Dotychczasowa mroźna pora nagich drzew zaczynała w ostatnich dniach coraz to bardziej odpuszczać, choć oznaczało to nadal pewną warstwę śniegu poza podziemnym obozem. Dymny kocur już miał parę okazji polować lub biegać w takich zaspach, co według Cyklonowego Oka było świetnym pomysłem i ćwiczeniem do trenowania siły oraz wytrzymałości. Kremowy w porównaniu do swojego ucznia nie miał zbytnio problemów z na przykład biegiem po śniegu, choć zapewne miało to związek z doświadczenie — a raczej napewno — oraz swoją dość ciężką budowę, którą przykrywało długie futro wojownika.
Milknąca Łapa obok swojego mentora wyglądał dość marnie, wręcz mizernie. Sama sylwetka ucznia jest smukła i zgrabna, a długie łapy jedynie potęgują to wrażenie. Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że syn przywódcy klanu ledwo co je lub nie dojadał, nawet jeśli na stosie było trochę świeżych piszczek również dla innych. Są to jednak pozory, gdyż treningi pod okiem Cyklonowego Oka sprawiły, że warstwą półdługiego dymnego futra powoli pojawia się zarys mięśni, które czasem wręcz paliły żywym ogniem w czasie intensywnego wysiłku.
Niebieskie spojrzenie właśnie z uwagą sunęło po wszechobecnej bieli, która roztaczała się we wszystkie strony niemal od opuszczenia tunelu, który kończył się wyjściem w głębi klanowych terenów. Niemal grobowa cisza co jakiś czas była zagłuszana stawianymi krokami przez dwójkę kocurów. Starszy miał zamiar wykorzystać wciąż zalegający śnieg na dawnych połaciach zieleni, by jego uczeń zbudował siłę i wytrzymałość w cięższych warunkach, niż te, które lada dzień mają nadejść, obwieszczając głośno wszystkim dookoła, że już niedługo pojawi się więcej zwierzyny, a dotychczas uśpiona przyroda zacznie powoli wracać do życia.
Początkowe długości pokonywali spokojnym krokiem, dopóki kremowy bez choćby słowa informacji, zaczął przyspieszać. Zew nie miał zamiaru pozostawać w tyle, dlatego też niemal od razu zaczął szybciej przebierać łapami w śniegu, utrzymując na razie tempo lekkiego truchtu, który na długo nie wystarczył Cyklonowi. Burzak z czasem ponownie przyspieszył, co robił bez żadnego wysiłku czy choćby widocznych oznak zmęczenia narastającym wysiłkiem. Jego towarzysz chyba jeszcze nigdy nie narzekał na jakikolwiek element treningu, który wprowadzał brązowooki, co raczej wśród uczniów zbyt często się nie zdarzało. W końcu byli tylko starszymi kociakami, który ciągle psoty i wygłupy w głowie — może dzieci Zawodzącej Gwiazdy były inne? Cóż, Cyklonowe Oko miał okazję tylko bliżej poznać Milknącą Łapę, gdyż to jego osobiście szkolił. Nie wiedział do końca, jaka jest jego siostra, Łzawa Łapa, czy rodzeństwo, które zostało u boku matki w Owocowym Lesie.
Kiedy tylko kroki wojownika przybrały tempo biegu, Zew również rozpoczął bieg. Dawniej na tego typu posunięcia kremowego narzekał od czasu do czasu w myślach, szczególnie kiedy takie długodystansowe biegi ze zmienną intensywnością jeszcze nie weszły mu w nawyk, a ciało dawało o tym jasny sygnał w postaci bolących zakwasów następnego dnia. Teraz jednak dla ucznia było to coś normalnego, stanowiącego część każdego wschodu słońca. Po tylu księżycach nawet sam już odczuwał i dostrzegał zmiany, jakie zaszły w jego ciele odkąd został mianowany i trafił pod opiekę Cyklonowego Oka. Za każdą chwilę z kremowym był wdzięczny i cieszył się, że to właśnie on go szkoli na wojownika.
«★»
W czasie drogi powrotnej do obozu postanowili jeszcze poćwiczyć polowanie na króliki, mimo powoli ocieplającego się klimatu, pora nagich drzew wciąż trwała, a nie wiadomo, jak ze zwierzyną w pierwszych wschodach słońca kolejnego sezonu. Dlatego też lepiej maksymalnie wykorzystywać każde wyjście poza ledwo odbudowany obóz w tunelach.
W czasie zimy było ciężko złapać jakieś szaraki, jednak praca zespołowa w takich momentach bardzo się opłacała. To właśnie dzięki niej Cyklonowe Oko niósł w pysku nieco kościstego ssaka, a Milknąca Łapa nornicę, którą sam wytropił, a następnie złapał. Ze względu na swoje ciemne futro, mocno rzucające się w oczy na tle białego dywanu, był dumny z tej zdobyczy, choć starał się tego zbytnio po sobie nie okazywać. Przecież inni wtedy mogliby pomyśleć, że uczeń nie umie wciąż polować, a nornica w jego pysku jest pierwszą, którą samodzielnie złapał bez jakiejkolwiek pomocy mentora.
Najchętniej gryzonia, by wręczył ojcu lub Skrzydlatej Płomykówce, lecz wiedział, że ci będą zajęci swoimi obowiązkami, więc postanowił od razu udać się do Dryfującej Fluoryt, która od niedawna pełniła rolę wiecznej królowej. Obecnie miała do wychowania trójkę rodzeństwa, szylkretowych sióstr, których spojrzenie było równie jasne, co samego Milknącej Łapy. Młodzik jeszcze nie miał okazji odwiedzić ich na dłużej, gdyż miał również obowiązki w innych legowiskach, jak przyjście co jakiś czas do Czuwającej Salamandry, czy to ze zwierzyną, czy wymianą pierwszych zużytych partii mchu w posłaniu.
Wychodząc ze żłobka, wpadł na jakiegoś Burzaka, co zakończyło jego dobrą passę, gdyż miał pewną tendencję na wpadanie na innych lub jakieś przedmioty, co zapewne musiał odziedziczyć po matce, gdyż nie widział, by coś takiego zdarzyło się jego ojcu.
— Wybacz — mruknął, spoglądając na pobratymca. Tuż przed nim rysowała się sylwetka rudego kocura, który jakiś czas temu ze swoją partnerką dołączył do klanu.
— Nic się nie stało, sam nie patrzyłem, gdzie idę — odparł starszy. — W zasadzie może mi pomożesz, gdyż wciąż nieco nie rozumiem waszych zwyczajów. Na przykład tej Ceremonii Dorosłości i tych odcisków łap na jednej ze ścian.
— Och, cóż… Ceremonia Dorosłości to po prostu mianowanie z ucznia na wojownika, przewodnika, kronikarza, medyka lub też na lidera. Każdy ma swój własny kolor barwnika, w którym macha się łapę i odciska na ścianie. Czasem zdarzy się, że ktoś więcej niż raz odbije swój ślad, na przykład przez awans społeczny — wyjaśnił, w międzyczasie kierując się do Groty Pamięci, w której zwykle odbywały się tego typu ceremonie. — Masz jeszcze jakieś pytania? Chętnie na nie odpowiem, o ile znam odpowiedź — dodał z lekkim uśmiechem na pysku.
<Tojadowa Łapo?>
[907 słów + biegi długodystansowe + polowanie na króliki]
[18% + 5% + 5%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz