BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Księżycowy Blask. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Księżycowy Blask. Pokaż wszystkie posty

06 lipca 2024

Od Księżycowego Blasku

Nic nie widziała na jedno oko. Na początku tylko ją piekło, ale teraz? Nie rozumiała co się działo. Normalnie powiedziałaby Kawczemu Sercu, ale… Potarła łapą chore oko. Nie rób tak, bo wda się infekcja, pomyślała. O ile już się nie wdała. Ale czemu praktycznie nic nie widziała? Ten ból był uciążliwy, nie łapała ryb, nie zauważała kotów obok… Trzeba było coś z tym zrobić. Nie chciała niepotrzebnie zaprzątać uwagi medyczki, ale tak była większym obciążeniem dla klanu. Więcej jadła, niż polowała. Westchnęła i z wahaniem udała się w stronę legowiska medyczki. Strzyżykowy Promyk była w środku, chyba sortowała zioła. Księżycowy Blask chrząknęła. Medyczka chyba jej nie dosłyszała.
- Przepraszam, potrzebuję pomocy. - jej głos zabrzmiał dziwnie nawet w jej własnych uszach. Po odejściu Kawczego Serca nic nie było takie samo.
- Co się stało, Księżycowy Blasku? - zapytała medyczka nie odwracając wzroku od ziół. Cała pewność wojowniczki się ulotniła, bez partnerki czuła się jak mały, zagubiony kociak. 
- Oko mnie b-boli. - zająknęła się. Czemu powiedziała to jak mały kociak? Powinna powiedzieć „Chyba wdała mi się infekcja do oka” , a nie „b-boli mnie oko!”. Nic nie było tak jak być powinno. Strzyżykowy Promyk się odwróciła.
- Usiądź tutaj, a ja zobaczę. - miauknęła. 
Księżycowy Blask posłusznie spełniła polecenie i otworzyła szeroko oko. Zabolało.
- Infekcja. Poważna. - stwierdziła i poszła po coś.
- Tak źle? - pisnęła niebieska.
- Zrobię ci okład. Powinnaś z tego wyjść. Wiedz jednak, że jeszcze kilka księżyców, a mogłabyś na stałe stracić wzrok. Otwórz oko szeroko. - poleciła, a następnie wycisnęła z jakiś liści kilka kropli.

Wyleczona: Księżycowy Blask

22 czerwca 2024

Od Księżycowego Blasku

- Musimy to kiedyś powtórzyć - powiedziała Księżycowy Blask, ocierając się o bok partnerki.
- Jasne - odparła Kawcze Serce z wahaniem.
- Coś nie tak? - zapytała niebieska kotka.
- Nie… Wszystko w porządku. Chyba jestem trochę zmęczona - odpowiedziała.
- Zatem wracajmy do obozu. Jutro rano możemy udać się we dwie na patrol łowiecki, co ty na to? - zapytała. W oczach Kawczego Serca dostrzegła ból i smutek. Coś się działo?
- Tak, oczywiście, wracajmy - miauknęła.
Weszły do obozu Klanu Nocy i udały się prosto do legowiska wojowników.
- Dobranoc Kawcze Serce - powiedziała niebieska kotka.
- Papa Księżycowy Blasku - odpowiedziała jej, a wojowniczka znowu zobaczyła ten smutek w oczach. Jutro będzie musiała z nią o tym porozmawiać.

***

Kawczego Serca nie było obok jej na legowisku. Księżycowy Blask wciąż jednak czuła jej słodki zapach. Wstała już? Wojowniczka wyszła z legowiska. Kawusi nie było w obozie. Zapytała się kilku kotów czy ją widzieli. Kawka znikła?

***

Życie straciło sens dla Księżycowego Blasku. Chodziła oczywiście na patrole poszukiwawcze, ale to była jedyna czynność oprócz spania, którą była wstanie wykonywać. Kawcze Serce uwolniła ją od smutku, wypełniła dziurę w jej serduszku, a teraz? Rana się otworzyła. Czas, jak powiedziała jej medyczka. Czas leczy rany. Księżycowemu Blaskowi wydawało się, że nawet czas nie jest w stanie sprawić, że nie będzie tęsknić za Kawczym Sercem. Całe szczęście w tym nieszczęściu nie była sama. Kawcze Serce zostawiła coś po sobie. Miała Kazarkę i resztę jej rodzeństwa. Chociaż żadne z nich nie zastępowało Kawki, to i tak było jej lepiej z myślą, że są obok.

***

Nie było lepiej. Było gorzej. Na początku myślała, że Kawcia się znajdzie, że znowu będzie wszystko dobrze. Teraz cała nadzieja znikła, zaczęło być dla wszystkich jasne, że Klan Nocy będzie funkcjonował dalej bez Kawczego Serca. Klan może da radę, ale ona nie da. Nie była w stanie cieszyć się tak samo, żyć tak samo jak wcześniej. Może to minie. Musiała w to wierzyć. Kawcze Serce planowała swoje odejście. Ten smutek w oczach. Musiała się opiekować potomstwem partnerki. Swoimi adoptowanymi dziećmi. To wszystko, co jej zostało po Kawczym Sercu. Oprócz piórka i zapachu rzecz jasna, który i tak z czasem zniknie.

25 marca 2024

Od Księżycowego Blasku do Kazarkowej Łapy

 Po tej całej dziwnej akcji z Liściastym Futrem dostała ucznia - Kazarkę. Cieszyła się, bo to oznaczało, że może nawiązać głębszą więź z jednym dzieci Kawki. Znała je od urodzenia, wychowywała je. A Kazarka była szczególna. Jej uczennica znała już terytoria klanów, pokazała jej je kilka wschodów słońca temu. Wiedziała, że praca z małą będzie trudna, zwłaszcza jeśli będzie chodziło o naukę polowania ptaków. Dodatkowym problemem było to, że Kazarka miała już wcześniej styczność z Księżycowym Blaskiem i znała ją doskonale. Będzie pewnie pozwalać sobie na więcej.
- Kazarkowa Łapo! - krzyknęła, a wtedy mała kulka nareszcie wygramoliła się z legowiska. Księżycowy Blask uśmiechnęła się.
- Idziemy już? - zapytała Kazarkowa Łapa zniesmaczona.
- Tak. Dzisiaj będziemy wspinać się na drzewa. Spodoba ci się. - przypuściła znając temperament i żywiołowość Kazarki. Terminatorka uniosła radośnie ogon. Poszły.
- Podoba ci się bycie uczennicą? - zagadnęła do swojej uczennicy. Mała ożywiła się.
- Jest świetnie! Mam tyle pomysłów! Zostanę najlepszą wojowniczką Klanu Nocy! - zawołała. Księżycowy Blask zatrzymała się. Pamiętała inną młodą kotkę, która pragnęła zostać najlepszą wojowniczką Klanu Klifu. A stało się zupełnie inaczej. Wylądowała tutaj, w Klanie Nocy. I tu było jej lepiej.
- Księżycowy Blasku, czy wszystko w porządku? - zapytała Kazarkowa Łapa. Księżycowy Blask otrząsnęła się z przykrych wspomnień.
- Tak, przepraszam. Idźmy dalej. - powiedziała, a po chwili dotarły do drzewa, które Księżycowy Blask uznała za odpowiednie do pierwszej nauki wspinaczki.
- Będę się tu wspinać? Ale to jest wysokie! - Kazarka wytrzeszczyła oczy. Księżycowy Blask kiwnęła głową.
- Ale za to ma grubą korę i jest wytrzymałe. Nie musisz wspinać się na sam szczyt, na początku zaczniemy od pierwszej gałęzi. Wysuń pazury. - poleciła kotce.

[260 słów + nauka wspinaczki na drzewa]
[przyznano 3% + 5%]
 
<Kazarko?>

21 stycznia 2024

Od Księżycowego Blasku CD. Liściastego Futra

- Dzień dobry, jestem Liściaste Futro, asystentka medyczki Klanu Klifu, przyszłam porozmawiać z Księżycowym Blaskiem. Zaraz sobie pójdę. Księżycku! Znalazłam cię! – Księżycowy Blask odwróciła się zdziwiona. LIŚCIASTE FUTRO?!
- Co ty tu robisz? - miauknęła przerażona. - Wynoś się! Kto ją tu przyprowadził?! Powinien ponieść konsekwencje! Chodź ze mną. - warknęła do siostry, która podążyła za nią w radosnych podskokach. Jak ona mogła tu przyjść?! Ustaliły to poprzednio! Nie! Chciała zapaść się pod ziemię. Oby dowiedziało się o tym jak najmniej kotów. Mało prawdopodobne. Wszyscy się na nie gapili. Głupia, głupia, głupia siostra. Wparowała do legowiska liderki Klanu Nocy. Liściaste Futro musi sobie pójść jak najszybciej! Wszyscy ją znienawidzą! Przestaną jej ufać! Będą ją uważać za zdrajczynie. Sprawy potoczyły się za daleko. Kochała siostrę, ale lepiej, żeby już tu się nie pojawiała. Będą spotykać się na zgromadzeniach. Kiedy Srocza Gwiazda je zobaczyła, zmierzyła je chłodnym spojrzeniem.
- Czego medyczka Klanu Klifu chce od jednej z wojowniczek Klanu Nocy? - zapytała, podejrzliwie patrząc się na Księżycowy Blask.
- Pogadać, oczywiście! - miauknęła Listek, próbując złapać za łapę liderki. Ta jednak z sykiem ją zabrała, nie dając się dotknąć obcej. Księżycowy Blask delikatnie odepchnęła siostrzyczkę od liderki.
- Wyjaśnimy to szybko i wracaj do obozu. - miauknęła zdenerwowana Księżycowy Blask.
- Zapraszam was obie do siebie. - powiedziała Srocza Gwiazda i ruszyła w stronę swojego legowiska.
- Zwariowałaś! Teraz wpakowałaś naszą trójkę w niebezpieczeństwo! - wysyczała do siostry.
- Trójkę? - zapytała zdziwiona Liściaste Futro.
- Kawcze Serce też oberwie! - jęknęła. Dotarły do legowiska liderki. Tam usiadły. Księżycowy Blask była przerażona i wściekła.
- Czego szukasz? - zapytała Srocza Gwiazda wyniośle.
- No jak to czego? Siostrzyczki! Jak ostatnio się spotkałyśmy mówiła, żebym już nie przychodziła, ale nie posłuchałam. - wypaplała. Księżycowy Blask złapała siostrę za głowę.
- Walnij się trzy razy w łeb zanim coś jeszcze powiesz! - krzyknęła.
- Rozumiem, że spotykałyście się już wcześniej. - miauknęła spokojnie Srocza Gwiazda, lustrując rodzeństwo trudnym do odczytania spojrzeniem. - Księżycowy Blasku, przypominam ci o obietnicy, którą mi złożyłaś dołączając do klanu. - powiedziała zimno. Łzy napłynęły niebieskiej kotce do oczu.
- To nie tak! To ona tu przyszła! Ja tylko ją wygoniłam. - szepnęła słabo. Srocza Gwiazda pokiwała głową.
- Co to wszystko ma znaczyć? Miałaś zerwać swoje stosunki z Klanem Klifu. - miauknęła.
- Proszę nie wygrażać Księżyckowi! - zawołała Liściaste Futro odsłaniając ząbki. - Jest pani bardzo brzydka! - krzyknęła poddenerwowana. Oszalała. Oczy Sroczej Gwiazdy pociemniały.
- Rozmawiasz z liderką Klanu Nocy i tym samym moją liderką. Zachowuj się. - syknęła Księżycowy Blask.
- Ja chce tylko, żebyś wróciła do domu i wszystko było tak jak dawniej! Jesteśmy twoją rodziną. Nie wiesz jak mi jest ciężko bez ciebie. Nie obchodzi cię co czuję! - krzyknęła przez łzy.
- Masz rację. - stwierdziła obojętnie. - Wszystko to co mówisz jest prawdą. Nie jesteś moją siostrą! Tu jest mój dom! Odejdź. - krzyknęła. Słowa ledwo przechodziły jej przez gardło.
- Ale… - zaczęła Liściaste Futro.
- Przychodząc tu przyniosłaś mi tylko wstyd. Nikt cię tu nie chce. Wracaj do gównianego klanu z gównianym przywódcą i nie wchodź więcej na terytorium Klanu Nocy. - syknęła. Srocza Gwiazda uśmiechnęła się.
- Moi wojownicy odprowadzą cię do granicy. - powiedziała cicho liderka. Liściaste Futro wybiegła z legowiska, drżąc. Księżycowy Blask wybuchła płaczem. Cała dygotała.
- Postąpiłaś bardzo dobrze. - pochwaliła ją liderka kładąc jej ogon na barku.
- To, dlaczego czuję się, jakbym miała zaraz zginąć? - zapytała żałośnie.
- Czasami miłość bywa trudna, Księżycowy Blasku. Jestem dumna z tego, jak zareagowałaś. - powiedziała.
- Dziękuję. - miauknęła słabo. Kiedy wyszły z legowiska, Listek objęła ją.
- Wiem, że mnie kochasz, nie oszukasz mnie. - wyszeptała jej do ucha.
- Ciebie nie da się oszukać siostrzyczko. Ale nie wchodź już tutaj dobrze? - zapytała równie cicho obejmując ją.
- No dobra. A mogę dołączyć do waszego klanu? - zapytała.
- Zapytasz się o to Sroczej Gwiazdy na zgromadzeniu. Teraz lepiej już idź. - poleciła.
- Czyli mnie kochasz? - zapytała.
- Uh… Tak. Ale to co teraz zrobiłaś było niewybaczalne. - powiedziała ze złością odsuwając się.
- Sorki. - miauknęła idąc za wojownikami, którzy mieli odprowadzić ją do granicy. Srocza Gwiazda spojrzała na nią pytająco.
- Pożegnałam się. Już nigdy więcej się nie spotkamy. - powiedziała szczerze. Bo nie chciała. Miała tu dom. Niestety, była pewna, że Liściaste Futro kiedyś po nią wróci… I to szybciej niżby wolała.
<Liściaste Futro?>

19 grudnia 2023

Od Księżycowego Blasku CD. Liściastego Futra

- Oni już odeszli, nie rozumiesz?!? Zostawili nas! Nie mamy szans, żeby ich odnaleźć. Zresztą, czy tego właśnie pragniesz? Znaleźć ich i potem znowu się z nimi rozstać? Rodzice tu nie wrócą, nie ważne jak bardzo byśmy tego chciały - miauknęła i odeszła. Nie miała siły na kolejną rozmowę o rodzicach.

***

Uważnie przyglądała się lekko falującej wodzie. Widziała w niej różne kolorowe kształty - ryb było mnóstwo. Wtedy jedna z nich podpłynęła do góry. Księżycowy Blask zignorowała ją. Czekała nieruchomo wpatrzona w wodę na jakąś specjalną rybę. Dla Kawczego Serca i jej kociąt. Muszą wiedzieć, że mogą na niej polegać. Wtedy pojawiła się wyjątkowo duża ryba. Kotka wstrzymała oddech. Była piękna. Idealna. Odczekała chwilę i schwytała zdobycz. Zamruczała z zachwytu. Jej przybrana rodzina będzie zadowolona. Już prawie została zaakceptowana w Klanie Nocy. Cieszyła się ze zmiany. Chwyciła zdobycz w pysk i niosła ją najdelikatniej, aby donieść ją najładniejszą do obozu. Nagle usłyszała znajomy głos i upuściła rybę.
- HALOOO!!! JEST TU KTOŚ Z KLANU NOCY? SZUKAM KSIĘŻYCOWEGO BLASKU, MOJEJ SIOSTRYCZKIIIII!!!!!!!!! WIE KTOŚ GDZIE ONA JEST???? HALOOO!!! JEST TU KTOŚ… - i tak w kółko. Nagle znalazła się w żłobku. Leżała obok wszystkich trzech sióstr. Kwiatuszek tam była! Obok leżała też mama i coś im opowiadała mrucząc. Księżycek o coś zapytała, a mama w odpowiedzi polizała ją po głowie. Potem do kociarni wszedł tata i spojrzał ciepło na zasypiające kocięta. Łzy zaczęły jej ciec po policzkach. Ta scena była normalna, lecz jednocześnie piękna. Zdała sobie sprawę, jak bardzo kochała swoją rodzinę. Swój dom, kiedy jeszcze Aksamitka nie została liderką. Otrząsnęła się z wspomnień i pognała w stronę siostry. Nie mogła pozwolić, żeby ktoś ją znalazł! Rozejrzała się. Wołanie Liściastego Futra ustało. Nagle poczuła silne uderzenie w bok.
- KSIĘŻYCEEEEEEEK! - ryknęła Liściaste Futro przewracając ją. - Jak wspaniale, że jesteś! Już myślałam, że będę musiała iść do waszego obozu! Opowiadaj! Czemu uciekłaś… co? Tłumacz się! Jesteśmy już razem, nareszcie! - buzia jej się nie zamykała. Księżycowy Blask zaczęła niekontrolowanie mruczeć. Gdy to zauważyła, powstrzymała się. Jej siostra była taka jak zawsze - radosna. Teraz wpadła w euforię. Ktoś o niej pamiętał w Klanie Klifu. Ktoś zauważył, że zniknęła. Nagle uświadomiła sobie, co by się stało, gdyby ktoś ją teraz zauważył.
- Odejdź - syknęła. - Albo będę musiała zaprowadzić cię do obozu - warknęła. 
Pierwsze co zauważyła na pysku kotki to: niedowierzanie, strach i ból. Nie mogła tego znieść.
- Zrozum Liściaste Futro. Nie byłam w stanie żyć pod rządami Srokoszowej Gwiazdy. Staram się być lojalna wobec liderów, a wobec niego nie byłam. Nienawidzę go - wyznała. - Nigdzie z tobą nie idę. Ja już podjęłam decyzję - oznajmiła.
- No co ty! - miauknęła siostra ze strachem. - Wrócisz do nas! Jesteśmy twoją rodziną! nie mówię o tym pchlarzu, który siedzi na skale i mianuje się liderem, ale mówię o innych! - miauknęła optymistycznie, jak zawsze.
- Nie rozumiesz. Ja mam swoją rodzinę w Klanie Nocy. Mam kocięta - syknęła.
- MASZ KOCIĘTA???????????? MUSZĘ JĘ POZNAĆ!!!!! - wydarła się.
- Nie możesz! Odejdź. Jestem z Klanu Nocy! Tu się urodziłam - miauknęła.
- Przecież się tu nie urodziłaś. - miauknęła z uporem.
- No nie. Ale tak się czuję i chcę, żeby inni tak myśleli - odparła.
- Ale jesteśmy siostrami! - zaprzeczyła. Teraz najtrudniejsza część. Miłe słowa nic nie dają. I tak tu jest. Trzeba powiedzieć to wprost. Tak, żeby już tutaj nie wracała.
- Ja… - nie chciało jej to przejść przez gardło. - Ja już nie mam sióstr. Wracaj tam skąd przyszłaś. Nie jesteś mile widziana na terytorium Klanu Nocy. - syknęła z trudem. 
Liściaste Futro myślała, że to żart. Lisie Łajno.
- Dobra. To idziemy? - zapytała radośnie szczęśliwa, że ją znalazła. Tymi słowami mogła zniszczyć jej życie, ale… Musiała zadbać o swoją reputację. Nikt nie może zauważyć jej rozmawiającej z siostrą.
- NIE DOSZŁO JESZCZE?!? WRACAJ DO KLANU ALBO I NIE, ALE WYNOŚ SIĘ Z TERYTORIUM MOJEGO KLANU!!! Nie jesteśmy już rodziną. Odejdź i nie wracaj, a jeśli zobaczę, że nadal tu jesteś, staniesz się więźniem Klanu Nocy - syknęła.
Jej siostra uśmiechnęła się.
- Okej! - zgodziła się.
- Co? - zapytała zdziwiona.
- Jeśli mam być więźniem i być przy tobie - zgadzam się - miauknęła radośnie.
- Kompletnie oszalałaś - stwierdziła.
- Nie - odpowiedziała.
- Kocham cię - miauknęła Księżycowy Blask.
- Wiem przecież kupo futra! - dostała odpowiedź.
- Lepiej wracaj już do klanu - poprosiła ją.
- Nie. Będę tu czekać i albo ty wrócisz ze mną, albo ja pójdę z tobą! - miauknęła.
- Przecież jesteś medyczką! Masz pewnie koty do leczenia - powiedziała.
- No fakt. - Zrobiła zamyśloną minkę. - No to mogę iść. Ale nie bój się, wrócę! - zawołała na odchodne. 
Ona oszalała. Czemu nie doszło do niej to, że jej klanem jest Klan Nocy. Co będzie, jeśli następnym razem znajdzie ją ktoś inny, a Liściaste Futro powie im, że już była na terenie Klanu Nocy? Wtedy kłopoty będą miały nie tylko one, ale także Kawka. Nie. Nie może tu wrócić. Jeśli to zrobi, będzie miała poważne kłopoty. Dopilnuje tego. Otarła łzy i mocno roztrzęsiona wróciła do obozu.

***

- Czemu nie przyniosłaś nam ryby? - marudził jeden z kociaków.
- Miałam ją, ale zgubiłam po drodze. - powiedziała częściową prawdę.
- Zgubiłaś rybę? - zapytało inne kocię.
- Jakoś tak - miauknęła drżącym głosem. Jedno syknięcie Kawki uciszyło maluchy. Co się stało? Zapytała bezgłośnie. Potem. Odpowiedziała jej samymi ruchami ust i odwróciła się zwijając w kłębek. Miała nadzieję, że siostra tu nie wróci. Ale jeśli…

<Listek?>


25 listopada 2023

Od Księżycowego Blasku CD. Kawczego Serca

 Powoli zaczynała się uspokajać. Kawczemu Sercu nic się nie stało. Nie wiedziała, czemu to jest takie dla niej ważne. Kiedy usłyszała, co się stało, chciała rzucić wszystko i pomóc czarnej.
- Jest jeszcze coś. Spodziewam się kociąt, Księżycowy Blasku. – miauknęła kotka. Księżycowy Blask zaniemówiła. Nie. Nie, nie, nie. Dlaczego? No oczywiście. Kawcze Serce była wspaniała. Zasługiwała na partnera i kocięta. Ale… Żałowała, że nie mogła być kocurem. Żałowała, że nie mogła dać jej tego szczęścia. Kochała kocięta. Spędzały mnóstwo czasu razem. Księżycowy Blask nie chciała, żeby pojawił się jeszcze jakiś kocur. Kto to mógł być? Chyba zauważyłaby, gdyby Kawcze Serce się zakochała?
- Jesteś pierwszą, która o tym wie, nie licząc medyków. Mogłabyś na razie nikomu o tym nie mówić, dobrze? Sama jeszcze nie oswoiłam się z tymi wieściami... Czy kiedy już się urodzą... chciałabyś razem ze mną je wychowywać? – zapytała Kawcze Serce niepewnie. Te słowa ją zaskoczyły. Ona? Wychowywać? Decyzja trudna do podjęcia tu i teraz. Dla Kawczego Serca zrobiłaby wszystko, ale…
- A co z ojcem? Kto nim jest? – zapytała lekko zdziwiona.
- Uh Poranny Ferwor. – dostała odpowiedź.
- Ja nie zauważyłam… - miauknęła. Dogadywali się, ale chyba nic więcej?
- W porządku. – miauknęła. – To… jak? – słychać było, że te słowa przeszły jej z trudem przez gardło. Czemu? Czy robiła to tylko z poczucia winy? Jakiegoś obowiązku?
- Pewnie. Z przyjemnością pomogę ci je wychowywać. – miauknęła, chociaż wcale tego nie chciała. To znaczy, chciała, ale nie w taki sposób. Nie chciała nic na kotce wymuszać. W odpowiedzi Kawcze Serce przytuliła się do niej. Księżycowy Blask poczerwieniała. Było to wspaniałe uczucie.
- Idziemy coś zjeść? – zapytała się kotka. Patrzyła się w jej oczy i próbowała sklecić jedno sensowne zdanie. Musiała pamiętać o oddychaniu. Miała takie piękne oczy. Wyszło jej coś niezwykle inteligentnego typu „Ehem” i poszły. Nie mogła się powstrzymać gapienia na czarną. Czemu to musi być jakiś kocur? Czemu nie… Nie odważyła się dokończyć jej myśli. Nie miała żadnego prawa do Kawki. Była przecież też Słoneczna Łapa i Poranny Fewor. Usiadły i podzieliły się rybą na pół. Chciała się zapytać, ale za bardzo się bała. W końcu zebrała się na odwagę. Czy ja cię, czy ty mnie? Jak miała się zapytać?
- Czy to możliwe, że ja cię… - zaczęła, a z kociarni rozległ się pisk.
- Eh te kocięta. Spokoju nie dają. – westchnęła i popędziła sprawdzić co u Piórolotka. Została sama z nadgryzioną rybą do towarzystwa. Niechętnie dokończyła piszczkę i powlekła się za Kawką do żłobka.

<Kawcia?>

07 listopada 2023

Od Księżycowego Blasku CD. Kawczego Serca

 Jeśli chcesz się spotkać to tylko jutro. O tej samej porze, tylko bliżej klifu — rzuciła. — Nie obiecuję jednak, że się zjawię. Mam obowiązki względem klanu, tak samo jak i ty powinnaś mieć wobec swojego. – miauknęła i odeszła. Księżycowy blask została sama z bólem, który przeszywał jej serce.
Polowała. Spała. Chodziła na patrole. I tak w kółko. Już nikt jej nigdy nie zawiedzie. Przez nikogo nie będzie czuć bólu. Nigdy już nie będzie smutna. Tylko samotna. Ale jeśli taka będzie cena za bycie szczęśliwą, to byłą gotowa ją ponieść. Tak, była szczęśliwa. Była… samotna. Stała niepewnie przed więzieniem jej matki.
- Czy… czy mogę wejść? – zapytała cicho. Strażnicy po chwili pokiwali głową. Księżycowy Blask podeszła do matki. Była taka mała. Leżała skulona, taka niewinna, samotna. Zmusiła się, żeby nie uciec. Nie chciała jej widzieć takiej. Ale mama jej potrzebowała. Usiadła przy niej. Odwiedzała ją prawie codziennie.
- Mamo… kocham cię. Bądź silna. Jesteśmy przy tobie. – wyszeptała jej do ucha.
- Księżycowy Blasku, skąd ta smutna minka? – zapytała. Kotka westchnęła.
- Już nic… nieważne. Gdybyś czegoś potrzebowała, jestem obok. – szepnęła i wyszła. Chociaż tak bardzo za nią tęskniła, nie mogła znieść widoku jej takiej. Wróciła do klanowych obowiązków w jeszcze głębszym przygnębieniu.
- Niech wszystkie koty zdolne samodzielnie łowić zwierzynę przyjdą na zebranie klanu! – zawołał Srokoszowa Gwiazda. Księżycowy Blask powlekła się za innymi w stronę tego ohydnego lidera. Zaczął mówić, a ona prawie zemdlała. Jej rodzice… zdrajcami i zbiegami? Nie są już mile widziani na terenach Klanu Klifu? Tylko siostra stojąca obok powstrzymywała ją od rzucenia się na lidera. Czy on postradał zmysły? To on jest zdrajcą! Nienawidziła go jeszcze mocniej niż wcześniej. Miała ochotę go zabić. Rozerwać na strzępy. Dość szybko uspokoiła swoje uczucie.
- Nie. – szepnęła ochryple. Dobrze, że poszli razem. Poczuła żal. Ból. Ściskał ją w środku. Jak mogli ją zostawić samą? Dlaczego nikt jej nie powiedział? Chętnie poszłaby z nimi. Łapy się pod nią ugięły, a do oczu napłynęły łzy. Nie. Nie może się rozpłakać. Nie kiedy on to widzi. Zamiast tego spojrzała na lidera z czystą nienawiścią.
Zgromadzenie. Mnóstwo kotów wszędzie. Kawcze Serce też tu była. Od razu do niej podeszła Widząc, jak kotka kładzie uszy, ona również się zjeżyła. Nie. Zapomnij o tym, co się działo. To już i tak nieważne. Kawcze Serce schudła. Było to oczywiste, bo przecież byli po srogiej porze nagich drzew. Czarna kotka była teraz jeszcze ładniejsza. Przestań! Ona nie bez powodu zniknęła na tak długo ze Słoneczną Łapą. – Chcę, żebyś wiedziała, że nie żywię do ciebie urazy. Możemy… o tym zapomnieć? – zapytała czując, że płonie ze wstydu.
— Jesteś pewna? Dobrze. — kiwnęła głową. — Ostatnio Klan Gwiazdy nie był dla nas łaskawy. — podjęła.
- A od kiedy Klan Gwiazdy się czymkolwiek przejmuje? Najpierw nic nie robi, kiedy głodujemy, a następnie pozwala Srokoszowej Gwieździe atakować moją mamę i wyrzucać moich rodziców z klanu. Nawet nie wiesz, co muszę codziennie przeżywać widząc jego ohydny pysk. – prychnęła.
— Co?! Jak to wyrzucił, dlaczego? — zapytała zaskoczona.
- Nie wiesz? A no faktycznie. To było tak, że wyszli gdzieś ze Srokoszową Gwiazdą i już nie wrócili. A on powiedział, że są zdrajcami i nie są już mile widziani w Klanie Klifu. Rozumiesz?!? Nie powiedział nawet nam, co się z nimi stało! Nie wiem nawet czy żyją! Tęsknię. – szepnęła.
— Tak mi przykro Księżycowy Blasku. — wyszeptała. Przysunęła się do niej i położyła ogon na jej barku. Księżycowy Blask próbowała nie zwracać uwagi na mocno walące serce. Czułą, że się rumieni. — Ten wasz lider to podejrzany typ. U nas nie zataja się informacji o tym co się stało z tymi uznanymi za zdrajców. – odpowiedziała.
- W porządku. To już było. Nie wolno tego rozpamiętywać, bo ból powraca. – odpowiedziała. Spojrzała na rozmówczynię z weselszą miną. – Chcesz coś porobić razem? Coś innego? – uśmiechnęła się, kiedy przypomniało jej się, jak straszyły inne koty.
Poruszyły jej serce słowa kotki. To była prawda, rozpamiętywany ból powracał i to z większą siłą.
— Z przyjemnością — uśmiechnęła się i skierowała wzrok na skałę liderów. Podążyła za wzrokiem kotki. Słyszała podniecone głosy o uczniu, który zemdlał na skale.
- Czy tam jest… – zaczęła nie wierząc w to, co widzi.
— Ojeju. Biedak. Ale to chyba normalne zachowanie na widok Wilczaka. – stwierdziła śmiejąc się.
  - Pamiętasz tą czarną uczennicę z Klanu Wilka? Ona też zachowywała się podobnie. Nie dziwię się. Myślę, że Szakala Gwiazda jest dobrą przywódczynią. Taką osobę się szanuje, ale też się jej boi. – stwierdziła.
— To prawda. Nie tak dawno temu obiecałyśmy sobie, że zostaniemy liderkami — uśmiechnęła się.
- Pamiętam! Ale ja nie chcę być liderką. Klan Klifu przestał się już dla mnie liczyć. Nie ma tam moich rodziców. A jak u ciebie? Coś się zmieniło? – zapytała się.
— Myślę, że tak. To całe liderowanie nie jest tak przyjemne jak się może to uczniom wydawać. Na barkach lidera spoczywa odpowiedzialność za cały klan. Wątpię czy bym podała i spełniła oczekiwania reszty. – odpowiedziała. Pokiwała głową.
 - Jak smakują ryby? – palnęła zmieniając całkowicie temat. – Wybacz. Po prostu od małego kociaka zawsze byłam ciekawa. – dodała szybko.
— Cóż, ryby smakują jak ryby. — zaśmiała się — Są dobre. Naprawdę. I wcale nie śmierdzą, jak to reszta klanów uważa! – zapewniła ją.
- A potrafisz je dobrze łowić? Dałabyś radę mi teraz jedną złapać? – zapytała się z ciekawością.
— Myślę, że tak. Raczej nie powinno być z tym problemu — dała jej znak, aby zbliżyły się do brzegu.
- Naprawdę? To świetnie! – ucieszyła się. Poszła razem z Kawką na brzeg z dala od innych kotów. Księżycowy Blask patrzyła na czarną kotkę. Po chwili ta wyszła na brzeg z małą rybą w pysku. Jak szybko ją upolowała! Jest bardzo mądra.
- Jak… Ja też zawsze chciałam tak umieć. – pochyliła się nad rybą. – Poczekaj. Ty ją złapałaś i byłoby niesprawiedliwie, gdybym ja ją zjadła. Może się podzielimy? – zapytała i odgryzła swoją część. Ryba była dziwna, ale smaczna. Specyficzna, ale pyszna.
— Gdybyś się urodziła w Klanie Nocy, to byłaby druga rzecz, której byś się nauczyła zaraz po nauce pływania. — powiedziała.
- Ten twój Klan Nocy musi być wspaniały… Spójrz. – wskazała łapą na księżyc na niebie. – Nie wydaje ci się on dziwny? – zapytała. – Jakiś taki… za żółty. – miauknęła w stronę Kawki.
— Ma swoje wady, jak i zalety. Jak każdy klan. Idzie się przyzwyczaić. — stwierdziła — Naprawdę?
- Chyba jest inny… – stwierdziła. Nagle usłyszała jakieś krzyki o uczennicy z Klanu Burzy. – Co tam się znowu dzieje? – zapytała zdziwiona.
— Oh, chyba kolejny uczeń coś przeskrobał. Co z tymi młodymi kotami się teraz dzieje — miauknęła.
- Lubisz młode koty? W sensie kocięta? – zapytała bez powodu.
— Tak. Ostatnio moim ciociom się urodziły dwie prześliczne koteczki. — wyznała i uśmiechnęła się szeroko — Są takie mądre i zdolne. Właściwe to, sama zajmuję się teraz jednym kociakiem. — poinformowała ją.
-  Naprawdę? Ja uważam, że kocięta są urocze. – uśmiechnęła przypominając sobie Bławatka. Właśnie. Uśmiechała się. W ostatnich dniach nie zdarzało jej się to zbyt często.
— Myślałaś może o opuszczeniu Klanu Klifu? — zagadnęła. Księżycowy Blask znieruchomiała. Skąd mogła wiedzieć? Myślała. Nawet często. Że ucieknie, odnajdzie rodziców i wrócą do domu. I będzie tak jak dawniej. Wiedziała, że to niemożliwe. Ale bardzo chciała. Nikomu jeszcze o tym nie mówiła. Myślała, że to źle tak sądzić. Uciekła wzrokiem gdzieś na bok.
- Ja… Tak. Myślałam. To chyba źle. – szepnęła cicho czując, jak łzy zbierają jej się do oczu. – Klan Klifu był moim domem. Zawsze byłam wobec niego lojalna. Ale jak mogę być lojalna wobec przywódcy, który wypędził moich rodziców i prawie zabił moją mamę? – pisnęła przytulając się do kotki. Od razu poczuła ciepło rozlewające się po całym ciele. Powstrzymała się, żeby nie zacząć mruczeć.
— Chodź, porozmawiasz z moją ciotką. Wyjaśnisz jej jak się sprawy mają, a może pozwoli ci do nas dołączyć. – miauknęła. Otworzyła szerzej oczy. Naprawdę? To wszystko było takie dziwne. Nie chciała wracać do Klanu Klifu. Nie, dopóki nie będzie tam jej rodziców. Nie, dopóki ten obrzydliwy Srokoszowa Gwiazda będzie liderem. W dodatku ponownie zaufała Kawczemu Sercu. Mimo, że wciąż czuła się trochę nieswojo, podążyła za nią. Kawcze Serce zaprowadziła do Sroczego Lotu i wszystko jej wyjaśniła. Księżycowy Blask stała wyprostowana czekając na decyzję kotki.
- Skoro uważasz, że twoja towarzyszka jest godna zaufania… Możemy na to przystać. Jednak, jeśli zrobi cokolwiek przeciwko klanowi nocy, konsekwencje poniesiecie obie. – odpowiedziała.
- D-dziękuję. Nie zawiodę was. – szepnęła. Poszła z Kawczym Sercem do jej pobratymców. Do ich pobratymców. To był teraz już jej klan. Poczuła radość z tej nowej przynależności. Może to będzie jej nowy początek. Szansa na nowe życie. Od zera.
Poszła z Klanem Nocy. Do ich obozu. Starała się nie rzucać nikomu w oczy. Szła na końcu, obok Kawczego Serca, która najwyraźniej postanowiła ją wspierać. Była jej za to wdzięczna.

<Kawcze Serce?>

21 września 2023

Od Księżycowego Blasku CD Liściastego Futra

 - Nie sądzę, żeby to był dobry pomysł. - mruknęła. Naprawdę, nie chciała teraz widzieć matki. Widok Aksamitnej Chmurki sprawiłby jej zbyt wiele bólu.
- Dlaczego? - zapytała zdezorientowana Liściaste Futro.
- Przepraszam… - zaczęła Księżycowy Blask i odbiegła. Musiała uciec. Uciec od wszystkich.
*****
*sen*
- Naprawdę uważasz, że dałoby się tak zrobić? - zapytała się Kawczego Serca. Stały bardzo blisko siebie, a ich futra się muskały.
- Nie widzę żadnych przeszkód. Jesteśmy dorosłe, możemy same decydować o tym, co chcemy robić. - czarna się uśmiechnęła. Księżycowy Blask także.
- Tak bardzo bym chciała, żebyśmy spotykały się częściej. Wszystko byłoby łatwiejsze, gdybyś po prostu była ze mną, w Klanie Klifu. I żeby ten okropny Srokoszowa Gwiazda zginął okrutną śmiercią. - powiedziała.
- Na pewno byłoby łatwiej. Srokoszowa Gwiazda nie bez powodu nazywał się wcześniej wzgarda. - zażartowała. Jak się z nią przyjemnie rozmawiało! Rozumiała ją.
- Chodźmy! - zawołała niebieska i zbiegłą w dół zbocza. Zatrzymały się przy rzece.
- Dalej! - miauknęła radośnie Kawka.
- Nie potrafię pływać. - zamruczała rozbawiona.
- Nauczę cię. - powiedziała i bez wahania weszła do wody. Coś mignęło, a woda wydała się Księżycowemu Blaskowi bardziej groźna. Jakby… czerwona? Uczucie to przybierało na sile. W końcu woda nie byłą już wodą. Tylko krwią.
- Wracaj! - zawołała przerażona.
- Po co? Tu jest tak świetnie! - pisnęła radośnie.
- Kawko! Proszę cię! - krzyknęła. Oczy przyjaciółki stały się zimne.
- Kawcze Serce. - powiedziała ponuro. Księżycowy blask wzdrygnęła się.
- Przepraszam… - zaczęła.
- Muszę cię przetransportować w górę rzeki. - miauknęła już milszym tonem.
- To nie jest rzeka. To jest krew! - zaprotestowała, jednak ufała kotce. Nie bez wahania wsiadła jej na grzbiet. Kawcze Serce bez wysiłku płynęła w górę rzeki. W oddali rysował się zarys ciała. Znajomy. Księżycowy Blask wydostała się na ląd i zaczęła biec. Mama?
- Aksamitna Chmurko! - zawołała przestraszona. Z jej ciała wypływało tyle krwi…
- Dziecko… uciekaj. On wciąż tu jest. - szepnęła osłabiona.
- Mamo! Czy to jest twoja krew?! - zapytała. Jak to możliwe?
- Uciekaj… - poprosiła. Wtedy w powietrzu zmaterializował się Srokoszowa Wzgarda. Wbił pazury w matkę. Ta wrzasnęła. Księżycek uciekła do lasu. Gdzie jest Kawcze Serce? No gdzie ona jest? Nie znalazła jej. Spotkała tylko Słoneczko.
- Przestań! - zawyła ta z furią.
- Ale co? - zapytała zaskoczona.
- Twoja matka jest więźniem, jedna siostra nie żyje, druga dostała karne imię. Tata nigdy się nie uśmiecha, a Listek uśmiecha się aż za bardzo, w dodatku jest jeszcze młoda, coś może jej się przytrafić. Twoją mentorkę też zabito. A ja?! Co ze mną!? Poznając mnie… Spójrz na moje tylne łapy! Wszystko twoja wina! - zawarczała z wściekłością. Księżycowy blask chciała ją przeprosić. Wszystko wytłumaczyć. Błagać o wybaczenie i powiedzieć, że to nie tak, jak się wydaje. Mgła zaczęła się zagęstwiać i Słoneczna Łapa zniknęła.
- Kawcze Serce! - zawyła zrozpaczona, jednak kotka nie odpowiadała. Dopiero po chwili usłyszała jej krzyk. Zaczęła biec na oślep i zobaczyła ją tonącą. Wrzasnęła ze strachu i rzuciła się jej na pomoc. Młócąc łapami chwyciła ją. Razem walczyły z krwią Aksamitnej Chmurki. W końcu Kawce udało się wyskoczyć na brzeg. Podała jej łapę, lecz zanim Księżycek zdołała ją chwycić, rzeka pochłonęła ją i znalazła się na dnie. Nie walczyła już. Byłą zmęczona i brakowało jej powietrza. Cały świat rozmazał się, a ona całą spocona, zdyszana znalazła się w swoim legowisku. Takie sny nawiedzały ją często. Zawsze inne, ale w tym samym temacie. Mimo, że przed chwilą spała, była wyczerpana, a słońce powoli wschodziło. Wojownicy jeszcze spali, ale widziała Liściaste Futro krzątającą się w legowisku medyka. Po chwili wahania, udała się tam.
- Witaj siostro, masz coś na bezsenność i koszmary? - zapytała bez żadnego wstępu.

<Siostro?>

01 września 2023

Od Uroczego Księżycusia (Księżycowego Blasku) do Kawczego Serca

 Zaschło jej w gardle. Zdała sobie sprawę, że wstrzymała oddech. Oczy miała wytrzeszczone. Przecież to nie mogło się tak skończyć.
- Każdy czasem ma prawo się pomylić, Srokoszku. Na pewno nie chciała. Podajcie sobie łapy i po sprawie. - powiedziała. Ktoś się zaśmiał. Uroczy Księżycuś spojrzała oburzona na Dzwonkowy Szmer.
 - Aksamitna Gwiazdka ma przecież rację! A to wszystko co mówi Srokoszowa Namiętność jest po prostu okropne. Próbuje nas tylko skłócić. - miauknęła Pluskająca Krewetka. .
- Słyszysz się? Jesteś tak samo powalona jak Aksamitna Gwiazda. Przez was jesteśmy pośmiewiskiem! - wysyczał Oliwkowy Szkwał. Srokosz ruszył w stronę liderki. Już po raz trzeci tego dnia poczuła, że grunt rozpada się jej pod łapami. Ziemia zatrzęsła się, a ona poczuła, że już nigdzie nie jest bezpiecznie. Nie może zabić jej matki! Czy cała jej rodzina jest przeklęta? Jedna siostra została medyczką, druga zginęła, trzecia dostała karne imię, a teraz i mama…
- Zostaw ją! - zawołał tata. - Wyżyj się na mnie. Oszczędź ją. - Zastępca parsknął cicho.
- To Aksamitna Gwiazda powinna ponieść konsekwencje swoich czynów. To ona nas do tego doprowadziła. Czy może ktoś jeszcze inny ma coś przeciw? -tak bardzo chciała coś powiedzieć, ale nie potrafiła. Próbowała krzyczeć, ale zapomniała słów.
- To twój koniec. - wysyczał Srokoszowa Wzgarda i rzucił się na kotkę.  Przerażona patrzyła, jak ten rozrywa jej ciało pazurami. To moja matka! Nie zabijajcie jej! Walczyli, z czego Aksamitna Gwiazdeczka nie walczyła na serio. Słyszała krzyk Niedźwiedziej Siły. Słyszała swój urywany krzyk. Słowa próbujące wydostać się na zewnątrz. Mama upadła.
- Nie zabijaj jej. - zawołała błagalnie Uroczy Księżycuś. Nareszcie, kiedy udało jej się coś powiedzieć, było już za późno. Srokosz odwrócił się stronę wojowników.
- Aksamitna Gwiazda nie będzie już dłużej pełnić obowiązków lidera. - ogłosił Klanowi.
- Nie. - wyszeptała Uroczy Księżycuś.
 - Od dziś ja przewodzę Klanowi Klifu. Jeśli ktoś ma zamiar rzucić mi wyzwanie niech zrobi to teraz. - Odpowiedziała mu cisza.
-  Oficjalnie cofam wszystkie idiotyczne imiona Aksamitnej Chmurki. Jak i durne zasady. Morskie Oko nie będzie już dłużej pełnić roli medyka. Odnośnie jej, Aksamitnej Chmurki i Pluskającej Krewetki konsekwencji zostanie później ogłoszona decyzja. Na razie trafią do jaskini, w której wcześniej przetrzymywaliśmy więźniów. - ogłosił, rozglądając po kotach. - Czereśniowa Gałązko, zajmij się nią. 
Zakręciło jej się w głowie. Pociemniało przed oczami. To była jej matka. To wszystko moja wina! Mogłam ją powstrzymać!
- Próbowałam. - szepnęła sama do siebie. Nie mogła znieść wyrazu twarzy taty. Uciekła z jaskini. Płakała. Jako kocię często płakała. Że mama zrobiła coś w złej kolejności, że obeszła jakiś stalaktyt zwisający z góry z innej strony. Płakała również dlatego, że nikt jej nie lubił. Jedynymi kotami, które wykazały jej choć trochę zainteresowania, były Słoneczna Łapa i Kawcze Serce z innych klanów.  Zaczęła przypominać sobie same złe chwile. Kiedy jej siostra umarła, a kilka księżyców potem zabito jej ukochaną mentorkę w ten sam sposób. Płakała jeszcze bardziej, kiedy przypomniała sobie Aksamitkę. Taką małą, bezbronną, ranną. Potrząsnęła głową i zaczęła biec. Nie wiedziała, dokąd idzie. Znalazła się przy granicy z Klanem Nocy. Usiadła na ziemi. Cały czas rozbrzmiewał jej w uszach na nowo krzyk matki. Wtedy usłyszała kroki.
- Księżycowy Blask? - zapytała jakaś kotka. Pachniała Klanem Nocy. Księżycek obróciła się gwałtownie i dopiero po chwili rozpoznała kotkę. Kawka! Serce jej zatrzepotało.
- Jesteś sama? - zapytała.
- Tak. Wyczułam cię i oddzieliłam się od reszty patrolu, żeby sprawdzić, czy z tobą wszystko w porządku. Cierpisz? - zapytała z troską. Księżycowy Blask zdała sobie sprawę jak okropnie wygląda. Zalana łzami, z ziemią lepiącą się do futra. Dawno nie przejmowała się tym, jak wygląda.
- Obalili ją. Moją mamę. - wychrypiała. Kawcze Serce wzdrygnęła się i podeszła bliżej.
- Co się stało? - zapytała zmartwiona.
- Nie wiadomo, czy przeżyje. Tyle ran! Nikt z tym nic nie zrobił! Próbowałam ja… - słowa przestały przechodzić jej przez gardło. Przytuliła się do Kawczego Serca. Ta całe szczęście nie odsunęła się. Księżycowy Blask spojrzała na nią.
- Cała nasza rodzina jest przeklęta. Najpierw siostra została medyczką, druga została nabita na gałąź, trzecia nosi karne imię. Moja mentorka także zabita, a teraz i matka. Czy sprowadzam cierpienie? - przeraziła się.
- Nie mów tak! Oczywiście, że nie. - uspokoiła ją Kawka. - Czemu mi to mówisz? - zapytała. Nie podała jej oczywistej odpowiedzi.
- Proszę. Zachowaj to w tajemnicy. Ja nie chciałam, żeby to się stało. Próbowałam namówić matkę do zmienienia tego, ale nie chciała mnie słuchać! Może gdybym bardziej się starała… - powiedziała załamującym się głosem. Zaczęła czyścić futro z ziemi. Kiedy było w dobrym stanie ponownie spojrzała na Kawkę.
- To nie twoja wina. - starała się ją pocieszyć.
- Kawcze Serce idziesz? - zawołał ktoś z Klanu Nocy. Spojrzały się na siebie.
- Nie odchodź. - szepnęła. Zostałaby wtedy całkowicie sama. W klanie nie miała przyjaciół. Nie miała nikogo, kto mógłby ją wysłuchać i zrozumieć.
- Muszę. Masz swoje koleżanki, idź do nich. Na pewno ci pomogą. - powiedziała. To zabolało. Nie mam przyjaciół. Nie mam takich jak ty…
- Czekaj. A spotkamy się jeszcze, przed zgromadzeniem? - zapytała z nadzieją.

<Kawcze Serce?>

22 sierpnia 2023

Od Uroczego Księżycusia CD. Listkowej Łapusi (Listkowego Futerka)

Łagodnie i pokojowo. Prychnęła tylko. Oczywiście, że ma zamiar zrobić to pokojowo! Przecież nie będzie krzywdzić mamy! Za kogo ona mnie ma?
- Oczywiście, że załatwię to pokojowo! Mówię tylko, że coś z tym trzeba zrobić! - syknęła, lecz po chwili się opamiętała. - Trzeba coś z tym zrobić i to szybko, zanim inne klany nas zaatakują. - stwierdziła, a następnie pomogła siostrze w czymś tam, co ta musiała w związku z medyczną rangą. Miała przytrzymać jakiegoś kota, kiedy ta podawała mu zioła. Po skończonej robocie wyszła.
***
Kwiatusiowa Drzemeczka odeszła. Płakała za nią. Płakała, kiedy ją chowano. Dlaczego akurat ją? Dlaczego nie kogoś innego? Tak bardzo za nią tęskniła… Wymieniła spojrzenia z Listkową Łapusią.
- Umarła. - szepnęła przez łzy. Tak bardzo ją kochała… A teraz odeszła. Niedobrze. Bardzo niedobrze! Czuwała przy niej całą noc. Widziała, że rodzice też są zdruzgotani. Nabiła się na gałąź? Specjalnie, czy przez przypadek? Jeśli specjalnie, to czemu? Czy popełniła świadome samobójstwo? Czemu nikt nie zauważył, co się z nią dzieje? Natychmiast odrzuciła od siebie tą myśl. Na pewno nie. Biedna Kwiatek… to był tylko przypadek. Znalazła się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwej porze. Dlaczego akurat ona? Zaczęła płakać jeszcze bardziej. Jednak mimo, że jej ukochana siostra odeszła, życie toczyło się dalej. Znowu, jak każdego ranka były patrole graniczne i łowieckie. Żeby nie myśleć o zmarłej siostrze, poświęciła się bez reszty klanowi. Polowała i zgłaszała się do patroli. Zycie toczy się dalej… bez siostry.
***
Listkowa Łapusia została Listkowym Futerkiem! Była z niej taka dumna!
- Gratulacje! - zamruczała ocierając się o nią futrem. - Teraz obie już nie jesteśmy uczennicami! - zawołała. Jej siostra ukończyła trening. Teraz jest już pełnoprawną medyczką. Będzie leczyć koty i ratować im życie. Radowała ją ta myśl. Jej siostra nigdy nie dopuści do tego, żeby ktoś zginął.
***
Kiedy ktoś zamordował jej mentorkę, zaczęła buzować w niej złość. Wściekłość. Musiała ją wyładować. Nie wiedziała nawet, kto ją zabił! Z chęcią by się zemściła. Po opłakiwaniu jej, po żalach i smutku narastała w niej frustracja. Północny Szlak opiekowała się nią, a teraz odeszła! Tak nie mogło być! Pewnego wieczoru nie wytrzymała. Podeszła do Listkowego Futerka.
- Muszę się dowiedzieć, kto zabił Północny Szlak i się zemścić. - syknęła ze złością. - Pomożesz mi? - zapytała.
<Siostro?>

13 sierpnia 2023

Od Księżycowej Łapy (Uroczego Księżycusia) CD. Świstakowej Łapy (Uroczusiej Łapusi)

- Ż-żartujesz prawda…? - zaczęła drżącym głosem. Całe jej ciałko poczęło się trząść. - T-to nieprawda… tak? - spytała. Łzy zaczęły lecieć jej z oczu. Wtedy coś pękło w Księżycowej Łapie. Podbiegła do kotki i przytuliła ją. Ta płakała smarkając w jej futerko, ale jej to nie obchodziło. Było jej żal, że uczennica musiała to usłyszeć.- P-przepraszam… - zaczęła, przez co kotka zaczęła płakać jeszcze bardziej.
- N-nieprawda… To n-niemożliwe! - wołała uczennica patrząc na nią gniewnie. - Kłamiesz! - zawołała.
- Nie okłamałabym cię, Świstakowa Łapo. Taka jest prawda… Bardzo mi przykro… - zaczęła. Nigdy nie była za dobra w rozmowach tego typu. Nie za bardzo potrafiła pocieszać. Do tej roli nadawałaby się bardziej Liściasta Łapa, która widziała świat tylko na kolorowo. W końcu po długim płaczu Świstakowej Łapy, kotka spytała.
- I… jak ja sobie teraz poradzę? - zapytała. Księżycowa Łapa nie wiedziała tego. Musnęła ją ogonem.
- Tak jak zawsze radziłaś sobie to tej pory. Myślę, że z czasem nauczysz się chodzić… poprawnie. - Księżycowa Łapa wypowiedziała to z wahaniem, a druga kotka to usłyszała. Jak mam ją przekonać, że wszystko będzie dobrze, skoro sama w to nie wierzę? Pobyła z kotka jeszcze chwilę, a potem udała się w swoją stronę. Czuła, że ta potrzebuje chwili w samotności.
***
Stała się Uroczym Księżycusiem, a Świstakowa Łapa wciąż była uczennicą nazywającą się teraz Uroczusią Łapusią. Zmieniono im imiona na urocze z decyzji Aksamitnej Gwiazdeczki. Tak, zdecydowanie ona i Listkowa Łapusia mogłyby wtedy pocieszyć Świstakową Łapę. Akurat zauważyła ją jedzącą samotnie ptaka. Uznała, że to dobry moment na podejście do uczennicy. Dziwne, że od poprzedniej rozmowy, która była przecież dawno, nie zamieniły ze sobą więcej niż kilka słów. Miała nadzieję, że ta będzie chciała z nią rozmawiać.
- Witaj, Uroczusia Łapusiu. - powiedziała. Od razu popełniła błąd. Niektóre koty nie lubiła nowych imion i gdy liderki nie było obok, zwracała się do siebie po staremu. Nie wiedziała, do której grupy osób zalicza się jej koleżanka, jeśli można ją tak nazwać.
- Hej. - powiedziała bez żadnych emocji. Nie wyglądała na złą, więc Uroczy Księżycuś kontynuowała dalej:
- Jak Ci się wiedzie? Ogólnie, w treningu i tak dalej. - zapytała. Mówiąc to, miała oczywiście na myśli fakt, że kotka jest półślepa i półgłucha. Będzie chciała z nią rozmawiać, czy nie? Otworzy się przed nią? Zostaną najlepszymi przyjaciółkami, czy wrogami? Miała nadzieję, że tymi pierwszymi. Wyczekująco patrzyła się na kotkę czekając na jej odpowiedź.
<Uroczusia Łapusio?>

04 sierpnia 2023

Od Księżycowej Łapy (Uroczego Księżycusia) CD. Świstakowej Łapy (Uroczusiej Łapusi)

- Po co jest dwoje oczu i dwoje uszu, skoro na jedno z nich się nie widzi? Nie lepiej, żeby w obydwóch się widziało i słyszało? I nie radzę sobie z treningiem. Nie mogę się nauczyć koordynacji wzrokowo-słuchowej. Jak ty poradziłaś sobie z tym problemem? - zapytała się jej Świstakowa Łapa. Wtedy do Księżycowej Łapy coś dotarło. Kompletnie ją to zamurowało. Zamarła. Ona nie widzi i nie słyszy na jedno oko! To, dlatego podeszła trochę w bok! To musi być straszne uczucie. Nie wiedzieć co się dzieje i nie mieć kontroli nad swoimi ruchami… Postanowiła ją delikatnie poinformować o tym, co się z nią dzieje. Okropnie jest znajdować się w niewiedzy. Miała nadzieje, że kotka nie wybuchnie płaczem i nie ucieknie. Że nie przestanie jej lubić za to, że to powiedziała. Musiała to powiedzieć bardzo delikatnie i być wyrozumiała.
- Oh, Świstakowa Łapo… Ty nie widzisz i nie słyszysz na jedno oko? Koty widzą na dwoje oczu i dwoje uszu. Nikt nie ma problemów z koordynacją. Tak mi przykro… Nigdy nie będziesz widziała i słyszała poprawnie. Nigdy nie będziesz się poruszała poprawnie. Możliwe, że nigdy nie zostaniesz pełnoprawną wojowniczką. Naprawdę jest mi przykro. Jeśli chcesz, mogę ci pomóc z treningiem. Możemy się umówić jutro rano. - zapewniła ją. Nie wiedziała, jak zareaguje koleżanka na te słowa. To pewnie będzie dla niej olbrzymi szok. Podeszła do niej bliżej i wtuliła się w jej futro. Patrzyła na pysk Świstakowej Łapy czekając, aż kotka przetrawi informacje i na nie zareaguje.
<Świstakowa Łapo?>

Od Uroczego Księżycusia CD. Puszystego Niedźwiadka

Tata przez nią został ciężko ranny. Było jej bardzo przykro z tego powodu. Całe szczęście już wyzdrowiał i teraz po ranie została tylko mała kreska. Naprawdę nie chciała, żeby tak się stało. Dobrze, że to wszystko się już zakończyło.
Co sądziła o tych imionach? Było to głupie. Aksamitna Gwiazdeczka nie nadawała się na liderkę. Gdyby nie to, że była jej matką sprawy miałyby się zupełnie inaczej. Przywódczyni przynosiła wstyd klanowi.
- Um… Te imiona są złym pomysłem. Bardzo złym. Nie mogę na to patrzeć i wstyd mi tego słuchać. Trzeba coś z tym zrobić przed zgromadzeniem. - odpowiedziała mu.
***
Nie udało się. Zgromadzenie się odbyło. Nie wierzyła, że Aksamitna Gwiazdeczka to zrobiła. To była skrajna głupota. To jak mówienie innym klanom „Cześć! Jesteśmy słabi, zachowujemy się jak kocięta i mamy liderkę, która cofnęła się w rozwoju! Chodźcie nas zaatakować!”. Teraz byli najbardziej pogardzanym klanem. Naprawdę, trzeba było coś z tym zrobić. Ona mogła pójść do matki. Pewnie pójdzie, jeśli inne sposoby nie wypalą. A znała jedną osobę, której Aksamitna Gwiazdeczka mogła się posłuchać. Tatę. Puszystego Niedźwiadka. Zauważyła go jedzącego samotnie mysz, więc uznała, ze to dobra chwila, żeby do niego podejść.
- Cześć tato. - powiedziała siadając obok niego.
- Cześć Uroczy Księżycusiu. Co tam u ciebie? - zapytał.
- Nie mów tak na mnie. Mam do ciebie prośbę. Czy mógłbyś przemówić Aksamitnej Gwiazdeczce do rozumu? To się zamienia w jakieś szaleństwo. Rozumiem, ze ją kochasz i chcesz, żeby była szczęśliwa. Ale przypominam, że kochasz też mnie i moje rodzeństwo, a jeśli zginiemy, bo jakiś klan nas zaatakuje? Z powodu tego, że mamy takie imiona i taką politykę? Widziałeś, co zrobiła na zgromadzeniu. To była skrajna głupota. Musisz jej coś powiedzieć. To też dla jej własnego dobra. Jeśli klan się zbuntuje, może znaleźć się w niebezpieczeństwie. Niech zniesie te imiona i zasady. Jeśli chce się tak zachowywać, może zająć pozycję protektora. Proszę tato. Martwię się o nią. - miauknęła patrząc mu w oczy.
<Niedźwiedzia Siło?>

Od Księżycowej Łapy (Uroczego Księżycusia) CD. Liściastej Łapy (Listkowej Łapusi)

- Dobrze. - pokiwała głową. Pomagała siostrze jak tylko mogła. Kto wie, może te zioła uratują jej kiedyś życie? Drugim powodem było to, że wstydziła się za swoje wcześniejsze zachowanie. Próbowała w ten sposób za to przeprosić. Rola medyczki nie była gorsza od wojowniczki, a siostra miała prawo zmienić ścieżkę.
- Weź jeszcze to, siostrzyczko! - zawołała podając jej jakieś zioło. Księżycowa Łapa pokiwała głową i delikatnie je chwyciła.
- Mamy już wszystko, czego potrzebujemy? - zapytała z pełnym pyskiem.
- Chyba tak. - oznajmiła siostra. Po tych słowach dwie kotki wróciły do obozu.
***
Księżycowa Łapa stała się wojowniczką, a jej siostra nadal się szkoliła. Matka zmieniła im imiona na urocze, co niepokoiło niebieską. Obawiała się o stan psychiczny matki. Może dobrym pomysłem będzie porozmawianie o tym z Listkową Łapusią. Chociaż po tym, co mówiła na zgromadzeniu może to nie będzie dobrym pomysłem… W końcu jednak się zdecydowała. Listkowa Łapusia wróciła z treningi i wzięła sobie zdobycz ze sterty. Uroczy Księżycuś postanowiła do niej podejść.
- Cześć Listkowa Łapusiu. - powiedziała na przywitanie.
- Witaj siostrzyczko! - odpowiedziała pomiędzy kęsami zdobyczy. Uroczy Księżycuś postanowiła walić prosto z mostu.
- Co sądzisz o nowych imionach? - zapytała jej. Miała nadzieję, że wykaże się większym rozsądkiem niż wcześniej.
- Dodają nam uroczości! - zawołała od razu.
- Ale tak na serio. - syknęła sfrustrowana. Nowe imiona i obowiązkowy berek to jedno, ale mówienie o tym klanom? Ta jak proszenie się o wojnę. „Cześć jesteśmy słabi, możecie nas zjeść!”. Miała nadzieję, że Listkowa Łapusia jest mądrzejsza od jej matki.
<Listku?>

31 lipca 2023

Od Uroczego Księżycusia

Była coraz bliżej zwierzyny. Ptak nawet nie zdawał sobie sprawy z jej obecności. Zaczęła biec. Już miała wyskoczyć w powietrze, kiedy tylna łapa obsunęła się jej na korzeniu. Wygięła się pod straszliwie dziwnym kątem. Rozległ się zgrzyt, a Uroczy Księżycuś poczuła przenikliwy ból. Zacisnęła szczęki starając się nie pisnąć. Bardzo bolało! Nie wyobrażała sobie, żeby coś mogło tak boleć! Podeszli do niej członkowie patrolu. Prószący śnieg spojrzał na nią przestraszony. Otoczyli ją i rozmawiali zmartwieni. Z ich pomocą kotka podniosła się. Opierając się na barku Łaciatej Mordeczki.
- Wszystko w porządku, Księżycowy Blasku? - zapytała się jej. Lubiła ją za to, że nazywała ją normalnie, jej starym imieniem. Nie lubiła tych nowych. Uroczy Księżycuś brzmiało bez sensu.
- Tylna łapa mnie boli. - stęknęła.
- Lepiej chodźmy z tym do naszych medyczek. - odpowiedziała prowadząc ją. Doszli do obozu, a kotka zaprowadziła ją do legowiska medyczki.
- Siostrzyczko! Co ci się stało? - zawołała zmartwiona siostra.
- Tylna łapa. - pisnęła z bólem.
- Widzę. Zaraz się tym zajmę. - zniknęła na chwilę, a Uroczy Księżycuś położyła się na posłaniu. Stęknęła z bólu, kiedy Liściasta Łapusia majstrowała coś przy jej tylnej łapie.
- Skręcona. - stwierdziła.
- To źle? - zapytała.
- Będzie dobrze, ale musisz wypoczywać. Spróbuj jej nie nadwyrężać. - odpowiedziała jej Czereśniowa Gałązka. Uroczy Księżycuś pokiwała głową ze zrozumieniem.
- Jasne. Dziękuje wam. - odpowiedziała. Została jeszcze chwilę w legowisku medyczki wypoczywając.

30 lipca 2023

Od Uroczego Księżycusia do Aksamitnej Gwiazdeczki

 Uroczy Księżycuś! Czy to brzmiało normalnie!? Aksamitna Gwiazdeczka postradała zmysły. Była jej córką. Musiała z tym coś zrobić. Jedynymi osobami, które wydawały się być tym zadowolone to jej matka i Liściasta Łapusia. Te imiona były tak absurdalne i okropne! Jak jej matka mogła zrobić coś takiego! Nagle pomyślała o następnym zgromadzeniu i zaczęła się martwić. Trzeba koniecznie coś z tym zrobić. Co pomyślą o nas inne klany? Wszyscy chodzili niezadowoleni. Kotka szczerze wątpiła, że Klan Gwiazdy przekazał jej taką wiadomość. Kilka kotów dzieliło się zdobyczą i o czymś dyskutowało. Uroczy Księżycuś weszła do kręgu. Wojownicy spojrzeli na nią z popłochem.
- Słyszałaś o czym rozmawialiśmy? - zapytał Lśniący Księżyc.
- Nie. A o czym? - zapytała.
- Możemy jej powiedzieć. Jest godna zaufania. - stwierdziła Północny Szlak.
- Jest córką Aksamitnej Gwiazdeczki. - syknął kocur.
- I moją byłą uczennicą. - Północny Szlak stanęła obok niej.
- Niech ci będzie. Planujemy bunt przeciwko tym imionom i zabawie w berka. Taki ruch oporu. - wyjaśnił jej.
- To zrozumiałe. Nikt nie chce tych okropnych imion. Uroczy Księżycuś? - zapytała z pogardą.
- Właśnie! Łaciata Mordeczka? - pochwyciła jej była mentorka.
- Porozmawiam z matką. - oznajmiła Uroczy Księżycuś i ruszyła ku legowisku liderki. Weszła do środka.
- Tak Uroczy Księżycusiu? - zapytała matka.
- Nazywam się Księżycowy Blask. Bardzo ładne wymyśliłaś nam imiona, ale dużo kotów nie chce ich mieć. Uroczy Księżycuś to imię dla kociaka, a nie dla wojownika. Co pomyślą o nas inne klany? Możesz wprowadzić tą zasadę dla kociąt, ale nie dla wojowników. Nie zdziwiłabym się gdyby niedługo wybuchł jakiś bunt. Musisz być ostrożniejsza. - syknęła. Oblicze matki spochmurniało.
- Ale te imiona dodają nam uroczości! Ostatnio tyle kotków umiera, przydałoby się trochę wesołości w zabawi w berka! - zawołała matka.
- Zachowujesz się jak dwuksiężycowe kocię! - warknęła na nią.
- Uroczy Księżycusiu, przestań. Chyba nie chcesz obrazić mamusi? - powiedziała miłym tonem, ale spojrzenie miała gniewne. To było ostrzeżenie.
- Nie. Nie chcę. - odpowiedziała.
- A więc dobrze. Po co przyszłaś? - zapytała. Księżycowy Blask postanowiła podejść do tego inaczej.
- A tak po prostu, żeby spędzić z tobą czas! - zawołała sztucznie miłym głosem. Może zaraz uda jej się przekonać Aksamitną Gwiazdeczkę, żeby zmieniła te głupie imiona na normalne. Potarła pyskiem o bok mamy. Może się trochę podlizuję? Nagle zamarła. Naprawdę, brakowało jej bliskości matki. Odkąd opuściła żłobek, Księżycowy Blask się na nią obraziła, że ta ją zostawiła. Więc tak trwały w olbrzymim przytulasie. Zaraz się zapyta o te imiona. Musiała to zrobić dla innych i też dla siebie.

<Aksamitna Gwiazdeczko?>

18 lipca 2023

Od Księżycowej Łapy (Księżycowego Blasku)

Skradała się cicho, bezszelestnie. Lekko stąpała po ziemi w stronę ptaka nawet nie wyczuwającego jej obecności. Kiedy podeszła dostatecznie blisko chwyciła ptaka w szczęki i mocno je zacisnęła. Usłyszała łamanie kości upolowanego zwierzęcia. Dopiero wtedy położyła zdobycz na ziemi obok mentorki.
- Proszę. – uśmiechnęła się, czekając na pochwałę. Północny Szlak wydawała się być raczej zmartwiona, ale nic nie mówiła. Dziwne. Zaniosły ptaka do obozu, a potem wyszły jeszcze raz. Tym razem mentorka miała dla niej inne zadanie.
- Powiedz co czujesz. – powiedziała spokojnie. Co czuję? To nie jest moje pierwsze szkolenie!
- Czuję… - zaczerpnęła powietrza. Czuła mokry śnieg, czuła zimno. Nic poza tym. Nie chciała zawodzić mentorki. Ledwo wyczuwalny zapach myszy.
- Nic nie czujesz, bo się nie da tu nic czuć. – pokiwała głową.
- Czuję mysz! Tędy. – Księżycowa Łapa poprowadziła swoją mentorkę. Faktycznie, zwierzątko skubało coś sobie, najwyraźniej z zapasów które miało obok. Uczennica skoczyła i zabiła gryzonia. Północny Szlak spoważniała. Wróciły do obozu.

***

- Złapałaś olbrzymiego ptaka, a n nawet cię nie zauważył. Wywęszyłaś mysz, której ja nawet nie czułam. A potem ją złapałaś. Wróciłaś do obozu z dwoma zdobyczami, a ja z niczym. Robisz się coraz lepsza, Księżycowa Łapo. Już jesteś lepsza ode mnie, możliwe nawet, że od całego klanu. Czy chcesz już zostać wojowniczką? – zapytała. Wojowniczką?!? Zawsze uważała Północny Szlak za wzór. Za tą najlepszą.
- Myślę, że dobrze by było jeszcze z tym poczekać. – Księżycowa Łapa wiedziała, że to trochę niegrzeczne, ale nie czuła się jeszcze gotowa.
- Oczywiście. Pogadamy później. – obiecała.
- A moje siostry? Co z nimi? – zapytała.
- Promienista Łapa i Liściasta Łapa będą się jeszcze szkolić. – odpowiedziała.
- No cóż… dobrze. Z przyjemnością zostanę wojowniczką. – powiedziała.

***

Wszystko było gotowe. Przeszła swoją ocenę z celującym wynikiem i zyskała poparcie mentorki, oraz oczywiście Aksamitnej Gwiazdy, jej matki. Teraz tylko musi zostać zastępczynią.

***

- Ja, Aksamitna Gwiazda, przywódczyni Klanu Klifu, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tą uczennicę. Trenował pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam go wam jako kolejnego wojownika.  Księżycowa Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia? – zaczęła.
- Przysięgam. – powiedziała bez chwili wahania.
- Mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojowniczki. Księżycowa Łapo, od tej pory będziesz znana jako Księżycowy Blask. Klan Gwiazdy cieni twoją szybkość i inteligentność, oraz wita cię jako nowego wojownika Klanu Klifu. – skończyła. Księżycowa Łapa uśmiechnęła się. Właśnie takie imię chciała dostać! Mama chyba o tym pamiętała.
- Księżycowy Blask! Księżycowy Blask! Księżycowy Blask! – wiwatowali członkowie klanu, a najgłośniej rodzeństwo, tata i jej mentorka. To się działo. Została wojowniczką. Teraz tylko musiała przetrwać czuwanie w porze Nagich Drzew. Ale to jakoś wyjdzie. Uśmiechnęła się szeroko. Stało się to, o co marzyła. Podchodzili do niej różni wojownicy, żeby jej pogratulować. Spojrzała na zaśnieżony krajobraz. Teraz tylko musi zostać zastępczynią. To chyba nie może być trudne. Postanowiła zdrzemnąć się przed czuwaniem. Ułożyła się na posłaniu patrząc na piórko. Czy Kawcza Łapa też już jest wojowniczką? Zobaczy na następnym zgromadzeniu.

15 lipca 2023

Od Księżycowej Łapy do Bławatka

 Wyskoczyła w powietrze i chwyciła ptaka przednimi łapami. Wgryzła się w jego szyję tym samym pozbawiając go życia.
- To było niezłe! – pochwaliła ją Srebrna Szadź.
- Dzenki. – wymamrotała z ptakiem w pysku. Ptak był mały i chudy, ale usiał się nadać. Była pora nagich drzew, nikt nie będzie wybrzydzać. Razem z patrolem wrócili do obozu. Wrzuciła ptaka do gniazda. Zdobyczy nie było zbyt wiele. Może wieczorem wyjdzie jeszcze raz. Obróciła się i zobaczyła najpiękniejszą istotę jaką w życiu widziała. Malutka liliowo-biała kuleczka pręgowana tygrysio pędziła zapadając się w śniegu do tylko jej znanego celu. Księżycowa Łapa musiała powstrzymać się, żeby nie usiąść. Kocurek był taki cudowny, śliczny, malutki… Dotychczas nie przyglądała się mu uważniej, a może dopiero teraz zachwycił ją jego urok. Bławatek był piękny. Księżycowa Łapa oparła się pokusie, żeby do niego podbiec i go przytulić. To mogłoby zostać dziwnie odebrane. Zamiast tego kulturalnie do niego podeszła, akurat wtedy kiedy malec stał nad jakąś dziurką i wkładał tam nosek.
- Co tam jest, w tej dziurce? – zapytała przyjaźnie, niby od niechcenia. Kociak popatrzyła na nią i zamrugał. Jakby dopiero teraz zdał sobie sprawę z jej obecności. Był taki słodki!
- No nic. Ale i tak jest fajna! – zawołał. Księżycowa Łapa miała problem z niewypowiedzeniem głośnego ooch, kiedy to mówił, ale jakoś udało jej się to powstrzymać. Pokiwała głową.
- Jestem Księżycowa Łapa. Jeśli chcesz, możemy się razem pobawić. – zaproponowała. Miała nadzieję, że kocurek się zgodzi. Z taką maleńką i słodką istotą miło będzie spędzać czas.

<Bławatku?>
[przyznano 5%]

Od Księżycowej Łapy CD. Świstakowej Łapy

Właśnie wróciła z treningu walki z Północnym Szlakiem, zjadła ptaka i podzieliła się językami z Kwiecistą Łapą. Teraz kręciła się po obozie nie wiedząc co robić. Zdziwiła się nieco, kiedy podeszła do niej Świstakowa Łapa. Uczennica zeszła trochę w bok i przechyliła głowę tak, że jedno ucho było bliżej jej pyska od drugiego. Wyglądało to trochę dziwacznie, ale Księżycowa Łapa postanowiła tego  nie komentować.
- Witaj, Księżycowa Łapo! – zawołała radośnie. – Jesteś zajęta czymś? – zapytała.
- Eee… chyba nie. A co? – zapytała z lekkim wahaniem.
- Ano nic. Tak po prostu trochę mi było nudno i chciałam sobie z kimś porozmawiać. – odpowiedziała.
- No to… o czym chcesz rozmawiać? – zapytała. Nie chciała, żeby zabrzmiało to oschle, ale tak wyszło. Nie znosiła takich rozmów: „Cześć, przychodzę do ciebie tylko dlatego, że się nudzę, tak to to bym do ciebie nie podeszła bo wolę coś robić, niż z tobą spędzać czas” albo: „Hej, wszystkie miłe koty są zajęte, więc przychodzę do ciebie bo ich nie ma”.  Świstakowa Łapa raczej nie miała złych intencji, możliwe nawet, że chciała się z nią zaprzyjaźnić.
- No… nie wiem. Tak ogólnie. – kotka wydawała się być trochę speszona, więc Księżycek postanowiła jak najszybciej naprawić swój błąd.
- Okej! Możemy porozmawiać o czymkolwiek! A potem na przykład wyjść na patrol wieczorny lub na polowanie razem jeśli się zgodzą… - zaproponowała kotka. Świstakowa Łapa chyba poczuła się trochę pewniej. To dobrze. Kto wie, może nawet zostaną przyjaciółkami? Mimo tej jej… dziwności wydawała się być całkiem spoko. Księżycowa Łapa postanowiła, że się z nią zaprzyjaźni.

<Świstakowa Łapo>
[przyznano 5%]

Od Księżycowej Łapy CD. Niedźwiedziej Siły

- A dlaczego nie mogę o tym mówić mamie? – zapytała zdumiona Księżycowa Łapa.
- Lepiej, żeby o tym nie wiedziała. W Betonowym Świecie były używane takie taktyki. – powiedział ponuro. W odpowiedzi młoda kotka przytuliła się do niego. Nie chciała, żeby tata był smutny! Wrócili do treningu. Całkiem dobrze jej szło! Te metody były trochę dziwne, ale skuteczne. Gdyby napadł ją lis, jak kiedyś, nie musiała się martwić o honorowość. Powinna po prostu walczyć. Skoczyła jeszcze raz tacie do gardła. Trochę dziwnie się czuła robiąc to w ten sposób. Wyglądało, jakby chciała go zabić! Dobrze, że tata wybrał zaciszne miejsce na trening. Udało jej się go przewrócić, a wtedy on ją pochwalił. Potem zaczęli wracać do obozu. Przechodzili obok zamarzniętej rzeki, na którą Księżycowa Łapa wskoczyła jeżdżąc po lodzie i śmiejąc się. Robiła piruety, skakała i ślizgała się.
- Księżycowa Łapo, wracaj! – krzyknął Niedźwiedzia Siła. Co on taki nerwowy? Przecież wszystko było dobrze.
- Chodź tu! – pisnęła radośnie ślizgając się. Wtedy usłyszała trzask i rysy pojawiły się w miejscu w którym stała. Jedna bryła lodu oddzieliła się od innych i zaczęła się niebezpiecznie chybotać. W miejscu, w którym stała zaczęła się zbierać woda.
- Księżycowa Łapo?!? – zapytał tata.
- Pomocy! – pisnęła. Tata musiał jej pomóc! Obiecała sobie, że od teraz zawsze będzie go słuchać, cokolwiek by się nie działo. Patrzyła z przerażeniem na pękający lód. Był taki cienki! Czemu o tym nie pomyślała?

<Tato?>
[przyznano 5%]