Przeszłość
Gęsto porośnięte kępy trzciny szeleściły na chłodnym wietrze, ocierając się o siebie, tym samym zwracając uwagę młodego kocurka. Kasztanek bawił się wystającym mchem z posłania, czując chropowatą kulkę pod swoimi poduszkami. Posłał ją w powietrze, następnie skrzywił się, gdy spadła mu na pyszczek. Poruszenie w centrum zwróciło jego uwagę. Wyjrzał łebkiem, spoglądając na Nocniaków. Co takiego mogło się wydarzyć? Gdy tak próbował wyłapać oczkami cokolwiek sensownego, pojawił się przed nim starszy kocurek. Miał ciemne, brązowe oczyska, futro rude z jaśniejszymi miejscami. Spozierał na niego z góry, w jego oczach był swego rodzaju błysk nieprzewidywalności – albo przynajmniej tak odebrał to Kasztanek. Usiadł, przysuwając łapy blisko swojego brzucha. Poruszył wąsami, kładąc uszy po sobie.
— Hej, Kasztanku, może chciałbyś się ze mną przejść, co? — miauknął Rezedowa Łapa, uśmiechając się do młodziaka. Wyglądał dumnie, był pewien siebie.
Kasztanek otworzył oczy szerzej, spinając mięśnie. Gdzie chciał go zabrać nieznajomy uczeń? Między nimi była konkretna różnica, Nocniak zdążył urosnąć dużo bardziej, widać było pod jego futrem powoli kształtujące się mięśnie. Dymny prezentował się przy nim dość marnie niczym mała mrówka przy modliszce.
— Chodź, pokażę ci coś fajnego. Zobaczysz, spodoba ci się — zachęcał, zwracając uwagę młodziaka z powrotem na siebie. Kocię wstało, zastanawiając się, co takiego to mogło być.
— Nie zrobisz mi krzywdy? — zapytał, chcąc się upewnić.
Uczniak zaśmiał się, kręcąc głową. — No coś ty! Myślisz, że nie mam nic lepszego do roboty? — ruchem ogona nakazał mu, by podreptał za nim. Kocurek, lekko uspokojony, obejrzał się przez ramię. Jego mama, Niedźwiedziówka nie czuła się ostatnio za dobrze. Może to i lepiej, że nie przeszkadzałby jej chociaż przez chwilę. Kiwnął głową do starszego, gramoląc się tuż za nim. Upadł na grunt, czując momentalne przytłoczenie tak wielką ilością bodźców. Wszystko wokół było takie jasne, tyle różnych pysków kręciło się po centrum, mimo to nikt nie spojrzał w jego kierunku, każdy był zajęty sobą. Starsi dzielili się językami, patrol już dawno wyruszył, Rezedowa Łapa wraz z Kasztankiem poszli na boczek.
Przed nosem kociaka przeleciał czerwony owad. Kocurek skulił się, kładąc łapki po głowie. Co to było?! — Co to jest…! — pisnął, czując, jak robi mu się niedobrze.
Rezedowa Łapa pacnął go lekko po łbie. — Głuptasie, to biedronka. One nie zrobią ci krzywdy — miauknął. Maluch podniósł się, zaglądając za uciekającym owadem. Rudy podskoczył do niej prędko i chwyciwszy ją w łapę, położył tuż przed młodszym. Kasztanek spojrzał na niego z widocznym zakłopotaniem. Rezeda kiwnął mu głową. — No dalej, zjedz ją.
— Czemu?
— Dzięki temu będziesz silniejszy, pewniejszy siebie i ładniejszy. Tak ładny, jak ja. Myślisz, że dzięki czemu jestem taki duży, a ty taki mały? Bo jeszcze nie zjadłeś swojej.
— Ojej… poważnie? Skąd ty wiesz takie rzeczy?
— Przecież się uczę, prawda? Wiadomo, że wiem więcej od ciebie.
— No dobrze… — mruknął maluch, schylając się powoli. Chwycił zębami biedronkę, czując jak gorzki, nieprzyjemny posmak rozpływa mu się po podniebieniu. Przetrwał to jednak, chcąc też w ten sposób pokazać, że dotrzymuje słowa, oraz że nie jest wcale takim słabiakiem, jak mogło się wydawać. Oczywiście był bardzo strachliwy, prawdziwa boimyszka, aczkolwiek nie chciał tego więcej pokazywać przed Rezedową Łapą. Skoro uczeń wiedział tak wiele, niekorzystnym byłoby pokazać mu się od tej słabszej strony, nikt nie chciał się do niej przyznawać… Kasztanek wystawił język z obrzydzeniem, gdy skończył swój “posiłek”. Rezedowa Łapa uśmiechnął się, powstrzymując od śmiechu, czego młodzik nie wyłapał.
— Kiedy stanę się lepszy, jak mówisz? To chyba nie działa…
— Bo musisz zjeść jeszcze jedną. O! Zobacz — wskazał palcem kolejnego owada, który energicznie przemierzał długi kłos trawy. — Spróbuj ją złapać — polecił, przysiadłszy i owinąwszy ogon wokół swoich łap.
Kasztanek przywarł nisko do ziemi, próbując naśladować to, co zaobserwował u swojego rodzeństwa. Po chwili wyskoczył, przewracając się na bok. Krzyknął, bojąc się, że zrobił sobie poważną krzywdę. Jego równowaga była naprawdę przykra. Mimo to udało mu się sięgnąć po owada… a potem ponownie go spożyć. Znowu smak był potwornie zły, dużo bardziej przypadło mu do gustu mleko mamy. Rezedowa Łapa parsknął śmiechem, zakrywając łapą pyszczek.
— I jak? Jestem fajniejszy? — zapytał Kasztanek z nadzieją, podnosząc się z mokrej ziemi. Obejrzał swoje ciałko, doszukując się jakichkolwiek zmian wskazujących na poprawę sylwetki lub czegokolwiek.
— Tak! Taak… — rudy machnął łapą ze śmiechem, po czym odwrócił się na pięcie, zachęcając kocurka do tego, żeby poszedł za nim. — Chodź, musisz już wracać. Bo zaraz zaczną cię szukać, a nie chcesz chyba problemów, prawda? — zapytał starszy.
Kocię podbiegło do niego na chwiejnych łapkach. Oczywiście, że nie! Kto by chciał kolejnego ochrzanu?
<Rezedowa Łapo, ty jesteś taki mądry, naucz mnie kiedyś czegoś jeszcze!>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz