BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bylica x Błotniste Ziele. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bylica x Błotniste Ziele. Pokaż wszystkie posty

28 lipca 2022

Od Bylicy CD Błotnistego Ziela

*pewien czas temu, niedługo po tym jak kociaki uciekły z KN*
Bylica usłyszała kroki. Obróciła głowę akurat w tym momencie, kiedy znajoma pomarańczowooka samotniczka uderzyła pyszczkiem o drzewo. Zmartwiona Bylica podbiegła do młodszej kotki.
- Nic ci nie jest? - spytała.
Młodsza samotniczka odwróciła pyszczek w stronę srebnej. Nastała dłuższa chwila ciszy, pod koniec której nagle Błoto wybuchła płaczem.
- BŁOTNISTE ZIELE TAK BARDZO PRZEPRASZA BARDZO BARDZO PRZEPRASZA. BŁOTNISTEMU ZIELU NIE UDAŁO SIĘ ZNALEŚĆ KOCIĄT. BŁOTNISTE ZIELE SZUKAŁA I PYTAŁA ALE WSZYCY JĄ PRZEGANIALI BŁOTNIESTE ZIELE PRZPRASZA BŁOTNISTE ZIELE IDZIE JUŻ DALEJ SZUKAĆ TAK DALEJ SZUKAĆ- z każdym słowem mniejsza kotka łkała coraz głośniej.
- Nie, spokojnie. - miauknęła błękitna, po czym objęła kotkę, nie zważając na brud na jej futrze. - Kociaki ostatecznie uciekły od porywaczy. Przyszły do mnie same. Poza jednym. Ale nie sądzę, że ona wróci... - miauknęła. - Dziękuję jednak za pomoc. - rzekła. - mało który samotnik jest tak uczynny. - powiedziała, po czym uspokajająco polizała młodszą kotkę za uchem. Sama nie była pewna, co poczuła, kiedy to zrobiła. Chciała po prostu pocieszyć te biedną, zapłakaną istotę, jaką była Błotniste Ziele. - jest dobrze.
-N-naprawde?- zapytała bardzo cicho wychudzona kotka, po czym wciskając nos w futro starszej załkała jeszcze mocniej- BŁOTNISTE ZIELE JEST TAK BEZ UŻYTECZNA NIE MOŻE NAWET SIĘ POŻĄDNIE ODWDZIĘCZYĆ ZA POMOC. OCH BIADA JEJ BIADA- łkała bez sensowenie w srebrne futro podstarzałej kotki, której serce aż się krajało widząc smutek pomarańczowookiej. Słysząc słowa Błota, Bylica podłożyła jej końcuwkę ogona pod brodę, po czym naparła na brodę mniejszej kotki tak, aby uniosła spojrzenie na jej pysk.
- Nie jesteś bezużyteczna - miauknęła błękitna. - i żadna mi tu biada. Jestem ci bardzo wdzięczna za to, iż chciałaś mi pomóc i tak mocno się w to zaangażowałaś. - powiedziała.
Ubrudzona kotka uciszyła się tylko po to by zacząć po chwili bezgłośnie ryczeć. Bylica w odpowiedzi przytuliła małą kotkę. Widać było, iż pomarańczowooka była samotna i smutna, a miała złote serduszko. Błękitna owinęła ogon wokół Błotnistego Ziela.
-Czemu marnujesz swój czas na Błotniste Ziele by ją pocieszyć, Błotniste Ziele nie rozumie- pomarańczowooka rozpłakała się jeszcze bardziej, wtulając się w srebrną.
- Bo tak powinnam, i bo nie mogę patrzeć na to, jak taki miły kot jest smutny – odparła dziko pręgowana.
-M-Miły? Sądzisz że Błotniste Ziele jest miła?- zapytała cicho ubrudzona kotka delikatnie pociągając nosem. Bylica bez chwili zastanowienia pewnie odparła:
- Tak.
-D-dlaczego- dodała jeszcze ciszej Błotniste Ziele, nie wiadomo czy kierując to do siebie czy do niebieskiej towarzyszki.
W odpowiedzi mniejsza samotniczka dostała tylko mocniejszego przytulasa od Bylicy.
***
Dużo się działo przez ten czas – osiedlili się w mieście, próbowali zdominować inne gangi…ale przegrali z Gangiem Ości. Po pewnym czasie Bylica się jednak otrząsnęła. Musiała, bo w końcu była głową rodziny. Postanowiła, iż niedługo wrócą do miasta i ponowią próbę, ale przygotują się lepiej, znajdą sposób, żeby ich pokonać. Poza tym Wypłosz bardzo chciał tam wrócić, bo nie lubił życia w lesie. Obecnie jednak starsza polowała. A jak na razie bardziej szukała czegoś do upolowania.
Niespodziewanie dostrzegła kota. Znanego kota. Mała samotniczka o złotym serduszku – Błotniste Ziele, szła nieopodal niej, jeszcze jej nie zauważając. Srebrna uśmiechnęła się, widząc młodszą kotkę. Dawno jej nie widziała.
- Witaj, Błotniste Ziele! - miauknęła rozradowana, ze spotkania ze swoją znajomą. Podeszła do ubrudzonej kotki. - Jak się miewasz? - spytała z ciepłym uśmiechem.
Błotniste Ziele jakby zmroziło w miejscu gdy usłyszała głos błękitnej. Po chwili pomarańczowooka odwróciła się w stronę starszej. Dopiero po chwili stania jak słup i wpatrywania się prosto w dziko pręgowaną, która zaczęła się niepokoić o młodszą, kotka odezwała się:
- O-o-o w-witaj. Z B-Błotnistym Z-Z-Zielem ja-jak z-zwykle n-n-nic nnnnn-nowego. A co tam u ciebie i k-kociąt?- zapytała młodsza stojąc dalej w tym samym miejscu i wpatrując się tylko na srebrną.
- W miarę dobrze...chociaż ostatnio prawie... - urwała, bo nie chciała martwić pomarańczowookiej kotki. - Hmmm...a jak ci się powodzi? - spytała. - kiedy ostatnio coś upolowałaś? - dodała, widząc wychudzoną sylwetkę kotki - może dać ci jakieś jedzenie? – zaproponowała. Jeśli młodsza głodowała, to chętnie podzieli się z nią zwierzyną. Czuła sympatię do tej biednej, zmizerniałej istoty, tak często przeganianej, niedożywionej…
-Nie, nie trzeba, naprawdę Błotniste Ziele sobie radzi – miauknęła ubrudzona kotka. Bylica od razu była w stanie stwierdzić, że ta kłamie. - I co się stało ostatnio nagle przerwałaś...BŁOTNISTE ZIELE PRZEPRASZA NIE POWINNA SIĘ NAŻUCAĆ O NIE NIE NIE MÓW JEŚLI NIE CHCESZ- dodała gorączkowo samotniczka grzebiąc łapą w ziemi.
- Spokojnie - miauknęła przyjaźnie do ubrudzonej kotki - no cóż...prawie zginęliśmy – powiedziała zadziwiająco spokojnie jak na te słowa, które właśnie wypadły z jej pyska.
- J-J-Jak to cccccco się stało – Pomarańczowooka zaczęła się jąkać tak jak by to ona sama miała zginąć. Cóż za empatyczna kotka…ledwie ją znała, a tak się o nią martwiła…aż cieplej się zrobiło na sercu Bylicy.
- No cóż...to trochę...długa historia - miauknęła. - hmm...mam propozycję... - rzekła po chwili namysłu. - chcesz może...z nami zostać...na trochę? - spytała niepewnie. Przydałby się ktoś, kto pilnował by Wypłosza i Skazy, kiedy ona i jej dzieci polowali, aby mieli trochę wytchnienia. Przy okazji mogłaby zadbać o Błoto, która jak widać nie radziła sobie za dobrze, chociaż temu mocno zaprzeczała. Pewnie nie chciała ich obciążać, co zdaniem Bylicy było nawet słodkie- ostatnio jeszcze do tego adoptowałam dwa kocięta. Z miasta. Jedno jest dość...specyficzne. - miauknęła, myśląc o Wypłoszu i jego wybrykach względem reszty jej dzieci, oraz o tym, jak odmiennie zachowuje się do niej a do takiej Krokus na przykład. - Przydałby się kot, który pomógłby się nimi opiekować...
-Ah to to by było wspaniałe Błotniste Ziele z miłą chęcią pomoże przy opiece nad dziećmi. Błotniste Ziele też ma delikatne doświadczenie przy życiu w mieście. Swego czasu Błotniste Ziele tam czasami chodziła- Powiedziała pobudzona ubrudzona kotka. Nagle jakby coś sobie uświadomiła, co zauważyła po jej delikatnej ekspresji błękitna kotka - Błotniste Ziele nie chce być niegrzeczna ale nie przedstawiłaś się jeszcze. Znaczy nie musisz po prostu wiesz znaczy chce wiedzieć znaczy to twój wybór iiiii - zaczęła bełkotać zawstydzona niepotrzebnie samotniczka. - Oh, nie przedstawiłam się? – rzekła zaskoczona srebrna. Jak mogła zapomnieć się jej przedstawić! Miała ochotę sobie palnąć łapą w czoło. - cóż za nietakt z mojej strony. Wybacz proszę. Nazywam się Bylica, moja droga. - rzekła.
-...Masz ładne imię... ZNACZY BO EM BŁOTNISTE ZIELE EM TWOJE IMIE PASUJE DO CIEBIE ZNACZY BO TY TEŻ JESTEŚ PIĘKNA ZNACZY... ZPOMNIJ CO MÓWIŁA BŁOTNISTE ZIELE- Mała samotniczka zaczęła panikować. Bylica miała ochotę zachichotać. Kotka była taka słodziutka jak tona miodu. Mimo to słysząc orientując się iż pomarańczowooka skomplementowała jej wygląd, kotka nieco się speszyła, czego starała się nie dać po sobie poznać.
- Rzadko kto nazywa mnie piękną...szczególnie w tym wieku - miauknęła. - chodź, Błotniste Ziele. Zaprowadzę cię do naszej obecnej kryjówki. - wymruczała, podążając w stronę ich obecnej siedziby.
-Mhm – mruknęła ubrudzona samotniczka i podążyła za Bylicą.
Poprowadziła kotkę do ich obecnej kryjówki - starej wierzby, z ogromną dziuplą w pniu, a także norą między korzeniami. - To tutaj. – miauknęła.
Dostrzegła zdziwione spojrzenia swych dzieci.
- Mamo, kto to? - spytała Skowronek z przestrachem w oczach.
A no tak. Błotniste Ziele wyglądała nieco...groteskowo. Miała posklejane brudem futro z niepoliczalną ilością gałązek, liści i pewnie też martwych robaczków w nim, do tego z jej pyszczka delikatnie ciekła slina, była wychudzona, miała przekrwione oczy… - To Błotniste Ziele, kochani.
- Tak, pamiętam ją - miauknęła Krokus, podchodząc bliżej - kiedy...zostaliśmy porwani...a ja znalazłam mamę...zaoferowała pomoc w szukaniu was - powiedziała bura, zwracając się w stronę reszty dzieci Bylicy.
- Wiecie, przyda się nam ktoś, kto zaopiekuje się Skazą i Wypłoszem, kiedy będziemy polować...a do tego im nas więcej tym... - Weselej, tak, załapaliśmy - miauknęły jej dzieci, przy czym część z neutralnym do tego nastawieniem, a Fiołek z bardziej negatywnym. A no tak. Ona to chyba dość często powtarzała…może to było jej powiedzonko? Albo coś w rodzaju motta czy innego czegoś?
-Błotnistemu Zielu miło was poznać. - powiedziała łagodnie ubrudzona samotniczka cicho siadając przed jej dziećmi. Pomarańczowooka uśmiechnęła się delikatnie. Na pyszczku Bylicy również zagościł uśmiech.
Czuła i jednocześnie miała nadzieję, że wszystko będzie dobrze, i że jej dzieci oraz Błotniste Ziele się dogadają.
***
Weszła do nory, w której byli wcześniej Wypłosz i Skaza. Kociaki wyszły z Deszcz na zewnątrz. Jednolita dostała zadanie, razem ze Skowronek, aby opowiedzieć kociakom jak najwięcej o lesie, wytłumaczyć, że nie jest tak niebezpieczny jak wygląda i tak dalej i tak dalej. Ona tymczasem postanowiła zająć się Błotnistym Ziele.
- Witaj. – miauknęła, podchodząc do małej kotki, po czym kładąc się obok niej. – Chyba się nie obrazisz, jak zacznę cię myć? Masz dużo brudu na futrze, a ja mogę ci pomóc – miauknęła, po czym zaczęła językiem wymywać futro pomrańczowookiej z brudu. Będzie z tym dużo pracy, ale była gotowa poświęcić swój język-szczotkę.
<Błotniste Ziele?>

03 lipca 2022

Od Błotnistego Ziela cd Bylicy

Błotniste Ziele przykucnęła przy ziemi, wygłodniałym wzrokiem obserwując ptaszynę o zdrowo lśniących czarnych piórach. Kolejna spośród wielu stróżek śliny popłynęła po dolnej szczęce małej zabrudzonej kotki. Ten kruk wyglądał tak smacznie, Za długie pazury wysunęły się z małych paluszków, gdy szykowała się już do skoku.
Ciężki wdech i wydech delikatny chichot, kolejny wdech, skok. Udało się, udało się, nareszcie złapała coś tyle dni bez jedzenia i nareszcie ma w łapach swój posiłek. Nie zdążyła nawet zranić kruka, gdy ten zaczął ją drapać i dziobać raniąc tym pyszczek Błotnistego Ziela, z jękiem bólu musiała wypuścić ptaka, który momentalnie korzystając z okazji, uciekł.
Po kilku minutach rozpaczania nad straconym posiłkiem upodlona kotka wstała z ziemi tylko po to, by potknąć się o własne łapy, przeturlać się parę metrów i wpaść prosto w ciernie, które upierdliwie wplątały się w już i tak splątaną sierść. Po dłuższym czasie siłowania się z krzakiem wypadała z niego z ciężkim jękiem. Kota wstała na chwiejnych nogach i ruszyła przed siebie, tępo wpatrując się w zieloną trawę pod jej małymi łapkami, dziś będzie głodna.
Jej smętna wędrówka trwała do czasu, gdy poczuła śliczny intensywny zapach mięty, spodziewając się ujrzeć ślicznie pachnące zioło, podniosła wzrok, by, zamiast intensywnie zielonych liści spotkać równie intensywne podejrzliwe zielone oczy srebrnej starszej wysokiej kotki. Zastygła... co robić, co robić. Ta kotka mogłaby złamać ją w pół.
- Witaj.
Te słowo wypowiedziane od strony podstarzałej kotki zmobilizowało Błotniste Ziele do nieudanej ucieczki, zakończonej szybciej niż ją zaczęła, kolejnym żałosnym upadkiem dzisiejszego dnia.
Do przerażonych bursztynowych oczu kotki zaczęły napływać łzy. To koniec, to koniec mamrotała maniakalnie, zaczynając się trząść. Nie wiedziała, czy starsza kotka coś mówiła, zagłuszył starszą żałosny płacz Błotnistej.
 – BŁOTNISTE ZIELE JUŻ IDZIE, JUŻ IDZIE, BŁOTNISTE ZIELE PRZEPRASZA TAK, TAK BARDZO PRZEPRASZA- Jej zachrypnięty głos łamał się przy każdym słowie, gdy z jej przerażone oczy uporczywie wpatrywały się w ziemię.
- Nie musisz przepraszać. - odparła lekko zdziwiona srebrna, po dłuższej chwili dodając -I nie musisz iść, jeśli nie chcesz... Błotniste Ziele, tak? 
 Mała kotka spojrzała głęboko w oczy srebrnej kotki.
 - Błotniste Ziele nie musi iść?- zapytała z niedowierzaniem.
Zaczęła przyglądać się intensywniej podstarzałej kotce. Pomimo powoli pojawiających się siwych kosmyków na pyszczku nieznajomej kotki wyglądała dość młodo. Jej futro było zadbane, wyglądało na miękkie i pachniało ślicznie miętą w przeciwieństwie do tego Błotnistej. Błotniste Ziele zdecydowanie mogła powiedzieć, że stojąca przed nią kotka była atrakcyjna. 
-Ugh- jęknęła nagle zawstydzona, spuszczając pyszczek, intensywnie wpatrując się w trawę, nawet nie zauważając, że nerwowo się nią bawi. Nastała niezręczna cisza przerwana dopiero przez srebrną nieznajomą.
-Może chcesz trochę ziół na zadrapania na twoim pysku? 
Zastygła... Czemu? Nie podnosząc jeszcze wzroku, dotknęła łapką swojego pyszczka, na którym znajdowały się niefortunne rany z dzisiejszego ''polowania'' jeśli w ogóle można było to tak nazwać.
Błotnista przełknęła ślinę i podniosła swoje ślepia na starszą, ich pomarańcz odbijał się w głębokiej zieleni prawie hipnotyzująco.
-B-Błotniste Z-Ziele n-nieśmiała, by prosić- jąkała panicznie rozglądając się we wszystkie strony. 
Nie mogła przyjąć ziół, każdy potrzebował ich bardziej niż ona tak zdecydowanie...!
- Przyniosę ci zioła- mruknęła podstarzała nieznajoma, odwracając się i znikając w krzakach.... 
CO! NIE NIE NIE NIE MOŻE MARNOWAĆ ZASOBÓW INNYCH!
Chciała wstać i uciec, ale starsza kotka wróciła zbyt szybko.
-Aby lek zadziałał, musisz wydobyć z niego sok, a następnie nałożyć na zadrapanie, tak na przyszłość, może ci się to przydać. Uprzedzam, że sok piecze, ale tylko przez chwilę - mruknęła srebrna, po czym przysunęła pobliski dość płaski kamień. Następnie roztarła na nim łapą zioło i kończyną, na której był sok, delikatnie rozmazała go na twarzy pomarańczowookiej.
Błotniste Ziele zmarszczyła nosek, ale nie przez ból, ale przez jedno proste pytanie…
JAK ONA MA SIĘ TERAZ ODPŁACIĆ SREBRNEJ KOTCE ZA TEN AKT DOBROCI?! 
- Błotniste Ziele dziękuje czy Błotniste Ziele może w czymś pomóc?- zapytała pełna wyrzutów sumienia…
- No...chętnie bym powiedziała, że nie, ale jest taka jedna mała rzecz...jeśli byś zobaczyła kocurka podobnego do mnie, który teraz byłby w wieku kilku księżyców....albo szarą kotkę o zielonych oczach w tym samym wieku...lub czekoladową szylkretkę także w tym samym wieku...albo małą liliową koteczkę....to znajdź mnie i powiedz mi o tym, proszę, czekam, aż mnie znajdą od dłuższego czasu... - miauknęła. - Nie mówię, żebyś teraz ich szukała...ale jakbyś zobaczyła... - dodała, po czym urwała. 
TO MOJA SZANSA MOGĘ SIĘ ODWDZIĘCZYĆ! 
-BŁOTNISTE ZIELE ZROBI WSZYSTKO, CO W JEJ MOCY- Bez zastanowienia młodsza natychmiastowo odmiauknęła wstając na chwiejnych nogach, ale od razu stwierdzając, że to nie za dobry pomysł z powrotem więc spoczęła tym razem w pozycji bochenkowej.
- Błotniste Ziele prosi, byś opowiedziała więcej o kociętach, których szukasz. Jakieś charakterystyczne cechy i imiona tak imiona Błotniste Ziele zrobi wszystko by odnaleźć kocięta- Dopytywała. Musi pomóc nieznajomej, która nie tylko jej nie wygoniła, ale i nałożyła lek na rany, byłaby nie wdzięczna, gdyby teraz nie zrobiła wszystkiego, by przynieść jej zagubione kocięta.
- Jestem ci bardzo wdzięczna – miauknęła starsza, po czym otarła się z wdzięcznością o kotkę, nie zważając na cały kurz, który na niej był. Błotnistej aż zrobiło się gorąco 
- Nazywają się kolejno Fiołek, Deszczyk, Skowronek i Kminek. - wymruczała. - Skowronek i Deszczyk są małe, Kminek taka bliżej średniej, Fiołek podobnie. - miauknęła. 
- Charakterystycznym będzie na pewno to, że Deszczyk ma takie oczy jak ja, a Fiołek bardzo mnie przypomina...Skowronek ma rudą końcówkę ogona, a Kminek brązowe oczka. - miauknęła, przymykając własne ślepia.
Błotniste Ziele słuchała uważnie z wyrazem mordki wyrażającym pełne skupienie na sprawie
- Masz może jakieś wskazówki, gdzie Błotniste Ziele mogłaby szukać? Jeśli nie Błotniste Ziele przeszuka cały las, a nawet siedliska dwunożnych.
MUSI SIĘ ODWDZIĘCZYĆ, MUSI!
-Wiesz może, gdzie są granice z Klanem Nocy? - spytała.
- Pachnie on głównie rybą, gdzieś w pobliżu tych granic mogą być kociaki, najpewniej blisko rzeki - miauknęła. 
- I...dziękuję za to, że jesteś gotowa mi pomóc, kiedy ja tylko dałam ci lek. - powiedziała zdziwiona srebrna. 
-Błotniste Ziele nigdy nie była traktowana tak dobrze, obowiązkiem Błotnistego Ziela jest pomóc za wszelką cenę- bursztynowo oka mruknęła, podnosząc się na swoich trzęsących się krótkich nóżkach
- Błotniste Ziele zacznie już szukać tak, zacznie szukać. Musisz być bardzo zmartwiona o kocięta, Błotniste Ziele rozumie, rozumie- Pomimo plątania się w wypowiedziach wyglądała na dość przytomną, ale na pewno nie na wypoczętą, ale zdawała się to ignorować, cel zielonookiej kotki był teraz dla niej najważniejszy, tak ważny, że nawet nie zauważyła kolejnej strużki śliny cieknącej po jej pyszczku.
Srebrna położyła swój długaśny ogon na barku pomarańczowookiej, po czym miauknęła:
- Może najpierw odpocznij i zjedz coś, wyglądasz na przemęczoną, może przynieść ci- zaczęła, jednak nie dokończyła, gdyż zza krzewów wyszła młoda, bura koteczka, trzymająca w pysku tłuściutkiego drozda. 
- Mamo? Kto to? - spytała nieufnie miodowo oka. 
- Błotniste Ziele, to jest moja córka, jedyna, która odnalazła drogę do mnie, Krokus. Krokus, to Błotniste Ziele, zaoferowała nam pomoc. - powiedziała srebrna.
- Podzielić się z tobą zwierzyną? 
....! O NIE NIE NIE ZNOWU NIE MOŻE PO RAZ KOLEJNY NADUŻYWAĆ ŻYCZLIWOŚCI ZIELONOOKIEJ!
- Ah Błotniste Ziele nieśmiała, by zabierać wam zwierzyny, polowanie jest trudne tak, trudne nieśmiała by, nie śmiałaby. proszę się nie trudzić tak nie trudzić- Błotniste Ziele znów zaczęła plątać się w swoich słowach, nerwowo uciekając wzrokiem, ale tym razem jeszcze nerwowo niekontrolowanie tupiąc lewą tylną łapką.
 Srebrna dała znak ogonem burej, który ta szybko zrozumiała. Po chwili młoda powoli podeszła, usiadła obok nich i położyła zwierzynę tak, że znajdowała się przed pyskami całej trójki. Starsza spojrzała na Błotniste Ziele. 
- Nalegam, abyś przyłączyła się do wspólnego posiłku. - powiedziała, uśmiechając się delikatnie. Błotniste Ziele cofnęła się niepewnie, ze spuszczonymi uszami pochylając głowę
- Błotniste Ziele nie może Błotniste Ziele i tak już zanadto się narzuciła, proszę, cieszcie się swoim posiłkiem, Błotniste Ziele nie chcę sprawiać kłopotu, tak nie chcę sprawiać kłopotu- mówiąc to, powoli się cofała. Nagle ''bum'' zderzyła się z czymś. Momentalnie odskoczyła i plątając przy tym nogi upadła
… po raz kolejny... JAK ŻAŁOŚNIE, JAK ŻAŁOŚNIE!
Srebrna podeszła do kotki, która upadła, po czym pomogła jej wstać. 
- Nie narzucasz się. Nalegam - miauknęła. Krokus podeszła do nich i położyła na ziemi ptaka z powrotem, zdziwiona przebiegiem sytuacji, podobnie jak jej matka. 
- Zjedz. - powiedziała, po czym podsunęła Błotnistemu Zielu zwierzynę pod pysk.
Błotniste Ziele po dłuższej chwili zastanowienia postanowiła zacząć jeść. Po drugim kęsie mięsa kotka zaczęła płakać. Łzy spływając po brudnych policzkach delikatnie zmywały kurz i błoto zostawiając jaśniejsze smugi. Początku para łez zamieniła się w cichy szloch..... Musi znaleźć rodzeństwo krokus i dzieci błękitnej nieznajomej i zwrócić je im nawet jeśli będzie musiała zaciągnąć je do tej dwójki siłą... tuż po tych myślach jej szloch zmienił się w zawodzenie.

***

Minął tydzień, a Błotniste Ziele od tego czasu nie znalazła żadnego tropu kociąt. 
JAK TRAGICZNIE.  
Pytała różne koty, ale albo uciekały, albo były agresywne. 
CO ONA ZROBI, CO ONA ZROBI! 
Krążyła panicznie, aż nie zauważył kotki na horyzoncie …. 
TO TA SREBRNA KOTKA! NIE MOŻE POKAZAĆ SIĘ JEJ BEZ KOCIĄT NIE NIE NIE! 
Od razu się odwróciła gotowa do ucieczki, ale natychmiast zaryła nosem w drzewo. 
JAKI WSTYD, JAKI WSTYD!!
 
 <Bylica?> 

07 czerwca 2022

Od Bylicy Do Błotnistego Ziela

Znalazła Krokus jakiś księżyc temu, a po reszcie jej dzieci dalej nie było śladu. Ostatnio przez jej umysł przechodziła okropna myśl. Co, jeśli będzie musiała stąd odejść? Dobrze wiedziała, że Lew miała swe terytorium tuż przy granicy z Klanem Nocy. A wieści mimo wszystko roznosiły się. Mogła wiedzieć o tym, że tu przybyła, na tych terenach było znacznie więcej samotników niż za rzeką, z jakiegoś powodu. Wiadomo, większość nie była do siebie nawzajem przyjaźnie nastawiona, kremowa to już w ogóle, ale wciąż, jeśli by się dowiedziała, mogła by stanowić zagrożenie dla jej córki, jej promyczka nadziei. Dlatego Bylica codziennie kazała Krokus tarzać się w wonnych ziołach, młoda wykonywała polecenie bez zająknięcia. Miodowooka wyszła akurat na polowanie, podczas gdy srebrna siedziała na gałęzi drzewa obserwacyjnego. W pewnym momencie kończyny jej jednak zdrętwiały, więc postanowiła zejść z drzewa i zrobić kilka kółeczek w pobliżu. Zsunęła się z pnia po czym zaczęła pośpiesznie truchtać, aby pozbyć się tego nieprzyjemnego uczucia z nóg. Jedno kółko, drugie, trzecie, czwarte…
i nagle usłyszała szelest w pobliskich zaroślach. Kocica wbiła wzrok w krzew, uważnie obserwując go. Po kilku uderzeniach serca wyszła z niego dość młoda, niska kotka, cała brudna, w kolcach i wychudzona. Kiedy pomarańczowe oczy spojrzały prosto w intensywnie zielone ślipia, Bylica odezwała się do nieznajomej.
- Witaj. – miauknęła. Tak po prostu. Jedno słowo. Bylica była nieco poddenerwowana całą tą sytuacją z jej dziećmi, w normalnych warunkach skleciła by jakieś ładne zdanko, które miało by na celu zachęcenie mniejszej samotniczki do rozmowy, ale teraz bardziej interesowało ją to, czy ta kotka będzie agresywna, czy nie. Choć nie wyglądała na taką. Jej chudość mówiła sama za siebie, stan futra również pozostawiał…no, wiele do życzenia, powiedzmy. Ale Bylica nie oceniała po wyglądzie, więc wolała nie wysuwać pochopnych wniosków.
<Mud?>