Przeszłość
Minęło kilka sekund. Kolejne kilka sekund.
Czekoladowa wcale nie zamierzała skakać – Prawie bezdźwięcznie z impetem pacnęła łapą chrząszcza, który już po chwili leżał nieruchomo.
Chwilę obserwowała go dokładnie, jakby oceniała zdobycz, aż popchnęła go noskiem. Nie ruszał się, co Zamroczka przyjęła z zadowoleniem.
– Tylko co ja mam teraz z tym zrobić? – mruknęła do siebie, unosząc głowę.
Przewróciła oczami, narzekając cicho na ten (można powiedzieć, że niepotrzebny) kłopot. Szybko ukryła owada w krzakach i zapamiętała dokładnie miejsce, po czym ruszyła przejść się po obozie.
Przeszła obok legowiska uczniów, legowiska wojowników, a nawet obeszła z każdej strony miejsce przemówień.
Nagle usłyszała za sobą głos, co sprawiło, że niemal się wzdrygnęła.
– Nie uważasz, że podziwianie obozu jest... nudne? – zapytał głos.
Koteczka odwróciła się i zobaczyła siedzącego naprzeciwko rudego kocura, którego futro było dłuższe przy łokciach. Wojownik wyglądał tak, jakby wszystko mu było obojętne.
Zacisnęła jeszcze mleczne kły w szczęce i powiedziała:
– Nie myślę tak. To bardzo fascynujące!
Zamroczka zobaczyła leżące pod łapami kocura cząstki kości. Rudy wojownik przesuwał je łapą raz w lewo, raz w prawo. Przypomniała sobie, że jej brat, Koszmar, też lubi bawić się kośćmi, a raczej szczątkami, tylko mniejszymi od tych.
– Jak masz na imię? – spytała starszego kocura. Chciała jeszcze dodać "wojowniku" albo "proszę wojownika", ale był na tyle młody, iż wyglądał prawie jak uczeń.
– Blednący Szalej – warknął w odpowiedzi.
– Aha. Ja jestem Zamroczka – mruknęła koteczka. – To Blednący Szaleju, dlaczego uważasz oglądanie obozu za nudne?
– Bo nie ma w tym nic ciekawego, ani emocjonującego. Przecież to po prostu zwykła codzienność klanu. Wiesz, jakie miejsce nie jest nudne?
Zamroczka przewróciła oczami, ale w głębi duszy nie mogła się doczekać tego, co powie jej Blednący Szalej.
Kocur ściszył głos.
– Potworna Przełęcz. Wygląda trochę jak skrzydło ptaka, jest ogromne, twarde i ostre. – Przesunął łapą kość, zniżając głowę. – Można tam zrobić sobie kryjówkę, zakopać upolowaną zwierzynę oraz poćwiczyć równowagę, a krócej mówiąc, można kreatywnie zrobić tam, dowolne rzeczy, na które się wpadnie.
– Brzmi super! – pisnęła Zamroczka.
– Właśnie! Ale lepiej, żeby kociaki tam nie chodziły – dokończył.
Spojrzał na nią lekko rozzłoszczonym, choć wciąż bardziej neutralnym wzrokiem.
Kotka pokiwała głową, minęła go i na końcu zerknęła za siebie.
– Do widzenia, Blednący Szaleju – wymamrotała.
***
Zamroczka wyciągnęła z krzaków chrząszcza. Chciała pokazać "upolowanego" owada swojej mamie. Jeszcze nie wiedziała czy Kocimiętkowemu Wirowi, czy Ognikowej Słocie. Pomyślała, że to zależy, którą z kotek w pierwszej kolejności spotka.
Po pokonaniu kilku kroków napotkała Blednący Szalej. Nie mogła uwierzyć, czy ten nie mógł wyjść na żaden patrol.
Z szacunku pochyliła głowę w kierunku wojownika. Cicho liczyła na to, iż dowie się dziś czegoś interesującego.
<Blednący Szaleju?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz