— Oczywiście, że przeżyjemy, jeśli to dobrze rozegramy. Bowiem jeden fałszywy ruch i będzie po nas. — Trzeba w końcu było uważać z informowaniem w Klanie Wilka, gdzie koty mają odmienną wiarę. Kultystów było dużo, aż połowa klanu w tym ważne stanowiska.
— Jestem i tak pewny, że moja rodzina ze mną pójdzie — mówił, będąc tego tak pewnym, choć ich nie pytał. Iskrząca Nadzieja jednak była jego miłością, on kochał ją, a ona go więc na bank pójdzie! Nie będzie źle, może nawet zbiorą się w pokaźną grupę.
***
On kochał ją, a ona? Właściwie będąc w obcym miejscu, zdawał sobie sprawę jak tęskni za Iskrząca Nadzieją, za wspólnymi spacerami, pogawędkami i polowaniem. Czuł się winny, że nie przekonał jej, że jednak nie miał siły sprawczej, by zmienić jej zdanie. Wyobrażał sobie ich razem wolnych od Klanu Wilka, to było piękne wyobrażenie, choć stało się szybko nierealne. Miodowa Kora zbierał krzewy, chciał sobie zrobić posłanie, w którym będzie mu się przyjemnie spało, gdyż spanie na trawie i liściach, które dopiero co opadły nie było przyjemne. Chwycił już za gałąź jednych z krzewów, ale zauważył czarną sylwetkę, kota, który posiadał długą charakterystyczną brodę
— Cześć Mglisty Śnie, na początku cię nie widziałem, bo zlewałeś się z otoczeniem. Dopiero jak podszedłeś bliżej, to rozpoznałem cię, jednak czarne futro dobrze maskuje. — Spojrzał na młodzieńca.
Ten uśmiechnął się delikatnie i pokiwał głową
— Owszem, czarne futro szybko się zlewa z cieniami drzew i krzewów. Nie mogę odmówić, że łatwiej mi jest się kamuflować.
Podszedł do niego bliżej i spojrzał na gałąź, którą liliowy kocur zaczął ciągnąć.
— Zbierasz potrzebne rzeczy na posłania? Mogę ci pomóc. Ja już swoje posłanie zrobiłem i czeka na wybudowanie legowisk w nowym obozie — zaproponował. — Tak samo możemy zacząć zbierać materiały na posłanie Porywistego Dębu oraz do konstrukcji legowisk.
Tak....Porywisty Dąb... Wojownik patrzył tylko na jego łapy i było mu żal, że jako ojciec nie mógł ochronić swego syna.
— Mój syn będzie bardzo potrzebował nowego posłania... To dobry pomysł. — Zbierał nadal krzewy, choć zaciskał na nich bardziej zęby, gdy hańbiący czyn Kosaćca przeszedł mu przez głowę. Nie wiedział jak to możliwe, że ten zdrajca jeszcze żył! To było nieporozumienie, trzeba było go ukarać, tylko jeszcze ich społeczność nie była rozwinięta.
— Skoro już rozbudujemy się bardziej to, co będzie z nami dalej? Czy będziemy nadal tylko Świetlikami? — myślał na głos, zapominając przez chwilę o Mglistym Śnie.
Mglisty Sen podszedł do jednego z drzew i zaczął wyskrobywać mech, który im się przyda.
— Zależy. Jest szansa, że inne klany nas zaakceptują, a my urośniemy w siły, wtedy będziemy mogli się także nazwać klanem — zamruczał, myśląc dalej. — Mielibyśmy medyków, którzy by chodzili na zgromadzenia, by dzielić języki z Klanem Gwiazdy oraz lidera, który miałby duży autorytet u innych przywódców. Większość z nich jest starsza, a z tego, co obiło mi się ostatnio o uszy, to Spieniona Gwiazda odeszła. Władze w Klanie Nocy przejęła Mandarynkowe Pióro, teraz zwana Mandarynkową Gwiazdą. Nawet jeśli nie byłem wytypowany wtedy na zgromadzenie, to usłyszałem późniejsze rozmowy, po zgromadzeniach.
Spieniona Gwiazda już umarła? No cóż, niech spoczywa w pokoju, co do Mandarynkowej Gwiazdy to może w przyszłości się dogadają. Co do reszty to szło zbyt daleko, nawet tam, gdzie jeszcze nie byli.
— Śmiałe masz ambicje i zamysł, doceniam to — pochwalił go. — Naszą uwagę, jednak musimy skupić na bliższej przyszłości, musimy rozbudować miejsce, które znalazłem z Rysim Tropem i Stroczkową Łapą, jeśli chcemy myśleć już o większej społeczności i o nas samych. Przy okazji przydałoby się scalenie tej grupy, bo powiedzmy, że trzyma nas tylko wola Klanu Gwiazdy... a jeśli chcemy przetrwać dłużej niż kilka księżyców, to musimy się dogadać lub zaufać sobie w neutralnym stopniu. Potem bym pomyślał nad hierarchią i znalezieniu nowych chętnych do naszej grupy. Myślę, że jak to w miarę wszystko poukładamy, to będzie to, o czym mówisz, klany zaakceptują nasze istnienie i będziemy mogli wysyłać naszych medyków na spotkanie z przodkami.
Czarny młodzieniec przytaknął na jego słowa, większość w jego wieku była buntownicza. Mglisty Sen jednak był specyficzny, bardzo bystry i mądry. To tylko świadczyło o tym, że, Wrotyczowa Szrama i Brukselkowa Zadra dobrze go wychowały.
— Co do stania się jednością, to obawiam się właśnie, że to będzie dla nas największe wyzwanie. Mam wrażenie, że Świetliki dzielą się na dwa obozy. W jednym jestem ja, Jarzębinowy Żar, Stroczkowa Łapa, Szczawiowe Serce, Amorphina, Poziomkowa Polana oraz Zapomniana Koniczyna, a w drugim obozie jest Rysi Trop, Porywisty Dąb i Kosaćcowa Grzywa. Nie wiem, jak ty, jednak ja staram się zrozumieć ich. Nie wychodzi mi to najlepiej, a w szczególności z Rysim Tropem. Doceniam jej pomoc oraz sam fakt, że z nami poszła, jednak mam wrażenie, że nie patrzy ona przychylnie na większą część Świetlików. Nie dziwie się jej, była ona kultystką i może czuć, że nie jest przez nas akceptowana, jednak nadal to ona się zamyka na grupę. Nie widziałem, żeby z kimkolwiek rozmawiała oprócz ciebie oraz Kosaćcowej Grzywy. Miodowa Koro, jesteś mostem pomiędzy nami a nimi i potrzebuję byś, porozmawiał z Rysim Tropem. — Zebrał dużą ilość mchu i podszedł z materiałami na posłania. Tymczasem Miodowa Kora, przegryzł się przez gałęzie krzewów, zrywając je, myślał, że tyle mu na razie wystarczy.
— Porozmawiam z moją siostrą, na pewno nie jest jej łatwo po tym, że pomimo zdecydowania, że zrezygnuje z kultu i rodziny na rzecz grupy, to koty nadal krzywo patrzą na nią. Rysi Trop to naprawdę dobra wojowniczka i myślę, że nie powinniśmy długo rozmyślać o jej przeszłości w kulcie, bo to do niczego nie prowadzi. — Spojrzał na młodszego, dając mu znać, że mogą już wrócić do obozu.
Mglisty Sen się zgodził i razem poszli w stronę miejscach, gdzie mieszkały Świetliki.
<Mglisty Śnie?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz