Przeszłość, przed ucieczką Osetka
— Wiesz, że nie puszczę cię, dopóki ich nie zjesz? Moim obowiązkiem, jako ucznia uzdrowiciela, jest dbanie o członków Owocowego Lasu, a ty jesteś jednym z nich. Nie pozwolę na to, by po azylu szlajał mi się chodzący trup. — Na nieudolną próbę rozluźnienia atmosfery przez ucznia, na białym pysku zwiadowcy pojawił się nieco krzywy, zbolały uśmiech. Doceniał starania Osetka, lecz to nie mogło sprawić, by poczuł się lepiej. Nie po tym, jak co noc nawiedzały go obrazy śmierci, kiedy tylko pozwalał ciężkim powiekom opaść na nieco dłużej.
— Wiem Osetku, wiem — przyznał widocznie zmęczony całą tą sytuacją. Nie wiedział, ile minęło od tragicznego dnia, każdy wschód słońca zlewał się w jeden niekończący się dzień. Była to istna droga przez męczarnie, lecz nie chciał zaniedbywać swoich obowiązków w Owocowym Lesie.
— Dziękuję — dodał słabo, schylając głowę po ziarna maku. Te chwile później pokonały jego przełyk, pozwalając się odprowadzić pod opieką młodszego do legowiska uzdrowicieli.
***
Minęło raptem kilka dni, kiedy niebieski kocur czuł się jak młodo narodzony. W końcu jakoś pogodził się ze śmiercią dawnego przyjaciela, nie obwiniając się za wypadek tamtego mrocznego dnia. Można powiedzieć, że zwiadowca wręcz promieniał z każdym wschodem słońca, nawet jeśli wielkimi krokami zbliżała się pora nagich drzew i pozostała ósemka kotów miała łapy pełne roboty, podobnie jak Czajka. Jedynym momentem, gdy radość nagle z niego ulatywała, była chwila, kiedy widział gdzieś smugę czekoladowej sierści, tak dobrze mu znanej, że od razu, by ją odróżnił w tłumie innych kotów o tym samym umaszczeniu. Od ostatniego zgromadzenie ta dwójka unikała siebie jak ognia, było widać z daleka wiszące między nimi napięcie gęste niczym mgła, którą można ciąć pazurami.
Czajka nie próbował ponownie rozmawiać z Czerwcem, gdyż miał nadzieję, że ten w końcu wybaczy mu młodzieńczy wybryk i tylko potrzebuje czasu, by to osiągnąć. Dlatego też młodszy nie naciskał, woląc nie pogarszać sprawy, jak to uczynił w czasie pokojowej nocy.
Kocur właśnie korzystał z chwili wolnego po kolejnym patrolu tego dnia, gdy usłyszał raczej znajomy głos. Ten należał do młodego wychowanka liliowego uzdrowiciela.
— Witaj Osetku! Tak, jest już zdecydowanie lepiej i bardzo Ci za to dziękuję — wymruczał z uśmiechem. — Oczywiście, skoro takie twoje zalecenie — dodał, gdy młodszy wspomniał o zażyciu maku przy następnej bezsenności, by ta się nie przerodziła w halucynacje.
***
Tamta rozmowa była ostatnią, którą odbył zwiadowca z czarnym uczniem, gdyż ten niedługo później opuścił Owocowy Las. Brązowookiego zastanawiał powód takiej decyzji przez Osetka — zdawało mu się, że podopieczny Wiciokrzewu dobrze się odnajduje w ich społeczności, a nawet jeśli to miał przecież bliskie grono kotów, jak liliowy uzdrowiciel. Czajka od dnia zniknięcia zielonookiego ponownie zaczął nieco chodzić z głową w chmurach, jakby właśnie tam znajdowała się odpowiedź na wyciągnięcie łapy.
— Skup się — syknęła czekoladowo srebrna kotka, która przewodziła obecnym patrolem. Oprócz Figi był jeszcze Hiacynt, lecz ten nie trafił energii na upominanie najmłodszego członka ich trójosobowej grupy.
Na uwagę starszej, niebieski jedynie skinął głową, co raczej spotkało się z mało przychylnym wzrokiem ze strony kotki. Młody zwiadowca podejrzewał, że może mieć to związek z faktem, iż to właśnie ta zielonooka zwiadowczyni szkoliła Czerwca i zapewne do dziś dnia utrzymywali ze sobą kontakt.
<Tęsknie każdego dnia, Osetku. Wróć do Owocowego Lasu>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz