. — Misia też jest przeszczęśliwa, prawda kochanie?  
Wymamrotał jedynie coś pod pyskiem, kiwając sztywno łbem. Znów to przedziwne uczucie skręcania trzewi go nawiedziło. To był wstyd? A może umierał wewnętrznie? Nie wiedział, ale wiedział za to, że to była najgorsza tortura jaką przeżywał. I to niby nękanie fizyczne uchodzi przez co poniektórych sadystów za te najbardziej bolesne, a tu wychodziło na to, że właśnie odwrotnie. Psychika była krótszą trasą do złamania nawet twardej skały.
— Mam pomysł. Powinniśmy ci je wpleść w futerko! By już każdy wiedział, jak delikatną i kochaniutką osóbką jesteś! — stwierdziła energicznie Aksamitka, chwytając kwiatki. Aż go zemdliło na te słowa. Powoli tracił wiarę w partnerkę i jej poczytalność. Pragnął zwinąć się na ziemi w kulkę i rozerwać swoją pierś na strzępy, tak to uczucie w nim się kumulowało. — Pomożesz, Srokoszku. 
Niebieski posłał mu prześmiewcze spojrzenie. 
— Oczywiście.
Oczywiście, że pomoże. Taki był w końcu jego cel. Zniszczenie jego godności. Nie wiedział dlaczego ten się tak na niego uwziął, ale mógł podejrzewać, że chodziło o Aksamitke. Pewnie nie potrafił znieść tego, że kotka wybrała jego osobę za partnera, a Srokosz został odstawiony na boczny tor. 
Jego mina zwykle normalna przybrała bardziej ponury wyraz. Od razu ukochana go za to zbeształa, zapewniając, że będzie piękny, a Srokosz oczywiście jej przytaknął, lizus... 
Położył się, aby niżsi mieli dostęp do całego jego futerka i zaczął wgapiać się pusto przed siebie. Kotka nuciła jakąś piosenkę, miłą dla ucha, wplątując w jego sierść kwiatki. Nie chciał za bardzo w tamtym momencie na siebie patrzeć. Zastygł niczym posąg, poddając się zabiegowi skotkowania bez żadnych sprzeciwów. 
— Ale uroczo wyglądasz — skomentował niebieski wojownik, parszywie się uśmiechając, gdy ostatni kwiatek przyozdobił jego ucho. 
— Moja cudowna dziewczyna! — Szylkretka dała mu całusa na co zamruczał zadowolony i nawet lekko się uśmiechnął. Bądź co bądź, kochał ją z całego serca i uwielbiał jej pieszczoty. — Ojej! Musimy jeszcze zabrać się za twoje pazury! Nie obraź się, ale są strasznie zaniedbane! — stwierdziła unosząc jego łapę, oceniając ją krytycznie. 
Srokoszowa Wzgarda przysiadł się do jego drugiego boku i mógłby przysiąc, że przez chwilę dostrzegł w jego wzroku złość, że na jego pysku zalśnił uśmiech. No tak. Liczył na jego cierpienie, a dostał nieco odmienny efekt, chociażby chwilowy. 
— Misio poczekaj tu ze Srokoszkiem, pójdę po taki kamyk co ładnie wygładza pazury. Krewetka mi to pokazała, gdy chodziłyśmy na ploteczki! Właśnie! Będziemy musiały także urządzić sobie babskie pogaduszki — wymiauczała, szybko kierując kroki po ów przedmiot.
Został sam na sam ze swoim "oprawcą", który szczerzył się jak mysz do sera. 
— No, Misio... Jak ci się podoba nowa ty? 
Wzruszył ramionami.
— Jeżeli sądzisz, że mnie to rusza to niezbyt — odparł dość pusto. — Wytrzymam ten księżyc — zapewnił go. Nie chciał, aby sobie pomyślał, że łatwo go było złamać. Właśnie nie. 
— Nie wiem o czym mówisz. Pytałem o co innego — rzucił mu sugestywne spojrzenie świadczące o tym, że powinien bardziej przyłożyć się do swojej roli.
Westchnął cierpiętniczo.
— Jestem teraz taka piękna i wspaniała. Moja dziewczyna bardziej mnie przez to kocha. Och, dziękuję, że pytasz Srokoszku — wymruczał do niego, chcąc przy okazji mu dogryźć. Bo może i wygrał i miał przeciwko niemu naprawdę silne dowody, tak nic nie stało na przeszkodzie, aby pokazać mu, że to jego dziecinne zachowanie działało na jego korzyść. — Ty za to... Och... Biedactwo. — Dotknął łapą jego sierści ze zdegustowaniem na pysku, cofając ją zaraz jak typowa baba, która zanurzyła ją w jakimś syfie. — Strasznie o siebie nie dbasz. Te kocury... — Przewrócił oczami. — Przy damach należy chociaż udawać, że się zna na higienie. 
Niebieski prychnął zirytowany, a na jego pysku wymalowało się wkurzenie, które zaraz zniknęło pod fasadą wrednego uśmieszku. 
— Najwidoczniej musisz mnie nauczyć. 
Zamrugał zaskoczony, bo tego się nie spodziewał. Co... 
— Jak wróci Aksamitka to się za ciebie weźmiemy. Nie poznasz siebie — zapewnił go, licząc na to, że jeszcze pożałuje tych słów. 
— Och, a ja wolałem, abyś to ty Misio mi pokazała — wyszczerzył się bardziej, zbliżając się o krok bliżej. 
Co... To przestawało go bawić... Gdzie podziała się zastępczyni? Rozumiał, że był kocurem i nie powinien cykorzyć przed takim wypierdkiem sowy, ale ten drań miał go w garści, a wciąż nie dowiedział się jak poznał tą dość cenną informację. 
— Musisz się wylizać — wyjaśnił, dając mu kwiatka za ucho, który wcześniej spoczywał na tym jego. — I wytarzać w kwiatach. Śmierdziele nie mają szans na uwagę żadnej z nas. 
— Mam! — Aksamitka wpadła do nich z powrotem jak burza, kładąc zadowolona kamień. Od razu nie pytając nawet o zgodę, uniosła jego łapę i zaczęła mu piłować pazury. Nigdy w życiu nie dopuściłby do tego, gdyby jeszcze żył w Betonowym Świecie. Przytępione pazury w końcu nie nadawały się do... no niczego. Tutaj jednak nie walczył o każdy oddech, a jedyne co robił to opiekował się dziećmi, więc tym bardziej jakoś nie zrobiło mu się ich żal. Zresztą i tak odrosną.
— Moja ukochana. Rozmawiałam sobie ze Srokoszkiem i chciałby również podreperować swój wygląd. A od kogo ma się uczyć jak nie od nas, prawda? 
Oczy pointki zabłysnęły. 
— Wspaniale! Zrobimy kółeczko przyjaźni! — zaćwierkała uradowana, przyciągając niebieskiego bliżej, widząc jak chciał się ulotnić słysząc te słowa.
— Ja... jestem zajęty. Nie będę wam dziewczyny przeszkadzał — próbował się wykręcić.
— Ależ nie przeszkadzasz, prawda Aksamitko? — Teraz to on mógł pozwolić sobie na fałszywy uśmiech. Czasami trzeba było dostosować się do warunków i słabość przemienić w siłę. 
Zastępczyni pokiwała łbem, zapewniając kocura, aby z nimi został i się zabawił w salon piękności. Liczył na to, że wojownik pożałuje, że w ogóle ośmielił się zrobić z niego kotkę. 

***

— Misia? Ha, ale dobre! Widać, że godności to ty nie masz. Znaczy wiedziałam, że puszczasz się z liderem, no ale nie, że z ciebie baba! — Najgorsza zmora Klanu Klifu - Północny Szlak, właśnie zaczęła swoje drwiny. Kotka nie potrafiła usiedzieć ze spokojem, rzucając raz po raz te swoje słabe przytyki i żarty. Ignorował ją zmęczony, nie nawiązując żadnej dyskusji. Arlekinka podrwi, podrwi, a gdy nie będzie miała żadnej reakcji to odpuści. To zwykle działało. Musiał jednak przyznać, że nieco odzwyczaił się od plotek na swój temat. Teraz znów był na pyskach wszystkich. I chociaż starał się o tym nie myśleć, to Aksamitka psuła jego kamienny mur, który wznosił, by odciąć się od rzeczywistości. Praktycznie to ona jak i Pluskająca Krewetka, która została włączona do ich trójkąciku przyjaciółek, przekazywała mu wieści jakie krążyły po klanowiczach. Stąd też do jego uszu dotarło, że Srokosz nie był bez skaz, bowiem migdalił się na boku z Wilczym Zewem. Ciężko było odgrywać kotkę, lecz czasem należało podjąć się tej roli, by zdobyć informacje. Teraz udając jedną z nich, miał dostęp do zakazanej wiedzy, którą osobniczki tej płci, nie dzieliły się chętnie z samcami. I co się dziwić... Rozmowy o chłopakach to nie był jego konik, zwłaszcza, że jak Aksamitka zgadzała się z Krewetką, że ktoś jest przystojny, włączała mu się zazdrość. 
— No co milczysz? — Trąciła go łapą, szukając jakiejkolwiek reakcji. Widać było, że strasznie się irytowała, że nie zamierzał się bronić. — Może ty gej, co? Udajesz, że jesteś z Aksamitną Chmurką, a znów łasisz się do kolejnego lidera — zakpiła. — A może migdalisz się do Srokoszowej Wzgardy? Wiecie, że takie jednostki jak wy zasługują na ostre lanie? — zamilkła oczekując na słowa, których się nie doczekała. Wkurzona prychnęła tylko wrogo, spluwając mu na nos, odchodząc. 
Wytarł ślinę z obrzydzeniem, akurat w idealnym momencie, ponieważ na horyzoncie pojawiła się jego ukochana. 
— Misio, ale to takie fajne! Nasze dzieci mają dwie mamusie! To takie uroczeee. — Kotka przytuliła się do niego na co zamruczał. Wewnętrznie jednak go skręcało od tego całego cyrku, ale przeżył pierwszy tydzień to jeszcze trzy da radę znieść. 
— Ty jesteś urocza — skomplementował ją, chcąc odwrócić jej uwagę od tych spraw.
— Awww jesteś kochana. Ty także jesteś urocza. A te kwiatki ci tak pasują. Pachniesz przepięknie — Kocica zanurzyła pyszczek w jego futrze, a on otulił ją swym ogonem. 
I właśnie w takiej pozycji przyuważył ich Srokosz, który wydawał się bardziej zirytowany, chociaż drwiący uśmiech nie znikał z jego pyska widząc i słysząc, że jego opinia w klanie runęła w spektakularny sposób, a coraz więcej kotów zwracało się do niego jak do kotki. Po tym księżycu jak nic, będzie ciężko wymazać ten epizod z jego życia z pamięci wielu. Będzie się to za nim ciągnęło być może do końca życia. 

***

Przeżył księżyc jako kotka. Było to okropne doświadczenie. Nigdy tak bardzo nie zmęczył się psychicznie i nie zamknął w sobie jak przez ten czas. Czuł się niczym na początku, gdy stawiał pierwsze kroki w Klanie Klifu. Niezbyt miło odbierany, odrzucający każdego kto do niego podszedł. Wyjątkiem była oczywiście Aksamitna Chmurka, którą kochał całym sercem. Tylko przy niej jego spięte ciało uspokajało się, a pysk zanurzony w jej miło pachnącym futrze, wracał do swojego normalnego stanu. Nie dość, że zajmował się kociętami to jeszcze psychicznie miał już tego wszystkiego dość. 
Gdy nastał kres jego męczarni, z nietęgą miną udał się do Srokosza, który siedział przy swoim kochasiu. Niebieski widząc go wyprostował się dumnie, by go przerosnąć, lecz nie przyniosło mu to żadnego efektu. Był od niego znacznie większy. 
— Możemy porozmawiać? — zapytał, na co wojownik skinął łbem.
— Oczywiście, Misio. — Gdy odeszli na ubocze kontynuował. — O co chodzi? 
— Minął księżyc. Czy jesteś z siebie zadowolony i mogę wrócić już do bycia kocurem?
— Och... Sądziłem, że ci się spodobało i zostaniesz taki na zawsze... — Pokręcił nosem z udawanym zawodem.
Nie skomentował tego, nie chcąc go denerwować i bardziej sobie u niego nagrabić. Widząc jego chłodny wzrok i brak reakcji, cętkowany machnął łapą.
— No dobra. Mam to czego chciałem. Powodzenia w odkręcaniu tego, Misio — zachichotał, dając mu ogonem po pysku. 
Ugh... prawda. Prawdziwe piekło dopiero przed nim. 

***

Tak jak się spodziewał, Aksamitka nie chciała przyjąć jego zmiany zdania. Powiedział jej, że teraz chcę być kocurem, na co kręciła nosem nieco zawiedziona. Naprawdę podobał jej się w takim wydaniu? To było przerażające. Wiedział, że kotka była specyficzna, ale że aż tak, by pragnąc widzieć go w takim upokarzającym wydaniu?  
— Ja chcę mieć dziewczyneee, Misiuuuu. Nie bądź taki samolubnyyyy — płakała mu nad uchem. 
On samolubny? Z jakiej racji? Nie zamierzał być kimś kim nie był, ponieważ partnerka miała taki a nie inny kaprys. Raczej psychicznie by tego nie wytrzymał. 
— Ugh... wybacz. Na ten moment czuje się na powrót kocurem. Proszę. Uszanuj to. 
Kocica zrobiła smutną minkę, ale pokiwała głową.
— Pewnie niedługo ci przejdzie i znów będziesz kotką — stwierdziła, przywracając na swoją mordkę radosny wyraz. 
Ona naprawdę w to wierzyła? Miał nadzieje, że już nigdy nie będzie postawiony w takiej sytuacji. Udawanie kotki i upokarzanie się w ten sposób bardzo nadszarpnęło jego nerwy i co najważniejsze dumę. 

***

[teraźniejszość]

Że co takiego. Rozszerzył oczy w szoku słysząc jak Aksamitna Gwiazda mianowała na nowo wojowników. Rada nie mogła się na to zgodzić. To brzmiało tak absurdalnie i niedorzecznie, że wątpił, aby byli tacy szaleni. Każdy nie dowierzał, gdy ich imiona były słodko zdrabniane, a uczniowie zamiast Łapami byli Łapusiami. 
Na imię Srokosza jego sierść się najeżyła. Co?! Jaka Namiętność?! Czy Aksamitka tym sposobem starała się mu coś przekazać? Że kocur stał się dla niej bardziej bliższy, bo pełnił funkcje zastępcy? Na swoje imię nie zwrócił uwagi. Brzmiało okropnie słodko, jak gdyby był małym kiciusiem, ale i tak było lepsze od co niektórych. 
— No... Puszysty Niedźwiadku... Twoja partnerka zaszalała — usłyszał za sobą głos zastępcy. 
Rzucił mu srogie spojrzenie, znów spoglądając w stronę kotki. Wiedział, że to nie skończy się dobrze. Na zgromadzeniu będą przecież pośmiewiskiem! Wojownicy nie dopuszczą do tego. Sprzeciwia się władzy, a to... to mogło źle się skończyć dla jego partnerki. Wizja jak ktoś ją morduje z zimną krwią sprawiła, że wbił pazury w ziemię. Nie mógł do tego dopuścić. Musiał ją chronić. 
— Nie mogę... — szeptał, biorąc głęboki i ciężki wydech. — Nie mogę nic zrobić... — gorycz w jego głosie bardzo go zdziwiła, ale dawno nie czuł takiej słabości. Chciał ją ochronić, ale zdawał  sobie sprawę, że będzie jedynym przeciwko wielu. 
Na dodatek Srokoszowa Namiętność napawał się jego smutkiem. Grał z nim w jakąś chorą grę, a Aksamitka zdawała  się w niej świetnie bawić. Jak miał ją uratować? Była niewinna, była delikatna i słodka. Świat nie mógł jej skrzywdzić. Nie chciał tego. A mimo to... Jak widział ich dwoje na skale... To jak się dogadują... W jego wnętrzu rozpala się rozpacz. W końcu to Aksamitka pokazała mu czym jest miłość i uczucia. To ona wyzwoliła je spomiędzy twardego muru. To ona była sensem jego życia. 
Pierwsze uniesione i niezadowolone głosy rozległy się po jaskini, ale liderka ich nie słuchała. Zniknęła zadowolona w swoim legowisku, dając wszystkim czas na przetworzenie nowych informacji.
— Wyglądasz jakbyś zobaczył ducha Niedźwiadku — zadrwił niebieski. 
— Powiedz mi... Co was łączy... Dlaczego nadała ci takie imię? — Wbił w niego ostre spojrzenie. — Nie baw się ze mną w zagadki. Co robicie, gdy nie patrzę? Proszę powiedz mi prawdę — zniżył się nawet do błagalnego tonu, by w końcu poznać jak się sprawy miały. Czy już go nie kochała? Znudziła się nim? Uznała, że Srokosz zasłużył na jej miłość? Czy on wiedział co zamierzała zrobić? Przytaknął jej w tej sprawie? Czuł się tak jakby nie znał własnej partnerki. Jak gdyby na powrót był kocięciem, które straciło wszystko na czym mu zależało. Bał się odtrącenia. Bał się, że to teraz Srokosz zajmie jego miejsce u jej boku... Chociaż w zasadzie tak poniekąd było, gdy siedział z nią podczas przemów czy zgromadzeń.

<Srokoszku?>

26 lipca 2023

Od Srokoszowej Wzgardy CD. Niedźwiedziej Siły

— Czego chcesz? — padło bezpośrednio z jego pyska. 
Uniósł kąciki ust do góry, dając zmylne wrażenie, iż osiągnął swój cel. W pewnym sensie dostał czego chciał. Widok spiętego kocura napawał go nieznaną radością. Dopiekł mu. Był w sytuacji bez wyjścia. Musiał go słuchać. Być zależnym od jego kaprysu. To poczucie władzy uderzało mu do łba. A mimo to miał w łbie pustkę. Same durne pomysły mające na celu głównie upokorzeniu burego wlatywały mu do łba.
Było dość dziecinne, ale jakże kuszące. 
— Ależ się spiąłeś. — parsknął wyśmiewczo, mając na celu podkreślenia jego władzy. — Brzmisz jakbym miał kazać ci wymordować rodzinę. Nie jestem potworem, Niedźwiedzia Siło...
Bury nie skomentował tego. 
— Udawaj kotkę. Przez najbliższy księżyc. — palnął w końcu, jeden z głupszych chodzących mu po łbie pomysłów. 
Spotkał się ze zdziwieniem w brązowych ślepiach. 
— I co to ma na celu? — głos Miśka zdawał się pozbawiony emocji. 
— Nie twój w tym interes. — mruknął od razu Srokosz, nie chcąc wyjawić, że to wszystko było jego dziecinnym kaprysem. — Postaraj się lepiej. Nie tylko ja będę cię obserwował. — zamruczał, unosząc dumnie ogon do góry. 
Wojownik wpatrywał się w niego sztywno. 
— A co jeśli tego nie zrobię? — zapytał, mrużąc oczy. — To dziwne zadanie... Mam nadzieję, że to nie jest jakaś przedziwna forma zalecania się w moją stronę, Srokoszowa Wzgardo...
Niebieski zrobił krok w stronę wyższego od niego kocura. Jego zdegustowanie było satysfakcjonujące. Czuł, że będzie się świetnie bawił, obserwując to. Oby jedynie Wilczy Zew nie odkrył, że zdecydował się na tak szczeniacki pomysł.  
— Głodnemu mysz na myśli. — odparł, zadzierając pysk by spojrzeć buremu prosto w ślepia. — Jeden fałszywy krok. Jedna próba przechytrzenia mnie. — urwał, by zaczerpnąć tchu. 
Wpatrywał się w skupione na nim brązowe ślepia wojownika. Tak pozbawione większych emocji. Puste. Zupełnie jak skały. 
— A każdy będzie wiedział. — wyszeptał aż zbytnio dramatycznie. 

* * *
*następnego dnia*

Trzymał kąp kwiatów wpatrując się z wyższością w Niedźwiedzią Siłę i Aksamitną Chmurkę. Każdy jego krok zbliżał go do możliwego ujrzenia zażenowania malującego się na pysku burego. Idiotyczne było to, jak bardzo ta myśl go napawała go. Upokorzenie burego. Pokazania mu, że wcale nie jest taki super. Idealny. Odebranie mu jego chłodnego wizerunku. Zawstydzenie go przed partnerką i dziećmi. 
— Niedźwiedzia Siło. — zawołał, łudząc się na w miarę przyjazny ton. 
Para brunatnych ślepi spojrzała na niego chłodno. Podszedł, kładąc kwiaty przed ich łapami. Aksamitka już ucieszona z nich, wbiła swoje ślepia w różnorakie kwiecie. 
— Chciałbym powiedzieć, że nie zamierzam się śmiać z ciebie jak niektórzy. Każdy ma prawo utożsamiać się z tym czym się czuję. Przyniosłem ci te kwiatki, byś... wyglądała bardziej tak jak się czujesz. — miauknął z najbardziej sztucznym uśmiechem jakim mógł przybrać na pysku. 
Oszołomiona podarunkiem pointka już szczerzyła się jak naszprycowana mysz. 
— To takie kochane z twojej strony, Srokoszku! — krzyknęła radośnie. — Misia też jest przeszczęśliwa, prawda kochanie?  
Bury wymamrotał jedynie coś pod pyskiem, kiwając sztywno łbem. 
— Mam pomysł. Powinniśmy ci je wpleść w futerko! By już każdy wiedział, jak delikatną i kochaniutką osóbką jesteś! — stwierdziła energicznie Aksamitka, chwytając kwiatki. — Pomożesz, Srokoszku. 
Niebieski posłał Misii prześmiewcze spojrzenie. 
— Oczywiście.


<Misia?>

09 czerwca 2023

Od Niedźwiedziej Siły CD. Srokoszowej Wzgardy

 Zatrzymał się, po czym na moment zawiesił wzrok na Srokoszu.
— Zbrukany? Dlaczego pytasz? — Czyżby chodziło mu o coś konkretnego czy o sam fakt, że został postawiony w roli królowej?  Tak... Na pewno mało kto godził się na takie rozwiązanie, gdy matka młodych żyła, ale nie potrafił sprzeciwić się Aksamitce. Nie, gdy hierarchicznie nad nim górowała. 
— Dziwi mnie, że jesteś tak opanowany. Po tym co zrobiłeś — mruknął nie odpowiadając na pytanie.
Zmarszczył brwi, bo nie za bardzo rozumiał co takiego Srokosz miał na myśli. Co takiego zrobił? Czy czegoś nie wiedział? Przecież ostatnio nic takiego nie działo się w jego życiu, aby miał się czegoś obawiać, ba! Aby być mniej opanowany niż zwykle. 
— Nie rozumiem... Przejdź do rzeczy, nie baw się ze mną w zagadki, Srokoszu.
— Nie czułeś żadnych wyrzutów sumienia, patrząc w ślepia swoich kociąt po tym co zrobiłeś Cichej? — ściszył głos, podchodząc. 
Ah, a więc o to chodziło. Nie pokazał po sobie zaskoczenia, chociaż w głębi siebie zaczął zastanawiać się skąd to wypłynęło. Jedynie Lamparcia Gwiazda o tym wiedział, ale on wydawał się nie pamiętać czasów ze swojej kadencji. Za to Dziki zmarł... Czyżby powiedział o tym synowi? Ale wtedy raczej Srokosz przyszedłby do niego z tym wcześniej, a nie czaił się z tym tak długo. Gdy podszedł nie ruszył się o krok, patrząc na niego ze spokojem w brązowych ślepiach. 
— Nadal nie rozumiem... — mruknął, zachowując kamienny wyraz pyska. Jednakże życie z Aksamitką nauczyło go nieco ukazywać emocję, więc nie ukrył jak jego ciało się nieznacznie spięło. Źle na niego oddziaływała. Powodowała, że się odsłaniał, co nigdy dotąd się nie zdarzało. 
— Och, jakiś ty biedny. Nic nie rozumiesz? Nic, a nic? Może odświeżyć ci pamięć o tym, jak rozrywałeś ją na strzępy... — szepnął, patrząc na niego z odrazą. 
Zacisnął pysk, mierząc go spojrzeniem. 
— Czego chcesz? — nie odniósł się do tych oskarżeń, tylko do raz przeszedł do rzeczy. Znał się na zastraszaniu jak nikt inny. W Betonowym Świecie widział wiele takich sytuacji, gdy ktoś próbował coś na kimś wymusić. Dlatego też wiedział, że Srokoszowa Wzgarda miał w tym jakiś cel, że mu o tym mówił. Inaczej poleciałby do Grzybowej Gwiazdy i wszystko mu wyśpiewał zamiast konfrontować się z nim w obozie. No właśnie. Byli w obozie, a już zdawał sobie sprawę jak szybko ciekawskie uszy wyłapywały informację. Nie podobało mu się to, że wojownik go tu zaczepił. Miał ochotę oddalić się z nim w bardziej dyskretne miejsce, ale coś czuł, że skoro wiedział co zrobił, raczej bałby się mu zaufać w tej kwestii. 

<Srokosz?>

07 czerwca 2023

Od Srokoszowej Wzgardy CD. Niedźwiedziej Siły

Zdziwiła go propozycja burego. Zmrużył ślepia podejrzliwie. Nie wiedział, czy dogryzała mu samotność, czy chciał go wykorzystać do pogodzenia się z Aksamitką. Na co Srokosz nie miał zamiaru się zgadzać. Uniósł dumnie kitę do góry. 
— Możemy się przejść. — mruknął w końcu, czując na sobie wzrok wojownika. 
W milczeniu ruszyli w stronę wyjścia z obozowiska. Porywisty wiatr targał futra kocurów, gdy wchodzili na górę klifu. Mieszkanie w jaskini miało według Srokosza więcej minusów niż plusów. Wilgoć, ziąb i niemożność dojrzenia wroga z obozowiska utwierdzała go w przekonaniu, że Klifiacy mieli puste kamienie zamiast łbów. Doszli do niewielkiego lasu rozciągającego się na zboczu klifu. 
— Zdajesz się zmęczony. — stwierdził niebieski, wodząc spojrzeniem po burym futrze. 
Aż tak dobiło go odrzucenie Aksamitki? Srokosz zmarszczył nos. Bury zdawał się pozbawiony emocji. Niczym kamienny głaz. Zimny i pusty w środku. Myśl, że tak naprawdę rozpacza za szylkretką zdawała się dziwna, lecz nie znał kocura. Niedźwiedzia Siła mógł go jeszcze zaskoczyć. Dlatego też nie spuszczał z niego spojrzenia. Bury wydał z siebie pomruk.
— Mam dużo na głowie. — odpowiedział w końcu. 
Srokosz uniósł brew. Bawienie się w pieska Lamparciej Gwiazdy było aż tak wyczerpujące? A może plotki o dzikim romansie kocurów, które szerzyły się po klanie były jednak prawdziwe.
— Aksamitna Chmura dała ci spokój, nie cieszysz się? — mruknął, jakby od niechcenia bacznie obserwując kocura.
Bury trzepnął uchem. Rozejrzał się po lesie aż spojrzał na niebieskiego.
— Coś sobie ubzdurała i nie mogę przemówić jej do rozsądku. — odparł Niedźwiedzia Siła. — Czekam aż sama będzie gotowa porozmawiać. 
Srokosz zmrużył ślepia, idąc parę kroków do przodu. Nie wiedział za bardzo jaką minę miał teraz, a wolałby bury nie wiedział o nim zbyt wiele. 
— Dobry pomysł. — mruknął w końcu do kocura. — Z daniem jej czasu. Jeszcze to zaginięcie jej brata. Bardzo to przeżywa, przyda się jej przestrzeń. — dodał, odwracając się w stronę wojownika.
Bury utknął na nim wzrokiem na uderzenie serca.
— Nie obchodzi mnie to. — stwierdził Niedźwiedzia Siła i ruszył dalej nie zważając już na Srokosza.
Niebieski obserwował oddalającego się wojownika. Czuł, jak łapy mu drżały z ekscytacji.
Gdyby tylko Aksamitna Chmurka mogła to usłyszeć. 

* * *

Nie mógł znieść widoku godzącej się dwójki wojowników. Później tej sielankowej atmosfery miłości jaką rozrzucali wokół siebie, starając się na każdym kroku podkreślić, jak bardzo się kochają i jak wielka jest ich miłość. Do Srokosza wpadały czasem, zupełnie przypadkowo, fragmenty ich rozmów. O wspólnych posiłkach z samotnikami, kłótnie i inne bohomazy. Na domiar złego wojowniczka została zastępczynią, bo Grzybowej Gwieździe najwidoczniej zależało jedynie na rozpierdoleniu Klanu Klifu do końca, wybierając tą słodką idiotkę na swojego następcę. Szczytem tego wszystkiego była wieść, która rozeszła się po Klanie Klifu szybciej niż plotka o niedoszłym romansie Miśka z Lampartem. Aksamitna Chmurka była w ciąży. Irytacja niebieskiego wchodziła na nowe niepoznane poziomy, gdy tylko słyszał o kolejnych poczynaniach tej pary. Z każdym księżycem nie przestawali go zadziwiać. Niedźwiedzia Siła skończył w kociarni z młodymi, gdy Aksamitka pełniła dalej powierzoną jej funkcję. Srokosz potrafił wymienić co najmniej pięciu lepszych wojowników do objęcia pozycji zastępcy, lecz nie zamierzał w to integrować. Jeśli Klifiacy chcieli własnego upadku zamierzał się temu jedynie przyglądać w rozbawieniu. 
Bura sylwetka napatoczyła, a bardziej stanęła swym ogromem, mu na drodze sprawiając, że zmarszczył brwi. Nie rozmawiali od tamtego dnia. Nie mieli powodów. Teraz tym bardziej. Srokosz sprawnie wyminął większego kocura, by zniknąć w odmętach mroku obozowiska, gdy do łba wpadła mu myśl. A bardziej przyjemna informacja, którą pewnego dnia ktoś się z nim podzielił. Odwrócił się w stronę już odchodzącego kocura. 
— Niedźwiedzia Siło? — zawołał cicho kocura. 
Ten zwrócił się w jego stronę. Brązowe ślepia, jak zwykle przepełnione pustką spoglądały na niego uważnie.
— Nie czujesz się czasem zbrukany? — zapytał, robiąc krok w stronę wojownika.

<Misiek?>

25 listopada 2022

Od Niedźwiedziej Siły cd Srokoszowej Łapy (Srokoszowej Wzgardy)

I to była ta jego rada? Miał im o wszystkim powiedzieć, a oni uciekną przestraszeni, ponieważ żył jako członek gangu? Przecież... Sam im mówił, że żył z innymi samotnikami i jakoś ich opinia na ten temat się nie zmieniła. Nawet nie zareagowali w taki sposób jak Srokoszowa Łapa. Wydawało mu się, że kocur wiedział co takiego robił by przeżyć, chociaż mu dokładnie tego nie powiedział. To nieco sprawiło, że jego szacunek do niebieskiego wzrósł, ponieważ nikt do tej pory nie powiązał go z okrutnymi czynami. Nawet niektórzy wojownicy, którzy już do niego przywykli twierdzili, że wyglądał groźnie tylko na pokaz, a serce miał miękkie niczym mech.
— Wiedzą, że byłem samotnikiem i żyłem w mniejszym społeczeństwie ze współbraćmi. To nie rozwiązało mego problemu. Aksamitna Chmurka uznała, że nauczy mnie szczęścia i miłości, cokolwiek to znaczy. — Na samo wspomnienie się skrzywił. Ta mała to był huragan dziwnej mieszanki emocji. Pozytywna aż za bardzo, przez co nie do końca rozumiał jakimi się kierowała wartościami. Chociaż... Mógł podejrzewać, bo scukrzała otoczenie dość dosadnie. 
Zauważył jak Srokoszowa Łapa spuścił łeb, a jego ogon nerwowo drgnął. Nie spodobały mu się jego słowa? Czyżby był jakimś jej przyjacielem? 
— Powodzenia. Potrafi być upierdliwa. — mruknął, wbijając wzrok w ziemię.
Westchnął tylko w odpowiedzi. Klanowe koty nadal były dla niego tajemnicą. To co działo się w ich wnętrzach, te ich odmienne odruchy, a zwłaszcza mentalność, do niego nie docierała. 
— Zauważyłem. No nic. Będę się zbierał. Trzeba się zabrać za obowiązki — Wstał, po czym skinął mu z szacunkiem łbem, odchodząc w swoją stronę. 
Dowiedział się tego czego chciał, zmieniając opinie o kocurze. Urdzikowa Łapa tak jak przypuszczał, nie znał się na odczytywaniu zamiarów i niesłusznie oskarżał niebieskiego o złe zachowanie. Musiał najwyraźniej przywyknąć do faktu, że point był bardzo przewrażliwiony. Możliwe, że gorzej od niejednej kotki. 

***

Nie potrafił uwierzyć w to, że plotki o nim i liderze miały się dobrze. Minęły już dwa księżyce, a nadal nie znaleźli sobie lepszych tematów do rozmów. Ignorował to wszystko, nie zamierzając dać się podpuścić. Miał gdzieś te ich kłapanie ozorami. Gorzej miał się fakt, że Jelenia Cętka co go widział, to posyłał mu pełen boleści i żałości wzrok. Czy powinien z nim na ten temat porozmawiać? Strzepnął uchem. Tylko się ośmieszy. Nie było to niczego wartę. Kocur pewnie i tak mu nie uwierzy, a zrobi z niego gorszego potwora. Nie zdziwiłby się gdyby to on to wszystko rozpoczął. 
Zbliżył się do Srokoszowej Wzgardy, który został nie tak dawno mianowany. Musiał przyznać, że jego imię... było ciekawe. Na pewno nietypowe. 
— Chciałbyś się przejść na patrol? — zaproponował, patrząc na niego nieodgadnionym wzrokiem. 
Wolał to odbębnić z nim niż z jakąś gderającą mu nad uchem samicą. Ostatni jego wypad z wojowniczkami, skończył się na słuchaniu o tym, jaki to on nie był. Dlatego też, postanowił na jakiś czas zerwać znajomość z tymi osobniczkami. Dziwiło go jednak to, że Aksamitna Chmurka zaczęła go unikać. Z jednej strony było to mu na łapę, bo wreszcie odetchnął, ale z drugiej... Dziwnie się czuł. Przywykł do jej skakania mu po głowie i ogólnego zamieszania jakie robiła, pojawiając się na horyzoncie. Nie było jednak sensu o tym rozmyślać. Miał poważniejsze problemy. Jego ojciec jakimś sposobem powrócił i kręcił się po terenach klifiaków. Trzeba było ustalić pory dnia, w których się pojawiał, by nigdy ponownie na niego się nie natknąć. Wyrzucił więc szybko wszystkie zbędne myśli z głowy, kierując wzrok na Srokosza, czekając na jego odpowiedź. 

<Srokosz?>

04 listopada 2022

Od Srokoszowej Łapy CD Niedźwiedziej Siły

Bury potężny kocur stał przed nim. Rozmowa pomiędzy nimi uświadomiła mu jak głęboka jest różnica pomiędzy nimi. Zadzierał łeb by spojrzeć mu w brązowe ślepia. Wcześniejszą złość i zirytowanie zastąpił obawa. Nie miał z nim szans, nie aktualnie.  
— Szkoda, że wasz klan jest jak rodzina, o którą należy dbać. Tam skąd pochodzę, łatwiej pozbywało się takich... problemów. — mruknął kocur. 
Srokosz nastawił uszy. 
— Czyli jak? — miauknął od razu, mierząc burego podejrzliwym spojrzeniem. 
— Nie wiem czy to odpowiednie tematy dla twoich uszu
Zjeżył się, kładąc po sobie uszy. 
— Nie jestem kocięciem. — syknął, czując się poniżony przez większego. 
— Owszem. Nie jesteś. Jednakże żyjesz w społeczeństwie, które... pewnie nie przyklasnęłoby takiemu rozwiązaniu — mruknął wojownik. 
Srokosz skrzywił się. Nie zdawał sobie sprawy by ujrzeć prawdę brudnych kłamstw i intryg panujących w Klanie Klifu. Nie wiedział jakie ciężkości znosił każdego dnia tu. 
— Jesteś tu za krótko, by ujrzeć prawdę tego społeczeństwa. To tylko złudne wrażenie spokoju i troski.— prychnął z pogardą, trzepiąc ogonem. 
— Ah tak? Jakież ono jest? Z chęcią wysłucham twego zdania w tym temacie — zaproponował Niedźwiedź, by dowiedzieć się kolejnego punktu widzenia, które serwowano mu z taką łatwością.
Niebieski podejrzliwie spojrzał na burego. Nie ufał mu. Nie zamierzał się dzielić z nim jego podejrzeniami wobec Lamparciej Gwiazdy. Już fakt, że Szarżujący Bizon go wyśmiał pokazywał, że musiał uważać z kim się dzielił swoją wiedzą. 
— Zakłamane i pełne intryg. Tu nie brutalność się liczy, a siła sprytu i znajomości. Sam mówiłeś, że tamci cię męczą. Pewnie męczą i innych. Czy ktoś to z tym robi? Nie. To pupilki tego klanu. Kochane i urocze kociaki Wilczej Pogoni, przyjaciółki lidera. — burknął uczeń. — Ale spróbuj sam zrobić coś złego to nie dadzą ci spokoju już nigdy.
Bury kocur kiwnął łbem. 
— No widzisz, czyli potwierdziłeś moje domysły. Tu nie krzywdzi się kotów, bo można zostać posłanym na dywanik do lidera. W Betonowym Świecie za to siła i brutalność są na porządku dziennym, chociaż znajomości tam również się przydają. Pomagają przeżyć.
Zastrzygł uszami, słysząc znajomą nazwę. Jego ojciec miał przyjaciele o imieniu Beton. Był to szary leniwy kocur o dupsku większym niż łeb. Lecz jak cwany. Mrużył ślepia, zerkając na wojownika. 
— Czym jest Betonowy Świat? Masz na myśli obozowiska Dwunożnych? — dopytał. 
— Owszem. Chociaż to są bardziej schronienia, inni nazywają je gniazdami lub po prostu ich pieczarami. Władają tamtymi rejonami, prowadząc z tamtejszymi samotnikami wojny. Lepiej się tam nie zapuszczać, jeżeli nie zna się terenu, bo nie tylko oni stanowią zagrożenie dla samotnego kota.
Oczy Srokosza rozszerzyły się. Czyli i on pochodził z miasta. 
—  Byłeś pieszczochem? — palnął bez zastanowienia. 
Niedźwiedź roześmiał się. Niebieski lekko zjeżył się. Nie tego się spodziewał.
— Nie. To byłaby hańba służyć istotą wyższym. Byłem samotnikiem od urodzenia. Zamieszkiwałem ten Betonowy Świat wraz ze swoimi współbraćmi, którymi przewodził szef. My i mlekojady niezbyt się lubiliśmy. Chociaż jeżeli potrzebowałeś informacji, warto było zasięgać ich języka, bo mają w naturze gadatliwość.
— Fakt. —  mruknął cicho na myśl o swojej matce. — Szef? Współbracia? Byłeś w tych ulicznych gangach? — niebieski zmrużył ślepia.
Posłał mu tylko tajemniczy uśmiech.
— Nie patrz na mnie takim wzrokiem. Trzeba sobie radzić, gdy śmierć zagląda ci w oczy. To nie był mój wybór, lecz przykry obowiązek. 
Srokosz układał sobie wszystko czego dowiedział się o nowym osobniku. Pomimo spokojnego uosobienia nosił na sobie ciężar mrocznej przeszłości. Lekki dreszcz przeszedł go po grzbiecie. Rozmawiał z mordercą.
— Aksamitka i Urdzik wiedzą o twojej przeszłości? — miauknął cicho, zerkając na burego. — Jeśli nie to już wiesz jak rozwiązać swój problem. 


<Niedźwiedź?>
[przyznano 5%]

Od Niedźwiedziej Siły cd Srokoszowej Łapy

Wyczuł jak ktoś się w niego wpatruje. Uniósł wzrok, który od razu zatrzymał się na pomarańczowych oczach niebieskiego ucznia. Srokoszowa Łapa. Znał go z opowieści Urdzikowej Łapy. Podobno do każdego miał problem, a najbardziej to właśnie do pointa; przynajmniej w opinii poszkodowanego. On jednak się go nie obawiał. Nawet jeśli ten zmrużył oczy, by zgrywać twardziela, to dostrzegał te jego dygoczące łapy. Czyżby tak jak się spodziewał, upierdliwy uczeń, który nękał go przez to, że Aksamitna Chmurka go zaczepiała, za bardzo wyolbrzymiał? Mógł się o tym przekonać tylko w jeden sposób. 
Podniósł się ociężale, po czym podszedł do kocurka, który patrząc na jego gabaryty, przez chwilę zamarł. Nie przejął się tym jednak, siadając naprzeciw niego, skupiając wzrok na jego oczach. Może udałoby mu się przekonać cętkowanego, aby zajął na jakiś dłuższy czas te natrętne muchy, które latały mu ciągle nad uchem? Jeżeli lubił psocić, to nie byłoby to dla niego żadnym problemem. 
— Słyszałem, że lubisz sprawiać problemy — miauknął, co zabrzmiało pewnie nie tak jak powinno. Nie chcąc, by uczeń pomyślał, że chcę mu wlać, sprostował. — Nie zamierzam nic z tym robić, spokojnie. Mam tylko prośbę. Znasz Urdzikową Łapę lub Aksamitną Chmurkę? Jeżeli byłbyś w stanie sprawić, by oboje odczepili się od mej osoby, byłbym zgoła wdzięczny. Te istoty nękają mnie co dzień, nie dając w spokoju nacieszyć się samotnością. 
— Znam. Męczą i mnie. — burknął. — Jest ich więcej. Szóstka. Lepiej strzeż się morskich ślepi.
Niebieski nie odpowiedział na jego pytanie, za to podzielił się z nim ciekawą informacją. Czyli wszystko to, co się działo wokół niego, było najwidoczniej codziennością też i innych klanowiczów. Nieco ucieszył go ten fakt, że nie był w tym sam. Oznaczało to jednak, że Urdzikowa Łapa kłamał, skoro Srokosz uznawał, że to oni go męczyli. 
— Poznałem na ten moment czwórkę z nich. Jednakże skoro jest ich więcej, to czas chyba tylko wyczekiwać, kiedy kolejni zwalą się mi również na głowę. — wydał z siebie ciężkie westchnięcie. — Szkoda, że wasz klan jest jak rodzina, o którą należy dbać. Tam skąd pochodzę, łatwiej pozbywało się takich... problemów. — powiedział, wracając wspomnieniami do pewnej sytuacji, jak upierdliwe kocię, zostało wrzucone pod łapy potwora, bo za bardzo denerwowało ich szefa. Tutaj raczej coś takiego by nie przeszło. Lamparcia Gwiazda sprawiał pozory dbającego o każdego członka klanu, co było zastanawiające, zważywszy że poznał jego krwiożercze i nieczułe obliczę. 

<Srokoszu?>

03 listopada 2022

Od Srokoszowej Łapy Do Niedźwiedziej Siły

*przed akcją z Brzozową Łapą*

Dziwny zapach dotarł do nozdrzy Srokoszowej Łapy. Kocur skrzywił się, zerkając na mentorkę. Wilcza Pogoń postawiła uszy. 
— Spójrz. — miauknęła szylkretka, wskazując uczniowi łapą dziwne istoty. 
Liso podobne szaraki maczały upolowaną zwierzynę w wodzie. Skrzywił się z lekka. Nie rozumiał co robiły. 
— To szopy. Jedzą wszystko. Wejdą wszędzie. Nie straszna im woda, drzewa, mróz. Są bystre i przebiegłe. Nie boją się Dwunożnych. Nasz największy konkurent w walce o pożywienie. — wyjaśniła wojowniczka, mierząc szopy nieprzychylnym spojrzeniem. 
Niebieski lekko zestresował się ów kreaturami. Już życie wśród zakłamanych Klifiaków miało swoje brzemię. Teraz jeszcze zjawiły się one. Przebiegłe szopy żywiące się wszystkim co napotkają. 
— Wracajmy. Czas poinformować o tym Lamparcią Gwiazdę. — zarządziła kotka.

* * *

Nowy osobnik pojawił się w ich klanie wraz z pojawieniem się na tych terenach. Potężne bure barki usiane ciemniejszą sierścią. Puste brązowe ślepia. Łapska niczym kamienie. Srokoszowi zdawał się podejrzany od samego początku. Miał zbyt dobre kontakty z Lamparcią Gwiazdą. Niebieski nie wiedział, jaki Niedźwiedź skrywał sekret, że oddał się w łapy czarnego.
Całą sprawę podjudzał fakt, że buras kleił się do Aksamitnej Chmurki. Uczniowi nie raz wpadło w oko jak obcy kocur wykorzystywał swoje auty do nieprzyzwoitych spraw ze szylkretką. Srokoszową Łapę szlag strzelał, widząc to. A jeszcze większy, zauważając, że liczne rodzeństwo kotki na to nie reagowało. Jego chcieli rozszarpać za samo istnienie, a Niedźwiedzią Siłę wszyscy wielbili i kochali. 
Tą kupę burego i śmierdzącego futra o pysku, jakby dostał kamieniem w łeb za młodu.
Nie zamierzał ukrywać niechęci do niego, lecz bał się konfrontacji z potężną masą cielska i pupilkiem Lamparciej Gwiazdy. Dlatego napotkawszy się z ciemnym brązem wpatrujących się w niego ślepi, zmrużył oczy. Mimo lęku i trzęsących się łap nie zamierzał mu ulec tak łatwo. 


<Niedźwiedź?>

szopy

[przyznano 10%]