Nagle usłyszała zawołanie.
— Makowa Łapo! — krzyknął kot z drugiej strony granicy. Zwiewny Mak zaskoczona odwróciła się, by ujrzeć Czajkę.
— Czajko! — odmiauczała kotka. Gdy zerknęła na teren Owocowego Lasu, ujrzała jeszcze innego, obcego jej kota z tyłu. Nieznajomy nie patrzył w stronę Owocniaczki, a więc czarna pokazała przyjacielowi, by przebiegł drogę grzmotu. Nie wiedziała czemu, ale czuła chęć opowiedzenia Czajce o ostatnich zdarzeniach.
Gdy przybiegł, zamruczała cicho.
— Powinieneś mnie teraz nazywać Zwiewny Mak! — zamiauczała.
— Gratulacje! Jesteś wojowniczką! — odparł. Burzaczka jeszcze raz zamruczała.
— Szkoda, że nie możemy się częściej widywać… chyba że spotykalibyśmy się gdzieś potajemnie? Nikt się o tym nie dowie! — Czajka spojrzał na nią.
— Zdradzalibyśmy klan! — powiedział.
— Samo spotykanie nie byłoby zdradzaniem klanu. A poza tym nikt nie będzie wiedział o naszych spotkaniach — rzekła pewna siebie kotka. Zwiadowca jeszcze chwilę się zastanowił.
— No dobrze…ale gdzie możemy się spotykać? I kiedy? — zapytał. Zwiewny Mak pomyślała przez chwilę. Musiała się zastanowić, gdzie byłoby dobre miejsce na spotkania.
— Wiem! Możemy spotykać się na Wrzosowej Polanie. Jest na waszym terenie, ale przez smród drogi grzmotu nikt mnie nie wyczuje — powiedziała kotka.
Czajka machnął ogonem.
— Dobry pomysł. — Kotka kiwnęła głową.
— Jutro w nocy? — spytała. Kocur przytaknął i odbiegł do siebie, na swoje terytorium.
* * *
Zwiewny Mak przebiegła przez drogę potworów i skierowała kroki w stronę polany przepełnionej fioletowym kwieciem.
Gdy zobaczyła zwiadowcę czekającego na nią wśród wrzosów, ucieszyła się bardziej, niż chciała. Zakradła się od tyłu i skoczyła na niego.
— Mam cię! — zachichotała czarno-biała kotka. Czajka okręcił się i przytrzymał ją przy ziemi.
— Chyba jednak nie, co? — odparł, także śmiejąc się. Kotka zamruczała.
— Wypuść mnie! — zażądała z figlarnym błyskiem w oczach. Owocniak odszedł o krok, pozwalając jej się wygrzebać.
— Oczywiście, Zwiewna Gwiazdo! — zachichotał. Zwiewny Mak usiadła obok.
— Może się przespacerujemy? — spytała.
— Dobrze — odparł Czajka. Młode koty szły lekkim krokiem wzdłuż drogi grzmotu.
Zwiewny Mak spojrzała na towarzysza. Było coś takiego w jego błyszczących oczach, jego swobodnym kroku. Coś, co sprawiło, że kotka poczuła się szczęśliwie u jego boku. Nie było to szczęście, jakie odczuwała z Kołysankową Łapą lub rodziną. Było to szczęście, którego ona sama nigdy wcześniej nie zaznała.
<Czajko?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz