BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Śnieżek x Lawenda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Śnieżek x Lawenda. Pokaż wszystkie posty

27 grudnia 2023

Od Naiwnej Łapy CD. Lawendowej Łapy

Kocur spojrzał na nią zdziwiony. Pierwszy raz siostra proponowała mu polowanie. Przynajmniej tyle dobrego wyszło z jego kary... Od razu się zgodził, tak bardzo chciał wyjść i pobiegać poza obozem! Rozprostować łapy. Udali się więc w stronę wyjścia z obozu i już po chwili byli w pięknym lesie. Naiwna Łapa rozglądał się dookoła. Już nie chodził na treningi tak często, jak kiedyś, więc strasznie się cieszył, że siostra zabrała go ze sobą.
 
***
 
Był u medyka. Z łapą było już lepiej, ale mimo to nie mógł wrócić do treningów. Dobrze, że zabrał wtedy ze sobą Naparstnicową Łapę, gdyby nie ona, on by pewnie nie doczołgał się do obozu i zamarzł gdzieś po drodze. Ale teraz to był jego najmniejszy problem. Gryka zaginęła, a niedługo po tym Lawenda umarła. Te sytuację strasznie wstrząsnęły Śnieżkiem. Jego siostry, kochane siostry, najlepsze osoby, jakie kiedykolwiek znał, zniknęły. Rozpłynęły się, już nie mógł z nimi rozmawiać, śmiać się, czy kłócić. Przynajmniej wiedział, że Klan Gwiazdy miał Lawendę w opiece, ale Gryka? Nie wiedział, co się z nią stało. Bardzo się o nią martwił, nie wiedział już co zrobić. Ważkowe Skrzydło też strasznie się martwiła. Była załamana. Było to po niej widać, a że jeszcze ostatnio straciła siostrę. Wszystko jakby się waliło.
- Naiwna Łapo? – usłyszał czyiś głos i po chwili w legowisku pojawiła się właśnie jego matka. Liliowa kotka weszła do środka. Widać było zdenerwowanie na jej pysku. Czemu była zła? Na niego?
- Co ty tu robisz? Powinieneś być na treningu! – syknęła kotka, na co van lekko się spiął. Jasne, to była jego wina, że rozwalił łapę, ale dlaczego matka się na niego krzyczała? Nie wiedział. Może tak działa na nią żałoba po utracie córek? Nie był pewien, ale nie podobało mu się to.
- Prawie nie mogę chodzić... Nie mogę iść na trening. – oznajmił, starając się nie zezłościć. Ważkowe Skrzydło strasznie dziwnie się zachowywała.
- Prawie? Czyli możesz! Nie rozumiesz mysi móżdżku? – zapytała ostro. Kocur nie odezwał się już. Czemu matka taka była? Przecież od dawna nie zrobił nic złego. Nie był winny śmierci żadnej z sióstr, sam był z tego powodu strasznie smutny.
- Twoje siostry na pewno by teraz były na treningu... I robimy coś bardziej pożytecznego!
- Mamo... Spadłem z drzewa, też mogłem umrzeć. – powiedział cicho.
- Może gdybyś umarł, twoje siostry by żyły – syknęła liliowa – Nawet gdyby nie, bez ciebie na pewno byłoby lepiej.
Kocur zamarł. Spojrzał na swoją matkę. Wiedział już od dawna, że go nienawidzi, ale że aż tak? Ona chciała jego śmierci... Chciała, by zniknął, by nigdy się nie urodził. W jego oczach pojawiły się łzy. Miał już dość. Wstał chwiejnie i spojrzał liliowej prosto w oczy.
- No widzisz? Możesz stać! – zaśmiała się Ważkowe Skrzydło. Naiwna Łapa już nie wytrzymywał. Wszystko się w nim gotowało, ledwo powstrzymywał się, przed oderwaniem matce tego uśmiechu z pyska. Ta jednak dalej mówiła, tylko bardziej się narażając na jego gniew, lecz wiedział, co by powiedziała Lawenda, lub Gryka. Nie byłby zadowolone. Nie mógł tego zrobić. Jednak po jakimś czasie Śnieżek nie wytrzymał:
- Zamknij się! Zamknij! – krzyknął wreszcie, na co liliowa aż podskoczyła – Jesteś najgorsza! Nienawidzę cię! Niszczysz mi całe życie, a teraz nawet obwiniasz o śmierć Lawendy! O jej śmierć... Jak możesz? – zapytał już nieco ciszej. Łzy spływały mu po policzkach, ledwo cokolwiek wiedział, ale był pewny, że to matka popchnęła go na legowisko. Nagle się przewrócił, tracąc grąd pod łapami. Ważkowe Skrzydło spojrzała na niego i po chwili wyszła z legowiska medyka. Teraz Naiwna Łapa był już pewien. Czekał tylko na koniec szkolenia, a potem ucieknie. Zniknie, tak jak chciała matka.
 
Żegnaj kochana siostro.
[*]
[584 słowa]
[Przyznano 12%]

10 grudnia 2023

Od Lawendowej Łapy CD. Naiwnej Łapy


Lawendowa Łapa spojrzała zszokowana na brata. Gromadziły się w niej różne emocje. Gdzieś w głębi serca było jej go autentycznie żal. Nie mogła też nie powstrzymać się od pomyślenia o pewnej szylkretowej kotce z Klanu Klifu. Szybko jednak odgoniła te myśli. Przecież ona nic złego nie zrobiła, spotkała się z nią tylko na zgromadzeniach, jak z każdym innym kotem z innego klanu. A Naiwna Łapa celowo spotykał się po nocach z jakimś samotnikiem i jeszcze go szkolił. Mimo to… przecież chciał dobrze. Ale jednak słysząc jego słowa o ich mamie, poczuła wzbierający się gniew.
– Nie mów tak o mamie – mruknęła ostrzegawczo, lekko mrużąc ślepia. – Ona… na pewno chciała dobrze. Nie chciała pozwolić, żeby ten samotnik cię skrzywdził.
– Jak nie jak tyle razy mówiła, że mnie nienawidzi! – krzyknął. – Nie rozumiesz, że kocha ciebie i Grykę, a mnie nie znosi tylko dlatego, że jestem kocurem? Jest fałszywa!
Nie. Naiwna Łapa gadał głupoty. Ważkowe Skrzydło była przecież najlepszą mamą na świecie. Lawendowa Łapa wcale nie miała klapek na oczach przez całe dzieciństwo, a jej matka wcale nie była toksyczną manipulantką. Nie. To bzdura.
– Mama może się czasami mylić, jak każdy, ale to wszystko na pewno dla twojego dobra. W końcu mówi, że kocury są z natury słabsze – burknęła.
Brat spojrzał na nią z niedowierzaniem.
– I ty oczywiście też w to wierzysz – syknął. – Przejrzyj na oczy. Ona nie chce dla mnie dobrze. Wolałaby, żebym był jej trzecią córką!
Dość tego. Kotka tego dłużej nie wytrzyma.
– W każdym razie – wycedziła, akcentując każde słowo. Zaczęła machać ogonem. – Rozumiem, że się przywiązałeś, ale to samotnik. Lepiej dla ciebie będzie, jeśli przestaniesz mieć z nim kontakt. Na pewno znajdziesz kogoś w Klanie Wilka!
– Nie, nie rozumiesz – mruknął pod nosem. – Skończmy z tym mchem, muszę potem zająć się czymś innym – dodał, najwyraźniej poddając się w dalszej rozmowie z siostrą.
Ona także się poddała. Naiwna Łapa zbyt ją skonfundował i zdenerwował, a czuła, że i tak nie przemówi mu do rozsądku. No nic, może brat z czasem zmieni zdanie.

***

Minęło już trochę czasu od zabójstwa Bursztynowej Łapy. Lawendowa Łapa powoli wracała do treningów, jednak jeszcze nie miały one takiej częstotliwości, jak wcześniej. Powoli wracała również do lepszego stanu psychicznego, choć bardziej z zewnątrz niż wewnątrz. Wewnątrz bowiem dalej często męczyły ją wyrzuty sumienia, a nocą nawiedzały koszmary. Zdołała już jednak przybrać odpowiednią maskę i przy innych kotach zachowywać się tak, jak zwykle.
Kotka, idąc przez obóz, kątem oka zobaczyła brata opuszczającego właśnie legowisko starszych. Jego kara dalej się nie skończyła. Lawendowa Łapa miała chociaż nadzieję, że wyciągnął odpowiednią lekcję z faktu, że niedawno jeden z członków Klanu Wilka został “zabity przez samotnika”. Może w końcu przestał myśleć o tym swoim przyjacielu.
Naiwna Łapa najwidoczniej też ją zobaczył i posłał niepewne spojrzenie. Podczas ostatniego okresu, podczas którego miała okropne samopoczucie, wydawał się być faktycznie przejęty. Tak jak wtedy, gdy zachorowała po ich pierwszej nocy w lesie. Ku jej zaskoczeniu kocur powoli skierował swoje kroki w jej kierunku.
– Hej – miauknął cicho.
– Hej – odpowiedziała, odwracając wzrok w bok.
Znowu ta niezręczność.
A gdyby tak wyciągnęła brata na polowanie? Powinni pozwolić mu wyjść w jej towarzystwie. Przyda jej się ruch, mu również. Może w ten sposób jakoś rozładuje napięcie między nimi.
– Masz chwilę? Może pójdziemy coś upolować? Raczej nie wychodzisz ostatnio dużo z obozu, więc…

<Śnieżku?>
[541 słów]
[Przyznano 11%]

03 grudnia 2023

Od Naiwnej Łapy CD. Lawendowej Łapy

 Spojrzał na siostrę, nie odzywając się. Z jednej strony, miała rację. W końcu gdyby nie uczył Szczypiorka, nie miałby karnego imienia i tego wszystkiego, ale z tej drugiej strony... Nie mógł go przecież zostawić. To był jego jedyny przyjaciel. 
- To nie było głupie. – odparł tylko i zajął się zużytym mchem. Lawenda nie dawała za wygraną. Cały czas patrzyła na niego ciekawskim spojrzeniem, cierpliwie czekając na odpowiedź. Jednak jej cierpliwość szybko się wyczerpała.
- Naiwna Łapo, widzę, że nie rozumiesz, przez twoją głupotę teraz musisz sortować jakiś mech! – powiedziała siostra. Van odwrócił się w jej stronę. 
- Jemu można było zaufać, to klan tego nie rozumiał. – oznajmił, cały czas stawiając na swoim. 
- Skąd to wiesz? – zapytała Lawenda – Może tylko cię oszukiwał, w końcu to... – nagle przerwał jej Naiwna Łapa, chyba po raz pierwszy od dłuższego czasu podnosząc głos:
- To, że był samotnikiem, nic nie znaczy, bo był o wiele lepszy od niektórych członków tego klanu. Nigdy by mnie nie oszukał.
Lawendowa Łapa spojrzała nieco zdziwiona na swojego brata, na co ten lekko się zjeżył. Szybko jednak się uspokoił i po chwili mówił już tym samym, cichym głosem co przez te ostatnie księżyce:
- Może zajmijmy się tym mchem do końca? – zapytał i zabrał się do pracy. Niebieska nie odpowiedziała. Może cały czas czekała na dokładną odpowiedź? Naiwna Łapa nie był pewien, ale szybko jego wątpliwości się rozwiały.
- Powiedz, dlaczego mu pomagałeś. W końcu to zwykły samotnik, zagrożenie dla klanu. 
Van nie odzywał się przez chwilę, próbując znaleźć odpowiednie słowa. Wiedział, że powód jego pomocy był dość głupi, przynajmniej dla niektórych, ale dla niego był bardzo ważny. Wiedział, że mógł to rozwiązać w inny sposób, ale sam nie wiedział do końca jak. Wtedy nie wiedział, a później było już za późno. 
- Był moim przyjacielem. – powiedział w końcu. Niebieska spojrzała na niego, chyba jeszcze bardziej zdziwiona. Nastała chwila ciszy. 
- Przecież to bez sensu... Możesz znaleźć przyjaciół w Klanie Wilka. – odparła Lawenda.
- Nic nie rozumiesz. 
- No to mi wytłumacz!
- Nie mogłem go tak zostawić! Czy ty zostawiłabyś kota na śmierć, z powodu tego, że jest jakimś samotnikiem? – zapytał – Musiałem mu pomóc, musiałem! Na początku nie byłem do niego przekonany, dokładnie jak ty, ale potem... Stał się moim przyjacielem i musiałem go zostawić! Teraz jest już kompletnie sam, bez nikogo! – krzyknął, a w jego oczach, nie wiadomo dlaczego, pojawiły się łzy. Czyżby aż tak się przejął samotnikiem? – To był pierwszy kot, który mnie polubił, który nie mówił mi, że jestem gorszy. A teraz? Każdy dzień jest przepełniony niepewnością i tęsknotą... Wiesz, jak ja się czuję? Każdego dnia zastanawiam się, czy jest z nim wszystko dobrze... Czy sobie poradził... – powiedział już ciszej. Było mu tak strasznie głupio. Czemu mówił to wszystko siostrze? I to akurat tej siostrze? Przecież ona szybciej by go wyśmiała niż Gryka.
- Był moim przyjacielem... A dziś utknąłem w obozie i nie mogę sprawdzić, czy żyje! Wiem, że to moja wina, ale i tak... Gdyby nie mama nikt by się nie dowiedział. Gdyby nie Ważkowe Skrzydło! Nienawidzę jej z całego serca! – syknął, nie wiedząc już, na kogo jest zły. Może na Szczypiorka, może na mamę czy Szakalą Gwiazdę, a może na samego siebie. 

<Lawenda?>
[517 słów]
[Przyznano 10%]

09 listopada 2023

Od Lawendowej Łapy CD. Naiwnej Łapy

Przez ostatni krótki okres czasu wydarzyło się wiele rzeczy. Aż trzy koty z Klanu Wilka otrzymały swoje wojownicze imiona i tym samym legowisko uczniów stało się dziwnie puste. Lawendowa Łapa, choć na początku wybita z rytmu tą zmianą, szybko bardzo doceniła dodatkowy spokój, choć niestety nie miał być on długotrwały – kocięta biednej Alby miały być mianowane lada dzień. Nie to było jednak głównym problemem uczennicy. Ostatnia, dziwna rozmową z mamą oraz zderzenie się sposobu wychowania Ważkowego Skrzydła z tym Szakalej Gwiazdy trzymały ją w niepokoju przez większość dnia. Czuła się nieswojo i nie miała zielonego pojęcia, co z tym uczynić. I niczym wisienka na tym mało apetycznym torcie jej brat został przyłapany na udzielaniu treningów samotnikowi, otrzymał karne imię i dodatkowe obowiązki. Pierwszą, naturalną reakcją Lawendowej Łapy było wyśmianie go, jednak po tym przyszły myśli o tym, czy to aby na pewno w porządku i jak kocur musi się czuć. Pojawiło się też pytanie o to, czy może ich mama celowo go śledziła, chcąc ośmieszyć i utrudnić trening. Ta myśl została jednak bardzo szybko przegoniona przez jej właścicielkę, uznana za nieodpowiednią.
Lawendowa Łapa szła przez obóz, wyjątkowo nie skupiona na otoczeniu, a na własnych myślach. Natychmiast jednak pożałowała tego odstępstwa od swojej normy – ktoś na nią wpadł, przewracając tym samym na ziemię. Zdezorientowana i zszokowana kotka nie zdążyła ujrzeć sprawcy tego czynu, jednak nie musiała. Ten szybko przemówił. I był nim nie kto inny, jak jej brat.
– Strasznie przepraszam Lawendowa Łapo… – Jego głos był niespotykanie cichy.
Naiwna Łapa szybko wstał i zaczął pomagać siostrze podnieść się na łapy. W pierwszym momencie kotka najeżyła sierść, zdążyła się jednak uspokoić, zanim rzuciła jakimś wyzwiskiem. Nie potrzebowała robić sceny na samym środku obozu. Musi zachować klasę. Poza tym coś głęboko w środku mówiło jej, że to nie w porządku tak obrzucać go obelgami. Zamiast tego otrzepała się z piachu i obdarzyła kocura spojrzeniem.
– Uważaj jak chodzisz – odpowiedziała tylko chłodnym tonem.
Naiwna Łapa położył uszy po sobie, pokiwał głową potakująco i pochylił się, by pozbierać upuszczony mech. Kotka strzepnęła ogonem z zakłopotaniem. Od momentu nadania na niego kary jej brat był wyjątkowo przygaszony. W końcu jej nie dogryzał, więc nie mogła narzekać, jednakże było to… dziwne. Obce.
– Gdzie idziesz? – zapytała w końcu, zmuszając biednego kocura do ponownego wyjęcia z pyska mchu, aby mógł odpowiedzieć.
– Do Stokrotkowej Polany – mruknął.
Lawendowa Łapa na pewno nie zazdrościła mu obowiązków wokół tej nawiedzonej kotki.
– Przepraszam Lawendowa Łapo, muszę już iść – dodał cicho po chwili.
– Czekaj. Idę z tobą.
– Co?
– I tak nie mam nic do zrobienia, a moja mentorka na pewno mnie doceni, jeśli dowie się, że nawet w wolnym czasie pomagam klanowi – odpowiedziała, nie będąc jednak pewna, czy to prawdziwy powód tej decyzji.
– Okej… dziękuję – odpowiedział, widocznie zdezorientowany. – Możesz mi pomóc nieść ten mech? Poproszę…
– Mhm.
Uczennica wzięła w pysk część mchu przyniesionego przez Naiwną Łapę i ruszyła za nim do legowiska starszyzny. Na miejscu odkryli, że jego jedyna mieszkanka była pogrążona we śnie. Żadna nowość. Byli zmuszeni ją obudzić, by móc zmienić jej posłanie, na co kotka nie zareagowała przyjaźnie. Po chwili nerwów pozwoliła im jednak wykonać ich zadanie. Właściwie to zadanie Naiwnej Łapy. Uch, Lawendowa Łapa cieszyła się, że nie musiała robić tego na co dzień. Śmierdziało. I wydawało jej się to wręcz upokarzające. Ale przynajmniej nie wymagało tyle siły fizycznej, co codzienne treningi…
Gdy skończyli, poszli wynieść zużyte posłanie. Przez cały proces prawie się do siebie nie odzywali. Kotka zaczęła się zastanawiać, co ją w ogóle natchnęło, że sama się do tego zgłosiła. Mama nie byłaby dumna. Ale… mentorka by chyba była…
– Hej, Śnieżn… Naiwna Łapo – zaczęła niepewnie, gdy jej pysk w końcu uwolnił się od śmierdzącej zieleni. – O co chodziło z tym samotnikiem? Czemu mu pomagałeś? To głupie! Chyba wiesz, że nie wolno ufać nikomu z poza klanu! Gdybyś słuchał się zasad, nie musiałbyś teraz tu siedzieć… – jej ton głosu, choć miał w sobie oskarżycielską nutkę nie zbliżył się do krzyku. Pomarańczowe oczy były pełne pytań czekających na odpowiedź.

<Naiwna Łapo?>
[657 słów]
[Przyznano 13%]

08 listopada 2023

Od Śnieżnej Łapy (Naiwnej Łapy) CD. Lawendowej Łapy

 – A ty co tu robisz, gówniarzu? – usłyszał dobrze znajomy głos. Gęsi Wrzask właśnie ich zauważył. Śnieżek odsunął się trochę. Czemu on musiał przychodzić zawsze, jak Śnieżna Łapa akurat był w legowisku? 
- No dalej! - krzyczał medyk. 
- Przyszedłem odwiedzić siostrę — oznajmił Śnieżna Łapa, próbując zachować spokój. Gęsi Wrzask podszedł do niego.
- K**** a nie możesz znaleźć innego miejsca na te wasze spotkania? - zapytał medyk.
- Ona jest chora! - powiedział uczeń, nieco podnosząc głos — Nie widzisz?
- K**** nie jestem ślepy! - syknął Gęsi Wrzask — A teraz wynocha! 
- Co? Ale przecież nic nie zrobiłem! 
- Wynocha! - krzyknął medyk, złapał vana za futro na grzbiecie i wrzucił z legowiska.

***

Odkąd dostał karę, czuł się strasznie. Słyszał te szepty innych kotów, czuł na sobie te spojrzenia pełne pogardy. Dla wielu był zdrajcą. Czuł się jak w najgorszym koszmarze, który nie chce się skończyć. Nie mógł się obudzić. Przestał rozmawiać z innymi, siedział zazwyczaj sam, a jego pewność siebie zniknęła. Zniknęła tak jak jego imię. Teraz był Naiwną Łapą. Jak mógł do tego dopuścić? Nie powinien się nawet zadawać z tym samotnikiem, ale mimo to tęsknił za nim. To był jego jedyny przyjaciel, którego stracił. Nie mógł się nawet z nim pożegnać, powiedzieć, co się stało. Czuł się z tym strasznie. 
- Naiwna Łapo — powiedział jakiś kot, na co Naiwna Łapa szybko się odsunął — No dalej, rusz się, musisz iść wymienić mech w legowisku starszyzny — oznajmił dość ostro. Kocurek wstał i poszedł do legowiska Gęsiego Wrzasku, by nie narobić sobie większej ilości kłopotów. Gdy szedł, słyszał za sobą szepty. Wiedział, że teraz większość klanu będzie patrzeć na niego krzywo, ale nie sądził, że aż tak go to dotknie. Myślał, że samemu da sobie doskonale radę, tak jak wcześniej, jednak się mylił. Wiedział już, jak się czuła Jutrzenkowa Łapa, podczas ich pierwszego spotkania i gdy się z niej śmiali. Wszedł do legowiska medyka, rozglądając się dookoła. Nigdzie nie widział mchu. Wszedł trochę głębiej. Nikogo w środku nie było. Podszedł więc do jednej z półek z ziołami i zaczął szukać mchu.
- Śnież... Znaczy... Naiwna Łapo, co ty tu robisz? - usłyszał za sobą głos Kuniej Norki. Lekko zjeżył sierść. Odwróci się w stronę medyczki, która właśnie zajmowała się Zapomnianym Pocałunkiem. Obok stała Płonąca Dusza i grzebała w ziemi. 
- Emm... Ja szukam mchu — powiedział — Myślałem, że nikogo tu nie ma...
- Zaraz ci przyniosę mech słoneczko — miauknęła medyczka, szybko znalazła się przy półce i podała uczniowi mech. Ten kiwnięciem głowy podziękował jej i poszedł do legowiska starszyzny. Zaczął myśleć co dalej, lecz nagle wpadł na jakiegoś kota, przewracając go. 
- Strasznie przepraszam Lawendowa Łapo.. - miauknął cicho i zaczął pomagać siostrze wstać.

<Lawendowa Łapo?>
[424 słowa]
[Przyznano 8%]

26 października 2023

Od Lawendowej Łapy CD. Śnieżnej Łapy

Zwinięta w kulkę Lawendowa Łapa leżała w legowisku medyków, co jakiś czas pociągając nosem. Śnieżna, zimna noc w samym środku lasu odbiła się szerokim echem nie tylko na psychice kotki, ale i na jej zdrowiu fizycznym. I teraz, zamiast trenować dumnie z swoją niesamowitą mentorką, Szakalą Gwiazdą, musiała siedzieć tutaj. Aż było jej głupio.
Przewróciła się na drugi bok, zauważając przy tym, że do legowiska wchodzi drugi kot. Kotka rozszerzyła oczy i zmrużyła je z powrotem chwilę później. Był to Śnieżna Łapa we własnej osobie. Nie spodziewała się go tutaj. Kocur podszedł do niej i położył obok niej mysz.
– Jak się czujesz? – zapytał. Zaczęła się wahać nad odpowiedzią i najwyraźniej zajęło jej to zbyt długo, gdyż brat zaczął kontynuować. – Słuchaj, chcę wiedzieć, bo się martwię. Ja... Przepraszam za wszystko. Wiem, nie jestem dobrym bratem, ale serio zależy mi na tobie i nie chcę, by coś ci się stało.
Lawendowa Łapa, słysząc tą rewelację, spojrzała na niego z niemałym zdziwieniem. Zakłopotany Śnieżna Łapa nie odwzajemnił jej wzroku, spoglądając w bok. Kotka więc, również zakłopotana, spojrzała na leżącą obok niej mysz. Czyżby kocur w końcu zrozumiał, gdzie jego miejsce i postanowił więcej nie uprzykrzać życia siostrze? Nie, to z jakiegoś powodu nie brzmiało dobrze. Ale przecież mama właśnie tak by powiedziała…
– Dobrze, że się zreflektowałeś. Żebyś już tylko nigdy nie wpadł na żadne debilne żarty – mruknęła. – To znaczy… emm… dzięki. Za mysz też – to powiedziawszy, wgryzła się w małe ciałko, by tylko nie ciągnąć tej niezręcznej dyskusji.
Mysz nie była duża i syta, ale była miłą niespodzianką. Odkąd Lawendowa Łapa opuściła ściany żłobka, a co za tym idzie Ważkowe Skrzydło nie mogła już dawać jej i Gryczanej Łapie większych porcji, bardzo brakowało jej sytych posiłków. Gdy skończyła jeść, skrzętnie oblizała pyszczek z wszelkich resztek. Śnieżna Łapa dalej tu stał.
– Smakowało? – zapytał niezręcznie.
– Tak. – Podrapała się za uchem. – Co u Gryki? – dodała, chcąc przerwać tą dziwną atmosferę.
– …ah, u Gryki? Myślałem, że była u ciebie dzisiaj. I wczoraj, i przedwczoraj…
– No była. Ale co u niej teraz?
– Chyba jeszcze nie wróciła z treningu, nie widziałem jej.
– Ah, okej. – Z zakłopotaniem strzepnęła uchem. – To… co u ciebie?
Śnieżna Łapa spojrzał na nią ze zdziwieniem.
– Jest dobrze. W końcu mogę uczyć się walki! No i innych rzeczy. Poza obozem jest super, wreszcie nie siedzę w jednym miejscu! Koszmarny Omen jest… myślę, że nieźle uczy! Dużo już mi powiedział. – Entuzjastyczny potok słów wypłynął z jego pyska. Widać było, że był szczęśliwy, że nie musiał już siedzieć zamknięty w czterech ścianach żłobka z matką i siostrami.
– Ale na pewno nie powiedział ci tyle, ile powie mi Szakala Gwiazda, gdy już wyzdrowieję – odparła z satysfakcją Lawendowa Łapa, nie mogąc przegapić okazji do przypomnienia, kto wybrał ją na swojego ucznia. Niezręczna atmosfera w końcu opadła.
– Może nie, ale–
– A ty co tu robisz, gówniarzu? – niepokojąco znajomy głos odezwał się z tyłu kotki. Nerwowo się odwróciła.
Gęsi Wrzask.
Oj.

<Śnieżku?>
[479 słów]
[Przyznano 10%]

18 października 2023

Od Śnieżnej Łapy CD. Lawendowej Łapy

 Już niedługo mieli zostać uczniami. Śnieżek nie mógł się już myśleć o niczym innym. Wreszcie miał szansę na pokazanie swoich umiejętności. Musiał więc więcej ćwiczyć, tylko problem był taki, że nie miał z kim. Gryka nie miała czasu, a z tymi nowymi kociakami bawić się nie chciał na razie, były za małe. Może kiedyś na wieżę z nimi jakąś relacje, ale teraz były małymi kociętami, a Śnieżek był przecież prawie uczniem. Jego wzrok spoczął więc na Lawendzie. Może i nie była miła, ale była jego siostrą. Podszedł do niej i cicho usiadł obok. Kotka szybko zauważyła jego obecność.
- Czego chcesz? - zapytała ostro.
- Tak sobie myślałem, że przyjdę spytać się, czy chcesz ze mną powalczyć - zaproponował. Lawenda spojrzał na niego, a na jej pysku pojawił się kpiący uśmiech. Van trochę zakłopotany też postanowił się uśmiechnąć.
- Serio myślisz, że chce się z tobą bawić? - zapytała niebieska, śmiejąc się - Mysi móżdżku, nigdy! 
Śnieżek obserwował śmiejącą się siostrę, z lekkim bólem. Niby że wiedział, że ona taka jest, lecz i tak smutek i rozczarowanie pozostało. 
***
*Przed poznaniem Szczypiorka*
Minęło trochę czasu. Śnieżek był już uczniem. Noc w lesie minęła dobrze, nawet wspaniale, lecz van nie mógł zapomnieć obrazu zmarzniętej i zasypanej śniegiem Lawendy. Nie mógł przestać o niej myśleć, martwił się o nią. Po tej nocy i po zobaczeniu siostry, całej dygoczącej z zimna, zapłakanej, bardziej się nią przejmował. Wiedział, że zawsze się kłócili i nie byli w dobrych relacjach, lecz to nie zmieniało faktu, że Lawenda to jego siostra. Teraz kotka spędzała czas w legowisku medyka, ponieważ rozchorowała się po tej przygodzie, co jeszcze bardziej potęgowało stres i zmartwienia. I właśnie dzisiaj Śnieżna Łapa postanowił ją odwiedzić. Lecz najpierw przydałoby się wziąć coś ze sobą. Spojrzał na stos zwierzyny. Znajdowały się na nim trzy myszy. Westchnął cicho, wziął jedną z nich i udał się w stronę legowiska Gęsiego Wrzasku. Przekroczył próg i od razu poczuł ten znajomy zapach ziół. Przywitał się z medykami i chorymi kotami. Pora Nagich Drzew przyniosła też nową chorobę, która atakowała koty, a medycy nie mogli znaleźć odpowiednich ziół. Dużo kotów siedziało u medyka, ale na szczęście Lawenda nie zachorowała na chorobę, która powoli atakowała kolejnych członków ich klanu. Chyba. Podszedł do siostry i położył mysz obok niej.
- Jak się czujesz? - zapytał, ale niebieska nie odpowiedziała. Westchnął cicho - Słuchaj, chcę wiedzieć, bo się martwię - wyznał cicho, unikając wzroku siostry - Ja... Przepraszam za wszystko. Wiem, nie jestem dobrym bratem, ale serio zależy mi na tobie i nie chcę, by coś ci się stało. 

<Kochana siostrzyczko?>
[410 słów]
[Przyznano 8%]

14 października 2023

Od Lawendy CD. Śnieżka

Lawenda, z dużą niechęcią, dała zaciągnąć się do legowiska medyka. Na dworze dalej było zimno i opuszczanie ciepłego żłobka ani trochę jej się nie uśmiechało. Gdy jednak Kunia Norka przyszła poinformować Ważkowe Skrzydło, że jej syn został znaleziony nieprzytomny na deszczu, królowa stwierdziła, że nie wie, jak to mogło się stać i natychmiast zabrała swoje córki na odwiedziny chorego brata. Lawenda ani trochę nie rozumiała, czemu mama nagle wydała się choć odrobinę przejęta Śnieżkiem i wyznała medyczce, że nie wie, jak i kiedy znalazł się sam na mrozie. Przecież sama, słusznie, go tam wysłała! Kotka uznała jednak, że lepiej nie pytać się o to mamy, przynajmniej nie teraz. Mama zawsze ma rację i wie, co robi. Wobec tego sama musiała udać, że martwi się o Śnieżka, choć na samą myśl zrobiło się jej niedobrze.
Otępił ją nagły, intensywny zapach ziół. Nie był przyjemny. Zmarszczyła nos i rozejrzała się. Śnieżek leżał zwinięty na legowisku. Na jego widok zaniepokojona Gryka od razu ruszyła w jego stronę a Lawenda posłusznie poszła za nią, po drodze dalej próbując przyzwyczaić nos do nowych, intensywnych zapachów.
– Nic ci nie jest? – zapytała brata Gryka.
– Nic – miauknął, lecz ledwo dokończył słowo i zaniósł się kaszlem.
– Kochane, odsuńcie się od braciszka. Możliwe, że ma Kocięcy Kaszel, a wy łatwo możecie się nim zarazić. – Niczym spod ziemi wyrosła Kunia Norka.
Lawendzie nie trzeba było dwa razy powtarzać. Natychmiast odsunęła się od brata, nie widząc nawet, jak ten złowrogo mruży na nią oczy. Jej uwagę przykuły coraz to głośniejsze głosy Ważkowego Skrzydła i Gęsiego Wrzasku. Mama kłóciła się z gburowatym medykiem. Znowu. W końcu, z agresją wymalowaną na pysku, zostawiła go i zwróciła się do Kuniej Norki.
– Wyzdrowieje wkrótce? – zapytała ją od niechcenia.
– Możliwe, że będzie musiał tu trochę zostać, ale nic poważnego mu nie będzie – zapewniła, nerwowo zerkając w stronę Gęsiego Wrzasku. Ten przeklął jeszcze pod nosem i odwrócił się na pięcie.
Dopiero teraz, gdy napięcie w legowisku medyka opadło, do Lawendy doszedł jeden, istotny fakt – Śnieżka nie było na swoim miejscu. Właściwie nie, nie był on tak istotny – to tylko Śnieżek. Była to jednak interesująca wiadomość, zwłaszcza, że Kunia Norka na pewno nie pozwoliłaby mu się ruszyć. Lawenda więc obróciła się, chcąc znaleźć delikwenta i na niego naskarżyć. Ku swojemu zaskoczeniu, nie zobaczyła go nigdzie. Dopiero, gdy wróciła wzrokiem do miejsca, w którym zaczęła, odkryła, że Śnieżek stoi tuż przed nią.
– AAA!!! – krzyknęła zaskoczona i od razu się cofnęła, potykając o własne łapki.
Zaalarmowane mama i medyczka natychmiast odwróciły się się w jej stronę. Zanim zdążyły jednak cokolwiek zrobić, Śnieżek zaczął kaszleć wprost w pyszczek Lawendy, a ta była zbyt skonfundowana, by zdążyć się ruszyć. Nie minęło jednak dużo czasu, nim Ważkowe Skrzydło niezbyt łagodnym ruchem chwyciła syna zębami za skórę na karku i odniosła na legowisko, wpatrując się w niego takim wzrokiem, jak gdyby miała go zaraz zabić.
– On to zrobił specjalnie! Teraz będę chora! – pisnęła Lawenda, a łzy zaczęły płynąć jej po pucołowatych policzkach.
Po chwili poczuła, jak ogon Ważkowego Skrzydła ją utula i nawet nie usłyszała, jak Kunia Norka mówi do Śnieżka łagodnym, lecz zaniepokojonym głosem że tak nie wolno i pyta się, dlaczego to zrobił. Miała dość. To już drugi raz tego dnia, gdy brat zachował się tak okropnie w stosunku do niej. Co on sobie wyobrażał?!
– Co teraz mamo? Będę musiała zostać tutaj? Z nim? – wyszlochała z prawdziwym przerażeniem na mordce.
– Nie ma takiej opcji skarbie. Kunia Norko, daj jej szybko jakieś zioła, żeby mieć pewność, że nie zachoruje!
– Nie wydaje mi się… tak Śnieżku, poczekaj chwilkę… nie wydaje mi się, żeby była taka potrzeba, od jednego kaszlnięcia nie powinna się zarazić. Ale jeśli coś będzie się działo, natychmiast do mnie przyjdźcie.
Ważkowe Skrzydło zmrużyła oczy, widocznie nie do końca usatysfakcjonowana tą odpowiedzią, ale już nie drążyła.
– Dziękuję Kunia Norko, zajmij się… nim. – Spojrzała na syna z pogardą. – Lawendo, Gryko, idziemy.
Gdy Gryka niepewnie odwróciła się w stronę Śnieżka, Lawenda, nie patrząc za siebie, wyprysła z legowiska medyka, kurczowo trzymając się łap mamy. Łzy dalej gościły w jej oczach. To było niesprawiedliwe. Ona sprawiała mu łaskę, dając być obok siebie, a on tak się odwdzięczał?

***
Lawenda rzeczywiście zaczęła trochę kaszleć, na szczęście po błyskawicznej interwencji Ważkowego Skrzydła i zabraniu jej do Kuniej Norki po zioła nie przeobraziło się to w nic poważniejszego. Minęło natomiast trochę czasu, nim Śnieżek mógł wrócić do żłobka. Och, jak błogi i przyjemny czas to był. Teraz kocięta były dużo starsze i powoli szykowały się do swojej ceremonii na uczniów. Najwyższy czas, fakt, że Lawenda musiała teraz dzielić żłobek z tą dziwną pieszczoszką i jej kociętami się jej nie uśmiechał. Z drugiej strony, opuszczenie mamy też nie wydawało się dobrym scenariuszem. Co, jeśli mentor będzie wymagał od niej za dużo albo, co gorsza, będzie kocurem? A może jedno i drugie?!
Strapiona myślami kotka siedziała przy wejściu do żłobka, obserwując spadający śnieg. Było jej trochę zimno, na szczęście jej długie futro wystarczało, by nie zamarzła. Obserwowanie skąpanego bielą obozu, w którym mało który wojownik się kręcił było natomiast zaiście interesujące. Lawenda nie miała jeszcze okazji oglądać współklanowiczów w takim stanie. Poza tym nie miała nic innego do roboty. Gryka była zajęta wspomnianymi już kociakami, do czego Lawendy nie ciągnęło, a Śnieżek, jak to Śnieżek, daleki był osobie, z którą kotka chciałaby spędzić czas.
…o wilku mowa. Brat nagle podszedł do niej, z niezadowolonym pomrukiem spoglądając na śnieżny krajobraz. Na jego niespodziewany widok ledwo się zjeżyła.
– Czego chcesz? – burknęła.


<Śnieżku?>

15 września 2023

Od Śnieżka CD. Lawendy

 Śnieżek spojrzał z niedowierzaniem na siostrę. Jak mogła wysłać go na ten deszcz i mróz, który właśnie się nasilił? Ważkowe Skrzydło spojrzała na nich, przerywając pielęgnację futra Gryki. 
- Na prawdę Lawendo? - zapytała, lekko się uśmiechając. Niebieska pokiwała głową, z niekrytą satysfakcją. Kocur szybko zaczął zaprzeczać, ale liliowa go nie słuchała. Wzięła wiercącego i wyrywającego się kociaka i szybko wyniosła go z ciepłego żłobka, na zimną, deszczową polanę. Zostawiła go i pobiegła z powrotem do żłobka, by za bardzo nie moknąć. Śnieżek od razu wstał z mokrej ziemi i pobiegł za nią, lecz ona zatrzymała go w wejściu. 
- Ty zostajesz - odparła, nawet lekko zadowolona z tego, co zrobiła, Ważkowe Skrzydło. Upewniając się, że Śnieżek sobie poszedł, wróciła do swoich córek. Van siedział więc na deszczu. Po chwili jego białe futro było całe mokre i zrobiło mu się zimno. Wszedł pod jakiś krzak, dygocząc z zimna i spojrzał na siostry. Szczęśliwe i zadowolone, rozmawiające czule z matką. Zazdrość zadała ostry cios kocurowi, który po chwili wywołał smutek i rozpacz. On nigdy nie dostawał miłości i wsparcia od rodzicielki. Tylko kary i wyzwiska. Zwinął się w kulkę, próbując choć trochę się ogrzać. "Czy serio jestem taki zły?" - pomyślał, próbując wyobrazić sobie siebie, jako kochanego i chcianego syna. Takiego, z którego nikt się nie wyśmiewa, nie dokucza, nie daje kar, takiego, którego się po prostu kocha. Chciał żyć tą wizją, ale wiedział, że to niemożliwe. Wiedział, że nie będzie kochany, bo był kocurem i to chyba jednym z rodziny. Westchnął cicho. Było mu coraz zimniej. Zamknął oczy i po chwili zasnął.
***
Obudził się w żłobku. A przynajmniej tak myślał. Był w legowisku medyka. Czuł zapach dużej ilości ziół, wszystkie się ze sobą mieszały. Otworzył oczy. Nikogo nie zobaczył, widocznie wszyscy wyszli. Po chwili siedzenia zaczął kaszleć i wtedy do legowiska wszedł medyk, Gęsi Wrzask. Liliowy kocur spojrzał na kociaka i przeszył go wzrokiem na wylot. Śnieżek starał się nie wyglądać na trochę zdenerwowanego. Czyli to był medyk. Wyglądał trochę... Strasznie? A może dziwniej. Śnieżek nie czuł się dobrze w jego towarzystwie. Gęsi Wrzask zaczął coś robić z ziołami i przeklinać pod nosem. Kocurek obserwował dokładnie każdy jego ruch. Nie chciał zostać otruty, czy zaatakowany przez tego podejrzanego kota. Liliowy chyba nie przejmował się tym faktem, bo cały czas grzebał w tych zielskach. Po chwili Gęsi Wrzask podszedł do niego i dał mu jakieś zioło, karząc je zjeść. Van niechętnie zjadł roślinę, a gdy zobaczył, że jeszcze żyje, uświadomił sobie, że nie była trująca. Po chwili do legowiska medyka przyszła czarna, cętkowana kotka. Jej żółte oczy krążyły po legowisku i w końcu zatrzymały się na Śnieżku, który właśnie znowu zaczął kaszleć. 
- Spokojnie słonko, jestem Kunia Norka, wyglądasz na zdenerwowanego, nic ci się nie stanie - powiedziała kotka. Śnieżek na jej słowa w ogóle się nie uspokoił - W czasie ulewy byłeś pod krzakiem i strasznie zmarzłeś. Jeszcze chwila i mógłbyś się już nie obudzić. Na szczęście jeden z wojowników cię przyniósł i trochę ogrzał. Nic poważnego się nie stało, choć wiedzę, że kaszlesz. 
Kocurek nie odezwał się ani słowem. Słuchał słów kotki i nie wiedział, co powiedzieć. "Jak to prawie umarłem?" - zastanawiał się. Po chwili do legowiska medyka przyszła Gryka, razem z mamą i Lawendą. Ważkowe Skrzydło poszła od razu do Gęsiego Wrzasku i Kuniej Norki, a Gryka razem z Lawendą podeszły do leżącego na posłaniu brata.
- Nic ci nie jest? - zapytała czarna kotka.
- Nic - odpowiedział Śnieżek i znowu zaczął kaszleć.
- Kochane odsuńcie się od braciszka. Możliwe, że ma Kocięcy Kaszel, a wy łatwo możecie się nim zarazić - powiedziała Kunia Norka, na co obie kotki odsunęły się trochę od Śnieżka. Van spojrzał na Lawendę. To przez nią tu siedział, to wszytko przez nią. 

<Lawendo? Zaraz cię zrażę >:) > 

14 września 2023

Od Lawendy CD. Śnieżka

 Lawenda uniosła swoją łapkę i uważnie ją obejrzała. Choć zdążyła strzepać liście, teraz w jej pięknym futrze znalazł się piasek. Smutek, złość, szok, chęć zemsty? Była jeszcze za młoda, by szczegółowo odróżniać emocje, jednego była jednak pewna — Śnieżek sobie nagrabił, oj, nagrabił sobie. Jak w ogóle śmiał jako kocur, istota naturalnie niższa od niej, w ogóle pomyśleć o czymś takim…
— Mamo! Pomóż mi! — pisnęła z rozpaczą w głosie i wieloma innymi negatywnymi emocjami malującymi się w kocięcych oczętach.
— Już idę kochanie — wymruczała Ważkowe Skrzydło z wyraźną nutką irytacji w głosie — oczywiście spowodowaną Śnieżkiem, nie najwspanialszą Lawendą.
Podeszła do kotki, natychmiast przechodząc do czyszczenia jej futra z piasku. Nie było go dużo, ale fakt, jak długa była sierść Lawendy sprawiał, że był strasznie trudny do usunięcia. Koteczka usiadła więc grzecznie, czekając, aż mama skończy oraz pomagając jej pojedynczymi liźnięciami swojej piersi. Przy okazji co jakiś czas posyłała mordercze spojrzenia siedzącemu w kącie żłobka bratu.
— Proszę, jesteś już czyściutka
— Dziękuję mamusiu! — Miała ochotę podskoczyć z radości, ale szybko się zatrzymała i zamiast tego skłoniła łebek. — Kocury są naprawdę okropne — dodała po chwili.
— Tak skarbie, dokładnie takie są. — Ważkowe Skrzydło zastrzygła uchem i obróciła się w stronę siedzącej z boku Gryki. — Myślę, że to dobra chwila by opowiedzieć o tym, jak być prawdziwą damą. Chodź, Gryko
Zaciekawiona kotka podeszła do nich i usiadła zaraz obok Lawendy. Obie synchronicznie uniosły łebki lekko do góry, aby móc patrzeć centralnie na mamusię. Ważkowe Skrzydło uśmiechnęła się z aprobatą i zaczęła swoją opowieść. Lawenda przysłuchiwała się z dużą uwagą, aż nawet na chwilę zapomniała o okropnym czynie, którego przed chwilą dopuścił się Śnieżek.
— …i dlatego właśnie musicie zawsze być uprzejmymi kotkami. To ważne, by inni postrzegali was jako dobrze wychowane i szanowali. Jesteście dumą mamusi — zakończyła swój długi monolog.
— Mamo? — Lawenda intensywnie zamrugała.
— Tak, Lawendo?
— Ale prawdziwa dama może obrażać kocury, prawda? — miauknęła donośnie i zerknęła w stronę brata, by upewnić się, że usłyszał. Wściekłość na jego pysku dała jej nieopisaną satysfakcję.
— NIE MOŻE — wrzasnął Śnieżek, trzepiąc ogonem po ziemi.
Ważkowe Skrzydło spiorunowała go wzrokiem i ogonem wskazała wyjście ze żłobka. Na zewnątrz padało. Kocurek nadąsał się jeszcze bardziej, ale nic już nie powiedział, zapewne nie chcąc już ryzykować bieganiem na deszczu. Matka kociaków warknęła i zwróciła się z powrotem do córek, automatycznie przyjmując o wiele milszy wyraz pyska.
— Oczywiście, że może. Zwłaszcza, gdy te kocury są dla nich niedobre. — Z czułością polizała kotkę po czubku łebka. — Szybko się uczysz.
— Dziękuję, mamusiu! — Dumnie wypięła pierś, zachwycona z bycia pochwaloną przez mamę.
— Gryko, czy twoje futerko też już się nie ubrudziło? Chodź, mamusia umyje — Ważkowe Skrzydło zmieniła nagle temat i machnęła łapką na drugą córkę.
Gryka pokiwała od razu łebkiem i podeszła bliżej mamy. Lawenda zatem ponownie odwróciła się w stronę Śnieżka. Mama była zajęta siostrą, a więc to był jej moment na rozliczenie się z delikwentem. Upewniając się, że jej ogon i głowa są uniesione wysoko, aby ukazać swą elegancję i wyższość, podeszła do brata. Ten zasyczał gdy tylko zobaczył, że siostra się zbliża.
— Nieładnie tak witać kotkę w ten sposób, Śnieżku — miauknęła z dezaprobatą. — Słyszałaś, co mama mówiła! Nawet nie próbuj robić tego drugi raz, bo nie będę już taka miła! Właściwie to już teraz nie powinnam być miła! — Zabójcza (przynajmniej w jej mniemaniu) powaga jej słów musiała brzmieć strasznie zabawnie w połączeniu z malutkim ciałkiem i piskliwym głosikiem.
— Co mi niby zrobisz? — warknął.
Oj. Tej części Lawenda nie przemyślała. Szybko rozejrzała się dookoła, szukając możliwie jak najokrutniejszej kary dla niewdzięcznika. Jej wzrok zatrzymał się na wejściu do żłobka. Bingo! Ważkowe Skrzydło zagroziła mu przecież, że będzie musiał biegać cały dzień po obozie. A na zewnątrz strasznie padało i było ciemno. Sama Lawenda zdecydowanie nie chciałaby się tam teraz znaleźć.
— Mamooo, Śnieżek chce pobiegać po dworze! — krzyknęła ochoczo, uśmiechając się zwycięsko.

<Śnieżek?>



05 września 2023

Od Śnieżka do Lawendy

 Świat dopiero otwierał przed nim swoje wrota, a jedną z pierwszych tego oznak, było to, że Śnieżek zaczął cokolwiek widzieć. Otworzył swoje brązowe oczka, co ułatwiało większość rzeczy. Na początku się cieszył, ale później już żałował, że musi patrzeć na swoją matkę i jedną siostrę, które nie dawały mu świętego spokoju. Przynajmniej Gryka była w porządku, co nie oznacza, że nie będzie robić jej żartów.
Dziś był na żarty idealny dzień, ponieważ obudził się wcześniej. Jego matka i siostry jeszcze spały, więc on postanowił wykorzystać sytuację. Rozejrzał się po żłobku, w poszukiwaniu jakiegoś dobrego pomysłu na żart. A że żłobek znajdował się w wielkim krzaku, było na nim mnóstwo liści. Mimo krótkiego czasu przebytego w ich obecność Śnieżek wiedział, że nienawidzą, jak mają brudne futro. Podbiegł więc do ściany i zaczął zbierać liście. Gdy skończył, zabrał je ze sobą i podszedł cicho do ich legowiska. Ustawił się w dobrej pozycji i zaczął sypać liśćmi i krzyczeć, że to deszcz. Kotki się obudziły i spojrzały na niego wściekłymi spojrzeniami, a zwłaszcza Lawenda i Mama. Ważkowe Skrzydło zabrała kociaka pod ścianę, a po drodze próbowała strząsnąć z siebie liście, wplątane w futro.
- Śnieżku! Dobrze wiesz, że nie chcemy mieć brudnych futer, no, chyba że jeszcze to do ciebie nie doszło mysi móżdżku? - syknęła matka. Kocur nieco się skulił. Lawenda wyjrzała zza liliowej i spojrzała na brata kpiąco.
- On się boi! - powiedziała śmiejąc się. Śnieżek zjeżył sierść.
- Wcale nie! To wy się boicie, to tylko liście, a wy robicie aferę! - syknął i podszedł do siostry. Gryka podbiegła do nich i zaczęła coś tłumaczyć, by zapobiec niepotrzebnym kłótniom, lecz nikt jej nie słuchał. 
- No co? Starszych się boisz, a rówieśników zaczepiasz?
- Nie boję się! - powiedział i poruszył łapą, tak by piasek z ziemi poleciał w stronę Lawendy. Piasek usadowił się na futrze siostry, zostawiając ślad. Ważkowe Skrzydło chyba to zauważyła, bo od razu podeszła do syna i chwyciła go za kark, kładąc w kącie żłobka.
- Nie ruszasz się stąd! Jeszcze jedno słowo i będziesz biegać cały dzień po obozie — powiedziała liliowa, wskazując wyjście ze żłobka. Na zewnątrz strasznie padało, a niebo było wręcz czarne od chmur. Śnieżek skrzywił pysk i został w kącie, grzebiąc w suchej ziemi. Lawenda czyściła swoje futerko, z niepotrzebnego brudu, a Gryka siedziała gdzieś z boku i przyglądała się całej sprawie. 
- Głupia mama, głupia Lawenda... - mówił pod nosem. Na szczęście nikt tego nie usłyszał, więc kocur miał spokój. Lawenda poszła do matki, razem z Gryką i słuchały jakiś rad i historii dotyczących bycia damą. 

<Siostro?>