BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Niedźwiedzi Miód x Bijąca Północ. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Niedźwiedzi Miód x Bijąca Północ. Pokaż wszystkie posty

26 grudnia 2024

Od Bijącej Północy CD. Nocnego Kochanka (Niedźwiedziego Miodu)

Każda rozbudowana w ten charakterystyczny dla kocura sposób robiła z jej mózgu paćkę. Wyłapywała ledwo co drugie słowo i składała to w niespójną całość, próbując wyciągnąć z tego jakkolwiek sensowne wnioski. Tym razem jedyne co zrozumiała, to jego smutek i obawy wynikające z odrzucenia. Czy były słuszne? Cóż, nie było to łatwe do stwierdzenia, bo pewnie ostatnia sytuacja wywołała w Sroczej Gwieździe presję i stąd nie była w stanie udzielić mu szczerej odpowiedzi, a na dodatek ingerencja paru kotek nie ułatwiła Niedźwiedziowi sprawy.
Północ skrzywiła się nieznacznie, marszcząc nos i spoglądając na równie krzywe spojrzenia niektórych starszych. Zrzędy jedne, nie rozumiały wizji prawdziwej miłości! Nie, żeby ona była w tym jakąś specjalistką, w końcu doświadczenie miała zerowe, ale umysł jej był otwarty i skory, by jak najwięcej zrozumieć.
— Prawdziwej miłości nic nie zatrzyma. Żadne skały, żadne drzewa, żadne drapieżne ptaszyska! — rzekła z zapałem. — A tym bardziej jakieś głupie zakazy Srokoszowej Gwiazdy! Kim on jest niby, żebyś musiał się go słuchać? — burknęła, obruszona nagle faktem, że ta cała kara miała miejsce.
— No... Liderem?  — przypomniał.
— I co z tego? — Machnęła łapą z wyraźną beztroską w głosie. — Czasem trzeba w życiu więcej spontanu, a on i tak nic nie może ci zrobić — zapewniła.
Czekoladowy nie wyglądał na przekonanego, wbijając na moment skupione spojrzenie w paćkę mchu w kącie legowiska.
— Tak w sumie to może mnie wrzucić do jakiego dołu, wygnać, skazać na śmier...
Wytrzeszczyła oczy, poczynając chaotycznie obkręcać się w miejscu, byleby przestał wygadywać tak raniące jej uszy słowa.
— Stop! — wykrzyknęła, a starsi zgranym chórkiem westchnęli na ten głośny dźwięk, zapewne mocno drażniący ich wrażliwy słuch. — Skąd ten pesymizm? Kto cię podmienił? Nie jesteś tym samym optymistycznym, pełnym wiary w siebie i swoje wartości Niedźwiedzim Miodem, którego znałam! — burknęła, kręcąc z dezaprobatą na boki głową.
Kocur westchnął z rezygnacją, opadając na ziemię.
— To prawda. Nie jestem już nim — przyznał. — Nocny Kochanek. Mówi ci to coś? To imię jest równoznaczne z moją porażką...
— Srocza Gwiazda na pewno by je doceniła! W końcu Klan Nocy, a twoje imię oddaje zamiłowanie co do niego, piękna sprawa — uznała. — Najwyraźniej mój ojciec pozazdrościł ci tak pełnego pasji uczucia, stąd tak naprawdę ta cała kara — oświadczyła.
Pomimo rażącej w jej głosie pewności, pysk czekoladowego zdawał się w jej oczach nie zmienić swej ekspresji ani na moment. Musiała włożyć naprawdę wiele wysiłku w to, aby z bezwładnością nie uderzyć ogonem o ziemię i nie opuścić legowiska. Skoro zaoferowała się do pomocy, to nie mogła go teraz zostawić, choć obecni wokół starsi zdawaliby się nie pogniewać o jednym mniej trajkoczącym pyskiem.
Pomogła mu w pełni wymienić mech w każdym z posłań, a następnie, gdy znaleźli się w centrum obozu, zdecydowała się dać mu spokój, widząc, jak umyka na ubocze z wyraźnym zamiarem pójścia na rutynową drzemkę. Pomimo niezrozumienia z jej strony dla chęci spania w środku dnia, uszanowała jego plany i wyszła na dłuższy spacer.

***

Entuzjastycznie obserwowała bawiące się w żłóbku kocięta, których to matce chwile wcześniej przytaszczyła najdorodniejszą piszczkę ze stosu, jaką tylko zdołała znaleźć. Uznała, że świeża królowa zasługuje na porządny posiłek, a przy tym znalazła wymówkę, by popatrzeć przez chwilę na "przyszłość" tego klanu. Nie myślała o tym, co wydarzyło się na zgromadzeniu, które pozwoliła sobie ominąć. Doszło do niej tylko w kilku słowach, że ich dobre relacje z Klanem Burzy stoją pod znakiem zapytania.
W końcu porzuciła swoje obserwacje i zdecydowała się iść nacieszyć pierwszymi promieniami słońca, które odważyło się powitać ich po zimnych dniach Pory Nagich Drzew. Pomimo rozkwitającej natury, trudno było o stwierdzenie, że w obozie tętni życiem. Wydawało się wręcz za spokojnie, toteż szybko zdołała wypatrzeć brązowe futro wśród grupy kotów.
Ochoczo potruchtała do przyjaciela, który jak to miał w zwyczaju — wylegiwał się na jednym z wygodniejszych i gładszych kamieni. Przysiadła przy nim, czekając, aż sam zwróci uwagę na jej obecność, jednak jego mocno zaciśnięte powieki zdawały się świadczyć o zbyt dobrym śnie.
Pochyliła się lekko ku niemu.
— Pobudka! — wykrzyknęła wręcz, na co zerwał się gwałtownie. Swym głosem zdecydowanie nie wybudziła jedynie go, a i każde możliwe zwierzę w pobliskich lasach. Była jednak szczerze rozbawiona, widząc jego zamglone od niewyspania ślepia i zdezorientowane spojrzenie.
— Co się dzieje? — wykrztusił. — Judaszowiec rzucił się Srokoszowi do szyi? Bo jeśli to nic równie poważnego, to będę istnie zawiedziony, że mnie obudziłaś... — przyznał z westchnięciem.
Uśmiechnęła się znacznie szerzej.
— Rozczaruję cię — zaczęła pogodnie. — Po prostu mi się nudzi.
— I czym ja sobie zasłużyłem, że ze wszystkich niegodziwców zdecydowałaś się męczyć akurat mnie? — żachnął, choć nie brzmiał na złego, ale i zapewne nie pogardziłby dalszą możliwością spania.
— Rzuciłeś mi się jako pierwszy w oczy — odparła wprost, rozciągając się. — No dobra, a teraz możesz mi opowiedzieć, co się zadziało dokładnie na ostatnim zgromadzeniu, że mamy tu teraz taki syf.

<Niedźwiedź?>

09 października 2024

Od Nocnego Kochanka CD. Bijącej Północy

Czy żałował tego co zrobił na zgromadzeniu? Niekoniecznie. Czy sądził, że mógłby zrobić to z większym wyczuciem, taktem, a co najważniejsze, nieco dyskretniej? Oczywiście, że tak. Może i nie grzeszył tutaj skromnością, ale był niemal całkowicie pewien, że odrzucenie, z którym się spotkał, było wynikiem nacisku społeczeństwa i zwykłego stresu, który musiał dopaść Sroczą Gwiazdkę. Nie każdy radził sobie dobrze w tak specyficznych i niespodziewanych sytuacjach, a takie poetyckie, kwieciste wyznanie miłości, jakie on Jej zafundował, właśnie musiało być takim przypadkiem. Nie frasował się tym jakoś szczególnie. Wiedział, że prawdziwa, szczera miłość przezwycięży wszystko, a jeśli dane koty są sobie faktycznie zapisane w gwiazdach, wszechświat zrobi wszystko, aby ich losy przecinały się tak długo, aż pozwolą uczuciu dowoli kwitnąć. Takie podejście już wiele razy mu pomogło zachować spokój i pogodę ducha. Przeżył już wiele zawodów miłosnych, ale to był zgoła odmienne. Zwykle nie wygłaszał swych uczuć przy takiej publiczności; myślał, że to był powód jego niekończących się niepowodzeń, więc tym razem obrał inną taktykę. Niestety jego myślenie i tym razem było błędne, a presja gapiów nie przyniosła oczekiwanych rezultatów. Szala zwycięstwo nie tylko nie przechyliła się na jego stronę, a wręcz całkowicie się rozpadła, pozostawiając tylko lichy szkielet.
Wszystkie inne konsekwencje, które go spotkały po powrocie reszty klanu do obozu, nie do końca dotknęły go tak, jak zapewne chciałby tego Srokoszowa Gwiazda. Nie leżał zwinięty w kąciku, trzęsąc tyłkiem, próbując przegonić ciemne myśli, które przywiewały mu przed oczy przeróżne formy kar i sposobów, w jakie miałby odkupić swe winy. Wrócił trochę skrępowany, ale powodem tej sztywnej atmosfery była Czereśniowa Gałązka, która prowadziła wcześniej fascynującą rozmowę ze Świergotem, a którą musiała przerwać, aby towarzyszyć Niedźwiedziowi w podróży powrotnej do obozu. Nie przeżywał tego; chyba do następnej pełni kotka dożyje.
Nowe imię przyjął, może nie z dumą, ale z lekkim uśmiechem rozbawienia na pysku. Nocny Kochanek? To miało być nacechowane pejoratywnie? Nie umiał uwierzyć, że dla staruszka taka kara była czymś, co miało odwieść go w przyszłości od podobnych, śmiałych i niezwykle romantycznych zachowań. Zresztą wojownicy, którzy z ogromnym zaciekawieniem zebrali się następnego ranka, aby na własne oczy zobaczyć, na własne uszy usłyszeć, jakie konsekwencję spotkają niedoszłego lowelasa, byli po części osłupienia, ale i wielu z nich posyłało pełne politowania i zażenowania spojrzenia w stronę Srokosza. Usłyszeć się dało szmery i szepty, a ich treść zwykle była związana z błahością, z jaką potraktowany został czekoladowy. Słowa jak przyniesienie hańby czy zbłaźnienie Klanu Klifu, padały tak często jak samo imię, ówczesne czy nowo nadane, kocura. Nawet uporczywy obowiązek, jakim było wymienianie mchu, nie wystarczał bardziej radykalnym fanom ładu i porządku. Sam karany nie czuł skruchy, co było widać na pierwszy rzut oka. Najbardziej bolał go fakt, że będzie musiał wstawać tak wcześnie, aby jego nowe zadania nie kolidowały z codziennymi treningami z Promienną Łapą. Opłakiwał te nieprzespane poranki, te wolne popołudnia.

* * *

Chętnie przyjął pomocną łapę, którą wyciągnęła do niego Bijąca Północ. Nie ukrywał, wynoszenie, często zasikanego czy pokrytego dziwnym, tłustym nalotem mchu nie było jego wymarzonym sposobem na relaks po ciężkim (jak dla niego) treningu z energicznym wulkanem młodzieńczego wigoru.
— To, że nie wyszło wtedy, nie oznacza, że następnym razem się nie uda! Srocza Gwiazda na pewno przemyśli swoje karygodne zachowanie i jak tylko cię ujrzy przy następnej pełni księżyca, to sama wbiegnie ci pod nos i będzie prosić o twoją miłość! Czuję to w kościach — powiedziała ciemnofutra. Kocurowi zrobiło się ciepło w sercu. Wiedział, że ma w niej szczerą i wierną przyjaciółkę, która nigdy nie stanęłaby po przeciwnej stronie. Co do zmiany nastawienia Sroczej Gwiazdy również był niemal pewien; przecież był niesamowicie uroczy i szarmancki, a nie często taki oto smaczny kąsek sam pada kotce do łap. Oczywiście liderka Klanu Nocy to samiczka nadzwyczajną pod wieloma względami! Mimo podeszłego wieku wciąż wydawała się gibka i powabna, a jej ciemne plamy wcale nie wydawały się siwieć ze starości. Nocny Kochanek interpretował srebrne wstęgi, które widoczne były w dużej mierze na eleganckiej główce przywódczyni, jako dar od samego Klanu Gwiazdy. Przodkowie obdarowali te Panią za godne postępowanie spadającymi gwiazdami, które osiadły na poważnej mordce. Miał jednak wątpliwość w ramach innej kwestii.
— Obawiam się, a raczej tak mi wyćwierkała pewna ptaszyna, że raczej nie będzie mi dane zobaczyć lica Sroczej Gwiazdy w następną pełnię — odrzekł zrezygnowany, wlepiając miodowe ślepia w stosik zużytego mchu. Czuł ogromną żałość. To byłaby jego szansa; miłość, którą zasiał w lodowym sercu liderki, zakiełkowała, ale by wyrosła i przeobraziła się w kwitnący krzew róży, musiał o nią dbać i podsycać ją komplementami, a co najważniejsze, swoją obecnością.
— Skąd takie czarne myśli w tej twojej brązowej łepetynie? — Wojowniczka przekrzywiła głowę, podchodząc do ostatniego zielono-żółtego placka. Wzięła go do pyska i rzuciła sprawnym ruchem obok wcześniej zebranych. — Ja nić o tym nie wiem, tak samo o tym twoim "ptaszku".
— Dostałem burę od Judaszowcowego Pocałunku — wyżalił się cichutko, robiąc z pyszczka dzióbek i garbiąc grzbiet. Bijąca Północ wybuchnęła wesołym śmiechem; na ten Miodek odwrócił się, wielce wzburzony — Co rechoczesz?! Nie wiesz nawet, jak mnie złajał!
— Bo to niby coś nowego. — rzuciła, próbując się uspokoić. Wytarła pazurkiem łezkę z kocika oka, a następnie zwróciła się znów do przyjaciela — Słuchaj, gdyby Srokoszowa Gwiazda się dowiedział o tym, wziąłby cię tylko po to, żeby utrzeć nosa Judaszowcowi.
— Niestety, myślę, że nastał ten moment, gdy są w czymś zgodni, a tym czymś jest bycie na mnie kompletnie wkurzonym — Grzebał łapą w czystym, wonnym mchu, mrucząc co chwile coś pod nosem — Chociaż, zdaję mi się, że ja dostaję też rykoszetem... Judaszowiec jest zły na przywódcę, gdyż, jak uważa mój drogi czekoladowy przyjaciel, dostałem zbyt lichą karę, a więc niczego się nie nauczę. Jest to oczywiście prawdą, gdyż nie sądzę, abym zrobił coś karygodnego czy nikczemnie krzywdzącego, ale po co ma się na mnie tak parszywie wyżywać...
— Przestań tak tym mchem szamotać, bo będzie trzeba iść po inny — Kotka wyrwała mu spod łap zielony placek i rzuciła go w kąt legowiska. — Wcześniej nie wydawałeś się tym wszystkim taki przybity. O co biega?
— Co jeśli Ona - moja białolica Pani, zapomni o mnie? Co wtedy ucznie? Chyba skonam z żałości... — zawył żałośnie i złapał się łapą za głowę. Koty znajdujące się w okolicy na ten dźwięk przewróciły oczami. Wzrok pełen politowania kierowany był w stronę Nocnego Kochanka niesamowicie często. — Jak mam pielęgnować to niewielkie nasionko, ten kwiat uczucia, który dopiero rozchylić miał barwne pąki i wydać soczyste owoce? Jak mam to zrobić, skoro me ciało będzie zamknięte w obozie?! Czy mój wędrujący duch, uzbrojony w płonące serce miłości, w pazury z gorącego pożądania, w kły z perlistej cnoty... Czy on da radę zawojować jej umysłem, ciałem, a co najważniejsze... sercem...?  — W oczach lśniły mu szczere zalążki łez. Głos był pełen desperackiej czczości.


<Bijąca?>

29 września 2024

Od Bijącej Północy CD. Niedźwiedziego Miodu (Nocnego Kochanka)

Nie przepadała być określana przez pryzmat jej pokrewieństwa ze Srokoszową Gwiazdą, ale zdawała sobie również sprawę, że Niedźwiedź nie miał nic złego na myśli. Sam zresztą nie oszczędził siebie, korzystając z jednego z dosyć brzydszych przezwisk.
— O, nie słyszałam, by tak do ciebie mówił, choć jak na niego brzmi to i tak dosyć... lekko — stwierdziła, bo słowo "kulturalnie" bądź "grzecznie" byłoby w zestawieniu z Judaszowcem abstrakcyjnym połączeniem. — Ale nie martw się, jeśli masz za dużo piachu w futrze, to możemy przejść się nad morze i zadbać o to, by nikt nie miał już podstaw do stosowania takich obelg... — zaoferowała, zaciskając zęby, by żaden śmiech nie uciekł z jej pyska, chociaż ten zdołał przekręcić się w grymas rozbawienia.
Brązowy kocur z rezygnacją spuścił głowę i pokręcił nią na boki.
— Skąd w tobie ta agresja? — mruknął. — Hm, nie odniosłaś się do mojej propozycji, czyżby ktoś tutaj tchórzył? — wysnuł, na co parsknęła, strzygąc uchem.
— Myślałam, że moja aprobata dla twego pomysłu jest oczywista — odparła. — Od naszego plotkowania klan głodu nie zwalczy, a więc — urwała, biorąc ze świstem wdech, a następnie pacnęła łapą w bok kocura — kto ostatni przy Kaczym Bajorku ten zdechły borsuk! — wyrzuciła, może ciut za głośno, zważywszy na reakcje siedzących blisko kotów, po czym odwróciła się gwałtownie i rzuciła biegiem w stronę wyjścia. Szum wodospadu przy uchu dodał jej otuchy i z zawziętością przebierała łapami.
Znajdując się na otwartej przestrzeni, obejrzała się z uśmiechem za siebie, a mina natychmiastowo jej zrzędła. Powodem tego były te przeklęte długie kończyny Niedźwiedzia, które pozwoliły mu nabrać odpowiedniej prędkości, by dotrzymać jej kroku.
Poprzysięgła sobie nawet wypluć płuca, byleby jako pierwsza dotrzeć do ustalonej mety. W porę zorientowała się, że udało jej się zwiększyć odległość między nimi, jednak jej oddech nie pozwalał jej utrzymać stałego przyspieszenia. Musiała zwalniać, co równało się z tym, że brązowe futro migotało jej coraz to bliżej przed oczami, ilekroć obracała łeb.
Żałowała wybrania tak bardzo oddalonego od obozu miejsca. Uwielbiała pędzić, dopóki cel jej biegu był w zasięgu wzroku. Dotychczas uznawała się za wytrzymalszą, jednak gdy tafla bajorka pojawiła się na widoku, dopadł ją ogromny kaszel. W końcu wyhamowała i starała się złapać oddech, z niepokojem obserwując czekoladowe futro.
— To żeś wybrała sobie miejsce na polowanie! Weź potem przywlecz stąd cokolwiek do obozu — wymamrotał, ku jej zdziwieniu nie brzmiąc zbytnio na zmęczonego. — To czym ja tam jestem? Zgniłym borsukiem? Dziwne...
Wyprostowała się, patrząc na niego nieufnie. Co on, jakieś pakty z Mroczną Puszczą podpisał za nieskończone pokłady sił? A miała go za porządnego i uczciwego kota...
— Zdechłym — poprawiła go. — Oj nie marudź, teraz druga część naszej zdrowej rywalizacji. — Zadarła pyszczek w górę i podniosła łapę. — O, widzisz? Słoneczko jest tu, więc dopóki nie zajdzie za drzewa, mamy czas na polowanie. Kto przyniesie tu więcej zwierzyny, ten jest... — zawahała się, rozważając cokolwiek, co zabrzmiałoby motywująco — oficjalnie godnym miana "Pogromcy Wszystkich Gryzoni Tego Lasu i Ptaków Szybujących Po Niebie" — wyrzuciła na jednym tchu, dumna ze swej pomysłowości.
Nie była pewna, czy Niedźwiedziowi podobała się ta nazwa, ale pokiwał z uśmiechem głową.
— No dobrze, niech zwycięży lepszy — oświadczył, obracając się i niespiesznie udając przed siebie.
Ona natomiast, choć brakowało jej już oddechu, popędziła pod las, gotowa pozbyć się wszelkich sił.

***

Ich drobne zawody zakończyły się remisem, chociaż Bijąca Północ próbowała kłócić się o to, że jej upolowana pulchna nornica jest dużo więcej warta niż jego dwa drobne wróbelki, więc ostatecznie powinno wyjść na jej korzyść.
Po dłuższych naradach zgodzili się podzielić tytułem, przez co ona mogła być specjalistą od gryzoni, a kocur od ptaków. Do obozu doczłapali się wyjątkowo późno, a na wstępie pod łapy napatoczyła im się Delikatna Bryza, sprawiająca wrażenie zaskoczonej, że Niedźwiedzi Miód wyjść gdziekolwiek poza standardowym patrolem.
Dymna nie była w pełni zadowolona z wyniku ich drobnego pojedynku, ale uznała, że innym razem przyjdzie osiągnąć jej zwycięstwo. Po odstawieniu zdobyczy na stos skryła się w legowisku i kuląc się w posłaniu, dosyć szybko przyszło jej zasnąć.

***

Powróciły ciepłe dni, a ona na nowo mogła cieszyć się otaczającą zielenią, która zawsze pobudzała ją do życia i zachęcała do coraz to częstszych wypadów poza obóz.
Czasami zdarzało jej się myśleć. Było to rzadkie wydarzenie, jednak jeśli już następowało, wracała wspomnieniami do ostatniego zgromadzenia i jego konsekwencji. Gdyby koty tylko potrafiły, to siadłaby na tylnych łapach i drapiąc się przednią kończyną po podbródku, głowiłaby się, co poszło nie tak.
Jej spontaniczny plan był genialny. Może nie sam proces jego realizacji, ale wizja pozytywnych efektów, jakie miały z niego wyniknąć, przyćmieniła jej możliwość wystąpienia jakichkolwiek innych skutków. Ostatecznie skończyła z niczym, no chyba, że nowe imię Niedźwiedzia miało być traktowane jako nagroda. W teorii Srokosz mógł nazwać go dużo gorzej. Na myśl przychodziły jej określenia pokroju "Zapchlone Serce" bądź cokolwiek negatywnie brzmiącego. Nocny Kochanek odwoływał się jedynie do zamiłowania czekoladowego do liderki innego klanu.
Północ nie widziała w tym nic złego. Miłość to miłość i nie wyklucza wierności do grupy, w której się żyło. Poniekąd czuła się winna, bo to ona zachęcała kocura do wyznań w czasie zgromadzenia. Sumienie uspokajał jej fakt, że miała szczytny cel.
W końcu zebrała się w sobie i poszła odnaleźć kocura, by spróbować porozmawiać z nim odnośnie całego zajścia. Znalazła go w legowisku starszyzny, gdzie ociągając się, wypełniał swoją karę, wymieniając w posłaniach mech.
— Długo ci to jeszcze zajmie? — zagadnęła, na co niespiesznie odwrócił w jej kierunku głowę.
— Dopiero zacząłem...
— Dobra, to ja ci pomogę i będzie szybciej — odparła ochoczo. — Słuchaj... Głupio wyszło na ostatnim zgromadzeniu, to prawda. Ale nie możesz się poddawać! — rzuciła nagle, patrząc na niego intensywnie. — To, że nie wyszło wtedy, nie oznacza, że następnym razem się nie uda! Srocza Gwiazda na pewno przemyśli swoje karygodne zachowanie i jak tylko cię ujrzy przy następnej pełni księżyca, to sama wbiegnie ci pod nos i będzie prosić o twoją miłość! Czuję to w kościach — zapewniła.

<Zespole muzyczny?>

20 września 2024

Od Niedźwiedziego Miodu CD. Bijącej Północy

Spoglądał w zamyśleniu w zielone ślepia. Czy chce dać się podejść tej sprytnej kotce? Czy przegra tę psychologiczną zagrywkę i pozwoli Bijącej Północy postawić na swoim, poczuć smak słodkiej satysfakcji? Mógłby się uprzeć, wbić pazury w lity kamień i stawać opór tak silny, że nawet Gwiezdni by go nie ruszyli. Jednak to wydało się bardziej fizycznie wymagającym niż faktyczne udanie się na krótki spacerek czy szybkie polowanie. Znając życie i tak nie uda im się znaleźć żadnej zwierzyny. Mimo że Pora Spadających Liści zakończyła się dosłownie kilka wschodów słońca temu, to mróz nieźle dał im popalić. Właśnie dlatego tak ciężko było Niedźwiedziowi opuścić ten cieplutki, nagrzany głaz. Nawet harcujący, nadmorski wiatr szarpiący futro nie mógł go stamtąd przegonić. Wystarczyło, że blade, acz bezchmurne niebo udekorowane było jasnym, jaskrawym słońcem, a promienie muskały czekoladowe futerko. Niczego więcej nie potrzebował. Wichura była jednak słabsza od drogiej przyjaciółki, tak narwanej i żądnej ciągłych wrażeń. — No dobrze... Zrobię to dla ciebie, ale lepiej, żebyś nie była taka wygadana, kiedy będziemy spacerować, bo cię wrzucę w krzaki — westchnął i zsunął się powolutku, niczym foczka, ze swojego dogodnego, niesamowicie już utęsknionego, kamienia. Kolejne kilka dłuższych uderzeń serca zajęło Miodkowi rozprostowywanie wszystkich łap po kolei. Kotka niecierpliwie się w niego wgapiała.
— Jakim cudem nic nigdy cię nie zeżarło, leniuchu? — zażartowała, gdy w końcu przyjaciel stanął przed nią w pełni poprzeciągany i rozbudzony. — Ruszasz się jak przeżarty wąż.
— Oszczędzam energie właśnie na takie chwile, gdy musiałbym przed czymś bardzo prędko zwiewać. Nie wiesz nawet, do czego byłbym teraz zdolny, po takim słonecznym relaksie — rzucił, a widząc podniesioną brew wojowniczki, dodał. —Ba! Nikt z was nie wie, bo nigdy nie musiałem się wykazywać swoimi ukrytymi talentami. W Klanie Klifu znacie mnie z mojej elokwencji i perlistego języka, nie z moich szybkich susów.
— Mhm... To dlatego stos zwierzyny tak zmalał? — Niedźwiedzi Miód zmarszczył się. Nie zrozumiał, o co chodzi towarzyszce, ta tylko zaśmiała się. — Chyba będziesz musiał pokazać nam, na co stać Pana obieżyświata i jego "szybkie susy"
— No dobrze, dobrze. Skoro jesteś taka mądra, Panienko Północ, to może malutkie zawody? Zobaczymy, kto jest lepszym łowcą; klifiaczka z krwi przywódcy, czy, jak to lubi ujmować mój drogi przyjaciel Judaszowiec, brudny przybłęda. — patrząc na nią z góry uśmiechnął się łobuziarsko. Chciał ją podjudzić, zachęcić do wyzwania. I tak już nie wróciłby do spokojnego wypoczynku; głaz na pewno utracił ciepło jego ciała, więc równie dobrze mógł trochę pofiglować z przyjaciółką. Przy okazji zapolują na coś smacznego dla reszty klanu. 
 
<Bijąca?>

31 sierpnia 2024

Od Bijącej Północy CD. Niedźwiedziej Łapy (Niedźwiedziego Miodu)

Uśmiechnęła się jak zwykle, choć w jej głowie na moment zawirowało od nagłego natłoku myśli. Spodobała jej się historia Niedźwiedziej Łapy i wiedziała, że nie opowie mu niczego równie fascynującego, jednakże jej dotychczasowe życie miało kilka wzlotów i upadków, przez co musiała na chwilę zastanowić się nad tym, co chciała mu powiedzieć. Ceniła szczerość, jednak w akompaniamencie tak wesołych rozmów los niektórych z jej rodziny wydawał się... niezbyt pocieszny.
— Oh, to nie będzie nic ciekawego, więc obawiam się, że jeśli dobrze tego nie streszczę, to szybko zaśniesz z nudów — rzuciła półżartobliwie, ostrożnie przełykając ostatni kęs swego posiłku. Mieliła to dosyć długo, próbując wybrać w międzyczasie odpowiednią wersję wydarzeń. — Może wiesz, lub nie, Srokoszowa Gwiazda to mój ojciec — wyznała z dozą niepewności, bo jednak choć posiadanie ojca lidera mogło brzmieć jak powód do dumy, tak zrzędliwość niebieskiego nie była czymś, z czym chciała być kojarzona.
— Obiło mi się to o uszy — odparł przyjaźnie, przekrzywiając głowę na bok i wpatrując się w nią wyczekująco. Zerknęła na brązowy pysk, o wiele pogodniejszy, niż ten należący do Judaszowca. Poczuła pewną swobodę w mowie.
— Jest specyficzny, raczej mało ze sobą spędzaliśmy czasu, teraz to już w ogóle rzadkość — wyjaśniła. — Za to z moją mamą sprawa wygląda inaczej. Zawsze była przekochana, aż z boku dziwnie się patrzy na takie połączenie, ale jak to mówią, miłość nie wybiera — rzekła poetycko. — Prócz mnie mieli jeszcze piątkę kociąt — palnęła, czując nagłą potrzebę, by jednak nie pomijać nawet takich spraw. — Kopciuszek, Popiół, Wróbelek, Obuwik i Rozczarowanie, chociaż z biegiem czasu mówiliśmy na nią Czar. Ojciec nazwał ją takim brzydkim imieniem, nie wiem, skąd w ogóle wpadł na taki pomysł i czemu mama na to pozwoliła. Miała naprawdę śliczne futerko! — zapewniła. — Ona najczęściej próbowała się ze mną wymykać ze żłobka na wspaniałe przygody, niestety nie były to skuteczne akcje — przyznała ze śmiechem. — Zdarzało nam się ganiać w większej grupie, choć niestety bywało to rzadkością. Trafili mi się naprawdę spokojni kompani — westchnęła z żalem, kręcąc głową.
— O, to ciekawe, słyszałem tylko o Zagubionym Obuwiku i Pomocnym Wróbelku — mruknął, przez moment w skupieniu przyglądając się własnym łapom. — Jeśli mogę wiedzieć, co się stało z resztą? Jeśli to coś nieprzyjemnego dla ciebie, oczywiście nie będę dopytywał — zapewnił.
Miała ostatnią chwilę, by ustalić, w jakim tonie poprowadzić dalej tę rozmowę. Takie tragedie mogły przydarzyć się każdemu, prawda? Nie było tu powodów, by wszystko kryć.
— Kopciuszek zmarła jako kocię, Popiół jako uczeń. Choroby to paskudna sprawa — rzekła w końcu. — Czar została wojowniczką i pewnego dnia po prostu... zniknęła. Po prostu odeszła bez słowa, ale jestem pewna, że miała dobry powód i teraz wiedzie szczęśliwe życie i nadal o nas myśli — mruknęła pospiesznie, a żeby jej nowa znajomość nie zdążyła wyrobić sobie złej opinii o jej siostrze. Poza tym widziała pewną różnicę w zmianie na jego pysku podczas jej smutniejszej części wypowiedzi, toteż zaraz dodała — Ale życie zawsze mknie do przodu, więc nie ma co oglądać się na przeszłość! Bywało różnie, jednak jeśli skupimy się na chwili, to zawsze idzie dostrzec coś pozytywnego — oświadczyła, choć w jej głowie te słowa brzmiały na o wiele mądrzejsze. — Wiesz co? Świetnie się z tobą rozmawia, musimy się częściej łapać! Na razie życzę ci miłego dnia, spędź go w jak najlepszy sposób — wypaliła, próbując sprawnie wstać, przy czym omal niezbyt zgrabnie potknęła się o własne łapy.
Niedźwiedzia Łapa w końcu zdawał się zdołać przetworzyć całokształt jej sentencji, po czym pokiwał głową i kolejnym, już dłuższym skinięciem, pożegnał się z nią.
Odchodząc, zawahała się, czy może nie przytłoczyła go tym wszystkim, ale skoro starała się zachować optymistyczne brzmienie głosu, to nie powinno być aż tak dramatycznie. Przynajmniej tego się trzymała, drepcząc w stronę legowiska.

***

Wzrastające mrozy dawały znać o zbliżającej się Porze Nagich Drzew. Wzdrygnęła się, otulając ogonem łapy i rozglądając po obozie. Za niedługi biały puch pokryje całe tereny klanu i polowania nie będą takie przyjemne, jak to miało miejsce dotychczas, gdy w pogoni za gryzoniem na grzbiecie dało się wyczuć ciepło słońca.
Szkoda jej było marnować te ostatnie dni, w których temperatura zdawała się choć trochę znośna. W końcu wzięła głęboki wdech i ruszyła przed siebie, szukając potencjalnego towarzystwa do wyjścia na spacer i ewentualnemu przyniesieniu kilku piszczek, jeśli tylko szczęście im dopisze.
Nie zajęło jej to długo, bo obóz nie był wcale taki wielki, a pierwszy pasujący w jej kryteria kandydat rozciągał się na pokrytym suchą trawą podłożu, korzystając z ostatnich muśnięć promieni słonecznych, które wpadały przez szczelinę pomiędzy skałą a wodospadem.
— Hej, Niedźwiedzi Miodzie! — zawołała, może zbyt głośno, zważywszy na to, że stała tuż przy nim. — Co ty na to, by pójść sobie zapolować? — zapytała wprost.
Żółte ślepia powoli skierowały na nią swój wzrok.
— To bardzo kusząca propozycja, jednak pogoda nie współgra z moimi... chęciami — sprecyzował. — Zresztą, byłem już dzisiaj poza obozem...
Północ skrzywiła się lekko, przypatrując mu się w namyśle.
— To nie ma nic do rzeczy, można wyjść drugi raz — rzekła, nie tracąc na optymizmie. — Poza tym, sam ostatnio narzekałeś na młodziaków niekorzystających z życia, a teraz leniuchujesz w najlepsze! No dawaj, łapy pod siebie, ogon do góry i reszta ciała za nim — kontynuowała motywująco, przynajmniej jej zdaniem. Przykucnęła i zaraz to wstała, demonstrując mu to, czego od niego oczekiwała.
— Oj, to co innego — mruknął, kręcąc głową. — Ja jestem starszy, zasługuję na odpoczynek — zauważył.
Zaśmiała się, pozwalając sobie na chwilę spocząć, bo Niedźwiedź nie wydawał się łatwy do przekonania. Zauważyła, że lubił sobie poleżeć, jednak dopóki chciał z nią rozmawiać, w ogóle jej to nie przeszkadzało.
— Ale nie aż tak stary! Słuchaj, nie widzę w obozie lepszego kompana do wyjścia niż ciebie, przynajmniej na ten moment — stwierdziła, rozglądając się. — Tak dokładniej, to ja tu widzę pełnego sił i wigoru sprawnego młodzieńcza z ogromnym pokładem chęci do wędrowania po niesamowitych terenach jeszcze bardziej niesamowitego Klanu Klifu. Tylko ten młodzieniec zgrywa się i udaje kota ze starszyzny... — dodała z przekąsem.
Na nią by to podziałało. Na niego miała nadzieję, że również zadziała.

<Niedźwiedź?>

13 sierpnia 2024

Od Niedźwiedziej Łapy CD. Bijącej Północy

Była to dziwna wiadomość. Co te królowe mają w swoim mleku, że dzieciaki z Klanu Klifu nie chcą psocić i harcować? To przecież zaprzepaszczanie swoich kocięcych lat! To jedyny czas w życiu kota, kiedy ten może robić psikusy, gryźć starszych w ogon czy skakać po rodzeństwie. A te małe robaczki wolały drzemać, obserwować i wtulać się w mamę?! Bezsens! Czas na lenienie się w słońcu powinien przyjść nieco później... Wtedy kot już ma przed czymś uciekać. Przed odpowiedzialnością, obowiązkami i tego typu rzeczami. Wtedy puszczanie bąków w miękką trawę daje sto razy więcej satysfakcji i przyjemności. Cóż za straszne pierwsze dni życia. Kojarzył już, mniej więcej, kto z kim był spokrewniony. Wiedział, że rozmawia z córką lidera, która ma dwójkę rodzeństwa, i z własnych obserwacji, jak i z rozmów, zwykle krótkich, które z nimi przeprowadził, faktycznie nie wydawali się być zbytnio zabawowi. Dlatego też było mu niezmiernie miło, że to w jego osobie Bijąca Północ znalazła kompana do żywych rozmów przy posiłku. Ogólnie podobało mu się jej towarzystwo. Była niezwykle sympatyczna i ekspresyjna; lubił to w kotach, zwłaszcza w Klanie Klifu, który jak zauważyła, był dość spokojny i cichy. Prawdziwy koszmar dla Miodka... Przynajmniej miał Delikatna Bryzę, która jest zmuszona do wychodzenia z nim codziennie, a przynajmniej w teorii powinna to robić. — Hm... Nie wydajesz się nigdzie spieszyć, więc pozwól, że cię jeszcze pomęczę — powiedziała kotka. Nadstawił uszy i czekał. Widział, jak szura ogonem po ziemie, więc martwił się, że jego towarzystwo zaczyna ją porządnie nudzić, ale najwidoczniej to nie w nim tkwił problem. Wlepił w nią ślepia; mocno. Pomyślał, że być może, w ten sposób pomoże jej się skupić na jego osobie. — Jeśli to nic osobistego, to chciałabym spytać, jak wyglądało twoje życie przed wstąpieniem tutaj? Całe życie byłeś samotnikiem z krwi i kości, czy może przynależałeś wcześniej do jakichś grup?
Och! Jak on uwielbiał dzielić się historiami ze swojego samotniczego życia! Rozczulało go, jak klanowe koty reagowały na wiadomość, że spędził większość czasu na wędrówce, że odwiedził miejsca, które są poza ich zasięgiem, że spotkał na swojej drodze postacie, które o ich społecznościach nie miały najmniejszego pojęcia. Ba! Że on, kiedy się urodził, nawet nie śnił o tym, że takie coś może istnieć. Ta wrodzona ciekawość była czymś, co zbliżyło go do wielu klifiaków, czymś, co przełamało wiele lodów. Był to łatwy kierunek do obrania, prowadząc rozmowę.
— Miło, że cię to interesuję. Moje życie, hm... Było, jakby to ująć zgrabnie w słowa? — zamyślił się, głównie by wzbudzić w czarnej niecierpliwość. —Było jedyne w swoim rodzaju... Zmienne i wiecznie pędzące do przodu.
— Nie brakuje ci tego? — zapytała, przebierając łapkami w miejscu, maltretując delikatnie swój posiłek. — Na pewno nie było łatwo tak z dnia na dzień się ustatkować.
— Nie wiem — wzruszył łapkami. Była to prawdziwa prawda; nie wiedział w sumie czy wolał wieczną tułaczkę, czy spokojną sielankę w Klanie Klifu. Do pierwszego był przyzwyczajony, od kociaka mu wpajano, że we krwi ma wieczny bieg przed siebie, że wiecznie powinien się zmieniać i dostosowywać do aktualnych warunków. W drugim jednak odnalazł większy spokój; w końcu tworzy stałe relacje, ma przyjaciół. Nie martwi się o pożywienie i jest za coś odpowiedzialny; można by rzec, że wydoroślał... — Ciężko stwierdzić. Nie zrozum mnie źle; świetnie mi się tutaj żyje. Sklepienie nad głową, szum oceanu, poczucie wspólnoty... Nawet w mojej rodzinnej kłodzie zdarzało się, że deszcz skapywał nam na łepki. — zaśmiał się szczerze, ale szybko odwrócił się w przeciwną stronę, by spojrzeć na krzątających się wojowników i uczniów. Tworzyli jedność; byli wielką rodziną.
— Właśnie. Co z twoimi najbliższymi? Nie tęsknisz? — to pytanie sprawiało mu zawsze, o dziwo, mniej problemów. Było to często zaskakujące dla innych, ale nigdy nie było mu przykro na myśl o pozostawionych rodzicach i siostrzyczkach. Wiedział, że oni poradzą sobie bez niego, tak jak on poradził sobie bez nich.
— Nie, nie szczególnie — Bijąca Północ rozszerzyła zdziwiona ślepia. Uśmiechnął się na tę reakcję. Dostawał ją dosyć często. Dla nich, tutaj, rodzina jest nawet ważniejsza od klanu. Widział piastujące karmicielki, ojców czuwających nad dzieciakami, nawet gdy te dawno zostały mianowane na wojowników, rodzeństwa dzielące się językami... — Wiem, wiem. Nie jest to pozytywny obraz mojej skromnej osóbki, ale no cóż... Moi rodzice, kiedy odchodziłem, pozostali razem z najstarszą siostrzyczką, która nie mogłaby ich opuścić przez wrodzoną wadę łapki, więc nie są samotni. To oni też nauczyli mnie otwartości; zawsze wszystkim pomagali, pozwalali odpocząć w naszym leżu, karmili tych, którzy sami nie byli w stanie polować...
— To naprawdę szlachetne koty! — wykrzyknęła radośnie. Wypiął pierś. Tak. Jego staruszkowie faktycznie byli niezwykle dobrymi osobami. Wiedział o tym od samego początku. Pokazali mu, że wystarczy być serdecznym, a świat nie pozwoli, by stała ci się krzywda. Tylko złym dzieje się krzywda. Los nie nosi w sobie zawiści, tylko sprawiedliwość. — Mówiłeś o siostrach. Nie trapi cię co z tą, lub tymi, które nie zostały?
— Najmłodsza miała na imię Mleczko; niezłe z niej było ziółko... Chciała znaleźć siedliska dwunożnych i z nimi pomieszkać. Marzyło jej się skosztowanie ich frykasów. Była wiecznie zdeterminowana, więc zgaduję, że się jej udało i jest szczęśliwa, no i oczywiście, kilka kilo cięższa. — zarechotał po raz kolejny. O siostrach myślał znacznie mniej niż o Wrzosie czy Miłostce. One miały przecież inne plany na życie, więc też pewnie nie zawracały sobie nim głowy. Każdy z nich obrał swoją własną, indywidualną ścieżkę. Nikt nie zadawał pytań, nie zatrzymywał. — Miałem jeszcze trzecią; ta to nawet chwilkę podróżowała przy moim boku... Malinka... Cichutka i wiecznie obrażona... Nigdy nie mówiła o swoich planach; po prostu chciała się wyrwać spod skrzydeł mamy.
— To fascynująca z was musiała być kompania. Każdy taki chętny do ucieczki z domu. Nie wyobrażam sobie by u nas, nawet teraz, a co dopiero jako podrostki, ktoś chciał opuścić matkę, a co dopiero Klan Klifu.
— Właśnie! Wspomniałaś, że jak byłaś młodsza, nikt nie chciał z tobą harcować. Czy chciałabyś w takim razie, w zamian za moje historyjki i zwierzenia, opowiedzieć o swoim dzieciństwie, o swojej rodzince? — nie ukrywał, że wojowniczka trochę go fascynowała. Przecież to musiał być jakiś poziom prestiżu być córeczką lidera. Nawet jeśli nie widział, by przebywała z Srokoszową Gwiazdą.

[1001 słów; trening wojownika]
[przyznano 20%]
<Północo?>

07 sierpnia 2024

Od Bijącej Północy CD. Niedźwiedziego Miodu

Rozejrzała się dyskretnie po obozie. Nigdzie nie dostrzegała barwnego futra byłej mentorki, jednak doświadczenie nauczyło ją, że ta potrafiła zjawiać się zza jej grzbietem w najmniej oczekiwanych momentach. A już szczególnie dobrze wychodziła jej ta umiejętność, gdy Północ poruszała jej temat. Ta rozmowa była jej zdaniem ryzykowana, jednak z uwagi na nieklanową przeszłość Niedźwiedziej Łapy, uznała, że warto dać mu parę wskazówek, aby łatwiej odnalazł się na treningach. Delikatna Bryza nie była kotką trudną w kontaktach, mógł przecież trafić gorzej, na przykład na Judaszowcowy Pocałunek bądź samego Srokosza, choć ten zdawał się zbyt stary, by w ogóle wpaść na tak szalony pomysł jak posiadanie ucznia.
Rozłożyła się wygodniej, krzyżując przednie łapy, by wyglądać choć trochę poważniej przy takim temacie.
— Cóż ja ci mogę powiedzieć — zaczęła, namyślając się. — Nie lubi spóźnień. Ale nie lubi też być poganiana. Jak wstaniesz za szybko i ją obudzisz, nie będzie szczęśliwa. Jeśli każesz jej czekać, licz się z tym, że trening będzie przebiegał pod hasłem "wszystko, czego nie lubisz". Nie nazwałabym jej mściwą, po prostu nauczy cię systematyczności — uznała, próbując zgrabnie przebierać we wspomnieniach z uczniowskich czasów. — O, no i czasem jak nam sprawnie poszedł trening, to wracałyśmy sobie powoli wzdłuż klifu, gdy słońce zachodziło. Morze wygląda wtedy niesamowicie! — przyznała. Gdyby nie chwilowe skupienie, zaraz to zboczyłaby na mniej istotne tematy, jak ilość mijanych drzew, bądź przytoczenie odrobinę bardziej wstydliwych historii. Momentalnie w jej głowie zawitała jednak jeszcze jedna myśl. Dla Północy wiązała się ona z masą nieprzyjemnych chwil, jednak wydawało się to dosyć istotne w zrozumieniu szylkretki. — Hmm, największą zaletą Delikatnej Bryzy jest chyba jej wyrozumiałość. Nie ma co zgrywać przy niej twardziela, ona tego nie lubi. Więcej uznania zyskasz, jeśli pokażesz, że masz uczucia. Że potrafisz się smucić i nie wstydzić łez. Oczywiście Klan Klifu to piękne miejsce, tu nie ma czasu na smutki, ale tak w razie gdyby coś się miało stać, to rozmowa z nią jest najlepszym rozwiązaniem. Medycy mogą się przy niej kryć, z całym szacunkiem dla nich, ale nigdy nie poczułam od nikogo takiego wsparcia, jakie okazała mi Delikatna Bryza.
Co prawda Północ w kryzysowych sytuacjach była znacznie młodsza, niż taki Niedźwiedź w wieku w pełni dorosłego wojownika, jednak czy i dla niego kotka nie okazałaby odrobinę wsparcia? Może i wchodzenie na uczucia nie było najlepszą strategią, ale Bijąca Północ za nic bardziej nie lubiła swojej mentorki, niż właśnie za te wspomnianą troskliwość.
Niedźwiedź zdawał się porządnie wsłuchać w to, co mówiła. Przez ten cały czas ani razu nie wziął kęsa ze swojego posiłku, a i teraz zdawał się zbyt zamyślony, by jeść.
— To rzeczywiście kotka o złotym sercu — wywnioskował z jej słów. — Dziękuję za porady, może coś z tego wyciągnę.
Czarna odetchnęła z ulgą. Nawet gdyby jej gadka poszła na marne, czuła się dobrze z możliwością wypaplania się komuś do ucha. Jeśli przyszłoby jej snuć monologi odnośnie największych bzdet tego świata, również nie kryłaby radości z jakiegokolwiek towarzysza do rozmów.
— Na pewno prędzej czy później znajdziecie wspólny język! — zapewniła go pogodnie. — Czasem wydaje się marudna, ale to tylko czasem — dodała, po raz kolejny rozglądając się po otoczeniu. Może odkąd Delikatna Bryza przestała ją trenować, utraciła swoje zdolności wyczuwania chwil, w których jej imię padało na języku byłej uczennicy? — Swoją drogą, nie czujesz się przytłoczony w uczniowskim legowisku? Nie licząc Stokrotkowej Łapy, jesteś tam raczej... stary — stwierdziła wprost, co nawet nie zabrzmiało zbyt sensownie.
Bo przecież poza terminatorską norą, magicznie się nie odmładzał.
— Ah, to rzeczywiście nie najlepsze miejsce dla mnie. Chociaż wypraszam sobie określenie mnie takim mianem, nie zdajesz się być znacznie młodsza ode mnie — stwierdził, nie brzmiąc ku jej uldze na urażonego. — Tak właściwie wyobrażałem sobie bardziej rozgadane i energiczne towarzystwo. Jest wręcz przeciwnie, niż oczekiwałem — stwierdził, w końcu postanawiając kontynuować swój posiłek.
Północ zastrzygła uchem, zaintrygowana. Była ciekawa, jak prezentuje się Jastrzębia Łapa poza jej oczami, jednak głupio jej było wypytywać o uczennicę. Już wystarczy, że Delikatna Bryza padła ofiarą do obgadania.
— Brzmi przygnębiająco, ale tak właściwie to zawsze tak było. Szczególnie gdy myśli się o żłobku, przed oczami masz widok rozbrykanych kociąt. Tymczasem wyobraź sobie, że ja mając piątkę rodzeństwa, jako jedyna miałam chęci do zabawy. Reszta była aż za spokojna — rzekła z goryczą. — To chyba takie przekleństwo Klanu Klifu, nie ma z kim się ganiać — dodała, kręcąc z lekkim niedowierzaniem głową. — Hm... Nie wydajesz się nigdzie spieszyć, więc pozwól, że cię jeszcze pomęczę — oznajmiała spokojnie. Co prawda powoli zaczynało ją nosić od zbyt długiego tkwienia w jednym miejscu, jednak jeszcze przez chwilę mogła to przeboleć. — Jeśli to nic osobistego, to chciałabym spytać, jak wyglądało twoje życie przed wstąpieniem tutaj? Całe życie byłeś samotnikiem z krwi i kości, czy może przynależałeś wcześniej do jakichś grup?

<Niedźwiedź?>

29 lipca 2024

Od Niedźwiedziej Łapy CD. Bijącej Północy

Jego przeczucie go nie zawiodło; Bijąca Północ okazała się być niezwykle serdeczną i rozgadaną kotką. Podobało mu się jej towarzystwo. Nie musiał ciągnąć rozmowy, zadawać licznych pytań, by zachęcić czarną do dalszej interakcji; wojowniczka sama wykazywała nim zainteresowanie. Kiedy dowiedział się, że łączy ich osoba Delikatnej Bryzy, serce mu zatrzepotało. Musiał jednak mądrze to rozegrać, a przy okazji dowiedzieć się co nieco o szylkretce.
— O, naprawdę? To może jesteś w stanie mi doradzić, jak z nią rozmawiać, bo mam wrażenie, że co chwilę robię coś nie tak, bo wydaje się... poirytowana — zawahał się. Czy chciał prosto z mostu przyznać się do kotłującej się w nim miłości? Nie był pewien… Sama mentorka przecież jest ich w stu procentach świadoma i Niedźwiedź stale staję wręcz na głowie, by o nich nie zapomniała. Z drugiej strony byłoby to bardzo niekulturalnie z jego strony; zielonooka mogłaby pomyśleć, że czekolady chcę ją jedynie wykorzystać do pozyskania informacji. Musi przywdziać role zasmuconego i strapionego ucznia, który jedyne czego chce, to usatysfakcjonować swojego nauczyciela.
— Może nie zdążyła odpocząć po treningach ze mną — kocur nigdy wcześniej nie myślał o tym, że być może, wojowniczka ledwo co zakończyła szkolenie innego kota. Miałoby to sens, zwłaszcza gdy przypomni sobie zrezygnowany i naburmuszony wyraz jej pyska, gdy stykali się nosami… To była piękna chwila… — To znaczy, nie żebym specjalnie ją męczyła! — dodała prędko, z dużą werwą. Widać, że delikatnie się zestresowała i szybko naprostowała swoją wypowiedź — Po prostu obie miałyśmy inny tryb działania, a mi zdarzało się nie do końca słuchać i musiała mi często powtarzać wszystko po kilka razy. Nie moja wina, że zawsze gdy zaczynała dłuższe wypowiedzi, musiało dziać się coś ciekawego za jej plecami…
— Ach! Rozumiem… Więc jesteś z tych, którzy myślami wypływają dalej, niż sięga ich wzrok? — zapytał, przekrzywiając zaciekawiony łebek.
— Można by tak powiedzieć, chyba tak… Łatwo tracę głowę do polowania czy walk, gdy coś innego dzieje się wokół mnie — uśmiechnęła się i wzięła kęs swojego posiłku — Pewnie sam już zauważyłeś, że Delikatna Bryza raczej nie należy do romantycznych, rozmyślających kotów.
— Tak, cóż to za strata… strata dla całego świata — pokręcił głową i zwiesił teatralnie wzrok — Jest tak przyziemna i twardo stąpająca po ziemi, że czasami dziwi mnie, że w ogóle umie się od niej oderwać, by zapolować na świergotki. — zażartował i tym razem to on nachylił się nad ledwo nadgryzionym ptakiem. — Nie przeszkadzałoby mi to, gdyby czasami umiała się rozluźnić; mam wrażenie, że nigdy moje żarty do niej nie docierają… Jaka to zabawa ze spędzania razem czasu, gdy twój kompan zachowuję się, jakby był tam za karę?
— Hm… Myślę, że obca jest dla ciebie forma treningu, która panuję w klanach; często, niestety, można by faktycznie stwierdzić, że wojownicy, zwłaszcza ci starsi, którzy szkolą już swojego któregoś młodzika, robią to automatycznie i bez większego zaangażowania… — powiedziała, ale szybko znów musiała coś dorzucić, by słowa nie zostały opacznie zrozumiane — Oczywiście, nie mówię dokładnie o Delikatnej Bryzie! Nie, nie! Ona bardzo dużo uwagi poświęca swoim terminatorom; jest wspaniałą wojowniczką i wspaniale uczy jak być taka jak ona.
— Ma się rozumieć! Nigdy bym jej nie oskarżył o takie niechlujne zachowanie względem podopiecznego! — przyznał młodszej rację. Niestety wciąż nie znalazł klucza do jej serduszka; czegoś, co pozwoli jej zobaczyć w nim kocura jej marzeń, czegoś, dzięki czemu otworzy się przed nim. — A ostatecznie, czy udało wam się znaleźć jakiś wspólny temat, wspólną rutynę? Przebywałem te kilka wschodów słońca u szanownych Pań medyczek, więc myślę, że byłby to dobry moment na jakiś świeży start… Być może jest coś, co mogę zrobić, by jej zaimponować? — wlepił pytające i zdesperowane żółte ślepia w ciemną mordkę Bijącej Północy; była jego najpewniejszym i jedynym źródłem, z którego mógł pozyskać tą tajemną i ukrytą wiedze.


[609 słów; trening wojownika]
[przyznano 12%]
<Bijąca Północ?>

27 lipca 2024

Od Bijącej Północy CD. Niedźwiedziej Łapy

Zajadała się w uciążliwej jak dla niej ciszy drobnym wróbelkiem zgarniętym ze stosu. Nie była w stanie po wyborze posiłku wypatrzeć kogokolwiek z rodzeństwa ani z tych, z którymi miała bliższe kontakty. Nie lubiła siedzieć sama, jednak wpychać nos między rozgadane grupy bądź parki też nie planowała.
Zgarbiona trzymała pysk nisko ziemi, dopóki widoku nie przysłonił jej rzucony nad nią cień. Uniosła wzrok ku górze, na brązowe futro, które w pierwszej kolejności przyniosło jej na myśl Judaszowcowy Pocałunek. Ku jej uldze i braku chęci do wysłuchiwania "przestępstw" jej ojca, nie był to wspomniany kocur, a całkowicie nowy nabytek Klanu Klifu.
Niedźwiedzia Łapa na oko wydawał się być jej rówieśnikiem. Będąc wczoraj u medyków, zdążyła zauważyć, iż ten jest wyższy od niej, a ponadto jego półdługa sierść zgrabnie okalała jego ciało i prezentowało się to zdecydowanie lepiej niż roznoszący się we wszystkie strony w jej przypadku puch. Od wspomnianego wcześniej jegomościa różnił się brakiem bieli i tych częściowych wyłysień. I przede wszystkim miał milszy wyraz pyska.
— Ah tak, to ja — odparła z naturalnym dla niej załączonym uśmiechem. — Totalnie nie masz za co dziękować, a przynajmniej nie mi, bo taką ilość ziół, jaką przeznaczono na pomoc tobie, zapewne i Liściaste Futro sama by doniosła. Ja po prostu miałam okazję do wyrwania się na dłuższy spacer z obozu i połączenie tego z czymś pożytecznym dla klanu — stwierdziła, przyciągając ogon do siebie. Skoro miała do czynienia z byłym samotnikiem, zakładała, iż ten może nie znać jeszcze realiów życia w klanie i nie zrozumie jak wspaniałym uczuciem jest wyrywanie się na wycieczki z dala od szarych ścian obozowiska.
— Medyczce jednak eskorta była potrzebna, a jakby nie było chętnego, to już bym delektował się tą sójką z innej strony ziemi — zauważył i choć temat zdawał się poważny, jego ton głosu wskazywał na swobodę i rozluźnienie.
Podobało jej się takie podejście do życia. Niedźwiedzi wydawał się dobrym osobnikiem i nie słyszała, by jego zachowanie dotychczas budziło u kogokolwiek obawy. No, może gdyby policzyć niektóre marudy, zdanie to mogłoby się zmienić, jednak ona miała w zwyczaju ich nie uwzględniać przy wyrabianiu sobie opinii o kimś innym.
— Tu co drugi wojownik byłby chętny, jesteśmy naprawdę miłą grupą! — zapewniła, ponownie odsuwając od myśli parę jednostek. Nawet teraz odbierała wrażenie, że gdzieś z drugiego końca obozu, pomarańczowe ślepia ich lidera zawieszają nieufne spojrzenie na jej rozmówcy. — Chcesz się przysiąść? Nie lubię siedzieć w samotności, a wszyscy znajomi pouciekali mi na patrole — rzekła, powierzając duże nadzieje w jego zgodę.
Był jednak czymś jeszcze jej nieznanym, a to było dla niej równoznaczne z określeniem "ciekawym".
Kocur zaśmiał się ciepło.
— Właściwie to nawet liczyłem na jakieś towarzystwo do posiłku, więc bardzo chętnie — oświadczył, zajmując wskazane miejsce.
Bijąca Północ rozejrzała się po obozie, czy na pewno w zasięgu jej wzroku nie widnieje żadna znajoma mordka spragniona jej towarzystwa, po czym skierowała pysk w stronę kandydata na nowego kolegę.
— Twoim mentorem została Delikatna Bryza, prawda? — zapytała, choć doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Miała okazję rozmawiać z szylkretką i ta sama przyznała się do posiadania nowego ucznia. Podkreśliła jej do tego, że ma niesamowite szczęście do terminatorów lubujących się w "bagatelizowaniu wszelkich objawów uszczerbków na zdrowiu i zwlekania z odwiedzinami medyków aż do najbardziej kryzysowego momentu". Północ wyczuła w tym pewien przytyk, a przecież na ten moment stanowiła świetny okaz zdrowia!
— Dokładnie — potwierdził wesołym tonem.
— Mnie też uczyła — odparła niemalże natychmiastowo. — Na lepszego kota trafić nie mogłeś. Może brak jej czasami odpowiedniej ilości energii, ale jest świetną towarzyszką i do treningów i do polowań i do rozmów i do wszystkiego — wymieniła na jednym wdechu.
Co jak co, ale byłą mentorkę musiała jak najlepiej zaprezentować. Oczywiście Niedźwiedź na pewno zdążył już poznać lepiej Delikatną Bryzę, ale liczyła, że dzięki temu potwierdzi jej słowa. Nie wyglądał na takiego, co miałby się z nią sprzeczać.
— O, naprawdę? To może jesteś w stanie mi doradzić, jak z nią rozmawiać, bo mam wrażenie, że co chwilę robię coś nie tak, bo wydaje się... poirytowana — ujął z wahaniem.
Zmrużyła oczy w namyśle. Trudno jej było odpowiedzieć, bo nią mentorka zdawała się wiecznie zmęczona i załamana. Cóż poradzić, że Północ żyła we własnym świecie i ciężko było jej się wpasować w spokojny tryb szylkretki?
— Może nie zdążyła odpocząć po treningach ze mną — rzuciła, dzieląc się ów myślą na głos. — To znaczy, nie żebym specjalnie ją męczyła! — dodała od razu, by brązowy nie wziął jej za jedną wielką "męczydupę" i nie zwiał w podskokach. — Po prostu obie miałyśmy inny tryb działania, a mi zdarzało się nie do końca słuchać i musiała mi często powtarzać wszystko po kilka razy. Nie moja wina, że zawsze gdy zaczynała dłuższe wypowiedzi, musiało dziać się coś ciekawego za jej plecami...
Nie precyzowała, co dokładnie odciągało jej uwagę. Już nawet nie pamiętała. Nieraz mógł to być zwykły motylek, innym razem spadający z drzewa listek — natura nie była po stronie Delikatnej Bryzy, więc łatwiej było Bijącej Północy zwalić na zrządzenie losu, aniżeli wziąć winę na swój brak skupienia.

<Niedźwiedziu?>

21 lipca 2024

Od Niedźwiedziej Łapy Do Bijącej Północy

 *Akcja dzieje się po dołączeniu Miodka do KK; nie chciałam, żeby mi chłopak zaczął mdleć*


Niedźwiedziowi podobało się życie w klanie. Oczywiście, nie przebywał tutaj długo, zaledwie kilka wschodów słońca, ale od początku zwrócił uwagę na wszelkie wygody. Nie musiał martwić się o to, że nie będzie umiał znaleźć zwierzyny na obiad, albo że złapie go nagła zawierucha, a po suchej i bezpiecznej norce ani śladu, a jak już jakąś znajdzie, przegoni go wściekły borsuk czy rudy lis. Miał gdzie wracać; legowiska były ciepłe i miękkie, stos zwierzyny piął się w górę z każdym dniem, a uczniowie, mimo że dużo młodsi, chętnie z nim gawędzili i słuchali jego historii. To ostatnie chyba podobało mu się najbardziej. Dzieliła ich duża różnica wieku, ale radosne, otwarte usposobienie Miodka sprawnie niszczyło jakiekolwiek bariery. Opowiadał im o swoich podróżach, gościach, których poznał, betonowej dżungli czy rodzinnym domu. Jeden z terminatorów był nawet w podobnym wieku, a więc czekoladowy nie czuł się skrępowany. Miło było zawsze mieć koty dookoła siebie; dzielenie języków było jego ulubionym momentem w dniu. Przestrzegał się przesiadywania codziennie z tymi samymi kotami; chciał poznać każdego w Klanie Klifu; nawet tych do niego uprzedzonych. Nie rozumiał tych wrogich spojrzeń, ale wiedział, że jego tryb życia wędrowcy po prostu przystosował go do akceptowania wszystkich i wszystkiego.
Treningi również nie były dla niego niczym trudnym do zniesienia. Wiedział, że tak będzie już podczas mianowania. Lider-Srokoszowa Gwiazda; jedyny kot, do którego miał mieszane nastawienie, głównie dlatego, że był on również jedynym klifiakiem, o którym wcześniej co nieco słyszał, i o Klanie Gwiazdy, miłe słowa to to nie były, przydzielił mu najwspanialszego mentora, jakiego mógł sobie wymarzyć, a mianowicie Delikatną Bryzę-przepiekną nieznajomą, której pysk olśnił go wraz z przekroczeniem złotych kłosów.
Pod okiem tej niesamowitej damy Niedźwiedzia Łapa uczył się głównie znajomości terenów i obyczajów. Był świetnym łowcą, co musiała nawet przyznać szylkretka, a więc “treningi” polowania były bardziej pretekstem do zdobywania piszczek dla reszty klanu, niż do nauki. W walce również sobie radził, na tyle na ile pozwalały jego fizyczne przeszkody. Braki w sile nadrabiał sprytem; wykorzystywał fakt, że uczył się pojedynkowania od kotów, których sposoby pokonania przeciwnika nigdy wcześniej nie dotarły do mieszkańców wybrzeży. Mógł nie skromnie powiedzieć, że szło mu świetnie. Często brali udział w patrolach; zapach żółtookiego nie był jeszcze dostatecznie rozpoznawalny i charakterystyczny dla kocura z Klanu Klifu, więc nie zajmował się znaczeniem granic, ale samo podążanie ich śladem, było idealnym sposobem na zapamiętanie ich rozłożenia. Kilka razy nawet spotkali patrole z Klanu Wilka czy Klanu Nocy. Uczył się o kodeksie wojownika, roli medyka, protektora, zastępcy i lidera; obserwował piastunów tych stopni bardzo uważnie, a nawet starał się z nimi gawędzić. Tak naprawdę tylko Srokoszowa Gwiazda i Przyczajona Kania nie byli skorzy do przyjacielskich rozmów, ale Miód uzasadniał to po prostu ilością stresu i obowiązków, jakie na pewno nosili na swoich barkach.
Dwaj protektorzy okazali się być bardziej skorzy do pogaduszek. Niedźwiedź często wykorzystywał, że ich głównym zadaniem było w sumie właśnie to; rozmawianie z klifiakami. Kornikowa Kora mimo dojrzałego wieku był pełen wigoru. Żartowali podczas dzielenia języków; to właśnie od niego ówczesny samotnik zdobył bardziej praktyczny wgląd w osobowości innych kotów. Szary Klif, choć równie sympatyczny, był bardziej wycofany i mniej skory do plotkowania czy dzielenia się opiniami.
Wśród klifiaków był jeszcze jeden niezwykle ciekawy jegomość, z którym Niedźwiedź miał już do czynienia. Judaszowcowy Pocałunek… Już przez pierwsze dni ten gagatek zdołał nieźle przerazić zwykle wyluzowanego ucznia. Był tajemniczy, a jego rola w tej społeczności była na ten moment bardzo zagadkowa dla kocura. Początkowo myślał, że jego typowe zachowanie pozwoli na przekupienie wojownika, jednak ten okazał się twardym orzechem do zgryzienia. Był nieufny, wręcz wrogi, a jego spojrzenie było już wypalone na grzbiecie żółtookiego. Starał się wciąż być względem niego uprzejmym, ale przyhamował z żartami czy przekomarzankami. Na początku próbował też wkupić się w jego łaski przez Jeżówkową Łapę; to też skończyło się fiaskiem.
Przez dłuższy czas nie miał za wiele do powiedzenia o dwóch medyczkach. Unikał interakcji z chorobami i rzeczami z nimi związanymi, więc postanowił nie zapuszczać się do ich legowiska, jeśli nie będzie kategorycznie musiał. Wiedział, że czasami uczniowie pomagali kocicom przy zbieraniu ziół, ale nikt go jeszcze o to nie poprosił, a więc sam nie wychodził z taką inicjatywą.
Prędko jednak zmienił się stan zdrowia terminatora. Od paru wschodów księżyca czuł się jakiś słaby. Zawsze był leniuchem, ale teraz po prostu nie miał siły na normalne funkcjonowanie. Szybko również, głównie nocą, kiedy temperatura nieco spadała, a do obozu przenikała morska, chłodna bryza, przez jego grzbiet przechodziły gwałtowne dreszcze, przez które sen był niemal niemożliwy. Brak odpoczynku doprowadził go parę razy niemal do omdlenia. Na jednym z treningów, gdzie łapy uginały się pod nim, a wzrok był rozbiegany i szklisty, Delikatna Bryza zganiła go za ten brak odpowiedzialności za swoje zdrowie i wysłała bez słowa sprzeciwu do Czereśniowej Gałązki i Liściastej Sadzawki. Kocur nawet nie pisnął.
We dwójkę skierowali się z powrotem do obozu. Serce mu waliło, gdyż kilka razy, gdy nagle czuł wirowanie w głowie, musiał oprzeć się na boku mentorki, a ta, mimo nie bycia zainteresowaną czekoladowym, musiała przecież być dla niego podporą, nie tylko podczas treningu, ale, jak teraz, i fizycznie. Gdy weszli za wodospad, zostawiła go. Skierowała się do Przyczajonej Kani, by powiadomić go o niedyspozycji ucznia. Niedźwiedzia Łapa doczłapał do legowiska medyczek. Znalazł tylko szylkretową; jak potem się dowiedział, młodsza z nich wyruszyła na poszukiwanie ziół. Czereśniowa Gałązka nie musiała nawet pytać o samopoczucie gościa; wilgotny wzrok, najeżone futro i widoczne zmęczenie mówiło więcej niż cały wykład; gorączka, a do tego bardzo zaniedbana i już kilka dni nieleczona. Westchnęła i wskazała ogonem na jedno z liściastych posłań. Miodek padł na nie, zwijając sie w kłębek; było mu potwornie zimno. Fioletowooka zaczęła szperać w wiązankach, szukając odpowiednich roślin; miała nadzieje, że przynajmniej wonna lawenda gdzieś się ostała i nie będzie musiała czekać na powrót asystentki. Na szczęście znalazła kilka pojedynczych łodyżek. Przyjemne zapachy od razu dosięgły chorego. Wyciągnął szyje w stronę starszej, która już szła w jego stronę. Położyła kwiaty pod jego nosem, pozwalając mu cieszyć się ich leczniczymi właściwościami. Ogórecznik niedawno się skończył i to również po niego wybrała się Liściasta Sadzawka w towarzystwie Bijącej Północy.
Minęło południe. Aromat lawendy uspokoił kocura; dreszcze ustały, ale osłabienie wciąż mąciło mu w głowie. Wtedy właśnie wróciły obydwie kotki. Asystentka medyczki w towarzystwie ciemnej wojowniczki, którą Miód znał wyłącznie z widzenia. Czereśniowa Gałązka spytała je o niebieskie kwiatuszki, a kotki pokazały dużą ilość różnorakich roślin zawiniętych w jeden, wielki liść. Już w następnej chwili czekoladowy przeżuwał liście; były cierpkie i bardzo aromatyczne, ale ich sok miło nawilżał jego bolący przełyk, wydawało się jakby odżywiły one jego całe ciało. Od razu poczuł się lepiej. Wciąż był obolały i zwiotczały, ale przynajmniej teraz wiedział, że mu się poprawia.

* * *

Dojście do pełni zdrowia zajęło mu krótko; był młody i witalny, a więc jego układ odpornościowy, z pomocą lekarstw, szybko uporał się z gorączką. Tego ranka opuścił medyczki, które zdążył poznać aż do cna. Cieszył się, że może znów uczestniczyć w dzieleniu języków z całym klanem. Wybrał ze stosu zwierzyny ładną sójkę i zaczął się rozglądać. Dojrzał czarne futerko, które szybko rozpoznał. Wojowniczka, która pomagała w szukaniu dla niego ziółek. Potruchtał do niej; siedziała sama, więc wiedział, że nie może go przegonić pod pretekstem rozmowy z kimś innym.
— Witaj! Jesteś Bijąca Północ prawda? — uśmiechnął się i usiadł naprzeciwko wojowniczki, troszkę zbitej z tropu przez tak nagłe pojawienie się gościa. — Chciałem ci podziękować, najprawdopodobniej umarłym śmiercią ciężką i bolesną gdyby nie twoje roślinne zawiniątka.

Wyleczeni: Niedźwiedzia Łapa

[1240 słów, trening wojownika]
[przyznano 25%]
<Bijąca Północ?>