Przeszłość
Poród zbliżał się dużymi krokami. Brzuch Jesionki z każdym dniem nabrzmiewał, a ona sama czuła się coraz bardziej nieswojo. Bała się, że po porodzie ona, tak jak i jej matka kiedyś, nie będzie w pełni sprawna. Jesionowa Szadź nie była też konkretnie młoda, więc to dodatkowo tylko wzrastało jej przekonanie o krzywdzie. Nie mówiła jednak o swoich obawach partnerce i udawała, że ona nic tylko się cieszyła.
Ognikowa Słota, gdy tylko dwie kotki ogłosiły swoje ciąże, nagle się zainteresowała ich dwójką. Z wielką troską o przyszłych wojowników rozwijających się w łonach karmicielek zapewniała im najlepsze kąski i regularnie sprawdzała ich stan. Liliowa stała się odrobinę podejrzliwa wobec zachowania szylkretowej mistrzyni i otwarcie przyznała to Miodce, która poparła jej podejrzenia.
Pewnego ranka Jesionka się obudziła z okropnym uczuciem w żołądku. Czuła się, jakby jej wnętrzności miały się powykręcać i rozerwać. Nie mogła jeść, a gdy ją mdliło, to nie potrafiła niczego zwrócić. Ze łzami w oczach wiła się w posłaniu, a Miodowy Ul również nie czuła się zbyt dobrze. Po dłuższej chwili okazało się, że to poród. Widząc to, Ognikowa Słota wezwała Chudy Grzbiet i Cisowe Tchnienie. Podczas gdy Jesionka rodziła, Miodka również zaczęła. Jednocześnie medycy musieli odbierać dwa porody, lecz na ich szczęście w miocie liliowej znalazła się tylko jedna czarna koteczka. Narodziny kociąt Miodki trwały znacznie dłużej, ponieważ ich było aż trójka i wszystkie były kocurkami! Gdy wszystkie pyszczki przyczołgały się do sutków mam, wszyscy mogli odpocząć. Gdy medycy wychodzili ze żłobka, widocznie wycieńczeni robotą tamtego dnia, przyszła Ognikowa Słota i z uwagą przyjrzała się nowym pociechom Klanu Wilka.
— Gratuluję wam obu. — Powiedziała tylko krótko z uśmiechem i pozwoliła im wypocząć.
Teraźniejszość
Kocięta były już wystarczająco duże, by rozumieć to, co się do nich mówiło oraz wystarczająco sprawne, by robić ze żłobka piekło. Gdy brała im się ochota do zabawy, to rzucały się wszędzie i trzeba było pilnować, by nie podeptać któregoś malca przypadkiem. Jednak w tym chaosie to Ognikowa Słota widziała piękno; z wielkim zadowoleniem niejednokrotnie oferowała swoją opiekę nad pociechami karmicielek, by te mogły odetchnąć od nich i pójść na spacer. One nie potrafiły odmówić, bo były już wykończone wiecznym przesiadywaniem w kociarni.
Nim Jesionka wyszła ze żłobka, to jeszcze na moment się zastanowiła i podeszła do Słoty.
— Podziwiam to, że potrafisz wytrzymać z taką ilością kociaków — zaczęła z niepewnym uśmiechem. — Ale czy nie masz innych, ważniejszych obowiązków? — zapytała, a gdy uśmiech mistrzyni zrzedł, szybko dodała: — Nie że mam coś przeciwko po prostu… nie jestem pewna — westchnęła.
Mistrzyni tylko spojrzała się na nią wymownie.
— Myślę, że jesteś po prostu zmęczona tą duchotą. Idź się przejdź, i wypocznij — miauknęła z “troską”, lecz Jesionka wyczuła, że po prostu Słota chciała jej się stąd pozbyć. Liliowa poddała się i poszła za partnerką poza obóz.
Na spacerze kotki wreszcie zaznały świeżego, przyjemnego powietrza. Poranny deszcz nadał teraz cudownego klimatu, a chłodny wiaterek muskał ich sierści. Wszystkie troski się z nich zmyły jak krople wody po kaczkach. Skorzystały z chwil dla siebie, by się odrobinę pobawić i pogadać. Próbowały również zapolować dla rozrywki, lecz nie udało im się nic złapać.
Gdy wracały przed wieczorem, Jesionka przypomniała sobie o kociętach i o tym, że Słota się nimi opiekowała.
— Też myślisz, że to dziwne, że Ognikowa Słota tyle czasu spędza przy kociętach, a do tego czyichś kociętach? — spytała się.
— Nie myślałam o tym jakoś dużo. Fajnie, że pozwala nam odetchnąć — odparła Miodowy Ul, lecz gdy zobaczyła wątpliwy wyraz Jesionki, to się zatrzymała. — Martwi cię to?
— Sama nie wiem — westchnęła. — Lepiej chodźmy. Pewnie to nic takiego — przyznała i kotki wreszcie ruszyły do obozu.
<Ognikowa Słoto?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz