BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Skalny Szczyt. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Skalny Szczyt. Pokaż wszystkie posty

27 października 2022

Od Skalnego Szczytu CD. Mleczowego Pyłu

Potrzebowała dłuższej chwili, by w ogóle zrozumieć, co do niej mówił. Wypowiadane przez niego słowa zlepiały się w jej umyśle w mało spójną całość. Spojrzała na niego nieufnie, nim zdała sobie sprawę, że chciał tylko wyjść na spacer.
— Może — mruknęła, niezbyt przekonana, czy była to najlepsza opcja. — Skoro i tak muszę sama zadbać o swoje wyżywienie, to mogę po drodze zapolować — dodała, choć w rzeczywistości głód zszedł u niej na drugie miejsce. Miała teraz inne priorytety w życiu.
Mijając stos ze zwierzyną, skrzywiła się. Czuła obrzydzenie, gdy tylko przypominała sobie rozmowę z bratem. Z każdym dniem utwierdzała się w przekonaniu, że naprawdę mogło chodzić mu o mięso z kota. I to jeszcze takiego, który był im bliski, skoro nazwał je "przyjaciółką".
— Czy na pewno wszystko w porządku? — dopytywał liliowy, gdy co parę kroków zatrzymywała się, pochłonięta na nowo kolejnymi przemyśleniami. — Wcześniej się tak nie zachowywałaś.
— Bo wcześniej nie byłam stara — odparła, nim zdążył skończyć swoją wypowiedź.
Zwiesiła łeb, węsząc za czymkolwiek, co mogłoby posłużyć za jej dzisiejszy posiłek. Nawet mała i chuderlawa mysz mogłaby pomóc minimalnie zabić to dręczące ją uczucie głodu.
Chociaż to nie pragnienie napełnienia żołądka ostatnimi czasy było tym, co nie pozwalało jej normalnie zasnąć.  

***
teraźniejszość

Czuła ból w każdej kości. Każdy ruch wywoływał u niej grymas na pysku.  Tak jakby jeden niewłaściwy krok i miała się rozpaść na milion drobnych kawałeczków.
Jęknęła, przewracając się na drugi bok. W jej posłaniu było pełno czarnych kłaczków. Sama je sobie wyrywała.  To z łap, to z boku, to z klatki piersiowej. Własna sierść ciążyła jej na tyle, że nieustannie próbowała się jej pozbyć.
Prawie w ogóle nie jadła. Nie miała sił chodzić na polowanie, a gdy już coś dorwała, wydawało jej się, że ta mała, martwa mysz pod jej pazurami, nie jest zwykłym gryzoniem, a kawałkiem żywego kota.
Od tamtego snu nie widziała już Jastrzębia. Ale nie zdążyła o nim zapomnieć. Wydawało jej się, że cały czas stoi gdzieś za nią i szepcze jej do ucha, te same słowa.
"Zjadasz swoją przyjaciółkę, nawet o tym nie wiedząc"
Skuliła się, przystawiając pysk do brudnej ziemi. Próbowała wyczuć cokolwiek, ale nie mogła. Żaden zapach już do niej nie docierał. Tak samo wszelkie dźwięki stawały się coraz bardziej odległe, a widok przed oczami zaczynał jej się rozmazywać.
Liliowa plama zjawiła się tuż przed nią. Na moment wszystko zaczęło wydawać jej się obce. Własne zmyły i pamięć ją zawodziły. Uniosła wzrok ku górze, patrząc na niewyraźną, kocią sylwetkę.
— Skalny Szczycie? Czy na pewno dobrze się czujesz? — spytał ją.
Zamrugała. Skłamałaby, mówiąc tak. Sama doprowadziła się do takiego stanu. Nie polowała, nic nie jadła, tylko zezwoliła zrodzonemu przez zmarłego brata szaleństwu zniszczyć ją. Była winna swojej własnej zgubie.
Pochyliła głowę, kaszląc. Tylko z Mleczowym Pyłem potrafiła ostatnimi czasy normalnie rozmawiać.
— Nie — przyznała. — Ale ty... ty byłeś dobrym przyjacielem — dodała, uśmiechając się lekko, gdy nagle otulił ją sen.
A potem straciła kontakt z własnym ciałem. Nim zdążyła się gdziekolwiek obejrzeć, zewsząd ogarnęła ją jasność. Na nowo poczuła się lekka, młoda i odważna. I nic już jej nie przeszkadzało.

16 września 2022

Od Skalnego Szczytu CD. Brzasku(Pierwszego Brzasku)

Czuła, że z każdą kolejną chwilą tej rozmowy z jej mózgu robi się coraz większa paćka. Nie obchodziło jej w tym momencie, że boczy się jak małe kocię, zamiast chociażby spróbować zrozumieć cokolwiek z jego wypowiedzi. Wymawiane przez niego słowa spływały po niej jak krople deszczu. Nie potrafiła zrozumieć, choć mogło to wynikać z tego, że nawet nie chciała. Miała swoją opinię o matce i nie umiała spojrzeć na nią z perspektywy kogoś innego. Jej duma jej na to nie pozwalała.
— Doceniam twoją całą przemowę, ale nie trafia ona do mnie. Nie musisz jej usprawiedliwiać, nie zależy mi na zmienieniu swojego podejścia do niej. Nie żyje, więc nie ma tematu — rzekła, próbując jak najlepiej ubrać swoje myśli w zdania.
Plan czy nie plan, wolałaby mieć choć trochę zainteresowaną jej bytem matkę, aniżeli kogoś, kto wszystko robił dla własnych korzyści. Jeśli to była część jej pomysłu, w celu uwiedzenia niebieskiej, to mogła przemyśleć to w inny sposób, skoro była taka "inteligenta".
— Zresztą, porównanie jej do Jastrzębiego Podmuchu jest mocno krzywdzące. Ona akurat potrafiła zająć się swoimi dziećmi — parsknęła, trzepiąc ogonem z niezadowolenia. — Naprawdę, nie broń jej. Może jak była młodsza, była lepsza. Ale wraz ze starością straciła wszelką wartość, jaką miała. O ile w ogóle ją miała — dodała, wbijając wzrok w jego błękitne ślepia.
Bił z nich spokój, zmieszany ze współczuciem. Nawet jeśli nie zgadzali się ze sobą, to najwyraźniej nie zamierzał ją za to tępić. Po prostu się z tym pogodził.
— Rozumiem Skalny Szczycie. Nie będę cię już dłużej zamęczał, ale cieszę się, że było nam dane porozmawiać, chociaż ten ostatni raz — przyznał, co lekko wybiło ją z tropu.
Przez moment pomyślała, że może będą się od teraz widywać częściej, nawet na tej granicy, z dala od klanu. Chętnie opowiadałby mu o aktualnej sytuacji w jego dawnym domu i skarżyła się na brata u władzy. Wydawał jej się idealną do tego osobą, która wbrew pozorom, nie tylko ją wysłucha, ale i jej doradzi.
— Odchodzisz tak na zawsze? Nie będzie szans na to, by się jeszcze kiedyś spotkać? — zapytała, starając ukryć tę naiwną nadzieję, jaka zjawiła się w jej sercu. To nagłe uczucie pustki było większe niż to, kiedy wydawał się martwy. Odżył, tylko po to, by na nowo zginąć.
— Jeśli los będzie chciał, to może kiedyś się jeszcze spotkamy — rzucił z lekkim uśmiechem. — Nic nie jest pewne — dodał.
Przełknęła ślinę, spuszczając wzrok na własne łapy. Wydawały jej się teraz słabe i bezwładne. Czuła się, jakby miała zaraz upaść, a zamiast wstać, zamierzała zwinąć się w ciasny kłębek.
— A co zamierzasz zrobić? Gdzie idziesz? — mruknęła.
— Sam jeszcze nie wiem. Chcę znaleźć swoje miejsce — stwierdził, rzucając ostatnie spojrzenie na miejsce pochówku swojej siostry. Wymruczał coś pod nosem, żegnając się z nią.
Skalny Szczyt stała w bezruchu, gdy skinął jej głową. Obserwowała, jak powoli odsuwa się i kieruje swe kroki w stronę granicy. Pozostawiał w tym momencie za sobą wszystko, całą swą historię, jaką zbudował w tym miejscu.
— Z tobą również było miło rozmawiać! — wyrwało jej się, poniekąd wbrew jej woli. Chciała milczeć, nie zaszczycić go żadnym słowem pożegnania. To zdanie samo z niej uciekło, a ona mogła tylko po raz ostatni zerknąć na ten uśmiechnięty, bury pysk, nim zniknął już na zawsze pomiędzy pniami drzew.

dziękuję za miłą sesję! <3

09 września 2022

Od Skalnego Szczytu CD. Mleczowego Pyłu

jeszcze Porą Nagich Drzew
Od pewnego czasu nie opuszczało ją uczucie przeszywającego na wskroś jej ciało chłodu. Wydawało jej się, że nieustannie słyszy pełen okrucieństwa śmiech brata, rozchodzący się tuż nad jej głową. Zarazem był blisko, niczym w jej cieniu, ale wciąż pozostawał nieuchwytny dla jej oczu. Brązowe ślepia raz po raz badały w panice otoczenie, czekając na nadchodzący atak, choć ten nigdy się nie zjawiał.
Skała nie potrafiła znieść tego stanu. Na wszelki wypadek unikała mięsa z ogólnodostępnego stosu, choć głód wzbudzał w niej najdziksze instynkty, więc częstowała się tylko tym, co nie pobudzało jej umysłu do zakładania najczarniejszych scenariuszów. Zwykły, najmniejszy wróbelek wystarczył jej, aby zażegnać pragnienie.
Wyściubiła nos z leża starszyzny, patrząc na to, co dzieje się w obozie. Było dosyć pusto, ale co się dziwić, skoro Pora Nagich Drzew okazała się niezwykle uciążliwa. Ledwo wystawiła łapę na zewnątrz, a poczuła szczypanie zimna w poduszki.
— Hej, Skalny Szczycie! — Omal nie zeszła na zawał, słysząc wyjątkowo pogodny głos z prawej strony. Zareagowała wręcz przesadnie, gapiąc się z trwogą na zbliżającego się w jej stronę kocura. Liliowe futro przez moment wydawało jej się obce. Uśmiechnął się do niej łagodnie na przywitanie. — Jak tam u ciebie?
Przełknęła ślinę. Może rzeczywiście zaczynało odbijać jej na starość, bo serce biło jej o wiele szybciej, niż powinno. Pokiwała niemrawo głową, uświadamiając sobie, że nie stoi przed nią wróg, tylko jej przyjaciel, którego znała już od czasów uczniowskich.
To znaczy, z jednej strony wiedziała, że właściciel tych bacznie obserwujących ją pomarańczowych ślepi jest niegroźny, ale z drugiej — taką samą barwę oczu miał jej brat. Ten sam, który ledwo co namieszał całkowicie w jej głowie, nawiedzając ją poprzez sen. Przez to nie potrafiła zaufać Mleczowemu Pyłowi tak, jak chciała.
— Miłego dnia — rzuciła pośpiesznie, wycofując się w głąb swojego legowiska.
Chwilowo była tu sama, bo Dymne Niebo wyszedł wcześniej na spotkanie z ukochaną. A Skała nie wiedziała, czy ta samotność była największym możliwym na ten moment błogosławieństwem, czy też jej kolejną zgubą.
— Coś się stało?
Niemalże przeklęła, słysząc to pytanie. Liliowy zajrzał do środka, patrząc na nią ze zmartwionym wyrazem pyska, choć w jego ślepiach kryło się zainteresowanie.
— Nie. Zmęczona jestem — wypaliła bez namysłu, kładąc po sobie uszy. Zawsze była tak energiczna, że to stwierdzenie wręcz ją zabolało.
— Ty? — zdziwił się, parskając cichym śmiechem. — Od kiedy? Nie znam bardziej nadpobudliwej istoty niż ty — dodał, siadając blisko wyjścia.
Niby nie pytał o nic więcej, ale czuła, że oczekuje wyjaśnień wobec jej dziwnych zachować. Zawahała się, ale zdała sobie sprawę, że kłamstwo to najlepsza opcja, którą może teraz zagrać.
— Ale czasy mej energii równały się z młodością. Teraz jej nie mam, pozostały mi tylko koślawe łapy i bóle kręgosłupa — mruknęła, spuszczając wzrok na ziemię. — Po prostu potrzebuję odpocząć od całego życia.

<Mlecz?>

07 września 2022

Od Skalnego Szczytu

Dawno nie nawarczała się tyle, co przez ostatnie dni. Nie sądziła, że uczeń może przeróść mistrza i Mroczna Gwiazda okaże się znacznie gorszy od swojego poprzednika. Teraz zmieniła zdanie.
Był tyle samo wart, co Jastrząb.
Nic.
Siedzenie w starszyźnie upokarzało ją. Miała jeszcze dużo siły, a przy tym zdecydowanie była sprawniejsza od takiej Pokrzywowej Skóry, który był starszy, ale wciąż zachował status wojownika. Nie rozumiała, dlaczego ona akurat została odesłana na „zasłużony” odpoczynek, skoro powodowało to dla niej większą frustrację. Nie mogła latać po terenach, nie mogła tak naprawdę robić niczego, co kochała.
Ciężko jej było usnąć. Po całym dniu bulwersowania się na wszystko i wszystkich wcale nie dopadło jej zmęczenie. Wręcz przeciwnie. Była podburzona do tego, żeby wyjść stąd, znaleźć lidera i wygarnąć mu brak odpowiednich kompetencji w zarządzaniu klanem, skoro umieścił ją w tym miejscu. Chciała uzyskać jeszcze te kilka księżyców wolności, gdyż jej zdaniem, daleko jej wciąż było do bycia staruszką. Wciąż mogła przydać się klanowi, więc z własnej głupoty Mroczna Gwiazda pozbył się sprawnej wojowniczki do polowań.
Skryła pysk w łapach, próbując zasnąć. Przemyśli w nocy parę spraw, a z rana znajdzie tego zwyrola, co tu ją zamknął i przemówi mu do tego pustego łba. Nie zamierzała działać rozsądnie. Chciała dać upust emocjom, a wszelkie czekające na nią potencjalne kary miała głęboko gdzieś.
Trzepnęła po raz ostatni ogonem o ziemię, nim w końcu nie zamknęła porządnie oczu.
Sen zaprowadził ją do miejsca pełnego cieni. Polana była skąpana w półmroku, a niebo bezchmurne i bezgwiezdne, rozciągało się nad nią. Poczuła dziwne napięcie, jakby wcale nie była tu sama.
Zastygła w bezruchu, czując, jak ze strachu drętwieją ją kończyny. Ciemność wręcz sklejała jej powieki, a ona nie miała nic przeciwko zamknięciu ślepi i niepatrzeniu na to wszystko.
Koszmar. Miała zły sen, który ani trochę jej się nie podobał. A zapachy dochodzące do jej nozdrzy wydawały jej się tak realistyczny, że po jej ciele rozszedł się nieprzyjemny dreszcz. Zewsząd dało się wyczuć swąd śmierci.
Od głuchej ciszy wręcz świszczało jej w uszach.
— Beznadzieja — wymamrotała sama do siebie, aby podbudować się na duchu.
— Tak witasz się z braciszkiem? — wycharczał ktoś zza jej pleców, tak znany jej, a zarazem inny.
Skrzywiła się, słysząc to. Głos nie był taki sam, jak z jej wspomnień, tkwiło w nim o wiele więcej jadu.
W końcu spojrzała na niego, wbijając ze zdumienia pazury w ziemię. Dawno nie widziała niczego równie koszmarnego. Jego bure futro posklejane było od czerwonej mazi. Wyglądał niczym monstrum, poharatany na wszelkie możliwe sposoby.
— Osz Klanie Gwiazdy, co za brzydal — fuknęła, starając się uspokoić przyspieszony oddech. — W snach jesteś jeszcze paskudniejszy, niż byłeś w rzeczywistości — mruknęła niepewnie, bo coraz bardziej nie podobały jej się żarty jej mózgu. Nie to chciała ujrzeć, gdy poszła spać.
— A ty nadal masz cięty język. — Zwalił ją niespodziewanie z łap, kładąc na niej swój ogon, który we śnie ważył tonę, unieruchamiając kotkę w miejscu. Nachylił się nad jej głową, ignorując to, że krew z jego rany, kapała wprost na jej pysk. Nawet uśmiechnął się tak paskudnie, że zza życia nigdy go takiego przerażającego nie widziała.
— Naprawdę chcesz mi teraz podskakiwać mała mróweczko? — spytał.
Obrzydzenie wpłynęło na jej pysk. Nie podobało jej się to. Jej wyobrażenie brata powinno być znacznie bardziej... Spokojniejsze.
Próbowała go zignorować. Zaraz się obudzi i będzie mogła kpić z tego, jakie paskudne obrazy wytwarzała jej własna podświadomość.
Mimo to nacisk jego ogona nie pozwalał jej skupić się na zmrużeniu oczy i zaśnięciu. Przełknęła ślinę, próbując uderzyć go w pysk. Zamachnęła się z całych sił łapą. W końcu w snach mogła dzierżyć każdą siłą, prawda? Tu wszystko powinno działać na jej własnych zasadach.
Mimo to łapa przeszła przez pysk kocura, nie robiąc mu krzywdy. Wyszczerzył się mocniej, zaczynając się charcząco śmiać.
— Och, moja droga Skało. To ja kontroluje twój sen. Nie masz tu żadnej władzy. Nie obudzisz się, póki ze mną nie porozmawiasz — poinformował ze swobodą.
— Co proszę? — wykrztusiła z oburzeniem, zirytowana tym, że nie potrafiła skryć drżenia w głosie.
Tu było jak wtedy, gdy brat kazał jej dotknąć kamienia w obozie. Trafili rzekomo do Klanu Gwiazdy, ale wszystko tam wyglądało źle, a on nieustannie powtarzał o wieczności, którą zamierzał osiągnąć. Nie mogło mu się to jednak udać, ten tutaj nie mógł być jej bratem, a jedynie sennym wytworem jej umysły.
— Zdechłeś — rzekła w końcu. — Nie masz prawa tu być — dodała niepewnie.
— Mam prawo, właśnie mam. Umarłem, by zdobyć nieśmiertelność. Zawsze jestem przy tobie siostrzyczko, chociaż ty mnie nie widzisz. Jak ci się żyje w moim cudownym klanie? Widziałem, jak zmieniłaś lokum. Dobrze ci się odpoczywa na starość w ciepłym kącie? Opowiadasz już bajeczki kociętom? — zadrwił, ewidentnie czerpiąc satysfakcję z tej sceny.
Zastygła w bezruchu, przyglądając się z obrzydzeniem jego pyskowi. Cieknąca z niego krew powodowała w niej odruchy wymiotne, a jego dziwnie błyszczące ślepia wręcz przeszywały ją na wylot. Wiedział za dużo. Wiedział o wszystkim, o czym nie powinien wiedzieć.
Jego obietnice się najwyraźniej spełniły. Ten tutaj to naprawdę był jej brat.
— Nie powinno mnie tam być. To wina twojego durnego ucznia. Jest równie szurnięty co ty! — syknęła, gwałtownie próbując się zerwać do pionu, co nie wyszło jej. Kolejna salwa śmiechu opuściła jego pysk.
— Och, to nie jego wina. — Pochylił się nad nią bardziej, patrząc w jej oczy. — Tylko moja. Poprosiłem go, by dał ci wypocząć. Widziałem, jak sobie nie radzisz w klanie przez swój wiek.
Teraz to ją kompletnie zamurowało. Niedowierzanie na jej pysku przekształciło się w czystą wściekłość.
— Ty podła cholero — wycharczała cicho. — Jesteś zwykłą kanalią i szują! Zdechłeś, rozumiesz?! Nie ma cię! Daj mi spokój, radziłam sobie na starość lepiej, niż ty kiedykolwiek w swoim biernym życiu! Cały czas siedziałeś na tym tłustym dupsku w legowisku, dusząc się własnymi smrodami, zamiast zaczerpnąć świeżego powietrza. Zasługujesz tylko na to, by całkowicie zniknąć!
— Tak sądzisz, że siedziałem cały czas w legowisku? To najwidoczniej dobrze tobą zmanipulowałem, skoro nie dostrzegłaś drugiego dna. Ale inteligencja to ty nie grzeszyłaś. — Zaśmiał się ponownie. — Powiedz mi Skało. Czemu jestem duchem z Mrocznej Puszczy, skoro według ciebie, tylko się obijałem jako lider? Och i wybacz, ale nie spełnię twojej prośby. Ja nigdy nie zniknę. Nawet gdy sama odejdziesz... ja pozostanę zawsze żywy.
Wzmianka o Miejscu, Gdzie Brak Gwiazd, spowodowała w niej kolejny dreszcz. Wciąż jednak mało co rozumiała z jego słów. To wszystko brzmiało chaotycznie, bez żadnego ładu, a im więcej informacji jej dawał, tym bardziej gubiła się we własnych myślach.
— Byłeś co najwyżej sprytny, ale nie mądry — warknęła w odwecie. Nigdy nie potrafiła znieść tego, jak jej ubliżał, a szczególnie jej inteligencji. — Szemrane interesy to chodzenie na skróty. Szanujący się wojownik nigdy nie skończyłby w takim gównie — burknęła.
— To nie gówno, lecz siła. Pokazałem ci, jak Klan Gwiazd upadł. Są tak słabi, że nie dają już liderom żyć, nie wysyłają snów medykom. Mroczna Puszcza teraz rządzi tym światem, Skało. Lecz nie za to tu trafiłem. — Uśmiechnął się do niej szerzej. — Powiedzmy, że krew na moim pysku, nie należy do mnie. — Oblizał się.
— Psychol — wycedziła natychmiastowo, odruchowo zaczynając miotać łapami. — Odejdź! Daj mi do licha spokój, zasłużyłeś na śmierć, ale nie na to, by po niej... Żyć! — wykrzyknęła. Nie umiała określić stanu, w jakim go widzi. Ale nie podobało jej się to.
Jej łapy przechodziły przez jego ciało jak przez mgłę. Ona nadal jednak czuła jego ciężar, który nie pozwalał jej wstać. Był niczym duch, ale taki, który potrafił na nią oddziaływać. Ta bezsilność ją wykańczała.
— Śmierć to tylko początek do wiecznego życia. A ja się stęskniłem za tobą — zacharczał, wypluwając z pyska krew. — Nie wiesz, jakie to satysfakcjonujące oglądać twoją porażkę. Jak zjadasz swoją przyjaciółkę, nawet o tym nie wiedząc — zaśmiał się demonicznie.
— W życiu nie odniosłam porażki! — warknęła bez namysłu, a zaraz potem zastygła w bezruchu, spoglądając na niego z wahaniem. Przesłyszała się? Kolejny mętlik powstał jej w głowie. To zdanie nasuwało jej bardzo złe skojarzenia, wręcz nierealne do zaistnienia w klanie.
Pomarańczowe ślepia sprawiały wrażenie lodowatych, choć nie kryła się w nim ani krzta błękitu. Ogarnął ją lekki paraliż.
— Ptaki ani myszy to nie mój przyjaciele. A tym bardziej dzik! Swoją drogą, ty bardziej go przypominasz, jesteś ulany i brązowawy!
— Nie mogę być ulany, jestem duchem, nie mam cielesnej powłoki — wytknął jej to. Spojrzał na jej brzuch, masując go niczym powiew wiatru. Skrzywiła się na zimny, wręcz przeszywający podmuch. — Nie miałem tego na myśli, moja droga. Dobrze jednak wiedzieć, że ci smakowała. Taki tam macie głód... Aż żal, że nie mogłem tego doczekać i z wami się pobawić. Ale oglądanie tego jest równie satysfakcjonujące.
— O co ci znowu chodzi? — wykrztusiła, wyszczerzając zęby. — Przestań gadać zagadkowo, tylko powiedz wprost, co masz na myśli! — zażądała z bulwersem.
— Wybacz, Skało. Zawsze uważałaś się za tą mądrzejszą, więc rusz sama głową. Gdybym ci wszystko powiedział wprost, gdzie byłaby tu zabawa? — Przekrzywił łeb.
— Ty się nigdy nie potrafiłeś bawić — fuknęła oschle. — Więc nie gadaj teraz o takich sprawach, skoro dobrze widzę, że stroisz sobie ze mnie żarty. Jak mam domyśleć się, o czym mówisz, gdy brzmisz jak otępiały szaleniec? — burknęła.
— W każdym kocie jest nutka szaleństwa. Zabiłaś matkę, więc powinnaś to wiedzieć — wymruczał. Rana na jego szyi moczyła jej sierść, która powoli wyglądała, jakby dokonała tej zbrodni ponownie. — Och, mam inne pojęcie zabawy niż ty. Może dlatego tego nie zauważyłaś. — Pomiział ją pazurem po policzku. — Może do mnie trafisz... — mruknął niemrawo, jakby była to myśl, która sama wymknęła się na wierzch, a nie powinna. — A wtedy pobawimy się dłużej. Klan Gwiazdy nie lubi w swoim gronie morderców — zauważył.
Oczy pociemniały jej od stresu. Tak bardzo żałowała tego publicznie dokonanego zabójstwa. Nie myśląc, po prostu rzuciła się na Kroczącą Gwiazdę z nadzieją, że raz na zawsze pozbędzie się jej ze świata. Bura wyglądała wtedy na osłabioną, jakby jeden dotyk łapy mógłby ją zniszczyć. Jej zmęczenie po pierwszej walce okazało się dla Skały największym ułatwieniem, bo zaraz po tym starsza kotka padła martwa. Nikt nic nie mówił na ten temat. Za jej rodzicielką nie uroniła się ani jedna łza, po prostu była i zniknęła.
— Zrobiłam to dla dobra klanu. Gwiezdni za takie rzeczy nie każą — prychnęła, krzywiąc się na chłód przenikający jej ciało.
— Nic nie usprawiedliwia morderstwa. Zapamiętaj to Skało. Nic a nic. Odebrałaś życie własnej matce, która powołała cię na ten świat. Powinnaś przywyknąć do myśli, że niedługo do mnie trafisz — powtórzył to znienawidzone zdanie.
— Nigdy — burknęła w natychmiastowej odpowiedzi. — Powtórzę ci, że zrobiłam to dla dobra klanu! Chociaż szkoda, że koleiny lider okazał się walniętym psychopatą!
— Nasz klan rośnie dzięki takim kotom w siłę. Chciałem wielkości Wilczaków. Widziałaś rządy Małej Róży. Jak wszyscy nami gardzili. Cud, że nikt wtedy nie połasił się na atak. Nadchodzą zmiany, Skało. Czy ci się podoba, czy nie, nieważne czy rządzi psychopata, czy ktoś rozsądniejszy, liczy się tylko siła Klanu Wilka. Jednak ty... już tego nie doświadczysz. Starość nie radość siostrzyczko. Pewnie już łupie cię w kręgosłupie — zakpił.
— Za to ty musiałeś być cholernie słaby, skoro tej starości nie dotrwałeś — syknęła, coraz bardziej zestresowana tym wszystkim. Dlaczego nie mogła się po prostu obudzić i zapomnieć? — A teraz grzecznie wyjaśnij. O co ci chodzi z tą "przyjaciółką"?
Zaśmiał się na te słowa, zeskakując z jej brzucha.
— Pozwolę, byś sama znalazła odpowiedź na to pytanie — mruknął, odrywając się od powierzchni i lewitując nad kotką, z nieodgadnionym wyrazem pyska. — Już czas na pobudkę, Skało.
— Żadna pobudka! — wrzasnęła, choć momentalnie poczuła ból w głowie, a obraz przed oczami zaczął jej się rozmazywać. — Jastrząb! Przestań odwalać swoje durne gierki i tłumacz, o co ci chodzi! — syknęła.
Usłyszała jeszcze tylko jego demoniczny śmiech, kiedy wracała do rzeczywistości. Obijał się w jej głowie niczym echo, nie dając o sobie zapomnieć. Powoli senna mara zaczynała ścierać jej się z obrazem wnętrza legowiska starszyzny.
Przez dłuższą chwilę gapiła się otępiale w przejście. Zewsząd otaczała ją ciemność i była pewna, że chwila moment, a z mroku wyłoni jej się pysk Jastrzębia. Umazanego we krwi niewiadomego pochodzenia, którego słowa o zjadaniu przyjaciółki powracały nieustannie do jej głowy, z każdym razem nabierając coraz mroczniejszego tonu. Wstrząsnęło nią. To nie był zwykły sen, jej brat nawiedził ją z Mrocznej Puszczy.
Zadrżała, czując, jak jej oddech momentalnie przyspiesza. To nie miało prawa bytu, nic z tego, co prawił, nie miało sensu. Próbowała rozgryźć jego słowa. Jej przyjaciele to inni wojownicy. Ale czemu mieliby jej smakować? Jedyne co jadała, to tkwiące na stosie mięso z dzika. A dzik to żadna znajomość. Przełknęła ślinę.
To brzmiało tak, jakby… Jakby zjadła kota.
Momentalnie poprzedni posiłek podszedł jej do gardła. Jastrzębia tu nie było, nie mógł nic wiedzieć. Co prawda z jego słów wynikało, że w jakiś sposób kontaktował się z Mroczną Gwiazdą, ale dalej całość brzmiała dla niej zbyt abstrakcyjnie.
Skuliła się, patrząc ze strachem na ziemię. Nic jej się nie zgadzało, albo po prostu brzmiało to zbyt strasznie, by mogła się z tym ot tak pogodzić. Nie chciała nawet o tym myśleć, ale im dłużej analizowała ostatnią sytuację w klanie i im więcej analizowała, tym większego sensu to nabierało. Odechciało jej się momentalnie wszystkiego. Nikt o normalnej moralności nie posunąłby się do kanibalizmu, nawet wtedy, gdy nie było co włożyć do pyska. Ich lider nie mógł być tak porąbany, Jastrząb zresztą też. Nie wiedziała, co uczynić, ani do kogo zwrócić się z tym problemem. Przecież to było chore, a jeśli powiedziałaby o tym komukolwiek, uznano by ją za stukniętą wariatkę.
Tej nocy już więcej nie zasnęła. Dyszała z powodu narastającej w niej paniki. Starała się nie mrugać, bo każde zamknięcie oczu wzbudzało w niej przeczucie, iż zaraz ponownie nawiedzi ją koszmar z jej bratem w roli głównej, a informacje, które otrzyma, całkowicie zniszczą jej światopogląd.

07 sierpnia 2022

Od Skalnego Szczytu CD. Kamiennej Agonii(Kamiennej Gwiazdy)

Mknęła w pogoni za rudą kitą, umykającą co krok spod jej łap. Pozornie zwykłe i proste polowanie zamieniło się w zaciekłą gonitwę, bo Skalny Szczyt nie mogła tak po prostu odpuścić sobie zdobycia tej jednej wiewiórki. Straciła rachubę czasu i świadomość swojego położenia, bo w pewnym momencie znane jej zapachy Wilczaków zmieszały się z czymś znacznie wrogim.
Zatrzymała się, strzygąc uszami i błądząc wzrokiem po otoczeniu. Skupiła swe spojrzenie na jednym z wyróżniających się w otoczeniu kształtów. Gdzieś nieopodal, wśród zielonych liści, rzuciła jej się w oczy czarna sylwetka. Krótkie futro, lekko zmierzwione od delikatnego wiatru. Długi, nisko położony ogon i wlepiony w nią wzrok zielonych ślepi. Z pozoru nieznajoma kotka drgnęła, uchylając lekko pysk.
— Skalny Szczyt? — miauknęła cicho, na co wojowniczka machnęła puchatą kitą i uśmiechnęła się lekko. Odważnie podeszła o kilka kroków bliżej, upewniając się, że nie pomyliła się i nie pcha się pod łapy potencjalnego zagrożenia.
— Kamienna Agonio, jak miło cię widzieć — mruknęła z uznaniem, zatrzymując się idealnie na ich granicy. — Spokojnie, nie zapuszczam się na wasze tereny. Ten rudy stwór uciekł mi spod łap, ale nie zamierzam za nim aż tam ganiać. Teraz jest twój — przyznała niechętnie, dostrzegając ruch wiewiórki na jednym z drzew. — Przeklęty gryzoń.
Burzaczka przez dłuższą chwilę wpatrywała się w nią z niepewnością, jakby sama nie wiedziała, co powiedzieć. Skała zdawała sobie sprawę, że nie każdemu przychodziło z taką łatwością jak jej zaczynać rozmowę, więc zazwyczaj to ona zabierała głos.
Po krótkim momencie zdała sobie sprawę, że zielonooka mogła nie przyjść tu bez powodu. Zazwyczaj, gdy ją tu spotykała, poszukiwała jednego kota. Tego burego nudziarza, który wcale nie tak dawno wepchnął ją bez powodu do kociarni, w ramach bezsensownej zemsty za swoją słabość. Fakt, że zmarł, brzmiał jak idealny przykład karmy. Dostał to, na co zasłużył.
— Jastrzębia tu nie znajdziesz — poinformowała, uśmiechając się szerzej. Tak, jakby wcale nie była jego siostrą, a po prostu kimś, kto nie marzył o niczym bardziej niż o jego zgonie. — Skłamałabym, gdybym stwierdziła, że mi przykro, więc powiem to wprost — odchrząknęła. — Zdechł. Świat postanowił być sprawiedliwy i coś ściągnęło go na drugą stronę tam, gdzie jego miejsce było i będzie. Bardzo śmieszne jest to, że zabił go ktoś z twojego klanu — kontynuowała beztrosko. Wielka Gwiazda była tak słabą liderką, iż nawet nie musiała się martwić tym, ile i co mówi. — To urocze, bo całe życie był wami taki zafascynowany i wzdychał do tak wielu z was, a teraz ktoś z jego kochanków go uśmiercił. To brzmi jak świetna ironia losu — gdybała dalej, nie zważając na żadną z reakcji kotki.

<Kamień?>

13 lipca 2022

Od Skalnego Szczytu CD. Jastrzębiej Gwiazdy

Wbiła w kamień nieufne spojrzenie. Nie wyglądał jakoś specjalnie niezwykle, choć pewnie na niektórych zrobiłby wrażenie. Przekrzywiła łebek, gapiąc się w niego uważnie, ale nie wykonała polecenia brata. Łapy trzymała przy sobie, tak samo, jak język.
— No nie wiem — sarknęła. — Coś kombinujesz, a ja mam obawy, czy chcę, by odbiło mi do łba tak jak tobie, a potem zaczęłabym się zachowywać jak stary, niecieszący się z życia nadęty gbur — dodała zgorzkniale.
— Chcesz skontaktować się z Klanem Gwiazdy? Zobaczyć czy istnieją? To poliż ten kamień, a się przekonasz — miauknął tylko.
— Dopiero co mówiłam, że nie wiem, czy czegoś nie kombinujesz! — oburzyła się, zirytowana jego popędzaniem. — To dziwne lizać kamień, Jastrząb! Może ktoś po prostu wtarł w niego jakieś ziółka i dlatego widzisz nienormalne rzeczy, albo robisz ze mnie idiotkę i chcesz, bym się zbłaźniła przed tobą? — gdybała.
— To dotknij nosem. Wtedy też powinnaś spotkać się z Klanem Gwiazdy — przewrócił oczami. — No proszę. Jak w nich wierzysz i to, że istnieją, to powinnaś i w to uwierzyć. Medycy tak się z nimi kontaktują
Uderzyła ogonem w ziemię, wciąż niepewna, czy powinna mu ufać. Gapienie się bezczynnie w kamień zaczęło ją nudzić.
— To zrób to pierwszy — rozkazała. — Jak zobaczę, że z tobą okey, to też to zrobię.
Przewrócił oczami i dotknął kamienia, zapadając w sen. Wytrzeszczyła oczy, widząc, co się z nim stało. Pacnęła go łapą, ale nie ruszył się. Oddychał, więc żył, ale i tak czuła niepokój, patrząc na niego. Niepewnie pochyliła się ku kamieniowi. Poczuła zimny dreszcz na nosie, gdy jego czubek dotknął gładkiej powierzchni. Zamknęła oczy, a gdy je uchyliła, zobaczyła obraz czystego chaosu i zniszczenia.
— Co się... — ucięła, dostrzegając Jastrzębia. — Coś ty zrobił?! — wykrztusiła.
— Jesteśmy w Klanie Gwiazdy, a ja nic nie zrobiłem — miauknął, obserwując pogorzelisko. — Lepiej by cię nie złapały te ciemne cienie, bo nie będzie przyjemnie. — Wskazał je, wędrujące i czające się na dusze.
— Że przepraszam bardzo co? — Przysunęła się bliżej niego, starając się nie okazywać lęku i dręczących ją wątpliwości. — Jeśli to coś się do mnie zbliży, to cię popchnę w to przed siebie — syknęła.
Skrzywił się, patrząc na nią.
— Po prawej Klan Gwiazdy, po lewej Mroczna Puszcza. Jak widzisz, nikogo tu nie ma. Większość spowiły cienie i zniknęli raz na zawsze. W to wierzysz. W coś, co przestało już istnieć
— Ale nie mogli prze... — odpaliła się, nerwowo drążąc pazurami w ziemi. — Niemożliwe. Nie mogli ot, tak zniknąć, muszą gdzieś być... — zapierała się.
— Nikt do nas nie przyszedł Skało. Żaden krewny. Zwykle pojawiali się na wezwanie lidera. Ich już nie ma. Są tylko dusze z Mrocznej Puszczy
— Mrocznej Puszczy? — powtórzyła, kuląc uszy. — Nie mów tak. Może nie reagują na twoje wezwania, bo jesteś gorszy? Masz wątpliwą moralność i nie zasługujesz na władzę, sami to mogli zauważyć. To wszystko tu może być tylko złudnym obrazem, a Klan Gwiazdy szczęśliwe żyje z dala stąd — burknęła.
— Jak chcesz, możemy się przelecieć na ich tereny i sobie to sprawdzisz. Musisz uważać tylko na cienie — miauknął, odbijając się od podłoża, zaczynając lewitować. — Wołaj ich, może znajdziemy jakiegoś niedobitka.
— Co ty robisz?! — Odskoczyła w bok, zaskoczona jego ruchem. — Nie! Nie idę już nigdzie, nie ufam w ani jedno twoje słowo. Chcę wrócić do obozu, jak to zrobić? — spytała, rozglądając się w obawie, że jakiś cień ją zaraz zje.
— Musisz się obudzić. O tak — miauknął, po czym zniknął, zostawiając ją tam samą.
— Jastrząb! — krzyknęła spanikowana. — To nie jest zabawne! Gdzie ty jesteś? — Obejrzała się za siebie, ale z żadnej strony nie wychyliło jej się bure futro. Całość wyglądała tak, jakby przeszło tędy tornado, a potem jeszcze zawróciło i powiększyło szkody.
Nie wierzyła, że tak miał wyglądać Klan Gwiazdy. Chociaż nie była głęboko wierząca, tak w jej wyobraźni przodkowie żyli w całkowicie innym miejscu. To otoczenie nie spełniało jej oczekiwań.
Zacisnęła mocno powieki, obawiając się ujrzeć najgorsze. Poczuła ból w czasie i dziwne uczucie wirowania, nim ponownie otworzyła oczy. Jej oddech uspokoił się, gdy ujrzała znajome otoczenie. Znowu była w legowisku medyka, a widok burego kocura w kącie na nowo obudził w niej złość.
— Ty idioto! Jak mogłeś mnie tam zostawić?! A co, jakbym się tak łatwo nie obudziła? Ty w ogóle myślisz czasem? — pruła się.
— Gdybyś się nie obudziła, to bym po ciebie tam wrócił. Sądziłem, że taka silna siostra poradzi sobie z tym i nie będzie potrzebować mojej pomocy — prychnął
— Nie wątp w moją siłę — warknęła, wymijając go i uderzając ogonem w pysk. — Jesteś paskudny i nie wiedziałam, czego mam się po tobie spodziewać. Mogłeś zostawić mnie na śmierć, skąd miałam wiedzieć, czy ufać temu twojemu "po prostu się obudzisz"? — burknęła
— Pokazałem ci tylko, że to, co mówiłem o Klanie Gwiazdy to prawda. — Wypluł z pyska jej sierść. — Więc teraz mogę cię opuścić w spokoju
— Świetnie. Idź sobie i nie wracaj — rzuciła naburmuszona. — Już najlepiej nigdy.
— Żegnaj, Skało. Może kiedyś odwiedzę cię w koszmarach — miauknął tajemniczo, opuszczając legowisko wojowników

***

Życie stało się dziwne.
I choć już wcześniej mogła określić swój sposób bytu jako chaotyczny, tak teraz wszystko zdawało się posypać w drobny mak. Informacja o śmierci Jastrzębiej Gwiazdy z jednej strony była niespodziewana, a z drugiej, gdy tylko wspominała ich ostatnią rozmowę, zaczynała utwierdzać się w przekonaniu, że bury miał od początku jakiś plan na swój koniec.
Nie interesowało jej to jednak. Postanowiła w pełni zapomnieć o tym, iż w ogóle byli rodzeństwem. Nie był dobrym bratem, więc nie miała powodu do tęsknoty. Po prostu odkąd odszedł, ogarnęła ją jakaś pustka. Nie miała się z kim droczyć, ale też i nie miał kto jej bezsensownie karać.
Władza Wielkiej Gwiazdy jej nie odpowiadała, tym bardziej po tych żenujących wykładach na zgromadzeniu. Wolała już nawet ujrzeć przydupasów Jastrzębia jako liderów, niż przesadnie feministyczną kotkę.
Strzepnęła ogonem piach z futra. Tak naprawdę została ostatnia. Matka nie żyła, ojciec pewnie też, wujek, nawet jeśli dalej gdzieś sobie dychał, to był już zapewne stary i konający. A teraz i jej brat ją opuścił. Te wszystkie księżyce, które spędzili razem, powoli odchodziły w niepamięć.
Mimowolnie się uśmiechnęła. Całe życia uznawała za rywalizację. Starała się na treningach, aby zostać jako pierwsza mianowana. Jak najszybciej upolowała swoją pierwszą piszczkę, żeby móc szczycić się tym osiągnięciem. Chciała być po prostu w czymkolwiek lepsza od niego i to tak, by mieć na to dowód. Bo to, że przerastała go w każdej dziedzinie, wiedziała od dawna. Potrzebowała, tylko by inni to zauważyli.
Teraz miała w końcu to swoje "coś". Będzie mogła do ostatnich dni swojego żywotu cieszyć się głupio z tego, że żyła dłużej od niego.

27 czerwca 2022

Od Skruszonej Mordki(Skalnego Szczytu) CD. Mrocznego Omenu

Smętnie powlokła spojrzeniem w stronę śpiącej Papli. Jakby jej obecność tu miała dla czarnej jakiekolwiek znaczenie. Kotce wystarczało upokorzenia z powodu głupoty brata, przejmowała się bardziej swoim losem, niż tym, czym zawiniła uczennica, skoro została cofnięta do kociarni. Przecież to nic w porównaniu z byciem doświadczoną wojowniczką wsadzoną do żłóbka. Zamiast trenować i nabywać siły, musiała znosić piski kociąt.
— Nie wiem, ile razy mam to powtarzać, ale to nie ja go zaatakowałam pierwsza — syknęła, wbijając pazury w ziemię. Ilekroć ktoś się do niej nie odzywał, poruszał ten sam temat. Nie miała nawet ochoty, setny raz tłumaczyć, jak było naprawdę, bo i tak mało kto jej wierzył. Wszyscy i tak naiwnie słuchali Jastrzębiej Gwiazdy. A przecież to, że był liderem, nie oznaczało, że był kimś dobrym i godnym zaufania.
— Jastrzębia Gwiazda twierdzi inaczej — zauważył Mroczny Omen, na co momentalnie przewróciła oczami. Kolejny mysi móżdżek. Sierść zjeżyła jej się od karku, przez grzbiet, aż po kraniec ogona, którym ze złości zaczęła szurać po ziemi z boku na bok, wzbijając do góry chmurę kurzu. 
— On kłamie — warknęła. — Pierwszy mnie zaatakował, a przez to, że jestem silniejsza i w zwykłej SAMOOBRONIE — podkreśliła, bo ten przecież i tak nie zrozumie — pokonałam go, ubliżyło jego zbyt wysokiemu ego i zwalił wszystko na mnie — burknęła.
Van nie wyglądał ani trochę na przekonanego. Patrzył na nią bez żadnych emocji na pysku. W skrócie — zachowywał się jak jej durny brat. Widać, że Mroczny Omen miał go za mentora. Wręcz nabył jego cechy. Ta dyskusja zmierzała tak naprawdę donikąd.
— Czemu Jastrzębia Gwiazda miałby kłamać? — spytał spokojnie.
Machnęła ogonem zniecierpliwiona.
— A czemu nie? Nie jest święty, nie jest idealny, robi dużo złego. To jeden z ostatnich kotów, którego nazwałabym prawdomównym, a wierz mi, że wiem, co mówię. To ja się z nim wychowywałam, nie ty.
Kocur tylko zmrużył oczy, ponownie rozglądając się po kociarni i po raz kolejny zwracając uwagę na Paplę. Skrzywił się.
— Co złego zrobił? Podaj jakikolwiek przykład — zagadnął.
Skalny Szczyt, a raczej aktualnie Skruszona Mordka, wydawała się zbita z tropu. Wiedziała, że miłośnika jej brata nie będzie łatwo uświadomić o prawdziwej osobowości Jastrzębia, ale ta rozmowa zaczynała ją powoli męczyć.
— Musiałabym ci streścić jego całe życie. A zapewniam cię, że na to czasu nie mamy — odparła.
— To, czemu mam ci wierzyć, skoro nawet nie potrafisz powiedzieć czegoś sensownego? — zapytał.
— Po co mam się produkować dla przydupasa swojego brata, który i tak za wszelką cenę będzie go bronił? — prychnęła. — Wystarczy na niego spojrzeć. Jest aż za cichy i nieustannie zachowuje się podejrzanie. To zwykły, naburmuszony buc. Znajdź sobie lepiej innego idola, dobrze ci radzę — poleciła.

<Mroczny Omenie?>

Od Skalnego Szczytu CD. Mleczowego Pyłu

Zawędrowała do legowiska i skuliła się na posłaniu, wzdychając z ulgą. Mordkę skryła pomiędzy łapami, starając się oczyścić umysł z wszelkich dręczących ją myśli. Te wspomnienia stale przychodziły i odchodziły, nie pozwalając jej zaznać spokoju na dłuższą chwilę. Im częściej to się zdarzało, tym bardziej czuła, jak utyka w jakiejś nieskończonej pętli.
Oczywiście nie winiła Mleczowego Pyłu za to, że poruszył ten temat. Sama nie pozwalała sobie zapomnieć o tym, chociaż nieustannie każdy napominał jej, iż dobrze uczyniła. Krocząca Gwiazda nie była dobrym materiałem na liderkę, jej śmierć to tylko zbawienie dla klanu, do którego Skała się przyczyniła.
Nie była w pełni zadowolona z władzy brata, ale lepszy na czele był ktoś, kto czasem chociaż wychodził ze swojej nory i jakkolwiek interesował się losami własnych wojowników. Co prawda może te słowa były zbyt dobre jak na Jastrzębia, ale w tym momencie wiele jej już po prostu wisiało.
Zmrużyła oczy. Nie chciała nawet spać. Pragnęła tylko wyprzeć z pamięci zabójstwo własnej matki.

***

W Klanie Wilka działo się zdecydowanie za dużo, a czas mknął zbyt szybko, by mogła w ogóle pojąć logikę tych wszystkich zdarzeń. Zdecydowanie ta cała akcja z dwunożnymi i dzikami, zmuszająca ich do zmiany lokalizacji obozu, była stresująca.
O tym, co zrobił jej brat i na jakie upokorzenie ją skazał, wolała w ogóle nie wspominać. Jej zdaniem zrobił to z zazdrości, gdyż była o wiele lepszą wojowniczką od niego, czego najpewniej nie mógł znieść. Sam zaatakował ją na zgromadzeniu, ale jak to było wiadome — kto ma władzę, temu łatwiej manipulować tłumem. Siebie ukazał jako niewinnego, a ją przedstawił jako nadpobudliwą agresorkę.
Przynajmniej teraz wszystko zdawało się wracać do normy. Klan wrócił do swojego dawnego obozu i odbudowywał straty, a ona nie musiała już siedzieć w kociarni, z żałośnie brzmiącym imieniem. "Skruszona Mordka" — jakim cudem Jastrzębia Gwiazda wpadł na coś tak głupiego?
Podniosła wzrok na niebo. Słońce grzało niemiłosiernie, a jej długie futro tylko utrudniało jej znoszenie wysokich temperatur. W Porze Nagich Drzew było zbawieniem, teraz stanowiło męczarnie.
Potrzebowała przejść się do lasu, gdzie pod gęstymi koronami drzew mogła liczyć na więcej chłodu. Samotność jednak dobijała ją ostatnimi czasami aż nazbyt, toteż rozejrzała się po okolicy w poszukiwaniu towarzystwa. Momentalnie uśmiechnęła się, widząc liliowe futro przyjaciela.
— Mleczowy Pyle! — miauknęła pogodnie, podchodząc do niego. — Nie chciałbyś przejść się ze mną na polowanie? Przyrzekam, że padnę w tym słońcu, a chodzenie samej po lesie brzmi nudno — mruknęła. — Moglibyśmy też zajść nad rzekę — zasugerowała, myśląc o przyjemnie chłodnej wodzie pod łapami.

<Mlecz?>

21 czerwca 2022

Od Skalnego Szczytu CD. Brzasku(Pierwszego Brzasku)

Wpatrywała się otępiale w burą sylwetkę, umykającą z jej pola widzenia. W jej uszach wciąż rozbrzmiewały jego słowa, a szczególnie to jedno, tak pechowe, a zarazem popularne. Dla wielu trudne do wypowiedzenia "przepraszam". Cóż jednak mogła począć w tej sytuacji? Nigdy nie wątpiła, że jego intencje były szczere, ale im dłużej rozmawiali, tym bardziej zdawała sobie sprawę, jak bardzo nienawidziła swej rodziny i jak wiele złego kryło się w ich relacjach. Nikomu na nikim tak naprawdę nie zależało. Możliwe, że prócz niej. Czasem przeklinała się za tę wrażliwość, która, choć głęboko zakorzeniona w jej sercu, zbyt często wychodziła na wierzch. A w ten sposób czyniła z niej kogoś słabego.
Aczkolwiek każdy w ich rodzinie miał jakąś wadę. Niektórzy nawet więcej, ale nie zamierzała o nich myśleć. Nie byli warci jej uwagi. Banda zatrutych i toksycznych futer.
Ugryzła się w język. Czy jednak takie określenie pasowało do Wróblowej Gwiazdy? Nie mogła stawiać go na równi z matką bądź drętwym bratem, nie zasługiwał na bycie porównywanym do tych potworów. Tak naprawdę nie mogła sobie nawet przypomnieć, czy kiedykolwiek powiedział o niej coś złego; czy kiedykolwiek poczuła się przez niego gorzej. Owszem, odejście Płonącej Waśni dobiło ją, ale tu przede wszystkim zawiniła Krocząca Gwiazda.
— Nie musisz przepraszać — wypaliła. Ot tak, bez wahania, po prostu otworzyła pysk i wyrzuciła z siebie te trzy słowa. Tylko po to, by został z nią jeszcze chwilę dłużej. By mogła choć przez jeden, króliczy oddech, dłużej móc z nim porozmawiać. Wiedziała, że jeśli pozwoli mu teraz odejść, już nigdy więcej go nie zobaczy.
Może i dobrze. Przeszłość niezależnie od tego, jaka jest, powinna zostać oddalona. Życie szło do przodu, powinna cieszyć się z tego, co miała teraz. Ciągłe użalanie się nad wydarzeniami, na które i tak nie miała już wpływu, do niczego dobrego by jej nie doprowadziło.
— Tak szczerze, to nigdy nie byłeś niczemu winny. Miałeś po prostu głupią siostrę — kontynuowała. I tak starała się mówić o niej lekko, ale tylko i wyłącznie z szacunku do Wróblowej Gwiazdy, nie do niej. — Nigdy tego nie zrozumiem. Po co jej były dzieci, skoro i tak nie zamierzała się nimi zajmować? — prychnęła, choć ciekawość w jej głosie sugerowała, że bierze ten temat na poważnie i oczekuje sensownej odpowiedzi.
Nawet jeśli nie znał prawdy, to i tak liczyła, że powie jej coś, co jakkolwiek rozjaśni jej tę sprawę.

<Brzask?>

14 maja 2022

Od Skruszonej Mordki(Skalnego Szczytu) CD. Jastrzębiej Gwiazdy

Od dnia swojej kary, przyrzekła sobie zamilknąć. Miał to być z jej strony akt buntu, w ramach oburzenia tym, jak niesłuszne oskarżenia padły w jej stronę i jak bestialsko skazano ją na rolę kociaka. Dumne imię, jakie nosiła, zostało zmienione na żałośnie brzmiącą „Skruszoną Mordkę”. Rozumiała przekaz. Według Jastrzębia nie była już silną skałą, a taką, która przez swoją słabość rozpadła się na drobne kawałki.
Z początku jej postanowienie nie szło najlepiej. Z natury była gadatliwa, toteż nie kontrolowała serii słów, padających z jej pyska za każdym razem, kiedy coś bądź ktoś, ją denerwował. A w momencie izolacji w żłobku, łatwo było działać na jej nerwach. Musiała znosić markotności królowych, nieustannie narzekających na warunki, w jakich przyszło im wychowywać swoje potomstwo. Nie obyło się bez warkotów z jej strony, że skoro mają z kociętami problem, to po co się w ogóle na nie decydowały. Przez spory czas z niepokojem przysłuchiwała się Irygowemu Nektarowi. Kotka z zapałem wmawiała swoim potomkom, że klanowa wiara to zwykła bajka, a jedyne, w co należy wierzyć, to Miejsce, Gdzie Brak Gwiazd. Opowiadała o tym tak wiele, że Skała zamiast czuć się przekonana co do jej racji, miała ochotę wyjść stąd, uciec jak najdalej od tego obozu, a następnie napatoczyć się pierwszemu lepszemu dzikowi pod nogi. Złota pełniła rolę jej „matki”. Przez większość czasu próbowała posłać Skałę do kąta za złe zachowanie, ale nigdy jeszcze czarna jej nie posłuchała. Same próby zmuszenia jej do kulenia się przy ściance z podkulonym ogonem były upokarzające. Aż tak nisko nie upadła, aby wykazywać posłuszeństwo wobec nawiedzonej wariatki.
 Nie mogła pogodzić się z tym, że nikt nie wierzył w jej niewinność. Byli tak zaślepieni jej bratem? Przeklinała Jastrzębia wraz z jego całą gromadą adoratów, którzy nie wiadomo co w nim widzieli. Zwykły buras, któremu za dużo szczęścia dopisało w życiu i w ten oto sposób dostał się na szczyt. Zarówno on, jak i Krocząca Gwiazda, to najgorsi liderzy, jakich ten klan mógł mieć.
Strzepnęła ogonem ze złości. Dlaczego na świecie nie było sprawiedliwości? Zasługiwała na znacznie lepszy los, niż pozostanie w zamknięciu, wśród skalistych ścian jaskiń.
W tym momencie sama nie wiedziała, co ją tu trzyma. Jadła jak najmniej, w ramach buntu, choć jej brata zapewne mało to obchodziło. Liczyła jednak, że jeśli padnie, to Jastrząb będzie miał ją na sumieniu i z tego powodu nie zazna dobrego życia po śmierci. A ona była grzeczna, więc będzie na niego pluć ze Srebrnej Skóry, obserwując, jak powoli stacza się na dno i zaznaje swoją ostateczną porażkę.
W pewnym momencie stwierdziła, że ma po prostu dosyć. Pewnym krokiem zbliżyła się do wyjścia ze żłobka, śmiało wychylając łebek poza jego strefę. Niemalże czuła, jak do jej nozdrzy dochodzi świeże powietrze. Odetchnęła z ulgą.
Klan głodował. Ale to i dobrze, niech ten mysi móżdżek wie, że gdyby nie zamknął jej tutaj z powodu swojego ogromnego ego i niemożności pogodzenia się z przegraną w walce, to czarna upolowałaby tyle zwierzyny, że nie byłoby problemu.
— Pokruszona Mordko, nie możesz opuszczać żłobka. Cofnij się do środka i zajmij zabawą z rówieśnikami.
Usłyszała ten przeklęty głos. Niechętnie podniosła wzrok na jego właściciela, który perfidnie uśmiechał się w jej stronę. Miała ochotę pazurami zedrzeć mu tę radość z pyska.
— Dopadły cię już zaniki pamięci? — parsknęła. — Sam wymyśliłeś sobie Skruszoną Mordkę, a i tak to przekręcasz. Współczuję nam wszystkim, że przewodzi nami zwykły sklerotyk bez umiejętności myślenia — warknęła.
— Nie musisz się tak żałośnie odgryzać przez to, że jesteś zła. To tylko i wyłącznie twoja wina, trzeba było myśleć, zanim skoczyłaś na mnie z zębami — stwierdził.
— Ja skoczyłam?! — syknęła. — Nie zgrywaj niewiniątka! Ty zacząłeś i dobrze o tym wiesz. Ja się doskonale obroniłam i skopałam ci tę świętą, zasraną dupę, więc nie zwalaj winy na mnie! To wszystko przez ciebie! Gdybyś był lepszym liderem, klan nie musiałby uciekać z obozu i nie doskwierałby nam teraz głód — ciągnęła, a jej ogon puszył się coraz bardziej z każdym wypowiedzianym przez nią słowem.
— Skoro nic ci nie pasuję, to czemu nie uciekniesz? Nikt cię tu nie trzyma — odparł. — Poza tym, jeśli jesteś taka mądra, to co proponujesz w celu pozbycia się naszych problemów? — spytał.
Skrzywiła się. Chciał udowodnić jej, że jest głupia i jedyne co potrafi, to drzeć się na innych. 
— Dosłownie pozbyłabym się problemu. Czyli ciebie. Jesteś tak samo słabym liderem, jak twoja matka — wysyczała, powstrzymując się od przyłożenia mu łapą w pysk. Pazury samoistnie wbiły się w podłoże, gotowe do ataku.
— To była również twoja matka — zauważył.
— Nie! — krzyknęła, zwracając uwagę zapewne każdego, kto znajdował się w obozie. — Ona nigdy nie zasługiwała na to miano, za to ty byłeś idealnym mamisynkiem — skrytykowała. — Taki sam jak ona. Obyś tego kiedyś pożałował — burknęła, krzywiąc się niewzruszeniem, jakie tkwiło na jego pysku.
— Jesteś zazdrosna? — spytał.
— O jej uwagę? Nigdy. Nie potrzeba mi w życiu obecności takich sztucznych pustaków jak wy — wycedziła przez zaciśnięte zęby.

<Jastrząb?>

07 marca 2022

Od Skalnego Szczytu CD. Jastrzębiej Gwiazdy

— O rety, czy nadarzył się cud? — Udała zaskoczoną. — Wszechwiedzący Jastrząb czegoś nie wie? No nie żartuj, twoja matka to się w grobie musi przewracać, że jej idealny synek nie potrafi podołać jakiemuś zadaniu — rzuciła z kpiącym uśmiechem na pysku.
— Mamy tę samą matkę — zauważył ze znudzeniem, patrząc na nią kątem oka. — A ty, jeśli nie masz nic więcej ciekawego do powiedzenia, to idź zrób dla klanu przysługę i zajmij się czymś pożytecznym — warknął.
— Klanowi czy tobie? —spytała. — Widzę różnicę.
— Komukolwiek Skało — westchnął, wzdychając cicho, prawdopodobnie zmęczony zarówno problemami na ich terenach jak i upierdliwym gadaniem swej siostry. — Po prostu idź i daj mi spokój — dodał. Nie zabrzmiało to jak prośba, a rozkaz, na co czarna machnęła gniewnie ogonem i lekko się nastroszyła.
— Może i jesteś liderem, ale nie nadużywaj swojej władzy w ten sposób — rzuciła pierwsze, co jej ślina na język przyniosła. Rzadko kiedy myślała nad sensem wypowiadanych przez nią słów, a już na pewno nie przy bracie, który swoim spokojem denerwował ją do takiego stopnia, że ogarniała ją niekontrolowana złość.
— Dbanie o stan klanu nazywasz nadużywaniem władzy? — Jego beznamiętny ton głosu ponownie wywołał w niej drżenie, spowodowane irytacją, którą miała wręcz wymalowaną na pysku.
— W twoim wykonaniu wszystko może być złe — rzekła. — Żegnam — dodała oschlej i odmaszerowała.
Nie bardzo jej się podobało, że co rusz na czele klanu znajduje się ktoś z jej rodziny. Począwszy od wujka, później przeklęta matka a teraz brat o mysim móżdżku. Nie zamierzała dogłębniej oceniać sposobów ich władzy, ale sama myśl o tym ją dobijała. Ciągnąc łapę za łapą, niezdarnie wpadała co rusz na każdego, kto akurat ją mijał. Z jej pyska ani razu nie padło słowo „Przepraszam”.

***

    Sytuacja była nieciekawa, ale jako jedna z wojowniczek miała mało co do gadania. Wylądowali w jaskiniach, które niejednego kota wpędzały w klaustrofobiczne myśli. Ściśnięta wśród wojowników, niechętnie wspominała tych, którzy odeszli w wyniku ostatniego zamieszania. Znała się z każdym, ale śmierć jej pierwszej uczennicy nie była czymś przyjemnym do przeżywania i to właśnie za nią zaczynała tęsknić.
Świetlista Dusza imponowała jej od samego początku. Chciała się uczyć i starała się spełniać oczekiwania swej mentorki. Nie były one wysokie, bo Skała doceniała jej zapał i to, że nie doszło między nimi do żadnego konfliktu. Cały okres trwania treningu przeżyły pokojowo, bo biała kotka była zbyt pozytywna i za miła na denerwowanie się swoimi porażkami. Po każdym upadku po prostu się podnosiła i działała dalej.
— Skalny Szczycie! — Nastawiła ucho w stronę nawołującego jej głosu. Senny Pysk dreptała ku niej, z dosyć poważnym wyrazem pyska. — Jastrzębia Gwiazda ma do ciebie sprawę — oświadczyła, zatrzymując się zaledwie o parę kroków od niej.
Czarna podniosła na nią wzrok pełen zainteresowania. Wstała energicznie z ziemi i kiwnęła głową, nie mówiąc nic więcej. Nie miała ochoty na spotkanie, bo wiedziała, że bury samym istnieniem doprowadzi jej do białej gorączki i kotka wyprodukuje z siebie za dużo słów, których znaczenie i tak do niego nie dotrze.
Zawędrowała do nowego legowiska lidera. Ciemna sylwetka zlewała się z otoczeniem, gdyż w jaskiniach trudno było o światło. Do uszu kotki dochodziło tylko drapanie pazurem o podłoże.
— Chciałeś mnie widzieć — mruknęła. — Zatęskniłeś się już za mną? To urocze, ledwo co się widzieliśmy przy…
— Sprawa jest poważna, więc nie trać mojego czasu — przerwał jej i zaczął mówić dalej, bo kotka była gotowa okrzyczeć go za jego haniebny czyn, jakim było niepozwolenie jej dokończenia wypowiedzi. — Ci paskudni Dwunożni nadal nie odeszli z naszego lasu. Chabrowy Szept ledwo co uniknął śmierci z ich łap, podczas polowania! Skalny Szczycie... dziś udowodnisz, na co cię stać. Twoim celem jest namierzenie ich obozu. Muszą gdzieś spać. Wysłałbym z tobą kogoś, lecz im więcej kotów by poszło z tobą, tym byłaby większa szansa na wykrycie. Udowodnij mi, że moje nauki skradania nie poszły w las. To twoje zadanie — oświadczył, nawet nie podnosząc na nią wzroku.
— Długo ćwiczyłeś tę wypowiedź? — spytała rozbawiona, ale jego poważna mina mówiła sama za siebie. Nie miał nastroju do żartów. — Dobra dobra, załatwię to, co jak co, ale na swojej siostrze możesz polegać — miauknęła dumnie, a ten tylko westchnął.
— Idź, póki nie jest późno. Nie będę wysłał za tobą patroli na ratune…
— A no tak — przerwała mu w akcie zemsty za jego wcześniejsze wtrącenie. —Sam byś polazł mnie szukać. Przyznaj, że nie przeżyłbyś beze mnie jednego dnia — rzuciła. — Albo nie. Zamilcz. Nie musisz mi tego potwierdzać, wiem swoje — mruknęła i wycofała się z jego legowiska na tyle szybko, by nie mógł skomentować jej słów.
Od razu ruszyła w stronę lasu.
Nie rozmyślała nad niczym więcej, jak nad wypełnieniem tej misji. Mina mu zrzędnie, gdy z triumfem oświadczy o sukcesie swojego zadania, czym tylko udowodni, że jest lepsza od niego w każdej dziedzinie. Siedział na zadku w swoim tymczasowym leżu, podczas gdy ona w tym samym czasie biegała jak głupia po terenach.
Przyspieszyła kroku, natchniona wizją podziwu, jaki otrzyma. Ledwo co dochodziły do niej dźwięki z otoczenia i dopiero dziwny ryk w połączeniu z niespotykanym przez nią dotychczas zapachem, zwróciły jej uwagę. Przystanęła, podnosząc wzrok w kierunku źródła dźwięku.
Wyjrzała ponad pobliskie krzaki i momentalnie ją zamurowało. Poczuła zimny powiew na skórze, który przebił się przez barierę z jej długiego futra.
Dzik rył racicą w ziemi, pochylając łeb i wąchając podłoże w poszukiwaniu pożywienia. Przypomniał jej się żart Jastrzębia, kiedy na jednym z treningów nastraszył ją obecnością tych stworzeń w lesie.
Skrzywiła się i momentalnie napuszyła, czując, jak łapy ciągną ją do walki. Widok kłów ją z lekka odstraszył, a wiedząc, że i tak nikt nie dowie się o jej ucieczce, postanowiła stwora ominąć.
Jeden krok wystarczył, by wdepnąć w gałązkę, której trzask był na tyle głośny, by przykuć uwagę każdego, kto znajdował się w okolicy.
Odwróciła głowę i w ostatniej chwili odskoczyła na bok, bo szarżujący dzik kierował się wprost na nią. Zahamował przed drzewem i ponownie zawrócił w jej stronę. Nie zastanawiała się i popędziła przed siebie, niezgrabnie balansując między krzakami i kamieniami.
Biegła długo, aż zmęczenie całkowicie przejęło nad nią kontrolę. Przystanęła, skulona przy kupce liści, patrząc z niepokojem w miejsce, z którego przybiegła. Zwierza już nie było, co inie pozwalało jej nie odetchnąć z ulgą. Musiała mieć na uwadze, że takie niebezpieczeństwa czają się na nią w zasięgu zaledwie kilku króliczych skoków.
Poszła dalej. Trochę ostrożniej stawiała kroki, a uszy miała skierowane do tyłu, by nasłuchiwać dźwięków zza ogona. Oczami bacznie badała teren, aż niespodziewanie spostrzegła kupkę ziół.
Wyglądały na podejrzane, ale nie debatowała zbyt długo, tylko od razu zgarnęła je do pyska. Mogą się w końcu przydać, różnie bywa z dostępnością roślin medycznych na ich terenach, szczególnie w chłodniejszych porach.
Przez moment sama zapomniała, czego w ogóle szukała. Gdy ją olśniło, uruchomiał u siebie tryb pełnego skupienia, chociaż w tej chwili rozpraszał ją każdy szmer.
Wędrówka wydawała się trwać bez końca. Zaczęło robić się późno, a ona nic nie znalazła. Warknęła z bezradności, ale jeszcze szukała. Ufała swoim zmysłom. Głównie polegała na węchu, chcąc doszukać się smrodu dwunożnych, ale typowo leśne zapachy tłumiły ten odór. Skoro tylko słońca zniżyło się do linii koron, kryjąc się za nimi, poddała się, niechętnie zawracając do obozu. Nie wiedziała, jaką wymówkę zaserwuje bratu, ale będzie musiała wymyślić godną miana prawdziwej wojowniczki wersję, która nie ośmieszy jej tak, jak to, co zrobiła w rzeczywistości.

***

    Starała się nie okazywać swojego zawodu. Była wyprostowana, ogon trzymała wysoko w górze, a wzrok skierowała ku niebu. Instynktownie wymijała innych klanowiczów, kiedy kierowała swe kroki w stronę legowisku lidera. Żałowała, że zapach dwunożnych nie był aż tak wyczuwalny, jak smród jej brata, sugerujący jej, że jest u siebie.
— Heeeeeej! — rzuciła przeciągle, wchodząc do środka.
— Znalazłaś ich obóz? — spytał bez zbędnego przedłużania, patrząc na nią ponuro.
— A gdzie "O siostro, cieszę się, że wróciłaś żywa" albo "Stęskniłem się"? — dopytywała, ale jego standardowo poważny wyraz pyska zniechęcił ją do dalszej dyskusji. - No jakby ci to powiedzieć...
— Mów — ponaglał.
— Tak trochę go nie znalazłam, ale za tooo — urwała, wycofując się z jego legowiska i wracając ze swoją zdobyczą. — Patrz! Mam zioła! Przydadzą nam się teraz! — rzekła z niebywałym optymizmem w głosie, byleby nie dać po sobie poznać, że sama jest zawiedziona wynikiem jej misji.
Jastrząb spojrzał wpierw na zioła, a potem podniósł wzrok na nią, sugerujący wprost, że ma ją za skończoną kretynkę. Wyglądał tak, jakby z zażenowania chciał walnąć siebie łapą w czoło, a potem pacnąć siostrę, ale z już większą siłą.
— Nie o to mi chodziło, mówiąc, byś odnalazła obóz Dwunożnych. No nic. Zioła też się przydadzą. Zanieś je medykom. Ja poszukam kogoś innego do tej roboty.
— Kogoś innego? — prychnęła. — Gdybyś był bardziej rozgarnięty, sam byś raczył ruszyć swój święty tyłek! — burknęła, widząc jego niezadowolenie. Zamiast docenić jej starania, tylko narzekał, co było oburzające.

<Jastrząb?>

14 lutego 2022

Od Skalnego Szczytu CD. Brzasku(Pierwszego Brzasku)

W osłupieniu wpatrywała się w kocura. Księżyce, przez które go nie widziała, wydawały się wcale go nie zmienić. Wciąż tak samo niski, o burym, półdługim futrze, był tym samym osobnikiem, którego znała od czasów żłobka. Myśli podsuwały jej przeróżne wspomnienia związane z kocurem, chociażby to, jak będąc niewielką, czarną kulką, zablokowała mu wyjście z kociarni i szantażowała błahymi sprawami. Sama już nie wiedziała, czy miała ochotę się z tego śmiać, czy zalewała ją fala zażenowania własną głupotą. Niby mało kto w młodości wykazuje się rozsądnym sposobem myślenia, aczkolwiek ona nie lubiła przyznawać się do jakichkolwiek popełnionych błędów.
- Czy ja wiem? – zaczęła niemrawo. – Wina może być w każdym – stwierdziła, unosząc łapę i powoli opuszczając ją na ziemię, co pomogło jej skoncentrować się i skupić na dalszej wypowiedzi. – Nie wierzę po prostu, że widzę cię tu żywego, podczas gdy każdy był pewien, że umarłeś. Chciałam kiedyś wiedzieć, dlaczego postanowiłeś nagle zniknąć, ale w sumie sama nie wiem, czy mnie to w ogóle teraz obchodzi – rzekła oschlej, jakby nieświadomie chciała poruszyć jego sumienie. Tylko czy prawdziwej wojowniczce przystoi zgrywanie zranionej? Nie powinna obnosić się aż tak z uczuciami, a ostatnio miewała coraz efektywniejszy pokaz panującego w jej wnętrzu szału.
Wróbel jej nie odpowiadał. Przystało jej chrząknąć, czym zasugerowała, że zaraz dalej będzie prowadzić swój monolog. Z natury była gadatliwa, aczkolwiek w tym momencie czuła, jakby w gardle utknął jej jakiś kamyk, boleśnie raniąc jej przełyk i uniemożliwiając powiedzenie czegokolwiek, co powiedzieć by chciała.
- Sądzisz, że mnie o nic nie obwinia, skoro ją zabiłam? – zapytała cicho. – Masz rację. Ona miała mnie gdzieś – stwierdziła z żalem, który próbowała nieskutecznie zatuszować. – Ale mam to gdzieś. Niczego jej nie wybaczę, bo nie zasługuje na to. Tak samo jak nie zasługiwała na wiele innych rzeczy, ale nie będę o tym myśleć. Będę ją miała tam, gdzie ona miała mnie od zawsze – syknęła ostrzej, a łapy zadrżały jej z nerwów. Więcej mówiła, niż naprawdę robiła.
Cisza zmyliła ją. Uszy miał skierowane ku niej, więc niby jej słuchał, ale czy uważnie? Brak odpowiedzi był gorszy, niż gdyby raczył się w końcu odezwać. Przełknęła ślinę i zaczerpnęła głośno powietrza, bo ta rozmowa wpychała ją w bojowy nastrój.
- Jastrząb sam o siebie dba, jak zawsze zresztą – prychnęła. – Tej sieroty nigdy nie zostawię, w końcu to mój brat. Chociaż, bycie rodziną jest zabawnie skomplikowane, co nie? Wszyscy od siebie uciekają, mają się gdzieś, a jak przychodzi co do czego, to wtedy dopiero zgrywają zmartwionych – burknęła. – No ale cóż. Mnie to też nie obchodzi - powtórzyła się. Nie wiadomo, czy bardziej próbowała przekonać tymi słowami go czy siebie.
Skrzywiła się, dumnie patrząc w dal. Drzewa porastające ten teren wydawały jej się teraz najciekawszym punktem do obserwacji.

<Wujku?>

06 lutego 2022

Od Skalnego Szczytu CD. Mrocznej Łapy(Mrocznego Omenu)

Spokój jej brata był tym, co od zawsze potrafiło wyprowadzić ją z równowagi. Jak bardzo by nie starała się mu dopiec, tak ciągle pozostawał niewzruszony, przez co ona zawsze kończyła jako przegrana, przy próbach zdenerwowania go. Widziała momentami ten blask irytacji w jego pomarańczowych ślepiach, ale nigdy nie była to reakcja, jakiej najbardziej oczekiwała.
Chciała porządnego wybuchu i prezentacji wszystkich emocji, jakie w sobie krył. Niestety, nie mogła tego ujrzeć, bo jego chłodne oblicze było nie do przezwyciężenia. Nie zamierzała się jednak poddać, każdy ma w końcu jakiś słaby punkt, tylko w tym przypadku trzeba go lepiej poszukać.
Zaczerpnęła głośno powietrza, słysząc wypowiedź ucznia Jastrzębiej Gwiazdy. Brzmiał tak, jakby już wcześniej zaplanował, co powiedzieć. Skrzywiła się, spoglądając na niego z lekkim niesmakiem. 
- Oh, jesteś jedną z tych znalezionych dawno temu sierotek, prawda? - spytała, wciąż zbulwersowana po dyskusji z liderem. Stan napuszenia jej ogona wskazywał na poziom jej gniewu. - Nie, nie kłóciłam się z Jastrzębią Gwiazdą. Masz rodzeństwo, prawda? - spytała, na co van skinął głową. - No to powinieneś wiedzieć, jak trudno jest dogadać się z własnym bratem, a już w szczególności z takim, jak on - rzekła głosem przesyconym jadem.
- Czyli Jastrzębia Gwiazda to twój brat? - Podniósł na nią wzrok. Poczuła ulgę, że nie jest aż tak podobna do burego, skoro ich pokrewieństwo nie jest aż takie oczywiste. 
- No niestety tak - przyznała z niechęcią, wzdychając. - Rodziny się nie wybiera. A szkoda - mruknęła, myśląc ze złością o matce. Z jednej strony wciąż cieszyła się z jej śmierci, z drugiej wolałaby nie być tego sprawcą. Wciąż ją to przytłaczało, bo wiedza, że zrobiła dobrze, aż tak nie łagodziła wyrzutów sumienia.
Widziała już, że kocur uchyla pysk, by coś powiedzieć, ale nagle przyszedł jej do głowy pewien pomysł, przez co nie dała mu nawet dojść do słowa.
- Może chociaż mentorem jest lepszym niż bratem - rzuciła, patrząc z zainteresowaniem na jego reakcję. Jako, iż pysk vana na nic nie wskazywał, poczuła mocną irytację. Znalazła się kopia Jastrzębiej Gwiazdy, kolejny, u którego na mordce świeci się tylko obojętnością.
- Jest dobrym mentorem - odparł krótko, co jej nie usatysfakcjonowało.
- A jakieś szczegóły? - spytała. - Coś w ogóle z tobą ćwiczy sensownego? Wiesz, czasem się dziwię, że ktoś jego pokroju stanął na czele klanu. Jak był kociakiem, to zasługiwał na miano najbardziej leniwego kota, jakiego w życiu spotkałam. Naprawdę, jedynie siedział w kącie żłobka i tyle, zero z niego pożytku było, bo nic nie robił - miauknęła, licząc, że jej wypowiedź obudzi w nim chęć do podzielenia się opisem przebiegów treningów z Jastrzębiem. Gdyby niebieskooki raczył powiedzieć o czymś więcej, mogłaby dowiedzieć się o jakiś dodatkowych, nieznanych jej dotychczas, mrocznych sekretach burasa. Dzięki temu miałaby potem tematy do dręczenia go i w końcu może zaprezentowałby pokaz drzemiących w nim emocji.

<Mroczny?>

02 lutego 2022

Od Skalnego Szczytu CD. Kamiennej Agonii

Tego dnia była nadzwyczajnie znudzona. Bezchmurne niebo pozwalało słońcu na dostarczenie ziemi większej ilości ciepła, przez co kotce przyszło narzekać na jej długie futro. Odkąd Jastrząb przyjął pozycję zastępcy, był strasznie zabiegany i miała mniej okazji do wprawiania go w stan irytacji. Teraz gdy został liderem, zdawał się już całkowicie niedostępny i choć denerwował ją w wielu kwestiach, tak zaczynała tęsknić za możliwością widoku jego skrzywionego pysku i złości, skrytej pod maską obojętności. A szczególnie wtedy, gdy to ona była przyczyną takiej reakcji.
Ostatecznie w formie rozrywki, jak i bycia przydatnym dla klanu, przeszła się na polowanie. Łapy same wiodły ją przed siebie, a ona pogrążona w swych myślach i planach na przyszłość, nie przykładała aż tak wielkiej wagi do otoczenia. Jedynie co jakiś czas nastawiało ucho na każdy odgłos, nawet ten najcichszy szmer pod krzakami, w nadziei, że dorwie sporych rozmiarów zwierzynę, która spełni rolę obfitego posiłku. Zmrużyła oczy i zaczerpnęła powietrza w płuca, czując intensywny zapach potencjalnej ofiary.
Bez namysłu pokierowała się ku granicy z Klanem Burzy, z czego sprawę o swym położeniu zdała sobie przy samym końcu ich terenu. Niespodziewanie niewielki królik wpadł jej niemal prosto pod łapy, a ona wykorzystała sytuację i zatopiła w jego karku kły. Stworzenie chwilę się szamotało. Gdy zamarło w bezruchu, usłyszała kolejny szmer, tym razem głośniejszy. Do jej nozdrzy doszła znajoma woń.
- Daj sobie spokój, Jastrząb.
Żeński głos. Od razu coś w niej drgnęło. Wyprostowała się i dopiero wtedy spostrzegła czarną wojowniczkę, z którą niegdyś wdała się w intensywną rozmowę na zgromadzeniu.
- Jastrząb? - powtórzyła Skała, patrząc na nią nieufnie. I nie chodziło o to, że obawiała się ataku ze strony burzaczki. Ciekawiło ją bardziej, dlaczego ta założyła, że spotka tu jej brata. Wysunęła się pewnie z cienia drzew i zatrzymała nieopodal zielonookiej, będącej w lekkim szoku. - Miło cię widzieć, Kamienna Agonio - zaczęła z pełną życzliwością w głosie. Była zadowolona, że zapamiętała jej imię. - Fakt, że spodziewałaś się tu zastać Jastrzębią Gwiazdę, jest dosyć interesujący - stwierdziła. - I mam nadzieję, że zaraz nie powiesz na swoje usprawiedliwienie, że pomyliłaś mnie z nim przez wygląd. Proszę cię, go prędzej można porównać do kłody albo drzewa, niż do kota, a tym bardziej mnie - rzuciła.
Krótkowłosa milczała przez chwilę, jakby zastanawiając się, jakim cudem dopuściła do tej sytuacji.
- Co cię to interesuje? - syknęła w końcu, na co Skalny Szczyt tylko cicho parsknęła. W tej reakcji nie było żadnej złośliwości, a jedynie rozbawienie.
- Bo jeśli przychodzisz tu, by wdać się z nim w walkę, to weź mu raz a porządnie skop dupę. Ma i tak te swoje pare liderskich żyć, nic mu się nie stanie, jak jedno straci - rzekła beztrosko. Miała nadzieję, że nie chodzi tu o żaden romans, bo zdążyła obdarzyć kotkę sympatią za mózg we właściwym miejscu. Jeśli jednak kręciłaby coś z burasem, to okazałaby się skończoną idiotką. Kto normalny by go chciał?
- Widzę, że bardzo się lubicie - mruknęła od niechcenia Kamień. Kołyszący się na boki ogon dał Skale znak, by uważać, bo nie wiadomo, co może siedzieć w jej głowie. Jakby burzaczka na nią skoczyło, to chętnie wdałaby się w walkę. Wydawała się całkiem umięśniona, więc nie był to raczej typ wojownika, który większość czasu z okresu bycia uczniem przeleżał bezczynnie w legowisku. Pracowitość była według ciemnookiej najważniejsza i bardzo chętnie przetestowałaby siłę czarnej.
- Oj tak, Jastrząb wydaje się silny, ale to taka zwykła sierota. Zauważyłaś, że ma z jednej strony pyska naderwaną wargę? Cienias dał się zbić jakimś wojownikom, jak był jeszcze uczniem. Potem głupi wstydził się i krył to przed każdym, a jednak proszę, i tak to zobaczyłam - miauknęła z satysfakcją w głosie. - Serio, jeśli przyszłaś tu z nadzieją, że go po prostu zobaczysz, to błagam. Szanuj się - mruknęła. - Nie ma nawet na co patrzeć, prędzej oślepłabyś od takiego gapienia się.
Brązowooka była w swoim żywiole, kiedy mogła rozgadać się na tak błahy temat i to jeszcze dotyczący tego konkretnego burasa. A że w klanie wolała nie siać aż tak negatywnej opinii o swoim bracie, to Kamienna Agonia wydawała się spaść jej z nieba. Mogła komuś ponarzekać. Chociaż dawno się nie widziały, to Skała miała wciąż na uwadze negatywne i wrogie nastawienie burzaczki, więc w oczekiwaniu na dalszy rozwój dyskusji, stała w pozycji, z której najłatwiej byłoby jej się obronić przed niespodziewanym atakiem.

<Kamień? >

23 stycznia 2022

Od Skalnego Szczytu

Odkąd użądliła ją pszczoła, ani razu nie zjawiła się w legowisku medyków. Była zbyt dumna, by przyjść z oświadczeniem, że taka wspaniała wojownicza jak ona dała się pokonać zwykłemu robakowi. Chociaż od samego początku bolała ją łapa, w którą trafiła ją ta mała bestia, to starała się ignorować cierpienie, wmawiając sobie, że co jej nie zabije, to ją tylko wzmocni.
Po księżycu od tamtego zdarzenia zaczęła jednak czuć się znacznie gorzej. Próbowała sprawiać wrażenie jak najbardziej zdrowej, jednocześnie zdając sobie sprawę, że coś wyniszcza ją od środka. W przeciągu ostatnich dni nie wytrzymała i poddała się, zawiedziona własnym postępowaniem. Była zbyt niezadowolona ze swoich polowań, bo przez zmęczenie stała się mało efektywna i przynosiła coraz to mniej piszczek z patroli. Gdyby jej brat się o tym dowiedział, zacząłby coś podejrzewać i wyśmiałby ją za słabość. A na taki wstyd gotowa nie była.
Zaszła tam, gdzie bardzo znaleźć się nie chciała. Z trudem postawiła przednią kończynę w progu legowiska uzdrowicieli. Od razu uderzył w nią smród roślin i innych ziółek, które tolerowała jedynie za właściwości, bo zapach pozostawiał wiele do życzenia.
Była zdziwiona obecnym tu tłumem. Czyżby nie tylko ona czekała do ostatniej chwili?
- Nie mów, że ty też - warkot Potrójnego Kroku doszedł do jej uszu, chociaż stała daleko od kocura. - Na Klan Gwiazd, głowa mnie przez was boli! Zamiast przyjść od razu wtedy, gdy dzieje się coś nie tak, to wezmą się umówią na jeden termin i przepychają się, bo co drugi to ważniejszy i bardziej umierający! - dodał markotnie, a ogon drżał mu z irytacji. Podszedł do stosu medykamentów i zjadł roślinę, która Skale przypominała stokrotkę.
Czarna powstrzymała się od komentarza, bo jeszcze nieświadomie obraziłaby trójłapego, a ten urażony wygoniłby ją stąd i zmarłaby na środku obozowiska.
Usiadła z boku, obserwując całe zamieszanie i czekając na swoją kolej. W pierwszej chwili jej wzrok powędrował do Rozkwitającego Pąku, która rozmawiała z Deszczową Chmurą o przyjmowaniu odpowiedniej ilości płynów, by jej organizm znowu nie uległ odwodnieniu. Niebieska pokiwała głową i wyszła, nie chcąc najprawdopodobniej blokować miejsca.
Lulkowy Korzeń leżał nieopodal ze zwichniętym ogonem, do którego przywiązany pajęczynami był patyk. Nieopodal niego siedziała Nocna Łapa, z popękanymi poduszkami, oraz Szron, który krzywił się, aczkolwiek czarnej udało się usłyszeć, że czuje się już lepiej, pomimo bólów brzucha i dręczącego go kaszlu.
- Skalny Szczycie! - Brązowooka skierowała swój wzrok w kierunku jej byłej uczennicy, Sennego Pysku. Młodsza zmierzała w jej stronę. - Co ty tu robisz?
- Powiedzmy, że nie miałam ostatnio szczęścia - mruknęła, nie chcąc przyznawać się do osłabienia z powodu głupiej pszczoły. - A ty?
- Potrójny Krok twierdzi, że byłam w naprawdę kiepskim stanie i chyba miałam halucynacje, czy coś takiego - przyznała. - Ale już mi się polepsza, najgorsze mam za sobą - dodała.
Czarna pokiwała głową, ale nie powiedziała nic więcej. Nadeszła w końcu jej pora i niechętnie przyznała się liliowemu medykowi, od czego pochodzi jej osłabienie. Ponarzekał chwilę, że powinna dużo wcześniej zjawić się u nich, bo jeszcze chwila, a nie byłoby czego ratować.
Po opatrzeniu jej łapy i zażyciu odpowiednich medykamentów znowu przystanęła z boku, by jej organizm spokojnie przetrawił leki. W legowisku pojawiła się jeszcze Mała Łapa, u której zauważono oparzenie słoneczne. Okazało się, że i Ośnieżona Łapa nie miała się najlepiej. Prawdopodobnie i na nią źle zadziałały wysokie temperatury.
Skalny Szczyt nie mogła dłużej słuchać o tych wszystkich chorobach i dolegliwościach. Kiedy pozwolono jej wyjść, nie zawahała się i niemalże stamtąd wybiegła. Czuła ulgę i miała nadzieję nie wracać tam zbyt szybko.

Wyleczeni: Potrójny Krok, Rozkwitający Pąk, Lulkowy Korzeń, Oszroniona Łapa, Nocna Łapa, Senna Łapa, Skalny Szczyt, Mała Łapa, Ośnieżona Łapa

28 grudnia 2021

Od Skalnego Szczytu CD. Brzasku

Rozkojarzenie towarzyszyło jej nieustanie od dnia, w którym własnymi łapami pozbawiła życia Kroczącej Gwiazdy. Uświadomiła sobie wtedy, jak bardzo zabijanie kotów nie leży w jej naturze. Uwielbiała walkę, kochała, gdy krew ciekła z ciał przeciwników i sklejała ich sierść, a ona mogła czuć dumę za dobrze zadany cios. Cieszył ją każdy zwycięski pojedynek, niezależnie, czy po drugiej stronie miała kota młodego i niedoświadczonego, czy też starca, znającego wszystkie możliwe strategie, ale już niedołężnego do bójki z kimś tak przepełnionym energią jak ona. Sprawiedliwość, choć ważna, łatwo była wypierana przez poczucie satysfakcji.
Chciała spojrzeć dziś tylko przelotnie na grób matki, by zrozumieć w końcu, że postąpiła dobrze, uśmiercając ją. Dokonała najlepszego wyboru, jaki się dało, bowiem to jej brat miał teraz władzę, a ona w spokoju mogła prowadzić swoje życie tak, jak chciała od pierwszych, samodzielnych kroków. Z jednej strony była w końcu wyswobodzona od stresu, iż każdy jej ruch będzie oceniany przez znienawidzoną rodzicielkę.
Tylko czego tak właściwie się bała?
Krocząca Gwiazda, Borsuczy Krok czy też inaczej jej matka, nigdy nie zwracała na nią uwagi. Skalny Szczyt stanowiła tylko jedną z dwóch kulek, które wypluła z siebie bura. Pech chciał, że czarna nie była tym lepszym dzieckiem, godnym uwagi rodzica. Nie miała w sobie nic wyjątkowego, ot, zwykły kociak ze standardowym marzeniem - być najlepszym.
Nie spodziewała się jednak, by widzieć teraz kogoś, kogo uważano powszechnie za martwego. Nie była nawet w stanie określić, czy Wróblowa Gwiazda się zmienił. Jego obraz już dawno rozmazał się z tyłu jej głowy i choć pamięć o kocurze nie zginęła, tak nie potrafiła ocenić, jak wiele ma z nim aktualnie wspólnego.
A teraz przyszedł tu. Słowa, które padły z jego pyska, były niczym ostre pazury ogromnej bestii, tnące jej serce na wskroś. Momentalnie otoczenie wydawało jej się większe, a ona zdawała się być drobnym punkcikiem w tym całym świecie, w którym nie potrafiła się już odnaleźć.
Pytanie zadane przez niebieskookiego uderzyło w nią, niczym cios zadany prosto w pysk. Zmrużyła ślepia, próbując wyostrzyć wzrok na stojącym w oddale drzewie, byleby uniknąć kontaktu wzrokowego z wujkiem.
- Chyba moja odpowiedź nie będzie dla ciebie niczym miłym - rozpoczęła, hamując drżenie ciała. Nie mogła okazać tej słabości. Nie widzieli się tak długo, powinna pokazać mu, jak silną i zaradną jest teraz kotką. W końcu nawet on poświęcił jej więcej uwagi niż własna matka.
- Chcę usłyszeć tylko i wyłącznie prawdę. Proszę, nie szukaj drogi okrężnej w słowach, jestem gotów pogodzić się ze wszystkim, co tylko powiesz - rzekł, uśmiechając się do niej kojąco.
Skrzywiła się i kopnęła łapą grudkę śniegu. Pociemniało jej przed oczami, a w uszach zaświszczało. Była nagle wrogiem dla własnego ciała, czuła się w nim obco, a język nie chciał jej słuchać. Drgnęła.
- Pierwotnie ją wybrała, ale ta odmówiła. Zastępcą został Jastrzębi Cień - westchnęła z żalem, na myśl o własnym bracie. - Jest chyba jednak coś jeszcze, o czym mogę powiedzieć. Krocząca Gwiazda zabiła Jastrzębi Podmuch - rzekła to z niespodziewanym spokojem. - Zabiła ją w pojedynku, o który Jastrząb sama prosiła. A może i żądała? Nigdy nie widziałam u niej takiej zaciekłości - przyznała ostrożnie. - Ale zabiła ją. Mimo wszystko nie była dobrym liderem, więc klanowi nie spodobały się jej poczynania. Nie były nigdy razem, jeśli jest to dla ciebie też ważna informacja. Beznadziejnie władała klanem, tak naprawdę mój brat robił wszystko, a ona siedziała tylko w legowisku, gnijąc niczym nieświeża piszczka. Tak naprawdę zginęła zaraz po Jastrzębim Podmuchu. Ktoś inny wyzwał ją na pojedynek, korzystając z jej osłabienia i cóż. Odniósł sukces - skwitowała, wciąż nie mając odwagi spojrzeć na Wróbla.
Milczeli tak chwilę i pewnie cisza trwałaby w nieskończoność, gdyby nie poczuła żalu i poczucia winy, osiadającego się na jej sercu. Niemalże ciężar ten ciągnął ją ku ziemi. Musiała się wyżalić. Nie miała siły trzymać tego w sobie. Zaczerpnęła głośno powietrza, uchyliła pysk i wyrzuciła drżąco:
- I to ja ją zabiłam.

<Brzask?>

27 grudnia 2021

Od Skalnego Szczytu CD. Jastrzębiej Gwiazdy

- Jak zwykle radosna i pełna życia - odpowiedział na jej marudzenie. - Ale jak już tu jesteś, to możesz mi zdać raport. Czy stosy zniknęły? - spytał spokojnie, spoglądając na resztę obozu.
Już na sam początek dał jej powód do bulwersu. Jego pysk może i nie wykazywał zbyt wielu emocji, ale dostrzegła w tych pustych ślepiach lekką kpinę. Sierść zjeżyła się jej na grzbiecie, a gardło mimowolnie opuścił niekontrolowany warkot.
- Biedny z ciebie lider. Taki zajęty i ślepy, że nie ma czasu przejść się na przegląd terenów - przyznała z udawanym żalem i obeszła go dookoła. Zaciągnęła się zapachem tkwiącym na jego ciele. Od razu we wspomnieniach odtworzyła obraz matki, na co tylko bardziej się napuszyła.
Albo była przeczulona, albo z legowiska Jastrzębia wciąż nie ulotniła się woń jego poprzedniczki. Zirytowała się na tyle, iż poczuła spięcie swych wszystkich mięśni.
- Pytam cię grzecznie, więc po co w tobie tyle złości, siostrzyczko? - mruknął, przekrzywiając głowę. - Czasem bardzo cię nie rozumiem - dodał, z głosem przesyconym sztucznym smutkiem.
- Z wzajemnością. Jakbyśmy mieli dwie różne matki. A wiesz co? - urwała, by nadać tej chwili milczenia dramatyczności. - Szkoda, że tak nie jest - wypaliła.
Bury spojrzał na nią znużony, ale nie powiedział nic, tylko cierpliwie wpatrywał się w oczekiwaniu na jej odpowiedź. Załapała to dopiero po kilku dłuższych króliczych oddechach.
- No dobrze, mój ukochany braciszku. - Uśmiechnęła się złośliwie. - Jest pięknie. Twoja wspaniała potęga dowodzenia klanem sprawiła, że w lesie nie ma żadnych martwych piszczek, stanowiących dla nas zagrożenie. Wspaniale, czyż nie? A to wszystko tylko i wyłącznie zasługa najwspanialszego pod słońcem kocura. Ciebie - doprecyzowała, trącając go w bok.
- Widzę, że przeszły ci smutki po utracie ukochanej - mruknął, a ona spięła się, wiedząc, o kim mówi.
- Nic poważnego między nami nie było, mówiłam ci - syknęła na myśl o Płonącej Waśni. - Zresztą, przyznałam się do ulotnej chwili słabości z mojej strony. Zakochałam się, ale ja przynajmniej nie wykraczałam uczuciami poza Klan Wilka. Jak tam twoje burzaki, ilu już ich uzbierałeś? - palnęła. - A tę czarną sobie daruj, jest zdecydowanie ponad ciebie.
- Ja ni...
- Ciii, Jastrzębia Gwiazdo, nie męcz swojego szlachetnego języka na dyskusję ze mną. Odpoczywaj sobie, a ja z miłą chęcią poczekam, aż i ty ujawnisz swoje wady. Ale nie tylko mi. Pochwal się całemu klanu - mruknęła, pacając go ogonem w pysk i odchodząc z dumnie wyprostowaną posturą.
Ostatnio może i była trochę płaczliwa i zachowywała się jak sierota, a nawet i gorzej, ale już zniosła wszelkie melancholie. Ledwo co narodzone kocię było od niej rozsądniejsze. Mimo to nie zamierzała pozwolić, by ten stan kiedykolwiek do niej wrócił. Będzie twarda. Silna jak skała, którą była. 

***

Wszechobecny chaos rozszedł się wśród wojowników, kiedy doszło do informacji o śmierci Dębowej Piersi. Skalny Szczyt lekko się tym przejęła, bowiem to właśnie ten kocur był pierwszym, który wsparł ją po zabójstwie własnej matki. A w dodatku bywał tak głupiutki, że nie dało się go nie lubić.
Po wszystkich oskarżeniach i przedstawieniu na środku obozu, przeniosła wzrok na Jastrzębią Gwiazdę. Chcąc nie chcąc musiała przyznać, że jej brat nie radził sobie najgorzej, choć miała wiele uwag do jego sposobu panowania. Czasami wydawało jej się, że specjalnie wcisnął jej do wytrenowania kolejnego ucznia, byleby nie kręciła się przy nim i nie marudziła.
Długo czekała, nim zastała go samotnie kroczącego obok własnego legowiska.
- A co ty tak tuptasz w miejscu? - rzuciła, zbliżając się ku nie mu. - No nie powiesz chyba, że zaraziłeś się ode mnie. Czyżbyś w końcu znalazł w sobie jakieś pokłady energii? Ciekawe, nawet pod twoją władzą giną niewinne koty - stwierdziła oskarżycielsko, by choć trochę wzbudzić w nim irytację. - Chyba ktoś tu się nie stara...

<Jastrząb?>

28 listopada 2021

Od Skalnego Szczytu CD. Śnieżynki(Ośnieżonej Łapy)

Była ostatnimi czasy zagubiona w życiu. Czuła się obco we własnym ciele, widząc co rusz krew zdobiącą jej łapy. Szukała ucieczki od bezsensownych wyrzutów sumienia, dręczących ją każdej nocy. Czyżby nie nadawała się do zabijania, jeśli dalej roztrząsa zabicie kogoś, kto na śmierć jak najbardziej zasługiwał?
Wszystko na to wskazywało, skoro każdego ranka budziła się zdyszana, zamęczona koszmarami i okropnym bólem w skroni, który starała się ignorować. Nie mogła się nad sobą użalać, w klanie było dużo do roboty, a jeśli poświęci się w pełni pracy, nie będzie miała wolnej chwili, by myśleć o przeszłości. I tak nie cofnęłaby swojego czynu, więc pora zebrać swoje siły i stać się przydatnym.
Patrole miała już za sobą, więc przyszło jej donieść karmicielkom pożywienie. Złapała ze dwie większe piszczki ze stosu, po czym zaciągnęła je ku kociarni, podsuwając je dorosłym kotkom, niemalże pod sam pysk.
Następnie przysiadła przy Świetlistej Duszy, spytać na chwilę, jak się trzyma. Była to jej pierwsza i jedyna uczennica, więc zawsze będzie bliska sercu Skały. Czarna starała się dbać o dobre stosunki z każdym, aczkolwiek z niektórymi było to o wiele łatwiejsze. Świetnym przykładem była biała, z którą od samego początku złapała dobry kontakt i do dziś mogła mówić o niej jak o lepszej znajomej.
Zastrzygła uszami, słysząc niespodziewane poruszenie ze strony pociech Skrzącej Nadziei. Zawieruszenie wywołane sprawą upaprania się jednej z niedorajd ptasimi odchodami. Brzmiały na przejęte, jakby co najmniej takie zabrudzenie mogło spowodować śmierć kogokolwiek.
- Ona może! – To jedyne, co Skalny Szczyt usłyszała, gdy płowe kocię wskazało na nią łapą i z wyrzutem spojrzało na swą matkę. Czarna zmarszczyła brwi i spojrzała pytająco na Światełko, a ta tylko wzruszyła ramionami i niemalże bezgłośnie wyszeptała „Takie są dzieci”.
- Nie obchodzi mnie co ona może - odcięła się swojemu potomstwu Skrząca - tylko to, czego ty nie możesz.
Skała powstrzymała się od parsknięcia śmiechem. Zabawna konwersacja między kochającą się rodziną, szkoda, że ona nie zaznała takiej łaski. Przez surowe wychowanie nie czuła się ani trochę silniejsza, wszystko, co osiągnęła, zawdzięczała samej sobie i kotom spoza rodziny, które ją chociaż czegokolwiek nauczyły. Mentorka, znajomi…
Było ich tak wielu. Ale nigdy nie matka.
- A dlaczego ja niby nie mogę? – kontynuowało kocię, dalej wpatrując się wyczekująco w karmicielkę.
- Bo jesteś za mała i tak zresztą nie wypada, niezależnie od wieku. Świadczy to raczej o braku kultury, a nie czyni cię fajną – stwierdziła, patrząc z lekkim niedowierzaniem na koteczkę z plamą na futrze po kupie ptaka. – Chodź Sen, tu cię nie wyczyszczę. Ty za to Śnieżynko… - zaczęła, ale zaraz urwała, jakby nie wiedząc, co zrobić z drugim dzieckiem.
Czarna nastawiła ucho i zmrużyła oczy. Z młodym pokoleniem też warto zadbać o jakieś sensowne relacje.
- Przecież możesz ją tu zostawić – odezwała się. – Jestem tu ja, jest Świetlista Dusza, więc nic się jej nie stanie – dodała, puszczając do małej oczko.
Skierka nie wydawała się przekonana, ale w końcu uległa, ciągnąc na zewnątrz Sen i cicho mamrocząc na zaistniały problem.
- A więc… Śnieżynka, tak? – zagadnęła Skała, spoglądając na płowe kocię. – Jak tam twoje plany na przyszłość? Trenujesz już, by być silną wojowniczką?


<Śnieżynko?>

14 listopada 2021

Od Skalnego Szczytu CD. Jastrzębiego Podmuchu

Niebieska brzmiała niczym opętana. Weszła w trans, zawzięcie ciągnąc swój monolog, chociaż Skała starała się jej przerwać i uspokoić ją, nim ta w pełni się nakręci. Nie szło to oczywiście w dobrym kierunku, bo Jastrzębi Podmuch wydawała się być już w całkowicie innym świecie.
W zielonych ślepiach tliły się tańczące iskierki, pełne woli walki. Z pyska wydobywał się ciężki oddech, a czarna jedyne co mogła, to obserwować, jak starsza wojowniczka zatraca się w swej fantazji. Słowa padające z jej pyska brzmiały niczym przepowiednia końca świata. Wibrysy zdawały się drżeć w rytm bicia serca.
Zapowiadało się na dłuższe słuchanie, ale niespodziewanie kocica urwała, a wyraz jej pyska uległ nagłej zmianie, jakby chęć podzielenia się osobistymi przemyśleniami nagle wyparowała.
- Zapomnij o wszystkim.
Tylko tyle raczyła powiedzieć po swym dzikim napadzie. Odwróciła się i ruszyła w stronę obozu, nie racząc nawet zaczekać na towarzyszkę patrolu. Szła szybko, ale nie tak, jakby uciekała, a po prostu się gdzieś spieszyła.
- Jastrzębi Podmuchu! – krzyknęła w ślad za nią czarna, ale ta nie odpowiedziała. Dalej, niczym w transie, podążała ku znanemu tylko jej celu. Była głucha na wołanie, po prostu odeszła.
Skała zareagowała tak, jak miała w zwyczaju. Bezmyślnie rzuciła się za niebieską, nie wiedząc nawet, jak zachęcić ją do jakiejkolwiek rozmowy.
- Naprawdę, możemy jeszcze porozmawiać o tym, co cię męczy. Jestem w stanie cię wysłu…
- Zapomnij – przerwała jej starsza. – Po prostu zapomnij. Jestem zajęta. Mało kto dba w tym klanie o więzi z przodkami, a już z pewnością nie ona – wycedziła, spoglądając zaraz po wejściu do obozu na legowisko liderki. Na jej pysku malowało się obrzydzenie, a głos wręcz miała przesycony jadem. – Muszę to nadrobić. Klan Gwiazd nigdy nas nie zostawi, jeśli odpowiednio zadbamy o kontakt z nimi – dodała, odrobinę spokojniej niż wcześniej.
- Nie mogę tak po prostu zapomnieć – burknęła czarna, ale jej rozmówczyni zniknęła już w wejściu do leża medyków. Potraktowała Skalny Szczyt tak, jakby jej tu w ogóle tu nie było.
Brązowooka stała chwilę w osłupieniu, nim ożywiła się i zdała sobie sprawę ze swojego położenia. Nie miała teraz czasu nad rozwodzeniem się nad dziwnym zachowaniem zielonookiej. Patrol się zakończył, a czarna miała inne rzeczy do załatwienia. Skoro starsza miała ja gdzieś, to i ona nie będzie się nią interesować.

***

Rzuciła kępka kwiatków na grób Jastrzębiego Podmuchu. Płatki rośliny miały niebieską barwę, która tak bardzo kojarzyła jej się ze zmarłą kotką. Minęło już trochę dni od jej śmierci, ale pamięć o niej jeszcze nie przepadła.
Czarna przysiadła, spoglądając na uklepaną przez łapy ziemię, pod którą znajdowało się ciało. Kto by przypuszczał, że tamto zdarzenie będzie tak bardzo obfite w skutkach? Śmierć Kroczącej Gwiazdy była dla nich błogosławieństwem, chociaż Skalny Szczyt wciąż nie była pewna, czy dobrze zrobiła, stając się morderczynią własnej matki.
Teraz przynajmniej jej brat u władzy jakkolwiek dbał o porządek w klanie i nawet, jeśli miała do niego mieszane uczucia, był teraz ich najlepszą opcją.
Przynajmniej ta zaznała szczęścia, trafiając do miejsca, do którego przez całe życie zmierzała. Skalny Szczyt po prostu była pewna, że Jastrząb siedzi teraz wśród przodków w Klanie Gwiazd.
Wciągnęła powietrze i pochyliła z pokorą głowę, po raz ostatni żegnając się z niebieską wojowniczką.

30 października 2021

Od Skalnego Szczytu CD. Mleczowego Pyłu

Spoglądała na ceremonię mianowanie z obrzydzeniem na pysku. Nie, żeby nie była dumna z kolegi, który w końcu zakończył swój trening i miał zostać pełnoprawnym wojownikiem. Po prostu absurdem w jej opinii była liderka.
Krocząca Gwiazda wcale nie pasowała do tej sceny. Pusty wyraz pyska nie wykazywał ani odrobiny zadowolenia. Ponurym wzrokiem mierzyła otoczenie, jakby stanie na czele klanu było dla niej największą karą, jaka mogła ją spotkać. Wyglądała tak mizernie i źle, że Skała w duchu liczyła na niespodziewany piorun z nieba, mogący zakończyć jej żywot.
Potrząsnęła głową. Nie można tak źle myśleć o innych, nawet jeśli byli w jej mniemaniu potworami pokroju Borsuk. Przetarła łapą pysk, by pozbyć się swędzącego uczucia z nosa. Usłyszała kroki i momentalnie podniosła wzrok na zbliżającego się Mlecza. Zmieniła swoje negatywne nastawienie i pogratulowała mu, bo w końcu był to dla niego wielki dzień i nie powinna go teraz psuć.
Wiedziała, że będzie odbywał obowiązkowe czuwanie. Wspomnienia własnego dnia ceremonii mignęły jej z tyłu głowy. Pechowym trafem była mianowana wraz z bratem, nad czym bardzo ubolewała aż po dzień dzisiejszy, bo chciała być od niego lepsza, ale ich wujek zadecydował inaczej.
- Powodzenia – odezwała się w końcu, wstając i odchodząc z uśmiechem na pysku. Z optymistycznym sposobem myślenia żyje się znacznie lepiej.

***

Nowa pora roku prócz upałów i nadmiaru chmur na niebie, przyniosła ze sobą wiele chorób. Spora część klanu wydawała się funkcjonować nie do końca prawidłowo, patrząc na ich ciągłe zmęczenie i pokaszliwania. W powietrzu dało się wyczuć nieprzyjemny zapach stęchlizny, co Skała starała się ignorować, bo mieli wystarczająco wiele problemów ostatnimi czasy.
Sama nie czuła się najlepiej. Łapy miała miękkie, ledwo się na nich utrzymywała, kiedy próbowała, chociażby wyjść z legowiska. Ciągle chciało jej się spać, a klejące się do snu powieki nie ułatwiały polowań. Ziewała, szybko się męczyła i przez większość czasu bezczynnie siedziała w miejscu.
Zgrywała silną, dopóki nie zdała sobie sprawy, że w takim tempie pozbawi siebie życia. Brat będzie się z niej śmiał za brak rozwagi, więc chcąc nie chcąc – musiała iść do medyków.
Powłóczyła łapami do ich legowiska, gdzie z oddali widziała już kręcącego się trójłapego kocura, marudzącego na problemy ich klanu. Wsunęła się do środka i przeżyła lekki szok, widząc Jastrzębia. Najwyraźniej i dla niego to nie był szczęśliwy czas, bo w łapie miał kolca, z którym wyjęciem nie było większego problemu. Powstrzymała się od komentarza na temat tego, jak bardzo musi być ślepy, by nie zauważyć na swej drodze ostrej przeszkody.
Spojrzała na niego, ale zignorował ją, choć pewnie również był zaciekawionym tym, co jej dolegało, skoro raczyła przytaskać tu swój zadek. Momentalnie powstrzymała się od ziewnięcia, bo jej problemy to w końcu jej sprawa.
W kącie widziała dwóch uczniów, Motylą i Liściastą Łapę. Zajmujący się nimi Deszczowa Chmura, kręcił się przy stosiku z ziołami. Koteczce prawdopodobnie dolegało to samo co Skale, by wyglądała na wypłukaną z energii życiowych. Za to drugi osobnik został użądlony, ale ze spokojem czekał na pomoc od uzdrowicieli, wyciągając przed siebie napuchniętą część ciała.
Czarna miała mieszane uczucia co do dzieciaków Dymnego Nieba. W końcu był to brat najwspanialszej istoty, jaką widział ten las – Płonącej Waśni. Malce miały szczęście, przez wzgląd na to pokrewieństwo. Motylek nawet była trochę podobna do swojej ciotki, chociaż według Skalnego Szczytu, nikt nie był w posiadaniu tak pięknego ubarwienia futra, jakie miała Płomień.
Otrząsnęła się, gdy Potrójny Krok podszedł do niej z marudnym wyrazem na pysku. Od razu zrelacjonowała swoje problemy, a liliowy z westchnięciem poszedł po niezbędne medykamenty i wcisnął jej to, co trzeba, zalecając większą dbałość o swoje zdrowie, bo potem przez takich jak ona ma masę roboty.
Nie skomentowała tego, tylko podziękowała mu za pomoc i już miała wyjść, kiedy w przejściu zjawił się Mleczowy Pył. Również nie wyglądał najlepiej, patrząc na jego zmęczenie w oczach.
- A tobie co? – zagadnęła, bez żadnego powitania.
- Sam nie wiem – westchnął, mijając ją, a z głębi legowiska dało się usłyszeć markotne pojękiwanie starszego medyka. Nie było problemy z diagnozą odwodnienia, więc Potrójny Krok od razu wiedział, co robić.
Skała postanowiła z boku poczekać na przyjaciela, patrząc na pracę uzdrowicieli.
Szanowała trud, jaki wkładali w swoją robotę, ale sama nie wyobrażała sobie tkwić tu przez większość dnia. O wiele przyjemniej było biegać po trawie i czuć przyjemny powiew wiatru w futrze, niż robić to, co robili oni.
Wyszła w końcu, bo zaczynało jej się za bardzo nudzić. Spojrzała na miejsce, w którym niedawno doszło do tylu tragedii. Najpierw występek Jastrzębiego Podmuchu, jej śmierć i krótki triumf Kroczącej Gwiazdy. Trwało to zaledwie chwilę, bo zaraz po tym Skała rzuciła się na osłabioną matkę, ostatecznie pozbawiając jej życia.
Skrzywiła się, gdy znowu zalała ją fala zmartwień, a sumienie zaczęło odzywać się gdzieś z tyłu głowy. Powtarzała sobie, że zrobiła dobrze, ale nawet to nie było w stanie jej przekonać.
- Wszystko w porządku? – usłyszała głos liliowego kocura. – Wyglądasz niewesoło… - stwierdził niepewnie.
Westchnęła z jeszcze większym bólem, bo w końcu w tej akcji zginęła i jego rodzicielka. Różnica między nimi była taka, że niebieska naprawdę nie zasługiwała na zakończenie swojego żywota, a Borsuk już tak.
- Jasne, trochę się tylko zamyśliłam, bo wiesz, tylu chorych teraz. Nie jest to nic dobrego, to tak, jakby nasz cały klan był osłabiony – mruknęła, wzdychając. – Po prostu trochę słabo, że tak się dzieje – skończyła swoją wymówkę. Nie zamierzała poruszać przy nim tematu ostatnich zdarzeń, bo pewnie tęsknił za Jastrzębim Podmuchem i wspominanie o niej nie przyniosłoby niczego dobrego.

<Mleczowy Pyle?>

wyleczeni: Skalny Szczyt, Jastrzębia Gwiazda, Motyla Łapa, Liściasta Łapa, Mleczowy Pył