BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wroni Wrzask. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wroni Wrzask. Pokaż wszystkie posty

30 grudnia 2021

Od Wroniego Wrzasku CD Kwaśnego Języka

 Westchnęła zirytowana, teraz już nie tylko przemoczonym do ostatniego włosa futrem, a też nieobecnością Kwaśnego. Już wystarczająco dużo nerwów straciła, kiedy niespodziewany, paskudny deszcz zastał ją w samym środku patrolu łowieckiego. I to całkiem dobrego patrolu!
Skupiła się jednak na swoim bracie. Leżał nieruchomo i wyglądał prawie tak samo żałośnie jak ona sama, a to ona była zmoknięta jak mokra kura. Otrzepała się, choć niewiele to dało, i podeszła do niego kilka wolnych kroków. Jako siostra powinna okazać mu jakieś wsparcie. Tylko jak? Dotknęła go łapą, zostawiając na jego czarnej sierści mokry ślad.
– No, nie łam się.
Kocurek tylko zwinął się ciaśniej. Nie chciał jej tu, a ona nie potrafiła temu zaradzić. Ale jak odejdzie, to też będzie źle, prawda? Uparła się i go nie zostawi. Chrząknęła niezręcznie. Ostrożnie podeszła jeszcze bliżej i ułożyła się tak blisko niego, że aż ich futra przylgnęły do siebie. Zignorowała to, że wciąż była cała przemoczona. Czarnofutry nie drgnął, więc to już było coś. Starając się dodać mu otuchy, delikatnie położyła łeb na jego zwiniętym w kulkę ciałku.
***
Nie mogła uwierzyć w to, że te dwa głupkowate kocurki zdołały tak ją zmiękczyć. Na tyle, że potrafiła się nawet szczerze uśmiechnąć. Potrafiła się z nimi powygłupiać, choć wciąż z pewną dozą rezerwy, ale potrafiła. Zaczynała doceniać, że ich ma, że są obecni w jej życiu. Wnosili tę szczęśliwą iskierkę do jej szarego życia.
Do czasu.
Zmiękła na tyle, że nie mogła pozbierać się po ich stracie. Nie wiedziała, czy to, co nią targało, to była wściekłość, rozpacz, czy coś, czego nie była w stanie nawet opisać. Jeżyła teraz futro na każdego, kto tylko podszedł i na nią spojrzał. Nie odzywała się prawie wcale, a jeśli już, to sycząc i warcząc. Zachowywała się, jakby zdziczała, a po nocach nie mogła spać, targana przez dziwną dziurę w sercu, która przecież nie powinna mieć miejsca. Gdyby pozwoliła, wyglądałaby teraz jak wrak dawnej siebie. Ale za nic nie chciała dać po sobie poznać, że coś się działo. Powinna być twarda jak skała. Powinna być niewzruszona, jak zawsze. Co się stało z jej niezniszczalną skorupą, która nie dopuszczała do siebie niczego, co złe? Dlaczego te dwa kocurki tak łatwo się przez nią przebiły? I dlaczego teraz ją zostawiły?
Chciała krzyczeć, ale nie mogła. Z zaciśniętą szczęką przyciskała łapami uszy do głowy każdej nieprzespanej nocy. Jednego razu nawet łzy frustracji zebrały się w kącikach jej oczu. Chyba pierwszy raz w życiu.

10 października 2021

Od Wroniego Wrzasku CD Szczawiowego Liścia

 Poruszyła zaciekawiona uszami, słysząc obok siebie znajomy głos.
– Ha! Jasne, tylko nie płacz, jak ci przetrzepię futro – zaśmiała się tylko trochę wrednie – i tak nie mam nic lepszego do roboty. A nawet jeśli, to nikt się nie obrazi, jak na chwilę znikniemy.
Posłała liliowemu wyzywające spojrzenie i pewny siebie uśmiech. Wymijając go, aby wyjść na prowadzenie, musnęła swoim puszystym ogonem pod jego brodą. Dzisiaj czuła się zdecydowanie zbyt zuchwale. Później jej ogon powędrował w górę i tak już został, aż nie doszli do miejsca, gdzie zwykle trenowała ze Szczawiowym Liściem, jak jeszcze była uczniem. Właściwie, jeszcze dwa wschody słońca temu…
Usłyszała cichy śmiech mentora.
– Co cię tak bawi? – odwróciła łeb w jego stronę, również szczerząc kły w krzywym uśmiechu.
– Przy mianowaniu chyba ciut za bardzo obrosłaś w piórka – znów zachichotał.
Wydała z siebie teatralne "oh!" i podniosła wysoko brwi.
– Przecież jestem Wroną! Od zawsze byłam bujnie upierzona.
Napuszyła się niczym paw w okresie godowym.
I w akompaniamencie nieuwagi, nagle jej piękne futerko spotkało się z brudną ziemią, wcześniej popchnięte przez silne łapy starszego od niej wojownika. O mało nie zachłysnęła się powietrzem, będąc w ciężkim szoku.
– Lepiej pilnuj tych swoich piórek, bo ci je wszystkie powyrywam – znów ten śmiech nad jej uchem.
– Chciałbyś!
Kopnęła go w miękki, odsłonięty brzuch i tak rozpoczęła się szamotanina, a jedynym, co odróżniało ją od prawdziwej walki, był śmiech i niepoważne dogryzki.

***

Leżała, skryta w cieniu wysokich drzew, w towarzystwie swojego byłego mentora. Dawno nie gadali, więc Szczaw nie denerwował jej, nawet jeśli siedział z nią już jakiś czas.
– No! Ostatnio Ciemna Dolina swoim irytującym kaszlem obudziła pół legowiska w środku nocy, nie słyszałeś tego? A Barwinkowemu Płatkowi chyba coś zaszkodziło, bo biegła do medyka aż się za nią kurzyło. I co najmniej jeden kot się skarżył na bóle stawów, już nawet nie pamiętam kto, a Srocze Pióro dostał swędziawicy. Aż się dziwię, że ja nic nie złapałam!
Jak nie było o czym gadać, to nieszczęście innych nadawało się najlepiej.

<Szczaw?>

Wyleczeni: Ciemna Dolina, Barwinkowy Płatek, Fałszywe Serce, Srocze Pióro

07 sierpnia 2021

Od Wroniego Wrzasku CD Zimorodkowego Blasku

 ...cieszył się? Ktoś się cieszył z jej towarzystwa? Komuś na niej… Zależało? Takie właśnie słowa mogły być oznaką tej całej przyjaźni, prawda? Nawet jeśli powiedział to tylko Zimorodek, który równie dobrze mógłby to wymiauczeć chyba każdemu, z kim rozmawiał przez chociażby kilka uderzeń serca, ogarnęło ją od środka jakieś dziwne uczucie. Niezrozumiałe. Coś, jakby ciepło w sercu, zaczęło nagle i niekontrolowanie rozchodzić się po całym jej ciele, a w przednich łapach poczuła mrowienie. Trzepnęła po kolei jedną i drugą, chcąc rozładować dziwną energię i pozbyć się tego głupiego uczucia. To chyba było… Szczęście? Nie, niemożliwe. Wrona nie potrafi być szczęśliwa tak naprawdę szczerze. Chrząknęła, kiedy zorientowała się, że Zimorodkowy Blask wciąż chyba czeka na jej odpowiedź albo chociaż jakąś reakcję. 
– Staram się – mruknęła, tym samym tonem co zwykle.
Tylko… Czy ona się starała? Robiła to, co zawsze, jak zawsze, a niebieski kocurek razem z Kwaśnym i tak zawsze brali wszystko jako dowód ich jakże wielkiej przyjaźni. Przyklejali się, nie dając jej spokoju, a nawet jak próbowała ich odgonić, czy czymś spławić, oni i tak się cieszyli. Może i mają mysie móżdżki, ale może właśnie kogoś takiego potrzebowała Wrona. Kogoś, kto nie odlepi się od niej, choćby nie wiadomo co by się nie działo.
Szylkretka ulokowała się na swoim legowisku z niedawno wymienionego, jeszcze miękkiego nie za mocno ugniecionego, zielonego mchu. Położyła głowę na łapach, wyciągniętych wprzód. Przyglądała się, jak Zimorodek robił to samo kawałek dalej. Ignorowała fakt, że prawie nie było nic widać w tym mroku. Księżyc wciąż był zasłonięty przez gęste chmury, ani jeden maleńki skrawek nieba nie był w stanie przedostać się przez grubą, chmurzystą ścianę. Więc nawet oczy kocurka nie połyskiwały w nocnym świetle, bo go zwyczajnie nie było.
– Następnym razem też was ochronię. I każdego kolejnego razu – zapewniła, opuszczając wzrok – a teraz chodźmy spać, zanim nadejdzie świt i całkiem zrobi się jasno, bo wtedy już się nie da spać. A ja jestem zmęczona po tej nocy.
Niepotrzebnie się nad tym rozwodziła, ale chciała ukryć zawstydzenie swoimi poprzednimi słowami.

<Zimo?>

12 lipca 2021

Od Wroniej Łapy (Wroniego Wrzasku) CD Kwaśnej Łapy (Kwaśnego Języka)

 Wypuściła z siebie długie, przeciągłe, zrezygnowane westchnienie.
– Już nic nie musisz. Po prostu pójdę z tobą już, zaprowadź mnie tam. Mam tylko nadzieję, że jest to w ogóle warte mojej uwagi.
I podniosła się ciężko, powoli. Kocurek podskoczył wesoło, niemalże rzucając się jej do szyi, czego ledwie uniknęła poprzez gwałtowne odsunięcie się. Oh, naprawdę wolałaby polecieć przez te jakże czyste i zachęcające niebo. I jak na złość, akurat nad ich głowami przeleciała niewielka grupka jakichś czarnych ptaków.
Powłóczyła leniwie nogami, za kicającym wesoło Kwaśną Łapą. Śmiesznie wyglądał, cały uradowany i w skowronkach. Ciekawe dokąd chce ją zaprowadzić i co było warte takiego zachodu. W końcu, czarny zatrzymał się, dumnie podziwiając cały obszar przed nimi.
O. Łąka. Cała zakwiecona, pachnąca i kolorowa. A wokół pełno robactwa.
– Zobacz ile tu ślicznych kwiatków! – miauknął Kwaśny, podekscytowany i wyraźnie zafascynowany.
Szylkretka zniżyła łeb, licząc, że dopatrzy się czegoś ciekawszego pośród tego zielska.
– Oh, więc nie mogłeś zerwać kilku i mi przynieść pokazać? – burknęła, trzepiąc ogonem.
– Nie! Nie o to chodzi! Zepsułoby to wszystko!
– No dobrze, dobrze. To… Co chcesz teraz z nimi zrobić?
Bo po coś chyba tu przyszła, nie zamierzała tylko oglądać tych durnych kwiatków.
– Będziemy robić wianki.
– Wianki?
– No tak! Trzeba spleść ze sobą dużo kwiatków, żeby powstała ozdoba na głowę.
– Obawiam się, że ani ja, ani ty nie potrafimy robić takich rzeczy.
Brat nie ustępował. Oparł przednie łapki na barku arlekinki i potrząsnął nią lekko.
– Spróbujmy chociaż!!
Wokół łąki rozległ się gardłowy pomruk niezadowolenia. Nie widziało jej się bawienie z kwiatkami, ale co innego mogła zrobić? Może Kwaśny szybko zrozumie, że nie potrafi i Wrona będzie mogła śmiać się z jego porażki. Jednak on już skakał wśród traw i kwiatów, uradowany zrywając coraz to ładniejsze. Kilka podetknął jej pod łapy. Westchnęła. Trąciła je łapą, aby lepiej zobaczyć co tam przyniósł. Parę stokrotek i maków. Pf, sama zbierze ładniejsze. Rozejrzała się. Intensywny zapach drażnił jej nos, a słońce zmierzające ku zachodowi przyjemnie grzało w pyszczek. Dużym minusem były owady, które co chwilę obijały się o jej ciało, a czasem nawet atakowały jej uszy, próbując wejść do środka. Trzepnęła uchem, aby je przegonić. Jej uwagę przykuł okazały, intensywnie fioletowy chaber. A wokół niego kilka innych. Podeszła do nich jakby od niechcenia i chwytając każdego z osobna w swoje białe ząbki, powyrywała je z ziemi może tylko odrobinkę zbyt agresywnie i tylko ciut zbyt gwałtownie. Więcej nie chciało jej się szukać, więc wróciła do tych stokrotek i maków od Kwaśnego. I co teraz…? Przysunęła jeden do drugiego. Tak nie wystarczy? Zerknęła za siebie, wzrokiem szukając swojego brata. Siedział w trawie z ogonem wysoko w górze, wyglądał, jakby ciężko pracował nad swoim wiankiem, zbyt zajęty, aby przejmować się otoczeniem. Jednak nagłe drgania jego ogona i ciche, stłumione jęki zawodzenia dawały Wronie do zrozumienia, że nie idzie mu najlepiej. Pokręciła głową i wróciła do swoich kwiatów, wsadzając w nie nos.
– Co robiiiisz? Jak ci idzie? – irytujący głos zabrzęczał nad jej uchem.
– No, mysi móżdżku, kazałeś mi robić wianki to robię wianki, nie? Ty już swoje zrobiłeś, że do mnie przylazłeś?
Coś błysnęło w jego oczach, popędził z powrotem w trawę i wrócił z kępką roślinek w pysku.
– Zróbmy razem…
Czyli miała rację, że mu też nie wychodziło. Kiwnęła głową tylko raz. I przytrzymała łapą kwiatki, aby spróbował łodyżki jakoś poprzekładać ze sobą drugą, chociaż tak, żeby jakkolwiek się trzymały. Kwaśny podał jej kolejnego, ale zanim zdążyła go chwycić, poprzednie rozplątały się, niwecząc cały jej plan.
– Aah, to bez sensu!
Wbiła w biedne rośliny swoje pazury, następnie je rozrywając. I znowu i znowu, coraz szybciej i z większą furią.
– N-nie! Nie rób tak! – jęknął żałośnie uczniak, wręcz błagając, aby przestała.
Przecież to tylko trzy kwiatki! Jak będzie chciała, to zepsuje więcej.
– Nie uda nam się, rozumiesz? Mamy zbyt nieporęczne łapy. Może… Po prostu wsadzę ci je w te futro pojedynczo – mruknęła z pozoru szorstko, wciąż zła, choć mimo wszystko, gdzieś głęboko w środeczku, chcąc dobrze dla brata.
Mogła jednak przysiąc, że gdyby koty potrafiły się czerwienić, ona byłaby teraz soczystym burakiem.

<Kwaśny? :blush_pigwa:>

10 lipca 2021

Od Wroniego Wrzasku CD Zimorodkowego Blasku

 Żałosne i… Dziwne. Imprezka? Kocimiętka? Dzisiejsza noc należała do nich? Że też dała się tu zaciągnąć.
Jęknęła przeciągle.
– Muszę?
– Tak!! Oczywiście, że musisz! Chodź, chodź, chodź! – miauczał podekscytowany Zimorodek, kicał wokół niej i popychał do przodu.
Zaparła się, wbijając nawet swoje pazurki w ziemię. Jednak nie na długo, bo po chwili przepychania w końcu odpuściła. I tak nie wygra z upartością Zimorodka. Chyba że by na niego nakrzyczała, ale nie miała akurat na to ochoty. Niech ma, niech się cieszy z jej obecności. I niech na nic więcej nie liczy.
Już niebawem z każdym uderzeniem serca przybywało coraz więcej "gości" i chociaż może nie było ich wcale tak wielu, to dla Wroniego Wrzasku mimo wszystko zdecydowanie za dużo. Zaczęło się robić coraz mniej znośnie, więc, korzystając z tego, że inni byli zajęci sobą, czmychnęła gdzieś na ubocze i tam się ulokowała, siadając wygodnie. Już nie zamierzała się stamtąd ruszać. No, dopóki nikt nie będzie zwracał na niej uwagi, będzie całkiem do wytrzymania. Popatrzy na nich, niczym ta jedyna osoba w klubie, która nie pije. Czyli sztywniak.
A zupełnie przestało być zabawnie, kiedy tylko Zimorodek z Kwaśnym zaczęli zachęcać wszystkich do kocimiętki. Oczywiście, wszyscy skuszeni słodkim zapachem, zaraz ulegali. Zaraz zaczną zachowywać się jak zwierzęta.
O, nie, zauważyli ją. Idą do niej. Zaraz tu przyjdą, podtykać jej to zielsko pod nos.
– Heeeeej Wrona! Co tak siedzisz, baw się!
– Może chcesz trochę kocimiętki, na pewno lepiej się zabawisz!
Westchnęła, wywracając ciężko oczami.
– Nie.
Zdziwili się jej reakcją, widać było po ich pyskach i zawiedzionym wzroku.
– No weeeź, na pewno? Zobacz, jak pięknie pachnie!
I Zimorodek podetknął jej parę listków pod nos. A nie mówiła? Zmarszczyła nos, nieugięta.
Nie ulegnie im. Jest silniejsza.
– Mówię, że nie.
– Nie umiesz się bawić!
– Nie umiem.
Jęknęli smutno i odeszli z wolna. Nie sądziła, że tak szybko odpuszczą, już zaczynała się bać, że zechcą ją nauczyć "się bawić".
Już niebawem mogła obserwować zabawne zachowania kotów pod wpływem kocimiętki. Niektórzy gibali się wesoło w rytm wyimaginowanej melodii, inni rozmawiali żywo o niestworzonych rzeczach. A Wrona jak siedziała, tak dalej siedziała. Zaczynało ją to wszystko nudzić. Zniżyła się do pozycji pół-leżącej, jednak wciąż bacznie obserwowała otoczenie.
Jednak jej spokój nie trwał długo. Zimorodek znowu zmierzał w jej stronę.

<Zimo?>

04 czerwca 2021

Od Wroniego Wrzasku CD Iskrzącego Kroku

 Nie dość, że Iskrzący Krok przestała jej słuchać, to teraz jeszcze zmienia temat na taki niewygodny! Zmarszczyła lekko nos, próbując ulotnić swoją irytację. Nie mogła się przyzwyczaić, że jej relacje z siostrą już nie polegały na nienawiści i że może chcieć dla Wronki dobrze. Bo troska to chyba normalna rzecz, prawda?
– Aah, nie byłam, no! Nic mi nie jest przecież – burknęła, tupiąc łapą.
Wstała gwałtownie, chcąc dodać pewności swoim słowom. Szkoda tylko, że uzyskała wręcz przeciwny efekt, bo w momencie, w którym się podniosła, jakoś tak nagle zakręciło jej się w głowie. Zachwiała się, a Iskierka widząc to, pospieszyła do niej, aby ją podeprzeć. Nie pozwoliła jej upaść.
Ta… Nic jej nie było. No! Może na którymś z treningów z Kalinką mocno cisnęły przy wysokiej temperaturze, ale to było już dosyć dawno temu… Uczennica wyglądała wtedy na całkowicie wyczerpaną i przegrzaną, więc poprosiła (tak, poprosiła! Nie przesłyszeliście się!) Sroczą Łapę o zabranie jej do medyka, tak na wszelki wypadek. Sama zignorowała swój stan, bo sądziła, że byle upał jej nie zaszkodzi. I nawet teraz nie przyzna, że się myliła.
– Idziemy z tobą do medyka i to już. Bez dyskusji – powiedziała szylkretka tonem nieznoszącym sprzeciwu, a jej szorstki ton nieprzyjemnie otarł się o uszy Wrony.
– Dobrze, mamo – arlekinka zachichotała.
Wkraczając do śmierdzącego zielskiem legowiska, jej siostra ładnie przedstawiła uzdrowicielom jej objawy, a ona patrzyła na nich nieobecnym wzrokiem, myślami będąc zupełnie gdzie indziej. Zrobiło jej się odrobinkę smutno, kiedy zdała sobie sprawę, że już nie będzie treningów z Kalinką. Nie będzie musiała wstawać z nią razem ze wschodem słońca, nie będzie musiała jej pilnować, a lubiła mieć ją na oku. Teraz młoda sama będzie musiała zadbać o siebie. Była dorosła.
A Wrona dzielnie przyjęła jakieś roślinki, mające za zadanie jej pomóc. Postarała się skupić wzrok na siostrze.
– Będę tęsknić za Kalinką – wypaliła.
Ale przecież ona nie umarła, nadal jest w Klanie Klifu, ba, nawet śpi w tym samym legowisku co Wroni Wrzask. Kto jej powie, że relacje z uczniem nie muszą się kończyć wraz z treningiem?

<Iskierko?>

Wyleczeni: Wroni Wrzask

02 maja 2021

Od Wroniego Wrzasku CD Iskrzącego Kroku

 Ah tak, powinna przewidzieć zachowanie siostry. To logiczne, że była teraz niechętna, kiedy ciągle wcześniej Wrona tylko jej dokuczała, a nagle zaczęła zgrywać idealną siostrzyczkę. Ale zrozumiała swoje błędy dopiero wtedy, kiedy rzuciła się na głęboką, niezbadaną wodę z tą idiotyczną propozycją. Jak więc to wszystko naprawić? 
Nie zwróciła uwagi, że przez kilka uderzeń serca bezwiednie wpatrywała się w swoje łapy. Już chciała odejść gdzieś w kąt legowiska wojowników i zacząć burczeć na wszystko dookoła jak wcześniej miała to w zwyczaju, ale wtedy Iskrzący Krok się… Zgodziła? Że co? Już zdążyła pogodzić się z porażką. Aż spojrzała na szylkretkę, zaskoczona. Wciąż widać było w jej oczach tą niechęć. Jednak… Ostatecznie przystała na jej propozycję, a to już coś, prawda? Chciała się uśmiechnąć, ale powstrzymała się, nie wiedząc, czy to odpowiedni moment. Chyba jeszcze nigdy nie uśmiechała się szczerze, nie wiedziała nawet, czy jej wyjdzie. 
Znowu stała te kilka uderzeń serca w bezruchu. W końcu kiwnęła Iskierce głową i poprowadziła ją ku wyjściu z obozu. Obejrzała się raz, aby upewnić się, że ta za nią idzie. 
Poza obozem było całkiem przyjemnie dla oka i organizmu. Mróz Pory Nagich Drzew odpuszczał, a zieleń coraz łatwiej było napotkać co kilka kroków. Wracały ptaki i inna zwierzyna wychodziła ze swoich nor. A ten dzień był wyjątkowo przyjemny. Żadnego deszczu, nawet prawie żadnej chmury na błękitnym niebie, tylko lekki wiatr co jakiś czas plątał się między futrami córek Lisiej Gwiazdy. I wśród nich dwóch ta ogłuszająca, przeszywająca od stóp do głów, cisza.
Niezręcznie.
Otworzyła pysk, jednak nie wiedziała, od czego zacząć. Zwykła rozmowa o niczym, jak gdyby nigdy nic, nie wchodziła w grę, prawda?
– Ja… Ja chciałabym… – o nie, to trudne słowo – przeprosić. Za wszystko, za każde moje nieprzyjemne zachowanie, za uprzykrzanie ci życia bez większego powodu. Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie, ale wydaje mi się, że dojrzałam i chciałabym chociaż spróbować naprawić stosunki między nami. Wiem, że nie da się tak od razu, ale daj mi szansę. Proszę – słaby, wręcz niepewny głos, licho wydobył się z jej krtani, jakby wcale nie chciał, aby go usłyszano. 
Spuściła łeb i zacisnęła powieki. Ta, jeszcze przed wyjściem z obozu myślała że wszystko będzie takie proste. Myliła się! W życiu jeszcze nie mówiła tak poważnie. Odpowiednie słowa były trudne.

<Iskierko?>

Od Wroniego Wrzasku CD Zimorodkowego Blasku

 Ledwie powstrzymywała się od nagłego parsknięcia śmiechem, ale nie mogła nie przyznać, że bawiła się wręcz wyśmienicie. Była naprawdę ciekawa, skąd wytrzasnęli tego biednego kociaka. Bo co jak co, ale w tę całą magię drzew w życiu nie uwierzy. Miała jeszcze rozum. Całkiem zdrowy!
– Oh tak, jest piękny. Na pewno jak tylko będę miała wolną chwilę, znajdę mu jakąś godną niego zabawkę. – Pokiwała z przekonaniem głową.
Jak dobrze, że te dwa mysie móżdżki nigdy nie wyczuwają ironii. Uśmiechnęła się krzywo, nie do końca szczerze, jak to miała w zwyczaju. Usiadła i owinęła ciasno swój dwukolorowy ogon wokół białych łap, wpatrując się w Słodkiego Małego Zimorodka Bąbelka Juniora. Tak to było? Nie, coś na odwrót. Wpatrywała się w Małego Słodkiego Bąbelka Zimorodka Juniora. Tak, dokładnie. Uświadomiła sobie, że została "ciocią" i znów prawie nie utrzymała śmiechu w gardle.

*Bąbelek jeszcze dalej kociakiem*

No, obiecała, że przyniesie coś temu dzieciakowi Zimorodka i Kwaśnego, to teraz musi się z tego wywiązać. Nieźle się wpakowała, bo nie dość, że nie miała pomysłu, co takiego mogłaby podarować kociakowi, to jeszcze wizja integracji z nim samym również nie wydawała się kusząca. Nie lubiła bachorów. A ten wydawał się równie mało inteligentny, co jego rodzice.
Specjalnie nawet wyszła z obozu, żeby wypatrzeć jakiś przedmiot nadający się na zabawkę. Jednak nie była Sroką, a tylko Wroną! Nie miała do tego dobrego oka.
Nagle coś spadło jej na nos. Kichnęła, a zielonkawe, lśniące piórko opadło swobodnie pod jej łapy. Właśnie przed uderzeniem serca nad jej łbem przeleciał dzięcioł o tym samym kolorze. Nigdy wcześniej takiego nie widziała. Idealnie. Jakież miała szczęście, że rozkwitała Pora Nowych Liści. Chwyciła ostrożnie pióro w swe ostre zęby i pognała żwawym, dumnym krokiem z powrotem do obozu. 
Wpełzła do nory przeznaczonej kociarni. Zabawne, nie spodziewała się, że natrafi akurat teraz na obu "rodziców".
– Cześć chłopaki – mruknęła przez zaciśnięte na piórku kły, następnie podchodząc i zwracając się do malucha – patrz, mam coś dla ciebie.
I położyła obiekt przed łapkami kocięcia, dodatkowo podsuwając go nosem. Wyprostowała się. Miała nadzieję, że więcej nie będzie musiała nic robić dla tego dzieciaka.
– Duży on już jest, niedługo zostanie uczniem. Myśleliście już nad jego imieniem? Wątpię, że lider pozwoli zostawić mu… – starała się przypomnieć, jak to szło, ale się poddała – jego obecne.

<Zimorodku? Dobra ze mnie ciocia?>

02 kwietnia 2021

Od Wroniego Wrzasku CD Iskrzącego Kroku

 Miała ochotę warczeć pod nosem na tą zarozumiałą smarkulę, kiedy patrzyła, jak ta była chwalona przez Lwią Grzywę. No też mi coś! I ujdzie jej to na sucho, mimo tego, że Wrona czuła, iż ta coś kręci. Przecież gdyby szła tylko na polowanie, widziałaby ją w wyjściu z obozu, w końcu całą noc musiała tu siedzieć. Z drugiej strony, może lepiej się nie przyznawać, że jej siostrze udało się wymknąć niezauważenie, bo byłoby na Wronę, że zawaliła i nie nadaje się na wojowniczkę… Więc tylko zniżyła rozeźlona łeb, machnęła dwa razy swoim puszystym ogonem i pozwoliła futrze na karku się zjeżyć. Jeszcze zobaczą…

***

Jednak jakoś tak wyszło, że Wroni Wrzask nieco się uspokoiła. Nie miała czasu fukać na innych tak często, jak to czasem bywało, a coraz częściej zdarzały się wschody słońca, kiedy zachowywała się całkiem znośnie. Może po części zasługę tu miał fakt, że nareszcie dostała swoją pierwszą uczennicę, która, zamiast denerwować swoim charakterem, częściej rozczulała Wronę uroczym zachowaniem. Ale oczywiście ona nigdy się do tego nie przyzna! I nie patrzyła już na to, że została tak lekceważąco pominięta kilka razy, a jej siostra, Iskrzący Krok, miała swoją okazję aby pomentorować, dużo wcześniej. Właśnie, Iskrzący Krok. Arlekinka już od jakiegoś czasu przestała nazywać ją Lisiczką, nawet w swojej głowie. Dlaczego? A, tak po prostu. Może zaakceptowała to, kim jest? A może nawet trochę żałowała swoich czynów wobec siostry i tego, że tak spartaczyła ich relację? W końcu ma tylko jedną taką siostrę. A wstyd przyznać, ale nigdy nie chciała całkiem odcinać się od rodzeństwa.
Tak więc wykorzystała pierwszą lepszą, niekoniecznie najdogodniejszą, sytuację. Podeszła do siedzącej samotnie, gdzieś na uboczu obozu szylkretki niby od niechcenia, ale oczy świeciły jej radośnie, czego już nie potrafiła ukryć. Zaszła ją od tyłu i otarła się o nią, jakby wręcz uwodzicielsko.
– Heeeej Iskierko~
Kotka, zaskoczona takim zachowaniem siostry, odsunęła się szybko i aż zjeżyła jej się sierść na karku. Nie potrafiła ukryć zdziwienia na pysku.
– Czego chcesz?
Wrona nie myślała, o tym, że Iskierce może się nie spodobać jej propozycja. Nie brała pod uwagę scenariusza, gdzie się nie zgadza. Nie wiedziała, że naprawianie relacji nie jest tak proste, jak jej się wydaje i że trzeba zrobić coś więcej, niż nagle zacząć zachowywać się w porządku, kiedy przez całe życie było się nieznośnym. Bo niby kto mógł jej to powiedzieć, wyjaśnić, nauczyć?
– Nie wiem, cokolwiek. Możemy się gdzieś przejść, możemy sobie po prostu tutaj pogadać…


<Iskierko? Pacz, co jej strzeliło>

02 marca 2021

Od Wroniego Wrzasku CD Zimorodkowego Blasku

 Ohh, sarnę widział? Naprawdę? Temu glupkowi się tak poszczęściło? Ona nigdy nie widziała sarny! Poczuła, jak zazdrość napływa do jej myśli, aż kipiąc uszami. Opanowała się jednak szybko, znów przybierając kamienną twarz. Miała tylko nadzieję, że Zimorodek nie dostrzegł jej chwili słabości.
– Nie wiem, może. Musiałbyś mi ją pokazać, żebym mogła stwierdzić, czy ją znam. O ile jeszcze kiedyś uda ci się ją spotkać – parsknęła na koniec.
W dodatku jeszcze razem z nią, to już w ogóle zadanie niemożliwe. Zwłaszcza, że Wrona nie da się ciągać na każde poszukiwania sarny, na jakie tylko wpadnie Zimorodek. Nie miała ochoty na bezcelowe łażenie w kółko, ale może raz czy góra dwa razy dałaby się namówić. Nie więcej.
– Oczywiście, wytropimy ją! Nie ucieknie nam!
Spojrzała z politowaniem na podskakującego z radości kocurka. Oj, niech już daruje.
– Tak tak, a czy teraz mogę już w końcu zjeść w spokoju swoją nornicę?
Niebieski pokiwał energicznie głową, ale kotka nie zwróciła już na to uwagi. Po prostu zabrała się za piszczkę, zbywając kota machnięciem ogona.

*I cyk pożar*

No i co to miało być, tyle futra sobie zwęgliła! Nie zezwalała żadnej siłę wyższej na wzniecanie jakiegoś tam pożaru! Przenieśli się do jakiegoś zapchlonego lasu, co według Wrony było jeszcze większą głupotą, bo czy drzewa nie ulegają płomieniom jeszcze szybciej? No nic, siłą rzeczy nie miała niczego do gadania. I nie warto było strzępić język na jakieś sprzeciwy. Więc się dostosowała, gryząc się w wargę.
Zauważając Zimorodka, przypomniała sobie o tej sarnie, którą miał znaleźć i jej pokazać. I nie pokazał jeszcze! Mogła tłumaczyć, że może nie było czasu, ale to przecież nieprawda. W dodatku jeszcze ten pożar popsuł jej szyki. A co jeśli ta sarna spłonęła? Nie to, że naprawdę chciała ją zobaczyć…
W dodatku niebieski zaczął się uganiać za tą ślepą kocicą co udaje wojownika! Niedorzeczność. Myślała, że nikt nie widział, jak potyka się o własne łapy? 
– AaH! 
No, i wpadła. Na kogo? Na Zimorodka oczywiście! Otrzepała się szybko, zerkając kątem oka na kocurka.
– Ah, to ty. Gdzie idziesz?

<Zimo?> 

17 stycznia 2021

Od Wroniej Łapy (Wroniego Wrzasku) CD Iskrzącego Kroku

Słysząc pytanie koteczki, aż jej się śmiać zachciało. Ledwo powstrzymała się od parsknięcia gromkim śmiechem.
– Może – mruknęła, wykrzywiając pysk w szyderczym uśmiechu.
Jej ogon zaczął się delikatnie kołysać, jakby bardziej w rytm jakiejś melodii niż negatywnych emocji.
– O co ci chodzi? Chcesz się teraz kłócić? 
Wywróciła dużymi oczami z cichym, może tylko lekko naciąganym westchnięciem.
– Po prostu dziwię się, jak taka niedorajda jak ty zyskała stołek wojownika szybciej niż JA – położyła sobie łapę na piersi – i tyle. Nic wielkiego, prawda? – udawany niewinny głosik musiał drażnić Lisiczkę, było to widać.
A, nie, wróć. Iskrzący Krok.
Patrzyły sobie prosto w oczy. Żadna nie ulegała, wystarczyłaby iskierka, a buchnąłby ogień. Tylko że Wronia Łapa z uśmiechem, a jej siostra z grymasem, zaciskając zęby i tuląc uszy. Była pewna swojej pozycji, więc nie miała powodów do zdradzania teraz swojej wewnętrznej złości i urazy.
– No, odpuść. Chcesz się teraz kłócić? – mruknęła miękko, cytując słowa siostrzyczki.
Ta odwróciła wzrok. Wrona wygrała.

***

No, nareszcie! Mordercze treningi i zabójczy upór jednak na coś się opłaciły. Stała triumfalnie przy boku liderki, z wyższością spoglądając na zebrane wokół nich koty. Czekała na te słodkie, piękne słowa. Wreszcie, donośny głos kocicy rozległ się wśród reszty.
– Ja, Berberysowa Gwiazda, przywódczyni Klanu Klifu, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tą uczennicę. Trenowała pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam ją wam jako kolejnego wojownika. Wronia Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia?
– Przysięgam – odparła młoda, jakby to było oczywiste. Bo czyż nie było?
– Mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. Wronia Łapo, od tej pory będziesz znana jako Wroni Wrzask. Klan Gwiazdy cieni twój upór i wytrzymałość, oraz wita cię jako nowego wojownika Klanu Klifu.
No, koniec regułki. Dotknęła barku Berberysowej, tak, jak nakazywała tradycja, jednak z lekkim grymasem na pyszczku. Nadstawiła uszu na koty, wykrzykujące jej nowe imię. Cóż, chyba pasowało. Nie mogła się powstrzymać, żeby wytknąć język w stronę Iskrzącego Kroku, którą dostrzegła stojącą gdzieś na uboczu.
Teraz nie masz już jak fikać.


<Iskrzący Kroku? Khy khy gnioot>

Od Wroniej Łapy CD Kwaśnej Łapy

 Spojrzała z politowaniem na brata. Naprawdę? Zapomniał? Ledwie tu podszedł! Westchnęła, zrezygnowana.
– No to pomyśl to może ci się przypomni – miauknęła lekko prześmiewczym tonem.
Czekała. Patrzyła raz na niego, a raz na swój radośnie bujający się ogon. Podziwiała, jak jej piękna, długa sierść faluje w takt jego ruchu.
– Uderzenie serca już dawno minęło.
Przez tą całą chorobę i uziemienie w obozie szansa na to, że spotka się Wronkę w chociaż neutralnym humorze, praktycznie zniknęła. Fuknęła w stronę dalej zamyślonego brata, który wyglądał, jakby od nadmiaru wysiłku procesory w jego malutkim móżdżku miały się zaraz przegrzać i zacząć dymić.
– Idź już. Jak ci się przypomni to wtedy mi powiesz.
I to było ostatnie ostrzeżenie. Podeszła do niego i siłą zaczęła odpychać, byle dalej od niej.

***

Dni mijały jej na treningowej rzeźni, której pod żadnym pozorem nie zamierzała zatrzymać. Nie przeszkadzało jej to, bo chciała zrobić wszystko, żeby nie czuć się gorszą od Lisiczki. I chyba robiła w końcu jakieś postępy! Nauczyła się już w miarę polować, a i z walką nie szło jej tak źle jak na początku. Czuła, że jej wielką chwila zbliża się ogromnymi krokami i jest już tuż-tuż.
Teraz, leniła się w ostatnich promieniach słońca tego dnia, już jakiś czas po treningu. Siedziała i obserwowała klanowe koty, krzątające się w rutynowych czynnościach. Delikatne, ciepłe promyki tańczyły na jej futrze, a pomarańczowe niebo dawało taki odcień całemu obozowi. I wtedy poczuła gorący oddech na swoim karku. Aah, czy on zawsze musiał podchodzić tak blisko? Czuła, że jego czarno-biała sierść za chwilę wejdzie jej do nosa. No nic się nie nauczy, nic.
– Hej! – przywitał się, prawie krzycząc jej nad uchem.
Chociaż… Gdyby tak się zastanowić, to w miarę upływu czasu, Wrona przestała postrzegać Kwaśnego jako wroga. Był głupiutki i irytujący, ale przez to też śmieszny. Tolerowała jego towarzystwo, jednak miała swoje granice przestrzeni osobistej. Odsunęła się powoli.
– Cześć.


<Kwaśny? Wybacz gniota aaą>

13 stycznia 2021

Od Wroniej Łapy CD Zimorodkowej Łapy (Zimorodkowego Blasku)

 – Oh, lubisz patrzeć, jak latam? – westchnęła teatralnie, przewracając przy tym swoimi soczyście brązowymi oczętami i powoli, krok za krokiem stawiając zgrabne łapy w niemalże jednej linii, zatoczyła ciasne kółko wokół Zimorodka.
Natychmiast pokiwał energicznie łbem, lekko otwierając pyszczek jakby z zachwytu.
– Zatem stój w miejscu i patrz.~
Miała nadzieję, że kocur posłucha i pomimo swojego małego móżdżku w tym miejscu zostanie, bo inaczej jej mini-plan nie wyjdzie. Nie czekając już ani uderzenia serca dłużej, puściła się biegiem przed siebie, wprost na wcześniej wskazany przez niebieskiego pagórek. Przebierała łapami jak szalona, a jej prędkość wzrastała równie szybko, jak łomotało jej serce. I… Skoczyła. Jak najmocniej wybijając się z tylnych łap, żeby zyskać jak najwięcej na wysokości. Czuła, jak zawisła na ułamek uderzenia serca w powietrzu, a świat na ten jeden ułamek całkiem się zatrzymał. Z perspektywy Zimorodka musiało to wyglądać majestatycznie, bowiem nie na co dzień widzi się koty w powietrzu, dodatkowo na tle pełnego, wielkiego, jasnego słońca i szeroko rozpościerających się zielonych traw na dole, a daleko w tle malujących się śladowych ilości wysokich drzew, gdzieś tam na horyzoncie. Sama Wrona czuła się wspaniale. Taka… Wolna. 
Problem zaczął się, kiedy lot w górę zamienił się w lot w dół, czyli kotka zaczęła spadać. Jednak, w miarę możliwości, przybrała taką pozycję, że wyglądało to na zamierzone. A przynajmniej tak, żeby Zimorodkowa Łapa tego nie załapał. Chwilę potem nastąpiło bolesne zderzenie się z ziemią i w akompaniamencie zduszonych jęków ciało kotki poturlało się zadziwiająco szybko aż na sam dół pagórka. Uczennica czym prędzej wstała chwiejnie i potrząsnęła głową, aby pozbyć się jej zawrotów. Otrzepała się z brudu i piasku. Miała mało czasu, wiedziała, że kocurek zaraz tu podbiegnie. Więc, ruszyła cichym truchtem pod podnóże pagórka i zaczęła go okrążać, jednak na tyle wolno, żeby kocur nie zdążył jej zobaczyć. Słyszała, jak wbiega na szczyt i ją woła. Jednak ona zdążyła już na tyle obejść wzniesienie, żeby zaraz zajść bicolora od tyłu. Zadowolona wyprostowała się dumnie i postąpiła jeszcze kilka kroków w przód, a uczeń zbyt zajęty nawoływaniem jej, nawet nic nie usłyszał.
– Stęskniłeś się, że mnie tak wołasz? – mruknęła z uśmiechem na pysku, mrużąc lekko oczy.
Zaskoczony Zimorodek podskoczył z ekscytacji i obrócił się w jej stronę.
– Wrona!! Jak to zrobiłaś?! – zawołał, niemalże rzucając się jej na szyję.
Odepchnęła go ruchem łapy.
– Podobało się?

***

Wróciła niedawno z męczącego treningu, cała w brudzie i posklejanym od niego futrze. Niedobrze jej się robiło na myśl, że będzie musiała to wszystko myć. Naprawdę starała się z tymi treningami! Sapnęła zmęczona, kołysząc lekko łbem. Podeszła ciężkimi krokami do stosu ze zwierzyną. Pora Nowych Liści nadeszła niedawno, więc nie był tak ubogi jak jeszcze jakiś czas temu. To dobrze. Wybrała sobie niewielką nornicę i podrzucając ją najpierw, chwyciła w białe kły. Odeszła kawałek i ułożyła wygodnie na świeżej, dopiero co wyrośniętej, soczyście zielonej, krótkiej trawie. Jednak nie zdążyła wziąć nawet kęsa, a coś na horyzoncie zakłóciło wszechobecny spokój.
Zimorodek.
Biegnący w jej stronę z wielkim wyszczerzem na pyszczku.
Oh, żeby tylko postępy w treningu szły jej tak szybko, jak znika jej dobry humor!

<Zimorodku?>

07 stycznia 2021

Od Wroniej Łapy CD Szczawiowego Liścia

 *daaaawno temu*

Jej pierwszy trening właśnie się zaczynał! Zerwała się na równe nogi, gotowa zaprezentować swój potencjał z jak najlepszej strony. Przywitała się uprzejmie z Szczawiowym Liściem, swoim mentorem, żeby tylko nie podpaść.
Okazało się, że ten trening był strasznie, potwornie nudny. Ale Wrony to nie złamało! Dziarsko dotrzymywała kroku mentorowi, dumnie trzymając głowę i puchaty ogon wysoko w górze. Mijając kolejne granice, zapewniała, jak skopie dupsko temu, kto tylko ją przekroczy na jej oczach.
 
***

Szkoda, że ilość zapału i chęci nie przekładała się na umiejętności. Z polowaniem może nie miała takich problemów, ale im trudniejsze były wyzwania, treningi, czy nawet rodzaje zdobyczy, tym częściej okazywało się, że Wronia Łapa wcale nie jest taka świetna jak sama siebie maluje. Walka w ogóle jej nie szła. Ile by się nie starała, mentor zawsze ją powalał, zawsze wygrywał. Starał się ją motywować, ale przecież ona była zmotywowana! Nawet bardzo! Tak zawzięcie starała się być najlepsza, że każda jej kolejna porażka była jak cios w kolano. Dodatkowo sprawy się pogorszyły, kiedy usłyszała, że ta niedorajda Lisiczka została wojowniczką wcześniej niż ona! To dopiero był skandal. Teraz Wrona nie odpuści, choćby miała ćwiczyć do nocy i mdleć na treningach. 
Ustawiła się w odpowiedniej pozycji, czekając w gotowości na każdy ruch jej mentora. Zacisnęła zęby we wściekłym grymasie, biały na karku, a szylkretowy na ogonie włos zjeżył się, aby dodać kotce groźniejszego wyglądu. Jasne, cienkie, ale ostre jak kolce pazurki lśniły w słabym słońcu, podobnie jak śnieg odbijał promienie. Jaka szkoda, że nie mogła ich wykorzystać. Schowała je krótko po tej małej demonstracji jej wyimaginowanej siły. Jeszcze uderzenie serca a wyskoczy ono jej z piersi, jeśli nic się nie zadzieje! 
Dobra, nie spodziewała się, że jej prośby zostaną wysłuchane. Za szybko! Nie zdążyła zrobić uniku. Liliowa, silna łapa mocno zamachnęła się w jej stronę, uderzając ją w głowę. Zdezorientowało ją to. Szczaw wykorzystał ten fakt i śmiałym ruchem podciął jej nogi, aż ta upadła z gruchotem w śnieg. No nie! 
– No dajesz Wrona, co z tobą? Tak łatwo dajesz się powalić? Postaraj się bardziej! – zawołał Szczawiowy Liść, niby motywacyjnie, ale kotka wyczuła w jego głosie coś na wzór pretensji.
Podniosła się równie szybko co upadła. Fuknęła pod nosem na tą małą porażkę.
– Staram się! Ale mi do cholery nie wychodzi! Nie potrafię, nie ważne jak bardzo bym chciała! – sapnęła z wyrzutem do samej siebie.
Złość buzowała w jej ciele. A Szczawik chyba nie spodziewał się jej wybuchu. Wrona nie czekała na sygnał rozpoczynający kolejne starcie. Rzuciła się z wrzaskiem na kocura, który, nieprzygotowany na atak, nawet nie miał jak się obronić. Ugiął się pod jej ciężarem, tak, że uczennica była w stanie przycisnąć go do ziemi. Zawiesiła łeb tuż nad tym jego, z szybkimi, urywanymi oddechami dysząc i ukazując mu białe, jak ten śnieg w którym leżał, kły. Wciąż przy tym nie robiąc mu jednak krzywdy. Chwilę trwało, zanim kotka się opanowała. Kiedy jednak to się stało, wyprostowała się i dała kocurowi trochę przestrzeni. A nawet podała łapę! Wyżyła się, starczy jej.
– Wybacz – chrząknęła krótko, otrzepując futro.
Miała nadzieję, że kocur wie, iż takie słowa nieczęsto padają z jej pyska.

<Szczaw?>

07 grudnia 2020

Od Wroniej Łapy CD Lisiej Łapy

 – Cześć kupo futra – mruknęła, podchodząc do siostry. 
Hm, nie miała dzisiaj za dobrego humoru, jednak Szczawiowy Liść, jej mentor, powiedział jej z samego rana, że będą dzisiaj ćwiczyć wspinanie na skały razem z Lisią Łapą. A z Lisią łapą oznaczało również z Lisią Gwiazdą. I to napawało ją chęcią do działania. Była zmotywowana, aby zabłysnąć. 
Zerknęła na Lisiczkę. Widziała w jej żółtych jak popołudniowe słońce oczach… Strach? Tak, to chyba było to. W myślach wyśmiała ją, jednak nie okazała tego na zewnątrz. Po chwili zwróciła swoje spojrzenie w stronę niemałej góry, malującej się w całej swojej okazałości tuż przed nimi. Oczami wyobraźni już widziała siebie na samym szczycie, a z dołu gratulujących jej mentorów i siostrę. 
– Zaczynamy – głos któregoś z kocurów wyrwał ją z głębokiego zamyślenia. 
Wrona poderwała się na równe łapy wręcz natychmiastowo.
– Tak jest! – miauknęła z dobrze słyszalną pewnością siebie w głosie.
Bez dalszych, zbędnych słów czy wahań, wskoczyła na pierwszą skałę. Nie oglądała się za siostrą. Chyba nie były to wyścigi, ale nawet jeśli tak by było, Wrona była pewna, że ma większe szanse i wygrałaby bez problemu. W końcu co takie wystraszone stworzonko, jakim była Lisiczka, mogło osiągnąć? Na pewno mniej niż Wronia Łapa. Oczywiście tylko według niej samej. 
Niezaprzeczalnie szło jej całkiem nieźle.

*skip do czasu gdzie Lisiczka zdrowiała czy coś*

Jęknęła przeciągle, jakby z wyrzutem do całego otaczającego ją świata. Nudziło jej się niemiłosiernie, odkąd w klanie zapanowała epidemia tego całego czerwonego kaszlu czy czegoś. Zrezygnowana, podeszła do swojej siostry – Lisiej Łapy. Podobno było już jej lepiej, ale to niezbyt obchodziło Wronią Łapę. Chyba nie mogła za bardzo się do niej zbliżać, ale co jej tam. Chwila miłej albo niemiłej rozmowy nie zaszkodzi.
– Heeej Lisku co rooobisz, nudzę się – rzuciła, zauważając szylkretkę.


<Lisiczko? Wybacz gniota>

05 listopada 2020

Od Wroniej Łapy CD Zimorodkowej Łapy

 Spojrzała zdegustowana na robaka wijącego się w łapie Zimorodka.
– Nie, dzięki – odmówiła z cichym śmiechem.
Miała ochotę mocno walnąć się w łeb. Nie pomyślała, że teraz ten niespełna rozumu kocur będzie jej wciskał robaki przy każdej okazji. Trzepnęła łaciatym ogonem o suchą ziemię. Cóż, będzie zabawnie, jeśli nie wymyśli czegoś dobrego na wymówkę od jedzenia owadów. 
Nagle przeturlała się kawałek od Zimorodka i wstała na równe łapy. 
– Gdzie idziesz? – zaraz z powrotem kocurek podszedł do niej, wręcz dysząc jej w szyję.
– Czy możesz się chociaż troszeczkę odsunąć? – wywróciła oczami. 
Niebieski pokiwał kilka razy energicznie łbem, postępując krok w tył.
– Dziękuję – pisnęła praktycznie przez zęby.
Zadarła łeb do góry. Musiała się zastanowić, co zrobić, żeby Zimorodkowa Łapa zapomniał o karmieniu jej insektami. To nie powinno być trudne…
Zrobiła kilka pewnych siebie kroków, jakby była strażnikiem pilnującym granicy. Podnosiła wysoko wyprostowane łapy, co jakiś czas obracając się na pięcie, aby iść w innym kierunku. Ignorowała uczniaka, który nie odstępował jej na krok. Wrona gwałtownie zatrzymała się w półkroku. Zimorodek wpadł na nią, a ta o mało się nie przewróciła. Szybko jednak złapała równowagę i przyłożyła tylko puchaty ogon do pyska kocurka, nakazując tym samym ciszę. Zastrzygła uszami. Czuła… Mysz! Od razu zniżyła się na łapach i posunęła się do przodu. Miała nadzieję, że jej cętkowany kolega zostanie na swoim miejscu. Cóż, na nadziejach się skończyło, bo, jakżeby mogła się tego spodziewać, Zimorodek łapa w łapę szedł za nią. Westchnęła. Nie miała już czasu na prostowanie swojego komunikatu o ciszy. Skupiła się na polowaniu.
Pamiętaj, tak jak uczył cię Szczawiowy Liść!
Skoczyła, i…
Nie ma! 
– Gdzie ona jest? – warknęła niezadowolona i nieco zaskoczona.
– Pewnie pod ziemią! – odparł kocurek, jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie.
Podszedł jeszcze bliżej szylkretki i zaczął rozdrapywać pazurami ziemię pod nimi.
– Pod ziemią? Dlaczego niby pod ziemią?
– Robaki chowają się w ziemi przecież.
Ah, tak. On pewnie myślał, że Wrona poluje na robactwo.
– Chodziło mi o tą mysz co się tu kręciła – sprostowała, wywracając orzechowymi oczętami.
Widząc zmieszany wzrok bicolora, po raz kolejny już tego dnia głęboko westchnęła.
– Ja jestem taką lepszą wroną. Drapieżną. Poluję na to co wy, koty, a robaki zjadam okazyjnie – wymyśliła na poczekaniu, groźnie machając pazurami w powietrzu dla zademonstrowania swojej drapieżności.

<Zimorodku?>

04 listopada 2020

Od Wronki (Wroniej Łapy)

 *chwilę przed mianowaniem*
Wstała energicznie na równe łapy, szturchając może trochę za mało delikatnie Kwaśnego i Lisiczkę. Ona wiedziała, pamiętała co się tego wschodu słońca szykuje, a te dwie kupy futra pewnie zapomniały! Jak oni mogli leżeć bezczynnie i się nudzić w taki dzień! Machnęła kilka razy ogonem, widząc, że jej starania nie przynoszą rezultatów. Zaczęła przebierać łapami w miejscu.
– Aaah noo, wstawajcie! – oparła po jednej przedniej łapie na każdym z rodzeństwa.
Szturchnęła znowu. I mocniej.
Ha! Zadziałało! 
– Co się dzieje…? – zaspanym tonem jęknął Kwaśny i obrzucił siostrę niezwykle nieprzytomnym spojrzeniem.
Wrona wciągnęła szybko i gwałtownie więcej powietrza.
– Co się dzieje? Co się dzieje?! No jak to co? No mianowanie! Na ucznia! Będziemy dzisiaj uczniami! – podskoczyła podekscytowana w miejscu.
Widać było, że szylkretka się cieszyła. Zwykle aż tak nie okazywała emocji. Przekrzywiła łeb, nie widząc ze strony rodzeństwa takiego entuzjazmu. A nawet… Nie widziała go prawie wcale. Phi, nie znają się. Ona była zadowolona, że nie będzie musiała już grzać tyłka w żłobku i znosić widoku innych kociaków. Będzie wolna! No, prawie. Ah, i będzie mogła w końcu lepiej wykazać się przed tatą! 
– Jest jeszcze trochę za wcześnie na ceremonię – wcięła się nagle Cyprysowa Szyszka.
Arlekinka nagle zwróciła na nią oczy przepełnione jakby zawodem i rozczarowaniem.
– Jak to? Ile muszę jeszcze czekać?
– Niedługo – zapewniła Cyprys, kiwając głową.

Nareszcie! Nareszcie nadszedł ten czas! Tuptała dumnie na samym początku rodzeństwa, bez nawet cienia wahania kierując się w stronę Lisiej Gwiazdy, który właśnie zwoływał klan. Wykrzywiła pyszczek w zawadiackim uśmiechu. 
– Wronko, wystąp – rozległo się po obozie, wśród klanowiczy.
W dodatku ona była pierwsza! Co za cudowny dzień! 
Lider rozpoczął dobrze znaną wszystkim formułkę. A jej mentorem został Szczawiowy Liść! Nie kojarzyła gościa, albo zapomniała, że go poznała. Niemniej, nie przeszkodziło jej to w podbiegnięciu do niego zaraz po uporaniu się z wszystkimi gratulującymi. 
– Hej! Nie mogę się doczekać aż zaczniemy trening – zagadała.
Tego dnia miała niezwykle dobry humor, przydałoby się zaznaczyć. Chciała się dobrze zaprezentować i miała nadzieję, że Szczaw nie rozczaruje się, kiedy jej przejdzie.

<Szczawik?>

13 października 2020

Od Wroniej Łapy

 Księżyce leciały jak szalone a Wronka w tym czasie już zdążyła stać się Wronią Łapą. Cieszyła się, że w końcu mogła opuścić ten nudny i pełen ograniczeń żłobek, gdyż dzięki temu zniknęły wszelkie blokady jej charakteru. W dodatku nie tak dawno temu zniknęła także jej matka – Słodki Język. I szczerze Wrona miała to gdzieś, przecież była to tylko w kółko ględząca, stara kocica. Szylkretka któregoś razu stwierdziła, że tamta może sobie prędzej kija w tyłek wsadzić niż udawać dobrą rodzicielkę. A czy to było słuszne stwierdzenie czy nie, to już nie Wrony sprawa.
Teraz nadeszła Pora Nowych Liści. Śnieg coraz szybciej topniał, ustępując świeżej, krótkiej i młodej trawie. Drzewa powoli przyozdabiały się w malutkie, zielone pączki, a temperatura stawała się znacznie cieplejsza. Wroniej Łapie pasował taki stan rzeczy, poza jednym elementem. Nie było już śniegu, a co za tym idzie – także bitw na śnieżki. Wstyd było jej przyznać, ale od ostatniego Zgromadzenia nawet polubiła ten rodzaj rozrywki. A co gorsza, nie wychodził jej tryb życia, jaki sobie kiedyś zaplanowała. Bycie "zwykłym kociakiem" za bardzo jej się spodobało, więc nie było tu już mowy o żadnym dokuczaniu innym czy nachalnym zdobywaniu atencji i względów dorosłych, jak to wcześniej chciała robić. Jednak już uważała, że dobrze zrobiła, nie wyróżniając się z tłumu. Na razie nie było to potrzebne, bo po co? Mogła co najwyżej starać się zaimponować ojcu, jednak tego też nie robiła. No, trudno. Kiedyś jej się uda.
Bujała ogonem miarowo, w rytm oddechu. Wylegiwała się samotnie, w cieplutkich, popołudniowych promieniach słońca. Nudziło jej się. Wróciła już z treningu z jej mentorem, Szczawiowym Liściem. Westchnęła zrezygnowana. Musiała czekać, aż Kwaśny albo Zimorodek wrócą. Co miała przez ten czas robić? Spojrzała na mrówkę, która właśnie postanowiła przejść się po jej nosie, zezując. Zlizała ją bez wahania i zaśmiała się z własnej głupoty. 
Jakiś kształt zasłonił jej całe słońce.
– Cześć, Wrona! Co robisz? – Zimorodek nachylił się nad szylkretką jeszcze bardziej. 
Obróciła się na brzuch, żeby widzieć swojego rozmówcę.
– Zjadam mrówkę. Bo wiesz, wrony jedzą robaki.
Nie przemyślała faktu, że kocurek weźmie to na serio.

<Zimorodku?>

01 października 2020

Od Wronki (Wroniej Łapy)

*Bardzo, bardzo dawno temu*

Minęło już trochę czasu od momentu narodzin tych trzech, a właściwie czterech, klusek. Dzieciaki Lisiej Gwiazdy już dokazywały we wspólnych zabawach, nie zdając sobie sprawy z niebezpieczeństwa otaczającego ich świata. Po prostu żyły, zupełnie beztrosko.
A Wronka już wiedziała u kogo warto mieć dobrą opinię.
Na pierwszym miejscu stał oczywiście Lisia Gwiazda, jej ojciec. Kiedy tylko odwiedzał żłobek, Wrona nie mogła ukryć, że czuje pewnego rodzaju podziw do rodziciela. Czuła, że jest z niego kawał porządnego kocura, w końcu nie byle kto zostaje liderem! No i te rany na całym jego ciele, na pewno pokonał mnóstwo śmierdzących wrogów Klanu Klifu! A to dla małej Wronki wystarczyło, żeby polubiła rudzielca, który był postrachem większości innych kociąt... I nie tylko kociąt.
Na drugim, i zarazem ostatnim miejscu, z tych, którzy wzbudzali w szylkretce jakiekolwiek zainteresowanie, był… Meszek. Tak, ten wredny kocurek który nie lubi nikogo. Koteczka uważała, że był z niego twardziel. Że też bez skrupułów potrafi tak pyskować! Wronka też się tak nauczy, ale jeszcze nie teraz. Na razie potrzebowała więcej informacji.
Pozostałe koty w żłobku były jej zwyczajnie neutralne, może poza jej własną matką. Jej nie lubiła. Była brzydka i zbyt miękka, jak na kogoś, kto miał zaszczyt posiadać kocięta z samym liderem. No ale cóż, trzeba żyć, taką rodzinę dostała, więc w takiej musi żyć.

*Następnego dnia czyli nadal bardzo dawno temu*

Turlała sobie w łapkach niewielką kulkę mchu, znudzona już tym dniem. Monotonię przerwała jednak jej siostra Lisiczka, która stanęła nagle nad jej głową.
– Hm? – mruknęła dziecięcym głosikiem i podniosła zabawnie jedną brew, zastanawiając się, czego koteczka tym razem od niej chce.

<Lisiczko?>