Okrutnym było uczucie, kiedy ten czuły, pełen troskliwości gest, sprawiał, że chociaż na zewnątrz łapki przestawały drgać, tak wewnątrz chłód narastał.
Już od samego początku, kiedy rodzeństwo położyło się spać, a rodzicielka wkrótce do nich dołączyła, nieco niezgrabnie próbując ułożyć się w sposób, aby dać im potrzebną ochronę przed mrozem, Szron robiła wszystko, aby umknąć. Nie mogła jednak ukrywać, że temperatura była przeraźliwie uporczywa. Noce stawały się niemożliwe do przespania bez wsparcia futerka matki. A to sprawiało, że za dnia, po tym, jak budziła się wtulona w miękki brzuch, była jeszcze bardziej uszczypliwa, obrażona i niezadowolona z wszystkiego i wszystkich. Często myślała o długowłosych, puszystych wojownikach, którzy przychodzili od czasu do czasu do kociarni. Gdyby tylko miała taką sierść... Nie musiałaby teraz leżeć pod ogonem niebieskiej karmicielki. To była jej najnowsza taktyka. Mogła spać odwrócona do Źródlanej Łuny pupą. Nie, żeby jednooka specjalnie wpatrywała się w swoje pociechy. To był jeden z problemów, do których uczepiła się jej córka. Karmicielka niemal nigdy nie patrzyła na swoje dzieci. Również, kiedy przychodził czas odpoczynku. Chociaż odgradzała je swoim ciałem, pysk spoczywał na łapach, wpatrzony przed siebie lub w całkowicie przeciwną stronę. To denerwowało Szron niemal tak bardzo, jak kiedy już rodzicielka raczyła zerknąć. To jednak było gorsze... To, ile przeróżnych emocji mogło kryć jedno oko... Nawet głupie kocie było w stanie rozpoznać kilka z nich.
Kolejny podmuch wiatru wtargnął do żłobka. Drobne, jasne ciałko zadrżało pod kołdrą z matczynej kitki. Szron poczuła, jak końcówka ogona próbuje owinąć jej się wokół brzucha, aby dać jej trochę więcej ochrony, komfortu. Nastroszyła się momentalnie i wierzgnęła długimi nogami, wygramalając się spod bezpiecznej osłony. Momentalnie zesztywniała z zimna. Delikatne szuranie jeszcze bardziej skupiło jej uwagę na leżącej dalej kotce.
— Szron... wracaj, przeziębisz się — mruknęła słabo Źródlana Łuna, nie chcąc obudzić syna, który niestety i tak został delikatnie skopany przez siostrę podczas jej raptownej próby oswobodzenia się z sideł niebieskiego ogona. — Proszę.
Na słowa królowej kotka jedynie prychnęła pod nosem, odsłaniając wystające zęby i odwróciła się. Zrobiła kilka niepewnych kroków. Nawet jeśli poruszanie się szło jej już bardzo dobrze, tak przez ziąb panujący w całym obozie, jej kosteczki i drobne mięśnie zdecydowanie odmawiały jej pełnego posłuszeństwa. Padła na mech w kącie. Mogła położyć się przy boku Jastrzębiego Zewu, ale nie lubiła, jak kocica spogląda na nią, kiedy myśli, że pointka tego nie widzi. Nie lubiła tego, jak wszyscy na nią patrzą.
— Strzępku, nie... — Dotarły do niej kolejne słowa, a kroki brata, których dźwięk znała wyśmienicie, stawały się głośniejsze z każdym uderzeniem serca. W końcu poczuła jego ciepło u swojego boku, a uszy wyłapały ciche i smutne westchnięcie matki. Nie wstała jednak. Wiedziała, że nie ma sensu jeszcze bardziej nastawiać dwójkę przeciwko sobie.
— Będziesz chora — powtórzył za rodzicielką.
— I co z tego? W lecznicy tesz mają legowiszka — powiedziała, plując lekko przez swój zdeformowany pysk. — Ale będziesz muszał być tu szam.
— Zostawisz mnie? Nie ma już nawet Naparstnicy — zauważył, a siostra jedynie przewróciła oczami.
— On i tak był nudny... Nie zoształ wojownikiem. — Uderzyła ogonem. Nie wiedziała do końca, o co chodzi z rolą protektora, ale nie mogła być czymś dobrym, nie brzmiała. — Moszesz pochorować szię ze mną.
<Brat?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz