BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jeżowa Ścieżka x Iskra. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jeżowa Ścieżka x Iskra. Pokaż wszystkie posty

02 kwietnia 2022

Od Jeżowej Ścieżki CD. Iskry

Zazdrość to zła cecha. Niebezpieczna. Skazany na nią kot jest gotowy uczynić wszystko, żeby wyjść korzystnie. Jeżyk i Kudłacz wpatrywali się w siebie z niechęcią. Gęsta atmosfera unosiła się w powietrzu. Gdyby dało się ją dostrzec, trudność sprawiałoby jej przecięcie. Kudłacz spiął mięśnie na zbliżenie Iskry do Jeżyka. Miękka sierść kotki dotykała jego barku. Coś go podkusiło, nawet nie byłby w stanie opisać dokładnie tego ucisku, ale położył swój ogon na boku Iskry. Zmrużone niebieskie ślepia wpatrywały się w brązowe towarzysza jego przyjaciółki. Kudłacz poruszył ogonem w geście irytacji. Nie zmienił napiętej postury ciała. Jeżyk również napiął mięśnie. Obecność Iskry zdawała się zarówno popychać, jak i powstrzymywać od podjęcia dalszych kroków. Jeżowa Ścieżka walczył z opanowaniem. Dlaczego obecność Kudłacza była taka bolesna? Przecież to dobrze, że Iskra miała kogoś bliskiego. Nawet bardzo dobrze, tak! Nie powinien się martwić. Nadal będzie jej najlepszym przyjacielem. Jeżyk nie potrafił odwrócić wzroku od Kudłacza. 
— Nie, wszystko w porządku. — odpowiedział na pytanie Iskry dopiero po dłuższej chwili. 
— Najlepszym. — burknięcie młodszego kocura było zrozumiałe dla czekoladowego. 
Iskra nie wydała się przekonana. Patrzyła to na jednego, to na drugiego, uważnie obserwując ich pyszczki. Jeżowa Ścieżka speszył się. Wiedział, że nie będzie umiał kłamać, jeśli będzie dalej pytać.
— Dołączę do ciebie później, Kudłaczu. Chce jeszcze porozmawiać z Jeżykiem.
Młody kocur nawet nie ośmielił się protestować. Musiał darzyć Iskrę głębokim uczuciem. Jeż mu się nie dziwił. Iskrę potrafiła każdego oczarować. Miała dobre serce i duszę wędrowca. Była też mądra, sprawiedliwa i odważna. Jeżowa Ścieżka odkrył z małym zdziwieniem, że jest w stanie wymienić wiele zalet swojej przyjaciółki. Znali się już tyle sezonów, pełnych niesamowitych przygód i tęsknoty. Jeżyk odwrócił wzrok, spoglądając na pobliski średniej wielkości kamień. Iskra podeszła bliżej, kładąc mu łapę na piersi. 
— Coś cię niepokoi. 
— Nic... naprawdę. Cieszę się, że znalazłaś partnera. Oby był dla ciebie dobry. Zasługujesz na najlepszego. — mruknął, zmuszając się do spojrzenia w piękne ślepia kotki. 
Oczy czekoladowej rozbłysły z rozbawienia. Spuścił głowę, spoglądając na własne łapy na pare uderzeń serca. Kudłacz nie zrobił na nim najlepszego wrażenia, ale skoro Iskra go wybrała, to wiedziała co robi. Pozory często myliły, powinien się przełamać i poznać bliżej z czarnym kocurem. Może okaże się miły. Zdecydował się unieść wzrok tylko dlatego, żeby dojrzeć jej roześmiany pyszczek.
— Kudłacz to towarzysz mojej wędrówki. Jest mi bliskim przyjacielem. Nasze łapy przeszły niejedną wspólną ścieżkę. — wymruczała.
Po jego ciele rozlała się fala ulgi. Nie miała partnera. Ta informacja go uspokoiła. Uśmiechnął się lekko.
— Chyba mnie nie polubił. — zaśmiał się, chcąc rozładować atmosferę. 
Podniósł z ziemi kwiat, który wcześniej spadł na ziemię. Był cały i nadal piękny. Jeżyk chwycił go najdelikatniej jak umiał. Przybliżył się do Iskry, wczepiając kwiat za jej ucho. Dodał jej uroku. Takie chwile pragnął zachować w pamięci na zawsze. 

***

Wiatr musnął jego czekoladowe futro. Lekko zmierzwione wyglądało jak u prawdziwego jeża. Medyk poruszył rozbawiony wąsami. To musiał być zabawny widok dla mijających go pobratymców. Jeżyk odwrócił się za siebie dla pewności, że o niczym nie zapomniał. Z samego rana sprawdził składzik z ziołami. Brakowało nagietka. Nie był to obecnie produkt pierwszej potrzeby. Uznał, że wybierze się po niego dopiero po kilku obowiązkach. Początek dnia spędził na zajmowaniu się stawami starszyzny. Miał nawet kilku pacjentów z błahymi problemami. Szybko się uwinął ze swoją pracą. Uwielbiał mieć łapy pełne roboty. Zawsze czuł się wtedy spełniony i zadowolony. Chociaż większość kotów mogła nazwać go pracoholikiem, to określenie wcale mu nie przeszkadzało. Miał silną wolę do pomagania potrzebującym. 
Jeżowa Ścieżka skierował się do wyjścia niespiesznym krokiem. Miał jeszcze sporo uderzeń serca przed nadejściem późnego popołudnia. Dzień dopiero się zaczynał, rozświetlając swoimi promieniami okolice. Czekoladowy z zainteresowaniem rozglądał się po gęstych krzewach, niskiej trawie, odległych polach. Terytorium Klanu Burzy nie okrywały żadne drzewa i wręcz nadawał się do biegania. Z kryjówkami bywało tutaj o wiele trudniej. Jeżowa Ścieżka przyspieszył kroku, truchtając teraz ku granicy. Nie spieszyło mu się do obozu. Tam miał wszystko ogarnięte. Żadnych potrzebujących leczenia pacjentów, składzik z medykamentami był pełny, pobratymcy nie prowadzili żadnych sporów. Obóz Klanu Burzy wpędzał w uczucie spokoju, podobne do tego odczuwanego po usłyszeniu śpiewu ptaków. 
Syn Kucykowego Ogona zatrzymał się pośpiesznie, unosząc uszy. Dźwięk złamanej gałęzi zmusił go do zachowania czujności. Jeżowa Ścieżka napiął mięśnie. W razie potrzeby był gotowy do ucieczki. Chociaż starał się być przyjazny względem każdego, to nie każdy musiał to odwzajemniać, a różne koty chodziły po wielkim świecie. Jeżyk podszedł do nagietka, zrywając roślinę z korzeniami. Położył ją przy swoich łapach. Przyda się na powrót do obozu.
— Jeżyk.
Kocur odwrócił się z szerokim uśmiechem na pysku. Głos Iskry rozpoznałby wszędzie. Czekoladowa stała na granicy, wpatrzona w niego lśniącymi ślepiami. Odwzajemniła uśmiech.
— Iskra. Dobrze cię widzieć. Wybrałaś się na spacer? — stanął naprzeciwko kotki. Ich czekoladowe futra zmywały się ze sobą jak dobrzy przyjaciele. 
— Przyszłam do ciebie. — wyjaśniła. — Potrzebujesz pomocy?
— Na pewno nie odmówię. — poruszył wąsami, wskazując głową na rosnący nagietek. 
Dwójka kotów podeszła do rośliny, siadając przy niej i zajmując się wyrywaniem cennego medykamentu. Jeżowa Ścieżka nie lubił marnować ziół. Uznawał, że każde jest ważne i nawet jeśli suche, to może być kiedyś przydatne. Każdy lubił świeże rośliny, należało jednak dziękować za najmniejszy dar zesłany przez naturę. Może taki nagietek kiedyś uratuje komuś życie. Gdy więc z Iskrą uzbierali niewielką kępę nagietka, ogłosił, że tyle wystarczy. Będzie musiał przenieść to wszystko do obozu i starannie ułożyć na odpowiednim miejscu w składziku. Tam również panowała harmonia. W składziku ziół zawsze musiał panować porządek, żeby szukanie lekarstwa nie zajmowało dużo czasu. W roli medyka liczył się czas. To on okazywał się sprzymierzeńcem bądź przeciwnikiem.
— Wszystko u ciebie dobrze? — zapytał, idąc z Iskrą ramię w ramię. Przekroczyli granicę z Klanem Burzy, udając się przed siebie. Kierunek był znany wyłącznie im. A może oboje wybrali przypadkową drogę? 
— Dobrze. — padła krótka odpowiedź tylko po to, żeby w następnie dodać kolejne słowa. — Od naszego pierwszego spotkania upłynęło wiele sezonów. 
— Oj tak. Byliśmy wtedy tacy młodzi. Czas zbyt szybko leci. — uśmiechnął się z nostalgią.
— Układa się w Klanie Burzy?
— Nie mamy powodów do narzekań. — odpowiedział od razu na zadane pytanie. 
Zatrzymali się na skraju drogi prowadzącej do niewielkiego zagajnika. Spoczywająca na ich ścieżce płaska skała, zachęcała do spoczynku. Spojrzeli na siebie porozumiewawczo. Dwójka kotów usiadła na skale. Jeżyk owinął ogon wokół łap. Zwrócił pyszczek mu Iskrze. Przez dłuższą chwilę wpatrywał się w nią bez słowa. Promienie słońca wplątały się w futro kotki. Czekoladowa zerknęła na niego kątem oka. Ukryła delikatny uśmiech. 
— A... jak tam u Kudłacza?
To pytanie zdawało się ją rozweselić.
— Został ojcem. Jaskółka rośnie jak na drożdżach. 
— Jak wdała się w ciocię Iskrę, to pewnie wybierze się na niejedną przygodę. — miauknął spokojnie. Jego niebieskie oczy wpatrywały się niestrudzenie w przyjaciółkę. Miał nadzieję, że była zdrowa. Energia młodości zapewne ją opuściła, oddając sterowanie starczej mądrości. Jeżowa Ścieżka również się starzał. Coraz więcej księżyców spadało na jego barki. — Może nawet wybierzecie się we wspólną podróż.
Posmutniała. Pokazała to tylko przez uderzenie serca, ale zdążył wyłapać smutny błysk w ślepiach. Coś musiało się stać. Napiął instynktownie mięśnie. Dla niego Iskra pozostała tą samą Iskrą. Wędrowcem. Szamanką. Przyjaciółką. Wiek jedynie mógł zapewniać jej ból stawów. Jeżyk nie przyjmował do siebie myśli, że to ona odejdzie pierwsza. Był młodszy, ale liczył, że gdy nadejdzie czas pożegnania, to on pierwszy odejdzie polować z przodkami.
— To moja ostatnia wędrówka. 
Usłyszana odpowiedź odbiła się w jego uszach. Otworzył szerzej ślepia. W jednej chwili uśmiech zszedł z jego pyska. 
— Jesteś... jesteś pewna? — tylko to przeszło mi przez gardło. Ona wiedziała. Skinęła głową.
Słyszał kiedyś, że kot wie, kiedy nadchodzi jego czas na odejście. Widział niejedno pożegnanie ze światem. Gdzie Iskra trafi, gdy jej ciało wypuści ducha? Czy będzie błądzić po każdym niebie? 
— Muszę ci coś powiedzieć. — spoglądali sobie głęboko w oczy. Jeżyk uświadomił sobie, że znaczyła dla niego więcej niż jakikolwiek inny kot. To uczucie, które czuł gdzieś głęboko, rosło przy każdym kolejnym spotkaniu. Odkąd odnaleźli się po wędrówce Iskry, kolejne pożegnanie nie było akceptowane. Ich przyjaźń stała silniejsza. Często się widywali, wymieniając wrażeniami. Ich życia różniły się od siebie, a jednak coś połączyło dwójkę czekoladowych kotów. Coś niesamowitego, co rodzice od urodzenia mu wpajali. Dopiero teraz zrozumiał, że to uczucie było z nim przez ten cały czas. Musiał pozwolić mu wyjść z ukrycia. 
— Odkąd wróciłaś z wędrówki, ciągle czuję się przy tobie jak najszczęśliwszy kot na świecie. Jesteś niesamowita, Iskro. Odważna wędrowniczka, wspaniała nauczycielka, najlepsza przyjaciółka i powierniczka. Masz w sobie iskrę, która nigdy nie gaśnie, rozgrzewając twoje dobre serce i popychając cię do właściwego celu. Nigdy się nie poddajesz. I myślę, że nie bez powodu nasze ścieżki ciągle się ze sobą krzyżują. Jesteś dla mnie naprawdę ważna...
Iskra w jej oczach znowu zalśniła. Jeżowa Ścieżka czuł przyspieszone bicie serca. Każdy włosek na ciele łaskotał go od emocji. Uczucia zlewały się w jedno silne, powodując ciepło na sercu. Chociaż kotka milczała, jej oczy przemawiały za nią. Był to język czysty, pełen melodii i ciepła. 
— Nie jesteś mi obojętna. 
— Ty też jesteś dla mnie ważny, Jeżyku. — poczuł lekką nieśmiałość. Delikatnie pochylił głowę. — Jesteś moim słońcem i księżycem. Wodą i ogniem. Melodią ptaków i rzeką. 
Czy słyszał bicie jej serca? 
Oczy Iskry błyszczały, podobnie jak jego. Teraz faktycznie mogły przypominać rzekę, gotową połknąć wszystkie złożone dary. 
— Słyszysz? 
Jeżyk zamknął oczy, wsłuchując się w otaczające ich dźwięki. Szelest liści, skrzypce świerszczy, trzask pobliskich gałęzi, szum wody. Otworzył oczy. Znajdowali się blisko siebie. Na tyle, że mogliby dotknąć się nosami. Słońce chyliło się ku zachodowi, barwiąc niebo w kolorze pomarańczowym. Ten widok zapierał wdech w piersi. Jeżyk odwrócił pyszczek.
— Przepraszam, ale nie mogę... Gdybyśmy urodzili się w innym życiu, w innych wcieleniach. Gdyby moja ścieżka pozwalała mi wiązać się z ukochaną... Ale to nie jest właściwa droga. Jestem medykiem i muszę być lojalny wobec Klanu Gwiazdy, Klanu Burzy i wszystkim zasadom, które zostały ustalone. Nie mogę ich złamać, gdy wszyscy mi ufają i gdy sam wiedziałem, że będzie to życie w samotności. Nie mogę nam tego zrobić. Ale odnajdę cię na każdym niebie i tam już nie będą trzymały nas ziemskie troski. Obiecuję ci to, Iskro. 
Ty i ja.
Iskra postawiła krok naprzód i swoim czołem dotknęła tego należącego do Jeżyka. Uczynił podobnie, zamykając przy tym ślepia. Wybierał Klan Gwiazdy, Klan Burzy i drogę medyka. Dotąd myślał, że nigdy z tego powodu nie przyjdzie mu cierpieć. Ale musiał odrzucić Iskrę i to bolało jak cierń wbity głęboko w serce. Zaznał uczucia miłości tylko po to, żeby pozwolić mu odejść.

Iskra rozumiała. Trwali w tej samej pozycji, stykając się czołami, jeszcze przez wiele kolejnych uderzeń serca. Ich ogony poruszały się wraz z podmuchami wiatru. Szeptała mu kojąco, że tak już musi być, ale się odnajdą. 
Wraz z nadejściem nocy i pierwszych gwiazd, musieli wracać do siebie. Chociaż nagietek zapełniał jego pysk, Jeżowa Ścieżka czuł się tak, jakby nic w nim nie miał. Zapach Iskry wciąż docierał do jego nosa.

W ciągu następnych dni odwiedzał granicę i tereny blisko Owocowego Lasu. Chciał zabrać kotkę na wspólne zbieranie ziół. Wciąż przecież byli przyjaciółmi. Ale Iskra nie pojawiła się tego dnia, kolejnego i jeszcze następnego. Przestała przychodzić. W końcu zrozumiał powód jej nieobecności. Jeżowa Ścieżka wybrał się ostatni raz w miejsce, gdzie się pożegnali. Uniósł wzrok ku niebu słysząc krzyk gęsi. 

<Hellga, mam nadzieję, że zrobiłam ci miłą niespodziankę i nic nie zepsułam. Ta historia nie znalazła szczęśliwego zakończenia, ale była na swój sposób piękna. Dziękuję ci za sesję <3>

13 kwietnia 2021

Od Jeżowej Ścieżki CD. Iskry

 *dawno temu, nadrabianko time* 

Jeżowa Ścieżka wpatrywał się w nią zaskoczony. Przynajmniej miał pewność, że Iskra ma gdzie spać, nie jest zmęczona, ani głodna. Czuł dzięki temu ulgę. Gdyby kotka potrzebowała noclegu, od razu by jej zaproponował obóz jego klanu. W końcu nie mógł tak zostawić przyjaciółki. 
Kim był Kudłacz i tajemnicza Jedynka? Czekoladowy w pierwszej chwili nie zauważył, że spiął mięśnie. Jakby wiedziony instynktem. W pierwszej chwili pomyślał, że dwójka kotów to potomstwo Iskry, ale szybko wyrzucił ten pomysł z głowy. Powiedziałaby mu. Wywnioskował, że Jedynka musi być znajomą, natomiast Kudłacz... nie rozumiał, dlaczego nagle poczuł się tak źle. Powstrzymał się od westchnienia. Cóż, liczyło się, że kotka była zadowolona. Ten kocur miał ogromne szczęście. Jeśli Kudłacz był partnerem Iskry, to na pewno musiał być dobrym kotem. Iskra była mądrą kotką, nie wybrałaby byle kogo. 
Zmusił się do lekkiego uśmiechu. 
- Nie będą się martwić, że tak długo nie wracasz? 
- Potrafią poradzić sobie sami. - odpowiedziała z melancholijnym uśmiechem. 
Przestał zwracać uwagę na otoczenie. Wpatrywał się w swoją przyjaciółkę, zachwycony ponownym spotkaniem. Była spokojniejsza niż wtedy, gdy się ostatnio widzieli, ale iskry w jej oczach nie straciły swojego uroku i mocy. 

***

Umówili się na kolejne spotkanie. Jeżyk nie mógł się doczekać. Specjalnie wcześniej zajął się medycznymi sprawami, by mieć mnóstwo czasu dla siebie. Zostawił pracę za sobą i pośpieszył do wyjścia z obozu. Nikt nie pytał dokąd się wybiera. Pewnie uważali, że idzie pozbierać zioła, jak miał to w zwyczaju robić. On jednak miał inne plany. Łapy niosły go lekko, przyspieszał co jakiś czas. 
Czekała na niego. Jak zawsze punktualna. Jeżowa Ścieżka zatrzymał się w cieniu drzew. Jeszcze go nie dostrzegła. Cofnął się o kilka kroków i zerwał pobliski kwiat o ślicznych fioletowych płatkach. Liczył, że kotce się spodoba.
Wyjrzał zza drzewa. Dostrzegła go i czekała cierpliwie, aż do niej podejdzie. Jeżyk uniósł wyżej kwiatek. Podejście do kotki nie zajęło mu dużo czasu. Stanął naprzeciwko niej i wręczył prezent. 
- Miło cię widzieć, Iskro. - miauknął, przysiadając na tylnych łapach.
- Cześć, Jeżyku. - powitała go. Spoglądała jedno uderzenie serca na podarunek, zanim go przyjęła. - Jest śliczny. Dziękuję.
Słysząc uciechę w jej głosie, uśmiechnął się szeroko. On również się cieszył, ale z tego, że spodobał jej się kwiat. Następnym razem przyniesie więcej. Otworzył pysk, chcąc zacząć jakiś temat, gdy dobiegł go cichy szmer w pobliżu. Kątem oka dojrzał czające się w krzewach kocura, przez ciemną sierść pozostawał niemal niewidoczny.
- Znasz go? - spytał, dyskretnie wskazując ogonem na nieznajomego. Miał nadzieję, że ten nie ma złych zamiarów. 


<Iskro? Bardzo przepraszam, że tak długo musiałaś czekać. Możesz oczywiście zrobić skip, jeśli chcesz>

22 listopada 2020

Od Jeżowej Ścieżki CD. Iskry

- Opowiedz mi, co się działo, gdy mnie nie było. Proszę - miauknęła, uśmiechając się do niego.
Usiadł wygodniej, szczelniej owijając łapy ogonem. W miejscu, w którym siedzieli, nic nie osłaniało ich przed podmuchami jeszcze chłodnego wiatru. Może i śnieg dawno stopniał, nie znaczyło to jednak, że dni nie potrafiły być jeszcze nieprzyjemnie zimne.
Spodziewał się takiego pytania ze strony kotki. Dopiero powróciła z bardzo długiej wędrówki. Ominęło ją tak wiele, że nawet nie wiedział od czego zacząć! Musiał jej koniecznie powiedziecie o tym, że został wujkiem! I medykiem! O Konwalii i Stokrotce, swoich uczennicach, też musiał jej donieść! Oraz o przyjaźni z Mokrym! Jeszcze o.... 
Przyłapał się na tym, że dał wspomnieniom się ponieść za bardzo. Siedział jak ostatni głupek, błądząc gdzieś myślami, podczas gdy ona czekała. Iskra siedziała cierpliwie, cały czas go obserwując, z błogim uśmiechem na pyszczku. W jej oczach odbijał się spokój. Nie wiedział jeszcze co przeszła podczas wędrówki, ale był pewny, że ta ją zmieniła. Ukształtowała. Dodała siły i może zupełnie inne spojrzenie na świat?  Czy gdyby tamtego dnia z nią odszedł też by się zmienił? Pokręcił głową. Może trochę, jednak życie w Klanie Burzy i pełnienie odpowiedzialnego obowiązku medyka, także dołożyło co nieco do jego osobowości i nie zamieniłby tego czasu na żaden inny. Tyle wspomnień.... był świadomy, że z każdym kolejnym księżycem się starzał. Jednak teraz, przy Iskrze, czas zdawał się nie mieć znaczenia. Zapomniał o otoczeniu, całkowicie tracąc czujność i wpatrując się w znajome, żółte oczy. 
Wróciłaś.  W błękicie ślepi właśnie to się odbiło.
- To będzie długa opowieść. - zaczął, uśmiechając się delikatnie. - Dostałem uczennicę. Wiele księżyców temu, teraz jest moją asystentką. Konwaliowe Serce. Polubiłabyś ją. Obecnie uczę Stokrotkową Łapę. Ma potencjał. I.... zostałem wujkiem. Naprawdę. Ośle Ucho i Rzeczny Nurt doczekali potomstwa. Wszystkie robią postępy. Jednemu z nich czuję się najbardziej potrzebny. A tak poza tym to zdobyłem kilku przyjaciół. Zostałem też głównym medykiem Klanu Burzy, niestety Klan Gwiazdy wezwał Zajęczą Stopę do siebie. - miauknął.
Nieśmiało spuścił głowę. Czy nie rozgadał się za bardzo? Chociaż lepsze pytanie brzmiało: Czy o czymś nie zapomniał?
- Mieliśmy problem z zatrutą zwierzyną, przez starego potwora dwunożnych na naszych terenach, ale na szczęście już jest dobrze. Klan Wilka przeżył gorsze tragedie, wojna nigdy nie jest przyjemna. - drgnął niespokojnie. W jego oczach pojawiło się współczucie. Powinien powiedzieć "Klan Wilka i Klan Lisa". Nie wiadomo gdzie zniknął klan Iskry. Pogłoski mówiły o tym, że Pstrągowa Gwiazda, przywódczyni Klanu Nocy, kazała wszystkich wymordować. To byłoby okrutne z jej strony, zwłaszcza, że nikomu nie wadzili. Iskra miała tam siostry.... liczył, że nic im się nie stało i że czekoladowa będzie miała okazję do ponownego spotkania z rodziną. 
- Przykro mi z powodu Klanu Lisa. - miauknął, wpatrując się w nią ze współczuciem. - Ja.... chciałbym coś dla ciebie zrobić. Pewnie jesteś zmęczona, prawda? masz się gdzie zatrzymać na noc?  ta wędrówka musiała być niesamowitą przygodą. 


<Iskra? :3  możesz go spytać o co chcesz, nakręcił się jak katarynka xd> 

09 października 2020

Od Jeżowej Ścieżki CD. Iskry

Postawił niepewny krok na śniegu, który ugiął się pod naciskiem jego łapy. Zimno przeszyło jego ciało, mierzwiąc sierść i muskając pyszczek. Jeżowa Ścieżka westchnął cicho, podejmując się na nowo wyprawy. Pora Nowych Liści wkrótce powinna się rozpocząć. Czekoladowy liczył, że jak najszybciej. Zioła zaczęły się kończyć, przez częste urazy jego pobratymców. Zapasy z każdym dniem malały. Jeżyk obawiał się, że może ich zabraknąć dla tych najbardziej potrzebujących. Trzepnął koniuszkiem ogona. Jako medyk miał obowiązek dbać o cały Klan Burzy. 
Wybrał się na poszukiwanie ziół, chociaż miał świadomość, że może żadnych nie znaleźć. Za jeden wrotycz mógłby oddać własny ogon.
Rozejrzał się wokół. Otworzony pysk miał mu pomóc w szybszym wychwyceniu słodkiej lub ostrej woni danej rośliny. Powinny odcinać się na tle białego puchu, a jednak w zasięgu wzroku i węchu, żadnego potrzebnego zioła nie znalazł. Zmrużył niebieskie ślepia w zamyśleniu. Wygląda na to, że będzie musiał udać się za Siedlisko Dwunożnych. Tam przynajmniej powinien znaleźć kocimiętkę. Niech dzięki będą Klanowi Gwiazdy, że żaden z jego pobratymców nie złapał białego kaszlu!
- Jeżyk - rozległo się w zimowej ciszy.
Zatrzymał się w pół kroku. Stał tak, czując nasilające się zimno na jego ciele, nie mogąc jednak wykonać żadnego ruchu. Każdy mięsień odmawiał mu posłuszeństwa. Zesztywniał. Czyżby się przesłyszał? Znajomy głos odbijał się w jego uszach, powtarzając w kółko jego imię. Jeżyk. Wymówione z takim wdziękiem, radością, tęsknotą. Uśmiech sam wkradł się na jego pysk. 
Czekoladowy odwrócił głowę. Niebieskie ślepia spotkały się z tymi żółtymi. Poczuł jak przyspiesza mu serce, a każdy włosek sierści pali się żywym ogniem. To była ona. 
Iskra.
Zmieniła się, chociaż dla niego pozostała tą samą kotką, którą spotkał pewnego dnia na starych terenach Klanu Burzy. Tą samą, która zaczepiła go podczas przeprowadzki. Przyjaciółką, która musiała odejść w wędrówkę, podczas gdy on został. Od tego czasu tyle się zmieniło. Został medykiem, wyszkolił Konwaliowe Serce, poznał wielu przyjaciół, przeżywał śmierci i narodziny. A ona? Co się z nią działo przez ten czas? Zwiedziła cały świat? Poruszył wąsami. Nie zdziwiłby się, gdyby spotkała ją masa przygód. Lśniące niebieskie oczy, na chwilę zmrużyły się, żeby potem ponownie otworzyć się szerzej. Odbiła się w nich tęsknota. 
- Iskra. - odpowiedział szeptem, jakby to wszystko było tylko snem. - Wróciłaś. 
Dotrzymała obietnicy. Miała wrócić i właśnie to zrobiła. Znowu mógł ją zobaczyć, tym razem znacznie silniejszą. Bardziej doświadczoną przez życie. Przystąpił krok do przodu.
- Minęło tyle księżyców... - pokręcił łbem. Czas tak szybko mijał. - Ja... czekałem. I cieszę się, że mogę cię znowu zobaczyć. 
Zamilkł. Nie chciał psuć tej chwili słowami. Jego przyjaciółka wróciła do domu. Może tylko na dzień, dwa, miesiąc, ale ważne, że znowu się spotkali. 
Uśmiechnął się łagodnie. 


<Iskro? witaj 💛>

02 kwietnia 2020

Od Jeżowej Ścieżki CD. Iskry

Przyszłam się pożegnać. Słowa Iskry wdarły się głęboko do myśli Jeżowej Ścieżki, za nic nie chcąc pozwolić mu uspokoić szybko bijącego serca. Kocur wpatrywał się z przejęciem w swoją przyjaciółkę, czując na przemian różne emocje. Smutek, żal, bezsilność, zrozumienie.
- Iskro, czy ty… odchodzisz?
- Tak. Ale jedno mogę ci obiecać - czekoladowa kotka spojrzała głęboko w jego oczy. - Wrócę. Obiecuję. I prędzej Słońce i Księżyc zgasną, niż złamię swoje słowo.
Poczuł się na moment jak bezbronny kociak. Chciał krzyczeć, miauczeć, prosić, ale nie potrafił. Iskra podjęła decyzję, chciała być wolna, a on musiał to uszanować. Jeśli wędrówka miała sprawić, że będzie szczęśliwa. Mimo iż pragnął ją chronić, być przy niej. Była dla niego bardzo ważna.
Kotka przytuliła się do niego. Okrył ją ogonem jak wtedy, gdy pierwszy raz byli ze sobą tak blisko na Zgromadzeniu. Na moment poczuł spokój. Zamknął oczy, ciesząc się tą chwilą. Nie czuł zimnego wiatru, ani jak marzną mu łapy, jedynie bliskość drogiej jemu sercu koteczki.
- Możesz iść ze mną.
Kolejne słowa jego uroczej Iskry, wyrwały Jeżową Ścieżkę z zamyślenia. Odsunął się o krok, by spojrzeć czekoladowej w oczy. Te piękne, pełne ciekawości na świat ślepia. Westchnął. Będzie za nią bardzo tęsknił. Nie potrafił sobie wyobrazić, że może jej już więcej nie zobaczyć. Ta myśl sprawiła, że Jeżyk spuścił głowę, teraz spoglądając na własne łapy. Pojedyncza łza spłynęła po jego policzku, dając upust trzymanym uczuciom.
- Jeżyku?
Serce biło mu mocniej, wręcz marząc, by znowu wtulił się w kotkę, zapominając o całym okrucieństwie, czyhającym gdzieniegdzie na świecie. W pierwszym odruchu, zamierzał się zgodzić na odejście. Mogliby opiekować się sobą nawzajem, zwiedzać świat, poznawać nowe koty, odkrywać zioła, których nigdy nie mieli okazji powąchać. Uśmiechnął się lekko na tą myśl. Wtedy stanęła mu jednak przed oczy Sreberko. Jego siostra, która wiele księżyców temu odeszła z Klanu Burzy, by zacząć nowe życie. Brzozowy Szept była załamana. Nie mógł jej tego zrobić. Nie potrafił pozwolić na to, żeby jego bliscy cierpieli, myśląc, że ich synowi coś się stało, nie wyobrażał sobie, że nagle przestanie pilnować sióstr, albo zostawi Zajęczą Stopę sam na sam z tyloma obowiązkami. Nie umiał zostawić klanu. Uniósł głowę, na nowo wpatrując się w członkinię Klanu Lisa, tym razem smutnym spojrzeniem.
- N-nie mogę ich zostawić. - zaszurał łapką po ziemi. - I-iskro, bardzo Ciebie lubię, jesteś wyjątkową kotką i jest to dla mnie szczęściem, że mogę nazywać się twoim przyjacielem. Wierzę, że odnajdziesz to, czego poszukujesz. B-będę na Ciebie czekał i to ja pierwszy wybiegnę ci na spotkanie, gdy wrócisz z wędrówki.
Przytulił kotkę. Pomodlił się do Klanu Gwiazdy, by mieli ją w swej opiece. Żeby nic jej się nie stało, była usatysfakcjonowana. Mimo wyrzutów sumienia, które go dręczyły, Iskra nie wydawała się na niego gniewać, zupełnie jakby wiedziała, że kocur z nią nie wyruszy.
- Będę tęsknić. - wyszeptała.
Liznął ją za uchem, jako ostatni gest, chociaż wiedział, że ich drogi jeszcze się nie rozeszły.


tęsknimy Iskro

29 lutego 2020

Od Jeżowej Łapy CD. Iskry

*jeszcze podczas przeprowadzki*

Kocurek na kilka uderzeń serca wstrzymał oddech. Skupił się wyłącznie na pięknych oczach Iskry, oraz jej głosie, który był jak łagodne brzmienie dla jego uszu. Uśmiechnął się do kotki. Nie spodziewał się, że w czasie tej trudnej, niebezpiecznej podróży ponownie się spotkają. Fakt, że wielokrotnie mijając jakąś grupę klanową, wypatrywał znajomego czekoladowego futerka i nasłuchiwał, licząc, że spotka swoją znajomą z Klanu Lisa. Czuł jednak, że ma na to małe szanse i że jest większe prawdopodobieństwo, że zostanie zjedzony przez Lisią Gwiazdę, niż będzie mu dane porozmawiać z koteczką. To spotkanie było więc dla niego wyjątkowe, poczuł się prawdziwym szczęściarzem i może to był znak, że Iskra dalej chce mieć z nim kontakt?
- A tak w ogóle, to co u ciebie? Bo ja dostałam ucznia - pochwaliła się. - Ma na imię Kogut i będzie najlepszym wojownikiem w Klanie Lisa! No, obok Sokoła i Szyszki - dodała, a Jeżyk jedynie skinął głową. - I obok ciebie.
- Ale ja… - zmieszany zaszurał łapką po ziemi. Iskra wpatrywała się w niego z ciekawością.
- Ale co? - zagadała, trochę się niecierpliwiąc.
-  Nie zostanę wojownikiem. Moją mentorką jest Zajęcza Stopa, medyczka.
Oczy Iskry rozszerzyły się z podziwu.
- Medyczka? Zostaniesz medykiem? Fajowo! Też bym chciała, gdybym nie była wojownikiem.
Błękitne oczy Jeżyka zalśniły szczęściem. Porzucił myśl, że oba klany odchodziły, przypatrując się energicznej koteczce, po czym usiadł wygodnie, by łatwiej mu było odpowiedzieć na jej słowa.
- Oh, na pewno byłabyś zachwycona! Życie medyka jest super, tak przynajmniej na razie odczuwam. - zaczął niebieskooki, a widząc naglące z zainteresowania spojrzenie towarzyszki, dokończył swoją myśl. - Moja mentorka uczy mnie o wszystkich chorobach i ranach, nawet tych najmniej istotnych. Znam już prawie wszystkie rośliny i mogę spędzać czas w towarzystwie wielu ziół.
- Czadowo!
- Tak, a najlepsze jest to, że dużo już zapamiętałem! Chce być godnym medykiem Klanu Burzy. - miauknął syn Brzozowego  Szeptu, zanim z poruszył wąsami. - Mówisz, że masz ucznia? Koguta? Jeśli jesteś jego mentorką, to zapewne wyrośnie  na super wojownika. Miło cię widzieć ponownie Iskro. Nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszę.
Okrył ogonem przednie łapy, czekając na słowną przemowę swojej towarzyszki, która zdecydowanie w przeciwieństwie do niego wolała mówić. Chociaż ponownie nie wiedział dlaczego, czuł się przy Iskrze wspaniale. Wciąż szybko biło mu serce, nawet jeśli próbował je opanować.
- Chciałbym być twoim przyjacielem. - wyszeptał Jeżowa Łapa

<Iskro? ♥> 

26 stycznia 2020

Od Jeżowej Łapy CD. Iskry


Była niesamowita.

Jeżowa Łapa z zainteresowaniem obserwował Iskrę, nawet kiedy ta zdecydowała się po wspólnym znalezieniu trybuli, skierować w swoją stronę.

- Dzięki za oprowadzanie, musimy to kiedyś powtórzyć! Do zobaczenia!-rzuciła koteczka, zanim puściła się biegiem, w tylko sobie znanym kierunku.

I po prostu zniknęła za najbliższym drzewem, zostawiając kocurka samego. Jeżowa Łapa jeszcze długi czas, stał w miejscu, z rośliną między łapami. To nieoczekiwane spotkanie, wywarło na nim ogromny wpływ. Czekoladowy nie mógł uwierzyć, że poznał tak fantastyczną kotkę. Znaczy, nie to, żeby w swoim życiu nie spotykał fajnych kotek, przecież wychowywał się z trójką sióstr, sam po prostu nie umiał określić, dlaczego Iskra tak bardzo go zafascynowała. Była miła, ciekawska, odważna, piękna I mógł z nią porozmawiać o wszystkim (nawet roślinach!). Czuł, że jest godna zaufania, czym jeszcze bardziej zyskała w jego oczach. Miał ochotę zawołać za nią, dogonić i ponownie spędzić z czekoladową kotką trochę czasu, ale łapy przestały być mu posłuszne. Westchnął, spuszczając głowę. W jego głowie wciąż odbijały się ostatnie słowa Iskry. Liczył na to, że będzie jakieś “do zobaczenia”.

Chwycił trybulę ostrożnie w pyszczek, zanim odwrócił się i wlokąc ogon po ziemi, podążył w stronę obozu. Szedł nieśpiesznie, wyciągając przed siebie łapki, a jego kroki odbijały się głucho o podłoże. Zajęcza Stopa widząc ucznia, powitała go lekkim uśmiechem, zanim odebrała od Jeżyka potrzebną roślinę. Jeżowa Łapa wyprostował się dumny, że dostał od niej pochwałę. Przynajmniej nie zawiódł i zdobył sympatię medyczki.
***
Noc minęła szybciej niż zazwyczaj i gdy tylko nadszedł ranek, Jeżowa Łapa poczuł się jak po jakimś maratonie. Niechętnie podniósł się na równe łapy, od razu udając się ku wyjściu z legowiska uczniów. Będąc już blisko wyjścia z obozu, spotkał się z Psiankową Łapą. Liliowa obrzuciła go zaciekawionym spojrzeniem. Jeżowa Łapa zdał sobie sprawę z tego, że jego oczy lśnią jak nigdy wcześniej.

- Idziesz na patrol?-spytała siostra, wciąż wlepiając w niego spojrzenie.

- Mhm... jasne.-mruknął krótko.

- Co ci jest?-rzuciła podejrzliwie liliowa kotka, gdy ulegle poszedł za nią.

Jeżowa Łapa nie był pewien, co może jej odpowiedzieć. Gdyby się przyznał do swojego spotkania z klanową kotką, siostra pewnie rzuciłaby coś o braku lojalności. Wolał więc przemilczeć, co nie było łatwe biorąc pod uwagę, że pytanie zadała mu Psiankowa Łapa. Uratowało go pojawienie się Lamparciego Skoku i Hiacyntowej Cętki, który wyrośli przed nimi jak z podziemi. Całą czwórką udali się na patrol po terenie.

Uczeń Pliszkowego Kroku, nie mógł się skupić na trasie którą podążali, będąc głęboko zamyślonym. Wspominał pełne tajemnic oczy kotki, połączone z pasującym ślicznym futerkiem. Pragnął ją bliżej poznać, dowiedzieć się więcej, porozmawiać na interesujące tematy. Może nawet wybrać się jeszcze głębiej w terytorium Klanu Burzy?

Uniósł głowę, wyczuwając znajomy zapach. Zatrzymał się, ogonem dając znać towarzyszą, by na niego nie czekali. Miał duże szczęście, że Lamparci Skok, prowadzący ich patrol, zignorował nieznaną woń. A może po prostu uznał, że to jakieś zwierzę, na które zaraz zapoluje uczeń? Jeżowa Łapa wyczulił wszystkie zmysły,podążając za wonią, niesioną wraz z wiatrem. Nasłuchiwał, węszył i starał się rozglądać. W głębi duszy marzył, żeby jego przeczucie okazało się prawdą.

- Jeżyk!

Jeżowa Łapa drgnął, słysząc swoje imię, a na jego pysku momentalnie pojawił się promienny uśmiech. Zatrzymał się, czekając aż Iskra do niego podejdzie. Kotka zdawała się być znudzona, chociaż gdy go zobaczyła, uniosła ogon do góry w geście powitania. Czyli go szukała! Syn Kucykowego Ogona, ponownie poczuł to słodkie, ciepłe uczucie.

- Cześć, Iskro!-miauknął, kiedy kotka przystanęła, upuszczając mu przed łapami jakąś roślinę. - Co mi przyniosłaś?

Pochylił się, lustrując niebieskimi oczami drobny kwiatek. Iskra przysiadła, wyraznie zadowolona z siebie. Miała ogromne szczęście, że nie złapał jej żaden kot. Oddaliła się dość sporo od granicy.

- Szukałam cię.-odparła krótko, odwzajemniając uśmiech. - Spójrz na ten kwiatek. Musisz go zobaczyć.

Jeżowa Łapa spojrzał na nią, z małym zdziwieniem. Pamiętał jak opowiadała mu o tym kwiatku, który nosił barwę jego oczu. I teraz, gdy spoglądał na drobną roślinkę, faktycznie musiał potwierdzić, że była ładna.

- Cieszę się, że mi ją pokazałaś. Robi wrażenie.-miauknął kocurek, uśmiechając się do czekoladowej. - Przynajmniej to nie szalej, co?

Zmrużyła oczy w zamyśleniu, nim skinęła głową.

- Ten jest lepszy.

Jeżyk tylko czekał, aż kotka znowu zacznie swoją radosną paplaninę. Usiadł wygodnie, otaczając łapki ogonem, kiedy Iskra zaczęła opowiadać, jak cały ranek poszukiwała tego czadowego błękitnego kwiatka, kiwał jedynie głową, od czasu do czasu dodając coś od siebie. Nie miał serca jej nie słuchać, gdy tak ciekawie opowiadała. Skupił się w pełni na niej, nie zwracając uwagi na otoczenie. Była cudowna. Pochłaniał każdy jej najdrobniejszy ruch. Zauważył, że gdy mówiła, poruszała wąsami, czasami ogonem, a jej oczy w zabawny sposób pobłyskiwały. Ponieważ kotka nie mogła usiedzieć w jednym miejscu dłuższej chwili, zamiast siedzieć, oboje ruszyli głębiej w teren. Jeżowa Łapa niósł w pyszczku przyniesiony kwiatek, postanawiając, że zrobi wszystko, żeby znajomość jego i Iskry, przetrwała pomimo pochodzenia z dwóch różnych klanów.

***
skip time

Ich wędrówka zdawała się nie mieć końca. O ile gdy wyruszali, zostawiając za sobą bezpieczny, zamieszkiwany przez wiele pokoleń obóz, wszystko szło pomyślnie, to teraz pogoda dawała im się we znaki. Gorące dni nadal doskwierały, ale zdecydowanie mniej niż wcześniej. Teraz ich największym problemem były zimne noce, liczne burze, oraz deszcze. Koty wszystkich klanów, były zmęczone, głodne i zapewne zrezygnowane. Klan Burzy parł do przodu, próbując nadrobić zaległą trasę, kiedy tylko kocięta Pląsającej były dość duże, żeby można było je wziąć ze sobą.

Jeżowa Łapa szedł ramię w ramię ze swoją siostrą, Rzeczną Łapą, od czasu do czasu ziewając. Poprzedniego dnia nie spał zbyt dobrze. To nie było jego legowisko, jego obóz i jedynym co dawało mu poczucie bezpieczeństwa, był jego klan. Jeżowa Łapa miał ochotę usiąść, odpocząć i wyruszyć w dalszą wędrówkę dopiero wtedy, gdy porządnie odpocznie. Wiedział jednak, że mógłby wtedy zgubić grupę, a i tak ich zapach mieszał mu się z woniami innych klanów. Uniósł pyszczek, obserwując ruch nocnego nieba. Pomału zaczynało świtać, lada moment będą mogli zatrzymać się.

Mruknął coś pod nosem, gdy zrównali kroki z innym klanem, idącym akurat o kilka skoków lisa koło nich. Nie był zadowolony obecnością tylu obcych kotów. Zwyczajnie się bał, że może zostać zaatakowany i nie móc nic zrobić. Jego obawy spełniły się niemal błyskawicznie, gdy ktoś na niego naskoczył, wywracając oszołomionego kocurka na ziemię. Jeżowa Łapa zamknął szybko oczy, czekając na swoją śmierć. Zamiast jednak tego, usłyszał głośny śmiech. Odchylił jedno oko, za nim drugie i westchnął z ulgą, widząc nad sobą pyszczek Iskry.

- Hejka!

- Twoje powitania są za każdym razem coraz bardziej zaskakujące.-uśmiechnął się kocurek, szczęśliwy z kolejnego spotkania.

<Iskro?>

02 stycznia 2020

Od Jeżowej Łapy CD. Iskry

*jeszcze przed przeprowadzką*

Wymknął z obozu. Właściwie to odkąd stał się uczniem, miał do tego większe prawo, niż gdy był małym, niewinnym kociakiem. Mimo pewności, że nikt go nie zauważył, Jeżowa Łapa poczuł niemiłe uczucie, przepływającego przez jego ciało. Bał się? Kocurek przełknął ślinę, gdy znalazł się kilka skoków lisa poza obozem. Było to jego pierwsze wyjście, bez nadzoru Pliszkowego Kroku. Mentorka odpoczywała w legowisku wojowników, mając zamiar przeprowadzić ich trening dopiero pod wieczór, gdy mieli wybrać się na patrol.
Znał tereny Klanu Burzy bardzo dobrze. Czuł się na nich bezpieczny. Nawet, gdyby po drodze spotkało go jakieś niebezpieczeństwo, kocurek był absolutnie pewien, że stawi mu czoła i sobie poradzi. W końcu był uczniem super klanu. Nie mógł zawieść swoich bliskich. Jeżowa Łapa otrzepał się, odpędzając ostatnie niespokojne uczucie, zanim ruszył przed siebie. 
Wyobraził sobie zazdrosny pyszczek Psiankowej Łapy, gdy wróci ze swojej wyprawy, chwaląc się liliowej kotce, że był sam. Może nawet zgodzi się podzielić z nim posiłkiem i przestanie uważać Jeżyka, za ledwo wyrośniętego kociaka? W końcu siostra to siostra, trzeba jej czymś zaimponować. Ta myśl, dodała czekoladowemu większej determinacji. Oddalił się znacząco od obozu, znajdując się poza zasięgiem słuchu i wzroku pobratymców. Jeżowa Łapa uniósł wysoko ogon, czując malutką ekscytację. Przygoda wzywa! 
Gdy tego dnia, Zajęcza Stopa poprosiła go o przysługę, syn Brzozowego Szeptu, z chęcią się zgodził. W końcu jak mógłby odmówić medyczce? Ponieważ kocica nie miała ucznia, na niektóre zajęcia poświęcała zbyt dużo czasu. Koty Klanu Burzy, pomału zaczynały odczuwać głód, spowodowany brakiem większej ilości zwierzyny. Zwiększenie patroli łowieckich niewiele dało, a jedynie bardziej wykończyło pobratymców. Zajęcza Stopa miała pełne łapy roboty, zajmując się osłabionymi kotami. Zaczynały kończyć się jej zapasy ziół. Jeżowa Łapa nie był pewny, czy znajdzie odpowiednią roślinę, o którą poprosiła go medyczka. Nie chciał jej zawieść. Mogła wybrać każdego innego terminatora, a jednak poprosiła jego, mimo, że nie był dla niej zbyt miły. Czuł się zaszczycony. 
Medyczka oczekiwała, że wyruszy jutro, wraz ze swoją mentorką. Ale Jeżowa Łapa chciał znaleźć roślinę od razu! Zajęcza Stopa starannie opisała mu, jak wygląda trybula. Kocurek zapamiętał, że pomaga na rany i ból brzucha. A wyglądała tak niepozornie. Zajęcza Stopa mówiła, że ma przyjemny zapach, ale Jeżowa Łapa nie potrafił jej uwierzyć. Jeśli kot pół życia spędził pośród ziół, niektóre ostre wonie, mogą wydawać się łagodniejsze. To co innych odstraszało w zapachach medycznych roślin, Jeżyka przyciągało. Był zafascynowany. Nie potrafił zapomnieć o pamiętnym dniu, gdy pierwszy raz pojawił się w legowisku medyka. 
Jeżowa Łapa wyrwał się z zamyśleń. Musiał się skupić, inaczej nie odnajdzie właściwej rośliny i wróci dopiero po zmroku, a przecież wtedy na pewno ktoś zauważy jego nieobecność. Uczeń przemykał przez terytorium, kierując się w stronę Drogi Grzmotu. Jego kroki głucho odbijały się o ziemię, łapa za łapą. Brnął przez teren, przyspieszając przy każdym kolejnym uderzeniu serca. Lekki wiatr, muskał jego pyszczek, a promienie słońca, ocierały się o jego sierść. Czekoladowy kocurek zachęcało przez naturę, puścił się biegiem. Wąsy kocurka poruszały się z zainteresowaniem. Był świadomy, że zapuścił się już bardzo głęboko w teren, docierając prawie do samej granicy. Zaczął zwalniać. Koty Klanu Burzy, były bardzo szybkie i musiał wyhamować zwinnie, żeby nie wpaść w jakiś krzak. Jeżowa Łapa otworzył pyszczek. Smakując powietrza, dotarła do niego słodka woń. Machnął wesoło ogonem, zadowolony ze swojego znaleziska. Podszedł do rośliny o wielkich, paprociowych liściach i małych białych kwiatach. Trybula. Doskonale. Czekoladowy kocurek pochylił się, chcąc ją zerwać. Od razu zaniósłby ją do Zajęczej Stopy, licząc na jej sympatię, nie śmiałby nawet myśleć o pochwale. Przecież to nic takiego, a jedynie mały obowiązek. Chwycił roślinę w zęby.
Krztusił się od gęstych liści, gdy postanowił skierować się okrężną drogą do obozu. Słyszał w oddali Potwory Dwunożnych, mknące niebezpiecznie po Drodze Grzmotu. Skrzywił się. Dwunożni byli dziwni. Jak można pozwolić żreć się jakiejś bestii? Do tego odbierali takim zachowaniem, wiele kocich żyć. Takie pieszczoszki muszą być strasznie nieszczęśliwi. Jeżowa Łapa zamyślił się. Wyłonił się zza drzewa, zamierzając oczywiście podążyć dalej.
— Hejka! 
Podskoczył na dźwięk głosu.  Nie był przygotowany na to, że kogoś spotka. Dzień wydawał się taki spokojny, udało mu się znaleźć trybulę, prawie wrócić do domu, a tym czasem...  Jeżowa Łapa skulił się, nawet nie patrząc w stronę istoty, która się do niego odezwała. Nie mogła być borsukiem, przecież te zwierzęta nie mówiły. Podobnie jak lisy, czy króliki. Zatem była kotem. Głos nie wydał mu się znajomy. Metodą łatwej dedukcji, doszedł do wniosku, że kot pochodzi z innego klanu. Czyżby jakiś przedstawiciel Klanu Wilka, miał ochotę rzucić mu się do szyi?  Jeżowa Łapa nie potrafił nawet walczyć, jedyne co umiał to polować, a przecież nie podejdzie do zagrożenia mówiąc: "Hej, poszczuję cię moją martwą myszą!". Kot, gdyby mu wcześniej nie odebrał życia, zapewne padłby ze śmiechu.
Ostatecznie zdecydował się spojrzeć na swoje zagrożenie, niepewnym, błagalnym wzrokiem. Kilka długości ogona myszy przed nim, stała z dumnie uniesioną głową kotka. Uśmiechała się wesoło, jakby las należał tylko do niej.
— C-cześć?-mruknął wciąż niepewny. Kotka wydawała się być od niego starsza, mimo iż byli równego wzrostu. Ale to tylko za sprawą tego, że Jeżowa Łapa był wyjątkowo wysoki, mimo swojego młodego wieku. — Co r-robisz na t-terenach m-mojego klanu? Klanu B-burzy?
Pokręcił pośpiesznie głową. Weź się w garść Jeżyk! Przecież jest na naszym terytorium, a nie swoim! Jest sama, bez wsparcia i... i nie wygląda na zagrożenie.-pomyślał przelotnie. Z małym trudem, wyprostował sylwetkę, jeżąc sierść na karku. Wysunął instynktownie pazury, chociaż w jego oczach dalej krył się strach.
— Klanu Burzy?-nieznajoma zmrużyła oczy, starając sobie coś przypomnieć. Najprawdopodobniej co specjalizuje klan Jeżyka. — Czyli to wasz teren?
— T-tak i... i muszę cię przegonić?-miauknął cicho, ostrożnie dobierając słowa. Podchwycił zapach kotki, niesiony z wiatrem. Zaliczył już swoje pierwsze Zgromadzenie, ale mimo ogromnego skupienia, nie potrafił rozpoznać w jej woni, żadnego poszczególnego klanu. Czyżby była włóczęgą, lub pieszczoszką? Nie. Wydawała się zbyt odważna, żeby mieszkać z Dwunożnymi. Nie była też na tyle chuda, by żyć samotnie. A zatem, skąd pochodziła nieznajoma?  Jeżowa Łapa cicho podziękował Klanowi Gwiazdy, że miał dobry węch. Wyczuł bagna. Przynajmniej tak mu się zdawało. Zapragnął poznać tą kotkę, nawet jeśli miałaby go później zabić.
— Trzęsiesz się jak galareta.-sprecyzowała krótkim miauknięciem nieznajoma kotka, wbijając w niego zainteresowane spojrzenie. — Chyba się mnie nie boisz?
Czekoladowy kocurek zaszurał łapką po ziemi. Było mu wstyd, że się jej bał, ale przecież jej nie znał. Miał do tego prawo, prawda?
— T-trochę, ale... będę walczył, jeśli mnie zaatakujesz.-wymamrotał.
— Zaatakuje?-kotka wydawała się zdziwiona.
Jeżowa Łapa westchnął głośno. Czyli nie miała takich zamiarów. Poczuł się pewniej. Ukrył trybulę (którą wcześniej wypuścił z pyska) za swoją łapą. Kocur wlepił przenikliwe spojrzenie niebieskich oczu, w obcą mu kotkę. Dopiero teraz miał okazję jej się uważniej przyjrzeć. Kotka mogła poszczycić się półdługim czekoladowym futrem. Smukłe ciało, pręgowane dziko, podkreślało tylko smukłe, lecz umięśnione łapy. Wąskie uszy postawione były z zainteresowaniem, ukazując przy okazji jasny pyszczek, na którym spoczywał szeroki, śliczny uśmiech. Długie wąsy poruszały się z zainteresowaniem, podobnie jak puchaty ogon. Jeżowa Łapa nieświadomy, że otworzył z wrażenia pyszczek, wciąż śledził jej delikatne rysy. Biała skarpetka na lewej łapie, nie umknęła jego uwadze. Przy szyi futerko kotki było dłuższe, a żółte oczy, miały lekką pomarańczową obwódkę. Uczeń Klanu Burzy, poczuł, jak jego serce przyspiesza. Biło głośno, w szybkim tempie, jakby chciało wyrwać się na wolność. Przyjemne uczucie wypełniło ciało kocurka, od nosa po koniuszek ogona. To było... dziwne. Pierwszy raz czegoś takiego doświadczył,  równocześnie pragnął tego więcej.
— Żyjesz?-spytała ciepłym, przyjemnym głosem.
Jeżowa Łapa szybko pokręcił głową, wyrywając się z zamyśleń i  wracając "na ziemię".
— Tak. Przepraszam.-miauknął. — Pytałaś o coś?
— Jak się nazywasz.-kotka obiegła go wzrokiem.
— Jestem Jeżowa Łapa.-mruknął od razu. —  A ty?
— Dziwne imię.-odparła nieznajoma. Jeżyk jeszcze bardziej zapragnął ją poznać, nie mogąc przy tym oderwać od niej wzroku. Klanie Gwiazdy, co się ze mną dzieję? — Iskra jestem.
— Iskra? A zatem jesteś samotniczką? Nie należysz do żadnego klanu?-spytał szczerze zainteresowany. Zanim jednak zdołał uzyskać odpowiedz, Iskra ruszyła z miejsca. Czekoladowa kotka minęła go, zapuszczając się głębiej w terytorium Klanu Burzy. Jeżowa Łapa otworzył zaskoczony oczy. Czy jej nie obchodziło to, że mogła zostać złapana przez patrol?
Zostawił trybulę, ruszając za Iskrą. Dogonił ją w kilku szybkich krokach. Teraz kierowali się ramię w ramię. Iskra co jakiś czas przystawała, rozglądając się, wyłapując różne zapachy, albo po prostu nasłuchując.
— Chcesz zwiedzić terytorium mojego klanu?-miauknął Jeżowa Łapa, pewien, że właśnie o to chodzi. — Pozwól, że cię oprowadzę. Pokażę ci super norkę, gdzie są króliki i mogę nauczyć cię, jak się je łapie. Poza tym, że mną na pewno nie złapie cię patrol, bo tak wyrwaliby ci wąsy pewnie. Możesz stać się towarzyszką mojej podróży.
Liczył, że Iskra się zgodzi. Nie chciał zostawić jej tak szybko samej. Choćby musiał płacić największą cenę.

<Iskro? ♥️ Nie zepsułam charakteru?>