— Trudno było nie słyszeć. Wystarczyło mieć sprawne uszy. Nawet jak kogoś nie było podczas tego... oskarżenia, że tak to ujmę, Błękitnej Laguny, to najwidoczniej plotki noszą się tutaj z prędkością rzecznego nurtu — mruknął, owijając się ogonem. Nie był aż tak przejęty tą sytuacją. Na pewno nie tak, jak jego szwagierka. Poczuł się zobligowany dodać, wiedząc, jaką posiada reputację w klanie. — Aha i żeby to było jasne, tym razem ani ja, ani Trzcinowy Szmer nie maczaliśmy w tym łap.
Borówka spojrzała na niego smutno, chcąc mu dać do zrozumienia, że to nie był zbyt dobry czas na te typowe "żmijowcowe" zaczepki i dramatyczne zagrywki.
— Wiem, wiem... Dużo można o tobie mówić, ale szanujesz Szałwiowe Serce... Nie posądziłabym cię o rozpowiadanie plotek o nim.
— To dobrze, bo już mi się o ucho gdzieś obiło, że to niby od naszej dwójki, Laguna miał się o tym dowiedzieć, ale to bez sensu, po co miałbym się zapuszczać na tereny Klanu Klifu. Może jakbym miał dalej ucznia, ale teraz? Nie ma szans. — Nachylił się nad ukleją i wziął drobny, elegancki kęsik.
— Ale... Co o tym sądzisz, tak szczerze? — powtórzyła jedno z kilku pytań, którym zasypała go na samym początku.
— Nie wiem — rzucił bez namysłu. Chwile milczał, ale wyraz na mordce wojowniczki powiedział mu, że jeśli nie chce wyjść na kretyna, musi rozwinąć swoją wypowiedź. Przełknął i kontynuował: — Mam w sobie mniej krwi Klanu Nocy niż ta ryba. — Wskazał na swój nadgryziony posiłek. — Ciężko mi krytykować kogoś, kto wszedł związek z kimś z innego klanu, wiedząc, że i moja matka, i mój ojciec byli samotnikami i nie należeli do żadnego, kiedy zdecydowali się na posiadanie potomstwa. Nie widze w tym nic złego, ale może to właśnie problem, nie moja zaleta. Na pewno w ten sposób myśli Błękitna Laguna.
— Rozumiem — skomentowała krótko niebieskooka.
— Swoją drogą, nie mów może głośno tej mojej opinii, co? — Przechylił nieco głowę, patrząc jej prosto w pysk. — Nie wiem, jakie nastawienie do tego wszystkiego ma Mandarynkowa Gwiazda, a ja wciąż... niekoniecznie ją ku sobie z powrotem przekonałem. Wole nie pakować się w dodatkowe bagno, rozumiesz? — Kotka kiwnęła głową, a Żmijowiec odwzajemnił gest, biorąc kolejnego dziaba. Na moment zapanowała nieco niezręczna cisza, którą za wszelką cenę chciał przerwać. Borówkowa Słodycz ubiegła go jednak i zadała pytanie, na szczęście niezwiązane już z tematem Szałwiowego Serca.
— Widziała, że wychodziłeś na patrol poranny z Tojadem. — Na te słowa skrzywił się i niechętnie potaknął. — Wiesz, gdzie jest? Nie widziałam go, a już wróciliście...
— Pszczoła użądliła go z brzuch, kiedy próbował złapać mysz — opowiedział prędko, nie chcąc zbyt długo rozwodzić się nad swoim przygłupim bratem. Na wspomnienie pisku, który wydał z siebie rudy, uśmiechnął się jednak i dodał: — Poszedł do Gąbczastej Perły, ale nie wiem, ile można siedzieć u medyków z czymś tak błahym.
— Może ma uczulenie... — zmartwiła się jego partnerka.
— Może. — Wydłubał sobie pazurem ość spomiędzy zębów. Coś go tknęło, aby wrócić do poprzedniego tematu: — A ty? W sumie ty nie powiedziałaś mi, co o tym wszystkim myślisz, Boróweczko... Przedstaw mi opinie kota, który wie, jak to jest poświęcić wiele dla prawdziwej miłości... Godność, honor, zdrowy rozsądek... — wyliczył, szczerząc się.
<Borówka?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz