BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stokrotkowa Łapa x Mandarynkowa Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stokrotkowa Łapa x Mandarynkowa Łapa. Pokaż wszystkie posty

27 sierpnia 2025

Od Mandarynkowego Pióra CD. Baśniowej Stokrotki

Wyszła właśnie z legowiska medyka, bo musiała skończyć swoje plotki z Różaną Wonią z powodu wizyty Lśniącej Ikry. Leczenie zwichnięć nie było w zakresie jej wielkich umiejętności. Nie chciała też przeszkadzać kuzynce. Usiadła niedaleko legowiska medyka, szukając wzrokiem Wężynowego Kła. Jej jednak nie było, więc pewnie gdzieś wyszła. Zamiast tego zobaczyła Baśniową Stokrotkę. Nadal było jej przykro. Myślała kilka razy o pogodzeniu się, ale to chyba zaszło już za daleko. Nie mogła tak po prostu wycofać się z podkulonymi ogonem, jak jakiś kociak! Poza tym w międzyczasie Stokrotka zdążyła ją przekonać do tego, że chyba naprawdę nigdy nie przyjaźniły się z powodu innego niż jej status społeczny. To było przykre. 
Wtedy zastępczyni zauważyła, że kremowa również się na nią patrzy. Nie mogła tak po prostu odwrócić wzroku, bo wyszłoby na to, że się na nią patrzyła. Postanowiła więc zaimprowizować – a Mandarynka ma swój ciekawy wzór zachowań, kiedy improwizuje. Podeszła do kotki swoim “krokiem księżniczki”. Pełnym gracji, z płynnymi ruchami i wyprostowaną postawą, emanująca pewnością siebie. Potem zapytała z wyższością:
— O co chodzi?
Kremowe futro wojowniczki się nastroszyło.
— Ja powinnam się ciebie o to zapytać, od kilku księżyców zachowujesz się jak naburmuszony kociak — mruknęła Stokrotka. Mandarynka chętnie by jej przyłożyła za tego “naburmuszonego kociaka”. Wzięła tylko głęboki wdech, tak, jak uczyła ją babcia Sroka. Bardzo długo to przerabiały, bo ciągle chciała przypominać czekoladowym kotom gdzie ich miejsce i trochę się zagalopowywała. Zakręciła na pazurze loczek, po czym udała wielce oburzoną.
— Och, ja? Nie… za to ty najwyraźniej bardzo się tym przejęłaś. Myślisz, że nie słyszę, jak twoje dzieci rozpowiadają o mnie bzdury? Szczególnie teraz, jak Trzcinowa Łapa została moją uczennicą. To naprawdę żałosne Stokrotko, żeby takie głupoty wciskać dzieciom.
— Rozpowiadać o tobie bzdury? — zaśmiała się niebieskooka. — Błagam, gdybym chciała ci coś zrobić, nie brałabym do tego swoich pociech. Przez te głupoty co wyprawiają niektóre koty, Klan Gwiazdy pozbawił mnie dwójki z nich. Poza tym nie skreślam cię tak, jak ty mnie. Nawet już razem nie gadamy. A wiesz czemu? Bo dostałam karę! A ja zrobiłam to dla dobra klanu, Mandarynkowe Pióro! — syknęła, wyprostowała się i zmierzyła zastępczynię wzrokiem. Nie musiała zbytnio się starać, żeby jeden z jej srebrnych włosków stanął dęba. Dostała karę dla dobra klanu? Czy po prostu nie potrafiła się poprawnie wypowiadać? Tak czy siak, wkurzyła ją. I to bardzo. W jej oczach widać było furię. Całą długością swoich pazurów wbijała się w ziemię, żeby nie zaatakować wojowniczki. Czyli według niej to tylko o to chodziło?! O głupią karę?!
— Nic nie wiesz o dobrze klanu. To ja jestem zastępczynią, nie ty. Chcesz tak rozmawiać?! Proszę bardzo. Poza obozem. Teraz.
Musiała szybko wynieść tę rozmowę z obozu. Mogłaby nadszarpnąć swoją reputację i zaryzykować stracenie szansy na zostanie przywódczynią. Tak bardzo chciała rzucić się na kotkę i przeciągnąć ją za gardło poza obóz. Szybko, z wściekłością, poszła na zewnątrz, zostawiając na ziemi małe kopczyki gleby, spowodowane jej pazurami, które wbite głęboko w ziemię, musiały nagle się spod niej wyrwać.
Kotki usiadły naprzeciwko siebie. Mandarynka nadal była zjeżona i wściekła. Stokrotka tylko uniosła pytająco brew. Czyli tak bardzo chciała to zacząć, ale nie obchodziło jej to? Co chciała tym zyskać? Zmarnować jej czas? Zepsuć dzień? W końcu srebrna wybuchła:
— Myślisz, że tu chodzi tylko o głupią karę?! Nie wiesz, co przeszłam, ani co musiałam zrobić, żeby się tu dostać! A ty jedyne co robisz, to psujesz mi rodzinę!
— Co zrobić? Ty jedynie pięknie się uśmiechasz, a swoje prawdziwe zachowanie kryjesz za tą fasadą. Nie masz pojęcia, przez co ja przeszłam w lesie, gdzie panuje zasada "silniejszy przetrwa"! Moi rodzice nie żyją, moi bliscy, siostra. Masz pojęcie, jak żyłam w tamtym syfie, całkiem sama? Jako kociak musiałam podróżować i szukać miejsca na nowy dom! Nie marudziłam, tylko słuchałam. Przez całe życie tylko robię i robię dla tego klanu, który dał mi schronienie. Skąd ty możesz wiedzieć o takim życiu! O jedzeniu, którego nie było, dachu nad głową, którego nie było. Oczywiście, że nie wiesz, bo wszystko miałaś od urodzenia!
Partnerka Dryfującej Bulwy może i o tym nie wiedziała, ale okropnie się myliła. Życie w rodzie nie było piękną bajką. To krwiożercza gra pomiędzy rodzeństwem o przywództwo. Ale po co ona miała to wiedzieć? Nie będzie jej zamęczała swoimi słabościami. Mogłoby jej to tylko wyjść gorzej. Jednak nie mogła dać jej poczuć się tą jedyną pracowitą.
— Nigdy nie miałam matki, a ojciec nie żyje przez ciebie! Nie tylko ty byłaś sama! Przestań udawać, że masz sto razy trudniej ode mnie! Nawet jeśli tak było, to tylko przez chwilę, dopóki sama wszystkiego nie popsułaś! — wyrzuciła z siebie. Miała wielki żal do Stokrotki. Myślała kiedyś, że naprawdę się lubiły, że tamta przerwa to tylko chwilowa kłótnia. Myślała, oczekiwała, że wrócą do siebie. Najwyraźniej już nie była kremowej potrzebna. Bo tamta już zdążyła zbudować sobie rodzinę, i nikogo innego nie potrzebowała.
— Przeze mnie? Nie prowadziłam tego patrolu, tylko Kolcolistne Kwiecie! Mówisz o udawaniu, a całe twoje życie takie jest! Udawane! Idealna matka? Cudowne życie, jako wnuczka Sroczej Gwiazdy? Srebrne futro, którego nie jeden kot by chciał? Myślisz, że jak byłyśmy uczennicami, podeszłam do ciebie dlatego, że byłaś księżniczką? Nie. Myślałam, że nie będziesz taka, jak inni, że nie będziesz opryskliwa ani wredna. Ale najwyraźniej się myliłam.
Kłamała. Wszystko zmyśliła! Nie zamierzała wierzyć w te oszczerstwa na temat jej wujka. Zresztą praktycznie nic się w tej wypowiedzi nie zgadzało. Idealna matka? Martwa? Jeżeli to jest bycie idealnym, to ona jest najgorszym kotem na świecie. Cudowne życie? Jakie cudowne? Ona przynajmniej miała męża! Łatwo jej było mówić. Było jej teraz po prostu przykro. Uśmiechnęła się lekko. Nie był to szczery uśmiech. Był wredny.
— A ja myślałam, że będziesz wartościową przyjaciółką. No cóż. Radzę ci uważać, bo za jakiś czas to ja będę przywódczynią — powiedziała. Nie chciała już rozmawiać. Zakończyły to. Mogły się rozejść i już nigdy ze sobą nie gadać. Jednak Baśniowa Stokrotka nie drgnęła. Jej spojrzenie było łagodne jak tafla wody, ale dziwnie głębokie.
— Och, Mandarynkowe Pióro… — mruknęła cicho, niemal współczująco. — Zastanów się dobrze, komu naprawdę można ufać w tym klanie. Bo kiedy nadejdzie dzień, o którym mówisz… może się okazać, że nie wszyscy stoją tam, gdzie myślisz.
Nie próbowała nawet doszukać się znaczenia tych słów. Stokrotka plecie głupoty.
— Nie waż się nawet udzielać mi rad. Jesteś tylko jednym z wielu nic nieznaczących kotów, które starają się podnieść swoją samoocenę, roznosząc plotki na mój temat. Ja jestem księżniczką. Ja! Rozumiesz?! To mi należy się to wszystko! — wybuchła nagle. W jej głowie fala uczuć związanych z rywalizacją z rodzeństwem i ciociami uderzyła na nowo. Teraz… Zimorodkowe Życzenie i Tuptająca Gęś nie żyły. A ona nadal musiała żreć się z jedyną siostrą, która jej została. Nadal musiała próbować rozmawiać z dziećmi, których nigdy nie chciała. Mimo że sama nigdy nie miała szansy przerobić spokojnie wszystkich tych faz.
— A kiedyś zapłacisz za wszystko, co zrobiłaś… — dodała po chwili, z pochyloną głową patrząc na dawną przyjaciółkę zza grzywki. Ta patrzyła na nią długo, bez ani jednego mrugnięcia, jakby wcale nie słyszała krzyku. Dopiero po chwili odezwała się cicho:
— Zawsze tak mówisz, kiedy ktoś dotknie prawdy? — zapytała łagodnie, niemal ze współczuciem. — Krzyczysz, że jesteś księżniczką, że wszyscy powinni klękać… ale nikt, kto naprawdę jest pewny swojej wartości, nie musi tego powtarzać na głos. Wiesz, czego się naprawdę boję w takich kotach, jak ty? Nie ich gróźb. Ich ciszy. Kiedy wreszcie przestają krzyczeć i zaczynają rozumieć, że są zupełnie sami.
Głupia żmija! Próbuje okazać współczucie? Czy tylko udaje?
— Nic nie wiesz o moim życiu. Nie wiesz, jaka jest prawda, nie wiesz, jak się czuję. Nie masz żadnych podstaw, żeby mnie oceniać!
Wojowniczka usiadła spokojnie, ogon owinęła wokół łap.
— Każdy nosi swoje ciężary — powiedziała cicho, niemal do siebie. — I nie wszystko musi być widoczne dla innych. Nie oceniam cię, Mandarynkowe Pióro. Po prostu obserwuję.
Oblizała wargi i trzepnęła ogonem o ziemię. Czyli rzeczywiście to wszystko, co je łączyło, nigdy nie było naprawdę? To tylko tymczasowa znajomość, którą można zakończyć, kiedy tylko coś pójdzie nie tak? Najwyraźniej Pierzasty Wdzięk miała rację, mówiąc to wszystko, co mówiła. Rzeczywiście była żałosna i wszyscy tylko udawali…
— To najwyraźniej jesteś w tym okropna, bo nic nie rozumiesz — powiedziała z oklapniętymi uszami i odeszła. Potrzebowała samotności. Oby już nigdy nic nie usłyszała od tak samo fałszywej przyjaciółki, jak Stokrotka.

<Stokrota?>

Wyleczeni: Lśniąca Ikra

23 sierpnia 2025

Od Stokrotkowej Łapy (Baśniowej Stokrotki) CD. Mandarynkowej Łapy (Mandarynkowego Pióra)

Czasy uczniowskie

Stokrotkowa Łapa wślizgnęła się przez tunel do obozu, niosąc w pysku zapach wilgotnego mchu i liści. Poranny trening skończył się później, niż się spodziewała. Śnieżne Wspomnienie uparł się, by ćwiczyli skradanie aż do pełnej ciszy, a łapy bolały ją od ciągłego napinania mięśni. Gdy odkładała wiewiórkę na stos zdobyczy, zauważyła znajomy srebrny ogon. Mandarynkowa Łapa siedziała przy wejściu do legowiska uczniów, liżąc starannie futro na piersi. Słońce odbijało się w jej oczach, przez co wyglądały jak dwa bursztyny w rosie. Mimo zmęczenia, kotka trzymała się prosto jak na ważnej uroczystości.
– Też dopiero wróciłaś? – zapytała Stokrotkowa Łapa, otrzepując z łap pył.
– Wreszcie – westchnęła Mandarynkowa Łapa teatralnie. – Ten trening był koszmarny. Jak mam wyglądać jak wojowniczka, kiedy każą mi czołgać się przez błoto? – Przesunęła językiem po łapie, a potem przeczesała nią wąsy.
– A ty? Wyglądasz, jakby ktoś wytarzał cię w paprociach. – prychnęła. Stokrotkowa Łapa parsknęła cicho, choć bez złości.
– Lepiej wyglądać jak paproć, niż spłoszyć każdą zdobycz w lesie.
Położyła się na brzuchu obok i zaczęła czyścić futro, skrupulatnie rozplątując mech między palcami.
– Ćwiczyliśmy skradanie aż do samego strumienia. Mentor mówi, że wreszcie zaczynam się ruszać cicho.
– Och, proszę cię – Mandarynkowa Łapa wywróciła oczami. – Moje czołganie było równie dobre. Gdyby tylko ta wstrętna mucha nie ugryzła mnie w nos w najgorszym momencie!
Stokrotkowa Łapa uśmiechnęła się pod nosem. Z Mandarynkową Łapą każdy trening zamieniał się w przedstawienie.
– A jak poszło ci polowanie? – spytała ostrożnie, wiedząc, że przyjaciółka nie znosiła pytań, które mogłyby zabrzmieć jak ocena.
– Złapałam mysz – oznajmiła Mandarynkowa Łapa, unosząc brodę. – No, prawie złapałam. – Jej głos złagodniał na moment, ale zaraz znów nabrał pewności siebie. – I tak wszyscy mówili, że świetnie się spisałam. – mruknęła. Na środku obozu rozległo się wołanie starszej wojowniczki. Mandarynkowa Łapa natychmiast poderwała się na łapy, wyprostowała ogon i rozpromieniła, jakby zaraz miała wejść na scenę.
– Chodź, pokażmy się – szepnęła, a jej pomarańczowe oczy błyszczały z podniecenia. – Niech widzą, że wróciłyśmy z treningu jak prawdziwe wojowniczki.
Stokrotkowa Łapa zawahała się. Wolała po prostu zjeść i odpocząć, ale zanim zdążyła zaprotestować, Mandarynkowa Łapa już maszerowała przez środek obozu, machając ogonem z przesadną gracją. Starsze koty wymieniły kilka słów z uczennicami, chwaląc ich za wytrwałość. Mandarynkowa Łapa odpowiadała głośno i pewnie, opowiadając o treningu tak, jakby to ona prowadziła patrol. Stokrotkowa Łapa stała obok, cicha, przytakując co jakiś czas. Była przyzwyczajona, że przyjaciółka zawsze musi błyszczeć w centrum uwagi. Kiedy wreszcie usiadły przy świeżym stosie zdobyczy, Mandarynkowa Łapa nachyliła się konspiracyjnie.
– Widzisz, jak wszyscy na mnie patrzą? – szepnęła z triumfem. – Już wiedzą, że będę najlepszą wojowniczką w całym klanie. A może nawet zastępczynią. – powiedziała z podekscytowaniem.
Stokrotkowa Łapa uniosła brwi.
– Wojowniczka powinna przede wszystkim chronić klan, nie tylko zbierać spojrzenia. – Kremowa przewróciła oczami.
– A nie można robić obu rzeczy naraz? – Mandarynkowa Łapa puściła jej oczko, po czym z zadowoleniem ugryzła kawałek świeżego wróbla.
– Pamiętaj, Stokrotko, trzeba mieć plan.
Stokrotkowa Łapa uśmiechnęła się blado. Lubiła energię Mandarynkowej Łapy, ale czasem miała wrażenie, że przyjaciółka widzi świat jak wielkie widowisko, a nie jak prawdziwe życie. A Stokrotka… ona chciała czegoś prostszego. Pomagać, uczyć się, być użyteczna.

***

Słońce przesunęło się wyżej, rozgrzewając grzbiety starszyzny wylegującej się przed ich legowiskiem. W obozie unosił się zapach świeżej zdobyczy i żywicznego lasu. Obie kotki jadły w milczeniu przez chwilę, a Stokrotkowa Łapa poczuła znajome ciepło, mimo wszystkich różnic między nimi, cieszyła się, że wróciły do obozu razem. Jeszcze wtedy nie wiedziała, jak kruche okażą się te wspólne chwile.
– Wiesz… – zaczęła ostrożnie, przeżuwając ostatni kęs – …Śnieżne Wspomnienie powiedział, że jeśli tak dalej pójdzie, mogę wkrótce pójść na prawdziwy patrol, nie tylko na trening. – pisnęła pręgowana.
Mandarynkowa Łapa uniosła uszy i uśmiechnęła się szeroko, jakby to była jej własna pochwała.
– Widzisz? Mówiłam, że będziemy najlepsze w całym klanie. A ja… – pochyliła się bliżej, jakby wyjawiała wielką tajemnicę – …słyszałam, że Sumowa Płetwa szuka uczniów, którzy potrafią nie tylko walczyć, ale i mówić. Wyobrażasz sobie? Może kiedyś poprowadzę patrol sama! – krzyknęła. Stokrotkowa Łapa mrugnęła.
– A myślałam, że wolisz polować, niż rozkazywać innym.
– Och, polowanie jest dobre na trening – prychnęła srebrna.– Ale nie po to uczymy się całymi dniami, żeby ktoś nami rządził na zawsze. Musisz myśleć o przyszłości. – Wzdrygnęła się. Nie zdążyła odpowiedzieć, bo z legowiska starszyzny wychyliła się Pszczela Duma, wołając:
– Hej, wy dwie! Macie jeszcze siły? Nasze posłania są całe w błocie. Wymienicie nam je? – zapytała. Kremowa uczennica natychmiast poderwała się na łapy.
– Jasne, zaraz to zrobimy! – miauknęła z uśmiechem na pyszczku. Mandarynkowa Łapa zawahała się, ale gdy przyjaciółka wstała, również podniosła się z udawaną ochotą.
– No dobrze, ale niech to nie trwa wieczność – mruknęła półgłosem do Stokrotki. – Właśnie wypolerowałam sobie futro. – syknęła. Przyniosły świeży mech i suche liście, cierpliwie usuwając kłujące gałązki z posłania starszyzny. Stokrotkowa Łapa pracowała w skupieniu, ciesząc się, że może pomóc. Mandarynkowa Łapa co chwilę przerywała, by otrzepać łapy albo poprawić sobie sierść, ale starsze koty i tak były zadowolone.
– Dobra robota – mruknęła Pszczela Duma, zerkając na Stokrotkę dłużej niż na Mandarynkę. – Zawsze można na ciebie liczyć.
Stokrotkowa Łapa poczuła, jak duma rozlewa się po jej piersi. Mandarynkowa Łapa wzruszyła ramionami, jakby nie zależało jej na pochwałach, ale jej ogon poruszył się szybciej niż zwykle. Gdy wracały na polanę, Mandarynkowa Łapa odezwała się chłodniejszym tonem:
– Nie rozumiem, czemu ty zawsze tak się cieszysz z takich rzeczy. To tylko sprzątanie. – Przewróciła oczami
– Bo starszyzna też jest częścią klanu – odparła spokojnie Stokrotkowa Łapa. – Kiedyś my też będziemy potrzebować pomocy. – odpowiedziała.
– Och, proszę cię, ja nigdy nie będę potrzebować pomocy – prychnęła Mandarynkowa Łapa, ale w jej głosie zabrzmiało coś jak cień niepewności. Nim zdążyły powiedzieć coś więcej, na polanę wbiegł Poranny Ferwor – młody wojownik, wciąż jeszcze pełen uczniowskiej energii.
– Hej, wy dwie! Zbierają się koty na patrol graniczny. Może pójdziecie z nami? Mentorzy muszą się zgodzić, ale… to tylko sprawdzenie znaków zapachowych. – mruknął. Mandarynkowa Łapa natychmiast się wyprostowała, a jej oczy rozbłysły.
– Słyszysz, Stokrotko? Prawdziwy patrol!
Stokrotkowa Łapa poczuła, jak serce zaczyna bić szybciej. Wiedziała, że Śnieżne Wspomnienie mówił o patrolu w najbliższych dniach, ale nie sądziła, że tak szybko. Spojrzała na przyjaciółkę, podekscytowaną, prawie drżącą z niecierpliwości.
– Idziemy – zdecydowała, choć trochę ścisnęło ją w brzuchu na myśl o tym, że to już coś poważniejszego niż zwykły trening.
 
***

Baśniowa Stokrotka wróciła z patrolu, czując, jak zapach lasu przykleja się do futra niczym mgła. W obozie panował spokój, koty jadły, starszyzna drzemała, a kocięta bawiły się przy kępie paproci. Wszystko wyglądało tak zwyczajnie, a jednak powietrze było ciężkie. Ciężkie od milczenia. Mandarynkowe Pióro siedziała po drugiej stronie polany, odwrócona plecami. Jej srebrzyste futro lśniło w słońcu, ale Stokrotka wiedziała, że to światło nie ociepla jej spojrzenia. Od tygodni nie rozmawiały. Ani słowa. Tylko wymijające spojrzenia, tylko krótki ruch ogona, kiedy los zmuszał je do wspólnej warty. Stokrotka zacisnęła szczęki, próbując odgonić wspomnienie tamtej nocy: burzy, krzyku, zapachu śmierci. Śmierci jej córek… Niebieskie oczy wojowniczki znowu powędrowały w kierunku zastępczyni. Niespodziewanie ta też się na nią patrzyła, a jej pomarańczowe oczy nieco się zmrużyły.

<Mandi?>

06 sierpnia 2024

Od Mandarynkowej Łapy CD. Stokrotkowej Łapy

Ta Stokrotka ciągle się do niej kleiła. Nie wiedziała czy naprawdę ją lubiła, czy tylko była świetną manipulatorką, która chce zdobyć względy Sroczej Gwiazdy i ustawić się w klanie. Tak czy siak dobrze wybrała, że z nią trzyma. Przechodziły właśnie przez krzaki podążając zapachem Skrzelika.
- Gdzie on? - zapytała zaalarmowana. 
Temu czekoladowemu zdrajcy nie można było ufać. Nie wiadomo czy przypadkiem nie powiedział o ich słabościach samotnikom czy innemu klanowi. Ostatnio na zgromadzeniu nawet wciągnął jej własną siostrę w rebelię! Chociaż po naiwności Algi można było się tego spodziewać. Nagle zaświtał jej w głowie pewien pomysł. Był szalony, ale pomysł to pomysł. Jeżeli rozpuści plotkę, że Skrzelik planuje rebelię to może go wyrzucą? A może nawet uratuje swoją siostrę? W końcu jest czarno-biała. Powinna być do odratowania.
- Stokrotko, wracajmy. Tam może być niebezpiecznie - mruknęła, po czym skierowała się z nią w stronę obozu. 
Gdy były już w legowisku uczniów (które swoją drogą było dziwnym trafem puste) opowiedziała jej o tym jak na zgromadzeniu "przez przypadek" podsłuchała Skrzelika planującego rebelię. Zgrabnie ominęła uczestniczenie w tym Algi. W końcu jej siostra może jeszcze wyjść na prostą. Poza tym może ona też była szpiegiem? Wątpiła w to, ale tak czy siak nie zamierzała aż tak podkopywać kogokolwiek z królewskiego rodu.
- Srocza Gwiazda wie? - zapytała po chwili szeptem była samotniczka.
- Oczywiście, że wie!
***
Było kilka dni po tym jak rozpowiedziała plotkę. Miała wrażenie, że większość uczennic i nawet niektóre młodsze wojowniczki i wojownicy patrzą krzywo na Skrzelikową Łapę. Ona tymczasem akurat jadła sobie okonia. Dosiadła się do niej Stokrotkowa Łapa. Pewnie chciała coś powiedzieć, ale nie zdążyła, gdyż babcia zwołała zebranie klanu. Okazało się, że Skrzelik ma wreszcie zostać wojownikiem. Ten trzydziesto-księżycowy kocur! Ona ledwo była w wieku mianowania, a obstawiała że już za księżyc odbędzie się jej ceremonia. Skrzelikowa Łapa wystąpił i Srocza Gwiazda odmówiła formułkę, po czym nadszedł punkt kulminacyjny.
-[...] czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia?- zapytała jak zwykle arlekinka siedząca na gałęzi.
-T...tak
Mimo tego, że ceremonia przebiegła dalej bez problemów ten jeden szczegół męczył Mandarynkową Łapę. Czy ona naprawdę wykryła rebelię i nie było to tylko jej wyolbrzymianie?
- Stokrotko, czy tylko ja zauważyłam, że on się zająknął?
<Stokrotko?>
[366 słów]
[przyznano 7%]

03 sierpnia 2024

Od Stokrotkowej Łapy do Mandarynkowej Łapy

- Jesteś gotowa, Stokrotkowa łapo? - zapytał srebrzysty kocur. 
Wzięłam wdech i przytaknęłam mentorowi. Wysunęłam pazury będąc gotowa, poczułam dumę, że już tak długo tu jestem. Na znak Śnieżnego Wspomnienia zaczęłam wspinać się na drzewo. Od treningu do treningu szło mi to coraz lepiej.
- Dobrze, możesz już schodzić! - usłyszałam mentora. Kiedy zeszłam z drzewa, rozluźniłam mięśnie.
Napadła mnie taka myśl, żeby popływać. Szłam za Śnieżnym Wspomnieniem aż do obozu. Wycieńczona po treningu podeszłam do sterty zwierzyny i wzięłam płoć na ząb. Ułożyłam się na swoim legowisku, zajadając rybę. Postanowiłam wpaść do Zimorodkowej łapy, by sprawdzić, co teraz robi. Szłam przez obóz i stanęłam w progu legowiska medyka. Zdecydowanym krokiem weszłam i zobaczyłam tam Zimo segregującą zioła. Nie chciałam jej przeszkadzać, bo w niektórych momentach lamentowała. Postanowiłam zagadać Mandarynkową łapę. Spotkałam ją w legowisku uczniów i szybko do niej podeszłam.
- Hej Mandarynkowa łapo! - zaczęłam - Nie chciałabyś iść ze mną popływać? - zapytałam przekonująco.
- Dobrze, Stokrotko, możemy iść! Ale najpierw musimy iść się zapytać - mruknęła. 
Chwilę poczekałam i Mandarynkowa łapa załatwiła nam wyjście od Sroczej Gwiazdy. Razem wyszłyśmy z obozu. Wyprzedziłam srebrzystą kotkę i wskoczyłam do rzeki.
- Myślisz, że coś łączy Skrzelikowy Szept i Algową łapę? - zapytałam. Przez dłuższą chwilę nie słyszałam odpowiedzi.
- Może.. - mruknęła. Zanurkowałam w wodzie i szukałam jakichś ładnych muszelek. 
Mhm! Chyba coś mam, jaka ślina! Nagle coś przykuło moją uwagę. Brązowe futro znikało w krzakach. Od razu wyszłam z wody i rozpoznałam zapach. Skrzelik?
- Mandi chodź! - Krzyknęłam. Srebrna kotka wyskoczyła z wody.
- Co się dzieje? Skrzelik? - syknęła. 
Poszłam w kierunku zapachu i spojrzałam się na Mandarynkową Łapę. Kotka ruszyła za mną i przebrałyśmy się przez krzaki.
- Gdzie on? - powiedziała. Nadal czuć było jego zapach, ale powoli zanikał.
[Mandi co robimy?]
[276 słów]
[przyznano 6%]