– Nie za dużo jesz, Chwaście? – wyszczerzył się Migocząca Łapa.
– Migot, proszę… może zajmiesz się czymś pożytecznym, zamiast uprzykrzać życie innym? – zapytała zmęczona Ćma, na co Migot gniewnie trzepnął ogonem. On? Uprzykrzać życie innym? Czyżby się przesłyszał? Przecież to ona uprzykrzała życie jemu!
– To ty nie obciążaj klanu swoim obżarstwem!
– To dla Jagnięcego Ukłonu! – powiedziała kotka, jednak niebieski nie miał zamiaru wierzyć w te jej kłamstwa.
– Akurat! Zaraz po zjedzeniu tamtej zniszczonej przez ciebie nornicy wróciłaś po następny kąsek! – syknął gniewnie. Czy Ćma naprawdę myślała, że kocur był tak głupi? Chyba ani krzty rozumu nie miała w tej małej główce, skoro tak traktowała syna samego lidera. Z każdym dniem stawała się coraz większym obciążeniem dla klanu, a po tak bezczelnej próbie kradzieży jedzenia to już w ogóle!
– W takim razie przynieś jedzenie Jagnięcemu Ukłonowi albo miej wyrzuty sumienia, że kot, który jest szanowany przez twojego ojca, cierpi z głodu – fuknęła Ćmia Łapa i się odwróciła. Migot na te słowa zjeżył sierść na karku. Jak ona śmiała tak po prostu powoływać się na autorytet jego ojca?
– Hola, hola, nie waż się wkręcać w to mojego ojca! – warknął uczeń. – Jest wspaniałym przywódcą i on nie ma tu nic do rzeczy.
– Nie twierdzę, że nie jest, ale ty już nie – odparła Ćmia Łapa, odwracając się znów w stronę kocura. Ten zadarł lekko głowę do góry, chcąc pokazać swoją wyższość nad uczennicą. Nie miał zamiaru przejmować się opinią takiego chwastu jak ona.
– Jesteś po prostu zazdrosna. Oczywiście, że jestem wspaniały! – stwierdził z uśmiechem, co chyba lekko zdenerwowało kotkę.
– Tak wspaniały, że wyrywasz innym jedzenie? – prychnęła z pogardą. – Dobrze wiesz, że to była moja nornica. Ale ta "wspaniała miłość" do twojej siostry zabrania ci tego przyznać.
– Przynajmniej to nie miłość do samego siebie jak w twoim wypadku!
– Przynajmniej ja mam za co kochać siebie, w przeciwieństwie do ciebie – odparł Migot, chcąc brzmieć mądrzej, niż wyszło to w rzeczywistości. Po tych słowach Ćma wzięła głęboki wdech.
– Wiesz co? Będziesz musiał jeszcze dłuuuugo poczekać na mianowanie, bo nadal zachowujesz się jak kociak! – rzekła spokojnie, po czym wychyliła się by złapać jakiś kąsek dla medyczki. Tym razem Migot nie zareagował, jakby jego mózg przetwarzał wszystkie wypowiedziane przed chwilą słowa. Wpatrywał się tylko w Ćmią Łapę, pozwalając jej bez większych przeszkód wziąć zdobycz.
– Obyś się nie zdziwiła. Zostane mianowany już niedługo, a potem zostanę najlepszym wojownikiem! – krzyknął za nią, dopiero gdy kotka odwróciła się, by wrócić do legowiska.
On jej jeszcze pokaże. Znał swoje umiejętności i wiedział, że jeśli tylko będzie odpowiednio ciężko pracować, zostanie mianowany w mgnieniu oka! Ćmia Łapa musiała tylko chwilę poczekać, a znając jej cierpliwość, nie będzie to większym problemem.
***
Z ogonem uniesionym wysoko ku górze wmaszerował do obozu, dumnie niosąc ze sobą złapaną zwierzynę. Musiał się przecież pokazać. Pierwsza zdobycz nowego wojownika! Było to duże wydarzenie, zwłaszcza dla kogoś takiego jak Migoczący Nieboskłon. I choć wyglądało to tak niewinnie, był to jeden z pierwszych kroków na jego drodze do zostania najlepszym wojownikiem!
Od razu po wejściu ruszył w stronę stosu ze zwierzyną, by odłożyć swoją zdobycz i to właśnie tam spotkał kotkę, która jeszcze niedawno jawnie wątpiła w jego umiejętności. Aż uśmiech wstąpił na pysk Migoczącego Nieboskłonu na widok tej przybłędy, Ćmiej Łapy.
– Witaj chwaście. I widzisz, zostałem mianowany szybciej niż myślałaś – powiedział niebieski, ewidentnie rozbawiony faktem, że kotka się tak wywyższała, a finalnie to ona dalej siedzi jako uczennica.
<Ćmia Łapo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz