BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pomocny Wróbelek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pomocny Wróbelek. Pokaż wszystkie posty

27 lutego 2026

Od Pomocnego Wróbelka CD. Drobnej Łapy (Drobnego Ukojenia)

Kocur siedział na chłodnym piasku, czując, jak ten okleja jego długą sierść. Przyglądał się uważnie uczennicy, która właśnie podejmowała się drugiej próby otworzenia kraba. Mimo że trochę męczyła się z twardym skorupiakiem, ostatecznie udało jej się go otworzyć. Gdy tylko skorupa odsłoniła delikatne wnętrze stawonoga, Drobna Łapa odwróciła się w stronę mentora.
— Mówiłam, że się uda! — oznajmiła z dumą.
— Nigdy w to nie zwątpiłem… — odpowiedział z uśmiechem bury, kładąc swój ogon na barku uczennicy. — W końcu nadeszła chwila… byś spróbowała, jak smakują kraby…
— No tak! Prawie o tym zapomniałam!
Drobna Łapa skrzywiła pyszczek w tym samym momencie, w którym wgryzła się w białe mięso. Smakowało… zupełnie inaczej od myszy czy ptaka.
— To… Kraby raczej nie będą… moim ulubionym jedzeniem — mruknęła po chwili.
Protektor zaśmiał się cicho na widok skwaszonego pyska uczennicy.
— Ja też nie jestem wielkim miłośnikiem krabów… — powiedział ciepło z uśmiechem na pysku. — Możemy zabrać nasze kraby do obozu… na pewno ktoś, kto nie jest w stanie samodzielnie na nie zapolować, się ucieszy…
Kotka pokiwała energicznie łebkiem, łapiąc swojego kraba.

***

Kilka dni temu została mianowana uczennica Wróbelka, Drobna Łapa, a teraz Drobne Ukojenie. Kocur mimo ostatniego bólu stawów przechadzał się po obozie, sprawdzając co u pobratymców. Najwyraźniej ten sam pomysł miała, jego była uczennica, gdyż w drodze do legowiska starszyzny prawie na siebie wpadli.
— Dzień dobry Pomocny Wróbelku! — zaczęła entuzjastycznie srebrna.
— Dzień dobry Drobne Ukojenie… — odpowiedział z uśmiechem, nowe imię protektorki miało bardzo przyjemny wydźwięk. – Jak się czujesz… w nowe roli?

22 grudnia 2025

Od Pomocnego Wróbelka CD. Drobnej Łapy

Wróbelkowi została przypisana kolejna uczennica, Drobna Łapa. Kotka była ambitna i pracowita, za co bury był niezmiernie wdzięczny. Posiadanie dwóch uczennic nie było jednak proste, protektor musiał dobrze rozplanować swój dzień, by mieć czas na dwa treningi, szczególnie że obie kotki były na różnych poziomach.
Powoli wyczołgał się z legowiska wojowników. Przemijające księżyce odbiły na nim swe piętno, bóle stawów i zmęczenie były u niego na porządku dziennym. Mimo to starał się rozprzestrzeniać jak najbardziej pozytywną atmosferę, nakładając na swój pysk uśmiech. Zszedł na polanę jaskini, gdzie siedziała jego starsza uczennica, Astrowa Łapa.
– Dzień dobry Panie Pomocny Wróbelku! – zaczęła, jak zwykle z entuzjazmem, Astercia, gdy tylko zauważyła swego mentora.
– Dzień dobry… Astrowa Łapo… Czy jeśli to nie problem… mogłabyś dzisiaj sprawdzić… jak zwykle… co u starszyzny? A kiedy już to zrobisz… Proszę, sprawdź, jak się każdy czuje… – powiedział. Nie chciał zostawiać uczennicy bez zadania, sprawiając, że czułaby się zaniedbana.
– Oczywiście! Już się za to zabieram! – odpowiedziała, puszczając oczko, po czym w podskokach odmaszerowała.
Gdy tylko zniknęła w mroku jaskini, przed jego łapami pojawiła się druga uczennica, Drobna Łapa. Koty przywitały się, a na pytanie o treningu bury zastanowił się przez chwilkę. Nagle w odmętach jego pamięci ukazała się jego siostra, a raczej wspomnienie, jakie mu po niej pozostało.
– Możemy pójść otwierać kraby… Chociaż to prawda, że potrafią uszczypnąć… – Bury uśmiechnął się, nie przepadał za otwieraniem krabów, według niego było to okrutne.
– Dobrze! A jak smakują kraby?
– Za niedługo się przekonasz… – odpowiedział, już wychodząc z jaskini.
Gdy dotarli na wybrzeże, protektor zaczął się rozglądać po plaży w poszukiwaniu skorupiaków.
– O! O! Tam jest jeden! – powiedziała srebrna kotka, patrząc raz na kraba raz na mentora.
– Masz rację… Jesteś naprawdę spostrzegawcza, Drobna Łapo… – zamruczał bury.
Kocur podszedł do kraba, a tuż za nim ruszyła jego uczennica. Gdy stał już tuż obok bezkręgowca, zaczął tłumaczyć:
– Jeśli obrócisz je do góry nogami… to będą niezdolne do ucieczki… – Podłożył łapę od tyłu istoty, przewracając ja do góry nogami. – Uważaj na ich szczypce… Z tego powodu musimy urwać je pierwsze…
Nie był to przyjemny widok, krab miotał swoimi kończynami w desperackiej próbie odwrócenia się. Kocur wsunął swoje pazury w szparę pomiędzy pancerzem, sposobem odrywając pierwszą parę kończyn.
– Teraz jest już w pełni bezbronny… Następnie musimy oderwać resztę kończyn… I na koniec podważyć pancerz na brzuchu… – I jak powiedział, tak zrobił.
Gdy już krab został rozmontowany, uśmiechnął się do uczennicy, wskazując jej kolejnego kraba.
– Teraz twoja kolej…
<Drobna Łapo?>
[404 słów, trening wojowniczy]

[przyznano 4%]

26 października 2025

Od Pomocnego Wróbelka Do Promyka

Kocur właśnie wraz z uczennicą — Astrową Łapą robił obchód po obozie. Dwójka kotów rozdzieliła się, szylkretka poszła do swoich kolegów i koleżanek z legowiska a Wróbelek do żłobka. Przy wejściu minął się z Mroźnym Wichrem, który, gdy zauważył protektora, skinął głową, na co bury odpowiedział ciepłym uśmiechem. Kocur najwyraźniej wracał z wizyty u swych pociech.
Zanim Wróbelek zdążył wślizgnąć się do żłobka coś, z szybkością zająca uderzyło go w przednie łapy. Mimo że prawie nie poczuł uderzenia, wystraszony spojrzał w dół, by sprawdzić, czy kociak jest cały.
— Ojej… Wszystko w porządku Promyczku?… — zapytał, zmartwiony przykucając przynajmniej odrobinę bliżej pyszczka kocięcia.
Kotka lekko zdezorientowana zamrugała kilka razy przed odpowiedzią.
— Uh… Tak, wszystko w porządku — odpowiedziała, powoli podnosząc się na łapki. Bury swoją łapą pomógł podnieść się szylkretce.
— Proszę… bądź w przyszłości ostrożniejsza… Na pewno wszystko dobrze?… Nie potrzebujesz odwiedzić medyczki?… — zapytał, gdy kociak stał już na łapkach.
Kotka pokręciła dynamicznie głową.
— Wszystko w porządku! — upewniała starszego. — Chwila… skąd pan wie, jak się nazywam? — zapytała, patrząc z ukosu na burego.
— Taka wiadomość… jak przybycie nowych członków klanu nie uchodzi bez rozgłosu... — odpowiedział z uśmiechem.
— Hmm skoro tak… kim właściwie jesteś? — zapytała dociekliwie.
— Nazywam się Pomocny Wróbelek, … jestem protektorem w tym klanie… Protektorzy zajmują się waszym i każdego w klanie samopoczuciem… — Kotka trochę zamyślona patrzyła się w kierunku kocura. — Więc czy mogę ci jakoś pomóc?… — zapytał lekko zdezorientowany brakiem odpowiedzi.

<Promyczku?>

08 października 2025

Od Pomocnego Wróbelka CD. Astrowej Łapy

Kocur uśmiechnął się, widząc interakcje swej uczennicy ze starszą wojowniczką — Jastrzębim Zewem. Jak gdyby Astrowa Łapa była małym słońcem rozpraszającym mrok kryjący się w sercach klifiaków.
W końcu kotka zakończyła rozmowę z szylkretką, odwracając się w stronę mentora.
— Świetnie… sobie poradziłaś… Astrowa Łapo… — Kocur powiedział z uśmiechem.
— Naprawdę tak pan sądzi? — dopytała z iskierką ekscytacji w błękitnych oczętach.
Bury przytaknął głową z ciepłym uśmiechem.
— Nie jesteś… zmęczona? Lepiej… połóż się… za niedługo…, słońce wkrótce… zniknie za horyzontem… — powiedział, Aster nie powinna się przemęczać. Na twarzy kotki pojawił się lekki grymas rozczarowania, na co po jego zauważeniu protektor dodał.
— Jutro wrócimy… do pracy… jak tylko słońce zacznie… ogrzewać obóz… — powiedział z niepewnym uśmiechem, mając nadzieję, że to trochę przekona uczennice.
— Dobrze! — miaukneła, wciąż nie będąc do końca chętną na sen.
Wróbelek uśmiechnął się, po tym wszystkim może byłoby lepiej gdyby Astrowa Łapa miała więcej odpoczynku — zastanawiał się pręgus.
Koty rozeszły się na swoje strony, Astrowa Łapa do legowiska uczniów, a Pomocny Wróbelek do swojego posłania w legowisku wojowników.
Następnego poranka gdy pierwsze promienie przedzierały się przez chmury aż do jaskini klifiakow burego protektora obudził lekki dotyk łapek na jego barku.
— Po…ny Wr…be…u… — Cichy głos powoli rozwiewał jego sny. — Panie Pomocny Wróbelku.
W końcu kocur obudził się na tyle, by zobaczyć, kto taki potrzebował pomocy. Jego oczom ukazała się bura szylkretka — jego uczennica.
— Astrowa Łapo?… Coś się stało?… — zapytał jeszcze pół we śnie, ziewając tuż po.
— Hm? Nic się nie stało, chciałam się tylko zapytać, czy już moglibyśmy zacząć coś robić!
Pomocny Wróbelek lekko zszokowany uśmiechnął się, rozbawiony entuzjazmem uczennicy.
— A co byś chciała zrobić?… — zapytał, powoli się podnosząc.

<Astrowa Łapo?>
[270 słów, trening medyczny Astrowej Łapy]

[przyznano 3%]

14 września 2025

Od Pomocnego Wróbelka

Mimo że wiosenne pąki rozkwitały, Wróbelek czuł, jak jego serce więdnie. Serce, które teraz nie miało się do czego przywiązać. Kocur czuł, jak czas przepływa mu przez jego łapy. Nawet ze swoim rozmiarem był bezsilny. Tracąc powoli każdego, kogo znał – rodzinę, przyjaciół. Z jego posępnego rozmyślania wyrwał go pocieszny głos wymawiający jego imię. Pomocny Wróbelek odwrócił się i ujrzał niewielką Aster, która niczym promienie słońca przebiła się przez burzliwe chmury w jego myślach. Jego uczennica zawsze rozświetlała mu dzień. Pomimo że nie byli spokrewnieni, protektor zaczął traktować szylkretkę jak część rodziny, jak siostrzenice, której nigdy niedane mu było mieć. Kocur był pewien, że wyrośnie na wspaniałego protektora.— Dzień dobry Panie Pomocny Wróbelku! Co będziemy dziś robić? — zapytała wesoło Astrowa Łapa.
— Prawdę mówiąc… nie mam dziś… nic… zaplanowanego… — odpowiedział Wróbelek. — Może… sprawdźmy jak… mają się… nasi pobratymcy… — powiedział, jak gdyby było to coś odstającego od rutyny.
— Pewnie! — odpowiedziała entuzjastycznie kotka, co trochę zaskoczyło Wróbelka.
— Do kogo… byś chciała… pójść najpierw?… — zapytał cicho.
— Hmm… Może najpierw odwiedzimy starszyznę? A potem pójdziemy do żłobka, proszę? Chciałabym spotkać się z Postrzępionym Mrozem! — powiedziała kotka, na co kocur uśmiechnął się ciepło.
Dwa koty wyruszyły do starszyzny, a Wróbelek, czując obowiązek mentora, zaczął kotce tłumaczyć parę rzeczy.
— Pamiętaj… żeby nikogo nie naciskać… zaproponuj rozmowę… i jeżeli będą… potrzebować jej… to przyjdą do ciebie…
— Oczywiście! — odmiauknęła kotka.

12 sierpnia 2025

Od Pomocnego Wróbelka CD. Aster (Astrowej Łapy)

„Zgodzisz się?” Pytanie odbiło się echem w głowie burego, niepewien czy był gotów wziąć pod swoje skrzydła nowego ucznia, szczególnie w obecnym stanie popatrzył na niewielką kotkę. Jego wzrok z iskierką determinacji szybko zwrócił się ku liderce.
— Jeżeli... pomoże to Astrowej Łapie w znalezieniu swojego miejsca w naszym klanie… to się zgadzam.
Bura uczennica wręcz pisnęła z ekscytacji, prawie wyskakując ze swojego miejsca.
— Dziękuję Panie Pomocny Wróbelku!
Liściasta Gwiazda jedynie skinęła głową z uśmiechem na pyszczku.

〜☆〜
Parę dni po wojnie

Mroźny i nieprzyjemny deszcz obmywał zewnętrzne ściany obozu, pomimo nadejścia Pory Nagich Drzew na terenach klanów wciąż widniała zieleń, jedynie w niektórych miejscach trawa była przykryta nieestetyczną breją. Na szczęście dzięki długiej i gęstej sierści Wróbelek nie odczuwał chłodu aż tak jak jego krótkowłosi pobratymcy.
Bury przechodził przez prawie puste centrum obozu, by zgarnąć swoją uczennicę, w końcu przez wojnę i niefortunne ostatnie zdarzenia mieli łapy pełne roboty.
— Astrowa Łapo... — zawołał kocur, wchodząc do legowiska uczniów. — Jeżeli… jesteś u sił… to chodź ze mną…
Szylkretka, gdy tylko usłyszała mentora, wyskoczyła na proste łapy, najwyraźniej podekscytowana kolejnym dniem pomagania.
— Oczywiście, że jestem! Czemu bym miała nie być?
Kocur przez chwilę wpatrywał się pustym wzrokiem w swą uczennicę, jak gdyby słowa, które powiedział, były raczej skierowane do jego samego niż do burej. Wciąż nie mógł uwierzyć, że koty, z którymi dzielił języki, mogły posunąć się do zamordowania z zimną krwią najdroższych dla niego kotów.
— Sam nie wiem… No nieważne... Chodź... mamy mnóstwo do roboty bez innych protektorów.
Gdy już wyszli z legowiska uczniów, mentor przedstawił Aster dzisiejszy plan.
— Najpierw pójdziemy do legowiska medyków, powiedziałem... że dzisiaj możemy dostarczyć starszym ich lekarstwa… Po odwiedzinach u starszych udamy się szybko do żłobka, sprawdzić jak się ma Mysi Postrach wraz z maleństwami… A na koniec… możemy sprawdzić… jak mają się inne koty...
Aster energicznie pokiwała głową, dając znać, że słuchała i wszystko rozumie.
Gdy weszli do legowiska medyków, od razu uderzył ich intensywny zapach ziół i wątły zapach choroby.
— Dzień dobry… — powiedział Wróbelek spokojnym tonem, by Ćmi Księżyc, która właśnie robiła porządki w ziołach, nie była zaskoczona obecnością kotów. Bury dotknął Aster białą końcówką swojego ogona, dając znać, by też się przywitała.
— Dzień dobry proszę pań! — powiedziała mała miłośniczka ziół.
— Witajcie Pomocny Wróbelku, Astrowa Łapo. Poczekajcie tu chwilkę, zaraz przyniosę owe zioła — powiedziała spokojnie medyczka — Wieczne Zaćmienie.
Po paru chwilach szylkretka wróciła, w pysku trzymając bukiet ziół. Gdy podeszła wystarczająco blisko delikatnie położyła go na ziemi.
— Ta po lewej jest dla Półślepego Świstaka, natomiast po prawej dla Kornikowej Kory. Te zioła to dla nich nic nowego więc powinni wiedzieć, jak je stosować — powiedziała Medyczka z uśmiechem, zanim pożegnała się i znowu zniknęła w mroku legowiska.
— Weź, proszę zioła dla Półślepego Świstaka... a ja wezmę dla mojego kolegi po fachu... — powiedział cicho Pomocny z niewielkim uśmiechem.
Aster przytaknęła, uśmiechając się od ucha do ucha, podnosząc delikatnie korzeń w pysk.

〜☆〜

Gdy w końcu dotarli do starszych, dwójka kotów przywitała się jedynie skinieniem głowy, z powodu zajętych ziołami pysków. Wróbelek wskazał uczennicy łapą półślepego starszego, a sam poszedł w stronę byłego protektora. W kącie półki skalnej spał Dzwonkowy Szmer, na którego samo patrzenie sprawiło buremu ogrom bólu, jak gdyby ktoś wbijał mu igły w serce. Pomimo że nie miał dobrej relacji z ojcem, nie mógł uwierzyć, że morderca wciąż spokojnie śpi z innymi starszymi. Wpatrywał się w niego jak zahipnotyzowany, a z każdą sekundą narastała w nim żałoba i strach, aż w końcu z transu wyrwał go wciąż pełen wigoru głos Kornikowej Kory.
— Domyślam się, że ten chwast w twoim pysku to dla mnie.
— Och… wybacz Kornikowa Koro… tak, to dla ciebie… — odpowiedział, lekko zestresowany, że czekoladowy musiał przez niego czekać.
Szybko podszedł do niego, kładąc zioła przed jego łapami, a on nie tracąc czasu, zabrał się do przeżuwania, między gryzami opowiadając swoje klasyczne dowcipy Wróbelkowi. Które ciężko ukryć, poprawiały mu humor. Protektor co chwilę zerkał i jednym uchem nasłuchiwał swoją uczennicę, upewniając się, że dobrze sobie radzi, w każdej chwili gotowy wkroczyć na pomoc.
— Wybacz Kornikowa Koro, lecz muszę kończyć... Z Aster… jeszcze mamy… parę rzeczy do zrobienia… — przerwał po jakimś czasie starszemu, gdy zauważył, że Aster już ją niego czeka.
— No dobrze Pomocny Wróbelku, mam nadzieje, że za niedługo jeszcze wpadniesz!
— Oczywiście… do zobaczenia… — miauknął już na wymarszu.
Jak tylko zeszli z półki Aster już biegła przed nim gotowa by wparować do żłobka, na szczęście zatrzymała się tuż przed by poczekać na swojego mentora. Widząc to, Wróbelek przyspieszył, by uczennica nie musiała na niego czekać.
— Przepraszamy… za najście… — powiedział, wchodząc do żłobka tuż przed szylkretką.
Mysi Postrach skinął głową, najwyraźniej trzy niewielkie, piszczące kuleczki wyciągnęły z niego większość energii.
— Chcieliśmy tylko sprawdzić… czy nie brakuje ci niczego? — zapytał bury, powoli zostając otoczony przez drobne kociaki. Aster z uśmiechem coś mówiła, nie wiadomo jedynie czy do siebie, czy do maluchów.
— Wszystko w porządku. Przepiórcza Łapa dopiero co przyniosła mi nornice — odpowiedział karmiciel, wskazując na nieruchomo leżącego obok gryzonia.
— Ach... to dobrze… w takim razie my zmykamy… nie będziemy przeszkadzać… — zakończył z uśmiechem protektor, żegnając się z niewielką rodziną. Ruchem ogona przywołał uczennice i razem wyszli z legowiska.
— Panie Pomocny Wróbelku! Czy ja też byłam taka mała? — zapytała bura, podskakując przy mentorze.
— Oczywiście… każdy był… — odpowiedział spokojnie, prawdę mówiąc pamiętał praktycznie każdego, jak jeszcze był rozmiaru jego łapy.

<Uczennico?>
Trening medyczny Aster [870 słów]

[przyznano 9%]

20 czerwca 2025

Od Pomocnego Wróbelka CD. Aster

Widok niewielkiego kociaka z równie niewielkim piórkiem przypomniał mu o jego siostrzyczce, Kopciuszku. Jego rany po utracie rodziny powoli się goiły. Bury uśmiechnął się.
— Jakie śliczne, dziękuję, że o mnie pomyślałaś, droga Aster. — Zamruczał protektor — Czy chciałabyś czynić honory i dać piórko w jego nowe miejsce?
— Oczywiście że tak! — Pisnęła puszystą kuleczka, na co kocur przykucnął, by pomimo kolosalnej różnicy wielkości umożliwić kociakowi umieszczenie piórka. Szylkretka z entuzjazmem wzięła delikatnie piórko w pyszczek i podbiegła do boku starszego, ostrożnie oparła swe drobne łapki o potężny bark burego i wplątała piórko w długą sierść za uchem.
— Gotowe! — bura odskoczyła na bok, gdy tylko piórko stabilnie się trzymało.
— Ooo bardzo dziękuję. — Wymruczal ciepło z uśmiechem, słysząc delikatny szelest powodowany przez wiatr przedzierający się przez piórko.

*** Czas obecny ***

Kocur właśnie wspinał się z powrotem na półkę z legowiskiem starszyzny, w jego pysku znajdował się świeży mech dla legowiska Srebrnej Szadzi. Przywitał się z kotka uprzejmym skinieniem głowy, na co ta odpowiedziała tym samym. Przez jakiś czas majstrował przy legowisku, wplatając różne liście i pióra pomiędzy. Gdy w końcu uwolnił pysk z mchu, a starsza kotka ułożyła się wygodnie na nowym posłaniu, zapytał.
— Srebrna Szadzio, czy jest może coś, w czym mógłbym pomóc? Może mam coś medykom przekazać? — Zapytał z poczciwym uśmiechem, próbując zastąpić mroczny kłębek myśli jakimś zadaniem. Poza tym po utracie aż trzech starszych kotka pewno czuję się samotna.
— Hmm… Raczej nie, dziękuję za troskę. Chyba razem z liśćmi trochę odżywam po porze nagich drzew. — Odpowiedziała spokojnie, po chwili zastanowienia.
Lekko rozczarowany pożegnał się miło i pomaszerował w swoją stronę, zagubiony, w co włożyć swoje łapki, poszedł zobaczyć co u innych protektorów.
Zastał jedynie szarego kocura, najwyraźniej Kornikowa Kora poszedł na obchód poza obozem. Szary Klif błąkał się po sercu obozu, najpewniej również szukając zajęcia. Pomimo tej samej rangi nie rozmawiali zbyt często.
— Dzień Dobry Szary Klifie. — Zaczął cicho rozmowę.
— Och- Dzień Dobry Pomocny Wróbelku… — Oboje byli do siebie całkiem podobni, z charakteru jak i poglądów, prawdę mówiąc, bury trochę żałował, że tak rzadko rozmawiali.
— Czy miałbyś może sekundkę na rozmowę?
— Pewnie, coś się stało?… — Niebieski zatrzymał się i przysiadł przy ścianie, a naprzeciwko to samo zrobił Wróbelek.
— … Jeżeli to nie problem… czy słyszałeś coś o śmierci mojej siostry, Zagubionego Obuwika?… M-może coś… cokolwiek… obiło ci się o uszy?… — Sama myśl o tym paskudnym wydarzeniu spowodowała, że łzy napłynęły mu do oczu, starał się z całych sił nie rozpłakać, by utrzymać jakoś komfort rozmówcy.
Szary Klif cofnął się nieznacznie. W tym momencie wydawał się zupełnie przyparty do ściany.
– J-ja... Nic nie wiem. Przykro mi, nie mogę ci po-pomóc. – Nerwowo zaczął rozglądać się dookoła. Przełknął ślinę. – To na pewno trudny okres dla ciebie, prawda? Jeśli potrzebujesz porozmawiać... – Uśmiechnął się niepewnie. – Najważniejszym jest, żebyś ty mógł teraz znaleźć spokój. Rozgrzebywanie spraw tylko pogorszy twoje samopoczucie.
Wróbelek siedział w ciszy przez chwilę, pozwalając kilku łzom spłynąć po jego policzkach. Nałożył sztuczny uśmiech na pyszczek, mając nadzieję że to ukryje jak bardzo te wszystkie wydarzenia się na nim odbiły.
— … Dziękuję… za Twoją odpowiedź, chyba obejdę się bez rozmowy… — Odrzucił pomysł konwersacji z innym kotem, nie chciał narzucać swoich problemów na kogokolwiek innego. — Wybacz jeżeli ta rozmowa sprawiła ci dyskomfort… do zobaczenia...— Pożegnał się, po czym wyprostował się i odszedł.
Gdy przechodził przez obóz, przed jego łapy wyskoczyła drobna kuleczka, Aster. Momentalnie skrzywił swój uśmiech ze stresu, nie chciał, żeby młoda koteczka widziała go w tak zaniedbanym stanie.
— D-dzień dobry Aster…
— Dzień dobry Panie Pomocny Wróbelku. — Panie? Ten tytuł chyba trochę go przytłaczał. — O! Ma pan wciąż piórko ode mnie!
Gdy pierwszy komentarz kociaka nie dotyczył stanu jego wyglądu, stres z kocura trochę odleciał.
— Tak, bardzo ci jestem za nie wdzięczny. — Powiedział z uśmiechem.

<Aster?>

22 maja 2025

Od Pomocnego Wróbelka CD. Złotej Łapy

Na słowa ucznia Wróbelek zastygł w bezruchu i w ciszy, jak gdyby z ust mowa została mu odebrana. Pytanie o jego wojownicze lata? Toż to miał wrażenie, że miało to miejsce tysiące księżyców temu. Potworny wypadek? Wir bitew? Prawda najpewniej będzie rozczarowująca dla kremowo ubarwionego kocura.
— Obawiam się, że to, co się naprawdę wydarzyło, może nie spełnić twych oczekiwań. — Oznajmił bury, myślami powracając do nieprzyjemnych wspomnień.
— Trzymanie losu życia nawet najmniejszej istoty w moich łapach było dla mnie zbyt wielkim ciężarem. Gdyż co mi daje prawo o decyzji, by odebrać im wszystko. — Westchnął protektor, wpatrując się w srebrzyste wodne zwierciadło.
— To samo, co daję ci możliwość obrony tych, którym najbliżej twojego serca... Czy to nie piękna odpowiedzialność? By móc brać udział w kształtowaniu sprawiedliwości tego świata, aby czynić go lepszym i bezpieczniejszym dla tych, którzy nie mają na to sił… — Przerwały ciszę poetyckie słowa ucznia. Wróbelek zastanawiał się przez chwilę, dwie, po czym na jego pyszczku namalował się słodko gorzki uśmiech.
— Najpewniej to, co mówisz, jest prawdą, lecz wierzę, że można sprawy rozwiązać pokojowo, bez użycia przemocy. Choć nie mówię, że w ostateczności nie użyłbym siły w obronie bliskich mi kotów. A świat mogę uczynić lepszym pomagającym słabszym na inne sposoby, bez użycia siły, zamiast tego wykorzystać słowa i czyny. Odpowiadając na twoje wcześniejsze pytanie, moją rolą jest upewnienie się, że każdy w klanie czuję się jak w rodzinie i dbanie o tych, którzy sami nie mogą zadbać o siebie. — Starszy miał nadzieję, że dał młodemu coś do przemyślenia i rozpatrzenia poglądów innych, przynajmniej tyle mógł pokazać młodszemu.

07 maja 2025

Od Pomocnego Wróbelka CD. Złotej Łapy

Gdy złoty kocur wyskoczył podekscytowany na wyprostowane łapy, Wróbelek patrzył na niego zaskoczony, lecz po chwili na jego pyszczku zawitał uśmiech, przywołany przez entuzjazm kocura.
— Hmm... Czemu nie, chodźmy. — Bury powiedział z uśmiechem, prostując się.
Kremowy wyskoczył z legowiska niczym błyskawica, a tuż za nim ledwo nadążający protektor.
Gdy wyszli z obozu słońce, pomimo że zbliżało się ku zachodowi, wciąż grzało, a ptaki, mimo że ciszej wciąż śpiewały. Gdy ich łapy w końcu przedzierały się przez trawy, Wróbelek spojrzał na wielką wierzbę na pogorzelisku, najwyraźniej wpatrywał się w nią całkiem długo, gdyż z zamyślenia wyrwał go głos ucznia.
— Czyżby coś cię trapiło, drogi Wróblu?
— Hm? Oh... Nie, tylko gdybyśmy wracali, to proszę, zatrzymajmy się przy pogorzelisku.
— Oczywiście, skoro taka jest twa wola — odpowiedział, kiwając łebkiem.
— Dziękuję, a teraz chodźmy, bo jeszcze nam wszystkie rybki odpłyną — powiedział ciepło buras z lekkim chichotem.
Niedługo później dotarli nad rzekę, powietrze obok niej było wilgotne a woda całkiem spokojna, pod przejrzystą taflą można było zauważyć niewielkie cienie, najwyraźniej ryby. Starszy wskazał swą dużą łapą na powoli poruszające się cieniste kształty, sam nie do końca miał chęć polować, szczególnie że chyba dobrze Klanu by nie zaprezentował.
— Ciekawe, jakie ryby się tam skrywają... — powiedział cichutko, w obawie, że się któraś spłoszy.

<Złota Łapo?>

07 kwietnia 2025

Od Pomocnego Wróbelka CD. Złotej Łapy

Sposób, w jakim młody kocur się wypowiadał, zaskoczył lekko Wróbelka, lecz szybko to zaakceptował, uśmiechając się nerwowo. Nie był przyzwyczajony do szacunku, z jakim uczeń się do niego zwracał, najwyraźniej styl wymowy Złotej Łapy unikalnością dorównywał jego okrywie.
— Myślę, że masz rację, miły Panie. A jeśli mogę zapytać, jeśli mogę być tak... Nietaktowny i ciekawski, chociaż niekoniecznie mi przystoi, czy mógłbym usłyszeć, jak dokładnie myślisz, że wyglądało moje życie w wygodnych, ciepłych domach? — To pytanie nawróciło burego do refleksji, próbując przywołać na myśl widok legowisk dwunożnych, trudno przyznać, że nigdy nie zbliżał się do owych legowisk na tyle, żeby zobaczyć, co się dzieje w środku.
— Na Pewno znalezienie pożywienia nie jest większym wyzwaniem… No i nie musisz chyba na nic polować… — zaczął niepewnie, mówiąc powoli by mieć czas na zastanowienie się nad kolejnym słowem. Wzmianka o polowaniu przywołała na myśl wspomnienia kiedy sam nie podołał temu zadaniu. Na samą myśl oczy mu się zaszkliły, czuł się jak porażka, jak gdyby zawiódł klan… Szybko pokręcił głową, nie chcąc rozpłakać się przed nowym Klanowiczem, poza tym, teraz gdy już nie jest wojownikiem, nie powinien się o to martwić!
— Hmm… Na pewno masz kogoś, kto się o ciebie troszczy... Albo tak mi się tylko wydaje... — powiedział, wyciągając wnioski z zadbanej sierści każdego pieszczocha, jakiego kiedykolwiek widział.
— Jeśli to nie problem może opowiesz mi, jak naprawdę takie życie wygląda?

<Czas na bajkę Złota Łapo?>

23 marca 2025

Od Pomocnego Wróbelka Do Złotej Łapy

Wiązka ziół znajdowała się w pysku Pomocnego Wróbelka, Liściaste futro poprosiła go, by zaniósł to do Proszącego Śniegu. Więc oczywiście zawsze chętny do pomocy zrobił to, o co został poproszony. Poza tym pomaganie było jakimś zajęciem, które pomagało mu odwrócić uwagę od swoich myśli. W końcu dotarł na półkę, na której leżało legowisko starszych, w drodze do białego starszego, leżało się puste legowisko.
Widok owego miejsca spowodował, że Wróbelek mimowolnie się zatrzymał, posłanie należało do jego matki Gąsiorkowej Łaty, której zapach powoli się ulatniał.
Protektor wciąż nie do końca powrócił do siebie po stracie mamy, co można było zauważyć po jego zmęczonych oczach i tym jak zaniedbane jego futro było.
— Pomocny Wróbelku, wydaje mi się, że to do mnie — powiedział z uśmiechem były mentor Czar. Jego głos od razu wyrwał burego z zamyślenia.
— Och... Wybacz Proszący Śniegu, mam nadzieję, że te zioła ci pomogą — odparł, po upuszczeniu ziół przed łapami drugiego kota, na pysk nakładając ciepły uśmiech.
— Bardzo dziękuję — powiedział, kiwając swoją białą głową, tuż przed rozpoczęciem jedzenia podanych mu roślin.
Syn Srokosza skinął głową na pożegnanie i wyszedł z legowiska, idąc do medyków, by zameldować niebieskiej medyczce o dostarczeniu ziół.
Gdy to zadanie było już odhaczone, uznał, że przejdzie się do uczniów, zobaczyć jak się ma nowy kot w klanie, Złota Łapa. Stanie przed jaskinią uczniów przywołało mnóstwo wspomnień, jak razem z rodzeństwem był uczniem. Bury przymknął oczy starając nacieszyć się wspomnieniami, niczym posmakiem zwierzyny
Legowisko było praktycznie całkowicie puste, no tak, przecież o tej porze uczniowie mieli treningi, o tym Wróbelek niestety nie pomyślał. Na jego szczęście niedaleko wejścia siedział jasny kocur, najwyraźniej wcześniej powróciwszy z treningu. Kocur podszedł do ucznia z przyjaznym uśmiechem.
— Dzień Dobry Złota Łapo. Nazywam się Pomocny Wróbelek, jestem jednym z protektorów tego klanu. — Może zaczął zbyt formalnie? — Chciałem sprawdzić, jak się odnajdujesz w klanie? Masz może jakieś problemy, z którymi mógłbym ci pomóc? — zapytał, bardzo lubił sprawdzać co u nowych kotów i kociaków, pewnie dlatego, że wszystko było dla nich nowe! To raczej sporo stresu...

<Złota Łapo?>

17 lutego 2025

Od Pomocnego Wróbelka Do Pochmurnego Płomienia

Kocur stał w ciszy nad zakręconym futrem pokrytym ciałem jego matki. Nie mógł uwierzyć w te wszystkie nieszczęścia, które jedno po drugim uderzały go w przeciągu jego życia. Czyżby była to jakaś klątwa od Klanu Gwiazdy? Czym zasłużył sobie na taki los? Z jego oczu nagle zaczął wylatywać wodospad łez, ułożył się obok matki z zasmarkanym nosem wciśniętym w jej szylkretowe futro, świadom, że to ostatni raz, w którym poczuje jej słodki zapach. W lada moment ciało było otoczone gromadą kotów, niektóre z nich również szlochały a inne, z żalem wpatrywały się w starszą. Łzy wciąż niekontrolowanie wylatywały buremu z oczu, odrzucił już na bok próbę powstrzymania ich, choć świadom, że żadna ilość łez i szlochów nie przywróci jej do żywych.

Pomocny Wróbelek siedział skulony przy jednej ze ścian jaskini. Po śmierci rodziców zaczął zaniedbywać siebie, omijał posiłki, przestał czyścić swoje długie futro oraz zaniedbał swój harmonogram snu, poświęcając ostatnie krople energii na wypełnianie obowiązków protektora. Jego żałosny wygląd najwyraźniej przykuł uwagę burego wojownika, Pochmurnego Płomienia.
— Pomocny Wróbelku! Dzień dobry! Wszystko dobrze? — wymiauczał wojownik, skacząc wokół protektora, przynajmniej jednemu z nich nie brakowało energii.
— Tak, wszystko w porządku. — odpowiedział Wróbelek, nakładając na pyszczek pogodny uśmiech. — To ja powinienem o to zapytać. Przyzwyczaiłeś się do ponownego życia w klanie? Pewnie bycie samotnikiem musiało być dość… Samotne? Może opowiesz mi coś o nim?

<Pochmurny Płomieniu?>

10 stycznia 2025

Od Pomocnego Wróbelka

Kocur siedział w legowisku starszyzny u boku swojej matki, delikatnie wylizując jej zakręcone futerko z brudu i kurzu, gdyż od śmierci ojca przestała dbać o siebie. Gąsiorek była widocznie przygnębiona, odkąd tylko wróciła do obozu po śmierci Srokoszowej Gwiazdy, Wróbelek praktycznie nie opuszczał jej na krok. Większość dnia spędzał na próbach pocieszenia, czyszczeniu jej futra i namawiania do posiłków. Co sprawiało, że kocur zaniedbywał swój harmonogram snu zamartwianiem się; cały czas chodził wyczerpany, całą energię poświęcając swojej przygnębionej rodzicielce. Podczas wyczesywania zakręconego futra jego powieki robiły się ciężkie, a oddech spowalniał, taka monotonna czynność była całkiem usypiająca, jednak z transu wyrwały go ciche słowa matki.
— Tęsknisz za nim?… — zapytała z pustym wzrokiem spuszczonym na swoje łapy.
Wróbelek swymi pomarańczowymi, zmartwionymi ślepiami patrzył na matkę. Nie potrafił jej na to odpowiedzieć; pewnie, że był smutny z powodu straty ojca, w końcu to jego rodzina, czuł, jakby ktoś wbijał mu pazury w serce za każdym razem, gdy grono najbliższych mu kotów się pomniejszało. Lecz z jakiegoś powodu czuł się winny, winny za swój smutek, w końcu ojciec był złym kotem, prawda? Przynajmniej tak mówią inni klanowicze, co prawda nie był szczególnie obecny w życiu Wróbelka ani jego rodzeństwa, ale to pewnie dlatego, że jako przywódca miał dużo spraw na głowie. Czy to niewiara w Klan Gwiazdy sprawiała, że był zły? Wróbelek nie nazwałby go złym kotem, lecz on nie nazwałby kogokolwiek złym. Uważał, że w każdym znajduje się jakieś dobro, nawet jeśli głęboko ukryte. Próbował wymyślić jakąś odpowiedź, lecz jego gardło ściskał żal, a przed oczyma pojawiły się mroczki, pomimo tego jego oczy o dziwo pozostały suche.
Gąsiorek westchnęła cicho i odwróciła się plecami do syna, zwijając się w kłębek; to było okropne uczucie, jak gdyby jego mama postawiła właśnie niewidzialną ścianę między nimi. Jak gdyby jego świat się walił. Wróbelek czuł, jakby jego najgorszy koszmar się spełniał, najpierw rodzeństwo a teraz rodzice? Może starsza potrzebuje chwili spokoju?
— Wrócę jutro... — odpowiedział cicho drżącym głosem, czuł, jakby miał zaraz wybuchnąć łzami, lecz one się nie pojawiały.

04 stycznia 2025

Od Pomocnego Wróbelka CD. Zaćmionej Łapy

— Hm? Plany?… Nie wydaje mi się.. — odpowiedział Wróbelek, zastanawiając się nad każdym słowem.
— To co powiesz na wyjście z obozu? Muszę pozbierać parę roślin, trochę odpoczynku ci nie zaszkodzi.
Po krótkim namyśle kocur przytaknął.

***

Delikatne promienie słoneczne powoli przedostawały się do obozu, ogrzewając skałę na podłożu jaskini. Wróbelek czyścił swoje futerko, na którym przez noc pojawiły się zaskakująco duże kołtuny. Po dłuższym czasie siłowania się z nimi, w końcu odetchnął z ulgą, gdy jego futro zaczęło bez problemu się rozczesywać.
Kocur przeciągnął się i pomaszerował do żłobka, w którym znajdowały się dwie kotki - Półślepy Świstak oraz jego przyszywana siostra, Melodyjny Trel, która niedawno się okociła. Bury przywitał się z dwoma, na co karmicielki skinęły głową na przywitanie.
— Dzień dobry, Melodyjny Trelu. Czy wszystko dzisiaj w porządku? — zapytał.
Często przychodził do żłobka, by sprawdzić, jak się mają królowe. Uważał, że wychowywanie i przynoszenie na świat młodych klifiaków było ważnym i wyczerpującym zadaniem, dlatego starał się jak najbardziej pomóc oraz umilić tę misję. Pomimo tego często zastanawiał się, czy kiedykolwiek będzie miał własne pociechy.
— Zaskakująco dobrze — odrzekła cicho kotka.
— A jak kocia... — Kocur nawet nie zdążył dokończyć, gdyż poczuł małe ciałko tuż przy jego łapie.
— Kim jesteś? — zapytało niebiesko-białe kocię, wpatrujące się w protektora swoimi ciekawskimi, zielonymi oczętami.
— Nazywam się Pomocny Wróbelek, jestem jednym z protektorów — powiedział z uśmiechem.
— Protektorem? — powtórzył malec, widocznie zdezorientowany.
— Tak, dbamy o ranne koty i staramy się poprawić wasze samopoczucie — odparł, starając się wytłumaczyć to tak, żeby kociak zrozumiał.
— A gdzie twoja mama? Masz jakieś rodzeństwo? Czemu jesteś taki wyrośnięty?
Wróbelek zamrugał parę razy, niespodziewająca się tyłu pytań naraz, lecz nie widział problemu w odpowiedzeniu na nie.

***

Słońce zbliżyło się ku horyzontowi, a przepytywanie Wróbelka dobiegło końca. W końcu wyszedł ze żłobka i pokierował się na polanę, aby coś zjeść. Gdy tylko na nią wszedł, od razu zauważył rudo-czarne futro, należące do uczennicy medyka.
— Oo, dzień dobry, Zaćmiona Łapo, jak ci dzień mija? Chcesz może przyłączyć się do posiłku? — zapytał z uśmiechem.
— Czemu nie, dziękuję — odpowiedziała z małym uśmiechem, którego Wróbelek nie mógł zidentyfikować jako fałszywego czy prawdziwego.
Gdy oboje wzięli zdobycz i usiedli nieopodal, ciszę przerwała młoda uczennicą.
— Gdzie dzisiaj byłeś? Jeśli mogę zapytać.
— Oczywiście, że możesz. Byłem w żłobku upewnić się, czy wszystko w porządku u karmicielek i przyszłych uczniów — odparł. — Czasem trudno mi uwierzyć, że te drobne kuleczki kiedyś wyrosną na dużych oraz silnych klanowiczów.

12 listopada 2024

Od Pomocnego Wróbelka CD. Zaćmionej Łapy

Po wielu księżycach Wróbelek w końcu mógł odetchnąć od obowiązków wojownika.
Przesiadywał właśnie w legowisku medyków. Czereśniowa Gałązka opowiadała Wróbelkowi o ziołach, które leżały przed ich łapami, w końcu jako protektor musi znać podstawowe informacje o medycynie. Kotka wygląda na wyczerpaną, pewnie zniknięcie Liściastego Futra dołożyło jej roboty. Kocur bardzo martwił się o zaginioną asystentkę i o stan medyczki, lecz uznał, że póki co powinien skupić się na tym co leży przed jego łapami.
— Czy wymienisz mi nazwy tych trzech roślin? — Zapytała szylkretka, by upewnić się, że bury coś zapamiętał, wskazując na leżące przed nią rośliny.
— Dąb, mak i… — chociaż dwa pierwsze były banalne do rozpoznania, z trzecim miał problem. — Czy mogę podpowiedź?… — zapytał z niepewnym uśmiechem.
— Pomaga na obolałe bądź pęknięte poduszki łap.
— Podbiał? — zapytał po chwili zastanowienia.
— Tak. No dobrze, to wszystko na dziś, jesteś wolny. — odpowiedziała, gotowa do odejścia do innych zadań.
— Jeszcze mam jedno pytanie Czereśniowa Gałązko. — powiedział, patrząc na szczupłą medyczkę.
— Hm?
— Czy wszystko w porządku? — Zapytał zmartwiony.
— Tak, czemu pytasz? — odparła, mrużąc oczy.
— … Tak bez powodu, po prostu… przeczucie. — niepewnie odpowiedział, nie chcąc wytykać medyczce zmęczonego wyglądu.
— O mnie się nie martw, obdarz lepiej swoją troską kogoś, kto jej bardziej potrzebuje. — wymruczała z uśmiechem, odchodząc w głąb jaskini, by powrócić do swych zajęć.
Po wyjściu z legowiska Wróbelek poszedł odwiedzić starszyznę, by upewnić się, że się dobrze czują. Gdy dotarł na górę, upadły na niego spojrzenia starszych.
— Co cię tu sprowadza, synku? — zapytała z uśmiechem Gąsiorkowa Łata.
— Przychodzę tylko żeby się upewnić, że wszystko jest dobrze. — odparł, patrząc najpierw na mamę, a potem na każdego starszego z osobna.
— U nas wszystko w porządku. — zrelacjonowała krótko jego ciocia, Biała Zamieć.
A po jej słowach starszyzna powróciła do narzekania, co dało znać buremu, że może już odejść.
Czując się nieprzydatny, usiadł na polanie, wypatrując widocznie zmartwionej ofiary do pocieszenia, zarazem ciesząc się chłodnym wiatrem i zmianą pory roku.
— Kogoś wypatrujesz, Pomocny Wróbelku? — usłyszał, na co prawie podskoczył z zaskoczenia. Najwyraźniej był tak zapatrzony, że nie usłyszał kiedy uczennica medyka, Zaćmiona Łapa, się do niego zakradła.
— Uh.. Nie wydaje mi się.. — odpowiedział wciąż lekko w szoku — A Ty, Zaćmiona Łapo, nie masz już dzisiaj żadnym zadań?
<Zaćmiona Łapo?>
[361 słów]
Event NPC: Czereśniowa Gałązka

05 listopada 2024

Od Pomocnego Wróbelka

Był kolejny upalny dzień, wcale nie wyróżniający się w obecnej Porze Nowych Liści, Wróbelek przechadzał się po obozie w poszukiwaniu czegoś, żeby zająć myśli. Jako że nie został dziś przypisany ani do polowania, ani do patrolu miał mnóstwo wolnego czasu. Zwykle pewnie poszedłby porozmawiać z siostrami, lecz aktualnie obie były poza obozem. Gdy przechodził obok legowiska Medyków, uderzył go delikatny zapach ziół, bury zatrzymał się na chwilę, by móc pozachwycać się owym aromatem, patrząc na mostek do legowiska starszyzny, wpadł na pewien pomysł, od razu pomaszerował w jego stronę. Idealnie się złożyło, gdyż i tak chciał porozmawiać z mamą. Gdy w końcu wszedł na górę, przywitały go miauknięcia starszyzny, którzy na pewno po śmierci Pluskającej Krewetki nie pogardzą jakimś towarzystwem. Ze szczególnym uśmiechem przywitała go Gąsiorkowa Łata, jego matka, obok której ułożył się, by posłuchać rozmowy starszych, którzy głównie narzekali na bóle stawów, ukrop oraz opowiadali plotki, które latają po klanie. Bury tylko uśmiechnął się i przytakiwał co jakiś czas. Jego mama zaczęła wylizywać jego sklejone futro, co sprawiło, że wojownik znowu poczuł się jak bezbronny kociak, skulony razem z rodzeństwem przy kręconym futerku matki.Czas mijał, a słońce zbliżyło się ku horyzontowi z zamiarem schowania się. Uczniowie wracali z treningów i tak jak co wieczór zwierzyna została przyniesiona do starszych przez młode koty.
Mroźna Łapa, liliowy kocurek ze świecącymi błękitnymi oczami, przyniósł niewielkiego ptaka i położył go przed łapami szylkretki.
— Dziękuję Mroźna Łapo, a teraz idź odpocząć. Na pewno trening cię wymęczył — powiedziała ciepło starsza z uśmiechem na pyszczku, na co uczeń bez słowa odszedł. — Podzielimy się? — zapytała, tym razem zwracając się do syna.
Wróbelek spojrzał na oczy ptaka, lecz nikogo już tam nie było.
— Nie, dziękuję mamo. Jadłem już dzisiaj — skłamał, odwracając łepek.
Gąsiorek obrzuciła go zmartwionym spojrzeniem i rozpoczęła posiłek. Kocur czekał, aż skończy posiłek, zależało mu na rozmowie, w oczekiwaniu układał sobie w głowie, co powie mamie.
Gdy w końcu skończyła posiłek, niepewnie wymamrotał.
— Mamo? Możemy porozmawiać?… — Oczy matki przepełnione troską, zwróciły się na niego. — Na osobności — dodał po chwili.
Dwa koty odeszły na bok, ich futra lekko stykały się, gdy odchodzili, matka i syn usiedli naprzeciwko siebie.
— Jestem zmęczony… — zaczął, a jego łzy rozpoczęły mimowolnie wylatywać z jego oczu. — To całe bycie wojownikiem... Odbieranie życia… mnie przerasta… — wychlipał, patrząc na swoje zmoczone od łez łapy, na których Gąsiorek położyła swoją łapę. — Pomóż mi proszę... — dodał.
— Może ścieżka wojownika nie jest dla ciebie. A teraz przestań już płakać kochanie, wszystkie będzie dobrze. — Wymruczała i zaczęła wyczesywać futro na głowie kocurka. — Jutro możesz porozmawiać z ojcem, a teraz idź się zdrzemnąć.
Tak oto Gąsiorkowa Łata wróciła do reszty starszych, a Pomocny Wróbelek do legowiska wojowników.

***

Nastał kolejny upalny dzień, kocur z samego rana udał się do legowiska przywódcy, by porozmawiać z ojcem.
Gdy stał już tuż przy legowisku, wziął głęboki oddech i zapukał łapką o ścianę jaskini. Na co z wnętrza wybrzmiał znany mu głos ojca.
— Proszę.
Na ten znak Pomocny Wróbelek wszedł do środka, rozglądając się na boki, teraz uświadomił sobie, że tak właściwie chyba nigdy nie był w środku. W mroku zauważył białe znaczenia na niebieskim futrze Srokosza, które zlewało się z kamiennymi ścianami. Niebieski obrzucił go pytającym spojrzeniem, pewnie zastanawiając się, czemu syn zdecydował się na odwiedziny.
— Ojcze, chciałbym porozmawiać odnośnie mojej rangi. — Zaczął, próbując utrzymać kontakt wzrokowy z ojcem. Ucichł na chwilę, by mógł dobrać odpowiednie słowa. — Obawiam się, że moje umiejętności nie odpowiadają randze wojownika. Czy… byłaby szansa, żebym podszkolił się w zakresie medycznym, by móc zostać protektorem? Proszę... — zapytał, a z każdym słowem jego pewność siebie nikła.
Nastała niezręczna cisza, pomarańczowy wzrok ojca przeszywał Wróbelka na wylot, raczej nie ukrywał, że miał jakiekolwiek oczekiwania w stosunku do syna.
W końcu ciszę przerwało prychnięcie Srokosza.
— Niech będzie, porozmawiam z Czereśniową Gałązka i Liściastym Futrem. — mruknął, przewracając oczami.
Bury od razu się rozchmurzył, a w jego oczach pojawił się błysk radości.
— Nawet nie wiesz, jaki jestem wdzięczny ojcze. Dziękuję — odpowiedział z uśmiechem na pyszczku.
Na co starszy przytaknął i Pomocny Wróbelek wyszedł.

Event NPC: Gąsiorkowa Łata

22 sierpnia 2024

Od Pomocnego Wróbelka CD. Jaskółczej Łapy

Gdy w końcu oboje wyczołgali się z bajora, wyruszyli dalej. W końcu wciąż tyle było terenu do pokazania uczennicy. Kocur oprowadzał kotkę po całym terenie, dodając krótkie zdania na temat każdego miejsca. Gdy już kończyli wyprawę, kocur zatrzymał się i spojrzał na niebo.
- Słońce niedługo zniknie za horyzontem, powinniśmy wracać - powiedział ciepło, zwracając się do uczennicy.
Kremowa zmarszczyła nosek, po czym pokiwała głową. Oba koty wróciły bezpiecznie do obozu, który powoli zaczął ukrywać się w mroku.
- Lepiej odpocznij, jutro cię obudzę, jak tylko słońce wpuści swe promienie do obozu - zamruczał, po czym sam pokierował się ku legowisku wojowników.
Przywitał się ze swoimi siostrami i zaczął myć swoje futro z błota, które tylko obciążało jego futro. Po tej długiej i ciężkiej walce z zaschniętym błotem usnął, zanim zdążył zauważyć.

***

Minęło parę księżyców, odkąd Jaskółcza Łapa została mu przyznana na uczennicę.
- Jaskółcza Łapo, pora wstawać - szepnął do swojej uczennicy, zaglądając do legowiska uczniów.
Zapach legowiska był doprawdy nostalgiczny, tyle wydarzyło się w uczniowskim życiu Wróbelka.
Gdy oba koty były już gotowe do wyjścia, kremowa kotka zapytała.
- Pomocny Wróbelku, gdzie dokładnie idziemy?
- Och... Wybacz Jaskółcza Łapo, musiałem zapomnieć ci powiedzieć. Idziemy do Złotych Kłosów, nauczysz się dzisiaj polować - odpowiedział. - A teraz chodźmy, nie marnujmy dnia. -
W mgnieniu oka znaleźli się na Złotych Kłosach, które o tej porze roku nie bardzo pasowały do nazwy.
Kocur całą drogę tłumaczył kotce wszystko to, co mentor przekazał mu o polowaniu. Na szczęście Pole roiło się od gryzoni, więc uczennica nie będzie miała problemu ze znalezieniem ofiary. Oba koty ukucnęły, a bury dał kotce sygnał, żeby zaczęła polowanie. Kremowa powoli zaczęła zachodzić mysz od tyłu, a gdy znajdowała się jakoś długość ogona od małego gryzonia, wystrzeliła, zabijając zwierzę na miejscu. Kotka powróciła, wydając się całkiem dumna ze swojego polowania.
- Piękna zdobycz, na pewno ktoś naje się nią do syta.

<Uczennico? :3>
[303 słowa]
[przyznano 3%]

26 maja 2024

Od Wróbelkowej Łapy(Pomocnego Wróbelka) CD. Bijącej Północy

Kocur spojrzał na siostrę, która namawiała go do wyjścia. Buras potrzebował chwili do namysłu, w końcu wciąż był tylko uczniem, lecz z drugiej strony Północ to już wojowniczka, więc czym to będzie się różnić od treningu?
- No dobrze, chodźmy - powiedział Wróbelek, podnosząc się z wygrzanego legowiska.
- Fantastycznie! Za mną! - Wymruczała dymna, wychodząc, a raczej wybiegając z legowiska.
Cóż Wróbelek miał uczynić, oczywiście pobiegł za siostrą, ledwo nadążając, trudno było ukryć, że w porównaniu do Wróbelka Północ jest piekielnie szybka. I tak oto w mgnieniu oka rodzeństwo znalazło się poza obozem. Brat dobiegł do siostry, dysząc, bieganie ewidentnie nie było jego ulubioną czynnością. Na szczęście reszta spaceru to był w miarę spokojny chód, koty co jakiś czas wymieniały zdania, Wróbelek ewidentnie potrzebował takiego spaceru z bliską mu osobą. Słoneczko przyjemnie grzało, a ptaki śpiewały, krótko mówiąc pogoda była wyborna.
- Jak myślisz, co się stało Czar? - zapytał cicho. Z jednej strony nie chciał zadawać tego pytania i psuć te chwile, ale z drugiej chciał znać opinie siostry.
Północ odwróciła się patrząc swymi zielonymi ślepiami na burasa, który uciekał wzrokiem.
- Mam nadzieje, że jest bezpieczna... - Dodał.

***

Pogoda się ochłodziła, a złociste liście delikatnie upadały na ziemię. Nadeszła Pora Opadających Liści a razem z nią ból brzucha u burego kocura. Bez zastanowienia Wróbelek poszedł w kierunku legowiska medyka, zatrzymując się przed. To właśnie tutaj parę księżyców temu zawaliła się półka z legowiskiem starszyzny, a przez to wydarzenie zmarł jeden ze starszych, Fioletowe Spojrzenie. Wróbelek wciąż pamiętał, jak chodził za kociaka do ów legowiska wysłuchiwać historii. Po chwili buras wszedł do nory zwanej nowym legowiskiem medyków. Od razu podeszła do niego Czereśniowa Gałązka, a on wyjaśnił jej, czemu przyszedł. Kotka przytaknęła głową, dając znak, że rozumie, po czym zniknęła w ciemności, powracając z kępką ziół w pyszczku. Bury rozgryzł zioła, które ukazały taki sam smak jak poprzednim razem.
- Bardzo dziękuje Czereśniowa Gałązko. - Powiedział, wychodząc, na co kotka się tylko uśmiechnęła.
Gdy wystawił łapę z legowiska, od razu ukazało mu się niebieskie futro, należące do jego ojca.
- Bławatkowy Wschód uważa, że jesteś już gotowy, by zakończyć naukę. - Powiedział lider.
Gdy tak stali naprzeciwko siebie Wróbelek zauważył różnicę wzrostu między nimi, jaki ojciec jest niski, buras nie zauważył kiedy tak urósł. Ojciec coś jeszcze mówił, lecz uczeń był tak zamyślony, że słowa wlatywały mu jednym uchem, a wylatywały drugim.
- Dobrze. - Powiedział, udając, że słuchał.
- Przygotuj się na ceremonię. - Dodał niebieski, odchodząc.
Dużo czasu nie minęło, a ojciec rozpoczął zebranie, gdy wszyscy się zebrali, zaczął.
- Ja, Srokoszowa Gwiazda, przywódca Klanu Klifu, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tego ucznia. Trenował pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam go wam jako kolejnego wojownika. Wróbelkowa Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia? - Wypowiedział klasycznymi słowami.
- Przysięgam. - Odpowiedział z lekkim zawahaniem. Bał się zostać wojownikiem, nie chciał walczyć.
- Mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. Wróbelkowa Łapo, od tej pory będziesz znany jako Pomocny Wróbelek. Klan Gwiazdy ceni twoją siłę i empatię, oraz wita cię jako nowego wojownika Klanu Klifu.
Niebieski dotknął burego pyskiem w głowę, a ten dotknął go w bark, chyba nigdy nie był tak blisko swojego ojca. Gdy koty wykrzykiwały jego imię, kocur założył sztuczny uśmiech na pyszczku. Czułby się winny gdyby był szczęśliwy po tym wszystkim, co się ostatnio stało, ale przecież nikt nie musiał o tym wiedzieć. Po zakończeniu zebrania podeszła do niego energiczna dymna kotka, Bijąca Północ.

<Siostro droga?>
[559 słów]
[przyznano 11%]

wyleczeni: Pomocny Wróbelek


10 maja 2024

Od Wróbelkowej Łapy

W klanach nadeszła Pora Zielonych Liści, słońce swymi promieniami przyjemnie ogrzewało skały w obozie Klanu Klifu, a przynajmniej te, które owe światło dosięgało.
Bury kocur wstał skoro świt, by przed swym treningiem wojownika zajrzeć do medyka. Gdy tylko postawił łapę w legowisku medyka, przywitała go Czereśniowa Gałązka, medyczka Klanu Klifu. Wróbelek szybko opowiedział o objawach, głównym objawem był ból brzucha ciągnący się od tamtej pory roku. Po wysłuchaniu medyczka zniknęła w cieniu jaskini, by po chwili powrócić z ziołami w pysku, które kocur szybko zjadł i żegnając się z szylkretką wyszedł, by pójść na trening z mentorem. Przywitał się z Bławatkowym Wschodem i dwa kocury wyszły poza ściany obozu, był piękny słoneczny dzień, ciepły, lecz nie gorący. Gdy Klifiaki dotarły do wejścia do sekretnego tunelu, Wróbelek zatrzymał się, by wziąć głęboki wdech, w końcu zaraz miał wejść pod ziemię, co jeżeli tunel się zawali i uczeń zostanie pochowany żywcem?! Zanim się obejrzał był już w ciemnej norze, podążając za jasnym ogonem mentora, Liliowy co jakiś czas oddalał się, co skłaniało ucznia do użycia węchu, by z powrotem znaleźć się przy drugim kocie. Gdy w końcu wyszli na powierzchnię, buras zamrugał parę razy, by wzrok przyzwyczaił się do światła.

***

Resztę dnia kocur spędził, ucząc się nawigacji pod ziemią, wracając do obozu dopiero pod wieczór, nie mógł doczekać się, aż opowie o treningu Rozczarowanemu Pysku! Jej imię wojownika było trochę... dziwne, dlatego Wróbelkowa Łapa mówił na nią Czar, na jej prośbę z resztą. Gdy zadowolony wkroczył do obozu, dowiedział się, że jego siostra zaginęła. Czuł, jak łapy się pod nim ugięły, w jego głowie zaczęło mu się kręcić, przed oczami pojawiły się mroczki. Przez chwile siedział w ciszy, w końcu nie mogła to być prawda, minęło parę uderzeń serca, a kocurek wybuchnął płaczem. Łzy wielkości grochu wypływały masowo z jego pomarańczowych ślepi, uderzając raz podłoże, raz jego łapy. Podniósł na chwile głowę, by spojrzeć na swoje dwie siostry, Obuwik i Północ, jedyne, które pozostały z piątki rodzeństwa. Tego dnia Wróbelek ominął posiłek, będąc już w legowisku, wciąż chlipiąc, wmawiał sobie, że to nieprawda.

[340 słów, nawigacja w tunelach] 
[przyznano 7% + 5%]

17 marca 2024

Od Wróbelkowej Łapy CD. Podniebnej Łapy

Kocur siedział przed drobna kotka, słuchając jej słów, on? Numerem dwa? Słowa uczennicy wydawały się nierealne, w końcu najważniejszymi kotami na pewno nie byli uczniowie. Ale z drugiej strony dobrze, że kotka ma taką pewność siebie.
- Czy mogę już iść spać? - zapytał - w końcu jutro mam trening i ty chyba tez..
- Dobrze, znaj moją łaskę - powiedziała kotka unosząc brodę ku górze.
Wróbelek zwinął się w ciasny kłębek na posłaniu, zajęło to parę uderzeń serca, żeby sen go zabrał.
***
Nastała Pora Opadających Liści, a razem z nią do klanów zawitał chłód, na szczęście gruba okrywa kocura, nie pozwalała mu zmarznąć, razem ze swoim mentorem wyruszyli poza obóz, gdy obrócił głowę, ujrzał przyszywaną siostrę, która wraz ze swą mentorką szykowały się na trening. Dzisiaj w planach było wspinanie się po drzewach.
***
Trening poszedł szybko i bezproblemowo, chociaż kocur był zmęczony, to udało mu się jeszcze zmienić mech u starszyzny, po ciężkim dniu usiadł przed legowiskiem uczniów czyszczące swoje bure futerko, podnosząc wzrok na sekundę, zauważył jasną kotkę, która właśnie wracała z treningu i chyba szła w stronę kocura. Uczeń powrócił do czyszczenia swojej łapy, a kiedy Podniebna Łapa była wystarczająca blisko, postawił łapę na ziemi i lekko się schylił by dorównać wysokości kotki.
[201 słów]
4%
<Podniebna Łapo? :3>