· · ─────── · 𓅪 · ─────── · ·
Obecna pora
opadających liści
· · ─────── · 𓅪 · ─────── · ·
“— Odtrącana, zraniona, a jednak serce ma miękkie. — Delikatny szept przemknął tuż obok jej prawego ucha niczym wiatr muskający liście w koronach drzew, które nie występowały w takiej formie na wilczackich terenach. — Troszczy się o innych, ale… bez wzajemności. Jakie to przykre. Nie czujesz się gorsza od nich?
Zdezorientowana gwałtownie obróciła się, lecz nikogo nie zastała za sobą, co jeszcze bardziej zbiło z ją z tropu. Przecież ktoś musiał wygadywać te kłamstwa, nie mogły się brać ot tak z powietrza.
— Czemu nadal ślepo wierzysz we wszystko, co Ci jest mówione? Przecież ten cały Klan Gwiazdy Cię nie uratuje. W końcu, gdyby tak było, nie słyszałabyś tego wszystkiego, nieprawdaż?
— To nieprawda, to czyste oszczerstwa! — zaprzeczyła dymna.”
Ostatni sen, w którym znajdowała się przed obliczem Ciernistego Drzewa, skutecznie zaprzątał jej myśli przez większość czasu. Słowa wypowiadane wtedy przez kogoś nadal trzymały się jej niczym rzep futra, które już zdążyło się zaplątać, uniemożliwiając delikatne i nieinwazyjne usunięcie nieproszonego elementu leśnej roślinności. Za każdym razem, kiedy dymna łapa się na tym, że odpływała myślami do tej wyimaginowanej chwili, biała końcówka jej ogona nerwowo drgała, niczym czubek drzewa targanego przez bardzo zmienny wiatr. Choć najgorszym w tym wszystkim było to, że wystarczyło tak niewiele, by w dotychczas czystym niczym najszczersza łza sercu Kukułki narodziły się wątpliwości. Wątpliwości czy może głos ze snu nie ma może racji, że jest gorsza, odtrącana… W końcu Brukselkowa Zadra z perspektywy szylkretki jakoś częściej martwiła się, przejmowała Ośnieżonym Kryształem, niż nią. Jakby sama obecność srebrnej znaczyła już coś więcej, nawet jeśli to Węgiel starała się, jak mogła, by nigdy nie zawieść sióstr, matki czy nawet mentora.
· · ─────── · 𓅪 · ─────── · ·
Z samego rana, nim nawet jeszcze słońce zdążyło swym pierwszym promieniami musnąć tereny wilczaków, żółtooka już nie spała. Nie mogła. Nie była w stanie, obawiając się, że kiedy tylko przymknie powieki na dłużej niż chwilę, to ponownie stanie przed obumarłym drzewem, które w większości wywołałoby irracjonalne odczucie strachu, czy może nawet przerażenia. Jednak nie w przypadku wojowniczki — ona czuła pewne przyciąganie ze strony Ciernistego Drzewa, czy innych miejsc, które normalnie w odbierze powinny wzbudzać w niej inne odczucia.
Nie wiedziała, ile spędziła czasu, leżąc w bezruchu na swoim posłaniu, lecz dopiero cichy szelest po drugiej stronie legowiska uświadomił ją, iż niedługo inni również zaczną się wybudzać ze snu, a obóz na nowo odżyje dzięki krzątaninie pozostałych po azylu. Liczne rozmowy na nowo rozbrzmią pośród górujących iglaków, będących cichym świadkiem każdych wydarzeń pośród wilczaków i nie tylko.
Do czarno kremowych uszu wojowniczki zaczęły docierać coraz głośniejsze odgłosy krzątaniny, co jasno wskazywało, iż z każdym oddechem zaczyna się budzić więcej Wilczaków. Również tych, którzy od ostatniego czasu byli nieświadomymi wrogami dymnej oraz niewielkiej grupki kotów, które nie wyznają Mrocznej Puszczy. W Klanie Wilka wiara inna niż Miejsce, Gdzie Brak Gwiazd była przyczyną możliwej przedwczesnej śmierci i to bardzo przedwczesnej.
Opuszczając krzew, ledwo postawiła parę kroków, a jej łapy już zostały owiane mlecznobiałą mgłą, która nisko wisiała nad ziemią. Dopiero kiedy ostatnie pozostałości wcześniejszego ciepła opuściły długą szatę dymnej, poczuła przeszywający chłód. Mimowolnie wzdrygnęła się, a dreszcz przebieg wzdłuż jej kręgosłupa.
Na obecny moment poza nią na polanie nie było ani jednej żywej duszy, chyba że liczymy nieostrożnego wróbla, który chyba nie zdawał sobie sprawy z wszechobecnego zagrożenia i przysiadł na ziemi, niemal kompletnie pochłonięty przez mgłę. Wojowniczka zapewne nie zwróciłaby na niego uwagi, gdyby nie ciche ćwierkanie, jakoby ptak testował lekkość snu Wilczaków.
Jej żółte ślepia były utkwione w miejscu, gdzie swój solowy występ miał brązowy nielot, kiedy to niespodziewanie w jego kierunku skoczył jeden z uczniów. Przerażone ćwierknięcie opuściło drobny dzióbek czyjejś ofiary, lecz Kukułce nawet powieka nie drgnęła na ten widok. To była naturalna kolej rzeczy — słabszy zostaje ofiarą silniejszego, by ten mógł przetrwać dłużej. Niczym wśród Wilczaków, słabe jednostki nie były tutaj tolerowane, co była w stanie odczuć na własnej skórze.
Dopiero po paru uderzeniach serca zdała sobie, kto postanowił nie przegapić okazji na łatwy łup. Brązowe ślepia syna Ognikowej Słoty były utkwione w jej sylwetce, a pysku kocura zwisało martwe, jeszcze ciepłe opierzone ciało. Węgiel nieco zmrużyła oczy, jakby starając się przeszyć duszę Iglastej Łapy na wylot, choć ten zdawał się być niewzruszony i chwilę później ruszył z poranną zdobyczą do stosu ze zwierzyną. Nim spostrzegła, tuż obok niej przemknęła jedna z mistrzyń — Kocimiętkowy Wir, która była również mentorką czarnego ucznia.
· · ─────── · 𓅪 · ─────── · ·
Po patrolu szylkretowa wojowniczka przysiadła bardziej na uboczu, mając idealny widok na żłobek, znajdujący się po drugiej stronie obozu. Żółte ślepia mimo to były utkwione gdzieś indziej, spoglądając nieobecnie w przestrzeń. Zwęglona Kukułka w azylu była obecna duchem, lecz myślami zupełnie w innym miejscu, gdzieś gdzie wzorowy wyznawca Klanu Gwiazdy nie powinien choćby przez chwilę się znajdować. Może i zaczynała być grzeszniczką w oczach Przodków, lecz mogliby czasem dać jakikolwiek znak, iż czuwają na nią lub chociaż jej rodziną.
Może i dalej, by wędrowała myślami daleko stąd, lecz w pewnym momencie poczuła czyjeś spojrzenie na sobie. Mimowolnie się spięła, powracając świadomością do obozu, by szybko odnaleźć swojego obserwatora, którym okazał się jeden z młodych Kruczego Pióra oraz Kwaśnej Kocanki. Ślepowrona kojarzyła głównie z widzenia, kiedy to przechodziła obok żłobka lub zjawiała się w środku, przynosząc zwierzynę dla królowych, bądź by odbyć krótkie rozmowy z Nocnym Śpiewakiem.
Nagłe napięcie mięśni było spowodowane obawą o to, że ten mały kociak może wiedzieć coś, co nie powinien i mogło mieć to związek z dymną. Trzepnęła końcówką ogona, chcąc zniwelować napięcie w ciele, a następnie ruszyła do stosu, z którego wzięła pierwsze lepsze świeże piszczki i udała się z nimi do kociarni. Nie była pewna, w jakim wieku kociaki mogą zacząć spożywać stały pokarm, więc nie chcąc ryzykować, w pysku niosła tylko coś dla królowych.
— Witaj Ślepowronie. Czemu siedzisz tu samotnie? Pora opadających liści robi się coraz chłodniejsza, lepiej byś nie zachorował — odparła, kiedy odłożyła na chwilę zwierzynę przy swoich łapach. — Może wejdziesz ze mną do środka? W żłobku na pewno jest cieplej niż tutaj — dodała, starając się, by jej głos miał delikatne brzmienie bez cienia obaw, zmęczenia, znudzenia czy czegokolwiek innego, co mogłoby spowodować negatywny odbiór swojej persony przez syna zastępcy.
<Ślepowronie?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz