Teraźniejszość
Tego dnia Kocimiętkowy Wir postanowiła podejść do swojej siostry. Niedawno udało im się szczerze porozmawiać; wspomnienie tamtego momentu wciąż sprawiało, że rudej na sercu robiło się jakoś cieplej. Cieszyła się, że zawsze miała na kogo liczyć. I tak czasem, ale tylko czasem, myślała nawet, że może bratnia dusza niekoniecznie musi być kimś, kogo kochasz romantycznie. Może Makowa Łapa była jej bratnią duszą, ale tylko platonicznie?
— Cześć, siostro! — przywitała się zielonooka, ocierając się łebkiem o policzek uczennicy. — Jak trening? Lepiej się pospiesz, bo Zalotna Gwiazda nie wygląda na taką, co daje fory! — szepnęła do niej, mrużąc delikatnie oczy. Nowa przywódczyni faktycznie wyglądała na dosyć surową i właściwie przemowa, jaką ich obdarzyła, także nie brzmiała zbyt kolorowo dla kotów takich jak Makowa Łapa. Takich, które w oczach Zalotnej Gwiazdy mogłyby przeszkodzić Klanowi Wilka w osiągnięciu “bezwzględnej siły”. Kocimiętkowy Wir nie chciała nawet o tym myśleć, ale bardzo martwił ją fakt, że ruda kocica wciąż jeszcze nie wygrała żadnej walki, a czas jej uciekał.
— Nie martw się, Kocimiętko. Myślę, że jestem już bliżej niż dalej — zapewniła ją siostra, choć zielonooka wciąż nie była przekonana. — Wilgowa Gorycz uczy mnie nowych rzeczy, więc postępy idą mi bardzo szybko — dodała jeszcze, uśmiechając się subtelnie.
— No dobrze! Powiedzmy, że ci wierzę. Ale w takim razie myślisz, że z kim będziesz walczyć? — zapytała, przekręcając delikatnie główkę. — Może z Cienistą Łapą! Jest w naszym wieku, co nie? Ale to syn samej przywódczyni, na pewno jest całkiem silny… — mruknęła Kocimiętka, trochę się pesząc. Nie chciała, by jej siostra traciła nadzieję na wygraną, ale jednocześnie chciała myśleć realistycznie. — Ale jeśli nie on, to może Cykoriowa Łapa? Wiesz, koleguję się z Ognikową Słotą i słyszałam, że Cykoria jest całkiem krnąbrna, nie przepada za walką i nie uważa na treningach. Pokonanie jej będzie dla ciebie jak upolowanie ślepego wróbla! — roześmiała się, a jej krótki ogonek zadrżał.
Makowa Łapa odwróciła od niej wzrok, nieśmiało się uśmiechając.
— Może. Ale ja sama też nie przepadam za walką… Nie wiem, czy Cykoriowa Łapa naprawdę będzie aż tak słabym przeciwnikiem. Na pewno wyniosła cokolwiek z lekcji Ognikowej Słoty, a ona… wiesz, też jest córką Zalotnej Gwiazdy — wymamrotała, zmiatając kurz z ziemi ogonem.
— Oj, nie marudź! Z kimś w końcu musisz wygrać, ja to wiem! Nigdy nie pozwolę ci stąd odejść, a przynajmniej nie samotnie. Jeśli Zalotna Gwiazda będzie śmiała cię wyrzucić, to tego dnia straci też jednego z wojowników – mnie! Zapewne nasza mama też bez wahania z nami pójdzie — wygłosiła pewnie, nadymając lekko policzki.
Makowa Łapa zachichotała.
— Wiesz, nawet mnie nie dziwi twoja decyzja — mruknęła rudofutra. — Ja na twoim miejscu pewnie zrobiłabym to samo. Już raz straciłyśmy członków rodziny, a ja nie chcę tracić ich więcej… — westchnęła Makowa Łapa, na co Kocimiętka zamarła. Jej serce zabiło szybciej, a przez ciało przeszedł dreszcz.
Na moment w jej uszach zaczął dzwonić głos Króliczej Ułudy, a w umyśle poczęły lśnić kobaltowe oczy tamtej kocicy. Na tamtym zgromadzeniu poczuła się tak, jakby straciła ojca nie po raz pierwszy, lecz już po raz drugi.
— Kocimiętko, wszystko dobrze?
Pręgowana wyrwała się z zamyślenia, podnosząc wzrok na siostrę.
— Tak… tak. Tylko tak sobie przypomniałam, że miałam z tobą porozmawiać na temat pewnej rzeczy i… mogłybyśmy przejść się teraz na spacer — zaproponowała, próbując wyrazem swojego pyska nie zdradzić tego, że wiadomość, jaką przekaże siostrze, wcale nie będzie pozytywna.
— Z tobą zawsze — odparła prędko bursztynowooka, jednak w jej głosie przyczaiła się nutka wątpliwości.
Kocimiętkowy Wir jednak nie zamierzała zwracać na to uwagi. Skinęła głową w stronę wyjścia z obozu i podążyła w tamtą stronę, nie obracając się za siebie. Już rozmyślała nad tym, jak powinna powiedzieć siostrze o tym, co spotkało ją na zgromadzeniu. Powinna być bezpośrednia, czy może owinąć wszystko w bawełnę? Zastanawiała się, jak Makowa Łapa zareaguje na te wieści – i czy tak właściwie nie byłoby lepiej, gdyby nigdy nie poznała… prawdy. Jednak czy nie byłoby to wobec niej niewłaściwe? Mak zasługiwała na to, by wiedzieć, co dzieje się z jej ojcem. Może też, tak jak kiedyś Kocimiętka, myślała, że ich ojciec za nimi tęskni, że je opłakuje i bardzo chciałby je znów zobaczyć? Może ona też wciąż łudziła się, że gdyby spotkali się na nowo, mogliby być szczęśliwą rodzinką. Co, jeśli miała za złe Dyniowej Skórce, że odeszła z nimi do Klanu Wilka, podczas gdy tak naprawdę ruda kocica zrobiła to dla ich dobra?
* * *
Kocimiętka przysiadła przy czarnym okręgu. Słyszała, że dawniej te tereny należały do Klanu Klifu, jednak gdy rozpętała się wojna, Wilczakom udało się zagarnąć ten skrawek terytorium od Klifiaków. Ciekawe, jak wtedy wyglądała relacja Dyniowej Skórki i Króliczej Ułudy. Mama nie była zbyt chętna do dzielenia się swoją przeszłością i zarodkiem jej relacji z tatą, więc Kocimiętka mogła się tylko domyślać. Z całą pewnością było to dla nich bardzo trudne. Pewnie mieli tyle ze sobą wspólnego, lecz żyli w klanach, które z jakiegoś powodu się poróżniły.
— Więc o czym chciałaś porozmawiać? — spytała nagle Makowa Łapa, strzygąc ze zniecierpliwieniem uchem. — Chyba zaraz odmarznie mi tu zadek! — jęknęła żartobliwie, przycupnąwszy obok Kocimiętki.
Wyraz pyska zielonookiej był wręcz grobowy. Wpatrywała się ona w głąb klifiackich terenów, jakby z bólem.
— Na jednym ze zgromadzeń… — zaczęła smętnie, pociągając nosem — …spotkałam naszego tatę.
— Nie gadaj! — wtrąciła się Makowa Łapa, aż podnosząc się na równe łapy. — Widziałaś Królika? Na zgromadzeniu? Nie wierzę…! Naprawdę, tę Króliczą Ułudę? — dodała jeszcze, po czym polizała się kilka razy po futerku na klatce piersiowej, próbując się uspokoić.
— No mówię! Też się tego nie spodziewałam. Myślałam, że został razem z Trójokim Zającem w siedlisku! A teraz się okazuje, że jednak żyją sobie w Klanie Klifu i grzeją tyłki… A ponadto… zakładają już nowe rodziny — stęknęła, zwieszając ponuro głowę.
— Jak to zakładają nowe rodziny? Co masz na myśli? — zapytała z niepokojem Makowa Łapa. Kocimiętka czuła, jak ogon jej siostry przecina nerwowo powietrze.
— Nasz tata siedział na zgromadzeniu z jakąś obcą kotką. Był szczęśliwy, śmiał się… — wymamrotała, mrużąc oczy, do których poczęły napływać łzy. Przetarła je łapą.
— Jesteś pewna, że to jego nowa partnerka? A co, jeśli to tylko znajo-
— Nie! Makowa Łapo, ty nie rozumiesz… Ja widziałam jego wzrok. Tego nie da się pomylić! Był jak zakochany kundel! — fuknęła, również wstając z miejsca. Spod zaszklonych oczu spojrzała na siostrę, marszcząc brwi. — Im szybciej pogodzisz się z tym, że on już nie wróci, tym lepiej. Ja z początku bardzo za nim tęskniłam. Moje serce bolało na myśl, że mógł tak potwornie nas zdradzić, ale teraz? Teraz już mnie to nie obchodzi. Zrozumiałam, że niektórym zależy na tym, by jak najszybciej zapomnieć o błędach przeszłości.
<Makowa Łapo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz