Na podśmiechujki z jej byłego ucznia, Rezedowej Łapy – zamruczała rozbawiona. Jego? Ugryzł szczur? Normalnie powiedziałaby, że każdemu mogło się zdarzyć, jednak ów kocur strasznie zaszedł jej za skórę. Nie było jej go szkoda.
— Wiesz... słyszałaś może o tym, co mówiła Różana Woń? O tym, że Klan Nocy czekają mroczne czasy? — spytała medyczka znacznie cichszym głosem. — Nie potrafię przestać o tym myśleć. Strasznie mnie to zaniepokoiło. Chciałabym poznać twoją opinię... bo sama już nie wiem, co o tym wszystkim sądzić.
Szylkretka założyła łapę na łapę i ogonem strzepnęła na bok, tym samym wprawiając w ruch kuleczkę mchu, za którą pobiegły jej kocięta.
— Hmmm… Słyszałam o tym, co nieco. Plotki szybko się roznoszą po obozie, a w szczególności, jeśli emerytowana medyczka w nocy krzyczy przestraszona nową przepowiednię…
Przyjaciółka czekała dzielnie na bardziej konkretną odpowiedź namiestniczki. Dzielnie znosiła jej spojrzenie brązowych oczu. Problemem było jednak to, że Trzcinowy Szmer zbytnio nie zastanawiała się nad przepowiednią starszej Różanej Woni. Kocica była stara, a sama niezbyt wierzyła w przepowiednie w snach lub w odbiciach jakiejś perły.
— Ciągle coś się przydarza dziwnego Klanowi Nocy, jednak wątpię, by było coś podobnego w skali do potopu, którego jeszcze pamiętam, a byłam małym kocięciem. Jeśli nawet przyszłyby gorsze czasy. Czy to głód lub szpiegostwo innych klanów, to możesz być o tyle spokojna, że postaram się dbać o Nocniaków oraz służyć Mandarynkowej Gwieździe. — Gąbczasta Perła nie wyglądała na spokojną po jej dość dyplomatycznej wypowiedzi, dlatego dodała jeszcze pół żartem pół serio. — Jak będzie trzeba, to obronię cię własną piersią i pazurami. Nie musisz się martwić.
Dymna westchnęła jedynie. Pewnie nie pomogła kotce jej odpowiedź, jednak Trzcinowy Szmer nie zamierzała męczyć się z interpretacją, czegoś, co mogło być zwykłym koszmarem dla Różanej Woni.
Teraźniejszość
Czas mijał. Kocięta zostały uczniami, a nawet jedno już było wojownikiem. Natomiast Gąbczasta Perła wydawała się zmarnowana i przejęta. Może źle jej się spało? A może nadal przeżywała śmierć swojej mentorki albo nadal próbowała rozwiązać przepowiednię, którą starsza medyczka wygłosiła.
Nie mając nic do roboty pomiędzy swoimi patrolami, stwierdziła, że odwiedzi swoją przyjaciółkę w lecznicy. Kiedy tylko weszła do środka, ukazała jej się dymna, która właśnie prowadziła małą sprzeczkę z własnym asystentem, Klekoczącym Bocianem.
— Gąbczasta Perło? Masz chwilę? Albo powinnam się spytać, czy nie chciałabyś odpocząć i wyprostować swoich łap. Uważam, że przydałby ci się, chociaż krótki spacer wokół obozu.
Dymna skinęła głową, przystając na jej propozycję i obróciła się na pięcie, zostawiając drugiego medyka w legowisku. Obie szybko wyszły poza obóz i kiedy były same, Trzcinowy Szmer postanowiła, że to wykorzysta, żeby popytać kotkę o kilka rzeczy.
— Czy u ciebie jest wszystko w porządku? Ostatnio mam wrażenie, że strasznie się martwisz, jednak nie wiem czym. Czy nadal chodzi o tę przepowiednię Różanej Woni? — mruknęła, idąc po plaży wysepki, pozwalając, by woda obmywała jej poduszki łap.
< Gąbczasta Perło? >
🎍
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz