BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Wojna z Klanem Wilka i samotniczkami zakończyła się upokarzającą porażką. Klan Klifu stracił wielu wojowników – Miedziany Kieł, Jerzykową Werwę, Złotą Drogę oraz przywódczynię, Liściastą Gwiazdę. Nie obyło się również bez poważnych ran bitewnych, które odnieśli Źródlana Łuna, Promieniste Słońce i Jastrzębi Zew. Klan Wilka zajął teren Czarnych Gniazd i otaczającego je lasku, dołączając go do swojego terytorium. Klan Klifu z podkulonym ogonem wrócił do obozu, by pochować zmarłych, opatrzeć swoje rany i pogodzić się z gorzką świadomością zdrady – zarówno tej ze strony samotniczek, które obiecywały im sojusz, jak i członkini własnego Klanu, zabójczyni Zagubionego Obuwika i Melodyjnego Trelu, Zielonego Wzgórza. Klifiakom pozostaje czekać na decyzje ich nowego przywódcy, Judaszowcowej Gwiazdy. Kogo kocur mianuje swoim zastępcą? Co postanowi zrobić z Jagienką i Zielonym Wzgórzem, której bezpieczeństwa bez przerwy pilnuje Bożodrzewny Kaprys, gotowa rzucić się na każdego, kto podejdzie zbyt blisko?

W Klanie Nocy

Ostatni czas nie okazał się zbyt łaskawy dla Nocniaków. Poza nowo odkrytymi terenami, którym wielu pozwoliły zapomnieć nieco o krwawej wojnie z samotnikami, przodkowie nie pobłogosławili ich niemalże niczym więcej. Niedługo bowiem po zakończeniu eksploracji tajemniczego obszaru, doszło do tragedii — Mątwia Łapa, jedna z księżniczek, padła ofiarą morderstwa, którego sprawcy jak na razie nie odkryto. Pośmiertnie została odznaczona za swoje zasługi, otrzymując miano Mątwiego Marzenia. Nie złagodziło to jednak bólu jej bliskich po stracie młodej kotki. Nie mieli zresztą czasu uporać się z żałobą, bo zaledwie kilka wschodów słońca po tym przykrym wydarzeniu, doszło do prawdziwej katastrofy — powodzi. Dotąd zaufany żywioł odwrócił się przeciw Klanowi Nocy, porywając ze sobą życie i zdrowie niejednego kota, jakby odbierając zapłatę za księżyce swej dobroci, którą się z nimi dzielił. Po poległych pozostały jedynie szczątki i pojedyncze pamiątki, których nie zdołały porwać fale przed obniżeniem się poziomu wód, w konsekwencji czego następnego ranka udało się trafić na wiele przykrych znalezisk. Pomimo ciężkiej, ponurej atmosfery żałoby, wpływającej na niemalże wszystkich Nocniaków, normalne życie musiało dalej toczyć się swoim naturalnym rytmem.
Przeniesiono się więc do tymczasowego schronienia w lesie, gdzie uzupełniono zniszczone przez potop zapasy ziół oraz zwierzyny i zregenerowano siły. Następnie rozpoczęła się odbudowa poprzedniego obozu, która poszła dość sprawnie, dzięki ogromnemu zaangażowaniu i samozaparciu członków klanu — w pracach renowacyjnych pomagał bowiem niemalże każdy, od małego kocięcia aż po członków starszyzny. W konsekwencji tego, miejsce to podniosło się z ruin i wróciło do swojej dawnej świetności. Wciąż jednak pewne pozostałości katastrofy przypominają o niej Nocniakom, naruszając ich poczucie bezpieczeństwa. Zwłaszcza z krążącymi wśród kotów pogłoskami o tym, że powódź, która ich nawiedziła, nie była czymś przypadkowym — a zemstą rozchwianego żywiołu, mszczącego się na nich za śmierć członkini rodu. W obozie więc wciąż panuje niepokój, a nawet najmniejszy szmer sprawia, że każdy z wojowników machinalnie stroszy futro i wzmaga skupienie, obawiając się kolejnego zagrożenia.

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Dla owocniaków nadszedł trudny okres. Wszystko zaczęło się od śmierci wiekowej szamanki Świergot i jej partnerki, zastępczyni Gruszki. Za nią pociągnęły się śmierci liderki, rozpacz i tęsknota, które pociągnęła za sobą najmłodszą medyczkę, by skończyć na wybuchu epidemii zielonego kaszlu. Zmarło wiele kotów, jeszcze więcej wciąż walczy z chorobą, a pora nagich drzew tylko potęguje kryzys. Jeden z patroli miał niesamowite szczęście – natrafił na grupę wędrownych uzdrowicieli. Natychmiast wyraziła ona chęć pomocy. Derwisz, Jaskier i Jeżogłówka zostali tymczasowo przyjęci w progi Owocowego Lasu. Zamieszkują Upadłą Gwiazdę i dzielą się z tubylcami ziołami, pomocą, jak i również ciekawą wiedzą.

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Burzy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Klanie Klifu!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 7 grudnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

07 września 2022

Od Skalnego Szczytu

Dawno nie nawarczała się tyle, co przez ostatnie dni. Nie sądziła, że uczeń może przeróść mistrza i Mroczna Gwiazda okaże się znacznie gorszy od swojego poprzednika. Teraz zmieniła zdanie.
Był tyle samo wart, co Jastrząb.
Nic.
Siedzenie w starszyźnie upokarzało ją. Miała jeszcze dużo siły, a przy tym zdecydowanie była sprawniejsza od takiej Pokrzywowej Skóry, który był starszy, ale wciąż zachował status wojownika. Nie rozumiała, dlaczego ona akurat została odesłana na „zasłużony” odpoczynek, skoro powodowało to dla niej większą frustrację. Nie mogła latać po terenach, nie mogła tak naprawdę robić niczego, co kochała.
Ciężko jej było usnąć. Po całym dniu bulwersowania się na wszystko i wszystkich wcale nie dopadło jej zmęczenie. Wręcz przeciwnie. Była podburzona do tego, żeby wyjść stąd, znaleźć lidera i wygarnąć mu brak odpowiednich kompetencji w zarządzaniu klanem, skoro umieścił ją w tym miejscu. Chciała uzyskać jeszcze te kilka księżyców wolności, gdyż jej zdaniem, daleko jej wciąż było do bycia staruszką. Wciąż mogła przydać się klanowi, więc z własnej głupoty Mroczna Gwiazda pozbył się sprawnej wojowniczki do polowań.
Skryła pysk w łapach, próbując zasnąć. Przemyśli w nocy parę spraw, a z rana znajdzie tego zwyrola, co tu ją zamknął i przemówi mu do tego pustego łba. Nie zamierzała działać rozsądnie. Chciała dać upust emocjom, a wszelkie czekające na nią potencjalne kary miała głęboko gdzieś.
Trzepnęła po raz ostatni ogonem o ziemię, nim w końcu nie zamknęła porządnie oczu.
Sen zaprowadził ją do miejsca pełnego cieni. Polana była skąpana w półmroku, a niebo bezchmurne i bezgwiezdne, rozciągało się nad nią. Poczuła dziwne napięcie, jakby wcale nie była tu sama.
Zastygła w bezruchu, czując, jak ze strachu drętwieją ją kończyny. Ciemność wręcz sklejała jej powieki, a ona nie miała nic przeciwko zamknięciu ślepi i niepatrzeniu na to wszystko.
Koszmar. Miała zły sen, który ani trochę jej się nie podobał. A zapachy dochodzące do jej nozdrzy wydawały jej się tak realistyczny, że po jej ciele rozszedł się nieprzyjemny dreszcz. Zewsząd dało się wyczuć swąd śmierci.
Od głuchej ciszy wręcz świszczało jej w uszach.
— Beznadzieja — wymamrotała sama do siebie, aby podbudować się na duchu.
— Tak witasz się z braciszkiem? — wycharczał ktoś zza jej pleców, tak znany jej, a zarazem inny.
Skrzywiła się, słysząc to. Głos nie był taki sam, jak z jej wspomnień, tkwiło w nim o wiele więcej jadu.
W końcu spojrzała na niego, wbijając ze zdumienia pazury w ziemię. Dawno nie widziała niczego równie koszmarnego. Jego bure futro posklejane było od czerwonej mazi. Wyglądał niczym monstrum, poharatany na wszelkie możliwe sposoby.
— Osz Klanie Gwiazdy, co za brzydal — fuknęła, starając się uspokoić przyspieszony oddech. — W snach jesteś jeszcze paskudniejszy, niż byłeś w rzeczywistości — mruknęła niepewnie, bo coraz bardziej nie podobały jej się żarty jej mózgu. Nie to chciała ujrzeć, gdy poszła spać.
— A ty nadal masz cięty język. — Zwalił ją niespodziewanie z łap, kładąc na niej swój ogon, który we śnie ważył tonę, unieruchamiając kotkę w miejscu. Nachylił się nad jej głową, ignorując to, że krew z jego rany, kapała wprost na jej pysk. Nawet uśmiechnął się tak paskudnie, że zza życia nigdy go takiego przerażającego nie widziała.
— Naprawdę chcesz mi teraz podskakiwać mała mróweczko? — spytał.
Obrzydzenie wpłynęło na jej pysk. Nie podobało jej się to. Jej wyobrażenie brata powinno być znacznie bardziej... Spokojniejsze.
Próbowała go zignorować. Zaraz się obudzi i będzie mogła kpić z tego, jakie paskudne obrazy wytwarzała jej własna podświadomość.
Mimo to nacisk jego ogona nie pozwalał jej skupić się na zmrużeniu oczy i zaśnięciu. Przełknęła ślinę, próbując uderzyć go w pysk. Zamachnęła się z całych sił łapą. W końcu w snach mogła dzierżyć każdą siłą, prawda? Tu wszystko powinno działać na jej własnych zasadach.
Mimo to łapa przeszła przez pysk kocura, nie robiąc mu krzywdy. Wyszczerzył się mocniej, zaczynając się charcząco śmiać.
— Och, moja droga Skało. To ja kontroluje twój sen. Nie masz tu żadnej władzy. Nie obudzisz się, póki ze mną nie porozmawiasz — poinformował ze swobodą.
— Co proszę? — wykrztusiła z oburzeniem, zirytowana tym, że nie potrafiła skryć drżenia w głosie.
Tu było jak wtedy, gdy brat kazał jej dotknąć kamienia w obozie. Trafili rzekomo do Klanu Gwiazdy, ale wszystko tam wyglądało źle, a on nieustannie powtarzał o wieczności, którą zamierzał osiągnąć. Nie mogło mu się to jednak udać, ten tutaj nie mógł być jej bratem, a jedynie sennym wytworem jej umysły.
— Zdechłeś — rzekła w końcu. — Nie masz prawa tu być — dodała niepewnie.
— Mam prawo, właśnie mam. Umarłem, by zdobyć nieśmiertelność. Zawsze jestem przy tobie siostrzyczko, chociaż ty mnie nie widzisz. Jak ci się żyje w moim cudownym klanie? Widziałem, jak zmieniłaś lokum. Dobrze ci się odpoczywa na starość w ciepłym kącie? Opowiadasz już bajeczki kociętom? — zadrwił, ewidentnie czerpiąc satysfakcję z tej sceny.
Zastygła w bezruchu, przyglądając się z obrzydzeniem jego pyskowi. Cieknąca z niego krew powodowała w niej odruchy wymiotne, a jego dziwnie błyszczące ślepia wręcz przeszywały ją na wylot. Wiedział za dużo. Wiedział o wszystkim, o czym nie powinien wiedzieć.
Jego obietnice się najwyraźniej spełniły. Ten tutaj to naprawdę był jej brat.
— Nie powinno mnie tam być. To wina twojego durnego ucznia. Jest równie szurnięty co ty! — syknęła, gwałtownie próbując się zerwać do pionu, co nie wyszło jej. Kolejna salwa śmiechu opuściła jego pysk.
— Och, to nie jego wina. — Pochylił się nad nią bardziej, patrząc w jej oczy. — Tylko moja. Poprosiłem go, by dał ci wypocząć. Widziałem, jak sobie nie radzisz w klanie przez swój wiek.
Teraz to ją kompletnie zamurowało. Niedowierzanie na jej pysku przekształciło się w czystą wściekłość.
— Ty podła cholero — wycharczała cicho. — Jesteś zwykłą kanalią i szują! Zdechłeś, rozumiesz?! Nie ma cię! Daj mi spokój, radziłam sobie na starość lepiej, niż ty kiedykolwiek w swoim biernym życiu! Cały czas siedziałeś na tym tłustym dupsku w legowisku, dusząc się własnymi smrodami, zamiast zaczerpnąć świeżego powietrza. Zasługujesz tylko na to, by całkowicie zniknąć!
— Tak sądzisz, że siedziałem cały czas w legowisku? To najwidoczniej dobrze tobą zmanipulowałem, skoro nie dostrzegłaś drugiego dna. Ale inteligencja to ty nie grzeszyłaś. — Zaśmiał się ponownie. — Powiedz mi Skało. Czemu jestem duchem z Mrocznej Puszczy, skoro według ciebie, tylko się obijałem jako lider? Och i wybacz, ale nie spełnię twojej prośby. Ja nigdy nie zniknę. Nawet gdy sama odejdziesz... ja pozostanę zawsze żywy.
Wzmianka o Miejscu, Gdzie Brak Gwiazd, spowodowała w niej kolejny dreszcz. Wciąż jednak mało co rozumiała z jego słów. To wszystko brzmiało chaotycznie, bez żadnego ładu, a im więcej informacji jej dawał, tym bardziej gubiła się we własnych myślach.
— Byłeś co najwyżej sprytny, ale nie mądry — warknęła w odwecie. Nigdy nie potrafiła znieść tego, jak jej ubliżał, a szczególnie jej inteligencji. — Szemrane interesy to chodzenie na skróty. Szanujący się wojownik nigdy nie skończyłby w takim gównie — burknęła.
— To nie gówno, lecz siła. Pokazałem ci, jak Klan Gwiazd upadł. Są tak słabi, że nie dają już liderom żyć, nie wysyłają snów medykom. Mroczna Puszcza teraz rządzi tym światem, Skało. Lecz nie za to tu trafiłem. — Uśmiechnął się do niej szerzej. — Powiedzmy, że krew na moim pysku, nie należy do mnie. — Oblizał się.
— Psychol — wycedziła natychmiastowo, odruchowo zaczynając miotać łapami. — Odejdź! Daj mi do licha spokój, zasłużyłeś na śmierć, ale nie na to, by po niej... Żyć! — wykrzyknęła. Nie umiała określić stanu, w jakim go widzi. Ale nie podobało jej się to.
Jej łapy przechodziły przez jego ciało jak przez mgłę. Ona nadal jednak czuła jego ciężar, który nie pozwalał jej wstać. Był niczym duch, ale taki, który potrafił na nią oddziaływać. Ta bezsilność ją wykańczała.
— Śmierć to tylko początek do wiecznego życia. A ja się stęskniłem za tobą — zacharczał, wypluwając z pyska krew. — Nie wiesz, jakie to satysfakcjonujące oglądać twoją porażkę. Jak zjadasz swoją przyjaciółkę, nawet o tym nie wiedząc — zaśmiał się demonicznie.
— W życiu nie odniosłam porażki! — warknęła bez namysłu, a zaraz potem zastygła w bezruchu, spoglądając na niego z wahaniem. Przesłyszała się? Kolejny mętlik powstał jej w głowie. To zdanie nasuwało jej bardzo złe skojarzenia, wręcz nierealne do zaistnienia w klanie.
Pomarańczowe ślepia sprawiały wrażenie lodowatych, choć nie kryła się w nim ani krzta błękitu. Ogarnął ją lekki paraliż.
— Ptaki ani myszy to nie mój przyjaciele. A tym bardziej dzik! Swoją drogą, ty bardziej go przypominasz, jesteś ulany i brązowawy!
— Nie mogę być ulany, jestem duchem, nie mam cielesnej powłoki — wytknął jej to. Spojrzał na jej brzuch, masując go niczym powiew wiatru. Skrzywiła się na zimny, wręcz przeszywający podmuch. — Nie miałem tego na myśli, moja droga. Dobrze jednak wiedzieć, że ci smakowała. Taki tam macie głód... Aż żal, że nie mogłem tego doczekać i z wami się pobawić. Ale oglądanie tego jest równie satysfakcjonujące.
— O co ci znowu chodzi? — wykrztusiła, wyszczerzając zęby. — Przestań gadać zagadkowo, tylko powiedz wprost, co masz na myśli! — zażądała z bulwersem.
— Wybacz, Skało. Zawsze uważałaś się za tą mądrzejszą, więc rusz sama głową. Gdybym ci wszystko powiedział wprost, gdzie byłaby tu zabawa? — Przekrzywił łeb.
— Ty się nigdy nie potrafiłeś bawić — fuknęła oschle. — Więc nie gadaj teraz o takich sprawach, skoro dobrze widzę, że stroisz sobie ze mnie żarty. Jak mam domyśleć się, o czym mówisz, gdy brzmisz jak otępiały szaleniec? — burknęła.
— W każdym kocie jest nutka szaleństwa. Zabiłaś matkę, więc powinnaś to wiedzieć — wymruczał. Rana na jego szyi moczyła jej sierść, która powoli wyglądała, jakby dokonała tej zbrodni ponownie. — Och, mam inne pojęcie zabawy niż ty. Może dlatego tego nie zauważyłaś. — Pomiział ją pazurem po policzku. — Może do mnie trafisz... — mruknął niemrawo, jakby była to myśl, która sama wymknęła się na wierzch, a nie powinna. — A wtedy pobawimy się dłużej. Klan Gwiazdy nie lubi w swoim gronie morderców — zauważył.
Oczy pociemniały jej od stresu. Tak bardzo żałowała tego publicznie dokonanego zabójstwa. Nie myśląc, po prostu rzuciła się na Kroczącą Gwiazdę z nadzieją, że raz na zawsze pozbędzie się jej ze świata. Bura wyglądała wtedy na osłabioną, jakby jeden dotyk łapy mógłby ją zniszczyć. Jej zmęczenie po pierwszej walce okazało się dla Skały największym ułatwieniem, bo zaraz po tym starsza kotka padła martwa. Nikt nic nie mówił na ten temat. Za jej rodzicielką nie uroniła się ani jedna łza, po prostu była i zniknęła.
— Zrobiłam to dla dobra klanu. Gwiezdni za takie rzeczy nie każą — prychnęła, krzywiąc się na chłód przenikający jej ciało.
— Nic nie usprawiedliwia morderstwa. Zapamiętaj to Skało. Nic a nic. Odebrałaś życie własnej matce, która powołała cię na ten świat. Powinnaś przywyknąć do myśli, że niedługo do mnie trafisz — powtórzył to znienawidzone zdanie.
— Nigdy — burknęła w natychmiastowej odpowiedzi. — Powtórzę ci, że zrobiłam to dla dobra klanu! Chociaż szkoda, że koleiny lider okazał się walniętym psychopatą!
— Nasz klan rośnie dzięki takim kotom w siłę. Chciałem wielkości Wilczaków. Widziałaś rządy Małej Róży. Jak wszyscy nami gardzili. Cud, że nikt wtedy nie połasił się na atak. Nadchodzą zmiany, Skało. Czy ci się podoba, czy nie, nieważne czy rządzi psychopata, czy ktoś rozsądniejszy, liczy się tylko siła Klanu Wilka. Jednak ty... już tego nie doświadczysz. Starość nie radość siostrzyczko. Pewnie już łupie cię w kręgosłupie — zakpił.
— Za to ty musiałeś być cholernie słaby, skoro tej starości nie dotrwałeś — syknęła, coraz bardziej zestresowana tym wszystkim. Dlaczego nie mogła się po prostu obudzić i zapomnieć? — A teraz grzecznie wyjaśnij. O co ci chodzi z tą "przyjaciółką"?
Zaśmiał się na te słowa, zeskakując z jej brzucha.
— Pozwolę, byś sama znalazła odpowiedź na to pytanie — mruknął, odrywając się od powierzchni i lewitując nad kotką, z nieodgadnionym wyrazem pyska. — Już czas na pobudkę, Skało.
— Żadna pobudka! — wrzasnęła, choć momentalnie poczuła ból w głowie, a obraz przed oczami zaczął jej się rozmazywać. — Jastrząb! Przestań odwalać swoje durne gierki i tłumacz, o co ci chodzi! — syknęła.
Usłyszała jeszcze tylko jego demoniczny śmiech, kiedy wracała do rzeczywistości. Obijał się w jej głowie niczym echo, nie dając o sobie zapomnieć. Powoli senna mara zaczynała ścierać jej się z obrazem wnętrza legowiska starszyzny.
Przez dłuższą chwilę gapiła się otępiale w przejście. Zewsząd otaczała ją ciemność i była pewna, że chwila moment, a z mroku wyłoni jej się pysk Jastrzębia. Umazanego we krwi niewiadomego pochodzenia, którego słowa o zjadaniu przyjaciółki powracały nieustannie do jej głowy, z każdym razem nabierając coraz mroczniejszego tonu. Wstrząsnęło nią. To nie był zwykły sen, jej brat nawiedził ją z Mrocznej Puszczy.
Zadrżała, czując, jak jej oddech momentalnie przyspiesza. To nie miało prawa bytu, nic z tego, co prawił, nie miało sensu. Próbowała rozgryźć jego słowa. Jej przyjaciele to inni wojownicy. Ale czemu mieliby jej smakować? Jedyne co jadała, to tkwiące na stosie mięso z dzika. A dzik to żadna znajomość. Przełknęła ślinę.
To brzmiało tak, jakby… Jakby zjadła kota.
Momentalnie poprzedni posiłek podszedł jej do gardła. Jastrzębia tu nie było, nie mógł nic wiedzieć. Co prawda z jego słów wynikało, że w jakiś sposób kontaktował się z Mroczną Gwiazdą, ale dalej całość brzmiała dla niej zbyt abstrakcyjnie.
Skuliła się, patrząc ze strachem na ziemię. Nic jej się nie zgadzało, albo po prostu brzmiało to zbyt strasznie, by mogła się z tym ot tak pogodzić. Nie chciała nawet o tym myśleć, ale im dłużej analizowała ostatnią sytuację w klanie i im więcej analizowała, tym większego sensu to nabierało. Odechciało jej się momentalnie wszystkiego. Nikt o normalnej moralności nie posunąłby się do kanibalizmu, nawet wtedy, gdy nie było co włożyć do pyska. Ich lider nie mógł być tak porąbany, Jastrząb zresztą też. Nie wiedziała, co uczynić, ani do kogo zwrócić się z tym problemem. Przecież to było chore, a jeśli powiedziałaby o tym komukolwiek, uznano by ją za stukniętą wariatkę.
Tej nocy już więcej nie zasnęła. Dyszała z powodu narastającej w niej paniki. Starała się nie mrugać, bo każde zamknięcie oczu wzbudzało w niej przeczucie, iż zaraz ponownie nawiedzi ją koszmar z jej bratem w roli głównej, a informacje, które otrzyma, całkowicie zniszczą jej światopogląd.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz