Trening Kasztanki przebiegał bez problemów, przynajmniej do tej pory. Ruda kotka normalnie wstawała, gdy Gąska z rana informowała terminatorkę o udaniu się w teren w związku z treningiem. Nie skarżyła się na nic, jak i również nic nie wskazywało, że nie udało jej się uporać z żałobą po zmarłym bracie. A jednak Gąska była w błędzie. Gdy Kasztanka przedstawiła swój warunek odnośnie udania się na dzisiejszy trening, łapy Gąski zmiękły, a w gardle powstała gula, uniemożliwiająca udzielenia odpowiedzi od razu. Była pewna, że uczennica rozmawiała z rodzicami na temat odejścia jej brata do Wszechmatki, jednak wyglądało na to, że rodzice pominęli z nią tę rozmowę. A może nie pominęli? Może właśnie tak jej uczennica radziła sobie ze stratą? Chyba coś takiego słyszała kiedyś od zmarłej szamanki, gdy była małym kociakiem. Różne koty na swój własny sposób przechodziły żałobę, a być może Kasztanka celowo lub też nie, zdecydowała się na przejście jej etapami.
Zaprzeczenie. Złość. Negocjacje. Depresja. Akceptacja.
– D-dobrze – Wręcz wydukała, obserwując córkę Kolendry; na jej pyszczku, na którym malowała się pewność siebie, upartość i determinacja zagościł uśmiech. – Paprotek może nam towarzyszyć podczas treningu...
– Słyszałeś?! Zgodziła się! – zachichotała, a jej spojrzenie utkwione było na pustym posłaniu. Uczennica poderwała się z legowiska, nie spuszczając spojrzenia ze swojego zmarłego brata, którego jako jedyna w legowisku była wstanie dostrzec. Prawdopodobnie niewidzialny Paprotek otarł się o kocicę, gdyż ta wygięła bródkę do góry i zamruczała. – Kto ostatni przy wyjściu z obozu ten zgniłe jajo! – zwołała i tyle ją widziano, gdy ruszyła w kierunku wyjścia z obozu.
Gąska przez dłuższą chwilę wpatrywała się w puste posłanie. Posłanie, które mogło należeć do Paprotka, gdyby kocurek nie odszedł księżyce temu. Być może również uczyłby się na stróża jak jego siostra. A może na zwiadowcę? Może wojownika?
Pokręciła łebkiem, starając się przegnać myśli, które utrudniałyby jej prowadzenie dzisiejszego treningu. Pieczarka powierzyła jej ważne zadanie, jakim było wytrenowanie kolejnego stróża. Musiała dać z siebie sto procent, a nawet więcej, aby podołać temu zadaniu. Nawet jeśli okoliczności w Owocowym Lesie temu nie sprzyjały i Gąska była niemalże pewna, że wzięła na swoje barki o wiele za dużo niż była w stanie udźwignąć.
Powolnym krokiem ruszyła w kierunku wyjścia z obozu, przy którym stała Kasztanka i wykłócała się ze swoim braciszkiem o to, kto dobiegł pierwszy do celu. Posłała słaby uśmiech terminatorce, decydując się ją zabrać w miejsce, gdzie paprocie rosną największe i najpiękniejsze.
~~~
Gąska obserwowała, jak jej podopieczna hasa wśród trawy. Co jakiś czas wykrzykiwała imię swojego zmarłego brata, aby ten biegł szybciej. Bura kotka położyła po sobie uszy, czując się źle, z tym że okłamuje Kasztankę. Nie chciała, aby ktoś ze starszych obdarowywał rudą kotkę dziwnym spojrzeniem, gdy zachowywała się tak, jakby jej brat był tuż obok. Nerwowo poruszyła ogonem, zastanawiając się, co powinna zrobić. Była mentorką Kasztanki, była za nią odpowiedzialna. Była niczym jej matka. Jednak była pewna, że uczennica nie będzie chciała jej wysłuchać, gdy będzie starała się jej wytłumaczyć, że tylko ona jest w stanie dostrzec Paprotka.
– Myśl Gąsko... myśl... – mruknęła pod nosem. Podeszła do paproci rosnącej przy upadłej kłodzie, po czym ruchem ogona przywołała do siebie Kasztankę. – Spójrz Kasztanko. Ta paproć ma piękne duże liście. Co o niej sądzisz? Chyba że wolisz poszukać jakieś innej, z mniejszymi liśćmi... – miauknęła, przyglądając się uczennicy taksującej spojrzeniem roślinę. Kasztanka odwróciła pyszczek w kierunku pustej przestrzeni, a z jej pyska wypłynął potok słów zaadresowany do zmarłego brata. Kotka chciała zasięgnąć jego opinii, czy ta paproć będzie jej pasować. – K-kasztanko... po powrocie do obozu, udamy się do szamanki, dobrze? – Uśmiechnęła się.
(Kasztanko?)
do treningu Kasztanki, 582 słów treningu medyka
🪿🪿🪿
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz