BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 18 października, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jaskółcza Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jaskółcza Łapa. Pokaż wszystkie posty

27 września 2024

Od Jaskółczej Łapy

Jaskółcza Łapa tym razem obudziła się sama, więc widocznie powoli zaczęła przyzwyczajać się do wstawania o tej porze, gdyż zazwyczaj Lśniąca Szadź ją budziła. Rozciągnęła się mocno i poszła prędko do sterty zdobyczy. Wzięła kościstą nornicę i zjadła ją ze smakiem. Tuż po tym ruszyła do mentorki, gotowa na trening. Lśniąca Szadź łagodnie kiwnęła do swojej uczennicy ogonem, przywołując ją, żeby ustawiła się pod wyjściem z obozu, obok niej samej. Czarna kotka szybko wykonała polecenie, stając w wyznaczonym miejscu.
- Dziś poćwiczysz walkę z twoją siostrą, Sałatkową Łapą.
Jaskółcza Łapa wysuwała i wsuwała pazury z ekscytacji, gotowa (jej zdaniem) na wszystko.
- Ale pamiętaj - ostrzegła szylkretowa kotka. - podczas treningu nie używamy pazurów.
Uczennica kiwnęła szybko głową i razem ruszyły. Żwawym krokiem szły na miejsce, gdzie uczennica miała spotkać się z siostrą.
- Gdzie będziemy ćwiczyć? - zapytała Jaskółcza Łapa.
- Na takiej małej polance, z drzewami dookoła. - mruknęła cicho mentorka.
Kotka popatrzyła na zachmurzone niebo. Były na nim widoczne niektóre czubki drzew. Latały po nim ptaki, czyli fascynacja Jaskółczej Łapy. Uczennica nie lubiła ich zabijać, bo sądziła, że one też mają uczucia. Jednak gdy musiała to musiała, chociaż nie lubiła tego, nikomu o tym nie mówiła. Ptaki były jej sympatią, odkąd została uczniem. Były jej spokojem i zainteresowaniem. Zawsze gdy widziała je z bliska lub z daleka, (bardziej z bliska) jakimś cudem ją to uspokajało, tak samo jak ich świergot. Szła z głową w chmurach, zastanawiając się, co gdyby była ptakiem? Czy życie byłoby prostsze? W sumie i tak jej życie było całkiem łatwe. Co by było, gdyby koty były ptakami? Czy zmieniłoby się to na lepsze? A może na gorsze? Kto wie...
- Jesteśmy na miejscu - miauknęła Lśniąca Szadź, wyrywając Jaskółczą Łapę z rozmyślań. - Sałatkowa Łapa i Nikły Brzask już tu są i czekają na nas, chodźmy.
- Cześć, jesteście już, to dobrze. Nie czekaliśmy długo. - czarny pręgowany ukłonił się na powitanie. - Gotowa? - Mówiąc to, obrócił się do Sałatkowej Łapy.
- Tak! - przytaknęła kotka.
Lśniąca Szadź odwróciła się w stronę swojej uczennicy.
- A ty, jesteś gotowa? - zapytała spokojnie szylkretowa kotka.
- Oczywiście, że tak! - potaknęła żółtooka.
Jaskółcza Łapa zaczęła przygotowywać pozycję do walki. Dała ogon nisko, spięła mięśnie i odpowiednio ustawiła łapy. Uderzenie serca później, Sałatkowa Łapa też była przygotowana do walki.
- Pamiętajcie, nie wysuwamy pazurów! - Przypomniała Lśniąca Szadź.
- 3…2…1… możecie zaczynać! - zawołał Nikły Brzask.
Jaskółcza Łapa doskoczyła do siostry i uderzyła ją w lewą łapę, po czym prześlizgnęła się pod jej brzuchem, zanim przeciwniczka zdołała ją dosięgnąć. Sałatkowa Łapa wskoczyła na grzbiet czarnej i zaczęła ją lekko kopać tylnymi łapami. Czarna kotka zaczęła wierzgać, żeby zrzucić Sałatkową Łapę, lecz tamta mocno się trzymała. Otrząsnęła się raz, ale mocno i udało jej się oswobodzić. Uderzyła Sałatkową Łapę w bok i zaraz po tym przewaliła ją na plecy, przyszpilając do ziemi.
- Nie pozwolę ci tak łatwo uciec! - syknęła dla zabawy.
- A właśnie, że zaraz zrobię to z łatwością! - Sałatkowa Łapa zaczęła się wiercić, żeby wyjść, lecz jej to nie wychodziło.
- Widzisz? Nie dasz rady! - miauknęła Jaskółcza Łapa z lekkim rozbawieniem.
Sałatkowa Łapa jeszcze przez chwilę próbowała się wyrwać, aż w końcu mentorzy ogłosili koniec treningu.
- Świetnie poszło wam obydwóm. Jesteśmy z was dumni. - powiedziała Lśniąca Szadź.
- Właśnie. - Zgodził się Nikły Brzask - Pamiętaj, Sałatkowa Łapo, nie każdą walkę da się wygrać, a mimo wszystko świetnie ci poszło. Teraz wróćmy do obozu.
Jaskółcza Łapa ruszyła raźnie koło Sałatkowej Łapy, a za nimi szli ich mentorzy.
- Założę się o ćwierć księżyca porannych patroli, że następnym razem ja wygram! - Przekomarzała się z Jaskółczą Łapą Sałatkowa Łapa.
- Nie, bo ja! - zaprotestowała czarna kotka. - Zobaczysz jeszcze!
- Nie, bo ty zobaczysz!
No i przekomarzały się tak, aż doszły do obozu.
[635 słów + udział w pojedynku uczniów]
[przyznano 13% + 5%] 

03 lipca 2024

Od Jaskółki(Jaskółczej Łapy) do Pomocnego Wróbelka

Sen
Muśnięcie wiatru i ciepło promieni słonecznych obudziło Jaskółkę. Kotka powoli otworzyła ślepia oraz rozejrzała się dookoła.
Była w lesie! Bardzo podobnym do tego, w którym zaginęły. Najwięcej drzew, jakich było to wysokie sosny, gdzieniegdzie rosły małe dąbki, graby oraz inne niskie liściaste. Jej ciało otaczały krzewy jagody nieposiadające teraz już liści. Leżała na cienkiej warstwie śniegu, oprószającym cały krajobraz i kontrastujący z kremowym futerkiem. Słońce świtało, sprawiając, że niebo było całe czerwone, jakby splamione krwią.
Wstała powoli, po czym usiadła z wystawionymi pazurami na wszelki wypadek. Nie bała się…była po prostu niepewna co się dzieje. Nasycały to odgłosy, syki i warknięcia głośni odbijające się echem. Cały las żył tym, co się działo w źródle dźwięku.
Podreptała do miejsca i schowała się w krzakach, patrząc zielonymi oczami na to, co właśnie działo.
Zobaczyła dziwny widok. Wszystko działo się na polance podzielonej szemrzącym strumykiem. Najpierw do jej oczu doszedł widok dwóch czarnych jak smoła kocurów o płonących oczach i dziwnych błyskotkach na szyjach. Obchodziły one sędziwą, liliową kotkę patrzącą na wszystko z przerażeniem.
Ten większy z kocurów warknął, obchodząc niebieskooką i śmiejąc się pod nosem z czegoś, co dotyczyło kotki.
- Świeże mięsko. Świerże mięsko. - Młodszy i mniejszy zaśpiewał cienkim głosikiem, a oczy rozbłysły czerwonym jak niebo płomieniem. - Chociaż, szkoda, że stare.
- Zostawcie mnie. - Zimnym głosem wymruczała starsza, grożąc im łapą z wystawionymi pazurami.
- Zostawimy Cię… - Starszy z kocurów wysyczał, patrząc w niebo. Teraz stało się mniej krwiste. - Ale najpierw… - Przejechał kotce po grzbiecie, a krew zaczęła sączyć się z jej boku. Liliowa wrzuciła jednocześnie tego starszego do wody i przygniotła. Młodszy uciekł w popłochu, a ten starszy zniknął nagle i niespodziewanie. Kremowa wyszła, patrząc na starszą kotkę.
- Witaj młodziku. - Uśmiechnęła się szeroko do kociaka, który podszedł do jej wystawionej łapy. -
I wtedy kotka poczuła pazury kota na sobie. Zaczęła wymachiwać łapkami. Czarny cień ślęczał nad nią i dusił. Jaskółce zaciemniło się przed oczami, jednocześnie dopłynęły do nich łzy.
- Nigdy nie ufaj nikomu, kto nie jest twoją rodziną - szepnęła liliowa do jej ucha. - Bo tylko ona raczej cię nie zdradzi.
Dalej była już jedynie ciemność.

***

Rzeczywistość

I wtedy wyrwała się ze szponów koszmaru, dysząc cicho.
Było ciepło jak na Porę Nagich Drzew. Niebo przykryły szare chmury czasem odsłaniające złote bicie słonecznych promieni i błękit ziemskiego sklepienia. Czuć było deszcz, który zbliżał się nieubłaganie do wylewania swoich żali. Wiatr dął zaś mocno z północy, niosąc na swych skrzydłach zapach spalin i Betonowego Świata.
Jaskółka rozespana podniosła łeb, widząc przed swoim pyszczkiem pręgowane tygrysio futerko, należące do Dzwonkowego Szmera. Obok zobaczyła Siewkę zwiniętą w przysłowiowy bochenek i wtuloną w mech wyściełający gniazdo. Siostra pewnie już by się czegoś bała. Jedynie jak spała to nie męczyła.
Kremowa wstała spod cielska ojca, po czym jak najciszej jak mogła, wyszła z gniazda i podsunęła się do otworu, przez który widać było niebo. Kałuża pod nią nigdy się nie zmniejszała, dlatego robiła za idealne lustro, w którym mogły się przeglądać. To znaczy tylko ona, bo Siewka myślała, że pod taflą wody jest jakiś potwór. Jak to ona.
Przejrzała się w jej własnym “lustrze”, poprawiając futerko na szyi, by było jak najładniejsze. Wiedziała, co je dzisiaj czeka. Kolejne zmiany. Miały mieszkać w innym legowisku, już bez rodziców, za to z jakimiś kotami co się nazywały “uczniami”. Pręgowana klasycznie sceptycznie podchodziła do kolejnych zmian. Wolałaby żyć tak jak teraz już na zawsze.
Odsunęła się kawałek od wody, aby umyć swoje wyjątkowe futerko. W Klanie Klifu oprócz znajdki jedynie Śliwowa Ścieżka miał jeszcze kremowe futro, ale Jaskółka nie poznała jeszcze kocura, nawet go nie widziała, więc myślała, że jest jedyną w swoim rodzaju. Poza tym podobała jej się barwa sierści wyglądająca dosłownie jak piasek, co dodawało jej zdaniem uroku.
Skończyła miarowe lizanie na widok obudzonego pointa wpatrującego się na nią ze wzrokiem jednocześnie zdziwionym i zaciekawionym, co jego córka wyprawia.
- Myję się. - Kremowa powiedziała do kocura jako wytłumaczenie. Dzwonkowy Szmer zmarszczył tylko brwi w zamyśleniu, a pręgowana klasycznie dodała: - Chcę wyglądać jak najładniej. -
Kocur zamarł na chwilę, zastanawiając się, czy aby na pewno coś się wygadał. Koteczka spięła się mimowolnie. Czyżby coś wiedział, czego ona nie? Zielone ślepia utkwiły w podłożu.
- Ah tak…już wiem. - Nagle odezwał się niebieski pacając się łapą w łepek z niedowierzania. Puścił jej oczko. - Rozumiem, możesz kontynuować.
- Już skończyłam…tato. - Zmusiła się do dodania ostatniego słowa, które nadal ciężko było jej wypowiedzieć. Point pokiwał łebkiem, odchodząc od starszej pociechy i idąc do młodszej, która leżała na legowisku i coś tam piszczała.
Koteczka odetchnęła z ulgą, widząc jednak, że w ogon wczepił jej się liść. Wyjęła go i zaczęła od nowa idealnie układać futerko, wciąż wpatrując się w zeschły, brązowy, trochę podgniły okaz martwej natury w dosłownej tego sformułowania znaczeniu.

***

Mimowolnie uniosła kąciki ust, widząc uśmiechniętą od ucha do ucha Pluskającą Krewetkę. Postawiła kolejny krok, idąc dumnie w stronę mównicy. To już teraz. Miały zostać uczennicami. Słyszała kroki Gasnącego Promyka idącej za nimi, a przed oczami miała wiele kotów. Jej uwagę przykuły dwie szylkretki rozmawiające z Dzwonkowym Szmerem w pierwszym rzędzie. Ich szepty docierały do uszu kotki, choć ona ledwo rozumiała pojedyncze słowa.
Stanęła wraz z siostrą na zewnątrz wpatrując się w Srokoszową Gwiazdę, który już na nią czekał. Siewka przerażona nie dała przejść kremowej, lecz ona walnęła ją ogonem w łepek.
- Zachowuj się - warknęła cicho w jej stronę. - Daj mi przejść.
Koteczka rozejrzała się i powoli odsunęła się od siostry. Pręgowana klasycznie przewróciła oczami pacając szylkretkę ogonem. Szybko przeskoczyła, po czym usiadła pod mównicą.
- Jaskółko, ukończyłaś sześć księżyców i nadszedł czas, abyś została uczennicą. Od tego dnia, aż do otrzymania imienia wojownika będziesz się nazywać Jaskółcza Łapa. Twoim mentorem będzie Pomocny Wróbelek. Mam nadzieję, że Pomocny Wróbelek przekaże ci całą swoją wiedzę. - Niebieski wypowiedział szybko, tak, jakby robił to przez całe życie. A no tak, przecież nie od dziś był liderem.
Styknęła się nosem z burym kocurem i odeszła wraz z nim do tłumu w tle skandowanego imienia kremowej. Na szczęście chyba nie bał się wszystkiego jak np. Siewka, z którą spędziła bardzo dużo czasu, ba, całe swoje życie.
Przycupnęła obok cętkowanego, widząc szylkretową siostrę, która właśnie była w trakcie mianowania. Z tłumu wyszedł kocurek tak samo przerażony jak pomarańczowooka. Nazywał się ponoć Pokrzywkowe Zarośla. Stanął naprzeciw kotki, a już po chwili wracali razem do gromady. Trafił boikotek na boikotka. Dogadają się, na pewno, łączyło ich przecież takie samo zainteresowanie związane z baniem się wszystkiego. W myślach szydziła z mentora jej siostry i wybuchała co rusz śmiechem, oczywiście w myślach.
Przeniosła wzrok na rodziców. I tata i mama byli z nich dumni. Najbardziej tata, bo tak wyeksponował pierś i się napuszył, jakby był samym liderem lub nawet jakimś królem wszystkich klanów.
- Co dziś robimy? - Jaskółcza Łapa mruknęła do syna Srokosza. Kocurek chwilę zamyślił się, pewnie odgrzebując w pamięci, co on takiego robił zaraz po mianowaniu na ucznia.
- Pójdziemy zwiedzać granicę. - Pomocny Wróbelek miauknął to jak typowy optymista, którym chyba był.
"No nareszcie sobie przypomniałeś. A poza tym stwarzasz bardzo wiele niewiadomych mój mentorze."
Powstanął i kazał za sobą iść, jeśli tę prośbę można nazwać “kazaniem komuś”. Kotka również się podniosła i poczłapała za mentorem.
Widząc krajobraz, zwątpiła. Deszcz lał się niemiłosiernie, a ziemia starała się nadrobić we wsiąkaniu wilgoci, jak było widać nieskutecznie. Gdzie się nie stanęło, to zapadało się w błocie. Na burym futrze młodego wojownika nie było widać błota, w przeciwieństwie do kremowego puchu okrywającego ciało uczennicy. Będzie miała zajęcie z myciem tego...
- Chcesz iść szybciej czy “trybem spacerowym”? - Trzepnał uchem, niepewnie odzywając się do własnej uczennicy. Czuć było jego wstydliwość. Jednak jednocześnie mówił z ciepłem. Pręgowaną klasycznie to urzekało.
- Może lepiej szybciej… - rzekła Jaskółcza Łapa.
- Dobrze.
Znacznie przyspieszyli, kierując się brzegiem morza w stronę drzew ujawniających się coraz bardziej zza widnokręgu. Klan Klifu raczej nie był znany z dużej ilości drzew - w tym wypadku przegrywał nawet z Klanem Burzy. Tego to dowiedziała się jeszcze w żłóbku od Dzwonkowego Szmeru.
Weszli do liściastego, rzadkiego lasku przemykając w cieniu niczym królowie nocy. Koty to przecież zwykle królowie nocy, którym niestraszne nawet egipskiego ciemności.
Wybiegli jednocześnie ze skupiska drzew. Kremowej w oczy wrzuciła się od razu dziwna budowla. Była cała omszona, jednak jeszcze czuć było delikatny smród dwunogów. Musiał to być ich wymysł skoro tajemniczy, płaski szczyt tego kamienia posiadał płaskie drzewa, które oni tak uwielbiali używać.
- To studnia. - Pomocny Wróbelek wskazał łapą na ten dziwny kamień. - Wyprostowani to zrobili. -
- Ale po co? - wyrwało się pręgowanej klasycznie, która teraz patrzyła raczej na burego niż samą “studnię”.
- Nie wiem. Wyprostowani jedynie wiedzą.
Szybko pomknął dalej, a Jaskółcza Łapa próbowała go dogonić. Ciężej było wyciągnąć taką prędkość młodzikowi, który ciągle rósł niż dużemu wojownikowi. Ale kotka pokazywała klasę, by nie było aż tak źle jak sądziła sama.
Zaraz zresztą weszli w bajoro, w którym szanse większe miała i tak kremowa, która nie zatapiała się tak jak cętkowany. Ich tempo poruszania się znacznie zmniejszyło. Siłę i czas wykorzystywali bardziej na opór błotu niż samej czynności poruszania się.
- Klanie Gwiazdy, dlaczego tu jest tyle błota? - Pręgowana klasycznie narzekała na podłoże. -
- Cóż, niezbyt łatwo się po tym chodzi, ale nie jest najgorzej - mruknął do uczennicy. - Poza tym znajdujemy się na Złotych Kłosach, najlepszym miejscu do polowania na całym terenie. -
Jaskółcza Łapa pokiwała energicznie łepetyną. Wyciągała ubłocone kończyny, dziwiąc się, że dostała tak sympatycznego kocura jako mentora. Szkoda tylko, że był on trochę wstydliwy. Cóż…nie ma kotów idealnych. Nawet ona taka nie jest, choć mało jej do miana ideału brakuje.

<Mentorze?>
[1551 słów]
[przyznano 31%]

23 czerwca 2024

Od Jaskółki CD. Siewki

-Ale, na pewno to nie jest niebezpieczne? - pisnęła Siewka niedowierzając na słowa siostry. Jaskółka pokiwała głową, potwierdzając swoje słowa. 
-Tak - Jaskółka wyciągnęła i położyła łapę na swoim sercu. Siostra zrobiła świetną wymianę, naprawdę. Za “usługi terapeutyczne” swojej egoistycznej siostry zapłaciła wolnością. Już wymyślała, co będzie jej kazać. Wmówi jej coś i ma służącą. Świetnie. 

***

Teraz

Lało jak z cebra. Smugi deszczu leciały na ziemię, z impetem w nią uderzając i robiąc duże, mokre kałuże oraz robiąc z pokrywy śnieżnej breję. Lubiła śnieg, choć mroził ją w łapki. Gdy obtoczyło się go w wodzie i zostawiono poza nią na parę godzin, zamieniał się w rzecz tak twardą, że prawie można by było go porównać do kamienia lub kości. Miała zabawę w rzucaniu kulkami do celu. A tym celem było wszystko. Siewka również.
Kremowa złapała jedną ze śnieżek i niechcący cisnęła ją w legowisko, ledwo omijając swoją siostrę. Wystarczyło to jednak, by otworzyła oczy i odskoczyła z najeżoną sierścią i przerażeniem w oczach. Pręgowana klasycznie wybuchła salwą śmiechu, prawie przez niego pękając. 
-To tylko śnieg - rzuciła, a widząc jak szylkretka patrzy się na nią pytającym wzrokiem, zaczęła tarzać się ze śmiechu. 
Ale to nie przystoi damie, pomyślała. Racja. Musiała się uspokoić i wytłumaczyć temu boi kotkowi, o co chodzi i dlaczego się z niej śmieje. Wstała więc trochę ślamazarnie, po czym siadła naprzeciw siostry. 
-Zobacz - wskazała łapą pozostałości kulki pozwalając, by Siewka ich dotknęła. Jej sługa widocznie był wszystkim przerażony, niestety. Można było go przestraszyć własnym cieniem. Trzeba będzie to wyplenić. 


<Siewko, sługusie mam w ofercie terapię chihuahuą i nie zawaham się jej użyć. Chcesz, czy wolisz ”wieczną zgubę” i wymienianie mchów?>

14 czerwca 2024

Od Jaskółki

Jaskółka kręciła się po żłóbku znudzona. Nie lubiła tak siedzieć w tym całym Klanie Klifu. Wolałaby już raczej być z rodzicami i bawić się w najlepsze. Może i nie kręciły ją poty, lecz każdy młodocian chyba by zwariował, stale wpatrując się w to samo i robiąc to samo.
Odwróciła łepek, gapiąc się na Gasnący Promyk myjącą się w kącie żłóbka. Szylkretka źle sprawowała się jako przybrana matka dla małej liderki i wiecznie przerażonej kotki. Ta druga wyglądała jakby była jej córką, jedynie oczy pokazywały, że tak nie jest.
Wojowniczka spojrzała na kocięta z poważnym wyrazem pyska, nie przerywając czynności, jaką
wykonywała. Kremowa poczuła, jak jej siostra przez sen dotyka jej ogona, na co cofnęła się. Siewka wyglądała jak kupka ziemi i jesiennych, zeschłych liści. Leżała, choć to ona zwykle jako pierwsza otwierała oczy.
Pręgowana klasycznie wstała i rozciągnęła się zamyślona i trochę głodna. Myślała o opowieści mamy. Raz mówiła ona o tym, że istniały takie grupy jak klany, ale nie wiedziała, czy nadal funkcjonują.
Westchnęła z tęsknoty za Zielonką. Kochała mamę i w dodatku nigdy jej już nie zobaczy. Jej siostra też. Długo ich nie widziały. Może już nawet nie żyli?
Położyła się na grzbiecie, gapiąc w ciemny, lśniący od wody sufit żłóbka. Z sykiem wypuściła powietrze chcąc odgonić tę myśl. Żyli. Lub jest w ogromnym błędzie i do końca dni koteczka żyć będzie w nim…

***

Czyli miała niedługo wyjść z obozu. Dzwonkowy Szmer jej to obiecał i miał tę obietnicę spełnić. Nadzieją jej było, by zrobić to jak najszybciej. Chciała poznać teren, by ogarnąć go trochę, póki jeszcze żyje. Popatrzyła na Siewkę, szepcąc jej coś niezrozumiałego do ucha.
- Mówisz? - W jej głosie było słychać raczej zawód lub smutek niż radość. - Oh…to super. - Szylkretka posłała siostrze wymuszony uśmiech. - Chyba jej się to nie podobało. Może się tego bała? Tak naprawdę tylko ona to wiedziała. Nikt więcej nie mógł odgadnąć, co czuje, nawet siostra.
Uśmiechnęła się i popatrzyła na mrok poza obozem. Znów wymościła sobie to jak najwygodniej i położyła się obok pomarańczowookiej w celu uśnięcia.

***

Leżała na styku przytomności. Nie myślała o niczym ziemskim. Latała myślami między chmurami. Chciała kiedyś latać. Unosić się jak ptak i patrzeć na wszystko z góry. Być ponadto. Miała wrażenie, że jest jeszcze przed wschodem. Nie mogła jednak tego sprawdzić przez oczy, które nie chciały jeszcze się otworzyć. Mogła je najwyżej uchylić, lecz wtedy nic nie widziała, tylko minimalnie jaśniejsze plamki.
Chciała tylko spokoju. Czy to za wiele? W jej życiu wiele go nie doświadczyła. Może tylko przez pierwsze księżyce u rodziców. Żyły wtedy beztrosko. Lecz wszystko zmieniło się wraz z dostaniem się do Klanu Klifu. Ciągle poznawały system tu obowiązujący przeżywając wiele stresujących wydarzeń.