BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Wilka!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Klanie Wilka!
(trzy wolne miejsca!)

Miot w Klanie Nocy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pozłacana Pszenica. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pozłacana Pszenica. Pokaż wszystkie posty

31 sierpnia 2024

Od Pszenicznej Łapy do Kazarkowej Śpiewki

Koty gromadziły się na zgromadzenie. Pszeniczna Łapa należała do tego grona, razem z jej mentorem, Kukułczym Skrzydłem. Dostojny kocur siedział obok niej w milczeniu, jednak jego mowa ciała zdradzała, że jest czujny i uważny, co Pszenica nie do końca rozumiała. Każdy uważał, że noc zgromadzenia jest nocą pokoju, toteż nie było powodu, aby wystrzegać niebezpieczeństwa. Czyżby wojownik bał się ataku jakiegoś drapieżnika? Niepotrzebnie! W obozie było przecież bardzo dużo kotów. Klan Burzy na pewno pokonałby każdego wroga. Nawet przez chwilę nie pomyślała, że może Kukułcze Skrzydło po prostu wyczekuje momentu, w którym jego uczennica znudzi się wyczekiwaniem i postanowi wrócić do spania, nie bacząc na zaplanowany wymarsz.
— Wspólnymi siłami pokonamy lisy, psy i borsuki — zapewniła kotka swojego mentora.
Kukułcze Skrzydło spojrzał na nią spod przymrużonych powiek i kiwnął mądrze głową.
— Oczywiście, że pokonamy. Nie masz się czego bać — odpowiedział rzeczowo.
Pszeniczna Łapa popatrzyła na niego z lekka zdezorientowana. Wydawało jej się, że to on był tutaj tym przestraszonym. Czyżby tak naprawdę martwił się o nią? To było bardzo miłe z jego strony. Kukułcze Skrzydło był miły. Nigdy nie krzyczał na Pszenicę i nie złościł się na nią. Często pokazywał jej też bardzo ciekawe rzeczy. Szkoda tylko, że oczekiwał od Pszenicy, że będzie go naśladować, bo uczennica zdecydowanie bardziej wolała obserwować naukę polowania niż sama polować. Wszyscy mówili, że jest niesamowitym nauczycielem. Kiedyś, gdy Pszenica go o to zapytała, Kukułcze Skrzydło powiedział jej, że nigdy nie miał innych uczniów. Ciekawe czemu? Był bardzo dojrzały, mądry i miły.
— Nadszedł czas, aby wyruszyć. Idziemy, Pszeniczna Łapo. — Poczuła, jak mentor trąca ją łapą w bark. Spojrzała na niego bez żadnej konkretnej emocji w oczach.
— Gdzie?
— Na Bursztynową Wyspę, Pszeniczna Łapo. To tam odbywają się zgromadzenia. Już raz tam byłaś — wyjaśnił Kukułcze Skrzydło.
No tak! Zgromadzenie! Pszenica zdążyła już o tym zapomnieć. Zauważyła, że gromada kotów powoli zaczyna opuszczać obóz, toteż podniosła się i ruszyła za nimi. W sumie, to czemu znowu musiała tam iść? Czy nie wystarczyło, że już jeden raz była na Bursztynowej Wyspie? Była trochę zmęczona i skoro już została tego wieczora powstrzymana przed snem, to przynajmniej zrobiłaby coś nowego i ciekawego. Jakie były na tym świecie ekscytujące czynności do zrobienia zamiast uczestnictwa w zgromadzeniu? Pszeniczna Łapa poczęła wytężać umysł, próbując spisać w głowie wszystkie możliwe opcje.
Mogłaby zostać w legowisku i aż do wschodu słońca patrzeć na ścianę Skruszonego Drzewa. Już dawno zauważyła, że struktura wysokiego pnia jest niepowtarzalna, ponieważ składała się z bardzo harmonijnie ułożonych kamieni. Kamień sam w sobie nie był niczym niezwykłym, jednak drzewo z kamienia? To było coś. Zastanawiała się, czy byłaby w stanie zreplikować Skruszone Drzewo i zbudować Skruszone Drzewo Dwa, jednak aby to zrobić, musiałaby wiedzieć, z ilu kamieni stworzony został oryginał. Stąd też podobała jej się wizja patrzenia na ścianę i liczenia budulca. Parę razy nawet próbowała to zrobić, jednak niestety! Było to niezwykle czasochłonne zajęcie, co więcej, gwar obozu przeszkadzał jej w osiągnięciu totalnego skupienia. Zazwyczaj została zabierana na trening lub na polowanie zanim w ogóle doszła z liczeniem do wysokości piętra, na którym znajdowało się legowisko liderki. Noc zgromadzenia wydawała jej się idealną okazją do wykonania zadania. Obóz był cichy przez dosyć długi czas, co więcej, w środku nocy nikt nie kazałby jej iść na szkolenie.
Zastanowiła się nad tym jednak. Co, jeśli i tak nie zdąży policzyć kamieni? Wizja ta nigdy jej nie martwiła, ponieważ uznawała, że i tak nadarzą się lepsze momenty, lecz w tym momencie przejęła ją trwoga. Może nie ma co tracić czasu? Może lepiej, gdyby Pszenica zaczęła już teraz stopniowo budować Skruszone Drzewo Dwa? Oczywiście, zebranie, powiedzmy, tych kilkuset kamieni i zrobienie wszystkiego za jednym zamachem byłoby o wiele bardziej praktyczne i Pszenica prędko mogłaby skupić się na innych obowiązkach. Z drugiej strony, czy nie lepiej obrócić budowę w repliki w swego rodzaju hobby? Kotka wyobraziła sobie, jak każdego dnia przynosi na swój plac budowy po jednym kamieniu znalezionym na patrolu lub na polowaniu i dokłada go do budowanego drzewa. W tej wersji, zbudowanie Skruszonego Drzewa Dwa stanowiłoby swego rodzaju odskocznię od rzeczywistości, projekt budowany z zapałem serca przez wiele, wiele księżyców… Aż w końcu, pewnego dnia, stara Pszeniczna Gwiazda dołożyłaby do swego dzieła ostatni kamyczek i finalnie zamieszkała w swym pałacu.
Podobała jej się ta wizja i postanowiła wcielić ją w życie. Do tego momentu automatycznie szła za grupą Klanu Burzy, jednak w tłumie prędko oddzieliła się od swego mentora, a jej powolny krok sprawił, że z każdą chwilą coraz bardziej oddalała się od centrum ugrupowania. Nikt więc nie zwrócił szczególnej uwagi gdy w mroku nocy Pszeniczna Łapa najzwyczajniej w świecie skręciła w bok i zniknęła w poszukiwaniu budulca do Skruszonego Drzewa Dwa. Gdy uznała, że jest już w odpowiednim miejscu, rozejrzała się. Kamień, jak to kamień, występuje pospolicie, jednak, ironicznie, niełatwo jest znaleźć taki, który jest odpowiednio duży. Pszenica, gdy zdała sobie sprawę, że nie widzi tu tego, czego szuka, ruszyła przed siebie, cały czas rozglądając się czujnie. Na całe szczęście księżyc błyszczał jasno i kotka widziała wszystko całkiem nieźle, toteż nie martwiła się, że wymarzony duży kamień skryje się w mroku. Dreptała spokojnie, bez pośpiechu, ciesząc się ciszą i zapachami natury. Noc była całkiem chłodna, a wiatr delikatnie bawił się jej futrem.
Szła. I szła nieprzerwanie, w swoim tempie, czasem nagle zmieniając kierunki i zawracając się. I nagle stanęła. Stała tak przez parę chwil, wpatrując się w ciemne łąki Klanu Burzy i wodę widoczną na horyzoncie. Co ona tu robiła? Zdążyła już zapomnieć, jaki był cel jej spaceru. Zmarszczyła brwi, z lekko zdezorientowana, jednak wciąż nietknięta paniką. Myślała intensywnie o tym, co miała zrobić. I przypomniała sobie! Dziś jest noc zgromadzenia i miała iść z Kukułczym Skrzydłem na Bursztynową Wyspę. A skoro w oddali widziała wodę, z pewnością jest już niedaleko. Ponownie zaczęła iść, tym razem żywiołowo i w kierunku brzegu. Zajęło jej to trochę czasu, ale gdy już tam dotarła, zdała sobie sprawę, że Bursztynowa Wyspa wygląda trochę… inaczej. A właściwie to w ogóle nie wygląda, bo na wodzie nie było żadnej wyspy. No cóż, najwyraźniej zgromadzenie dobiegło końca! Pszeniczna Łapa odwróciła się i zawróciła. Jej pierwsza myśl była taka, że powinna wrócić do obozu, jednak po kilku krokach ziewnęła i dopiero zdała sobie sprawę, jak bardzo jest zmęczona. Chłód zaczął dawać jej się we znaki, co więcej, od nieprzerwanego chodzenia czuła w łapkach delikatny ból. Natychmiast porzuciła plan powrotu do domu i rozejrzała się, a gdy dostrzegła w oddali drzewa, truchcikiem pognała w ich kierunku. Znajdzie tam jakieś schronienie, prześpi się, a do obozu wróci już wypoczęta.

***

Gdy Pszeniczna Łapa obudziła się, towarzyszyło jej niemałe zdziwienie. Była w miejscu, w którym jeszcze nigdy się nie budziła - we wglębieniu między korzeniami jakiegoś drzewa. W swoim dotychczasowym życiu spała jedynie w kociarni i legowisku uczniów. Gdyby miała ocenić te wszystkie trzy miejsca, jej obecne łoże zdecydowanie wylądowałoby na szarym końcu. Patyki uwierały ją w ciało, a od zimna pociągała nosem. Co więcej, w jej zasięgu wzroku nie było stosika ze zwierzyną, a głód dawał jej się we znaki.
Wstała, otrzepała się i przeciągnęła intensywnie. Niestety, podczas treningu nie zdołała opanować umiejętności polowania. Zawsze rozpraszała się w trakcie poszukiwania zwierzyny, a gdy już udało jej się coś namierzyć, po prostu nie była w stanie tego złapać. Było zbyt wiele czynników, na które musiała uważać - jeśli udało jej się zachować odpowiednią pozycję, to przez przypadek wchodziła prosto w najbardziej szeleszczące liście, a jeśli nie płoszyła zwierzyny hałasem, to zapominała ustawić się pod wiatr i jej zapach wpadał prosto w nozdrza niedoszłej piszczki. Zresztą, po co w ogóle miała polować? Obóz jej klanu obfitował w jedzenie, a gdy akurat była w terenie, mogła po prostu wygrzebać z ziemi coś złapanego przez jej kolegów z legowiska. Zupełnie nie zdawała sobie sprawy z tego, że z perspektywy innych kotów jest balastem dla swojego klanu i wielu jego członków zapewne uważa ją za darmozjada.
Skupiła się na poszukiwaniu jedzenia. Nie rozróżniała zapachów zbyt dobrze, ale nawet ktoś taki jak Pszenica dalej posiadał instynkty i kotka nie była w stanie zignorować zapachu krwi i mięsa, który poczuła. Niewiele myśląc ruszyła w jego kierunku, na początku trochę niezgrabnie, dalej zaspana i obolała, z czasem coraz bardziej żywiołowo. Zwolniła dopiero, gdy zobaczyła przed sobą kota, w jego pysku świeżą piszczkę. Poczuła też zapach, który wskazywał, że ma do czynienia z kotką, na dodatek z obcego klanu! Stanęła jak wyryta. Czyż nie uczono jej, że koty z innych klanów to w najlepszym przypadku rywale, a w najgorszym zaprzysięgli wrogowie? Czy powinna teraz rzucić się do walki? A może powinna uciekać do obozu i powiedzieć wszystkim, że widziała wroga? Nieznajoma schyliła się i schowała złapaną mysz pod stertą opadłych liści. Pszeniczna Łapa natychmiast zapomniała o swoich przemyśleniach, wyłoniła się z zarośli i stanęła mniej więcej parę lisich długości przed kotką, która chyba dopiero teraz zdała sobie sprawę z jej obecności. Uniosła brwi w zaskoczeniu i ruszyła zdecydowanym krokiem w kierunku uczennicy.
— Hej! Chyba się nie znamy?! — wykrzyknęła.
Pszenica również zaczęła iść. Kotki były coraz bliżej siebie, ale w momencie, w którym nieznajoma zatrzymała się, zapewne w oczekiwaniu na spotkanie w cztery oczy, uczennica najzwyczajniej w świecie wyminęła ją, podeszła do miejsca, z którego dobiegał apetyczny zapach i wygrzebała spod liści upolowaną mysz. Druga kotka zdążyła jedynie wydać z siebie zdezorientowane “hę” nim Pszenica zaczęła konsumpcję.
Była bardzo dobra! Ale smakowała odrobinę inaczej niż myszy, które jadła. Może to wcale nie była mysz? Pszeniczna Łapa domyśliła się już, że pewnie jest na terenach obcego klanu. Może w innych klanach mają inne myszy? W jej głowie zrodził się pomysł kulinarnej wycieczki po terenach wszystkich klanów w celu skonsumowania lokalnych mięs. Słyszała, że niektóre koty nie jedzą królików, ale za to jedzą ryby, a nawet kraby! Chętnie zjadłaby kraba.
W czasie, w którym jadła, nieznajoma podeszła do niej. Cały czas obserwowała ją z wyrazem pyska, który można było nazwać jedynie czystym osłupieniem.
— Co… co ty robisz? — spytała.
— Jem.
Niemądre pytanie dotyczące oczywistej sytuacji, które spotkało się z krótką i zwięzłą odpowiedzią. Pszenica czasem podziwiała siebie za cierpliwość w stosunku do innych kotów i ich brak umiejętności obserwatorskich…
— Pachniesz Klanem Burzy… Kim ty jesteś? Nie powinnaś jeść zwierzyny z terenów innego klanu! — kotka dalej ciągnęła wątek. W sumie to rzeczywiście, nie przedstawiła się.
— Jestem Pszeniczna Łapa — odpowiedziała Pszeniczna Łapa. Z tymi słowami przełknęła ostatni kęs myszy, oblizała się, po czym usiadła, prezentując swoje rozczochrane, pobrudzone paproszkami futro. — Chętnie zjem teraz kraba. — Wstała, oblizała się jeszcze raz i zaczęła szukać krabów. Gdzie mogą przebywać kraby? To podobno morskie zwierzęta. Czy Bursztynowa Wyspa nie znajduje się na morzu? Ach… Może jednak powinna była iść na to zgromadzenie. Może znalazłaby kraba.

<Kazarko?>
[1749 słów]
[przyznano 35%]

21 sierpnia 2024

Od Pszenicznej Łapy

przed zgromadzeniem
Pszenica od zawsze była trochę… nietypowa.
Początkowo ciężko to było opisać, ale z czasem większość kotów, która miała z nią do czynienia, zdała sobie sprawę z jednego - kotka żyła całkowicie w swoim świecie. Gdy była jeszcze malutka, wydawało się to urocze, każdy myślał też, że prędko z tego wyrośnie i jest to przejaw jedynie dziecięcego braku pomyślunku. Jej nagłe, niepowiązane z niczym urywki zdań wywoływały pobłażliwy chichot, a nierzadkie momenty izolacji i nieobecnego wzroku traktowano jako objawy marzycielstwa. Lecz im starsza była, tym większą irytację wzbudzała, a jej rodzice patrzyli na nią z rosnącym zmartwieniem.
Sytuacja nie zmieniła się także po jej mianowaniu. Kukułcze Skrzydło, nieważne jak bardzo opanowany i dystyngowany, nie był w stanie wbić do głowy Pszenicznej Łapy zbyt wielu informacji. Rozpraszała się zbyt łatwo, nie słuchała jego wykładów, czasami nawet po prostu wstawała, odwracała się i odchodziła Gwiezdni wiedzą gdzie. To, że otrzymała tak cierpliwego mentora, musiało być błogosławieństwem od przodków, ponieważ każdy inny nauczyciel już dawno porzuciłby jej trening i odesłał ją z powrotem do kociarni. Faktem było, iż postępy Pszenicznej Łapy były widocznie mniejsze w porównaniu z jej bratem, a nawet młodszymi uczniami.
Czym było to spowodowane? Nikt nie wiedział. Zaniepokojeni rodzice parę razy nawet wysłali swoją córkę do medyczki. Być może jej wieczna dekoncentracja była spowodowana jakąś chorobą? Może miała gorączkę? Może pająki dosłownie zasnuły jej mózg? Jednak Pajęcza Lilia jedynie kręciła głową z rezygnacją, bowiem żadne zioło nie mogło zmienić zachowania uczennicy, a zajrzenie do jej mózgu byłoby możliwe tylko po odejściu Pszenicy w zaświaty i dokonaniu sekcji zwłok na porzuconym ciele.
Nic nie mogło jej pomóc, ale z drugiej strony, Pszeniczna Łapa nie wyglądała, jakby jej to przeszkadzało. Wręcz przeciwnie, nie widziała w sobie żadnego problemu - to inne koty sprawiały jej przykrość. Niemal za każdym razem, gdy coś mówiła lub robiła, spotykała się z docinkami czy gniewem. Czemu? Jej bogate życie wewnętrzne nikomu nie przeszkadzało. Czemu Kukułcze Skrzydło wzdychał ciężko, gdy Pszenica odchodziła nagle na bok w celu zbadania szelestu, który stamtąd dochodził? Czemu jej koledzy z legowiska jedynie chichotali cicho, gdy Pszenica dzieliła się z nimi swoimi przemyśleniami? Czemu klanowicze unikali jej towarzystwa? Nie wiedziała, ale wszystko to sprawiało, że Pszeniczna Łapa zaczęła zamykać się w sobie. Nie, że miała jakiś uraz, bo jeśli ktoś był chętny, to ochoczo z nim rozmawiała. Po prostu zrozumiała w końcu, że takich chętnych nie ma zbyt wielu, więc nie ma co się wysilać. I tak było to dla niej korzystne, bo miała więcej czasu dla siebie.

(412 słów)
[przyznano 8%]

23 maja 2024

Od Pszenicy do Stokrotkowej Łapy

To jest właśnie początek historii Pszenicy. Każda dobra historia zawiera w sobie intrygujący, ciekawy początek. Na szczęście okoliczności narodzin naszej protagonistki nie były szczególnie spektakularne.
Urodziła się w towarzystwie matki i ojca, a jakby tego było mało, to również brata. Co więcej, już w pierwszych chwilach życia Pszenica zaczęła przejawiać objawy bycia zdrowym i silnym kocięciem. Oddychała, piszczała i piła mleko tak intensywnie, jak gdyby nigdy w życiu nie miała w pyszczku jedzenia - co właściwie nie mijało się tak bardzo z prawdą.
Otoczona miłością i pielęgnowana, rosła jak grzyby po deszczu, rosły także jej zdolności. I tak z dnia na dzień słyszała coraz więcej, chodziła coraz lepiej, a nawet otworzyła po raz pierwszy ślepia. Zyskanie umiejętności wzroku było swego rodzaju przełomem w jej życiu, bo właśnie wtedy poczuła, że jest gotowa do eksploracji, zaś świat stoi przed nią otworem.
Więc zaczęła odkrywać! Najpierw odkryła matkę - okazało się bowiem, że matula składała się nie tylko z zapachu, miękkości i mleka, ale także z kolorowego futra i z pewnego kształtu. Była olbrzymia! Odkrywanie matki zajęło bardzo długo, bo nie licząc jej rozmiarów, miała także wiele skomplikowanych elementów. Pszenica spędziła prawie połowę swojego dotychczasowego życia na dogłębnej analizie członków rodzicielki - i takim sposobem zidentyfikowała części ciała takie jak pysk, uszy, nos, brzuch, łapy i ogon. Wszystkie bardzo jej się podobały.
Następnie przeanalizowała swojego brata. Cykoria na szczęście okazał się być o wiele bardziej przystępnych rozmiarów, toteż wystarczyło na niego popatrzeć. A także obmacać łapkami, obślinić i stratować co najmniej kilka razy. Po dokładnym obcowaniu z obiektem badań doszła do wniosku, że Cykoria ma wszystkie elementy, które posiada również matka, jednak w jego przypadku były one jakieś… małe i niekształtne. Uszy niewielkie, pyszczek jakby spłaszczony, nogi krótkie, ogon zaś sztywny. Nie uważała, że jest brzydki, ale miała nadzieję, że wyglądem przypomina bardziej mamę niż brata. W swoim osobistym rankingu piękności umiejscowiła go na drugim miejscu.
Bardzo spodobało jej się odkrywanie, więc kontynuowała swe badania. I tak przeanalizowała też ojca (trafił na drugie miejsce w rankingu piękności, jednocześnie zrzucając Cykorię na trzecie), przeanalizowała czwórkę dużych kotów, które zamieszkiwały drugi kąt jej legowiska (kocica o imieniu Żmija była bardzo ładna, toteż zajęła miejsce zaraz po tacie. Zaraz po niej znalazły się jej dzieci, czyli kolejno Modlitwa, Firka i Samal… Salal… Saraland… Ta trzecia. Biedny Cykoria coraz bardziej oddalał się od blasku pierwszego miejsca w rankingu), chętnie analizowała także gości - niestety, ci z reguły należeli do kotów dużych rozmiarów i przebywali w legowisku zbyt krótko, by Pszenica mogła ich przestudiować od czubka nosa do koniuszka ogona. W związku z tym nie wszyscy trafili do rankingu piękności, w końcu umieszczanie na nim niedokładnie zbadanego kota byłoby niesprawiedliwe w stosunku do innych…
I tak właśnie mijały jej dni. Była radosna i ciekawa świata, całymi dniami albo spała, albo jadła, albo bawiła się z bratem. Nim się obejrzała, minął księżyc od jej przyjścia na świat i była już całkiem sprawna! Jej łapki nie rozjeżdżały się we wszystkie strony, wizja była czysta i klarowna, a pyszczek wcale nie był już taki bezzębny. Jej rosnące zdolności umysłowe pozwoliły jej także na szybszą analizę kotów! Ochoczo więc czaiła się na potencjalnych gości. Wciąż bawiła się i dokazywała, ale zawsze kątem oka obserwowała wejście do legowiska, a gdy zobaczyła, że przechodzi przez nie ktoś nie do końca znajomy, odrywała się od harców i skupiała wzrok na przybyszu. Tak też było i teraz - odwiedziła ich jakaś nieznajoma jej jeszcze persona. Pszenica od dłuższego czasu lustrowała ją wzrokiem, a gdy w końcu uznała, że wystarczająco napatrzyła się na jej futro (bardzo puchate i o intensywnym odcieniu! Pszenica już wiedziała, że nieznajoma zdobędzie wysokie miejsce w rankingu), postanowiła dokonać dogłębniejszej inspekcji. Niezdarnym krokiem i z uśmiechem na pysku podeszła do rudej, spojrzała na nią wielkimi ślepiami, mrugnęła jednym okiem, potem drugim, aż w końcu oznajmiła:
— Muszę poczuć czy masz ładny kształt. Cykoria nie ma ładnego kształtu. Ja mam kształt bardziej mamy i taty niż Cykorii — i wypowiedziawszy te słowa, zaczęła obmacywać łapę kotki. Hm, zdecydowanie była to łapa… Nie taka jak mamy, ale wciąż bardzo ładna i ciekawa.

<Stokrotkowa Łapo?>