BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wieczornikowe Wzgórze x Zbożowa Gwiazda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wieczornikowe Wzgórze x Zbożowa Gwiazda. Pokaż wszystkie posty

13 czerwca 2021

Od Wieczornikowego Wzgórza CD Zbożowego Kłosu

 – Jejku, Zboże, ale daj już spokój, bo zaraz dziurę w nim wywiercisz tym wzrokiem! Dobrze, może i ten Borsuk coś knuje i jak już się dowiesz co, to się z nim rozprawimy, ale na razie wojna na spojrzenia nic nie da. Jeszcze ci oczy wyschną, czy coś.
Popchnął ją lekko w bok, kładąc jej łapę na barku. Warknęła.
– Co w ciebie wstąpiło! – jęknął, stając jej przed nosem, żeby nie mogła już patrzeć na tego Borsuka.
– Bo mówię ci, że z tego nie wyjdzie nic dobrego!
Przewrócił oczami.
– Dobrze, chodźmy wymyślać i zgadywać jego teorie spiskowe poza obozem.
Zboże westchnęła ciężko, jakby czajnik upuszczał z siebie gorące powietrze, ale w końcu dała się namówić. No, prawie dobrowolnie.
Przepchał ją jak najdalej od tego śmierdzącego kocura, a jak już stanęła w wejściu do obozu, to zaczęła iść sama. 
Skierowali się do lasu, zważając na to, że lada dzień miała nadejść Pora Zielonych Liści, a już było nieznośnie gorąco. Zapowiadał się ciężki sezon… Dziurawy cień drzew dawał przyjemny chłód, a szum ich liści przyjemnie muskał uszy. Zielona, długa już trawa łaskotała łapy dwóch przedzierających się przez nią kotów. Szli w ciszy, może delektując się chwilą, a może będąc zbyt zdenerwowanymi, aby się odezwać. Wieczornikowe Wzgórze nie lubił, kiedy Zboże była taka poważna. I w ogóle, kiedy coś robiło się poważne. Po co to komu? Zerknął w górę, jakby szukając odpowiedzi na swoje pytanie w koronach drzew, akurat wtedy, kiedy jakiś niesforny promyk słońca przedostał się na drugą stronę liściastej zasłony, prosto w oczy wojownika, oślepiając go natychmiast. Opuścił wzrok, trzepać głową.
– No, to jak myślisz, co niby ten Borsuczy Warkot kombinuje? Jakiś zamach na lidera? Na cały klan? Czym ci w ogóle zalazł za skórę, że myślisz, że chce komuś zaszkodzić? – zaczął zadawać masę pytań, już nie mogąc znieść tej ciszy.
No jak już ją tu wyciągnął, to chciałby się czegoś dowiedzieć!

<Zboże?>

11 kwietnia 2021

Od Wieczornikowego Wzgórza CD Zbożowego Kłosu

 Aż podniósł nieco wyżej swoją głowę, żeby lepiej patrzeć na tego zbożowego głupola. Uśmiechnął się głupkowato.
– To co, mamy sobie nawzajem szukać jakiejś miłości? Może jeszcze przesłuchanie w całym klanie zrobimy? – parsknął nagle, sam twierdząc, że zabłysnął właśnie geniuszem.
– A żebyś wiedział! – zakrzyknęła dziarsko, już gotowa do działania.
Potrząsnął łbem, żeby się otrzepać, bo poczuł, jakby jakaś brudna ziemia na nim siedziała.
– Ej, a ty nie miałaś tej swojej Konopii? Co z nią? – zatrzymał się na chwilę, starając się dobrać odpowiednie słowa dla jego aktualnego myślenia. – Jakby można było ją tu dla ciebie sprowadzić, świat byłby prostszy a i ja bym był miał spokój od twojego jojczenia.
Zboże zmarszczyła nos, sprawiając wrażenie nieco przygnębionej. Jednak na jej pysku wciąż widniał ten sam, zadziorny uśmiech.
– Ale nie można, geniuszu.
Pacnęła go łapą po głowie. Rudzielec aż prychnął, nie spodziewając się takiego ruchu. Chociaż, z tą cholerą wszystkiego powinien zawsze się spodziewać. Jęknął przeciągnięte "ałaaa!", odpychając od siebie jej łapę i biorąc swoje uszy do tyłu. 
Później rozmawiali jeszcze już na bardziej swobodne i błahe tematy, co jakiś czas wracając lub nawiązując do tych całych miłostek. Ale przecież Wieczornik nie narzekał na samotność! Po co mu chłop? Z drugiej strony, zabawnie byłoby zobaczyć Zbożowy Kłos szukającą mu partnera na siłę… No dobra, może nawet trochę się nakręcił na wizję posiadania swojego własnego chłopaka. Mogłoby być nawet śmiesznie. 
Nagle wpadł na kolejny naprawdę genialny pomysł. Chichrał się, zanim zdążył cokolwiek z niego zdradzić.
– Ej, Zboże – znowu zachichotał – a co jakbyś wlazła tam gdzie przemawia Jesionowa Gwiazda – wskazał łapą na korzenie wyżej – i ogłosiła, że szukasz przystojnych panów i pięknych pań, a później przesłuchamy kandydatów dla siebie nawzajem? 
I zaniósł się głośnym śmiechem.


<Zboże?>

11 marca 2021

Od Wieczornikowego Wzgórza CD Zbożowego Kłosu

 Swoimi błękitnymi oczyskami popatrzył się na bengalkę tak, jakby ta zarzuciła mu co najmniej zabójstwo. Zaciągnął teatralnie powietrze, wyprostował się dumnie i położył łapę na sercu. 
– Oh, ja? Ja nigdy w życiu nie zniżyłbym się do takiego poziomu! Żeby tak lać własnego ucznia? 
Aż podniósł brwi i kręcił głową lekko, jakby z niedowierzaniem, dla dodania do swych słów jeszcze większej dramaturgii. Zboże parsknęła, a przez to on sam nie mógł dłużej trzymać poważnego wyrazu pyska. Wykrzywił pyszczek w uśmiechu i kwiknął, wciąż próbując się powstrzymać od głośniejszego śmiechu.
– Noo dobra, może raz, albo dwa… 
Kotka podniosła jedną brew. Wieczornik wrócił do poprzedniej pozycji, garbiąc się nieznacznie.
– A jeśli trochę więcej to co mi zrobisz? Zademonstrować ci, jak to robiłem? 
I nie dając jej czasu na żadną reakcję, skoczył na wojowniczkę, starając się przycisnąć jej łeb do ziemi. Opierała się, okładając łapskami jego pysk. Fuknął niby wściekłe, przeciągle, a potem zachichotał. 
Jak dzieci…

*Jakoś tak kilka dni po tym jak ze Zboża zastępczynię zrobili*

Zboże wylegiwała się na jednym z wielkich korzeni ich obozowej wierzby, w ostatnich promieniach słońca, korzystając z chwili przerwy i wytchnienia. A Wieczornik leżał pod spodem, brzuchem do góry i podrzucał sobie jakiegoś listka. 
– Wiesz co? – zwrócił się do niej, starając się dosięgnąć ją wzrokiem.
– No, wal.
– Nadal nie wierzę, żeś została zastępczynią. A może to tylko jakiś spisek i mnie wkręcanie przed całym klanem? 
Zaśmiał się cicho. Nie to, że nie cieszył się z sukcesu psiapsi. Tylko… Bał się, że nie będzie miała już dla niego czasu. No ciągle coś! Najpierw była Żyto, później bachory, a teraz, kiedy już myślał, że wszystko będzie po staremu, przyszło te całe zastępowanie. I po co? On tu był zazdrosny!


<Zboże?>

11 stycznia 2021

Od Wieczornikowego Wzgórza CD Zbożowego Kłosu

 Proszę niech nikt tego nie czyta

– Dzie leziesz! – zawołał z utęsknieniem za Zbożem, widząc, jak ta zrywa się na równe nogi i gada coś od rzeczy.
Przyglądał się jej na początku tępym wzrokiem, zupełnie bez zrozumienia, dalej leżąc brzuchem do góry. Wygodnie mu tak było. Tylko, że w końcu dotarło do niego, co ta cholera brzęczała. Dobrze, że ona też się zawiesiła bo w normalnej sytuacji kocur nie zdążyłby wstać, a ta już zniknęłaby mu z horyzontu. Więc nie czekając już dłużej, również wstał powoli, ostrożnie,, podpierając się ciężko łapami. 
– Zbosze, nie idź – mruknął smutno pod nosem, choć bengalka chyba tego nie usłyszała.
Doczłapał się do niej i oparł się o nią, aby przypadkiem nie upaść na pysk.
– Cuś ci nje idzie – zarechotał. 
Ale mimo wszystko jego przyćmiony jagodami móżdżek pomyślał, że fajnie by było, gdyby wojowniczka znalazła mu jakiegoś przystojniaka! Chciałby kogoś kochać! Ale, Zboże chyba w końcu obudziła się z transu, bo znowu podniosła się gwałtownie, zataczając się przy tym lekko.
– No jak nje! – oburzyła się, lecz chyba zdążyła zapomnieć, co w ogóle chciała przed chwilą zrobić, bo tylko stała z dziarsko uniesioną głową, wypiętą piersią odganiając wszelkie wieczornikowe zarzuty. I dobrze, że zapomniała, bo Wieczornik też.
Jednak nagłe zniknięcie wygodnej podpórki rudzielca sprawiło, że on również o mało co się nie przewrócił. Zachwiał się i rozkraczył, przyjmując stabilniejszą pozycję. Zwiesił łeb. Coś w jego żołądku skręciło się podejrzanie.
– Zboszeeee – jęknął.
Kotka wydała z siebie krótkie "mh?", podchodząc do niego bliżej.
– Bede rzigoć.
Zboże jakby ożywiła się i aż prawie zachłysnęła powietrzem przy gwałtownym wdechu.
– Wjjieczo, nie rzigoj – poklepała go swoim ciemnym ogonem po pręgowanym, futrzastym grzbiecie.
Kocur walczył jeszcze chwilę z odruchami wymiotnymi, wydając przy tym żałośnie zabawne dźwięki. Na szczęście nic nie wydostało się z niego na zewnątrz.
– Juusz mnje przeszło – stęknął słabo i znowu runął na ziemię, wywalając miękki, jasny brzuch ku błękitnemu, lekko zachmurzonemu niebu.
Świat zamigotał wieloma najróżniejszymi kolorami, nie tylko tęczy.
– To dopsze!
Co, do cholery, było w tych jagodach?


<Zboszeeee? Wybacz za tego gniota>

10 listopada 2020

Od Wieczornikowego Wzgórza CD Zbożowego Kłosu

 No zabije ją kiedyś! Zabije, zatłucze, zagryzie, BEZ LITOŚCI ukatrupi. Gonił ją co sił w łapach, już układając w głowie zemstę za te wyzwiska i oślinionego policzka. Po prostu ją zabije! Roześmiał się w głos, wybijając się jak najmocniej z tylnych łap, wprost na biedną bengalkę. Przytrzymał ją całym ciężarem swojego ciała, obezwładniając ją i uniemożliwiając ucieczkę. Posłał jej demoniczny wręcz uśmiech i bezceremonialnie zaczął lizać ją po pysku. 

***

Nie wierzył. Ona naprawdę to zrobiła. Naprawdę nie żartowała. Musiał aż przysiąść, żeby nie roześmiać się przed czołgającymi się kluchami pod jego nogami. Wieczornik i Zboże junior. Pokręcił głową z politowaniem, szczerząc się od ucha do ucha, o mało co nie parskając gromkim śmiechem.
– Jesteś niemożliwa.

***

Nie podobało mu się to. Jednak szybko znudziło mu się życie z ograniczonym czasem spędzonym ze Zbożem. Nie dość że musiała zajmować się gówniakami, to jeszcze była wielce zakochana i większość wolnego czasu spędzała z tą swoją ukochaną zamiast z nim! Czy Wieczornik był zazdrosny? Aj oczywiście! I nawet tego nie ukrywał! Również w stosunku do innych, niczego winnych kotów, stał się bardziej opryskliwy. Przecież cały świat musi wiedzieć jak to Wieczornikowi jest źle i niedobrze! A niańką to już mógł być, co? Wiele razy już było tak, że bengalka zostawiała swoje bachory pod jego opieką aby się gdzieś wyrwać. Nie lubił tego. Nie lubił ich, tej dwójki noszącej ich imiona. Nie lubił Żytniego Pola!
Fuknął wściekle, z frustracją kopiąc pierwszy lepszy kamyczek, który nieszczęśliwie znalazł się akurat pod jego łapami. Jak dobrze że niedługo te kłaki zostają uczniami. 
Nagle dostrzegł tą węglową pokrakę wychodzącą ze żłobka. Nie poprosiła go o zostanie z dzieciarnią… Więc może robi to jej ukochana! Czyli musiała iść do kogoś innego. Podbiegł do niej, człapiąc leniwie łapami.
– Zbooooożeee – zawył żałośnie, fałszując – weź ty teraz ze mną spędź czaaaas!
Oparł czoło o jej bark, napierając lekko. 

<Zbooooożeee?>

11 września 2020

Od Wieczornikowego Wzgórza CD Zbożowego Kłosu

Przewrócił oczami ze śmiechem, jednak zaraz postanowił przyłączyć się do zabawy. Uderzył ogonem o taflę wody, chlapiąc nią nieznacznie dookoła.
– O nie! Ta wielka dupo-gwiazda zaraz mnie pożre! – zaczął teatralnym tonem głosu – albo gorzej! Zabije mnie swoim smrodem!
Wydarł się i w mig rzucił się do ucieczki. A Zboże podjęła gonitwę.
Podejrzewał, że klanowicze już się przyzwyczaili do ich codziennych krzyków, ale pewnie było ich słychać w całym obozie. Ganiali się naokoło wyspy, nie zamierzając przestać. Wieczornik powoli tracił na siłach, tak młócąc bez przerwy wodę swoimi białymi, długimi łapami. Toteż jego kumpela zbliżała się niebezpiecznie do jego osoby. Krzyknął przez śmiech.
Ale nie spodziewał się, że bengalka będzie próbowała go utopić! Chociaż, mógł to przewidzieć. W końcu przecież miał do czynienia ze Zbożem.
Na razie jednak starał się uniknąć zalania płuc wodą, szamocząc się w tym celu niemiłosiernie. Po kilku długich uderzeniach serca udało mu się zepchnąć z siebie kotkę i wynurzyć łeb ponad taflę wody.
– Tlenu! – jęknął rozpaczliwie.
Dopłynął do brzegu i resztkami sił wdrapał się na ląd. Zaśmiał się, sapiąc.
– Jak mogłaś? – zawył teatralnie.
– A, tak jakoś. Wiesz, samo tak wyszłooo – zaśmiała się bengalka już na brzegu, otrzepując się z wody niczym pies – dupo-gwiazda tak dopada swoje ofiary – wypięła dumnie pierś.
– Bardzo śmieszne – odparł srebrny, po chwili krztusząc się resztkami cieczy przesiąkłej smakiem ryb.

***

Patrzył się na nią osłupiały, nie wierząc w to, co się stało a tym bardziej w to, co już niedługo miało nastąpić. Parsknął niekontrolowanym śmiechem.
– Weź nie gadaj, że poszłyście z Żytem w krzaczki!


<Zbożówko?>

05 sierpnia 2020

Od Wieczornikowego Wzgórza CD Zbożowego Kłosu i Szyszki

Wieczornikowe Wzgórze od samego początku nie był do końca przekonany co do tej ich wyprawy. No bo, z jakiej racji Lisiaki miałyby chcieć im pomóc? Czy w ogóle ich znajdą?
Przez długi odcinek drogi Zboże i Wieczornik szli w ciszy. Kocur z zawstydzenia tym, jak bardzo się wygłupił. Jak mógł pomyśleć, że Zboże go kocha? Zaśmiał się pod nosem, tak, aby kotka go nie usłyszała. Kiedyś wspólnie będą się z tego nabijać.
Dziwnie bezproblemowo dotarli do lasu, który kocur dostrzegł już z oddali. Podobno na bagnach czaiły się lisy, ale oni żadnego nie napotkali. Na szczęście.
Spodziewał się, że kiedy już znajdą kogoś z dawnego Klanu Lisa, nie będzie on nastawiony pozytywnie, ale nie myślał, że aż tak wrogo. Ze zdziwieniem przyglądał się, jak czarny dymny kocur rzuca się na jego przyjaciółkę. Stał cicho, czekając aż się przekrzyczą. Dopiero kiedy czarna kotka się odezwała, on zabrał głos. Wytłumaczył, że Pstrągowa Gwiazda to nieobliczalna szajbuska, wodząc przy tym niespokojnym wzrokiem po sylwetce kocicy. Nie ufała im.
– Jeśli naprawdę jesteście przyjaciółmi, odejdźcie i zapomnijcie, że cokolwiek widzieliście — syknęła ostrzegawczo, marszcząc brwi — Myszołowie, wyprowadź ich z lasu.
Nie wierzył w to, co słyszał. Przeszli taki kawał, a tamci zwyczajnie zlewają sprawę? Tak nie może być. Machnął rozeźlony ogonem i już chciał coś mówić, ale ubiegła go w tym Zboże. Tego co ona miauknęła, też się nie spodziewał. Jednak nawet płaczliwy ton kotki opowiadającej o Konopii, nie ruszył kotów z Klanu Lisa.
– MACIE SIĘ WYNOSIĆ! – wrzasnął ten czarny kocur.
Mimo tego, żółtooka kocica ogonem pokazała, żeby zamilkł. Oho, czyli może uda się im jakoś dogadać? Czy Zboże wzbudziła u nich litość?
– Poczekaj, Myszołowie – ah, więc tak nazywał się ten wariat – Konopia do nas nie wróciła. Prawdopodobnie nie może nas znaleźć.  Gdy wróci powiem jej, że o nią pytałaś.
Bengalka z pewnością nie oczekiwała takiej odpowiedzi. Rudzielec patrzył, jak ta smutnieje w jednym momencie. Otworzyła szerzej oczy, próbując się nie rozpłakać. Zaczęła panikować, tworząc nowe teorie na temat losu szylkretki. Srebrny podszedł do niej i położył ogon na jej barku.
– Nie wybaczę sobie, jeśli coś jej się stanie, Wieczorniku – te zdanie miał usłyszeć już tylko on.
No jasne, jak mógł tego wcześniej nie zauważyć? Przecież to oczywiste, że Zbożowy Kłos zauroczyła się w Konopii, nie w nim. Jaki on był głupi!
Czarna kotka mruknęła, że pewnie nic nie stało się młodej szylkretce. A potem kazała im iść i nigdy nie wracać. No co za!
Bez pożegnania Lisiaki odwróciły się w stronę lasu, zbierając się do odejścia. Prychnął na nich. Nie wierzył w to, że nie udało się ich przekonać. Nagle jednak, kocica odwróciła jeszcze na chwilę pysk.
– Czy wszyscy w Klanie Nocy mają taki sam stosunek do Pstrągowej Gwiazdy jak wy? — miauknęła.
Zboże i Wieczornik spojrzeli po sobie i kocur pewnym siebie wzrokiem dał znać, że to on odpowie kocicy. Widział, w jakim stanie teraz była jego kumpela.
– Cóż… Nie wszyscy, ale sporo członków klanu uważa, że jej rządy są nie w porządku.
Czarnulka skinęła głową w podzięce za odpowiedź. Zamyśliła się.
– To ten… Dziękujemy, że nas nie zmasakrowaliście? – bardziej zapytał niż stwierdził.
I co, mieli teraz tak po prostu sobie iść? Z niczym?


<Zboże? Szyszka?>

19 lipca 2020

Od Wieczornikowego Wzgórza CD Zbożowego Kłosu

Z bananem na pysku wysłuchiwał skandowania ich nowych imion.
Wieczornikowe Wzgórze.
Brzmi ślicznie!
Dzielnie znieśli wszystkich, którzy raczyli im pogratulować. W końcu, emocje opadły i koty się rozeszły, wracając do swoich codziennych zajęć. Dwójka świeżo upieczonych wojowników została sama na środku obozu.
- Ale akcja co? - podskoczył podekscytowany Wieczornik.
- Noo! Już myślałam, że Pstrąg nas opieprzy.
- Chyba ciebie! - szturchnął ją w bark.
Zaśmiał się krótko.
- Ale masz pedalskie imię - wypaliła nagle bengalka.
- Ja ci dam! Twoje jest nie lepsze! - żachnął się.
Zamachnął się łapą ale kotka zwinnie odskoczyła w porę na bok, śmiejąc się. Już po kilku uderzeniach serca ganiali się w najlepsze po całym obozie. W końcu rudzielec dopadł przyjaciółkę i obaj przeturlali się kilka długości lisich ogonów po ziemi.
- Wiesz że czeka nas jeszcze nocne czuwanie, prawda? - zapytał, zdyszany.
- A co, boisz się, że nie dasz rady?
Wredny uśmieszek zagościł na pyszczku kotki. Wieczornik wywrócił oczami.
- Boję się, że to ty wymiękniesz!
Zdzieliła go niezbyt mocno łapą po pysku. Jak oni, na osty i ciernie, mają wytrzymać CAŁĄ noc bez gadania?

***

Nie minęło właściwie zbyt wiele czasu od mianowania Wieczornika i Zboża, a oni już dostali swoich własnych, pierwszych uczniów! Co prawda wolałby, żeby byli to Nocniaki z krwi i kości, a nie biedne, młode koty z nieistniejącego już Klanu Lisa. Jego uczennica, Gałąź, była trochę... Dziwna, ale srebrny postara się jeszcze znaleźć z nią wspólny język.
Wstał, dumnie unosząc głowę i ogon, bo wpadł na, jego zdaniem, genialny pomysł. No ale co może być lepsze, niż wspólny trening ze Zbożem? Jak jeszcze byli uczniami, takie treningi bywały świetną okazją do wspólnych psot, więc czemu nie miałoby tak być i teraz? Co z tego, że role się odwróciły i to oni powinni się zachowywać jak poważni dorośli. Złapał kotkę przy stosie ze zwierzyną, a na jego pysk wkradł się szatański uśmieszek.
- Hej, Zboże!
Bengalka zatrzymała wzrok na jego sylwetce. Podtruchtał pod same jej łapy.
- Co powiesz na wspólny trening Gałęzi i Klonka? - diabelski uśmiech cały czas nie schodził mu z mordki.
Na litość, dlaczego tak niebezpieczna mieszanka wybuchowa tych dwóch niedorośniętych umysłowo wojowników została dopuszczona do uczniów?

<Zboże? Nie miałam siły opisywać ich czuwania xD>

06 czerwca 2020

Od Wieczornikowej Łapy CD Zbożowej Łapy

Nie dał za wygraną i po prostu popędził w ślad za Zbożem. Już ją doganiał, ale wtedy droga się skończyła i wpadli do legowiska uczniów. Siedzący tam Jaskier szybko załapał, że wzrok tej dwójki utkwiony jest właśnie w nim.
- Idziemy na patrol, Jaskier! - miauknął wesoło srebrny, uspokajając oddech po krótkim, lecz szybkim biegu.
Zdawało się, że arlekin ożywił się nieco. Pewnie i tak się nudził. Albo nie miał na nic ochoty, a Wieczornik jak zwykle tego nie zauważał... No cóż.
- No dobra - odpowiedział im i podniósł się na równe nogi.
Wieczornikowa Łapa podskoczył wesoło i już po chwili wychodzili całą trójką z obozu. Wszystkie dotychczasowe zmartwienia zdawały się na chwilę zniknąć. Tak, ci dwaj zawsze będą w stanie poprawić mu humor.
Żwawo pokonali kłodę oddzielającą wyspę od reszty świata. Słońce nie przygrzewało tak mocno jak przez ostatnie księżyce, lekki wiatr muskał kolejno futra młodych uczniów. Zapowiadał się całkiem przyjemny patrol.
- To gdzie idziemy najpierw? - rzucił w powietrze Wieczornik, ale po cichu miał nadzieję że nikt nie zaproponuje okolic terenów dawniej należących do Klanu Lisa.
- Chodźmy najpierw od strony farmy! - podsunęła Zboże.
Bracia zgodzili się równoczesnym skinieniem łbów.
- Berek! - miauknął nagle niebieskooki, rzucając się do ucieczki, nawet nie upewniwszy się, że ktoś podjął się próby złapania go.
Na szczęście nie musiał długo czekać na odzew ze strony przyjaciół, już po kilku uderzeniach serca usłyszał za sobą tupot czterech par łap i wesołe krzyki. Zdziwił się, że Jaskier nawet za nim nadążał, pomimo o wiele krótszych łap. A może to on sam biegł wolno?
Nie zdążył się odwrócić, by sprawdzić jak daleko za nim są uczniaki, bo w tym samym momencie z impetem wleciała w niego bengalka. Przeturlali się kilka lisich ogonów, a potem dołączył jeszcze Jaskrowa Łapa.
- Mamy cię! - zawołała z triumfem w głosie węglowa.
Bicolor starał się złapać głębszy oddech.
- No... Już... Złaźcie... Dusicie - wysapał.
Usłyszał ciche "oj" zanim obydwoje zwolnili go ze swojego uścisku. Wstał i otrzepał się z brudnej ziemi czym prędzej. Rozejrzał się. O, byli już blisko farmy! Jego wzrok zatrzymał się na ogrodzeniu, w bardzo ciekawym miejscu...
- Ej, zobaczcie! - miauknął, zaciekawiony nie odwracając oczu od obiektu, a jedynie podchodząc truchtem bliżej.
- Hm? - Jaskier ze Zbożem również się zainteresowali.
Kiedy postawił jeszcze kilka kroków stanął pysk w pysk z... Co to właściwie było? Krowa? Trochę mała w porównaniu do wizerunku jaki przedstawiali mu inni. Łaciate stworzenie widocznie nie było zadowolone z ich przybycia, jak i własnej pozycji. Utknęła? Wierzgała mocno łbem, ale nie przynosiło to rezultatów.
- Krowa! - wyrwało się Zbożu.
- Nie zrobi nam nic? - zapytał Jaskier z nutką niepewności.
Wieczornik dziarsko podszedł jeszcze bliżej, a jego brat wciągnął mocno powietrze, jakby w obawie że stworzenie zaraz odgryzie mu głowę.
- Czekaj... Patrz patrz patrz! - oparł jedną z łap na drewnianym palu ogrodzenia, aby znaleźć się na poziomie krówki.
I z premedytacją pacnął zwierzę w nos. Te bardzo rozjuszone z powodu naruszania jego prywatnej przestrzeni parsknęło wściekle, smarkając przy tym na klasyka. Z jego pyszczka wydostał się przerażony krzyk, zamachał łapami w powietrzu i upadł na ziemię, oszołomiony. Jaskier ze Zbożem w mgnieniu oka znaleźli się przy nim.
- Nic ci nie jest? - zapytał syn Oszronionego Płatka.
- Wstawaj, a nie! - miauknęła bengalka i chciała pomóc podnieść się Wieczornikowi, ale niefortunnie złapała w miejscu, w którym były już krowie gile.
- O fe! - wrzasnęła z obrzydzeniem, odpychając kolegę z powrotem w piach akurat w momencie, kiedy już prawie się podniósł. Tym razem zarył prosto pyskiem o ziemię.
- Cholera, Zboże! - krzyknął, a jego głos zabawnie zapiszczał, zresztą jak zawsze kiedy krzyczy.
Zaraz, czy... Czy ona się śmiała?
- Ja ci dam... Zobaczymy czy będziesz się śmiała z gilów na swoim futrze!
Węglowa w mgnieniu oka rzuciła się do ucieczki przed brudnym obliczem Wieczornikowej Łapy. Zupełnie zapomnieli o uwięzionym w ogrodzeniu cielaku.



<Zboże? Wybacz gniota>

18 maja 2020

Od Wieczornikowej Łapy CD Zboża

Chociaż z początku bał się, że gdy Muszy Bzyk dowie się, że to on jest sprawcą zamieszania, ta sprawi mu morderczy trening, później ledwie mógł powstrzymać się od śmiechu. Żebyście widzieli wtedy minę Muchy! Najpierw wielkie zmartwienie, kiedy usłyszała wołanie "ukochanej", później jej okropny ryj cały w błocie, a na koniec ostre niezadowolenie podczas wysłuchiwania śmiechu Płotkowej Łapy. No dobra, to ostatnie nie było zaplanowane. Ale i tak wyszło świetnie! A Wieczornik i Zboże widzieli doskonale całą akcję z ukrycia w jednym z gęstych krzaków. Było tam trochę ciasno, a sam Wieczornik pewnie dostanie opieprz, ale warto było.
W międzyczasie Bieg czmychnęła gdzieś dalej, może nawet do obozu, aby jej nikt nie nakrył. Taka była umowa, świetnie wywiązała się ze swojej części. Teraz tylko ta dwójka musi niezauważenie się wycofać...
- Hej, wy! - usłyszeli gdzieś za sobą, kiedy już myśleli że uda im się umknąć konsekwencjom.
- Wiej! - wrzasnęła Zboże i rzuciła się pędem przez las, nawet się nie oglądając.
Rudemu nie pozostało nic innego, jak tylko podążyć jej śladami. W krótkiej chwili dogonił koteczkę i teraz razem biegli w akompaniamencie własnych śmiechów i krzyków wciąż ubłoconej pointki. Obydwoje wiedzieli, że prędzej czy później wojowniczka ich dogoni. Jednak nie poddawali się. Jako pierwsi wpadli do obozu, nieźle zdyszani. W momencie się opanowali i postarali wmieszać w klanowiczy. Zaraz za nimi, jak oparzona, nadbiegła Mucha. Nie minęło wiele uderzeń serca, kiedy odnalazła ich wzrokiem. Z wściekłym okrzykiem rzuciła się w ich stronę. 
Tym razem już nie było ucieczki.
Stali obok siebie przerażeni, czekając na śmierć z łap ubłoconej pointki. Wieczornik wyobrażał sobie swój koniec zupełnie inaczej.
Jednak, w miarę jak kocica zbliżała się do nich, złość jakby z niej ulatywała. Zmierzyła obydwóch wzrokiem, od czubka uszu po koniuszek ogona.
- Sami wpadliście na ten pomysł? 
Syn Deszczowej Gwiazdy zrobił krok naprzód, już chcąc bronić koleżanki. Jednak, przerwały mu dalsze słowa wojowniczki:
- Nieźle wam wyszło - miauknęła, ale wbrew treści słów, w jej głosie słychać było niezadowolenie wywołane tą sytuacją.
I poszła. Zwyczajnie odwróciła się i odeszła, zostawiając ich samych sobie.
Wymienili się spojrzeniami.
- O to chodziło! 
Przybili sobie łapę i wybuchnęli głośnym śmiechem. Być może nawet Mucha ich słyszała. 

*następnego dnia*

Kolejny trening Wieczornika z Muchą przebiegł... Normalnie. Tak, on sam nie wiedział, czy tamten kawał rzeczywiście zdziałał cuda, czy Muszy Bzyk jest chora, ale całkiem zwyczajnie tłumaczyła mu o technikach polowania. Zadziwiające, jak potrafi się ugryźć w język, aby powstrzymać się od kąśliwych uwag. Chociaż rudemu wydawało się, że jednak jest trochę na niego zła, był pewny, że jej przejdzie. Jasnym było, że pierwszą rzeczą, którą zrobi od razu po powrocie do obozu, będzie udanie się do Zboża. Tak też zrobił. 
- Zboże! - zawołał, a bengalka podeszła do niego, zaciekawiona.
- Hm? Jak tam z Muchą? Jest lepiej? Krzyczała na ciebie? - zapytała, a jej drgający ogon zdradził podniecenie.
Wieczornik uśmiechnął się szeroko.
- No ba! W ogóle mi nie dokuczała! Chyba jest jeszcze trochę wkurzona za tą akcję, ale ja uważam, że było jak najbardziej warto!
Srebrny podskoczył radośnie i zaśmiał się krótko. 

<Zboże ty moje kochane?>

11 maja 2020

Od Wieczornika (Wieczornikowej Łapy) CD Zboża

Kocurek nie dowierzał własnym oczom, uważnie obserwując całe zajście. Najpierw biedna Zboże wpyskiu tego grubasa, a teraz wpół strawiony przez niego pokarm, leżący teraz z pozoru niewinnie na zielonej trawie, przyprawiał młodego Wieczornika o wymioty.
- Nie no to jest zwyczajnie niesmaczne - wymsknęło mu się podczas walki ze swoim własnym żołądkiem.
- Absolutnie się z tobą zgadzam, Wieczorniku! - miauknęła wciąż rozeźlona koteczka, która najwyraźniej musiała go usłyszeć - co to ma być?! - tu wskazała ogonem na wyplute żarcie - myślisz, że to wystarczy? Masz mi tu do zachodu słońca przynieść nową, świeżutką rybę, albo nie wiem co zrobię z tym twoim tłustym zadem! - zażądała, tupiąc przy tym wściekle nóżką.
Wieczornik odruchowo kiwnął rudym łbem, jakby chciał powiedzieć, że zgadza się z bengalką.
- My już sobie z nim pogadamy - miauknął Szakłak, nie zważając na mordercze spojrzenie posyłane mu przez sprawcę całego tego zamieszania.
Grupka bezpośrednich świadków nieprzyjemnego zajścia oddaliła się razem z Bobrzą Kłodą, ostatni raz wytykającym pogryziony język w stronę Zboża.
- Ale mu powiedziałaś! - miauknął syn Oszronionego Płatka, podeksycowany machając ogonem.


*jeszcze przed śmiercią Deszcza*


Skończyły się beztroskie księżyce w kociarni, a rozpoczął się wyczerpujący trening na wojownika. Tak moi drodzy, nasz mały Wieczornik został Wieczornikową Łapą, jednym z najmłodszych uczniów Klanu Nocy. Z początku bardzo się cieszył z mianowania i wszystko byłoby pięknie, gdyby nie to, że jego ojciec, Deszczowa Gwiazda, wyznaczył mu na mentorkę Muszy Bzyk. Co prawda młodzik nie znał pointki zbyt dobrze, ale już wiedział, że się nie dogadają. Jak tatuś mógł tak się pomylić? Jaskier dostał na nauczyciela Jesionowy Wicher. Kocurek uważał, że to właśnie on byłby idealny, a nie jakaś tam Mucha. Niewatpliwie, lider stracił nieco w jego oczach. No przecież, on się z nią w życiu nie dogada! Wiele razy widział, jak ta z premedytacją dokucza innym klanowiczom, a potem bezczelnie śmieje im się w twarz. No przecież tak nie można! Wiedział jednak jedno - za wszelką cenę nie może dać sobą pomiatać.
Nawet pierwszy trening, czyli oprowadzanie po terenach, nie poszedł zbyt dobrze. Nurt rzeki był już tak silny, a linia wody na tyle blisko brzegu, że Muszy Bzyk nawet nie próbowała wrzucać tam swojego ucznia. Musieli więc zadowolić się spacerkiem po wyspie. Pointka oczywiście mogłaby jakoś lepiej spożytkować zaoszczędzony czas, ale po co? Lepiej naśmiewać się z zawijasów na ciele Wieczornika i nierównych skarpetek! Świeżo upieczony uczeń z pozoru ignorował te uwagi, jednak w środku wręcz gotował się ze złości, gdyż on uważał że jest piękny, i nic by w sobie nie zmienił.
Wreszcie, wrócili do obozu. Rudzielec niemalże od razu zaczął rozmyślać, jak pokazać mentorce, że nie da sobą pomiatać. Szybko przyszła mu do głowy Zboże. Ta koteczka wydawała mu się pozytywnie zwariowana i bez hamulców, ona na pewno mu pomoże. Skierował więc swe białe łapy do kociarni, w której, jeszcze kilka wschodów słońca temu, sam mieszkał. Na szczęście zastał ją na miejscu, podczas jednej ze swoich brutalnych zabaw (sam w niektórych uczestniczył, czy tego chciał czy nie).
- Hej, Zboże? Pozwolisz na chwilę? - rzucił niby zwyczajnie do kotki.
Kiedy zaciekawiona podeszła do niego, miauknął:
- Chciałabyś mi pomóc zrobić jakiś kawał Muszemu Bzykowi? Muszę pokazać jej, kto ku rządzi, a ty wydajesz mi się do tego idealna.
Jego wąsy drgnęły, w zniecierpliwieniu czekając na odpowiedź.


<Zboże? Mam nadzieję że nie popsułam charakteru>