— W tym miejscu drzemie potencjał. Świetliki w końcu będą miały swój prawdziwy dom.
“Prawdziwy dom…” — powtórzył w myślach i otworzy oczy.
Właśnie zaprowadził część zdrowych kotów do nowego obozu. Mieli zająć się zadaniami, które on miał im zlecić. Odwrócił się w stronę Rysiego Tropu, Miodowej Kory oraz Amorphiny.
— Przyszedł czas na pierwsze zmiany. Musimy oczyścić to miejsce i zacząć znosić potrzebne materiały do zbudowania legowisk — zaczął krótką przemowę — Jednak musimy się przygotować na to, że efekty nie będą tak szybkie, jak byśmy chcieli. Jest nas dużo, jednak nie aż tyle by pogodzić polowania, patrole oraz odbudowanie od zera nowego obozu. Zejdzie nam pewnie wiele czasu, jednak kiedy chorzy wyzdrowieją, tak też nasza praca przyspieszy.
Popatrzył się uważnie po trójce kotów. Rysi Trop nie maskowała znudzenia, natomiast Miodowa Kora wraz z Amorphiną uważnie go wysłuchali.
— Podzielimy się na obowiązki. Rysi Trop wraz z Amorphiną uprzątnęłybyście polanę ze zbędnych roślin i innych śmieci, Miodowa Koro, ty zajmiesz się wraz ze mną szukaniem surowców na legowiska i posłania.
Żadne z kotów nie podważyło jego słów, co było dość dziwne. Był święcie przekonany, że była kultystka stawiałaby opór przed jego rozkazami, jednak kotka rzuciła swojemu bratu krótkie spojrzenie i odetchnęła z ulgą, jakby zadowolona, że Mglisty Sen nie przydzielił ich razem do jednego zadania.
“Dziwne z nich rodzeństwo…” — skomentował w myślach.
Kotki przeszły do nakazanych im czynności, natomiast Mglisty Sen wraz z Miodową Korą wdrapali się po grubych korzeniach drzewa, aby wyjść z wyrwy, po czym zniknęli w oddali.
— Rozdzielmy się, przeszukamy w ten sposób większy teren — zaproponował mu liliowy wojownik.
Nie zamierzał się sprzeczać, tym bardziej że nie musiał wychodzić z inicjatywą lub z nowym planem. To był całkiem dobry schemat. Nie musieli w niezręcznym milczeniu przeszukiwać ściółki, a każdy z nich mógł się skupić na zadaniu.
Skinął starszemu głową i oboje rozeszli się w dwóch różnych kierunkach. Czarnofutry zniknął w podszyciu i oddalił się w głąb terytorium, które jeszcze poznawali. Dzięki skupieniu znajdował wiele przydatnych miękkich gałęzi oraz mchu, które na pewno przydadzą się do budowania legowisk oraz posłań. Odkładał je w zagłębienie pod młodym dębem.
* * *
Minęło już sporo czasu, odkąd zaczął poszukiwania materiałów na nowe legowiska. W lesie robiło się coraz ciemniej, a przez korony drzew przebijały się kolory pomarańczu oraz fioletu. Właśnie słońce zachodziło, a w powietrzu można było usłyszeć grające świerszcze.
Odkładał dłuższy pęd jeżyny, kiedy w oddali, w cieniach lasku, zauważył poruszającą się białą plamę.
— Co do-
Odłożył pęd na bok i zmrużył oczy, by lepiej przyjrzeć się sylwetce.
“Na pewno nie jest to Stroczkowa Łapa… Może to Amorphina? Jednak, co ona by tutaj robiła? Nie miała sprzątać wraz z Rysim Tropem?” — Przycupnął blisko młodego dębu, ostrożnie by nie zostać zauważonym — “Wątpię by była to Amorphina… ten kot ma jeszcze czerń i jest niski?”
Postać zniknęła między krzewami i cieniami lasu. Mglisty Sen nie mogąc się powstrzymać, ruszył w stronę nieznajomego. Skrywając się w podszyciu, podszedł niezauważalnie na tyle blisko, by owego kota, by móc przyjrzeć się mu z bliska.
Była to kotka o umaszczeniu czarny van, a jej żółte oczy przeczesywały cienie lasu, jakby martwiła się, że ktoś ją zauważy. Jednakże kotka nie maskowała swojego dobitnego zapachu, który przypominał mocno ten, który mieli członkowie Klanu Nocy.
“Czy powinienem zaatakować albo odprowadzić ją na granicę z Klanem Nocy? Czy to ich wojowniczka? Wygląda najwyżej na uczennicę…” — zastanawiał się — “Czy w ogóle powinienem ją przeganiać? Jeszcze Świetliki nie są w stanie przetrwać samodzielnie na tych terenach… Nie przegoniliśmy Czereśniowego Pocałunku, więc tej kotki też nie powinienem przeganiać...”
Zanim zdołał się zastanowić mocniej nad tym, co powinien zrobić, nieznajoma zniknęła za następnymi krzewami. Podążając za nią, dotarł nad rzekę, która dzieliła ich od odległych terenów Klanu Nocy.
Wyszedł z cienia, ujawniając swoją obecność przed nieznajomą. Kotka od razu odwróciła się w jego kierunku i wykrzywiła się w łuk.
— Kim jesteś? — syknęła nieufnie — Śledziłeś mnie?
Oczywiście, że ją śledził, jednak nie zamierzał tego ujawniać. Szczególnie że nieznajoma zareagowała bardzo nerwowo.
— Nie, zauważyłem nowe futro w tym lesie. Chciałem się zapoznać. Jesteś z Klanu Nocy? Pachniesz rybami.
Nieznajoma przekrzywiła głowę, a jej czujny wzrok zmienił drastycznie. Kotka zamyśliła się na chwilę, jakby zastanawiając się, czy powinna powiedzieć mu prawdę.
< Przebiśniegu? Może jednak zechcesz być otwarta na nowe znajomości wśród samotników? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz