BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Poplamione Piórko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Poplamione Piórko. Pokaż wszystkie posty

14 kwietnia 2018

Od Poplamionego Piórka C.D Wychodzącej Łapy

Mimo późnej Pory Opadających Liści, dzięki staraniom członków klanu stos zwierzyny był niemały. Poplamione Piórko właśnie odchodziła od niego z chudą myszą w zębach, kiedy coś w nią wpadło. Nie coś, ktoś, Wschodząca Łapa.
- Przepraszam - powiedziały niemal równocześnie, ale ciałko gryzonia zniekształciło wypowiedź pointki. Parsknęła cichym śmiechem i odłożyła mysz na ziemię.
- Jak tam trening, Wschodząca Łapo? - zagadnęła, odsuwając się lekko na bok, by zrobić miejsce dla innych kotów przychodzących się pożywić. - Dogadujesz się z innymi uczniami?
- Jest super! Wierzbowe Serce to wspaniała mentorka - odpowiedziała uczennica z radością w oczach. Poplamione Piórko zauważyła kątem oka, że stojąca nieopodal wspomniana kotka uśmiecha się pod nosem. Nagle szylkretka lekko spochmurniała. - Tak... Dobrze, tylko Pylna i Muchomorowa Łapa trochę się naprzykrzają.
- Jeśli chcesz, to mogę z nimi...- zaczęła wojowniczka, ale na widok zalęknionego spojrzenia Wschodzącej Łapy zrezygnowała z tej myśli. Zapewne kotka nie chciała wyjść na skarżypytę. Spróbowała uśmiechnąć się krzepiąco - Cóż, faktycznie, to dwa łobuzy. Ale ostatecznie są już duzi, jeżeli nie wytną żadnego numeru, to pewnie niedługo zostaną mianowani i wyniosą się z legowiska uczniów. Ostatnio dobrze im szło.
- Tak, może - Uczennica westchnęła cichutko, ale zaraz podniosła głowę i spojrzała z zaciekawieniem na Poplamione Piórko. - Podoba ci się życie wojownika?
- Czasem tęsknię za nauką i dowiadywaniem się nowych rzeczy, ale na nic bym tego nie zamieniła! - odparła wesoło kotka. - Może teraz zjedz coś, wyglądasz na zmęczoną po polowaniu.
- Masz rację, prawie bym zapomniała - zgodziła się Wschodząca Łapa, i wybrała sobie coś ze stosu. Poplamione Piórko pożegnała się i odeszła kawałek dalej. Chociaż wojowniczka polubiła wesołą uczennicę, to jej dzisiejsze pokłady energii były już na wyczerpaniu i wolała się położyć, zwłaszcza, że robiło się ciemno. A poza tym chciała zjeść swoją mysz.
Podczas posilania się przez głowę przelatywały jej różne myśli. Z jednej strony jej koledzy byli znanymi figlarzami, jednak kotkę dziwiło ich zachowanie. Miała nadzieję, że to nic poważnego i tylko się przekomarzają. W końcu to przecież dobre koty, podsumowała w myślach, ziewnęła i ułożyła się do snu w legowisku.
* * *
Pora Nagich Drzew na dobre zagościła w lesie. Jednak razem z nią tym razem przypałętał się gość na gapę - tajemnicza zaraza, na którą na razie nie znaleziono lekarstwa. Obserwując, jak kolejne koty chorują lub doznają tajemniczych objawów, Poplamione Piórko dziękowała Klanu Gwiazdy za to, że nic jej nie jest. Medyczki podejmowały rozpaczliwe próby odkrycia medykamentu, który pomógłby w walce z niespodziewanym problemem, jak na razie jednak bez skutku.
- Poplamione Piórko, pójdziesz ze mną poszukać ziół? Może coś uchowało się pod śniegiem - zaproponowała Różany Kwiat, wychodząc z legowiska medyków. Kotka poczuła lekką ekscytację. Perspektywa zrobienia czegoś innego niż polowanie, co przysłużyłoby się klanowi, napawała ją radością, nawet jeżeli miały niczego nie znaleźć.
- Chętnie - odpowiedziała. - Może weźmiemy jeszcze kogoś? Będzie łatwiej.
Szylkretka kiwnęła głową, na co wojowniczka pobiegła w kierunku...
No właśnie, gdzie miała pójść? Pylna i Muchomorowa Łapa byli aktualnie na treningu, poza tym ostatnio kiepsko się czuli. Teoretycznie mogła zawołać kogokolwiek, jednak właśnie uświadomiła sobie, że poza dwoma kocurami - no, może jeszcze Niedźwiedzią Gwiazdą, ale kto by wołał lidera klanu w takiej sprawie? - bliżej nie zna nikogo. Wydało się jej to dosyć smutne, ale nie mogła przecież wiecznie stać na środku obozu. Poszła więc do pierwszego kota, który wpadł jej do głowy, czyli do Wschodzącej Łapy, która szczęśliwie była w legowisku uczniów.
- Cześć, Wschodząca Łapo! - przywitała się. - Chcesz iść z nami szukać ziół?
<Wschodząca? Przepraszam, że takie denne>

16 marca 2018

Od Poplamionej Łapy (Poplamionego Piórka)

Poplamiona Łapa weszła do obozu z kosem w pysku. Zwierzyna była jeszcze dosyć tłusta, a kiedy zwierzęta robiły zapasy na Porę Nagich Drzew, nie było trudno je schwytać. Mam dziś dobry dzień, pomyślała kotka, kładąc ptaka na stosie piszczków. W zamian wzięła sobie jaszczurkę. Kiedy spojrzała na swoją kolację, jej myśli mimowolnie powędrowały do przeszłości małego gada. Pewnie chciał skorzystać z ostatnich promieni słońca, kiedy z krzaków wyskoczył wielki kształt. Pewnie próbował uciec. Poplamiona Łapa wyobraziła sobie przerażenie zwierzątka i łomoczące w jego piersi maleńkie serduszko.
Nie, no co ty. To tylko głupia jaszczurka.
Ale ona miała swoją norkę, rodzinę, jaszczurze dzieci...
Te myśli, jakkolwiek absurdalne, odebrały uczennicy ochotę na jedzenie.
- Pylna Łapo, chcesz? - zapytała czyszczącego sobie sierść kocura.
- Nie jesteś głodna? - zdziwił się, ale szybko pochłonął zdobycz. Życie. Tak szybko przemija. Poplamiona Łapa otrząsnęła się. Co ją naszło na jakieś filozoficzne rozważania? Kotka wyciągnęła do przodu przednie łapy i zaczęła się przeciągać. Zmrużyła oczy, delektując się promieniami zachodzącego słońca.
- Poplamiona Łapo? - głos mentora zaskoczył ją i prawie straciła równowagę. Niezdarnie przywróciła się do pionu i spojrzała lekko zawstydzona na Niedźwiedzią Gwiazdę.
- Tak?
- Myślę, że już czas. - odpowiedział z błyskiem w oku, odchodząc nieco na bok.
- Czas na co? - wypaliła kotka, zanim zdążyła się zastanowić. Lider przewrócił oczami z uśmiechem.
- Na twoje mianowanie, mysi móżdżku.
Mysi móżdżek musiał w tej chwili poświęcić kilka uderzeń serca, żeby zrozumieć, że Niedźwiedzia Gwiazda kieruje te słowa właśnie do niego. Następnie usiłował te słowa zrozumieć, a po tej czynności był już teoretycznie gotowy na reakcję. Teoretycznie.
Właściwie Poplamiona Łapa wiedziała od pewnego czasu, że dostanie 'awans', jednak wcześniej wydawało jej się to bardziej odległe. Świadomość, że ma zostać wojowniczką właśnie teraz, zamieniła jej myśli w czysty chaos, jaki tworzą w lesie przymrozki w późnej Porze Nowych Liści.
Wreszcie zaświeciły jej się oczy, a na pyszczku zagościł wyraz podekscytowania. Mentor uśmiechnął się jeszcze raz, po czym zwołał klan.
Została odprawiona ceremonia. Teraz kotka nie była już uczennicą, a Poplamionym Piórkiem, wojowniczką Klanu Klifu. Koty podchodziły do niej, żeby pogratulować.
- Fajnie, że się wyniesiesz. Strasznie chrapiesz - ziewnął Pylna Łapa, dając jej przyjacielskiego kuksańca.
- Dzięki - mruknęła ze śmiechem. - Jeszcze tylko wytrwać noc...
- E tam, jeszcze jest ciepło. Masz szczęście - powiedział Muchomorowa Łapa. - Nam się pewnie trafi Pora Nagich Drzew...
Chwilę jeszcze pogawędzili, po czym uczniowie odeszli do swojego legowiska. Nowo mianowana wojowniczka stanęła na straży obozu. Nie zaśnie. Nie. Może pomoże w tym myślenie o smutnym losie jaszczurek..?
<Ktoś chętny?>

13 lutego 2018

Od Poplamionej Łapy CD Żądełka

Poplamiona Łapa spojrzała z niemałym zdziwieniem na kociaka, który wydał jej ten, chciałoby się rzec, rozkaz. Zaraz jednak ochłonęła.
- Nie jesteś jeszcze za mała? - spytała z politowaniem.
- Ja? Wcale nie! - koteczka zatrzęsła się ze złości, wbijając pazurki w ziemię. - Jeśli nie chcesz, to znajdę sobie kogoś innego, ale naskarżę na ciebie, że mi nie chciałaś pomóc, kiedy byłam chora!
- Ale... ty nie jesteś chora - zauważyła niezwykle odkrywczo uczennica.
Szylkretowa kotka rzuciła jej złośliwe spojrzenie, po czym powlokła się w stronę legowiska medyka, zataczając się i pokasłując. Na długość lisa od swojej destynacji zachwiała się i upadła.
- Żądełko? Co się dzieje? - zapytała medyczka, wychodząc na polanę.
Koteczka zaczęła się powoli gramolić na łapy, ale zatrzęsła się i znów upadła. Oglądająca ten teatrzyk z pewnej odległości niebieskooka kotka westchnęła.
- Bo... - zaczęło kocię drżącym głosem - ...bo tak źle się poczułam, a ona.. - tu wskazała łapką na Poplamioną Łapę - ...nie chciała mi pomóc...
Uczennica, obrzucona pełnym wyrzutu spojrzeniem medyczki, już podchodziła, żeby się obronić, kiedy pojawił się Borsuczy Cień.
- Coś ty znowu wymyśliła? - westchnął, podnosząc swoją córkę na nogi, po czym spojrzał na Fenkułowe Serce. - Przepraszam za nią, czasem tak ma. Była zdrowa, po kilku sekundach miała złamaną łapę, a teraz - umiera, ale jak zwykle ze złości na kogoś. Chodź, Żądełko.
Koteczka rzuciła jeszcze Poplamionej Łapie ostatnie, mordercze spojrzenie zielonych oczu, po czym zniknęła wraz z ojcem w żłobku. Kotka nie wątpiła jednak, że zaraz się z niego wymknie.

<Żądełko?>

10 lutego 2018

Od Poplamionej Łapy

Uczennica wybiegła w podskokach z obozu. Miała przeczucie, że nie idzie na zwykły trening - i nie myliła się.
- Poplamiona Łapo, dziś spotka cię... niespodzianka - poinformował ją Niedźwiedzia Gwiazda, również wychodząc. - Ale teraz: wyczuwasz jakąś zwierzynę?
Kotka odpowiedziała, że czuje słaby zapach jakiegoś ptaka, a oprócz tego raczej nic szczególnego. Faktycznie, w niezbyt wysokich gałęziach młodego dębu coś cicho świergotało. Kosa, bo to był on, nie udało się jednak złapać.
Poplamiona Łapa wraz z mentorem kontynuowali wędrówkę po lesie. Niedźwiedzia Gwiazda sprawdzał kotkę wcześniej niż zwykle. W pewnym momencie, kiedy poszłą za zapachem nornicy i już-już miała ją złapać, nagle ktoś na nią skoczył. Siła uderzenia zbiła ją z łap, pisnęła. Zaskoczona, z trudem rozpoznała w napastniku swojego przywódcę, który teraz unosił łapę do ciosu. Jeszcze w szoku, zrobiła szybki unik. Czy to miała być ta 'niespodzianka'? Czy Niedźwiedzia Gwiazda chce sprawdzić jej umiejętności?
Kocur skoczył na nią jeszcze raz, tym razem go uniknęła, jednak wciąż się cofała.
- Dalej, co tak słabo? - zapytał lider, po czym znów się zamachnął.
Teraz kotka po zrobieniu uniku skoczyła na niego. Pozwolił jej na siebie spaść, po czym szybko przekręcił się na grzbiet, przyciskając ją do ziemi. W takiej pozycji, nie mając oparcia, nie mógł jednak powstrzymywać jej zbyt długo. Wykręcając się na wszystkie strony, wywinęła się i skoczyła na niego jeszcze raz. Tym razem udało jej się przygwoździć kocura do ziemi. Trzymała mocno, a Niedźwiedzia Gwiazda nie mógł się wyszarpać. Wreszcie puściła.
- Dobrze, dobrze - uśmiechnął się, wstając i otrzepując sierść z piachu. - Musisz tylko pamiętać, żeby atakować trochę odważniej. Po za tym myślę....
Poplamiona Łapa wręcz skamieniała w oczekiwaniu, co powie kocur.
-...myślę, że już niedługo będziesz mogła zostać wojowniczką.
Te słowa podziałały na kotkę niczym miód na pszczoły. Miała ochotę skakać z radości i rzucić się ze szczęścia na Niedźwiedzią Gwiazdę, ale powstrzymała się.
- Wspaniale! - zawołała tylko, świecąc oczyma, po czym zaczęli wracać do obozu.
<Ktokolwiek albo nikt?>

05 lutego 2018

Od Poplamionej Łapy C.D Orlej Łapy

- Poplamiona Łapo, co robiłaś tak blisko terenów Klanu Wilka? - zapytał Niedźwiedzia Gwiazda, patrząc uważnie na uczennicę.
- Nornik pobiegł w tamtą stronę - odpowiedziała, jednocześnie wstydząc się kłamstwa.
- A gdzie on teraz jest?
- Em... Zanim zdążyłam go złapać, spadł - miauknęła, wbijając wzrok we własne łapy.
- Więc następnym razem postaraj się być szybsza od niego, ale nie goń zwierzyny, jeśli biegnie w stronę urwiska. To może być bardzo niebezpieczne. - pouczył ją mentor, rzucił jej badawcze spojrzenie i ruszył w stronę obozu. Poplamiona Łapa pomyślała, że wie to aż za dobrze, ale tylko kiwnęła głową i poszła w ślad za nim, po drodze wskazując miejsca, w których zakopała zdobycz.
~ ~ ~
Kotka jadła jedną z upolowanych nornic w legowisku uczniów, rozmyślając nad wydarzeniami tego dnia. Chociaż udało jej się upolować całkiem sporo i mentor po powrocie do obozu pochwalił ją, czuła się winna z powodu spotkania z Orlą Łapą, a jednocześnie coś ją tam ciągnęło i chciała znaleźć go jeszcze raz. Przez to wszystko już po chwili miała w głowie zupełny mętlik, więc szybko dokończyła nornicę i wyszła na zewnątrz, żeby odetchnąć świeżym powietrzem. W obozie zdawało się jednak być również za duszno. Wymknęła się z niego i zeszła zboczem na piaszczystą plażę poniżej klifu, gdzie usiadła jak najdalej od morskiej wody, wpatrując się w horyzont. Słońce kończyło już swą wędrówkę po niebie i właśnie zaczynało zmieniać swój kolor na pomarańczowy, pokrywając otoczenie ognistymi refleksami. Pod wpływem kojącego szumu wielkiej wody Poplamionej Łapie ułożyły się myśli. Stwierdziła, choć z pewnym żalem, że nie spotka się z uczniem Klanu Wilka. Chciała, żeby ją w pełni zaakceptowano, a chociaż większość kotów przestała się już przejmować jej pochodzeniem, to uczennica nie dowiodła jeszcze swojej lojalności, a wymykanie się do kotów z innych klanów na pewno jej w tym nie pomoże. Z takimi postanowieniami wróciła do obozu.
~ ~ ~
Minął księżyc od widzenia się kotki z Orlą Łapą. Poplamiona Łapa zdążyła już o tym zapomnieć. Porządkowała właśnie legowisko uczniów, kiedy wszedł do niego Pylna Łapa.
- Poplamiona Łapo, Niedźwiedzia Gwiazda mówi, żebyś poszła ze mną, Sójczym Skrzydłem i innymi wojownikami na patrol - poinformował ją.
- Chętnie. - Uczennica przeciągnęła się i wyszli z legowiska, po czym dołączyli do patrolu porannego. Kotka czuła się wyśmienicie, chętnie odpowiadała na pytania, zadawane jej czasem przez wojowników. Nie wyczuwali żadnych obcych zapachów na terytorium klanu, szybko posuwali się wzdłuż granicy. Poplamiona Łapa często radośnie wybiegała naprzód czy żartowała sobie z Pylną Łapą, aż do chwili, kiedy nagle zorientowała się, w jakim kierunku idą, i wszystko sobie przypomniała. Zmarkotniała, czego drugi uczeń nie zauważył, bo dalej śmiał się z jej dowcipu o trzech nornikach. W ogóle norniki i nornice przewijają się przez to wszystko jak złe duchy, pomyślała uczennica, ale co poradzić - takie życie kota.
W miarę jak zbliżali się do Przeprawy, kotka zaczynała się coraz bardziej wahać. Wmawiała sobie, że nie powinna iść do Orlej Łapy, ale jakiś cichy głosik w jej umyśle domagał się spotkania z nim. Kazała temu wszystkiemu siedzieć cicho, ale kiedy patrol doszedł do 'mostu' powiedziała kotom, że sprawdzi, czy drzewo pozostało bezpieczne, i żeby na nią nie czekały. Sama zdziwiła się swoim słowom, ale na zmianę zdania nie było czasu - Sójcze Skrzydło kiwnęła głową i ruszyli dalej. Kotka spojrzała w kierunku terenów Klanu Wilka. Spomiędzy gałęzi wychynął rozjaśniony uśmiechem pyszczek Orlej Łapy.
<Orla Łapo? >

03 lutego 2018

Od Poplamionej Łapy

Nornico, pozdrów babcię. Albo przynajmniej powiedz jej, że nie wrócisz na kolację - pomyślała Poplamiona Łapa, wybijając się, a potem opadając miękko na puszyste zwierzątko. Po chwili gryzoń spoczywał już w jej pyszczku.
- Dobrze! - pochwalił ją mentor. - Zakop ją, a potem popolujesz trochę sama.
- A ty? - zapytała uczennica, nie mogąc powstrzymać ciekawości.
- Ja muszę przemyśleć kilka spraw, a tym czasem mam nadzieję, że nie zapomniałaś, jak polujemy na ptaki...
- Oczywiście, że nie! - gorąco zaprzeczyła kotka.
- Więc wykaż się ty teraz - odparł Niedźwiedzia Gwiazda z błyskiem w oku, po czym odszedł w kierunku obozu.
Uczennica przeszła kilka kroków, podekscytowana. Czy przywódca właśnie powiedział, że będzie ją obserwował, czy miał na myśli co innego? Niezależnie od tego, Poplamiona Łapa obiecała sobie, że będzie się starać, a pod koniec dnia stos zdobyczy będzie tak duży, że nie zdołają wszystkiego zjeść. W zasadzie ostatnio zwierzyny przybyło, ze względu na Porę Nowych Liści, i nadwyżkę żywności zakopywano coraz częściej, ale odsunęła od siebie tę myśl. Tak czy siak złapie tyle, ile potrafi.
Wędrowała po lesie, co jakiś czas łapiąc ptaki czy gryzonie, które się nawinęły (i, co tylko trochę mniej czasu, jedynie je przepłaszając). W pewnym momencie natknęła się na patrol, z którym poszedł Pylna Łapa, i razem z kolegą złapali wiewiórkę. Czasem wyczuwała Niedźwiedzią Gwiazdę, ale ilekroć próbowała skupić się na jego zapachu, gubiła go. Jeśli naprawdę ją obserwował, a jej nos nie robił sobie z niej żartów, to był bardzo dobry w skradaniu się, co tylko pogłębiło jej szacunek do lidera.
Kiedy słońce było na szczycie nieba, Poplamiona Łapa zdała sobie sprawę, że zaszła już dość daleko. Znajdowała się tuż przy granicy z Klanem Wilka, przy Przeprawie. Przewalony nad wąwozem olbrzymi pień robił ogromne wrażenie. Już miała zawrócić, kiedy po drugiej stronie Głębokiej Ścieżki coś się poruszyło. Uczennica zamarła. Między gałęziami śmignęło szare, pręgowane futerko, a kotka poczuła znajomy zapach. Na szczęście tylko jeden.
- Orla Łapa? - zawołała, wytężając wzrok. Spomiędzy liści wysunęła się głowa kocurka, który spojrzał na kotkę z radością, a zarazem zdziwieniem.
- Cześć! Co tu robisz? - zapytał.
- Jestem na polowaniu - odpowiedziała. Czy może wejść na pień? Teoretycznie tak, nie należy on ściśle do żadnego z klanów. Ale Niedźwiedzia Gwiazda raczej by tego nie pochwalił.... Poplamiona Łapa zawęszyła, ale nie wyczuła jego zapachu. Nie było też go słychać ani widać.
- Za czym tak się rozglądasz? - zaciekawił się Orla Łapa. Uczennica zawahała się, stawiając pierwszy krok na pniu.
- Em... Mój mentor też poluje, ale jest dalej. Chciałam sprawdzić, czy może mnie nie szuka. - odpowiedziała w końcu, posuwając się dalej. Kocurek, widząc, że idzie, też wszedł na kłodę.
Nagle Poplamiona Łapa poślizgnęła się na korze i z piskiem zsunęła się z pnia. W ostatniej chwili chwyciła się pazurami wystającej gałęzi, ale te również zaczęły się zsuwać. Klanie Gwiazdy, pomóż! - zawołała w myślach, próbując się podciągnąć.
- Poplamiona Łapo! - krzyknął Orla Łapa, podbiegając do niej po kłodzie. W myślach zaklinała go, żeby uważał, bo inaczej też spadnie i będzie po wszystkim, ale nie mogła mu tego powiedzieć, bo całą siłę i samozaparcie skupiła na utrzymaniu się na gałęzi. Kiedy już prawie zleciała, kocurek dotarł do niej i chwycił zębami za skórę za karku, a uczennica resztką siły wciągnęła się z powrotem na pień i wydyszała 'dziękuję'.
W tej chwili poruszyły się gałęzie po stronie Klanu Klifu. Serce Poplamionej Łapy, mimo zmęczenia, prawie zamarło.
Czy to Niedźwiedzia Gwiazda?
<Orla Łapo?>

20 stycznia 2018

Od Poplamionej Łapy C.D Mgiełki

Od nocy wypełnionej piskami Mgiełki i Czarnuszka minął już jeden księżyc - no, może trochę więcej. Pylna i Muchomorowa Łapa od dawna sypiali już w legowisku uczniów. Poplamiona Łapa zwinnie wyminęła zalegające gdzieniegdzie kupki i tak topniejącego śniegu. Szybko dotarła do wyjścia z obozu, skąd Niedźwiedzia Gwiazda miał zabrać ją na trening. Zamiast niego zastała tam jednak Borsuczy Cień z jego uczniem.
- Niedźwiedzia Gwiazda ma teraz dużo zajęć i poprosił mnie, żebym zabrał cię na trening razem z Muchomorową Łapą - wyjaśnił szybko czarny kocur, po czym opuścił obóz. Uczniowie podążyli za nim na niewielki zacieniony skrawek ziemi, na którym pozostało jeszcze wiele śniegu. Tam mentor kazał im poćwiczyć walkę, a po chwili przerwał, by skorygować błędy i pokazać nowe ruchy. Koty okładały się nawzajem łapami ze schowanymi pazurami, co chwilę przewracając się na z wolna znikający biały puch. Kiedy już się zasapali, zawrócili do obozu.
- Borsuczy Cieniu, możemy zapolować? - zapytał w pewnym momencie Muchomorowa Łapa, natychmiast się ożywiając.
- Dobrze - zgodził się kocur, przystając. - Czy wyczuwasz jakąś zwierzynę?
Poplamiona Łapa przypatrywała się, jak uczeń wystawia pyszczek do wiatru i niucha. Już miał coś odpowiedzieć, kiedy nagle zmarszczył brwi i zawęszył mocniej.
- Nie... To niemożliwe... - mruknął pod nosem, zaraz jednak zwrócił się do czarnego kocura. - Borsuczy Cieniu, czuję kocięta z klanu!
Wojownik również zawęszył, zaniepokojony, po czym rozejrzał się na boki.
- Faktycznie, czuć kocięta. Szybko, musimy je znaleźć!
Poplamiona Łapa ruszyła w lewo, kiedy czarny kocur z uczniem poszli w inne strony. Kocięta nie mają bardzo mocnego zapachu, ciężko było się nim kierować. Kotka szybko przestała go wyczuwać i zawróciła. Inne koty nie dawały żadnego znaku, że je znalazły. Przeciskając się z powrotem przez krzewy, o mało co nie przejęła się trochę dalszym odgłosem łamanej gałązki. O mało co, ale jednak. Szybko skoczyła w tamtą stronę, żeby usłyszeć rozmowę:
- Czarnuszku, może lepiej wracajmy, mama będzie się o nas...
- Nie nazywaj mnie Czarnuszkiem! - jednemu piskliwemu głosowi przerwał drugi. - Mówiłem ci, jestem Czarny! I jak chcesz, to sobie wracaj! Ja tu zostanę, bo chcę zostać prawdziwym wojownikiem! A w ogóle...
Tym razem to Czarnuszkowi nie dane było dokończyć, gdyż Poplamiona Łapa dotarła do kociąt, skrytych pod korzeniem sosny. Z drugiej strony pojawił się Borsuczy Cień.
- Co tu robicie, maluchy? - zapytał groźnie. - Jak tutaj doszłyście? Nie wolno wam przecież wychodzić z obozu.
- Przepraszamy, Borsuczy Cieniu - Mgiełka pochyliła pokornie głowę, ale jej brat wyglądał tak, jakby miał zaraz nakrzyczeć na wojownika. W końcu jednak również wymruczał przeprosiny.
- Mieliście dużo szczęścia, mogło was zjeść tyle różnych drapieżników, że nawet nie potraficie sobie wyobrazić - postraszył ich Muchomorowa Łapa, również wyłaniając się z krzaków. Czarny kocurek tylko prychnął, ale oczy jego siostry rozbłysły strachem i ekscytacją.
- To znaczy ile? Jakie drapieżniki? Jak wyglądają? Borsuczy Cieniu, ale w obozie nas nie znajdą, tak? - zasypała wojownika gradem pytań. Ten tylko westchnął.
- Nie, a o resztę zapytasz swoją mamę, kiedy już odrośnie jej futro, bo z niepokoju pewnie całe je sobie zlizała. No już, wracamy do obozu - odparł, i popchnął Czarnuszka nosem do przodu.
<Mgiełko? Coś ich jeszcze może spotkać, zanim wrócą>

12 stycznia 2018

Od Poplamionej Łapy

Poplamiona Łapa z ciekawością wsunęła głowę do żłobka. Kręciło się tam więcej kotów niż zwykle, bo niedawno Pręgowany Grzbiet urodziła kociaki. Teraz dwie puchate kulki tuliły się do jej boku.
- Jak mają na imię? - zapytała uczennica. Kilka kotów na nią zerknęło, ale wróciły do tego, co tam sobie robiły.
- Mgiełka i Czarnuszek - odpowiedziała królowa i dla bezpieczeństwa otoczyła kociaki ogonem. Kotka z pewnym zawodem odczuła jej brak zaufania, jednak zanim zdążyła coś powiedzieć, zza niej wyskoczyły dwa wyrośnięte kociaki. Czy może młode koty, poprawiła się w myślach.
- Hej, Poplamiona Łapo! - zawołał Pyłek, a zanim zdążyła odpowiedzieć, dodał: - Jutro zostaniemy uczniami!
- Właśnie! - zawtórował mu Muchomorek.
- Wspaniale! - Poplamiona Łapa się uśmiechnęła. Wreszcie będzie mogła z kimś dzielić legowisko i rozmawiać po nocy. Poza tym oczywiście cieszyła się z ich "awansu". Z rozmyślań o niewątpliwie świetlanej przyszłości wyrwało ją długie miauknięcie przeciągającego się Czarnuszka.
- O, patrz, Czarnuszek ma tu białą plamkę - powiedział Muchomorek, lekko dotykając małego nosem, co wywołało niespodziewaną reakcję alarmową w postaci gniewnych pisków. Pręgowany Grzbiet polizała go po głowie, żeby go uciszyć.
- Skoro jesteście tacy duzi, to nie przeszkadzajcie kociakom - fuknęła, i wróciła do wylizywania swoich dzieci. Koty wybiegły na zewnątrz, przepychając się nawzajem. Spadający Liść prychnął na ich widok. Czasami Poplamiona Łapa odnosiła wrażenie, że tutaj nie ufa jej nikt oprócz Pyłka i Muchomorka. No, jeszcze Niedźwiedziej Gwiazdy. W sumie rozumiała je, na ich miejscu sama by sobie od razu nie zaufała.
Od zabawy z kolegami oderwał ją jej mentor. Szybko się otrząsnęła i przygotowała na trening. Dziś mieli zacząć szkolenie, Niedźwiedzia Gwiazda chciał jej opisać życie klanu, a później oprowadzić kawałeczek wzdłuż granicy. Kotka już nie mogła się doczekać, więc w podskokach podążyła za mentorem.
* * *
Poplamiona Łapa wróciła do obozu. Teraz z satysfakcją stwierdziła, że wie, gdzie co jest i kto jest kim. Zaczęła rozumieć działanie klanu, a także swoje, na razie marne, znaczenie. Wiedziała też, jaki jest cel jej nauki - zostanie wojownikiem, przynoszącym chwałę Klanowi Klifu i przestrzegającym Kodeksu. Pożegnała się z Niedźwiedzią Gwiazdą, przegryzła coś i udała się do swojego legowiska. Położyła się. Przekręciła. Usiadła. Polizała łapy. Obróciła się dookoła i znów rozłożyła na ziemi.
Mimo zmęczenia, kotka nie mogła się zdrzemnąć. Wokół było zbyt cicho, nie mogła z nikim porozmawiać, nie miała nic do roboty. Poplamiona Łapa westchnęła i wyszła na zewnątrz. Rozmyślała chwilę nad różnymi sprawami, bez celu pałętając się po obozie, oprowadzana przenikliwymi spojrzeniami kilku kotów. Wreszcie skierowała się do żłobka. Pręgowany Grzbiet podniosła głowę; w jej oczach widać było nieufność. Pyłek i Muchomorek spali gdzieś w głębi.
- Ja... chciałam tylko popatrzeć na kocięta - wytłumaczyła się nieśmiało kotka i usiadła w kącie. Królowa jeszcze chwilę czujnie ją obserwowała, ale potem lekko się rozluźniła i zaczęła się wylizywać, czyszcząc również kociaki. Sama Poplamiona Łapa, bezwiednie wodząc wzrokiem od jednego małego do drugiego, zapadła w sen.
<Mgiełko?>

06 stycznia 2018

Od Poplamionej Łapy C.D Ostrego Kła

Plamka pokornie ruszyła za dwójką kotów. Chociaż obawiała się trochę tego, co może spotkać ją w tym całym Klanie Klifu, była ciekawa celu podróży. Rozglądała się na boki, żeby zapamiętać drogę na wypadek, gdyby musiała uciekać. W zasadzie tylko czasem rzucała spojrzeniem na prawo czy lewo, bo głowę zaprzątało jej zastanawianie się, co też ją czeka. Będą chcieli zrobić jej krzywdę? Czy dalej są inne koty? Jeśli tak, to co sobie o niej pomyślą? Będą chciały ją stąd wyrzucić, czy może pozwolą zostać, albo uwiężą?
Wreszcie odgoniła od siebie te pytania, bo zapach, który niosły na sobie idące przed nią koty, nasilił się i wyraźnie pochodził z miejsca, do którego zmierzali.
Pomiędzy drzewami kotka zauważyła przebłyski światła, które przerodziły się w plamy, aż wreszcie trójka kotów opuściła las. Plamka westchnęła z zachwytem. Przed nimi rozciągała się piękna polanka, na której było pełno kotów. Kończyła się ona skalnym klifem, do którego kotka wolałaby się nie zbliżać. Większość przebywających na polanie skierowała na nią swoje spojrzenia - niektórzy zdziwione, inni ciekawskie, paru łypnęło złowrogo, tak, że Plamka aż się przykuliła.
Biało-rudy kocur wraz z pręgowaną kotką poprowadzili ją w stronę pojedynczego legowiska, na którym leżał szary, pręgowany kocur, zapewne ktoś w rodzaju przywódcy tego całego Klanu.
- Witaj, Niedźwiedzia Gwiazdo. - Koty pochyliły głowy, natomiast Plamka myślała tylko o jednym - jak ktoś może mieć tak długie imię?
- Cześć, Ostry Kle i Wierzbowa Skóro! Kim jest ta kotka? - Niedźwiedzia Gwiazda starał się zabrzmieć wesoło, jednak jego oczy zdradzały, że jest przygnębiony.
- To... samotniczka, znaleźliśmy ją niedaleko granicy. Nie chce odejść, twierdzi, że nie ma domu - odpowiedział Ostry Kieł, po czym dodał - czy coś się stało, Niedźwiedzia Gwiazdo? Nie wyglądasz na wesołego.
Pręgowany kocur westchnął.
- Śnieg przysypał dwójkę naszych uczniów. Umarli, zanim Miętowy Oddech i Osmolony Brzuch zdążyli ich odkopać.
- Cierniowa Łapa i Jeżowa Łapa? Nie! - z pyszczka Wierzbowej Skóry dobiegł pełen żalu jęk. Stojący obok kocur przywarł do jej boku.
- Możecie już iść, zajmę się tą samotniczką - powiedział przywódca. Ostry Kieł rzucił mu wdzięczne spojrzenie, odprowadzając kotkę. Plamka spojrzała na nich melancholijnie, nie za wiele rozumiejąc, ale do rzeczywistości przywołał ją głos:
- A teraz, mogę wiedzieć, co robisz na naszym terytorium?
***
- Ona nie może tu zostać! - syknął gniewnie, jak już zdążyła się dowiedzieć, Spadający Liść.
- Nie tylko może, ale powinna! Nie jestem chętny przyjmowaniu samotników, ale Klan Klifu stracił dzisiaj dwóch uczniów, a mamy Porę Nagich Drzew - Niedźwiedzia Gwiazda starał być opanowany, jednak w jego głos wkradało się już zdenerwowanie. - Jeżeli dalej tak pójdzie, nie zdołamy wykarmić klanu!
- Tak, bo samotnik na pewno będzie lojalnie służyć klanowi! Już to widzę, będzie tylko zżerać naszą zdobycz!
- O jej lojalność to już ja zadbam. - Przywódca zerknął na skuloną w kącie kotkę. - Przepraszam za jego krzyki, nie ma sensu, żebyś tego słuchała. Idź do legowiska uczniów, któryś z kotów ci je wskaże.
Plamka otrząsnęła się i, mrucząc podziękowanie, opuściła legowisko lidera. Na zewnątrz zaczepiła któregoś kota, który pokazał jej, gdzie ma się skierować. Ledwo co usiadła skołowana na swoim legowisku, zza wejścia wychynęła mała główka. A potem druga.
- Jak masz na imię? - zapytał jeden z kociaków, wpadając z drugim do środka.
- Plamka - odparła kotka, lekko zdziwiona wtargnięciem kociaków.
- Ale jak to? Przecież uczniowie muszą mieć imiona kończące się na Łapa! - zawołał kotek.
- Cicho bądź, o-ona jest nowa, n-na pewno niedługo dostanie imię - uciszył go drugi, po czym poniuchał. - Dziwnie pachniesz.
- Eee... Dziękuję?
- O, wołają nas. Jak coś, to ja jestem Muchomorek, a to Pyłek. Pa! - krzyknął pierwszy i opuściły legowisko.
Chociaż 'rozmowa' z kociakami jeszcze bardziej ją skonsternowała, bez nich poczuła się samotna. Wnętrze pachniało innymi kotami, ale ich samych tu nie było. Nagle Plamka coś sobie uświadomiła - jeden z kociaków nazwał ją uczniem, a dzisiaj dwóch... zginęło. Czy to był ich dom?
Zdenerwowana odkryciem kotka położyła się spać, gdyż robiło się ciemno. Miała niespokojny sen i cały czas się budziła. Wreszcie udało jej się zasnąć na dobre.
Następny dzień upłynął szybko. Odbyła się jakaś ceremonia, z której Plamka, teraz już Poplamiona Łapa, pamiętała tylko swoje nowe imię i to, że Niedźwiedzia Gwiazda będzie ją uczył. Nie wiedziała jednak, czego dokładnie, ani tak właściwie dalej nie miała pojęcia, czym jest klan. Na razie skupiła się na złapaniu czegokolwiek na stos zwierzyny i pamiętaniu, by nie podjadać, zanim 'nie wyżywi klanu'. Kiedy wracała na przysypaną śniegiem polanę z myszką w pysku, zauważyła wychodzącego Ostrego Kła.
- Cześć, Ostry Kle! - zawołała, podbiegając.

<Ostry Kieł?>

05 stycznia 2018

Od Plamki

Plamka przemykała cicho przez leśne poszycie, trzymając oczy szeroko otwarte. Było to dla niej zupełnie nowe miejsce, i choć trochę się bała, nie mogła oprzeć się ciągłemu pragnieniu, żeby sprawdzić, co czai się za następnym drzewem, za tamtym krzakiem, czy po prostu pod warstwą śniegu. Kręciła się więc po lesie bez celu, a w pewnym momencie wyczuła zapach kotów. Był obcy, tworzył barierę, której coś w umyśle kazało kotce nie przekraczać. Nie posłuchała.
Zamiast chociaż chwilę się pozastanawiać, ruszyła biegiem przed siebie, wiedziona ciekawością i zapachem, który stawał się coraz silniejszy. Szelest gałązek ocierających się o jej futro tak ją uspokoił i rozluźnił, że prawie nie usłyszała innego dźwięku - trzasku śniegu pod czyimiś łapami.
Zdążyła się tylko instynktownie skulić i zagrzebać w śniegu (co nie dało żadnych rezultatów, bo jej brązowy pyszczek był doskonale widoczny na białym tle), kiedy zza łysego krzaka wyskoczył rudo-biały kocur. Był duży i umięśniony, nosił na sobie tę samą woń, którą Plamka wcześniej wyczuła.
Od razu, gdy tylko ją zauważył, przyczaił się do skoku, przez co wyglądał jeszcze groźniej. Plamka zadygotała i skuliła się bardziej.
- Co ty tu robisz? - zapytał, lekko rozluźniając mięśnie na widok strachu kotki.
- Em... L-leżę - odpowiedziała niepewnie.

< Ostry Kle? >