BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot Samotników!
(trzy wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(jedno wolne miejsce!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Wilka!
(jedno wolne miejsce!)

Zmiana pory roku już 8 listopada, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miodowa Kora x Mglisty Sen. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miodowa Kora x Mglisty Sen. Pokaż wszystkie posty

25 marca 2026

Od Mglistego Snu CD. Miodowej Kory

Po umieszczeniu Rysiego Tropu w izolatce

Księżyc wisiał wysoko nad ich głowami, a w obozie panował spokój. Aktualnie na warcie przy izolatce stał Szczawiowe Serce, którego zdążył wyznaczyć, zanim kocur chciał uciec na nocne polowanie. Nie wszystkie koty chciały zmierzyć się z długą wartą, pilnując więźniarki, i on sam im się nie dziwił.

* * *
Po śmierci Jarzębinowego Żaru, Pora Zielonych Liści

Widząc, że Miodowa Kora siedzi zgarbiony na polanie głównej, postanowił, że podejdzie do kocura. Ostatnio Klan Gwiazdy nie był dla nich łaskawy, a w szczególności dla kocura.
— Witam Miodowa Koro, czy chciałbyś wyjść ze mną na krótkie polowanie? Chciałbym też z tobą porozmawiać.
— Hmm? — Wystawił uszy, wyglądał na zdziwionego, że czarny kocur chce z nim rozmawiać — Oczywiście, parę zwierząt się przyda do wykarmienia reszty. — Wstał na cztery łapy.
— W takim razie przejdziemy się nad rzekę. W te upały zwierzyna raczej woli siedzieć w chłodniejszych miejscach — zaproponował.
Nie czekając na odpowiedź, ruszył do wyjścia. W drodze nad rzekę zwolnił i spojrzał na Miodową Korę.
— Ostatnio dla Świetlików Klan Gwiazdy, nie jest łaskawy... — zaczął rozmowę po długiej ciszy. — Jednak widzę, że u ciebie również nie jest najlepiej, Miodowa Koro. Ostatnio prawie wcale nie rozmawiasz z Porywistym Dębem. Mogę spytać, czemu? Jesteście rodziną — zauważył zmartwiony.
Na ostatnie pytanie zaczął lekko machać ogonem, ale potem odpowiedział.
— Porywisty Dąb dowiedział się w końcu prawdy, dlaczego reszta rodziny została w klanie wilka i nie uciekła z nami... Od tej pory nie rozmawiamy ze sobą. Nie dziwię mu się, z ucieczką odebrałem mu rodzinę i kotkę którą kochał. — Na ostatnie zdanie obrócił się do rzeki, nie chcąc patrzeć czarnemu kocurowi w oczy.
— Ach... Więc to tak wygląda... — mruknął pod nosem, nie siląc się na kontakt wzrokowy z liljowym. — Zamierzasz odbudować waszą relację? Wiem z doświadczenia, że zbyt długa cisza może bardziej zaszkodzić, niż wyleczyć rany. Jesteście jednak rodziną, a Świetliki urosną w siłę, jeśli będziemy się trzymać razem. Od śmierci Jarzębinowego Żaru wszystko się sypie... Powinienem jakoś temu zapobiec i zagwarantować wam godne miejsce do życia w tym lesie.
— To miło, że się starasz i pokładasz dużo nadziei w tej grupie, tylko jest problem. — Spojrzał na Mglisty Sen i to poważnie — Niestety, muszę ci powiedzieć, że, szczerze, tracąc łącznik z Klanem Gwiazdy, już jesteśmy skazani na porażkę. Jeśli więc zrobimy coś źle jak poprzednio, nie mamy gwarancji, że przodkowie nam wytkną nasze błędy i wskażą nam lepszą drogę. Nie mówiąc już o tym, że grupa jest teraz bardziej rozdzielona przez moją siostrę. Niektórzy już pewnie stracili nadzieję i są niepewni tego, co nasz czeka, szczerze ja też na ten moment nie wiem w którą stronę idziemy.
Mglisty Sen pokiwał smutno głową. Z każdym dniem tracił więcej nadziei i siły w przywództwo Świetlikami, a ciężar, jakim była Rysi Trop w izolatce, utrudniał zdobywanie zasobów oraz ich zarządzanie. Zawsze musiał mieć jakiegoś kota, który musiałby pilnować więźniarkę, a Pora Zielonych Liści oraz upały nie pomagały im wcale. Mogli się jedynie cieszyć, że ich dom był bardzo gęsto zalesiony, dzięki czemu mieli dużo cienia.
Przystanął nad rzeką i lekko wszedł do wody, pozwalając, by fale lekko obmywały mu poduszeczki łap. Poziom w rzece był bardzo niski i niewiele im było potrzebne, by przedostać się na drugą stronę, gdzie znajdowało się już terytorium Klanu Nocy.
— Jeśli miałbyś szansę zostać moim zastępcą, czy podjąłbyś się tego, czy prędzej wolałbyś odejść z tych terenów i żyć własnym życiem, z dala od problemów, które na nas sprowadziłem.
Liliowy się zawahał.
— Byłbym zaszczycony, choć się obawiam, że niektórzy mogą mi nie zaufać.
Widząc wątpliwości wymalowane na pysku Miodowej Kory, westchnął.
— Może i masz rację... Ja zaczynam mieć wątpliwości, czy Świetliki mnie uważają za przywódcę. Mam wrażenie, że nie mam tutaj faktycznej władzy i jej nigdy nie będę mieć. Jakby było to takie proste, to ogłosiłbym upadłość Świetlików i wolałbym, żeby każdy z nas rozeszło się w swoją stronę... — mówił cicho i poważnie. — Jarzębinowy Żar mówiła mi, że za bardzo ufam tej grupie. Wierzę w nas, choć przyszłość nasza jest krucha. Teraz mam wrażenie, że rozumiem, co miała na myśli. Przejrzałem na oczy, kiedy jest już za późno... Chcę, żeby to wszystko trzymało się kupy, jednak z dnia na dzień widzę, że tak nie będzie. Zaraz skończy się Pora Zielonych Liści i będzie coraz mniej zwierzyny oraz będzie zimniej. Możemy nie przeżyć, jeśli będziemy nadal uparci, żeby trzymać się tego przeklętego miejsca. Mimo że chciałbym ciebie, jako mojego zastępcę, tak samo nie trzymałbym urazy, gdybyś z własnym synem poszukał miejsca bezpiecznego, gdzie moglibyście zamieszkać sami, zdala od Klanów, Świetlików i wszystkich problemów, które ciążą nam na karku. Byłbym spokojny i wiedziałbym, że jesteście bezpieczni.
— Nie obwiniaj się, najwyżej było takie nasze przeznaczenie. Jesteś kotem o dobrym sercu, dlatego zostanę twoim zastępcą, ale gdybym chciał kiedyś odejść i ci powiem to, nie martw się o mnie, a gdybym nigdy nie wrócił lub bym odszedł i ci nie powiedział, to znajdź własną ścieżkę i znajdź miejsce najlepsze dla wszystkich.
Skinął mu głową. Słowa Miodowej Kory uspokoiły sumienie Mglistego Snu. Może to wszystko nie miało sensu i teraz liczyło się, żeby każdy odnalazł swoją ścieżkę.
— Rozumiem. Niech będzie dokładnie tak, jak Gwiezdni mają w planach.

< Miodowa Koro? >

13 stycznia 2026

Od Miodowej Kory CD. Mglistego Snu

— Oczywiście, że przeżyjemy, jeśli to dobrze rozegramy. Bowiem jeden fałszywy ruch i będzie po nas. — Trzeba w końcu było uważać z informowaniem w Klanie Wilka, gdzie koty mają odmienną wiarę. Kultystów było dużo, aż połowa klanu w tym ważne stanowiska.
— Jestem i tak pewny, że moja rodzina ze mną pójdzie — mówił, będąc tego tak pewnym, choć ich nie pytał. Iskrząca Nadzieja jednak była jego miłością, on kochał ją, a ona go więc na bank pójdzie! Nie będzie źle, może nawet zbiorą się w pokaźną grupę.

***

On kochał ją, a ona? Właściwie będąc w obcym miejscu, zdawał sobie sprawę jak tęskni za Iskrząca Nadzieją, za wspólnymi spacerami, pogawędkami i polowaniem. Czuł się winny, że nie przekonał jej, że jednak nie miał siły sprawczej, by zmienić jej zdanie. Wyobrażał sobie ich razem wolnych od Klanu Wilka, to było piękne wyobrażenie, choć stało się szybko nierealne. Miodowa Kora zbierał krzewy, chciał sobie zrobić posłanie, w którym będzie mu się przyjemnie spało, gdyż spanie na trawie i liściach, które dopiero co opadły nie było przyjemne. Chwycił już za gałąź jednych z krzewów, ale zauważył czarną sylwetkę, kota, który posiadał długą charakterystyczną brodę
— Cześć Mglisty Śnie, na początku cię nie widziałem, bo zlewałeś się z otoczeniem. Dopiero jak podszedłeś bliżej, to rozpoznałem cię, jednak czarne futro dobrze maskuje. — Spojrzał na młodzieńca.
Ten uśmiechnął się delikatnie i pokiwał głową
— Owszem, czarne futro szybko się zlewa z cieniami drzew i krzewów. Nie mogę odmówić, że łatwiej mi jest się kamuflować.
Podszedł do niego bliżej i spojrzał na gałąź, którą liliowy kocur zaczął ciągnąć.
— Zbierasz potrzebne rzeczy na posłania? Mogę ci pomóc. Ja już swoje posłanie zrobiłem i czeka na wybudowanie legowisk w nowym obozie — zaproponował. — Tak samo możemy zacząć zbierać materiały na posłanie Porywistego Dębu oraz do konstrukcji legowisk.
Tak....Porywisty Dąb... Wojownik patrzył tylko na jego łapy i było mu żal, że jako ojciec nie mógł ochronić swego syna.
— Mój syn będzie bardzo potrzebował nowego posłania... To dobry pomysł. — Zbierał nadal krzewy, choć zaciskał na nich bardziej zęby, gdy hańbiący czyn Kosaćca przeszedł mu przez głowę. Nie wiedział jak to możliwe, że ten zdrajca jeszcze żył! To było nieporozumienie, trzeba było go ukarać, tylko jeszcze ich społeczność nie była rozwinięta.
— Skoro już rozbudujemy się bardziej to, co będzie z nami dalej? Czy będziemy nadal tylko Świetlikami? — myślał na głos, zapominając przez chwilę o Mglistym Śnie.
Mglisty Sen podszedł do jednego z drzew i zaczął wyskrobywać mech, który im się przyda.
— Zależy. Jest szansa, że inne klany nas zaakceptują, a my urośniemy w siły, wtedy będziemy mogli się także nazwać klanem — zamruczał, myśląc dalej. — Mielibyśmy medyków, którzy by chodzili na zgromadzenia, by dzielić języki z Klanem Gwiazdy oraz lidera, który miałby duży autorytet u innych przywódców. Większość z nich jest starsza, a z tego, co obiło mi się ostatnio o uszy, to Spieniona Gwiazda odeszła. Władze w Klanie Nocy przejęła Mandarynkowe Pióro, teraz zwana Mandarynkową Gwiazdą. Nawet jeśli nie byłem wytypowany wtedy na zgromadzenie, to usłyszałem późniejsze rozmowy, po zgromadzeniach.
Spieniona Gwiazda już umarła? No cóż, niech spoczywa w pokoju, co do Mandarynkowej Gwiazdy to może w przyszłości się dogadają. Co do reszty to szło zbyt daleko, nawet tam, gdzie jeszcze nie byli.
— Śmiałe masz ambicje i zamysł, doceniam to — pochwalił go. — Naszą uwagę, jednak musimy skupić na bliższej przyszłości, musimy rozbudować miejsce, które znalazłem z Rysim Tropem i Stroczkową Łapą, jeśli chcemy myśleć już o większej społeczności i o nas samych. Przy okazji przydałoby się scalenie tej grupy, bo powiedzmy, że trzyma nas tylko wola Klanu Gwiazdy... a jeśli chcemy przetrwać dłużej niż kilka księżyców, to musimy się dogadać lub zaufać sobie w neutralnym stopniu. Potem bym pomyślał nad hierarchią i znalezieniu nowych chętnych do naszej grupy. Myślę, że jak to w miarę wszystko poukładamy, to będzie to, o czym mówisz, klany zaakceptują nasze istnienie i będziemy mogli wysyłać naszych medyków na spotkanie z przodkami.
Czarny młodzieniec przytaknął na jego słowa, większość w jego wieku była buntownicza. Mglisty Sen jednak był specyficzny, bardzo bystry i mądry. To tylko świadczyło o tym, że, Wrotyczowa Szrama i Brukselkowa Zadra dobrze go wychowały.
— Co do stania się jednością, to obawiam się właśnie, że to będzie dla nas największe wyzwanie. Mam wrażenie, że Świetliki dzielą się na dwa obozy. W jednym jestem ja, Jarzębinowy Żar, Stroczkowa Łapa, Szczawiowe Serce, Amorphina, Poziomkowa Polana oraz Zapomniana Koniczyna, a w drugim obozie jest Rysi Trop, Porywisty Dąb i Kosaćcowa Grzywa. Nie wiem, jak ty, jednak ja staram się zrozumieć ich. Nie wychodzi mi to najlepiej, a w szczególności z Rysim Tropem. Doceniam jej pomoc oraz sam fakt, że z nami poszła, jednak mam wrażenie, że nie patrzy ona przychylnie na większą część Świetlików. Nie dziwie się jej, była ona kultystką i może czuć, że nie jest przez nas akceptowana, jednak nadal to ona się zamyka na grupę. Nie widziałem, żeby z kimkolwiek rozmawiała oprócz ciebie oraz Kosaćcowej Grzywy. Miodowa Koro, jesteś mostem pomiędzy nami a nimi i potrzebuję byś, porozmawiał z Rysim Tropem. — Zebrał dużą ilość mchu i podszedł z materiałami na posłania. Tymczasem Miodowa Kora, przegryzł się przez gałęzie krzewów, zrywając je, myślał, że tyle mu na razie wystarczy.
— Porozmawiam z moją siostrą, na pewno nie jest jej łatwo po tym, że pomimo zdecydowania, że zrezygnuje z kultu i rodziny na rzecz grupy, to koty nadal krzywo patrzą na nią. Rysi Trop to naprawdę dobra wojowniczka i myślę, że nie powinniśmy długo rozmyślać o jej przeszłości w kulcie, bo to do niczego nie prowadzi. — Spojrzał na młodszego, dając mu znać, że mogą już wrócić do obozu.
Mglisty Sen się zgodził i razem poszli w stronę miejscach, gdzie mieszkały Świetliki.

<Mglisty Śnie?>

14 listopada 2025

Od Mglistego Snu CD. Miodowej Kory

Od jego rozmowy z Miodową Korą minęło trochę czasu, a on musiał znaleźć kota, który miałby pełnić funkcję jego prawej łapy w informowaniu kotów, które wierzyły w Klan Gwiazdy o ucieczce z Klanu Wilka oraz o interpretacji znaku przez Jarzębinowy Żar. Dziwne i niepokojące sytuacje nasilały się coraz bardziej, a ciężar planu ciążył mu coraz bardziej na barkach. Żal Gwiazdnicowej Łapy związany z odejściem ich siostry też nie ułatwiał mu zadania, wręcz miał wrażenie, że cała ta sytuacja przybiła wszystkich dookoła. W szczególności Brukselkową Zadrę, której świat teraz bardziej się kręcił wokół ich babki – Kwitnącego Kalafioru, która ciężko mogła znieść Porę Nagich Drzew.
“Czy powinienem powierzyć część obowiązków Miodowej Korze?” – zastanowił się, przystając pod gałęzią, z której ześlizgiwał się biały puch od delikatnego podmuchu wiatru.
Miał wcześniej na oku Pustułkowego Szpona, który wydawał się dla niego bardzo bliskim przyjacielem do tego stopnia, że sam zaczął ignorować fakt, że tamtego rodzicielkami są Makowy Nów oraz Mroczna Wizja. Mglisty Sen powinien być bardziej podejrzliwy i traktować czekoladowego solida, jako kultystę, mimo że nie biła od niego dziwna aura, to nigdy nie mógł mieć pewności, czy kocur nie wybrałby swojej rodziny i nie powiedziałby im o planie ucieczki oraz które koty wierzą w Klan Gwiazdy. Było to przykre, gdyby ich przyjaźń miała się skończyć w taki sposób, jednak Mglisty Sen wolał zostać przy swoim życiu oraz nie ryzykując życiem innych.
“Za to, co z Zapomnianą Koniczyną?”
Bardzo lubił łaciatego wojownika, był mu bardzo bliski i widział, jak starał się tamten sprostać oczekiwaniom Kruczego Pióra, jednak nie chciał go obarczać tak wielką odpowiedzialnością, jaką było powiadomienie innych kotów wierzących w Gwiezdnych o tajnym planie. Mógłby nie sprostać temu zadaniu, zostać całkowicie przygnieciony i przez przypadek powiedzieć to komuś, kto nie powinien tego wiedzieć. Poza tym wydawał się zachowywać coraz dziwniej ostatnimi czasy.
“Na tą chwilę najlepszym kandydatem jest Miodowa Kora”
Więc postanowione.
Słysząc nagły szum, skoczył do przodu, a w miejscu, gdzie przed chwilą przesiadywał spadła kupka śniegu.
“Pora wracać do obozu… Przyszedł czas…”

***

Wszedł do obozu i skierował się w stronę Miodowej Kory, który siedział przy stosie zwierzyny i rozmawiał razem ze swoją ukochaną Iskrzycą Nadzieją. Mglisty Sen nie wiedział, czy wojownik przez ten okres zdołał porozmawiać i przekonać swoją rodzinę do ucieczki z terenów Klanu Wilka, jednak musiał się kiedyś o to upomnieć.
– Miodowa Koro, Iskrząca Nadziejo. – skinął kulturalnie głową – Przepraszam was, że wchodzę wam w rozmowę, jednak potrzebuję porozmawiać z tobą, Miodowa Koro, na chwilę.
Para spojrzała się po sobie. Mógł przysiąc, że widział, jak mięśnie Miodowej Kory przez chwilę spięły się na jego widok, natomiast Iskrząca Nadzieją, niczym ciepłe słońce, posłała mu ciepły uśmiech i wymruczała:
– Oh, Mglisty Śnie, nie ma żadnego problemu.
Miodowa Kora otworzył pysk, jakby miał zaprzeczyć, jednak ostatecznie zdecydował się go zamknąć i posłuchać się żony. Nie zadając żadnych pytań, oboje wyszli do lasu pod pretekstem krótkiego polowania.
Śnieg przyjemnie skrzypiał pod ich poduszeczkami łap, a brak śladów zwierzyny doprowadziłby niejednego wojownika do postradania zmysłów, jednak oni wcale nie wyszli na polowanie. Kiedy dotarli nad zatoczkę, którą skuł lód, Mglisty Sen przystanął i z ciekawością wszedł na zmrożoną taflę wody.
– Więc co było tak ważne, że doprowadziłeś mnie tutaj taki kawał drogi? – powiedział w końcu Miodowa Kora ze słyszalnym zaciekawieniem i niepokojem w głosie.
Liliowy wojownik również wszedł na lód i spojrzał na ich odbicia. Mglisty Sen również spojrzał się w dosłowne lustro, na którym stali. Odbijało się w nim cudownie bielutkie niebo, z którego leciutko prószył śnieżek.
Mimo że nie byli spokrewnieni ze sobą, gdyż Mglisty Sen pochodził spoza Klanu Wilka, tak wyglądali do siebie łudząco podobnie. Byli podobnej postawy oraz oboje mieli krótkie ogony, różnili się kolorem futra, ułożeniem futra na policzkach oraz tym, że Miodowa Kora miał pędzelki na uszach, a on nie.
Czy mógłby być dla niego nowym obrazem ojca?
Pokręcił mocno głową, chcąc wybić z niej tę myśl. Może i byli rodziną, tą przyszywaną, tak nie rozmawiali za dużo i nie znali się całkowicie. Nie powinien aż tak szybko się przywiązywać!
– Mglisty Śnie? – powtórzył cicho Miodowa Kora, przywołując go do rzeczywistości.
– Przepraszam cię Miodowa Koro… Ostatnio się dużo dzieje… Wiesz ta sprawa ze zniknięciem Zaćmionego Horyzontu oraz martwię się nadal o Gwiazdnicową Łapę, Brukselkową Zadrę oraz Wrotyczową Szramę. Widzę, jak ciężko przechodzą jej odejście i nie mogę zaprzeczyć, że ten marazm mocno na mnie oddziałuje… Jednak nie muszę się skupić i potrzebuję twojej pomocy. – odchrząknął, gładząc łapą po swojej brodzie. – Nie wiem, czy nie poinformowałeś o planie Iskrzącą Nadzieję oraz swoje dzieci, jednak potrzebuję cię oraz twoich znajomości w Klanie Wilka, byś również zaczął informować koty, które wierzą w Klan Gwiazdy o ucieczce oraz znaku, jaki interpretowała Jarzębinowy Żar.
Twardym i poważnym spojrzeniem wwiercał się w duszę Miodowej Kory.
– Musimy przeżyć, Miodowa Koro. – dodał po chwili ciszy, jaka między nimi nastała.


< Miodowa Koro? >

03 listopada 2025

Od Miodowej Kory Do Mglistego Snu

Został zaciągnięty przez czarnego kocura do rozmowy i starał się utrzymać na pysku powagę. Był dosyć zaskoczony, że Dębowa Łapa dopuścił się przemocy wobec niewidomego ucznia. Sam kocur nie uczył go przemocy wobec innych kotów, był zawiedziony trochę swoim synem i chciał go ukarać, ale pierwsze musiał wymyślić sposób jak złagodzić problem.
— Porozmawiam z Dębową Łapą, dopilnuję, by przeprosił tego ucznia na następnym zgromadzeniu, za nim zrobi się gorzej. A karne obowiązki mu dam po przeprosinach, musi wiedzieć, że jego czyny mają konsekwencję.
Tak się porobiło, że liliowy kocur gotował się w środku, jeśli Nikła Gwiazda się o tym dowie to Dębowa Łapa i on zostaną skarceni, a on nie chciał po tym, co zrobił Topielcowy Lament bardziej dobić swoją rodzinę. Może dymny kocur nie był związany z ich rodziną krwią, ale jednak miał taką reputację, za nim zdechł.
— Sam nie wiem, jak najlepiej rozwiązać ten konflikt. Stałem tam na granicy, jak pokorny kociak, kiwając tylko głową na skargi Rozkwitającej Szanty. Nie mogłem inaczej tego załatwić oprócz wysłuchania jej.
Sfrustrowany przenosił swój wzrok to na rozmówcę, to na drzewa.
— Na pewno trzeba będzie, jakoś dotrzeć do Dębowej Łapy i dopytać go dokładnie, jak eskalowała ta sytuacja... Tamten Księżycowa Łapa był zbity na kwaśne jabłko, a jak ja interweniowałem, to nawet się nie bronił, tylko siedział zwinięty w kłębek... Dość że Dębowa Łapa zaatakował mniejszego od siebie, tak też kota, który jest niewidomy... Stawia to nas w złym świetle, jakbyśmy byli rozwścieczonymi dzikimi psami, które rzucają się, na wszystko, co się rusza.
— Nie powiem, jeszcze tylko brakowałoby mieć na karku Burzaków, wystarczy, że Klifiacy mają z nami złą relację.
Zwłaszcza że wiele księżyców temu była wojna gdzie Klan Wilka wygrał z Klanem Klifu, na pewno Judaszowcowa Gwiazda im tego nie zapomni. Musiał przekonać swojego zarozumiałego syna do tych przeprosin by nie było afery.
— Zapytam Dębową Łapę, co się stało na tej granicy, bo jego perspektywa też się przyda w tej sprawie, następnie dopilnuję na zgromadzeniu, by przeprosił tego burzaka i jego matkę. Powinno to zadziałać, innych alternatyw nie ma.
Pokiwał głową, nic nie mógł więcej dodać ani odjąć, no, chyba że powinien zapytać o ucieczce oraz wiarę, jaką wyznaje wojownik oraz jego rodzina. Nadal z Miodową Korą nie rozmawiał na ten temat. Najczęściej mijali się codziennie w obozie bez nawiązania jakichś głębszych rozmów.
Przestawił z łapy na łapę i ściszył głos.
— Chciałbym jeszcze porozmawiać o jednej rzeczy... Wiem, że będzie to nie odpowiednia pora, ale lepiej teraz niż czekać kolejne dni na znalezienie odpowiedniego momentu.
Spojrzał twardo na kocura, a liliowy wojownik nie ukrywał zdziwienia, choć jego wzrok był obojętny, by nie pokazać swoich emocji, bowiem oczy są odbiciem, tego, co się czuję.
— Czy ty i twoja rodzona wierzycie w Klan Gwiazdy? Doszły mnie słuchy od Kosaćcowej Grzywy, że jesteście z nami.
Podjął temat, przy czym ryzykując wiele.
Zdziwił się trochę, że wojownik pytał go o jego wiarę, wręcz bał się czy może jest z kultu i chce się upewnić, czy wierzą w Mroczną Puszczę? A może ktoś podsłuchał jego rozmowę na granicy z Klanem Klifu z Dębową Łapą? Kocurowi przez chwilę napięły się mięśnie, lecz gdy Mglisty Sen wspomniał o Kosaćcowej Grzywie, to się uspokoił, choć nadal był niepewny.
— Tak, wierzę ja, moja partnerka i jeden z moich synów, Dębowa Łapa.
To głupio brzmiało, że kot, który pobił kogoś na granicy, wierzy w Klan Gwiazdy, chociaż Dębowa Łapa był ateistą, ale wolał tego nie dodawać.
— A czemu pytasz o to? Czy coś się stało dokładnie?
Jeśli nowe koty się nawzajem upewniały czy ktoś wierzy w Klan Gwiazdy, to chyba o coś chodziło.
— Chodzi o to, że Jarzębinowy Żar planuje uciec z wierzącymi z Klanu Wilka... Odczytała znak i... Myślę, że ma rację. Za to ja szukam wierzących Wilczaków, którzy zostali przy wierze w Klan Gwiazdy. Sądzimy, że Klan Gwiazdy przestał traktować Wilczaków oraz ten klan, jako klan tylko zgraję krwawych samotników z ustaloną hierarchią... Musimy odnaleźć nasz święte miejsce…
— Planujecie uciec?
Zadał to pytanie trochę do siebie, trochę do niego, było ekstremalne uciec z Klanu Wilka, bo potem nie ma odwrotu. Jedyne co by go czekało, żeby chciał wrócić, to spotkałby się ze śmiercią, chociaż może gdyby kłamał, to by przeżył jak Dyniowa Skórka? Choć nie... nie wiadomo, w jakiej licznej grupie uciekną, nie będzie mieć to sensu, jeśli będzie ich dużo. Po dłuższym namyśle stwierdził, że ucieknie, choć by miał zżerający go żal, że zostawi swoją matkę i siostry, choć Wrotyczowa Szrama może z nim, ale nie wiedział co z Lamentującą Tonią i Rysik Tropem.
— Skoro Klan Gwiazdy tak chcę, to nie mogę protestować, za to ja spróbuję namówić moją rodzinę do ucieczki, moja partnerka i dzieci to koty, na których mi zależy.
Nie mógł zostawić przecież Iskrzącej Nadziei i reszty swoich kociąt na pastwę kultu, musiał jak najszybciej ich poinformować o ucieczce.
— A kiedy planujecie tak uciec? Muszę się upewnić, że mam czas ich poinformować. Mruknął.
Mglisty Sen westchnął z zakłopotaniem. Było widać zakłopotanie u młodego wojownika.
— Na tę chwilę masz jeszcze czas, ja próbuje rozmawiać z kotami, które wierzą i poinformować ich o ucieczce z tego okropnego miejsca. Jest jeszcze trochę kotów, które wierzą i planują uciec, więc możesz być spokojny, że nie będziemy sami.
Skoro miał dużo czasu, to mógł jeszcze przekonać Iskrzącą Nadzieję, by uciekła razem z nim poza klan, gdzieś daleko gdzie ich nie dosięgnie Mroczna Puszcza.
— Dziękuję za tę informację Mglisty Śnie, skoro już wszystko wyjaśniliśmy, to ja idę przekonać moją rodzinę, by ze mną poszła i jednocześnie opierniczyć mojego syna, bądź zdrów – siostrzeńcu.
To, co padło z ust na końcu wojownika, było nietypowe, przecież nawet nie miał z nim żadnego kontaktu, może jednak zaufał czarnemu kocurowi, bo go wychowała Wrotyczowa Szrama? Nie wiedział tego, ale za nim Sen miał coś powiedzieć, to Miodka już nie było. Bo poszedł z tą informacją, zastanawiając się tylko czy to szczęście, czy przypadek, że Klan Gwiazdy dopuścił do jego uszu wiedzę o ich wielkim planie, pomimo że najświętszy nie był, a jedno morderstwo wojenne już miał za sobą.

<Mglisty Śnie?>