BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Judaszowcowa Łapa x Liściaste Futro. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Judaszowcowa Łapa x Liściaste Futro. Pokaż wszystkie posty

26 listopada 2023

Od Liściastego Futra CD. Judaszowcowej Łapy

 - Wyznam Ci coś, jeśli wcześniej tego nie słyszałaś. – miauknął tajemniczo kocur, zachęcając medyczkę ruchem łapy, aby podeszła bliżej. Kotka spojrzała na niego ze zdziwieniem i ciekawością, następnie nachyliła się w kierunku ucznia, aby on mógł powiedzieć jej to co chciał na ucho. – Medycy to linia kontaktu nas, żywych, z Klanem Gwiazdy. – szepnął cicho, łaskocząc ją wąsami po policzku. – Dlatego próbuję posiąść ich umiejętności, zbliżyć się. Ponieważ… - przerwał na chwilę, a napięcie wzrosło. Liściaste Futro patrzyła się na niego zdezorientowana. Nie rozumiała, o czym Judaszowcowa Łapa mówi. Czy miał jakąś sekretną tajemnicę, o której mogły wiedzieć tylko wybrane koty? – Jestem wybrańcem. Wybrańcem Klanu Gwiazdy. – ostatnie słowa powiedział tak cicho, że na pewno nikt niechciany ich nie usłyszał. Sama Liściaste Futro ledwo co wychwyciła te słowa na ciepłym wietrze. Ale… To przecież niemożliwe! Te słowa odbiły się w jej umyśle, ale nie wypowiedziała ich na głos. Bo co, jeśli on miał rację? Co, jeśli on był wybrańcem, który być może kiedyś ocali ich klan przed zagładą? Pamiętała o swoim śnie, który dostała podczas spotkania medyków. Czy to on był tą tajemniczą rośliną? A może był tą gwiazdą, która gasła? Kotka oszołomiona spojrzała na ucznia, który nadal stał tuż obok niej, wbijając w nią swój poważny wzrok.
- I… I to prawda? Ż-że jesteś… wybrańcem? – wyksztusiła z siebie. Czuła zbyt wiele różnych emocji, aby mówić normalnie bez jąkania się. Była zachwycona, podekscytowana, zdezorientowana, oszołomiona, zdziwiona i zaskoczona. Kocur powoli pokiwał głową, ale zaraz spiorunował ją spojrzeniem.
- Mów ciszej. – syknął. – Nie każdy musi o tym wiedzieć. Pamiętaj, że to tajemnica, którą mają prawo znać tylko zaufane koty. Nigdy nie wiadomo, kto kryje się w cieniu. – Liściaste Futro energicznie pokiwała głową i ściszyła głos. On miał rację. To nie była wiedza dla każdego.
- Zostań w takim razie medykiem. – szepnęła ledwo słyszalnie. Na szczęście Judaszowcowa Łapa miał dobry słuch i wiedział, co powiedziała. – Będziesz miał lepszy kontakt z Klanem Gwiazdy. Poza tym widać, że się nadajesz. Masz dobrą pamięć, już znasz wiele ziół. Nie chciałbyś być moim lub Czereśniowej Gałązki uczniem?
- Nie. Szkolę się przecież na wojownika. – uczeń zdecydowanie pokręcił głową. Nie chciał? Czemu? Przecież bycie medykiem to najlepsza rzecz na świecie. Klan miał dużo wojowników. A medyków było tylko dwóch. Liściaste Futro spojrzała jeszcze raz na kocura. Był mądry. Łatwo by mu było nauczyć się reszty ziół. Już posiadał przyzwoitą wiedzę. Więc czemu nie chciał?
- Zawsze możesz zmienić swoją ścieżkę. Ja też się kiedyś szkoliłam na wojowniczkę. Ale zmieniłam to. I teraz jestem medyczką. Mówię ci, przemyśl to.
- No dobra. Przemyślę.

***

Sortowała zioła, kiedy do legowiska medyków wpadł Judaszowcowa Łapa. Rozglądał się chwilę, dopóki nie zobaczył Liściastego Futra.
- Nie ma Czereśniowej Gałązki? – spytał zdziwiony i chyba lekko zasmucony.
- Nie. – odparła kotka. – Poszła szukać ziół. A czegoś od niej potrzebowałeś?
- Niczego szczególnego. – wzruszył ramionami i przez chwilę przyglądał się czerwonym jagodom leżącym w kupce nieopodal wejścia. – To jest w ogóle zioło? – spytał podejrzliwie.
- Tak. Golteria rozesłana. – oznajmiła medyczka. – Właśnie, Judaszowcowa Łapo, nie chciałbyś może, żeby któraś z nas, ja albo Czereśniowa Gałązka uczyły cię ziołolecznictwa czasami? Może zbliżyłbyś się wtedy jeszcze bardziej do naszych przodków? – zaproponowała.

<Judaszowiec?>

25 listopada 2023

Od Judaszowcowej Łapy CD. Liściastego Futra

Dopiero skończył swój posiłek. To było coś pięknego, bo być może Judasz długo po tej ziemi nie stąpał, ale ta pora zielonych liści... Coś więcej niż ideał. Zwierzyna była tak gruba, że nawet nie miała siły na ucieczkę. Widział na własne oczy jak fatalna była jesień i zima. Ten dobrobyt był niewątpliwie nagrodą od Klanu Gwiazdy. Wylegiwał się leniwie, przeciągając przy niesprzątniętych resztkach. 
— Hej, jesteś zajęty? — otworzył jedno oko i gdy zobaczył przy sobie oblicze medyczki czym prędzej się wyprostował i pokręcił głową. — Chciałbyś może pomóc mi w zbieraniu ziół? 
Nie — chciał odpowiedzieć, ale jednak przełknął te słowa wraz ze śliną. No cóż... gwiezdni nie byliby najbardziej zadowoleni, gdyby zauważyli jego obijanie się. A medyków zwłaszcza musiał szanować. 
— Pewnie — odparł, potrząsając jeszcze głową, jakby chciał z siebie zrzucić resztki zmęczenia i wstał, nie bez widowiskowego przeciągnięcia się z ziewnięciem. Był gotowy. 
Liściaste Futro wyglądała na zadowoloną, Judaszowcowa Łapa również. W końcu medyczka wybrała akurat jego. A widział w oddali obalających się Szarą Łapę i Zieloną Łapę, dogryzających sobie nawzajem przy piszczce. O, tam jeszcze dalej ucinała sobie drzemkę w kącie Bożodrzew (czy to jakieś zaskoczenie?). A jednak podeszła do niego. Musiała być zaskoczona jego niezwykłymi umiejętnościami! Uśmiechnął się tylko na samą myśl. W końcu ktoś go zauważał. 
— Czego potrzebujemy? — zapytał Liściastego Futra, wychodząc z obozu. Głośny szum wodospadu zagłuszył jego głos, więc powtórzył głośniej: — Czego potrzebujemy?!
— Trybula jest na wyczerpaniu. Wiesz jak wygląda, prawda? To...
— Nie musisz mnie pouczać — zaprotestował czekoladowy, drgając z rozbawieniem wąsami. Wiedział więcej niż jej mogło się wydawać! — Trybula ma liście podobne do paproci i takie białe kwiaty w skupiskach na górze. Należy wydobyć najlepiej jej korzeń, ale liście też się nadają — mruknął z poczuciem, jakby wiedział już zupełnie wszystko. 
Liściaste Futro otworzyła nawet pysk ze zdumienia (albo zwyczajnie żeby mu odpowiedzieć? trudno stwierdzić) i machnęła ciekawsko końcówką ogona.
— Doprawdy? A sitowiec? Też się nam przyda.
Kocur zamrugał.
— Takie zioło nie istnieje — parsknął, dalej brnąc przed siebie, wypatrując uprzednio wspomnianej przez kocicę trybuli. 
— Och, wielu rzeczy jeszcze nie wiesz — pokręciła głową Liściaste Futro, śmiejąc się. Wyprzedziła ucznia, który tylko podniósł na nią brew i zmusiła tym do stanięcia w miejscu. — Hm... krostawiec? Mewi kwiat? Pietruszka?
— Pietruchę to myszy gryzą... — mruknął tylko, przewracając oczami. No oczywiście, że nie znał ziół wyciągniętych z samego końca jej pamięci. Duh, był tylko uczniem, i to nawet nie medyka! Liściaste Futro słysząc jego odpowiedź nie pisnęła ani słowem, a zamiast tego odeszła na lisią odległość, grzebiąc w kupkach dłuższej trawy. Pszczoły zamieszkały w jej mózgu? — chciał zapytać, ale tylko się przyglądał, jak niebieska wypatruje czegoś w ziemi. W końcu obrała miejsce i delikatnie podkopawszy ziemię pod rośliną, wyciągnęła ją w prawie nienaruszonym stanie, łącznie z korzeniem. Nie zauważył jej tu wcześniej. Liściaste Futro musiała mieć sprawne oko.
— Trybula. Pojedyncza, częściej są w skupiskach... — pokręciła lekko zrezygnowana głową. — Ale do tego potrzebujemy pójść do lasu. Tam najczęściej się znajduje. Trzymaj — wcisnęła mu ją w pysk bez ostrzeżenia, odbierając umiejętność mowy. — Wiesz na co działa trybula? Czy jak się jej używa?
Chętnie bym ci odpowiedział, babo — pomyślał, przekładając sobie ziele językiem, które pachniało słodziej niż smakowało. — Gdybym tylko mógł!
— Czereśniowa Gałązka dawała ją Białej Zamieci przy porodzie, więc z tym pomaga — mruknął, nieco sepleniąc przez ciągłą obecność zielska w jego buzi.
— Byłeś przy tym? — zdziwiła się asystentka wspomnianej szylkretki.
— Nie — odparł Judaszowiec. — Ale mówiła mi. 
Na chwilę ponownie zapadła cisza – uczeń słyszał tylko odgłosy stawianych na suchej trawie kroków, szelestu liści w oddali i przyśpiewek ptaków. Czasami zdarzyło mu się wypatrzeć schowane w zaroślach ciekawe zawiniątko, ale szli za szybko, by umiał się mu dokładniej przyjrzeć, albo od razu zauważał, że to jakiś chwast. Jak mieli cokolwiek zebrać, jeśli tylko bezmyślnie pokonywali tereny Klanu Klifu? Bez sensu... Wolał Czereśniową Gałązkę. Była jakaś... starsza, mądrzejsza. Łatwiej mu było załapać z nią jakiś wspólny język. Wielkie umysły w końcu myślą podobnie.
— O! Wrotycz. Też się przyda — miauknęła Liść, zatrzymując się przy kępie wysokiego zioła, które akurat kwitło żółtymi kwiatami. Judaszowiec siedział cicho, nie przyznając, że wcześniej go nie znał, choć jego nazwa obiła mu się o uszy. — Widziałam, jak Prószący Śnieg kaszlał, ale byłam zbyt zajęta, by spytać się go, czy nie potrzebuje pomocy. Jak wrócimy, to mu to podam, świeże zioła w końcu działają najlepiej. Z resztą powinni się sami zgłaszać, jak mają jakieś problemy. Ehh... — mruknęła ze zrezygnowanym kiwaniem głowy, ale po chwili zachichotała. — Ciężko próbować zająć się klanem, kiedy nikt z tobą nie współpracuje.
— Tja — odpowiedział tylko i po chwili znowu dostał w pysk następną porcję cuchnących jarzyn.

Nareszcie wypluł to wszystko na ziemię. Czuł się, jakby zioła, które musiał nieść ze sobą tą całą drogę rozciągnęły mu pysk. Siedział od dłuższej chwili przy tej kupie przed niewielkim laskiem, jedynym na terenie Klanu Klifu, czego żałował, bo kochał otoczenie drzew. Nieco zazdrościł wilczakom, że po same skrawki ich ziemi ta była pokryta gęsto zbitym lasem. W cieniu drzew czuł się bezpieczniej. Bardziej przytulnie, niż pod gołym niebem i groźbą bycia łatwym kąskiem dla sokoła...
Liściaste Futro natomiast szperała w zaroślach, wyciągając z nich po chwili korzeń trybuli, o której rozmawiała wcześniej. 
— Nie musisz tak pilnować tych ziół. Wątpię, że akurat się tu znajdzie jakaś ogromna głodna mysz i to wszystko nam zje — uśmiechnęła się, odkładając na ich kupkę również zebraną przed chwilą roślinę. — Możesz mi pomóc szukać trybuli. I innych ziół. Wszystko się przyda.
— Czereśniowa Gałązka mówiła coś ostatnio, że kończy się wam pokrzywa — mruknął, powtarzając właściwie to, co ta powiedziała do niego parę wschodów słońca temu.
— Och, lepiej się za zbieranie tego nie bierz — przestrzegła go Liściaste Futro. — Pokrzywę się trudno zbiera. Może cię poparzyć, jeśli nie umiesz, a do tego potrzeba nauki...
— To mnie naucz — przerwał jej, wpatrując się głęboko w jej błękitne oczy. — Chcę wiedzieć, jak się to robi.
Medyczka zamrugała nieco zdziwiona, ale nie protestowała.
— W sumie mamy sporo czasu — odpowiedziała, wzruszając ramionami. Ucieszony poszedł przodem, by znaleźć gdzieś pokrzywę. Nie było to zbyt trudne, bo roślin w lesie było naprawdę wiele, a pokrzywa była wyjątkowo pospolita. Podszedł do jednej, samotnej rośliny, bo zdawało mu się być łatwiejsze zebranie jej pojedynczej, a nie w całym skupisku. Liściaste Futro stanęła przy nim i zaczęła mu pokazywać, jak zebrać to ziele bez pokaleczenia się. — Są różne szkoły. Jedni zbierają pokrzywy całe, inni odrywają same listki. Jedni obijają, drudzy idą na żywca. Wolę to pierwsze — miauknęła, chwytając leżący przy niej patyk, jednak widząc, że jest cały w ziemi odrzuciła go i wzięła inny, czysty. — Widzisz te włoski na jej liściach? To one powodują pieczenie i swędzenie. Trzeba się ich pozbyć i już pokrzywa będzie bezbronna. — Po tych słowach niebieska poczęła energicznie uderzać w roślinę, która kładła się na ziemi i równie szybko prostowała. Judaszowcowa Łapa nie spodziewał się, że kotka podzieli się z nim takim... dziwnym sposobem. Sądził, że będzie to coś bardziej przyziemnego. Ale chyba działało, bo po chwili kotka podeszła do ziela i oderwała je, nie pokazując po sobie żadnego bólu ani strachu przed nim. — Proszę bardzo. Chcesz sam spróbować?
— Chyba już wszystko wiem — odparł, niechętny do powtórzenia takiego aktu. — Ale dziękuję.
Liściaste Futro zmierzyła go wzrokiem.
— Co ci tak spieszno do tej całej wiedzy, jeśli mogę spytać? — zapytała, a czekoladowy spojrzał się w bok, przez chwilę wahając, czy jej odpowiedzieć. Przez chwilę walczył sam ze sobą w głowie, aż w końcu jedna z jego stron dała za wygraną. Była medyczką, zrozumie! Szkoda było mu tylko, że usłyszy to najpierw Liściaste Futro, a nie Czereśniowa Gałązka...
— Cóż... Wyznam ci coś, jeśli wcześniej tego nie słyszałaś — odpowiedział tajemniczo, zachęcając kotkę ruchem łapy, aby nachyliła się, by ten mógł jej przekazać wiadomość na ucho. Nigdy nie wiedział, kto się kryje w cieniu. Kotka z małym zdziwieniem to zrobiła i łaskocząc ją po policzku wąsami wyszeptał: — Medycy to linia kontaktu nas, żywych, z Klanem Gwiazdy. Dlatego próbuje posiąść ich umiejętności, zbliżyć się. Ponieważ... jestem wybrańcem. Wybrańcem Klanu Gwiazdy.

<Liściaste Futro?>

[trening medyka; 1296 słów]
[Przyznano 26%]

19 listopada 2023

Od Liściastego Futra CD. Judaszowcowej Łapy

Dwójka uczniów przyszła do legowiska medyków, mówiąc, że Bożodrzewna Łapa coś sobie zrobiła. Medyczka szybko stwierdziła, że to tylko zwykłe zwichnięcie ogona. Nałożyła na zranione miejsce uczennicy maść z liści bzu, powiedziała, że to wszystko i żeby kotka przyszła niedługo.
- Nie możesz jeszcze wyłożyć jej legowiska żywokostem? – mruknął wtedy Judaszowcowa Łapa. Liściaste Futro spojrzała na niego ze zdziwieniem. – Widzę, że jest go tam sporo. – wskazał na kupkę ciemnofioletowych korzeni.
- Uch, faktycznie, nie zauważyłam. – prędko obróciła się i poszła do legowiska uczniów, przeżuwając korzenie na papkę. Gdy dotarła, szybko i zręcznie wyścieliła posłanie kotki, następnie wróciła do legowiska medyków. Podczas drogi gwałtownie się zatrzymała, niemal potykając się o Judaszowcową Łapę. Ten spojrzał na nią obruszonym wzrokiem. – Przepraszam! Nie zauważyłam Cię! – miauknęła od razu.
- No to uważaj następnym razem. – pouczył ją kocur i już chciał odejść, kiedy Liściaste Futro go zatrzymała. Spojrzał na nią pytającym wzrokiem. – No co?
- Skąd wiedziałeś do czego służy żywokost i jak wygląda? Znasz się na ziołach? – zapytała ciekawsko. Kolejny kot w jej otoczeniu, który nadawałby się na medyka? Super! Chociaż on pewnie wolałby być uczniem wojownika, skoro wybrał tą drogę. Jednak ona też na początku nie była medyczką.
- Widziałem kiedyś, jak Czereśniowa Gałązka używa tego zioła. To łatwe do zapamiętania. Zdziwiłem się, że nie zaproponowałaś tego od razu Bożodrzewnej Łapie. – miauknął, patrząc na nią z wyższością.
- Nie zauważyłam tych ziół, myślałam, że się już kończą, ale najwyraźniej ktoś był na zbieraniu. Właściwie ja też powinnam niedługo pójść, sprawdzić, czy coś jeszcze się trzyma w tym upale. Do zobaczenia, Judaszowcowa Łapo! – miauknęła z powrotem wchodząc do legowiska medyka i wracając do sortowania ziół.

***

Kilka dni później Bożodrzewna Łapa już się czuła dobrze, za to przyszła do niej Zielona Łapa z oparzeniem na grzbiecie przyprowadzona przez Judaszowcową Łapę. Widać było, że kocur nieźle zna się na ziołolecznictwie.
- Oparzyła się. – mruknął kocur. – Od słońca. – poinformował medyczkę, która tak naprawdę już dawno o tym wiedziała. Czy miał ją za jakąś niedołajdę? Przecież ona znała każde zioło, które istniało, każdą chorobę, która kiedykolwiek wystąpiła wśród jakiegokolwiek klanu. Zignorowała to jednak, zadowolona, że uczeń rozpoznał ranę. – Pokrzywa. – powiedział cicho, rozpoznając zioło, które medyczka podawała Zielonej Łapie.
- To duże oparzenie, pomożesz mi? – miauknęła do kocura. – Trzeba nałożyć papkę na ranę. – pouczyła i wzięła się do roboty.
- Wiem, co trzeba robić. – odparł Judaszowcowa Łapa i też zaczął pracować. Liściaste Futro cały czas patrzyła na niego kątem oka, jednak on sobie świetnie radził. Rozprowadzała maść równomiernie po całej powierzchni oparzenia i robił to delikatnie. Szybko skończyli i pożegnali się z Zieloną Łapą, której najwyraźniej przestał doskwierać ból.

***

Niedługo potem wyruszyła na zbieranie ziół. Czereśniowa Gałązka nakazała jej wziąć jakiegoś ucznia do pomocy, żeby niósł zioła. Dlatego Liściaste Futro podeszła do Judaszowcowej Łapy siedzącego przy stercie zdobyczy. Spojrzał na nią pytająco.
- Hej, jesteś zajęty? – przywitała się szybko. Kocur pokręcił głową. – Chciałbyś może pomóc mi w zbieraniu ziół?

Wyleczeni: Zielona Łapa

[470 słów]

<Judaszowcowa Łapo?>

05 listopada 2023

Od Judaszowcowej Łapy do Liściastego Futra

Nie, żeby specjalnie interesowało ją to, co robiła Bożodrzew. Wcale. Ale jednak kiedy kotka wraz ze swoim mentorem nie wracała już całkiem długo, do momentu, gdy wszyscy inni uczniowie zdążyli się zaszyć w obozowisku, zdawało się to być dla niego dziwne. Czy się martwił? Skądże! Po prostu... zastanawiał. I nic więcej. Ten mysi móżdżek nie zasługiwał na jego troskę.
W końcu biała postać wyłoniła się z szumu wodospadu. Znudzony wzrok, opuszczony łeb, włóczony za sobą ogon... cała Bożodrzew. Ale jednak było z nim coś nie tak. Uniesiona końcówka ogona oznaczała zadowolenie, więc coś tu nie grało. Uczennica potrafiła się cieszyć tylko, kiedy denerwowała swojego brata. Podszedł do kotki, przyglądając się uważniej jej ogonowi. Odnosił coraz większe wrażenie, że coś się z nim stało. Zdawał się być wręcz nienaturalnie zgięty.
— A tobie co? — mruknął.
— Spadła z drzewa. Nic jej nie będzie — burknął Dzwonkowy Szmer, przemykając obok rodzeństwa, zanim jego uczennica zdążyła odpowiedzieć na pytanie Judaszowca. Nie zauważył go wcześniej. Kotka fuknęła w jego stronę, siadając i odwracając łeb.
— Nie stałoby się to, gdyby ten lisi bobek nie zaczął trząść drzewem — mruknęła Bożodrzewna Łapa, owijając ranny ogon wokół swoich łap. Nadal był dziwnie zgięty. Judaszowcowa Łapa zmierzył ją nieco załamanym wzrokiem.
— Nie stałoby się to, jakbyś miała jakiekolwiek umiejętności.
— Przecież mam! — zaprzeczyła biała. — Ty ciągle spadasz. Sama widziałam.
— A spadaj — syknął, po chwili wzdychając ze zrezygnowaniem w głosie. — Weź idź lepiej do Czereśniowej Gałązki.
— Ojoj, ktoś tu się martwi... — uśmiechnęła się złośliwie, a Judaszowcowa Łapa poczuł gorliwą potrzebę kontaktu swoich pazurów z jej policzkiem. Zdołał ją jednak powstrzymać. Nie tym razem. Jeszcze się doczeka.
— Nie chcę mieć wstydu w postaci siostry bez ogona — warknął. — Chodź. Zaprowadzę cię, abyś na pewno trafiła — dodał cukierkowym tonem. Bożodrzew tylko prychnęła (trudno stwierdzić czy ze śmiechem czy irytacją) i poszła za prowadzącym ją bratem.
Judaszowiec wlazł do kamiennej nory, czując się jak w domu. Wielokrotnie odwiedzał to legowisko i znał już jego każdy zakamarek. Przeszedł krótkim tunelem do właściwej części legowiska, jednak nie spotkał tam swojej "ulubionej" medyczki. Zamiast tego siedziała w nim Liściaste Futro, przerzucając jedną kupkę ziół na drugą. 
— Czegoś wam potrzeba? — zapytała uczniów.
— Bożodrzewna Łapa se coś zrobiła — mruknął tylko, dając ogonem znak białej, by się ruszyła do asystentki medyka. Niechętnie podeszła, by kocica mogła ocenić jej stan.
— Nie jest źle. Zwykłe zwichnięcie — odpowiedziała po chwili ciszy. — Zostań tu w miejscu — poleciła Bożodrzew, która i tak nie zamierzała się ruszać gdziekolwiek. Judaszowcowa Łapa śledził wzrokiem to, jak Liść szuka odpowiednich ziół. Chwyciła za liście bzu. Nagrodził się sam w myślach za rozpoznanie ich. Kocica przeżuła je i rozprowadziła po białym ogonie kotki, pokrywając go ciemniejszym, zielonym kolorem. Maść jednak zaczęła się szybko wchłaniać. — To wszystko. Przyjdź za jakiś czas, zobaczę, czy będzie się ładnie goić.
— Nie możesz wyłożyć jeszcze jej legowiska żywokostem? — mruknął Judaszowcowa Łapa, zdziwiony, że medyczka nie zaproponowała tego od razu. Nieświadomie musiał popisać się swoją wiedzą. — Widzę, że jest go tam sporo — wskazał palcem za medyczkę, na stos ciemno-fioletowych korzeni i jego szerokich liści.

<Liściaste Futro?>

Wyleczeni: Bożodrzewna Łapa
[trening medyka; 495 słów]
[Przyznano 10%]