BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tańcząca Zorza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tańcząca Zorza. Pokaż wszystkie posty

24 maja 2020

Od Tańczącej Zorzy CD. Melodyjnej Łapy

*dawno temu ogólnie, bardzo dawno temu, musze naprawić czasoprzestrzeń XD*

Gdy Tańcząca Zorza wrócił, Melodyjna Łapa już skończyła rozprawiać się z brudnym legowiskiem. Bury kocur ułożył mech niedaleko kotki, by ta mogła sobie swobodnie dobierać zielsko do gniazda. Uwadze Tańczącej Zorzy nie uszło to, że szylkretka raz po raz zerka w jego stronę nerwowym spojrzeniem. Nastała chwila ciszy między nimi, jednak po jakimś czasie Melodyjka w końcu spróbowała jaką zakończyć.
— To... możesz mi opowiedzieć o tej technice na łapanie królików? — spytała Melodyjna Łapa, nieśmiało spoglądając na burego. Kocur uśmiechnął się i zaczął powoli jej tłumaczyć, co i jak.
— Królików nie opłaca się gonić przez długi czas, bo jednak są bardzo szybkie i potrafią długo biegać, nie to co na przykład ja. — zaśmiał się pod nosem. — W każdym razie najlepiej zakraść się do niego i wtedy skoczyć, by po pierwsze uniknąć gonitwy i po drugie, możesz się zdziwić, ale taki kopniak od królika do przyjemnych jednak nie należy. Szylkreta parsknęła cicho pod nosem ze śmiechu.
— No kto by się spodziewał. Dostałeś kiedyś? — zapytała, wciąż wymieniając mech w legowiskach.
— Chciałbym, żeby był tylko jeden taki przypadek. — wymruczał bury, odwracając nieco wzrok, nieco zawstydzony. — No, ale teraz przynajmniej nie mam więcej takich wpadek. 
Tańcząca Zorza i Melodyjna Łapa rozmawiali ze sobą jeszcze chwilę, jednak gdy kotka kończyła już swoją pracę w legowisku wojowników, kocur został wybrany na patrol. Szybko pożegnał się z uczennicą i wyszedł w towarzystwie paru kotów z obozu.

*joł, duuuży timeskip się tu wydarzył* 


Minęło już parę księżyców od czasu, kiedy Czapla Gwiazda zdjął Melodyjnej Łapie karę. W sumie to wiele się pozmieniało w Klanie Burzy. Czapla Gwiazda przeszedł na emeryturę i przesiaduje teraz w legowisku starszyzny, ciesząc się chwilami starości, Mokra Blizna został liderem, a na nowego zastępce wybrał Chabrową Bryzę. Bury kocur nie miał nic przeciwko takim zmianą. W jego życiu dużo się nie zmieniło, oprócz tego, że zaczął martwić się o burzowego pana psa, czyli Chuderlawy Skowyt. Dawno go nie widział, co ciągle go męczyło. Może coś mu się stało? Oby nie. 
Tańcząca Zorza siedział sobie spokojnie w obozie, rozmyślając nad swoimi sprawami, gdy zobaczył, że w wejściu pojawia się znajoma, liliowo-ruda mordka. Kotka była cała w piachu, a jej mina nie wskazywała na to, że jest z tego powodu zadowolona. Chociaż trzeba przyznać, że jej rozgniewana mina delikatnie rozbawiła pręgowanego kocura. Dodatkowo miał wrażenie, że kotka nic rano nie zjadła, więc może ucieszyłaby się na widok nawet niewielkiego posiłku? Bury podszedł do stosu ze zwierzyną i wybrał z niego dwie piszczki, jedną mniejszą dla siebie, drugą większą dla Melodyjki. Szykreta była akurat odwrócona tyłem do niego, więc uznał, że może spróbować ją zaskoczyć i po cichu podejść do niej z niespodzianką. Taniec przemknął szybko przez obóz, a gdy w końcu dotarł do kotki, otarł się o nią delikatnie na powitanie. Melodyjna Łapa niemalże podskoczyła na widok burego przy jej boku. Tańcząca Zorza zaśmiał się, po czym położył pod jej łapami mysz. 
— Masz ochotę na coś do jedzenia? Zauważyłem, że nie jadłaś niczego od rana, więc pomyślałem, że się ucieszysz. — zamruczał przyjacielsko, uśmiechając się przy tym. 

< Melodyjko? Sory, że tak długo i słabe, ale wena mnie opuściła na dłuugo ;;;;; >

28 marca 2020

Od Tańczącej Zorzy CD. Melodyjnej Łapy

— Mogę pokazać ci podstawowe pozycje, tak, żeby zwierzęta cię nie wyczuły i nie uciekły, chciałabyś? — zapytał Tańcząca Łapa, widząc zainteresowanie tematem młodej koteczki. Na tą propozycję w oczach kotki zabłysły iskierki, co ucieszyło Tańca. Na pewno przyda się jej potem na treningach, chociaż odrobinkę.
— Taaak! — odpowiedziała Melodyjka z piskiem, aż podskakując.
Kocur uśmiechnął się, turlając się na drugi bok, a następnie wstał. Melodyjka od razu pobiegła ku wyjściu ze żłobka, przez moment czekając tam na niego. Z obozu właśnie wyszedł wieczorny patrol, a słońce powoli lgnęło ku zachodowi. Tańcząca Łapa widział, jak młoda szylkreta patrzy na niego z wyczekiwaniem, aż ten w końcu coś jej pokaże. Bury postanowił jak najszybciej zaspokoić ciekawość Melodyjki, pokazując jej jedną z pozycji łowieckich, którą pokazywał jemu Orzechowe Futro. Tańcząca Łapa co chwile słyszał od koteczki pytania typu: "A czemu tak?", "a dlaczego nie inaczej?", na które cierpliwie odpowiadał. 
"Hm, czyli tak wygląda mentorowanie?" zaśmiał się kocur w myślach. W końcu, młodej udało się prawie idealnie odwzorować pozycję Tańca, co wywołało nie małą falę radości u koteczki, która wylała się z niej w postaci podziękowań i radosnych dźwięków. 

*jeszcze przed usunięciem kary Melodyjnej Łapy*

Kocur próbował się przyzwyczaić do zmiany legowiska, poprzez proste leniuchowanie na nowym posłaniu. Tańcząca Zorza kręcił się w miejscu, by znaleźć sobie porządną pozycję do leżenia. Może powinien położyć się na boku, bo wtedy będzie zajmował więcej miejsca niż zwinięty w kulkę, a co za tym idzie, będzie mógł bardziej układać mech pod sobą, ale z drugiej strony, bok wystawiony ku górze będzie nieprzyjemnie ochładzany przez zimny wiatr dobiegający go z zewnątrz. Taniec mruknął cicho, nie mogąc się zdecydować na tą odpowiednią pozycję. Chwilę jeszcze tak się wiercił, aż uznał, że trochę za dużo czasu już zmarnował na to całe układanie się, a że ostatecznie i tak nic nie wymyślił, postanowił po prostu przygotować się do kolejnej pory dnia. Bury wysunął język, po czym ze szczególną starannością zaczął powoli i dokładnie gładzić nim swoje futro. Dokładnie wylizał najpierw łapy, potem klatkę piersiową, oczyścił z kurzu pyszczek prawą kończyną, a następnie począł próby wyczyszczenia porządnie boków. Oczywiście, odstające futerko nie chciało przylgnąć do ciała, a więc Tańcząca Zorza uznał, że wystarczy, że będzie oczyszczone. W pewnym momencie jego działań kocur dostrzegł szylkretową kotkę wchodzącą do legowiska wojowników. Młoda uczennica burczała coś gniewnie pod nosem, marszcząc brwi. Tańcząca Zorza westchnął cicho widząc zdenerwowanie kocicy.
— Hej, Melodyjna Łapo! — zamruczał bury, zamierzając chociaż trochę poprawić humor Melodyjce. — Jak tam ci idzie z mchem? — zapytał życzliwie.
— Chcesz się ze mnie naśmiewać za to, że nie mogę ćwiczyć? — bąknęła pod nosem, mrużąc ślepia. Pręgowany obruszył się i zaczął energicznie kręcić głową, delikatnie zmieszany.
— Oczywiście, że nie! Chciałem zaproponować pomoc, a potem mogę ci chwilę opowiedzieć o, no nie wiem, sposobie łapania królików? —zaproponował Taniec, uśmiechając się przyjacielsko.

< Melodyjko? Sry, że tyle czekałaś ;; >

13 marca 2020

Od Tańczącej Łapy (Tańczącej Zorzy) CD. Jeżowej Łapy (Jeżowej Ścieżki)

— Lepiej? — spytał zadowolonym tonem uczeń medyka, przysiadając obok Tańczącej Łapy. Kocur po początkowym bólu w końcu poczuł ulgę po usunięciu ciernia z poduszki prawej łapy. W odpowiedzi na pytanie Jeżyka, uśmiechnięty i zadowolony Taniec skinął głową. — Skoro już mamy okazję porozmawiać, to może opowiesz mi, co u ciebie słychać?
— Fajnie, że pytasz! — wymruczał bury, ożywiając się nieco. — Na treningach dobrze mi idzie. Umiem już polować na króliki, myszy, mniejsze ptaszki.... a Orzechowe Futro nadal się ze mnie śmieje po tym, jak próbowałem wykopać z ziemi taką spasioną, czarną mysz. — miauknął Tańcząca Łapa szybko, delikatnie rozbawiony na myśl o swoim mentorze. Syn Pląsającej Sójki spojrzał potem na Jeżową Łapę. — A tobie jak idzie? Pewnie fajnie jest zbierać zioła i potem leczyć nimi chorych, prawda?
— Mhm. — czekoladowy przytaknął skinieniem głowy. — Chociaż muszę przyznać, że czasem siedzenie w jaskini i sprawdzanie zapasów jest trochę... nudne?
Tańcząca Łapa wcześniej o tym nie myślał, ale po przemyśleniu tego w sumie Jeżowa Łapa mógł mieć rację... szczególnie, że jego medyk nie mógł iść na polowanie gdy mu się nudzi. Po krótkiej wymianie zdań Taniec pożegnał się z przyjacielem i udał się do legowiska uczniów by zażyć wyczekiwanej dawki snu.

***

Pora Nagich Drzew zaczęła się na terenach klanów już na dobre. Ziemia pokryła się śnieżnobiałą powłoką, która w  sumie utrudniała jedynie wszystkim życie. Ale przynajmniej kocięta miały chociaż trochę zabawy wychodząc poza żłobek. Tańcząca Zorza brnął powoli z brzuchem w śniegu, marszcząc brwi za każdym razem jak zawiał mocniejszy wiatr, porywając do tańca liczne płatki śniegu. Razem z Śpiewającym Wiesiołkiem wracali z niekoniecznie udanego polowania - w dwójkę udało się im upolować wątłą mysz i chuderlawego wróbla, za co i tak dziękowali Klanowi Gwiazdy, gdyż skakanie w tym całym białym puchu graniczyło z cudem. Droga powrotna dwóch braci już zajmowała dwukrotnie tyle czasu, a ledwo minęli połowę trasy. Pomiędzy kocurami niestety panowała cisza, gdyż każdy z nich niósł w pyszczku zmarzniętą piszczkę.
Po długiej i uporczywej wędrówce w końcu udało się im się dostać do obozu Klanu Burzy. Bracia odłożyli zdobycze na niewielki stos ze zwierzyną i rozeszli się w swoje strony. Tańcząca Zorza postanowił udać się do Jeżowej Ścieżki i Zajęczej Stopy. Miał nadzieję, że ich zapasy medykamentów są wystarczające na wypadki zdarzające się w zimę...
— Dzień dobry! — przywitał się uprzejmie Taniec, wchodząc do środka legowiska medyków. — Przyszedłem sprawdzić, czy macie wystarczająco duże zapasy na Porę Nagich Drzew... — zaczął, jednak widząc, jak Jeżowa Ścieżka tłumaczy coś właśnie niewielkiej, czarno-białej koteczce. — Oh, przepraszam, widzę, że przeszkadzam...

<Jeżowa Ścieżko? Jak tam nowy uczeń? >

12 marca 2020

Od Tańczącej Łapy (Tańczącej Zorzy)

Taniec uchylił delikatnie powiekę, usłyszawszy nieciche chrząkniecie swojego mentora.
— J-już wstaję! — zawołał jeszcze zaspany, upewniwszy się, że aby na pewno stoi przed nim jasny point. 
— Pośpiesz się trochę, śpiochu! — zamruczał rozbawiony Orzechowe Futro, po czym wyszedł z legowiska uczniów, dając Tańczącej Łapie jeszcze chwilkę na ogarnięcie się i wyjście na trening. Taniec szybko wygładził językiem swoje futro, po czym wyruszył na prawdopodobnie ostatni swój trening. Orzech skinął delikatnie głową, widząc swojego terminatora przy swoim boku. 
— Co dzisiaj będziemy robić? — zapytał bury, a przy okazji wolnego tępa postanowił do końca rozciągnąć tylne łapy. 
— Idziemy jeszcze poćwiczyć walkę, chcę zobaczyć, jak sobie radzisz. Kto wie, może jak dzisiaj dobrze ci pójdzie to nareszcie zostaniesz wojownikiem, co? — miauknął płowy, uśmiechając się delikatnie. Taniec otworzył szerzej zielone ślepia, przetwarzając to, co starszy kocur właśnie powiedział.
— Naprawdę?! — wykrzyknął bury, unosząc wysoko głowę. Orzech zaśmiał się pod nosem, po czym pewny swojego zdania skinął głową. Poziom endorfin Tańczącej Łapy od razu skoczył w górę, sprawiając, że 10 księżycowy uczeń aż promieniował radością przez resztę dnia. Tak jak przewidział wcześniej Orzechowe Futro, sprawdzian z umiejętności walki Tańca poszedł wyśmienicie - bury kocur po chwili siłowania się z pointem powalił go na grzbiet, przypinając go swoim cielskiem do ziemi. Następnego dnia miała się odbyć ceremonia mianowania największego syna Pląsającej na wojownika. 
Czapla Gwiazda wspiął się powoli na najwyższe miejsce w obozie, by każdy z klanowiczów mógł usłyszeć jego spokojny głos. 
— Niech każdy kot zdolny, by samodzielnie polować zbierze się pod skałą przemówień! — zawołał na początek czekoladowy lider i poczekał chwilę, by każdy burzowicz znalazł się w odpowiednim miejscu. Najpierw nadszedł czas na mianowanie jego brata, Śpiewającej Łapy. Taniec był niezwykle szczęśliwy, że mógł zostać mianowanym razem z bratem. Rudy kocurek dostał śliczne imię, jakim był Śpiewający Wiesiołek. Po jego mianowaniu Czapla Gwiazda zwrócił się do Tańca.
— Tańcząca Łapo, wystąp. — powiedział głośno Czapla, wywołując burego z tłumu. Pręgowany wyszedł z grupy dumnym krokiem, z wysoko uniesioną głową i ogonem. Nie mógł ukryć jednak podekscytowania, jakie ogarnęło go w tym momencie. Jego wibrysy drgały jak szalone, a sam kocur ledwo powstrzymywał się z przeskakiwania z łapki na łapkę, niczym młode kocię. Kątem oka widział Pląsającą Sójkę, która ledwo również ledwo wstrzymywała łzy radości, patrząc na kończącego szkolenie syna oraz dumnego z swojego ucznia Orzechowe Futro, który posyłał mu szeroki uśmiech. Tańcząca Łapa spojrzał w końcu pewnie na czekoladowego lidera i skinął nieznacznie głową, na znak, że jest całkowicie gotowy.
— Ja, Czapla Gwiazda, przywódca Klanu Burzy, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tego ucznia. Trenował pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam go wam jako kolejnego wojownika. Tańcząca Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia? — zapytał starszy kocur, spoglądając z góry na burego.
— Przysięgam. — Taniec bez chwili wahania odpowiedział Czapli, na co ten uśmiechnął się i skinął głową.
— Mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. Tańcząca Łapo, od tej pory będziesz znany jako Tańcząca Zorza. Klan Gwiazdy cieni twoje oddanie i pracowitość, oraz wita cię jako nowego wojownika Klanu Burzy. — powiedział w końcu czekoladowy. Zeskoczył ze skały i delikatnie dotknął głowy Tańczącej Zorzy, a ten dotknął nosem jego barku. Chwilę po tym cały Klan Burzy zaczął skandować nowe imię Tańca, witając go jako świeżo-upieczonego wojownika. Kocur z każdej strony słyszał gratulacje - najpierw podeszła do niego jego matka i szlochając cicho ze szczęścia, gorąco uściskała syna. Potem jego dawny mentor polizał go głowie, gratulując nowemu wojownikowi ceremonii. Chuderlawy Skowyt, Śpiewający Wiesiołek, Sikorkowa Łapa, Jeżowa Łapa, Zajęcza Stopa... a potem wszyscy rozeszli się do swoich codziennych zajęć, a Taniec w nocy odbył drugą część swojego mianowania.
Oficjalnie został wojownikiem, a jego nowe imię - Tańcząca Zorza, uważał za najpiękniejsze, jakie mógł dostać.

Od Tańczącej Łapy CD. Orlika

Tańcząca Łapa siedział na środku obozu już dobrą chwilę, obserwując niewielkie żyjątka przenoszące różne rzeczy do swojego gniazda gdzieś pod ziemią. Zafascynowany kocur nie zwracał uwagi na innych klanowiczów zastanawiających się nad tym, nad czym rozwodzi się Taniec. Bury nie myślał o tym, że jego brzuch i spód ogona robi się coraz brudniejszy od ziemi i że najpewniej staje się właśnie przeszkodą siedzącą w obozie Klanu Burzy. Syn Pląsającej był tak zaciekawiony zjawiskiem jakim był marsz mrówek, że aktualnie nie myślał o niczym innym. Kocur w pewnym momencie poczuł lekkie uderzenie w bok, jednak nawet kontakt fizyczny nie przeszkodził mu w oglądaniu mrówek.
— Bardzo przepraszam! — zawołał ktoś, delikatnie speszony. Terminator delikatnie strzepnął uchem, niekoniecznie słuchając kocurka. — Czy mnie słyszysz?
Taniec zmarszczył brwi, słysząc, że ktoś usilnie mu przeszkadza w podziwianiu insektów.
— Ciiiii.... — wymruczał w końcu. Kątem oka dostrzegł, że obok niego stoi niewielki kociak, najpewniej Orlik. Szybko postanowił wdrożyć malucha w zajęcie. — Zobacz, jakie cudowne.
Poczuł, jak kocię schyla się, by przyjrzeć się zjawisku. Tańcząca Łapa poruszył wąsami, ucieszony tym, że ktoś jeszcze zainteresował się mrówkami.
— Zobacz, jakie śliczne. Jak idealnie pracują... — zamruczał radośnie uczeń, skacząc wzrokiem z jednej robotnicy na drugą. — To niesamowite, prawda? Mając tak niewielkie ciałko potrafią przenosić tyle rzeczy i przy tym tak harmonijnie się poruszać. Jestem ciekaw, czy my bylibyśmy zdolni tak pracować, na przykład na treningach... zastanawiałeś się, jak to jest być mrówką? — zapytał Tańcząca Łapa po wylaniu z siebie fali zachwytu. Kocur w końcu oderwał wzrok od owadów i spojrzał na Orlika, który wyglądał na zaskoczonego pytaniem.
— Chyba raczej nie... — miauknął spokojnie maluch, siadając obok burego.

< Orliku? Przepraszam, że tak krótko, ale nie miałam pomysłu na ciąg dalszy ;; >

08 marca 2020

Od Tańczącej Łapy

Ostatnie jesienne liście malowane brązem, szkarłatem i żółcią powoli opadały z schnących gałęzi drzew, muskanych delikatnym wiatrem. Trawy kołysały się spokojnie, na próżno szukając wokoło jakichkolwiek owadów. Gdzieniegdzie na konarach drzew można było dostrzec rudą szatę wiewiórek, wspinających się prędko ku górze by zaszyć się w swoich dziuplach upchanych zapasami. Zimne powietrze wdarło się do płuc Tańczącej Łapy, orzeźwiając jego ciało i umysł. Maszerował powoli, z ogonem uniesionym wysoko ku górze, obserwując zmieniającą się naturę. Interesowało go wszystko - spadające liście, suche gałązki, ptaki szybujące wysoko na niebie. Chłód buremu nie przeszkadzał za mocno, ponieważ jego ciepłe, gęste futro skutecznie nie przepuszczało zbyt dużej ilości zimna. Do tego jeszcze dochodziła warstwa tłuszczyku, którego Taniec pomimo 4 księżyców treningu nadal się nie pozbył. Obok niego powoli kroczył Orzechowe Futro, któremu w przeciwieństwie do swojego ucznia, niekoniecznie podobała się chłodna pogoda późnej Pory Opadających Liści. Kocur co chwilę podciągał jasnym nosem, a jego skwaszona mina oddawała całe jego samopoczucie. Jasny point potrząsnął łbem, by zrzucić z siebie zwiędły liść, który przed momentem spadł na jego głowę. 
— Myślisz, że damy radę coś szybko upolować? — bąknął niezadowolony Orzech, strosząc płowe futro. — Chciałbym szybko wrócić do obozu... 
— Aż tak ci zimno? — zamruczał rozbawiony Tańcząca Łapa, widząc marudne oblicze mentora. Ten w odpowiedzi jedynie przewrócił oczami, prychając cicho pod nosem. Do nozdrzy obu kocurów doleciał w końcu dosyć mocny zapach jakiegoś gryzonia. Bury kocur poruszył wąsami i otworzył pysk, by lepiej móc poczuć woń. Mysz. Niedaleko. 
— Złapię ją. — zadeklarował Taniec, poczynając się skradać w stronę źródła zapachu. Małe zwierzątko siedziało blisko dziury w ziemi, w której łatwo by mogło zniknąć, gdyby za szybko wyczuło zaczajonego kota. Na szczęście wiatr sprzyjał buremu terminatorowi - wiał tak, że niósł wszystkie zapachy prosto do kocura. Skoczył, ale mysz za szybko zniknęła w ziemi. Taniec się jednak nie poddał. Szybkim ruchem wykopał większy twór i dorwał małego gryzonia. 
— Hej, nieźle! — zamruczał Orzechowe Futro, podchodząc do Tańczącej Łapy z piszczką w pysku. Umorusany w glebie, ale zadowolony kocur napuszył się, dumny z zdobyczy. 
— Niedługo będziesz gotowy na mianowanie. Jeszcze podszlifujemy twoje umiejętności walki i szybko zostaniesz wojownikiem. — zapewnił widocznie dumny z terminatora mentor.  

Od Tańczącej Łapy

Chmury przez noc zbierały się na niebie, by rano na tereny klanów mógł lunąć zimny deszcz, co niekoniecznie podobało się klanowym kotom. Kocur spał spokojnie w swoim legowisku, wtulony w miękkie rude futro brata, gdy na jego bury nos spadła pojedyncza, chłodna kropla wody, na co kocur wzdrygnął się lekko. Gdy jego nos kolejny raz stał się mokry, zmarszczył brwi. Czyżby aż tak wiało, że deszcz się dostawał przez wejście aż do jego legowiska? Tańcząca Łapa potrząsnął głową i strzepną ogonem, coraz bardziej się wybudzając ze snu. Orzechowe Futro pewnie niedługo wywlecze go na trening, a teraz miał jeszcze chwilkę czasu dla siebie. Może poszedłby odwiedzić Jeżyka? Nie, pewnie i tak będzie musiał wpaść do medyków po treningu. Po dłuższych rozterkach w końcu uznał, że uda się do kociarni. Nie miał ostatnio szansy bardziej poznać kociąt Czaplej Gwiazdy. A szkoda! Już dawno miał się specjalnie do nich wybrać, bo nareszcie umieją coś więcej niż się czołgać i ssać mleko Pylistego Świtu. Nawiasem mówiąc, to musi być dziwne doświadczenie tak mieć przyczepionego kociaka do siebie, nie? Będzie musiał porozmawiać o tym z Pyłkiem lub Pląsem. Kocur wstał w końcu ostrożnie, próbując nie zbudzić brata i poszedł do kociarni. Gdy tylko wszedł do środka, jak zwykle uderzył go słodki zapach mleka. W żłobku było dużo, bardzo DUŻO tych małych szkrabów. Za każdym razem ich ilość go delikatnie przytłaczała. Jakim cudem w tak krótkim czasie pojawiło się tyle maluchów? Melodyjka, Krówka, Storczyk, Cierń, Cętka, Burza, Słonik, Bluszczyk, Mniszek i Orlik - cała gromada, prawda? Dzieci Kwitnącej Polany miały już 5 księżyców, maluchy Pylistego Świtu prawie 3, a Koniczynki... no, tego niestety Taniec nie wiedział. Tańcząca Łapa powoli przemieścił się w pobliże Pylistego Świtu, uważając, by po drodze nie nadepnąć na żadnego brzdąca. Ostrożnie usadowił się blisko czarno-białej karmicielki i na powitanie otarł się delikatnie o jej policzek.
— Jejku, są już takie duże! — zamruczał, obserwując jak pocieszne kluski Czaplej Gwiazdy powoli do niego podpełzają. Słysząc wydawane przez nie dźwięki przypomniało mu się własne dzieciństwo - beztroskie, leniwie dni u boku Pląsającej Łapy, zabawy i harce z rodzeństwem... a teraz żyje w sumie jedynie treningiem i czasem spędzonym z rodziną i znajomymi. Nie żeby mu to przeszkadzało, ale jednak. Małego Burzę, Ciernia i Cętkę jeszcze tyle czeka w życiu! Zielonooki uczeń wzruszył się delikatnie przeżywanym momentem, co skutkowało zeszkleniem się ślepi. 
— Wszystko dobrze? — zapytała kotka, widząc próbującego powstrzymać łezki Tańca. 
— M-mhm. — odparł krótko bury, podciągając nosem. — Tylko... one są jeszcze takie malutkie i tyle je czeka w życiu. T-to takie niesamowite i wzru-wruszające... — wypluł w końcu syn Pląsu. Pyłek uśmiechnęła się na słowa młodego, mrucząc cicho. 
— To prawda. Codziennie się zastanawiam, co z nich wyrośnie.... — karmicielka obdarzyła czułym spojrzeniem każde z swoich dzieci.
— Na pewno dzielni i wspaniali wojownicy. — wymruczał Tańcząca Łapa. Kocur poczuł, jak na jego łapy powoli wgramala się jeden z maluchów. 
— Czeeeść. — miauknął radośnie bury, zniżając głowę by przyjrzeć się bliżej klusce. 

< Któreś z kociaków Pyłka? >

07 marca 2020

Od Tańczącej Łapy

Gdy kocur w końcu opanował pozycję łowiecką, w końcu on i jego mentor mogli przejść dalej - rozpoznawanie zwierząt po zapachu, taktyk łowieckich i nareszcie właściwego polowania. Taniec poniuchał chwilę w powietrzu, otwierając pysk, by lepiej wyczuć różne wonie. Znał już podstawy. Wiedział jak pachną zające oraz myszy i powoli zaczynał rozróżniać zapachy innych gryzoni. Orzechowe Futro gdy zobaczył, że Taniec znalazł trop, postanowił go delikatnie naprowadzić na kolejne znaki.
— Wiesz co to? — zapytał cicho point, by nie wystraszyć potencjalnej ofiary. Taniec skinął w skupieniu głową, po czym wziął jeszcze jeden głęboki wdech.
— Zając. — miauknął krótko, co szybko potwierdził Orzech. Tańcząca Łapa nastawił wywinięte uszy i spiął wszystkie mięśnie, gdy usłyszał drobne skoczki zwierzęcia. Gdy członkowie klanu burzy zbliżyli się jeszcze bardziej do zająca, Orzechowe Futro poruszył wąsami, dając znak Tańcowi na to, że może atakować. Bury zniżył jeszcze łeb, po czym wyskoczył na niczego nie świadome zwierzę. Na szczęście dla szaraka, kot spudłował, a zwierzę się poderwało do biegu. Taniec zaczął gonić niedoszłą ofiarę, podążając za prędko uciekającym zającem. Orzechowe Futro również dołączył do pościgu, by zwiększyć szansę złapania czegoś dla Klanu Burzy. Tańcząca Łapa był już tak blisko dosięgnięcia tylnej kończyny ssaka, gdy nagle poczuł, jak jego własne łapy zaczęły zwalniać. Gdyby nie to, że szarak skręcił i dał Tańcowi okazję do chwycenia go pazurami, na pewno by uciekł. Zając jednak nie poddawał się do samego końca i zadał parę dobrych ciosów Tańcowi w szczękę i klatkę piersiową miotając się jak głupi. Gdy Orzechowe Futro pomógł Tańczącej Łapie, zwierzątko w końcu wydało ostatni oddech i jego klatka piersiowa przestała się ruszać. Taniec dumny z siebie z trudem uniósł w górę pysk ze zdobyczą, a jego mentor uśmiechnął się, prostując grzbiet.
— Nieźle ci poszło, Tańcząca Łapo. — pochwalił go point. Taniec uśmiechnął się na tyle, ile mógł z zwierzyną w pysku.
— Wracajmy teraz do obozu, robi się ciemno. — miauknął zadowolony Orzech, po czym razem z dymnym uczniem i upolowaną zwierzyną wrócili do obozu.

Od Tańczącej Łapy CD. Śpiewającej Łapy

— No co? Jest późno! — bąknął Tańcząca Łapa, wybudzony ze snu. Kocur ziewnął szeroko, a jedyne, co teraz przychodziło mu do głowy, to to, że chciałby wrócić do tej pięknej krainy, mlekiem i miodem płynącej, o której przed chwilą śnił.
— Dlatego budzę cię, przecież to wiem! Chciałem zrobić zacny żart Jeżowej Łapie! — miauknął wesoło rozbudzony Śpiew, smagając delikatnie grzbiet burego rudym ogonem, by zachęcić go do wstania. — Chodźmy! 
— C-co…? — zająknął się Taniec, marszcząc brwi. — Czemu mielibyśmy robić żart Jeżowej Łapie?
— Dla zabawy! — Śpiewająca Łapa za wszelką cenę chciał wywlec Tańca na zewnątrz, zanim ten załapie, co się tak właściwie dzieje.
— Ale ja lubię Jeżową Łapę… — mruknął zaspany kocur, leniwie unosząc się do siadu. Nagle poczuł, jak coś popycha go od tyłu w stronę wyjścia. Przetarł delikatnie łapą ślepia, by chociaż trochę się pobudzić do normalnego funkcjonowania.
— Jeju, czy musisz być taki g…. włochaty? — syknął Śpiew pod nosem, w połowie zdania gdyząc się w język.
— Chciałeś powiedzieć gruby? — Tańcząca Łapa oburzył się teatralnie. — Własny brat chciał mnie nazwać grubym, no kto by pomyślał.
— Oj, no, jesteś tylko trochę cięższy niż inni. — prychnął rudy, wywracając oczami. Taniec zaśmiał się cicho, próbując nie obudzić reszty. Gdy w końcu się uspokoił, odwrócił się do Śpiewu, by móc z nim poważniej porozmawiać na temat tego całego przekrętu.
— Dobra, a teraz serio - o co chodzi z tym żartem? Co ci zrobił Jeżowa Łapa? I wiesz, że możemy za to dostać ochrzan od lidera, nie? Nie jesteśmy już kociakami przecież. — powiedział bury, przypominając sobie o ostatnim “żarcie” przeprowadzonym na medyczce, który nie skończył się najlepiej.

< Śpiewająca Łapo? >

Od Tańczącej Łapy CD. Jeżowej Łapy

— To jest szczaw, leczy zadrapania i łagodzi spękane poduszki łapek. Podbiał ułatwia oddychanie, a trybula jest najlepsza na ból brzucha.
Czekoladowy kocur przerwał opowiadanie, czekając na więcej pytań od burego. Młodszy poniuchał chwilę w powietrzu, po czym uniósł się i podszedł do roślinki, która była źródłem mocnego, słodkiego oraz interesującego zapachu.
— A to? — zapytał Taniec, pokazując ogonem żółte kwiatki ułożone na skalnej półce.
— Wytrocz. — odpowiedział szybko Jeżowa Łapa, tylko rzucając okiem na medykament. — Można go jeść tylko w małych ilościach i wtedy leczy kaszel.
Taniec był pod sporym wrażeniem wiedzy starszego kocurka.Pewnie bycie medykiem jest całkiem ciekawym zajęciem - możesz pomagać różnym kotom przebyć choroby lub wyleczyć ich rany, ale z drugiej strony, czy na dłuższą metę nie byłoby to nudne? Na dodatek nie można mieć partnera, co dla młodego Tańca wydawało się katorgą. Bury otworzył pysk, by zadać kolejne pytanie, gdy do jego uszu dobiegł znajomy głos Pląsającej Łapy, która szukała po obozie swoich rozbieganych dzieci.
— Muszę już iść! — miauknął szybko maluch, wybiegając z legowiska. — Do zobaczenia! — zamruczał jeszcze, wychodząc.

***
— Słuchaj teraz uważnie. — powiedział Orzechowe Futro, podchodząc bliżej zziajanego Tańczącej Łapy. — Musisz bardziej zgiąć łapy by dobrze się ustawić. Do tego ogon powinieneś mieć niżej…
Taniec jęknął cicho, słysząc te wszystkie poprawki wypływające z ust mentora. Przecież już ćwiczyli pozycję łowiecką chyba drugi wschód słońca! Ile jeszcze będzie się musiał ustawiać zanim zacznie łapać pożywienie dla klanu?
— Moglibyśmy zrobić sobie przerwę? Łapy mnie bolą… — wymruczał niezadowolony buras, marszcząc brwi. Na pysk jego mentora wpłynął niewielki uśmiech, widząc niezadowoloną minę podopiecznego. Point skinął głową i przysiadł przy swoim uczniu.
— Pamiętam jak też mi się nie podobało, że Fiołkowa Bryza mnie strofuje za postawę. A to grzbiet krzywo, a to łeb za wysoko… — Orzech zaśmiał się cicho, przypominając sobie własny trening. Jasny kocur szturchnął delikatnie słuchającego go w skupieniu Tańca. — Ale zobacz, trochę pracy i zostałem wojownikiem! I teraz mam ciebie nauczyć tego wszystkiego! A teraz chodź, pokażę ci parę fajnych trików łowieckich, co ty na to?
— Jasne! — zawołał od razu ożywiony młodzian. Uwielbiał, jak jego mentor mu pokazywał coś innego niż rzeczy, których się aktualnie uczyli. Kto by nie lubił małej odskoczni od zwykłych zajęć?

***

Tańcząca Łapa wróciwszy z treningu, usadowił się na swoim posłaniu w legowisku uczniów. Leżała tam również Sikorka, odpoczywając po swojej sesji. Taniec leżał chwilę spokojnie, gdy poczuł, że w jego bok coś wżyna się nieprzyjemnie. Bury przewrócił się na inną stronę, a potem na drugą, by tylko pozbyć się kującego cholerstwa z legowiska bez potrzeby wstawania.
— Co się tak wiercisz? — mruknęła cicho szylkreta, uchylając ślepie by zobaczyć, co odprawia jej braciszek.
— Chyba mam coś w… — zaczął, jednak szybko skończył krótkim syknięciem, gdy poczuł, jak to coś wbija się w miękką poduszkę jego łapy. Potrząsnął kończyną, próbując pozbyć się obcego ciała, jednak za nic nie chciało wyjść.
— Co to? — zamruczała delikatnie zaciekawiona Sikorka, wychylając się z posłania. Kocur pokazał kotce łapę, na co ta zmarszczyła delikatnie nos.
— Cierń. — stwierdziła krótko, po czym wskazała wyjście z legowiska ogonem. — Idź do medyków, oni szybko poradzą sobie z tym okropieństwem. Taniec szybko za radą siostry udał się do Jeżowej Łapy i Zajęczej Stopy, kulając po drodze. Dobrze, że Pląsająca Łapa go nie widziała po drodze - od razu zaczęła by robić aferę przez głupi maleńki cierń.
— Hej, Jeżyku? Jesteś? Mógłbyś mi pomóc? — rzucił bury, przekraczając próg wnęki medyków.

< Jeżowa Łapo? >

01 marca 2020

Od Tańca (Tańczącej Łapy) CD. Melodyjki

— Ciego chcierz? Nie oddam ci, to moje — warknęła młoda kotka, mierząc go zimnym wzrokiem, gdy tylko Taniec trochę się zbliżył. Bury kocurek zamrugał parę razy, obserwując tą małą, stroszącą futerko koteczkę.
— Nie chce ci zabrać twojej kuleczki! — zapewnił szybko zielonooki, cofając się delikatnie, aby więcej nie denerwować małej szylkretki.
— To cego do mnie psylazis, hm? — wymruczała gniewnie, chowając mech za siebie, by się upewnić, że kocur na pewno nie odbierze jej własności. Taniec przekrzywił główkę, niekoniecznie wiedząc, co kotka ma na myśli. Nie rozumiał również jej zachowania. Przecież nie chciał zrobić jej niczego złego! Chciał tylko poznać córkę Kwitnącej trochę lepiej, bo nie mieli wcześniej okazji wymienić słowa. Nic dziwnego, dzieciaki królowej zaczęły mówić dopiero niedawno.
— Przychodzę w pokoju! — zawołał Taniec, naśladując głosem jakiegoś lidera, który próbuje zawrzeć sojusz z innym klanem. Po chwili ton jego głosu znormalniał, a na jego bury pyszczek wszedł miły uśmiech. — Chciałem się przywitać! Jesteś Melodyka, prawda?
— Mhm… — bąknęła, powoli zaczynając się prostować i rozluźniać wcześniej spięte mięśnie.
— Jestem Taniec! — miauknął pogodnie, siadając niedaleko niewielkiej szylkretki.
— Wiem, tfoja siosla sirasnie sie dze podcas zabawy. — Melodyjka machnęła ogonem, marszcząc uroczo nosek. Taniec zaśmiał się pod nosem, widząc jej zniesmaczoną minkę. — A teras ić sobie, bo ce sie dalej bawiś! — parsknęła, po czym odwróciła się, by chwycić swoją “piłeczkę” i odejść od burego.
— Może pobawimy się razem? O, mogę nauczyć cię aportować! — zamruczał radośnie. Uważał, że pomysł z aportowaniem był idealny i małej koteczce na pewno się spodoba!

***

Taniec spędzał właśnie swoje ostatnie chwile w kociarni jako mały, nieporadny kociak. Mił dzisiaj zostać uczniem! Już niedługo będzie się nareszcie szkolił na wspaniałego wojownika.
— Już się nie mogę doczekać mianowania! — zawołała Sikorka, siedząc niedaleko burego kocura.
— Ja też! — potwierdził energicznie Taniec, kiwając głową. — Jestem ciekawy kto zostanie moim mentorem.
— Mhm, zgadzam się. — zamruczał Śpiew. Zanim Taniec czy Sikorka zdążyli odpowiedzieć, do żłobka weszła z powrotem Pląsająca Łapa i z uśmiechem usiadła niedaleko swoich dzieci.
— Gotowi na wasz wielki dzień? — zapytała, po czym zaczęła zajmować się burym futerkiem syna.
— Mamo, myślisz że kogo dostanę na nauczyciela? — zapytała młodsza szylkreta, wynurzając swoją głowę za wejście kociarni, jakby chciała sprawdzić, czy czasem Klan już się nie zbiera pod miejscem przemówień. Nic dziwnego, że kotka się niecierpliwiła - w końcu za jakiś czas nauczą się polować i walczyć!
— Tańcu, nie wierć się, nie możesz tak wyglądać na ceremonii. — mruknęła Pląs, marszcząc brwi.
— No wiem, wiem… — zamruczał pręgowany, wywracając oczami. No niech już w końcu mianowanie się zacznie! Chwilę potem, do jego wywiniętych uszu dobiegł donośny głos lidera, zwołującego swój klan na zebranie. Dzieciakom Pląsającej Łapy zabłysły oczy, a gdy tylko szylkreta im nareszcie pozwoliła wyjść, zaczęli się przepychać w wejściu, by jak najszybciej znaleźć się pod miejscem przemówień lidera. Każdy z trójki kociąt niecierpliwie czekał na wywołanie swojego imienia. Taniec nie mógł uwierzyć, że to właśnie się dzieje.
— Tańcu, ukończyłeś 6 księżyców i nadszedł czas, abyś został uczniem. Od tego dnia, aż do otrzymania imienia wojownika będziesz się nazywać Tańcząca Łapa. Twoim mentorem będzie Orzechowe Futro. Mam nadzieję, że Orzechowe Futro przekaże ci całą swoją wiedzę. — powiedział Czapla Gwiazda, kierując pysk w stronę młodego, burego kocurka. Taniec, a raczej teraz już Tańcząca Łapa rozejrzał się za swoim mentorem, by dokończyć ceremonię.

***

Tańcząca Łapa po treningu postanowił odwiedzić Pylisty Świt w kociarni. Kocurek uwielbiał spędzać czas z karmicielką i jej kociakami, więc często przychodził do rodziny lidera. Przy okazji miał okazję pobawić się trochę z resztą kociąt Klanu Burzy. Bury przyszedł do kociarni, niosąc w pysku tyle myszy, ile mógł udźwignąć. Kotki leżące wewnątrz przywitały go uśmiechem, na co Taniec delikatnie skinął głową. Jak już wszystkie piszczki były powoli konsumowane, pręgowany kocur ułożył się wygodnie i uśmiechnął szeroko.
— Heej, maluchy! — zaowłał, próbując zwrócić na siebie uwagę.

<Melodyjko? Reszta dzieciaków? >

02 lutego 2020

Od Tańca CD. Jeżowej Łapy

Maluch poczuł ulgę, gdy wszystkie jego łapki oderwały się od lepiącego błota. Jak dobrze było nie musieć poruszać się na tak okropnym podłożu! Malec spokojnie nie ruszał się, by nie przeszkadzać Jeżowej Łapie.W końcu nie musiał mu pomagać, a jednak się zgodził! Jeżowa Łapa był taki superowy! Taniec otworzył buźkę, by coś powiedzieć, jednak zaraz potem przypomniał sobie, że przecież czekoladowy uczeń nie może mówić! Trudno, kocurek pogada z nim jak już dostrą na kolejny przystanek.

***

Nowy obóz Klanu Burzy był cudowny! Owszem, wszyscy musli się uwijać jak mrówki w mrowisku, by skończyć wprowadzanie się - trzeba było przygotować legowiska, znaleźć sposób, by "zadaszenie" legowiska wojowników nie przeciekało i przede wszystkim uzupełnić zapasy medyczki. Zajęczej Stopie pomagał w tym Jeżowa Łapa, który został oficjalnie jej uczniem! Odkąd znaleźli się w obozie, to Taniec rzadko go widywał, ponieważ ten spędzał prawie całe dnie na pomaganiu i uczeniu się od Zajączka. Maluch w końcu uznał, że skoro tak mało widzi Jeżyka, to pewnie czekoladowy się ucieszy, jak zobaczy, że burasek przyszedł go odwiedzić w legowisku medyka. Maluch szybkim krokiem poszedł do wnęki w skale, gdzie teraz znajdowały się zapasy ziółek Klanu Burzy. Gdy tylko minął wejście, uderzył go tak mocny zapach medykamentów, że zakręciło mu się delikatnie w główce. Maluch zachwiał się, jednak zaraz potem potrząsnął łebkiem, by trochę się otrząsnąć.
— Taniec? Co tutaj robisz? Coś się stało? — ciepły głos dobiegł go z głębi legowiska. Zaraz potem kocurek zobaczył przed sobą Zajęczą Stopę, patrzącą na niego ze zdziwieniem.
— Nie, przyszedłem się zobaczyć z Jeżykiem! — zamruczał, uśmiechając się. Szylkreta skinęła głową, po czym miała zamiar odwrócić się i wrócić do swoich spraw, jednak Taniec szybko znalazł się przy jej łapie i zadarł główkę, by spojrzeć na pysk kotki, który jednak był trochę wyżej niż on. 
— Wiesz, Zajęcza Stopo, chciałem przeprosić... — mruknął po chwili malec ze skruchą w głosie. Kotka uniosła jedną brew.
— Za co? — zapytała zdziwiona starsza kotka, siadając.
— Za to, że razem z Sikorką grzebaliśmy ci w ziółkach... — powiedział, odwracając wzrok. Trochę mu było wstyd, że wtedy zgodził się, żeby zemścić się na Zajęczej Stopie. Przecież kotka nic złego wtedy nie zrobiła, a oni zachowali się tak brzydko...
— Nie szkodzi, młody. — zachichotała kotka pod nosem, po czym polizała Tańca po czułku. — Przynajmniej miałam wtedy okazję by jeszcze raz sprawdzić, czy wszystko mam. 
Maluch odetchnął z ulgą. Miał nadzieję, że Zajączek właśnie tak zareaguje na przeprosiny. Byłoby mu przykro, gdyby kotka nagle zaczęła się na niego jeszcze rozgniewać za to, co przeskrobał.
— Jeżowa Łapa powinien zaraz być, możesz na niego tu poczekać. — powiedziała kotka, po czym wróciła do swoich obowiązków. Rzeczywiście, młody nie musiał długo czekać, ponieważ parę minutek po rozmowie z medyczką, w wejściu do legowiska pojawił się syn Brzozowego Szeptu. 
— Cześć, Jeżowa Łapo! — zawołał na powitanie młodzik, podrywając się z miejsca. 
— Hej Tańcu. — zamruczał niebieskooki, odkładając ziółka na skalną półkę. — Co się tutaj sprowadza?
— Chciałem się z tobą pobawić, ale widzę, że jesteś zajęty... — westchnął niekoniecznie zadowolony dzieciak. Po chwili jednak jego grymas na pyszczku został zastąpiony uśmiechem i sam maluch się ożywił. —A może byś mnie czegoś nauczył o ziółkach?

< Jeżowa Łapo? >

Od Tańca CD. Chuderlawej Łapy

— Dobra, słuchaj mały, pobawimy się właśnie w aportowanie, słuchaj uważnie, bo to nie jest łatwa gra ― zaczął poważnie Chuderlawa Łapa, podsuwając nie za duży kamyk pod niemalże sam nos młodego kociaka. Młody przekrzywił głowę, tym razem w drugą stronę. Co on ma zrobić z tą szarą, twardą i zimną skałą? Po dokładnym obejrzeniu i analizie głazu, posłał liliowemu pytające spojrzenie zielonych oczu oraz nastawił grzecznie wykręcone uszy.
— Patrz i słuchaj - aportowanie polega na tym, że ja ci rzucam patyk, skałkę lub cokolwiek, a ty ją do mnie przynosisz, łapiesz? — powiedział Chudzielec, wskazując ogonem na odłamek skalny.
— Nie lozumiem. — burknął Taniec, marszcząc brwi. — Po co mam go psynosić spowlotem? 
— Ughhh, na tym własnie polega cała rozrywka! — starszy kocur wywrócił oczami. — Ale jak chcesz, żeby najfajniejsza psia, czyli najpelsza, zabawa cię ominęła to twoja strata. — dopowiedział niebieskooki po chwili teatralnie obojętnym, jednak przyciągającym uwagę głosem, wzruszając ramionami.
  — Nie, no cio ty! Jasne ze ce sie bafić! — podskoczył radośnie Taniec, po czym postanowił zaczekać, aż Chuderlawa Łapa w końcu rzuci mu kamień. Liliowy zaśmiał się pod nosem, a następnie chwycił twardy obiekt i cisnął go za wejście tymczasowego żłobka.
 — Aport!   — krzyknął do Tańca, a ten, wywnioskowawszy, że powinien za tym pobiec, szybko puścił się biegiem w kierunku miejsca gdzie spadł głaz. Potem, gdy dobiegł do kamyczka nieco zdyszany, szybko chwycił go do pyska. Maluch zmarszczył brwi, czując dziwną i nieprzyjemną w dotyku, chropowatą teksturę skały. Po chwili dotarł z powrotem do kociarni i wypluł całkowicie mokry od silny odłam. 
 — Na tym to polega? Całkiem... ciekawe!  — miauknął Taniec, powoli ogarniając, o co chodzi w tym całym aportowaniu. Fajnie sobie polatać za kamieniem, ale z kimś na pewno by było fajniej! Gdy tak o tym pomyślał, to uznał, że taka zabawa z całym rodzeństwem będzie super czadowa!  — Pokaże to Sikorce i Śpiewu, na pewno im się spodoba! 

***

Odkąd Taniec nauczył się aportować minęło już całkiem sporo czasu. Klan Burzy już dawno zagościł na nowych terenach, jednak pogoda nadal nie przestawała dawać wszystkim w kość. Gdy tylko nie padało, już 4 księżycowy Taniec za pozwoleniem mamy wychodził z kociarni, by trochę pozwiedzać nowy obóz. Często podchodził do znajomych pysków, by porozmawiać lub po prostu zdobywał nowe znajomości.
Taniec leżąc na boku, obserwował spadające z ciemnego nieba krople. Chociaż padało dosyć mocno, maluch był wyjątkowo szczęśliwy, że jego futerko nie moknie, nie jest mu straszliwie zimno i się nie trzęsie, brnąc po łokcie w błocie. Taniec pomyślał, że Śpiew na jego miejscu na pewno układał by teraz jakiś wierszyk na temat tych wspaniałych, niezwykle mokrych kropelek, rozbryzgujących się na ziemi. A jego bury brat? Kocurek po prostu ze spokojem obserwował, jak deszcz rozbija się o wilgotne podłoże. Taniec jeszcze chwilę obserwował to zjawisko, a gdy uniósł delikatnie głowę, kątem oka dostrzegł siedzącego niedaleko Chuderlawą Łapę, z krzywym wyrazem pyska. Zielonooki uśmiechnął się na widok liliowego, a widząc jego niezadowoloną minę postanowił go trochę rozweselić. Bury rozejrzał się szybko za odpowiednim kamieniem lub badylem, a gdy go znalazł niedaleko wejścia kociarni szybko chwycił go w pyszczek i przyniósł pod łapy Chudzielca. "Pan Pies" odwrócił głowę w jego stronę i szybko rzucił okiem na skałę, która znajdowała się zaraz obok niego.

< Chuderlawa Łapo? 

31 stycznia 2020

Od Tańca CD. Czaplej Gwiazdy

— Czapla Gwiazdo, a czy ty i Plamisty Świt się kochacie? — zapytał zaciekawiony maluch, nie mając pojęcia, że takim pytaniem może wprawić lidera i bliską mu wojowniczkę w niemałe zakłopotanie. Czekoladowy kocur po dotarciu do niego pytania uśmiechnął się niezręcznie, po czym odwrócił delikatnie łeb. Po chwili, gdy początkowe lekkie zawstydzenie lidera minęło, kocur nadzwyczajnie spokojnie zwrócił się do wciąż czekającego malucha.
— Tak, ja i Pylisty Świt się kochamy. — powiedział łagodnym tonem, przy okazji poprawiając błąd Tańca. Zanim starszy kocur zdążył cokolwiek dalej powiedzieć, to Taniec z wielkim uśmiechem na pyszczku już zaczął się wtrącać.
— To fajniutko! — zamruczał radośnie bury kociak, co raczej było ciekawą reakcją z jego strony. Kociaki w jego wieku, podobnie do Sikorki, zwykle reagują wytykaniem języka i odgłosami obrzydzenia na samo wspomnienie o miłości między kotami, a Tańcowi w ogóle to nie przeszkadzało. Wciąż z szczerym i szerokim uśmiechem obserwował reakcje zakochanej parki. — Mamusia mówi, że kochanie kogoś to wspaniała rzecz. Ja też tak uważam! 
Maluch zamruczał pociesznie, na co Czapla Gwiazda i Pylisty Świt uśmiechnęli się, a czekoladowy lider następnie skinął głową.
— Masz racje, Tańcu. — miauknął starszy, po czym polizał kociaka po głowie. — A teraz lepiej już idź do mamy, bo chyba cię szuka. — dodał po chwili, unosząc głowę w kierunku kociarni, wskazując maluchowi kotkę.
— Dobrze! — powiedział szybko Taniec, odwracając się w stronę szylkretki. Jeszcze zanim oddalił się od Pyłu i Czapli, podziękował zakochanym za pocieszenie go po tak okropnym wydarzeniu jakim było zgniecenie motylka i ładnie się pożegnał. 

***

Minęło dopiero parę wschodów słońca od przybycia Klanu Burzy na swoje nowe tereny, więc wszystcy członkowie wciąż musieli się przyzwyczajać. Młody Taniec słyszał od czasu do czasu od starszych wojowników, że a to legowiska nie tak wygodne jak wcześniej, a to za dużo ziemi nad głową i tym podobne. A czy buraskowi coś nie pasowało? Wręcz przeciwnie! Maluch był w niebo wzięty, gdy usłyszał, że już dłużej nie muszą iść i że jak będą się bawili poza żłobkiem to nie będzie na nich deszczyk padał. Malec właśnie bawił się z Sikorką, gdy zobaczył, jak Rysia Łapa, przychodzi do nich z kępka mchu w pyszczku. 
— Co robisz,  tatusiu? — zapytał zaciekawiony Taniec, przerywając podgryzanie uszka Sikorki. Rudy kocur słysząc pytanie synka, upuścił zieloną, "włochatą" roślinkę, by móc mu odpowiedzieć.
— Wasza mama narzeka na ból grzbietu, więc uznałem, że jeśli będzie miała wygodniejsze legowisko to jej pomoże. — powiedział spokojnie Ryś, po czym podniósł  mech i zaniósł go do środka żłobka, gdzie aktualnie leżała niebieska szylkreta, spokojnie obserwując harce swoich pociech. 
Niedługo potem w zasięgu wzroku Tańca pojawiła się czarno-biała kotka - Pylisty Świt. Jednak... partnerka Czaplej Gwiazdy wyglądała jakoś inaczej. Miała jakby bardziej zaokrąglony brzuszek niż ostatnio. Młody szybkim krokiem podszedł do kocicy i przywitał ją  rozpromienionym uśmiechem.
— Dzień dobry! — odezwał się po chwili ucieszonym głosikiem. Wojowniczka również uśmiechnęła się na widok znajomego, radosnego kocięcia.
— Dzień dobry, Tańcu. — zamruczała Pylisty Świt ciepłym głosem. Maluch bardzo lubił ton i dźwięk jej głosu - dobrze się mu kojarzył i przypominał mu o czymś łagodnym i czułym. 
— Idziesz odwiedzić moją mamusię? Albo Kwitnącą Polanę? — zapytał, zaciekawiony powodem kierowania się kotki w stronę kociarni. Maluch był prawie pewny twierdzącej odpowiedzi i jak wielkie było jego zdziwienie, gdy zielonooka pokręciła przecząco głową.
— Będę z wami mieszkała przez jakiś czas. — oznajmiła z uśmiechem, co jeszcze bardziej zaskoczyło Tańca. Maluch przekrzywił uroczo główkę, niekoniecznie rozumiejąc, co partnerka przywódcy Klanu Burzy ma na myśli. 
— Jak to? — mruknął, zastanawiając się o co chodzi Pyłowi. Kotka zaczęła iść powoli w stronę kociarni, po czym zachęciła malucha do podążania za nią skinieniem końcówki ogona. Kocurek szybko ruszył się z miejsca i po krótkiej chwili znaleźli się oboje w żłobku. Zaraz przy wejściu leżała Pląsająca Łapa, skupiona na obserwowaniu reszty dzieci bawiących się na zewnątrz, a głębiej w żłobku Kwitnąca zajmowała się pielęgnowaniem własnego futerka, a jej niedawno narodzone maluchy spały przy jej brzuchu.  
— Witaj, Pylisty Świcie. — zamruczała Pląsająca, witając się z przybyszką. Po szybkim przyjrzeniu się kotce, matka Tańca uśmiechnęła się  i uniosła delikatnie brew.
— Widzę, że nie przyszłaś kolejny raz rozwodzić się nad rozkoszą moich, albo Kwitnącej kociąt? — zaśmiała się w końcu.
— Aż tak to widać? — mruknęła rozbawiona Pyłek, po czym ułożyła się niedaleko partnerki Rysiej Łapy. Obie kotki niedługo potem zaczęły ze sobą rozmawiać, a Taniec nadal nie rozumiał, czemu czarno-biała będzie tu z nimi sobie siedziała przez ten "jakiś czas". Nie chciał przeszkadzać w pogaduszkach kotek, więc miał zamiar grzecznie poczekać, aż skończą trajkotać. Siedział tak sobie spokojnie, aż nie usłyszał kroków za sobą. Zaciekawiony odwrócił główkę, by zobaczyć, kto przychodzi do żłobka. W wejściu dojrzał znajome, czekoladowe futro poprzecinane ciemniejszymi pręgami. Maluch niezwykle ucieszył się na widok lidera - może on mu wytłumaczy, o co chodzi! Tylko nie mógł dopuścić, żeby on też zaczął rozmawiać z Pląsającą i Pyłkiem, bo jeśli tak będzie, to nigdy nie przestaną!
 — Czapla Gwiazdo! Czapla Gwiazdo! — zawołał maluch, podskakując, próbując zwrócić na siebie uwagę starszego kocura. Lider spojrzał na niego zaskoczony, po czym kucnął, by wysłuchać buraska. 
— O co chodzi, Tańcu? — zapytał, zachęcając malucha do wyjawienia nurtujących go pytań.
— Dlaczego Pylisty Świt będzie z nami mieszkała? I dlaczego tak... zgrubła? — to drugie dodał cichym głosem, żeby czasem kotka się na niego nie obraziła. Czapla Gwiazda słysząc pytania malucha, zachichotał cicho pod nosem. 
— Wiesz, jak dwa koty się bardzo, ale to bardzo mocno kochają, to czasem dzieje się tak, że w brzuszku kotki pojawiają się malutkie, bardzo malutki kociaczki, a potem przez jakiś czas tam sobie rosną, żeby potem pojawić się na świecie. — wytłumaczył w najprostszy sposób jak mógł Czapla, usadawiając się obok Tańca, któremu gdy tylko usłyszał słowo o nowych kociakach w brzuchu Pyłka, zaświeciły mu się oczy.
— A... a czy ty i Pylisty Świt się bardzo, ale to bardzo kochacie? — dopytał jeszcze, by upewnić się na 100%, że to o czym myśli jest prawdą.
— Mhm. — potwierdził Czapla, z nutką dumy w głosie. 
— To super! — zawołał rozpromieniony maluch. Nie dość, że będzie miał teraz więcej osób do zabawy, to jeszcze kociaki lidera i zielonookiej wojowniczki na pewno będą takie fajne jak oni, a nawet fajniejsze!
— Co jest takie super, skarbie? — zapytała niebieska szylkreta, słysząc zachwyt swojego synka. 
— Czapla Gwiazda będzie miał kociaki! — zapiszczał uradowany maluch, na co obie kotki i starszy kocur zachichotali. Gdy Taniec ukradkiem spojrzał na brzuch Pyłka i dostrzegł, jak wszyscy się cieszą na wieść o maluchach, zaczął się zastanawiać nad jeszcze jedna kwestią.
— Czapla Gwiazdo, myślisz, że jak będę starszy i też się tak bardzo, bardzo zakocham, to też będę mógł mieć w brzuszku kociaki? — zapytał niewinnie, patrząc na swoją puchatą, delikatnie pulchną brzuszynę.

< Czapla Gwiazdo? >

26 stycznia 2020

Od Tańca CD. Czaplej Gwiazdy

Po białym kaszlu Tańca nie było nawet śladu - kocurek mógł oddychać bez najmniejszego problemu, głowa nie była już więcej ciężka, a płuca przestały boleć już jakiś czas temu. Kocurek dzięki Zajęczej Stopie i jej roślinkom maluch radośnie wrócił do beztroskich harców z rodzeństwem i ciągłemu przebywaniu z rodzinką.
Taniec po kolejnej godzinie spędzonej na zabawie z Sikorką i Śpiewem postanowił odpocząć trochę od rozbrykanej siostry i rymującego brata. Postanowił posiedzieć sobie chwilę i poobserwować resztę Klanu, który akurat się zatrzymał na odnowienie sił. Gdy bury kocurek tak sobie cupnął obok niewielkiego kamyczka, na szarej powierzchni skały dostrzegł niezwykle barwnego owada. Jego skrzydełka mieniły się rudo-czerwonym, błyszczącym granatem, głęboką czernią i złotem. Cudowne stworzonko! Taniec pomyślał, że wspaniałym pomysłem będzie poderwanie robaczka do lotu, żeby mógł go obejrzeć w całej jego okazałości. Bury maluch na początek zamachał łapką, by delikatnie przestraszyć owada, jednak nic nie zadziałało. Maluch zmarszczył nieco brewki. Dlaczego motylek nie chciał polecieć? Zaraz potem Taniec postanowił spróbować innej strategii - miał zamiar tupnąć łapką na kamieniu na tyle blisko stworzonka, żeby mieć pewność, że ten wzniesie się w powietrze. Maluch podniósł łapkę i szybkim ruchem uderzył nią w kamień... a raczej uderzyłby, gdyby nie to, że źle wymierzył i  trafił nie twardą skałę, a kruchego motylka, który rozpłaszczył się na szarej powierzchni. Taniec unosząc łapkę zobaczył, co zrobił i stał chwilę w szoku, patrząc na miazgę, która jeszcze chwilę temu była motylkiem. Gdy tylko się otrząsnął, do jego zielonych ślepi napłynęły łzy, a z noska zaczęła lecieć woda. Parę uderzeń sekund potem po jego policzkach już lał się wodospad, a kocurek zaczął rozpaczliwie rozglądać się za kimś, kto mógłby go pocieszyć. Maluch dojrzawszy zamazaną sylwetkę czekoladowego lidera, szybko poderwał się do biegu i zanim zdążył pomyśleć o tym, że może przeszkodzić w czymś starszemu kocurowi, niemalże wbił się w bok czekoladowego. Zanim udało mu się cokolwiek powiedzieć, młody kocurek nieświadomie wytarł nosek w sierść lidera, wciskając się coraz bardziej w brązowookiego.
— Cz-czapla G-gwiazdo... — zaszlochał, stłumionym przez futro starszego głosem.  — J-ja... popsułem m-m-motylka!

< Czapla Gwiazdo? >

Od Tańca CD. Czaplej Gwiazdy

— Ona nie odczuła żadnego bólu, ale za to serca jej bliskich jeszcze przez wiele księżyców cierpiały z tęsknoty. — wyjaśnił cicho i spokojnie lider Klanu Burzy. Maluch zmarszczył brwi - nie spodobała mu się odpowiedź Czapli. Owszem, historia o powstaniu Klanu Burzy i jego wspaniałej przywódczyni była świetna, jednak jej koniec zasmucił dzieciaka. Dlaczego taka dobra przywódczyni musiała trafić na Srebrną Skókę i zostawić swoją rodzinę i cały klan? Nie mogła zostać? Taniec spojrzał na swoje łapki, po czym kaszlnął cicho. Chwilę wpatrywał się w swoje przednie kończyny z zamyśloną minką, a cisze przerywał co jakiś czas jego kaszel. Po jakimś czasie zwrócił się w stronę przywódcy i po westchnięciu w końcu coś powiedział.
— To przykre, że Gwiezdni zabierają koty, które kochamy. — miauknął smutnym głosem bury kocurek. — Czapla Gwiazdo, czy Klan Gwiazdy nas nie lubi? —zapytał zaraz, przypomniawszy sobie o ich ciężkiej podróży, brzydkiej powody i całego nieszczęścia. Na dodatek zabierają do siebie żyjących bliskich, przyjaciół i resztę. Jakiś powód musiał tego być, prawda? 
— Tańcu, Gwiezdny Klan kocha wszystkie Klany - nasi przodkowie już od wielu pokoleń opiekują się nami i jestem pewien, że chcą dla nas jak najlepiej, jednak są sprawiedliwi. Złe koty, robiące złe rzeczy zasługują na karę, czym zajmuje się Klan Gwiazdy. — tłumaczył czekoladowy kocur, próbując jak najprościej przedstawić maluchowi tą myśl. 
— To... czy Klan Burzy zrobił coś złego? — młody spojrzał na lidera z pytającym spojrzeniem zielonych oczu.

< Czapla Gwiazdo? >

25 stycznia 2020

Od Tańca CD. Czaplej Gwiazdy

Gdy tylko Zajęcza Stopa pojawiła się w zasięgu jego wzroku, od razu cała zabawa prysła, bo oznajmiła, że ma dla niego kolejne lekarstwa i że czapla Gwiazda musi sobie iść, żeby burasek mógł odpocząć. Ale mu się dobrze odpoczywało słuchając początku historyjki lidera! I mimo zapewnień, że czekoladowy jeszcze dokończy opowiadanie, ale trochę później, młodemu się to nie spodobało. Spojrzał z wyrzutem na medyczkę, na co ta zaśmiała się pod nosem.
— No wiem, maluchu - lider opowiada świetne historyki, ale musisz odpoczywać. — powiedziała spokojnie szylkretowa kotka, po czym przysunęła medykamenty bliżej Tańca. Maluch westchnął i już miał zabrać się za powolne połykanie ziółek, gdy do jego główki wpadł wprost genialny pomysł - po prostu zrobi to bardzo szybko i lider będzie musiał szybciej do niego wrócić! A więc dzieciak otworzył pyszczek najszerzej jak mógł i niemalże na raz połknął wszystkie listki gwiezdnicy. Zajęcza Stopa otworzyła szerzej oczy ze zdziwienia, widząc, w jakim tempie Taniec pochłania swoje lekarstwo. 
— Taniec, nie tak szybko, bo się zakrztusisz! — zawołała kocica, najpewniej już wyobrażając sobie, jak bury kocurek dławi się listkami. Na szczęście, maluch uprzednio energicznie przeżuwając lekarstwo, połknął wszystko bez większych problemów. 
— Już! Zjedzone! — zawołał Taniec, oblizując pyszczek. Zaniósł się cichym kaszlem, gdy medyczka siadała obok niego. 
— Dobrze, teraz powinieneś odpocząć... — zaczęła kotka, jednak widząc jak Taniec szybko kładzie łepek na mchu i prędko zamyka oczy, jej wąsy drgnęły z rozbawienia. — Widzę, że już się nie możesz doczekać dalszego ciągu historii, co? 
— Mhm. — zamruczał, otwierając w ogóle nie zaspane ślepie. Zajączek widząc w naturalnie przygaszonej zieleni oka malucha iskierki aż tańczące z podekscytowania i ciekawości, westchnęła cicho. Pomimo kaszlu, który wciąż raz po raz dokuczał i męczył młodego kocura, kotka pozwoliła na to, żeby Czapla Gwiazda odwiedził Tańca na chwilę i dokończył swoją bajkę. Bury kocurek domyślał się, że szylkretka wiedziała, że porządnie nie odpocznie dopóki nie usłyszy końca historyjki lidera. Gdy tylko czekoladowy pojawił się z powrotem przy Tańcu, maluch kaszląc zaczął zadawać mu pytania o Srebrnej Gwieździe.
— Była miła, prawda? Jak ktoś jest piękny, to znaczy, że jest dobry, prawda? — pytał zaciekawiony maluch, przerywając co chwilę, by z jego niewielkich płuc wydarło się kaszlnięcie. Dopóki czekał na odpowiedź Czaplej Gwiazdy i ten mu odpowiedał, nawet choróbsko mu aż tak nie przeszkadzało. 

< Czapla Gwiazdo? >

24 stycznia 2020

Od Tańca CD. Czaplej Gwiazdy

Młody kocurek został przeniesiony do tymczasowego legowiska medyczki, by mógł chociaż chwilę w spokoju wypocząć i odrobinę się zregenerować. Był zmęczony kaszlem, który co jakiś czas wydzierał się z jego gardła, a gdy chciał odpocząć zasypiając, to choroba skutecznie to uniemożliwiała.
Leżąc na niewielkim posłaniu z mchu, niekoniecznie widział, co się dzieje wokół niego. Słyszał, jak co jakiś czas przechodziły obok niego inne koty, jednak większość nie zostawała na długo. Jedynie mamusia i tatuś często zostawali na dłuższą chwilę. Gdy usłyszał, jak ktoś się do niego zbliża, skierował wywinięte uszko w stronę źródła dźwięku.
— Hej, maleńki, w porządku? — zapytał znajomy głos z troską, po czym kot położył się obok niego oraz otulił go ogonem, co delikatnie przestraszyło i zaskoczyło młodego Tańca - skutkowało to cichym piskiem malucha. Nie spodziewał się takiego gestu ze strony przywódcy. Młody myślał, że tak jak reszta (były jednak wyjątki) nie będzie się chciał od niego zarazić i po prostu porozmawia z nim na odległość.
— Chyba nie, panie liderze. — powiedział bury, z trudem obracając niezwykle ciężką na ten moment główkę. Czapla Gwiazda wyglądał na dosyć zmartwionego, jednak uśmiechał się do malucha czule. Z resztą, jak każdy kot go odwiedzający. Było mu przykro, że znajome koty się o niego zamartwiają, jednak z drugiej strony, całkiem fajnie by było mieć tyle towarzystwa, gdyby nie ten okropny kaszel i katar.
— Zobaczysz, Zajęcza Stopa niedługo postawi się z powrotem na łapki. — zamruczał starszy, pocieszając dzieciaka. — A teraz może jakaś historyjka poprawi ci humorek, hm? — zapytał wesoło.
— Historyjkę? A o czym? — na samo pytanie Taniec trochę się ożywił, a w jego oczach zabłysły ciekawskie iskierki. Nie dość, że sama historia na pewno będzie superowa do słuchania, to na dodatek opowie ją sam lider!

< Czapla? >

21 stycznia 2020

Od Tańca

Bure ciałko kociaka kiwało się wte i we wte przy każdym kroku Pląsającej Łapy. Po futrach członków Klanu Burzy spływały strugi deszczu, ochładzając ich już dostatecznie wymęczone organizmy. Taniec co jakiś czas słyszał gdzieś w tłumie coraz częstsze podciągania nosem, a raz po raz do jego uszu dolatywał cichy dźwięk kaszlnięć. Przeprowadzka na nowe tereny trwała już sporo czasu co widoczne było na członkach klanu - wychudzone sylwetki wojowników Klanu Burzy wlekły za sobą ogony po ziemi. Nawet najsilniejsi Burzowicze byli wymęczeni. Wszyscy tylko wyczekiwali końca tych męczarni. Ile jeszcze będą musieli podążać tą ścieżką? Młody Taniec nie rozumiał, dlaczego to wszystko się działo. Gdy Ośle Ucho opowiadał Pląsającej Łapie o ich wierze, to Klan Gwiazdy wydawał się wspaniałym zgromadzeniem wesołych duszków, które pomagają żyjącym kotom, więc dlaczego akurat, teraz gdy ich potrzebują, to ich przodkowie milczą?
— Mamusiu, d-daleko j-jeszcze? — zapytał cichutko Taniec drżącym głosem. Było mu okropnie zimno, a woda spływająca po całym jego ciele i wiatr dmący od czasu do czasu prosto w pyski podróżujących kotów tylko pogarszały sytuację. Ciężko mu było siedzieć cały czas w ciszy, by nie męczyć bardziej rodziców, jednak wszystkie negatywne emocje powoli zbierały się w nim i nie znajdowały ujścia, co powodowało spore pogorszenie nastroju malucha. Szylkretowa karmicielka słysząc swoje kocię, położyła malucha na ziemi i spojrzała na niego troskliwym, acz zmęczonym wzrokiem.
— Nie wiem, słoneczko, ale jestem pewna, że nie będziemy szli długo i wkrótce będziemy mogli odpocząć. — zamruczała, próbując jakoś dodać otuchy buremu. Czule polizała młode parę razy po główce, po czym z powrotem chwyciła malucha za luźną skórkę na karku i zaczęła iść przed siebie. Szybko wyrównała tempo ze swoim partnerem - Rysią Łapą, który tym razem niósł Sikorkę. Taniec prędko rozejrzał się w poszukiwaniu Śpiewu, ponieważ brak pointa przy jego boku go niepokoił bardziej niż zwykle. Na szczęście szybko go dojrzał - jego braciszka niósł wujek Ośle Ucho, więc rudy był całkowicie bezpieczny. Uspokoiło to trochę Tańca, jednak sam bury kocurek czuł się z każdą upływającą chwilą gorzej. Kociak czuł w płucach nieprzyjemny, piekący ból, a jego głowa była nie tylko niezwykle ciężka, ale również jakby napełniona pulsującym bólem. Oprócz samego złego stanu zdrowia, maluch miał również zły humor i był zdenerwowany tym, że nie wie, co się dzieje z nim i wokół niego. Zadręczał się swoją niewiedzą - dlaczego musieli się ruszać z miejsca i dlaczego muszą tak daleko iść. Co się działo tam takiego złego, że nie mogli tam zostać? W pewnym momencie z jego gardziołka wydarło się ciche kaszlniecie. Potem następne. I kolejne. Trzymająca malucha Pląsającą Łapę zaniepokoił ten dźwięk. Młody kocur czuł, jak kotka delikatnie przekręca głowę, najpewniej szukając wzrokiem Zajęczej Stopy. Taniec niekoniecznie ufał medyczce, lecz jeśli Sikorka żyje do tej pory, to na pewno nie miała zamiaru jej zabić, a skoro jest możliwość, żeby te jej ziółka pomogły, to chciałby się do niej udać. Szylkterotwa karmicielka skierowała się w stronę uzdrowicielki i przepchawszy się przez tłum kotów, dotarła do Zająca. Kotka rzuciła jej pytające spojrzenie, a gdy tylko usłyszała kasłanie malucha, pokiwała głową.
— Przy następnym postoju go obejrzę. — powiedziała spokojnie Zajęcza Stopa, jednak na jej pysku malowało się zmartwienie. Nic dziwnego - kaszlący dzieciak w trakcie podróży to nic dobrego.
Dwa wschody słońca potem maluch co chwilę zanosił się kaszlem i podciągał nosem. Czuł się okropnie - był cały czas zmęczony kasłaniem i katarem, miał zatkany nos i bolała go głowa, a niewielkie zapasy medykamentów nie pozwalały na wiele Zajęczej Stopie. Klan zatrzymał się akurat, by nabrać sił i schronić się, chociaż chwilę przed deszczem.
— Klanie Burzy, jestem pewien, że już niedaleko. — zawołał donośnym głosem Czapla Gwiazda, próbując podnieść swój klan na duchu. Taniec słyszał ciche westchnięcia w tłumie. Maluch liczył na to, że naprawdę niedługo się to wszytko skończy i szybko dotrą na nowe terytorium.
— Zobaczysz, kochanie, już niedługo będziesz zdrowy jak rybka i będziesz mógł razem z rodzeństwem podziwiać nasz piękny, nowiutki obóz, gdy do niego dotrzemy. — miauknęła cicho Pląs. Leżący na niewielkiej kupce mchu maluch odwrócił główkę w stronę mamusi. Kotka uśmiechała się czule do niego, a jej wzrok napełniał kocię kolejną dawką nadziei na to, że jej i lidera słowa to prawda.
— A teraz odpoczywaj, złotko. — zamruczała, tuląc do siebie malucha z troską. — Musisz szybko zdobywać siły...
— Znalazłam trochę gwiezdnicy. — oznajmiła Zajęcza Stopa, podchodząc do chorego Tańca i jego matki. — Masz, młody, zjedz to, zrobi ci się po tym lepiej.
Pręgowany kocurek bez słowa sprzeciwu wziął do pyszczka roślinkę, po czym zaczął przeżuwać. Smak tego zielska nie był aż tak okropny, jak się tego młodzian spodziewał.
— Czy to wystarczy? — zapytała zmartwiona karmicielka, upewniając się, czy Taniec połknął swoje lekarstwo.
— Więcej nie znalazłam. — westchnęła Zajęcza Stopa. — Ale wysłałam Jeżową Łapę i Pliszkowy Krok na poszukiwania więcej roślin leczących biały katar.

< Jak ktoś chce może odpisać >

Od Tańca CD. Jeżowej Łapy

— Cześć, maluchu. — zagadał czekoladowy kocurek szeptem i położył się, obok malucha, by lepiej go widzieć. 
— Cześć! — miauknął radośnie Taniec na powitanie. — Ty jesteś... — zaczął kocurek, próbując przypomnieć sobie imię ucznia. 
— Jeżowa Łapa. — dokończył uprzejmie Jeż, kończąc rozmyślania dzieciaka. 
— Tak, Jeżowa Łapa! — uśmiechnął się burasek. — Też przyszedłeś się nauczyć o tym kodeksie wojownika, o którym mówi wujek Osiołek? 
— Nie, Tańcu, mnie już o tym nauczył... — zaczął Jeżowa Łapa, jednak gdy tyko Taniec usłyszał to niepełne zdanie, od razu zaświeciły mu się oczka z podekscytowania i ciekawości. 
— Wujek Osiołek cie też już nauczył? Czy wujek Osiołek uczy wszystkich w klanie? — zapytał szybko, oglądając się to na jeżową Łapę, to na Ośle Ucho. Jeśli to wszystko prawda, to ich wujek jest jeszcze bardziej czadowy niż wcześniej myślał!
— Nie, niestety nie. — zaśmiał się cicho pręgowany klasycznie kocur, widząc minkę Tańca. — Mnie o Kodeksie uczyła Pliszkowy Krok, już na pierwszych zajęciach. 
Tańcowi nieco zrzedła minka, gdy dowiedział się, że wujaszek Osiołek nie jest mentorem wszystkich kotów w klanie, jednak to nie zmieniło tego, że postrzega go jako bardzo superowego kota.
— A ja też dostane jakiegoś nauczyciela? — zapytał zaciekawiony. Skoro Jeżowa Łapa kogoś dostał, to on też by mógł, prawda?
— Tak, dostaniesz. Sam lider ci go przydzieli, gdy tylko razem z rodzeństwem skończycie 6 księżyców i zostaniecie uczniami. — powiedział Jeż głosem na tyle cichym, by nie przeszkadzać Osiołkowi i Pląsającej, ale na tyle głośnym, by bury malec mógł wszystko słyszeć.
— I wtedy co? Będzie mnie uczył tak jak wujek Osiołek mamusię?  — trzeba przyznać, że Tańca bardzo zaciekawił ten temat. 
— Nie do końca. Będziecie wychodzić poza obóz i tam uczyć się polować, walczyć, będziecie poznawać otoczenie i takie tam...
— Ale poza obozem jest niebezpiecznie! Tak mamusia mówiła! — mruknął kocurek, marszcząc brwi. 
— Tak, dla takich małych kociaków jak ty jest bardzo niebezpiecznie, ale jak już trochę podrośniesz i będziesz wychodził z jakimś wojownikiem to nic ci nie będzie groziło. — wytłumaczył Jeżowa Łapa trochę zdenerwowanemu Tańcowi. Młody kocurek kiwnął głową na znak, że rozumie. Takie bycie uczniem musi być czadowe! 
— A... — zaczął Taniec, jednak nie mógł skończyć, gdyż do tymczasowej kociarni właśnie wszedł Czapla Gwiazda. Przywódca skinął głową na powitanie, po czym oznajmił, że czas ruszać z powrotem w drogę. Bury malec przekrzywił główkę. Jak to w drogę? Spojrzał pytającym wzrokiem na mamusię. Kotka westchnęła ciężko i kręcąc głową powoli wstała. Zgarnęła wszystkie swoje kocięta do siebie, po czym zaczęła tłumaczyć, o co chodzi z tą całą "drogą".

***

Już jakiś czas temu cały Klan opuścił tymczasowy obóz i udał się w dalszą podróż. Tańcowi niekoniecznie się to podobało, jednak nie odważył się marudzić, bo wiedział, że mama i reszta kotów są tak samo zmęczone jak on. Chociaż dni nie były już tak gorące jak przed paroma wschodami słońca, to teraz ciągle lało tak okropnie, że deszcz przesiąkł najdłuższe i najbardziej chroniące ciało futra. Maluch powoli dreptał za szylkretową królową, podczas gdy ta niosła marudzącą pod nosem Sikorkę. Niesiony przez Rysią Łapę Śpiew przysypiał, jednak co chwilę mocniejszy krok rudego tatusia wytrącał go ze snu. Łapki Tańca z trudem przedzierały się przez błoto na trasie, a niewielkie ciałko drżało ze zmęczenia i zimna. Kocurek usłyszawszy czyjeś kroki przed nim, uniósł delikatnie główkę, by sprawdzić kto to. Niedaleko niego stał Jeżowa Łapa z zmartwionym wyrazem pyszczka. Pląsająca Łapa widząc znajomego ucznia, położyła Sikorkę na ziemi, na co mała pisnęła cicho.
— Jeżowa Łapo, mógłbyś ponieść chwilę Tańca? Wcześniej powiedział, że da radę chwilę iść, jednak przydała by mu się pomoc. — powiedziała zmęczonym tonem kotka, po czym widząc, jak czekoladowy skina głową, uśmiechnęła się delikatnie w podziękowaniu i chwyciła z powrotem córeczkę.
— Cześć, Jeżyku. — miauknął cicho zmęczony maluch, po czym podszedł bliżej ucznia. 

< Jeżowa Łapo? >