BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Srebrny Deszcz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Srebrny Deszcz. Pokaż wszystkie posty

09 lipca 2018

Od Srebrnego Deszczu

Za niedługo ma się kończyć Pora Nagich Drzew, jednak stan zwierzyny się nie zmienia. Jest je za mało by wyżywić klanowe koty. Srebrny Deszcz zbytnio się tym nie przejmuje. Nie ma już po co żyć.
Aż do czasu.
Niedawno przydzielono mu uczennicę, Miodową Łapę, która straciła mentora. Nareszcie poczuł, że ma co do roboty. Coś ciekawszego niż upoluj, zanieś idź zaznacz.
Właśnie na nią czekał przy wyznaczonym drzewie. Kazał jej przyjść po tym jak się porządnie naje i obudzi. Nie chciał męczyć zaspałego i głodnego kociaka. Oto przyszła.
- Witaj Miodowa Łapo! - uśmiechnął się jednooki.
- Witaj... - miauknęła nieśmiało terminatorka. Kocur pokazał jej żeby podążała za nim.
- Dzisiaj może potrenujmy tylko polowanie. - zaproponował prowadząc ją. - Nie mam dzisiaj wystarczająco siły by walczyć.
 Nagle zatrzymał się i posmakował powietrza.
- Czy nie czujesz czegoś Miodowa Łapo? - zapytał zerkając na nią.
Uczennica rozejrzała się dookoła i niuchnęła trochę powietrza.
- Jakiś ptak... - mruknęła cicho. 
- Ten ptak to sikorka. - uczył Srebrny Deszcz, - Nie znika tak jak inne ptaki na Porę Nagich Liści i są w miarę pożywne, ponieważ Dwunożni zawieszają im śmieszne gniazda na drzewach z jedzeniem. A teraz przynieś mi no ją tutaj.
Przyglądał się jak uczennica czai się i powoli podchodzi do zwierzątka. Popełniała jeszcze trochę błędów przy tym, ale to się naprawi. Nie minęło uderzenie serca, a wielokolorowa koteczka położyła przed nim piszczkę.
- Świetnie. - pochwalił ją. - Motyle Skrzydło nauczył cię ładnie polować, ale wykryłem jeszcze jeden błąd w twojej pozycji. Pokaż mi ją jeszcze raz.
Na imię zmarłego mentora kotka troszkę posmutniała, ale zaraz pokazała mu błędną pozycję.
- Wszystko okej, tylko musisz bardziej przylegać do ziemi. O tak. - Srebrny kocur przycupnął do zmrożonej ziemi pokazując prawidłową pozycję łowiecką. - Spróbuj tak.
Miodkowi udało się dobrze odtworzyć postawę.
- Na dzisiaj tyle treningu. - powiedział. - Zanieś tą sikorę do żłobka i widzimy się na jutrzejszym treningu.
Mentor odszedł głęboko w las. Po co? Rozmyślać? Na spacer? Rozpaczać? Tego niestety nie wie nikt...

<Miodowa Łapo?>

26 maja 2018

Od Srebrnego Deszczu C.D Rudzika

- Na medyka... - zamyślił się. - To dość odpowiedzialne stanowisko. Od ciebie będzie zależeć życie innych.
- Wiem... - kocurek mruknął. 
- Jednak każdy popełnia błędy, nawet medyk. - pocieszył go Srebrny Deszcz. - Czasem nawet medycy nie są w stanie uratować kota... Na przykład z nieznanej choroby...
W jego umyśle pojawiły się tamte okropne wspomnienia z Pory Nagich Drzew. Chore koty, smród śmierci, załzawione oczy i oczywiście Łzawy Kaszel. Cichy morderca o niepodejrzliwych objawach. Ten, który zgrabił życie jego własnej partnerki.
- A co było z tą kotką? - spytał wojownik. - Chorowała na coś?
- Eh...Tak... - Rudzik spuścił głowę.
- Wiem, jak to jest opiekować się kimś chorym... Mogę ci opowiedzieć...
Srebrny Deszcz zerknął na niebo rozszyfrowując porę dnia.
- Muszę iść - miauknął. - Powiem ci jutro. Spotkajmy się tutaj gdy słońce wejdzie najwyżej nieba.

~~~

Stało się tak jak było powiedziane. Van czekał na niego w tym samym miejscu co wczoraj. 
- Miałem ci powiedzieć - westchnął. - A więc...
 Była to Pora Nagich Drzew...
Śnieg otulał cały las. Zazwyczaj wtedy przychodziła pora Zielonego Kaszlu, lecz tym razem przyszło coś innego. Koty miały załzawione oczy i skarżyły się na mroczki przed oczami. Pierwsza zarażona była Zroszony Nos, moja partnerka. Okazało się, że choroba rozpostrzeniła się we wszystkich klanach. A co najgorsza, nikt nie znał leku. W tych dniach zawsze brałem mały kęs myszy, by z powrotem zanieść ją Zroszonemu Nosowi. W końcu znaleziono lek. Niestety znaleziono go za późno. W tym czasie ona zdążyła odejść już do Klanu Gwiazdy.
Westchnął cicho i przycupnął na trawie.

<Rudzi Rudzi?>

12 maja 2018

Od Srebrnego Deszczu C.D Rudzika

Po wypowiedzianych słowach kotek odwrócił łebek i zerknął na Srebrny Deszcz. Zaraz po tym na jego pyszczek wstąpiło wyraźne przerażenie.
- Spokojnie, nic nie chcę ci zrobić. - wojownik próbował go uspokoić.
Rudy arlekin dalej szybko oddychał i drżał ze strachu. Kocur postanowił dalej próbować go wybudzić z ataku strachu.
- Nie skrzywdzę cię, słowo wojownika. - mówił powoli i spokojnie. - Jak masz na imię?
Młodzik dalej się na niego patrzył zielonymi, jeszcze załzawionymi oczami. Otwierał i zamykał pyszczek próbując wydusić z siebie chociaż jedno słowo.
- R... - miauknął cichutko. - R-rudzi-ik...
- Ja jestem Srebrny Deszcz z Klanu Wilka. - przedstawił się pręgowany z lekkim uśmiechem.
Na słowo „z Klanu Wilka” Rudzik jeszcze bardziej otworzył oczy i rzucił się ku ucieczce. 
- Czekaj! - krzyknął jednooki.
Rudzik był już za daleko. Kot westchnął cicho i poszedł w kierunku, z którego przyszedł.
Ale chyba każdy chciałby wiedzieć, co Srebro robił poza swoimi terenami, nie?
Otóż wybrał się na małe polowanie. Sam. Gdyby jeszcze była tu Zroszony Nos, to poszedłby z nią. Tak naprawdę to nic nie upolował, a raczej rozmyślał nad sobą. Znowu był sam. Niby miał znajomych z klanu, ale i tak koteczka wyrwała mu dziurę w duchu. Wtem zauważył arlekina, więc pomyślał, że może sie z nim zakoleguje (Srebrny gudłaju on jest od ciebie młodszy, pomyślą, że jesteś pedofilem).

~~~

Srebrny Deszcz - tak jak wczoraj - wybrał się na wieczorne polowanie, a raczej, rozmyślanie. Chciał zobaczyć, czy jeszcze spotka młodego kocurka na terenach nienależących do klanów.
Zatrzymał się nad niewielką kałużą. Od razu pierwsze co zauważył, to to perfidne brakujące oko. Przez nie stracił już całą swoją przystojność. Dawniej był ślicznym kocurem z lśniącą srebrem w słońcu sierścią, a teraz? Jednooki wojownik o matowej, zaniedbanej sierści, noszący blizny na swym ciele i na duszy.
Westchnął i ruszył dalej. Miał nadzieję, że uda mu się jeszcze porozmawiać z kocurkiem.

<Rudziuś? Naprawdę przepraszam , że tak długo T-T>

18 kwietnia 2018

Od Srebrnego Deszczu

To był dzień, jak co dzień.
Nasz wojownik jak zwykle rano wyszedł na polowanie, by przynieść coś dla głodnego klanu i Zroszonego Nosa. Udało mu się złapać nornicę. Postanowił zanieść ją całą dla chorej partnerki. Jak miała wyzdrowieć to musiała jeść.
Myślał, że wszystko pójdzie jak po maśle. Że zima minie, że szylkretowa będzie zdrowa i że będą mogli razem spokojnie żyć.
Niestety, mylił się.

Gdy wszedł do obozu, zauważył zgromadzone koty na polance. Może Milcząca Gwiazda coś ogłaszała? Przechylił głowę, by dojrzeć trochę więcej.
Nornica upadła na ziemie.
- Nie... - szepnął do siebie. - To tylko koszmar, wynudzisz się z niego...
Podszedł bliżej tłumu. Niektórzy klanowicze siedzieli ze spuszczonymi łebkami, a inni, tacy jak Łososiowy Pysk, Liliowa Łodyga i młodsze rodzeństwo kotki lamentowali.
- Nie może być... - mruknął.
Zroszony Nos bezwładnie leżała na zimnej ziemi. Jej oczy były zamknięte i załzawione, a bok wcale się nie poruszał.
- To nie prawda, co nie?... - załkał Srebrny Deszcz.
Obok niego siadł Borsuczy Goniec.
- Wybacz, ale... - zaczął. - Ona nie żyje...
Nie żyje.
On to potwierdził.
Kocur nie mógł znieść tego wszystkiego. Podniósł się i po prostu wybiegł z obozu.

/———————-/

Jasne punkciki zdobiły ciemne niebo.
Ona też tam już była.
Srebrny Deszcz zawsze myślał, że to on szybciej umrze. W końcu on był starszy o sześć księżyców. Jednak los zechciał inaczej. Kotka zostawiła ogromną dziurę w jego sercu. Był już nikim. Znowu nie miał żadnych bliskich. Znowu był samotny jak pazur. Może nie byłby taki załamany, gdyby miał przy sobie mordki kociąt, które by mu ją przypominały?
Gniew na Klan Gwiazd rozrywał go na strzępy. On od początku wiedział, że chodzi im o jego krew pieszczocha! Utrata posady, uczniów, a teraz partnerki. Czy to jest ścieżka do jego śmierci? Śmierci, którą miał ochotę popełnić już teraz?
Usłyszał za sobą szelest. Ktoś przyszedł, a on był gotowy zagrzmić niczym burzowa chmura.

< Ktoś odpisze?>

13 kwietnia 2018

Od Srebrnego Deszczu do C.D. Borsuczego Gońca

Po chwili zastanowienia srebrny wojownik odrzekł:
- Masz racje... - wyprostował się dumnie, - Jesteśmy wojownikami, a blizny pokazują to, że różnimy się od wszystkich włóczęgów i samotników.
Musiał się przyzwyczaić do utraty oka. Będzie mu może trudniej, ale poradzi sobie.

~~~~~~~~~~~~~

Mijały wschody słońca. Dzień po dniu kocur coraz pewniej czuł się będąc półślepym. Już nauczył się nawet walczyć i poprawnie polować bez zdrowego oka. Wystarczyło wytężyć inne zmysły takie jak słuch i węch.
Jednak ostatnio w lesie coś się zmieniło.
W powietrzu było coś innego. To nie było to samo leśne powietrze. Było ono skażone chorobą. Nic nie było takie jak wcześniej.
Właśnie wrócił do obozu z myszą w pysku. Wziął tylko jeden kęs, by resztę zanieść Zroszonemu Nosowi. Otóż pewnego dnia znalazł ją leżącą nieprzytomną na śniegu. Szybko wziął ją i przyniósł do Burzowego Futra. Gdyby jej nie znalazł, jej ciało wychłodziłoby się i odeszłaby do Gwiezdnych.
Na tą okropną myśl się wzdrygnął.
- I jak z nią? - spytał Srebrny Deszcz wchodząc do legowiska medyczki.
- Bez zmian - poinformowała go kotka. - Objawy nie ustępują.
Wojownik skinął je delikatnie głową i położył piszczkę pod nosem szylkretowej.
- Nie znasz tej choroby? - zapytał po chwili ciszy.
- Nikt nie wie co to jest - westchnęła Burzowe Futro podsuwając chorej jekieś zioła. - Podobne do Zielonego Kaszlu, lecz z łzawieniem.
- Jeszcze przyjdę. - miauknął i wyszedł z legowiska.
Gdyby znał lekarstwo na tą chorobę... Nic nie pomagało, a on nie chciał, by jego miłość cierpiała.
A może uda mu się coś wymyślić? Połączyć jakieś zioła, by pomogły? Ale jakie? Był tylko wojownikiem i nie znał się na ziołach. No, podstawowe zna jak na przykład ziarenka maku na uspokojenie.
Zauważył Borsuczego Gońca wracającego z patrolem. A może on by pomógł mu znaleźć lek? W końcu przyjaźni się ze Zroszonym Nosem. Przywołał go do siebie głośnym miauknięciem.
- Jak z resztą kotów? - spytał zastępcę.
- Jeszcze nie jest źle. - odparł Borsuczy Goniec. - Choć niektórzy wyglądają na osłabionych...
- Na pewno będzie jeszcze więcej chorych... - westchnął Srebro. - Mam propozycję.
Point nastawił uszu.
- Burzowe Futro nie ma czasu szukać lekarstwa, więc może my pomóżmy go szukać?

<Borsuś? Sorki że tak późno T-T>

14 marca 2018

Od Srebrnego Deszczu C.D. Milczącej Gwiazdy

- Milcząca Gwiazdo bo ja... Muszę coś powiedzieć... - miauknął cicho spuszczając z szacunkiem głowę.
- Mów, Srebrny Deszczu. - ponagliła go liderka. Był szczęśliwy, że odzyskał dawne miano.
- Wiesz, że jestem od samotników. - zaczął. - Zauważyłem, że mój ojciec dość często pojawia się na naszych terenach. Najpierw przychodził sam, a potem z resztą jego dzieci... Próbuje zmusić mnie do odejścia z klanu. Chcę po prostu ostrzec, że może być zagrożeniem.
Kocica słuchała go uważnie. Miała swój codzienny wyraz pyszczka, lecz nastroszone futro zdradzało jej zdenerwowanie.
- Dziękuję ci za ostrzeżenie. - odparła niebieska. - Wezmę tą sprawę w swoje łapy. Możesz już iść.
Wojownik skinął głową na pożegnanie i wyszedł. Po śmierci Lawendowego Płatka bardzo posmutniała. Trudno będzie się jej przyzwyczaić do jej braku.

/-------------------------------------/

Leżał.
Leżał niczym skóra z diabła. Kiedyś zawsze promienny i przyjazny a teraz? Stał się zimny niczym skała i pozbawiony jakichkolwiek emocji. Czuł się tak słabo... Tak naprawdę mógł już opuścić legowisko medyka, lecz po utracie wzroku na jedno oko nie mógł się zmobilizować.
To była jego kara od Gwiezdnych. Musiała być od nich, bo nastąpiła niedługo po odzyskaniu swego imienia.
Kątem oka dostrzegł, jak wchodzi niebieskooka kocica.
- Srebrny Deszczu? - spytała zimno. Cętkowany spojrzał na nią niechętnie.
- Nie musisz już być pod okiem Burzowego Futra. Wyjdź na świeże powietrze.
Srebrny Deszcz westchnął i leniwie się podniósł do siadu. Gdy odzyskał równowagę wstał i pokuśtykał do wyjścia.
Gdy tylko wyjrzał zza legowiska medyka czuł, że każdy zabija go wzrokiem. Nie trzeba się dziwić - wyglądał okropnie. Jego futro straciło dawny blask, bark przeszywała świeża blizna, a oko było zamknięte i przecięte śladami pazurów.
Szedł tak, lecz poczuł jak o coś się zderza od ślepej strony. Wojownik odskoczył przerażony.

<Borsuk? xD>

04 marca 2018

Od Srebrnego Deszczu

Kocur zupełnie odżył po tym, jak Milcząca Gwiazda przywróciła mu prawidłowe imię. Już nie był tamtym zdenerwowanym uczniakiem, lecz okropnie szczęśliwym wojownikiem. Nareszcie mógł spać w legowisku wojowników, czując ciepło Zroszonego Nosa. Jednak cały czas musiał pamiętać, by wykonywać codzienne obowiązki.
Z samego rana potruchtał na poranne polowanie. Nareszcie nadeszła jego ukochana Pora Zielonych Liści. Wszędzie ciepło, jasno, świergot ptaków... Tego mu właśnie brakowało! Było już więcej zwierzyny, więc klan nie chodził głodny. Po chwili Srebrny Deszcz złapał już dwie pulchniutkie myszki.
Właśnie czaił się na tłustego wróbla. Ptaszek dziobał w ziemię szukając pokarmu. Wojownik skoczył na niego i pozbawił życia.
Miał już sięgnąć po zdobycz, gdy nagle jego uwagę przykuł szelest. Uważnie się rozejrzał, lecz niczego nie widział. Wtem usłyszał jeszcze głośniejszy hałas i poczuł smród kota. To nie był kot z żadnego klanu.
Odwrócił się...
Przed oczami zalśniły mu złociste ślepia i poczuł jak uderza o grunt. Zaczął wściekle kopać w brzuch napastnika. Kot odskoczył na chwilę, a Srebro wstał. Bura skoczyła w jego stronę i rozcięła mu bark. Wojownik krótko syknął i rzucił się na atak.
Nie przewidział jednego ruchu.
Przed zielonymi ślepiami błysnął mu znajomy księżycowy blask, jakby pazury.
Potem poczuł przenikliwy ból. Z głośnym lamentem opadł na ziemię i zaczął wierzgać z bólu. Wiedział, że za chwile nadejdzie jego kres. Zauważył jedynie znikający ogon w krzakach.
Ból był nie do zniesienia. Do jego pyszczka wlewała się szkarłatna ciecz. Wtem cały obraz się przed nim zamglił.

/----------------------/

Poczuł łagodny zapach ziół. Był u medyczki. Odczuwał jeszcze ból, lecz troszkę łagodniejszy. Kątem oka dostrzegł dwie sylwetki - Zroszony Nos i Burzowe Futro.
- Zostaną mu jakieś szkaradne ślady? - pytała niespokojnie Zroszony Nos..
- Jego obrażenie są dość poważne. - westchnęła medyczka.
- A oko?...
- Oko jest w krytycznym stanie. - potwierdziła. - Blizna mu zostanie, ale prawe oko najprawdopodobniej nie będzie sprawne. Pokryło się już bielmem, więc raczej nie ma dla niego ratunku.

<Zroszony Nos?>

18 lutego 2018

Od Srebrnej Łapy C.D Milczącej Gwiazdy

- To był wypadek. - mruknął, starając się ukryć wrzący w nim gniew - Czysty wypadek. Nie nawąchałem się kocimiętki specjalnie.
- Nie da się ,,Przez przypadek" czegoś nawąchać. - odparła kocica zimnym głosem.
Czuł, jak w napadzie gniewu jego pazury wysuwają się, lecz po chwili schował je. Nie mógł zaatakować własnej liderki.
- I tak sądzę, że ta kara jest za ostra. - miauknął trochę ostrzej.
- Czy słuchałeś mnie wcześniej? - spytała szorstko machając ogonem na boki.
O nie. Miarka się przebrała...
- A czy właśnie wyglądam, jakbym liczył liście na drzewie? - warknął Srebrna Łapa.
Milcząca Gwiazda przystanęła i zmierzyła go zimnym wzrokiem. W chwili ciszy przeanalizował swój status. On, okradziony z sił i sensu życia, o futrze, które już nie błyszczało żywym srebrem. Ona, lśniąca w promieniach słońca i wydająca się być taka potężna. Nie miał szans.
- Właśnie swoim zachowaniem oddalasz się od swojej rangi wojownika, na którą, jak widać nie zasłużyłeś. - burknęła wyginając grzbiet w lekki łuk.
- Przepraszam, ale słuchałem. - syknął. - Sama byłaś moją mentorką, więc w czasie treningu mogłaś ocenić czy się nadam, czy nie.
Wtedy pomknął w krzaki. Uciekł z dala od niej, by nie pogorszyć swojej sytuacji. Był rozerwany. W każdej chwili mógł opuścić klan, ale serce mu na to nie pozwalało. Nie mógłby zostawić swojego dzieciństwa i Zroszonego Nosa od tak.

<Milczka?>

15 lutego 2018

Od Srebrnej Łapy C.D. Nocnego nieba

- Niestety tyle szczęścia nie miałem... - westchnął kocur. - Myślałem, że skończy się na zakazie chodzenia na zgromadzenia i czyszczeniu legowiska starszych, ale było gorzej.
Zastępca Klanu Burzy miał współczującą minę. No chociaż on nie jest na niego wściekły. Klanowicze ciągle patrzyli na niego spode łba, nawet czasem Zroszony Nos. Przynajmniej ona nie nazywa go wstrętnym mianem Srebrnej Łapy. Najgorzej było z Burzowym Kwiatem, który traktował go jak lisie łajno.
- Mam nadzieję, że twoja liderka przywróci ci dawne miano. - Nocne Niebo usiadł obok.
- Milcząca Gwiazda mi tak łatwo nie przebaczy. - mruknął Srebrna Łapa. - Będę musiał robić wszystko co mi każą inni...
- Zobaczysz, czas szybko ci zleci. - pocieszał go kocur.
- Nie nie zleci.- warknął trochę ostrzej. - Mam dość rozkazów i dość tego wstrętnego imienia "Srebrna Łapa".
Jego futerko nastroszyło się. Nie było tak lśniące i czyste jak dawniej. Kocur nie miał humoru by je czyścić. Na dodatek futro ciągle się z niego sypało.
- Dziękuję ci Nocne Niebo. - odetchnął. - Dzięki, że mnie wspierasz, nie to co reszta...
- Nie... Ma za co. - odparł zastępca posyłając mu lekki uśmiech. Uczeń odwzajemnił go.
- Ja już naprawdę nie wiem, co mam zrobić, by zostać powrotem wojownikiem. - miauknął machając ogonem.
- Może po prostu wykonuj swoje obowiązki bez marudzenia? - zaproponował czarny.
- Tak robię. - westchnął terminator. - Ale Milcząca gwiazda chce ode mnie więcej. Widać to w jej oczach...
Spuścił głowę i wbił wzrok w łapy. Może powinien przestać rozmawiać o jego degradacji? Może mu ulży?
- Może... Zmieńmy temat. - zaproponował Srebrny. - Masz partnerkę, lub kociaki?

<Nocnik? XD>

02 lutego 2018

Od Srebrnego Deszczu C.D Orlej Łapy

- Był unik, to spróbuj ataku. - mruknął mentor pod nosem.
Terminator ustawił się w pozycji bojowej i wymierzył cios łapą w kocura. Ten sprytnie uniknął tego ataku.
- Uderzaj łapą z zamachem, a nie prosto. - poprawił. - O tak.
Spostrzegł mały kamyk w ziemi- idealny do demonstracji ataku. Zamachnął łapą i odrzucił kamyk w dal. Zerknął na Orlą Łapę wpatrującego się w scenę i uciął krótkie "Rozumiesz?''.
- Spróbuje tego jeszcze raz. - zaproponował Srebrny Deszcz.
Niebieskawy uczeń powrócił do odpowiedniej pozycji i wykonał tym razem poprawny cios w gardło wojownika. Ten odchylił lekko głowę wykonując unik.
- Świetnie, Orla Łapo - pochwalił go.
- Dziękuję! - uczeń lekko się uśmiechnął.
- To teraz jeszcze raz unik... - mruknął i niespodziewanie zamachnął łapą.
Uczeń przeturlał się unikając uderzenia. Mentor naskoczył na niego, lecz ten szybciutko wstał i uciekł.
- Pochwal się Liliowej Łodydze... - uśmiechnął się. - Naprawdę dobrze ci idzie.

<Oreł?>

Od Srebrnego Deszczu C.D Nocnego Nieba

Stanął na polanie przy Wielkim Drzewie. Polanie ścioranej wczorajszej nocy przez jego własny zad. Jak to się stało?
Otóż wczoraj przed zgromadzeniem klanów Srebrny Deszcz wybrał się na polowanie. Jak na jego nieszczęście odwiedził go Smoła AKA Super Tatuś. Samotnik przyniósł mały prezent o nazwie kocimiętka. Wepchnął ją synowi na siłę , aby się odurzył. Nie była to niestety zwykła kocimiętka, gdyż to nie był ten smak... Przez chwilę wojownikowi kręciło się w głowie, lecz potem poczuł się lepiej i wybrał się na Zgromadzenie. Jednak na nim dostał głupawki i... nie trzeba chyba opowiadać co dalej.
Zastępca Klanu Burzy, Nocne Niebo miał podobne objawy na Zgromadzeniu. Wygląda na to, że przenocował tutaj, bo aktualnie Srebro miał go przed samym nosem. Postanowił mu odpowiedzieć na powitanie.
- Ech... Witaj -kocur mruknął osłabiony.
Łapy miał bardzo osłabione i cały czas się chwiał niczym drzewo na wietrze. Kocur z Klanu Burzy tak samo wyglądał na otumanionego. Głupio się szczerzył. Po chwili wojownik z Klanu Wilka też się wyszczerzył. Może się jakoś zrozumieją?
- Ej ty to nie ten ten miły?… - mruknął z nosem w trawie.
- Może? - miauknął cicho, bez emocji.


<Nocne Niebo? >

30 stycznia 2018

Od Srebrnego Deszczu C.D Zroszonego Nosa

Słuchał jej uważnie, a z każdym jej zdaniem jego pyszczek się wykrzywiał w podkówkę. Ze Zroszonym Nosem naprawdę działo się coś niedobrego. Musiał jej pomóc, inaczej zrobi się jeszcze gorzej.
- To był naprawdę niedobry sen... - stwierdził niepewnie kocur. - Ale... Musiał się skądś wziąć... Może po prostu za bardzo namyśliłaś się przed snem?
- Nie wiem - westchnęła kotka. - Ale to na pewno nie jest dobry znak...
- Może jesteś chora? - zmartwił się.
- Nie jestem chora. - mruknęła.
- Poczekaj, idę po jakąś zwierzynę.
Wyskoczył z legowiska i podszedł do stosiku z piszczkami. Wybrał najlepszego królika i przyniósł do partnerki. Szylkretowa wzięła tylko dwa kęsy i oznajmiła, że nie ma ochoty jeść.
- Może nie cię obejrzą Lawendowy Płatek i Burzowe Futro? - wymruczał przeżuwając swój kęs.
- Nie jestem chora. - burknęła trochę ostrzej. - Po prostu nie mam ochoty na jedzenie.
- Nie zamartwiaj się tym snem... - Srebrny Deszcz liznął ją za uchem, gdy zrozumiał, o co jej chodzi.
- Ja się nie martwię... Tylko... - spuściła trochę głowę.
- Tylko co? - ponaglił ją kocur.
- Tylko... Ten sen... Był taki realistyczny...
- Realistyczny - powtórzył Srebrny - Sen to sen. Wymysł umysłu, który tylko ma za zadanie cię uszczęśliwić lub nastraszyć.
W tym momencie wstał i uciął krótko:
- Do zobaczenia na patrolu!

~***~

Las odradzający się po Porze Nagich Drzew przepełniała cisza. Raz na jakiś czas zagrał świerszcz, raz listek zaszeleścił...
Wojownik przesiadywał w ciszy na Wielkiej Polanie i rozmyślał nad dzisiejszym dniem.
Po jego myślach cały czas krążył sen Zroszonego Nosa o krwiożerczym kociaku. Jak kociak może być krwiożerczy? Kocięta to przecież najukochańsze kuleczki. Kochasz je od ich narodzin do końca swojego życia. A może jednak Zroszony Nos nie chcę kociąt? Każda para w Klanie Wilka miała kocięta, nawet Różane Pole, która okociła się niedawno. Gdy Srebrny Deszcz tylko widzi szczęśliwe rodzinki w klanie, wszystkie sceny wyrażania miłości sobie... Gdy to widzi szarpie nim pewne uczucie, niczym psia paszcza.

Zazdrość...

Tak, to właśnie zazdrość. Kocur zawsze chciał mieć rodzinę, którą będzie kochać. Ale cóż ma do powiedzenia, gdy jego miłość po prostu tego nie chce?
Wtem wpadł na pewien pomysł.
Kociaki Różanego Pola! Gdyby zaczął odwiedzać je razem ze Zroszonym Nosem? Może kotka przełamałaby się i sama zgodziła na takie kochane kuleczki?\
- Brawo Srebrny! - pochwalił siebie na głos. - Jesteś geniuszem!

~***~
Pręgowany wrócił do obozu dokładnie wtedy, gdy koteczka wracała z wieczornego patrolu.
- Zroszony Nosie! - zawołał, a szylkretka szybko do niego potruchtała.
- Mam pomysł. - oznajmił, ocierając się o jej szyję.
- Jaki pomysł? - zapytała z zaciekawieniem.
- A może odwiedzimy kociaki Różanego Pola? Na pewno są prześliczne!

<Zroszony Nosie?>

29 stycznia 2018

Od Srebrnego Deszczu CD Zroszonego Nosa

- Rana nie jest duża i szybko się zagoi. - stwierdziła Lawendowy Płatek kładąc pajęczyną na ranę. - Jedynie trochę powiększy twoją bliznę.
-To dobrze... - wojownik starał się utrzymać spokojny głos, lecz kiepsko mu to szło. Odliczał każde uderzenie serca, aż medyczka skończy nakładać mu opatrunek. Nerwowo wysuwał i chował pazury, a gdy tylko skończyła, wystrzelił z jej legowiska prosto w ciemny las.
Podążał za zapachem kotki. Była blisko. Srebrny Deszcz domyślał się, że nawiedził ją okropny koszmar. Partnerka cały czas przez zen szamotała się niczym ryba w pysku. Nagle dostrzegł w oddali szaro- rudy ogon. Potruchtał tam i ze spuszczonym ogonem podszedł do szylkretowej.
- Zroszony Nosie! - wydyszał. - Wszystko dobrze?...
- Nie wiem... - chlipnęła - Naprawdę... Nie wiem...
Wtuliła swoją głowę w jego futro. Kot owinął ją ogonem i polizał czule po łebku. Wojowniczka cała się trzęsła.
- Spokojnie... - wyszeptał Srebrny do jej ucha. - Już dobrze, jestem tutaj...
Była dokładnie północ. Cały las milczał, jedynie czasem listki zaszeleściły pod wpływem wiatru. Srebrna Skóra pięknie błyszczała na niebie jako jedyne źródło blasku. Gdy koteczka trochę się uspokoiła, kocur zaprowadził ją z powrotem do legowiska wojowników.

/------------------------------------/

Noc minęła niezbyt spokojnie. Zroszony Nos miała problemy z zaśnięciem. Srebrny Deszcz co chwila ją uspokajał, do momentu gdy słońce powoli zaczynało wyglądać zza widnokręgu. Jednak kocur się nie wyspał, a jego jadowicie zielone ślepia miały zaczerwienione kąciki, co zdarzało się niezwykle rzadko. Jedynie w przypadku niewyspania się. Na porannym patrolu był dosłownie półprzytomny i nie mógł się na niczym skupić.
Okazało się, że mysz pomogła mu poprawić nastrój. To nie taka zwykła mysz, to pulchniutka mysz z Pory Nowych Liści. Jak stęsknił się za dobrym pokarmem. Z chęcią zakopał jej szczątki aby podziękować za nią Klanowi Gwiazdy.

Następnie zabrał Zroszony Nos na wieczorne polowanie. Złotooka była w takim stanie co pręgowany kocur. Zmęczona i nieskupiająca się na niczym.Jej pyszczek wciąż zdradzał przerażenie snem sprzed nocy. Musiał być naprawdę tragiczny...
- Jak się czujesz, Zroszony Nosie? - spytał w końcu Srebrny Deszcz.
- Em... Niezbyt dobrze... - mruknęła kotka.
- Współczuję ci... - otarł się o jej szyję. - To musiał być naprawdę okropny koszmar, że tak się wierciłaś.
Lekko spuściła łebek.
- Co ci się takiego śniło? - spytał w końcu.

<Rosa?>

27 stycznia 2018

Od Srebrnego Deszczu C.D. Zroszonego Nosa

To co usłyszał obiło mu się w uszach kilka razy.
Ale w słowach partnerki wyczuł haczyk. Najwyraźniej się denerwowała, widział to w jej oczach. To zdanie, że może urodzić te kocięta dla n i e g o zniszczyło jej hasło. Czy kocur ją najwyraźniej zmusił snem? Czemu w ogóle to mu się śniło?! Zauważył, że Zroszony Nos zbliżyła się o krok do niego...
- Nie. - rzekł stanowczo.
Wojowniczka spojrzała na niego ze zdziwieniem.
- Czemu?... - spytała nagle - Przecież ty chcesz...
- Chcę. - warknął. - Ale nie chcę ciebie zmuszać do rodzenia kociąt. Do kociąt wystarczy tylko miłość, nie przymus. Poza tym kocięta teraz osłabią trochę klan. Trenujesz Jaskółczą Łapę i w ten sposób opóźnisz jej trening.
Szylkretka spojrzała na swoje łapy. Srebrnemu Deszczowi wydawało się trochę, że przesadził. Ale przynajmniej nie sprawi cierpienia partnerce ani kociętom.
- Może jak Jaskółcza Łapa ukończy trening. - mruknął i ruszył w stronę obozu. Musi coś zjeść.

/------------------------/

Wojownik krążył po lesie i wdychał powietrze Pory Nowych Liści. A może zrobił źle odmawiając Zroszonemu Nosowi? Ale przecież ona by musiała cierpieć i tylko on by czerpał satysfakcję. Czy to jest słuszne? Stanowczo nie. Chciał dla niej jak najlepiej. Przecież kotki nie powinny być stosowane jako maszyny do rodzenia. A co jak kotka nie udawała chęci na kocięta? Może właśnie ją mocno zranił? Może teraz poszła się wypłakać?
Wszystko mu się teraz poplątało.
Co ma zrobić?!

/------------------------/

- No... Już lepiej z polowaniem. - oznajmił Srebrny Deszcz, gdy terminator położył przed nim zdobycz.
- Dziękuję. - uśmiechnął się kocurek.
Po pewnym czasie Orla Łapa wyzdrowiał na tyle, że mógł trenować. To trochę rozchmurzyło wojownika po ostatnich zdarzeniach,
- Teraz idź zanieść to do obozu. - polecił. - Ja muszę coś jeszcze zrobić.
Kątem oka dostrzegł Zroszony Nos. Po prostu świetnie, bo miał do niej iść. Potruchtał do kotki.
- Zroszony Nosie! - zawołał. Złotooka spojrzała na niego niewyraźnie.
- Witaj... - mruknęła.
- Bo... - kocur machnął ogonem. - Zraniłem cię?...

<Zroszony Nos?>

14 stycznia 2018

Od Srebrnego Deszczu C.D. Zroszonego Nosa

Wojownik odwzajemnił jej uśmiech. Teraz wszystko mu się rozjaśniło - to tutaj jego serce zabiło szybciej.
- Faktycznie... - stwierdził siadając przed kwiatem. - To tutaj jest zalążek naszej miłości...
Zroszony Nos przysiadła koło niego wtulając pyszczek w jego srebrzyste futerko. Srebrny Deszcz zamruczał i polizał ją za uchem.
- Cała drżysz z zimna... - zauważył kocur. - W sumie mi też trochę przemoczyło furto.
Partnerka spojrzała na niego.
- Nie będę chora... - mruknęła lekko zirytowana.
- Ale wiesz, że oboje nie mamy długiego futra, więc jesteśmy bardziej podatni na choroby. - zaśmiał się pod nosem, po którym zaraz oberwał śniegiem.
- Już masz Czarny Kaszel? - zaśmiała się szylkretka.
- Jeszcze nie, pani superodporna... - Srebrny Deszcz przemknął za nią i strzepał z krzewu sporo śniegu obsypując ją.
- Hej! - miauknęła wojowniczka i natychmiast wrzuciła go w zaspę śnieżną.
- Dobra starczy... - odparł podnosząc się ze śniegu. - Lepiej wróćmy do obozu, zanim nas przewieje...

/--------------------------/

Tej nocy śniły mu się różne rzeczy. Nie chciało mu się kończyć snu, lecz niestety nie mógł się lenić. Uchylił zielone oko i ujrzał Zroszony Nos.
- Długo spałeś, popielico... - zauważyła i liznęła go w nos.
- Wiem wiem.... - ziewnął Srebrny Deszcz. - Idziemy razem na polowanie?
- Z chęcią. - odparła jego partnerka i zaraz się podniosła.
Wojownik przeciągnął się i razem ze Zroszonym Nosem wyruszył na polowanie.
Po głowie cały czas krzątał mu się ten sen. Piękny krajobraz... On i Zroszony Nos sam na sam... ale najbardziej niezwykłe były tam kociaki. Kot tak się nad nimi rozczulił, aż nie myślał, że sny mogą być takie piękne.
Jednak jego dzieci byłyby mało możliwe, gdyż kotka po prostu nie widziała siebie jako matki. Srebrny wolał więc lepiej nie mówić jej o śnie.
Sikorka przycupnęła sobie na śniegu. Wojownik przyczaił się i w pewnym momencie pozbawił ją życia. Mieli już dwie piszczki.
- Srebrny Deszczu? - kocica przerwała ciszę. - Co ciekawego ci się śniło tej nocy?
- Nic mi się nie śniło... - skłamał.
- Jak to nic? - przechyliła głowę. - W nocy tuliłeś się do mnie i mruczałeś pod nosem.
- Ech... - westchnął - Tak bardzo chcesz wiedzieć?

<Zroszony Nosie?>

08 stycznia 2018

Od Srebrnego Deszczu CD Zroszonego Nosa

Zszokowany nadal patrzył na ciało Cienia. Żal chwycił go za gardło. Jednak wstrząsnęła nim śmierć brata z innej matki. Cień jako jedyny pod koniec nawet próbował bronić Srebrny Deszcz.
- K-klan Gwiazdy c-ci to wybaczy - odparł łamiącym się głosem. - J-ja również, ale... Mimo , że go nie znałem... Był moim bratem...
Kotka spojrzała na niego z przerażeniem, a jej oczy zaszkliły się.
- Srebrny D-Deszczu, j-ja nie w-wiedziałam... - wyłkała. - P-przepraszam.
Opatulił ją ogonem.
- Nie obwiniaj siebie. - liznął ją za uchem. - Gdybyś tego nie zrobiła, dawno by cię tu nie było...

/----------------------------------/

Srebrny Deszcz obudził się rano. Powolutku i delikatnie wstał, by nie zbudzić partnerki i wyruszył do wyjścia. Poszedł na krótkie polowanie i przyniósł dwa nędzne skowronki. Jednego odłożył do stosiku zwierzyny, a drugiego zaniósł do legowiska wojowników. Zroszony Nos już się obudziła.
- Srebrny Deszczu, dobrze spałeś? - spytała. - W nocy bardzo się kręciłeś...

To prawda, przez wczorajsze wydarzenia przez całą noc miał koszmary związane z rodziną. Były bardzo realistyczne. Mimo to, kocur czuł się, jakby spał normalnie.
- Miałem koszmary - westchnął i położył się koło niej. - Ale dziwne jest to, że jestem całkowicie wyspany.
- Och... - szylkretka wzięła pierwszy kęs zdobyczy. - To...
- Proszę nie obwiniaj siebie... - powiedział spiętym głosem i też ugryzł skowronka. - To sprawia, że czuję się jeszcze gorzej. A muszę czuć się dobrze, by wszystko wytłumaczyć twemu bratu.

/-------------------Po ataku lisa na Orlą Łapę---------------/

Sfrustrowany kocur wybrał się na swój spacer typu "Gadaj do siebie i zrywaj korę z drzew". Już traci drugiego ucznia.Przecież kocurek jest młody, a niesprawna łapa uniemożliwi mu bycie wojownikiem. A co najgorsze - to brat Zroszonego Nosa.
- Czemu tracę wszystkich uczniów? - mówił do siebie. - Najpierw Mała Łapa, a teraz Orla Łapa. I pewnie w najgorszym momencie przyjdzie mój ukochany tatuś, by znów mnie wnerwiać!
Drasnął pazurami o korę drzewa i syknął:
- Tamten lis mógł mnie zabić, już dawno Klan Gwiazd chciał mnie zabrać! A może...
I tutaj się zamyślił. Usiadł pod drzewem i przyłożył głowę do jego pnia,
- Wszystko jasne... Może Klan Gwiazdy nie chce, bym był wojownikiem, bo mam krew pieszczocha i samotnika? Może moim przeznaczeniem, jest życie z Dwunożnymi?
I wtedy zauważył, że jego rozmowę z samym sobą słyszała Zroszony Nos.
<Zroszony Nosie?>

06 stycznia 2018

Od Srebrnego Deszczu C.D Zroszonego Nosa

- Mówisz, że jestem aż tak dobrym łowcą? - zaśmiał się i wstał na równe łapy.
- Jasne, że tak - kotka posłała mu szczery uśmiech.
Pora Nagich Drzew dalej wykradała kotom porządne piszczki. Koty musiały długo szukać, póki Różane Pole nie wyczuła jakiejś woni. Po chwili wróciła z drobniutką nornicą.
- Zwierzyna nadal się nie poprawiła... - westchnął Srebrny Deszcz.
Po jakimś czasie Zroszony Nos schwytała chudziutkiego wróbla. Czas szukania pokarmu był bardzo długi. Mróz wytępił małe stworzonka i zostawił patyczaki. Wtem coś zaszeleściło pod korzeniami. Kocur przyległ do ziemi i spostrzegł niewielką mysz skubiącą ziarenko. Podkradł się do niej i w odpowiedniej chwili uśmiercił.
Po powrocie do obozu wojownicy odłożyli piszczki do spiżarni. Spiżarni, która praktycznie świeciła pustką.
- Ta Pora Nagich drzew naprawdę mocno osłabiła las. - zaczepiła go partnerka.
- Zwierzyny jest bardzo mało... - kot zmrużył jadowicie zielone ślepia. - Bagnisty Kwiat już doświadczyła głodu.
- Słyszałeś? - zagadnęła go. - Swoje porcje oddawała innym. Na pewno Klan Gwiazdy przyjął ją z otwartymi łapami.
I tak ich pogaduszka trwała...

/-------------Noc-----------/

Srebrny wybrał się w nocy na samotne polowanie. Klan musi być wykarmiony, by przetrwać. Niestety nic nie udawało mu się znaleźć. Wszędzie panowała głucha cisza - nawet słaba ptaszyna nie zaćwierkała.
- Tutaj nic nie znajdziesz, Sreberko... - Srebrny Deszcz poczuł, jak po grzbiecie przebiega mu dreszcz. Gdy się obrócił ujrzał kota niezwykle znajomego. Tuż za nim Stał jego ojciec Smoła. Jego ślepia błyszczały w ciemności.
- Co ty tu robisz? - spytał wojownik.
- Próbuję cię wyciągnąć od tych dzikusów. - syknął. - Marnujesz się!
- Wcale, że nie. - srebrzysty kot wypiął pierś.
- A widziałeś swoje rodzeństwo? Zobacz, jak wyglądają prawdziwe dzikie koty.
Nagle otoczyło go z czternaścioro kotów, każdy z obrożą wysadzaną kłami na szyi. To było jego rodzeństwo?
- Podziwiaj, ile mam dzieci - zaśmiał się Smoła. - Ty nawet nie masz pół kociaka.
- To jest ten kot klanowy? - warknęła szylkretka z różową obrożą.
- Śmierdzi lasem... - syknął jakiś głos za nim.
Jakim cudem las może śmierdzieć? Samotnicy się mylili. To oni cuchnęli padliną i Drogą Grzmotu.
- Interesujący... - przed Srebrny Deszcz wyszedł wysoki czarny kocur. Miał czerwoną obrożę, a jego ślepia lśniły płynnym złotem.
- Chciałbyś być taki, Cieniu?
- Nie dałbym futra, by zostać takim śmieciem. - zaśmiał się Cień.

Kocur był załamany. Jak ucieknie od bandy przybranego rodzeństwa? Jak poradzi sobie bez Zroszonego Nosa? Choć zdawało mu się, że czuje jej obecność.

<Rosa?>

Od Srebrnego Deszczu C.D. Zroszonego Nosa

Wracał z polowania. Ta pora Nagich Drzew przyniosła bardzo lichą zdobycz. Kocur niósł w pyszczku dwie liche myszy, którym można by było policzyć żebra. Nadal czuł się obolały po ataku lisa. Mimo, że mógł wrócić do obowiązków, wszyściutko go bolało. Nawet wybrał się na zgromadzenie, lecz chyba po nim poczuł się jeszcze gorzej, niż zwykle. Bowiem zauważył Zroszony Nos rozmawiającą z jakimś kotem z Klanu Klifu. Srebro wtedy poczuł się trochę zazdrosny. Trochę? Był wręcz oburzony. Po co pchał się pod lisie zęby, jak partnerka podrywa kogoś innego? Był tego pewny, nawet jeśli nie słyszał ich rozmowy.
Odłożył piszczki do spiżarni i wyruszył się przejść. Czuł smród lisa, jednak stary.
A może kotka po prostu rozmawiała sobie z nim po koleżeńsku? Może niewinnie osądza ją o zdradę? Wojownik nie był niczego pewien. Najpierw postanowił to rozważać w myślach. Nie chciał się kłócić z wojowniczką. Bał się popełnić błąd, więc wolał to najpierw zaplanować.

/-------------------------------/

Srebrny Deszcz odpoczywał w legowisku wojowników. A może kotka i wojownik Klanu Klifu to tak naprawdę przyjaciele? Te myśli co chwila przysłaniały mu podejrzenia zdrady. Wtem zauważył, że podeszła do niego Zroszony Nos.
- Coś nie tak? - spytała i położyła się koło niego.
- Nic - burknął, kładąc łebek na łapach.
- Przecież widać na twoim pyszczku, że coś nie tak. - wbiła w niego zmartwiony wzrok.
- Ech... - Westchnął - Zroszony Nosie, czy ty mnie jeszcze kochasz?

<Zroszony Nos?>

01 stycznia 2018

Od Srebrnego Deszczu C.D Zroszonego Nosa

Nerwowo machał ogonem. Cały czas jego uszy przekręcały się w kierunku najmniejszego dźwięku. Razem ze Zroszonym Nosem wyczuli w pobliży odór, należący do lisa. Srebrny Deszcz nigdy nie widział lisa. Znał go jedynie z opowieści i przezwisk :"kot o lisim sercu" czy "lisie łajno". Był gotowy zacząć uciekać nawet teraz, ale wolał czekać aż tfu tfu zwierzę wyskoczy. Inaczej można by było go nazwać tchórzem. Nagle usłyszał ciut głośniejszy szelest. Przystanął i wysunął pazury.
- Chyba on jest coraz bliżej... - wyszeptała kotka.
- Też mam takie przeczucie...Lepiej stąd i...
Wtem przerwał mu przeraźliwy lisi jazgot. Zza pnia wyskoczyło zwierzę koloru ognia, wściekle szczerzące swoje bieluteńkie kły.
- Uciekajmy! - wojownik wrzasnął i zaczął uciekać. Po chwili Zroszony Nos biegła koło niego.
Bestia zawzięcie ich goniła, co chwilę jazgotając. Koty biegły w najszybszym tempie, lecz lis coraz bardziej deptał im po piętach.
- Wiejmy na drzewa! Tam nas nie dorwie! - wydyszał i skręcił w kierunku najbliższego drzewa. Zaczął na nie szybko wchodzić i rozglądał się za kotką, czy czasem nie dorwało jej to krwiożercze zwierzę. Nagle poczuł okropny ból w tylnej łapie. Gdy wspiął się na bezpieczną wysokość, zauważył, że lis mu ją odrapał. Bestia próbowała wdrapać się po pniu za nim, a w jej oczach lśniła chęć posmakowania kociej krwi. Nagle odwrócił łeb w stronę syku. Wtem Srebrny Deszcz zauważył, że Zroszony Nos jest na ziemi. Zeszła, by go ratować! Jednak teraz to ona potrzebuje pomocy. Srebro stanął jak sparaliżowany, gdy ujrzał swoją miłość przyszpiloną łapą rudego zabójcy.
Nie miał czasu na myślenie. Wlazł na gałąź centralnie nad lisem i wtem wskoczył na jego kark. Wgryzł się w niego i wbił pazury, by czasem nie spaść. Stwór zaczął dalej jazgotać i się szarpać. Po paru uderzeniach serca kocur został zrzucony z rozdrapanym barkiem. Jak najszybciej podbiegł do wojowniczki, by chronić ją własną osobą. Lis wywrócił go i zaczął mu powoli szarpać delikatny brzuch, lecz w ostatniej chwili zadał mu cios pazurami w ślepię.
- Srebrny Deszczu!... - usłyszał stłumiony głos Zroszonego Nosa. Wtem wszystko stało się czarne...

/------------------------------------------/

Obudził się obolały w legowisku medyka. Pierwsze co ujrzał, to była jego ukochana, a tuż przy niej Lawendowy Płatek i Burzowe Futro.

<Zroszony Nosie? Nie umieraj mi jego xd>

29 grudnia 2017

Od Srebrnego Deszczu C.D Zroszonego Nosa

- Ja... - zaczął. - Odkąd cię bliżej poznałem, to zawsze gdy widziałem cię z daleka, moje serce zaczynało bić szybciej... Ogarniało mnie wtedy dziwaczne uczucie.
Zroszony nos słuchała go, patrząc na niego złocistymi oczami, w których odbijała się Srebrna Skóra. Kocur westchnął.
- Od początku wiedziałem, że znalazłem swoje odbicie, którego tak dawno szukałem. Czekałem tylko na to, aż zostaniesz wojowniczką, bo dziwnie by wyglądało, uczeń jest partnerem ze swoim mentorem. Raz złamałaś mi serce...
Kotka spojrzała na swoje łapy, a wojownik owinął ją swoim ogonem.
- Lecz teraz - spojrzał jej głęboko w oczy. - Teraz ponownie je złączyłaś w całość. Dobrze, że Klan Gwiazdy zesłał tutaj kotkę taką jak ty...
- Wiesz... Najpierw nie wiedziałam, że w ogóle komuś zacznę się podobać. - przerwała kotka. - Ale teraz przeznaczenie rozkazało ci oglądać się za mną. Ostatnio mi się wydawało, że tego mi właśnie brakowało.
- Mi też. To ty wypełniasz dziurę w moim sercu.
Srebrny Deszcz czuł, jak jego serce bije szybciej. Wokół nich migotały gwiazdy, pewnie Gwiezdni chcieli wiedzieć co z tego wyjdzie.
- I podsumowując, jestem pewny swego uczucia. - liznął ją w nos. - Jesteś tym, czego mi brakowało. - zbliżył się do niej i szepnął - Zroszony Nosie... Kocham ciebie i tylko ciebie chcę mieć za partnera
<Zroszona?>