BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Narcyzowa Łapa x Płonąca Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Narcyzowa Łapa x Płonąca Łapa. Pokaż wszystkie posty

24 sierpnia 2023

Od Płonącej Łapy (Płonącej Pożogi) CD. Narcyzowej Łapy (Narcyzowego Splotu)

 Śnieg drażnił jej poduszki, gdy przycupnęła do ziemi nieopodal sporej zaspy, wreszcie natrafiając na niewyraźny ślad zapachowy. Zobaczyła jakieś żyjątko, małego gryzonia, nieświadomego faktu, że czyha na jego życie drapieżnik.
Skoczyła w odpowiednim momencie i nagle przed jej oczami prześmignęła jakaś ruda sylwetka. Mysz uciekła i tyle ją widzieli, a Płomień odsunęła się gwałtownie, masując swoją głowę po tym, jak zderzyła się z... No właśnie.
— Narcyz?! — mruknęła zaskoczona. — Co ty tu robisz?
— Mogłabym cię spytać o to samo. Spłoszyłaś mi mysz.
Ruda pręgowana klasycznie prychnęła, odwracając głowę.
— Zapomnij, znajdzie się inną. Las nie może być aż tak pusty.
— Obawiam się, że taki właśnie jest.
Kotka westchnęła głęboko, nieusatysfakcjonowana. 

* * *
Miała podejść właśnie do sterty, by wziąć dla siebie królika, ale w tym samym momencie dostrzegła niedaleko Narcyzowy Splot. Kocięce zauroczenie kotką minęło, ale dla Płomień wciąż była czymś w rodzaju autorytetu. Niekonfliktowa, spokojna, grzeczna, a przy tym niebezpieczna. 
— Sprawy się trochę pokomplikowały, nie? — zagaiła z głośnym westchnięciem. — Dziwię się, że ten klan wciąż istnieje. Mało brakowało, a by nas nie było.

<Narcyz?>

24 sierpnia 2022

Od Narcyzowej Łapy CD Płomienia (Płonącej Łapy)

— Ej, co wy robicie na treningach? Kto jest twoim mentorem? 
— Tygrysia Smuga. A czemu pytasz?
— Chcę się dowiedzieć wszystkiego o byciu uczniem! — miauknęła Płomień, podnosząc dumnie do góry ogon.
— W jakim sensie wszystkiego? Od czego mam ci zacząć? — spytała, starając się brzmieć ciepło. Tak bardzo nie chciała mieć na dupsku jakiegoś wrzodu, takiego jak durny kociak, ale nie miała pomysłu jak się wykręcić. Trochę ją przynudzi i może sobie pójdzie, pomyślała Narcyz.
— Czego się uczysz? Walki? Polowania?
— No oczywiście że obu. Najwięcej się uczymy o łapaniu zwierzyny, jestem w tym naprawdę dobra — wywróciła oczami. — To logiczne, najbadziej Klan potrzebuje świeżego mięsa. Walka też jest ważna, ale nie aż tak. Wiesz, swoje już potrafię.
— Nauczysz mnie walki? — spytała Płomień, co mimo wszystko bardziej brzmiało jak rozkaz aniżeli faktyczne pytanie.
— Jak na razie odpocznij sobie w żłobku. Jeszcze będzie na to czas.
— Ale ja chcę teraz potrafić!
— Najpierw byś musiała poznać podstawy. A one są naprawdę nudne, uwierz mi, nie chcesz tego słuchać. Zwłaszcza dwa razy.
— A co jeśli chcę?
— W takim razie chcesz wysłuchać mojego długiego teoretycznego gadania.
— Co to znaczy teoretycznego?
— Teoria. Żadnej praktyki. Siedzisz i słuchasz, i nic nie robisz. Już ciekawsze jest oglądanie jak rośnie trawa.
— Doprawdy? Mówisz jakby bycie uczniem było nudne.
— Trochę tak jest,  na początku. Później zaczyna robić się trochę bardziej interesująco.
— To czemu gadasz tylko o nudach?
A czemu ty nie możesz się odczepić? Narcyzowa Łapa specjalnie nie przepadała za dzieciorami. Wolała spędzać czas ze starszymi od siebie. A natrętny bachor tylko grał jej na nerwach.
— Bo lepiej jest to wszystko odkryć samemu — uśmiechnęła się do Płomienia promiennie. — Jaka jest z czegoś frajda, gdy już wszystko wiesz?
— Duża — upierała się. — Po prostu mi powiedz i pokaż! 
— Dowiesz się w swoim czasie. A teraz wybacz, bo chętnie ucięłabym sobie drzemkę. 
— No ej! 
— Może ktoś inny się z tobą pobawi, czy poopowiada. Cóż, na przykład Owcza Łapa jest wciąż wolny. Siedzi tam. — wskazała ogonem losowy kierunek, doskonale wiedząc, że biały kocur wyszedł z godzinę temu na patrol. 
— On jest ohydny! Nie mam zamiaru z nim rozmawiać!
— W takim razie znajdź sobie jeszcze kogoś innego. Dobranoc. 
Weszła do legowiska uczniów, czując się wolna. Miała tylko nadzieję że ten dreptający gremlin nie przyjdzie i tutaj. Z ogromnym zadowoleniem położyła się na mszystym posłaniu. Nawet jeśli nie zamierzała spać, było tu przyjemniej. I cieplutko. 

***

Jej szkolenie nie szło najlepiej, albo to po prostu Kamienna Gwiazda nie chciała jej mianować - kto wie. Przecież oczywistym było, że zdrajczyni nie będzie wybierać wojowników sprawiedliwie. Jej córki już dawno zostały wojowniczkami, a ona? Durna nadęta ropucha. Mogła nic tylko czekać, aż Klan Burzy zejdzie na psy jeszcze bardziej. Chociaż czy wcale się tego nie doczekała? Nie minął nawet księżyc od morderstwa Obłocznej Myśli, jej własnej matki. Falująca Tafla był zrozpaczony. Narcyz czuła jedynie palącą w sercu pustkę, jak gdyby ktoś odkroił kawałek i poszedł dalej. Wracała momentami do chwil, w których były razem, nie było ich wiele. Przecież rodzice nie poświęcali jej sporo uwagi, zwłaszcza od kiedy wyszła ze żłobka. Chciała by kiedyś ją zauważyli. Śmierć miała już inne plany. Nie wiedziała co o tym wszystkim myśleć. Była zdołowana, po części wściekła. Resztę wypełniała nicość.  
Czy gdyby bardziej się starała, czy Obłok i Falka kochaliby ją mocniej? Co mogła zrobić, by w końcu byli z niej dumni? Czy tak wiele oczekiwała?
Otrząsnęła się z myśli, które ciążyły nad nią jak chmura nad sklepieniem nieba. Polowała, choć po zwierzynie nie było ani śladu. Zupełnie jakby wszechobecny śnieżny puch wchłonął je do środka siebie. Burczało jej już w brzuchu. Jako uczennica nie mogła jeść przed nakarmieniem Klanu samodzielnie. Błagała ziemię, by urodziła jej coś, cokolwiek. Nawet najchudszą mysz, najmniejszą nornicę, byle wrzucić na stos i samemu zjeść coś niewiele lepszego. Buch mroźnego powietrza uderzył w nią, a wraz z nim zaspa śniegu. Zawarczała wściekłe, strzepując z rudej sierści zamieniające się w wode grudki. Nienawidziła pory nagich drzew.
Wyczuła coś. Nareszcie, pomyślała. W końcu. Była już zmordowana tym polowaniem. Nie pachniało to wcale dobrze, ale szczerze miała pod ogonem, że dla któregoś z chorych starszych będzie to posiłek na cały dzień. Starała się stawiać lekkie kroki, by nie spłoszyć zwierzęcia. Był to jakiś gryzoń, choć nie mogła stwierdzić jaki. Gdzieś w oddali mignęła jej bura kropka. Zastygła w miejscu. Czekała na odpowiedni moment, aż nieświadoma niczego smużka zbliży się do Narcyzowej Łapy. 
Nie wiedziała jednak, że gdzieś za zaspą na tą samą myszkę czaił się ktoś inny.

<Płomień?>

[przyznano 5%]

15 czerwca 2022

Od Płomienia CD. Narcyzowej Łapy

— Nie obrażaj mojego dziadka, młoda. — popatrzyła na nią chłodno z góry.
Płomień uśmiechnęła się w ten sposób, w jaki często się uśmiechała - promiennie, ale z nutą kpiny. Zaśmiała się cicho z gracją.
— Twój dziadek jest nierudy? No nieźle — miauknęła. — No nie mów, że szanujesz ten plebs. Po co? Dobrze wiesz, że jesteśmy od nich wszyscy lepsi. Daj spokój, zniżasz się do tego... poziomu — dodała z obrzydzeniem — tylko dlatego, że to jest twój dziad czy inne takie?
— Mój "dziad" to wspaniała osoba. On jest normalny. Zachowuje się jak prawdziwy rudy z krwi i kości i to się liczy.
Ruda przekrzywiła lekko głowę, wpatrując się w starszą. No tak, to była jej rodzina, mogła być z niej dumna... Ale dla Płomień posiadanie kogoś nierudego w bliskiej rodzinie było upokarzające. To był jeden plus z niewiedzy, kto ją spłodził. Żyła w słodkiej nieświadomości i nikt nie mógłby jej wytknąć, że ma nierudego członka rodziny. To było dziwne, jednak rodziny zawsze trzeba bronić, bo kto obraża rodzinę, obraża ciebie.
— Mama mówiła, że wszyscy nierudzi to plebs. — stwierdziła. — Nie mogła się mylić.
— Czasy, gdy tak było już dawno minęły. — zamrugała do kotki.— Chociaż wielu z nich może mieć orzech na pajęczej sieci w głowie, sporo ma swój rozum. Spójrz na niektórych rudych z naszego Klanu, nawet plebs je przerasta mentalnie. — spojrzała się na legowisko uczniów.
Na płomiennorudym pyszczku zalśnił zawadiacki uśmiech. Wierzyła kotce. Biedacy... Rudzi powinni być dumni i mądrzejsi od plebsu. Ona ich naprowadzi na właściwą ścieżkę!
— To wstyd dla Klanu Burzy — miauknęła córka Szczypiorkowej Łodygi. — Są lepsi, więc powinni to okazywać. Moja siostra też okropnie nas reprezentuje — prychnęła. — Ale jeszcze ją nauczę, jak być prawdziwym rudzielcem.
— Wyrwa, prawda? To słodkie, że się tak o nią troszczysz.
Płomień parsknęła.
— Troszczę się o każdego rudego. Musimy się jakoś trzymać. Poza tym Wyrwa przynajmniej nie wpycha się przede mnie do mleka matki. Pożar jest godnym rudzielcem, ale nie mam do niego cierpliwości. Nawet nie wiesz, jak często mam ochotę wkopać mu w jego głupi zad.
— Ah, te dzieciaki. — szepnęła na wpół do samej siebie. — Ciesz się, że nie jesteś jedynakiem tak jak ja. Żałowałabyś gorzko.
— Czy ja wiem? Rodzeństwo jest wkurzające. Musisz się dzielić jedzeniem i takie tam... Nie idzie z nimi wytrzymać.
— Ale macie teraz problemy. — zachichotała.
Pomarańczowooka przewróciła oczami.
— Żadne problemy, po prostu stwierdzam fakt. — rzuciła, po czym zastanowiła się chwilę. — Ej, co wy robicie na treningach? Kto jest twoim mentorem?


<Narcyz?>

09 czerwca 2022

Od Narcyzowej Łapy CD Płomienia

Treningi z Tygrysią Smugą w końcu zaczęły obejmować praktycznie samą praktykę. Była znudzona teorią i nudną gadaniną rudej. Mysz się podchodzi od tyłu, królik cię szybko usłyszy... O wiele lepiej było polować na żywo! Nie mogła się doczekać większej ilości treningów. Z dumą niosła koszatkę. Dorosła reszta patrolu łowieckiego odnosiła właśnie na stertę króliki, ale ważne było, że Owcza Łapa położył na nim niewyrośniętą ryjówkę. Biały mógłby spłoszyć nawet starego, głuchego i ślepego kreta. Była jednak zmęczona. Po odstawieniu zdobyczy na stos chciała skierować się w stronę Irysowej Łapy, jednego z jej przyjaciół. Chyba. Nie gadał za dużo, ale był rudy i się wygłupiał. Nie był najbardziej rozmowny i nie plotkowało się z nim najlepiej, ale uszło. O wiele bardziej lubiła Drozdową Łapę, z którym być może do tej pory wymieniła parę rozmów, jednak wydawał jej się być po prostu fajniejszy. Niestety treningi zabierały mu też sporo czasu, więc drugi rudziak musiał jej wystarczać. 
Okazało się jednak, że nie doszła nawet blisko leża terminatorów, a zaczepił ją jakiś rudy kociak. Oceniał od góry do dołu, przez co Nacyzowa Łapa uniosła brew. Już otworzyła pysk, ale ta druga była szybsza.
– O, ty jesteś Narcyzowa Łapa? – spytała mała kotka. – Masz ładne futro, ale okropnie ci w tej białej plamie. – stwierdziła. Narcyz już miała w głowię mnóstwo dogryzek, ale zdała sobie sprawę, że żadna nie ma sensu. Biała łatka ją psuła i nawet durne kociaki musiały jej o tym przypominać! Dlaczego jej rodzice musieli być biali? 
– Mam ją po ojcu. – mruknęła. 
– I tak jest brzydka. 
– Nie moja wina. I tak wiele kotów może mi pozazdrościć mojej rudej sierści.
– Mi bardziej. – napuszyła sierść na piersi jak paw. Faktycznie, była bardziej ruda od niej, ale to nic nie zmieniało. Rozwydrzony narcyz. Za kogo się uważa, żeby gadać, że jest lepsza od niej?
– Myślę, że mój odcień rudego jest cudowniejszy. Twój jest taki... ognisty. 
– Czystorudy.
– Piecze w oczy.
– Nieprawda. Jest piękny.
– Może. Ale mój jest taki naturalniejszy. 
– Im bardziej rudy tym lepszy. – stwierdziła kotka. 
– Im ładniejszy rudy tym lepszy. – trzymała się stanowiska Narcyz. Nikt w całym Klanie nie miał tak cudownej tonacji sierści jak ona. Była prawdziwym ideałem. Nie zepsuje jej tego jakiś dzieciak. – Ale i tak wszyscy jesteśmy równi...
– Płomieniu. – uśmiechnęła się. – Nie wszyscy. Nie ten plebs. Powinnaś to wiedzieć, skoro masz na sobie tyle rudego. – wskazała łapą na okoliczne nierude koty. Ruda chciała jej przytaknąć, ale zauważyła w tym tłumie Jałowy Pył. Swoją rodziną nie da pomiatać. Fakt, do rudego było mu daleko, ale był jej przodkiem i trzeba było mu oddawać szacunek. Był właściwie jedynym nierudym (prócz Mrocznego Omenu) którego jakoś szanowała. 
– Nie obrażaj mojego dziadka, młoda. – popatrzyła na nią chłodno z góry.

<Płomień?>

[przyznano 5%]

07 czerwca 2022

Od Płomienia Do Narcyzowej Łapy

 Przytłumione dźwięki otoczenia powoli stawały się wyraźniejsze, gdy kotka poczuła nagłą falę zimnego powietrza, a potem szorstki język przesuwający się po jej ciele. Jej malutkie łapki instynktownie przebierały, gniotąc brzuch matki, by pożywić się świeżym mlekiem. Z obu stron jej rodzeństwo przepychało się, dobierając do sutków. Czuła, jak jej łapy raz to dotykają pyszczka któregoś z tych, którzy urodzili się razem z nią, a raz to ona dostawała solidnego kuksańca, tak, że musiała ustąpić. Jednak za każdym razem po chwili spokoju zaczynała przepychać się jeszcze raz, i po raz kolejny, jak nieustanna walka o pierwsze miejsce. Brat był silny, podczas gdy wygranie z Wyrwą wcale nie stanowiło większej trudności dla koteczki. 


* * *
Otworzyła powoli pomarańczowe ślepka, czując futro matki muskające jej ciało, gdy leżała obok. Potrząsnęła głową, obracając ją w kierunku innych kociąt, które gościły w żłobku. Co za upokorzenie, mieszkać pod jednym dachem z nierudym łajnem. Obrzydliwe. Takim kotom jak ona nie wypadało nawet oddychać tym samym powietrzem. Płomień nie rozumiała, dlaczego koty takie jak Trop musiały się urodzić, skoro miały takie rodzeństwo! Płomykówka była kremowa, bez żadnej skazy, bez żadnej plamki nierudego. Lisek też była ruda, chociaż miała na sobie mnóstwo nierudego, niestety. Gronostajka była szylkretką. A Trop musiał wyjść taki, a nie inny. Obrzydzało ją siedzenie w żłobku w jego towarzystwie, ale przynajmniej wolał męczyć swoje rodzeństwo, niż ją. To jej jak najbardziej pasowało.
W końcu mama mówiła, że nierudzi są gorsi i że powinni im zawsze służyć i ustępować - czy mogła się mylić?
Oczywiście, że nie. Matka była priorytetem.
Ruda podniosła się, gdy tylko zobaczyła, jak w jej stronę idzie jakaś kotka. Jedno z dzieci Fretkowego Biegu. Lisek. Płomień się nie podobało, że kotka miała na sobie tyle bieli. Ona i Pożar byli całkowicie rudzi. Wyrwa też, jednak kremowy nigdy nie będzie tak zniewalający, jak czysty, prawdziwy rudy. 
Co nie zmienia faktu, że to też był rudy i niezmiernie się cieszyła, że cała ich trójka miała czyste rude futerko, pokazując dumę swojej rodziny. Nawet, jeśli nie znali swojego ojca.
Czy z jakiegoś obrzydliwego nierudego mogłyby wyjść kociaki o takich pięknych umaszczeniach? Wątpiła. Poza tym, mama dobrze mówiła o ojcu. 
Płomień zatrzepotała powiekami, gdy usiadła koło niej Lisek z wyrazem pyska, jak gdyby właśnie dowiedziała się czegoś niesamowitego. 
— Hej, Płomień — miauknęła tak, jak gdyby co najmniej były sobie bliskie, chociaż w zasadzie była to ich pierwsza rozmowa. Ruda pręgowana klasycznie zmrużyła oczy, a na jej pyszczek wleciał słodki promienny uśmieszek, którym często się prezentowała - bo musiała wyglądać dumnie i godnie jako nosicielka takiego ślicznego umaszczenia. Klan Gwiazdy jej świadkiem, że sami przodkowie musieli ją tu zesłać z gwiazd!
— Och, witaj — odparła w odpowiedzi. Musiała wyglądać śmiesznie, gdy próbowała udawać tą ,,lepszą i dojrzałą", jednak kto by się tym przejmował? Była przecież wspaniała.
— Słyszałaś, że uczniowie wrócili z treningów? — spytała Lisek i machnęła ogonem. — Można się od nich tak dużo dowiedzieć! Na przykład... rozmawiałam jakiś czas temu z Narcyzową Łapą. Jest dość specyficzna, ale dużo wie.
— A kto to taki? Jest ruda?
— Tak! To córka Falującej Tafli i Obłocznej Myśli. Zresztą, sama chodź i zobacz. Nie poznawałaś jeszcze reszty kotów?
— Nie miałam okazji — rzuciła Płomień w odpowiedzi i pokręciła lekko głową, rzucając koślawe kroki w kierunku wyjścia z kociarni. Szczypiorkowa Łodyga posłała jej długie spojrzenie.
— A ty gdzie idziesz?
— Dowiedzieć się czegoś od uczniów — odparła dumna z siebie, szczerząc białe kiełki. — oW końcu jak mam być dobrą wojowniczką, jeśli nie będę się uczyć? — podkreśliła, jakby to miało sprawić, że Szczypiorek przekona się co do pozwolenia jej opuszczenia żłobka. Królowa skinęła głową, opatulając siebie pół-rudym ogonem.
— Tylko nie podchodź do plebsu, nie chcę, żeby moje dzieciaki pałętały się przy najgorszych.
pomarańczowooka prychnęła, przewracając oczami.
— Nie siedziałabym w ich towarzystwie nawet z własnej woli. — ta odpowiedź ostatecznie sprawiła, że na pysku szylkretkowej matki pojawił się mały uśmiech.
Zatem Płomień wyszła, i chociaż dotarcie pod legowisko uczniów trochę jej zajęło przez króciutkie łapki, o które stale się potykała, w końcu udało jej się to. Niemal otworzyła pyszczek, a już przed jej oczami jak znikąd pojawiły się duże, płomienne łapy naznaczone ciemniejszymi pręgami. Spojrzała w górę i zamrugała kilka razy, zmrużywszy oczy. Jej źrenice spacerowały z góry na dół, oceniając kota, przed którym stała. Kocię podskoczyło i ogonazaczęło wolnym krokiem okrążać rudą uczennicę. Skrzywiła się, dostrzegając biel na piersi.
— To ty jesteś Narcyzowa Łapa? — spytała. — Masz ładne futro, ale okropnie ci w tej białej plamie — stwierdziła tak normalnie, jak gdyby obrażanie kotów było na porządku dziennym.

<Narcyzie, prawie-doskonały rudzielcu?>